Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Emigrantka z emigrantką :D- zapisy

Nie wyobrażam sobie, żeby w Emigrantce nie wzięła udziału książka podróżnicza. A taka ze słowem kluczem w tytule, to już koniecznie ;) Zbieram zatem zapisy do „Życia pechowej emigrantki”. Kto jest zainteresowany?



Zasady zabawy Emigrantka:
1. Zabawa jest przeznaczona dla blogerów. Zainteresowanych proszę o przesłanie swoich pełnych danych adresowych i adresu bloga na mail: aleksnadra@interia.eu, w temacie wpisując Życie pechowej emigrantki
2. Na zgłoszenia czekam do 20.09.2016
3. Kolejność otrzymania książki wg kolejności zgłoszeń.
4. W ciągu tygodnia, maksymalnie dwóch od otrzymania książki należy ją zrecenzować i opublikować recenzję na blogu.
5. Każda osoba, która skończy lekturę, otrzyma ode mnie w wiadomości e- mail z adresem kolejnej osoby, do której powinna ją wysłać.
6. Każdy bloger, do którego dotrze książka musi wpisać adres bloga na stronie tytułowej. Jeżeli macie ochotę na ostatniej stronie możecie także skrobnąć kilka słów do mnie. Mogą to być dedykacje, Wasze przemyślenia z lektury albo zabawny rysunek :)
Możecie zaznaczać cytaty, które najbardziej Was zaskoczą, poruszą, zastanowią. Przyjmę z zachwytem również wszystkie odręczne listy. Wasza wola, wolny wybór :)
7. W recenzji należy zawrzeć informację, że jest ona częścią zabawy Emigrantka. Miło mi będzie jeżeli zrobicie zdjęcie Emigrantki i wstawicie je na swojej stronie :)
8. Zabawa nie jest określona w czasie.
9. Z osób wpisanych na stronie tytułowej wybiorę jedną, która dostanie ode mnie mały upominek :)
10. W razie jakichkolwiek pytań i problemów, napisz do mnie na adres: aleksnadra@interia.eu lub skorzystaj z formularza na pasku bocznym bloga. 






Czytaj dalej...

Kilka pytań do... Martyny Flemming + wyniki konkursu

Zapraszam na wywiad z niezwykłą podróżniczką i etatową emigrantką :)



Jagoda 

1. Jak wyglądały Pani początki z pisaniem? Czy długo nosiła się Pani z zamiarem napisania o swoich podróżach czy też pomysł przyszedł niespodziewanie podczas np. którejś z kolei przeprowadzki do innego kraju?

Pisałam od zawsze. Z braku bratniej duszy z podwórkowego towarzystwa wylewałam myśli na papier. Od 16 do 32 roku życia nieustannie pisałam pamiętnik. Pisanie to forma wyrzucania moich myśli w świat. Inne kobiety mają przyjaciółki. Ja mam pisanie. Przyjaciół bardzo bliskich brak. Ciężko o nich, gdy się człowiek ciągle przeprowadza. Ale lubię swoją samotność. Nie przeszkadza mi już ona. A kiedy postanowiłam napisać o swoich podróżach? Nie zauważyłam momentu zwrotnego. Zawsze pisałam co robię, co widzę, co zwiedzam. To przyszło naturalnie.

2. Mówi się, że podróże kształcą. Czy zgodzi się Pani z tym twierdzeniem? Dlaczego?

Mój ulubiony coach, psycholog, Jacek Walkiewicz mówi, że podróże kształcą ale tylko wykształconych ludzi. Są ludzie, którzy mogą zwiedzić 50 krajów a pod piramidami jedyna refleksja która im się nasunie to wniosek, że w telewizji wydawały się większe. Jak ktoś nie ma potrzeby, lub nie wie jak wzbogacić myśli, głowę, egzystencję przez podróże, nic nie pomoże. Nadal będzie jeździł, patrzył na świat i widział to samo co przed rozpoczęciem podróżowania.

3. Czy podczas pisania miała Pani jakieś trudności (np. chwilowy brak weny)? Jeśli tak, to w jaki sposób sobie Pani z nimi radzi? Czy ma Pani swoją receptę na radzenie sobie z problemami podczas pisania książek?

Wena czasem jest, czasem jej nie ma. Moja głowa produkuje taki nadmiar myśli, że częściej spotykam się ze zjawiskiem iż chcę pisać a nie mam możliwości: miejsca, czasu, długopisu. Mój pokój zawalony jest papierkami, kartkami, notesami. Ciągle coś zapisuję. Słowa klucze, rwane myśli. To później pomaga przy pisaniu. Weny nie mam w stresie. Poza stresem wena i ja bardzo się lubimy.


Edyta Chmura 

4. Kiedyś taniec zajmował ważne miejsce w Pani życiu, a jak jest teraz? Który taniec najlepiej odzwierciedliłby Pani życiową drogę?

Wszyscy moi życiowi partnerzy mieli problem z moim tańczeniem. Albo nie umieli ze mną tańczyć tak bym była zadowolona, albo "zabraniali" mi tańczyć z innymi - powodem była zazdrość. Taniec od dawna nie zajmuje ważnego miejsca w moim życiu ale od kilku miesięcy poważnie myślę, by to zmienić. Teraz żaden partner życiowy nie burzy mi myślenia. Jako wolna kobieta decyduję się pójść w tango. Tango najbardziej odzwierciedla moje życie. Namiętne, zrywne, zwalniające i przyspieszające. Z dramatem i napięciem. 

5. Co dało Pani napisanie "Życia pechowej emigrantki"? Czy to spełnienie jednego z marzeń, spowiedź czy podzielenie się doświadczeniami, aby przekazać pewną ważną lekcję dla innych?

To zamknięcie pewnego etapu. Jak wspominam w książce, we wstępie, pisanie daje mi poczucie posegregowania. Za dużo w mojej głowie chaosu. Żyję z tym ale nie jest mi z tym chaosem po drodze. Męczy mnie już ciągle słuchanie od ludzi, że za dużo myślę. I co mam z tym zrobić? Wyłączyć? Dlatego piszę. Napisanie książki pozwoliło mi wyrzucić z siebie, podsumować i zamknąć etap życia - dramatyczny, nad wyraz dramatyczny. Śmierć dziecka i rozstanie z kimś kto był moją drugą połową. Serce pękło na tyle kawałków, że gdyby nie książka nie byłoby mnie tu teraz.

6. "To, czy czarny kot sprowadza nieszczęście, zależy głównie od tego, czy jest się człowiekiem, czy myszą..." - Janusz Leon Wiśniewski – Ukrwienia.
Czy jest Pani przesądna i np. w piątek 13-ego nie wychodzi Pani z domu ;)?

Mam w nosie zabobony. Bez tych wszystkich rzeczy pech i tak ma ze mną wspólną drogę. Za dużo myśli mam w głowie, by jeszcze myśleć czy czarny kot na mojej drodze coś zwiastuje czy nie? :)


Marta 

7. Czym jest dla Pani SŁOWO?

Robert Kyosaki w książce: Bogaty ojciec, biedny ojciec pisze: Jesteś wart tyle co Twoje słowo.
Słowo potrafi zniszczyć ale i wynieść nad poziomy. Może zabić i dodać komuś skrzydła. Bardzo wielka rzecz - Słowo. Szkoda że tak mało ludzi docenia jego moc. 

8. Czym według Pani jest pech?

Pech to coś w czym jestem coraz bardziej wytrenowana. Kierowca im więcej jeździ autem tym jest lepszym kierowcą. Im częściej spotykają mnie niezaplanowane historie, im częściej muszę stawiać  czoła (nawet tym głupim, tuzinkowym) sytuacjom tym pech staje się bardziej oswojony. W tym całym pechowym wariactwie zauważam, że coraz częściej się go spodziewam i jestem coraz lepiej przygotowana na jego nadejście.

9. Jakie zna Pani sposoby na odwrócenie pecha, choćby i swej bohaterki?

Zawsze biorę go na klatę. Zawsze obśmiewam, że znów mi się to zdarzyło. Zamiast jęczeć, że nie mam ochoty się z nim mierzyć zaczynam myśleć, jak obrócić to w fajną historię, jak ta sytuacja "sprzeda" się na blogu.


Testaworld

10. Kiedy wpadł Pani do głowy pomysł napisania książki pt. Życie pechowej emigrantki ?

Żeby napisać książkę o takiej tematyce najpierw trzeba coś przeżyć. To nie s-fiction, które można zmyślić na kanapie w salonie. Pomysł pojawił się po sukcesie bloga. Żeby go podsumować, uporządkować, zebrać w całość. A ponieważ byłam bezrobotną, ciężarną kobietą, która nie potrafi marnować czasu, wzięłam się za pisanie książki. I oto jest.

11. Czy będąc w szkole podstawowej pisała Pani jakieś opowiastki ?

Pisałam pamiętnik, z braku kompana do zwierzeń. Koleżanki, jeśli już je miałam, miały inny zestaw problemów. Spisywałam swoje  myśli. Raz w życiu napisałam wiersz, o bezdomnych. Wygrałam szkolny konkurs. Potem pisałam opowiadania, felietony na konkursy. Nikt nigdy nie odpisał. Aż założyłam bloga. To był strzał w dziesiątkę.

12. Co by Pani powiedziała osobie chcącej napisać swoją pierwszą książkę ?

Hahah, dobre pytanie. Żeby ściągnęła sobie Worda do pisania. Czemu tak piszę? Bo dostałam ostatnio luźne notatki (pierwsze strony książki) kogoś, kto chce napisać książkę ale jeszcze nie wpadł na pomysł, by ściągnąć Worda na komputer. Napisał mi fragment książki na fb. Wiem, że brzmi to lekko wrednie ale tak, właśnie radziłabym pobrać Worda i pisać wszystko co głowa podpowiada. A potem zobaczyć co z siebie głowa wylała.


Ola Brzezińska 

Witam serdecznie, nurtują mnie następujące kwestie:

13. Tyle razy zmieniała Pani miejsce zamieszkania, pracę, czy jednak miewała Pani chwile tęsknoty za krajem? Jeżeli tak, to czego najbardziej brakowało Pani w obcych miejscach?

Wytrenowałam w sobie brak sentymentów. Z roku na rok coraz mniej tęsknię za ludźmi (bo i tak zawodzą i mnie ranią więc po co spalać się dla nich nadto, niż zasłużyli), za miejscami (widząc coraz więcej, podczas podróży, coraz mniej we mnie nostalgii do moich starych, dobrze mi znanych miejsc). Nie przywiązuję wagi do nastroju miejsca (moja szafa, moje łóżko, mój kwiatek, moje firanki). Mogę żyć na walizkach. Chyba poczucie wolności, które mam nad wyraz rozwinięte ujarzmiło odczucia tęsknoty. Ja już nie tęsknię.

14. Co najbardziej zszokowało Panią podczas podróży, czy może było coś, co szczególnie zapadło Pani w pamięć, z uwagi na różnicę kulturową w porównaniu w z naszym krajem?

Tych rzeczy było wiele. Np. w Holandii publiczne spa są koedukacyjne i przepełnione golusieńkimi staruszkami. Nie jestem aż tak obyta z cielesnością starszych osób, by nie czuć lekkiego zawstydzenia w takim miejscu. A im to kompletnie nie przeszkadza.
Tych różnic jest tak wiele, że nie umiem wybrać konkretnej. Myślę , że zahaczę o ten temat w drugiej swojej książce.


izabela wyszomirska 

15. Wydawać by się mogło, że życie to ciągła, nieustanna wędrówka z jego radościami, smutkami, emocjami. I czytając recenzje "Życia pechowej emigrantki", zauważam że takie właśnie to zmaganie z życiem opisała Pani w swojej książce. Mnie ciekawi, gdzie żyło się Pani najlepiej, czy mogła Pani powiedzieć, że czuła się gdzieś jak w domu, u siebie?

W mojej głowie jest taki przycisk. Ma wiele opcji. Raz włącza: Nie przyzwyczajaj się. Innym razem: Nie zostaniesz tu długo. Znam się, wiem, że nie zakotwiczę nigdzie na dłużej. Nie buduję sobie bazy, gdzie otoczona bibelotami poczuję się bardziej swojsko. Od dawna nie czułam się gdzieś jak w domu. Ale nie jest mi przykro z tego powodu. Wiem, że takiego uczucia, takiej potrzeby już we mnie nie ma. Kiedyś kupię sobie Campera. Będę w nim mieszkać. I w nim poczuję się w końcu jak u siebie.

16. Jak długo potrafiłaby Pani usiedzieć w jednym miejscu, bez przemieszczania się, podróży, zmiany miejsca zamieszkania?

Gdyby mi złamać nogę :) pewnie długo. Lub dłużej. Ale nie ma takiej opcji. Ruch musi być. Życie to działanie. Ja nawet jak chwilowo gdzieś siedzę, jestem zawieszona między wyjazdami to moja głowa jest już daleko, snuje plany i czeka aż ciało wstanie i za nią ruszy. 

17. Podobno wybiera się Pani w podróż do Azji. Co zamierza Pani tam zwiedzić, robić, a może powstanie z tej podróży materiał na kolejną książkę?

3 listopada lecę do Bangkoku. 14 lutego 2017 roku, z tego samego lotniska wracam do Polski. Chcę zwiedzić 8 krajów ale bez sensu wymieniać ich nazwy bo wiem, że w moim przypadku plany są po to by się zmieniły. Zarezerwowałam dwa noclegi w Bangkoku by w mniejszym szoku zderzyć się z azjatycką rzeczywistością. Potem ruszam przed siebie.Bez mapy, bez konkretnego planu. Plan będę tworzyć na miejscu. Jeśli poznam kogoś, kto zaproponuje mi wspólne podróżowanie - na moment się skuszę. Jadę do Azji przede wszystkim po ciszę i spokój. Po wenę by skończyć zaczętą drugą książkę. A będzie jak będzie. Zresztą jak zwykle w moim przypadku.


Daria Skiba 

18. Okładka książki jest dość nietypowa. Czy ma ona szczególne znaczenie? Wielu bowiem czytelników potrafi wybierać książkę właśnie po okładce.

Dziewczynka, która wyciska z globusa wszystko co chce - to ja. Ziemia ma dosyć ale dziewczynka nie odpuszcza. Wesoła, zadziorna okładka ma sugerować, ze książka będzie lekka i przyjemna. A tu zonk. Otwierasz książkę i zaczyna się fontanna łez. W dużej mierze okładka miała wprowadzić zamieszanie. Dać do zrozumienia, że zawartość książki jest inna niż faktycznie. I rzeczywiście ludzie są zaskoczeni. Efekt jest taki jaki miał być.

19. Może się Pani przenieść w dowolne miejsce na ziemi, w którym ma Pani możliwość zamieszkać - jakie ono jest?

I tu jest problem. Nie ma takiego miejsca. Ja nie marzę o jednym miejscu. O jednym domu, z jednym ogródkiem. Z tym samym oknem na te same rabatki każdego dnia. Jeśli miałabym się gdzieś przemieścić to w miejsce gdzie stoi mój Camper. Ten, który kiedyś kupię. Posadzę w nim mojego ulubionego misia, położę kilka niezapisanych zeszytów, bym mogła w nich notować, mały laptop, wygodną, ciepłą pościel i będę w nim mieszkać. Jeździć gdzie chcę, kiedy chcę i nocować gdzie chcę.

Zuzanna Jeziorska 

20. Jaka jest Pani najbardziej szalona przygoda jaka spotkała Panią na obczyźnie?

Haha, najbardziej? Tyle tego było. Przekroczenie nielegalnie granicy, wypadek w Aqua Parku, stratowanie przez wielbłąda, trudno wybrać. Łatwiej byłoby m wybrać najgorszą ale najbardziej szalonej nie umiem.

21. Czy to prawda, że Polki za granicą mają większe powodzenie?

W Egipcie czy Tunezji - tak. W Holandii nie. To zależy jaki sort tych Polek pojawia się na ulicy.

22. Polak- złodziej i pijak. Czy takie określenia funkcjonują dalej, czy spotkała się Pani z nimi będąc za granicą?

One ciągle istnieją. Nie mam zbyt dobrego zdania o wielu Polakach, którzy jadą do pracy za granicę. Akurat takich poznałam. Ale to nie znaczy, że nie ma ludzi z wykształceniem, znających języki, którzy robią Polakom najlepszą reklamę. Choć tych pierwszych bardziej słychać. Choćby na ulicy czy pod barem nocnym.




Pytanie o taniec najbardziej poruszyło Martynę i to za nie przyznaje Edycie Chmurze nagrodę-  swoją książkę „Życie pechowej emigrantki”

Serdecznie gratuluję :) Edyto, podeślij mi swoje dane, korzystając z formularza umieszczonego w pasku bocznym bloga :)






Martyno! 
Jestem Ci ogromnie wdzięczna, że znalazłaś dla mnie  dla moich czytelników chwilę wolnego czasu i zechciałaś odpowiedzieć na dość wnikliwe pytania :) Życzę Ci dalszych, równie udanych wojaży i kolejnych sukcesów pisarskich :)





Czytaj dalej...

Zapowiedź: Uratuj mnie, Anna Bellon



Normalne życie Mai skończyło się, gdy zginął jej ukochany brat. Pogrążyła się w żałobie, zerwała kontakty z wszystkimi przyjaciółmi. Liczyły się tylko książki i muzyka.
Prawdziwe życie Kylera może się dopiero zacząć. Gdy skończy liceum, przestanie się przeprowadzać, zmieniać szkoły, gdy uwolni się od toksycznego ojca. Na razie jedyną ucieczką pozostaje muzyka. I prowokowanie otoczenia napisami na koszulkach.

„A później nauczyłam się wszystkiego od nowa. Pojawił się ktoś, kto przebił się przez wzniesiony przeze mnie mur. Wziął go szturmem i nie pozwolił mi się z powrotem za nim schować. Wszedł w moje życie, śpiewając lekko zachrypniętym głosem o dziewczynie ulotnej jak papierosowy dym”.

W nowej szkole Kyler poznaje Maię. I postanawia się z nią zaprzyjaźnić. Ale czy dziewczyna, która odtrąca od siebie wszystkich, jest na to gotowa? Czy Kyler ma w sobie tyle siły, by nie odpuścić? I czy to na pewno przyjaźń?

„Uratuj mnie” to pierwsza część serii „The Last Regret”, opowiadającej o grupie przyjaciół z liceum, którzy zakładają zespół rockowy. Książka w zmienionej wersji była publikowana na Wattpadzie, gdzie uzyskała ponad milion odsłon.



Blog Aleksandrowe myśli został Ambasadorem powieści „Uratuj mnie” Anny Bellon, za co serdecznie dziękuję wydawnictwu :)



Czytaj dalej...

Mój Empik- spersonalizowany program lojalnościowy



Dla tych co jeszcze nie słyszeli, spieszę z nowinami. Empik wystartował z nowym, spersonalizowanym programem lojalnościowym. Jak to możliwe? Innowacyjny system dopasowuje ofertę do upodobań właściciela karty lojalnościowej: generuje promocje, wysyła zaproszenia, informuje o nowościach i proponuje godne uwagi rabaty oraz promocje na podstawie historii zakupowej, którą będzie gromadził.
Podsunięta oferta zawsze będzie zgadzała się z Waszymi preferencjami ☺  Ale to nie koniec zalet tej karty. Po pierwsze, każde zakupy wspierają szkolne biblioteki. Po drugie, program jest kompatybilny z aplikacją mobilną i przy kasie można okazać kod widoczny na ekranie smartfona. Po trzecie, nie musisz pieczołowicie zbierać paragonów. Zwrotu bądź wymiany produktów będzie można dokonać na podstawie historii zakupów zarejestrowanej na karcie. Po czwarte, musicie przekonać się sami ☺




Kto się zarejestrował? A kto się waha? 





Czytaj dalej...

Kilka pytań do... Izabelli Frączyk + wyniki konkursu



Serdecznie zapraszam na wywiad z Izabellą Frączyk, który sami współtworzyliście ☺ Mam nadzieję, że będzie to dla Was tak przyjemna lektura, jak dla mnie☺


IZABELA WYSZOMIRSKA

Z opisu i samego tytułu "Do trzech razy sztuka" można wywnioskować, że w życiu należy walczyć do końca, niezależnie od ilości porażek. A jak jest z Panią - czy nie zrażają Panią porażki, nigdy się Pani nie poddaje? Czy zawsze ma Pani odwagę rozpoczynać wszystko od początku?

Ależ to kompletnie nie jest kwestia odwagi. Jestem osobą praktyczną i nienawidzę poczucia bezradności. Jak ktoś, komu  się wali świat, siada i chlipie w kąciku to ja dostaję szału. Anna Maria Jopek kiedyś ładnie zaśpiewała, że  „życie jest po to, żeby pożyć” i ja w 100% się z tym zgadzam.  Porażki mnie motywują, w myśl zasady, że co nas nie zabije to nas wzmocni. Jak jest źle, mówię sobie „nie dam się” i robię swoje. Zasada „siedź w kącie aż znajdą cię” nie działa. Jak długo żyję, jeszcze nie spotkałam takiej istoty… no, może  poza kurą, która by coś sensownego w tym kącie wysiedziała Czasem po prostu nie mamy wyjścia i nie ma to nic wspólnego z odwagą. Po prostu życie toczy się dalej.

W swoich powieściach stawia Pani na humor, możemy przejrzeć się w nich jak w krzywym zwierciadle. Skąd biorą się te zabawne wątki i co tak na co dzień Panią śmieszy najbardziej? 

Zazwyczaj to humor sytuacyjny, który wychodzi sam. Niektórych bawi do łez, innych mierzi i drażni. Każdy z nas posiada inne poczucie humoru, a jak wiadomo, wszystkim dogodzić się nie da. Oczywiście mam też zakamuflowane w głowie przeróżne anegdoty, które wykorzystuję, kiedy nadarza się odpowiednia okazja. Bardzo rzadko, wręcz sporadycznie, przytrafia  mi się , żeby tak pokierować akcją, by specjalnie zamieścić daną anegdotę. Ostatnio miało to miejsce w „Do trzech razy sztuka” z chińskim tatuażem. To było coś, co usłyszałam i MUSIAŁAM to opisać. Pretekstu szukałam przez pół książki A co, na co dzień mnie śmieszy? Wiele rzeczy. Kiedyś mój mąż mnie zapytał: Słuchaj, na jakim ty świecie żyjesz? Idziesz sobie ze śmieciami do śmietnika i masz przygodę życia, a normalnie nikt inny tak nie ma!

 W swoich książkach porusza Pani również poważne i ważne tematy. Mnie ciekawi, jaki temat, wątek był dla Pani największym wyzwaniem, kosztował Panią najwięcej zaangażowania, emocji?

No cóż, poruszam, ale zwykle  mój cel bywa zupełnie inny i nie jest to zamierzone.  Nigdy nie wiem, co napiszę i co mi wyjdzie, ale że umieszczam moich bohaterów w obecnej polskiej rzeczywistości, muszą w jakiś sposób ocierać się o sprawy i problemy bliskie nam wszystkim. Być może właśnie dlatego tak często słyszę, że czytelnik identyfikuje się z moim bohaterem.
Inaczej natomiast wygląda sprawa w sensie wyzwań  tzw. merytorycznych. Chcąc umieścić bohatera na ciekawym tle, na przykład zawodowym, sama muszę dobrze orientować się w tej materii. Osobiste doświadczenia zawodowe mam dość bujne i bogate, niemniej przy pisaniu „Jak u siebie” musiałam porządnie zagłębić się w temat funkcjonowania hotelowej restauracji. Teraz, od blisko roku piszę trylogię „Stajnia w Pieńkach”. Tu, z kolei,  dokładnie zgłębiam tajniki hodowli kur, strusi, osłów, a nawet i temat ujeżdżania krów Uczę się o końskich porodach, nośności kur z Indii. Niedawno dowiedziałam się, co to jest osłomuł i że struś to jedyny ptak, który sika Naprawdę mam ciekawe zajęcie.   Taki temat to nie są przelewki. Wizyty na strusich farmach, w stadninach, w Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej, w Związku Hodowców Koni to ostatnio u mnie codzienność. Codziennie czegoś nowego się uczę i mam nadzieję, że tak zostanie.

GAB RIELA  

Kiedy dowiedziałam się, że jest Pani absolwentką Akademii Ekonomicznej oraz Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych, nie mogłam uwierzyć, że umysł ścisły potrafił odnaleźć się w pisaniu. Co więc się stało, że zaczęła Pani tworzyć historie? I jak to z tym pisaniem było na samym początku kariery?

Na początku traktowałam to jako  zupełną hecę i jako coś, czym chciałam coś sobie samej oraz innym udowodnić. Nie wiem, być może to był właśnie ten czas, by zacząć pisać na poważnie.   Pierwsze książki wypłynęły ze mnie praktycznie same. Nie mam za sobą żadnych pisarskich kursów ani  warsztatów.  Wszystko piszę, ot tak, i czasem aż się dziwię, że ktokolwiek chce to czytać Początki kariery wycisnęły mnie jak cytrynę. Jak się okazało, nie była to wcale taka prosta sprawa. Pierwsze dwa tytuły wydałam sama, za własne pieniądze. Wzięłam kredyt. Pełną piersią odetchnęłam dopiero wtedy,  gdy wydawnictwo Prószyński i S-ka wzięło mnie pod swoje skrzydła.

 Sądzę, że miejsce, w którym pisarz tworzy książki, może mieć wpływ na powstałe później teksty. Czy uważa Pani, że np. tworząc historie podczas pobytu na wsi, autor zgrabniej opisuje malowniczość przyrody, niż gdyby robił to w mieście?

Oczywiście, że to, co aktualnie nas otacza ma wpływ na to, co później dzieje się u bohaterów. W końcu to nasze obserwacje. Jak idę do dentysty wyrwać ząb i potem spuchnę, to raczej pewnym jest, że w którejś książce też ktoś spuchnie po wyrwaniu zęba. Jak u mnie jest pomidorowa, to zwykle tam też, ale zazwyczaj tamto wszystko to fikcja, więc raczej nie opisuję niczego istotnego, co dzieje się tu i teraz. Jeśli mam ładny wiejski widoczek to wrzucam go na twardy dysk w mojej głowie i wykorzystuję, gdy jest mi potrzebny. Zwykle piszę  przy stole w kuchni, to moje centrum dowodzenia, ale ostatnio przypadkiem zeszłam po coś do garażu. Coś mnie tam tknęło, usiadłam obok samochodu na skrzynce z narzędziami, wyjęłam z auta notatnik i… machnęłam odręcznie dwa rozdziały. Tak akcja płynęła mi w tym garażu, że napisałam tam dwie książki. Później pędem leciałam do komputera, żeby to wszystko przepisać, bo strasznie bazgrzę.  Tak, przyznaję bez bicia. Są miejsca, w których pisze się lepiej. Zimą, każdego dnia zakładałam grubą pikowaną kufajkę, nowe buty na snowboard, które wymagały rozchodzenia i chwytając za notes niezmiennie słyszałam od męża: A ty co? Idziesz do pracy?

Niektórzy pisarze wierzą w obecność "weny twórczej" i usprawiedliwiają swoje pisarskie zaległości brakiem tego czynnika. Czy Pani również należy do grupy osób, które nie są w stanie pisać, jeśli nie czują pewnego rodzaju natchnienia? Czy może pisze Pani niezależnie od pory dnia i nocy, a także własnego samopoczucia?

Przede wszystkim, do pisania muszę mieć dobry humor. Nawet jeśli piszę smutne sceny, przy których zalewam się łzami jak bóbr, i tak, dobry nastrój jest po prostu niezbędny. Nigdy nie cierpię na brak weny, choć czasem, zwykle w okolicach połowy tekstu, pojawia się coś w rodzaju takiego twórczego zatwardzenia. Wtedy dopada mnie panika, że na darmo napisałam pół książki i kicha. Teraz właśnie też tak mam, ale już wiem, że odpuszczę na kilka dni, a później samo ruszy i dalej poleci. Drugi taki moment pewnie dopadnie mnie w okolicy 170 strony, kiedy wychodzi na to, że powinien być koniec, a tu, że to jeszcze za krótkie. I znów ta sama akcja. A na koniec zawsze mi wychodzi zupełnie inne zakończenie, niż sobie wcześniej wymyśliłam.

SYLWKA S

Czy warto walczyć o swoje marzenia? Czy czasami warto odpuścić tylko po to, aby kogoś nie skrzywdzić? Czy iść za słowami, że "życie jest tylko jedno" i dojść do niektórych rzeczy po trupach?

Oczywiście, że warto walczyć o marzenia, ale na ile iść po tych trupach, to raczej kwestia priorytetów. Czasem zazdroszczę ludziom pozbawionym skrupułów, bowiem sama nie byłabym w stanie cieszyć się szczęściem zbudowanym na czyjejś krzywdzie.  Nie lubię uczucia moralnego kaca, a pyrrusowe zwycięstwa są raczej nie dla mnie.  Inaczej natomiast ma się rzecz, jeśli mówimy o rodzinie, bliskich. Przecież dla ich dobra  jesteśmy w stanie zrobić naprawę wiele i to bez oglądania się za siebie.

Wspomnienie z dzieciństwa, które pamięta Pani do dziś?

Los obdarzył mnie pamięcią słonia. Podobnie, jak pamiętam, że w 2014 roku na blogu Zakurzona Półka, zadano mi identyczne pytania (dlatego też, czego nigdy nie robię, wyjątkowo pozwoliłam sobie  przekleić tutaj tamte dwie odpowiedzi) pamiętam nawet obrazy z mojego dzieciństwa, kiedy to miałam 8-9 miesięcy. Teoretycznie nie miałam prawa tego pamiętać, ale podałam mamie tyle szczegółów, że nie było mowy o żadnym przypadku. Mamie opadła szczęka

Każdy ma w życiu sytuacje, z których jest dumny lub odwrotnie. Co najbardziej szalonego zrobiła Pani w swoim życiu, a co chciałaby jeszcze zrobić?

Cóż, osoby z mojego otoczenia ciągle mi mówią o jakichś szaleństwach z moim udziałem, a dla mnie to, co robię, to najnormalniejsze rzeczy na świecie.  Cóż z tego, że przedkładam grzebanie się w smarze i offroad’owe taplanie się w błocie, ponad szydełkowanie i dzierganie na drutach, skoro to moja pasja? A  najbardziej szalona rzecz? Hm, chyba wybranie się do parku linowego i lot spadochronem ze świadomością, że mam lęk wysokości. A czego jeszcze bym chciała, poza pilotowaniem śmigłowca i kupnem większego quada? Nie mam pojęcia, ale pewnie niedługo coś nowego wymyślę

 MINIA 221

Pani Izabello, inspiracja- czym jest dla Pani? Skąd ją Pani czerpie? A może po prostu dar z niebios?  Wielu autorów w swoich wywiadach mówi o wenie, inni o inspiracji, a jeszcze inni o Bożym darze, a Pani?
 
To jest jak impuls, jak porażenie prądem. W pewnej chwili staje przede mną bohater, przedstawia się grzecznie i … jedziemy z akcją. Nigdy nie wiem, co wymyśli w następnym akapicie czy na następnej stronie. To zupełnie tak, jakbym poznała kogoś nowego i zaczęła uczestniczyć w jego życiu. Nie robię notatek, nie mam konspektu ani planu. Nigdy nie wiem, co napiszę. To dzieje się  samo. Ja wiem, że ciężko to racjonalnie wytłumaczyć i przy okazji nie wyjść na wariata. Do tego jeszcze ten mój pragmatyzm i to nieszczęsne ścisłe wykształcenie. To wszystko nie ułatwia mi życia J A dar? Pewnie jakiś mi dano, skoro jestem w stanie robić to, co robię i nadal pozostać przy zdrowych zmysłach.

 Czy pisanie traktuje Pani jako misję przesłania ludziom pewnych znaków, wskazówek? A może po prostu jest to praca jak każda inna?

Ani jedno, ani drugie, choć w życiu mamy tak, że jeden szyje buty, drugi leczy ludzi, a trzeci książki pisze. Często pada pytanie właśnie o tę misję do wypełnienia, o mądre motto i przekaz. Nic z tych rzeczy. Jestem jak najdalsza od moralizowania i mówienia komuś, jak ma żyć. Nigdy nie planuję moich książek, zero morałów, zero trucia. Moje bohaterki są zwykłymi kobietami. Nigdy nie są idealne, mają kompleksy, często się mylą, robią głupoty.  Nieraz moja bohaterka mimowolnie robi z siebie kretynkę Jak my wszyscy. Po prostu ja daję im prawo do popełniania błędów.

 Wielu autorów w swoich książkach pisze o swoim życiu, swoich przeżyciach, zauroczeniach itp.. Czy osoby z Pani bliskiego kręgu odnajdą powiązanie pomiędzy Pani książkami, a życiem prywatnym? A może nawet odnajdą siebie wśród bohaterów?

Nie opisuję znajomych. Siebie też nie, ale czasem czyjaś przygoda,  rys charakteru, jedno skojarzenie wystarczy mi do stworzenia czegoś nowego. Oczywiście nie ma możliwości, żeby odciąć się od własnych doświadczeń i spostrzeżeń. W głowie każdego pisarza mieści się taki mikser, który mieli setki informacji, obrazów i obserwacji. A jaki finalnie wyjdzie z tego koktajl, to już zależy od autora Czasami znajomi odnajdują w moich książkach sytuacje, które przeżywaliśmy wspólnie. Zazwyczaj bywają zaskoczeni, bowiem sami odbierali te zdarzenia zupełnie inaczej. Widocznie ja jakoś inaczej postrzegam rzeczywistość.

KATARZYNA NAWORSKA

Witam serdecznie . Nim zadam pytanie napiszę parę słów w woli wyjaśnienia :) Panią Izę - Izę znam już ze świetnego poczucia humoru, otwartości na ludzi. Wiem również, że pisze świetne książki - opinie miłośników jej książek :) Jedynie ja mam problem, gdyż jeszcze nie czytałam nic jej autorstwa. Mea culpa.
 A moje pytanie do pisarki proste :) 
Pani Izo w jaki sposób zachęciłaby mnie Pani do sięgnięcia po Pani książki i pokochania ich, raz na zawsze :)

Droga Kasiu. Relacja autor-czytelnik, to pewien rodzaj więzi. Ludzkimi  gustami i sympatiami rządzi chemia umysłów i w dobrym wypadku, zwykle po paru pierwszych akapitach już iskrzy. Albo nie iskrzy Zapraszam zatem na moją stronę autorską www.izafraczyk.pl, gdzie można przeczytać, a leniuch może nawet i posłuchać, pierwsze rozdziały każdej z moich powieści i przekonać się, czy mamy szanse na trwalszy związek Krótsze formy natomiast można w każdej chwili  przeczytać na blogu Świeżo Napisane, gdzie również bardzo serdecznie  wszystkich zapraszam.

MARTUCHA180

 Kiedy Pani stwierdziła, że ma dość cyferek i woli literki?

Ależ ja nigdy nie lubiłam cyferek. Przez matematykę omal nie wylali mnie ze studiów, a że wylądowałam na tej, a nie innej uczelni, to był przypadek i w pewnym sensie wygoda. Po pierwsze, miałam najbliżej, po drugie, tamtego roku moje liceum zrobiło eksperyment polegający na połączeniu matury z egzaminem na Akademię Ekonomiczną, więc na studia dostałam się niejako „przy okazji”

Czym dla Pani jest SŁOWO?
Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Niewątpliwie najstarszym i najbardziej zaawansowanym środkiem przekazu, który pozwala przelać na papier każdą, nawet najbardziej niedorzeczną myśl. A papier, jak to papier, wszystko przyjmie.

Co Pani w swoim życiu najbardziej celebruje i jak?

Boże Narodzenie  i Wielkanoc. Zawsze tradycyjnie i z rodziną. Im nas więcej tym lepiej.

OBLICZA ROZY

Wyczytałam, że nie lubi Pani typowo kobiecych form odpoczynku jak wylegiwanie się na plaży, masaże przy relaksacyjnych dźwiękach czy oglądanie komedii romantycznych w telewizji. Za to tworzy Pani bardzo wiarygodne postacie kobiece w książkach, ich emocje, przemyślenia, zachowania idealnie pasują mi do naszej płci. Czy pisząc książki tworzy je Pani z myślą o tym, że czytać je będą głównie kobiety czy to nie ma znaczenia, bo dla Pani literatura nie ma płci?

Literatura wcale nie ma płci. O czym świadczy fakt, że książkę napisała kobieta i o kobietach? Czy to oznacza, że napisano jakieś bzdury?  Że to coś gorszego? A cóż to jest literatura dla mężczyzn? Jest coś takiego? Szufladkowanie książek jest nieco bez sensu, podobnie jak stereotyp, że książki dla przysłowiowych kucharek piszą głupie baby, a jeszcze głupsze je czytają
W temacie zainteresowań, zawsze miałam ciągoty w stronę nieco męskich klimatów, co wcale nie przeszkadza mi czuć się kobietą i kobiety rozumieć. Poza tym liczne obserwacje są dla mnie nieocenione. A masaży, w istocie, nie lubię. Podobnie jak i upiększających zabiegów.

"Szczęście w nieszczęściu" to nowe wydanie "Pokręconych losów Klary". Czy podczas dopracowywania tej książki czuła Pani, jakby pisała ją po raz drugi czy zmiany są tylko kosmetyczne? Czy emocje towarzyszące ukazaniu się książki na rynku są takie same?

Cóż, nie było to łatwe, ponieważ kończąc każdą książkę czuję się trochę tak, jakbym urodziła cudze dziecko. Z chwilą napisania słowa „koniec” chciałabym, żeby ktoś to ode mnie zabrał i nigdy więcej już mi tego nie pokazał. Niestety, w procesie wydawniczym, muszę każdą powieść jeszcze klika razy przeczytać. Nie ukrywam, bardzo tego nie lubię.  Jeszcze pół biedy, jak czytam moje książki  w miarę na bieżąco, za to tych starszych boję się nawet tknąć. Ponowna redakcja mojej najstarszej powieści była dla mnie prawdziwą drogą przez mękę. Na każdej stronie łapałam się za głowę, jakimż to cudem spodobało się to komuś na tyle, że zechciał  to wydać   i że czytelnicy w ogóle chcieli to czytać.   

Na Pani fanpage'u rzuciło mi się w oczy zdjęcie pięknie kwitnących kaktusów. Mam do nich wielką słabość, co ku udręce mojego męża, skutkuje tym, że wypełniają szczelnie wszystkie parapety w domu ;) Czy są to Pani ulubione rośliny, a może w pewien sposób odzwierciedlają Pani charakter ;)

Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu urzekły mnie kolory tych kwiatów.





Droga Aleksandro,

Bardzo dziękuję Ci za zaproszenie oraz organizację konkursu. Niezmiernie mi miło, że padło aż tyle ciekawych pytań. Jak wiadomo, są pytania, które pojawiają się często, a niektóre zadawane są wręcz obowiązkowo przy okazji każdego wywiadu. Dlatego właśnie postanowiłam nagrodzić osoby, które zadały mi takie pytania, których jeszcze mi nie zadano

Miło mi zatem ogłosić, że książki powędrują do Gabrieli, Katarzyny Naworskiej oraz do Oblicza Rozy.

Było mi miło być tu „w gościach”, dlatego też  z przyjemnością gratuluję zwycięzcom konkursu i serdecznie pozdrawiam Ciebie oraz wszystkich czytelników Aleksandrowych Myśli. 

Izabella Frączyk



Pani Izabello,

Bardzo dziękuję za udział w tym przedsięwzięciu i poświęcony czas ☺ Wywiad wyszedł rewelacyjnie i bardzo przyjemnie się go czytało ☺ Dziękuję również za wskazanie zwycięzców i mam nadzieję, że lektura książek, które otrzymają, przyniosą im wiele frajdy ☺




Dziewczyny,
Prześlijcie swoje adresy, korzystając z formularza w pasku bocznym bloga :)




Czytaj dalej...

Jeszcze żyję..., Joanna Tlałka-Stovrag

„Nie wiedziałam, że cisza może dźwięczeć, wyć, świstać, a nawet być ostrą bronią, która napada z ukrycia. Cisza, którą ja usłyszałam, miała atakować przez lata”.

Dziś kiedy tyle mówi się o nietolerancji, wzrastającej agresji i terrorze warto wspomnieć, że nie tak dawno temu wydarzyła się historia równie brutalna i poruszająca. Wojna domowa w Bośni i Hercegowinie, oblężenie Sarajewa, które było najbardziej krwawym konfliktem w Europie po zakończeniu II wojny światowej, przyniosła ogromne straty ludzkie w wyniku walk i czystek etnicznych. W obliczu tak okrutnych, nieludzkich okoliczności kwitnie miłość, która staje się powodem obłędnego strachu, ale i nadziei na lepszą przyszłość.

Zaczęło się niewinnie. Studentka z Krakowa wyjeżdża na stypendium na uniwersytet w Sarajewie. Pełna obaw ale i ciekawości poznaje świat, zupełnie różny od tego, w którym wyrosła. Tam poznaje też chłopca, który zdominował jej serce i stał się centrum wszechświata. Rozdziela ich wojna, bestialstwo, śmierć, ale miłość pozwala przezwyciężyć wszelkie, nawet niebezpieczne bariery.

Joanna Tlałka-Stovrag narratorka i bohaterka książki „Jeszcze żyję...” pozwala nam zajrzeć w swój świat i dzieli się najintymniejszymi wspomnieniami, przeżyciami. Odkrywa przed czytelnikiem swoje serce i pokazuje, że prawdziwe uczucie warte jest wszelkiego poświęcenia. Lektura publikacji mocno mną wstrząsnęła. Znam ten smutny i trudny okres historii Sarajewa ze szkolnych lekcji. Jednak dla mnie to za mało. Poszukuję świadectw ludzi, którzy przeżyli piekło i są w stanie, są gotowi o tym opowiedzieć. Pani Joanna dała mi możliwość zajrzeć za barierę milczenia i poznać prawdziwe oblicze bestialstwa, ogromnego strachu, bezsilności. Dla równowagi pokazała mi odwagę, przyjaźń i miłość, która stała się jedyną szansą, nadzieją na przeżycie, na przyszłość.

„Lubię tu przyjeżdżać, usiąść na łonie przyrody, tu czuje się najlepiej. Od dzieciństwa moje oczy przyzwyczaiły się do gór, , nie lubię, jak jest płasko. Stąd bliżej do nieba, a można popatrzeć i w dół, łatwiej tez popatrzeć na siebie samego.”

 „Jeszcze żyję...” to prawdziwa historia pełna bólu, łez, cierpienia, strachu ale także uśmiechu i radości. To opowieść o uczuciach, które choć wystawione na ciężka próbę, stało się świadectwem odwagi, niezłomności i wyjątkowej relacji jaka może połączyć kobietę i mężczyznę.

Podziwiam Panią Joannę Tlałkę-Stovragi i innych ludzi, którzy wykazali podobną postawę i zachowali człowieczeństwo w obliczu potworności wojny. Dziękuję jej, że podzieliła się ze mną swoją duszą i sercem, i że także we mnie natchnęła nadzieję i wiarę na lepsze jutro.









„Jeszcze żyję...” Joanna Tlałka-Stovrag, wydawnictwo Branta, Bydgoszcz- Kraków 2007





Pani Joanno!
Dziękuję za zaufanie i cudowną dedykację :)





Czytaj dalej...

Kolejność, Hubert Hender

Mała miejscowość, oaza spokoju staje się areną bestialskich mordów. W Kowarach, w tajemniczych okolicznościach ginie trzech mężczyzn. Zagadkowa jest nie tylko ich śmierć ale i okoliczności, dowody i poszlaki znalezione na miejscu zbrodni. Każda z ofiar została oznaczona cyfrą, która nijak ma się do kolejności przestępstwa. Do śledztwa zostają przydzieleni jeleniogórscy policjanci, komisarz Iwanowicz i podkomisarz Gawłowski. Czy uda im się znaleźć mordercę zanim zginie kolejna osoba?

Już na początku, bo wizualnie książka zachęca miłośników kryminałów swoją ciekawą i dość mroczną okładką. Również ja, mocno zaintrygowana, sięgnęłam po „Kolejność” i dałam się porwać historii, która powstała w młodej i uzdolnionej głowie Huberta Hendera. Autor powoli i szczegółowo wprowadza nas w temat. Opisuje morderstwa, miejsca zbrodni tak dokładnie, że każdy czytelnik może poczuć się śledczym i na równi z  Iwanowiczem i Gawłowskim tropić brutalnego zbrodniarza. I niech się Wam nie wydaje, że łatwo odgadniecie motywy i sprawcę. Hubert Hender tak zmanipuluje Wasz umysł, że rozwiązanie zagadki będzie prawdziwym zaskoczeniem. 

Kowary to mała miejscowość na Dolnym Śląsku. Akcja powieści, w dużej mierze, rozgrywa się w środowisku zdominowanym przez przemoc, alkohol i kłamstwo. Śledczy nie mogą do końca zaufać swoim świadkom. Jedni w alkoholowym upojeniu, z definicji nie są wiarygodni, inni w obawie przed konsekwencjami ukrywają co pikantniejsze doświadczenia w swoim życiu. Jak zatem dotrzeć do prawdy? Iwanowicz i Gawłowski to wykwalifikowani policjanci i nie jedno widzieli czy słyszeli. Nie tak łatwo wywieść ich w pole. Co prawda kluczą i kręcą się w kółko, ale wytrwałością i inteligencją nadrabiają wszystkie trudności i niedostatki. 

Bohaterów w powieści dostatek. Każda jest przemyślana i ma swoje określone miejsce oraz zadanie. Hubert Hender nic nie pozostawił przypadkowi. Zapętlił ludzkie losy w jedną sensowną i spójną całość, która nie pozostaje obojętna w oczach i sercach czytelników.

„Kolejność” pozwala nam zajrzeć nie tylko w kulisy pracy policjantów, kopalń i ich bezdusznych zarządców, ale także przyjrzeć się ludzkim charakterom, kiedy na światło dzienne zostanie wystawiona ich przeszłość, na próbę zostanie wystawiona ich prawdomówność, poczciwość, współczucie, sprawiedliwość, cele i przyszłość. 

„Kolejność” to dobry, zagadkowy, mroczny thriller, który na długo zatrzyma uwagę. Co prawda akcja powieść nieco spowolniona, ale jej zwroty totalnie wybijają z równowagi i pozostawiają w stanie zdumienia :)









„Kolejność” Hubert Hender, Filia, Poznań 2016



Czytaj dalej...

Gdzie jest Mia?, Alexandra Burt

Kiedy stajesz się rodzicem, zaczynasz zamartwiać się o swoje pociechy. Najpierw czy urodzi się zdrowe, potem czy będą bezpieczne, a na końcu czy wyrosły na dobrych ludzi. 

Debiutancka powieść Alexandry Burt opisuje jeden z powyższych przykładów. Jednak czy jest to objaw matczynej miłości czy fałszywej troski, musicie ocenić sami.

Siedmiomiesięczna Mia rozpływa się w powietrzu. Matka dziecka odkrywa puste łóżeczko, ale nie zgłasza tego faktu policji. Na własną rękę próbuje rozwikłać tę sytuację. Kilka dni później zostaje znaleziona w wąwozie, w rozbitym samochodzie, z raną postrzałową głowy. Nie wie co się wydarzyło przed wypadkiem, nie pamięta co spotkało jej córeczkę. 

Alexandra Burt przedstawia nam kobietę, która nie miała łatwego dzieciństwa. Tragiczna śmierć rodziców i siostry, porzucenie przez brata i wychowywanie się w domu obcej, powściągliwej ciotki. To wszystko odcisnęło na niej piętno, którego efekty możemy poznawać. Estelle jest zagubiona, wystraszona, zdezorientowana. Nie wie co przydarzyło się jej córeczce. Nie pamięta ostatnich wydarzeń i boi się, że mogła zrobić coś strasznego. Tak właśnie widzi sprawę mąż kobiety i opinia publiczna, która już wydała wyrok na niezrównoważoną matkę. Czy rzeczywiście byłaby zdolna do potworności opisywanych w gazetach i telewizji? Estelle próbuje odzyskać pamięć w klinice psychiatrycznej. Pod opieką doktora Ariego analizuje swoją przeszłość i odnajduje klucz do faktów ukrytych w podświadomości. 

Taka właśnie jest cała fabuła książki „Gdzie jest Mia?”. Wspomnienia przeplatają się z teraźniejszością, dając zarówno odpowiedzi ale i powody do kolejnych pytań. Alexandra Burt skutecznie zwodzi i manipuluje emocjami czytelnika. Trudno mi było wyciągnąć wnioski bo moje zaufanie do głównej bohaterki wahało się z każdą przeczytaną stroną. Raz współczułam jej tragedii i oczekiwałam oczyszczenia z wszelkich zarzutów, a innym razem strasznie denerwowała mnie jej nieudolność życiowa, uległość, rezygnacja. 

Akcja powieści nie ma zabójczego tempa, ani nie zmienia się jakoś drastycznie. Jednak nie mogłam oderwać się od lektury przez długie godziny. Bardzo zainteresowała mnie jej psychologiczna strona i jej niedostosowani życiowo bohaterowie. Każdy z nich miał jakąś przypadłość, która doprowadziła do ciągu tragedii, których centrum stało się maleńkie, bezbronne dziecko. 

Narracja i fabuła osnuta jest na postaci Estelle. To jej oczami obserwujemy wszystkie wydarzenia. Zabrakło mi w tym trochę punktu widzenia osób z jej otoczenia, np. męża. Pojawia się w jednej ze scen... i na tym koniec. Tak jakby zaginięcie córki zupełnie go nie dotyczyło. Chętnie poznałabym również opinię policjantów i doktora Ariego. 

„Gdzie jest Mia?” to całkiem udany thriller psychologiczny. Tajemniczy, igrający z uczuciami czytelnika, nieodgadniony i w końcowej fazie zaskakujący. Alexandra Burt zmusza do zastanowienia na ile depresja poporodowa wpływa na zbrodnię i czy ją usprawiedliwia... Warto przeczytać. 








„Gdzie jest Mia?” Alexandra Burt, tł. Grażyna Woźniak, Świat Książki, Warszawa 2016






Czytaj dalej...

Konkurs patronacki z Emigrantką







Zasady konkursu:

1. Organizatorem konkursu jest właściciel bloga Aleksandrowe myśli
2. Fundatorem nagrody jest Wydawnictwo Czarna Kawa
3. Nagrodą w konkursie jest książka "Życie pechowej emigrantki" Martyny Flemming
4. Konkurs trwa od 21.08.2016 do 25.08.2016 do godz. 23:59.
5. Biorąc udział w konkursie uczestnik akceptuje niniejszy regulamin.
6. Aby wziąć udział w konkursie użytkownik musi w komentarzu pod tym postem zamieścić pytanie (1 maksymalnie 3) do Pani Martyny Flemming oraz swój nick bądź imię


* będzie mi bardzo miło jeżeli zostaniesz obserwatorem bloga Aleksandrowe myśli
* możesz polubić profil bloga na Facebooku 
* możesz polubić profil wydawnictwa Czarna Kawa na Facebooku
* możesz polubić profil autorki- Martyny Flemming na Facebooku
* możesz umieścić informacje o konkursie na swoim blogu  :)

 
7. Konkurs skierowany jest do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
8. Zwycięży osoba, która według Pani Martyny Flemming zadała najciekawsze pytanie/a.
9. Wywiad oraz głoszenie wyników nastąpi około 01.09.2016 r. W uzasadnionych przypadkach możliwe jest przesunięcie tego terminu, o czym poinformuję na łamach bloga.
10. Po ogłoszeniu wyników konkursu poproszę o przesłanie danych osobowych. Nagroda zostanie wysłana do zwycięzcy w ciągu 21 dni roboczych na adres wskazany przez laureata konkursu.
11. W konkursie można wziąć udział tylko raz.
12. W razie jakichkolwiek pytań proszę o kontakt pod adres mail: aleksnadra@interia.eu



Powodzenia!

 
Czytaj dalej...

Autodestrukcja, Monika Zajas- Emigrantka- lista




Czytaj dalej...

Dlaczego?









* zdjęcie wykorzystane ze strony: https://pixabay.com/pl/zach%C3%B3d-s%C5%82o%C5%84ca-chmura-medytacja-792386/
Czytaj dalej...

Book Tour: Pałacyk za mostem, Halina Kowalczuk


Uwielbiam Book Tour. Dzięki niemu mogę przeczytać książki, które być może nigdy nie zawitałyby w moich progach. Do wzięcia udziału w akcji skusiła mnie Cyrysia swoją pozytywną opinią, ale i cudna, klimatyczna okładka zapowiadająca sielską, pozytywnie naładowaną historię.

Elżbieta przeżywa najcięższy okres w życiu. W tragicznym wypadku straciła ukochanego męża. Żałoba ją przytłacza, nie potrafi znaleźć sobie miejsca. Niespodziewanie przychodzi ratunek. Propozycja pracy i wyjazd do Ruczaju, niewielkiej podgórskiej miejscowości może odmienić jej los. Na miejscu nie łatwo jej się przystosować. Jednak z każdym dniem trudności zmieniają się w korzyści. Nowe przyjaźnie i znajomości stają się obietnicą lepszej, ciekawszej przyszłości.

Poznajemy młodą kobietę borykającą się ogromna traumą, zmagającą się z poczuciem żalu i winy. Życie zaczyna ją przytłaczać, a jej najlepsza przyjaciółka obawia się pochopnych i nierozważnych decyzji. Dlatego wspiera ją w trudnej codzienności i obmyśla plan ratunkowy. Wyjazd na wieś, nowa praca, nowe znajomości mają odegnać czarne myśli i przywrócić nadzieję na pozytywne emocje. A tych ostatnich z pewnością nie brakuje w malowniczym Ruczaju. Po pierwsze, tajemnicza szeptucha, która ma wielki wpływ na życie mieszkańców tej niewielkiej miejscowości. Po drugie Tomasz, który sam zmaga się z traumatyczną przeszłością. Po trzecie zagadkowe zjawy, które budzą dreszcz niepokoju i zaciekawienia.

Postaci wykreowane przez Halinę Kowalczuk bardzo przypadły mi do gustu. Elżbieta mimo swoich przytłaczających problemów jest energiczną kobietą, która nie pozwoli sobie dmuchać w kaszę. Nie straszne jej stanowiska czy koneksje. Jej charakter przyda się w walce z pazernym wójtem,  despotycznym proboszczem czy piekielnie zazdrosną sklepową. Wynikną z tego zabawne ale i dramatyczne sytuacje, które całkowicie poprzesuwają ścieżki losów bohaterów.
Tomasz z kolei to mężczyzna pełen męskiego uroku. Żyje przeszłością, tragedią i nie pozwala nikomu trafić do swojego serca. Trochę opryskliwy, arogancki zyskuje wraz z tokiem lektury, a jego zachowanie staje się zrozumiałe, wytłumaczalne, z czasem akceptowalne.
Uwielbiam w literaturze wszelkiego rodzaju babki, zielarki, szeptuchy. Ta z „Pałacyku za mostem” od razu przypadła mi do serca. Mądra, ciepła, serdeczna, ale jeśli trzeba potrafi rzucić dotkliwy urok. 

Na dokładkę w książce znajdziecie wątek metafizyczny i piękną, poruszającą legendę o kobiecie zmienionej w wilka. Dodaje to powieści magii, powabu i jest nietuzinkowym dopełnieniem zwykłej historii mocno osadzonej w rzeczywistości.

„Pałacyk za mostem” to opowieść o wielkim cierpieniu i narodzinach nadziei na lepsze jutro. Nigdy nie jest wiadome czy w najmniej oczekiwanym momencie nie odnajdziemy szczęścia. Czy wśród trudności nie wyłoni się przyjaźń błyszcząca niczym diament w słońcu. Wreszcie czy apatia nie zmieni się w miłość przywracającą do życia. 








„Pałacyk za mostem” Halina Kowalczuk, Wydawnictwo Lucky 2016







Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Cyrysi :)


Czytaj dalej...
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka