Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Miłość kontra wojna

Wydawnictwa dwoją się i troją w wyścigu o zainteresowanie i uwagę czytelników. Dla moli książkowych to idealna okazja by rozeznać się w ofercie i wybrać najciekawsze z tytułów. W lipcu wydawnictwo Czarna Owca wypuściła na rynek pierwszą książkę z cyklu Szmaragdowa Seria, która moim zdaniem śmiało może konkurować z dobrze znaną i lubianą Czarną Serią :) Oba cykle różnią się diametralnie zwłaszcza tematyką. Pierwsza z nich dopiero raczkuje ale wierzę, że wkrótce zyska rzeszę wiernych czytelników.

Szmaragdowa Seria to dzieje rodzin w trudnych czasach. Perypetie miłosne i dramaty historii splatają się, tworząc fascynujące wielowątkowe opowieści. Opisane są one z epickim rozmachem, wabią bogactwem dramatycznych wydarzeń i wielkich uczuć. "Niewidzialny most" idealnie wpisuje się w tę zapowiedź i otwiera serię niczym wybuch fajerwerków w Sylwestra...

Andras Levi jest węgierskim Żydem. Z powodu ograniczeń nałożonych na szkolnictwo nie może studiować w swoim kraju. Jest zdolnym i bardzo utalentowanym młodym człowiekiem i szuka drogi by móc spełniać swoje marzenia. Łut szczęścia, splot przypadków umożliwia mu wyjazd do Paryża i studia na prestiżowej uczelni. Na miejscu realizuje nie tylko marzenia, ale zyskuje wiernych przyjaciół i odnajduje prawdziwą miłość. Związek z Klarą jest bardzo kontrowersyjny i przez wielu nierozumiany. Młodym przyjdzie walczyć o uczucie ale zmierzą się także z niebezpieczną tajemnicą sprzed lat. To jeszcze nie wszystko. U bram Europy stoi zawzięty wróg. Wybucha wojna a z nią zmienia się życie naszych bohaterów. Jak się odnajdą w tych trudnych czasach? Czy ich miłość przetrwa wojenną zawieruchę?

Książka szalenie mi się podobała. Ogromną zasługę w tym odegrało ciepłe i urocze przedstawienie związków rodzinnych i uczuciowych głównego bohatera. Jest bardzo zżyty ze swoimi rodzicami i dwojgiem braci. Jest między nimi miłość, przyjaźń, zaufanie, lojalność, wsparcie, poczucie bezpieczeństwa, chęć służenia radą i pomocą. Rodzina Levi wie, ze może na siebie liczyć w każdej sytuacji. I choć nie zawsze pochwalają swoje wybory czy zachowania, to ich więzi nikt i nic nie może przerwać. Dlatego nie zdziwiło mnie, że gdy życie Andrasa wisiało na włosku a on zastanawiał się i zamartwiał losem swojej rodziny. Czy mają co jeść, czy są bezpieczni, czy dane im będzie spotkać się po wojnie...

O II wojnie światowej czytam wszystko co wpadnie mi w ręce. Do tej pory skupiałam się jedynie na wojennych zapiskach dotyczących Polski, Żydów w gettach i obozach śmierci. Mało wiem jak przeżywali wojnę inni mieszkańcy Europy. Może dlatego, że mało takich publikacji "obiło mi się o oczy i uszy" (zapoznałam się jedynie z "Dziennikiem Anny Frank" i Helgi Weissowej) "Niewidzialny most" zaprowadził mnie na Węgry i dzięki jego mieszkańcom odkryłam kolejne oblicze wojny. Przez jej większą część węgierscy Żydzi mogli czuć się w miarę bezpieczni. Nie było gett ani masowych wywózek do obozów koncentracyjnych, ale to nie znaczy że nie było przerażenia, okrucieństwa, głodu, poniewierki i wywłaszczeń. Ich codzienne życie zostało podporządkowane agresorowi. Zostali wysłani do batalionów pracy, gdzie umierali z wycieńczenia, wyziębienia czy przypadkowych bomb i ostrzałów. Czy w takich upadlających warunkach można myśleć o miłości?
Można. To tylko dzięki wspomnieniom, przemożnej chęci ujrzenia swojej ukochanej i króciutkim przepustkom Andras może wytrwać w piekle, które zgotowali mu rodacy.

Rodzina Levi oddaje się miłości bez reszty i nie zaprząta sobie głowy konsekwencjami. Nie ważne są podziały, różnice wiekowo- społeczne, przeszłość. Liczy się jedynie uczucie, dla którego warto sprzeciwić się konwenansom, zasadom, schematom. I takim zachowaniem wygrywają szczęście i spełnienie, choćby miało trwać tylko chwilę.

Gorąco zachęcam do zapoznania się z rodziną Andrasa Levi, do towarzyszenia mu w podróży ku dojrzałości, miłości, do walki z własnymi słabościami i przetrwania w okrutnych czasach II wojny światowej.

Zasmakuj Szmaragdowej Serii...




Podsumowanie

Plusy:
- doskonałe charakterystyki bohaterów, żywi, kolorowi, trójwymiarowi, wychodzący z fikcyjnego świata wprost w nasze serca i rzeczywistość
- autorka cudownie wprowadza w klimat powieści, życia społecznego na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych, architektury, tańca
- kontrowersyjny związek
- tajemnica z przeszłości rujnująca przyszłość
- wojna ukazana z całą swoją potwornością niosącą spustoszenie w każdej dziedzinie życia
- dbałość o szczegóły i prawdę historyczną
- opisanie cierpień, ofiar wojny bez patosu i afektacji ale ze zrozumieniem i współczuciem
- piękna okładka

Minusy:
- nie ma

Jednym zdaniem:
Przepiękna książka o miłości w czasach wojennej zawieruchy.


Julie Orringer "Niewidzialny most", tł. Agnieszka Mitraszewska i Nina Dzierżawska, Czarna Owca, Warszawa 2013



6/6

Przyjemność płynącą z lektury książki zawdzięczam Panu Moisesowi reprezentującemu wydawnictwo Czarna Owca :))) Dziękuję za zaufanie :)

Czytaj dalej...

Zwykły baby blues?

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Katarzyny Michalak odbyło się wraz z premierą powieści "W imię miłości" (recenzja). Wspominam je bardzo ciepło i przyjemnie, a sama książka była ogromnie wzruszająca i zmuszająca do refleksji. 
Postanowiłam wtedy poznać inne dzieła autorki. Tak w moje ręce trafiła "Bezdomna". Zachłysnęłam się tą historią, zaczytałam i zatrzymałam pomiędzy światami, tym rzeczywistym na granicy brudu, brzydoty i skrzącego się piękna, a tym fantastycznym zrodzonym z wyobraźni, a któremu blisko do twardej i brutalnej realności.

Kinga z dnia na dzień traci wszystko: córeczkę, męża, dom, poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości. Trafia na ulicę. Życie na granicy upodlenia, pogardy, niesprawiedliwości i niezrozumienia dało jej w kość na tyle, że postanawia się z nim rozstać ostatecznie. Jednak los ma wobec niej zupełnie inne plany. Kingę w ostatniej chwili, tuż przed śmiercią ratuje Aśka. Okazuje się, że te dwie kobiety łączy tajemnica i wspólna przeszłość. Jak na ich relacje wpłynie wyznanie prawdy? Czy Aśce uda się ocalić Bezdomną? Dlaczego Kinga trafiła na ulicę? Czemu chciała popełnić samobójstwo?

Sylwetki Kingi i Aśki są znakomicie wykreowane. Są niezwykle złożone. Składają się z wielu cech, dobrych, złych, nijakich, czarnych białych, kolorowych. Obie panie wiele łączy ale i wiele dzieli. Są wykształcone, inteligentne i próbują wyciągnąć z życia to co najlepsze, choć dochodzą do tego celu całkiem innymi drogami. Różnią je relacje rodzinne, stosunek do pieniędzy, do miłości. Kinga świetnie realizuje się na polu rodzinnym do czasu kiedy odkrywa zdradę męża i kiedy znać o sobie daje jej choroba. Ambicją Aśki jest sława i władza, po którą sięga bez skrupułów i za każdą cenę, nawet wtedy gdy na ołtarzu trzeba złożyć swoje ciało i duszę. Nie baczy na krzywdę jaką swoim zachowaniem wyrządza innym osobom i to ją niszczy. Los się od niej odwraca i pozostawia ją z jedyną ocalałą przyjaciółką- butelką alkoholu.
Przychodzi jednak chwila gdy linie życia obu kobiet się łączą, kiedy przychodzi czas podjęcia odpowiednich, kluczowych decyzji, odkupienia win.
Rola jak przypadła mężczyźnie z góry jest skazana na klęskę. Żadna kobieta nie wytłumaczy i nie zrozumie jego zachowania. Tchórzostwo, ucieczka, brak odpowiedzialności, zrozumienia, wyrozumiałości, współczucia z miejsca go dyskwalifikują.

Temat na jaki pokusiła się Katarzyna Michalak jest godny propagowania. Odczytałam w "Bezdomnej" swoisty apel, manifest by baczniej obserwować swoich bliskich, by reagować na ich niepokoje, obawy, wspomóc ich radą i otoczyć opieką.
Wiele kobiet tuż po porodzie odczuwa obniżenie nastroju wywołane hormonami tzw. baby blues. Nie ma w tym nic niewłaściwego, nagannego a wręcz to zachowanie naturalne o ile jest kontrolowane a w razie pogorszenia samopoczucia- leczone. Niestety w dalszym ciągu baby blues a także depresja poporodowa jest traktowana przez społeczeństwo jako fanaberie młodej mamy czy odczytywane jako strach przed macierzyństwem, dzieckiem, odpowiedzialnością. W takich przypadkach łatwo przeoczyć poważne zaburzenia, które mogą prowadzić do tragedii.
Pani Michalak poruszyła również drugą ciemniejszą stronę macierzyństwa. Zdarzają się przypadki wykorzystania depresji poporodowej jako odroczenie kary za dzieciobójstwo. Bardzo trudno jest rozstrzygnąć i oceniać takie zachowania, a dla mnie osobiście trudno jest czytać o wszelkim bestialstwie wobec dzieci. Jednak czy chcę czy nie takie rzeczy się zdarzają i będą zdarzać dopóki będziemy trywializować obawy młodych mam.

Duże wrażenie zrobiła na mnie także krwiożerczość, bezwzględność, bezkompromisowość współczesnych mediów- tabloidów. Naginanie faktów, manipulacje słowne, photoshopowanie obrazów według własnego widzimisię...Przerażające...Z każdego można zrobić potwora...Byle zwiększyć nakład, zdobyć więcej pieniędzy...Pamiętajmy o tym...

Myślę, że przy poruszonym tak ważnym społecznie tematem niewłaściwe jest omawianie konstrukcji, ocenianie narracji czy wartkości akcji...

Polecam książkę każdemu.



Podsumowanie

Plusy:
- ważny społecznie temat (alkohol jako remedium na wszelkie bolączki i depresja poporodowa)
- swoisty manifest, apel o baczną obserwację swoich bliskich
- doskonali, różnorodni bohaterowie
- historia widziana z niemal każdej perspektywy
- dynamiczna akcja pełna zwrotów
- tajemnica
- zaskakujący finał
Minusy:

- osypujące się litery tytułowe (po dwukrotnym czytaniu brak połowy tytułu)- to drobny przytyk, ale bardzo mnie irytujący

Jednym zdaniem:
To już druga powieść Katarzyny Michalak, która zrobiła na mnie duże wrażenie.


Katarzyna Michalak "Bezdomna", Znak, Kraków 2013



6-/6
Czytaj dalej...

Bliskie spotkania z maniakalnym zbrodniarzem

Ericy Spindler nie trzeba mi rekomendować. Miałam już przyjemność poznać jej książki: "Zabić Jane" (recenzja), "Z ukrycia" (recenzja). Powieści autorki przemawiają do mnie, robią także wrażenie na każdej osobie z mojego otoczenia. Dlatego z czystym sumieniem muszę uznać jej doskonałe wyczucie zainteresowań, świetną kreację bohaterów, brutalne zbrodnie i manewry śledcze.

Małym miasteczkiem Rockford w stanie Illinois wstrząsają makabryczne zbrodnie. Ofiarami są małe, dziesięcioletnie dziewczynki, uduszone i ułożone z planem znanym jedynie mordercy. Detektyw Riggio uczestnicząca w oględzinach zwłok szybko kojarzy, że do podobnych zbrodni doszło pięć lat temu a ich sprawca do tej pory nie został schwytany. Co więcej przez sprawę Mordercy Śpiących Aniołków o mały włos nie załamała się kariera zawodowa Kitt Lundgren, dla której od tej pory śledztwo to stało się priorytetowe a nawet obsesyjne. Czy detektywom Lundgren i Riggio uda się połączyć siły i uchwycić mordercę? Czy są w stanie ze sobą współpracować? Czy uda im się okiełznać własne ambicje?

Dla Kitt Lundgren równolegle ze sprawą Mordercy Śpiących Aniołków, dotyka osobista, rodzinna tragedia. Kobieta przeżywa śmierć córki. Od tej pory te wydarzenia zlewają się w jedno a śledztwo oprócz obesji staje się osobistą rozgrywką. Kitt Lundgren chce uchronić inne matki przed cierpieniami, jakie są jej udziałem. W pierwszej rundzie ponosi sromotna klęskę. Przez własną głupotę, niedyspozycję wywołaną alkoholem traci jedyną możliwość ujęcia sprawcy. To ją kompletnie łamie. Morderstwa w drugiej rundzie mobilizują ją do ponownego działania, otrząśnięcia się z kryzysu i przystąpienia do decydującej rozgrywki, do podjęcia rękawicy i walki na śmierć i życie.

Żałowałam, współczułam Kitt i jednocześnie potępiałam jej zachowanie. Rozumiem jej cierpienie po starcie dziecka ale nie pochwalam jej zarozumiałości, która doprowadziła i umożliwiła ucieczkę mordercy. Z kolei jej walka ze słabościami wzbudza szacunek i dobrze rokuje na przyszłość.
Postać M.C. podbiła moje serce. Młoda, ambitna, zdyscyplinowana, zadziorna policjantka, która na codzień boryka się z wścibską mamą :P Poza tym jest jedyną dziewczyną w rodzinie i od najmłodszych lat musiała znaleźć swoje miejsce w domu, w środowisku, na ziemi. To dodaje jej pewności siebie.
Morderca również był przedstawiony w bardzo intrygujący sposób. Z jego rozmów z Kitt wyłania się człowiek bardzo inteligentny ale również zdolny do wszystkiego, którego nie można jednoznacznie zinterpretować.

Erica Spindler idealnie wodzi czytelnika za nos. Ujawnia wiele faktów, które nijak dają się połączyć. Wielka radość z odkrycia jakiegoś istotnego elementu kryminalnej układanki łączy się z rozczarowaniem kiedy nie możesz go przypasować do większej całości. Podczas lektury "Naśladowcy" bardzo szybko doszła do głosu jedna z moich największych wad: niecierpliwość. Nie odłożyłam książki dopóki nie poznałam prawdy.

To chyba wystarczająca rekomendacja :P



Podsumowanie

Plusy:
- dwie bohaterki, które z jednej srony są swoim przeciwieństwem a z drugiej strony doskonale ze sobą współgrają
-intrygujący i inteligentny czarny charakter
- maniakalny zbrodniarz z problemami i pokręconym życiorysem
- doskonałe prowadzenie fabuły
- napięcie, zwrotna akcja
- wdzięczne zwodzenie czytelnika
- zaskakuje
- poręczna, duża i wygodna czcionka
Minusy:
- otwarte zakończenie pewnego, bardzo mnie interesującego wątku :P

Jednym zdaniem:
Ericę Spindler czytam bez wybrzydzania.


Erica Spindler "Naśladowca", tł.Krzysztof Puławski, Harlequin/Mira, Warszawa 2013



5+/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Moniki reprezentującej wydawnictwo Harlequin/ Mira :))) Dziękuję za zaufanie :)


Czytaj dalej...

Miłość wygrana w karty?

"Kochanek z piekła rodem" to kolejna, druga część cyklu Diablęta z Hallstead Hall.

Hester Plumtree choć usatysfakcjonowana ożenkiem Olivera, poznanego w "Narzeczonych mimo woli" (recenzja), nie spoczywa na laurach. Już szykuje kolejną intrygę. Tym razem w jej ręce wpada Lord Jarret Sharpe- hazardzista i kobieciarz. Pod pozorem utraty sił i w konsekwencji groźnej choroby oddaje wnukowi prowadzenie browaru. Jeżeli uda mu się wygenerować zysk ze sprzedaży piwa, zostanie zwolniony z ultimatum- przymusowego małżeństwa. Radość z tego faktu przyćmi pewna panna, która przebojem wdziera się w dekadenckie życie Jarreta. Czy miłość i przyszłość można wygrać w karty?

Panna Lake cechami charakteru bardzo przypomina Hester Plumtree. Sama prowadzi mały, lokalny browar i stawia czoło całemu światu. To nie jest łatwe zadanie. Dodatkowo panna Lake skrywa tajemnicę, która może zniszczyć przyszłość jej rodziny. Podobał mi się upór z jakim walczy o swoje prawa, uwagę, zawód i umiejętności. Nie waha się postawić wszystkiego na jedną kartę.
Jarret to wierne wręcz lustrzane odbicie Olivera z pierwszej części cyklu. Podobnie się zachowuje, mówi, robi i nawet tak samo i bez polotu obdarza pieszczotami swoją kochankę. W scenach erotycznych nie ma pasji, sensualności, dreszczu pożądania i drażliwego pragnienia. Autorka nie tylko popełniła ten sam błąd co w poprzedniej książce ale i wiernie je z niej przekopiowała. No może z wyjątkiem anturażu...

Plusem jest ujawnienie kolejnych losów rodzeństwa Jarreta. Wiemy jak radzi sobie w małżeństwie Olivier, co porabiają inne Diablęta i jak wychodzi im szukanie swojej połówki jabłka. Zostają także po części wyjaśnione tajemnice rodu sprzed lat...

Zawiodłam się ogromnie na "Kochanku z piekła rodem". Sugeruje werwę i pieprzne wątki erotyczne a otrzymujemy odgrzewane kotlety, którym umknął smak i zapach świeżości. Może czytanie kolejnych części cyklu trzeba rozłożyć w czasie by dostrzec w nich coś wyjątkowego...

Podsumowanie

Plusy:
- silne i odważne postacie kobiece
- ciekawa intryga
- podstępna starsza pani, która próbuje układać życie swoim wnukom
- wartka akcja choć bardzo zbliżona do poprzedniego tomu cyklu
- pariarchat i konwenanse potraktowne z humorem i dowcipem

Minusy:
- schemat
- przewidywalność
- powielactwo
- sceny miłosno- erotyczne bez polotu, prawie identyczne z tymi z poprzedniej części cyklu Diabląt

Jednym zdaniem:
Cykl Diablęta z Hallstead Hall należy czytać z długimi odstępami.


Sabrina Jeffries "Kochanek z piekła rodem", tł. Dorota Jankowska- Lamcha, BIS, Warszawa 2013



2/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Lidii reprezentującej wydawnictwo Bis :))) Dziękuję za zaufanie :)



Czytaj dalej...

Ultimatum podstępnej babki

Jak na oddaną miłośniczkę romansu historycznego, nie mogłam oprzeć się intrygującej serii Diablęta z Hallstead Hall autorstwa Sabriny Jeffries, a wydanej przez wydawnictwo BIS.

Wspomniane Diablęta to osierocone rodzeństwo, które samotnie wychowuje bezkompromisowa, podstępna babka Hester Plumtree, właścicielka i zarządczyni dobrze prosperującego browaru. Kobieta rozpieszcza wnuki i na wiele im pozwala...Oliver "jest pochłonięty piciem lub łajdaczeniem się", Jarret ma w głowie jedynie hazard, Minerva pisze gotyckie powieści, Gabriela interesują wyłącznie wyścigi, a Cecylia "nie przepuści żadnej okazji, by chwycić za pistolet i strzelać do celu." Hester czuje się coraz starsza i coraz bardziej rozczarowana postępowaniem swoich podopiecznych. Chciałaby już bawić prawnuki, ale na to nie zanosi się w najbliższej przyszłości. A jakby tak użyć podstępu??? Hester stawia ultimatum: majątek i wpływy za małżeństwo.

W "Narzeczonych mimo woli" pierwszym tomie serii to markiz Oliver Sharpe będzie się starał odwieść babkę od tego niewykonalnego zadania. Nie ma zamiaru żenić się, ale nie chce też skazać swojego rodzeństwa na życie biedzie, bez rodzinnego majątku i koneksji...Jak to pogodzić? Trzeba przechytrzyć Hester Plumtree...Sprowadza do domu fałszywą narzeczoną. Amerykankę, katoliczkę, plebejuszkę- na taką żonę babcia z pewnością nie wyrazi zgody...Czy na pewno?

Hester Plumtree nie jest łatwo wywieść w pole. Po śmierci męża sama musiała poprowadzić browar. Dla kobiety na początku XIX wieku było to niełatwe zadanie. Musiała wykazać się ogromnym hartem ducha, odwagą i przedsiębiorczością żeby stawić czoła mężczyznom i pokazać im, że jest godnym przeciwnikiem i kontrahentem. Gierki niedoświadczonej przez życie młodzieży nie są zatem w stanie pokrzyżować jej planów. Każda próba obejścia ultimatum przynosi jej tylko dobrą zabawę i uśmiech. Do tego potrafi wykorzystać nadarzające się sytuacje i kiedy uważa, że plany Olivera mogą przynieść jej korzyści, bez skrupułów wykorzystuje je przeciwko wnukowi.
 Postać fałszywej narzeczonej- Marii Butterfield, choć sztampowa to miła i ciekawa w odbiorze. To młoda Amerykanka, która przybywa do Anglii ratować narzeczonego, a wpada w pułapkę największego hulaki Olivera Sharpa. Ich pierwsze spotkanie jest oryginalne i wymyka się spod sztywnych regół i konwenansów. Jednak taka jest też sama Maria.
Jedynie Oliver niczym mnie nie zaskoczył. Był przewidywalny i irytujący.

"Narzeczonych mimo woli" czytało się lekko i przyjemnie. Była szczypta pieprzu, dowcipnych dialogów ale i infantylno- nieśmiałych zachowań. Zabrakło mi także sensualnych doświadczeń erotycznych. Sceny miłosne zostały potraktowane po macoszemu i brakuje im polotu, a tego nie znoszę. Skoro już autorka zdecydowała się napisać o życiu intymnym bohaterów, to niech będzie o czym czytać :P


Podsumowanie

Plusy:
- silne i odważne postacie kobiece
- ciekawa intryga
- podstępna starsza pani, która próbuje układać życie swoim wnukom
- wartka, nienużąca akcja
- pariarchat i konwenanse potraktowane z humorem i dowcipem

Minusy:
- schemat
- przewidywalność
- sceny miłosno- erotyczne bez polotu

Jednym zdaniem:
Miłośniczki gatunku chętnie poznają historię opisaną przez Sabrinę Jeffries.


Sabrina Jeffries "Narzeczeni mimo woli", tł. Karolina Zaremba, BIS, Warszawa 2012



4/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Lidii reprezentującej wydawnictwo Bis :))) Dziękuję za zaufanie :)


Czytaj dalej...

Średniowieczna patolog na tropie...

"Tajemnicę grobowca" poleciła mi kuzynka. Mamy podobny gust literacki więc skwapliwie skorzystałam z rekomendacji. I choć można się przyczepić, odnaleźć w niej kilka wad, to okazują się one mało istotne a sama historia ciekawa i godna uwagi.

Ariana Franklin to pseudonim literacki, pod którym zadebiutowała w literaturze sensacyjnej znana brytyjska autorka powieści historycznych i biografii. Jej pierwsza powieść "Mistrzyni sztuki śmierci" została znakomicie odebrana zarówno przez krytyków jak i czytelników. Nic więc dziwnego, że została uhonorowana zaszczytnym tytułem i nagrodą The CWA Ellis Peters Historical Award 2007. "Labirynt śmierci" i "Tajemnica grobowca" to kolejne powieści Ariany Franklin.

Jak już pewnie zauważyliście moja przygoda z autorką rozpoczęła się od końca. Nie odczułam żadnych istotnych niedogodności wynikających z nieznajomości poprzednich powieści. Są one połączone osobą Adelii- kobiety medyka, patolog i detektywa. Jednak każda książka to odrębna i zakończona historia.

"Tajemnica grobowca" dotyczy tajemniczych szkieletów kobiety i mężczyzny znalezionych w spalonym opactwie Glastonbury. Henryk II żywi nadzieję, że są to szczątki legendarnego króla Artura i Ginewry. Żeby się o tym przekonać, wzywa na pomoc Adelię- inteligentną, wykształconą medyczkę biegłą w sztuce anatomii, ale i bystrą obserwatorkę z zamiłowaniem detektywistycznym :) Czyje szczątki spoczywają w opactwie i co odkryje Adelia?

"Vesuvia Adelia Rachel Ortese Aguilar to medyczka kształcona w Szkole Medycyny w Salerno- jedynej uczelni w krajach chrześcijańskich, gdzie tolerowano i kształcono kobiety." Nie może ona niestety leczyć osobiście, w swoim imieniu. Od razu zostałaby uznana za heretyczkę i skazana na śmierć. Dlatego stosuje sprytny wybieg. Oficjalnie to Mansur, jej arabski asystent, podaje się za medyka a ona jest jedynie jego pomocnicą i tłumaczką. Dzięki temu spiskowi bez przeszkód i przy zachowaniu należytej ostrożności może oddawać się swojej pasji i przeznaczeniu. To zamiłowanie wykorzystuje Henryk II, który jako jeden z nielicznych został dopuszczony do tajemnicy. Pasja to niejedyne nietypowe zachowanie Adelii. Charakteryzuje ją swobodny styl życia, na tamte czasy frywolny i wręcz skandaliczny. Również jej życie uczuciowe jest kontrowersyjne i szokujące.

Z resztą cała opowieść Ariany Franklin oparta jest na kontrowersji i zachowaniach piętnowanych w średniowieczu, a także nierozumiane nawet w XXI wieku.
Tragedia rodzinna, relacje międzyludzkie, nietolerancja, wygórowane oczekiwania, obsesyjna miłość, bezgraniczna lojalność, zbrodnia w afekcie to główne składniki "Tajemnicy grobowca". Jeżeli dodamy do tego Legendy Arturiańskie otrzymamy zgrabną, ciekawą i intrygującą historię, która zawładnie naszym sercem na długie godziny.

Z książki możemy wyciągnąć wiedzę nie tylko z zakresu metod leczenia, stawiania diagnozy oraz stosowania ziołowych mieszanek ale także ze zwyczajów rycerskich, dochodzenie sprawiedliwości, średniowieczne sądownictwo, przebieg rozprawy sądowej, sekrety podziałów spadkowych, sposoby wymierzania kar, pracy patologa i epizody z życia mnichów, metody zarządzania opactwem.
Duży nacisk został nałożony także na działalność przestępczą, rozboje, napaści na bogatych podróżnych. Miejscami opisy są bardzo brutalne i krwawe, a innym razem wyważone i stonowane. Ta mieszanina słów robi wrażenie.

Ariana Franklin sprawnie buduje napięcie pozwala bez przeszkód domniemywać pochodzenie znalezionych szczątków, wymusza także tworzenie teorii spiskowych i poszukiwanie źródłowych wydarzeń w historii średniowiecznej Brytanii. Autorka sama przyznała, że opierała się na rzeczywistych odkryciach ale dopasowywała je pod własną wyobraźnię, przesuwała w czasie i miejscu. Przyznała się także, że nie lubi w książkach stylizacji historycznej i choć często jest za to krytykowana, to pozostaje wierna swojemu gustowi. Muszę przyznać, że i ja za tym nie przepadam. Zbyt dużo jest wtedy przypisów wyjaśniających poszczególne zwroty, przez co gubię się w fabule. W "Tajemnicy grobowca" tego nie było. Przypisy są konkretne i jest ich niewiele.

Jestem zadowolona z lektury "Tajemnicy grobowca" na tyle, że mam ochotę poznać wcześniejsze przygody sympatycznej bohaterki :)


Podsumowanie

Plusy:
- sugestywna okładka
- ciekawa tematyka
- akcja umiejscowiona w średniowiecznej Brytanii
- kontrowersyjny związek
- sympatyczna bohaterka- medyk, patolog, detektyw
- zbrodnia, tajemnicze szczątki
- obsesyjna miłość i oddanie
- wplecenie w fabułę legend dotyczących króla Artura
- konkretne i zwięzłe przypisy
- wykorzystanie faktów historycznych (dostosowane do wymogów i konstrukcji powieści)
- zastosowanie współczesnego języka

Minusy:
- można było bardziej porozwijać niektóre wątki
- potencjał nie wykorzystany w 100 %

Jednym zdaniem:
Starożytna medyczka biegła w sztuce anatomii- to musi się podobać :)


Ariana Franklin "Tajemnica grobowca", tł. Katarzyna Przybyś- Preiskorn, Amber, Warszawa 2009



5/6


Czytaj dalej...

Wojenny romans

Wojna obala skrupuły i przyczynia się do zezwierzęcenia obyczajów. "Przystań na krańcu świata" ukazuje mroczne oblicze II wojny światowej.


Stevie Steiber jest młodziutką amerykańską dziennikarką i nową mieszkanką Hongkongu. Nie interesuje jej wojna, która toczy się w Europie. Jest zajęta wyłącznie sobą, własnymi słabostkami i potrzebami. Do tej pory pisywała lekkie, infantylne i plotkarskie artykuły, a materiały do nich zbierała na balach i rautach kolonijnej śmietanki towarzyskiej. To jej nie wystarczy, marzy by zostać uznaną, docenioną, poważną pisarką. W tym przedsięwzięciu pomaga jej chiński przyjaciel Jishang i słynne siostry Song. Niespodziewanie jej życie zmienia się wraz z nową znajomością. Brytyjski Major Harry Field całkowicie zawładnął jej światem. Nie straszne są im konwenanse, plotki i wojna, która z dnia na dzień zatacza coraz szersze kręgi. Czy ich związek przetrwa wojenną zawieruchę? Jakie wtedy będą ich priorytety?

Francesca Brill oparła książkę "Przystań na krańcu świata" na losach dziennikarki Emily Hahn. Mając świadomość, że ta historia wydarzyła się naprawdę, jeszcze mocniej ją przeżyłam. Postać Stevie jest bardzo złożona, choć nie wiem na ile jest autentyczna, a na ile ubarwiona na potrzeby tej powieści. Mimo wszystko warto było ją poznać i obserwować jej zmagania, kreowanie swojej tożsamości oraz dojrzewanie i rozwój w obliczu wojny. Nie zawsze rozumiałam i podzielałam jej zachowanie i opinie, ale ta dziewczyna ma w sobie tyle ikry i życia, charyzmy, że wszystko można jej wybaczyć. Postępowanie Stevie nie było dobrze rozumiane ani w Ameryce ani tym bardziej wśród kolonijnego, cnotliwego i przyzwoitego towarzystwa. Tym bardziej doceniłam jej samodzielność i otwarty umysł.

Wątek romansowy, choć jest głównym składnikiem powieści, nie przytłacza jej. Jego zadaniem jest uwypuklenie trudności w pielęgnowaniu miłości. Kiedy uczucie jest piętnowane przez wszystkich, gdy nie ma dla niego zrozumienia a na horyzoncie majaczy widmo wojny i śmierci, pozostaje jedynie nadzieja, że w podróży przez piekło towarzyszy nam ukochana osoba.

Doceniam i podziwiam Francescę Brill także za wrażliwość, poszukiwanie i wiedzę w kreowaniu rzeczywistości wojennej. Bestialstwo japońskich żołnierzy jest wiernie odtworzone na kartach „Przystań na krańcu świata". Autorka nie oszczędza czytelnika przed barbarzyństwem i brutalnością, daje wiele do myślenia i do porównania z metodami stosowanymi przez nazistów. Opisy znęcania się nad ludnością cywilną, przemoc, gwałt, sposoby wymuszania zeznań budzi ogromny sprzeciw i wzbudza współczucie. Łzy bezsilności same napływają do oczu i trudno je powstrzymać.

Francesca Brill śmiało wybrała trudny i kontrowersyjny temat na swoją debiutancką powieść. Ta brawura zakończyła się ogromnym sukcesem.



Podsumowanie

Plusy:
- przedstawienie drugiego oblicza II wojny światowej
- wiarygodne przedstawienie okupowanego Hongkongu
- opowieść oparta na prawdziwych wydarzeniach i życiu Emily Hahn
- idealnie sportretowane sylwetki bohaterów
- fikcja zmieszana z rzeczywistością
- wierne odtworzenie uczuć i emocji bohaterów
- zachowanie egzotyki Chin i Japonii
- nie epatuje nadmiernie bestialstwem

Minusy:
- omijanie nieistotnych fragmentów z życia bohaterki (między jednym wydarzeniem a drugim czasem mija pół roku)

Jednym zdaniem:
Nowe spojrzenie na okropieństwa, brutalność II wojny światowej.


Francesca Brill "Przystań na krańcu świata", Prószyński i s- ka, Warszawa 2013



5/6

Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :))


Czytaj dalej...

Co mi zrobisz jak mnie złapiesz


Miranda jest córką burmistrza. Mierzi ją ograniczenie swobody związane z tak wysokim stanowiskiem, tym bardziej że dotyka ją to osobiście. Ojciec bardzo dba o bezpieczeństwo swojej jedynaczki. Zatrudnia wykwalifikowanych ochroniarzy. Jednak Miranda nie tak łatwo chce poddać się woli ojca. Każdemu po kolei tak zachodzi za skórę, że dobrowolnie rezygnują z pracy. Kolejnym bodyguardem jest Tyler. Doskonale wyszkolony i niesamowicie przystojny. Miranda po raz kolejny próbuje swoich sztuczek. Czy tak samo łatwo pordzi sobie z osiłkiem na usługach ojca? A może jego szorstka i tajemnicza natura zaintryguje ją na dłużej?

Gdy tylko zaczęłam lekturę książki od razu skojarzyła mi się pewna amerykańska produkcja, w której córka prezydenta próbuje obejść zakazy i umyka przed swoimi ochroniarzami :) Ten motyw był wykorzystywany niejednokrotnie ale zawsze pozwalał na udaną rozrywkę. Z tą książką było podobnie.

Miranda jest bardzo pomysłowa i umie postawić na swoim. Nie lubi ograniczeń, a osobista ochrona utrudnia jej codzienną egzystencję. Mylnie sądzi, że rodzice próbują ją kontrolować i nie mają do niej zaufania. Jednak prawdziwe powody tej nadzwyczajnej ochrony mają swoje uzasadnienie. Tyler z kolei jest bardzo kompetentny i nie daje się wywieść w pole. Za każdym razem szybko namierza swoją zgubę, czym doprowadza Mirandę do szału.
Jak się pewnie domyślacie tych dwoje połaczy gorące uczucie :)

"Kto się śmieje ostatni" jest przewidywalna i łatwa do rozszyfrowania. Spodziewałam się tego więc nie czułam się rozczarowana. Książka Trish Wylie przeniosła mnie w czasie kiedy to jako nastolatka, zaczytywałam się w Harlequinach. Jest lekko, ekscytująco, zabawnie i sentymentalnie...


Podsumowanie

Plusy:
- obraz życia ludzi będących na świeczniku
- zabawna główna bohaterka i czarujący bohater
- krótka forma
- łatwa w odbiorze
- dowcipna i lekka
- wyrazista okładka
- format idealnie mieszczący się w damskiej torebce

Minusy:
- powielanie schematów
- zbyt powierzchowna

Jednym zdaniem:
Rozrywka i nuta ekscytacji podana w bardzo lekkostrawnej formie.


Trish Wylie "Kto się śmieje ostatni", tł. Małgorzata Zipper, Harlequin/Mira, Warszawa 2013



4+/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Moniki reprezentującej wydawnictwo Harlequin/Mira :))) Dziękuję za zaufanie :)

Czytaj dalej...

Sekrety S.E.K.R.E.T.- u

"Żadna kobieta nie jest tylko kelnerką, tak samo jak żadna nie jest tylko nauczycielką albo matką".

Tajna organizacja ukrywająca się pod enigmatyczną nazwą S.E.K.R.E.T. wyłuskuje z tłumu kobiety przytłoczone życiem, zgnębione, zakompleksione. Za pomocą dziewięciu kroków spełniających najskrytsze fantazje seksualne odbudowują w kobietach poczucie własnej wartości, pewności siebie, stanowczości i odwagi. Pomoc ta jest nieodpłatna, wystarczy jedynie zachować tajemnicę i przestrzegać motta organizacji: "Bez osądzania. Bez granic. Bez wstydu".
Najnowszą podopieczna S.E.K.R.E.T.- u jest Cassie Robichaud, kelnerka z Nowego Orleanu. Jak zmieni się jej życie? Czy stanie się bardziej ekscytujące?

Główna bohaterka książki to sterana życiem trzydziestopięciolatka. Czternaście lat była żoną brutalnego alkoholika. Jego śmierć i związana z nią wolność nie cieszy jej. Czuje, że jej życie się skończyło. Nie czuje się trakcyjna, brak jej pewności siebie i nie wierzy w swoje możliwości. Nie wierzy także w miłość, nie wierzy w mężczyzn. Boi się, że kolejny związek przyniesie jej tyle samo cierpienia, co poprzedni.
Dopiero S.E.K.R.E.T. i Matilda, jej mentorka przywracają jej poczucie własnej wartości, wydobywają na wierzch kobietę świadomą własnych potrzeb i umiejącą je spełniać.

Książka L. Marie Adeline to powieść erotyczna więc jak sami rozumiecie, nie mogło zabraknąć w niej scen miłosnych. I tu jest mój największy zarzut do autorki. Sceny te są bez wyrazu, podobne do siebie, mało odkrywcze, pikantne i zaskakujące. Gdyby je trochę podrasować, otrzymalibyśmy gorące i pobudzające czytadło. A tak jest książką jakich wiele. Podobno L. Marie Adeline inspirowała się najgorętszą książką sezonu, "Pięćdziesiąt twarzy Grey'a". Niestety jeszcze nie znam tej książki (choć od kilkunastu tygodni gości na półce w mojej biblioteczce), więc trudno mi odnieść się do tej informacji.

Argumentami w obronie "S.E.K.R.E.T.- u" są ciekawe kreacje Cassie bohaterów. Jest różnorodność, jest zabawa. Wachlarz postaci rozpościera się od zimnych, bezwzględnych drani poprzez uroczych chłopców z sąsiedztwa, po milutkie ale wścibskie starsze panie :) Cassie na tym tle pięknie się wyróżnia. Podoba mi się jej droga od zahukanej szarej myszki po świadomą swej wartości kobietę wampa.
Doskonały jest także pomysł na bezinteresowną organizację, która pozwala poznać swoje prawdziwe ja i spełnia dziewięć różnorodnych fantazji seksualnych. Ile jest kobiet, tyle możliwych scenariuszy na upojny seks. Najfajniejsze jest to, że każde marzenie jest spełniane z taką drobiazgowością i dbałością o szczegóły. Sama chciałabym stać się podopieczną S.E.K.R.E.T.-u :P Ciekawa także była struktura, organizacja i zaplecze tego zrzeszenia. Wygląda jak jakaś seksualna sekta :)
Podobało mi się także zakończenie, niejednoznaczne, otwarte i prowokujące do uruchomienia własnej wyobraźni.

Myślę, że książka może spodobać się wielbicielom gatunku :P


Podsumowanie

Plusy:
- ciekawi bohaterowie
- rozwój osobisty głównej bohaterki
- ciekawy pomysł
- zaskakująca i tajemnicza podwójna okładka
- duża czcionka
- bezinteresowne spełnianie fantazji erotycznych
- drobiazgowość i dbanie o szczegóły w odtwarzaniu seksualnego scenariusza
- struktura i organizacja erotycznej sekty :P
Minusy:
- sceny erotyczne bez wyrazu
Jednym zdaniem:
Książkę warto poznać, chociażby po to by mieć o niej własne zdanie :)


L. Marie Adeline "S.E.K.R.E.T.", tł. Piotr Grzegorzewski, W.A.B., Warszawa 2013



4+/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pana Macieja :)) Dziękuję za zaufanie :)
Czytaj dalej...

Życie po stracie bliskiej osoby

"Cienie na wrzosowisku" przedstawia dalsze losy bohaterów poznanych w "Pensjonacie na wrzosowisku" (recenzja) i "Miłości na wrzosowisku" (recenzja). Powrót do tych miejsc i ludzi była jak wizyta u dawno nie widzianych znajomych. Zżerała mnie ciekawość co nowego u Basi, Marka, dzieci. Jak żyje im się na Wyspach, czy nie chcą wracać do Polski, jak prosperuje kawiarenka...

Wydaje się, że życie Basi i jej rodziny płynie sielsko, nienaruszone, stabilne. To tylko pozory. Śmierć Jamesa bardzo poruszyła Basię i do tej pory nie może się otrząsnąć z tej tragedii. Nie może jednak swojej żałoby po kochanku przeżywać oficjalnie. Ma męża, który niczego się nie domyśla i dzieci, którym nie chce rujnować życia. Kawiarenka i mała Emilka pochłaniają całą uwagę Basi i kiedy wydaje się, że pogodziła się ze swoją stratą, nadciąga niespodziewany kryzys...

Basia nie spodziewała się po sobie tego, że będzie umiała i mogła tak oszukiwać własną rodzinę. Dla kilku chwil miłości zaryzykowała nie tylko swoją reputację, ale i dobre stosunki z dziećmi. Nie chcę oceniać jej zachowania, być może miała swoje powody by zdecydować się na zdradę i prowadzenie podwójnego życia. Żal mi jedynie męża i dzieci, którzy nieświadomi niczego budowali swoje oczekiwania i uczucia. Każdy mam prawo znać swoje prawdziwe położenie by czuć się bezpiecznym.

Przeżywanie przez Basię żałoby, jej rozpacz była tak autentyczna, że krzyczała z kart książki bólem i cierpieniem. Strata bliskiej osoby jest bardzo traumatycznym wydarzeniem, po którym trudno się podnieść i żyć normalnie. Staje się tym trudniejsze kiedy swoją rozpacz trzeba maskować, ukrywać w sercu i cierpieć w samotności.
Tak jak do tej pory kibicowałam poczynaniom Basi tak w tej części zawiodła mnie. Zawsze zdecydowana tym razem nie wie czego chce. Snuje się z kąta w kąt. Raz chce być blisko męża, raz go odpycha. A kiedy jej życie i małżeństwo wisi na włosku nie robi nic, ufając że los podejmie decyzję za nią.

"Cienie na wrzosowisku" były schematyczne i bardzo przewidywalne. Co prawda były w niej ciekawsze momenty skupiające uwagę, to jednak przez większość czasu lektura była nużąca. Tak jakby autorka straciła cały zapał i nie skupiła się dostarczenie nad historią, którą miała do przekazania. Może lepszym rozwiązaniem byłoby połączenie trzech powieści w jedną całość? Odrobinę urozmaicenia dodał książce pamiętnik Emilki. Można było spojrzeć na Basię z boku, z dystansem, pod innym kątem. Kolejnym plusem jest przedstawienie realiów życia na obczyźnie, malownicze opisy miejsc i relacje międzyludzkie.



Podsumowanie

Plusy:
- malownicze opisy angielskich krajobrazów
- spójna z pozostałymi częściami
- możliwość uczestniczenia w rozwoju bohaterki i podglądanie jej życia
- obserwacja życia na obczyźnie
- życiowa (problemy, zachowania zaczerpnięte z rzeczywistości)
- prosty przekaz

Minusy:
- zbyt przewidywalna, schematyczna
- za wiele powtórzeń
- historia zbyt skąpa na oddzielne trzy książki

Jednym zdaniem:
Jeżeli znasz poprzednie powieści Anny Łajkowskiej, to i po "Cienie na wrzosowisku" z chęcią sięgniesz.


Anna Łajkowska "Cienie na wrzosowisku", Damidos 2013



4/6

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Damidos :))) Dziękuję za zaufanie :)

Czytaj dalej...

Satyra na obecne czasy

Wśród pięknych, dopracowanych, artystycznych okładek jakich pełno na polskim rynku wydawniczym, książka Bożydara Grzebyka staje się niewidzialna, mało zachęcająca i obiecująca. "A komu czasem nie odbija?" wizualnie może wręcz odstręczyć potencjalnego czytelnika. Przyznam szczerze, że na księgarskiej półce sama ominęłabym powieść szerokim łukiem. Byłaby to ogromna strata gdyż wnętrze książki skrywa tajemniczą, zaskakującą i przepełnioną ironią, sarkazmem, satyrą, dowcipem treść.

Jurek to inteligentny i wykształcony mężczyzna. Jednocześnie bardzo nieśmiały ale zawsze występujący w obronie niewinnych i cierpiących. Stoi na straży prawa i uczciwości. Sam o sobie mówi: "jestem genetycznie obciążony, bo brzydzę się przemocą. I uczciwy, cholera, jestem. Nikogo bym nie skrzywdził i nie okradł." Jurek jest zatrudniony w przedsiębiorstwie produkującym dewocjonalia. Nie potrafi się jednak dogadać a ni z dyrektorem ani hurtownikami. Zostaje zwolniony. Z powodu bezrobocia i związanych z nim trudności nie może znaleźć nowej pracy. Dopiero przypadkowe zlecenie i mowa pogrzebowa wygłoszona nad nieznanym nieboszczykiem zmienia jego życie. Czy na lepsze? Czy odnajdzie się w nowej roli?

Bożydar Grzebyk stworzył nietuzinkową satyrę na obecne czasy. Niejako napiętnował układy panujące w większości przedsiębiorstw, małych zakładów czy firm. Mobbing, znajomości, rywalizacja to chleb powszedni dla rozpoczynających karierę zawodową. Trudno jest wkraść się w łaski zgranej grupy pracowników tym bardziej gdy jest się nieśmiałym lub gdy ma się własne zdanie w każdej sprawie. Trzeba mieć uszy i oczy szeroko otwarte by nie stać się tak zwanym kozłem ofiarnym i nie zostać złożonym na ołtarzu wygórowanych oczekiwań i niedostatecznych kwalifikacji.
Jurek również nie uchronił się przed ostracyzmem swoich nowych współpracowników. Jednak nie przejął się tym za bardzo. To typ samotnika, któremu do szczęścia potrzebne jest tylko i wyłącznie zajęcie i możliwość działania. Nie spodziewał się tylko, że knowania za jego plecami doprowadzą do zagadkowego finału.

Bardzo spodobali mi się bohaterowie stworzeni przez Bożydara Grzebyka. Jurek to mój ulubieniec ale inni deptali mu po piętach :) Bibuła i Graf to para podrzędnych łotrzyków. Ich cały świat skupia się na drobnych rozbojach, alkoholowych libacjach i tworzeniu sztucznego tłumu na zapomnianych przez przyjaciół i sąsiadów pogrzebach. Obaj prości, niewykształceni ale z nutą przedsiębiorczości. Nie dadzą sobie zrobić krzywdy. Moją dużą sympatię zyskał także stolarz Jaś, który zaborczo pilnował swojego terytorium. Człowiek bardzo oszczędny i tradycyjny, nie pozwalał sobie także na żadną innowacyjność i żadną fanaberię. Pan Miecio właściciel zakładu pogrzebowego "Święta pamięć" to też niezłe indywiduum :) Filozof, hochsztapler, wyzyskiwacz. Mareczek, Hania, Krystynka- podstępne biurowe trio. Całości tej egzotycznej galerii dopełnia jeszcze tajemniczy seryjny morderca, Maniek Brzytewka i oszust w rabiniej skórze.

Lektura książki "A komu czasem nie odbija?" bardzo mnie usatysfakcjonowała. Było z czego się pośmiać ale i zadumać. Nawet filozoficzne rozważania idealnie wpasowały się w treść i formułę powieści. Broń Boże nie nużyły ale dodały takiego świeżego powiewu i przystanku w rozemocjonowanej historii. W książce znalazło się miejsce także na wątek romansowy. Został on tylko lekko zarysowany, ale zawsze :)

Bez dwóch zdań polecam "A komu czasem nie odbija?". Bożydar Grzebyk spisał się na medal :)


Podsumowanie

Plusy:
- satyra na obecne czasy
- polski rynek pracy przedstawiony z dowcipem i ironią
- ciekawe, z jajem spojrzenie na zbrodnię i malwersacje poślednich, prowincjonalnych polityków i przedsiębiorców
- doskonale wykreowana postać inteligentnego i wykształconego mężczyzny borykającego się z trudnościami na rynku pracy
- równie doskonałe i bardzo różnorodne postacie drugoplanowe
- sensowna, spójna, porywająca
- wartka, zmienna akcja
- filozoficzne rozprawy podane w lekkostrawnej i przyjemnej formie

Minusy:
- okładka!!!

Jednym zdaniem:
Niech nie odstręcza Was okropna okładka, wnętrze książki skrywa zaskakującą i dowcipną historię ):


Bożydar Grzebyk "A komu czasem nie odbija?", Wydawnictwo Grodkowskie 2010



5+/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Agaty reprezentującej wydawnictwo Grodkowskie :) Dziękuję za zaufanie :)
Czytaj dalej...

Kosmiczna zagłada świata, który znamy

Co w dzisiejszym świecie może jeszcze zaskoczyć człowieka? Załamanie rynku finansowego, kryzys gospodarczy, katastrofy, siła żywiołów, wojna? Tego wszystkiego my, jako rodzaj ludzki, doświadczamy od wielu lat, stuleci, epok. Radzimy sobie z nimi raz lepiej, innym razem gorzej. Jednak co najważniejsze, z każdą kolejną katastrofą poznajemy je bardziej, co pozwala lepiej nad nimi panować. Więc co może nas jeszcze zaskoczyć? Kosmiczna inwazja! Chyba tylko wobec niej jesteśmy tak naprawdę bezradni. To co nieznane, nieodkryte, nie zbadane może wprowadzić nas w osłupienie i sparaliżować strachem. W dalszym ciągu nie udaje się udowodnić życia poza ziemskiego. A jeżeli takie istnieje, to jak się zachowa w obliczu spotkania z ziemską cywilizacją. Będzie zielonym ludzikiem, oślizgłym robalem czy istotą, esencją istnienia? Będzie łagodnym gościem czy zmiecie życie z powierzchni ziemi nowymi technologiami lub zdolnościami niepojętymi dla Ziemianina?
"Piąta fala" przedstawia jeden ze scenariuszy takiego międzyplanetarnego spotkania. Jak i czym się ono zakończy dla człowieka?

Pierwsza fala- Ciemność. Uderzenie impulsem elektromagnetycznym pozbawia ludzkość elektryczności, łączności, transportu. Ginie pół miliona ludzi...
Druga fala- Powódź. Podczas globalnego tsunami giną kolejne miliony ludzkich istnień...
Trzecia fala- Zaraza. Ptaki na całej kuli ziemskiej roznoszą chorobę, która w trzy miesiące zabija dziewięćdziesiąt siedem procent "tych, którzy mieli pecha i nie zginęli podczas dwóch pierwszych fal"...
Czwarta fala- Uciszacze. Kosmiczne jednostki próbujące wymordować tych co jeszcze pozostali...

"Pierwsza fala cofnęła nas do osiemnastego wieku. Następne dwie cisnęły nas z powrotem do neolitu. Znów byliśmy łowcami i zbieraczami. Koczownikami. (...) Ale wciąż nie straciliśmy nadziei. Jeszcze nie. Wciąż było nas wystarczająco wielu, żeby walczyć."

Na całej okupowanej planecie pozostała garstka ludzi, którzy nie poddają się, próbują przetrwać, żyć jak najdłużej. Nie rozumieją postępowania obcych. Pragną zagłady ludzkości ale dbają o środowisko naturalne planety...Dlaczego? Jakie mają zamiary? Niektórzy mobilizują się, a inni na własną rękę przeciwstawiają się kosmicznemu terrorowi. Nie wiedzą, że nadchodzi Piąta fala...

Historię kosmicznej inwazji poznajemy za pomocą głosów kilku bohaterów: Cassie, Bena- Zombie, Sammy'ego- Nugget, Evana- Uciszacza. Narratorem wiodącym jest Cassie, a pozostali uzupełniają opowieść swoimi przeżyciami i doświadczeniami. Taki sposób narracji sprawdził się znakomicie. Otrzymujemy pełny obraz zaistniałych wydarzeń, z każdego miejsca i z różnych pozycji. Jesteśmy i w obozie uchodźców, w tajnej bazie wojskowej szkolących nowych rekrutów, a także słyszymy głos z obozu wroga. I choć Rick Yancey pozwala nam wszędzie zaglądnąć, wszystko poznać to nie zdradza najważniejszego. Nie pozwala odgadnąć zamiarów obcej cywilizacji. Każde rozwiązanie jest tylko przypuszczeniem, możliwym scenariuszem.

Tylko dzięki Cassie poznajemy trudy przetrwania podczas każdej z czterech fal. Drobiazgowo opisuje co działo się z nią i jej rodziną. Dzięki niej poznajemy także skutki inwazji na całym świecie, choć to już tylko pobieżnie. Dowiadujemy się jak ci co przeżyli znajdują pożywienie, jak wygląda codzienność, rzeczywistość, czego brakuje, co jest ważne, czy możliwe są cieplejsze ludzkie relacje, jakie są są ich plany na przyszłość i czy w ogóle w nią wierzą.
Każdy z narratorów- bohaterów musi radzić sobie z własnym strachem i obawami przed przyszłością. To młodzi ludzie, dzieci, które w jednej chwili musieli ukształtować się, rozwinąć, dojrzeć. Zagubieni, pozbawieni opieki, pozostawieni sami sobie i zdani tylko i wyłącznie na własne siły rozpoczynają śmiertelny pojedynek. Śmierć budzi przerażenie, a dla nich staje się codziennością a po pewnym czasie nawet jej nie zauważają i nie przywiązują do niej większej uwagi. Teraz to życie budzi strach...
Przerażająca jest wizja dzieci udających się na wojnę, szkolonych do bezwzględności, do zabijania. Im młodszy rekrut tym cenniejszy sojusznik...Metody szkoleniowe burzą krew i jeżą włos na głowie...Duże wrażenie robią także próby manipulacji i pranie mózgu...

Autor znakomicie stopniuje napięcie, szarpie nerwy niedomówieniami ale pozwala także czytelnikowi na własne rozważania i snucie spiskowych teorii. Akcja jest wartka, dynamiczna i pełna zwrotów. Nie wiadomo jak zakończy się dana scena, jakie przyniesie skutki i konsekwencje. Jest nieodgadniona i tajemnicza.
"Piata fala" to powieść science fiction, dotyka tamatyki kosmosu, obcej cywilizacji, nowych technologii, zagłady ludzkości i porusza również wątki szkolenia wojskowego. Zaskoczyło mnie to, że autor użył języka prostego, zrozumiałego i przystępnego nawet dla takiego laika jak ja. Czytając książkę czułam się doskonale, nie musiałam się zastanawiać nad trudną i techniczną terminologią gdyż nic takiego nie znalazło się na jej kartach.

Któryś z blogerów przyrównał "Piątą falę" do kultowych już powieści: "Intruz" Stephenie Meyer i "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins, gdzie prym wiedzie wojownicza nastolatka zdecydowana na wszystko. Absolutnie się z tym zgadzam, z tym że ja dołączyłabym do tego zestawu także "Angelfal" Susan Ee. Podobieństwo kształtuje się w uprowadzeniu dziecka, dziewczynie, która wyrusza w paszczę lwa by uratować swoje rodzeństwo oraz niebezpieczeństwu, zagrożeniu, które przyszło z nieba. Nie twierdzę, że jest to bezsensowne powielanie znanych schematów ale umiejętne połączenie ich w nowej, przerażającej wizji postapokaliptycznego świata.

W "Piątej fali" znalazło się również miejsce na wątek romansowy. Jest delikatny, opisany ze smakiem. To pierwsze doświadczenia miłosne pomiędzy młodymi ludźmi, którzy nie zasmakowali do tej pory w poważnych związkach. Pierwsze przytulenie, nieśmiałe pocałunki...Nie jest pozbawiony rozterek, problemów, niezrozumienia, wahania, strachu i kontrowersji. Jednak czy kosmiczna inwazja to czas na miłość?

"Piąta fala" to pierwszy tom sagi o kosmicznej inwazji. Wkrótce także będzie można oglądnąć ekranizację książki. Czekam z niecierpliwością i na film i na kontynuację powieści.



Podsumowanie

Plusy:
- wybitna w gatunku książek science fiction, dystopii i antyutopii
- mieszana narracja i wielu narratorów
- różnorodni młodzi bohaterowie, których kosmiczna katastrofa kształtuje, rozwija i zmusza do dojrzałości
- wartka akcja pełna zwrotów
- krótkie, dynamiczne rozdziały dostosowane do narratora
- przerażająca relacja z inwazji z kosmosu
- postapokaliptyczna wizja świata
- tajemnicza, przerażająca, zmuszająca do refleksji
- dokładna, spójna, doskonale przemyślana
- trwa ekranizacja książki


Minusy:
- brak!!!

Jednym zdaniem:
Wspaniała, doskonała i rewelacyjna książka!!!


Rick Yancey "Piąta fala", tł .Marcin Wróbel, Otwarte, Kraków 2013



6/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Moniki reprezentującej wydawnictwo Otwarte :)))) Dziękuję za zaufanie :)


Czytaj dalej...

Sentymentalna podróż

Muzyka ma ogromne znaczenie w życiu każdego człowieka począwszy od maleńkiego bobasa poprzez młodzież po ludzi w podeszłym wieku. Leczy, rozwija, uspokaja, buduje tożsamość, przynależność, kulturę, poprawia nastrój, uspokaja, prowokuje do działania. Ale to nie wszystko. Muzyka jest także silnym bodźcem pobudzającym  wspomnienia. Już dziecko w łonie matki gromadzi muzyczne doświadczenia. Dzięki temu łatwiej można je uspokoić i zapewnić poczucie bezpieczeństwa. U dorosłego z kolei muzyka utożsamia się z czynnościami, przedmiotami, osobami z przeszłości, które niosły szczęście bądź też przyprawiały o gęsią skórkę.

Dla mnie muzyka to obowiązkowy element codziennego życia. Dzięki niej lepiej mi się pracuje, uczy i relaksuje. Mój gust muzyczny, tak samo jak czytelniczy jest bardzo różnorodny. Słucham piosenek z każdego gatunku i nie umiałabym wskazać tej najulubieńszej :P Jednak najbardziej lubię chwile gdy mogę odpłynąć w przeszłość wraz z utworami mojego dzieciństwa czy młodości. W najdalszą i najzabawniejszą podróż sentymentalną udaję się wraz z Fasolkami. Teraz gdy jestem mamą mogę folgować swoim zachciankom bez żadnych ograniczeń. "Szczotka pasta kubek", "A ja rosnę", "Mydło" czy "Fantazja" rozbrzmiewa w moim domu chórem na trzy głosy. Jest przy tym tyle zabawy i radości, że problemy dnia codziennego umykają w najciemniejsze kąty. Za to kiedy dzieci idą spać lubię posłuchać "Nothing else matters" Metallicy, która przywołuje wspomnienia pierwszych szkolnych potańcówek, szczeniackich miłostek i sztubackich wybryków. Hey, Oddział Zamknięty, IRA, ONA towarzyszyły moim fascynacjom pierwszymi grupami subkulturowymi. Choć do żadnej nie należałam, to byłam bliskim obserwatorem ich życia, wyznawanymi wartościami.
Z kolei Madonna, Leonard Cohen, Eros Ramazzotti kojarzą mi się nieodłącznie z mężem :)

A Wy? Podzielicie się ze mną swoimi muzycznymi wspomnieniami?

Jeżeli macie ochotę posłuchać piosenek z Waszego dzieciństwa, młodości lub tych, które towarzyszyły Wam w kluczowych momentach życia albo po prostu niosą ze sobą pewną historię zapraszam do StarTV. Tam znajdziecie wszystko czego szukacie :)

Pozwól sobie na sentymentalną podróż :)






Czytaj dalej...

Muzułmanka w Europie

Po książce "Może dziś nikogo nie zabiję" spodziewałam się mocnego przekazu, podkreślenia, że muzułmanie to nie tylko terroryści zabijający niewinne ofiary, a zwykli ludzie zmagający się z takimi samymi problemami jak Europejczycy. Spodziewałam się jednoznacznych odpowiedzi na uprzedzenia i nauki tolerancji. Czy to dostałam? I tak i nie. Główna bohaterka nie jest fundamentalistką, nie chodzi w chuście, nie jest bezgranicznie podporządkowana mężczyznom. Nie jest też zwykłą dziewczyną, taką jak my, gdyż jej zachowanie i postępowanie ogranicza religia. Kim więc jest? Młodą dwudziestoletnią kobietą o wybuchowym charakterku, który wpędza ją w kłopoty.

Jasmina ma dwadzieścia lat i mieszka w Mediolanie. Jej najlepsza przyjaciółka wychodzi za mąż i zbyt łatwo podporządkowuje się woli swojego ukochanego. Tak widzi to Jasmina i boi się, że straci najbliższą sobie osobę. Postanawia za wszelką cenę otworzyć przyjaciółce oczy. Ale jak to zrobić gdy mama podstępem aranżuje randki z sympatycznym ale mało atrakcyjnym kuzynem, koleżanki zarzucają ją własnymi problemami? Dodatkowo na horyzoncie pojawia się chłopak- wyśniony, wymarzony, idealny...

Jasmina to złożona postać. Raz jest milutka, uczynna i kochana a raz irracjonalne zachowania wpędzają ją w kłopoty. Wydaje się, że trudno ją polubić, ale ja od pierwszej strony obdarzyłam ją sympatią. Wydaje się taka zagubiona w świecie pełnym sprzeczności, szczególnie w jej sytuacji. Nie zachowuje się jak typowa muzułmanka, jest zbyt nowoczesna. Nie jest także Europejką gdyż jej zachowanie ogranicza religia. Rodzice Jasminy zobowiązali się dać dziewczynie wolność w wyborze małżonka, mimo to matka nie ustaje w próbach aranżowania randek z chłopakiem, którego uważa za odpowiedniego. To tylko jeszcze bardziej rozdrażnia Jasminę, tym bardziej, że ona już dokonała swojego wyboru. Te zagmatwane rodzinne relacje są napisane w sposób zabawny i poczuciem humoru co daje czytelnikowi porcję dobrej rozrywki. Również wybuchy złości Jasminy budują wesołą atmosferę. Bohaterka jest dzięki nim bardzo bliska czytelnikowi. Zdaje on sobie sprawę jak niewiele ich dzieli. Ma możliwość przypomnieć sobie swoją własną młodość i własne przeprawy z rodzicami i usłużnymi przyjaciółmi.

Więcej w tej książce nie odkryłam. Dla mnie to tylko lekka, zabawna i optymistyczna opowiastka o życiu młodej dziewczyny, która próbuje odnaleźć swoje miejsce na ziemi, a którą dopadła proza życia. Nie odnalazłam w niej muzułmańskich wartości, indywidualnych barw arabskiej kultury. Tych wątków było mało i opisane bardzo pobieżnie, żeby nie powiedzieć, że zostały potraktowane po macoszemu.
Świetnie się sprawdzi jako humorystyczny przerywnik pomiędzy literaturą cięższego kalibru. Doskonała dla nastolatek ale dorosły czytelnik może się rozczarować.


Podsumowanie

Plusy:
- ciekawie przedstawiona główna bohaterka
- opisuje świat z perspektywy młodej muzułmanki mieszkającej w Europie
- codzienne zmaganie z własnymi ograniczeniami, szukanie kompromisów
- konsekwencje wybuchowego charakteru
- możliwość porównania własnych problemów i bolączek z książkową bohaterką
- krótkie rozdziały
- lekka, wesoła, optymistyczna
- ciekawa okładka

Minusy:
- zbyt pobieżna, infantylna
- mało treściwa
- przekaz książki jednostronny i zbyt płytki
- książka nastawiona wyłącznie na rozrywkę
- brak napięcia, akcji, zwrotów
- brak zakończenia

Jednym zdaniem:
Książka może zadowolić młodego czytelnika, dojrzalszy może czuć niedosyt i rozczarowanie.


Randa Ghazy "Może dziś nikogo nie zabiję", tł. Agnieszka Poczyńska- Arnoldi, Kefas, Warszawa 2009



3+/6


Czytaj dalej...

Nepalskie dojrzewanie

Bardzo lubię czytać książki z gatunku literatury faktu. Szalenie interesują mnie ludzkie życiorysy, przeżycia, doświadczenia, podróże oraz możliwość poznawania różnorodności świata, kultur, religii, współzależności, interakcji.
"Mali książęta" zaintrygowali mnie już na długo przed polską premierą. Rodziny, które utraciły poczucie bezpieczeństwa i wolności, wojna domowa, osierocone dzieci pod opieką wolontariuszy z całego świata a to wszystko w bardzo egzotycznym ale surowym regionie świata, Nepalu- miejscu wymarzonym na turystyczną eksplorację ale także na sprawdzenie własnych możliwości, swojej dojrzałości, ludzkiego oblicza.

Conor Grennan znudzony swoim życiem, pracą postanawia zrobić coś szalonego. Planuje podróż dookoła świata. Jego przyjaciołom pomysł wydaje się zbyt ekstrawagancki i nie rozumieją argumentów swojego kolegi. Conor aby nadać swoim planom ważności i pozbyć się krytycznych uwag rozważa wolontariat w sierocińcu w jednym z krajów trzeciego świata. Jego wybór to Nepal. "Moje zadanie miało brzmieć jak prawdziwe wyzwanie i wywrzeć odpowiednie wrażenie na rodzinie i przyjaciołach". I tak się dzieje. Wszyscy gratulują Conorowi empatii, wrażliwości na ludzką krzywdę, altruizmu. Jak wyglądało zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością? Jak Conor poradził sobie z pracą w sierocińcu, relacjach z dziećmi?

Z początku Conor wydawał mi się egoistycznym,egocentrycznym i aroganckim dupkiem. Wykorzystywać biedne sieroty by wywołać poklask dla swoich planów, podziw i szacunek!!! Okropne. Bawiło mnie jego przerażenie gdy skonfrontował się z nepalską rzeczywistością, centrum konfliktu, brutalnością rebeliantów, okropieństwem terroru, pokłosiem wojny domowej, strachem zniewolonej ludności i doświadczeniami dzieci, którymi miał się opiekować. Myślałam: a dobrze ci tak, następnym razem pomyśl potem zrób, nie przeceniaj własnych możliwości.
Z lekkim lekceważeniem obserwowałam jego podejście do sierot i zupełny brak kwalifikacji w opiece nad dzieciakami. Nie znał się na opiece nad nimi, nie wiedział jak i w co się bawić.
Z kolei dzieciaki z Domu Małego Księcia są fantastyczne. Pełne życia, uroku, optymizmu i nadziei, skore do zabawy i żartów. I choć ich krótkie życie naznaczone zostało bólem, cierpieniem i rozpaczą, nie poddają się. To dzięki nim Conor zaczął się zmieniać, dojrzewać i zyskiwać w moich oczach. Dzieci stają dla mężczyzny "podporą, przyjaciółmi, tłumaczami, nauczycielami i często jedynym źródłem radości". W momencie kiedy Conor zaczyna interesować się losem dzieci, ich przeszłością i przyszłością, staje się dla mnie prawdziwym mężczyzną.

Oczami Conora oprócz dzieci, ich życiorysów, bolesnych przeżyć poznajemy surowy klimat Nepalu, jego kulturę, mentalność Nepalczyków, podziały klasowe, politykę i opiekę zdrowotną. Obserwacje te wzbudzają w czytelniku protest ale i solidarność. Przepaść między Nepalem a kulturą zachodu jest ogromna, i nie wszystkie przedstawione aspekty zyskują we mnie zrozumienie. Dzięki książce można zdać sobie sprawę jak wiele ten kraj potrzebuje uwagi, troski i pomocy z zewnątrz, co i jak można zrobić by polepszyć byt i życie nepalskiej ludności.

"Mali książęta" zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Polecam ją przede wszystkim każdemu miłośnikowi literatury faktu. Sądzę jednak, że czytelnik w każdym wieku, pozycji, statusie, doświadczeniu, zamiłowaniu znajdzie w niej coś dla siebie.


Podsumowanie

Plusy:
- opowiada prawdziwą historię
- czyta się ją niczym najlepszą powieść
- uwrażliwia na krzywdę dzieci, dorosłych, narodów
- po raz kolejny możemy się przekonać ile złego przynoszą konflikty czy wojny
- odrobine bliżej możemy poznać kulturę, historię, krajobraz Nepalu
- autor nie boi się przyznać do swoich wad i pierwszych pobudek, decyzji wyjazdu do Nepalu
- szczera relacja z wyjazdu i pobytu w Nepalu
- dojrzewanie autora podczas pobytu w sierocińcu i opoiece nad dziećmi

Minusy:
- z początku odrobinę chaotyczna

Jednym zdaniem:
Literatura faktu, którą czyta się niczym najlepszą powieść beletrystyczną.


Conor Grennan "Mali książęta", tł. Marta Kędra, Papierowy Księżyc, Słupsk 2013



bez oceny

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pana Artura reprezentującego wydawnictwo Papierowy Księżyc :)) Dziękuję za zaufanie :)

Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Dar miłości

Premiera 14 sierpień

Katarzyna Michalak jest chyba jedną z najpłodniejszych i najbardziej wszechstronnych polskich autorek. Pisze nie tylko wzruszające opowieści obyczajowe , lecz również doskonale odnajduje się w literaturze erotycznej oraz fantastyce. W planach autorki jest także powieść historyczna. Każda jej książka osiąga wysokie notowania na listach bestsellerów i zdobywa coraz to liczniejsze grono wiernych fanów.

"W imię miłości" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Pani Katarzyny. Wcześniej autorka była mi znana jedynie z opinii czytelników. Całkiem skrajnych, bo raz euforystycznych a raz druzgocąco krytycznych. Lubię mieć własne zdanie na każdy temat więc jedyną słuszną decyzją była lektura jednej z książek Katarzyny Michalak. Autorka zaskoczyła mnie swoją wrażliwością i wnikliwym zmysłem obserwacji, a poruszone trudne problemy społeczne nie pozostawiły mnie obojętną.

Ania Kraska to mała, rezolutna i nad wiek dojrzała dziesięciolatka. Nie pamięta już co to radość i beztroska. Doskonale za to zna smak słonych łez, smutek, bezradność i codzienną beznadzieję rzeczywistości. Dziewczynka opiekuje się swoją śmiertelnie chorą mamą. Każdego dnia, wciąż od nowa tworzy iluzję tzw. normalności, w której jest zadbanym, najedzonym i szczęśliwym dzieckiem. A jak jest naprawdę? Żywi siebie i mamę chińskimi zupkami, nie ma pieniędzy na podstawowe potrzeby a najbardziej doskwiera jej samotność w swoich zmaganiach. Ania nie zna swojego ojca, a jedyny dziadek odmówił pomocy już dawno temu. Jednak z każdym dniem mama dziewczynki czuje się coraz gorzej. Gdy trafia do hospicjum, Ania z obawy przed sierocińcem wyrusza w długa drogę, do Jabłoniowego Wzgórza, do dziadka z nadzieją na odmianę losu.

Nie spodziewałam się, że "W imię miłości" tak mnie poruszy i wywoła tak wiele emocji. Tym bardziej cieszę się, że zdecydowałam się na lekturę tej książki a przygoda z Katarzyną Michalak zaczęła się tak obiecująco.

Ania to dziewczynka, która od pierwszej chwili wzbudza sympatię. Jej trudny los i sposób w jaki sobie z nim radzi jest godny podziwu. Na barki tego dziecka został zrzucony przytłaczający ciężar, z którym nawet dorosły nie zawsze potrafi się rozprawić. Siłą Ani jest bezgraniczna miłość do i od matki. To dla niej godzi się na beznadziejne warunki bytowe, brak treściowego pożywienia, samotność. Co więcej jej ogromna wiara w ratunek, uzdrowienie, pokonanie nowotworu przynosi taki ładunek nadziei, że zmiany na lepsze są tylko kwestią czasu.
Inne postacie też są ciekawe ale nie tak fantastyczne jak mała Ania. Wzbudzają oni w czytelniku szereg odczuć, czasem sprzecznych. Jedni są nieprzyjemni ale zyskują przy bliższym poznaniu, innych nie sposób polubić a reszta jest barwnym tłem mającym wyeksponować pewne zachowania i sytuacje.
Katarzyna Michalak powołała do życia kilku bohaterów, którzy potarfią zmienić życie i postrzeganie świata, a przede wszystkim mają zmusić do refleksji i głębszej analizy przy podejmowaniu decyzji, gdyż mają one wpływ nie tylko na nasze życie ale na wszystkich w naszym otoczeniu.

Jeżeli liczycie na wzruszającą i wyciskającą łzy historię to " W imię miłości" taka właśnie jest. Znajdziecie tu życiorysy ludzi skrzywdzonych przez los, chorobę, miłość i człowieka, który miał odmienić życie. Mimo tego bólu i trudnych doświadczeń bohaterowie książki wyciskają życie niczym cytrynę i biorą z niego to co najbardziej wartościowe. Choć szybko muszą nauczyć się pokory i opuścić tarczę z dumy, to w przyszłości zostaje im to wynagrodzone.

W książce nie zabrakło także wątków przynoszących radość i nadzieję. Warto zaufać drugiemu człowiekowi. Jest w nas więcej dobrego niż złego, a pomocna dłoń zostaje wyciągnięta zawsze wtedy, kiedy najmniej się jej spodziewamy.

Jedyne do czego mogę się przyczepić to zbyt niewiarygodne rozwiązania, wszystko zawsze jest na czas i w odpowiednim miejscu. W życiu realnym jest to bardzo trudne do osiągnięcia jednak na potrzeby książki sprawdziły się one rewelacyjnie. Czy w takim razie jest to jakiś znaczący minus? Książka jest fikcją literacką, a jako taka ma swoje prawa.

"W imię miłości" jest kłębkiem emocji złożonym z różnobarwnych uczuć. Odkryj je wszystkie, zanurz się w nich ale przede wszystkim poznaj Anię Kraskę.     


Podsumowanie

Plusy:
- przyjemny styl
- prosty ale nie prostacki język
- ciekawi bohaterowie
- chwytająca za serce postać Ani
- tematy zaczerpnięte prosto z codziennego życia
- porusza trudne problemy społeczne
- wzruszająca historia
- porusza i emocjonuje
- wciąga i nie pozostawia obojętnym na poruszone zagadnienia
- książka niosąca nadzieję, że w każdym człowieku można znaleźć dobro
- aspekt miłości przedstawiony w każdej możliwej postaci i odsłonie
- w książce można wyczuć zaangażowanie i umiłowanie autorki wobec zwierząt

Minusy:
- jedyne do czego mogę się przyczepić to zbyt niewiarygodne rozwiązania, wszystko zawsze jest na czas i w odpowiednim miejscu. W życiu realnym jest to bardzo trudne do osiągnięcia jednak na potrzeby książki sprawdziły się one rewelacyjnie. W tym przypadku sama już nie wiem czy to wada czy zaleta powieści...

Jednym zdaniem:
Piękna opowieść o miłości, rodzinie i ważnych życiowych wyborach.


Katarzyna Michalak "W imię miłości", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013



6-/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Annie reprezentującej Wydawnictwo Literackie :)) Dziękuję za zaufanie :)

Czytaj dalej...
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka