Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Mściwe trio

Książki z serii Leniwa Niedziela wydawnictwa Świat Książki dają możliwość wypoczynku, relaksu, złapania drugiego oddechu z typowo kobiecą powieścią w ręku. Nurzają w obcym a mimo to dobrze znanym świecie, pobudzają emocje, skłaniają do uśmiechu, ale i popychają do refleksji.

Spotkanie klasowe z okazji dwudziestopięciolecia matury jest dobrą okazją do wszelakich podsumowań. Evi, Beatrice i Katharina kiedyś najlepsze przyjaciółki, mają zamiar porównać własne osiągnięcia z sukcesami swoich kolegów i koleżanek. Niczym na targu próżności przechwalają się zachowaną urodą, stanem kont, karierą zawodową, partnerami, dziećmi. Dopiero szampan, a dokładniej kilka butelek szampana zrywa kurtynę niedomówień i ukazuje prawdziwe oblicze oraz życie czterdziestokilkulatek. Okazuje się, że dawne przyjaciółki są tłamszone, oszukiwane i wykorzystywane przez mężczyzn. Tak dłużej być nie może! Evi, Beatrice i Katharina postanawiają odnowić przyjaźń i poprzysięgają zemstę swym ciemiężycielom.

Zacznę od bohaterek, które choć charakterne i wyraziste nie zdobyły mojej sympatii. Z początku krzykliwie, z jarmarczną butą czyli ostentacyjnie próbują wzbudzić zainteresowanie, są wyzywające i ze wzgardą traktują wszystkich naokoło. Beatrice oraz Katharina osiągnęły sukces zawodowy i to daje im możliwość wywyższać się, obnosić swoją zaradnością. Do szału doprowadzały mnie angielskie zwroty i wtrącenia cytowane przez Beatrice- wrrr...Również Evi, choć najmniej kontrowersyjna nie wzbudza zachwytu. Zakompleksiona i wtłoczona w rolę, której nie miała zamiaru grać. Dopiero kiedy opadły maski i ukazały swoją prawdziwą twarz, przestały tak strasznie irytować. Męskie postacie sztampowe i bazujące na stereotypach.

Zemsta jaką poprzysięgły przyjaciółki na swoich partnerach- niewiernych oszustach jest dość spektakularna i mocno bijąca w męską dumę. Jednak plan, który opracowują i przeprowadzają jest możliwy i prawdopodobny chyba jedynie w literaturze lub filmie. W sumie nie przeszkadzało mi to tak bardzo gdyż autorka zadbała by wszystkie etapy działań były ze sobą spójne, wytłumaczalne oraz wniosły dozę tajemnicy, sensacji, zaskoczenia i dramatycznych zwrotów akcji.

Dużym plusem jest poczucie humoru Ellen Berg. Autorka podsuwa swoim bohaterkom rekwizyty, narzędzia i sytuacje, które pobudzają do śmiechu. Bo czy trzy czterdziestokilkulatki uciekające przed policją w negliżu na zepsutym rowerze i hulajnodze bądź skaczące przez płoty dzielące ogródki, nie brzmi śmiesznie?

Tak jak i w każdej książce z serii Leniwa Niedziela tak i w tej znalazłam temat pod zadumę i dyskusję. A mianowicie: kobiety, które wchodząc w związek pozwalają odebrać sobie poczucie własnej wartości, które pozwalają sobą kierować, które przez lata przywdziewają maski i już nie potrafią w lustrze rozpoznać własnej twarzy. "Pomimo emancypacji kobietom nadal nie jest łatwo. Zwłaszcza tym opuszczonym, zdradzonym i szykanowanym."

"Słodka zemsta" wprowadziła mnie w przyjemny nastrój i dała poczucie relaksu, mimo iż nie zachwyciła bohaterami. To miła lektura nie tylko na leniwą niedzielę :)




Ellen Berg "Słodka zemsta", tł. Ryszard Turczyn, Świat Książki, Warszawa 2014



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Katarzyny reprezentującej wydawnictwo Świat Książki :)))) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Lato bez mężczyzn

"Lato bez mężczyzn" dostałam w prezencie. Kompletnie zaskoczyła mnie ta dwustustronicowa publikacja. Oczekiwałam lekkiej, letniej, satyrycznej historyjki, a otrzymałam refleksyjną epicko- liryczną opowieść o definiowaniu siebie poprzez pryzmat rodzicielstwa, przyjaźni, miłości, porzucenia, samotności, sekretów.

"Percepcja obciążona jest widocznymi różnicami, światłem i cieniem, masą obiektów i ciałami w ruchu, lecz zawsze istnieją także niewidzialne różnice i podobieństwa, idee wyznaczające tor, separujące, izolujące, identyfikujące."




Mia Fredrickson porzucona przez męża, musi na nowo odbudować swój świat. Nie może tego zrobić we własnym mieszkaniu gdyż tam wszystko przypomina jej o zdradzie. Wyjeżdża do rodzinnego miasteczka w Minnesocie gdzie zostaje wciągnięta w lokalne życie jego mieszkańców. Z początku bez zaangażowania, a z czasem całą sobą angażuje się w problemy przyjaciółek swojej matki, najbliższej sąsiadki czy uczennic warsztatów poezji.

"Lato bez mężczyzn" to poetycka, pisana pięknymi słowami próba uporządkowania i odnalezienia się w świecie pełnym skrajności, histerii, nienawiści, agresji, szaleństwa. Siri Hustvedt jest doskonałym obserwatorem, a jej analiza zachowań, charakterologii jest niezwykle trafna i zapadająca w pamięć. Między innymi, rozpatruje różnice i podobieństwa pomiędzy mężczyznami i kobietami, i choć dobrze wiemy że największe różnice znajdziemy na poziomie emocjonalnym, to autorka doskonale potrafi przeprowadzić przez swój proces dedukcji, uzasadnić i przekonać do własnego punktu widzenia.

Książka momentami wydaje się sucha, rzeczowa, sterylna ale nikt nie jest w stanie zatrzymać myśli i emocji kłębiących się, walczących w mojej głowie i sercu. Mam takie wrażenie, że książka jest kamieniem rzuconym na gładką powierzchnię oceanu wywołującą rosnącą falę wrażeń.
"Lato bez mężczyzn" to wymagająca lektura ale każdy odkryje w niej coś innego, coś istotnego dla siebie.



Siri Hustvedt "Lato bez mężczyzn", tł. Joanna Hryniewska, Świat Książki, Warszawa 2014



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Katarzyny reprezentującej wydawnictwo Świat Książki :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)





Czytaj dalej...

Rozejm czy zawieszenie broni?

"Zmierzenie się z naszymi lękami, trupami, które ukrywamy w szafie, i błędami, które popełniliśmy- jest naprawdę ważne, jeżeli chcemy odnaleźć i zaakceptować samych siebie."

"Gdy budzi się dusza" to już trzecie i ostatnie zaproszenie do uczestniczenia w życiu i wyborach Hannah Lapp, Amiszki odrzuconej i wykluczonej ze swojej wspólnoty.

Histeryczny telefon od Sarah wywołuje wiele emocji i wiele zamieszania. Jednak Hannah wie, że nie może go zignorować. I chociaż pełna obaw i niechęci, wyrusza w drogę do Owl's Perch, do swojego rodzinnego domu. Na miejscu musi się zmierzyć nie tylko z tragedią, która dotknęła wspólnotę ale pokonać uprzedzenia jej mieszkańców i przede wszystkim swojego ojca, jak i stanąć twarzą w twarz ze swoją wielką choć nie spełnioną miłością- Paulem. Wydawałoby się, że miesiące rozłąki, nowe drogi, przyzwyczajenia, zadania i zobowiązania zmieniły uczucia pomiędzy tym dwojgiem, ale nie, one cichutko tuż na dnie serca czekały przyczajone na odpowiednią chwilę. Wspólna sprawa, konfrontacja i opieka nad Sarah staje się punktem zwrotnym w ich życiu. Staną przed trudnym wyborem: obowiązek czy szczęście.

Cindy Woodsmall tak jak i w poprzednich częściach angażuje czytelnika w sprawy kilku postaci: Hannah, Sarah, Luke, Mary, Matthew, Poula, Martina, Elle, zatem fabuła jest prowadzona z kilku perspektyw. Zagłębiamy się w nowe życie Hannah wśród Englischerów (ktoś, kto nie jest Amiszem), jej trudy z przystosowaniem się do życia pełnego pokus i udogodnień cywilizacyjnych, których do tej pory nie znała. Musi również pogodzić przyszły obraz swojego życia z wyobrażeniem o nim swojego nowego partnera, Martina- zderzenie dwóch skrajnie różnych światów- co wzbudza wiele emocji zarówno u bohaterów jak i czytelnika.
Codzienność Paula jest naznaczona smutkiem. Próbuje pogodzić się z odejściem Hannah i na nowo ułożyć swoje życie. Doskonale odnajduje się w niesieniu pomocy innym, słabszym, chorym. Jest wybitnym terapeutą w ośrodku Lepsza Droga. Powrót Hannah burzy jego trudno wypracowany spokój. Luke i Mary są młodym, kochającym się małżeństwem i spodziewają się dziecka. Ale nawet oni nie mają prostego życia. Mary skrywa sekret, który może kosztować ją życie. Nie ma komu wyjawić swojej tajemnicy i zwierzyć się ze swoich obaw. Ufa jedynie Hannah. Matthew świat wali się na głowę. W pożarze traci swój sklep, zdrowie i ukochanego brata. Nie potrafi poradzić sobie z tą stratą, a jednocześnie musi podjąć ważne decyzje dotyczące swojej przyszłości.

Jak już pewnie zdążyliście zauważyć wszystkie wątki niczym klamrą spina Hannah. Chociaż wykluczona ze swojego społeczeństwa, to w dalszym ciągu odgrywa w nim dużą rolę. Kontrowersje wokół jej wypadku, gwałtu, ciąży podzieliły członków wspólnoty. Niestety system patriarchalny dominujący we wspólnotach Amiszów nie daje wiele możliwości dialogu i rozwiązania spornych kwestii przyznających rację kobietom. To one z reguły są obciążane konsekwencjami za grzechy mężczyzn. Tak było i w przypadku Hannah. To na nią zrzucili winę za gwałt, za swoją hańbę. I to właśnie ta bulwersująca niesprawiedliwość musi być zadośćuczyniona. Czy tak się stanie? Odsyłam do lektury książki "Gdy budzi się dusza".

Cindy Woodsmall dość wnikliwie poznała życie Amiszów podczas przygotowywania filmu dokumentalnego dla "National Geographic" oraz prywatnych kontaktów i przyjaźni z Amiszami. Tę wiedzę doskonale można wyczuć w całym tekście. Dzięki temu czytelnik może zrozumieć zachowanie, obawy i brak zaufania Amiszów do lekarzy, medycyny, Englischerów, obcych. I tak jak doskonale odebrałam kobiety i młodzież tak mężczyźni tzw. starszyzna doprowadzała mnie do szału. Ciągła kontrola i manipulacja, popychanie w określonym kierunku byłaby dla mnie nie do zniesienia.

Trylogię Cindy Woodsmall polecam szczególnie tym, których interesuje życie i codzienność Amiszów.  Nie rozczarują się również Ci, którzy lubią czytać o trudnych wyborach, mierzeniu się z własnymi traumami, ludzkiej niesprawiedliwości, zderzeniu światów i wynikających z tego komplikacji oraz o odkrywaniu i akceptowaniu siebie, znajdowaniu swojego miejsca na ziemi.




Cindy Woodsmall "Gdy budzi się dusza", tł. Maria Zawadzka, WAM, Kraków 2014


1. "Kiedy serce płacze"- recenzja
2. "Gdy nadchodzi świt"- recenzja
3. "Gdy budzi się dusza" 




Za książkę bardzo dziękuję Panu Łukaszowi reprezentującemu wydawnictwo WAM :)) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Co będę czytać w najbliższym czasie...czyli stosik :)

Oto kolejne nowości na mojej półce :)


plus e- book od autora:


skoro i tak już się chwalę to wyjawię Wam, że czekam na bardzo, bardzo ważną dla mnie przesyłkę. Będzie w niej książka, która porządnie mną wstrząśnie :)

 Ufając recenzjom autor ma niezwykłą zdolność snucia przerażających wizji. Sugestywny i niesamowicie plastyczny język to coś co w literaturze grozy uwielbiam :)))













Czytaj dalej...

Miłość i wojna

Miłość i wojna, obrazy tak kontrastowe ale jakże bliskie ludziom, którym przyszło żyć w czasach niepokoju i latach nienawiści. I wojna światowa, bo na niej opiera się powieść "Ptasi śpiew" to jeden z największych i najkrwawszych konfliktów zbrojnych XX wieku. Na frontach poległo wiele tysięcy żołnierzy, a ci co wrócili, złamani psychicznie, umierali po trochu każdego dnia nękani wizjami rozszarpywanych ciał swoich przyjaciół. Sebastian Faulks zabiera nas w podróż w przeszłość, uświadamia w jakim stopniu wojna wpływa na człowieka, jakie sieje spustoszenie i jaki ma wpływ na następne pokolenia.

Amiens, rok 1910. Młody Anglik Stephen Wraysford zatrudniony w londyńskiej firmie tekstylnej zostaje oddelegowany do Francji, do fabryki Rene Azaire'a by tam obserwować proces produkcji materiałów. W domu przemysłowca, w którym się zatrzymuje, poznaje jego żonę Isabelle. Kobieta od pierwszej chwili wzbudza w nim namiętność, a jak się później okazuje, wzajemną. Stephena i Isabelle łączy płomienny romans. Grzeszne uczucie dość szybko wychodzi na jaw, a młodzi kochankowie uciekają. Szczęście tych dwojga nie trwa długo. Isabelle bez słowa opuszcza Stephena i szuka schronienia u swojej siostry.

Flandria, rok 1916. Porucznik Stephen Wraysford na froncie zachodnim walczy z nieprzyjacielem. Otrzymuje rozkaz dołączenia do oddziału "tunelarzy" podkładających miny pod umocnieniami wroga. Wojna, doświadczenia, śmierć zmienia Stephena w zgorzkniałego samotnika. Przy życiu trzymają go jedynie wspomnienia o Isabelle.

Londyn, rok 1978. Elisabeth Benson odkrywa na strychu rodzinnego domu mundur, dokumenty i zaszyfrowany notes należący do jej dziadka. Nigdy go nie poznała, a jego życie było tematem tabu. Chce poznać tę tajemniczą postać, próbuje rozszyfrować dziennik.

Akcja powieści rozgrywa się na trzech płaszczyznach czasowych, ale każdą z nich podpiera niczym filar postać Stephena Wraysforda. Najpierw jesteśmy świadkami słodko- gorzkiego romansu, który w dalszej części jest kołem ratunkowym dla żołnierza tkwiącego w okopach krwawego konfliktu, gdzie z godziny na godzinę powiększa się liczba ofiar, gdzie życie staje się dobrem luksusowym. Historia Elisabeth staje się klamrą spinającą całość, sensownym i oczekiwanym dopełnieniem, wyjaśnieniem. Jej postać ma wymuszać pytania co było dalej.

Plastyczny język powieści doskonale oddziałuje na wyobraźnię i emocje czytelnika. W pierwszej części spokojnie i sielsko rozrysowuje życie na prowincji. Drobiazgowo opisuje każdy detal otoczenia bohaterów dając wrażenie obecności w opisywanych wydarzeniach i jeszcze dogłębniejszego jej przeżywania. Autor chciał otrzymać efekt społecznej i erotycznej klaustrofobii. Moim zdaniem to się udało- atmosfera w domu Rene Azaire'a jest gęsta, duszna, przytłaczająca, pełna niedomówień, zazdrości, niespełnionych oczekiwań i tłumionych namiętności. Zupełnym przeciwieństwem natomiast jest narracja w części wojennej. Agresywna, dynamiczna, jednoznaczna, dosłowna, a obraz wojny, nieszczęścia, śmierci czyni jeszcze bardziej przygnębiającym. Obraz wojny, brutalny, poszarpany serią kaemów, wypełniony okaleczonymi ciałami, spływający krwią walczących żołnierzy, rozbrzmiewający świszczącymi kulami artylerii, jękami rannych i nieżyczliwymi głosami nieprzyjaciela.

Bohaterami "Ptasiego śpiewu" są zwykli ludzie ze zwykłymi słabościami i zwykłymi namiętnościami. Autor najwięcej miejsca poświęca Stephenowi bo to on jest myślą przewodnią, filarem powieści i symbolem heroizmu, bohaterstwa, przemian. Wojna zmienia Stephena z niedoświadczonego, pełnego ideałów młodzika w mężczyznę znającego wartość życia, ale złamanego psychicznie. Okopy, okrucieństwo, bezsensowna śmierć tysięcy młodych ludzi zmienia jego światopogląd, hierarchię wartości i przynależność do świata po wojnie. Nie umie odnaleźć się i dostosować do nowej rzeczywistości, nie potrafi nawiązywać zdrowych relacji międzyludzkich i żyć, po prostu żyć.

"Ptasi śpiew" Sebastiana Faulksa to powieść wybitna z hipnotyzującym wątkiem niespełnionej miłości i okrucieństwie wojny.  Z ogromnym realizmem przedstawia świat ludzi zmuszonych walczyć o wolność i nie umiejących sobie potem radzić w odzyskanym wolnym świecie.




Recenzja napisana dla serwisu DużeKa. Pani Kasi i wydawnictwu Zysk i s-ka dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :)))






Czytaj dalej...

Tajemnica Filomeny

Instytucjonalność Kościoła w Irlandii lat pięćdziesiątych poraża hipokryzją oraz wzrusza dramatami tysięcy samotnych, nastoletnich matek i ich dzieci.

Rok 1952, Irlandia. Dziewiętnastoletnia Filomena Lee jest kobietą upadłą, zaszła w ciążę nie będąc mężatką. Rodzina wysyła ją do klasztoru Sean RossAbbey w Roscrea, gdzie rodzi synka. Filomena ma szansę opiekować się nim przez trzy lata. Potem zostaje jej brutalnie odebrany i przeznaczony do adopcji zagranicznej.
Adopcyjni rodzice wywieźli chłopca do Ameryki, wtłoczyli w nieznany świat, nadali nowe imię- Michael i kazali mu być szczęśliwym. Na szczęście dobrze wykorzystuje daną szansę i jako dorosły mężczyzna staje się wpływowym, czołowym prawnikiem w strukturach Partii Republikańskiej za czasów administracji George'a Busha Seniora. Tylko skrywana tajemnica nie pozwala mu cieszyć się pełnią życia. Michael jest homoseksualistą. Napiętnowanie, zmagania z nową, niezbadaną, śmiertelną chorobą- AIDS i strach przed śmiercią sprawia, że zaczyna poszukiwać swoich korzeni, swojej biologicznej matki. Czy zdąży spojrzeć jej w oczy i zapytać o powód porzucenia?


Kilkukrotnie miałam okazję czytać świadectwa o okrucieństwie Kościoła w Irlandii i jego przedstawicieli wobec sierot. Za sprawą "Tajemnicy Filomeny" autorstwa Martina Sixsmith'a miałam poznać historię nastolatek zmuszonych do ukrywania dowodu swojej hańby, porodu w prowizorycznych warunkach, niewolniczej pracy i zrzeczenia się praw do własnego dziecka. Żadna z kobiet- grzesznic przebywających w klasztorze nie miała prawa zatrzymać swojego maleństwa. Ostracyzm Kościoła i całego społeczeństwa nie dawał jej szans na godne życie. Dla samotnych matek nie było pracy ani żadnej pomocy ze strony państwa. Urzędnicy "umywali ręce" skazując te kobiety na zakonnice, kościelnych dygnitarzy, klasztory i przytułki z piekła rodem, które pod płaszczykiem podszytym hipokryzją, dobrze spełnionego obowiązku, bożych przykazań, miłosierdzia sprzedawali noworodki bogatym rodzinom, najczęściej z Ameryki. Podczas procesu adopcyjnego nie zważano na przyszłe warunki, w jakich miało wychowywać się dziecko, ważne były pieniądze, nieopodatkowany zysk i trzymanie w garści, w ryzach wszystkich wiernych.
Choć obraz irlandzkiego Kościoła lat pięćdziesiątych jest odmalowana w ciemnych barwach, to sama książka nie ma wydźwięku antykatolickiej, antykościelnej. W realistycznych proporcjach przedstawia ówczesne błędy podziału władzy, systemu adopcyjnego czy nadmiernego zaufania.

Martin Sixsmith z subtelnością, delikatnością i wyrazistością jednocześnie wskazuje emocje uczestników tego dramatu. Filomena obrazuje cierpienie nastolatki, która nie do końca rozumie grzech, jakiego się dopuściła i rozdzierający ból matki, której zostało odebrane ukochane dziecko. Michael to portret chłopca, któremu doskwiera permanentny strach przed odrzuceniem i mężczyzny bojącego się angażować w związki, któremu brak poczucia własnej wartości wynikającej z nieznajomości własnej tożsamości.

Z okładki krzyczy do czytelnika zdanie: "Niezwykła opowieść o nadzwyczajnej kobiecie!". Co nie do końca jest prawdą. Książka jest zdominowana przez postać Michaela. To jego życie poznajemy z drobiazgową szczegółowością. To jemu towarzyszymy przez dzieciństwo, młodość, dojrzałość. Uczestniczymy w jego wyborach, kształtowaniu osobowości, karierze zawodowej, wyborze partnera czy zmiany osobowości i światopoglądu. Obserwujemy również jego postawę wobec rodziny, miłości, świata.

Obok nielegalnych adopcji, ważnym wątkiem poruszonym przez Martina Sixsmith' a jest homoseksualizm. W latach osiemdziesiątych odmienna orientacja seksualna była uznawana za chorobę, dewiację piętnowaną z ambon Kościołów i niezauważaną, pomijaną w kwestiach polityczno- społecznych. Największy konflikt pomiędzy środowiskiem gejowskim a politykami powstał wraz z pojawieniem się AIDS. Państwo blokowało badania naukowe nad chorobą i skutecznym lekarstwem, skazując tym samym tysiące homoseksualistów na śmierć. Życiorys Michaela ma wiele wspólnego z Andrew Beckett'em,  bohaterem filmu "Filadelfia". Znajomość tego obrazu pozwoliła mi głębiej przeżyć i doświadczyć emocje, obawy i strach Michaela oraz zrozumieć bigoterię ludzi i czasów, w którym przyszło mu żyć.

"Tajemnica Filomeny" porusza emocje i skłania do zadumy nad tym, jak pieniądze rządzą życiem i jaką mogą przynieść krzywdę najkruchszemu ogniwu społeczeństwa.



     
Martin Sixsmith "Tajemnica Filomeny", tł. Magdalena Rychlik, Prószyński i s-ka, Warszawa 2014




Recenzja napisana dla serwisu Dlalejdis, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :)))



Czytaj dalej...

TaniaKsiazka.pl zachęca społeczeństwo do czytania książek.

Jak zachęcić do czytania książek? Księgarnia  TaniaKsiazka.pl odpowiada!

Księgarnia TaniaKsiazka.pl od pewnego czasu zaczęła coraz aktywniej zachęcać społeczeństwo do czytania książek. W ramach kampanii “Czytanie to nie hobby, to styl życia!” TaniaKsiazka.pl zaprojektowała, zrealizowała i wprowadziła do sprzedaży własne zakładki magnetyczne, koszulki oraz serię vlepek. Każdy gadżet księgarni posiada stworzoną specjalnie na potrzeby projektu, oryginalną grafikę oraz jedyny w swoim rodzaju opis.    Według raportu Biblioteki Narodowej, biorąc pod uwagę statystyki czytelnictwa Polaków z lat 2002­- 2012, liczba osób, którym książka jest zupełnie obca wzrosła o ponad 16%, przekraczając niechlubny pułap 60%. Natomiast liczba osób regularnie sięgających po książkę (7 lub więcej przeczytanych książek w ciągu roku) spadła aż o połowę, utrzymując się obecnie w granicach 11%. W związku z mocno przeciętną liczbą osób czytających książki w Polsce, księgarnia  TaniaKsiazka.pl postanowiła podjąć pewne kroki, które mają na celu zachęcenie społeczeństwa  do sięgnięcia po lekturę. W szeregach księgarni padło pytanie “Jak zachęcić rodaków do czytania książek?”, po czym zebrano wszystkie pomysły i po pewnym czasie postanowiono urzeczywistnić kilka z nich w postaci gadżetów z jasnym przekazem. Każda z realizacji jest formą niecodziennego sposobu komunikacji ze społeczeństwem, która ma na celu rozsiewanie         bakcyla książkowego oraz przekonanie Polaków, iż warto czytać książki. Krótka charakterystyka realizacji:    


1. TanioKsiążkowa koszulka. Koszulki posiadają na froncie klimatyczną grafikę, przedstawiającą człowieka w masce gazowej, który pomimo ciężkich warunków, w jakich się znajduje, odnalazł w sobie chęć do sięgnięcia po książkę. Pod grafiką widnieje hasło “Czytanie to nie hobby, to styl     życia!”, które jest dopasowanym do grafiki motywem przewodnim T-­shirtu. Koszulki są dostępne w wersji damskiej (w rozmiarach S, M, L, XL) oraz męskiej (w rozmiarach S, M, L, XL, XXL).     




2. TanioKsiążkowe Vlepki (naklejki) Seria 10 vlepek (naklejek) o rozmiarze 7x7 cm ­ Każda wersja posiada odrębną grafikę oraz inny przekaz (między innymi: Walcz ze złem. Czytaj książki!; Czytanie jest sexy!; Czytanie poszerza horyzonty!). Vlepki są dostępne na stronie księgarni w dwóch pakietach – Mega pakiet 50 sztuk (po 5 sztuk vlepek każdego rodzaju) oraz Pakiet 20 sztuk (po 2 sztuki vlepek każdego rodzaju).    






3. TanioKsiążkowa Zakładka Magnetyczna Zakładka magnetyczna jest alternatywą do tradycyjnej, papierowej zakładki do książki. Zaznaczając miejsce, w którym zakończyliśmy czytać, mamy pewność, iż zakładka nie wypadnie z książki, gdyż odróżnieniu od zwykłej zakładki, kurczowo trzyma się             zaznaczonej strony. Na zakładce widnieje logo księgarni TaniaKsiazka.pl oraz cytat autorstwa popularnego hiszpańskiego pisarza o treści “Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie.”. 




 Realizacje można znaleźć na stronie księgarni www.taniaksiazka.pl/polecamy-tanioksiazkowe-gadzety-c-599_10314.html.





Czytaj dalej...

Powrót Bridget Jones

W 1998 roku z czeluści kreatywnego umysłu Helen Fielding narodziła się Bridget Jones-  niepozorna, trochę niezdarna, wiecznie poszukująca miłości idealnej i dążąca do perfekcji trzydziestolatka. Najpierw na jej punkcie oszaleli Londyńczycy, a po nich cały świat. Dziś to już postać kultowa, a "Dziennik Bridget Jones" i "Bridget Jones: W pogoni za rozumem" sprzedały się w miliardach egzemplarzy i zostały przetłumaczone na kilkanaście języków. Do tej zbiorowej histerii na punkcie Bridget przyczyniła się także ekranizacja obu tomów, z rewelacyjną Renée Zellweger w roli tytułowej. Nie powiem, ja też jestem jej wielką, wierną fanką i z zachwytem przyjęłam wiadomość o kontynuacji serii. Długo przyszło na nią czekać bo ponad dziesięć lat. Czy było warto? Spróbuję być obiektywna, ale niczego nie obiecuję.

Bridget Jones jest wdową z dwójką małych dzieci. Ciężko przeżywa żałobę, umartwia i poświęca się wyłącznie opiece nad potomstwem. Przyjaciele nie mogą znieść jej cierpienia dlatego próbują na nowo przywrócić ją życiu, rozrywkowemu życiu i znaleźć jej męskiego pocieszyciela. Bridget ulega namowom i jak zwykle kumuluje wpadki, gafy i kłopoty.

Narracja jest utrzymana w stylu swoich poprzedniczek, czyli pisana w formie pamiętnika. Każdy dzień, każdy rozdział jest poprzedzony króciutką statystyką co ważniejszych i liczących się wydarzeń w życiu Bridget, tj. waga, kalorie, alkohol, mężczyźni.
Charakterologia postaci niczym nie różni się od tego co już znamy czyli neurotyczni przyjaciele, uzależniony od używek Daniel, nadopiekuńcza i wiecznie krytykująca matka oraz infantylna Bridget. Zupełnie nie odczuwa się tych dziesięciu lat, które dzielą dwie ostatnie części trylogii. Z jednej strony ta ciągłość cieszy serce ale z drugiej odbiera odrobinę wiarygodność tytułowej bohaterki. Rozumiem roztrzepanie, umiejętność przyciągania niefortunnych zdarzeń czy nawet tę rozczulającą naiwność w ciele trzydzistoletniej kobiety. Te same, a nawet pogłębione cechy u pięćdziesięciolatki wywołują kpiący uśmieszek niedowierzania. Liczyłam na to, że Bridget u boku Marka wreszcie się ogarnie. Choć jest fajna i zaangażowaną mamą, to niestety poziomem emocjonalno- egzystencjonalnym przypomina swoje dzieci, pięcioletnią Mabel i siedmioletniego Billy' ego. Nie przeszkadza to jednak zupełnie zaśmiewać się z codziennych, nawet wielodziennych wpadek Bridget, a jej wiek przestaje mieć znaczenie, a wręcz zapomina się o nim. Uwielbiam w Bridget to, że im bardziej jej się nie udaje, tym bardziej jest zdeterminowana.

źródło

Helen Fielding konfrontuje Bridget z nowinkami technologiczno- społecznymi, a to zderzenie światów doprowadza do wielu przezabawnych gagów, np. próbuje założyć konta na portalach społecznościowych tudzież randkowych i z ogromną zaciętością walczy o fanów, sparing z elektrycznym sprzętem domowym kończy się wynikiem 1:0 dla sprzętów czy udoskonala parkowanie Brailem.
To wszystko nic w porównaniu z pogonią Bridget za miłością. Jak zwykle angażuje się całą sobą i zachłannie czepia się ułudy szczęścia.


Oprócz rozrywkowego charakteru, powieść niesie za sobą ważną refleksję. Obojętnie w jakiej sytuacji się znajdujesz, zasługujesz na szczęście i możesz, ba musisz cieszyć się życiem. Światem rządzą stereotypy, które warto łamać każdego dnia i uświadamiać społeczeństwo, że nikt  nie ma określonej i tylko raz przypisanej roli do odegrania. Kobiety nie są tylko matkami, wdowy nie muszą żyć samotnie, a pięćdziesięciolatkowie nie są tylko staruszkami.

"Bridget Jones: Szalejąc za facetem" to fantastyczny "odmóżdżacz" zmuszający do niekontrolowanych wybuchów śmiechu. Cieszę się, ze miałam okazję po raz kolejny spotkać się z moją idolką. Czuję się zrelaksowana, odprężona i gotowa mierzyć się z życiem na poważnie :)

źródło




Recenzja napisana dla serwisu DużeKa. Pani Kasi i wydawnictwu Zysk i s- ka dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :))))





oraz



Zdrowych, Pogodnych Świąt Wielkanocnych
pełnych wiary, nadziei i miłości.
Radosnego, wiosennego nastroju,
serdecznych spotkań w gronie
rodziny i wśród przyjaciół
oraz wesołego Alleluja!



Czytaj dalej...

Kraina Smoków

Chiny od dawien dawna zajmują bardzo dużo miejsca w moim sercu i umyśle. Uwielbiam powieści osadzone w orientalnym klimacie wschodu, ale z największym zainteresowaniem sięgam po literaturę faktu dotyczącą obyczajowości, mentalności, kultury Krainy Smoków w historii, jak i współcześnie. W tej chwili nie stać mnie na podróż do Chin, dlatego palcem po mapie, z otwartą głową i wyobraźnią podążyłam za Małgorzatą Błońską.

Książka "Pistacja w Krainie Smoków. Chiny inaczej" została napisana na podstawie reportaży radiowych emitowanych w Regionalnej Rozgłośni Polskiego Radia w Opolu, przy współpracy wielokrotnie nagradzanego reportażysty radiowego Adriana Chimiaka. Jest ona zapisem wrażeń, emocji, doświadczeń, obserwacji młodej Polki, która złączyła swoje życie z dalekim egzotycznym, orientalnym krajem, Chinami, z Pekinem.  Jej słowa, opinie są dla mnie wiążące i autorytatywne gdyż od pięciu lat, codziennie przebywa z Chińczykami, bawi się i pracuje z nimi. Kto jak nie Małgorzata Błońska może wiedzieć więcej?

Pewnie chcielibyście wiedzieć skąd wzięła się Pistacja. Chętnie zacytuję Wam słowa autorki, która sama doskonale wyjaśni pochodzenie tego uroczego pseudonimu: "Ha, ha, ha! Sprawiasz, że mam w brzuchu zakwasy ze śmiechu- powiedziała moja studentka Liao. No tak. Ja sama uwielbiam się śmiać i tak to się jakoś dzieje, że sprawia mi przyjemność wywoływanie śmiechu u innych.
- Jesteś moim Kaixinguo- powiedziała, ocierając łzę śmiechu,która pojawiła się w kąciku prawego oka- Ale zapomniałam jak to się mówi po angielsku.
- Kaixin oznacza szczęście, guo to owoc, ale co to razem znaczy po chińsku, nie mam pojęcia- odpowiedziałam.
- No wiesz, ten...zielony mały orzech...w skorupce.
- Pistacja?- zapytałam niepewnie.
- Tak!!! Jesteś moją pistacją! (...)
- Jeśli nazwiesz kogoś pistacją- mówi Liao- oznacza to, że ta osoba cię uszczęśliwia i sprawia, że się uśmiechasz. "

Małgorzata Błońska vel Pistacja w bardzo ciekawy sposób opisuje to co widzi, słyszy, smakuje, doświadcza. Zdanie, które buduje są przystępne dla każdego. Rozdziały krótkie acz treściwe i są samą esencją tego, co warto wiedzieć o jedzeniu, chińskiej medycynie naturalnej, skandalach, studiowaniu, mitach i religiach,ślubach, rodzinie, wychowaniu dzieci, święcie zmarłych, podróżowaniu, pracy czy ogólnie stylu życia. W odpowiednim momencie czaruje klimatycznym urokiem Chin,jego krajobrazami albo przeraża jego zanieczyszczeniem. Wspomina o cechach łączących nasze narody i zdecydowanie podkreśla różnice. Wychwala smaczne jedzenie ale i szokuje potrawami, które nam wydaje się niejadalne np. myszki trzech krzyków "Cały czas zastanawiałam się, dlaczego te maleństwa nazywa się myszkami trzech krzyków. Znajomi powiedzieli, że zrozumiem, gdy tylko zaczniemy jeść. Otóż, myszki są wciąż żywe, więc pierwszy krzyk wydają, gdy łapie się je pałeczkami z talerza. Drugi, gdy macza w sosie sojowym, a trzeci, gdy się je gryzie..." Brrr... "Chiny są miejscem , gdzie nie ma rzeczy niejadalnych. To, co my nazywamy robactwem, dla Chińczyków jest smakołykiem. To, co my dajemy do jedzenia psom i kotom- tu uchodzi za rarytas."
Pistacja doskonale również łamie stereotypy i demaskuje propagandę, które przypisuje Chinom cały zachodni świat.

Pekin jak każde światowe miasto jest pełne kontrastów, gdzie piękno miesza się z brzydotą, bogactwo z biedotą, nowoczesność z tradycją. To co wyróżnia je na tle innych to wyjątkowy optymizm, życzliwość i szacunek dla innych reprezentowany przez Chińczyków. Są zawsze uśmiechnięci, pomocni, a na ulicach czy barach rzadko zdarzają się bójki czy kłótnie. Poczucie bezpieczeństwa: bezcenne, a w Chinach nie musisz niczego się obawiać :) To co najbardziej mnie urzekło  w stylu bycia mieszkańców Krainy Smoków to: "Chińczycy uwielbiają ruch. W Pekinie znajduje się mnóstwo parków, w których o każdej porze spotyka się osoby ćwiczące tai- chi. Grają też w karty, szachy, koszykówkę i siatkówkę. Moje koleżanki z pracy grają na przerwach w gumę i zośkę. I wcale nie są ode mnie młodsze, kilka z nich jest w wieku moich cioć, a jedna mogłaby być moją babcią." Czyżby został odkryty sekret doskonałej kondycji i długowieczności Chińczyków? Czy to nie wydaje się zbyt banalne, za proste?

Anegdoty i przemyślenia autorki pozwoliły mi poznać Chiny jeszcze bliżej, jeszcze bardziej się nimi zauroczyć. Książkę polecam wszystkim głodnym wiedzy o Państwie Środka, Krainy Smoków  :)))





Małgorzata Błońska, Adrian Chimiak "Pistacja w Krainie Smoków. Chiny inaczej", BIS, Warszawa 2014



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Lidii reprezentującej wydawnictwo BIS :)))) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Słynne niegrzeczne


Czy niegrzeczny- to ktoś, kto celowo zachowuje się niezgodnie z tzw. obowiązującymi normami, a może to szereg niezamierzonych pomyłek i gaf, z których trudno wybrnąć? Czy niegrzeczna rola jest przypisana raz na zawsze, czy istnieje możliwość wyjścia z tej niewygodnej ramy?

Liz Curtis Higgs próbuje rozważyć ten temat na podstawie kobiet z Biblii, do których przylepiła się łatka grzesznej. Jest ich dziesięć, a wachlarz, stopień ich niegrzeczności jest szeroko rozłożony. Na podstawie życiorysów: Ewy, żony Potifara, żony Lota, Samarytanki przy studni, Dalili, Safiry, Rachab, Jezebel, Mikal i jawnogrzesznicy tworzy współczesne opowiadanie, a później szczegółowo objaśnia każde postępowanie w kontekście Biblii, wiary, życia.
Jak zauważyła Liz: "starsi komentatorzy obwiniali za wszystko kobiety i przedstawiali mężczyzn jako bohaterów. Bardziej współcześni za wszystko obwiniają mężczyzn- kobiety opisują jako ofiary, a meżczyzn jako łajdaków. Prawda leży gdzieś pośrodku i to było moim celem- wyważone spojrzenie, pozwalające właściwie ocenić daną bohaterkę."

Z tekstu autorki jednoznacznie wynika, że grzesznice z Biblii możemy podzielić na trzy grupy: zepsute do szpiku kości- żona Potifara, Dalila, Jezebel, które były zadowolone z własnego życia i nie przejawiały chęci zmian, ani odpokutowania własnych win, złe przez chwilę- Ewa, żona Lota, Safira, Mikal- te kobiety popełniły jeden katastrofalny błąd, który wpłynął na resztę ich życia oraz złe przez jakiś czas ale nie na zawsze- Rachab, Samarytanka, jawnogrzesznica one znały swoje grzechy i postanowiły zmienić swoje postępowanie.

Bardzo podobało mi się podsumowanie każdej postaci. Liz Curtis Higgs zadaje celne pytania, z wielkim angażowaniem poszukuje na nie odpowiedzi i wskazuje miejsca, w których warto przystanąć i chwilę podumać. Autorka chce tym samym wywołać reakcję i na poziomie emocjonalnym i intelektualnym. Książka ma być iskrą pod grupowe dyskusje na temat grzechu, przebaczenia, wiary. Nie stara się przy tym kreować na osobę wszystkowiedzącą, z łaską podsuwającą nauki ale z luzem, dowcipem i zmusza do uczestniczenia w odkrywaniu ponadczasowych i uniwersalnych prawd tj: bierzesz odpowiedzialność za własne życie, przeszłość nie przesądza o przyszłości, lepiej jest dawać niz brać, trzeba cenić miłość, ważne są czyny nie słowa. Łatwo zauważyć, że kobiety tamtych czasów i kobiety współczesne mają wiele wspólnego. Łączą je oczekiwania, dążenia i namiętności.
Liz Curtis Higgs udowadnia także, że łatwo jest wejść na drogę grzechu. Nie jest ważne jak długo i jak głęboko tkwisz na drodze błędu, ważniejsza jest gotowość do zmiany swojego życia i udowodnienia tego swoimi poczynaniami. "Trudny początek prowadzi do dobrego końca."

"Niegrzeczne dziewczynki w Biblii" polecam tym, którzy poszukują rady, drogi, gwarancji, że jeszcze nie wszystko stracone i umocnienia w wierze.





Liz Curtis Higgs "Niegrzeczne dziewczynki w Biblii", tł. Anna Buczkowska, Aetos, wyd. II, Wrocław 2014



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Magdaleny reprezentującej wydawnictwo Aetos :)))) Dziękuję za okazane zaufanie :)



Czytaj dalej...

Żądza władzy

Ostatnimi czasy powieść dystopijna stała się niezwykle popularna. Nie wiem jakie jest Wasze zdanie, ale według mnie popyt na takie książki napędza niezaspokojona potrzeba pozytywnych wzorców, zwycięstwa dobra nad złem, współczesnych bohaterów podnoszących świat z ruin czy herosów ratujących niewiniątka od zagłady.
"Mroczne umysły" idealnie wpisuje się w ten trend. Lektura jest tajemnicza, mroczna, niejednoznaczna, a skromni superbohaterowie muszą się wykazać nie lada inteligencją i sprytem by przeżyć i móc ratować innych.

Dzieciaki ze zdolnościami psionicznymi są przerażające, ale jeszcze bardziej przerażające są działania mające na celu ich izolację od "zdrowego" społeczeństwa, zamykanie ich w ośrodkach repatriacyjnych czy więzienie celem kontroli ich umysłów i zachowania.

Amerykańskie dzieci i młodzież dziesiątkuje tajemnicza choroba OMNI- ostra młodzieńcza neurodegeneracja idiopatyczna, która ujawnia się w okresie dojrzewania. Ci, którym udało się przeżyć odkrywają w sobie paranormalne umiejętności: telekineza, władza nad siecią elektryczną, zaglądanie do umysłów, wymazywanie wspomnień. Rząd, społeczeństwo, dorośli, rodzice boją się własnych dzieci i z ulgą przyjmują projekt utworzenia obozów, w których mają być grupowani i leczeni. W zależności od zdolności obozowiczów określa się kolorami: Zielonym, Niebieskim, Żółtym, Pomarańczowym i Czerwonym. Do jednego z takich ośrodków, do Thurmond trafia Ruby- wystraszona dziesięciolatka- Pomarańczowa. Udaje jej się przechytrzyć selekcjonera i zostaje przydzielona do Zielonych. Wkrótce okazuje się , że ta manipulacja ratuje jej życie. Podczas pobytu w obozie musi pilnie strzec swej tajemnicy.

Bohaterami "Mrocznych umysłów" to w większości nastolatkowie Ruby, Zu, Liam, Pulpet, Clancy, którzy muszą zmagać się nie tylko z ogromną traumą, ale i codzienną szkołą przetrwania, której stawką jest życie. Choroba i psioniczne umiejętności naznaczyła ich piętnem, który trudno udźwignąć. Historie rodzinne, relacje z rodzicami nie zawsze były poprawne, a nie wszyscy dorośli stanęli na wysokości zadania. Strach przed nieznanym wymusza sytuacje ekstremalne, gdzie to sami najbliżsi dziecka denuncjują go władzom, skazując na piekło obozów, eksperymentów, śmierci. Tym, którym udało się uciec z tzw. "ośrodków rehabilitacyjnych" nie łatwo się ukrywać. Przetrwanie utrudnia im pogarszająca się sytuacja ekonomiczna Stanów Zjednoczonych- brak jedzenia, leków, pieniędzy, a także wysokie nagrody, które kuszą wszelkiej maści Łowców nagród i specjalne jednostki SSP. Dzieciaki są skazane wyłącznie na siebie. Młodzieńcze ciała skrywające dorosłą duszę szybko zdobywają zaufanie i sympatię czytelnika. Sylwetki bohaterów nie są idealizowane. Każda z postaci skrywa swoje tajemnice i słabości. Nie obca im jest nieśmiałość, skrytość, osamotnienie, niezrozumienie, zazdrość. W rzeczywistości, w której trudno zaufać nieznajomemu, nie tak łatwo o rodzą się przyjaźnie i układy. Nie sposób odróżnić prawdziwe uczucie od tego wywołanego za pomocą paranormalnych umiejętności. Jednak kiedy już zawiązują się sympatie, to warto za nie oddać życie.

Oprócz odwagi, lojalności, bohaterstwa, współzależności, tolerancji i akceptacji Alexandra Bracken porusza temat odwiecznego dążenia jednostki do władzy, kontroli ale też nakreśla warunki i skutki degradacji ludzkiej przyzwoitości oraz uczuć wyższych. Miłość macierzyńska, rodzicielska, empatia i uczciwość zostaje zastąpiona wszechobecną nienawiścią i strachem.
Niepohamowana żądza władzy doprowadza do sytuacji, gdzie tysiące dzieci ginie w imię fałszywej troski o ich zdrowie i dbania o bezpieczeństwo społeczeństwa. Pod płaszczem podszytym hipokryzją skrywają się najniższe, najbrudniejsze ludzkie namiętności.  

"Mroczne umysły" z samego początku przytłacza nagromadzonymi faktami, które  nie sposób zrozumieć od razu. To może odstręczyć od lektury niecierpliwego czytelnika. Jednak jeżeli dasz książce szansę, to gwarantuję że wciągnie Cię w swój nietuzinkowy, niejednoznaczny, mroczny, okrutny i niebezpieczny świat.

Alexandra Bracken potrafi przykuć uwagę, stopniować napięcie, zmieniać niczym w kalejdoskopie losy swoich bohaterów. "Mroczne umysły" zaskakują z kartki na kartkę i przerażają rozwiązaniami i poczynaniami tych, którzy mają wpływ na nasze życie.




Alexandra Bracken "Mroczne umysły", tł. Maria Borzobohata- Sawicka, Otwarte, Kraków 2014





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Moniki reprezentującej wydawnictwo Otwarte :)))) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Niekompetentni szpiedzy

Wywiad, agent wywiadu, oficer wywiadu brzmi dumnie i kojarzy się przede wszystkim z profesjonalizmem, perfekcją, precyzyjnością, sprytem, wyrachowaniem, odpornością na stres i  pokerową twarzą. Szpieg oprócz wybitnej znajomości ludzkiej natury, gotowości na życie na skraju przepaści, wyjątkowej odwagi powinien odznaczać się elokwencją, umiejętnością nawiązywania kontaktów czy odnalezieniem się w trudnych często skrajnych sytuacjach. Tak w skrócie wyłaniają się moje spostrzeżenia i oczekiwania w stosunku do tej specyficznej i elitarnej profesji. Pytanie tylko czy każdy zwerbowany członek wywiadu odpowiada tej charakterystyce? Historia Polski w okresie międzywojennym i Marian Zacharski udowadniają, że nie. Wywiad, "jak każda instytucja ma w swoich szeregach określony procent nieuków, życiowych niedorajd, cwaniaków, erotomanek, karierowiczów. Oni też są, niestety, historią służb specjalnych."

Tytułowa Dama z pieskiem to hrabina Oktawia Wielopolska,która urodziła się w 1908 r. w zamożnej rodzinie właściciela ziemskiego. Przywykła więc do wystawnego życia: "Od wczesnej młodości lubiła towarzystwo mężczyzn i nie miała jakichkolwiek zahamowań. Była osobą otwartą na wszelkie, nawet te najbardziej odważne, męskie propozycje. Szczerze przyznawała, że zarówno propozycje, jak i ich realizacja sprawiały jej wielką przyjemność." Oktawia wbrew woli ojca wyszła za mąż za rozwodnika i hazardzistę hrabiego Wielopolskiego. Jednak nawet zmiana stanu cywilnego nie utemperowała rozrywkowego stylu życia hrabiny. Kobieta lubiła towarzystwo mężczyzn traktując ich jako nietypowe hobby- prowadziła tajny dziennik, w którym skrupulatnie notowała dane swoich wielbicieli oraz ocenę ich seksualnych możliwości i umiejętności. Wielopolscy lubili otaczać się luksusem i szybko zaczęli żyć ponad stan. Długi, dłużnicy ale przede wszystkim ostracyzm społeczny zmusił hrabiostwo do poszukiwania nowych dróg finansowania swoich wydatków, słabości i fanaberii. Zrządzeniem losu i odpowiedzią na ich modlitwy był kontakt z przedstawicielami Polskiego Wywiadu. Tak powstał "salon polityczny", w którym hrabina miała pozyskiwać od goszczących w nim mężczyzn cenne informacje, mamiąc ich swoją urodą i wdziękami.

Takich krętaczy, karierowiczów i osób liczących na łatwą gotówkę było więcej. Marjan Brożyna, Bronisław Jasiński oraz Franz Kurek, Georg Dupke, Erika Bielang, Izydor Chmiela, Karol Matuszewski, Józef Cholewa, Karl Otto Pajonk i Franz Karl Lerch czy Friedrich Wilhelm Bitter. W ich życiorysach i motywacjach podjęcia pracy dla polskiego wywiadu powtarza się kwestia biedy, nieumiejętności zdobycia finansów umożliwiających utrzymanie rodziny czy opłacania życia na wymarzonym poziomie. "Nędza ma swoje różne, niekiedy bardzo okrutne oblicza."  Pieniądze były motorem napędzającym do pracy, dla nich warto było narażać własne życie, ukrywać swoje niekompetencje i eksponować wyimaginowane kontakty, możliwości, predyspozycje. A w toku działań najczęściej się okazywało, że to przerost ambicji nad umiejętnościami.
Zaskakujące dla nie było to, że opisywani szpiedzy, aż z taką niezgrabnością i niedyskrecją podchodzili do swoich zadań lub z niezachwianą ufnością próbowali "grać na dwa fronty." Niemal na czole mieli wypisane "Uwaga- szpieg". Nic dziwnego, że wpadali w zastawiane pułapki niczym muchy na lep. Ta ich nieudolność była szalenie irytująca, ale o wiele większe zastrzeżenia mam do werbujących. Oni powinni umieć odróżnić ziarno od plew. Umiejętność oceny człowieka i sytuacji to, moim zdaniem, warunek obowiązkowy każdego agenta. Podczas lektury miałam wrażenie, że werbowano każdego chętnego...bo a nuż się uda.

Jak do strony merytorycznej książki i wnikliwej pracy Mariana Zacharskiego nie mam uwag, tak wykonanie zupełnie nie przypadło mi do gustu. Mam na myśli przede wszystkim zastosowany język, który jest zbyt podręcznikowy, suchy, drętwy i nieprzystępny. Ciężko czyta się charakterystyki kolejnych agentów gdyż miejscami jest zbyt zawiła. Także szczegółowość w opisywaniu spraw i bohaterów postronnych zaburzyło płynność i jednolitość tekstu.
W książkach tego typu zwracam uwagę na dokumentację fotograficzną, gdyż jest to dla mnie doskonałe dopełnienie historii. Marian Zacharski bogato oferuje dokonania swojej pracy- to na plus, na minus- wolałabym żeby przypisy, w których zostały cytowane ustępy wyroków i do tego w języku niemieckim, zostały zgromadzone w jednym miejscu, na końcu książki.

Marian Zacharski w swojej publikacji przedstawił wywiad od tej drugiej strony, gdzie typowi karierowicze upatrywali swoją szansę na duże pieniądze. Niestety nie mieli za grosz wyobraźni i umiejętności, co w konsekwencji prowadziło do aresztowań i wyroków. Dla mnie "Dama z pieskiem" to opowieść o nieudacznikach wywiadu.



Marian Zacharski "Dama z pieskiem, Zysk i s-ka, Poznań 2014




Recenzja napisana dla serwisu DużeKa. Pani Kasi i wydawnictwu Zysk i s-ka dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :)))



Czytaj dalej...

Kurator

Praca kuratora, choć plasuje się na liście zawodów zaufania publicznego, nie jest stanowiskiem ani prestiżowym ani docenianym. Ostatnimi czasy w prasie i TV nagłaśniane są sprawy, w których nie udało się pomóc i zapobiec tragedii lub marginalne przypadki ludzkiej nieudolności. Dlaczego? Są bardziej medialne i mocniej oddziałują na emocje czytelnika czy telewidza. A jak wygląda prawdziwa rzeczywistość i obowiązki kuratora?

"Czym się różni kura od kuratora? Kura znosi jajka, a kurator zniesie wszystko."

Książka "Na marginesach życia. Zapiski kuratora sądowego" rozpoczęła swój żywot od internetowego bloga i jest zapisem duszy, stanu emocjonalnego i przemyśleń jakiegoś kuratora rodzinnego, gdzieś w Polsce. Popularność bloga miała wpływ na udział w konkursie Onet.pl na bloga roku 2012, nagrodę w kategorii "Polityka i społeczeństwo" oraz ma swoje przełożenie w na papierowe wydanie i jest tylko częścią oryginalnych zapisów. W planie jest wydanie kolejnych wpisów rozszerzonych o doświadczenia kuratora z wydziału karnego.

"Na marginesach życia. Zapiski kuratora sądowego" to zbiór literackich minireportaży, w których główną rolę odgrywają kurator rodzinny i patologia pod każdą postacią. Dopóki nie przeczytałam książki, nie miałam pojęcia z czym na co dzień musi zmagać się kurator, jak wiele ma obowiązków, czego jest świadkiem, jak szerokie kręgi zatacza patologia i jak destrukcyjny wpływ ma na jednostki, całe rodziny, społeczeństwo. Demaskatorska publikacja szokuje, poraża i zawiesza na granicy niedowierzania, zdegustowania oraz refleksji nad pracą kuratora, cierpieniem jego podopiecznych i tym, co my możemy zrobić by pomóc tym najbardziej poszkodowanym- najczęściej wystarczy wyciągnięcie pomocnej ręki, nieodwracanie wzroku, wzięcie odpowiedzialności za swoje otoczenie i przyjęcie, że "wszystkie dzieci nasze są"...

Piotr Matysiak na co dzień musi być poprawny, spokojny, kulturalny, odpowiedzialny, kompetentny. Uzbrojony w legitymację, zlecenie wywiadu, zeszyt i długopis staje u progu ludzkiego dramatu, bagna życia. Nie może pozwolić sobie na wybuch emocji, na działanie pod wpływem chwili, impulsu by nie stracić poważania i nie zatracić celu swojej pracy. Na blogu odreagowuje to, czego doświadczył, zobaczył, usłyszał. To jest bardzo dobry pomysł. Dzięki temu ma sposobność otrząsnąć się z ponurych obrazów, wyciszyć i na nowo przyjąć zdystansowaną sylwetkę by być świadkiem kolejnych wynaturzeń, alkoholowych libacji i zaniedbywania dzieci. "Dlaczego, kurwa, muszę udawać, że to nie robi na mnie wrażenia? Bo jestem, kurwa, jebany sąd, patrzący na wszystko z góry, mimo że nie zgadzam się z tym, co przewija mi się przed oczami każdego dnia? Niech jeden z drugim, zamiast czytać suche fakty i notatki, przyjedzie tu i sam popatrzy- jak wygląda prawdziwe życie. Bądź twardy, jebany kuratorze, bądź twardy. To twoja praca."

"Gdyby mnie ktoś zapytał: Kuratorze, czym jest margines życia, ale taki szczyt szczytów? (...) Katowanie dzieci i gwałcenie własnej matki- nie znam mocniejszych spraw, chyba że duszenie na oczach dzieci." 

Dosadny, mięsisty, kontrowersyjny język mocniej i głębiej zapada w pamięć, zwraca na siebie uwagę i podbija tragedię postaci, całą patologię, zło, okrucieństwo. Wulgarność i potoczność języka nie wynika z braku szacunku  czy pogardy, jest jedynie sposobem wyrażenia myśli, które kłębią się w umyśle autora po każdej kolejnej wizycie w dysfunkcyjnym środowisku patologii. Wyczuwa się w tekście ogromną złość i niemoc  Pana Piotra  na to, co musi oglądać każdego dnia, a to z kolei udziela się czytelnikowi, który sam ma ochotę bluzgać, przeklinać i odpłacić złem na zło, pięknym za nadobne. Podczas lektury odczuwałam i odczuwam żal do państwa, za to, że alkohol jest tak łatwo dostępny. To przez niego rozgrywają sie największe ludzkie dramaty, od których włos jeży się na głowie: pijane matki, niemowlęta na głodzie, przerażone dzieci, katujący ojciec, gwałcący syn, kobiety oddające swoje ciało za butelkę taniego wina. Czy tym ludziom należy się współczucie? Z jednej strony tak bo przecież nie potrafią kontrolować swojego życia, żądzą nimi nałogi, zapatrzenie, wychowanie, geny, brak poczucia własnej wartości, ubogość emocjonalna. Z drugiej strony każdy jest kowalem swojego losu i sam decyduje czy warto przyjąć okazaną pomoc i wyjść z matni, czy pójść na łatwiznę i ulec wszechobecnej pokusie. Jedno jest pewne nie wolno ciągnąć innego na dno, szczególnie kiedy jest małym bezbronnym dzieckiem..."Nie potrafię współczuć komuś, kto zmarnował dzieciństwo własnym dzieciom."

"Nie tylko meliny i syf widzę dookoła. Każde, z pozoru normalne życie, ma drugie dno. czasami ludzie ukrywają problemy, nawet przed najbliższymi, albo kłamią."  Choć w dużej mierze nasz kurator jeździ do domów gdzie króluje patologia, to trafia też do rodzin "normalnych", którzy mówiąc kolokwialnie, zaliczyli wpadkę lub stali się celem plotek i pomówień. Tutaj praca nie wymaga tak dużych nakładów emocjonalnych, jest chwilą oddechu. Jest w książce kilka przykładów takich spraw, które kończą się szybko i pozytywnie. Przeważa jednak okrucieństwo dewiacji, które umykają naszym oczom, których nie jesteśmy świadomi.

"Na marginesach życia. Zapiski kuratora sądowego" to trudna lektura. Czytelnik musi się przygotować na to, że słowa go zabolą, poruszą i zmuszą do odreagowania. To co do tej pory było rozrywką w książkach typu groza, okazuje się ciemniejszą, mroczną stroną i prozą życia. Zło, ból, cierpienie, okrucieństwo, wynaturzenia otacza nas cały czas, codziennie, wyziera za rogu brudnym i zaniedbanym obliczem dziecka. Czy jesteście na to gotowi?




Piotr Matysiak "Na marginesach życia. Zapiski kuratora sądowego", Nakom, Poznań 2014





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Justyny reprezentującej wydawnictwo Nakom :)))) Dziękuję za okazane zaufanie :)



Czytaj dalej...

Odkupienie i wyzwolenie?

John Boyne po raz kolejny sięga po trudne i kontrowersyjne tematy.

W swojej pierwszej bestsellerowej powieści "Chłopiec w pasiastej piżamie" opisał okrucieństwo II wojny światowej, Holokaust oraz przyjaźń pomiędzy chłopcami- synem nazistowskiego kata i małym żydowskim więźniem obozu koncentracyjnego. W najnowszej książce ponownie potrząsa, szokuje i porusza emocje. W roku setnej rocznicy wybuchu I wojny światowej przypomina i odmalowuje przejmujący obraz wojennych realiów. Portretuje również niszczącą moc sekretów i homoseksualizm u progu XX wieku.


Tristan Sadler przyjeżdża do Norwich z pewną delikatną misją. Chce oddać paczkę listów siostrze przyjaciela, który poległ na bitewnym polu Wielkiej Wojny. To jednak nie jedyny cel jego podróży. Chce wyjawić sekret, który nie pozwala mu spokojnie żyć. Szuka odkupienia i wyzwolenia. Chce wreszcie poczuć ciężar prawdy i ma nadzieję na uczciwy osąd swojego postępowania. Czy otrzyma to, czego oczekuje?

Tristan to młody chłopak, zaledwie dwudziestojednoletni. Jego homoseksualne skłonności spowodowały konflikt z rodzicami i zerwanie rodzinnych więzi. Zamknięty w sobie, odsunięty, porzucony, zahukany uważa, że tylko udział w wojnie ma jakiś sens. Chce w ten sposób zasłużyć sobie na szacunek, podbudować swoją wartość, poczuć się potrzebny. Zderzenie delikatnego, wrażliwego charakteru z wojennymi realiami burzy jego światopogląd, niszczy obraz bohatera. Wojna i jej okrucieństwo, których jest świadkiem na co dzień zmienia i zobojętnia na zło oraz cierpienie innych. Wszystkie zasady, normy postępowania, granice zacierają się, a sztywne obstawanie przy ich respektowaniu budzi gniew i wyzwala agresję.

John Boyne z niezwykłą lekkością i subtelnością balansuje pomiędzy brutalnością wojny a sensualnością miłości. Tristan jest homoseksualistą co na początku XX wieku było nie tylko piętnowane społecznie, ale i bezwzględnie karane. "Dwa razy kochałem i dwa razy miłość mnie zniszczyła" Tristan obdarzony jest ufnością dziecka i tak jak ono z zachłannością rzuca się na uczucia. Nie zagłębia się w skomplikowane niuanse wchodzenia w związek, obaw przed nieznanym i osądem otoczenia oraz niezdecydowaniem przed podjęciem radykalnych kroków. Rozumie tylko proste komunikaty tak, nie, każde nie wiem jest dla niego równoznaczne z odrzuceniem.
Podobało mi się, że autor skupił się na uczuciu i miłości odbieranej emocjami, a nie na jej seksualnej odsłonie. Dzięki temu tekst odznaczył się smakiem, klasą i wyrafinowaniem.

John Boyne początkowo leniwie i z dystansem angażuje nas w historię Tristana, by za chwilę porwać i wtłoczyć pomiędzy słowa. Plastyczny język i narracja w pierwszej osobie pozwala być bliżej postaci, odnaleźć się w jej uczuciach i odnieść się do wydarzeń bez osądzania czy umoralniania.

"Spóźnione wyznania" to wzruszająca, poruszająca, zaskakująca historia o miłości, namiętności i zdradzie na tle brutalnych obrazów I wojny światowej. Warto ją przeczytać i prezentować w swojej biblioteczce.




John Boyne "Spóźnione wyznania", tł. Adriana Sokołowska- Ostapko, Znak, Kraków 2014



Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :)))


Czytaj dalej...

Hawajski dar

"Ho'oponopono to starożytna nauka, która bierze swój początek na malowniczych hawajskich wyspach i jest częścią Huny- tajemnej wiedzy kultywowanej przez Hawajczyków."

Ho' oponopono można przetłumaczyć w ten sposób: ho'o- robić, przenosić, dawać, pono- to, co jest prawidłowe, perfekcyjne, w idealnym porządku, w zgodzie z uniwersalnym źródłem. Ponopono jest wzmocnieniem słowa pono. Według tego objaśnienia Ho' oponopono oznacza:
- coś naprawić
- coś skorygować
- doprowadzić do idealnego porządku
- właściwie postępować
- naprawiać swój błąd
- połączyć różne rzeczy ze sobą i nawiązać kontakt z boskim porządkiem
- oczyścić negatywne energie i dopuścić boskie energie.

"Ho' oponopono wywodzi się ze starożytnej filozofii Huny. Huna wskazuje indywidualne drogi, które poprawiają komfort życia człowieka na wszystkich poziomach bycia, czyli na poziomie fizycznym, eterycznym, psychicznym, mentalnym i duchowym. "

Ho' oponopono jest prastarą, tradycyjną metodą uzdrawiania duchowego, która może być stosowana przez każdego, bez względu na wyznawana płeć, wiarę, status, pochodzenie, narodowość. Wystarczy przyjąć założenie, że każdy człowiek jest twórcą swojego losu i jest gotowy przyznać się przed sobą i wziąć odpowiedzialność za swoje uczynki, zachowania, zdarzenia, których był kreatorem. Nauka Ho' oponopono opiera się na dwóch ważnych, mocnych filarach jakimi jest miłość i przebaczenie.
To jaką postawę na co dzień przyjmujesz, jakie odczucia ci w tym towarzyszą mają wpływ na wszechświat, a każda reakcja wytwarza interakcję. "To co wysyłasz do wszechświata, zawsze powraca. Zgodnie z prawem fizyki, powrót tego ma zwiększoną moc działania i prędkości. To, co teraz do ciebie przychodzi, jest tylko powrotem wysłanych przez ciebie energii w przeszłości, w tym lub innym wcieleniu."

Równie ważne są myśli, które bądź co bądź towarzyszą nam na każdym kroku i każdym etapie życia. Skoro regularnie wmawiamy sobie, że coś nam się nie uda, czegoś nie umiemy to tak się dzieje. Budujemy w sobie blokady, ograniczenia i  brak możliwości, perspektyw. Ho' oponopono jest bardzo energetyczną i optymistyczną nauką gdyż wskazuje tylko i wyłącznie pozytywne aspekty życia oraz wzmaga poczucie własnej wartości, akceptacji. Przyjemne myśli przyciągają przyjemne wydarzenia i przykaznych, wesołych ludzi.

Ho' oponopono jako oczyszczająca modlitwa może pomóc w rozwiązaniu w zapomnianych, dawnych lub obecnych konfliktów. Wystarczy sama wola i chęć pojednania, bez szukania winnych. Spokój i harmonia, którą zapewnia Ho' oponopono wpływa na jakość życia twojego i całego otoczenia. Oczyszczająca modlitwa może być stosowana przez każdego, w każdym momencie i sytuacji. Nie jest rytuałem pracochłonnym ani wymagającym nadzwyczajnego wysiłku.

Po szczegóły odsyłam do książki Krystyny Kwiecinski "Ho' oponopono. Oczyszczająca modlitwa". To doskonały poradnik i podręcznik tej hawajskiej nauki. Czytelnik ma okazję poznać historię praktyki, szczegółowe objaśnienia i instrukcje każdego kroku, a także formułki modlitw. Całość pisana prostym, przystępnym językiem zrozumiałym nawet dla laika.
Polecam zainteresowanym :)





Krystyna Kwiecinski "Ho'oponopono. Oczyszczająca modlitwa", Illuminatio, Białystok 2014




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Agnieszki reprezentującej wydawnictwo Illuminatio. Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Stephanie Plum w cytatach: Dziesięć kawałków

"Moim zdaniem życie jest jak pączek z dżemem. Nie dowiesz się, jakie tak naprawdę jest, póki się w nie nie wgryziesz i uznasz, że właściwie bardzo ci smakuje."

"Węgierskim genom zawdzięczam też wrodzone szczęście i cygańską intuicję, jedno i drugie wyjątkowo przydaje mi się w pracy. "

"Roger był oskarżony o kradzież przedmiotu znacznej wartości i posiadanie niedozwolonych substancji. Czyli, mówiąc językiem laika, naćpał się i zwinął samochód, żeby się przejechać."

"- Dlaczego ja?!- krzyknęłam cienko- Dlaczego to zawsze mnie się przytrafia? Nie wierzę, że ten samochód się pali. Moje samochody zawsze wybuchają. Ile wozów straciłam w ten sposób od czasu, gdy się poznałyśmy?
- Mnóstwo- odpowiada Lula.
- To żenujące. Co ja powiem ubezpieczycielowi?!
- To nie była twoja wina. "

"I tak wolałam kanapkę. Pożar samochodu zawsze zaostrza mi apetyt."

"- Tu jest napisane, że napadła na ciężarówkę Frito- Lay.
- No wychodzi na to, że była na diecie bez węglowodanów, dostała okres i pękła na widok ciężarówki zaparkowanej przed sklepem. Odbiło jej na myśl o tych wszystkich chipsach. Sterroryzowała kierowcę pilnikiem do paznokci, napełniła swój wóz laysami i fristosami i odjechała, zostawiając kierowcę przy pustej ciężarówce. Policja pytała, dlaczego jej nie powstrzymał, a on powiedział, że była kobietą na krawędzi. I że jego żona też czasem ma takie spojrzenie i wyraz twarzy i wtedy on też się do niej nie zbliża. "

"Moja matka uczyniła znak krzyża i złapała za obieraczkę tak mocno, że aż jej kostki pobielały.
- Nienawidzę, kiedy wysadzasz samochody!- powiedziała- Jak mogę sapć w nocy, wiedząc, że mam córkę, która wysadza samochody?!
- Możesz zacząć pić- zachęciła ją babcia- Mnie to pomaga. Nie ma to jak lufa przed snem."

"Gaz do dechy! Ale powinnaś trochę bardziej uważać na zakrętach- dodała- Jestem starszą panią. Mój kark może trzasnąć jak gałązka, jeśli zbyt szybko skręcisz."

"O ile dobrze pamiętam, Gazarra jak dotąd postrzelony został tylko raz, gdy bawił się w rewolwerowca w windzie i jego broń wystrzeliła przez przypadek. Kula odbiła się od ściany kabiny i trafiła go w prawy pośladek."

"- Tu nie chodzi o równouprawnienie kobiet. To kwestia osobista. Chcę żebyś wspierał mnie w moim wyborze kariery zawodowej.
- Ty nie masz żadnej kariery- zaprotestował Joe- Ty masz misję samobójczą. Większość kobiet stara się unikać zabójców i gwałcicieli. A ja mam dziewczynę, która chodzi i stara się ich znaleźć. A jakby mordercy i gwałciciele nie wystarczali, to teraz jeszcze wkurwiłaś cały gang."

"Na wspomnienie skarbówki wszyscy się przeżegnaliśmy. Gangi uliczne i mafia całkiem bladły w obliczu przepisów podatkowych."

"Jeśli kupujesz czekoladę za drobne, kalorie się nie liczą."

"Mój rewolwer był w słoju na ciasteczka Morellego. Pistolet Komandosa w jego samochodzie. Bóg jeden wiedział, co Lula ma w swojej torebce. Na dobrą sprawę mogła to być naładowana bazooka."

"- Nie mogę go kopnąć w jaja.- powiedziała Connie.
- Ani ja.- dodałam- On sobie po prostu siedzi. Nie mogę kopnąć w jaja faceta, który tylko sobie siedzi."

"Komandos spojrzał na pistolet maszynowy w ręku Sally' ego.
- Zawsze nosisz uzi?- spytał.
- Trzymam w autobusie- odpowiedział Sally- Muszę bronić małych ludzi. Próbowałem AK, ale nie mieści się pod siedzeniem. Zresztą i tak wolę uzi. Lepiej pasuje do sukienki. AK wydaje się zbyt codzienny.
- To ważne, żeby właściwie dobierać dodatki- powiedziałam."



Macie jakiś ulubiony cytat z cyklu o Stephanie Plum? 



Czytaj dalej...

Życie jest jak pączek z dżemem

Jeszcze nie przebrzmiał śmiech i pamięć o "Wystrzałowej dziewiątce", a już pojawiła się kolejna część przygód przebojowej dziewczyny z Jersey. Z szaleńczym entuzjazmem w oczach i ruchach (czyt. tańczyła z książką w objęciach przy lekkim przerażeniu obserwującej rodziny) czym prędzej zabrałam się do lektury.

Tom rozpoczyna głęboka myśl, która przebija kultową już bombonierkę Forresta Gumpa: "Moim zdaniem życie jest jak pączek z dżemem. Nie dowiesz się, jakie tak naprawdę jest, póki się w nie nie wgryziesz i uznasz, że właściwie bardzo ci smakuje." Czemu o tym wspominam? Bo Stephanie życie bardzo smakuje i stara się czerpać z niego maksimum przyjemności. Niestety na to życie nastaje wynajęty kiler o wdzięcznej ksywie Złomiarz i najgroźniejszy gang uliczny Grajdoła- Zabójcy. A wszystko zaczęło się od banalnego wypadu na lunch, a potem ruszyła lawina niefortunnych zdarzeń: przebita opona w rowerze, rozpoznana twarz groźnego przestępcy- Czerwonego Diabła, koktajl Mołotowa, palący się samochód, strzelanina a im dalej w las, tym jest jeszcze gorzej. Stephanie jest zmuszona ukrywać się. W tym celu najlepiej sprawdziłaby się jaskinia Batmana czyli tajemnicze i niedostępne mieszkanie Komandosa. Steph przypadkiem udaje się je zlokalizować i korzysta z niego pod nieobecność oraz niewiedzę właściciela. Jednak codzienność bez odpowiedniej porcji wrażeń i dziwnych indywiduów,których musi doprowadzać do aresztu, nie przypada jej do gustu. Mimo próśb i gróźb Morellego w dalszym ciągu wykonuje obowiązki łowczyni nagród i wystawia się na niebezpieczeństwo.

 "- Tu nie chodzi o równouprawnienie kobiet. To kwestia osobista. Chcę żebyś wspierał mnie w moim wyborze kariery zawodowej.
- Ty nie masz żadnej kariery- zaprotestował Joe- Ty masz misję samobójczą. Większość kobiet stara się unikać zabójców i gwałcicieli. A ja mam dziewczynę, która chodzi i stara się ich znaleźć. A jakby mordercy i gwałciciele nie wystarczali, to teraz jeszcze wkurwiłaś cały gang."

Uwielbiam sposób kreowania postaci i sytuacji przez Janet Evanovich. Kobieta ma naprawdę bardzo bujną wyobraźnię. Choć bohaterowie są mocno przerysowani, momentami groteskowi i często wydaje mi się, że pochodzą z Marsa, to jednocześnie idealnie pasują do konwencji całego cyklu, rozbawiając przy tym do łez. W "Dziesięciu kawałkach" poznamy zupełnie nowe osobliwości: uzależnioną od chipsów Carol, nieobliczalnego gangstera Antona i byłego gitarzystę rockowego zespołu tranwestytów Sally' ego, którzy nieźle namieszają w życiu Steph. Starzy i dobrze znani nam bohaterowie też nie spuszczają z tonu. Prym wiedzie babcia Mazurowa, która ma dość ckliwych wyznań miłosnych oraz przygotowań do ślubu starszej wnuczki- Valerie. Dlatego szuka odskoczni. Codzienność łowcy nagród tak ekscytuje staruszkę, że próbuje towarzyszyć Stephanie na każdym kroku. Ekscentryczna babcia ma wiele wigoru, a jej życiowe mądrości zaskakują. Mocno kontrastowe cechy- kruchość wieku, niepozorna postura, niewyparzony język oraz ogromna chęć testowania swoich możliwości w ekstremalnej skali, przysparza tej postaci szerokie grono wiernych fanów.
Z kolei to, co przydarza się Stephanie to kumulacja wszelkich plag, w tym egipskich. Zgadzam się, że są nieprawdopodobne i w realnym życiu raczej się nie przydarzają, ale to właśnie one wyróżniają bohaterkę i to właśnie dla nich chcę czytać te książki.

Z każdym kolejnym tomem zastanawiam się, co jeszcze skrywa płodny umysł Janet Evanovich. Czym mnie zaskoczy? I jak się jej udaje utrzymywać poziom dobrego, smacznego humoru czy surrealistycznych przygód Stephanie. Autorka już nie raz udowodniła, że ma tyle dystansu do siebie, do ludzi, do otaczającej nas rzeczywistości, że może pozwolić sobie na zabawę słowem, przestrzenią i formą. W jej wykonaniu niby banalne połączenie lekkiej sensacji, gorących wątków miłosnych i naprawdę zabawnej komedii, nie tylko nie nuży, ale zmienia się w fenomenalną, uzależniającą rozrywkę. Ja niczym nałogowiec na głodzie z drżeniem rąk oczekuję kolejnych książek Janet Evanovich i po cichu marzę, że seria o łowczyni nagród nigdy się nie skończy :)




Janet Evanovich "Dziesięć kawałków", tł. Dominika Repeczko, Fabryka Słów, Lublin 2014



1. Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy
2. Po drugie dla kasy
3. Po trzecie dla zasady- recenzja
4. Zaliczyć czwórkę
5. Przybić piątkę
6. Po szóste nie odpuszczaj- recenzja
7. Szczęśliwa siódemka
8. Ósemka wygrywa 
9. Wystrzałowa dziewiątka- recenzja
10. Dziesięć kawałków






Czytaj dalej...

Na poprawę humoru: Jak oni tańczą....i stos :)))

Niedawno widziałam te filmiki w pewnej telewizji śniadaniowej i tak mi się spodobały, że postanowiłam się nimi z Wami podzielić :)))) Poprawa humoru gwarantowana :))))








Miedwiediew jest suuper :)

i stosik...



Za książki dziękuję wydawnictwom: Mira, Świat Książki oraz serwisom: Dlalejdis.pl i zaczytajsie.pl
Za "Miłość i medycynę sądową" gorące podziękowania ślę do Lucy z LC :))))


Czytaj dalej...

Maszyna do zabijania

Często zastanawiam się czy człowiek ma przyznany limit szczęścia i na jakich warunkach został on przyznany? Czy szczęście można wyczerpać? Czy za szczęście przyjdzie nam kiedyś zapłacić?

Kate i Richard Ryanowie mają wszystko, dom, miłość, rodzinę, pieniądze, prestiż. Powinni być szczęśliwi ale tak do końca nie mogą tego o sobie powiedzieć. Dlaczego? Brakuje im dziecka. Niestety nie mogą spłodzić potomka. Kate boryka się z endometriozą a Richard jest bezpłodny. Jedyną szansą na spełnienie się w roli rodziców jest adopcja. Zapisują się do renomowanej agencji adopcyjnej i w przeciągu kilku miesięcy ich największe marzenie się spełnia. Wychowują niemowlę- Emmę. Niestety ten krok staje się przysłowiowym gwoździem do trumny małżeństwa Ryanów. Julianna, biologiczna matka Emmy zakochała się w Richardzie i postanowiła uczynić wszystko aby rozbić jego małżeństwo i zająć miejsce Kate. Gdyby tego było mało, tropem Julianny podąża psychopatyczny morderca.

Jak mogłam się tego spodziewać Erica Spindler oddaje czytelnikowi kolejną zatrważającą i  trzymającą w napięciu historię. Z początku wydawało mi się, że autorka dzieli się ze zbyt wieloma intratnymi informacjami. To mocne uderzenie na wstępie dziwiło mnie ale i wpędziło w zadumę, co też atrakcyjnego dla nas szykuje w dalszej części. Bo to, że coś takiego będzie nie miałam wątpliwości i nie pomyliłam się. Erica Spindler idealnie buduje napięcie i zagęszcza atmosferę wokół bohaterów czyniąc ją niebywale klaustrofobiczną, duszną, ziejącą przerażeniem, poczuciem zagrożenia, strachu i niepewności. Do tego sięga po tematy poruszające opinię publiczną od wielu lat: bezpłodność, adopcja czy zawodowi mordercy będący na usługach państwa. Każdy z nich jest na swój sposób przerażający, a połączenie w jedno kumuluje emocje.

Bohaterowie bardzo zróżnicowani, charakterystyczni, wyróżniający się. Najbardziej bliska stała się dla mnie Kate. Jej zbudzone uczucia macierzyńskie, artystyczna dusza, cechy idealnego przyjaciela czy ustawienie jej w pozycji ofiary od samego początku umożliwiają zajęcie uprzywilejowanej pozycji i zdobycie sympatii czytelnika. I to nie jest nic złego :) Julianna z kolei powinna wzbudzać litość i współczucie, choćby ze względu na swoje trudne dzieciństwo i specyficzne wychowanie, ale drażni swoją postawą na każdym kroku dlatego trudno jest ją polubić. Richarda z początku można obdarzyć zaufaniem, ale z każdą kolejną kartką powieści zaczyna coraz bardziej irytować. Za to psychopata zostaje psychopatą, który ewoluuje w dobrym bo przerażającym kierunku.

Książki Ericy Spindler są dla mnie gwarancją jakości i doskonałej kryminalnej rozrywki. "Stan zagrożenia" to doskonałe połączenie gatunków: obyczajówki, romansu i thrillera, które robi wrażenie i trafia w niemal każdy gust czytelniczy :)

Polecam :)



Erica Spindler "Stan zagrożenia", tł. Krzysztof Puławski, Mira/Harlequin, Warszawa 2014



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Moniki reprezentującej wydawnictwo Mira/Harlequin :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)



Czytaj dalej...

Miłość, wojna, tajemnice

Każdy skrywa jakieś tajemnice. Jedne są niewinne i całkiem nieszkodliwe, inne są poważne i mogą zmienić czyjeś życie w pozytywnym bądź negatywnym znaczeniu. Sekrety lubią wychodzić na jaw w najmniej oczekiwanym momencie. I chociaż ta wiedza nie jest nam obca, chomikujemy wspomnienia w zawiłych zwojach naszego umysłu.

Jest rok  1941. Connie Hadley jest żoną właściciela plantacji kauczuku na Malajach, która do wybuchu II wojny światowej była angielską kolonią. Wydawać się mogło, że kobieta wiedzie rajskie życie pławiąc się w promieniach słońca w egzotycznym anturażu. Nic z tego, a nawet wręcz przeciwnie. Nie rozumie praw rządzących wyspą, nie podobają jej się widoczne gołym okiem kontrasty pomiędzy życiem białej arystokracji a ciemnoskórych pracowników plantacji i nie może znieść ciągłej samotności w domu pełnym ludzi. Jej codzienna egzystencja to teatr dla postronnych obserwatorów, z zewnątrz prowadzi beztroskie i szczęśliwe życie, a wewnątrz skrywa tajemnicę, która pomału niszczy ją i wpływa na jej otoczenie. Chciałaby się wyrwać z tej matni, ale konwenanse jej na to nie pozwalają. Paradoksalnie atak Japończyków na Pearl Harbor i późniejsza okupacja Malajów staje się jej wybawieniem. Namawia męża i kilkoro przyjaciół na ucieczkę jachtem poprzez Morze Południowochińskie. Ich przewodnikiem staje się Fitzpayne, który nie tylko zna się na łodziach i turystyce morskiej, ale jest doskonałym sternikiem. Podczas rejsu okazuje się, że nie tylko Connie skrywa tajemnicę... każdy z pasażerów ma własną. Czy sekrety wpłyną na losy ucieczki? Czy zdążą uciec przed całym okrucieństwem wojny?

Dwoma tematami przewodnimi powieści są tajemnice i II wojna światowa. Tak jak napisałam na wstępie, sekrety mogą zmienić życie. W przypadku bohaterów książki tak właśnie się dzieje. Connie wydawało się, że ukrywa bardzo intymne informacje. Z biegiem czasu okazuje się, że tajemnica dotyczy szerszego zakresu i ma wpływ na wielu ludzi. Sekret ten obciążając jej sumienie doprowadza do szeregu wypadków, a te z kolei do zburzenia własnej wartości, braku wiary w siebie i we własne umiejętności. Connie wchodzi w relacje z tubylcami i nie są one do końca przyjazne, przez co ściąga na siebie klątwę i nienawiść. Kolejne sekrety wychodzą na jaw już na pokładzie "Białej Perły". Okazuje się, że intencje pasażerów i motywacje do ucieczki są bardzo różne. Ludzie, którzy byli sobie bliscy, którzy do tej pory byli przyjaciółmi ukazują swoje drugie oblicze, swoją drugą twarz. Mąż Connie również okazuje się zupełnie innym człowiekiem czym zupełnie łamie jej serce. To co do tej pory dawało jej poczucie stabilności i bezpieczeństwa, rozpada się jak domek z kart. Connie na nowo musi budować swoją tożsamość i zaufanie do ludzi, a strach przed wojną, jej okrucieństwami, utratą życia dodatkowo źle wpływają na jej morale.

Sięgając po książkę miałam względem niej pewne oczekiwania. Liczyłam na przejmujące opisy okupacji Japońskiej, internowanie Anglików, obozy. Otrzymałam coś innego, ale równie pasjonującego i interesującego. Kate Furnivall skupiała się na ludziach, na ich emocjach w bezpośrednim zagrożeniu życia w obliczu wojny oraz  pośredniego zagrożenia jakie niosą za sobą tajemnice, ukryte motywacje i ludzkie namiętności.

"- Lubi pan żyć na krawędzi?
- Lubię spychać na krawędź innych. Wyznanie było tak nieoczekiwane i szczere, że aż zawibrowało w nocnym powietrzu.
- Ale dlaczego?
- Bo wtedy ludzie pokazują swoją prawdziwą twarz (...) Kiedy opuszczają gardę i przestają udawać, dopiero wtedy widać, kim naprawdę są."

Atutem książki są również opisy rozłamu pomiędzy ludzkimi rasami- białą i czarną- nierówne traktowanie, wyzysk, przedmiotowe traktowanie, seksualne wykorzystanie. Najbardziej wstrząsnęło mną traktowanie Malajczyków jak ludzi drugiej kategorii, którzy nie zasługują na miłość, szczęście, życie. Biała kobieta zabija w wypadku samochodowym Malajkę, a policja i mąż karzą jej o tym zapomnieć bo to tylko jeden z tubylców. Nie ma sprawy, nie ma się czym przejmować, nic się nie wydarzyło. Straszne.

Doskonale czytało mi się "Białą Perłę". Autorka kiedy trzeba czaruje słowem, zapiera dech dynamiczną akcją, buduje klimatyczną, duszną, tajemniczą atmosferę, łączy w związki, mami fałszywymi rozwiązaniami, fascynuje osobowościami i daje możliwość zagłębienia się w fabułę po same uszy.

Polecam "Białą Perłę" tym, którym nie obce są ludzkie słabości, które rujnują ale pozwalają również odrodzić się z popiołów niczym feniks.




Kate Furnivall "Biała Perła", tł. Jan Kraśko, Świat Książki, Warszawa 2014




Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Pani Katarzynie reprezentującej wydawnictwo Świat Książki :):)) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka