Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Bez mojej zgody, Jodi Picoult



Rola rodzica to piękne, radosne, trudne, a czasem bolesne doświadczenie wymagające wiele wyrzeczeń.

Każde z tych emocji bardzo wnikliwie przeżyła zwykła, niewyróżniająca się amerykańska rodzina Fitzgerald. Dotknięci śmiertelną chorobą starszej z córek, muszą nie tylko sprostać przeciwnościom wymuszanym przez nowotwór, ale okiełznać charaktery swych dzieci i wychować ich na przyzwoitych ludzi.
Dlatego ogromnym zaskoczeniem jest dla nich pozew Anny, młodszej z córek, w którym domaga się samostanowienia o sobie, uszanowania swoich decyzji, swojej przyszłości. Co skłoniło dziewczynę do tak drastycznego kroku?

Nowotwór, ostra białaczka promielocytowa, na którą cierpi Kate, wyznacza rytm życia rodziny Fitzgerald. Wszyscy muszą się podporządkować terminom badań, lekarskich kontroli, czasu remisji i ciężkich nawrotów choroby. Rodzice w walce o zdrowie jednego z dzieci zapominają, zaniedbują dwoje pozostałych. Każde z nich na własny sposób radzi sobie z odrzuceniem, rozczarowaniem i brakiem bliskości mamy i taty. Wpędzają się przy tym w mniejsze i większe problemy, które zamiast jednoczyć rodzinę jeszcze bardziej ich od siebie oddalają.

Jodi Picoult jest mistrzynią gatunku i sięgając po jej książki wiem, że czeka mnie genialna literacka uczta. Tak było i tym razem. Autorka pozwoliła mi wejść w skórę każdego z bohaterów powieści, poznać historię z kilku perspektyw i spojrzeć na świat oczami wystraszonego, nieumiejącego pogodzić się z chorobą córki Briana czy zdeterminowanej i niepoddającej się matki. Obserwujemy poczynania Jessego, Anny, Kate i wierzymy w to, co nam przekazują.  I tu tkwi haczyk. Bohaterowie nie mówią całej prawdy. Żeby ją poznać, trzeba czytać między wierszami, trzeba wnikliwie obserwować rodzinne powiązania i zależności, a i tak istnieje szansa, że źle oszacujemy intencje, mylnie okażemy współczucie, błędnie wzniesiemy oskarżycielski palec. Rodzicielstwo, macierzyństwo nie ma tylko jednej strony, niewzruszonej , niezmienianej, ścisłej, hermetycznej. Uczucia i emocje zmieniają się wraz z wiekiem dzieci, okolicznościami, wyzwaniami. Dla dobra swoich dzieci rodzic jest gotowy na heroiczny wysiłek, jest w stanie znieść niemal wszystko i doświadczyć wszystkiego bez poczucia winy, bez zbędnego patosu i oczekiwania na laury, na poklask, na uznanie.

Sara Fitzgerald najbardziej na świecie pragnie zdrowia dla swojej córki i nie zawaha się wykorzystać każdej szansy, którą przyniesie jej los. Czy czytelnik ma prawo osądzać jej zachowanie? I czy poznając całą historię Kate i Anny będzie potrafił przyznać się do pochopnych, błędnych osądów?

Jodi Picoult z wyczuciem dawkuje nam emocje i wprawia serce w nieregularny rytm bicia. Zastosowany trik z naprzemienną narracją nawarstwia ciekawość, niecierpliwość i zmusza do sięgania po książkę w każdej wolnej chwili. Kontrowersyjny temat choroby, walki z nią, walki o samodzielność i decydowanie o życiu i śmierci oraz obraz powolnego rozpadu rodziny zmusza do refleksji, zajęcia stanowiska w sprawie.

"Bez mojej zgody" to zdecydowanie jedna z najlepszych książek autorki. Czytałam ją dawno temu ale nie mogłam sobie odmówić przyjemności z ponownej lektury. Tym razem w wersji audio. Swojego głosu użyczyła Magdalena Karel, która moim zdaniem nie wykonała najlepiej swojego zadania. Nie podobała mi się jej ekspresja. Wydawała się sztuczna, napuszona,  nietrafiona. Na szczęście genialna fabuła pozwoliła się zatracić i zapomnieć  o jej interpretacji.








"Bez mojej zgody"  Jodi Picoult, Prószyński Media, Biblioteka Akustyczna, czyta Magdalena Karel




Recenzja napisana dla sereisu DlaLejdis :)











Czytaj dalej...

Czas na zabawę: Zwierzaki na tratwie



Wydawnictwo Egmont rusza z nową serią gier, Zagraj ze mną. Z zasady ma to być zabawa prosta i przyjemna, przeznaczona dla całej rodziny. Jedną z pierwszych propozycji są Zwierzaki na tratwie. Założenia gry są zacne, ale nijak mają się z rzeczywistością.  Ale o tym później...

Pudełko kryje w sobie:

-  6 tekturowych tratw
- 30 drewnianych zwierzątek
- 30 kart ze zwierzętami
- 18 żetonów z punktami
- 4 znaczniki głosowania TAK
- 4 znaczniki głosowania NIE
- klepsydra



Żeby rozpocząć zabawę należy położyć na stole jedną z tratw. Wokół  niej ułożyć 10 kart zwierząt, a na nich ustawić jej drewnianych odpowiedników. Każdy z graczy musi teraz oszacować czy wskazane zwierzęta zmieszczą się na tratwie. Głosuje znacznikiem TAK lub NIE. Jeżeli odpowiedział twierdząco musi w ciągu 1 minuty udowodnić swoją tezę. Jeśli mu się uda otrzymuje punkt. Jeśli nie, punkty otrzymuje/ą przeciwnicy. W rozgrywce biorą udział wszystkie tratwy. Zwycięzcą zostaje gracz, który zdobył najwięcej punktów.

Wszystko się zgadza, gra zapowiada się ciekawie, a do tego wspomaga wyobraźnię przestrzenną, utrwala liczenie i uczy radzenia sobie z presją czasu. Po części się z tym zgadzam. Pięciolatkowie rozwiną nowe umiejętności, ale tylko w pierwszych rundach. Z każdą kolejną rozgrywką Zwierzaki na tratwie stają się coraz bardziej przewidywalne, a na koniec przyjdzie smutne rozczarowanie, bo okazuje się, że za każdym razem, obojętnie jaka będzie konfiguracja kart, zwierzęta zmieszczą się na tratwie. Odrobina napięcia, doza niepewności znika, wyparowuje. Gdyby zmienić rozmiar tratw, bardziej je zróżnicować mogłaby być to bardzo udana zabawka.

Kolejnym istotnym dla mnie minusem jest nie do końca zrozumiałs instrukcja. Dlaczego przy głosowaniu wszystkich uczestników na NIE pozwala na trzykrotną wymianę kart, a głosowanie na TAK dołożenie tylko jednej karty? I nie jestem do końca przekonana czy błąd tkwi w zasadach czy moim ich zrozumieniu...

Jak zawsze mogę pochwalić wykonanie. Drewniane zwierzątka są rozpoznawalne, użyte kolory przyjazne, estetyczne, bezpieczne, a piasek w klepsydrze przesypuje się sprawnie i nie utrudnia gry o dodatkowe emocje. Do gry zostały dołączone woreczki strunowe, które pozwolą utrzymać jej elementy w ładzie i harmonii.

Zwierzaki na tratwie jest grą, która sprawi frajdę przez kilka dni, ewentualnie nadaje się dla  maluchów, które zrozumieją jej zasady, ale nie zauważą, że tratwy mają taki rozmiar, który pozwala schronić się wszystkim wylosowanym zwierzętom.




Czytaj dalej...

Złamane pióro, Małgorzata Maria Borochowska



Lubię książki, które umykają sztywnym ramom gatunku, i które niosą  inne wartości w zależności od doświadczenia życiowego czytelnika, jego emocjonalności, wieku czy płci...

"Złamane pióro" jest właśnie taką książką... Nieoczekiwaną, zaskakującą, porywającą... Nie jest powieścią komercyjną. Nie każdy czytelnik odnajdzie się w jej metaforycznym, baśniowym, niedosłownym przekazie. Jeżeli jednak otworzycie dla niej serce, istnieje szansa, że zawładnie nim i porwie w wyjątkowy świat słów, subtelny obraz szaleństwa, pasji, miłości.

Emily ucieka przed przeszłością na prowincję. Tam oddaje się terapeutycznemu pisarstwu i poznaje fascynującego mężczyznę, który zmienia jej spojrzenie na świat, na życie, na uczucia. Nieświadomie pomaga wrócić jej do równowagi psychicznej i emocjonalnej. Otwiera jej także drzwi do przyszłości, innej niż była jej pisana...

Główna bohaterka skrywa pewną tajemnicę. To ona zmusza ją do zaszycia się w wiejskim domku letniskowym dziadków. Ma zamiar w samotności napisać powieść. Jak to w życiu bywa, niepokorny los krzyżuje jej plany. Przystojny, charyzmatyczny i popularny sąsiad panoszy się w jej prywatnej strefie rozbudzając w niej gorące uczucia. Kobieta nie chce się przyznać jakie wrażenie zrobił na niej Jacob Stuart. Nie dopuszcza do siebie również myśli, że wspólne, często gwałtowne dyskusje rozbudziły w niej nowe pasje i otworzyły na świat. 

Małgorzata Maria Borochowska maluje genialne językowe obrazy. Jej myśli przelane na papier to nie żadna przypadkowa zbieranina słów, a głęboko przemyślana historia o samotności wśród tłumu ludzi, o wielkiej pasji, destrukcyjnej sile krytyki, porównań i chwilowym szaleństwie wywołanym niespełnionymi oczekiwaniami i zrzuceniem na barki miażdżącego ciężaru. Tajemnica Emily długo drażni ciekawość, a autorka dawkuje emocje przeplatając codzienność, wytworami wyobraźni  swojej bohaterki.  To właśnie ta powieść w powieści okazuje się sednem opowieści. Fantazja zdradza skrywane emocje i pozwala poznać prawdziwą twarz Emily.

Ogromnie się cieszę, że dane mi było poznać "Złamane pióro". Z uwagą będę przyglądać się karierze Małgorzaty Marii Borochowskiej i z niecierpliwością będę wypatrywać jej kolejnej powieści.






"Złamane pióro" Małgorzata Maria Borochowska, Poligraf






Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości autorki- Małgorzaty Marii Borochowskiej.






Czytaj dalej...

Czas na zabawę: Jaki to zwierzak?




Jeżeli chcecie w łatwy i przyjemny sposób nauczyć dzieci czegoś o zwierzętach zamieszkujących cały ziemski glob, to gra Jaki to zwierzak może być doskonałym narzędziem edukacyjnym. Dziecko nie tylko poprzez zabawę wchłonie wiedzę jak gąbka ale miło spędzi czas z rodzicem, rodzeństwem, przyjaciółmi.

W pudełku znajdziemy takie elementy gry:
- dzwonek
- 50 kart zwierząt
- kostkę i naklejki na kostkę

Jak rozpocząć zabawę? Należy ustawić dzwonek na środku stołu, przetasować karty i ułożyć je w 5 stosach. Karty muszą leżeć stroną z urytym zwierzęciem u góry. Gdy wszystkie elementy rozłożemy według wzoru możemy przystąpić do gry. Rzucamy kostką, na której ukaże się wylosowana cecha zwierząt występujących na kartach tj.: nie ma nóg, ma 2 nogi, ma 4 nogi, aktywne w nocy, aktywne w dzień, aktywne w nocy i w dzień. Teraz wszyscy jednocześnie przyglądają się kartom leżącym na wierzchu wszystkich 5 stosów. Starają się jak najszybciej odnaleźć zwierzę, które posiada cechę wskazaną przez kostkę. Gracz, który odnajdzie takie zwierzę musi głośno wypowiedzieć jego nazwę i uderzyć ręką w dzwonek. Nastepnie bierze kartę, odwraca ją i sprawdza czy miał rację. Jeżeli tak, bierze ją jako swoją zdobycz :) Jeżeli nienie, odkłada ją do pudełka i dodatkowo traci jedną z tych, które zdobył wcześniej. Wygrywa ten gracz, który nazbiera najwięcej kart. 

Jaki to zwierzak? bardzo mi się podoba. Uczy dzieciaki cech charakteryzujących poszczególne zwierzaki oraz spostrzegawczości i refleksu. Gra budzi wiele emocji i śmiechu kiedy wszyscy chcą trafić w dzwonek jako pierwszy. Zwierzaki na kartach są poukrywane za drzewami, krzakami, skałami czy górami lodu i na początu nie tak łatwo skojarzyć maluchom nazwy szukanego przedstawiciela fauny. 

Gra jest estetycznie wykonana, zwierzęta przypominaja pierwowzór z natury, obrazki są kolorowe, a dzwonek głośny :) Jedynie karty mogłyby być ze sztywniejszego i twardszego materiału. Boję się, że przy częstym używaniu mogą ulec zepsuciu tzn. pognieceniu czy przedarciu.  Poza tym nie mam żadnych uwag. Tyle radości, co przynosi jedna rozgrywka, można tylko chwalić :)







Czytaj dalej...

Na szybko: wyniki konkursów

Na pewno czekacie na wyniki konkursów :) Nie przedłużając podaję laureatów:

Poradniki Na pomoc! Dziecko się nudzi wygrywają:

loozak11   i    Joanna Maziarka.


Zwilczoną zdobywa Niczym Szeherezada, a Afganską perłę- Edyta Chmura.


Gratuluję :)



Wyjątkowo proszę  laureatów konkursów o podesłanie danych adresowych na adres: aleksnadra@interia.eu




Czytaj dalej...

Czas na zabawę: Plusk





Ostatnio mam mniej czasu dla moich synów. Chcę więc spędzać z nimi czas efektywnie i w takiej formie, żeby przyniosła jak najwięcej radości, śmiechu i zabawy. Wydwnictwo Egmont zawsze przychodzi mi z pomocą :) Naszym najnowszym odkryciem jest gra Plusk, przy której nie umiemy zachować się poważnie i cicho. Formuła i zasady gry sprzyjają beztroskiej rozrywce i wyrażaniu emocji na wszelkie możliwe sposoby :)

Plusk jest niewielką grą przeznaczoną dla dzieci powyżej 6 roku życia i dorosłych, zamkniętą w metalowej puszce. Kryje ona 30 drewnianych klocków w 5 różnych kształtach  i w 6 kolorach oraz 14 kropel  wody. 

Zasady zabawy są bardzo proste. Wystarczy podzielić między zawodników drewniane elementy. Z nich wspólnie będzie budowana wieża. Ale uwaga! Uczestnik ustawia na wieży klocek, który dostał od przeciwnika. Przekazywany klocek musi być w kolorze albo kształcie klocka znajdującego się na szczycie wieży (np. gdy na szczycie wieży znajduje się czerwony sześcian, gracz musi przekazać sąsiadowi sześcian w dowolnym kolorze lub czerwony klocek w dowolnym kształcie). Gracze budują wieżę do momentu jej zawalenia. Sąsiad siedzący z prawej strony gracza, który zawalił budowlę zdobywa punkt i otrzymuje kroplę wody. Ale to nie koniec gry. Uczestnicy wykonują zadania ściśle określone w instrukcji i kontynuują zabawę do momentu, aż jeden z graczy pozbędzie się wszystkich klocków albo zdobędzie trzy krople wody. 

Z ręką na sercu muszę przyznać, że rewelacyjnie bawimy się przy tej grze. Co prawda nie obywa się bez krzyków, obrażania (ale to chyba element każdej dziecięcej rywalizacji) ale jest również powodem wybuchów śmiechu, tworzenia grup wsparcia czy grup chcących udowodnić mamie, że nie wszystko jej się udaje :P

Oprócz doskonałej zabawy, Plusk uczy zręczności, planowania i układania strategii. Gracze próbują przewidzieć przebieg rozgrywki, utrudnić ją przeciwnikowi by samemu sięgnąć po laur zwycięstwa. Oczywiście nie zawsze udaje się zaplanować i rozegrać grę według własnego widzimisię. Wtedy trzeba porozmawiać z dzieckiem o sukcesach i porażkach, co jest dobrą lekcją na przyszłość.

Podoba mi się prostota zasad ale i wykonania gry. Mała puszka w której się ją przechowuje jest łada i wygodna, a do tego przyjemna w transporcie. Można ją wsadzić do kieszeni, dziecięcego plecaczka czy torebki i cieszyć się zabawą w niemal każdych warunkach. Drewniane elementy i krople wody są wykonane estetycznie, mają ładne, żywe kolory i nie trzeba się obawać drzazg czy zadziorów mogących zranić dłonie w trakcie zabawy.  

Plusk polecam wszystkim rodzicom, dzieciakom, którzy nie obawiają się głośnej zabawy wśród śmiechu i krzyku :)






Czytaj dalej...

Miles, Milena Wiktoria Jaworska



W naszym blogowym światku objawiły się talenty, które odważyły się spełnić swoje marzenie, obnażyć swoje serce i opublikować swoje myśli. Jednym z nich jest Milena Wiktoria Jaworska, na co dzień licealistka i blogerka (laciatyblogksiazkowy.blogspot.com), a od kilku tygodni debiutująca pisarka. 

Milenko, gratuluję odważnego kroku i bardzo dziękuję za możliwość przeczytania Twojej książki. "Miles" trafił do mnie w wyniku akcji Book Tour zapoczątkowanej przez samą autorkę :)

"Miles" to bardzo ciekawy i udany paranormal romance. Główni bohaterowie trylogii "Plejady" to gwiazdy w ludzkiej skórze i do osiągnięcia pełnoletności wychowywani jak ludzie. Muszą zmagać się z codzienną rutyną, burzliwym okresem dorastania i kiedy wydają się wychodzić na prostą, spada na nich niecodzienny dar. Teraz muszą zmagać się z jego skutkami, co przynosi wiele nieoczekiwanych sytuacji. 

Ona- Millie, on- Aries. Oprócz podobnego losu, łączy ich gorące uczucie, z góry skazane na niepowodzenie. Na ziemi mogą być razem i oddawać się porywom serca. Na niebie, w gwiazdach, wśród istot podobnych do nich, miłość jest zakazana. 

Miłosna strona historii to piękny ale bardzo wyidealizowany obraz związku pomiędzy młodą kobietą, a młodym mężczyzną. Millie i Aries stają się niemal jednym organizmem myślącym i czyniącym podobnie. Uczucie ich zaślepia. Trochę ich rozumiem. Pierwsze nastoletnie miłostki są bardzo silne, emocjonalne.  A oni do tego muszą jak najlepiej wykorzystać czas, który im pozostał przed całkowitą przemianą i podróżą w nieznane. To co ich czeka w przyszłości może nie być już tak cudowne i kolorowe. 

To co dzieje się poza uczuciem Millie i Ariesa bardziej przypomina realne życie, z całym wachlarzem sukcesów i niepowodzeń, radości i nieszczęścia, śmiechu i łez, na które składa się nasza codzienność. Milenie udało się przenieś na papier odwieczny konflikt pokoleń, ale i ogrom miłości jaka łączy rodziców i dzieci. Mimo problemów i niedogodności potrafią znaleźć czas na rozmowy, czułe gesty i drobne przyjemności. To dodatkowo ociepla całą powieść. 

"Miles" to pierwsza część trylogii i siłą rzeczy jest najspokojniejszym tomem w serii, wprowadzeniem, podwaliną, podłożem pod przyszłe wydarzenia. nie ma więc spektakularnych zwrotów akcji i napięcia sięgającego zenitu. Milena rozrysowuje plan, układa strategię i budzi ciekawość :)






"Miles" Milena Wiktoria Jaworska, Novae Res, Gdynia 2015
Czytaj dalej...

Alastors, Michał Cieczko



Czasem, w wyniku różnych okoliczności, trafiają do mnie książki, po które sama nigdy bym nie sięgnęła. "Alastors" jest jedną z nich. Gatunkowo to fantastyka cięższego kalibru, która nie do końca do mnie przemawia. Jednak Michałowi Cieczko udało się pociągnąć wątłą nić ciekawości i lekturę powieści ukończyłam z poczuciem satysfakcji.

Tytułowy Alastor to mężczyzna samotny, niosący pękaty bagaż doświadczeń i tajemnic. Najmuje się do kompanii Wiernych , wykonuje zlecone kontrakty i jednocześnie poszukuje własnej drogi, którą mógłby pójść zgodnie ze swoim przeznaczeniem. 

Michał Cieczko prezentuje bogactwo swojej wyobraźni. Tworzy spójny obraz świata fantasy i samotnego wojownika zmagającego się z przeszłością i próbującego nakreślić przyszłość bez ograniczeń. "Alastors" to męska proza i dużo w niej karkołomnych podróży, zwiadów, spektakularnych pościgów, mordobicia i brutalnych pojedynków. 

Aran, główny bohater powieści, to mężczyzna zaprawiony w walce, nieustraszony, odważny i umiejący wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Jest w nim jakaś tajemnica, którą chce się odkryć, a która umyka w kulminacyjnych momentach. Trzeba ją ścigać aż do samego końca, a i tak odpowiedź nie jest jednoznaczna i zamknięta w sztywne ramy. 

Sama fabuła, widać że przemyślana, zgodnie zazębia się w akcję i intrygi, w które to "Alastors" obfituje. Czytelnik nie ma czasu na nudę i może dlatego lektura książki tak szybko i płynnie postępuje. Drobnym minusem są wątki, które śmiało można byłoby pominąć bez szkody dla całości powieści.

Po "Alastors" śmiało może sięgać miłośnik fantasy, który lubi historie w średniowiecznym anturażu, majestatycznych zamków, królewskich intryg, tajemniczych postaci o nieodgadnionych mocach i sekretów, które trzeba odkrywać po kawałku.






"Alastors" Michał Cieczko, Witanet 2015
Czytaj dalej...

Fangirl, Rainbow Rowell



Rainbow Rowell zauroczyła mnie swoją książką "Eleonora & Park". Byłam pewna, że nie uda jej się ponownie wciągnąć mnie w swój świat. Pomyliłam się. "Fangirl" również zdobyła moje serce. Co prawda nie jest tak idealna jak E&P, ale ma swój urok, ma swoją moc, ma to coś... Po prostu...

Bliźniaczki Wren i Cath rozpoczynają naukę w college' u. Każda zamierza inaczej spędzić ten czas. Wren jest otwarta, rozrywkowa. Chce imprezować i doświadczyć wszystkiego w jak najkrótszym czasie. Cath jest zamknięta w sobie, skupiona na swojej pasji. Pisze fanfiction inspirowane ukochaną serią książek. Marzy by zajęcia z pisania  rozwinęły jej talent. 
Nowe miejsce i nowi znajomi zmieniają obie siostry. Każda z nich stanie u progu odmiennych wyzwań, które dadzą odpowiedź na to, co jest najważniejsze w życiu.

Cath od razu przypadła mi do serca. Kocha książki i sama próbuje pisać własne teksty, które publikuje w internecie. Ma wierne grono czytelniczek wielbiących jej talent. Jej hobby izoluje ją jednak od realnego świata. Dziewczyna angażuje się w swoje historie, zapominając o życiu toczącym się wokół. Skutkuje to brakiem znajomych, brakiem chęci na wyjścia, rozrywki. Po zapoznaniu się z historią Cath, szybko weryfikujemy swoje opinie. Siostry zostały w dzieciństwie porzucone przez matkę. Wychowywał je ojciec, z którym zżyły się bardzo mocno. Cath trudno odnaleźć się w nowym miejscu, a pisanie fanfików to sposób na samotność, na zagubienie, na niepewność, na nieśmiałość oraz wyrażenie swoich emocji. 

Wren z kolei mocno mnie irytowała. Jej zachowanie psa spuszczonego ze smyczy, mocno kontrastuje z postępowaniem siostry. Imprezowanie, niekontrolowanie się podczas picia alkoholu czy nieostrożne flirty sprowadzają na nią coraz to nowe kłopoty. Jest przy tym bardziej tolerancyjna i potrafi wybaczyć więcej. 

Rainbow Rowell pokazuje nam spory kawałek życia studenckiego amerykańskiej młodzieży, które to nie różni się zbytnio od naszego, swojskiego, polskiego. Nie są to tylko beztroskie chwile ubarwione zabawą. To cały mechanizm dojrzewania i przeobrażania się z dziecka w młodą osobę gotową podejmować decyzje decydujące o całym przyszłym życiu. Ten proces nie jest łatwy, przyjemny i z góry obarczony wieloma porażkami. Jednak to właśnie one uczą nas jak żyć, czego wymagać, kiedy odpuszczać... Czynią nas ludźmi takimi, jakimi jesteśmy w chwili obecnej. 

"Fangirl" to oprócz historii trudnego dorastania, opowieść o narodzinach przyjaźni, która na pierwszy rzut oka nie miała prawa się rozpocząć. Cath, Levi i Reagan są potwierdzeniem znanego powiedzenia, że przeciwieństwa się przyciągają. Między nimi iskrzy, żarzy, bucha ogniem, rozgrzewając czytelnika ciepłem uczuć i emocji. Świetne trio, które skłoni do śmiechu, do zadumy i zabierze w sentymentalną podróż w przeszłość, w czasy szkolne kiedy wszystkie trudności były znośniejsze, gdy u boku stał wierny przyjaciel. 

"Fangirl" to książka, która z pewnością spodoba się miłośnikom Rainbow Rowell, zapalonym książkoholiczkom, młodym, starszym, z wiosną w sercu :) Polecam :)






"Fangirl" Rainbow Rowell, tł. Magdalena Zielińska, Otwarte, Kraków 2015







Książka przeczytana w ramach akcji Book Tour, którą zapoczątkowała Natalia z bloga Książkowe kocha, nie kocha :)







Czytaj dalej...
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka