Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Rozwiązania konkursów

Wiem, że od dłuższego czasu czekacie na rozwiązanie dwóch konkursów ogłoszonych na moim blogu. Mam dobrą i złą wiadomość. Laureaci zostali wyłonieni i niestety tylko na te pytania zostały udzielone odpowiedzi. Nie wiem jak Wy ale ja jestem rozżalona z tego powodu: zadaliście sobie tyle trudu, stworzyliście ciekawe pytania. Spróbuję jeszcze coś zrobić w tej sprawie, ale nic nie mogę obiecać...

Książkę "Taniec z przeszłością" otrzymuje: kwiatusia

Oto jej pytanie: Przeprowadziła Pani wiele wywiadów ze znanymi osobami. Który ma dla Pani szczególe znaczenie? Czy któryś stał się inspiracją, a może „pomocą” w Pani twórczości pisarskiej? O wywiadzie z kim Pani marzy?

Wywiadem, który bardzo na mnie wpłynął była rozmowa z Thierrym Vergerem, tancerzem, choreografem i  wnukiem szamana z Nowej Kaledonii. Pokazał mi, że ludzie, którzy prowadzą bardzo komercyjne i "zachodnie" życie, pracują międzynarodowo i występują w mediach- czasami mają niesamowite i nieznane korzenie, a wiara przodków przeplata się ze współczesnością i wpływa na ich wybory życiowe w nieprzewidywalny sposób. Innym takim spotkaniem była rozmowa z Romualdem Sadowskim, dyrektorem domu poprawczego w Falenicy, który opowiadał mi o swoich wychowankach i o tym, jak zupełnie inaczej ocenia się przestępstwa młodocianych, jak odmienna jest "skala zła" jaką się do nich przykłada i jak z zupełnie "zepsutych" da się wykrzesać poprawę. Takich rozmów było wiele i trudno zdecydować się na jedną, najważniejszą, choć kryterium "znana osoba" nie jest tutaj najważniejsze. Na pewno moje spotkanie z Thierrym wypłynie prędzej czy później w jakiejś książce, tak jak wypłynęło spotkanie z Bertem Hellingerem. A z kim chciałabym porozmawiać? Ze Skin, kobietą o wielu twarzach i wokalistką Skunk Anansie, z Monsem Kallentoftem- pisarzem, z Mariną Bychkovą, artystką tworzącą niezwykłe lalki, z moją koleżanką, która właśnie adoptowała syna, z Wojciechem Jóźwiakiem , kiedyś znanym dziennikarzem radiowym a obecnie fanem historii Polan i szamanizmu...Z każdym, kto ma w sobie ciekawą historię. Robienie wywiadów to bardzo fajne zajęcie.

Książkę "Anioł w kapeluszu" otrzymują:



Kasiek: Pisze Pani w swoich książkach o swoich pasjach, miłościach, to się czuje! Czy traktuje to Pani jako misję, a więc rozpropagowanie rzeczy niedocenianych, a Pani zdaniem wartych zwrócenia uwagi, bo nie oszukujmy się, muzyka operowa, jakkolwiek śliczna, poruszająca, ale jednak małopopularna, czy szanty, które może są bardziej popularne, ale w wersji badziewnej dla turystów, czy raczej jest to dla Pani sposób, na odnajdywanie miłych chwil, wzruszeń, które Pani przeżyła, a pisząc ma szansę przeżyć na nowo, przekazać, otworzyć dla uważnego czytelnika furtkę swojej duszy. Bo ja to przeżyłam dzięki Pani płakałam jak bóbr na piosence "Timeraive". Chciałabym zapytać, dlaczego Monika Szwaja tak "pogrywa" z czytelnikiem. Bo w gruncie rzeczy to ryzykowny zabieg, pisząc o muzyce poważnej, operach, przez wielu może zostać Pani odebrana jako snobka, bo przecież "nikt normalny nie chodzi słuchać takiego wycia z własnej woli"

Słuchanie muzyki poważnej (symfonie, opery, oratoria i inne tym podobne wycia) daje mi taką przyjemność, że naprawdę mało mnie interesuje, czy ktoś, kogo wiedza muzyczna zatrzymała się na Annie Marii Jopek (z całym szacunkiem dla pani Jopek) ma mnie za snobkę czy nie. Muzyka poważna (ten termin jest, oczywiście umowny, jest mnóstwo dzieł "poważnych", przy słuchaniu których można się tarzać ze śmiechu) nie jest popularna, ponieważ wymaga od słuchacza pewnego zaangażowania. I wcale nie chodzi mi o wykształcenie muzyczne. Wystarczy słuchać, ale trzeba to robić naprawdę uważnie, ufając kompozytorowi, że ma nam coś do powiedzenia. Po jakimś czasie i po wielokrotnym przesłuchaniu parunastu symfonii zaczynamy chwytać o co chodzi. Z tej ogromnej i przerażającej masy dźwięków wydawanych przez orkiestrę symfoniczną zaczynamy wyławiać melodie, ich powtórzenia, przetworzenia itd., zaczynają nas bawić dźwięki, o których istnieniu do niedawna nie wiedzieliśmy. Słucham tej muzyki jakieś pół wieku, więc mam już niezłą wprawę i wiele symfonii czy oper znam na pamięć. A jak już się zna sporo muzyki, przychodzi czas na rozróżnianie interpretacji; zaczynamy mieć ulubionych śpiewaków, pianistów, dyrygentów. Słyszymy, że grają czy śpiewają tak, jak sami zagralibyśmy lub zaśpiewali - gdybyśmy potrafili. Zadziwiają nas swoim kunsztem i interpretacją. Muzyka, droga Pani, to wielki, wspaniały świat, do którego wejść i się zadomowić jest ogromnym szczęściem. Jako że mam zacięcie społecznikowskie, chciałabym jak największą liczbę czytelników zawiadomić, a może i przekonać, że muzyka poważna jest FAJNA.

Mój telewizyjny kolega, redaktor muzyczny, słuchając symfonii Mozarta powiedział kiedyś zdanie, które niezwykle przypadło mi do serca. Powiedział mianowicie: czuję się dumny, że jestem Europejczykiem, członkiem społeczeństwa, które stworzyło muzykę o TAKIM STOPNIU KOMPLIKACJI.


Proste i łatwe jest NUDNE.


Szanty wbrew pozorom to nie tylko proste piosenki. To również cała ich otoczka historyczna. W szantach i pieśniach kubryku (czyli pieśniach pracy i pieśniach czasu wolnego) śpiewa się o prawdziwych statkach (jak Timeraire), prawdziwych ludziach, żeglarzach, kapitanach, liniach żeglugowych, wydarzeniach. Szanty i pieśni kubryku to też osobny, fascynujący świat.


Aha, i jeszcze: nigdy nie pogrywam z nikim. Piszę po prostu o co mi chodzi.


Marek: Przez osiem lat mieszkała Pani w Karkonoszach, co takiego poleciłaby Pani do zwiedzenia czego nie ma w przewodnikach i coś do zjedzenia z tego regionu, a nie znanego szerzej w kraju.

Mieszkałam dwa lata, ale gdyby zliczyć wszystkie spędzone tam tygodnie, wyszłoby jeszcze sporo. Do zwiedzenia poleciłabym przede wszystkim szczyty - jednak zawsze z przewodnikiem i mapą w kieszeni, w stosownym ubraniu i butach. Właściwie nie ma chyba zakątka w przewodnikach nieuwzględnionego - jeśli nie w tym, to w owym. Karkonosze to takie życzliwe góry, w których znajdą coś dla siebie ludzie starsi i słabsi, ale też młodzi i wysportowani. Kiedyś najbardziej mnie ciągnęło w te rejony dla silniejszych. Dziś zadowalam się jeżdżeniem samochodem od wsi do wsi, na Okraj i na stronę Bramy Lubawskiej. Ale wciąż kocham Śnieżne Kotły, Pielgrzymy, Łomniczkę, zejście ze Śnieżki Czarnym Grzbietem i Sowią Doliną. A gdyby Pan schodził niebieskim szlakiem z Samotni, to na wysokości Domku Myśliwskiego warto zboczyć nieco w prawo, przejść za mostek - i być cichym oraz bezwonnym, bo tam jest ścisły rezerwat, wycieczek tam nie prowadzają. W maju i czerwcu znajdzie Pan tam rajski zakątek, gdzie po miękkiej trawie strumień płynie wolno jak na nizinie, kwitną siódmaczki, a nad głowami wysoko wznoszą się zerwy skał wokół kotła Małego Stawu.

Z tym jedzeniem będzie, niestety, nieco gorzej. Polskie Sudety zasiedliła ludność napływowa, nastąpiło przemieszanie kultur i zwyczajów, także kulinarnych. Ale jeśli górskim zwyczajem zamówi Pan w Strzesze Akademickiej porcję kaszy gryczanej z gulaszem, albo z kwaśnym mlekiem i skwarkami, to będzie to najlepsza kasza w Pana życiu. A jeżeli zechce Pan wracać w dół Białym Jarem, to idąc od Strzechy strawersuje Pan zbocze piękną widokowo ścieżką, której nazwy nie znajdzie Pan w żadnym przewodniku. Nazywa się ona Ścieżką Szwagrów. Podobno w czasie jej budowy wszyscy pracujący tam robotnicy dogadali się, że są amantami tej samej damy...

Mika19: Co Pani chciałaby dostać na prezent od Świętego Mikołaja?

Nowiutki kręgosłup, potworną górę forsy i płytę DVD z nagraniem (z festiwalu w Glyndebourne) opery Benjamina Brittena "The Turn of the Screw". O ile się orientuję, szansę mam tylko na to ostatnie (wujcio Gugiel nakablował, że wujcio Amazon to ma, więc przekazałam tę informację gdzie trzeba).


Gratulacje :) Czekajcie na maile :)


Czytaj dalej...

Makabryczne znalezisko

W 2005 roku Nowy Orlean nawiedza jeden z najgroźniejszych i niebezpiecznych żywiołów. Huragan Katrina pozostawia po sobie krajobraz nędzy i rozpaczy, złamane ludzkie nadzieje, spokój i przyszłość. Miasto jest zniszczone w ogromnym stopniu, jest wiele ofiar, brakuje produktów nawet dla zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych i fizjologicznych. Nie ma wody, prądu a po ulicach szarżują szabrownicy rabujący ocalone majątki. W tych i tak już trudnych warunkach, a wysypisku zostają odnalezione kobiece dłonie. Policja nie znajduje rozwiązania dla tego makabrycznego znaleziska. Brak środków,narzędzi, łączności zsuwa zbrodnię na drugi plan. Tak jak wiele przestępstw w tym czasie. Także tajemnicza śmierć policjanta i równocześnie męża detektyw Patti O'Shay utyka w martwym punkcie. Obie sprawy nabierają rozpędu po upływie dwóch lat, kiedy to zostają odnalezione szczątki kobiety pozbawionej prawej dłoni. W grobie zostaje także odnaleziona odznaka zamordowanego policjanta. Patti ponownie otwiera śledztwo.

Detektyw O'Shay czuje się odpowiedzialna za śmierć męża. Nie może sobie również wybaczyć, że nie odnalazła jego zabójcy. Kiedy zostają odnalezione nowe dowody, śledztwo staje się dla niej sprawą priorytetową. Nie zamierza kurczowo trzymać się obowiązujących reguł. Zdaje się na swoje przeczucie i kiedy trzeba łamie regulamin. Takie działanie nie podoba się jej współpracownikom, którzy za wszelką cenę starają się tuszować kolejne wyskoki. Lubię takie zdeterminowane kobiety, które nie uginają się trudnościami. Z drugiej strony współczułam Patti gdyż tak dużo straciła już w swoim życiu, najpierw dziecko, potem marzenia o macierzyństwie, a na końcu mąż. Rodzina i przyjaciele wygłuszali i maskowali jedynie pustkę w jej sercu, nigdy nie uleczyli natomiast krwawiących ran.

Z rozbawieniem ale i zadumą przyglądałam się dużej rodzinie Patti O'Shay i jej nietypowym zgraniu. Wszyscy odnoszą się do siebie z szacunkiem, wspierają się w każdej sytuacji i są dla siebie oparciem. Co zabawniejsze większość członków rodziny para się zawodem policjanta. Dzięki temu mają na siebie oko i rozumieją swoje obowiązki i wynikające z tego ograniczenia. Z drugiej strony taka ciągła kontrola może doprowadzić do obłędu. Trzeba się również liczyć, że ma się wpływ na wizerunek swoich bliskich co często bywa znakiem "stop" i ponownym przemyśleniem swoich działań.

Erica Spindler ukryła w swojej książce malutką niespodziankę dla swoich czytelników. Odnajdą ja Ci, co regularnie czytują powieści autorki. Co to takiego? Nawiązanie do innego jej thrillera :)))

Pani Spindler niezmiennie zaskakuje swoją kryminalną dedukcją. Jeszcze nigdy nie udało mi się rozszyfrować kto, kiedy i dlaczego popełnił opisywane zbrodnie, choć zawsze mam swojego faworyta. Podoba mi się to :) Finał powieści zawsze jest dla mnie zaskoczeniem. I to właśnie dlatego sięgam po jej książki...w ciemno...

Oprócz dynamicznej akcji i umiejętnie stopniowanego napięcia cenię cenię thrillery Ericy Spindler za podejmowane tematy. W swoich książkach potrafi idealnie połączyć i wyważyć wątki kryminalno- miłosno- społeczne. "Ślepa zemsta" zawiera w sobie m.in. funkcjonowanie w warunkach ekstremalnych, strata bliskiej osoby, molestowanie seksualne, przemoc, dysocjacyjne zaburzenia osobowości- tożsamości, obłąkańcza zazdrość, traktowanie drugiego człowieka niczym swoją własność, nietolerancja, etyka pracy, nieregulaminowe zachowania, a także strach przed okazaniem uczuć.

Miłośnicy powieści Ericy Spindler z pewnością polubią "Ślepą zemstę", a Ci, którzy jeszcze nie znają autorki koniecznie muszą to nadrobić :)




Erica Spindler "Ślepa zemsta", tł. Małgorzata Borkowska, Harlequin, Warszawa 2013




Podsumowanie

Plusy:
- dynamiczna akcja
- stopniowanie napięcia
- zaskakujący finał
- wciągająca fabuła
- krótkie rozdziały
- interesujący bohaterowie
- umiejętność łączenia i wyważenia wątków kryminalno- miłosno- społecznych
- nawiązanie do jednej z poprzednich książek autorki

Minusy:
-

Jednym zdaniem:
Erica Spindler w świetnej formie.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Moniki reprezentującej wydawnictwo Harlequin/Mira :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Świadectwo dziecka

"Aby nasze dzieci nigdy nie musiały patrzeć na świat zza obozowych drutów"

"Dzieciństwo w pasiakach" Bogdana Bartnikowskiego to świadectwo chłopca, który przeżył obóz zagłady Auschwitz. Przeczytałam dużo książek, które dotykają tematu II wojny światowej, gett, obozów, Holokaustu. Jednak do tej pory nie miałam do czynienia z wyłączną relacją dziecka z tego zatrważającego, haniebnego czasu i miejsca.  To co odczuwałam podczas lektury tej książki jest niczym w porównaniu z tym, co przeżył ten chłopiec, jego rodzice, przyjaciele, koledzy, sąsiedzi, współwięźniowie.

Transport bydlęcym wagonem z rozhisteryzowanym tłumem dorosłych i niczego niespodziewających się dzieci to dopiero początek tej najdłuższej ścieżki z życiowych doświadczeń. Potem była już tylko eskalacja perfidii, nienawiści, brutalności, przemocy i bestialstwa.
Dzieci zostały siłą oderwane od matek, stłoczone w jednym baraku pod opieką zdegenerowanych kryminalistów. Choć oni sami byli więźniami obozu, to władza dana im przez nazistów powodowała poczucie wyższości i niejakiego zezwolenie na znęcanie się nad podopiecznymi. Kary nie były adekwatne ani do przewinienia ani tym bardziej do wieku dzieci.

Życie najmłodszych więźniów obozu zagłady Auschwitz- Birkenau to było ciągłe poczuciu strachu, niepewności, tęsknoty, bólu, pustki i przeraźliwego głodu. Każde z opisywanych zdarzeń było szarpaniem serca i ocieraniem mimowolnie wypływających łez: "bajka o wolności" opowiadana przez starszego brata, próba uratowania małej cyganki, oszczędzanie chleba by móc kupić buty, praca na granicy wytrzymałości, rozdzierające sceny ukradkowych spotkań dzieci i matek, potworne eksperymenty pseudomedyczne. Nie sposób bez drżenia, bez emocji czytać te słowa. Język i forma jest bardzo prosta, za to obezwładnia ładunkiem i poraża siłą przekazu.
Zszokowały mnie, zaskoczyły i zmusiły do zadumy słowa jednego z chłopców: "Zazdrościłem tym, którzy przybyli do Oświęcimia wcześniej i mają swój numer wytatuowany na ręku lub piersi. A ja mam tylko taki byle jak wypisany poślinionym ołówkiem... " . Takie głębokie utożsamienie się z pozostałymi więźniami, przyzwolenie i pogodzenie się z losem jest wstrząsające. Czy wynika z nieświadomości czy wręcz przeciwnie, z pewności co do swojej przyszłości....
Najbardziej poruszające jest to, że te dzieci wiedziały, były świadome czekającej je śmierci- z głodu lub poprzez zagazowanie i spalenie w krematorium. To jak próbowały jej umykać, oszukać przeznaczenie, przedłużyć swój niepewny los choćby o jeden dzień, na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Te ekstremalne doświadczenia niczym nożem przerwały etap dzieciństwa. Spowodowały ekspresowe dojrzewanie, na które nie były gotowe. W małych, dziecięcych ciałach zamieszkały udręczone dusze, których wspomnienia będą determinowały przyszłe życie.

"Dzieciństwo w pasiakach" to trudna ale jakże ważna lektura. To kolejny kamyk na wyboistej drodze jaką jest wiedza i zrozumienie. Nie można pozwolić, żeby ofiara pomordowanych podczas Holokaustu i II wojny światowej została zapomniana.

źródło: http://pl.auschwitz.org/m/

źródło: http://pl.auschwitz.org/m/

źródło: http://pl.auschwitz.org/m/



Bogdan Bartnikowski "Dzieciństwo w pasiakach", Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau, Oświęcim 2007


Czytaj dalej...

Igły

Agentury wywiadu, szpiedzy to świat, który wydaje się być zarezerwowany wyłącznie dla mężczyzn. To oni zmagają się z permanentną zmianą tożsamości, życiem na walizkach, bronią, metodami walki wręcz, trafnymi decyzjami, szybkością, adrenaliną, niebezpieczeństwem w końcu śmiercią. Są także bohaterami wielu książek sensacyjno- kryminalno- przygodowych: James Bond, Jason Bourne, Jack Ryan. Kobiety w tym temacie są jakby niedocenione. Czy potraficie wymienić więcej niż jedną agentkę literacką jak i rzeczywistą?
Marek Łuczyna wychodzi nam na przeciw, charakteryzuje i opisuje krótką historię dziesięciu, które miały największy wpływ na historię i losy II wojny światowej: Halina Szwarc, Benita von Falkenhayn, Halina Szymańska, Klementyna Mańkowska, Anna Louise Mogensen, Elżbieta Zawacka, Władysława Macieszyna, Malwina Gertler, Maria Sapieżyna, Krystyna Skarbek.

Kobiety te pochodziły z różnych środowisk. Były nastolatkami lub dojrzałymi kobietami, arystokratkami, żonami dyplomatów, córkami przedsiębiorców bądź żyły na granicy ubóstwa. Jak różne było ich pochodzenie, tak samo różne okazały się powody, dla których postanowiły zostać agentkami wywiadu polskiego, brytyjskiego czy hitlerowskiego. Wystawne bale, śmietanka towarzyska, szampan, uznanie, szacunek czy praca sprzątaczki przestały im wystarczać. Zapragnęły czegoś więcej. Jedne z całą świadomością narażały swoje życie, inne przez przypadek zostały ważnymi informatorami. Agencja wywiadu była także trampoliną do lepszego życia, ucieczką przed stagnacją i nudą ale też ryzykowną grą, w której stawką było bezpieczeństwo rodziny. Niekiedy impulsem do tak radykalnej zmiany ścieżki życia była miłość i to nie koniecznie spełniona. Przeważało jednak poczucie patriotyzmu, przynależności państwowej, wewnętrznej potrzeby i brak akceptacji dla polityki i do wydarzeń, którego były świadkami. Niezrażone niebezpieczeństwem, gnane adrenaliną próbowały zmienić los swoich krajanów i nie dopuścić do eskalacji bestialstwa i okrucieństwa, na którego czele stał między innymi Adolf Hitler.

Z pomocą Haliny Szwarc został zbombardowany Hamburg. Benita von Falkenhayn wyciągała informacje o planowanych atakach od najwyższych urzędników Abwehry, Halina Szymańska z kolei miała informatora w sztabie generalnym Wehrmachtu. Dzięki starannym i dokładnym planom stworzonym przez Klementynę Mańkowską została zniszczona niemiecka baza morska Kriegsmarine w Saint- Nazaire. Operacja ta znana pod nazwą "Chariot" (Rydwan) została okrzyknięta "jedną z najbardziej brawurowych akcji komandosów podczas II wojny światowej." Anna Louise Mogensen była członkinią "Felicji" polskiego ruchu oporu w Danii. Opracowuje "raporty na temat dyslokacji wojsk niemieckich." Przyczyniła się również do masowej ewakuacji duńskich Żydów do Szwecji. Elżbieta Zawacka- jedyna kobieta spośród trzystu szesnastu cichociemnych. Władysława Macieszyna przyczyniła się do tego, że Niemcom nie powiódł się projekt zniszczenia Londynu za pomocą rakiet V2. Malwina Gertler najprawdopodobniej hitlerowska agentka, która poprzez swoją urodę zdobywała informacje na temat brytyjskiego RAF- u i nastrojów ZSRR w stosunku do Trzeciej Rzeszy. Maria Sapieżyna uzyskała audiencję u papieża Piusa XII. Z odwagą i butą zarzucała mu brak głosu w sprawie prześladowań europejskich Żydów i ich Zagłady. Krystyna Skarbek to "ulubiona agentka" Churchilla. Wykazała się brawurą, bezczelnością ale i skutecznością w akcji odbicia agentów siatki "Jockey" z niemieckiego aresztu.

Każda z wyżej przedstawionych agentek była doskonale przeszkolona w zakresie samoobrony, szyfrowania, "gubienia ogona", a nawet metod na przetrwanie tortur. Zostały wyposażone w broń najnowszej generacji, takiej jakiej nie powstydziłby się nawet James Bond: kule w obudowie szminki, pistolet w długopisie, stalowa linka w sznurowadle- piłka Gilly'ego, a także w gadżety, które miały im pomóc wykonywać zadania: luneta mieszcząca się w lufce do papierosów, sympatyczny atrament, maleńkie aparaty, japońska bibuła tak cienka, że "płachtę o wymiarach pół na pół metra da się owinąć wokół wkładu ołówka mechanicznego." W praktyce każda z nich na własny sposób wykorzystywała zdobytą wiedzę. Nie brakowało im zdrowego rozsądku i odwagi co niejednokrotnie ratowało im życie. Gdy było to możliwe nie gardziły również bronią w postaci swojego kobiecego seksapilu. Niekiedy uchodziło im płazem zachowane, które mężczyznę z miejsca by pogrążyło i ujawniło. Większość agentek nie uchroniła się przed zatrzymaniem, przesłuchiwaniem i śmiercią. Te co przeżyły wojnę nie zostały docenione. Ścigane przez UB, więzione przez długie lata lub skazywane na wieczną emigrację. Dopiero koniec Zimnej Wojny, komunizmu i początek zmian ustrojowych w Polsce przyniósł tym kobietom należyty szacunek, pamięć i odznaczenia, często pośmiertnie.

Książkę "Igły" czyta się z takim zapałem i zainteresowaniem, jak najlepszą powieść beletrystyczną. Obgryzałam paznokcie z napięciem i niecierpliwością śledząc kolejne misje agentek. Wzruszał mnie ich historie, los i przyszłość. Straty jakie poniosły w imię walki o wolność i w obronie swojego kraju nie były im wynagrodzone w stopniu, w jakim na to zasługiwały. Nieliczne dotrwały sędziwych dni, spełnione rodzinnie i zawodowo.
Muszę pogratulować Panu Markowi Łuszczynie, który doskonale opracował zebrany materiał i stworzył rzetelną, skoncentrowaną publikację. Każdy czytelnik, nawet ten, który nie jest jawnym miłośnikiem historii przełknie ten lekkostrawny i emocjonujący tekst.




Marek Łuszczyna "Igły", PWN, Warszawa 2013




Podsumowanie

Plusy:
- charakterystyka dziesięciu kobiet- agentek, które zmieniły historię
- czyta się niczym powieść beletrystyczną
- rzetelny, skoncentrowany ale przy tym emocjonalny tekst
- twarda oprawa
- piękna okładka w stylu retro
- bibliografia
- krótkie, zwięzłe, poręczne przypisy

Minusy:
- zabrakło mi dokumentacji fotograficznej

Jednym zdaniem:
Historie kobiet- agentek, które warto znać.


Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości Pani Marty reprezentującej wydawnictwo PWN :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Bombkomania

Dzisiaj dostałam wyjątkowy prezent od mojej mamy. Zrobiła go własnoręcznie co ma dla mnie jeszcze większą wartość. Takie oto bombeczki będą zdobić mój dom w tegoroczne święto Bożego Narodzenia. :)




Ostatnio rękodzielnicze ozdoby choinkowe biją popularnością standardowe i masową produkcję. I racja. Bo cóż ładnego jest w plastikowej bombce na łapu capu maźniętej brokatem... Sklepowe półki uginają się pod naporem powielanego wzoru, a wystarczy odrobina kreatywności, wolnego czasu i chęci by wyczarować oryginalne cacuszka. Zainteresowani znajdą w sieci kilkaset podpowiedzi jakie materiały zakupić, jak zabrać się do pracy i krok po kroku poprowadzi przez pierwsze próby. Pod spodem znajdziecie wybrane filmiki instruktażowe:


Bombki zwane karczochami:






    Bombki z papieru:










    Bombki cekinowe:






    Bombki Decoupage:






    Bombki z haftem temari:











    Która metoda wydaje Wam się najciekawsze? Które bombki są najpiękniejsze?


    Przepraszam za opóźnienie rozwiązania konkursów z książkami "Taniec z przeszłością" i "Anioł w kapeluszu". Wywiady są jeszcze u autorek powieści. Interweniowałam w tej sprawie i mam nadzieję, że teraz wszystko się unormuje. Proszę o cierpliwość :)




    Czytaj dalej...

    Kolektyw samonapędzający samopomoc

    Monikę Szwaję cenię i podziwiam od dawna. Co prawda od lektury ostatniej książki autorki minęło trochę czasu, to ogromna ciekawość "Anioła w kapeluszu" nie pozwoliła mi przejść obok niej obojętnie. Miło było również porównać swoje wcześniejsze wrażenia do tych obecnych i jak moje postrzeganie, odbiór prozy Pani Moniki zmieniło się na przestrzeni tych lat. Pierwsza refleksja? Dojrzałam i teraz jestem w stanie docenić niuanse przekazu, dostrzegam więcej :)

    Monika Szwaja w książce "Anioł w kapeluszu" przedstawiła szeroki, obszerny repertuar zdarzeń, problemów, bolączek współczesnego społeczeństwa. Surogatki, "wynajem brzucha", adopcja ze wskazaniem, sprzedaż dziecka, depresja, wykorzystywanie władzy, stanowiska, pozycji i trudnej sytuacji materialnej, stosunki rodzinne, strata bliskiej osoby, kariera czy kierat korporacyjny. Wśród tych wątków jeden wysuwa się na prowadzenie, a mianowicie chore ambicje i przedkładanie dobra dziecka nad chęć pokazania się, ugruntowania własnego statutu, pochwalenia się swoimi osiągnięciami i majątkiem.
    Niestety takie sytuacje wydają się powtarzać coraz częściej. Ludzie zachłystują się swoim sukcesem, nowymi możliwościami przez co zatracają kontakt z rzeczywistością. W tym pędzie ku pieniądzu, większemu bogactwu i odpowiedzialności nie są dostrzegane problemy, trudności i niedogodności bliskich. Każda próba zwrócenia uwagi na ten stan jest odbierane jako zazdrość czy zawiść.

    Państwu Zawadzkim poszczęściło się w życiu. Mają mądrego syna Jonasza, piękny dom i pieniądze, które zaspokajają wszelkie potrzeby. Nie muszą martwić się o przyszłość. To im nie wystarcza. Wraz z kolejnymi sukcesami rośnie ich apetyt. Chcą więcej, mocniej, bardziej. Bez skrupułów wykorzystują swoją pozycję, szczególnie matka- Ędżi, by spełniać swoje zachcianki czy manipulować otoczeniem. Ich syn nie ma prawa głosu. Musi robić to, co każą rodzice, a wiele wymagają. Wysokie oceny, wszechstronne zajęcia poza lekcyjne, wszystko pod linijkę, odpowiednie towarzystwo i wyselekcjonowane rozrywki. Chłopiec nie może znieść już tej tyranii. Ucieka. Na swojej drodze spotyka innych życiowych rozbitków, którzy spełnia ogromną rolę w jego życiu.

    Autorka postarała się przekazać dokładne stadium dziecka zmuszonego do wysiłku ponad miarę. Chłopiec ma dopiero dwanaście lat a już przeżył wiele złych doświadczeń i emocji, a jego rozwój nie jest harmonijny i naturalny- brak kontaktu z rówieśnikami, nawiązywania przyjaźni, jakichkolwiek więzi uczuciowych. Obowiązki, które narzucają na niego rodzice zmuszają go do zachowań, których nie rozumie, nie toleruje i nie chce przeżywać. Trudno znaleźć wyjście z tej sytuacji.

    Równocześnie do historii Jonasza rozwijają się opowieści innych bohaterów książki: studentki pogrążonej w depresji, aktywnej seniorki Lili, znanej i podziwianej psycholożki, nadrzecznego kloszarda. Każda z tych osób zmaga się z własnymi demonami, ale nie brakuje w nich pierwiastka współczucia, empatii i otwarcia na innych. Sprawdzoną metodą na radzenie sobie z własnymi bolączkami, jest pomoc drugiej osobie, innemu cierpiącemu. Z tej zależności skorzystała także Monika Szwaja i uwikłała postacie w taki właśnie kolektyw samonapędzający samopomoc :) Kto komu pomógł i jak musicie sprawdzić sami :)

    Sama konstrukcja powieści, przemawia do mnie. Pierwsze rozdziały- wprowadzające, są przypisane konkretnej osobie, spersonalizowane. Dopiero z upływem czasu łączy się i tworzy jedną, zwartą i spójna treść. Uczestniczymy w życiu bohaterów wtedy, kiedy coś się dzieje i zawsze w znaczących momentach ich życia. Kiedy dzień z dniem leniwie się toczy autorka przeskakuje w czasie, wcześniej o tym uprzedzając: "Nie będziemy na siłę zawracać głowy naszym Drogim Czytelnikom Płci Obojga sprawami dnia codziennego naszych bohaterów." Lubię kiedy autor zwraca się bezpośrednio do odbiorców swojej prozy i zupełnie mi to nie przeszkadza podczas lektury :) Wiadomo, że nic ważnego mi nie umknie a unikam nużących, bezowocnych opisów, monologów, rozmyślań.

    Tematy zawarte w książce "Anioł w kapeluszu" są poważne i ważne, mimo to nie brakuje w niej dowcipu, z którego słynie Monika Szwaja. Nie umniejsza to ważkości przekazu, ale sprawia, że staje się on przystępniejszy i łatwiejszy w odbiorze. Autorka nie ma na celu dołowania czytelnika ale zmusić go do refleksji i wnikliwszego przyjrzenia się własnemu otoczeniu.




    Monika Szwaja "Anioł w kapeluszu", SOL, Warszawa 2013




    Podsumowanie

    Plusy:
    - konstrukcja powieści
    - tematy ważne społecznie: surogatki, "wynajem brzucha", adopcja ze wskazaniem, sprzedaż dziecka, depresja, wykorzystywanie władzy, stanowiska, pozycji i trudnej sytuacji materialnej, stosunki rodzinne, strata bliskiej osoby, zachłyśnięcie się bogactwem, kariera czy kierat korporacyjny.
    - żywi, złożeni bohaterowie zmagający się z demonami min. z przeszłości
    - bohaterowie, którzy mają coś do powiedzenia
    - różnorodne zachowania w obliczu tragedii
    - bezpośrednie zwroty do czytelnika
    - zmusza do refleksji
    - z poczuciem humoru

    Minusy:
    - okładka (osobiście nie podoba mi się ta rysunkowa prezentacja. Podoba mi się natomiast wieloletnia konsekwencja autorki w utrzymaniu jednakowej tendencji okładkowej)

    Jednym zdaniem:
    Monika Szwaja bez zbędnego nadęcia opowiada o rzeczach ważnych.


    W książce rozsmakowałam się dzięki uprzejmości Pani Karoliny reprezentującej wydawnictwo SOL :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)


    Czytaj dalej...

    Co skrywa fromborski kościół?

    "Życie ludzkie warte jest coraz mniej".

    "Ornat z krwi" Krzysztofa Beśki zaskakiwał mnie na każdym kroku. Nie jest to lektura, którą czyta się jednostajnie od początku do końca. Jest jak sinusoida- raz nie można się od niej oderwać, a raz nie można się zmusić by ponownie po nią sięgnąć. Jest to dla mnie trudne do wyjaśnienia, zrozumienia i nie wiem czym jest spowodowane bo samo zainteresowanie fabułą pozostaje niezmienione.

    Królewo i Kwidzyn łączą niespodziewane i brutalne morderstwa popełnione na miejscowych duchownych. Śledztwo w tej tajemniczej sprawie prowadzi między innymi komisarz Matejuk. Jako pierwszy wskazuje pewien fakt, który łączy ofiary i jednocześnie wskazuje kolejną. Jest nią ksiądz Nehring, który mimo ciążącego na nim zagrożenia włącza się do śledztwa i przekazuje komisarzowi istotne informacje. Prowadzą one do byłego kościoła Św. Mikołaja we Fromborku, w którym przeprowadzane są wykopaliska. Komuś bardzo zależy na przejęciu badań. Giną kolejni ludzie. W tych wyjątkowych i niebezpiecznych okolicznościach przecinają się ścieżki archeolożki Ewy Rimmel i dziennikarza Tomasza Horna. Jaki będzie ich udział w śledztwie? Czego szukają? I najważniejsze: czy to znajdą?

    Spodobało mi się, że w to śledztwo zostało zaangażowane tak wiele różnych osobowości o skrajnie różnym nastawieniu do życia i światopoglądzie. Ksiądz, który mocno wierzy w swoją posługę duszpasterską oraz posiada ogromną wiedzą wojskową, dziennikarz z "sentymentem do dawnych wieków i nierozwiązanych do dziś zagadek", archeolog zafascynowana historią i komisarz- sceptyk i ateista. Jednak to wybuchowa mieszanka daje realne i namacalne rezultaty. To oni są w centrum wydarzeń i to oni zdobywają wiedzę, która przybliża ich do rozwiązania zagadki.
    Komisarz Matejuk chyba najbardziej przypadł mi do serca. Może to zasługa dużego podobieństwa tego bohatera do mojego ojca. Jeden cytat szczególnie odzwierciedlił jego zachowanie: "Matejuk pokręcił głową z politowaniem. Chyba do końca świata ludzie się nie nauczą, że nie mówi się "w Kwidzyniu", tylko "w Kwidzynie". Tym, którzy nie potrafią tego zapamiętać, mieszkańcy miasta podają łatwy przykład: mówi się "w dupie", a nie "w dupiu"!" Jakbym słyszała tatę. Niejednokrotnie byłam świadkiem kiedy wypowiadał dokładnie te słowa :) Od razu naszła mnie myśl, czy każdy mieszkaniec Kwidzyna powtarza ten cytat jak mantrę nierozgarniętym przejezdnym???
    Jednak to Tomasz Horn jest najdotkliwiej doświadczonym bohaterem tej książki. Krzysztof Beśka kreuje dla niego całkiem zaskakujący i niewyobrażalny scenariusz. Autor nie tylko daje mu się wykazać siłą charakteru ale i wystawia jego lojalność na próbę. Ewa Rimmel była dla mnie najbardziej nieodgadniona postacią.  Nie wiedziałam czego można się po niej spodziewać i jak się zachowa w kolejnych trudnych i niebezpiecznych sytuacjach. Co się zaś tyczy księdza Nehringa- duchowny odznaczył się pasją, której często brakuje współczesnym duszpasterzom.

    Kiedy powieść dotyka tematów religijnych można liczyć albo na wiaronagabywanie, szokowanie odważnymi wypowiedziami, herezjami czy insynuowaniem spisków mających podważyć wiarę.
    Krzysztof Beśka mówi głosem społeczeństwa, które zauważa niedociągnięcia, nadużycia i brak wiarygodności duchownych. To oni sami niszczą zaufanie jakie pokładają wierni w swoim Kościele: pedofilia, przymykanie oczu na przestępstwa, niefortunne i krzywdzące wypowiedzi biskupów, zakłamanie, odmowa pomocy itd...
    " Damy księdzu, który przychodzi po kolędzie, kopertę z ofiarą, to zapewni nam to bezpieczeństwo na przyszłość. Od czasu do czasu wypada iść do kościoła jak na przegląd rejestracyjny pojazdu. Dziecko wyprawić do komunii, by i ono było bezpieczne i nie czuło się poszkodowane, bo inni dostali prezenty. Wyspowiadać się, żeby nie było ukrytych usterek." Czy to proza życia, czy to brak charyzmatycznych księży sprowadza wiarę na taką ścieżkę?

    Całkiem zgrabnie wyszło Krzysztofowi Beśce połączenie współczesnego świata z historycznym testamentem naszego kraju. Teraźniejszość spójnie i płynnie przechodzi w przeszłość i na odwrót. Za sprawą autora przenosimy się w początkowe lata chrystianizacji w Polsce, poprzez Zakony Krzyżackie aż po żywoty Mikołaja Kopernika oraz jego brata Andrzeja. To w historii rozwija się intryga, która niesie spustoszenie i jest powodem śledztwa naszych bohaterów. To właśnie to połączenie wątków każe porównać Pana Beśkę do bestsellerowego autora Dana Browna. Nie spieszyłabym się zanadto z takim szufladkowaniem, choć życzę Panu Krzysztofowi takiego nakładu i sprzedaży jego powieści :)

    "Ornat z krwi" choć była dla mnie bardzo kapryśną i wymagającą lekturą, to równocześnie przyniosła mi wiele czytelniczej satysfakcji. 




    Krzysztof Beśka "Ornat z krwi", Oficynka, Gdańsk 2013



    Podsumowanie


    Plusy:
    - spójne połączenie wątków współczesnych i historycznych
    - intrygujące śledztwo
    - intryga z zamierzchłych czasów
    - różni i przeciwstawni bohaterowie
    - osobiste akcenty (Kwidzyn- miasto rodzinne mojego taty)
    - wypowiedzi dotyczące wiary= głos społeczeństwa
    - moje ulubione połączenie gatunków

    Minusy:
    - wymagająca i kapryśna
    - wymaga poświęceń

    Jednym zdaniem:
    Pokuszę się o kolejną powieść Krzysztofa Beśki.

    Recenzja napisana dla serwisu Zaczytajsię.pl, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki "Ornat z krwi" :))) Gosi dziękuję za okazane zrozumienie i zaufanie :)

    Czytaj dalej...

    Zazdrość i jej skutki

    "Miłość nigdy nie powinna być użyta jako narzędzie walki."

    Richard Paul Evans jest w Polsce bardzo poczytnym pisarzem, a jego książki rozchodzą się jak gorące bułeczki. Autor ma zdolność kreowania historii, które wzruszają podjętymi tematami, trafiają głęboko w serce i zapadają w pamięć na długi czas. Taka jest również jego najnowsza powieść "Zimowe sny".

    Zazdrość to uczucie, którego w jakimś stopniu doświadczył każdy z nas. Zazdrościmy wielu rzeczy: majątku, miłości, urody, zdrowia, doświadczeń, uwagi, czasu, pochwał. Nie każdy jednak wie, jak to uczucie potrafi się rozprzestrzeniać, narastać i obezwładniać. Nie łatwo przewidzieć kiedy zazdrość będzie można utrzymać w ryzach, a kiedy wyleje się rujnującą falą głębokiego żalu, frustracji i nienawiści. Joseph Jacobson jak nikt doświadczył siły tego niszczycielskiego tsunami. Nieustannie faworyzowany przez ojca musiał zmierzyć się z braćmi, których przepełniała gorycz, złość i strach o własny byt. Szantażem usunięty z życia rodzinnego, miłości, firmy i miasta na nowo wije swój los. Czy uda mu się dotknąć szczęścia? Czy odnajdzie porozumienie z rodzeństwem?

    Joseph Jacobson, zwany J.J. jest mężczyzną, który w imię wyższej konieczności poświęca własny wygodny byt, poczucie bezpieczeństwa i jedności. Niejednokrotnie zastanawiałam się czy postępuje szlachetnie czy po prostu głupio. Dopiero ciąg następujących po sobie zdarzeń uwypuklił cele i wszelkie konsekwencje jego zachowania, a ja przestałam mieć wątpliwości. Postępowanie zgodne z własnym sumieniem zawsze jest słuszne bez względu na cenę, którą trzeba ponieść, a być może na nowo kreowana rzeczywistość przyniesie nieoczekiwane bonusy.

    Banicja J.J. to również historia radzenia sobie z trudami przenosin z małego prowincjonalnego miasteczka do wielkiej metropolii, gdzie trzeba ponosić większy wysiłek, aby ogarnąć własne życie. Samotność, brak wsparcia rodziny i przyjaciół jest ogromną przeszkodą na drodze do samorealizacji. Te wszystkie niedogodności J.J. nadrabia zapałem, kreatywnością i ogromną wolą walki. Kiedy zaczyna mu się układać w pracy również życie uczuciowe nabiera rumieńców. Jednak i tu napotyka przeszkody. Zmagania bohatera w tej kwestii potwierdzają tylko tezę, że miłość to królowa uczuć, o którą warto walczyć w każdej sytuacji.

    Przyjemnym zaskoczeniem był wyjątkowy dar Josepha - sny, które jednocześnie są łaską i przekleństwem, które niosą nadzieję, podpowiedzi i wskazówki na przyszłość, ale również niezrozumienie i sceptycyzm wśród otoczenia. J.J. nie obnosi się ze swoimi umiejętnościami i nie wykorzystuje ich w niecnym celu, co przysparza mu tylko szacunku i sympatii.

    "Zimowe sny" to piękna wielowątkowa opowieść o relacjach rodzinnych wystawionych na ciężką próbę, o poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi, o spełnieniu w życiu zawodowym, rozgrywkach korporacyjnych, pojednaniu, miłości. Wielbicielki prozy Richarda Paula Evansa nie poczują się rozczarowane, tym bardziej, że w książce można odnaleźć polski akcent - sympatyczny i pochlebczy.





    Richard Paul Evans "Zimowe sny", tł. Hanna de Broekere, Znak, Kraków 2013




    Podsumowanie


    Plusy:
    - ciekawi bohaterowie
    - pomysłowy koncept, wykonanie
    - wykorzystany potencjał
    - krótkie treściwe rozdziały
    - zazdrość, która niszczy rodzinne relacje
    - prorocze sny
    - problem wielożeństwa
    - poszukiwanie drugiej połówki jabłka
    - rozgrywki korporacyjne
    - spełnienie w życiu zawodowym
    - polski akcent i cytat, który ogromnie mi się spodobał "Oprócz madame Curie pierogi są największym darem Polaków dla ludzkości."

    Minusy:
    -brak

    Jednym zdaniem:
    Nastrojowa, magiczna, klimatyczna powieść Richarda Paula Evansa.

    Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis.pl, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki "Zimowe sny" :))


    Czytaj dalej...

    Konkurs z Aliną Krzywiec czyli "Długa zima w N." do wzięcia


     

    O Alinie Krzywiec niewiele można znaleźć w sieci. Myślę, że będziecie mieli o co pytać :)


    Współczesna powieść dla kobiet opowiadająca historię prowincjonalnej Madame Bovary.
    Maria B. ma 32 lata, niepospolitą urodę, oddanego męża Miśka, którego wytrwale wpędza w poczucie winy i trzyletnią córeczkę Julkę. Ma też pięć innych wcieleń na portalach randkowych, które czasem prowadzą do szybkiego i brutalnego seksu w realnym świecie. Narcystyczna Maria B. w swoim życiu kieruje się nieracjonalnymi impulsami, którym nie potrafi się oprzeć. Wyniosłość współczesnej pani Bovary jest maską, pod którą kryje się kobieta szukająca miłości i tożsamości, niestabilna, pozbawiona poczucia własnej wartości, którą próbuje potwierdzić w ramionach obcych mężczyzn.
    Mariusz K. jest listonoszem w miasteczku N. na Mazurach, który co tydzień losowo wybiera i otwiera pięć kopert. Nie dostarcza też niektórych paczek, sprzedając pokątnie ich zawartość. Kiedy Maria wraz z mężem przeprowadza się do N., listonosz już wie, że na taką kobietę czekał całe życie. Piękną i bogatą. Wie też, że chce zobaczyć strach w jej pięknych oczach. Poznając jej pewną tajemnicę, małymi kroczkami zmierza do celu…



    Regulamin konkursu: 

    1. Organizatorem konkursu jest właściciel bloga Aleksandrowe myśli
    2. Fundatorem nagrody jest wydawnictwo Świat Książki
    3. Nagrodą w konkursie jest egzemplarz książki "Długa zima w N."
    4. Konkurs trwa od 20.11.2013 do 29.11.2013 do godz. 23:59.
    5. Biorąc udział w konkursie uczestnik akceptuje niniejszy regulamin.
    6. Aby wziąć udział w konkursie użytkownik musi w komentarzu pod tym postem zamieścić pytanie (1 maksymalnie 3) do Pani
    Aliny Krzywiec, swój nick bądź imię oraz podać swój adres e- mail. 
    * będzie mi bardzo miło jeżeli zostaniesz obserwatorem bloga Aleksandrowe myśli
    * możesz polubić profil bloga na Facebooku
    * możesz umieścić informacje o konkursie na swoim blogu  :)
    7. Konkurs skierowany jest do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
    8. Zwycięży osoba, która według Pani
    Aliny Krzywiec zadała najciekawsze pytanie/a. 
    9. Wywiad oraz głoszenie wyników nastąpi około 05.12. 2013 r.
    10. Po ogłoszeniu wyników konkursu, skontaktuję się z laureatem i poproszę o przesłanie danych osobowych. Nagrody zostaną wysłane do zwycięzcy w ciągu 21 dni roboczych na adres wskazany przez laureata konkursu.
    11. W konkursie można wziąć udział tylko raz.
    12. W razie jakichkolwiek pytań proszę o kontakt pod adres mail: aleksnadra@interia.eu




    Życzę powodzenia :)
    Czytaj dalej...

    Którą opcję wybierasz?

    Helena S. Paige to pseudonim trzech przyjaciółek: Paige Nick, powieściopisarki i publicystki "The Sunday Times", Hellen Moffett- pisarki, poetki i redaktorki, oraz Sarah Lotz, autorki powieści i scenariuszy, ukrywającej się pod pseudonimami S.L. Grey i Lily Hern. Te trzy kobiety połączyły siły i stworzyły serię erotycznych powieści interaktywnych, w których to czytelnik decyduje o kierunku rozwoju wydarzeń. Jak same mówią: "Najlepszą rzeczą w pisaniu powieści erotycznych jest to, że możesz robić podejrzane rzeczy i nazywać to zbieraniem materiałów." 

    Powieść interaktywna- od razu zainteresowałam się tym tworem, gdyż nie miałam wcześniej okazji poznać czegoś podobnego. Mieć wpływ na rozwój wypadków??? To szalenie kuszące. Nie wiem jak Wy, ale ja często zastanawiam się jak potoczyłyby się losy bohaterki gdyby podjęła inną decyzję, była w innym miejscu, odmówiła albo wręcz przeciwnie, przyjęła określone warunki... Helena S. Paige pozwoliła mi poznać to, co do tej pory było przed czytelnikiem ukryte. Od razu przyznam, że wciągnęła mnie ta zabawa. Dawno tak dobrze nie bawiłam się podczas lektury :P

    Historia rozpoczyna się w Twoim domu. Wybierasz się z przyjaciółką do baru na drinka. Masz na sobie zabójczą kreację, olśniewający makijaż i... Reszta zależy od Ciebie. To Ty wybierasz co będzie dalej. Może być gorąco, niewinnie, ekscytująco, zabawnie, zaskakująco, nieprzewidywalnie. Jaki będzie Twój wybór?

    Powieść to tak naprawdę kilka opowiadań o różnym natężeniu erotyki i pikanterii zgrabnie ze sobą połączonych opcją wyboru. Historyjki zawsze kończą się w znaczącym momencie, a Ty, masz możliwość zadecydowania w jakim kierunku rozwinie się opowieść. Tym bardziej, że narrator zwraca się do czytelnika per "Ty". Za każdym razem masz kilka opcji do wyboru: neutralną, bezpieczną, odważną.
    Ta różnorodność to największy atut tej książki. Sytuacja rozwija się zgodnie z Twoim nastawieniem, temperamentem, preferencjami, potrzebami, nastrojem czy humorem. Raz może być romantycznie, delikatnie a raz perwersyjnie, brutalnie czy kontrowersyjnie. Wszystko zależy od Ciebie.

    Podobało mi się takie przedstawienie bohaterki aby była jak najbliższa osobowości czytelniczki literatury erotycznej. Łatwo jest wejść w rolę tej kobiety: wolnej, wyzwolonej, pewnej siebie, nie bojącej się eksperymentować ale nie pozbawionej dobrego humoru, zdrowego rozsądku, samokontroli. Dzięki niej możesz (ale nie musisz :)) rozwijać swoje erotyczne marzenia, oczekiwania, pogłębiać doświadczenia a być może podsunie Ci pomysły na urozmaicenie intymnego pożycia.

    "Dziewczyna wchodzi do baru" wyróżnia się na tle innych powieści w tym gatunku. Jest błyskotliwa, zabawna, inteligentna i sprawnie uchwyciła wizerunek, obyczajowość, mentalność współczesnego społeczeństwa. Książka wciąga bez reszty a opcje wyboru dają nie tylko wachlarz możliwości ale i fantastyczną zabawę oraz współudział w tworzeniu i uczestniczeniu w tej historii od początku do końca. Z dużą niecierpliwością będę wyczekiwała kolejnych powieści interaktywnych oraz twórczości tego kreatywnego trio.




    Helena S. Paige "Dziewczyna wchodzi do baru", tł. Piotr Grzegorzewski, W.A.B., Warzszawa 2013



    Podsumowanie


    Plusy:
    - łatwe utożsamienie się z bohaterką co jeszcze wspomaga narracja
    - możliwość wielokrotnego wyboru
    - tworzenie własnej wersji opisywanej historii
    - różnorodność sytuacji, miejsc, kochanków
    - wystopniowanie erotyczności i pikanterii
    - wreszcie to kobieta jest dominą a nie tylko zabawką w rękach mężczyzny :P
    - dowcipna, błyskotliwa, inteligentna
    - nowoczesna, innowacyjna

    Minusy:
    - nienawidzę kiedy penisa określa się mianem "ptak"...wrrr...

    Jednym zdaniem:
    Powieść interaktywa idealnie współgra z literaturą erotyczną.

    Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pana Macieja :))) Dziękuję za okazane zaufanie :))

    Czytaj dalej...

    Biurowy romans

    "Często mamy wrażenie,że dni są do siebie bardzo podobne. Czasem wystarczy odrobina wyobraźni, by rutyna zmieniła się w przygodę, która sprawi, że twarz nagle obleje się rumieniec emocji." 

    Portia Da Costa, znana z porywających, zmysłowych historii wydanych w serii „Black Lace Books”, ma na swoim koncie ponad trzydzieści powieści i nowel oraz ponad sto opowiadań, napisanych pod rozmaitymi pseudonimami. Autorka uwielbia tworzyć postaci seksownych, sympatycznych bohaterów, które następnie umieszcza w erotycznych sytuacjach. Oprócz cieszących się uzna- niem książek osadzonych w realiach współczesnych napisała także szereg opowieści historycznych, paranormalnych, a nawet futurystycznych. Portia Da Costa mieszka w samym sercu West Yorkshire wraz z mężem. W czasie wolnym od pisania czyta, ogląda telewizję i filmy oraz surfuje po sieci i ćwierka na Twitterze. Wcześniej była bibliotekarką, pracowała także w lokalnej administracji rządowej. Więcej na temat autorki i jej książek można znaleźć na stronie www.portiada- costa.com oraz na profilu Twitter: @PortiaDaCosta.

    Styl Porti Da Costy miałam okazję poznać przy okazji lektury "Obnażonej", która jest częścią znanej i lubianej Czerwonej Serii wydawanej nakładem wydawnictwa Czarna Owca.
    Główną bohaterką tej książki jest Victoria Renard, pewna siebie, odważna, błyskotliwa pracownica towarzystwa ubezpieczeniowego. Firma właśnie została przejęta przez tajemniczego magnata finansowego, na którego życzenie powstaje osobliwa dokumentacja zdjęciowa. Arogancki, irytujący , pociągający, wściekle przystojny fotograf, który podejmuje się tego zadania, od razu wpada Vicki w oko i odwrotnie. W ich otoczeniu odczuwa się erotyczne napięcie, które musi znaleźć ujście.

    "Obnażona" to niepozorna i ograniczona objętością książeczka, która skrywa całkiem spójną i skończoną historię. Taka forma bardzo mi odpowiada. Opowieść nie jest sztucznie pompowana poprzez nic nie wnoszące wątki i opisy rozpraszające uwagę. Bohaterów Porti Da Costy poznajemy takich, jacy w są w chwili obecnej. Nie jest znana ich przeszłość, otoczenie, rodzina, mentalność, światopogląd- i dobrze bo w tej historii nie jest to konieczne. Poza tym w tej sytuacji byłoby to nawet śmieszne.

    "Obnażona" od początku do końca przesiąknięta erotycznym ładunkiem. Wszystkie działania bohaterów, zachowania, dążenia są skierowane w kierunku seksu i autorka tego nie ukrywa. Podoba mi się ta szczerość. Portia Da Costa nie owija w bawełnę, krok po kroku przedstawia swoją wizję szczęścia i spełnienia, w najróżniejszych układach i pozycjach.
    Z entuzjazmem przyjęłam również formę narracji. Wszechwiedzący narrator i osobiste przemyślenia głównej bohaterki podkreślone kursywą. Według mnie, zabieg ten sprawił, że autorce udało się pełniej i dokładniej przedstawić tę historię- oczywiście na tyle, na ile była taka potrzeba. Dzięki temu postępowanie Victorii było dla mnie bardziej zrozumiałe. Miałam wgląd w jej uczucia, wiem co się z nią działo podczas podejmowania decyzji.

    A jak książka wygląda od strony erotycznej? Nie jest bardziej oryginalna czy odkrywcza od swoich poprzedniczek. Króluje BDSM i to w tej chwili najbardziej mnie zastanawia. Dlaczego? Co się stało ze starym, klasycznym a tak pięknie teraz nazywanym seksem waniliowym? Gdzie jest miejsce na romantyzm, czułość, delikatność? Czy współcześni kochankowie rzeczywiście potrzebują ostrzejszych bodźców, zabawek, gadżetów by osiągnąć spełnienie? Czy BDSM to chwilowa moda, zapatrzenie, chęć szokowania czy realne potrzeby zaspokajania? Czy brutalność świata ma odwzorowanie w praktykach seksualnych? Jak myślicie?

    "Obnażona" spodoba się miłośniczkom i entuzjastkom literatury erotycznej, które nie boją się ostrzejszych scen miłosnych. Jeżeli masz ochotę na niezobowiązującą ale pikantniejszą rozrywkę sięgnij po książki Porti Da Costy.




    Portia Da Costa "Obnażona", tł. Antonina Kasprzak, Czarna Owca, Warszawa 2013



    Podsumowanie


    Plusy:
    - skoncentrowana bez sztucznego pompowania objętości
    - szczera, prawdziwa
    - mieszana narracja
    - fajny pomysł na fabułę
    - mimo wszystko ciekawi bohaterowie
    - dowcipna
    - okładka

    Minusy:
    - znowu BDSM
    - mało oryginalna i odkrywcza

    Jednym zdaniem:
    Tylko dla miłośniczek literatury erotycznej.

    Książkę przeczytała dzięki uprzejmości Pana Moisesa reprezentującego wydawnictwo Czarna Owca :))) Dziękuję za okazane zaufanie :))

    Czytaj dalej...

    Zdrada buduje czy rujnuje?

    "Tajemnice Emmy: powroty" to odważna erotyczna przygoda kobiety wyzwolonej, łamiącej konwenanse i wymykającej się schematom.


    "Przyszła kryska na Matyska" chciałoby się rzec. Emma na własnej skórze odczuwa czym jest zdrada. I chociaż sama ma nieczyste sumienie, to nie potrafi znieść myśli, że jej mąż spotyka się z inną kobietą. Jest wściekła, rozgoryczona i planuje bezlitosną konfrontację. Z czasem zaczyna upatrywać w tej sytuacji szansę na oczyszczenie, powrót do dawnych przyzwyczajeń oraz seksualną otwartość, rozpasanie, nirwanę. Jednak prawda, która miała ją wyzwolić ostatecznie przekreśla jej plany. Emma ratuje się ucieczką, ale czy można uciec przed samą sobą, swoim przeznaczeniem?

    Natasha Walker konsekwentnie buduje i prowadzi wizerunek głównej bohaterki  przez całą trylogię "Tajemnice Emmy". Ta inteligentna kobieta w dalszym ciągu jest pewna siebie, silna, dominująca, niezależna i świadoma własnych pragnień. Z pełną odpowiedzialnością łamie konwenanse i wszelkie schematy dotyczące zarówno życia, jak i własnej seksualności. Jest otwarta na wszelkie erotyczne eksperymenty i nie obawia się dążyć do spełnienia za wszelką cenę. Zawsze wierna sobie i własnym zasadom, nawet wtedy, gdy jej zachowanie może kogoś zranić. Ta otwartość nie chroni jej jednak przed odczuciem odrzucenia w chwili, gdy dowiaduje się o zdradzie.

    Tak jak spójna z pozostałymi częściami trylogii jest postać Emmy, tak kreacja jej męża ulega spektakularnej metamorfozie i ewolucji. Ze spokojnego, zamkniętego za kratami norm społecznych, twardo tkwiącego w ramach swojego świata, staje się mężczyzną pewnym siebie, wyzwolonym, gotowym na wszystko. Nie mogłam uwierzyć, że tak łatwo i tak szybko można popaść ze skrajności w skrajność. A jednak... Zaczynam się także zastanawiać co spowodowało tę zmianę. Czy jest wymuszona sytuacją, a może tym, że jego długo skrywane preferencje wreszcie mogą zostać ujawnione?

    Emma jest niezwykłą animatorką seksualnych doznań i kreatorką upojnych schadzek. Nic co ludzkie nie jest jej obce, a jej erotyczna wyobraźnia nie zna granic. Do tej pory nie przypuszczałam, że malarstwo, a zwłaszcza uroczy malarz może doprowadzić na skraj spełnienia zaledwie spojrzeniem, niewinnym dotykiem czy artystycznymi akcesoriami. Natasha Walker mami nas różnorodnymi konstelacjami erotycznych póz w przedziwnych konfiguracjach i miejscach. Przez co nie wszystkie rozpalają zmysły i odznaczają się doskonałym smakiem, ale na swój zaskakujący sposób są oryginalne. Jest obscenicznie, wulgarnie, wyuzdanie, lubieżnie, grzesznie, hedonistycznie...

    Niepokoi mnie jedynie przedstawienie kobiety, jej wizerunku, spełnienia jedynie poprzez seks i przez pryzmat własnej seksualności. Oczywiście popieram dążenie do samozadowolenia, rozkoszy i do realizacji własnych zachcianek w ramach zdrowego egoizmu. Jednak nie można skupić się jedynie na tej jednej drodze dążenia do samorealizacji. Kobieta to nie tylko ciało zawsze gotowe do miłosnych igraszek. Kobieta to pajęczyna skomplikowanych emocji i uczuć, szczelnie otulająca duszę i umysł. Zatem takie jednostronne potraktowanie płci pięknej jest krzywdzące i zafałszowuje rzeczywistość.

    Reasumując, zwolennicy literatury erotycznej oraz miłośnicy trylogii „Tajemnice Emmy” z pewnością nie poczują się rozczarowani.


    Natasha Walker "Tajemnice Emmy: powroty", tł. Ksenia Sadowska, Akurat, Warszawa 2013



    Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis, Któremu bardzo dziękuję za przekazanie egzemplarzu recenzyjnego :)))

    Czytaj dalej...

    Szósty zmysł

    "Chciwość to wyjątkowo silna namiętność"

    Żeby zdobyć to czego pragniesz, nie cofniesz się przed niczym. Tą dewizą kieruje się tajemniczy morderca, który na swojej drodze pozostawia okaleczone ciała kilku kobiet. Na pierwszy rzut oka, ofiary nie są ze sobą w żaden sposób powiązane, nic ich ze sobą nie łączy. Dopiero dogłębna analiza i podpowiedź ze świata niematerialnego, rzuca nowe światło na śledztwa, tkwiące do tej pory w martwym punkcie. Kim jest zbrodniarz, jakie motywy nim kierują i co pragnie zdobyć?

    Bohaterami najnowszej powieści Heather Graham są Kelsey O'Brien pełniąca funkcję szeryfa federalnego oraz Logan Raintree, miejscowy ranger. Ich spotkanie i wspólna praca nie jest przypadkiem. Zostali zwerbowani do doborowej jednostki "Ekipy Łowców",  przez agenta FBI, który w nich upatruje ostatnią szansę powodzenia śledztwa i odnalezienie nieuchwytnego przestępcy. Dlaczego to właśnie oni zostali wybrani? To proste. Oboje posiadają niezwykłą intuicję i tak zwany szósty zmysł, kierujący ich krokami w sytuacjach bez wyjścia. 
    Kelsey i Logan dotykają świata umarłych i obserwują wskazówki, które naprowadzają ich na pierwszy, konkretny ślad. Odkrywają pierwsze niezobowiązujące powiązania pomiędzy ofiarami, jakie szybko rozrastają się do ważnych dowodów w sprawie tajemniczych morderstw. Od tej chwili akcja zagęszcza się,  a zbrodniarz wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Heather Graham nie dam nam jednak łatwego rozwiązania. Podsuwa fałszywych podejrzanych z pasującymi do zagadki motywami. Trudno jest rozstrzygnąć kto jest dobry, a kto zły. Tym bardziej, że każdy ma coś na sumieniu, własne grzeszki, dające zafałszowany obraz człowieka. 
    Jednocześnie z biegiem śledztwa przypatrujemy się życiu Kelsey i Logana. Ich umiejętności od zawsze budziły strach wśród otoczenia. Dlatego nauczyli się maskować nie tylko swoje wizje, ale i osobowość. Przez większość życia oboje musieli walczyć z prywatnymi demonami, które ukształtowały ich charakter i pozwoliły stanąć w miejscu, w którym znajdują się obecnie.
    Romans, jaki połączył Kelsey i Logana nie zdziwił mnie, co więcej spodziewałam się go. Wspólne śledztwo, przeżycia, podobne doświadczenia i umiejętność nawiązywania kontaktu z umarłymi sprawia, że ta para policjantów coraz bardziej zbliża się do siebie. Zaczyna łączyć ich najpierw seksualny pociąg, fascynacja a potem rodzi się pomiędzy nimi nić całkiem innego porozumienia. 
    Ta przewidywalność odrobinę mnie rozczarowała. Pewne wydarzenie można było odgadnąć na długo zanim się się pojawiły. Jednak ten efekt szybko zostaje zamaskowany zwrotami akcji i obrazowymi wizjami, scenkami z przeszłości. Również nagłe pojawianie się zjaw i duchów wytrącało z równowagi i przysparzały o szybsze bicie serca. 
    Sensacyno- kryminalna podróż, w którą zabrała mnie Heather Graham wywołało we mnie wiele wrażeń. Początkowe, krótkotrwałe zniechęcenie, irytację, rozczarowanie, zaciekawienie, zatracenie, zahipnotyzowanie, zachłanność, obawę, strach, żal...Dla takich różnorodnych doświadczeń warto sięgać po książki :)
    Ja już szykuję się na kolejne spotkanie z Heather Graham.



    Heather Graham "Niewidzialne", tł. Katarzyna Kasterka, G+J, Warszawa 2013



    Podsumowanie


    Plusy:
    - połączenie przeszłości z teraźniejszością
    - tajemniczy brylant i wisząca nad nim klątwa
    - intrygujący, różnorodni bohaterowie
    - postacie gnębione przez własne demony
    - połączenie sił w walce z przestępczością
    - parapsychologia na usługach FBI
    - twórce użycie tzw. szóstego zmysłu
    - twarda oprawa
    - wymowna okładka

    Minusy:
    - rozwlekła akcja
    - momentami zbyt przewidywalna


    Jednym zdaniem:
    Parapsychologia + kryminał = zaskakujące doznania.


    Recenzja napisana dla serwisu DużeKa. Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Pani Kasi i wydawnictwu G+J :))) Dziękuję także za okazane zaufanie :))


    Czytaj dalej...

    Klon+ człowiek= miłość?

    Niedaleka przyszłość...Ziemia nie przypomina widoku, który znamy. Po Wojnach Morskich jest okaleczona, zrujnowana. Teraz powoli zaczyna się odradzać. Nowe technologie, nauka daje wiele możliwości by jak najefektywniej wykorzystać pozostałe zasoby i pozyskiwać nowe. Wybitni naukowcy i mistrzowie duchowi tworzą tzw. Biome City, miasta "Zaprojektowane zgodnie z zasadami inżynierii bionicznej, według której najważniejsze obiekty do złudzenia naśladują twory natury". Jednak najdoskonalszym wynalazkiem nauki jest wyspa Dominium, arkadia dla najzamożniejszych i najbardziej wpływowych mieszkańców Kontynentu. Fiołkowe morze i udoskonalone powietrze typu premium, ma za zadanie wprowadzać mieszkańców w uczucie euforii, odprężenia i poszerzenia świadomości. "Zastanawiacie się pewnie, czego w takim razie może brakować w tym raju na ziemi. Otóż brakuje pracowników, którzy obsługiwaliby przybywających na wyspę gości! Pokojówek, kamerdynerów, kucharzy, budowniczych!" Wyspa jest zamkniętą? enklawą dla bogaczy i dostęp do niej zwykłych, szarych ludzi jest znacznie utrudniony. Jednakże i z tym problemem poradzili sobie inteligentni profesorowie i naukowcy. Doktor Larissa Lusardi, światowej sławy specjalistka od klonowania tworzy tanią i efektywną siłę roboczą- klony zmarłych ludzi pozbawiane duszy przez co i uczuć.
    Elizja jest właśnie takim klonem. Nastolatką, Betą, modelem próbnym. Jej uroda zwraca uwagę żony gubernatora. Kobieta postanawia ją kupić. Cała rodzina szybko zaprzyjaźnia się z nowym domownikiem, a wśród elity staje się bardziej popularna. Elizja z radością i ciekawością znosi swój los... Do czasu... Na wyspie pojawia się Tahir, który budzi w dziewczynie cały wachlarz uczuć i emocji. Jak to jest możliwe? Do czego doprowadzi spotkanie nastolatków?

    Temat klonowania cały czas budzi ogromne emocje, kontrowersje i stawia ważne pytania. Czy tworzenie repliki zwierząt, ludzkiego ciała jest etyczne? Czy człowiek powstały w ten sposób będzie odpowiedzią na modlitwy czy obrazą boską? Czy będzie posiadać duszę, uczucia, człowieczeństwo? Jak będzie odebrany przez resztę społeczeństwa? Czy ma prawo żyć wśród nas?
    Rachel Cohn przedstawia nam swój punkt widzenia i formuje złożoną historię, która nie jest niemożliwa do zaistnienia w rzeczywistości, bliskiej przyszłości.
    Autorka przedstawia klonowanie jako masową, seryjną produkcję taniej siły roboczej, podludzi... Ba! Współczesnego niewolnika w najczystszej postaci! Z rozmysłem pozbawia się klony duszy, a co za tym idzie i uczuć by ich sobie podporządkować. Takiego pracownika można bezceremonialnie wykorzystać, a gdy zacznie przejawiać jakiekolwiek dziwne, niezrozumiałe, ludzkie zachowania- dezaktywować. Takie postępowanie budzi ogromny sprzeciw i automatyczną solidarność ze słabszymi.
    W książce znajdziemy również inny punkt widzenia i spojrzenie na klonowanie. Rodzina naznaczona śmiercią, traumą, rozpaczą. Czy w ich przypadku klonowanie można usprawiedliwić, wytłumaczyć, zrozumieć? Czy te osoby jako członkowie tego specyficznego społeczeństwa mają prawo do takiej hipokryzji?

    Rachel Cohn wyraźnie zaznacza granicę pomiędzy dobrem a złem, czarnym i białym, etyką i demoralizacją . Przez tą jawne przyporządkowanie trochę trudno jest obiektywnie spojrzeć na większość bohaterów "Bety". Nie miałam ochoty analizować ich zachowania i przekonywać się czy czarne charaktery rzeczywiście są czarne. Czy do bezdusznego zachowania doprowadziły jakiekolwiek traumy z dzieciństwa, surowe wychowanie czy wpojone prawdy. Perfidia, obłuda, dwulicowość i obojętność niektórych postaci nie zna granic. Na przykładzie książki można stwierdzić, że im człowiek bogatszy, tym bardziej zakłamany, zachłanny, nieobliczalny. Po trupach do celu.
    Również narzucona sympatia do Elizji sprawia, że nie przygląda się jej ze zwyczajową uwagą i drobiazgowością. Z góry zakłada się jej niewinność i bezinteresowność, a te odczucia są dodatkowo podsycane przez autorkę. Na szczęście z każdą chwilą, w której Elizja odkrywa nowe emocje, uczucia i staje się bardziej ludzka odkrywamy coraz to nowe cechy jej charakteru. W końcu gdy z zachowania Elizji opada kurtyna sztucznej ogłady, poznajemy ją naprawdę. Na szczęście nie ujmuje to sympatii, którą ją obdarzyłam na samym początku.
    Jak nie trudno się domyśleć, nastolatka stanie się dla innych klonów symbolem wolności, zarzewiem do buntu i walki o swoje prawa.

    Kontrowersyjny związek, zakazana miłość tak szumnie promowana, okazuje się jeszcze bardziej tajemnicza i złożona niż zakładałam. Rachel Cohn zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Jeszcze bardziej poplątała i tak już zawiłe miłosne reguły. Jestem ogromnie ciekawa jak ten wątek rozwinie się w kolejnych częściach cyklu.

    Także zakończenie "Bety" podsyca głód ciekawości i niecierpliwości, że oczekiwanie na kontynuację będzie słodką torturą...




    Rachel Cohn "Beta", tł. Berenika Janczarska, Czarna Owca, Warszawa 2013



    Podsumowanie


    Plusy:
    - ciekawy pomysł na fabułę
    - potencjał historii i możliwości bardzo dobrze wykorzystane
    - główna bohaterka- klon bez duszy, w którym zaczynają budzić się uczucia
    - zakazana miłość pomiędzy klonem a człowiekiem
    - klon- współczesny niewolnik
    - kontrowersje wokół klonowania
    - miejsce akcji, które generuje mnogość różnorodnych i ciekawych sytuacji- wyspa Dominium- enklawa dla bogaczy, przybytek wiecznej szczęśliwości, raj na zrujnowanej wojną ziemi
    - tajemnica, spisek, buntownicy

    Minusy:
    - zbyt długi czas oczekiwania na kolejną część serii :P

    Jednym zdaniem:
    Z łatwością wsiąknęłam w świat rajskiej wyspy Dominium i przejęłam się losem klonów- współczesnych niewolników, którym nie tylko odebrano prawo do wolności ale i do przeszłości, wspomnień i uczuć.


    Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pana Moisesa reprezentującego wydawnictwo Czarna Owca :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)


    Czytaj dalej...

    Podróż życia, przez życie i duszę

    Davis Bunn jest wykładowcą akademickim, podróżnikiem, pisarzem o międzynarodowej sławie, swobodnie poruszającym się po różnych gatunkach literackich. Jest również trzykrotnym zdobywcą Christy Award.
    Niestety mimo takiej zachęty muszę wyznać, że nazwisko autora jest mi zupełnie obce. Jednak wybór lektury nie był przypadkowy. Sami zapewne to zrozumiecie po zapoznaniu się z moją opinią...

    Amanda Vance straciła dziecko. Cierpi, rozpacza, trwa w żałobie i odcina się od swoich bliskich, rodziny, przyjaciół. Wydaje jej się, że nie rozumieją i nie podzielają jej stanu. Rzeczywiście niektórzy sprawiają wrażenie jakby nie pojmowali i nie uświadamiali sobie jej uczuć. Na siłę starają się sprawić by zapomniała o traumatycznych przeżyciach. Nie ze złej woli, jedynie z nieumiejętności zachowania się w tak trudnej sytuacji.
    Nieoczekiwane Amanda otrzymuje propozycję towarzyszenia swej starszej sąsiadce, Emily, w podróży do Izraela, Jerozolimy, Ziemii Świętej. Ulega namowom. Co i czy ta wycieczka zmieni w jej życiu? Czy tak ważne dla każdego wierzącego człowieka miejsce, ukoi jej ból i da odpowiedzi na pytania ukryte głęboko w sercu?

    Amanda jest bohaterką, która od razu zdobyła moje serce. Być może to wspólne doświadczenia zbliżyły nas do siebie. Jednak niezaprzeczalnie jej ból i niezrozumienie z jakim się styka na co dzień zmusza do poświęcenia jej szczególnej uwagi. Jak już wielokrotnie pisałam, nieumiejętność zachowania się w obliczu żałoby po stracie dziecka jest rażąca. Nigdy nie zrozumiem zachowań otoczenia, które na siłę próbuje oderwać i odwrócić myśli cierpiącego małżeństwa od nieżyjącego maleństwa. Słowa typu: przecież już tyle czasu minęło, zapomnij już, jest obrazą nie tylko dla uczuć tej rodziny, pamięci zmarłego, ale także ich wiary.

    Amanda cierpi również z powodu utraty wiary we własne możliwości i umiejętności. Z zawodu jest pielęgniarką na oddziale intensywnej opieki na oddziale noworodków. Po stracie dziecka nie wróciła do pracy. Nie uratowała swojej córeczki, jak więc może myśleć, że utrzyma przy życiu inne dzieci? Jednak nie potrafi na stałe rozstać się ze szpitalem. Przyjmuje etat asystentki dyrektora szpitala. Jest pracownikiem cenionym i bardzo lubianym przez personel. Mimo to jej serce jest rozdarte pomiędzy strachem, obawą a chęcią powrotu do pomocy najmniejszym i najbardziej kruchym pacjentom.

    Te wszystkie skrajne uczucia, rozdarcia sprawiają, że Amanda skrywa się w swojej skorupie i jest niedostępna dla męża, rodziny i przyjaciół. Dopiero podróż do Izraela pomaga jej obiektywnie i z dystansu spojrzeć na własne życie. Zaczyna interesować się swoją towarzyszką. Słucha jej historii, rozterek. To delikatne otwarcie na innych zaczyna się systematycznie poszerzać.

    Davis Bunn nie skupia się jedynie na Amandzie i jej bólu. Ukazuje drugą stronę medalu. Mamy szansę spojrzeć na cierpienie męża- Chrisa. On wydaje się być jeszcze bardziej pokrzywdzony przez los gdyż jednocześnie traci dziecko i żonę. Pomiędzy małżonkami nie ma już takiego porozumienia, uwagi, bliskości. Swoją żałobę przeżywają oddzielnie i coraz bardziej oddalają się od siebie. Co gorsze Chris nie ma pomysłu jak to zmienić. Dodatkowo boryka się z problemami w pracy i nie może liczyć na wsparcie najbliższej osoby. Także i on uzdrawia swoją duszę poprzez pomoc bliźniemu. Wydaje się, że im bardziej angażuje się w życie sąsiada, tym bardziej normuje i układa swoje życie. Pytanie tylko czy poskładane na nowo serca Amandy i Chrisa mają szansę zabić wspólnym głosem?

    Nie ukrywam, że "Modlitwa nieznajomej" napisana jest z naciskiem na sprawy wiary i ducha. To modlitwa i otwarcie na boską pomoc ma tutaj decydujące znaczenie. David Bunn jednak nie jest nachalny w swoich słowach a szacunek dla czytelnika i własnych przekonać oraz naturalność i delikatność z jakimi wypowiada się na temat religii jest godna pochwały.

    Szczerze polecam lekturę "Modlitwy nieznajomej" szczególnie w tej dżdżystej i nieprzyjemnej aurze, jaką mamy za oknem.





    Davis Bunn "Modlitwa nieznajomej", tł. Krzysztof Pachocki, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2013



    Podsumowanie


    Plusy:
    - ważny społecznie temat: żałoba nad dzieckiem utraconym
    - próba radzenia sobie z życiową tragedią
    - spojrzenie na żałobę widzianą oczami mężczyzny i kobiety
    - pomoc bliźniemu- własne uzdrowienie?
    - ważna rola i pomoc rodziny i przyjaciół
    - szukanie odpowiedzi na pytanie: czy warto dawać drugą szansę
    - spojrzenie na uzależnienie i życie po wyjściu z nałogu
    - jak ważna w życiu człowieka jest miłość i wiara
    - wiara przedstawiona w sposób delikatny, nienachalny, naturalny


    Minusy:
    - jak dla mnie zbyt szeroko otwarte zakończenie

    Jednym zdaniem:
    "Modlitwa nieznajomej" różniła się bardzo od moich oczekiwań ale jednocześnie spełniła je w 100%- zaskakujące...


    Zauroczona książką dzięki Pani Jolanty reprezentującej wydawnictwo Świętego Wojciecha :))) Bardzo dziękuję za okazane zaufanie :))

    Czytaj dalej...

    Zapowiedzi

    Co nowego w wydawnictwach piszczy...



     "Dom tajemnic" Ned Vizzini, Chris Columbus, Znak, 7 listopad 2013

     Eleanor, Kordelia i Brendan razem z rodzicami przeprowadzają się do wielkiego domu, który należał kiedyś do tajemniczego pisarza, Denvera Kristoffa. Po niezapowiedzianej wizycie jego córki, niepokojącej staruszki, rodzeństwo trafia do groźnego świata, w którym czyhają na nich olbrzymy, piraci, Wichrowa Wiedźma i Król Burz. Jaką tajemnicę kryje historia ich własnej rodziny? Czy rodzeństwu uda się w końcu odnaleźć drogę do domu?

    Dom Tajemnic to niebezpiecznie wciągająca opowieść o potędze czarnej magii, sile przyjaźni i poświęceniu. Niewyjaśnione sekrety sprzed lat, walka trójki rodzeństwa o życie swoich najbliższych i ostateczne starcie dobra ze złem. Tej jesieni magia powraca…”
    Piotr Fronczewski 
    (polski ambasador marki i głos audiobooka Dom Tajemnic)


     


    "Alex" Pierre Lemaitre, Muza. 13 listopad 2013

    Kim, tak naprawdę, jest Alex ? Jest piękną, intrygującą i ponętną młodą kobietą. Czy to dlatego została porwana, skatowana, doprowadzona na skraj człowieczeństwa? Kiedy policja znajduje miejsce, gdzie była więziona, Alex już tam nie ma. Okazuje się inteligentniejsza od swego kata. To osoba, która niczego nie wybacza, niczego i nikogo nie zapomina.

    Alex zostaje porwana przez starszego mężczyznę. W opuszczonym hangarze na przedmieściach Paryża oprawca przyszykował jej prawdziwe piekło. Nagą wepchnął do tak małej klatki, że Alex nie mogła się ani wyprostować, ani usiąść. Klatkę podwiesił u sufitu. Przerażona kobieta bezskutecznie błagała o litość. Kat odwiedzał ją dwa razy dziennie, robił zdjęcie komórką i patrzył z nienawiścią. Jedynymi jej towarzyszami były wygłodniałe szczury. Z każdym dniem było z nią gorzej, cierpiała z zimna, głodu, pragnienia... Kiedy mężczyzna długo nie przychodził, Alex zrozumiała, że czeka na jej śmierć. Postanawia walczyć. Wpada na koszmarny pomysł, by nasączać swą krwią węzeł na sznurze, który podtrzymuje klatkę w powietrzu. Żądne jej krwi szczury przegryzają sznur. Alex uwalnia się i ostatkiem sił wraca do domu.
    Wkrótce rusza w podróż. Dlaczego ogłusza dwóch mężczyzn i kobietę i zabija wlewając im do ust kwas siarkowy? Czemu tak popełnia samobójstwo, by wyglądało na zabójstwo?






    "Bella i Sebastian" Cecile Aubry , Rebis, 19 listopad 2013

    Jest rok 1943. Mieszkańcy spokojnej alpejskiej wioski cierpią pod niemiecką okupacją. Jakby tego było mało, w okolicy pojawia się groźne zwierzę, które porywa owce z ich stad. Górale organizują polowanie na Bestię.

    Podczas wędrówki w górach samotny, wychowywany przez dziadka chłopiec spotyka zdziczałego psa. Czy to właśnie on dziesiątkuje stada? Czy opuszczony chłopiec i skrzywdzone zwierzę będą potrafili sobie zaufać? W jaki sposób Bella i Sebastian staną się wojennymi bohaterami?

    Książka Nicolasa Vaniera to opowieść o pięknie życia w zgodzie z dziką przyrodą i możliwości zachowania człowieczeństwa w okrutnych czasach wojny.





    "Przywróceni" Jason Mott, Mira, 20 listopad 2013

     Na całym świecie ci, których kiedyś kochano, a którzy odeszli na zawsze, w niepojęty sposób powracają na ziemię. Nie mają żadnych nadprzyrodzonych zdolności. Są w wieku, w którym umarli, podczas gdy ich bliscy zdążyli się zestarzeć lub ułożyć sobie życie z kimś innym. Przywróceni pragną tylko jednego ? odzyskać dawne życie. To, które odebrała im śmierć. Żyjący różnie reagują na ich powrót: jedni witają ich z otwartymi ramionami, inni są nieufni, jeszcze inni zrobią wszystko, by się ich pozbyć. Przywróconych zaczyna przybywać. Wszyscy zastanawiają się, ilu jeszcze może wrócić. Świat stopniowo zaczyna ogarniać niepokój, stawiając każdego przed koniecznością dokonywania trudnych wyborów. Nikt nie wie, jak to możliwe, ani dlaczego tak się dzieje. Nikt też nie potrafi powiedzieć, czy to cud, czy zapowiedź końca. Po spektakularnej aukcji prawa do ekranizacji książki zostały sprzedane firmie producenckiej Brada Pitta, Plan B.




     "Urodzony w obozie nr 14" Blaine Harden, Świat Książki, 20 listopad 2013

    Prawdziwa historia młodego mężczyzny, który wychował się w północnokoreańskim gułagu. Shin Dong-Hyuk, syn pary więźniów, poczęty na rozkaz strażników, mając 23 lata uciekł z obozu. Cztery lata zajęło mu wydostanie się z Korei Północnej, przez Chiny do Stanów Zjednoczonych. Dziś jest jedyną znaną osobą urodzoną w północnokoreańskim gułagu, której udało się zbiec z ojczyzny. Książka opowiada o jego dzieciństwie, odysei uciekiniera i trudnej asymilacji w demokratycznym państwie.







    "Uprowadzona. Ucieczka z Syrii." Louise Monaghan, Yvonne Kinsella, Świat Książki, 20 listopad 2013


    Irlandka Louise, pracownica jednego z biur turystycznych, mieszkała spokojnie na Cyprze wraz ze swoim syryjskim mężem Mustafą. Kiedy stosunki w małżeństwie się zepsuły, po rozwodzie ich córka May przyznana została Louise, ale Mustafa nie pogodził sie z tym, było to bowiem niezgodne z zasadami panującymi w świecie islamu. Postanowił więc porwać swoją córkę podczas jednego z przyznanych przez sąd widzeń.
    Louise wyrusza z siostrą przez Turcję w kierunku Syrii z zamiarem odzyskania córki. Wszystko dzieje się w czasie, kiedy w Syrii wybuchła już wojna domowa.

    Trzymająca w napięciu książka opowiada o niezwykłych, trudnych przeżyciach Louise w drodze do Syrii i z powrotem, o pomocy, jaką otrzymała od obcych ludzi i czyhających wokół niebezpieczeństwach wojny i obcej kultury.




    "Historia kotem się toczy" Renata L. Górska, Replika, 26 listopad 2013

     Ada Gawron nigdy nie marzyła o życiu w małej mieścinie, na dodatek pod jednym dachem z teściową.
    Byłą teściową.
    A jednak rok spędzony w Kasztelowie zmieni w jej życiu dosłownie wszystko...

    Naciskana przez córki-bliźniaczki Ada zobowiązuje się zająć przez rok – i ani dnia dłużej! – ich babcią Janiną, z którą nigdy nie miała dobrych relacji. Życie na prowincji, na pozór spokojne i monotonne, nie będzie dla Ady wyłącznie sielanką, bo choć wypadek osłabił nieco żywotność staruszki, nie przytępił jej ostrego języka. Dodatkowo po Kasztelowie grasuje złoczyńca. Czy jest nim odludek spod lasu, którego dom Ada widzi z okna poddasza? Z intrygującym mężczyzną zetknie się za sprawą kota, mającego niemały udział w tej historii.

    Powoli Ada odnajduje swoje miejsce w Kasztelowie, poznając coraz to nowych ludzi i zmieniając swoje nastawienie do życia z dala od wielkiego miasta. Czy tu, w miasteczku, gdzie czas w cieniu starego zamku płynie inaczej, odnajdzie wreszcie dawno zagubione szczęście? I jaką rolę w tych poszukiwaniach odegra tajemniczy kot?




    A na koniec zapraszam do mini zabawy :) 
      
    Jestem ogromnie ciekawa co widzicie ze swojego okna. Zdjęcia wysyłajcie na adres mail: aleksnadra@interia.eu  do 20 listopada. W mailu podajcie koniecznie swoje imię, miejscowość i wyraźcie zgodę na publikację zdjęcia i załączonych danych osobowych :) Fotki utworzą specjalny post, a wśród uczestników rozlosuję niespodziankową nagrodę książkową :))))) Czy są chętni? Zapraszam :)





      
    Czytaj dalej...
    Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka