Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

"Cisza pod sercem" Monika Orłowska

Wydawnictwo: Replika
premiera: 26.09.2011
ISBN: 978-83-76741-37-6
EAN: 9788376741376
rok wydania: 2011
nr wydania: 1
oprawa: miękka + skrzydełka
il. stron: 444
Moja ocena: 6/6


Bardzo chciałam przeczytać tę książkę gdyż w moim mniemaniu cały czas za mało mówi się o stracie dziecka, stracie ciąży. Kobieta zostaje sama ze swoim bólem, znikąd nie otrzymuje pomocy. Często zatraca się w swojej rozpaczy a wszyscy naokoło są zdziwieni aż tak wielkimi emocjami. 
Wiem co mówię (piszę) bo sama osiem lat temu przeżyłam tę samą tragedię. Straciłam dziecko będąc w 14 tc (tygodniu ciąży). Jak się okazało w szpitalu, moje maleństwo umarło w 8 tc. Pamiętam, że bardzo się bałam, nie wierzyłam w to co mówi do mnie lekarka. Jak to się mogło stać, przecież tak na siebie uważałam. Byłam bardzo zdenerwowana i odrętwiała. Dopiero po zabiegu, po wybudzeniu się z narkozy dałam upust mojej rozpaczy. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie jak pusta jestem pod sercem. Nikt nie przyszedł ze mną porozmawiać o mojej tragedii, nikt nie powiedział mi dlaczego straciłam moje dziecko mimo, że usilnie próbowałam się tego dowiedzieć. Lekarze i pielęgniarki podsuwały mi jedynie leki uspokajające. Nie pomagały, całymi dniami płakałam a nocami rozpamiętywałam każdą chwilę ciąży szukając oznak zwiastujących poronienie. 
Po powrocie ze szpitala usiłowałam zmierzyć się z rzeczywistością. Musiałam znieść pytania rodziny, przyjaciół i znajomych. Najgorsze zdanie jakie może usłyszeć kobieta po stracie dziecka- " Jesteś młoda. Jeszcze nie raz zajdziesz w ciążę i urodzisz zdrowe dziecko." Mnie obchodziło to, które właśnie straciłam!!!
Nawet od lekarza ginekologa, do którego udałam się na kontrolę usłyszałam słowa wypowiedziane protekcjonalnym tonem " To nie było dziecko. To był dopiero zarodek." Gdyby nie to, że była ze mną moja mama wyszłabym trzaskając drzwiami. Co on sobie wyobraża! To nie był zarodek, to był mój Aniołek, którego bardzo mocno  pokochałam. 
To nie do pomyślenia, że kobieta w tak trudnej dla siebie sytuacji jest traktowana tak przedmiotowo, że nie ma wsparcia i pomocy medycznej aby łatwiej mogła uporać się z tak wielką stratą.
Dopiero po kilku latach, podczas oglądania jakiegoś programu o kobietach takich jak ja, dowiedziałam się jakie miałam prawa, jakich informacji powinnam się domagać, i że mogłam godnie pochować szczątki swojego dzieciątka. 
Dlatego chcę o tym mówić i pisać aby już żadna matka nie przeżywała podobnych do moich doświadczeń. By miały większą wiedzę i była bardziej świadoma swoich praw. Dziennie ponad 100 kobiet roni swoje dzieci a w Polsce poronienia w dalszym ciągu są tematem tabu a w wielu kręgach jest nawet porównywane do aborcji. To jest straszne i nie do pomyślenia w XXI wieku w cywilizowanym kraju.

Monika Orłowska opisuje wspólną tragedię czterech bohaterek: Pis-Anki, Kotuśka, Kapibary75 i ghij- poronienie. Odnajdują się na forum internetowym i zakładają wspólny wątek o swoich przeżyciach, który staje się dla nich miejscem, w którym mogą się wyżalić, wygadać, pocieszyć.
Muszę przyznać, że "Ciszę pod sercem" czytałam, "pożerałam" wręcz w bardzo szybkim tempie. Losy bohaterek i sytuacje w jakich się znalazły bardzo mnie wciągnęły.  Byłam bardzo ciekawa co kryje się na kolejnych kartkach. Bardzo trudno było mi odłożyć książkę i zająć się innymi, zwykłymi sprawami. 
Cały czas miałam wrażenie, że czytam o sobie, że to ja udzielam się na forum matecznika, że to ja zaprzyjaźniam się z tymi dzielnymi dziewczynami.
Rozmowy jakie prowadziły pozwoliły mi uporać się z moim własnym sumieniem, z bólem. Książka była dla mnie taką ścieżką terapii, której zabrakło mi osiem lat temu. 
Myślałam, że "Cisza pod sercem" tylko podrażni moje z trudem zagojone rany ale nie. Była jak łagodzący balsam, jak ciepły okład przynoszący ulgę i dla serca i dla duszy i dla głowy. 
Tak jak bohaterki książki doczekałam Happy Endu. Urodziłam dwóch zdrowych synów chociaż nie obyło się bez trudności z ich donoszeniem. Obie ciąże były zagrożone, musiałam leżeć , do porodu zażywać leki. Jednak radość z narodzin jest tak wielka, że te małe niedogodności rozmyły się  w niebycie. O Aniołku będę pamiętać do końca życia.

Książka tak naprawdę nie jest tylko o poronieniu. Tak naprawdę Monika Orłowska ukazuje nam prawdę o sile przyjaźni, która napędza nas do życia, do walki o szczęście.


Z możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Pani Karolinie z Wydawnictwa Replika

7 komentarzy :

  1. Też mną targały podobne emocje jak u ciebie. Wspaniała książka ukazująca wiele wartości. Najważniejsze, że pokazuje wiarę w lepsze jutro, dlatego jest tak niepowtarzalna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie tak mi się zdawało, że u Cyrysi ją widziałam. Bardzo chciałabym przeczytac tę książkę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mnie zainteresowałaś;) Taka dobra ocena i recenzja.. Na pewno się za nią rozejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo osobista recenzja, bo książka porusza bardzo ważny temat, obok którego nie wolno przechodzić obojętnie, z pewnością po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Poruszająca książka, recenzja i narobilaś mi ochoty na tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo Ci współczuję i wcale się nie dziwię, że tak osobiście odebrałaś książkę...

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytelniczka- dziękuję :)
    a pozostałym Kobietkom dziękuję za komentarze :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawiane komentarze :)
Wszystkie czytam i staram się odpowiedzieć na każde pytanie.
Pozostawiam sobie możliwość usuwania Spamu i komentarzy wulgarnych czy obraźliwych...

Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka