Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Angielski w karteczkach


Znajomość języków obcych nie jest już elitarnym przywilejem ale koniecznością. W epoce globalizacji, otwieraniu granic łatwo jest wyjechać niemal do każdego zakątka świata czy to w celach podróżniczych czy zarobkowych. Możliwość dogadania się z obcokrajowcami jest wtedy niezbędna. Metod nauczania jest wiele i każda z nich znajduje swoich zwolenników. Ja uczyłam się jedynie języka angielskiego, tradycyjnie, w szkole. Przyznam szczerze, że nie jestem wyedukowana w zadowalającym stopniu. Po kilku latach nie praktykowana wiedza zostaje zapomniana. Postanowiłam to zmienić i odświeżyć wiadomości. Nie chciałam zapisywać się na specjalne kursy czy konwersacje, wolałam wypróbować metodę karteczkową, którą zachwalało do tej pory wiele blogerek. Tak wygląda mój zestaw.


W skład takiego pudełka wchodzi 1000 karteczek , CD z nagraniami słówek- wymowa, kolorowe zakładki do segregowania, etui i smycz. Te narzędzia są wystarczające do nauki posługiwania się językiem angielskim na poziomie podstawowym. Kurs ten odpowiada poziomowi Key English Test (KET) oraz A1 Rady Europy.


Na karteczkach zostały wypisane najbardziej popularne angielskie słówka w 24 kategoriach (np. praca, dom, człowiek, ciało, turystyka, czas wolny, media, kultura, zakupy, pogoda), co daje nam 12 000 najczęściej używanych wyrazów, dających 95% słownictwa jakim na co dzień posługują się Brytyjczycy. Każde z nich posiada polskie tłumaczenie, przykładowe zdanie oraz wymowę prezentowaną przez native speakera na płytce CD. Dodatkowo wszystkie słówka posiadają oznaczenia stopnia jego popularności.


Czy nauka jest skomplikowana? Nie. Wystarczy tylko 20 minut dziennej koncentracji i systematyczności by język angielski stanął przed nami otworem. Wydawnictwo wyszło swoim uczniom na przeciw i w zestawie znajdziemy praktyczne etui i smycz do mobilnej nauki języka. Można karteczki zabrać ze sobą w dowolne miejsce. Z pewnością przyda się tym, którzy wolnym czasem dysponują tylko w momencie dojazdu do pracy, uczelni, szkoły. W opakowaniu znajdziemy dokładną instrukcję nauki, nie będę więc przybliżać jej tu krok po kroku. Powiem tylko tyle, że przekładanie karteczek pomiędzy kolorowymi zakładkami weszło mi w krew :)


Opinię tę piszę w oparciu o moje prawie miesięczne doświadczenie. Zasób słów zdecydowanie uległ powiększeniu. Znam nie tylko ich znaczenie ale i właściwe używanie w zdaniach. Powiem szczerze, że miałam szansę przetestować swoje umiejętności na pewnym Holendrze. Nie upieram się, że byłam perfekcyjna ale potrafiłam porozumieć się: czyli zrozumieć co do mnie mówi i bez wstydu odpowiedzieć :)))


Mój dziewięcioletni syn przyglądał się z zainteresowaniem moim poczynaniom. Chciał sam spróbować tej "zabawy" jak to określił. W tej chwili nie zmuszam go do jakiejś intensywnej nauki. Myślę, że lepszy rezultat uzyskam jeżeli będzie bawił się karteczkami, oswajał z angielską pisownią, polskim odpowiednikiem, a wiedza mimowolnie będzie kiełkować w jego umyśle.
Nie tylko syn ale i moi rodzice są chętni do wypróbowania Angielskiego w karteczkach :)))

A Wy co sądzicie o takiej metodzie nauki języka?



Więcej szczegółowych informacji o kursach językowych znajdziecie na wkarteczkach.pl



Za ciekawe i pouczające (dosłownie) doświadczenie dziękuję wydawnictwu Compagnia Lingua :)))) Dziękuję za okazane zaufanie :)



Czytaj dalej...

Śmiercionośne fale

Katastrofy morskie, tuż po lotniczych, są najbardziej tragiczne w skutkach i pochłaniają jednorazowo najwięcej ofiar. Trudne jest również odnalezienie szczątków, które nierzadko na zawsze pozostają w morskich odmętach, przez co niemożliwy staje się tradycyjny pochówek i w konsekwencji przeżywanie żałoby staje się jeszcze bardziej skomplikowane.

Dan Walsh zainspirowany jedną z morskich katastrof postanowił opowiedzieć czytelnikowi historię, w której radość z ocalenia życia zostaje przyćmiona obawą, strachem, niepewnością o los swoich najbliższych.

Młode małżeństwo Laura i John Foster wyrusza w podróż poślubną parowcem "SS Vandervere". Rozkoszują się swoim towarzystwem, miłością i wzruszającym pięknem morskiego krajobrazu. Niedługo przyjdzie im cieszyć się swoim uczuciem. Gwałtowny huragan uderza w statek poważnie go uszkadzając. Widmo utonięcia staje się jak najbardziej realne i nieuniknione. Zrządzeniem losu tuż obok parowca przepływa żaglowiec. Jest jednak za mały by zabrać wszystkich 568 zagrożonych pasażerów. Na jego pokład wsiadają tylko kobiety i dzieci. Kontynuują podróż i tym samym skazują swoich mężów, ojców, braci na pewną śmierć.
Niektórym z nich udaje się przetrwać zatonięcie parowca. Na jego szczątkach, bez celu dryfują po niespokojnych wodach oceanu Atlantyckiego. Czy mają szansę przeżyć?

Akcja powieści rozgrywa się dwutorowo, na niestabilnej tratwie gdzie trwa walka o przetrwanie, o życie i na żaglowcu, którym płyną ocalone kobiety i dzieci. Tam radość miesza się z ogromnym poczuciem winy charakteryzującym wszystkich ocaleńców. Wspólnym mianownikiem pomiędzy tymi płaszczyznami są wspomnienia, które jednym niosą odrobinę wytchnienia, nadzieję, zapomnienie od przeżywanego koszmaru oraz dodaje sił do podjęcia kolejnej walki a dla drugich jest linią graniczną przed popadnięciem w zwątpienie, rozpacz, obłęd.
Jednocześnie powracanie bohaterów w przeszłość pozwala nam poznać wydarzenia poprzedzające katastrofę, zaczątki romansu Laury i Johna, rodzinne relacje obu postaci, ich przemyślenia, charaktery, osobowość. Dużo na ten temat mówi nam również ich zachowanie w obliczu tragedii i współżycia z towarzyszami niedoli. Oboje jawią się jako ludzie współczujący, empatyczni, życzliwi, z dużym poczuciem sprawiedliwości i odpowiedzialności. W trakcie kryzysowych sytuacji nie troszczą się jedynie o swój los ale pomagają w zakresie swoich możliwości niejednokrotnie go przekraczając.
To wszystko daje nam obraz ludzi realnych, z krwi i kości, którzy całą duszą i sercem przeżywają swoje tragedie i walczą o nadzieję przyszłości.

Dan Walsh dodatkowo porusza kwestię niewolnictwa i rasizmu. Na kanwie przypadkowego spotkania rodzi się przyjaźń łamiąca stereotypy, której nie jest w stanie podzielić kolor skóry, wiek i uprzedzenia. Skromny niewolnik Micah jest oparciem, oazą spokoju i przykładem ufności w Boga i jego boskie plany. W jego towarzystwie Laura uczy się cieszyć drobnostkami i zdobywa umiejętność cieszenia się życiem, chwilą i pozwala sobie zrzucić z ramion ciężar troski o to, na co nie ma żadnego wpływu.

Dan Walsh stworzył piękną, romantyczną historię o miłości, która daje powód do życia, dodaje sił i nadziei na prawdziwe szczęście.
"Na głębinach" jest również o tym jak przypadek albo raczej palec boży może zmienić losy ludzi nawet te najbardziej dramatyczne.





Dan Walsh "Na głębinach", tł. Jacek Bielas, WAM, Kraków 2014





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pana Łukasza reprezentującego wydawnictwo WAM :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Współczesna zielarka

W obliczu niedawnych wydarzeń, które szerokim echem i falą krytyki uderzyła w bioenergoterapeutów i praktykujących medycynę alternatywną, ta książka promuje prawdziwą sztukę i umiejętności, które zostały zapomniane na przestrzeni lat, czasów, nowoczesnych technik, rozwoju technologii i cywilizacji.

Olesia mieszka w Waniuszkach, zapomnianej przez świat i ludzi podlaskiej wiosce, gdzie codzienne życie wciąż jeszcze opiera się na Bogu, wierze i wiernie kultywowanych tradycjach. Właśnie zdała egzamin dojrzałości i stoi na rozdrożu dróg wyboru swojej przyszłości. Chce zostać lekarką i jak jej babcia, znana podlaska szeptucha, pomagać schorowanym ludziom. Niestety staruszka niespodziewanie umiera. Wiejska społeczność oczekuje od Olesi, że przejmie  warsztat babki i zajmie się zdrowiem jej pacjentów. Dziewczyna poddaje się woli swoich sąsiadów, samotnie trwa na posterunku starych tradycji, umiejętnie łącząc ją ze zdobyczami nowoczesnych technologii.
Czy Olena jest szczęśliwa w roli, którą odgrywa i w której wszyscy chcą ją oglądać? Jak na jej życie wpłynie wizyta znanego filmowca Alka Litwina? I czy wszystko jest rzeczywiście takie, na jakie wygląda?

Olesia jest sierotą, nigdy nie poznała swoich rodziców, mieszka z babcią od niemowlęctwa. Tłum ludzi, kolejki pod domem, zapach ziół i monotonnie szeptane modlitwy to jej codzienność, sytuacja naturalna. Dopiero rozpoczęcie nauki w szkole i jawny ostracyzm kolegów i koleżanek sprawia, że na umiejętności babci spojrzy nieco z boku. Sama nie dostrzega w tym nic zdrożnego, żadnych znamion magicznych, za to urzeka ją znajomość i ufność naturze i ogromna wiara w boską moc stwórczą. Olesia bacznie obserwując swoją babcię uczy się zielarstwa, łączenia ich w napary, nalewki, maści niosące ulgę zbolałym, zmaltretowanym życiem ciałom, duszom, duchom. Dziewczynka odkrywa w sobie zdolność przewidywania śmierci. Dotykiem rąk wyczuwa uciekające życie. Ta umiejętność, ten "dar" ostatecznie sprawia, że Olesia wybiera samotność. Nie chce odczuwać, "widzieć" ludzkiego dogasania. Dopiero śmierć babci i upływający czas uświadamia jej jak wiele już straciła i co jeszcze może ją ominąć.

Dzięki Iwonie Menzel mamy okazję prześledzić postrzeganie przez ludzi wiedzy, umiejętności szeptuchy, ziołolecznictwa na przestrzeni lat, przez pryzmat wykształcenia i pochodzenia, od dziecięcego ostracyzmu po ekscytujący ewenement ludowej kultury. Dla zakorzenionego w tradycji i wiejskim życiu chłopa nie jest obce odczynianie uroków czy leczenie ziołem i modlitwą. Przecież wiedza o leczniczych roślinach jest przekazywana z pokolenia na pokolenie od zarania dziejów, zanim jeszcze poznali lekarzy w białych kitlach mających jedno remedium na wszystko- receptę i antybiotyk. Najczęściej w miejscu oddalonym od nowoczesnych udogodnień szeptucha była, a często nadal jest pierwszym ratownikiem podtrzymującym życie do przyjazdu karetki pogotowia. Niestety wraz z postępem medycyny i cywilizacji naturalne metody leczenia zostają wypierane, spychane i przypinana zostaje im łatka zacofania i zabobonu.

"Syntetyczne leki znamy zaledwie od stu lat, a już zdążyliśmy zapomnieć, ile potrafi natura."

W swojej książce Iwona Menzel ukazuje nam również odczarowany obraz polskiej wsi. W naszych oczach jawi się ona jako mlekiem i miodem płynąca sielanka, gdzie krówka leniwie pasie się na łące, kurki gdakają w obejściu, koniem z bryczką zajedziesz do Kościoła i posmakujesz naturalnego, swojskiego jadła. Nic z tych rzeczy. Na wsi pozostali  już tylko doświadczeni życiem i wiekiem rolnicy. Młodzi wyjechali za chlebem do miast i za granicę. Nie ma komu pracować na roli, a i zysk z tego mizerny. Mleko i jaja taniej kupić jest w dyskoncie. Jedynie gospodarstwa agroturystyczne przeznaczone na zarobek, mamią i zamydlają wzrok łatwowiernego turysty. Czy wszystko jest na sprzedaż- człowiek, tragedia, miłość?

Iwona Menzel w bardzo plastyczny i sugestywny sposób kreuje wiejską, podlaską rzeczywistość. Tworzy magiczny, tajemniczy, refleksyjny klimat pełen zapachów, receptur, uczuć, emocji, metafizyki.  Konkretność, szczerość, realizm w tworzeniu postaci, miejsc i sytuacji budzi podziw i apetyt na kolejne powieści autorki. Konfrontacja pomiędzy iluzją a prawdą, nowoczesnością a tradycją, folklorem a zabobonami to dodatkowy atut powieści :)




Iwona Menzel "Szeptucha", MG 2014




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Dorocie reprezentującej wydawnictwo MG :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Wszystkim Mamom



Gdybym mogła pierś otworzyć
I pokazać serce swoje,
Ujrzałabyś w nim mamusiu
Mej miłości czyste zdroje.

Bo Cię kocha nad swe życie
Wdzięczna córka Twoja, mamo,
Wierzysz temu, o jedyna,
Bo Ty kochasz mnie tak samo. 


Wszystkim Mamusiom spełnienia marzeń, wytrwałości w realizacji pasji, cudownych tytułów do czytania oraz dumy i pociechy z dzieci :)

                                                                                                                                             Aleksnadra




W tym pięknym dniu chciałabym ogłosić zwycięzcę mojego konkursu, w którym do wygrania była książka "Niebo istnieje...Naprawdę!" Toda Burpo.

Pięknie dziękuję za Wasze odpowiedzi. Trudno mi było z nich wszystkich znaleźć tę jedną, tę najlepszą, tę najprawdziwszą. Zawsze słucham swojej intuicji, gdyż ta podpowiada mi najlepsze drogi, możliwości, alternatywy.
Zwycięzcą konkursu jest:  Karolina Cisek   





Gratuluję :)))))



źródło wiersza: "Sto pięknych wierszy na różne okazje", Oficyna Wydawnicza Karat
źródło zdjęcia: http://dinozatorland.pinger.pl/m/6331145
Czytaj dalej...

Fanbook i ja

Wreszcie doczekałam się ogólnodostępnego pisma dla miłośników książek. Czasopismo jest skierowane do zwykłego "zjadacza" książek jak Ty czy ja. Są w nich teksty zarówno miłośników czytania jak i dla książkoholików. Dokładnie przejrzałam pierwsze trzy numery i jednym słowem jestem zachwycona. W dwumiesięczniku jest miejsce na rozreklamowanie nowości wydawniczych, recenzji młodych czytelników, wszelkiego rodzaju rankingi od powieści miesiąca po najlepszą powieść erotyczną, interesujące i wnikliwe wywiady pisarzy na topie niemal każdego gatunku literackiego, dostarczającego rozrywki quizu z zakresu szeroko rozumianej kultury oraz cytaty z popularnych książek.


Korzystając z okazji chciałam wyróżnić dwa artykuły. Pierwszy z nich to: Jak wydać książkę pióra Mateusza Sękowskiego debiutującego pisarza. Dzieli się on i wskazuje czytelnikowi niełatwą drogą do publikacji i promocji własnej książki. Podsuwa również wskazówki, które pomogą zredagować i uatrakcyjnić swoje pomysły oraz stanąć oko w oko z wydawcą. Na co zwrócić uwagę, do kogo pisać? Jeżeli jesteście zainteresowani odsyłam do Fanbooka :) Drugi, Jak nie kupować książek w prezencie, to kilka punktów, które podpowiedzą na co zwrócić uwagę wybierając literacki upominek. Spostrzeżenia są trafne, skoncentrowane i dowcipne.


Z Fanbooka dowiesz się również (o ile jeszcze nie wiesz) co to jest Święto Wolnych Książek (17 czerwiec) czyli Bookcrossing i co możesz zrobić by uwolnić własne książki :)))

Karty dwumiesięcznika pozwoliły mi odkryć nieznane mi wcześniej pozycje z literatury faktu i najnowszej historii. Jestem miłośniczką tego gatunku więc była to dla mnie nie lada atrakcja. Już zanotowałam konkretne tytuły celem namierzenia ich i zdobycia. Są nimi: "Mord polskich dzieci w łódzkim getcie" Aleksander Szumański i "KL Warschau" Aldona Zaorska.



Cena pisma jest równie atrakcyjna jak treść-1,99 :))) Mam tylko jedno zastrzeżenie- brak dostępności w zwykłych punktach sprzedaży prasy. Mieszkam na wsi i w mojej miejscowości oraz okolicach nie znalazłam Fanbooka, a wyprawa do Empiku to dla mnie poważna podróż :/ Może wydawnictwo pomyśli o rozszerzeniu dystrybucji albo o możliwości np. prenumeraty?


Kochani, jesteście zainteresowani?

Czytaj dalej...

Niespełniona miłość

Niespełnione marzenia oraz miłość mogą być podwaliną pod zachowania, które przynoszą nienawiść prowadzącą do niebezpieczeństwa, paraliżującego strachu i realnej groźby śmierci.

Detektyw Taylor Jackson podczas śledztwa w sprawie Naśladowcy i ciężkim postrzale w głowę, traci zaufanie przyjaciółki, współpracowników i głos. Nie może poradzić sobie z tą traumą. Męczą ją nocne koszmary, bezsenność a brak możliwości komunikacji doprowadza ją do granicy wytrzymałości. Żeby dojść do zdrowia i całkowitej sprawności potrzebuje spokoju, z daleka od wścibskich spojrzeń sąsiadów, prasy oraz od nadopiekuńczego narzeczonego Baldwina. Przyjmuje więc zaproszenie do szkockiej posiadłości swojego przyjaciela Memphisa. Okazuje się jednak, że to nie była odpowiednia decyzja...

Taylor jest doświadczonym i skutecznym detektywem. Jednak na jej sumieniu ciąży sprawa Naśladowcy. Obwinia się o cierpienia przyjaciółki Sam, która stała się ofiarą i pionkiem w rękach prześladowcy. Ze swoich obaw i przewinień nie może zwierzyć się policyjnej psycholog, która nie tylko jest jej znajomą ale i furtką powrotu do czynnej służby. Taylor jest kobietą, która boi się zaangażowania, zawierzenia i pełnego oddania drugiej osobie. I mimo uczucia szuka wymówek, które mogłyby pomóc wyplątać się z kolejnego związku. Memphis jest jej kołem ratunkowym. Ten mężczyzna to współczesny dandys. Przystojny, uroczy, pewny siebie egoista. Wszystko łatwo mu przychodzi i "wychował się w przeświadczeniu, że wszystko mu się należy". Przez całą powieść jego zachowanie, pobudki są najbardziej irytujące, tajemnicze i niezrozumiałe.

Fabuła jest prowadzona z perspektywy paru osób, jednego głównego i kilku dopełniających. Trzonem fabuły jest Taylor, która w posiadłości na odludziu dochodzi do zdrowia, wikła się w niebezpieczną intrygę. Memphisa, który jednocześnie nie może zapomnieć o tragicznie zmarłej żonie i próbujący zdobyć względy Taylor. Baldwina uczestniczącego w akcji tajemniczej organizacji Atlantic. Sam, która próbuje dojść do ładu ze swoimi emocjami po nagłej stracie dziecka oraz traumie bycia ofiarą i zakładniczką groźnego przestępcy.

J.T. Ellison bardzo wprawnie poprowadziła narrację odpowiednio stopniując napięcie, zagęszczając atmosferę i umiejętnie zawieszając wątek w najciekawszym momencie. W powieści dużo jest tajemnicy, zaskoczenia, wygrywania na emocjach czytelnika groźnych, niebezpiecznych, psychodelicznych tonów.
Umiejscowienie akcji w starym zamczysku ogromnie przypadł mi do gustu. Wiekowe mury skrywają wiele historii, które łatwo wykorzystać w niecnym celu.

Autorka równie doskonale poradziła sobie z "szalejącym" umysłem Taylor. Nie dość, że wstawiła ją w ramy braku równowagi emocjonalnej, szoku pourazowego i histerii konwersyjnej to pozwoliła igrać i grzebać w jej psychice niezrównoważonej psychoterapeutce i przerażające wizje damy w czerwieni. Taka wybuchowa mieszanina musi budzić emocje. I tak jest.

"Umarli nie kłamią" to nietypowy, nieszablonowy thriller. Bohaterowie, nierealne doznania, ryzykowne posunięcia, nietypowe zależności sprawią, że powieść na długo zostanie w pamięci.




J.T. Ellison "Umarli nie kłamią", tł. Melania Gruszczyńska, Mira/Harlequin, Warszawa 2014





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Moniki reprezentującej wydawnictwo Mira/ Harlequin :)))) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Czerwona pustynia

"Wszystko zapisano w gwiazdach na początku świata. Czas narodzin, czas śmierci. Nawet to, jakim będziesz człowiekiem, dobrym czy złym."

Niedaleka przyszłość, nowy świat zbudowany na ruinach starego. Nowe rządy, nowa władza, nowe prawa. Żeby przeżyć trzeba szukać miejsc nieosiągalnych i niedostrzegalnych dla innych. Najlepiej żyć w ukryciu i nie rzucać się w oczy.

Nad wysychającym Srebrnym Jeziorem, w zupełnie niekorzystnych i trudnych warunkach do życia, mieszka pewna rodzina- ojciec z trójką dzieci. Najstarszy z nich Lugh buntuje się przeciwko pustelniczemu trybowi życia. Ma dość walki o przetrwanie, o każdy kolejny dzień, o nędzne ochłapy jedzenia, brak jakichkolwiek perspektyw. Chce czegoś znacznie więcej. Kiedy dojrzewa do opuszczenia rodzinnego stadła, wydarza się coś nieoczekiwanego. Porywają go tajemniczy jeźdźcy. Siostra Lugh, Saba za wszelką cenę stara się go odnaleźć. Podczas swojej wędrówki wkracza w inny świat, inną rzeczywistość, której musi stawić czoła by przeżyć. Czy jest na to gotowa? Czy będzie potrafiła walczyć z zaciekłą brutalnością i skazywać swoich przeciwników na pewną śmierć? Czy jest w stanie poświęcić swoją wrażliwość, człowieczeństwo w imię miłości do brata?

Powieść dystopijna od wielu miesięcy zaprząta moją uwagę. Jestem ogromnie ciekawa kolejnych odsłon antyutopijnej rzeczywistości. Pod tym względem jedyną granicą jest wyobraźnia pisarzy, a zapewniam że większość z nich posiada niesamowity talent kreowania nie tylko mrocznego, złowrogiego i brutalnego otoczenia ale i nastoletnich bohaterów gotowych na wszystko. Moira Young nie odbiega od tego kanonu. Spodobała mi się jej wizja i jej świat przedstawiony, gdzie żeby przetrwać trzeba mieć naprawdę silną wolę życia oraz umiejętność dostosowania się do każdych warunków i sytuacji. A zapewniam, że są kontrowersyjne w stosunku do młodego wieku bohaterów.

Lugh, Saba i Emmi to jeszcze dzieci wychowywane jedynie przez ojca i w kulcie zmarłej w połogu matki. Nie znają troski i czułości, a i możliwość przetrwania muszą zapewnić sobie sami. Lugh i Saba są bliźniętami urodzonymi w dniu przesilenia zimowego, co w przyszłości okazuje się znaczącym elementem ich życia. To ta data sprawia, że Lugh zostaje porwany a jego siostra musi wyruszyć z misją ratunkową. Saba ma możliwość poznania świata, który był dla niej do tej pory nieosiągalny. Na własnej skórze przekonuje się, że nauki ojca nie były jedynie próbą zatrzymania ich przy sobie, przy grobie matki ale zawoalowanym ostrzeżeniem przed niebezpieczeństwami państwa, w której króluje anarchia. To ta data wpłynie również na zmianę ich postrzeganie siebie, otoczenia, wpłynie na ich wybory i zmieni rodzinne relacje oraz zawierane przyjaźnie. Ta data zmieni całe ich życie.

Inni bohaterowie równie idealnie wpisują się w charakter powieści. Zdają egzaminy i z umiejętności walki, planowania, przyjaźni, oddania i lojalności. Szczególne miejsce w moim sercu zajęła Emmi. Ta mała dziewczynka udowodniła, że odwagą i chartem ducha dorównuje dorosłym a czasem nawet ich przerasta.

Akcja "Krwawego szlaku" jest bardzo dynamiczna. Postacie wpadają w wir wydarzeń, gnają ku kolejnym przygodom nie pozostawiając czytelnikowi czasu na chwilę oddechu. Przy tym każda scena wydaje się być przemyślana, barwna i dopracowana. Nie ma tu miejsca na żadną przypadkowość i wątki bez znaczenia.

Należy jeszcze wspomnieć, że Moira Young zrezygnowała z zastosowania myślników przy dialogach. Myślałam, że będzie to przeszkodą nie do ogarnięcia, a zaskoczyło mnie to jak łatwo przystosowałam się do tak oryginalnego tekstu. Zupełnie nie odczułam braku wyraźnego wyróżnienia rozmów od reszty słów. Za to surowość i prostota języka oraz krótkie, dynamiczne zdania podkreślają brutalność wydarzeń i surowość krajobrazu.

"Krwawy szlak" to pierwsza odsłona Kronik Czerwonej Pustyni i dobrze zapowiadający się początek dystopijnej serii. Bezwzględna, groźna, brutalna rzeczywistość, mroczny klimat, pochłaniająca całą uwagę fabuła oraz skazani na krwawą walkę  bohaterowie i spektrum emocji to jej największe atuty.




Moira Young "Krwawy szlak", tł. Anna Klingofer, Egmont, Warszawa 2014




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pana Maćka :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Ta, na którą czekają miliony... Hopeless

To, czego szukasz, może okazać się tym, przed czym starasz się uciec.

18 czerwca nakładem Wydawnictwa Otwartego ukaże się książka Hopeless Colleen Hoover.

To jedna z najpopularniejszych na świecie książek w kategorii New Adult. O jej fenomenie najlepiej świadczy liczba wpisów na portalu GoodReads.com – ponad 100 tys. ocen i 12 tys. recenzji!

Czasem odkrycie prawdy może odebrać nadzieję szybciej niż wiara w kłamstwa.
To właśnie uświadamia sobie siedemnastoletnia Sky, kiedy spotyka Deana Holdera.
Chłopak dorównuje jej złą reputacją i wzbudza w niej emocje, jakich wcześniej nie znała. W jego obecności Sky odczuwa strach i fascynację, ożywają wspomnienia, o których wolałaby zapomnieć. Dziewczyna próbuje trzymać się na dystans – wie, że Holder oznacza jedno: kłopoty. On natomiast chce dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Gdy Sky poznaje Deana bliżej, odkrywa, że nie jest on tym, za kogo go uważała, i że zna ją lepiej, niż ona sama siebie. Od tego momentu życie Sky bezpowrotnie się zmienia.

Hopeless to znacznie więcej niż romans nastolatków. Dotyka trudnych tematów, odległych wspomnień i cierpienia tak potwornego, że zostało wyparte z pamięci.

Książka podbija serca polskich czytelników, niektóre ich opinie zostały zamieszczone na kilku pierwszych stronach Hopeless.

Jak daleko możesz uciec od siebie, żeby pokonać niewyobrażalny ból? Jak wiele musisz zapomnieć, żeby móc dalej żyć – tylko dlatego, że życie okazało się trudniejsze, niż powinno być? Książka dla odważnych, którzy nie boją się trudnych tematów.
MARZENA ROGALSKA

Książka bardzo intrygująca i wciągająca do tego stopnia, że czytałam nawet w przerwach spektaklu! Polecam!
BASIA KURDEJ-SZATAN

Miłość bezwarunkowa, głęboka i odważna jest silniejsza niż zło, które podstępnie odbiera nam dusze... Przeczytaj „Hopeless” i dowiedz się, czy można odzyskać utraconą nadzieję. Gorąco polecam.
MARIA ROTKIEL

Uporządkowane i spokojne życie Sky zmienia się z dnia na dzień. Wszystko, co uważała za pewnik, okazuje się kłamstwem. Komu ma zaufać, jakie decyzje podjąć? Czy będzie chciała i mogła wybaczyć? Wciągająca książka, pełna nastoletniej miłości, humoru, ale dotykająca także poważnych tematów.
ELIZA WYDRYCH-STRZELECKA „FASHIONELKA”


O autorce:

Colleen Hoover jest jedną z najpopularniejszych obecnie amerykańskich autorek z nurtu New Adult. Napisała między innymi: Losing Hope, Finding Cinderella, Slammed, Point of Retreat, This Girl.

Dane wydawnicze:

Colleen Hoover "Hopeless"
Wydawnictwo Otwarte
Kraków 2014
tłum. Piotr Grzegorzewski
s. 424, ISBN 978-83-7515-281-4
cena 34,90 zł
Projekt okładki: Eliza Luty



Czytaj dalej...

Swoje miejsce na ziemi

"Bo każdy ma takie miejsca, wyspy, na które chciałby pojechać i żyć tam szczęśliwy. Takie wyspy to nie tylko miejsca gdzieś daleko, ale uczucia najbliższe naszemu sercu i duszy."

Znaleźć swoje miejsce na ziemi wcale nie jest łatwo. Każdego dnia trzeba pokonywać przeszkody, bariery i mierzyć się ze słabościami. Trzeba także z odwagą podejmować decyzje, stanowczo trzymać się własnego zdania i często tłumaczyć z podejmowanych wyborów.

Lola ma jasno określony cel, plan na życie, który z pieczołowitością i stanowczością realizuje krok po kroku. Nie interesują ją półśrodki i nie godzi się na kompromisy. Chce robić to co lubi, spotykać się z kim chce, podróżować po świecie, mieszkać tam gdzie każdy poranek przywita uśmiechem, gdzie wszystkie zmysły zwiastują przyjemność, gdzie radość życia nie jest liczona w sekundach. Czy Lola znajdzie swoje wyspy szczęśliwe?

Główna bohaterka jest pewna siebie, świadoma własnej wartości i doskonale ukształtowana na miarę współczesnego świata. Nie uznaje słabości i nie wyobraża sobie braku kontroli nad własnym życiem. Jest niezależna, czasami wyniosła i arogancka, wie na co może sobie pozwolić i ma zdanie na każdy temat. Lola jest postacią, którą nie wszyscy z miejsca obdarzą sympatią. Niezbyt lubimy silne, bezkompromisowe jednostki. Z początku mnie również nie zachwyciła, być może dlatego że sama jestem jej przeciwieństwem- nieśmiała i zakompleksiona. Później spodobała mi się jej charyzma, konkretność, determinacja, sarkastyczny ton i szczerość na każdym poziomie życia.
Beata Katarzyna Tyszkiewicz przybliża swoją bohaterkę poprzez retrospekcje. Poznajemy ją jako małe dziecko, nastolatkę, dorosłość. Obserwujemy wpływ jaki na wychowanie dziewczynki ma dziadek. To on w głównej mierze kształtuje jej osobowość, wpaja zasady moralne, etyczne oraz buduje jej tożsamość, poszanowanie dla godności każdego człowieka, szacunku do pracy, pieniądza ale przede wszystkim do wolności wyboru, decyzji, świadomości społecznej, politycznej.

„Lola, musisz wierzyć tylko w siebie, bo prawda jest w każdym człowieku i nie potrzebujesz żadnej wiary czy religii, musisz znaleźć swój własny świat, własną drogę w sobie samej, bo każde życie potrzebuje sensu”. 

Lola poszukuje swojego miejsca na ziemi, azylu określanego przez autorkę mianem wysp szczęśliwych. Uczestniczymy w kolejnych podróżach przez Europę i Afrykę. Nie tylko oczami ale wszystkimi zmysłami obserwujemy i odbieramy odwiedzane kraje, los kobiet (ten temat wydaje się być szczególnie bliski Pani Tyszkiewicz), porównuje ludzi jako społeczeństwo, światopogląd, obyczaje, religię, standard życia, smaki, potrawy, zapachy, muzykę, widoki. Nie zabrakło również obiektywnego podsumowania dokonań Polski i Polaków. Podkreślona została narodowo- społeczno- poglądowa hipokryzja naszych rodaków. I ten wątek może przynieść falę krytyki, bo choć sami między sobą lubimy ponarzekać na to i owo, to publiczna, surowa ocena nie wszystkim będzie w smak. Zgadzam się z większością poglądów, obserwacji ale jak na moje oko zbyt dużo jadu, wylanej żółci.

Podobał mi się za to język powieści- prosty, jednoznaczny, dosadny, erotyczny i mocno ironiczny, smagający ciętą ripostą. Beata Katarzyna Tyszkiewicz nie koloryzuje, nie ubarwia a dużą dozą realizmu przedstawia świat, tak jak go widzi i odbiera. Pokuszę się o stwierdzenie, że książka ma w sobie wiele wątków autobiograficznych. Autorka w życiu prywatnym również podróżuje i kadry osobistych doświadczeń zaserwowała w tej lekkostrawnej pigułce.

"Wyspy szczęśliwe" to książka o poszukiwaniu siebie, własnego miejsca na ziemi, fascynacji człowiekiem,miłością, muzyką, poezją, przyrodą i kulturą i odbieraniem świata wszystkimi zmysłami.




Beata Katarzyna Tyszkiewicz "Wyspy szczęśliwe", Warszawska Firma Wydawnicza, Warszawa 2013





Za możliwość przeczytania książki  dziękuję autorce- Pani Beacie Tyszkiewicz :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Rozwydrzona bezbożnica


Maria Konopnicka poetka, pisarka, wyniesiona do rangi wieszczki narodowej. Znana przede wszystkim z lektur szkolnych i nie zawsze ciekawych lekcji języka polskiego  w szkole podstawowej. Jej największym choć niezamierzonym a namaszczonym przez Polaków tekstem sztandarowym jest "Rota" pieśń patriotyczna, która obok hymnu narodowego budowała i buduje dumę, tożsamość, świadomość narodową oraz była pociechą podczas rozbiorów, wojen i okupacji.

Wielu próbowało spisać i uporządkować życiorys poetki skupiając się albo na jej twórczości bądź kontrowersji narastających wokół niej przez kolejne lata. Iwona Kienzler postanowiła w swojej publikacji przedstawić ją jako zwykłą kobietę uwikłaną w skomplikowane związki emocjonalne i trudy życia codziennego.

Maria Konopnicka jak niemal każda kobieta nie lubiła przyznawać się do swojego wieku. Co więcej poszła o krok dalej i pokusiła się o zafałszowanie swojej prawdziwej daty urodzenia (1842) i upowszechnianie metryki odmładzającej ją o cztery lata. Jej poglądy, zachowanie, decyzje wyprzedzały ówczesne czasy, jej osobowość wychodziła poza schemat, wszelkie ramy  tym samym czyniąc ją postacią kontrowersyjną. Szeroko komentowane romanse z dużo młodszymi mężczyznami, zażyła przyjaźń z malarką Marią Dulębianką czy nawołująca do rewolucji społecznych twórczość potępiana przez Kościół zaintrygowały mnie na tyle, że lektura "Rozwydrzonej bezbożnicy" była dla mnie koniecznością.

Iwona Kienzler przedstawia Konopnicką nie jako pomnik epoki realizmu ale kobietę z krwi i kości, wyzwoloną, dumną, postępującą zgodnie z własnym upodobaniem, nie oglądającej się na nikogo i na nic.  Poznajemy jej dzieciństwo, dorastanie, naukę szkolną, podczas tworzenia, w małżeństwie, jako matkę, żonę, kochankę, przyjaciółkę. Jesteśmy świadkami problemów i sukcesów małżeńskich, rodzicielskich, zawodowych.

Po raz pierwszy czytam biografię Marii Konopnickiej. I jak talentu literackiego nie można jej odmówić , tak uderzyła mnie jej niedojrzałość i sprawdzony sposób na kłopoty- odsuwanie ich od siebie i ucieczka. Pierwsza z nich- odejście od męża- skandalizujący postępek mogący ściągnąć na jej głowę potępienie i towarzyski ostracyzm. Powód- brak porozumienia duchowego, wspólnych zainteresowań i zbytnie zainteresowanie gospodarką. Z pozoru Matka Polka samotnie wychowująca gromadkę dzieci. Gdy przyjrzeć się bliżej, nierówno traktowała własne pociechy, jednych faworyzując inne skazując na brak uwagi i odtrącenie. "Dzieliła swoje dzieci na lepsze i gorsze, od chorej psychicznie córki zupełnie się odwróciła, a wnuki prawie zupełnie ją nie interesowały." Swoje rodzicielskie powinności spełniała z obowiązku aniżeli z bezinteresownej miłości.

Obraz żony i matki nie przypadł mi do gustu Najbardziej zaciekawiły mnie wątki traktujące o działalności Konopnickiej na polu literackim- trudności z debiutem, krytyczne recenzje kolegów po fachu, wsparcie Elizy Orzeszkowej, kontrowersje na linii poetka- Kościół. Nie wszystkie dzieła Marii Konopnickiej wynikały z potrzeby serca i były wyrazem jej emocji. Równie płodnie tworzyła "dla chleba" za odpowiednie wynagrodzenie. Co mnie nie dziwi bo poeta też człowiek i z czegoś musi żyć, jeść, być.

Na koniec zostawiłam temat związku Konopnickiej z Dulębianką. Iwona Kienzler również nie wskazuje jednoznacznie charakteru tego związku. Domniemuje jedynie czy to była przyjaźń czy kochanie. Tego zapewne nie dowie się już nikt. Zastanawiam się jedynie czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Jak to ma ją definiować jako poetkę, kobietę, człowieka?

"Rozwydrzona bezbożnica" to bardzo ciekawa publikacja. Obawiam się tylko, że trafi do bardzo ograniczonego grona czytelników.


Przy okazji pochwalę się magnetyczną zakładką, którą niedawno promowałam na blogu :) Sprawdza się idealnie. Magnes nie jest mocny, nie odkształca kartek a jednocześnie dobrze się trzyma :)):))








Iwona Kienzler "Maria Konopnicka. Rozwydrzona bezbożnica", Bellona, Warszawa 2014



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pana Pawła reprezentującego księgarnię Tania Książka i bloga Kochamy Książki. Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Bohaterskie guwernantki


Harvey Pitcher w swojej książce przedstawia czytelnikowi doświadczenia autentycznych guwernantek, które porzuciły swoje dystyngowane, wygodne, spokojne życie na rzecz romantycznego wyobrażenia o słowiańskim kraju pełnym kontrastów, bohaterów i ułańskiej fantazji. W latach 1911- 1919 do Rosji oprócz tytułowej Emmy Dashwood wyruszyły między innymi: Edith Kerby, Marguerite Bennet in. Scottie, Rosamond Dowse, Helen Clarke. Wszystkie dały swoje świadectwo wydarzeń, które wstrząsnęły Rosją: rewolucja, I wojna światowa, a ich słowa dały szerszy i bardziej szczegółowy obraz przemian ustrojowych, społecznych, ludzkich zachowań, upadku moralności i zwykłego, codziennego życia.

Różne były motywy kobiet, które wyjechały do Rosji. Jedne ruszyły w pogoni za pracą i chlebem, inne chętne przygód i romantycznych uniesień czy chęci uwolnienia się z kajdan własnych bądź rodzinnych ograniczeń. Angielskie guwernantki były bardzo popularne wśród rosyjskiej socjety. Nauka języka angielskiego była porządana, w dobrym tonie, a nawet ważniejsza niż język narodowy. Sama praca była lekka i przyjemna, a obowiązki "określone bardzo ogólnie- mówić po angielsku i dawać pożyteczne zajęcia przez większość dnia." Guwernantki najczęściej pracowały u rodzin arystokratycznych i na co dzień były świadkami olbrzymiego rozłamu pomiędzy bogatymi a biedotą. Ich pracodawcy opływali w dostatki, stać ich było na zbytki, a wieśniacy mogli liczyć jedynie na ułamek plonu ze swojej pracy i łaski Jaśnie Państwa rzuconej w błoto z przejeżdżającego powozu. Ale to nie zwykła codzienność jest tematem książki Harveya Pitchera, a rewolucyjny szał, anarchia i chaos jaki ogarnął Rosję na początku XX wieku.

Autor w gawędziarskim tonie opisuje bohaterstwo tych młodych dziewcząt, które same nie widziały w swoim zachowaniu niczego godnego podziwu. Jednak to właśnie one najczęściej zachowywały zimną krew i bystry umysł w obliczu zagrożenia, kiedy całkowicie nastąpiło załamanie prawa i porządku. To Emma, Edith, Scottie, Helen i inne Angielki ukrywały bogactwa, poszukiwały opału i pożywienia, przemycały broń, przewoziły biżuterię ukrytą w szwach i fałdach sukni mimo, że ich związki z arystkokracją stawiały je same w złym świetle, w pozycji ciągłego zagrożenia. Czym były powodowane takie zachowania? Lojalność, oddanie, poczucie odpowiedzialności oraz bezwarunkowe zaufanie do brytyjskiego paszportu, który nie raz gwarantował im wolność czy ratował życie. "Czułam się taka bezpieczna, ponieważ byłam Brytyjką."

Te wszystkie niewiarygodne, ale prawdziwe historie podparte są szeroko cytowanymi pamiętnikami, listami i wspomnieniami. Harvey Pitcher uczynił wszystko żeby uwiarygodnić swoją opowieść o tych zwykłych- niezwykłych kobietach. Dotarł do nich osobiście, zaprzyjaźnił się, przeprowadził długie i drobiazgowe rozmowy, zweryfikował z faktami historycznymi i przedstawił czytelnikowi smaczną, lekkostrawną rekonstrukcję wydarzeń.

"Gdy panna Emmie była w Rosji" to całkiem udana hybryda powieści obyczajowej z literaturą faktu. Niestety jest odrobinę niespójna i nierówna. Początek nuży ale już część, w której poznajemy rewolucyjne losy guwernantek ekscytuje i porywa niczym najlepszy thriller.





Harvey Picher "Gdy panna Emmie była w Rosji", tł. Justyna Grzegorczyk, Zysk i s- ka, Poznań 2014



Recenzja napisana dla serwisu DużeKa. Pani Kasi i wydawnictwu Zysk i s- ka dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :))))



Czytaj dalej...

Być matką

Coraz bardziej rozwinięta cywilizacja, używki, wszechobecna chemia, konserwanty, zanieczyszczenie środowiska, styl życia wpływa na naszą płodność. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, dopóki nie rozpoczynamy starań o dziecko. Kiedy kolejny raz nie udaje się zajść w upragnioną ciążę, pojawia się niepokój i szereg pytań. Na szczęście współczesna medycyna jest w stanie poradzić sobie z problemem niepłodności. Jest wiele sposobów i kuracji  stymulujących i przygotowujących organizm do przyjęcia i donoszenia nowego życia. "Surogatka" jest książką, w której została opisana żmudna, trudna, wyboista droga do macierzyństwa i miłość, która nie zna granic, i której nie dotyczą żadne ograniczenia.

Sara i Bill Connell są zgodnym dobrze sytuowanym małżeństwem, któremu do pełni szczęścia brakuje jedynie potomka. Odstawiają wszelkie środki antykoncepcyjne i z ufnością oczekują na upragnioną ciążę. Niestety każdy kolejny miesiąc przynosi rozczarowanie i rosnące uczucie niepokoju. Małżonkowie decydują się na kontrolę u lekarza, która choć daje odpowiedź to przynosi i rozczarowanie. Sara nie miesiączkuje i tym samym nie owuluje. Lekarze proponują jej terapię hormonalną i stymulującą jajniki do wytworzenia komórek jajowych. Kuracja nie przynosi oczekiwanych efektów. Kolejnym krokiem jest zapłodnienie in vitro.
Leczenie Sary i Billa trwało siedem lat. Przez ten czas przeszli szereg zabiegów począwszy od akupunktury poprzez bolesne zastrzyki po sztuczne zapłodnienie. Stracili bliźnięta w wyniku przedwczesnego porodu, doświadczyli traumy śmierci dzieci i wczesnego poronienia. Niemal porzucili nadzieję na rodzicielstwo, kiedy swój brzuch zaproponowała im mama Sary, Kristine Casey. Szcześćdziesięciolatka została surogatką i urodziła Finneana- swojego wnuka.

Wydaje się nieprawdopodobne? A jednak. Ta historia wydarzyła się naprawdę i poruszyła serca wielu ludzi. Sara z niezwykłą szczerością opowiada nie tylko o swojej niepłodności, ale i o swoim życiu, problemach, obawach, traumach, relacjach rodzinnych- szczególnie z matką, pasjach, miłości. Kobieta nie próbuje w żaden sposób szokować, wyolbrzymiać swoich trudności z poczęciem dziecka, stać się popularną czy uczknąć z tej sytuacji jakiekolwiek profity. Nie stawia się także w roli ofiary, nie wymusza współczucia.
Prosto, intymnie, z wyczuciem przedstawia medyczną stronę leczenia niepłodności, krok po kroku, czasami z pełnią emocji lub z chłodną rzeczowością i drobiazgowością kolejnych czynności: niekończące się wizyty u lekarza, skomplikowane i bolesne badania, mnogość medykamentów. Pisze także o uczuciach, z którymi musiała zmierzyć się w tym czasie: wstyd, obawa, niepewność, zaufanie, nadzieja, oczekiwanie, radość, niecierpliwość, fascynacja, a po stracie dzieci- ból, cierpienie, odrętwienie, zawód, złość, nienawiść, zazdrość, wycofanie, tęsknota. "Ból był niczym paliwo podsycające żar tęsknoty."

Sara jest dyplomowanym refleksologiem, a także doradcą i terapeutą. Przez dwa lata naturalnymi metodami- medytacją, ziołami, akupunkturą próbowała leczyć swoją niepłodność, była stuprocentowo przekonana o skuteczności tych sposobów. Doskonale zdaję sobie sprawę, że Stany Zjednoczone są bardzo liberalnym narodem. Mimo to zaskoczyło mnie jak bardzo Amerykanie są otwarci na medycynę niekonwencjonalną, holistyczną i jak jest ona akceptowana przez lekarzy tradycyjnych. Co więcej niektórzy medycy łączą w swoim zawodzie wiedzę z obu dziedzin, by jeszcze bardziej przysłużyć się parom, małżeństwom, rodzinom w drodze do rodzicielstwa.

Sara Connell w swojej książce chce opowiedzieć historię nie tyle o poczęciu dziecka, ale o miłości jaką matka może obdarzyć córkę. Problemy z zajściem w ciążę i jej donoszeniem zbliżają Sarę do mamy. Wcześniej ich relacje nie były podtrzymywane i możne by je nazwać chłodnymi. Wynika to z traum przeszłości, które poznacie czytając książkę. Wracając do Sary, niepowodzenia, cierpienie, niepewność popychają ją w ramiona matki, gdzie znajduje ukojenie. Te relacje jeszcze bardziej się zacieśniają, kiedy Kristine decyduje się urodzić dziecko za swoją córkę. Wydawałoby się, że menopauza wyklucza macierzyństwo. Jednak w tym przypadku chodziło jedynie o "użyczenie" macicy, a ta jest taka sama zarówno u młodej jak i starej kobiety. Zachowanie  Kristine wzbudza wśród ludzi różne odczucia. Jedni gratulują, inni nie rozumieją i nie akceptują tego kroku, nawet wśród lekarzy. Dla Sary i Billa ta decyzja jest nietypowym, ale szczerym wyznaniem miłości oraz dowodem na to, że nie ma rzeczy niemożliwych i granic kiedy się kogoś prawdziwie kocha. Podziwiam Kristine i myślę, że byłabym gotowa podążyć jej drogą.

"Surogatka" to lektura wzruszająca, poruszająca i kontrowersyjna dla polskiego czytelnika. Decyzje i terapie podejmowane przez Sarę i jej matkę w Stanach Zjednoczonych są dość popularne. W naszym kraju in vitro i macierzyństwo zastępcze jest dostępne na innych zasadach, w ograniczonym stopniu i w dalszym ciągu piętnowane z ambon kościołów, a kobiety zmuszane są do salomonowych wyborów pomiędzy opinią publiczną, zasadami etycznymi i wiarą.
Dla mnie książka była cudowną, pełną nadziei opowieścią o ludziach z krwi i kości, którzy umieją kochać i umieją to pięknie okazać.




Sara Connell "Surogatka. Jak moja mama urodziła mi syna", tł. Anna Nowak, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014






Recenzja napisana dla serwisu DużeKa. Pani Kasi i wydawnictwu Nasza Księgarnia pięknie dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :)))





Czytaj dalej...

Błędy małżeńskie

Iwona Bińczycka- Kołacz stworzyła przewrotną i daleką od oklepanych schematów powieść obyczajową o kobietach, dla kobiet i z dyskretną dedykacją dla współczesnych mężczyzn.

"Znak ostrzegawczy" jest opowieścią o dwóch przyjaciółkach, którym życie układa się całkiem odwrotnie do snutych marzeń i wizji o prawdziwym szczęściu. Kamila ma męża, dziecko i wymarzony dom poza miastem. Jednak to wszystko nie wynagradza jej braku w małżeńskim stadle romantycznych uniesień, prawdziwej bliskości, uwagi czy słodkich wyznań. Miarka się przebrała, a wiecznie zapracowany małżonek musi wreszcie dostrzec swoje winy i zdecydować co jest ważniejsze: rodzina czy kariera.
Agacie Bralskiej do całkowitego spełnienia brakuje dziecka. Kolejne bezowocne próby, poronienie  powodują apatię, odrętwienie, utratę woli walki, depresję. Kobieta ucieka od rzeczywistości i zaszywa się na Cyprze. Tam odzyskuje radość życia i budzi się w niej nadzieja. Silna i mocna rzuca wyzwanie losowi, staje na drodze ku macierzyństwu pełnej bólu, wyzwań i niecierpliwego oczekiwania.
Czy Kamila i Agata zrealizują swoje plany? Czy dotrą do celu z tarczą czy na tarczy?

Życie współczesnej kobiety w dalszym ciągu kręci się wokół dzieci, rodziny, męża czy domu, ale nie pozwala już na to by ograniczały je bariery, rządził nią schemat i banał. Nie musi biernie przyjmować tego, co  niesie los. Sama go tworzy i korzysta z tego w każdej dziedzinie życia. Kiedy chce jest agresywną bizneswoman lub kurą domową ale na własnych, indywidualnych zasadach. Kobiety nauczyły się również jasno wyrażać swoje zdanie i określać oczekiwania. Kamila i Agata idealnie wpisują się w tę charakterystykę. Są niezależne, wykształcone, śmiało wyciągają rękę po sukcesy oraz z łatwością godzą życie rodzinne i zawodowe. Nie brakuje im również delikatności, wrażliwości, czułości i tego samego oczekują od swoich partnerów. O ile Agata trafiła na mężczyznę idealnego, tak Kamila boryka się z mężem, który zupełnie nie potrafi okazywać uczuć.

Często bywa tak, że panowie po wypowiedzeniu sakramentalnego "tak " zmieniają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zachowują się jakby nie musieli więcej starać się o swój wizerunek, dobre relacje i samopoczucie swoich wybranek. Z romantyków chcących przychylić kobiecie nieba przeobrażają się w monnotonne telewizyjno- zarobkowe monstrum. Nie wyobrażam sobie codzienności, w której brakuje rozmów, spontanicznych, czułych gestów, pocałunków, przytulenia, powłóczystych spojrzeń z nad stołu przy wspólnym posiłku. Całkowicie rozumiem tęsknoty Kamili i jej bunt. Bliższa jednak była mi Agata, której uczucia, porażki, straty doświadczyłam i przepracowałam osobiście.

Iwona Bińczycka- Kołacz z drobiazgowością i rzetelnością zadbała o wiarygodność emocjonalną swoich bohaterek. W swoich przeżyciach, doświadczeniach, zachowaniach, rozmowach są bardzo autentyczne, żywe, namacalne. Autorka doskonale oddała zawód miłosny Kamili, jej rozterki małżeńsko- rodzinne oraz ból, cierpienie, niemoc, nadzieję Agaty w dążeniu do bycia mamą. Ich problemy nie wzbudzają zażenowania, rozdrażnienia, pogardliwego uśmieszku ale pełne współczucia trwanie i oczekiwanie.

Mężczyźni w tej opowieści wydają mi się jedynie konstrukcją podpierającą kobiece sylwetki i są niejako stereotypowymi postawami współczesnych panów. Może warto podsunąć lekturę "Znaku ostrzegawczego" naszym chłopakom, narzeczonym, mężom aby zawczasu dostrzegli swoje zachowanie, popełniane błędy i skorygowali je zanim kobiety wytoczą działa i pójdą na wojnę?

Sztuką jest napisać o codziennym życiu tak by nie nużyć i nie wywołać efektu powtarzalności. Iwona Bińczycka- Kołacz w doskonałym stylu powiodła nas przez kręte, cierniste, pełne rozwidleń, pokus ścieżki losu swoich bohaterów i spowodowała, że książkę nie tylko czytało się, ale pochłaniało jednym tchem. Wiarygodne dialogi, lekkie pióro, idealna symbioza z emocjami czytelnika oraz zaskakujące, przewrotne i perfekcyjnie wbijające w ziemię zakończenie sprawia, że "Znak ostrzegawczy" warto wyróżnić i promować na jeszcze większą skalę.




Iwona Bińczycka- Kołacz "Znak ostrzegawczy", Novae Res, Gdynia 2014




Recenzja napisana dla serwisu Dlalejdis, któremu dziękuję za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego książki :))



obrazek z wykrzyknikiem- źródło: http://zswapno.blogspot.com/
Czytaj dalej...

Przyjaźń przy dźwiękach Chopina

"Kolor jej serca" to historia pięknej, prawdziwej przyjaźni nie zważającej na przeciwności, niebezpieczeństwo, okrucieństwo czasów niezrozumienia, nietolerancji i rasizmu.

Cathleen Harrington opuszcza rodzinny dom w Irlandii i wyrusza do Afryki Południowej gdzie oczekuje jej narzeczony. Wyjazd jest pilny i nieodwracalny z powodu kłopotów finansowych. Dziewczyna ma również nadzieję, że odnajdzie swoje miejsce na ziemi, szczęście i prawdziwą, głęboką miłość. Po latach życie w tropikalnym klimacie przynosi smutne refleksje. Emigracja była błędem i jest rozczarowaniem niemal na każdym kroku. W małżeństwie brak namiętności, dzieci podążają własną drogą, tęsknota za ojczyzną jest przejmująca, a jedyną i prawdziwą przyjaźń musi ukrywać przed światem. Dlaczego? Przyjaciółki dzieli wiek, kolor skóry i status społeczny. Ada jest czarnoskórą służącą. Ograniczenia apartheidu lat 30-stych i 40-tych ubiegłego wieku  determinują zachowania obu kobiet, które muszą wybierać pomiędzy przyjaźnią a rodziną, buntem a całkowitym poddaniem, umysłem a sercem.

Historię tej niezwykłej przyjaźni poznajemy z perspektywy Ady. Najpierw jako dziecko zachwyca się przedmiotami należącymi do państwa, asymiluje się z ich dziećmi, domaga uwagi i możliwości nauki. Z początku nie rozumie, że ją i panią Cathleen dzieli głęboka przepaść. Wydaje jej się, że jest częścią rodziny i wolno jej o wiele więcej niż innym służącym. Z wiekiem przekonuje się jakie ograniczenia społeczne, towarzyskie, materialne  przynosi jej status i kolor skóry. Jest to tym bardziej bolesne im więcej ciepła i serca daje jej pani. Oprócz podstawowych umiejętności czytania, pisania i liczenia, dziewczyna uczy się odbierać świat za pomocą dźwięków pianina i muzyki klasycznej. To jeszcze głębiej łączy panią i służącą oraz jest jedną z płaszczyzn, na której kreślą swoja przyjaźń.

Kolejną taką płaszczyzną jest pamiętnik oprawiony w skórę, w którym Cathleen notuje swoje wrażenia, przeżycia i emocje. Jest on jednocześnie niewerbalnym porozumieniem pomiędzy przyjaciółkami. Każdy kolejny wpis jest dopełnieniem opowieści Ady, drugim podpierającym głosem.

Wychowanie Ady w postawie wiecznego obowiązku wobec białego człowieka  jest największym grzechem oprócz apartheidu. Stało się ono bezpośrednią przyczyną wykorzystania dziewczyny przez swojego pana. Ada czuje, że nie może odmówić mu swojego ciała, mimo iż cierpi z powodu nielojalności wobec pani. Co więcej, uważa że to jej obowiązek. Straszne, a to nie koniec nieszczęść służącej: ciąża, ucieczka z domu, wykluczenie ze społeczności, pogarda, brak zabezpieczenia materialnego.

Cathleen należy do skromnej grupy ludzi, dla których ważniejszy jest człowiek a nie kolor jego skóry. Jej sumienie, serce nie zgadzało się na tak drastyczny podział rasowy, taką jawna niesprawiedliwość. Robiła wszystko, co w tamtych czasach mogła zrobić kobieta by zapewnić Adzie godziwe, godne i spokojne życie.

Barbara Mutch wyraźną linią nakreśliła postacie w swojej książce, szczególnie te kobiece. Realistycznie naszkicowała tło historyczne, wzruszając losami ciemnoskórych obywateli Afryki, ale bez epatowania brutalnością i okrucieństwem apartheidu. Udowodniła również, że człowieczeństwo nie ma koloru skóry, statusu, płci czy wieku.

"Kolor jej serca" to piękna wielowątkowa opowieść o potędze miłości i przyjaźni wspieranej siłą muzyki klasycznej.




Barbara Mutch "Kolor jej serca", Muza, Warszawa 2014




Recenzja napisana dla serwisu Dlalejdis, któremu dziękuję za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego książki :))))



Czytaj dalej...

Niebo istnieje...Naprawdę!

"Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego."

Czy istnieje życie po śmierci? Jako praktykujący katolik wierzę, że tak. Taki jest sens mojej wiary, a Jezus Zmartwychwstały jest nadzieją, oczekiwaniem, dowodem na inną rzeczywistość. Jednak nie wszyscy tak ufnie podchodzą do tego tematu. Chcą potwierdzenia bardziej konkretnego. Nie można niestety za życia podejrzeć, co czeka nas po drugiej stronie. Czy aby na pewno? Zdarzają się przypadki "podróży" do nieba. Dochodzi do nich przy tzw. NDE- doświadczenie śmierci, odczucia zmysłowe doświadczane przez osobę, która niemal umarła lub była w stanie śmierci klinicznej.

Todd Burpo jest pastorem w Kościele Wesleyańskim Crossroads (w Polsce zwany pod nazwą Ewangeliczny Kościół Metodystyczny) w Imperial w stanie Nebraska. Jest szczęśliwym mężem Sonji i ojcem Cassie, Coltona i Colby' ego. Ich życie toczyło się utartym torem, aż do marca 2003 roku. Wtedy życie jednego z ich dzieci zawisło na włosku.
Czteroletni Colton tuż przed planowaną rodzinną wycieczką uskarża się na uporczywy ból brzucha. Zaniepokojeni rodzice udają się do lekarza pierwszego kontaktu. Ten diagnozuje zwykłą grypę żołądkową, która trwa kilka dni. Wyprawa do Pawilonu Motyli Tropikalnych odbywa się zatem bez przeszkód, nic nie zapowiada katastrofy. Rodzice i dzieci bawią się doskonale do momentu, kiedy Colton' a ponownie zaczyna boleć brzuch i rozpoczynają się uciążliwe, notoryczne wymioty. Przerażeni Todd i Sonja kończą wycieczkę, wracają do domu i zawożą syna do szpitala. Tam lekarze nie potrafią zdiagnozować dziecka. Odrzucają sugestie o zapaleniu wyrostka robaczkowego. Po pięciu dniach na własne żądanie wypisują Coltona i przewożą do innej placówki. Tomografia komputerowa wskazuje na pęknięcie wyrostka, ropnie w żołądku i zakażenie niemal całego organizmu. Chłopiec musi być operowany, natychmiast. Lekarze cudem ratują mu życie. Po kilkunastu ekstremalnych dniach Colton i jego rodzina powracają co zwykłej codzienności, do przedszkola, pracy, rachunków. Po kilku tygodniach czterolatek zaskakuje bliskich niesamowitą opowieścią o Jezusie, Aniołach, Niebie...

Historia, której zarys przed chwilą poznaliście nie jest fikcją literacką stworzoną na potrzeby chwili, to jest zapis autentycznych wydarzeń. Mały Colton tuż i podczas operacji znajdował się na pograniczu życia i śmierci. To właśnie w tym czasie wyruszył w podróż do Nieba. To co widział, słyszał, doświadczył opowiedział rodzicom tak, jak potrafił, po dzięcięcemu, z naiwnością przez co szczerą bez cienia przebiegłości, namyślania czy jakiegokolwiek planowania. Chłopiec w swojej relacji ani razu nie wzbudził podejrzeń dorosłych, a opisy tego co zobaczył, są na poziomie wiedzy czterolatka, np. na rany na rękach i nogach Jezusa mówi czerwone znaczki bo nie wie co to jest, nie zna przecież drastycznych szczegółów z ukrzyżowania Chrystusa. "Nie byłem nawet pewny, czy mój syn kiedykolwiek w życiu widział krzyż. Dzieci z rodzin katolickich dorastają ze świadomością znaczenia tego symbolu, jednak w protestanckich kręgach najmłodszym wpaja się po prostu bez zbędnych tłumaczeń, że Jezus umarł na krzyżu."

Słowa Coltona niosą ogromny emocjonalny ładunek dla jego bliskich ale także dla mnie i pozostałych czytelników. Serce moje wzruszone i oczy pozostały wilgotne do końca lektury. Odebrałam ją bardzo personalnie i przyniosła mi ona nieoczekiwane ukojenie, zaspokoiła moją ogromną stratę w życiu, której oklepane frazesy okazały się jak najbardziej prawdą.
Colton pięknie mówi o Bogu, Jezusie i o ich nieskończonemu miłosierdziu. Oboje ukochali ludzi, a szczególnie dzieci za ich szczerą, bezwarunkową ufność i wiarę. Według małego przewodnika każdy może trafić do Nieba, wystarczy mieć Jezusa w sercu.

Colton w swoich opowieściach nie jest osamotniony. Nie on jeden doświadczył tej nadzwyczajnej "podróży". Wiele jest opisów Nieba. Jednak to co zobaczył czterolatek jest zbieżne z objawieniami Nieba Akiane Kramarik z Idaho. Dziewczynka ma ogromny talent plastyczny, który wykorzystała do portretowania swoich wizji. Jej "Książę Pokoju" jest obliczem Jezusa zapamiętanym przez Coltona.

Tę wyjątkową książkę, ale również jej ekranizację polecam wszystkim, którzy potrzebują nadziei na życie po życiu. Zapraszam także na stronę rodziny Burpo.





Todd Burpo, Lynn Vincent "Niebo istnieje...Naprawdę!", tł. Olga Pieńkowska- Kordeczka, Rafael, Kraków




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Lilianie reprezentującej Dom Wydawniczy Rafael :)) ) Dziękuję za okazane zaufanie :)




Tą książką należy i warto się dzielić. Dlatego ogłaszam konkurs! 

Odpowiedz na pytanie: Co według Ciebie czeka nas po śmierci? A "Niebo istnieje...Naprawdę!" może być Twoje :)))))))



Regulamin konkursu:  

1. Organizatorem konkursu jest właściciel bloga Aleksandrowe myśli
2. Fundatorem nagrody jest właściciel bloga Aleksandrowe myśli i pochodzi ona z jego prywatnej biblioteczki oraz pośrednio wydawnictwo Rafael, który udostępnił mi książkę do recenzji 
3. Nagrodą w konkursie jest: "Niebo istnieje...Naprawdę!" Todd Burpo
4. Konkurs trwa od 14.05.2014 do 21.05.2014 do godz. 23:59.
5. Biorąc udział w konkursie uczestnik akceptuje niniejszy regulamin.
6. Aby wziąć udział w konkursie użytkownik musi w komentarzu pod tym postem odpowiedzieć na pytanie:
Co według Ciebie czeka nas po śmierci?, swój nick bądź imię oraz podać swój adres e- mail. 
* będzie mi bardzo miło jeżeli zostaniesz obserwatorem bloga Aleksandrowe myśli
* możesz polubić profil bloga na Facebook-u 
* możesz umieścić informacje o konkursie na swoim blogu lub Facebook- u  :)
7. Konkurs skierowany jest do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
8. Zwycięży osoba, której odpowiedź 
do mnie "przemówi" 
9. Wywiad oraz głoszenie wyników nastąpi około 25.05. 2014 r.
10. Po ogłoszeniu wyników konkursu, skontaktuję się z laureatem i poproszę o przesłanie danych osobowych. Nagroda zostanie wysłana do zwycięzcy w ciągu 21 dni roboczych na adres wskazany przez laureata konkursu.
11. W konkursie można wziąć udział tylko raz.
12. W razie jakichkolwiek pytań proszę o kontakt pod adres mail: aleksnadra@interia.eu






źródło zdjęcia "Księcia Pokoju"- katalogi.pl


Czytaj dalej...

Domorosły detektyw


Lemony Snicket znany jest czytelnikowi ze swojej Serii Niefortunnych Zdarzeń, która zdobyła popularność nie tylko wśród dzieci ale i dorosłego czytelnika. Książeczki serii doczekały się wznowionego i odnowionego wizualnie wydania oraz całkiem udanej ekranizacji. Teraz Lemony Snicket powraca z nowym tytułem "Kto to może być o tej porze?". Autor nie zawodzi a fani mogą cieszyć się kolejną intrygą, a także znanym i lubianym już posępnym, ironiczno- satyrycznym stylem.

Bohaterem i jednocześnie narratorem książeczki jest trzynastoletni Lemony Snicket domorosły detektyw i terminator u S. Teodory Markson. Inteligentna inaczej i strasznie irytująca nauczycielka przyjmuje zlecenie odszukania i odzyskania tajemniczej figurki Bombinującej Bestii w Splamnione Nadmorskie- nadmorskim miasteczku, które już nie leży nad morzem.

Ten, kto zna utwory Lemony' ego Snicket'a domyśli się zapewne, że ta prosta sprawa szybko się skomplikuje oraz wynicuje z jednej na drogą stronę i z powrotem wprowadzając czytelnika w osłupienie, konsternację i zachwyt. I to jest największa zaleta prozy tego autora. Kiedy sięgasz po jego książkę, nie wiesz co cię czeka na kolejnej stronie, w którą stronę rozwinie się akcja i ile jej zwrotów uświadczysz. Również  "Kto to może być o tej porze" jest nieprzewidywalna i bardzo przewrotna.

Co za tym idzie bohaterowie i sytuacje są pozbawione banału, sztampy. Co więcej są ironiczne, kolorowe, wyraziste i przerysowane. Lemony jest młodzieńcem bardzo inteligentnym, otwartym na przeróżne doświadczenia i całym sobą chłonie to, co widzi, myśli, czuje. Do gustu przypadła mi również małoletnia dziennikarka szlifująca warsztat dzień i w nocy, która jest równocześnie istotnym źródłem wiedzy o nadmorskim- nienadmorskim miasteczku. S. Teodora to najbardziej irytująca osoba jaką znam. Nie dość, że nie pomaga w sprawie, to dodatkowo ją komplikuje. Jej wywody dedukcyjne powalają na kolana. I właśnie w takich momentach ujawnia się niesamowity dar Lemony' ego Snicket' a: giętki umysł, niesamowita inteligencja, kreatywność, bogata wyobraźnia i absurdalny humor.

Doskonałe są też ilustracje Seth' a które nie tylko współgrają z całą opowieścią ale podbijają atmosferę posępności, tajemnicy, niepokoju.

"Kto to może być o tej porze?" to początek niesamowitej Serii Niewłaściwych Pytań gdzie zagadka goni zagadkę, a odpowiedzi są kolejnymi niewiadomymi. Serdecznie zapraszam na niepowtarzalną przygodę z domorosłym detektywem, który pokaże Ci świat jakiego nie widziałeś.





Lemony Snicket "Kto to może być o tej porze?", tł. Jolanta Kozak, Egmont, Warszawa 2014




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pana Maćka :)))) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Zakazana miłość


"Czasami spotykamy na swojej drodze ludzi, którzy zmieniają nasz świat. "

Czy miłość zawsze jest piękna i przynosi radość? Niestety nie. Miłość czasem burzy spokój, życie i wprowadza chaos trudny do opanowania. Bywa, że miłość jest jak narkotyk, uzależnia, doprowadza do tragicznych wydarzeń i przynosi cierpienie wszystkim wokoło.

"Muszę pamiętać, że miłość to nie tylko piękne słowa. Nie tylko poezja i muzyka, nie tylko zapewnienia o lepszym jutrze. Miłość nie może budzić lęku, obaw. Nie może rodzić strachu, gdy decyzja zapada."

Agata w ferworze przygotowań do ślubu odnajduje swój pamiętnik, w którym skrycie notowała wszystkie wydarzenia, przeżycia i emocje z okresu dorastania. Z ciekawością zagłębia się w zapisane słowa, które na nowo odkrywają jej największą traumę- zakazaną miłość i jej tragiczne konsekwencje.

Czytelnik jest współczytającym pamiętnik Agaty, zagląda jej przez ramię gdy ta cofa się w czasy gdy życie najbardziej i najdotkliwiej ją doświadczyło. Od samego początku jest wyczuwalne ogromne wzburzenie bohaterki, które sugeruje traumatyczne przeżycia. J. W. Bastille tak dawkuje odkrywane tajemnice, żeby jak najbardziej pobudzić wyobraźnię i zainteresowanie pozwalające przerzucać kartki powieści z prędkością światła.

Bohaterka książki dorastała w dysfunkcyjnej rodzinie, gdzie królował alkohol, przemoc, obojętność i sekrety. Na zewnątrz starali się utrzymać iluzję normalnej, statystycznej komórki społecznej, a w środku emocje buzowały i wybuchały lawiną nieporozumień i uprzedzeń. Agacie i jej rodzeństwu przede wszystkim brakowało uwagi, czułości i bezinteresownej miłości. Kiedy pojawia się Piotr, zagubiony krewny i proponuje swoje zainteresowanie, wsparcie, przyjaźń- dziewczyna lgnie do niego i powierza mu wszystkie swoje sekrety. Nic w tym niezwyczajnego a co więcej wydaj się zupełnie naturalne. Do czasu. Między tym dwojgiem rodzi się miłość, zakazana obyczajowo i w sferze wiary. Piotr nie dość, że jest o czternaście lat starszym bliskim kuzynem Agaty, to jest żonaty i jest ojcem dwójki małych dzieci.

Uczucie, które połączyło mężczyznę i nastolatkę to nie tylko ukradzione rodzinie spotkania, pocałunki i ciepłe wyznania. Miłość jest trudna sama w sobie, a obarczona dodatkową porcją trudności niesie za sobą komplikacje nie do ogarnięcia. Agata jest zagubiona pomiędzy ukochanym, jego przyjaźnią, oddaniem, zainteresowaniem a wiedzą o niestosowności tego uczucia. Jest rozdarta pomiędzy porywami serca a konwenansami i konsekwencjami swojego zachowania. Sama do końca nie rozumie ani swoich wyborów, ani rozterek. Nie wie czy to miłość czy wyobrażenie o miłości. Na wierzch wychodzi jej niedojrzałość i braki emocjonalne. Dlatego poszukuje pomocy, najpierw wśród strażników moralności- księży, potem u swojej matki. Nikt tak naprawdę nie jest w stanie wskazać jej odpowiedniego kierunku.

Jak zachowanie młodej dziewczyny jest wytłumaczalne, tak do szału doprowadzała mnie postawa Piotra. Rozumiem, że jego małżeństwo to ułuda i chęć poszukiwani szczęścia. Niewybaczalne jest dla mnie to, że w drodze ku samozadowoleniu niszczy, burzy, krzywdzi i rujnuje życie swojej rodziny. Nie można budować swojego szczęścia na ruinach i nieszczęściu innych! Nigdy!

Kiedy wzięłam "Zerwaną więź" J.W. Bastille przeraziłam się drobnym drukiem. Nie było czego. Po otwarciu i przeczytaniu pierwszego słowa lektura płynnie i ekspresowo zaprowadziła mnie do samego końca. Jest w niej wszystko to, co cenię sobie w dobrej książce: wyraziści, żywi bohaterowie, kontrowersyjny temat, spójna fabuła, lekkość pióra i zaskakujący finał.

"Zerwaną więź" polecam tym, którzy nie boją się czytać o miłości trudnej, niosącej ból i zniszczenie.





J.W. Bastille "Zerwana więź", NovaeRes, Gdynia 2014



Recenzja napisana dla serwisu Zaczytajsię :))) Gosi i wydawnictwu Novae Res dziękuję za egzemplarz recenzencki książki :)))


Czytaj dalej...
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka