Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Najlepszy przyjaciel człowieka, czyli... Dobra świnka, dobra, Sy Montgomery


Ktokolwiek uważał, że najlepszym przyjacielem człowieka jest pies... Mylił się! Sy Montgomery udowadnia, że każde zwierzę można udomowić, wzruszyć się jego losem, nauczyć się z nim funkcjonować i pokochać całym sobą.

Sy Montgomery przygarnia cherlawego prosiaka, któremu nikt nie daje szans na przeżycie. Jednak miłość, troska, godziwe warunki jakie znajduje w ich domu sprawia, że świnka zaczyna stawać na nogi, jeść i powoli doganiać braci ze swojego miotu. Szybko staje się lokalną sławą, przyjacielem wszystkich okolicznych dzieci, punktem obowiązkowym każdej szkolnej wycieczki i w końcu bohaterką mas mediów Ameryki. Świnka o wdzięcznym imieniu Christopher Hogwood staje się najlepszym przyjacielem rodziny, jej członkiem, jej wielką miłością.

Sy Montgomery jest przyrodniczką z zamiłowania i autorką książek z potrzeby serca ale i możliwości finansowych jakie za sobą niesie. Bo żeby realizować swoje pasje potrzebne są fundusze. Kobieta podróżuje po całym świecie, zaprzyjaźnia się ze zwierzętami całego globu, dzieli się swoimi emocjami, spostrzeżeniami o życiu naszych mniejszych braci. Jest posiadaczką sporego stadka zwierząt. Kobieta jest bardzo wrażliwa na krzywdę i los zwierzaków. Bierze pod swoje skrzydła każde pokrzywdzone, zabiedzone i wymagające opieki stworzenie. Nie zastanawia się czy jest to pies, papuga, kot czy świnia. Jej mąż w znacznym stopniu podziela jej pasję i godzi się na wielogatunkowy zwierzyniec. Oboje uczą się życia w tym dziwnym stadzie, pokory i przyjmują lojalność, zaufanie,  oddanie jakim obdarzają ich zwierzęta. Okazuje się, że rodzina obrasta w miłość i przyjaźń jakiej nie doświadczyli do tej pory. Przygodnie spotkani ludzie, za sprawą Christophera otwierają się przed nimi i wspierają w trudnych chwilach. Wyobcowani dotąd Montgomerowie, lubiący swoje towarzystwo stają w centrum uwagi, w blasku fleszy i pielgrzymek mieszkańców pragnących poznać łaciatą, czarno- białą świnię oraz jej opiekunów.

Zabawne w tej historii jest to, że świnię przeznaczoną na ubój, przygarnia wegetarianka i praktykujący Żyd. Z tej sytuacji rodzi się wiele wesołych anegdot, które pozwalają zawrzeć nowe znajomości, rozpocząć rozmowę czy rozładować emocje. Pochodzenie i sposób na życie daje im również możliwość zbadać jak długo żyją świnie. Trudno to określić gdy pożeramy je, jak tylko urosną do odpowiedniej wagi. Dzięki Christopherowi możemy dowiedzieć się wiele ciekawych rzeczy np. jakie ma upodobania, jakie choroby mogą go dopaść, jak się zachowuje na różnych etapach rozwoju i jak bardzo jest inteligentny. Jego mądrość, umiejętność dostosowywania się do różnych sytuacji zadziwiła na równi autorkę książki, jak i mnie zwykłego zjadacza schabowego. Od tej pory inaczej spojrzę na swój jadłospis.

"Dobra świnka, dobra" jest pełna optymizmu, radości życia i mądrości, których nie dostrzegamy na co dzień. Oglądając bogactwo zdjęć z rodzinnego archiwum Montgomerych nie sposób się nie uśmiechnąć i nie pozazdrościć im sposób bycia tak bliskiego naturze, zgodnego z ich sumieniem, światopoglądem, grzejących się w miłości, oddaniu przygarniętych zwierząt.












"Dobra świnka, dobra" Sy Montgomery, tł. Adam Pluszka, Marginesy, Warszawa 2015






Recenzja napisana dla serwisu DużeKa. 






zBLOGowani.pl



Czytaj dalej...

Autor książek od kuchni, czyli... Złodziejki czasu, Hanna Cygler



Hanna Cygler postanowiła uchylić rąbka tajemnicy i wprowadzić czytelnika w życie poczytnych autorek książek. 

Tytułowe "Złodziejki czasu" to Kinga Zalewska młoda debiutantka krwistych horrorów, Elwira Janosz czołowa "kryminalistka", Maria Teresa Flores znana autorka romansów i Anna Folton biografka uznanych osobistości. Te cztery zupełnie różne kobiety połączył ogólnopolski festiwal literatury kobiecej i zrodzona na nim przyjaźń, która związała ich nierozerwalną więzią, na dobre i na złe.

Atutem "Złodziejek czasu" są różnorodne bohaterki, które wzbudzają różne emocje. Z Kingą można zaprzyjaźnić się niemal od pierwszej strony. Jest dziewczęca, otwarta, wesoła, wrażliwa z odrobiną nieśmiałości, która dodaje jej uroku. Elwira to zołza. Jest pewna siebie, egocentryczna, śmiało sięga po to, co chce nawet jeżeli jest to kontrowersyjne. I często uchodzi jej to płazem. Jednak kiedy trzeba potrafi okazać wrażliwą stronę swojego serca. Maria Teresa jest poważnym wykładowcą akademickim. Samotna, zdystansowana do życia i swej twórczości. Jest ostoją, potrafi słuchać i udziela mądrych wskazówek. Anna jest nieśmiała, zamknięta w sobie, niedostępna. Ale dotykając odpowiednich miejsc na mapie jej serca można otworzyć drzwi jej prawdziwej natury.

I choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że dzielące je różnice są znaczne i nie do zaakceptowania, przyjaźń która je łączy jest największą wartością. Razem tworzą team doskonały bo idealnie się uzupełniają. Kiedy trzeba działać roztropnie prym wiedzie Maria Teresa, a kiedy sytuacja wymaga ryzyka najlepsza jest Elwira.

Czytelnik, który sięga po książki ulubionego pisarza często zastanawia się jakie jest jego życie osobiste i czy opisywane historie są odzwierciedleniem jego codziennych praktyk, przeżyć i doświadczeń. Dzięki Hannie Cygler mamy możliwość wejść za kulisy i brudnymi buciorami wtargnąć w prywatną przestrzeń osób będących na literackim świeczniku. Oczywiście nie można brać słów Pani Hanny zbyt dosłownie i przełożyć na rzeczywistość w skali 1:1. Spodziewam się jednak, że w powieści jest wiele odniesień do prawdziwego życia, anegdot i zaobserwowanych wydarzeń.

"Złodziejki czasu" to namacalny dowód na to, że osoby popularne są zwykłymi ludźmi i na co dzień mają podobne do naszych problemy. Nie omijają ich problemy finansowe, kłopoty małżeńskie, kłamstwo, oszczerstwa, zdrady, tajemnice czy wykorzystanie dobrego imienia, chęci, naiwności, zaufania. Co więcej sława daje więcej możliwości, by bardziej odczuć skutki takich sytuacji. Znana osoba ma o wiele więcej do stracenia i jej upadek będzie bolesny i upokarzający.

Jak sobie radzą z przeciwnościami losu? Tak jak TY. Rozpaczą, załamaniem, ale i odwagą, by zmienić swoje życie. Choć wiadomo, nie jest proste zaczynać wszystko od początku.

"Złodziejki czasu" to także kulisy pracy pisarza od momentu pomysłu na nową książkę po negocjacje z wydawcą, promocje, eventy. Napisać powieść nie jest łatwo, a zyskać uznanie czytelników jeszcze trudniej. Razem z bohaterkami przechodzimy przez drogę usłaną przeciwnościami losu, brakiem weny twórczej, przebranżowienia, ale i odnajdywaniu odnóg, które mogą przynieść osobistą satysfakcję.

Z książek Hanny Cygler bije ogromne doświadczenie i opanowanie warsztatu. Lekkość formowania fabuły, przystępny język, zabawa formą, to cechy charakterystyczne jej powieści. Autorka może pozwolić sobie także na autoironię, dowcip i zamieszanie w środowisku literackim. Wydaje mi się, że niektóre postaci drugoplanowe mają swoich realnych odpowiedników. Odszyfrowałam niektóre z nich, ale czy to prawda czy moje przeczucia, skojarzenia... Chyba nigdy się nie dowiem...

"Złodziejki czasu" skradły mój wolny czas... Nie zamierzam się skarżyć, biorę to na swoją odpowiedzialność! :P

"- Ja panią w zasadzie powinnam oskarżyć.- Dziewczyna podsunęła zdziwionej Elwirze książkę do złożenia autografu.- Po prostu kradnie mi pani czas. Jak zacznę czytać, to zapominam o całym świecie." 









"Złodziejki czasu" Hanna Cygler, Rebis, Poznań 2015





Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :))






zBLOGowani.pl


Czytaj dalej...

Syndrom sztokholmski, czyli...Czuły punkt, Dominika van Eijkelenborg



Człowiek jest nieprzewidywalny tak jak i uczucia, którymi dysponuje. Nienawiść może zmienić się w miłość, strach w przywiązanie, odraza w bliskość. Dzieje się tak w szczególnych wypadkach kiedy obawa o własne życie miesza się z wdzięcznością za odrobinę ciepła i uwagi. Medycyna nazwała ten wyjątkowy stan psychiczny, syndromem sztokholmskim, który rozwija się u ofiary przemocy i polega na emocjonalnym uzależnieniu od oprawcy.

Właśnie taka sytuacja przydarzyła się Weronice, polskiej studentce weterynarii uczestniczącej w programie wymiany studentów z holenderską uczelnią. Dziewczyna zostaje uprowadzona z ulicy, zgwałcona i uwięziona. Pilnuje jej bezwzględny gangster, który groźbą wymusza na niej posłuszeństwo. Z czasem ich relacja zaczyna się zmieniać, ocieplać, staje się bardziej romantyczna. Na ile jest to prawdziwe uczucie, a na ile emocjonalne uzależnienie tzw. syndrom sztokholmski?

"Kompromisy. Podejmujemy je dla siebie samych, dla kogoś, kogo kochamy, dla ratowania relacji, na której nam zależy. Podejmujemy je ze strachu lub z niewiedzy, że moglibyśmy postąpić inaczej. Niektóre przynoszą zmiany, gdy inne tłamszą nas w stagnacji. Kompromisy, bolesne zgody, które zawsze mają swoją cenę."

Ucieszyłam się, że główna bohaterka jest Polką i zdziwiłam, że holenderska pisarka tak gładko weszła w jej skórę. Zaledwie chwilę później przyszło otrzeźwienie. Zaraz! Przecież nie znalazłam informacji o tłumaczeniu... I być nie mogło bo Dominika van Eijkelenborg to po prostu nasza rodzima autorka z egzotycznie brzmiącym nazwiskiem. Zapewne doskonale zna realia emigracji i nauki życia w obcym kraju. Odzwierciedlenie tych doświadczeń można odczytać między wersami. Tęsknota za bliskimi połączona z radością odkrywania nowych miejsc, samotność mieszana z ekscytacją i generalną próba życia na własny rachunek. Weronika jest spokojną, skrytą, nieśmiałą, zatrwożoną dziewczyną. Trudno jej zawierać nowe znajomości. Skrywa za to w sobie jakąś tajemnicę, która zwraca uwagę i przyciąga rówieśników. Tak zdobywa chłopaka i przyjaciółkę. Niestety nie mieli oni szans zmienić jej zgubnej decyzji o samodzielności.
Po porwaniu i uwięzieniu Weronika staje się jeszcze bardziej wycofana. Przemoc, gwałt, cierpienia tworzą z niej uległą kupkę nieszczęścia, która każdą oznakę człowieczeństwa odbiera w zwielokrotnionym rozmiarze.
Zastanawia mnie tylko, czy Pani Dominika nie pozwoliła zbyt szybko zapomnieć Weronice o doznanych krzywdach. Gwałt mocno odbija się na psychice kobiety. Często bywa, że ofiary przez długi czas nie pozwalają sobie na bliskość z drugim człowiekiem. Weronika nie tylko pozwala dotykać się swojemu strażnikowi, ale śpi z nim w jednym łóżku bez choćby jednego grymasu na twarzy i galopujących myśli w głowie.

Luke to brutalny gangster, który nie boi się nawet najbardziej szemranych interesów. Jest prawą ręką pewnego "biznesmena" handlującego żywym towarem. Luke jest przyzwyczajony, że zawsze dostaje to, czego pragnie. Weronika jest częścią umowy handlowej, poza zasięgiem, poza zainteresowaniem. I właśnie ta nietykalność oraz jej delikatność, skromność, eteryczność najbardziej go pociąga. Luke tworzy plan, który może go bardzo drogo kosztować.

"Czuły punkt" pod względem uczuciowym, emocjonalnym zaspokoił moje oczekiwania. Zależność pomiędzy katem i ofiarą, niejednoznaczność ich romansu, koleje losu nietypowej miłości intryguje i zmusza do poszukiwania odpowiedzi.
Również język, styl przypadł mi do gustu. Dominika van Eijkelenborg nie przerysowuje wydarzeń, z wdziękiem kreuje poszczególne etapy z życia Weroniki, uzupełnia obraz informacjami z poszukiwań i policyjnego śledztwa, choć nie są one szczególnie drobiazgowe i dokładne. Narracja jest naprzemienna. Sytuację poznajemy raz z punktu widzenia Weroniki, a raz Luka, raz ofiary, raz kata, raz oblubienicy, a raz oblubieńca. Dzięki temu poznajemy każdy aspekt, każdą myśl, każdy argument.
Niestety tempo akcji, pozostawia moim zdaniem, wiele do życzenia. Jest zbyt powolne i za spokojne. Nie ma także zbyt wielu spektakularnych zwrotów, które ożywiłyby ospałą atmosferę. Zaakcentowany jest jeden, który diametralnie zmienia bieg historii, ale to dopiero przy końcu powieści.

"Czas nabiera innego znaczenia, gdy nie ma się poczucia jego mijania, gdy noc i dzień zlewają się w jedno, gdy sekundy, minuty i godziny wydają się zmieniać swą długość w zależności od natężenia bólu."

Bilans plusów i minusów wypada na korzyść "Czułego punktu". Przeczytałam książkę w rekordowo krótkim czasie, z autentycznym zainteresowaniem i mimo kilku wbitych szpilek wyszłam z lektury zwycięsko i z satysfakcją.







Przeczytaj fragment --> TUTAJ






"Czuły punkt" Dominika van Eijkelenborg, HarperCollins Polska, Warszawa 2015







zBLOGowani.pl




Czytaj dalej...

Życie z piętnem ocalałego, czyli... Jutro, jutro i znów jutro, Thomas Sweterlitsch

Strata bliskiej osoby i przeżywanie żałoby czasem może stać się obsesją na jej punkcie. Przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć, wysuwa się na pierwszy plan, koncentruje uwagę, determinuje życie. Podstępnie, powoli, po cichu niszczy codzienność, a późnej przyszłość. Pozostawia w otępieniu albo skłania do szukania sztucznego pobudzenia zmysłów zrywając kontakt z rzeczywistością.

Dominic Blaxton, główny bohater powieści "Jutro, jutro i znów jutro", jest na dobrej drodze by stoczyć się w otchłań uzależnienia i mamiącej złudnym szczęściem przeszłości.

Kataklizm, wybuch bomby o szerokim spektrum rażenia doszczętnie zniszczył Pittsburgh. Dosłownie starł całe miasto z powierzchni ziemi, a wraz z nim wszystkich mieszkańców, w tym ukochaną żonę Dominica i ich nienarodzone dziecko. Mężczyzna nie potrafi pogodzić się ze śmiercią najbliższych. Dzień po dniu spędza na odurzaniu się narkotykami i wędrówkach po cyfrowej rekonstrukcji Pittsburgha, gdzie wciąż od nowa przeżywa nieliczne chwile z hologramową ukochaną. Jego podróże w przeszłość chce wykorzystać wpływowy Theodore Waverly. Chce by Dominic odnalazł jego córkę zaginioną w katastrofie. Podczas poszukiwań Blaxton odkrywa ciało zamordowanej kobiety oraz próbę manipulacji w cyfrowym obrazie miasta. Kim była ofiara? Dlaczego musiała umrzeć? Kto jest mordercą? Co czeka Dominica?

"To, co za nami, i to, co przed nami, niewiele znaczy w porównaniu z tym, co tkwi w nas."

Akcja książki toczy się w niedalekiej przyszłości, gdzie technika, cyfryzacja daleko wyprzedza to, co znamy z naszej rzeczywistości. Na czasie jest oprogramowanie Adware, które za pomocą kamery wszczepionej w źrenicę oka i okablowania scalonego z mózgiem, pozwala na serfowanie po sieci bez konieczności uruchomienia komputera i łącza Wi- Fi. W dowolnej chwili możesz sprawdzić wiadomości, pocztę, oglądnąć prognozę pogody i zalogować się na portale społecznościowe, ale tym samym jest się także bombardowany spamem i treściami pornograficznymi. Adware jest również ścieżką do nadużyć, manipulacji i infiltracji. Łatwo jest założyć oprogramowanie szpiegujące, które może okazać się przyczyną wielkich kłopotów. Adware pomaga Dominicowi w pracy i spotkaniach z żoną. Z czasem staje się uzależnieniem, koszmarem, upadkiem.

Dominic żyje z poczuciem winy. Jest jednym z ocalałych z kataklizmu, który nie potrafi, nie chce pogodzić się ze śmiercią ukochanej żony i nienarodzonego dziecka. Obwinia się za to, że żyje i pragnie jak najszybciej dołączyć do swoich bliskich. W wirtualnym świecie jest sentymentalnym, romantycznym, oddanym mężczyzną, w realu jest narkomanem złamanym poprzez prozę życia. Nie boi się niebezpieczeństwa, ryzykuje, wychodzi przed szereg, łatwo nim manipulować i zmuszać do konkretnych zachowań. Do czasu. Odkryte nieprawidłowości, zwłoki młodej kobiety, którą nikt się nie interesuje, zmowa milczenia, zafałszowana rzeczywistość zmusza go do radykalnych działań.

"Jutro, jutro i znów jutro" to powieść z elementami kryminału, trzymającego w napięciu thrillera z lekką formą fantasy. Zagadka tajemniczej śmierci i jeszcze bardziej tajemnicze poszukiwania zaginionej dziewczyny wciągają od pierwszej strony i utrzymują ją do ostatniej kropki. Thomas Sweterlitsch ciekawie przedstawia człowieka cierpiącego na depresję, zespół stresu pourazowego i uzależnionego od środków odurzających. Podsuwa nam wizję katuszy wywołanych cierpieniem, żałobą, obsesją, a także miłością niespełnioną, nie przeżytą od początku do naturalnego końca. Autor z wprawą wplata wątki cyfryzacji społeczeństwa i wprowadzanie nowych technologii. Język powieści jest prosty i łatwy do zrozumienia nawet dla laika w dziedzinie informatyki. W żadnym momencie nie czułam się zagubiona, niedoinformowana, pozostawiona w gąszczu technicznego bełkotu.

Thomas Sweterlitsch zmusza czytelnika do refleksji nad tym, do czego dążą ludzie i jaki próbują zgotować nam los. Wirtualizacja świata, awatary, androidy, sztuczna inteligencja, oprogramowanie kompatybilne z ludzkim organizmem daje wiele możliwości do cyberataków, permanentnej inwigilacji i manipulacji.

"Jutro, jutro i znów jutro" to debiut amerykańskiego pisarza. Bardzo udany, ciekawy, nowoczesny, który łączy zdeprawowanie, dewiacje, brutalność codzienności z pięknem miłości, przywiązania, bliskości i bólem samotności.










"Jutro, jutro i znów jutro" Thomas Sweterlitsch, tł. Jerzy Malinowski, W.A.B., Warszawa 2015





zBLOGowani.pl



Czytaj dalej...

Intrygi i waśnie na królewskim dworze, czyli... Potomek Tudorów, C.W. Gortner

Być królem to niełatwe zadanie, staje się ono po dwakroć trudniejsze jeżeli zamierza się być królową.

Elżbieta Tudor staje na tron w brutalnych i niepewnych czasach przemian religijnych, bezlitosnych intryg, układów, niewierności i zdrady. Musi zachować stan najwyższej uwagi by na zawsze zaznaczyć swoje miejsce w panteonie angielskich władców. Niestety ktoś próbuje spiskować przeciwko niej. Uprowadzenie najwierniejszej damy dworu, zatrute listy, kłamstwa i coraz większe wątpliwości zmuszają ją do zdecydowanych działań. Prosi Brendana Prescotta, swojego zaufanego szpiega, by zbadał sprawę zaginięcia lady Parry oraz odszukał i raz na zawsze unieszkodliwił intryganta.

Uwielbiam powieści historyczne, które zostały osadzone w czasach panowania dynastii Tudorów. Rodzina ta znana z bezwzględności w dążeniu do władzy i jej utrzymaniu daje autorom ogromne pole do popisu i szerokie spektrum zachowań takie jak: spiskowanie, prowokacja, manipulacja, korupcja.

C.W. Gortner nie zawiódł moich oczekiwań. Lekko, prosto i z dbałością o szczegóły przedstawił początki panowania jednej z najsławniejszych monarchiń Anglii- Elżbiety. Barwnie przedstawił dwór królewski, pałacowe gierki, zależności klasowe pomiędzy bohaterami i ich emocjonalne relacje, strach, nieufność przed nową królową i wściekłe przyjmowanie nowej rzeczywistości. Zaciekawił intrygą skrojoną na miarę rodziny królewskiej, która mogłaby zmienić bieg historii, ale i przyniosłaby zgubę potężnej dynastii Tudorów.

"Potomek Tudorów" miesza w sobie zarówno fakty z życia Elżbiety Tudor, rzeczywiste postaci z fikcją literacką i subiektywnym wyobrażeniem autora o wydarzeniach możliwych do zaistnienia. Mieszanina ta łączy się w jeden spójny obraz, który pobudza wyobraźnię i emocje. Autor zachowuje elementy tamtych czasów, zachowania, mentalność, architekturę, stroje, ale już język, styl jest bardziej współczesny. Nie ma to większego znaczenia w odbiorze powieści, która jest nastawiona na rozrywkę, przygodę, na wartką akcję a nie na pomnik historyczny i martwą naturę XVI wieku.

Bohaterowie powieści są wyraziści, pełni pasji i oddani swoim ideałom. Nie poddają się pierwszej lepszej przeszkodzie, więcej każda kolejna jeszcze bardziej ich motywuje do działania. Ale nie wszystko idzie zgodnie z planem, z łatwością, jak po sznurku. Zdarzają się momenty zwątpienia, zadumy i przegrupowania sił. To moralność, wychowanie, wiara, zaufanie napędza do ukończenia zadania.

"To nasze upadki częściej niźli triumfy decydują o tym, kim jesteśmy."

"Potomek Tudorów" to rewelacyjna książka na popołudnie dla miłośników historii, miłości, intryg i władzy, której cenę poznaje się dopiero na łożu śmierci. 






Przeczytaj fragment :) ---> TUTAJ






"Potomek Tudorów" C.W. Gortner, tł.Małgorzata Kafel, Między Słowami, Kraków 2015






Czytaj dalej...

Siła kobiet, czyli... Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka, Lucyna Olejniczak




Przełom wieków, XIX i XX to między innymi strach polskiej ludności przed wszelkiego rodzaju kataklizmami, końcem świata, ale i początek sagi rodzinnej, napiętnowanej klątwą... 


...a której próbują przeciwstawić się kobiety szanowanego krakowskiego rodu.

Tytułowa Hanka to siedemnastoletnia pokojówka, która brutalnie wykorzystana przez znanego i cenionego aptekarza Franciszka Bernata, po cichu, po kryjomu, w piwnicy pod apteką wydaje na świat córeczkę. Początek życia małej Wiktorii to pasmo bólu, cierpienia i upokorzenia. Dziecko bezbronnej, biednej, umierającej służki nie ma szans na przeżycie. W tym samym czasie żona Franciszka rodzi martwe dziecko. Akuszerka wie, że to jedyna szansa, by dać dziewczynce drugie życie. Potajemnie zamienia noworodki.

Franciszek Bernat to bezduszny, bezwzględny i brutalny mężczyzna zarówno w życiu, jak i w interesach. Z nikim się nie solidaryzuje, nie liczy się z ludzkimi uczuciami i dba jedynie o swoje własne dobro. Wykorzystuje swoją władzę i na nieszczęściu innych buduje swoje imperium, sławę, dobrobyt, układy. W miejscu jego serca zieje ogromna, czarna dziura, która skrywa mroczne sekrety, które wraz z kolejnymi ustępstwami, z niemym przyzwoleniem otoczenia rozbudza w nim bestię skłonną do plugawych dewiacji.

Nie ma nikogo, kto mógłby go powstrzymać, kto byłby w stanie ujarzmić jego siłę, brutalność, złość, nienawiść i obudzić w nim sumienie, zmazać przekleństwo jego genów.

W takich warunkach wychowuje się Wiktoria oraz jej bracia, Adam i niepełnosprawny umysłowo Stefanek. Na barkach tej małej dziewczynki spoczywa ciężar wychowania chłopców i ich ochrona przed tyranią ojca. Okrutnie doświadczona przez los wyrasta na silną, empatyczną i inteligentną kobietę, której dobre serce zna każdy potrzebujący mieszkaniec Krakowa. Ze swoją wiedzą i zdolnościami ma szansę stać się niezależna i utrzymywać siebie oraz rodzinę z pracy w rodzinnej aptece. Jak łatwo się domyślić na przeszkodzie stanie ojciec, który nie uznaje emancypacji kobiet.

Lucyna Olejniczak to uznana autorka kobiecej prozy. Poznała już gusta i oczekiwania swoich czytelniczek. Wie już co może im się spodobać. W "Kobietach z ulicy Grodzkiej. Hanka" wykorzystała swoje zawodowe doświadczenia i włożyła je w postać młodej dziewczyny, która musi chwycić się za bary nie tylko z trudnym życiem przedsiębiorczej kobiety z początku XX wieku, rozkręcić farmakologiczny interes, znaleźć miłość, ale także rozliczyć się z przeszłością, rozwikłać tajemnicę swojego pochodzenia, okiełznać potwora, którym jest jej własny ojciec i wyprowadzić na ludzi dwójkę swoich braci.

W tym celu autorka zabiera nas w podróż w czasie, do Krakowa z przełomu XIX i XX wieku. Pokazuje życie ówczesnych elit, ale i oprowadza po biednych dzielnicach ogarniętych zniechęceniem, apatią, brudem, chorobą, śmiercią. Wiktoria niczym doktor Judym Żeromskiego, samotnie rusza krakowskiej biedocie na ratunek i wbrew woli ojca leczy, rozdaje leki, niesie nadzieję, staje się ikoną moralności, sumienia, rewolucji społeczno-obyczajowej.

Lucyna Olejniczak zadbała, by już od pierwszej chwili chwycić czytelniczki za serce i niejako zmusić je do troskliwej uwagi na los Wiktorii i emocjonalne przywiązanie. Ze swojej strony autorka zagwarantowała ciąg ciekawych wydarzeń, otwartych wątków, które wymagają zaspokojenia ciekawości, a którego nie otrzymamy bez odpowiedniego zaangażowania.

W przygotowaniu dalsze losy rodziny Bernat, reprezentowanej przez silne kobiety, które nie boją się wziąć życie we własne ręce i zmieniać świat.








"Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka" Lucyna Olejniczak, Prószyński i s- ka, Warszawa 2015





Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :)








zBLOGowani.pl


Czytaj dalej...

Poczytaj ze mną i z wydawnictwem Egmont, czyli... Na ratunek Karuzeli, Ewa Nowak i Pan od angielskiego, Paweł Baręsewicz



Niektóre dzieci bywają rozpieszczone i oczekują, że spełni się ich wszystkie kaprysy. Taką rozkapryszoną dziewczynką jest córka króla Dęboludów. Zażyczyła sobie by słońce świeciło na niebiesko. Król jest zmuszony spełnić jej prośbę. Jak spełni to dziwne marzenie?

Paweł Baręsewicz na kilku stronach stworzył całkiem fajną opowieść fantasy dla młodego czytelnika. Od początku pozostawia w niepewności i ciekawości. Kim jest tytułowy pan od angielskiego, co to jest bosungsing i kto to są Dęboludy?

Autor w jednej opowieści łączy zabawę z wyobraźnią, z nauką szacunku do przyrody i z refleksją nad rozkapryszonymi księżniczkami.




"Na ratunek Karuzeli" Ewy Nowak jest z kolei książeczką przygodową. Opisuje epizod z życia małego chłopca, który przypadkiem staje się bohaterem. Kto nie marzy by zostać policjantem, strażakiem czy ratownikiem... Antek miał szansę zmierzyć marzenie z rzeczywistością. Nie jest łatwo ratować czyjeś życie Trzeba skonfrontować się z własnym strachem i słabością. 



Obie książeczki w niewielkiej objętości przemycają ważne wartości, które należy pielęgnować albo zachowania, które należałoby piętnować. Obie historie wciągają od pierwszej strony, trzymają młode nerwy i emocje w napięciu i pozwalają spędzić czas na konstruktywnej rozrywce. Książki są skierowane do zarówno do maluchów jak i do dzieci, które potrafią już samodzielnie czytać. Duża czcionka ułatwi składanie liter oraz wspomoże proces edukacji. Piękne ilustracje Aleksandry Krzanowskiej i Joanny Rusinek pobudzą wyobraźnię i poczucie estetyki.

Poszukajcie kolekcji Poczytaj ze mną.





"Pan od angielskiego" Paweł Beręsewicz, Egmont, Warszawa 2015
"Na ratunek Karuzeli" Ewa Nowak, Egmont, Warszawa 2015




Czytaj dalej...

Sentymentalna podróż w beztroskie lata dzieciństwa, czyli... Moje Książeczki. Księga pierwsza


Kotek z okładki książki jest bardzo charakterystyczny.Pierwszy raz pojawił się drukiem w 1959 roku. Książeczki z tym logo były przeznaczone dla najmłodszych czytelników, a zawarte w nich historie zostały stworzone przez najwybitniejszych  autorów polskich i zagranicznych. Choć złotym czasem "Moich książeczek" były lata 60- te, to nowe opowieści wydawano do lat 90- tych. Dlatego moi rówieśnicy z pewnością dobrze go pamiętają.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia postanowiło wznowić edycję "Moich książeczek" i w nowej oprawie ale z zachowaniem ówczesnej makiety i przepięknych ilustracji. Przed Wami pierwsza księga, na którą składa się 7 odrębnych historii. Możemy poznać przygody i ludzi i zwierząt, magiczne perypetie bohaterów jak i te codzienne, ale ubrane w barwną treść. Dowiemy się na przykład jakie i komu spełnia marzenia magiczna koniczyna, popłyniemy z myszką Kundzią w daleki rejs, poszukamy z wesołą Ludwiczką króla z piernika, poszukamy złotego koszyczka i tęczowego zajączka, będziemy uczestniczyć w niezwykłym wyścigu ślimaków, poznamy wszystkie przygody Zuzanny.

Autorami bajek są: Adam Bahdaj- jeden z najbardziej popularnych autorów czasów PRL- u, Helena Bechlerowa- autorka, pisarka, tłumaczka. W czasach okupacji prowadziła tajne nauczanie. Hanna Januszewska- swoje teksty publikowała w "Bluszczu", "Płomyczku", "Płomyku", "Świerszczyku". Ada Kopcińska- autorka niedzielnych "Wieczorynek". Anna Świrczyńska- brała udział w Powstaniu Warszawskim, a po wojnie redaktorka "Małego płomyczka".

Ilustratorami są: Hanna Czajkowska, Janina Krzemińska, Maria Mackiewicz, Mirosław Pokora, Bożena Truchanowska, Krystyna Witkowska, Ignacy Witz- wszyscy bardzo utalentowani, wykształceni i nagradzani wieloma nagrodami.

Biogramy wszystkich autorów znajdziecie na końcu książeczki. Dla jednych będzie przypomnieniem wybitnych postaci, dla innych ciekawymi newsami o ludziach, dla których ważna była literatura dziecięca.

Teksty bajek, jak ich autorzy, są różne ale niezmiennie łatwe, proste i przyjazne dla małych dzieci, takich w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Bohaterami są dzieci bądź zwierzęta przez wszystkich dobrze znane i uwielbiane. To daje gwarancję, że maluch będzie śledził akcję z uwagą i zaciekawieniem. W utrzymaniu zainteresowania z pewnością pomogą przepiękne, wyraźne, kolorowe, różnorodne ilustracje. Każda opowieść to nie tylko nowy autor ale i nowy ilustrator. Można porównać sposób patrzenia na świat czy różnorodne techniki malowania.

Polecam wszystkim rodzicom i ich pociechom, babciom, dziadkom, ciociom, wujkom, dla których ważne jest oswajanie dzieciaków z literaturą :D












Czytaj dalej...

Zbrodnia i śledztwo w cieniu PRL- u, czyli... Śpij, malutka, Przemysław Koza

PRL to czasy kiedy manipulacja społeczeństwem, pojedynczymi jednostkami sięgnęła szczytu i pozwoliła na zachowania bulwersujące, kontrowersyjne, obrazoburcze.

Starszy sierżant sztabowy Milicji Obywatelskiej w małej miejscowości Smętorzowie, Józef Krzepicki, staje się ofiarą komunistycznego systemu. Epizody prywatnego życia blokują karierę, a służbowe rujnuje rodzinę. Milicjant topi problemu w morzu alkoholu i polowaniu na wrony. Podczas jednej z wypraw do pobliskiego lasu Krzepicki dowiaduje się, że po pijaku postrzelił swoją siedmioletnią córeczkę. Grozi mu przykładne aresztowanie i surowy wyrok. Podczas śledztwa okazuje się, ze nic nie jest takie na jakie wygląda. A za śmiercią dziewczynki kryje się mistyfikacja na najwyższych szczeblach władzy.

Lubię kryminały. I lubię okres PRL- u w literaturze, który może być doskonałą areną pod, wydawałoby się, nierealne wydarzenia. Jednak nie wszystkich udaje się w pełni wykorzystać potencjał czasów i możliwości jakie oferuje. Przemysław Koza nie wypadł najgorzej. Udało mu się uchwycić absurdy epoki, mechanizmy manipulacji, zależności pomiędzy władzą, partią, a ich marionetkami i zwykłymi obywatelami. Ciekawie poprowadził kryminalną grę. Kluczył, wprowadzał mylne tropy, zafałszowane zeznania długo pozostawiając czytelnika w nieświadomości i ciekawości.

Z całą resztą było trochę gorzej. Po pierwsze postaci. Sztampowi, schematyczni a ich zachowania tendencyjne i przewidywalne. Józef Krzepicki, alkoholik, którego śmierć córki wyzwala pompatyczne wyznania i przyrzeczenia: "Nie spocznę, dopóki nie dorwę tego skurwysyna, który zabił mi dziecko, aż nie zobaczę jego nędznego końca." Żałoba i prywatne śledztwo nie przeszkadza mu zupełnie w życiu towarzyskim i w myśleniu rozporkiem zamiast mózgiem. Zachowanie jego żony dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Nie chce utrzymywać kontaktu z Józefem, nie obwinia go o śmierć córeczki, chociaż całe Smętorzowo już wydało na niego wyrok. Wpada za to do knajpy, w której raczy się alkoholem i oskarża o niedopełnienie obowiązku pochówku. Przecież nawet z nimi nie mieszkał, nie interesował się rodziną, a miał załatwiać pogrzeb?????? Inni bohaterzy również za mocno odrealnieni, tak jak sytuacje, które ich spotykają. Milicjant, który pilnuje rannego człowieka w samochodzie i nie orientuje się, ze to manekin?!

Nie podobało mi się również to, że autor usilnie i topornie wpychał w tekst PRL- owskie produkty, np. "w dwóch woreczkach po krówkach ze spółdzielni cukierniczej "Jedność"". Mam wrażenie, że Przemysław Koza bardzo chciał na każdym kroku przypomnieć w jakich czasach rozgrywa się akcja jego książki, ale mógł to zrobić bardziej naturalnie.

Cała powieść "Śpij, malutka" zgrzyta. Okładka ma się nijak do historii. Tekst czyta się opornie, brak jej lekkości, dynamizmu, spektakularnych zwrotów akcji. Biorę to na karb braku doświadczenia i niecierpliwości.

Reasumując, książkę Przemysława Kozy można przeczytać w jedno popołudnie, o ile przymknie się oko na pewne niedociągnięcia. Praca czyni mistrza i wierzę, że kolejne dzieła autora będą coraz lepsze.









"Śpij, malutka" Przemysław Koza, Novae Res, Gdynia 2015





Recenzja napisana dla serwisu DużeKa, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :)





Czytaj dalej...

Makabryczny plan, czyli... Koronkowa robota, Pierre Lemaitre



Moim zdaniem dobry kryminał cechuje brutalna, nawet makabryczna zbrodnia, wybitny detektyw, który mimo przeciwności losu, w mozole i pocie czoła dopada sprytnego mordercę i tajemnica, którą trudno rozwikłać, ale która logicznie, spójnie układa się w jedną całość.

"Koronkowa robota" francuskiego pisarza, scenarzysty i laureata Nagrody Goncourtów z 2013 roku, Pierra Lemaitre, taka właśnie jest. Szokująca, bulwersująca, zawiła, nierozwiązywalna, dotykająca całej gamy emocji, złożona ze słów zapadających w pamięć i z finałem, który doprowadza do szału, do erupcji wściekłości, do pytań, do zadumy...

Morderca, okrzyknięty przez prasę mianem Literat, morduje młode kobiety wzorując się na klasykach literatury kryminalnej: Czarna Dalia, American Psycho, Roseanna, Laidlaw, Zbrodnia w Orcival czy Zabójca z cienia. Morderca, nawiązuje bezpośrednią korespondencję z komisarzem paryskiej policji, Camille Verhoeven, w których szczyci się swoimi zbrodniami i zapowiada kolejną masakrę. Policjant musi znaleźć psychopatę zanim zginie kolejna dziewczyna.

Camille Verhoeven jest nietypowym komisarzem i człowiekiem. Ma czterdzieści lat, jest bardzo niski i łysy jak kolano. Powikłania w czasie ciąży sprawiły, że jego wzrost zatrzymał się na stu czterdziestym piątym centymetrze. Przez większość życia był to jego największy kompleks. Z czasem nauczył się wykorzystywać niedobory wzrostu i swoja aparycję by zbudować autorytet, charyzmę i reputację. W policji są to niezastąpione atrybuty. Do innych jego zalet należy wysoka inteligencja, pracowitość i nieustępliwość. Nie ma takiej sprawy, której nie rozwiązałby Camille Verhoeven. Dlatego zbrodnie Literata zostały przydzielone właśnie jemu. Jednak nawet on z trudnością odnajduje wskazówki, które pozwolą mu ruszyć tropem prowadzącym wprost do największego paryskiego psychopaty. Trudne śledztwo nakłada się na życiową rewolucję policjanta. Oczekuje on narodzin pierwszego dziecka. Nie chce odpuścić w pracy i nie chce przegapić najważniejszego wydarzenia w swoim życiu. Wyścig z czasem nabiera podwójnego znaczenia.

"Wbrew pozorom sprawca na pewno nie jest owładnięty manią destrukcyjną. Już bardziej manią posiadania, która graniczy z destrukcją, nie jest ona jednak głównym motorem jego poczynań. Pragnie zdobywać kobiety, lecz ich zdobycie nie przynosi mu ukojenia. Więc je torturuje. Ale tortury nie przynoszą mu ukojenia, więc je uśmierca. Ale również morderstwo nie załatwia sprawy. Może je zdobywać, gwałcić, torturować, ćwiartować, pastwić się nad nimi, ale wszystko na próżno. Niejasno przeczuwa, że nigdy nie zazna spokoju. Nigdy się nie zatrzyma, gdyż jego pogoń nie ma końca."

Początkowo nie jest znana przeszłość mordercy, cele, motywy ani modus operandi. Wytężona praca, nietypowe współprace wyłuszczają okrutną prawdę. Literat precyzyjnie, w skali 1: 1 odwzorowuje najbardziej makabryczne zbrodnie z popularnych kryminałów. Ich opisy są niezwykle obrazoburcze, dokładne, szczegółowe, dosadne. Szokują i przyprawiają o mdłości nawet wytrawnego miłośnika gatunku. Czytelnika o słabych nerwach, z góry uprzedzam: niektóre sceny powinny zostać oznaczone czerwonym kluczykiem, albo ostrzeżeniem "Tylko i wyłącznie dla dorosłych! Czytasz na własne ryzyko!". 

Splątanie ścieżek zawodowych i prywatnych, makabryczny los młodych kobiet, zdrada w policyjnych szeregach, wymuszony układ pomiędzy Verhoevenem, a psychopatą daje miejsce na szaleńczy pęd i na dramatyczne zwroty akcji. Gra na amplitudzie emocji przyspiesza tętno, podnosi ciśnienie, domaga się satysfakcjonującego zakończenia, którego nie ma... Finał jest totalnym zaskoczeniem, który bardzo mnie zdenerwował. Nie tak miało być!!! Nie zgadzam się!!! I mimo moich okrzyków niezadowolenia nie da się cofnąć czasu, nie da się nic zmienić. I żebyście mnie źle nie zrozumieli. Nie jestem rozczarowana, wręcz przeciwnie. Po prostu nie spodziewałam się takiego zakończenia... A burzy ono znane, stosowane i utarte schematy :)

"Koronkowa robota" to będzie wyjątkowa książka na mojej półce. Zajmie na niej honorowe miejsce, wśród ulubionych.










"Koronkowa robota" Pierre Lemaitre, tł. Joanna Polachowska, Muza, Warszawa 2015




Czytaj dalej...

Premierowo: Małe brytyjskie miasteczko miejscem brutalnej zbrodni, czyli... Błąd w zeznaniach, Sophie Hannah

Dziś premiera!




Sophie Hannah miałam okazję poznać przy wyjątkowym projekcie wskrzeszania mojego ulubionego bohatera kryminałów- Herkulesa Poirot. Wtedy nie piałam z zachwytu, bo trudno jest wejść w cudzą skórę, a jeszcze do tego zadowolić rzesze fanów Agathy Christie... To naprawdę wysoko postawiona poprzeczka. Nie da się tego zrobić w stu procentach, nie da się spełnić wszystkich oczekiwań. Dlatego jej autorski projekt przyjęłam z ciekawością i ekscytacją jaka towarzyszy zawieraniem nowych znajomości.

W Spilling, we własnym domu, własnym gabinecie zostaje zamordowany kontrowersyjny publicysta, autor kąśliwych felietonów. Wielu z chęcią pozbyłoby się niewygodnego, wścibskiego dziennikarza. W dniu morderstwa i w pobliżu miejsca zbrodni, miejski monitoring zarejestrował kilkukrotny przejazd srebrnego audi i dziwne zachowanie kierowcy. Samochód należy do Nicki Clements, typowej gospodyni domowej ale z nietypowymi tajemnicami. Co ukrywa i czy mają one związek z głośnym morderstwem?

Sophie Hannah bardzo wyraźną kreską rysuje swoje postaci. Są nie tylko wyraziści, ciekawi, ale i wiernie odwzorowują sylwetki ukształtowane przez współczesne wzorce, zdobycze technologiczne, upośledzenia funkcji społecznych, zacieranie granic moralnych, więzów rodzinnych. Nicki jest patologiczną kłamczuchą. Tak funkcjonowała od wczesnego dzieciństwa i tak funkcjonuje jako człowiek dorosły, żona, matka. Oszukuje w sprawach błahych i istotnych. Nie do końca zdaje sobie sprawę dlaczego to robi. Strach przed konsekwencjami to jedna z przyczyn, drugą jest radość z samego faktu kłamania i odsunięcia od siebie nieprzyjemnych sytuacji.

W kryminałach idealnie sprawdzają się policyjne duety. Sophie Hannah także ma swoją parkę. Parkę w podwójnym tego słowa znaczeniu. Simon Waterhouse i Charlie Zailer są partnerami w pracy i małżeństwem w życiu prywatnym.  Doskonale się dogadują, współpracują i motywują na każdym etapie śledztwa. Uosabiają mądrość, intuicję i niezłomność w dążeniu do celu. Dzięki czemu osiągają dobre wyniki, uznanie i satysfakcję.
Innym ciekawym duetem w powieści jest Liv i Gibbs. Łączy ich intymna relacja, która nie powinna mieć miejsca. Ich uczucia to notoryczna namiętność, zdrada, kłamstwo, tajemnice.
Postaci drugoplanowe nie dają się zepchnąć na margines. Nad wyraz uczciwa i stłamszona przez męża Melissa; Lee, którego nie sposób nie nazwać dziwakiem; Hannah, która w poszukiwaniu miłości i bliskości zgadza się na iluzję małżeństwa oraz tajemniczy Król Edward i Gavin, których cechuje manipulacja i perwersja.

"Internet sprowadził istną plagę niewidzialnych mężczyzn."

To właśnie tajemnice są kluczem całej historii, od niej się zaczyna i od niej tworzą się kolejne. Nie wiadomo co jest prawdą, co fałszem i co ukrywa Nicki Clements. Tajemnice w "Błędzie w zeznaniach" są jak pudełka, w których schowane są kolejne, mniejsze i żeby dowiedzieć się co skrywa to maleńkie na końcu, trzeba po kolei otworzyć wszystkie. Z każdym rośnie ciekawość i niecierpliwość.

Sophie Hannah przez kolejne strony wodzi za nos i nie pozwala znaleźć odpowiedzi. Trzeba się porządnie wysilić by złapać wszystkie końce kryminalnej hydry. Autorka świetnie maskuje tropy i podrzuca nic nie warte wskazówki. Ale ich znaczenie dopiero na koniec staje się logiczne, przejrzyste, czytelne. Właśnie to lubię w kryminałach. Nieprzewidywalność, która napędza energią do lektury.

"Błąd w zeznaniach" opisuje się jako thriller psychologiczny i tak jest. Nicki żyje w ciągłym napięciu, w plątaninie własnych kłamstw. Surowe wychowanie, brak więzi emocjonalnej, wykorzystanie słabości dla materialnej korzyści, permanentny strach przed zdemaskowaniem, seksualne frustracje to tylko część poruszonych tematów, które w małym brytyjskim miasteczku znajdują ujście i doprowadzają do brutalnej zbrodni. Razem z bohaterami odczuwamy rosnącą niepewność i wzrok utkwiony w plecach. Kto to? Co to? Dlaczego? Koniecznie sięgnijcie po książkę i poszukajcie odpowiedzi.

Sophie Hannah udowodniła mi, że najlepsze są historie pisane własnym stylem, tempem, perspektywą, tajemnicą. Z pewnością sięgnę po inne książki autorki.









"Błąd w zeznaniach" Sophie Hannah, tł. Marta Kisiel- Małecka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015










zBLOGowani.pl



Czytaj dalej...

Powrót do normalności, czyli... 1945. Wojna i pokój, Magdalena Grzebałkowska


O przebiegu II wojny światowej, o okrucieństwach okupacji i o bestialstwie nazistów w obozach koncentracyjnych powstało wiele książek, opowiadań, pamiętników i ich ekranizacji. Natomiast wiedza o wydarzeniach z dni kończących wojnę, miesięcy pieszych wędrówek, repatriacji, poszukiwań ocalałych bliskich, ekshumacji zwłok, odbudowy miast i rozpoczęcia nowego życia po traumatycznych przeżyciach jest mała, żeby nie powiedzieć znikoma. Ten trudny okres trwania zawieszony pomiędzy życiem, a wciąż realnym widmem śmierci, nienawiści kłębiącej się w piersi oraz chęci bezwzględnej, bezlitosnej zemsty przybliża autorka doskonałych reportaży, chwalonych zarówno przez krytyków jak i czytelników, Magdalena Grzebałkowska.

"Szabrują przedwojenni przestępcy, bezrobotni, robotnicy, chłopi, nauczyciele, urzędnicy, gospodynie domowe i damy z lepszego towarzystwa, żołnierze polscy i radzieccy."

"1945. Wojna i pokój" to kronika, która miesiąc po miesiącu opisuje losy ludności cywilnej pozostających na obszarze Polski w nowych granicach terytorialnych, powoli wyzwalająca się z kajdan nazizmu, niewoli, okrucieństwa. Poznajemy wspomnienia ludzi, którzy jak setki tysięcy innych przesiedleńców, zmuszonych do wędrówki na tereny ziemi odzyskanej i ich trudny, karkołomny marsz przez skuty śniegiem i lodem Zalew Wiślany, w którym w tragiczny sposób tracili bliskich, dobytek życia, często godność. Obserwujemy Polaków szabrujących w poniemieckich gospodarstwach, którzy tym sposobem rekompensowali sobie biedę z czasów okupacji, bądź na swój pokrętny sposób mścili się za obojętność  niemieckich sąsiadów lub traktowali ją w celach czysto zarobkowych. Uczestniczymy w odbudowie polskiej stolicy, która jest największym cmentarzyskiem czasów wojny. Na każdej ulicy, w każdym ogródku, przy każdym domu pochowane są ciała bohaterskich powstańców i cywilów zabitych podczas Powstania Warszawskiego. Zgłębiamy stosunki, relacje Polaków i Ukraińców na Wołyniu, katastrofę niemieckiego okrętu "Wilhelm Gustloff", kaszubskiego dezertera z Wehrmachtu, żydowskich sierocińcach i łambinowicki  obóz pracy, który jeży włos na głowie.

Historii, które chwytają za serce lub porażają bestialstwem jest wiele. Na mnie największe wrażenie zrobiła opowieść o Warszawiakach, którzy próbują podnieść miasto z ruiny, cuchnące setkami rozkładających się zwłok. Ich heroizm, nieustępliwość powala na kolana. Opisy ekshumacji zwłok, ciągnącej mazi trupiej wylewającej się z prowizorycznych grobów, poszukiwanie bliskich i próba ułożenia przerażającej rzeczywistości na nowo, porusza wyobraźnię, emocje i pozostają w głowie na bardzo długo. Drugą historią jest ucieczka przez zamarznięty Zalew Wiślany. Człowiek w walce o życie zatraca trzeźwy osąd, poczucie solidarności i ludzkie odruchy, które prędzej czy później prowadzą do tragedii. "Niemowlęta mimo pierzyn, w które są zawinięte, zamieniają się w bryłki lodu. A starsze dzieci- trzy-, czteroletnie- w tych samych piernatach wychładzają  się na śmierć powolutku. Ujdziesz kilka kilometrów, a im spada temperatura o kilka stopni. Przejdziesz kilkadziesiąt i masz w kołdrze trupka. " lub "Takie czasy, że każdy musi sobie radzić sam!- mężczyzna na wozie śmieje się i zacina konie. Rusza galopem. I chlup. Wjeżdża prosto w przerębel. Bulgocze woda. Woźnica znika w niej ze swoim śmiechem, wozem, żoną, dziećmi, dobytkiem i czwórka koni". Nie da się czytać tego rozdziału bez rosnącej kuli w gardle, bez łez cisnących się do oczu, bez współczucia... Trzecią, której nie mogę pozbyć się pamięci jest obóz pracy dla Niemców, którzy nie zdążyli z ewakuacją. Wymowny tytuł "Nie jesteśmy przecież Niemcami" po lekturze tekstu skruszy serce na milion kawałków. Komendant obozu Czesław Gęborski bierze sobie do siebie doświadczenia z Auschwitz i daje upust złości i nienawiści, która zmienia go w nieczułą bestię, żądną krwi.

"A pani pyta, czy jakieś szczęście mnie w 1945 roku spotkało. Więc odpowiadam: szczęściem było, że nikt z mojej rodziny w tamten rok nie umarł."

Magdalena Grzebałkowska jest doświadczoną reporterką, dokumentalistką. W książce "1945. Wojna i pokój" poznajemy jej wyjątkowy kunszt pisarski i wrażliwość, która pozwoliła jej na zachowanie słów rozmówców w niezmienionej formie. Nie interweniowała w wypowiedzi i ograniczyła swoją rolę do wymaganego minimum, bez zbędnego komentarza czy oceny. Przez co otrzymujemy wnikliwy, dogłębny, wstrząsający obraz sytuacji roku 1945. Magdalena Grzebałkowska pozwoliła wypowiedzieć się ostatnim żyjącym świadkom czasów kiedy wolność była na wyciągnięcie ręki, ale w każdej chwili, o ofiarę jeszcze mogła upomnieć się śmierć. Zachowała język ich opowieści, drobiazgowość, czasem chaos myśli, ich łzy, ból, stratę, poczucie ulgi, śmiech, radość, szczęście. Udało jej się zatrzymać, zachować pamięć, która za kilka dni, miesięcy, lat byłaby nie do odzyskania.

Wyjątkowym "smaczkiem" są archiwalne zdjęcia i poprzedzające każdy rozdział prasowe ogłoszenia drobne, które jeszcze bardziej dają poznać ówczesną rzeczywistość. Powtarzają się poruszające anonsy o poszukiwaniach informacji o zaginionych bliskich, chęci przygarnięcia sieroty, oddania małych dzieci do adopcji "za swoje", ale także te w których odwzoruje się żyłka przedsiębiorczości społeczeństwa i chęć powrotu do normalności np. reklamowanie się astrologów, wróżbiarzy, fryzjerek robiących wieczną trwałą, poszukiwaczy pracy czy oferty matrymonialne.

"1945. Wojna i pokój" to publikacja, która z jednej strony otwiera oczy na ogrom nienawiści i przemocy zarówno wobec Polaków, jak i Polaków wobec "obcych". Opowiadania te wpływają na szeroki wachlarz emocji czytelnika, zarówno wzrusza, porusza i równie mocno oburza, przeraża i długo nie pozwala pozbierać się w sobie. Z drugiej strony pokazuje, że człowiek bez względu na wiek, pochodzenie, religię i narodowość pozostaje tylko  człowiekiem i w obronie swojego życia, a także w poczuciu źle pojmowanej solidarności, patriotyzmu jest w stanie robić rzeczy, które z człowieczeństwem nie mają nic wspólnego.
Rok 1945 obfituje w intensywne przeżycia, w piękne, wzruszające i te, które godzą w dobre imię.

"1945. Wojna i pokój"  powinna być lekturą obowiązkową.








"1945. Wojna i pokój" Magdalena Grzebałkowska, Agora, Warszawa 2015










zBLOGowani.pl



Czytaj dalej...
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka