
Pomyliłam się. Książka jest napisana prostym językiem, zrozumiałym dla każdego, bez zbędnych wyrażeń, terminów naukowych. Czyta się więc ją łatwo i przyjemnie. Akcja wciąga czytelnika tak, że trudno odłożyć książkę na później.
Każdą kobietę a przede wszystkim matkę zainteresuje temat poruszony w książce. Jak daleko może posunąć się matka aby ratować swoje dziecko? Czy chronienie naszych pociech za wszelką cenę ma sens? Czy w ten sposób je ratujemy czy wyrządzamy im krzywdę? Czy zamykanie dzieci w tak zwanej złotej klatce czy trzymanie ich pod kloszem daje dzieciom coś dobrego? Czy poświęcenie jednemu dziecku kosztem drugiego jest sprawiedliwe i dopuszczalne? Nad tymi pytaniami pochyliła się autorka książki "Prawo Matki".
Moim zdaniem Diane Chamberlain odpowiedziała na te pytania. W obszerny sposób opisała nam konsekwencje powyższych zachowań. Zostawiła również pewien margines dla nas, na zastanowienie się nad tym problemem, na wyciągnięcie własnych wniosków.
Dodatkowym plusem powieści jest sposób narracji. Każdy z głównych bohaterów ma głos, wypowiada się we własnym imieniu. Daje to nam szerszy obraz całej historii. Możemy równocześnie poznawać uczucia i emocje bohaterów.
Powieść ma dla mnie jeden minus. Autorka opisując chłopca chorego na Poalkoholowe Uszkodzenie Płodu, w moim odczuciu zbyt mało, zbyt płytko zagłębiła się ten problem. Książka ta mogłaby być lepszą przestrogą przed piciem alkoholu w ciąży. Dałaby podstawie do rozważenia czy ten jeden kieliszek wina czy kufel piwa na pewno wart jest ryzyka choroby naszego wyczekiwanego maleństwa.
Moim zdanie zbyt rzadko jeszcze się o tym mówi. O konsekwencjach jakie ponoszą dzieci będące w łonie pijącej matki. O przyzwoleniu środowiska otaczające ciężarną kobietę na piwko do grilla czy wino do obiadu. Za mało się mówi o problemach tych dzieci w okresie dorastania i życia dorosłego.
Podsumowując, książkę "Prawo Matki" Diane Chamberlain warto mieć w swojej biblioteczce . Ku przestrodze, żeby ustrzec się przed pułapkami i ciemnymi stronami macierzyństwa