Czy samotność i praca to najlepszy sposób na zapomnienie? Wydaje się, że tak... Dopóki do akcji nie wkroczy kobieta i nie da kolejnych powodów do ucieczki przed skutkami decyzji trudnych, mocno komplikujących życie.

M.L. Stedman powoli i z pietyzmem nakreśla stan emocjonalny Toma Sherbourne, na którym to opiera się budowa gęstej i klimatycznej atmosfery książki. Od początku wiemy, że mężczyzna boryka się z trudną przeszłością i głębokimi ranami, które poczyniła w nim wojna. Nie jest mu łatwo żyć z wiedzą, że jego przyjaciele zginęli, pozostawiając po sobie zrozpaczone rodziny. Ucieka przed wspomnieniami i poszukuje zapomnienia. Jedyną słuszną drogą wydaje mu się samotność, a posada latarnika spada mu, jak przysłowiowa manna z nieba. Szybko aklimatyzuje się w surowym, nadmorskim klimacie, a ciężka praca hartuje ducha przynosi spodziewane ukojenie. Autorka z dużym realizmem opisuje jego codzienność, potyczki z własnym sumieniem i rozterki związane nie tylko z przeszłością, ale i przyszłością, w którą niespodziewanie wtargnęła kobieta. I zrobiła to z wielkim impetem, nie pytając o pozwolenie, nie przyjmując odmowy. Tom ze stanowczego mężczyzny, staje się potulnym mężem, spełniającym zachcianki młodej żony. Isabel potrafi wykorzystać słabość ukochanego i stopniowo realizuje swoje plany. Kobieta marzy o dziecku. Zachodzi w ciążę, ale nie udaje się jej donosić. Małżeństwo nie poddaje się, ale kolejna próba przynosi jeszcze większą rozpacz. Dziecko rodzi się martwe... M.L. Stedman i tym razem staje na wysokości zadania i z dużą dozą wiarygodności oddaje stan ducha, boleść i żałość niedoszłych rodziców, wzbudzając w czytelniku współczucie. jednak to, co czytamy na kolejnych stronach już nie jest takie jednoznaczne, a kreślone emocje rozczepiają czarno- białe barwy, dając powody do rozmyślań o skutkach swoich decyzji, a także ich moralności.
M.L. Stedman połączyła ze sobą bezdzietne małżeństwo i małą dziewczynkę, ocaloną od śmierci. Świeże rany po stracie maleństwa i pokusa zatrzymania dziecka jest zbyt duża, by górę wziął rozsądek i sumienie. Isabel namawia męża do fałszerstwa, do krzywoprzysięstwa, do kłamstwa, do odgrywania roli, która nie jest dla niego wygodna... Miłość jest koronnym argumentem i kropką w tym dramacie.
„Światło między oceanami” to bardzo klimatyczna i szalenie wciągająca powieść. Nastawiona nie na wartkie tempo akcji ale burzę emocji, które towarzyszą człowiekowi w traumatycznych momentach jego życia. Ta strona powieści została bardzo dokładnie przemyślana i oddana z precyzją, rzetelnością, która mnie poruszyła. Z jednej strony odczuwałam sporą sympatię do bohaterów, przejmowałam się ich losem, współczułam podczas kolejnych nieszczęść. Z drugiej strony drażnił mnie egoizm Isabel, uległość Toma, a potem jego zdrada. Taka bitwa emocjonalna, pomiędzy tym co dobre, a co złe, tysiące kłębiących się myśli, trwa przez większość książki, a postawienie się w sytuacji Isabel i racjonalna decyzja, to już druga strona medalu. M.L. Stedman pozostawiła mnie w niezdecydowaniu, gdzieś pomiędzy oceanami...
„Światło między oceanami” to książka, która daje wiele do myślenia i uwypukla uczucia towarzyszące nam na każdym kroku. Miłość do mężczyzny, do kobiety nie zawsze powinna by argumentem w momencie decyzji będącej na granicy prawa czy moralności. Macierzyństwo nie może być kwestią życia lub śmierci. Nie można wymagać niezłomności, gdy serce pęka na milion kawałków. Nie można odbierać komuś tego, tylko dlatego, że się o tym marzy, choćby ceną było szczęście...
„Światło między oceanami” M.L. Stedman, tł. Anna Dobrzańska, wyd. II, Albatros 2016
Książkę przeczytała dzięki akcji Book Tour zorganizowaną przez Agę, autorkę bloga
Aga to czyta. Za co bardzo serdecznie dziękuję :)