Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Przedpremierowo: Początek wszystkiego, Robyn Schneider

Premiera: 14 czerwiec 2017




Życie potrafi całkowicie zaskoczyć. To, co wydaje się katastrofą, końcem planów i marzeń może okazać się początkiem całkiem innej ścieżki, innego sposobu na osiągnięcie szczęścia.

Ezra Faulkner jest dobrze zapowiadającym się sportowcem, a jego uroda, dowcip, styl bycia, charyzma przyciąga zarówno męską i żeńską część szkoły. Po prostu jest lubiany i popularny w swoim środowisku. Wypadek samochodowy, kalectwo wszystko zmienia. Ezra w jednej chwili traci dziewczynę, przyjaciół i widoki na sportową karierę. Staje się szkolnym odludkiem. Cassidy Thorpe to dziewczyna, która z przebojem wkracza w życie Ezry i na nowo rozbudza nadzieję na spełnienie.

Przy pierwszym spotkaniu, Ezra nie wyróżnia się niczym pośród nastolatków, którzy go otaczają. Jest wesoły, beztroski i czerpie z życia pełnymi garściami. Nie obawia się o jutro i jest pewny, że to co go spotyka zwyczajnie mu się należy. Nie przejmuje się drobnymi potknięciami, nie zastanawia go nawet rozstanie z najlepszym przyjacielem. Wypadek samochodowy wszystko zmienia. Chłopak ze szkolnej gwiazdy zmienia się w odludka, a samotność pozwala wciąż na nowo rozpamiętywać bolesne straty. Nie zależy mu na zmianach, w swoich rozmyślaniach i planach nie wychodzi daleko naprzód. Dopiero pojawienie się nowej uczennicy, Cassidy zmienia jego stosunek do życia. Dziewczyna jest pełna optymizmu, energii, ciekawa świata i na wszystko ma odpowiedź, często w postaci cytatów z książek. Porywa Ezrę i narzuca mu swój styl bycia. Namawia go na nowe doświadczenia, wyciąga ze skorupy samotności. Okazuje się, ze kalectwo nie musi zamykać mu drogi do szczęścia, że zawsze można odnaleźć ścieżkę, która może i prowadzi w inne miejsce, ale równie ciekawe i satysfakcjonujące.

Ezra i Cassidy doskonale się uzupełniają. Oboje mają nauczyć siebie czegoś o życiu. Ezra to doskonały przykład nastolatka, który miał wszystko, ale też wszystko stracił w jednej chwili. Jego emocje są przedstawione bardzo realnie, a gorycz straty dotyka najczulszych strun naszego serca. Przecież każdy z nas ma taki etap za sobą, kiedy wydawało się, że to już koniec i żadnych więcej szans na nas nie czeka. Cassidy to wulkan energii, która wnosi do książki ożywienie, radość, ekscytację. Nosi w sobie jednak pewien sekret, który sprawia, że jej postawa staje się bardziej znacząca, warta zauważenia.

Nie wszystkie postaci występujące w „Początek wszystkiego” przypadły mi do gustu. Autorce nie udało się uniknąć czarno- białego schematu. Gwiazdy football'u to dość tępi mięśniacy, a ich partnerki to dziewczyny pragnące być w centrum uwagi bez względu na uczucia, oczekiwania. Na szczęście są to role drugoplanowe, które mają zadanie wyłuszczyć pewne wartości, a oni sami nie mają większego znaczenia.

Robyn Schneider stawia na miłość i przyjaźń. W swojej powieści doskonale je łączy i uzupełnia. Udowadnia, że trwałe fundamenty są budowane na emocjach, na wspólnych przeżyciach, bliskości, a nie statusu, pochodzenia czy popularności. Ezra na własnej skórze przekonał się, że przyjacielem nie jest ten, który ogrzewa się w naszym blasku, ale ten, który w najcięższych chwilach potrafi wyciągnąć rękę i podnieść z dna rozpaczy.

„Początek wszystkiego”  to historia nastolatków dotkniętych bólem, cierpieniem, bezsilnością. Mimo młodego wieku ich bagaż doświadczeń może przygnieść nie jednego dorosłego. A jednak  Robyn Schneider z wysmakowanym dowcipem, lekkością pióra pozwala natchnąć nadzieją, a smutek przemienia w gotowość do działania, energię i ekscytujące oczekiwanie na kolejną szansę.


„Początek wszystkiego” to doskonała lektura dla każdego i na każdym etapie życia. Pozwala otrząsnąć się z codziennej rzeczywistości i popycha do poszukiwań nowych, nieoczywistych celów.








„Początek wszystkiego” Robyn Schneider, tł. Aga Zano, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017





Mam dla Was specjalny, przedpremierowy fragment powieści „Początek wszystkiego” :) Miłego zaczytania ♥




Czytaj dalej...

Chemik, Stephenie Meyer



Stephenie Meyer to autorka znanej, kochanej lub znienawidzonej, ale kultowej już serii Zmierzch. Powiem Wam szczerze, przeczytałam ją, zanim jeszcze zrobił się wokół niej taki szum. Może narażę się co niektórym , ale muszę to napisać. Pokochałam Edwarda oraz jego nietypową rodzinę i ogromnie irytowała mnie Bella... Z tego zauroczenia sięgnęłam również po „Intruza”, który okropnie mnie rozczarował i wynudził.
Tegorocznej wiosny Stephenie Meyer wróciła z nową książką, tym razem przeznaczoną dla starszego czytelnika „Chemik”. Nie mogłam się oprzeć hipnotyzującej, skrzącej srebrem okładce i dałam się namówić na lekturę. Poniżej znajdziecie moje wrażenia. 

Niegdyś Alex pracowała na usługach rządu. Groźnymi, chemicznymi substancjami „wyciągała” z podejrzanych zeznania i tajne informacje wrogich ugrupowań czy państw. Jej wiedza była zbyt duża i niebezpieczna żeby móc spokojnie pracować i żyć. Od tej chwili ukrywa się, jest w drodze, co róż zmienia tożsamość i z obawą ogląda się za siebie. Mail od dawnego współpracownika, propozycja pracy ponownie zmienia jej życie o sto osiemdziesiąt stopni. Tyle, że tym razem musi chronić nie tylko siebie.

Już od pierwszej strony wiedziałam, że „Chemik” zmieni moją codzienną rutynę. Nie mogłam doczekać się powrotu z pracy by na nowo dać się wciągnąć w szalone, niemal nierealne przygody Alex. Kobieta zadziwiła mnie totalnie. W życiu nie przypuszczałam, że można być tak drobiazgowym, precyzyjnym i gotowym na poświęcenia. Jednak cena za życie musi być wysoka. Alex potrafi uczyć się na błędach, co pozwala skutecznie ukrywać się przed rządowymi agentami polujących na nią każdego dnia, każdej nocy od kilku lat. Samodyscyplina, ogromna wiedza i praktyka czyni z niej mistrzyni walk wręcz, operatora wszelkiej broni i osobę, która potrafi rozszyfrować każdą manipulację. Mogłabym tak długo pisać o zaletach Alex, ale to mogłoby sprawić, że widzielibyście w niej nierealny ideał, dobrze skrojoną bajeczkę dla niewymagającego czytelnika. Za jej postawą stoi wychowanie, a po prawdzie jego brak. Alex mogła liczyć wyłącznie na siebie i idealnie wykorzystała ten czas na inwestycje w swoją wiedzę, rozwój i samorealizację. Jej jedyną wadą jest nieumiejętność zaufania drugiej osobie, poddania się uczuciom. To zasadniczo zmienia się podczas jednorazowego zlecenia od dawnego współpracownika. Alex musi przesłuchać groźnego przestępcę. Ten budzi w niej nieznane emocje, które zaczynają uzależniać, przeważać szalę jej ustabilizowanego, ascetycznego pełnego niebezpieczeństw życia. 

W tym momencie akcja schodzi odrobinę na dalszy plan, a rodzi się wątek romantyczny, który daje równie wiele satysfakcji. Możemy na jego tle obserwować zmiany jakie zachodzą w kobiecie i jak uczy się czym jest zaufanie i jak wiele może dać miłość. Niestety nie jest jej dane spokojne delektowanie się uczuciem. Wróg nie śpi i ze zdwojoną mocą usiłuje dopaść Alex. 

Oprócz Alex „Chemik” obfituje w ciekawych bohaterów. Daniel to ciepły, rodzinny facet. Taki do tańca, i do różańca. Jednocześnie jest bardzo ciapowaty i jest tym ogniwem, które przyciąga niebezpieczeństwo i kłopoty. Nie można mu jednak odmówić dobrej woli, chęci nauki i gotowości do poświęceń. Kevin natomiast to jego zupełne przeciwieństwo. Zawsze przygotowany na każdą ewentualność. Wysportowany, niezniszczalny, bystry i zabijający ciętą ripostą. Wszystkie sceny z jego udziałem zmuszały do jakiejkolwiek emocji, do złości czy śmiechu. 
Ale najbardziej oczarowała mnie rola psów jaką przypisała im Stephenie Meyer w „Chemiku”. Autorka udowodniła jakimi inteligentnymi są zwierzętami i czego przy odrobinie cierpliwości można je nauczyć. Wiele bym dała żeby Einstein czuwał u mojego boku. 

Akcja powieści jest niebywale wartka i zmienna przetykana romantycznymi uniesieniami. Stephenie Meyer z wprawą żongluje faktami, informacjami i kreuje niezapomniane intrygi, pościgi i niebezpieczne sytuacje. Czytając „Chemika” miałam wrażenie, że to nowy  Jason Bourne Ludluma lub Mission Impossible w oryginalnym, kobiecym wydaniu. Owszem, zdaję sobie sprawę, że niektóre wydarzenia wydają się mało realne, że niefrasobliwość Daniela mogła okropnie irytować, że przypisanie książki do gatunku thriller jest odrobinę na wyrost, a miłość narodzona w takich warunkach nie może się udać...Mimo to, dałam się porwać lekturze, a drobne niedociągnięcia zupełnie nie miały dla mnie znaczenia.

„Chemik” to intrygująca lektura dla czytelnika, który nie boi się fali krytyki i hejtu pod wyznaniem, że podobają mu się książki Stephenie Meyer ☺ Ok, ale na poważnie. Wiem, że nie każdemu powieść przypadnie do gustu. Jednak jeśli nie przeszkadzają Ci drobne potknięcia i liczysz na dobrą, niebanalną rozrywkę zmuszającą do zarwania nocy, to polecam „Chemika”.








„Chemik” Stephenie Meyer, tł. Anna Klingofer- Szostakowska, Edipresse, Warszawa  2017






Czytaj dalej...

Tysiąc pięter, Katharine McGee #5



Sekrety, tajemnice sprawiają, że życie z jednej strony, staje się ciekawe, ale z drugiej dają możliwość manipulacji i niosą spore niebezpieczeństwo poważnych strat, bólu i cierpienia. 

Głównymi bohaterkami powieści są cztery nastoletnie dziewczyny: Avery, Leda, Eris i Rylin. (Mieliście okazję poznać je w poprzednich wpisach ☺) Żyją w niedalekiej przyszłości, w tysiąc piętrowej Wieży, która definiuje ich pozycję, prestiż, bogactwo. Na każdej z kondygnacji rozgrywają się radości i dramaty rozstrzygające o przyszłości, charakterze każdej z postaci. 

Rodzina Avery jest najbogatsza, a co za tym idzie najbardziej wpływowa. Mogli pozwolić sobie na ingerencję genetyczną. W taki sposób narodziła się dziewczynka idealna pod każdym względem. Jednak Avery nie może spełnić swojego największego marzenia. Szczerze kocha, podziwia swojego przyrodniego brata i to miłością romantyczną, która nie ma prawa się ziścić. Leda pochodzi z mniej szacownej rodziny, ale przyjaźń łącząca ją z Avery zaciera wszelkie granice. Łączy je również uczucie do Atlasa, o czym nie wiedzą i nie chcą zauważyć. Równie ta miłość nie jest spełniona i prowadzi do uzależnień, z których trudno się wyleczyć, otrząsnąć, zapomnieć.
Na pierwszy rzut oka Eris jest okropną snobką. Przy bliższym poznaniu okazuje się najbardziej szczerą dziewczyną w Wieży. Jej status gwałtownie się zmienia i musi opuścić wygodne życie, co pozwala jej znaleźć nowe ścieżki, nowe doznania i nowe przyjaźnie. Rylin zmaga się z niedoborem pieniędzy. Codziennie walczy o godziwe warunki życia dla siebie i siostry, którą opiekuje się po śmierci mamy. 

Dziewczyny są różne. Spokojne, wyważone, romantyczne, albo odwrotnie pełne wigoru, chęci smakowania życia, gotowe na nowe wyzwania. Dzielą je granice sztywno wyznaczane przez Wieżę, ale łączą tajemnice, które na zawsze zmienią ich plany i marzenia. Okazuje się również, że ich sekrety stają się narzędziem manipulacji, początkowo o niewielkim rażeniu, ale rosnącą z każdą godziną. 

„Tysiąc pięter” to debiut literacki Katharine McGee. Uważam, że bardzo udany. Powieść od początku pobudza ciekawość, akcja rozkręca się miarowo, a poznawane sekrety jeszcze bardziej ją nakręcają. Autorka z niespodziewaną wprawą zwodzi czytelnika i prowokuje sytuacje, które zmuszają do refleksji. Już sam pomysł na tysiąc piętrową Wieżę, która zamiast łączyć, dzieli ludność na bogatych i biednych, zyskał w moich oczach literacką aprobatę. Z takiej tezy można zbudować nietuzinkową historię, w której objawi się cały ludzki arsenał emocji i charakterów. Katharine McGee udała się ta sztuka. Pokazała nam bohaterów, którym bogactwo nie uderzyło do głowy, którzy pozostali ludzcy, empatyczni, sympatyczni. Bieda z kolei może prowadzić do wyborów trudnych do zaakceptowania moralnie, ale ze zrozumiałych względów jesteśmy w stanie je zrozumieć i nie potępiać jednoznacznie, kategorycznie.
Wątek miłosny, choć ważny, nie jest nachalny. Staje się bardziej, po pierwsze powodem dla etycznych rozważań, po drugie trampoliną dla rozwoju akcji, która nie ukrywam nabiera rumieńców. 

Każdy z rozdziałów dotyczy jednego z bohaterów. Dzięki temu zabiegowi możemy poznać ich lepiej, dokładniej. Obserwujemy towarzyszące im emocje, wpływ na podejmowane decyzje i jej skutki. Pozwala także obdarzyć sympatią, ocenić zachowania i postawy w konkretnych sytuacjach lub skonfrontować sporne zdarzenia. 

„Tysiąc pięter” to powieść godna uwagi. Interesująca, intrygująca, wciągająca. Umożliwia zajrzenie w przyszłość i sprawdzić w jaką stronę rozwija się ówcześnie dostępna technologia. U  Katharine McGee zmierza w bardzo niebezpieczną stronę, dającą możliwość inwigilacji, manipulacji, podziałów sprzyjających nienawiści, rasizmowi, nietolerancji. Co być może uświadomi czytelnikowi zagrożenia, ryzyko i uzbroi w potrzebną wiedzę by w każdym momencie życia pozostać człowiekiem.







„Tysiąc pięter” Katharine McGee, tł. Mariusz Gądek, Otwarte, Kraków 2017






Czytaj dalej...
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka