Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty

Big Book Cafe- Polska. Spojrzenie w twarz zła



Justyna Kopińska „Polska. Spojrzenie w twarz zła“
25 sierpnia godz. 20

                                                              
Bohaterką wieczoru będzie Justyna Kopińska, której reportaże ukazują się w Dużym Formacie, magazynie reporterów Gazety Wyborczej. Dziennikarka i socjolożka, zajmuje się tematyką kryminalną, sądownictwem i więziennictwem. Z jej tekstów wyłania się obraz nieskutecznego wymiaru sprawiedliwości i ludzi pozostawionych z poczuciem krzywdy.

Podczas spotkania w Big Book Cafe spróbuje opisać współczesną twarz zła. Mówić będzie – nie bez ironii - o polskich elitach, politykach, wysoko postawionych urzędnikach. O bulwersujących sprawach, które nie zawsze wychodzą na światło dzienne.  

„Jak wygląda obecnie twarz zła?“ Z tym pytaniem mierzę się na co dzień w mojej pracy. A w jakich aspektach życia w Polsce Państwo dostrzegają zło? – pyta Kopińska.


Nowe miejsce literackie Big Book Cafe działa od 14 lipca na stołecznym Mokotowie. Literacki Stand-up to seria występów na żywo, podczas których autorzy wcielają się w role performerów i w oryginalny sposób komentują rzeczywistość.Kolejne wydarzenia tego cyklu odbywać się będą co miesiąc, zawsze w piątek wieczorem.



Czytaj dalej...

Powstańcy '44. Bohaterowie i świadkowie, Małgorzata Czerwińska- Buczek

Powstanie Warszawskie w dalszym ciągu rozpala serca Polaków. Chcemy poznać bohaterów, którzy zaryzykowali swoją młodość, wolność i życie by stworzyć kolejnym pokoleniom szansę na godziwy i spokojny byt z dala od okupacji, wojny, wszelkich form ucisku. Dla Powstańców decyzje uczestniczenia w walce nie było wyborem, było jedynym wyjściem, koniecznością, obowiązkiem, zrywem patriotycznym. Współcześni Polacy są im winni pamięć i cześć. Książki takie jak "Powstańcy '44" Małgorzaty Czerwińskiej- Buczek o jedna z form upamiętniających tamten czas, przybliżenie sylwetek bohaterów i możliwość poznania wyjątkowych ludzi. 

Powyższa publikacja to zbiór rozmów, które autorka przeprowadziła z należytym pietyzmem, doświadczeniem, poszanowaniem historii i swoich rozmówców. Dzięki temu łatwo było im się otworzyć i przytoczyć wspomnienia trudne, często traumatyczne, poruszające, nawet tyle lat po wojnie...

Bohaterami książki są Barbara Gancarczyk, która znajdowała się w centrum najcięższych walk. Widziała bestialstwo nazistów i bezbrzeżne okrucieństwo wojny. Witold Kieżun zasłynął dzięki samotnemu zwiadowi, który zaowocował czternastoma niemieckimi jeńcami i zapasem arsenału i broni. Sanitariuszki Janina Rożecka, Maria Pajzderska, Janina Chmielińska. Jeden z najmłodszych uczestników Powstania Sławomir Pocztarski. Cudem ocalony z egzekucji w czasie rzezi na Woli, Jerzy Janowski, dowódca powstańczego plutonu Marian Gałęzowski, łączniczka w Brygadzie Dywersyjnej Urszula Katarzyńska. 

To byli młodzi ludzie, którzy wychowali się w rodzinach praktykujących tradycje patriotyczne. Dla nich Powstanie było obowiązkiem i do walki rwali się z niesamowitą odwagą. Nikt nie zabronił im wstąpić do konspiracji, choć większość nie była nawet pełnoletnia. Wyposażeni w waleczność, wiarę, modlitwę i błogosławieństwo rodziców, mieli śmiałość sprzeciwić się okupantowi i zawalczyć o wolność. Z lekcji historii wiemy, że odpłacono im brutalnością, okrucieństwem, bestialstwem, niezrozumieniem, wykluczeniem na długie lata z życia publicznego i pozbawieniem należnej chwały. 
Dlatego trzeba przywracać pamięć ich poświęceniu i uczyć dzieci o ich bohaterstwie, ich darze dla pokoleń wolnych ludzi. 

Byłem odważny, przekonany, że w każdych okolicznościach zachowam się jak prawdziwy żołnierz. Jednak gdzieś tam w środku nie przestałem być wylęknionym dzieckiem.

Powstańcy sami opowiadają swoje historie. Małgorzata Czerwińska- Buczek jest towarzyszem, dokumentalistką opowieści i osobą odpowiedzialną za zebranie tych biografii w jednym miejscu. Dlatego te wspomnienia budzą wiele emocji zarówno samych bohaterów, jak i czytelnika. Zadziwiające, że pamięć Powstańców, dziś już nobliwych nestorów, jest tak bogata w szczegóły przeraźliwej, wojennej rzeczywistości. Razem z nimi cofamy się w czasie i jesteśmy świadkami masakr, rzezi, egzekucji na ludności cywilnej i eksterminacji samych Powstańców. 

W książce oprócz wspomnień z Powstania Warszawskiego, poznamy powojenny los bohaterów. Nie zawsze spokojny i szczęśliwy. Często naznaczony niedogodnościami, represjami, tułaczką, emigracją... Powstańcy, oprócz myśli, dzielą się zdjęciami z prywatnego archiwum. 

"Powstańcy '44" to lektura bogata w historyczne fakty ale i ludzkie losy, które warto znać. 





"Powstańcy '44. Bohaterowie i świadkowie" Małgorzata Czerwińska- Buczek, Bellona, Warszawa 2015



Czytaj dalej...

Tabloid. Śmierć w tytule, Piotr Głuchowski, Marcin Kowalski



Rzeczywistość mocniejsza od fikcji



Ostatnio z powodzeniem publikuje się książki oparte na faktach bulwersujących swojego czasu opinię publiczną. 

"Tabloid. Śmierć w tytule" dwóch dziennikarzy, reporterów, redaktorów Gazety Wyborczej doskonale wpisuje się w ten trend. Panowie Piotr Głuchowski i Marcin Kowalski przypominają zbrodnię sprzed jedenastu lat. Na podstawie zgromadzonych dokumentów, opublikowanych materiałów, prasowych tytułów, a także rozmowami ze świadkami tamtych wydarzeń rekonstruują głośną sprawę morderstwa Krzysztofa Mrugały, znanego lokalnie, dobrze sytuowanego mieszkańca Buska Zdroju.
Krzysztof Mrugała miał wszystko: dom, pieniądze, ustabilizowaną przyszłość. Jedynie rodzina mu się nie udała. Brutalność, nieporozumienia, w końcu rozwód. Jednak szybko znalazła się kobieta, która pocieszyła miejscowego bogacza. 

3 listopada 2004 roku Krzysztof Mrugała wracał z pracy. Pod domem został brutalnie pobity, zamordowany i ograbiony. Po długim żmudnym śledztwie główną podejrzaną staje się Dorota Mrugała. Ciążył na niej zarzut zlecenia morderstwa byłego męża. Obszerny artykuł ze zdjęciami w ówczesnym największym polskim tabloidzie wywołały społeczną nienawiść, bezduszność i pewność, że jedyną winną jest schorowana kobieta, matka dwóch nastoletnich córek. Dalsze dochodzenie jest dowodem na nieudolność polskiego wymiaru sprawiedliwości.


Ta historia to po części opowieść o toksycznych rodzinnych relacjach, w których małe, niedostrzegalne błędy prowadzą prosto do tragedii, a po części są opowieścią o rozwoju brukowca, jego walce o czytelnika i brutalnych zagrywkach mających utrzymać pismo na powierzchni.

Rodzina Mrugałów to od początku batalia pomiędzy miłością, nienawiścią, zazdrością, uległością. Proporcje sił zmieniały się w zależności od warunków finansowych, pojawianiem się kolejnych dzieci i stosunków z rodzicami, teściami. Było im ciężko, ale udało im się w końcu wygospodarować porozumienie. Krzysztof i Dorota wzbogacili się czym coraz bardziej kuli sąsiadów w oczy. Jednak wzrost poziomu nienawiści, agresji, alkoholizm zerwały wszelkie więzy, doszło do rozwodu. Krótko potem Krzysztof został zamordowany, a Dorota zatrzymana przez prokuraturę. 

Tytułowym tabloidem jest Super Express, który jako pierwszy wskazuje udział Doroty Mrugały w zabójstwie byłego męża. Na podstawie tego, czego dowiadujemy się z książki, są to tylko przypuszczenia. Jednak materiał umiejętnie zredagowany staje się mocny, niepodważalny. Po lekturze społeczeństwo ma w głowie jedno słowo: WINNA. Prokuratura w obawie przed demonstracjami przedłuża pobyt w areszcie śledczym. W konsekwencji działań brukowca schorowana, złamana, obojętna na swoją przyszłość Dorota Mrugała umiera. 

Trudno uwierzyć, że ta historia wydarzyła się naprawdę. A jednak! Aneta i Bożena Mrugała straciły i ojca, i matkę, i musiały żyć z piętnem córek morderczyni. Dziewczyny nie miały życia w Busko Zdroju. Wyszydzane, wyzywane musiały na nowo układać swoje życie i walczyć o dobre imię swojej rodzicielki. 

Piotr Głuchowski, Marcin Kowalski bardzo sprawnie kreślą przerażającą opowieść o nienawiści, agresji i solidarności w obliczu tragedii. W mistrzowskim stylu wciągają w historię życia i śmierci Krzysztofa Mrugały, odsłaniają kulisy i bulwersujące praktyki tabloidów. 

"Tabloid. Śmierć w tytule"
to książka, od której nie mogłam się oderwać do ostatniej strony. Wydawało mi się, że dość dobrze pamiętam tę głośną sprawę. Ale nie. Bieg wydarzeń, własne sprawy i problemy odsyłają wiele informacji w zapomnienie. Wraz z lekturą Tabloidu mogłam krok po kroku przypomnieć sobie pewne fakty i ponownie utyskiwać na niesprawiedliwość, ludzką niegodziwość. 



"Tabloid. Śmierć w tytule" Piotr Głuchowski, Marcin Kowalski, Agora, Warszawa 2015





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Agora :)



Czytaj dalej...

Powrót do normalności, czyli... 1945. Wojna i pokój, Magdalena Grzebałkowska


O przebiegu II wojny światowej, o okrucieństwach okupacji i o bestialstwie nazistów w obozach koncentracyjnych powstało wiele książek, opowiadań, pamiętników i ich ekranizacji. Natomiast wiedza o wydarzeniach z dni kończących wojnę, miesięcy pieszych wędrówek, repatriacji, poszukiwań ocalałych bliskich, ekshumacji zwłok, odbudowy miast i rozpoczęcia nowego życia po traumatycznych przeżyciach jest mała, żeby nie powiedzieć znikoma. Ten trudny okres trwania zawieszony pomiędzy życiem, a wciąż realnym widmem śmierci, nienawiści kłębiącej się w piersi oraz chęci bezwzględnej, bezlitosnej zemsty przybliża autorka doskonałych reportaży, chwalonych zarówno przez krytyków jak i czytelników, Magdalena Grzebałkowska.

"Szabrują przedwojenni przestępcy, bezrobotni, robotnicy, chłopi, nauczyciele, urzędnicy, gospodynie domowe i damy z lepszego towarzystwa, żołnierze polscy i radzieccy."

"1945. Wojna i pokój" to kronika, która miesiąc po miesiącu opisuje losy ludności cywilnej pozostających na obszarze Polski w nowych granicach terytorialnych, powoli wyzwalająca się z kajdan nazizmu, niewoli, okrucieństwa. Poznajemy wspomnienia ludzi, którzy jak setki tysięcy innych przesiedleńców, zmuszonych do wędrówki na tereny ziemi odzyskanej i ich trudny, karkołomny marsz przez skuty śniegiem i lodem Zalew Wiślany, w którym w tragiczny sposób tracili bliskich, dobytek życia, często godność. Obserwujemy Polaków szabrujących w poniemieckich gospodarstwach, którzy tym sposobem rekompensowali sobie biedę z czasów okupacji, bądź na swój pokrętny sposób mścili się za obojętność  niemieckich sąsiadów lub traktowali ją w celach czysto zarobkowych. Uczestniczymy w odbudowie polskiej stolicy, która jest największym cmentarzyskiem czasów wojny. Na każdej ulicy, w każdym ogródku, przy każdym domu pochowane są ciała bohaterskich powstańców i cywilów zabitych podczas Powstania Warszawskiego. Zgłębiamy stosunki, relacje Polaków i Ukraińców na Wołyniu, katastrofę niemieckiego okrętu "Wilhelm Gustloff", kaszubskiego dezertera z Wehrmachtu, żydowskich sierocińcach i łambinowicki  obóz pracy, który jeży włos na głowie.

Historii, które chwytają za serce lub porażają bestialstwem jest wiele. Na mnie największe wrażenie zrobiła opowieść o Warszawiakach, którzy próbują podnieść miasto z ruiny, cuchnące setkami rozkładających się zwłok. Ich heroizm, nieustępliwość powala na kolana. Opisy ekshumacji zwłok, ciągnącej mazi trupiej wylewającej się z prowizorycznych grobów, poszukiwanie bliskich i próba ułożenia przerażającej rzeczywistości na nowo, porusza wyobraźnię, emocje i pozostają w głowie na bardzo długo. Drugą historią jest ucieczka przez zamarznięty Zalew Wiślany. Człowiek w walce o życie zatraca trzeźwy osąd, poczucie solidarności i ludzkie odruchy, które prędzej czy później prowadzą do tragedii. "Niemowlęta mimo pierzyn, w które są zawinięte, zamieniają się w bryłki lodu. A starsze dzieci- trzy-, czteroletnie- w tych samych piernatach wychładzają  się na śmierć powolutku. Ujdziesz kilka kilometrów, a im spada temperatura o kilka stopni. Przejdziesz kilkadziesiąt i masz w kołdrze trupka. " lub "Takie czasy, że każdy musi sobie radzić sam!- mężczyzna na wozie śmieje się i zacina konie. Rusza galopem. I chlup. Wjeżdża prosto w przerębel. Bulgocze woda. Woźnica znika w niej ze swoim śmiechem, wozem, żoną, dziećmi, dobytkiem i czwórka koni". Nie da się czytać tego rozdziału bez rosnącej kuli w gardle, bez łez cisnących się do oczu, bez współczucia... Trzecią, której nie mogę pozbyć się pamięci jest obóz pracy dla Niemców, którzy nie zdążyli z ewakuacją. Wymowny tytuł "Nie jesteśmy przecież Niemcami" po lekturze tekstu skruszy serce na milion kawałków. Komendant obozu Czesław Gęborski bierze sobie do siebie doświadczenia z Auschwitz i daje upust złości i nienawiści, która zmienia go w nieczułą bestię, żądną krwi.

"A pani pyta, czy jakieś szczęście mnie w 1945 roku spotkało. Więc odpowiadam: szczęściem było, że nikt z mojej rodziny w tamten rok nie umarł."

Magdalena Grzebałkowska jest doświadczoną reporterką, dokumentalistką. W książce "1945. Wojna i pokój" poznajemy jej wyjątkowy kunszt pisarski i wrażliwość, która pozwoliła jej na zachowanie słów rozmówców w niezmienionej formie. Nie interweniowała w wypowiedzi i ograniczyła swoją rolę do wymaganego minimum, bez zbędnego komentarza czy oceny. Przez co otrzymujemy wnikliwy, dogłębny, wstrząsający obraz sytuacji roku 1945. Magdalena Grzebałkowska pozwoliła wypowiedzieć się ostatnim żyjącym świadkom czasów kiedy wolność była na wyciągnięcie ręki, ale w każdej chwili, o ofiarę jeszcze mogła upomnieć się śmierć. Zachowała język ich opowieści, drobiazgowość, czasem chaos myśli, ich łzy, ból, stratę, poczucie ulgi, śmiech, radość, szczęście. Udało jej się zatrzymać, zachować pamięć, która za kilka dni, miesięcy, lat byłaby nie do odzyskania.

Wyjątkowym "smaczkiem" są archiwalne zdjęcia i poprzedzające każdy rozdział prasowe ogłoszenia drobne, które jeszcze bardziej dają poznać ówczesną rzeczywistość. Powtarzają się poruszające anonsy o poszukiwaniach informacji o zaginionych bliskich, chęci przygarnięcia sieroty, oddania małych dzieci do adopcji "za swoje", ale także te w których odwzoruje się żyłka przedsiębiorczości społeczeństwa i chęć powrotu do normalności np. reklamowanie się astrologów, wróżbiarzy, fryzjerek robiących wieczną trwałą, poszukiwaczy pracy czy oferty matrymonialne.

"1945. Wojna i pokój" to publikacja, która z jednej strony otwiera oczy na ogrom nienawiści i przemocy zarówno wobec Polaków, jak i Polaków wobec "obcych". Opowiadania te wpływają na szeroki wachlarz emocji czytelnika, zarówno wzrusza, porusza i równie mocno oburza, przeraża i długo nie pozwala pozbierać się w sobie. Z drugiej strony pokazuje, że człowiek bez względu na wiek, pochodzenie, religię i narodowość pozostaje tylko  człowiekiem i w obronie swojego życia, a także w poczuciu źle pojmowanej solidarności, patriotyzmu jest w stanie robić rzeczy, które z człowieczeństwem nie mają nic wspólnego.
Rok 1945 obfituje w intensywne przeżycia, w piękne, wzruszające i te, które godzą w dobre imię.

"1945. Wojna i pokój"  powinna być lekturą obowiązkową.








"1945. Wojna i pokój" Magdalena Grzebałkowska, Agora, Warszawa 2015










zBLOGowani.pl



Czytaj dalej...

Rajska wyspa, czyli... All Inclusive, Mirosław Wlekły


Dominikana to raj na ziemi. 

Takie slogany mają przyciągnąć turystów z całego świata i skierować ich kroki na cudowną, niebiańską karaibską wyspę. Gaje palmowe, białe plaże, optymalny klimat,wysokie temperatury, morze, sawanny, pustynie, mgliste lasy równikowe i all inclusive, serwis całodobowy oraz uśmiechnięci kelnerzy i tubylcy. Nie tylko takie atrakcje czekają turystów. Dominikana to przede wszystkim seksturystyka. Każda podróżniczka znajdzie dla siebie amatora, który dopieści ją i słowem i czynami. Mężczyźni mogą wybierać wśród najpiękniejszych kobiet, bez limitu wieku. Dla przyjezdnych to forma relaksu, pocieszenie po rozstaniu lub możliwość poeksperymentowania w łóżku. Dla tubylców to forma zarobku, do której przyznają się bez zawstydzenia, fałszywej skromności czy wydumanych usprawiedliwień.

Dominikana to raj, w którym walutą jest seks.

To co przyjemne i satysfakcjonujące w zaciszu hotelowych pokoi, jest traumą dla wielu dominikańskich kobiet, dziewczynek, dzieci. Wykorzystywanie seksualne, gwałty, handel żywym towarem jest wszechobecny, a co gorsza traktowany jest z obojętnością i cichym przyzwoleniem społeczeństwa i miejscowych władz.

Mirosław Wlekły poznał historię wielu kobiet, ba dziewczynek, które za miłość, byt, bezpieczeństwo musiały płacić własnym ciałem. Najbardziej przerażające jest wykorzystywanie seksualne małych dzieci i przyzwolenie na to jej opiekunów, rodziny.

"Horror? W naszym kraju to nic szczególnego. Takie rzeczy w zaciszu domów w Dominikanie dzieją się bardzo często. Tylko w naszym miasteczku znam kilka.
- Tak, pedofilia tak jak machismo jest częścią dominikańskiej kultury. (...) To bardzo tolerancyjny naród. Przemoc wobec dziewczynek niewielu oburza."

Machismo, patriarchat, mężczyzna na Dominikanie jest Bogiem, a kobieta nędznym poddanym. Można z nią zrobić wszystko. Pobić, zgwałcić, sprzedać, a to wszystko to element kultury, której należy się szacunek. Tylko liczba zabójstw i przemocy w rodzinie systematycznie rośnie.

"Kiedy na Dominikanie zostajesz księdzem, stajesz się nietykalny, poza kontrolą."

Na równi z Bogiem traktowani są także katoliccy księża, którzy tłumnie zjeżdżają na Dominikanę pofolgować własnym zachciankom i popędowi seksualnemu. Są chronieni przez prawo, zwolnieni z podatków. Słowa księdza są droższe niż złoto, niczego mu nie można odmówić, a trudno wyciągnąć konsekwencje jego zachowań. Wszelkie pedofilskie skandale były do tej pory uciszane, dopóki nie trafiły na godne przeciwniczki, którymi są dwie najważniejsze i najbardziej wpływowe dziennikarki: Alicia Ortega i Nuria Piera. Wypowiedziały wojnę pedofilom, która odbiła się szerokim echem nie tylko na Dominikanie ale i na całym świecie.

"W 2013 roku doniesiono o kolejnych trzech księżach pedofilach- dwaj z nich to Polacy..."

"All inclusive" to reportaż z wyjazdu na Dominikanę dziennikarza "Dużego Formatu" Gazety Wyborczej, Mirosława Wlekły. Dotarł on do ludzi, do miejsc, których próżno szukać w przewodnikach. Nie stoją również na pierwszej linii frontu i nie witają kwiatami turystów na lotnisku. Żyją swoim życiem, martwią się o swój byt, wreszcie otwierają oczy na przemoc, w której muszą egzystować, zaczynają dostrzegać krzywdę własnych dzieci. Mirosław Wlekły rozmawiał również z tymi, którzy chcą kultywować stare tradycje i postępować z godnie z nimi, zgodnie z machismo.

"All inclusive" to poruszający i przerażający reportaż o wyspie, w której seks i ciało to towar w transakcji kupno- sprzedaż.




"All Inclusive" Mirosław Wlekły, Agora, Warszawa 2015







* źródło zdjęcia: itaka.pl
Czytaj dalej...

Sylwia Szwed "Mundra"


"Mundra" to rewelacyjna książka o kobietach i dla kobiet.

W tym roku mija dwadzieścia lat, jak akcja Gazety Wyborczej- Rodzić po ludzku- zmieniła podejście do porodu i położnicy w polskich szpitalach. Jednak czy zmiany idą w kierunku założonym przez fundację, zgodnie z fizjonomią kobiety i fizjologią porodu?

Sylwia Szwed przeprowadziła dziesięć rozmów z położnymi w różnym wieku, które pochodzą z różnych środowisk, pracowały w różnych warunkach, w czasie różnorodnych oczekiwań od swojego zawodu i zdobyły często skrajnie odmienne doświadczenia i reprezentują odmienny światopogląd. Mundra, w rozumieniu kulturowym, historycznym to kobieta mądra, przewodniczka w najintymniejszej kobiecej podróży, strażniczka u bramy życia i śmierci. Współczesne mundre- kim są, kto i co je ukształtowało, jak pomagały kobietom w kluczowym momencie ich macierzyństwa, jak patrzą na dzisiejsze zmedykalizowane porody, oksytocynę, "cesarkę" na życzenie?

Sylwia Szwed słowami bohaterek swojej książki, na kanwie historii Polski, zmian ustrojowych, ekonomicznych, społecznych, mentalnych i emocjonalnych, maluje rzeczywisty obraz polskiej porodówki poczynając od II wojny światowej po czasy obecne. O swoim zawodzie opowiadają:
Stefania Hoch, która pierwsze porody odbierała podczas Powstania Warszawskiego i w obozie jenieckim w Zeithain pod Dreznem, mówi: "Zmienił się człowiek, który obsługuje kobietę rodzącą. Sam poród się nie zmienił, chociaż przygotowanie do niego jest dzisiaj lepsze."  Teresa Tomaczyk i Józefa Mrugacz, których praca przypadła na lata sześćdziesiąte, czasy głębokiego totalitaryzmu. Porody przejęli lekarze- mężczyźni spychając tym samym położne do rangi personelu pomocniczego.  Ciężarne przyjmowano taśmowo i tak samo rozwiązywano ich ciąże, z zachowaniem pełnej antyseptyki i dystansu. Irena Chołuj, która "walczyła o uwolnienie rodzących spod jarzma systemu komunistycznego, który traktował kobiety jak przedmioty, paczki do rozpakowania". 
Katarzyna Oleś współzałożycielka i prezeska Stowarzyszenia "Dobrze urodzeni". Jej praca przypadła na moment tuż po upadku komunizmu. Choć system się zmienił podejście do rodzącej nie. To lekarz decydował jak i kiedy kobieta ma urodzić- pod linijkę, według wiedzy wyuczonej z książek medycznych. W tym samym okresie zaczynały pracę Jolanta Szala, Jola Petersen. Najmłodszymi bohaterkami książki są: Maria Romanowska, Barbara Baranowska i Monika Nowicka, które bez obaw, bez szykan mogły otwierać swoją prywatną praktykę i przyjmować porody w domu. W tym czasie zaczyna się również odbudowywać szacunek do zawodu położnej, wzrasta jej prestiż i autonomia.

Tych dziesięć niezwykłych kobiet nie boi się opowiadać na pytania osobiste, trudne, znamienne i kontrowersyjne. Dzielą się z czytelnikiem swoim doświadczeniem, relacjami z pracodawcami i współpracownikami, śmiało wskazują miejsca nadużyć, krytykują zmedykalizowanie porodu, brak odwagi w stosowaniu metod znanych z zachodnich czasopism, nieśmiałość, obawy i brak zaangażowanie w doszkalanie. Omawiają różnice w podejściu polskich położnic do ich odpowiedniczek z krajów zachodnich i skandynawskich oraz ich podejściem do pracy wykonywanej przez położne. Dzielą się również spostrzeżeniami na temat Polek, przyszłych matek, zapłodnienia in vitro, hormonalnej antykoncepcji. Opowiadają również, jak na ich psychikę wpływają martwe porody, śmierć okołoporodowa  matki czy niemowlęcia, poród dziecka z wadami genetycznymi, rozwojowymi, porzucenie czy terminacja.

Największe wrażenie zrobiła na mnie rozmowa z Barbarą Romanowską, która widzi wpływ jakości urodzenia na przyszłość małego człowieka. Według naukowca Bertila Jacobsona determinuje tragiczne wybory w dorosłym życiu: "osoby ze zwiększoną skłonnością do alkoholu  to dzieci matek, które w czasie porodu dostawały leki. Potem zbadał samobójców i ich sposoby targnięcia się na życie. Okazało się, że matki tych, co się truli lekami, w trakcie porodów dostawały dużo leków. Ci, co się topili, w trakcie porodu zachłysnęli się płynem owodniowym. Ci, którzy byli wyciągani kleszczami, wybierali śmierć mechaniczną, czyli na przykład rzucali się pod pociąg. Ludzie, którzy się wieszali, byli przyduszeni pępowiną." Straszne, przerażające ale jednocześnie motywujące, pouczające i dające do myślenia...na przyszłość...

Duże znaczenie w rozwoju, zmiany myślenia w położnictwie w Polsce miała rewolucyjna akcja Gazety Wyborczej, Rodzić po ludzku. Zmusiła dyrektorów szpitali, lekarzy do uznania roli położnej, dała do ręki położnicy mocny atut w postaci jej praw do większej swobody rozporządzania własnym ciałem, wiedzy i dostępu do urządzeń oraz medykamentów wspomagających komfortowy poród i wsparcia bliskiej osoby w momencie rozwiązania. Równocześnie akcja ta dała możliwość położnym do powrotu do korzeni własnego zawodu, do natury, możliwość współuczestniczenia w cudzie narodzin a nie tylko do zaopiekowania malucha i matki.

"Mundra" to rewelacyjna książka o kobietach i dla kobiet. Dotyczy nie tylko zawodu położnej, ciąży i porodu ale uświadamia o tajnikach życia, kultury, sekretu kobiecości, intuicji, instynktu, tajemnicy kobiecego ciała, duszy i psychiki.




Sylwia Szwed "Mundra", Czarne, Wołowiec 2014




Recenzja napisana dla serwisu Dlalejdis, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :)



Czytaj dalej...

Kraina Smoków

Chiny od dawien dawna zajmują bardzo dużo miejsca w moim sercu i umyśle. Uwielbiam powieści osadzone w orientalnym klimacie wschodu, ale z największym zainteresowaniem sięgam po literaturę faktu dotyczącą obyczajowości, mentalności, kultury Krainy Smoków w historii, jak i współcześnie. W tej chwili nie stać mnie na podróż do Chin, dlatego palcem po mapie, z otwartą głową i wyobraźnią podążyłam za Małgorzatą Błońską.

Książka "Pistacja w Krainie Smoków. Chiny inaczej" została napisana na podstawie reportaży radiowych emitowanych w Regionalnej Rozgłośni Polskiego Radia w Opolu, przy współpracy wielokrotnie nagradzanego reportażysty radiowego Adriana Chimiaka. Jest ona zapisem wrażeń, emocji, doświadczeń, obserwacji młodej Polki, która złączyła swoje życie z dalekim egzotycznym, orientalnym krajem, Chinami, z Pekinem.  Jej słowa, opinie są dla mnie wiążące i autorytatywne gdyż od pięciu lat, codziennie przebywa z Chińczykami, bawi się i pracuje z nimi. Kto jak nie Małgorzata Błońska może wiedzieć więcej?

Pewnie chcielibyście wiedzieć skąd wzięła się Pistacja. Chętnie zacytuję Wam słowa autorki, która sama doskonale wyjaśni pochodzenie tego uroczego pseudonimu: "Ha, ha, ha! Sprawiasz, że mam w brzuchu zakwasy ze śmiechu- powiedziała moja studentka Liao. No tak. Ja sama uwielbiam się śmiać i tak to się jakoś dzieje, że sprawia mi przyjemność wywoływanie śmiechu u innych.
- Jesteś moim Kaixinguo- powiedziała, ocierając łzę śmiechu,która pojawiła się w kąciku prawego oka- Ale zapomniałam jak to się mówi po angielsku.
- Kaixin oznacza szczęście, guo to owoc, ale co to razem znaczy po chińsku, nie mam pojęcia- odpowiedziałam.
- No wiesz, ten...zielony mały orzech...w skorupce.
- Pistacja?- zapytałam niepewnie.
- Tak!!! Jesteś moją pistacją! (...)
- Jeśli nazwiesz kogoś pistacją- mówi Liao- oznacza to, że ta osoba cię uszczęśliwia i sprawia, że się uśmiechasz. "

Małgorzata Błońska vel Pistacja w bardzo ciekawy sposób opisuje to co widzi, słyszy, smakuje, doświadcza. Zdanie, które buduje są przystępne dla każdego. Rozdziały krótkie acz treściwe i są samą esencją tego, co warto wiedzieć o jedzeniu, chińskiej medycynie naturalnej, skandalach, studiowaniu, mitach i religiach,ślubach, rodzinie, wychowaniu dzieci, święcie zmarłych, podróżowaniu, pracy czy ogólnie stylu życia. W odpowiednim momencie czaruje klimatycznym urokiem Chin,jego krajobrazami albo przeraża jego zanieczyszczeniem. Wspomina o cechach łączących nasze narody i zdecydowanie podkreśla różnice. Wychwala smaczne jedzenie ale i szokuje potrawami, które nam wydaje się niejadalne np. myszki trzech krzyków "Cały czas zastanawiałam się, dlaczego te maleństwa nazywa się myszkami trzech krzyków. Znajomi powiedzieli, że zrozumiem, gdy tylko zaczniemy jeść. Otóż, myszki są wciąż żywe, więc pierwszy krzyk wydają, gdy łapie się je pałeczkami z talerza. Drugi, gdy macza w sosie sojowym, a trzeci, gdy się je gryzie..." Brrr... "Chiny są miejscem , gdzie nie ma rzeczy niejadalnych. To, co my nazywamy robactwem, dla Chińczyków jest smakołykiem. To, co my dajemy do jedzenia psom i kotom- tu uchodzi za rarytas."
Pistacja doskonale również łamie stereotypy i demaskuje propagandę, które przypisuje Chinom cały zachodni świat.

Pekin jak każde światowe miasto jest pełne kontrastów, gdzie piękno miesza się z brzydotą, bogactwo z biedotą, nowoczesność z tradycją. To co wyróżnia je na tle innych to wyjątkowy optymizm, życzliwość i szacunek dla innych reprezentowany przez Chińczyków. Są zawsze uśmiechnięci, pomocni, a na ulicach czy barach rzadko zdarzają się bójki czy kłótnie. Poczucie bezpieczeństwa: bezcenne, a w Chinach nie musisz niczego się obawiać :) To co najbardziej mnie urzekło  w stylu bycia mieszkańców Krainy Smoków to: "Chińczycy uwielbiają ruch. W Pekinie znajduje się mnóstwo parków, w których o każdej porze spotyka się osoby ćwiczące tai- chi. Grają też w karty, szachy, koszykówkę i siatkówkę. Moje koleżanki z pracy grają na przerwach w gumę i zośkę. I wcale nie są ode mnie młodsze, kilka z nich jest w wieku moich cioć, a jedna mogłaby być moją babcią." Czyżby został odkryty sekret doskonałej kondycji i długowieczności Chińczyków? Czy to nie wydaje się zbyt banalne, za proste?

Anegdoty i przemyślenia autorki pozwoliły mi poznać Chiny jeszcze bliżej, jeszcze bardziej się nimi zauroczyć. Książkę polecam wszystkim głodnym wiedzy o Państwie Środka, Krainy Smoków  :)))





Małgorzata Błońska, Adrian Chimiak "Pistacja w Krainie Smoków. Chiny inaczej", BIS, Warszawa 2014



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Lidii reprezentującej wydawnictwo BIS :)))) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Kurator

Praca kuratora, choć plasuje się na liście zawodów zaufania publicznego, nie jest stanowiskiem ani prestiżowym ani docenianym. Ostatnimi czasy w prasie i TV nagłaśniane są sprawy, w których nie udało się pomóc i zapobiec tragedii lub marginalne przypadki ludzkiej nieudolności. Dlaczego? Są bardziej medialne i mocniej oddziałują na emocje czytelnika czy telewidza. A jak wygląda prawdziwa rzeczywistość i obowiązki kuratora?

"Czym się różni kura od kuratora? Kura znosi jajka, a kurator zniesie wszystko."

Książka "Na marginesach życia. Zapiski kuratora sądowego" rozpoczęła swój żywot od internetowego bloga i jest zapisem duszy, stanu emocjonalnego i przemyśleń jakiegoś kuratora rodzinnego, gdzieś w Polsce. Popularność bloga miała wpływ na udział w konkursie Onet.pl na bloga roku 2012, nagrodę w kategorii "Polityka i społeczeństwo" oraz ma swoje przełożenie w na papierowe wydanie i jest tylko częścią oryginalnych zapisów. W planie jest wydanie kolejnych wpisów rozszerzonych o doświadczenia kuratora z wydziału karnego.

"Na marginesach życia. Zapiski kuratora sądowego" to zbiór literackich minireportaży, w których główną rolę odgrywają kurator rodzinny i patologia pod każdą postacią. Dopóki nie przeczytałam książki, nie miałam pojęcia z czym na co dzień musi zmagać się kurator, jak wiele ma obowiązków, czego jest świadkiem, jak szerokie kręgi zatacza patologia i jak destrukcyjny wpływ ma na jednostki, całe rodziny, społeczeństwo. Demaskatorska publikacja szokuje, poraża i zawiesza na granicy niedowierzania, zdegustowania oraz refleksji nad pracą kuratora, cierpieniem jego podopiecznych i tym, co my możemy zrobić by pomóc tym najbardziej poszkodowanym- najczęściej wystarczy wyciągnięcie pomocnej ręki, nieodwracanie wzroku, wzięcie odpowiedzialności za swoje otoczenie i przyjęcie, że "wszystkie dzieci nasze są"...

Piotr Matysiak na co dzień musi być poprawny, spokojny, kulturalny, odpowiedzialny, kompetentny. Uzbrojony w legitymację, zlecenie wywiadu, zeszyt i długopis staje u progu ludzkiego dramatu, bagna życia. Nie może pozwolić sobie na wybuch emocji, na działanie pod wpływem chwili, impulsu by nie stracić poważania i nie zatracić celu swojej pracy. Na blogu odreagowuje to, czego doświadczył, zobaczył, usłyszał. To jest bardzo dobry pomysł. Dzięki temu ma sposobność otrząsnąć się z ponurych obrazów, wyciszyć i na nowo przyjąć zdystansowaną sylwetkę by być świadkiem kolejnych wynaturzeń, alkoholowych libacji i zaniedbywania dzieci. "Dlaczego, kurwa, muszę udawać, że to nie robi na mnie wrażenia? Bo jestem, kurwa, jebany sąd, patrzący na wszystko z góry, mimo że nie zgadzam się z tym, co przewija mi się przed oczami każdego dnia? Niech jeden z drugim, zamiast czytać suche fakty i notatki, przyjedzie tu i sam popatrzy- jak wygląda prawdziwe życie. Bądź twardy, jebany kuratorze, bądź twardy. To twoja praca."

"Gdyby mnie ktoś zapytał: Kuratorze, czym jest margines życia, ale taki szczyt szczytów? (...) Katowanie dzieci i gwałcenie własnej matki- nie znam mocniejszych spraw, chyba że duszenie na oczach dzieci." 

Dosadny, mięsisty, kontrowersyjny język mocniej i głębiej zapada w pamięć, zwraca na siebie uwagę i podbija tragedię postaci, całą patologię, zło, okrucieństwo. Wulgarność i potoczność języka nie wynika z braku szacunku  czy pogardy, jest jedynie sposobem wyrażenia myśli, które kłębią się w umyśle autora po każdej kolejnej wizycie w dysfunkcyjnym środowisku patologii. Wyczuwa się w tekście ogromną złość i niemoc  Pana Piotra  na to, co musi oglądać każdego dnia, a to z kolei udziela się czytelnikowi, który sam ma ochotę bluzgać, przeklinać i odpłacić złem na zło, pięknym za nadobne. Podczas lektury odczuwałam i odczuwam żal do państwa, za to, że alkohol jest tak łatwo dostępny. To przez niego rozgrywają sie największe ludzkie dramaty, od których włos jeży się na głowie: pijane matki, niemowlęta na głodzie, przerażone dzieci, katujący ojciec, gwałcący syn, kobiety oddające swoje ciało za butelkę taniego wina. Czy tym ludziom należy się współczucie? Z jednej strony tak bo przecież nie potrafią kontrolować swojego życia, żądzą nimi nałogi, zapatrzenie, wychowanie, geny, brak poczucia własnej wartości, ubogość emocjonalna. Z drugiej strony każdy jest kowalem swojego losu i sam decyduje czy warto przyjąć okazaną pomoc i wyjść z matni, czy pójść na łatwiznę i ulec wszechobecnej pokusie. Jedno jest pewne nie wolno ciągnąć innego na dno, szczególnie kiedy jest małym bezbronnym dzieckiem..."Nie potrafię współczuć komuś, kto zmarnował dzieciństwo własnym dzieciom."

"Nie tylko meliny i syf widzę dookoła. Każde, z pozoru normalne życie, ma drugie dno. czasami ludzie ukrywają problemy, nawet przed najbliższymi, albo kłamią."  Choć w dużej mierze nasz kurator jeździ do domów gdzie króluje patologia, to trafia też do rodzin "normalnych", którzy mówiąc kolokwialnie, zaliczyli wpadkę lub stali się celem plotek i pomówień. Tutaj praca nie wymaga tak dużych nakładów emocjonalnych, jest chwilą oddechu. Jest w książce kilka przykładów takich spraw, które kończą się szybko i pozytywnie. Przeważa jednak okrucieństwo dewiacji, które umykają naszym oczom, których nie jesteśmy świadomi.

"Na marginesach życia. Zapiski kuratora sądowego" to trudna lektura. Czytelnik musi się przygotować na to, że słowa go zabolą, poruszą i zmuszą do odreagowania. To co do tej pory było rozrywką w książkach typu groza, okazuje się ciemniejszą, mroczną stroną i prozą życia. Zło, ból, cierpienie, okrucieństwo, wynaturzenia otacza nas cały czas, codziennie, wyziera za rogu brudnym i zaniedbanym obliczem dziecka. Czy jesteście na to gotowi?




Piotr Matysiak "Na marginesach życia. Zapiski kuratora sądowego", Nakom, Poznań 2014





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Justyny reprezentującej wydawnictwo Nakom :)))) Dziękuję za okazane zaufanie :)



Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka