Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

"Perfumiarz" Ina Knobloch

Wydawnictwo: Telbit
Seria: Nefretete
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 400
Oprawa: Miękka
ISBN: 978-83-62252-53-4
EAN: 9788362252534
Moja ocena: 6/6


Autorka napisała tę książkę zainspirowana życiem, osobą i talentem Giovanniego Marii Fariny. Urodził się on w rodzinie Farinów gdzie "wszystko oceniano na podstawie woni. To nos decydował, czy ziemia była gotowana siew, czy nadawała się na założenie winnicy, sadu owocowego czy tylko na łąkę do wypasu bydła, czy kogoś trawiła choroba albo jaki miał charakter- członkowie rodziny Farinów nosem rozpoznawali więcej niż oczyma".

Giovanni Maria Farina ur. 8 grudnia 1685 w Santa Maria Maggiore, Verbania, Piemont, Włochy, zm. 25 listopada 1766 w Kolonii) – twórca receptury i producent wody toaletowej, znanej jako woda kolońska Eau de Cologne.
W 1709 r. J. M. Farina założył w Kolonii fabrykę perfum, która dziś jest najstarszą na świecie. Wyprodukowanej przez siebie wodzie toaletowej, o unikalnym zapachu, nadał nazwę: „Eau de Cologne” na cześć swojej nowej ojczyzny. Rozsławiło to Kolonię w XVIII w. jako miasto perfum, co upamiętnia rzeźba Fariny, umieszczona na wieży ratuszowej.
W XVIII w. w przedsiębiorstwie Fariny – „Eau de Cologne Farina” – zaopatrywały się niemalże wszystkie europejskie dwory królewskie i książęce, poczynając od króla pruskiego Fryderyka Wilhelma I, poprzez cesarzową Marię Teresę, króla Francji Ludwika XV, włącznie z królem Polski, Stanisławem Augustem Poniatowskim.
Swój nowy zapach J. M. Farina opisał w liście z 1708 r. adresowanym do brata: „Mój zapach przypomina włoski, wiosenny poranek po deszczu; pomarańcze, cytryny, grejpfrut, bergamoty, limonki oraz kwiaty i zioła rosnące w mojej ojczyźnie.
Tajemnicą tej zapachowej kompozycji i jej sukcesu była doskonale opanowana sztuka destylacji, którą J. M. Farina przywiózł ze sobą z Włoch, gdzie się urodził. Popularność oryginalnej „Eau de Cologne Farina” sprawiła, że w XIX w. na rynku europejskim pojawiły się jej imitacje pod nazwą „Woda kolońska”. Pomimo nazwy, ich kompozycje zapachowe dalece odbiegały od oryginału.
„Eau de Cologne Farina” używali Wolter, Goethe, Balzac, królowa Anglii Wiktoria, Oscar Wilde, Tomasz Mann, Marlena Dietrich oraz księżniczka Diana.
Perfumy „Eau de Cologne Farina” są produkowane po dziś dzień według oryginalnej receptury przez ósme już pokolenie rodu Farina.

Już od najmłodszych lat Giovanni zaskakiwał a jednocześnie zachwycał swoim nad wyraz wrażliwym powonieniem. Potrafił węchem rozpoznać każdą roślinę czy owoc oraz stadium zaawansowania ich dojrzałości. Po zapachu rozpoznawał konkretną osobę. Jego czuły nos potrafił wśród wielu przypraw rozpoznać zgniłe mięso. "Szczególnie pomocny bywał przy poszukiwaniach " leśnych diamentów", białych trufli, gdyż natura obdarzyła go rzadkim talentem bezbłędnego wskazywania węchem tych szlachetnych grzybów, ukrytych głęboko pod ziemią".
Giovanni po ukończeniu 14- stego roku życia wyrusza z babką do Wenecji uczyć się fachu perfumiarza, metod pozyskiwania olejków, esencji zapachów i aromatów. Podczas wyprawy spotyka towarzyszkę dziecinnych zabaw Antonię. Otacza ją delikatna woń niewinności, z dyskretną cytrynową nutą i szczyptą fiołków. Ten zapach jest tak niezwykły , że Giovanni zakochuje się w dziewczynie bez pamięci. W swojej wielkiej nieśmiałości próbuje pozyskać jej względy. Zachwycony nowym uczuciem oraz siłą pożądania próbuje stworzyć perfumy , zapach doskonały, specjalnie dla niej. Zajęty komponowaniem tego perfekcyjnego dzieła nie zauważa rywala, swojego największego wroga, bezwzględnego i brutalnego Bernardo. Jest dalekim krewnym Giovanniego, pochodzi z ubogiej rodziny, w której króluje przemoc,nałogi i choroby. Bernardo z wielkiej zazdrości o powodzenie rodziny Farinów próbuje wyeliminować ich największą chlubę- Giovanniego. Znając uczucia młodego perfumiarza do Antonii chce zniszczyć ten związek.

Do książki podeszłam z wielką rezerwą. Kiedy przeczytałam, że Ina Knobloch zafascynowana życiem i talentem Giovanniego napisała swoją powieść, spodziewałam się wielkiego patosu i peanów pochwalnych. Sądziłam, że książka może być zmodyfikowaną wersją "Pachnidła" Patricka Süskinda.
Nic bardziej mylnego. "Perfumiarz" jest ciekawym połączeniem historii, miłości i pasji.
Z każdej strony wyzierają zapachy przybliżając nazwy i znaczenia, których nie znałam.
Książka jest bardzo wiarygodna przez styl i język w jakim jest pisana. Akcja rozpoczyna się w 1685 roku a więc sformułowania, pojęcia są "żywcem" wyjęte z tamtych lat. Daje to nam poczucie przeniesienia w czasie i zanurzenia się w środowisku italskich aromatów ziół i kwiatów.
Podobało mi się opatrzenie każdego rozdziału informacjami na temat różnych roślin, produktów i części składowych zapachu oraz wiadomości, przysłowia i aforyzmy z nimi związane.

Książka jest też pewnego rodzaju przestrogi apelem o równowagę w życiu. Giovanni jest przykładem na to jak pasja może przysłonić to co najważniejsze. Perfumiarz był tak zajęty własnym rozwojem, nauką i tworzeniem idealnego zapachu, że nie zauważył w porę zerwania więzi i osłabienia uczuć Antonii. Nie warto być zapatrzonym w jeden punkt gdyż możemy wiele stracić.

Ina Knobloch przedstawiła nam wiele postaci, niektóre rzeczywiste a niektóre fikcyjne. Obdarzyła ich różnymi charakterami co wzbogaciło moje doznania czytelnicze. Spiski, bogate życie elit italskich dodało lekturze smaku a mnie zapierały dech w piersi.
W powieści denerwowała mnie postać Antonii. Była bardzo podatna na wpływy, niepewna swoich uczuć, nie słuchająca własnej intuicji. Nie umiała zaufać własnym opiniom i obserwacji. Nie miała własnego zdania, można było jej wszystko wmówić. Zachowywała się jak chwiejny płomień na wietrze. Raz przyjmowała i wierzyła w miłość ukochanego by za chwilę w nią zwątpić. Moim zdaniem zasłużyła na los, który ją spotkał.

Zapoznając się z "Perfumiarzem" zdałam sobie sprawę jak bardzo w życiu codziennym nie doceniamy tak ważnego zmysłu- węchu. Nie mam na myśli naszego gustu, wyboru perfum itp.
Po prostu nie zwracamy już uwagi jak pięknie pachnie świat. Nie umiemy po zapachu rozpoznać kwiatów, owoców, warzyw. Nie delektujemy się zapachem potraw. Przyszło mi do głowy, że nowo narodzone dzieci posługują się węchem. Ogólnie jest wiadome, że noworodki potrafią po zapachu rozpoznać własną matkę. Z biegiem lat, upływem czasu zatracamy te zdolności. W naszym cywilizowanym świecie, nasze nowoczesne i super- wygodne sprzęty zabijają naturalne wonie. Musimy ratować się tymi w słoiczkach, w kontaktach, odświeżaczach powietrza.
Mój ulubiony zapach z dzieciństwa? Pomarańcze. Pachniały tak intensywnie, tak cudownie. Dzisiejsze pomarańcze nie pachną. Podsypywane nawozami, konserwantami zatracają swoją indywidualność, swoje pierwotne piękno.

Chciałabym napisać słów kilka o Wenecji w XVIII w. Uchodziła o potwornie brudne i śmierdzące miasto: "wszędzie unoszą się wyziewy z rozkładających się ryb i mięsa, smród fekaliów, zapach ługu, dym i jeszcze kilka innych, odrażających woni". Trudno wyobrazić sobie życie w takim miejscu. Mam jednak wrażenie, że za kilkanaście lat cała kula ziemska będzie jednym, wielkim wysypiskiem śmieci, gdzie smród będzie jedną z najmniejszych niedogodności. Choroby, epidemie będą trawić naszą społeczność.
W niektórych rejonach świata już zaczyna brakować dostępu do czystej wody. Nie tylko do kąpieli ale przede wszystkim do picia. Jak widać historia lubi się powtarzać, zataczać koło.

Książka poruszyła we mnie sporo strun. Począwszy od niuansów zapachów poprzez znaczenie tego zmysłu w dzisiejszych czasach aż po zagadnienia ekologiczne. To dobrze. Uważam, że wtedy książka jest dobra kiedy zmusza nas do myślenia, kiedy otwiera nas na lepsze przeżywanie świata i niesie za sobą jakieś przesłanie.


Za książkę dziękuję portalowi DużeKa i wydawnictwu Telbit




Czytaj dalej...

"Czy to prawda, że..." Christoph Drösser

Wydawnictwo: PWN
Oprawa: miękka
Data ukazania się: 13-01-12
ISBN: 978-83-01-16859-9
Stron: 360
Wymiary: 143x205
Moja ocena: 5/6


Wszyscy zadajemy pytania ale nie zawsze otrzymujemy rzetelne odpowiedzi. Niektóre mity odnośnie np. Coca- coli czy naszego organizmu trwają niezmiennie od kilkunastu lat. Nikt do tej pory nie podjął się zebrania ich wszystkich w jednej książce i nie zaspokoił naszej ciekawości . Jest jeden człowiek, który się na to odważył, to Christoph Drösser. Urodził się w 1958 r. i jest redaktorem działu naukowego tygodnika "Die Zeit" , dla którego w roku 1997 powołał do życia kolumnę "Zgadza się?", na podstawie której powstała książka "Czy to prawda, że...". W 2005 r. został wybrany Dziennikarzem naukowym roku.

"Czy to prawda, że..." to zbiór zadziwiających prawd, półprawd i legend ostatnich dziesięciu lat. Pytania są oryginalne a często naprawdę zaskakujące. Są różnorakie, czasem zabawne a czasem bardzo poważne. Odpowiedzi natomiast zawsze są przemyślane i sprawdzone.
Christoph Drösser odpowiada na nie, starając się uzasadnić zakładaną "prawdę" lub "fałsz" i wykorzystuje aktualną wiedzę w wybranych dziedzinach nauki.

Bardzo podoba mi się forma książki. Pytania są wytłuszczone i wyróżniają się na stronach. Są przejrzyste i w bardzo prosty sposób można znaleźć odpowiedź na nurtujące nas pytanie. Spis treści jest zmyślnie skonstruowany, tak aby szybko i łatwo można było trafić na właściwą stronę. Są napisane w taki sposób aby każdy mógł zrozumieć i przyswoić treść. Autor nie używa trudnych zwrotów, terminów i słów. Często podpiera się opinia autorytetów w danej dziedzinie nauki, publikacjami czy eksperymentami. Całość jest okraszona wesołymi obrazkami , komiksami, historyjkami i anegdotami.

Lektura jest przyjemna. Wiedzę przyswaja się naturalnie, od niechcenia. Niektóre pytania znalezione w książce,od jakiegoś czasu, nurtowały mnie osobiście. Wreszcie znalazłam sensowne odpowiedzi. Na dokładkę znalazłam łatwy i tani sposób na pozbycie się mrówek z ogródka (w sezonie wiosenno- letnim strasznie mi dokuczają). Wystarczy zwykły proszek do pieczenia, który znajduje się w prawie każdym domu.
Uważam, że książka jest dla każdego czytelnika, od takiego małego, który dopiero zaczyna zadawać pytania po tych bardziej dociekliwych, którzy lubią zgłębiać tajemnice świata.
Ja mam w domu dwóch odkrywców a "Czy to prawda, że..." będzie pomocna gdy zaczną zadawać trudne pytania.

Zapraszam wszystkich do udziału w konkursie, który jest organizowany przez Wydawnictwo PWN. Kliknij tutaj, a może uda Ci się wygrać książkę "Czy to prawda, że..." 


Za egzemplarz recenzyjny bardzo dziękuję panu Piotrowi z wydawnictwa PWN

Czytaj dalej...

"Książę ciemności" Anne Stuart

Autor: Anne Stuart
Seria: Powieść Historyczna
Liczba stron: 314
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-238-8118-3
W sprzedaży od: 28.12.2011 
Moja ocena: 5/6
 

Bohaterkami powieści Ann Stewart są siostry Harriman- Elinor i Lydia. Wiodą one upokarzającą i nędzną egzystencję, nie z własnej woli. Na takie życie skazała je ich matka lady Caroline, uciekając od męża, zmieniając kochanków i prowadząc rozpustne, hulaszcze życie i zatracając się w hazardzie. Traci wszystkie pieniądze przeznaczone na wyżywienie i odzienie. Razem z córkami musi przenieść się do najnędzniejszej dzielnicy Paryża. W tym czasie choruje już na tzw. "chorobę hiszpańską", która jest w ostatnim stadium. przysparza córkom wiele cierpienia. Siostry muszą pilnować matkę i strzec ją przed popełnianiem głupstw. Nie udaje im się to. Lady Caroline udaje się uciec. Zabiera ze sobą brylantową broszkę, która miała zapewnić byt w czarnej godzinie. Kiedy Elinor dowiaduje się gdzie pojechała matka, postanawia ruszyć jej śladem. Trop prowadzi do pałacu hrabiego Francisa Rohana, organizatora śmiałych przyjęć, na których znudzeni i zepsuci arystokraci folgują swoim zachciankom w każdej dziedzinie życia. Elinor wchodzi do jaskini hazardu i rozpusty. Co tam zastanie? Czy ocali przyszłość swoją i Lydii?

Losy sióstr Harriman zaciekawią każdą entuzjastkę romansów. Fabuła jest zgrabnie poprowadzona i ma za zadanie wciągnąć czytelnika od pierwszych słów. Udaje się ta sztuka.
Ann Stewart snuje opowieść o niełatwym życiu kobiet w XIX wieku. Trudno być zaradną w teraźniejszości a jeszcze trudniej było w czasach gdzie dziewczyna miała z góry przypisaną rolę: była ozdobą domu i mężczyzny. Elinor aby zapewnić sobie i siostrze godziwe warunki życia miała do wyboru dwie opcje. Albo korzystnie wyjdzie za mąż albo zostanie guwernantką lub damą do towarzystwa. Te rozwiązania tylko z pozoru dają poczucie niezależności. Czy wybierze jedno czy drugie wyjście musi oprzeć swoje życie na drugiej osobie.
 

Elinor i Lydia to silne kobiety. Ich mocą jest wzajemna miłość, która napędza do działania i stawania frontem do każdej niedogodności.
Natomiast Lady Caroline zapisze się w kanonie najgorszych matek. Dlaczego? Sprzedała swoją straszą córkę, 17- letnią wówczas Elinor, podstarzałemu arystokracie, kolekcjonerowi dziewic. I to nie po to aby mieć pieniądze na utrzymanie ale na hazard. Lady Caroline to bezduszna i bez uczuć kobieta. Nie interesowała jej reputacja ani dobro Elinor. Dopuściła się nawet szantażu by zmusić córkę do uległości. Nie szczędziła przykrych uwag i uszczypliwości. Dbała tylko o swoje przyjemności i dla nich była gotowa poświęcić wszystkich i wszystko. Używała swoich córek jako towaru, mogącego zapewnić jej wesołe i beztroskie życie.


Najbardziej dynamiczną postacią jest hrabia Francis Rohan. Z wierzchu rozpustny i bardzo bezpośredni. W środku delikatny, romantyczny i uczuciowy. Bitwa i masakra pod Culloden, której był świadkiem i uczestnikiem zmieniła jego postrzeganie świata. Stał się zgorzkniałym człowiekiem. W momencie kiedy poznaje Elinor jest znany wśród elit Paryża jako książę ciemności . Organizuje raz do roku, w Wielkim poście, Igrzyska Zastępów Niebieskich, na których wszystko jest dozwolone, od wyuzdanej miłości po oszustwa, gry, zakłady i hazard. Pod wpływem miłości zmienia się. Rezygnuje ze swojego dotychczasowego życia i ryzykuje je aby ratować ukochaną.
 

Dlaczego kobiety zakochują się w buntownikach, mężczyznach z "czarnymi sercami"? Dlaczego chcą ich nawracać? Czy taka już nasza kobieca natura aby opiekować się zagubionymi owieczkami?
Książka bardzo mi się podobała. Przeczytałam ją w jeden wieczór a nocą śniłam o własnym księciu ciemności
:)





Anne Stuart ma wiele różnych pasji, ale przede wszystkim kocha pisać. Romanse to jej żywioł i czuje się najlepiej, kiedy może je tworzyć. Ale autorka ma też wiele innych zainteresowań, między innymi... japoński rock and roll.
Anne Stuart ma wiele różnych pasji, ale przede wszystkim kocha pisać. Romanse to jej żywioł i czuje się najlepiej, kiedy może je tworzyć. Ale autorka ma też wiele innych zainteresowań, między innymi... japoński rock and roll.
Stuart od trzydziestu lat jest zamężna i szczęśliwa. Ma dwoje dzieci. Mieszka też z psem i dwoma kotami. Nie lubi polityki, diet i zbyt długiej zimy.



Za książkę bardzo dziękuję pani Monice z wydawnictwa Mira

 
Czytaj dalej...

"Nigdy i na zawsze" Ann Brashares


Oprawa: miękka
Wydanie: pierwsze
ISBN: 978-83-7515-198-5
Redaktor: Eliza Kasprzak-Kozikowska
Opracowanie graficzne:Tal Goretsky
Rok wydania: 2012
Format: 136 x 205 mm
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: Otwarte
Cena detaliczna: 32,90 zł
Moja ocena:  6/6

„Dla wielbicieli wrażliwości Nicholasa Sparksa i »Zaklętych w czasie«”.
„Publishers Weekly”

„Prawdziwy romans!”
„The New York Times”


Wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia? Wierzycie w miłość, która trwa wiecznie? Wierzycie w miłość, która podporządkowuje sobie życie i śmierć? Jeżeli tak to przeczytajcie "Nigdy i na zawsze". Jeżeli nie, tym bardziej musicie się z nią zapoznać.

Daniel urodził się w Antiochii. W 541 r. był młodym żołnierzem. podczas walk w Afryce północnej, w wyniku błędu swojego brata, zabija niewinną, piękną dziewczynę i jej rodzinę. Odczuwał z tego powodu tak wielka żałość, wstyd i chęć zadośćuczynienia, że wpłynęło to na jego życie i na jego śmierć. Dusza Daniela uległa reinkarnacji i nie było by to dziwne gdyby nie jego Pamięć. Pamiętał swoje poprzednie życie, kim był i co zrobił. Rozpamiętywał swoją zbrodnię w każdym nowym życiu. Karał się wspomnieniami o dziewczynie ginącej w płomieniach, cierpiał okropnie. Do czasu. W jednym ze swoich kolejnych wcieleń, w pewnej kobiecie dostrzega duszę tej dziewczyny. Jest tak samo piękna jak przy pierwszym spotkaniu. Zakochuje się. jednak nie dane jest im wspólne życie. Ona- Sophia jest mężatką a on zaledwie małym chłopcem. Daniel postanawia odszukać ukochaną w kolejnym życiu licząc na dogodniejsze i bardziej sprzyjające miłości warunki. Tak mija ponad 1000 lat. Jest rok 2006. Daniel odnalazł swoją Sophię w dziewczynie, licealistce Lucy. I tutaj zaczyna się przepiękna opowieść o miłości.

Nie wiem jak Wy ale ja zastanawiam się, co dzieje się z nami po śmierci. Czy istnieje niebo, w którym dusza dołącza do orszaku niebieskiego? Czy po śmierci dusza wpada w pustkę, nicość, zapomnienie. A może odradza się w nowej formę życia?Im jestem starsza tym bardziej te pytania nurtują mnie przed snem. najbardziej boli mnie myśl, że nie będę wiedziała jak potoczą się dalsze losy moich dzieci, być może wnuków. Świat będzie istniał dalej nawet bez mojego udziału. Niewiedza ta zaciska się na moim sercu jak stalowa obręcz, uniemożliwia oddychanie i powoduje panikę.
Książka Ann Brashares daje nadzieję i pozwala na swobodę istnienia.

Zaimponowała mi postawa Daniela. Zaryzykował każde ze swoich istnień aby odszukać Sophię by spróbować założyć z nią rodzinę. Nie obawiał się odrzucenia. Na przeszkodzie nie stanął mu nawet brak Pamięci dziewczyny. Jego wielkie pragnienie miłości pozwoliło mu żyć ponad 1000 lat w wielu wcieleniach, na każdym kontynencie, w biedzie i dobrobycie. Potrafił odnaleźć się w każdej epoce i zgromadzić potrzebne fundusze do poszukiwań.

Życie z Pamięcią nie jest łatwe. Każda porażka jest odczuwalna kilkanaście razy boleśniej gdyż i pamięć o niej jest o wiele dłuższa. Daniel używał swoich żyć aby odszukać ukochaną. Nie integrował się ze swoimi rodzinami, nie zawierał przyjaźni i nie interesowało go co czują jego bliscy. Był samotny, był outsiderem. Ranił wszystkich naokoło, nie zdając sobie z tego sprawy. Był zaślepiony miłością do Sophii. "Nie chciał iść dalej, ale zawsze pragnął następnej szansy. Dla niego liczyły się wyłącznie początki i końce".
Książka, przy całym pozytywnym przesłaniu, trochę mnie zasmuciła. Przy uczuciu Daniela, moja miłość do męża straciła blask. Ja mogę zaproponować mu siebie jeszcze co najwyżej przez 50- 60 lat. On kochał, kocha i będzie kochał przez wieki. Jakie ja mam szanse odnaleźć swojego ukochanego w kolejnym wcieleniu? Bez Pamięci!?

A co z déjà vu? Jedni obwiniają za to stres. Chodzi o to że jeśli znajdziemy się w jakieś sytuacji, nasza podświadomość może ją rozpoznać jako stan zagrożenia, wtedy powoduje uczucie że taka scena już była i że wszystko poszło ok. i nie ma się czego bać. Powoduje to że nasz organizm odpręża się co może skłonić do znalezienia sensownego wyjścia z sytuacji. Kolejna teoria głosi że wszystko zostało wyciągnięte z naszej przeszłości czyli z pamięci. Podobno nasz umysł ocenia daną sytuację jako znaną gdy 75% detali pasuje do sytuacji która kiedyś miła miejsce. A może są to przebłyski naszych poprzednich wcieleń?
Jest o czym myśleć...

Akcja "Nigdy i na zawsze" rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. W teraźniejszości opowiadanej z perspektywy Daniela i Lucy oraz przeszłości, która jest opisem wcześniejszych wcieleń głównego bohatera. Są one przedstawione naprzemiennie, budują napięcie i pozwalają na poznanie istotnych faktów z życia postaci. Możemy poznać odczucia, emocje i działania każdej ze stron. Dobrze poznajemy motywy postępowania Daniela, jego charakter. Daje nam szansę by go polubić i zacząć mu kibicować w drodze do odnalezienia Sophii, miłości i szczęścia.
Akcja rozgrywa się na przestrzeni tysięcy lat co pozwala nam na obserwowanie jak Daniel zdobywa doświadczenia, jak zdobywa wiedzę i ją wykorzystuje, jak się rozwija duchowo, emocjonalnie. Razem z nim oglądamy rozwój cywilizacji i technologii.
Jest jeden taki moment w książce, który mnie zaskoczył. Miałam wrażenie, że autorka pomyliła się, zrobiła karygodny błąd. Cofałam się w lekturze aby sprawdzić gdzie nie doczytałam, gdzie się pogubiłam. Po chwili jednak zreflektowałam się i zauważyłam, że było to celowe działanie Ann Brashares , które jak najbardziej współgra z fabułą i wydaje się konieczne.

Dawno nie czytałam książki o miłości tak pięknej, tak subtelnej i niewinnej. Dla, której warto zaryzykować życie i szukać latami. Poznając Daniela i Sophię słowa "będę Cię kochać na zawsze" zupełnie zmienia znaczenie. Staje się ideałem ,do którego warto dążyć.
Zakończenie sugeruje powstanie kolejnej książki ale nigdzie nie znalazłam potwierdzającej wiadomości. 

Informacje o déjà vu zaczerpnęłam ze  strony zlote-wskazowki.pl

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję pani  Izabeli w wydawnictwa Otwarte

Czytaj dalej...

"Karmiąc zło" Adrianna Ewa Stawska

ISBN: 978-83-62781-64-5
Ilość stron: 192 
oprawa: miękka  
cena: 9,99 zł (w tym 5% VAT),
w sprzedaży:  od 2 stycznia 2012 r.  
moja ocena: 5/6

Super kryminał to najciekawsze klasyki gatunku. Polskie i zagraniczne nowości, debiuty i wznowienia. Co dwa tygodnie, we wtorki, w kioskach można kupić nową powieść kryminalną. Nie ukrywam, że czekam na moją idolkę, królową kryminału Agathę Christie.

Adrianna Ewa Stawska w wolnych chwilach pisze makabreski. Zapalona badaczka historii kultur kulinarnych. Wielbicielka małej czarnej, ciszy bibliotecznych sal i sutych biesiad miło przegadanych. Jej najnowsze dzieło to "Karmiąc zło". Zbrodnia w środowisku najwyższej klasy restauratorów pozwala warszawskim policjantom przekonać się, jak wygląda kulinarny wielki świat"od kuchni". Skrzętnie skrywane tajemnice receptur, wielkie namiętności podlane sosem zazdrości i zawiści- oto prosta droga do nagłej śmierci wybitnego kucharza. Ginie wielka kuchenna osobowość Hubert Renkiel. Bogaty, charyzmatyczny, ma świat u stóp. Lekarz patolog Jolanta Świetlikowska orzeka, że była to śmierć spowodowana otruciem azotynem sodu, którego używa się do peklowania mięsa. Podejrzanych jest wielu, motywów jeszcze więcej. Rozpoczyna się wnikliwe śledztwo prowadzone przez nadkomisarzy Leona Antałowicza i Czesława Witułę. Co odkryją? Kto zabił? Dlaczego?

Tak to już z nami bywa, że albo lubimy policjantów albo ich nienawidzimy. Ja pokochałam nadkomisarza Leona Antałowicza. I to nie ze względu na jego walory fizyczne "wysoki, dobrze zbudowany, mocne ramiona i szerokie plecy z upływem lat zrównały się z pokaźnym brzuchem(...) Cieszył się obfitym uczesaniem, zapuszczone włosy spinał ciasno na karku" czy za umiejętność parzenia małej czarnej "dokładnie odmierzył dwie czubate łyżki mielonej kawy i wsypał je do miedzianego tygielka. Potem napełnił naczynie wrzątkiem z czajnika. Starannie ustawił rondelek na płycie grzejnej elektrycznej kuchenki. Kawa pokryła się drobnymi pęcherzykami, które mnożyły się i bąbelkowały. W ostatniej chwili komisarz zręcznie uniósł tygielek i pozwolił opaść spienionemu kożuchowi. ponownie ustawił naczynko na kuchence, zdjął, zamieszał energicznie i przelał zawartość do niedużej filiżanki".
Pokochałam go za, bliskie mojemu, poczucie humoru, za inteligencję, za wprawne i bystre oko w ocenie człowieka. Podobało mi się również jego poczucie estetyki, gustu i znajomość trików stylistów "wdzięczna pastelowa bluzka z falbankami doskonale podkreślała jej dziewczęcy wygląd. Krótko obcięte włosy ujmowały lat".
Zaintrygował nie również takim błyskiem zrozumienia, podobnym do Dr, House'a. Leon Antałowicz jest postacią z duszą, wydaje się bardzo rzeczywisty.
Autorka przedstawiła nam imponujący wachlarz osobowości i charakterów. Każdy z bohaterów jest intrygujący i budzi zaciekawienie.
Myśl przewodnia kryminału jest w tej chwili na topie. Restauracyjne zaplecze, rozgrywki miedzy kucharzami, to co jest ukryte przed nami konsumentami w wielu budzi zainteresowanie.

Był jeden moment kiedy parsknęłam śmiechem, a że jechałam wtedy autobusem kilkoro z współpasażerów spoglądało na mnie z politowaniem. Przytoczę Wam cytat, który wzbudził moje rozbawienie : " Zdjął okulary, trąc zaciśnięte powieki. Uniósł głowę i z posępną miną spojrzał na komisarza. Jedno oko wyraźnie zezowało. Jeśli miało być to szczere spojrzenie, to jego właściciel niewiele skorzystał." Z góry przepraszam okularników, jeżeli czuja się urażeni. Mój wybuch śmiechu był bezwarunkowy i bez kontroli.
Książka idealna na nudne popołudnie w domu bądź na mało emocjonującą podróż komunikacją miejską. Jedyny minusik to tytuł kryminału. Sugeruje on bardziej powieść grozy. Ja zaproponowałabym "Kuchenne ryzyko".


Za możliwość przeczytania książki wielkie dziękuję dla Pana Jana z Wydawnictwa Pi, Superkryminal.pl

Czytaj dalej...

Stosik styczniowy :)



Bardzo Was przepraszam za formę przedstawienia swojego stosiku recenzenckiego. Schowałam aparat przed dziećmi i teraz nie mogę go znaleźć. Musiałam podeprzeć się okładkami ze stron wydawnictw.
Rozpoczynam współpracę z:



I prawdopodobnie z:

Wszystkim życzę równie udanych stosów i miłej lektury :D
Czytaj dalej...

"Wampiry wśród nas. Ukryta prawda" Konstantinos

 

ISBN: 978-83-7377-504-6
wydanie: I
rok wydania: 2011
format: 145 x 205 mm
ilość stron: 220
oprawa: miękka 
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii
Moja ocena: 5/6




Konstantinos włożył wiele pracy w wyszukanie i odnalezienie dokumentów, legend o upiorach i wampirach. Odnalazł nieumarłych na prawie każdym kontynencie.


Najdziwniejsze jest to, że nie zmieniały się one na przestrzeni wieków i kilometrów. Wszędzie wyglądały i zachowywały się prawie tak samo. Różniły ich tylko nazwy nadane przez tubylców. Wierzono, że wampirem mógł stać się człowiek, który umarł gwałtowną, brutalną śmiercią lub gdy nie sprawiono mu odpowiedniego pochówku. Osoba ekskomunikowana oraz kobieta, która zmarła po porodzie, również miała szansę stać się potworem.

Czy wampiry wyglądają tak jak te, które znamy z książek i filmów? Niestety nie. Prawdziwe wampiry różnią się przede wszystkim wyglądem. Nie chodzą w markowych ciuchach i nie pachną drogimi perfumami. „Zgodnie z przekazami ludowymi wyglądają jak większość ciał wyjętych spod ziemi”. Nie są też blade. ”Większość spisanych raportów podaje, że skóra nieumarłych miała ciemnoczerwona barwę (…)W przeciwieństwie do wychudzonych wampirów z filmu folklorystyczne stworzenia często opisywane były jako opasłe”. Tak samo rzecz się miała z nadnaturalnymi mocami. Wampiry z podań ludowych potrafiły jedynie rozpływać się w powietrzu tuż po wyssaniu krwi ofiary.

Konstantinos podzielił wampiry na cztery typy: nieśmiertelni krwiopijcy, śmiertelni krwiopijcy, mimowolne wampiry widmowe i świadome wampiry widmowe. Opisał ich metody działania i sposoby na chronienie się przed nimi. Na uwagę zasługuje rozdział, w którym autor przedrukował listy od swoich czytelników. Od śmiertelnych i żyjących w XXI wieku wampirów. Zastanawiam się, na ile jest to moda, na ile styl bycia, subkultura a może nawet choroba?

Konstantinos w sposób bardzo przystępny przybliża nam historię wampirów. Miałam wrażenie, jakbym czytała dobrą powieść. Wrażliwym odradzam czytanie książki po zmroku. Obrazowe opisy ataków wampirów mogą skutkować nerwowym rozglądaniem się na boki i koszmarami sennymi. 


Konstantinos ma dyplom licencjata dziennikarstwa tekstów technicznych. Jest autorem wielu artykułów, krótkich opowiadań oraz książek. Jako neopoganin Konstantinos od ponad 15 lat bada okultyzm i praktykuje magię. Jest także wykształconym mentalistą scenicznym. Wykorzystuje swoje umiejętności do demaskowania fałszywych przejawów sił nadprzyrodzonych. Prowadzi w księgarniach i na uczelniach wyższych wykłady na tematy związane ze zjawiskami paranormalnymi, a także śpiewa w zespole wykonującym muzykę Gothic Rock. Jest również obserwatorem i badaczem życia nocnego w Nowym Jorku, jak i na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Oficjalną stronę internetową Konstantina znajdziecie tu.


Recenzja napisana dla portalu dlalejdis.pl . W tym miejscu bardzo dziękuję za książkę :)
Można ją również przeczytać tu


Czytaj dalej...

"Niewyznane grzechy siostry Juany" Kyra Galvan

Wydawnictwo: Dom wydawniczy Mała Kurka
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-62745-005
Stron: 240
Wymiary: 135x210
Moja ocena: 6/6


Laura Ulloa to młoda meksykanką, tworzy parę z Meno, który był jej wykładowcą. Zajmuje się historią Nowej Hiszpanii w wieku XVII i XVIII. W swojej pracy naukowej wykorzystuje dokumenty kolonialne z Archiwum Indii Zachodnich w Sewilli. Podczas zbierania danych natrafia na zagadkowy rękopis zakonnicy ze Zgromadzenia Św. Hieronima. Były to dwa zeszyty zapisane ręcznym pismem , siedemnastowiecznym kastylijskim. Po krótkiej lekturze Laura zdaje sobie sprawę, że dokonała ważnego odkrycia. Stwierdza, że te manuskrypty mogą posłużyć jej jako temat doktoratu, że jego treść powinni poznać również specjaliści i szeroka publiczność. Autorką pamiętnika była Siostra Isabel Maria de San Jose , zakonnica profeska w Klasztorze Św. Pauli Zakonu Św. Hieronima na przełomie XVII I XVIII w., siostrzenica najwybitniejszej meksykańskiej pisarki Siostry Juany Inés de La Cruz.

Juana Ramirez de Asbaje, urodzona w 1648 roku, w małym miasteczku w pobliżu stolicy Meksyku, w pobliżu majestatycznego wulkanu Popocatepetl. Zmarła w kwietniu 1695 roku w klasztorze sióstr hieronimitek jako siostra Juana Inés de la Cruz i bardziej była znana pod takim właśnie imieniem.
Siostra Juana jest dla Meksykanów jedną z najważniejszych postaci w historii, nie tylko z powodu swego znaczenia na świecie i jej wkładu do kultury, ale też dlatego, że w jakiś taki niewytłumaczalny sposób stała się ikoną, meksykańskiej tożsamości narodowej. Jest tak znana, że jej wizerunek znajduje się na monetach razem z innymi bohaterami narodowymi i można powiedzieć, że to laicki wizerunek wiecznej kobiecości. Religijnym odpowiednikiem tej koncepcji byłaby Matka Boska z Gwadelupe.


Laura stwierdza, że jest to nieznana biografia siostry Juany, która mogłaby rzucić światło na różne wątpliwości jakie budziła historia jej życia.
Juana Ramirez była nieślubnym dzieckiem. Matka pozbyła się jej z domu gdy miała 8 lat, wysłano ją na stałe do krewnej. Nie była tam jednak mile widziana. Usługiwała ciotce na wiele sposobów  a jako zapłatę karmili ją i ubierali. Przeżyła w tym domu wiele upokorzeń. Gdy Juana zaczęła dojrzewać, zwrócił na nią uwagę mąż ciotki, który był człowiekiem uczonym. Juanie bardzo imponował. Sama była bardzo inteligentna i jej jedynym marzeniem było pobieranie nauki, ale że była kobietą- było ono nie do spełnienia. "Była spragniona wiedzy i miłości". Don Juan nie potrafił oprzeć się pragnieniu i pożądaniu wobec dziewczyny. Zniewolił ją i pohańbił. Juana wypatrzyła w tym swoją szansę. "Domyślała się, że wuj nie chce, żeby ciotka dowiedziała się o jego nadużyciach (...) Zażądała, aby opłacał jej lekcje najpierw gramatyki, a potem łaciny". Jednak ciotka domyśliła się prawdy, nie podobała jej się zażyłość męża i siostrzenicy oraz jej faworyzowanie. Namówiła Don Juana by oddał dziewczynę wicekrólowej na damę dworu. Tam dzięki swojej wiedzy, elokwencji i nieodpartym urokiem zrobiła wrażenie na swojej Pani a przede wszystkim na wicekrólu, Don Antonio Sebastian de Toledo. Mieli romans, który zaowocował ciążą. Juana najpierw chciała pozbyć się płodu, pomoc zielarki i specjalne zioła na poronienie nie przyniosły upragnionego skutku. Zmuszona zostałaby urodzić dziecko. Wicekról wysłał ją do Zakonu Karmelitanek Bosych by tam powiła ich owoc miłości. Surowe zakonne reguły sprawiły, że chora na płuca Juana urodziła przedwcześnie córeczkę, która zmarła po 3 i pół dnia życia. Dopiero wtedy zrozumiała swoje położenie. Ukryta za klasztornymi murami, chora, samotna, opuszczona, w żałobie, zdana tylko na siebie ujrzała swoją smutną przyszłość. Postanowiła rozpocząć swoje życie od nowa, oczyścić je z bólu i grzechów. Za namową Ojca Nunez de Miranda wstąpiła do Klasztoru Św. Hieronima.
Laura między zeszytami znajduje tajny protokół z przesłuchania siostry Isabel przez Świętą Inkwizycję. Jako ono miało związek z siostrą Juaną?
Laura była tak zajęta poszukiwaniem prawdy, swoją pracą, że nie zauważyła rozpadu swojego związku z Meno ani tego, że spodziewa się dziecka. Zupełnie się tego nie spodziewała. To nie był dobry czas na macierzyństwo.
Do tego ktoś usiłuje ja przestraszyć najpierw telefonicznymi pogróżkami, włamaniem do mieszkania i podpaleniem go. Ktoś również śledzi każdy jej krok.
Co jeszcze skrywały odnalezione manuskrypty? Dlaczego nie mogą one ujrzeć światła dziennego? Na te pytania warto znaleźć odpowiedzi w książce "Niewyznane grzechy siostry Juany".

Co do Świętego Oficjum, Świętej Inkwizycji, z imieniem Boga na ustach dopuszczali się strasznych okropieństw i tortur wobec podejrzanych i przesłuchiwanych ludzi oskarżonych o herezję bądź pomówionych przez zazdrośników.
Tak o swoich przejściach opowiada siostra Isabel: "Niezliczone czyny popełniane są za zamkniętymi drzwiami, w imię Boga, rękami ludzi Kościoła. To tylko poświadcza, że wszystko, czego człowiek się tknie zmienia się w marność. Że wszystko, czego nas nauczają, łącznie z miłością bliźniego, miłosierdziem to niecne kłamstwa."
Mam podobne zdanie. Im bardziej i głośniej ktoś krzyczy o swojej wierze tym bardziej ja mu nie ufam. Mam taki przykład w swojej rodzinie. Moja ciotka chodzi minimum raz w tygodniu do Kościoła, raz w miesiącu d spowiedzi, pości, umartwia się a także składa śluby. Nie przeszkadzało jej to jednak na mocy prawa okraść swojego brata z ziemi. Nie czuje się winna i do tej pory uważa, że postąpiła słusznie.

Kyla Galvan dotyka również problemu równości mężczyzn i kobiet. W XVII w. różnica, przepaść między prawami obu płci była ogromna Kobieta nie mogła pobierać nauk, nie mogła decydować sama o sobie, musiała podporządkować się mężczyźnie. Z biegiem lat i wieków te różnice się zacierają ale do tej pory to mężczyzna rządzi światem. Kobiety mają niższe uposażenia, rzadko są głowami państwa a w hierarchii Kościoła też mają mało do powiedzenia.
Autorka zwróciła też uwagę na to, że dylematy kobiet względem życia , miłości i macierzyństwa są ponadczasowe. Takie same budzi rozterki w XVII i XXI w.

Książki takie jak "Niewyznane grzechy Juany", "Kod Leonardo da Vinci" itp. budzą wiele emocji i ciekawości ze względu na tajemniczość Kościoła, który nie jest skory do dzielenia się nimi ze światem. Mity na temat obszernych archiwów gdzie skryte są sekrety naszej wiary , wielkich mistyków, męczenników i wszelkich niedomówień będą w dalszym ciągu inspirować coraz to nowych pisarzy. Ja jestem chętna do ich poznawania.


Dodatki:
Sonety siostry Juany, które otrzymałam od Pani Bożeny, której bardzo dziękuję za dodatkowe materiały i oczywiście za możliwość przeczytania książki :)


Portret Juany w młodości 
Portret siostry Juany namalowany przez Miguel Cabrera 














 
Czytaj dalej...

"Etty Hillesum. Świadek Boga w otchłani zła" Yves Bériault

Wydawnictwo: Promic
Seria: Losy

ISBN: 978-83-7502-280-3
Format: 118 x 190 mm
oprawa: twarda
Liczba stron: 192
Moja ocena: 5/6


Ives Bériault podczas pobytu we Francji w 2001 r. zobaczył w księgarni książkę. Jego uwagę zwróciła okładka jednej z nich, czarno- białe zdjęcie młodej kobiety, Etty Hillesum, palącej papierosa. Jej tytuł to "Przerwane życie. Pamiętniki 1941-1943".
Ives Bériault od zawsze pasjonował się historią II wojny światowej więc jego zainteresowanie książką nie było niczym dziwnym. Podzielam pasję autora. Moje i jego zainteresowanie tym okresem oraz jego świadkami, którym udało się przeżyć Holokaust można wyjaśnić jedynie próbą zrozumienia tych potworności.
Ives Bériault zaintrygowany ale jednocześnie zafascynowany osobą Etty, chce poznać środowisko w jakim żyła i odkryć więcej informacji na temat tej dzielnej kobiety wyrusza w podróż. Rozpoczyna ją w 2008 r. wizytą w Holandii a potem wyrusza do hitlerowskich obozów zagłady Auschwitz i Auschwitz- Birkenau. Ta podróż była dla niego obowiązkiem pamięci i hołdem złożonym ofiarom Hitlera.

Kim jest Etty Hillesum? Jest młodą kobietą "jedną z "anonimowych" uczestniczek II wojny światowej i jedna z jej niezliczonych ofiar (...) była świadkiem epoki, kiedy świat poddał się wojnie i bezprecedensowemu ludobójstwu".
Etty (Esther) była najstarszą z trojga dzieci, miała dwóch braci. Jej ojcem był Louis (Lewi) dyrektor liceum, nauczyciel języków klasycznych. Matka Riva (Rebeka) Bernstein, rosyjska Żydówka, która w 1908 r. wyemigrowała do Holandii uciekając przed pogromami w Rosji. Etty pochodziła z rodziny żydowskiej zaadaptowanej do nowoczesnych europejskich standardów myślenia innymi słowy niepraktykujący Żydzi.
Etty studiowała prawo oraz języki i literaturę rosyjską na Uniwersytecie w Amsterdamie. Poruszała się w środowisku intelektualistów o liberalnych obyczajach i zasadach. Zaskakiwała wszystkich swoją seksualną rozwiązłością. Takie życie, poszukiwanie samej siebie doprowadza do zaburzeń psychosomatycznych i nawracających napadów depresji. Zwróciła się o pomoc do psychologa i chiromanty Juliusa Spiera. W chwili poznania miał 55 lat był sławnym terapeutą, uznanym w Niemczech i Holandii.   To spotkanie stało się dla Etty przełomowe. Julius miała urok i charyzmę i zrobił na Etty wielkie wrażenie. Stała się dla niego sekretarką, redaktorką, powierniczką, bratnią duszą a nawet okazjonalnie kochanką. To on pierwszy poprowadził Etty ku spotkaniu z Bogiem. Połączyła ich duchowa przyjaźń, był jej mistagogiem, przewodnikiem. Etty Hillesum w 1942 r. została zatrudniona w Radzie Żydowskiej, której zadaniem było skompletowanie listy Żydów mieszkających w Holandii co było jednoznaczne z pomocą hitlerowcom w wywiezieniu ich z kraju. "Etty była świadoma współpracy z wrogiem(...) jednak tak jak inni tkwiła w tym piekielnym zapętleniu, w sytuacji w której trudno było rozeznać między dobrem a złem". Nie była tym zachwycona. Uważała, że członkowie Rady myśleli tylko o ratowaniu własnej skóry. W końcu udało jej się przenieść do obozu w Westerbork, została zatrudniona jako pomoc socjalna. Pomagała więźniom przetrwać, podbudować ich na duchu, obdarzyć miłością.
"Etty do samego końca zadawała sobie pytanie o współpracę z niemieckim okupantem, do której zostali nakłonieni Żydzi. Jednak nie znalazła odpowiedzi oprócz tej, że ona i jej bliscy zostali złapani w pułapkę i sami szykują własną zagładę".
7 września 1943 r. Etty i jej rodzina ruszyła pociągiem w ostatnią podróż, do Auschwitz.

Czy można odnaleźć Boga tam gdzie wydaje się, że go nie ma? W piekle jakim była okupacja niemiecka, getta, obozy zagłady?
Etty Hillesum odnalazła go w przyrodzie i drugim człowieku, dziele stworzenia Boga. Mimo okropieństw  jakie wydarzyły się w tamtym okresie, na każdym kroku, piękno natury w dalszym ciągu trwało. Kwiaty pachniały równie intensywnie, ich soczyste barwy cieszyły oko, ptaki śpiewały wysoko na niebie.
Etty odnalazła Boga, doświadczyła wiary i solidarności z własnym narodem. Utwierdziła ją w poczuciu żydowskiej tożsamości i bolesnej części własnej historii.
Wzruszyło mnie kiedy Etty zaufała całkowicie Bogu, powierzyła siebie Jego rękom, dziękowała i czuła wdzięczność za wszystko, czego Stwórca dał jej doświadczyć. Potrafiła pogodzić się z wolą bożą używając słów Jezusa wypowiedzianych przed męką: "Nie moja wola, ale Twoja".

Shoah to po hebrajsku "katastrofa", "zagłada". Żydzi używają go naprzemiennie z określeniem "Holokaust", Niemcy mieli na to swoje określenie "ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej".
Na 140 tysięcy Żydów zamieszkałych w Holandii na początku wojny, blisko 105 tysięcy zostało zagazowanych  w nazistowskich obozach śmierci. Wg holenderskiego Czerwonego Krzyża wśród 987 osób wywiezionych 7 września 1943 r. było 264 mężczyzn i 338 kobiet poniżej 50 roku życia oraz 120 dzieci. Z tej liczby 187 mężczyzn i 105 kobiet przeznaczono do robót, a pozostałych zamordowano zaraz po przybyciu do Auschwitz.

Musimy ocalić pamięć o tych ludziach by ich śmierć nie poszła na marne.
Czytaj dalej...

Wyniki, wyniki, wyniki :D

Drogie uczestniczki konkursu.
Opisałyście przepiękne historie o miłości. Trudno mi było zdecydować, która jest ta naj...
Wybieram Dysiak za to, że udowadnia i pokazuje swoim przykładem, że pierwsza miłość może zamienić się w trwałe, piękne uczucie :D

Dysiak pisze...
Historia mojej pierwszej miłości jest banalna jak życie. Poznaliśmy się gdy byliśmy nastolatkami. On był ode mnie trochę młodszy ale bardzo mi się podobał. Podobały mi się jego przepastne brązowe oczy, okolone długimi rzęsami i rycerskie podejście do kobiet. Jednak nic nie zdradzało bym ja interesowała jego. Wakacje w tej samej miejscowości nie zbliżyły nas wcale. On traktował mnie jak inne dziewczyny a ja jego ... wyjątkowo podle. Duma nie pozwalała mi na cień pozoru zainteresowania. Tym bardziej, że wokół kręciła się duża konkurencja. Po jakimś czasie odprowadzał mnie z pewnego przyjęcia i po raz pierwszy tak naprawdę rozmawialiśmy - ze sobą i o sobie. Nie wiem jak się stało ale późną już nocą, pod moim blokiem, czarując mnie tymi oczami wyciągnął ze mnie moje najgłębiej skrywane uczucia i zgadł moją skłonność ku niemu. A może wiedział już wcześniej i udawał, że zgaduje? W każdym razie nie wyznał mi wzajemnie uczucia. Zła na siebie, za swą słabość rzuciłam, że zapomnę o nim i o tym co do niego czuję. Odrzekł, że mi nie pozwoli. Nie widziałam go potem przez kilka dni. A potem dostałam list bez nadawcy. A w nim pisane gotycką czcionką, ręcznie wycyzelowane dwa słowa "Kocham Cię". Od tej chwili wszystko było wiadome. Spotykaliśmy się codziennie. Choć na chwilę. Nie było mu po drodze, ale odprowadzał mnie ze szkoły, a potem zazwyczaj rozmawialiśmy pod moim blokiem. O naszych planach, o przyszłości. Wiedzieliśmy od razu, że się pobierzemy i będziemy razem i dążyliśmy do tego przez 4 lata. Potem był ślub i ...... Minęło już 17 lat, a on nadal patrzy na mnie tymi przepastnymi, brązowymi oczami i mówi "Kocham Cię". A na mnie działa to tak samo jak wtedy, - pod blokiem :)  Dysiak- gratuluję :) Czekaj na maila :)
Czytaj dalej...

"Siostrzyca" John Harding

Wydawnictwo: Dom Wydawniczy - Mała Kurka
Premiera: Październik 2011
ISBN: 978-83-62745-01-2
Wymiary: 210 x 135 mm
Okładka: miękka
Moja ocena: 6/6




"Historia, którą mam do opowiedzenia jest osobliwa oraz nie łatwa do przyswojenia i zrozumienia, dlatego bardzo dobrze się składa, że mam do tego zadania odpowiedni zasób słów". 
Tak rozpoczyna się "Siostrzyca", która niejednokrotnie zjeży włos na głowie a ciało pokryje się gęsią skórką. Słowa, które przytoczyłam wypowiada 12 letnia Florence. Uważa się ona za "dziewczynkę bardzo elokwentną jak na swój wiek. Niezwykle elokwentną".  Mieszka ona w zaniedbanej posiadłości Blithe House, która "jest jak wielka stodoła. To wielopokojowa, nieprzystępna, kamienna rezydencja" razem z bratem, gospodynią Grouse i trojgiem służących. Matka Florence umarła przy jej narodzinach a macocha i ojciec krótko po urodzeniu Gilesa zginęli w tragicznym wypadku podczas przejażdżki łodzią. Opiekę nad osieroconym przyrodnim rodzeństwem przejął wuj. Nie interesował się dziećmi a wszystkie dyspozycje i swoje wymagania przesyłał listownie. Wuj ze względu na swoje złe doświadczenia związane z inteligentną i wykształconą żoną, zabronił edukacji Florence. Jednak dziewczynka, pewnego dnia, odkrywa domową bibliotekę., tysiące książek i miliomy liter. Bardzo ją to zafascynowało i zaintrygowało. Podstępem dowiadywała sie poszczególnych liter i sama załamała szyfr słów, szyfr do samodzielnego czytania.
Florence zaintrygował Szekspir: "podobała mi się swoboda i lekkość z jaką władał słowami. Zdawało się, że jeśli nie było słowa wyrażającego to, co chciał powiedzieć, po prostu wymyślał własne. Bardował język. (...) Zamierzam wyszekspirować kilka własnych słów. Już zaczynam ćwiczyć". I faktycznie Florence jest w tym mistrzynią. Wyćwiczyła swój własny język, który nadaje powieści nowatorskiego, klimatycznego i niepowtarzalnego smaku, uroku i charakteru. Mówiła np. "całą noc bezsenniłam" czy "serce mi podgardłowało" lub "z obawy przed łzokapaniem". 
Giles chodził z siostrą do biblioteki ale robił to wyłącznie dla towarzystwa. Jego nie interesowała nauka , miał z nią trudności. Jednak nadszedł czas kiedy musiał wyjechać do szkoły z internatem. Florence została sama, bardzo tęskniła za bratem.  Rodzeństwo było bardzo emocjonalnie ze sobą związane. Dziewczynka przeczuwała zagrożenia, które mogą spotkać Gilesa. Okazało się, że w okolicy mieszka chłopiec Theodore Van Hoosier , o kilka lat starszy. Zaczęli się spotykać na wspólne rozmowy i zabawę. Nie zaprzyjaźnili się od razu, jednak z każdym dniem łącząca ich więź ocieplała się by w końcu rozkwitnąć pełnym porozumieniem.
Florence miała pewną przypadłość a mianowicie była lunatyczką. Przed jej nocochodzeniem zawsze śniła okropny sen: Kobieta odziana w czerń, w czarnej podróżnej sukni i pasującej do niej pelerynie z kapturem, pochylająca się nad łóżkiem Gilesa. Potem go obejmuje i wyjmuje z łóżka, spogląda na niego i wypowiada zawsze te same słowa " Mój maleńki, mogłabym cię schrupać!"
Nauka nie szła zbyt dobrze Gilesowi, okazało się że nie nadąża za rówieśnikami. Wrócił do domu ku wielkiej radości Florence. Wuj zatrudnił guwernantkę.
Jednak panna Whitaker szybko "utragiczniła się na jeziorze" gdy odkryła sekret i zdolności Florence i zabroniła jej korzystania z biblioteki. Czy był to wypadek czy celowe działanie? Drugą guwernantkę pannę Taylor dziewczynka zauważyła w nocy przy łóżku Gilesa, wypowiadającą słowa " Mój maleńki, mogłabym cię schrupać!"
Od tego momentu zaczyna się nierówna walka o chłopca.

Książka zaczęła się dość niewinnie. Poznajemy młodą, sprytną i inteligentną dziewczynkę, która umiłowała sobie książki. Przez to jest mi bardzo bliska i już od pierwszych słów polubiłam Florence. Jej zapał w dążeniu do celu jest godny pozazdroszczenia. Zastanawiałam się czy wybór powieści, które czytała bohaterka był odzwierciedleniem upodobań autora czy wynika on z koncepcji i tematyki "Siostrzycy". Zaczytywanie się Florence w twórczości Edgara Allana Poe czy Wilkiego Collinsa otworzyło jej umysł na to, co na co dzień jest ukryte na zjawiska paranormalne oraz na dedukcję pozwalającą na przeprowadzenie śledztwa. I to wszystko w czasach kiedy nie było żadnych udogodnień typu telefon, komputer, internet. Moc i potęga książek to przede wszystkim pomoc w rozwijaniu wyobraźni, inteligencji i pamięci. Florence korzysta z tego pełnymi garściami.
Akcja przyspieszyła z pojawieniem się panny Taylor. Od tej pory zaczął się wyścig z czasem i w powieści i w rzeczywistości. Cały wieczór zaklinałam czas, żeby zwolnił, żebym mogła poznać zakończenie historii przed udaniem się na spoczynek. Tak zżyłam się, wciągnęłam i zjednoczyłam się z książką, że trudno było nas rozdzielić choć na minutę. Nie dojadłam, nie dospałam ale "Siostrzycę" przeczytałam.
Bardzo podobało mi się zakończenie. Niby wszystko się wyjaśniło ale autor pozostawił furtkę na naszą indywidualną interpretację. Ja dopatrzyłam się podstępu, oskarowej roli Florence i jej prawdziwego oblicza. Sprawdź jak dla Ciebie zakończy się "Siostrzyca".






Za egzemplarz recenzyjny bardzo dziękuję pani Bożenie z wydawnictwa Mała Kurka

Czytaj dalej...

"Dwanaście" Marcin Świetlicki

Wydawnictwo: Wydawnictwo EMG
Seria: Polska Kolekcja Kryminalna
Premiera:  Kwiecień 2006
ISBN: 83-922980-1-2
Liczba stron: 216
Wymiary: 148 x 210 mm
Okładka: miękka
Moja ocena: 3/6


Marcin Świetlicki jest uznanym pisarzem i laureatem wielu nagród literackich między innymi nagrody im. Georga Trakla, nagrody Kościelskich, Grand Prix w konkursie czasopisma "brulion", nagrody im. ks. Jana Twardowskiego, Paszportu Polityki (przyjęcia którego odmówił). Wielu czytelnikom jest znany ze swoich wierszy a jeszcze innym z zespołu Świetliki, w którym jest wokalistą i tekściarzem. Thriller "Dwanaście" jest jego debiutem prozatorskim.

Akcja rozgrywa się w Krakowie w czasie dwunastu miesięcy 2005 roku. Głównym bohaterem jest Mistrz, który jako młody chłopiec grał w kultowym serialu dla dzieci "Mały mistrz na tropie".
Teraz ma 44 lata, od dawna nie posiada dowodu osobistego, komórki ani konta w banku. Wszyscy mówią o nim "spuchł, utył i posiwiał". Całymi dniami siedzi i pije wódkę w krakowskich barach. Jednym z nich jest Biuro, knajpa jego starego znajomego Mango, kiedyś lidera zespołu Biały Kieł. Ma u niego stolik "specjalnie zarezerwowany i wódkę w rozsądnych ilościach za darmo".
Pewnego zimowego dnia za sprawą tajemniczej Patrycji Twardowskiej zostaje wplątany w kryminalną aferę. W przerwach między alkoholowymi libacjami próbuje prowadzić śledztwo. Chce odkryć kim jest człowiek, który zabija kolejnych członków zespołu Manga.

Książka miała być mroczna, trzymająca w napięciu, z wartką akcją.
Dla mnie jest chaotyczna przez co nierzeczywista. Często czułam się zdezorientowana i zagubiona nie mogąc odnaleźć się w fabule. Przez większość stron przechodziłam nie wiedząc co jest treścią thrillera a co pijackim bełkotem Mistrza. Czy to co mówi jest tym co się wydarzyło czy tylko jego wyobrażeniem tego co mogłoby się stać.
Narracja w trzeciej osobie pozwoliła mi pozostać na uboczu i zająć się tylko obserwacją, nie identyfikując się z nikim i z niczym.
Czasem trudno było mi przemóc się aby wziąć książkę do ręki i przeczytać chociaż kilka stron. innym razem nie mogłam się od niej oderwać.
Pod tą zawiłością słów i pokręconych zdań skrywają się prawdziwe ludzkie dramaty. Gwałt, morderstwo, poszukiwanie własnej tożsamości, upadek moralny, cena sławy i sukcesu. Jednak nie każdy zdąży to odkryć, rzucając lekturę w kąt by już nigdy do niej nie powrócić.
"Dwanaście" jest książką dla wytrwałych, którzy nie poddają się przy pierwszym niepowodzeniu i potrafią być konsekwentni.

Dużym atutem tej opowieści są wyraziste postacie:
Marzena Malinowska- "była to kobieta duża i ładna", "krwiożercza" dziennikarka telewizji 66TV, która dla dobrego tematu gotowa jest iść po trupach. Zastrasza, przekupuje, zmusza i szantażuje.
Pan Grzesio- ciapowaty operator kamery stacji telewizyjnej 66TV. Nie potrafi sam rozwiązywać swoich problemów, wyręcza się teściem. Jego pasją jest "czynienie dopisków na różnych forach internetowych, anonimowe komentowanie wszystkich i wszystkiego".
Ćma- kobieta w średnim wieku udająca podlotka. W czasach młodości była fanką zespołu Biały Kieł, sypiała z jego członkami. Obecnie oddaje swoje ciało każdemu kto życzliwie lub z zainteresowaniem na nią spojrzy.
Mango Głowacki- właściciel baru Biuro, wokalista zespołu Biały Kieł. Wiecznie szuka miłości. "Mężczyzną był kochliwym rekordowo".
"Patrycja Twardowska- prowokatorka czy gwiazda pierwszej świetności"- młodociana performerka, artystka obejmująca wszelkie dziedziny sztuki.
I na koniec sam Mistrz- samotny borykający się z echami sławy, bohater serialu sprzed lat a teraz "spuchł, utył i posiwiał".

Zakończenie jest wielkim zaskoczeniem. Dwa ostatnie rozdziały są wytłumaczeniem i rozwiązaniem zagadki kryminalnej. Akcja przyspiesza a treść jest jasna i klarowna. Od razu w mojej głowie zrodziło się pytanie: Nie można było pisać tak od początku, a nie mieszać w głowie biednym czytelnikom?

Chcąc być szczerą, muszę przyznać, że sama do końca  nie wiem czy książka mnie zachwyca czy rozczarowuje.
Recenzja napisana dla Portalu DużeKa i można ją przeczytać również tutaj  :)
Za egzemplarz recenzyjny bardzo dziękuję pani Kasi :)
Czytaj dalej...

"Dziecko niczyje" Michael Seed

Wydawnictwo: Promic
Tłumaczenie: Andrzej Appel
ISBN: 978-83-7502-249-0
Format: 125 x 196 mm
Oprawa: broszurowa ze skrzydełkami
Liczba stron: 288
Moja ocena: 6+/6


Ojciec Michael Seed a właściwie Steven Wayne Godwin jest człowiekiem, którego zna dziś cała Wielka Brytania. 53 letni franciszkanin jest jednym z najsłynniejszych postaci Kościoła katolickiego na Wyspach. Jest przyjacielem i duszpasterzem koronowanych głów, celebrytów. Cieszy się szacunkiem parlamentarzystów, jest spowiednikiem Tony'ego Blaira.
Słowami swoich przyjaciół: Martiny Cole- powieściopisarki, Sir Jeffrey'a Archera- pisarza i Ann Widdecombe- parlamentarzystki, Michael Seed  "nigdy nie zawodzi jako przyjaciel, potrafi słuchać, jest wspaniałym księdzem i duszą towarzystwa, ma cudowne poczucie humoru. To człowiek wyjątkowy i nietuzinkowy, życzliwy, ciepły i mądry. Jest gorliwym zakonnikiem, wrażliwy, dobry". Jednak nawet oni nie znali całej historii jego dzieciństwa, tego co przeżył i doświadczył.

Michaela wychowywał Joe i Lillian Seed. Adoptowali oni chłopca kiedy ten skończył 17 miesięcy
 ( sam zainteresowany dowiedział się o tym kiedy skończył lat 17). Mieszkali oni w najuboższej dzielnicy Manchesteru a w domu zawsze było brudno i śmierdziało wilgocią. Jako 4 letni chłopiec był świadkiem przemocy fizycznej jaką ojciec stosował wobec matki. Bił ją niemal codziennie, z każdym dniem coraz bardziej. Coraz to nowe wymyślał sposoby aby upokorzyć Lillian. Kiedy agresja wobec kobiety już mu nie wystarczyła "zabrał się" za Michaela. "Zawsze dostawałem klapsy. Byłem też bity w nogi, pupę, po rękach, niekiedy w twarz". Chłopiec był bardzo samotny mama niespecjalnie zdawała sobie sprawę z mojej obecności, a dla taty byłem nicponiem, złym chłopcem, bezużytecznym bachorem, kulą u nogi, dzieckiem niczyim". Lillian była w depresji , brała silne leki uspokajające, antydepresanty. Michael określał to w ten sposób: "Mama jest "wyłączona". Nie funkcjonowała wtedy normalnie. Całymi dniami była jakby nieobecna. Często było tak jakbym miał w domu śliczną, dużą, chodzącą lalkę. Poruszała się ale nie dało się z nią porozmawiać". Michael często chodził głodny, w domu rzadko były produkty spożywcze, matka nie gotowała obiadów ani nie przygotowywała innych posiłków. Joe między innymi za to bił, kopał, przypalał skórę i gwałcił Lillian. Przez zażywane leki, które ją otępiały, przestała się wszystkim przejmować, przestała się nawet bronić przed przemocą. Nikomu się nie poskarżyła, nigdzie i nikogo nie prosiła o pomoc. Nie broniła przed agresją nawet swojego syna. Joe znęcał się nad rodziną na wszelkie możliwe sposoby. Najgorsze jest to, że wszyscy naokoło wiedzieli co się dzieje w mieszkaniu Seedów ale przymykali oczy. Udawali, że nie słyszą krzyków, rozpaczy, płaczu. Udawali, że nie widzą siniaków, oparzeń, rozciętych brwi i warg a jak już coś  zauważyli gładko wierzyli w kłamstwa Lillian i Michaela. Był taki moment kiedy rodziną zainteresowała się opieka społeczna ale skończyło się na jednorazowej wizycie. Ten mały chłopiec znikąd nie otrzymał wsparcia, współczucia i opieki. Nawet kiedy poszedł do szkoły nikt nie dopatrzył się maltretowania. Gdyby tego jeszcze było mało, Michael był świadkiem wielu prób samobójczych matki. Próbowała przedawkować leki ale zawsze udało się ją odratować. . Po tych nieudanych próbach Lillian jeszcze bardziej stała się otępiała i zamknięta we własnym świecie. Zachowywała się i była pustą kukłą, nieprzydatną do niczego kobietą, która całymi dniami albo spała albo patrzyła w jeden punkt, pozostając w czymś w rodzaju letargu. Wtedy dla Michaela zaczęła się prawdziwa gehenna i horror. Ojciec zaczął go molestować seksualnie. "Nauczył" chłopca zabawy w "wyciskanie mleka". Miał on wtedy 5 lat i był przerażony.
Michael doświadczył wszelkich możliwych upokorzeń, maltretowania i przemocy nie tylko w domu rodzinnym ale również w domu dziadków, do którego się przeprowadzili oraz w szkole. Znęcali się nad nim uczniowie a za nieposłuszeństwo karali biciem również nauczyciele. Gdy umarła Lillian, rzuciła się pod pociąg, następuje eskalacja nienawiści i agresji wobec Michaela. Chłopak obwinia się o śmierć matki i jednocześnie obwinia ją, za to że zostawiła go samego w tym podłym świecie.

Książka jest trudna ale tylko ze względu na podjętą tematykę. Łatwo się czyta gdyż jest napisana prostym językiem zrozumiałym dla każdego. Z każdej kartki, strony wyziera na nas ból, gniew, strach. Odczuwamy wszystkie emocja Michaela.
Czytając książkę byłam wściekła na to że nikt chłopcu nie pomógł, nawet anonimowo. Donosząc do odpowiednich władz, na policję, gdziekolwiek kiedy niewinne dziecko było maltretowane przez sadystów i dewiantów. Byłam przerażona wszystkimi potwornościami jakie musiał znosić i jakie jest w stanie zrobić człowiek drugiemu człowiekowi, kobiecie, dziecku. Współodczuwałam ból Michaela. Czułam odrazę.
"Dziecko niczyje" wydobędzie z czytelnika cały wachlarz uczuć. Podczas czytania łzy same napływały do oczu a pięści zaciskały się w proteście. Ta historia zostanie w mojej pamięci na bardzo długo...
Dawno nie miałam do czynienia z książką tak przejmującą i poruszającą. Najgorsze jest to, że nie jest to fikcja literacka a rzeczywistość!!!
Mimo wszystko książka daje również nadzieję. Wiele można przetrwać i wyjść z opresji obronną ręką. Tylkom od nas zależy jak potoczą się nasze losy. Michael jest idealnym przykładem. Nie jeden na jego miejscu poddał się i stoczył na samo dno. Znam ze słyszenia ale i z życia wiele przykładów ludzi, którzy po porażce nie podnieśli się. Przegrali życie. Tak łatwo jest odpuścić.
Michael mimo wielu krzywd potrafił obrócić zło w dobro.
Aż chce się powiedzieć "Co nas nie zabije to nas wzmocni".


Za egzemplarz recenzyjny bardzo dziękuję pani Annie z wydawnictwa Promic

Czytaj dalej...

"Africanus. Syn konsula" Santiago Posteguillo

Autor: Santiago Posteguillo
Wydawnictwo: Esprit , Listopad 2011
ISBN: 978-83-61989-71-4
Liczba stron: 428
Wymiary: 145 x 205 mm
Tłumaczenie: Patrycja Zarawska
Moja ocena: 5/6





Po książkę sięgnęłam z wielką rezerwą gdyż epoka w niej opisywana nie jest bliska mojemu sercu ani nie znajduje się  w kręgu moich historycznych zainteresowań.
Po książkę sięgnęłam z wielką ciekawością zaintrygowana pozytywnymi opiniami i recenzjami na innych blogach.
Bałam się, że powieść przytłoczy mnie wiedzą o starożytnym Rzymie, pojęciami, bitwami.
Nic bardziej mylnego.


Hannibal
Wojny toczone przez Hannibala z Iberami czy z Italią opisane są w sposób, który pozwalał na jednoczesne czytanie i obserwowanie oczami wyobraźni. Obrazy same pokazywały się w głowie bez żadnego wysiłku. Dla kogoś kto zachwycił się filmem "Gladiator",  "Troja" czy "300" książka ta będzie fantastyczną podróżą w czasie, spektaklem popisów starożytnych wojowników, inteligentnych wodzów, krwiożerczych i specjalnie wytresowanych do walki zwierząt.
Sceny wojenne zapierają dech w piersi. Czytając je nie wiadomo kiedy obgryzłam paznokcie po same łokcie kibicując to jednej to drugiej stronie.
Jednak mimo wszystko,wojna opisana choćby w nie wiadomo jak barwny, emocjonujący i spektakularny sposób, zawsze pozostaje wojną. Przynosi spustoszenie, okrucieństwo, niepotrzebną śmierć żołnierzy i cywilów, żal, złość i wiele innych uczuć. Cierpi przez nią wiele ludzi i przez wiele pokoleń i nigdy nie przynosi dobrego rozwiązania. "Pokój, nawet niesprawiedliwy, jest pożyteczniejszy niż najsprawiedliwsza wojna".

Santiago Posteguillo chciał w swojej książce przybliżyć nam życie dwóch z najsłynniejszych wodzów w dziejach świata. I choć w opisie czytamy, że skupił się wyłącznie na  Scypionie Africanusie to ja bardziej i głębiej poznałam Hannibala. Czytałam o jego inteligencji i to on był genialnym strategiem, zaprawionym w boju, był geniuszem sztuki wojennej, potrafił zmotywować swoich żołnierzy nawet wtedy kiedy byli wycieńczeni, chorzy, bez wiary. Pchany chęcią zemsty (za śmierć ojca) a potem wielkiej chwały i bogactwa.
 Przeciwnika Hannibala poznajemy od momentu narodzenia. Obserwujemy jego rozwój i dojrzewanie. Możemy zaobserwować jego talent w posługiwaniu się mieczem, taktyce wojennej i  łatwości przyswajania wiedzy. Kiedy miała 17 lat pierwszy raz walczył z Hannibalem u boku ojca. Tam wykazał się wielką odwagą ale i wielką synowską miłością ratując konsula od pewnej śmierci. Nie było między nimi prawdziwej konfrontacji. Nie mogliśmy zaobserwować wiedzy i inteligencji Scypiona Africanusa w walce. Na szczęście są kolejne części tej historii: "Legionach przeklętych" i "Zdradzie Rzymu". Może tam rozwinie skrzydła.

Scypion Africanus
 "Africanus. Syn konsula" to nie tylko powieść o wojnie. Poznajemy życie i obyczaje starożytnego społeczeństwa. Obserwujemy ich zachowanie w prywatnych domostwach jak i w miejscach publicznych. Odkrywamy życie i losy człowieka od najniższej warstwy społeczeństwa po senat i konsulów rzymskich. Oglądamy ich w sytuacjach chwały, wielkiego patosu ale i wtedy gdy udają się do domów publicznych, podczas żebrania czy podczas wykonywania wyroków na nieposłusznych legionistach.

Możemy przeczytać o rozrywkach Rzymian. 2, który w 5 r. p. n. e. podzielił mieszkańców Italii  "na tych, którzy postrzegali teatr jako godny pogardy zagraniczny obyczaj, owoc greckich wpływów, zakłócających naturalny rozwój czystej rzymskiej myśli i sztuki, oraz tych, którzy mimo wszystko uważali wystawianie tych pierwszych przedstawień za ogromny postęp w życiu kulturalnym miasta". 

Mimo moich początkowych obaw  i ku mojemu zaskoczeniu książka przypadła mi do gustu. Chętnie oglądnęłabym ekranizację "Africanusa." Myślę, że ma spore szanse stać się hollywoodzkim hitem na miarę "Gladiatora" czy "Troi". Już zastanawiałam się nawet nad wyborem aktorów... :)


 Santiago Posteguillo
Jest profesorem na uniwersytecie w Walencji i autorem licznych książek poświęconych starożytności. Africanus (2006) doczekał się w Hiszpanii już 14 wydań. Dalsze dzieje Scypiona Afrykańskiego Posteguillo opowiedział w Legionach przeklętych (2008; 18 wydań) i Zdradzie Rzymu (2009; 6 wydań).


Za egzemplarz recenzyjny bardzo dziękuję pani Annie z wydawnictwa Esprit

Czytaj dalej...
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka