Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Powrót do normalności, czyli... 1945. Wojna i pokój, Magdalena Grzebałkowska


O przebiegu II wojny światowej, o okrucieństwach okupacji i o bestialstwie nazistów w obozach koncentracyjnych powstało wiele książek, opowiadań, pamiętników i ich ekranizacji. Natomiast wiedza o wydarzeniach z dni kończących wojnę, miesięcy pieszych wędrówek, repatriacji, poszukiwań ocalałych bliskich, ekshumacji zwłok, odbudowy miast i rozpoczęcia nowego życia po traumatycznych przeżyciach jest mała, żeby nie powiedzieć znikoma. Ten trudny okres trwania zawieszony pomiędzy życiem, a wciąż realnym widmem śmierci, nienawiści kłębiącej się w piersi oraz chęci bezwzględnej, bezlitosnej zemsty przybliża autorka doskonałych reportaży, chwalonych zarówno przez krytyków jak i czytelników, Magdalena Grzebałkowska.

"Szabrują przedwojenni przestępcy, bezrobotni, robotnicy, chłopi, nauczyciele, urzędnicy, gospodynie domowe i damy z lepszego towarzystwa, żołnierze polscy i radzieccy."

"1945. Wojna i pokój" to kronika, która miesiąc po miesiącu opisuje losy ludności cywilnej pozostających na obszarze Polski w nowych granicach terytorialnych, powoli wyzwalająca się z kajdan nazizmu, niewoli, okrucieństwa. Poznajemy wspomnienia ludzi, którzy jak setki tysięcy innych przesiedleńców, zmuszonych do wędrówki na tereny ziemi odzyskanej i ich trudny, karkołomny marsz przez skuty śniegiem i lodem Zalew Wiślany, w którym w tragiczny sposób tracili bliskich, dobytek życia, często godność. Obserwujemy Polaków szabrujących w poniemieckich gospodarstwach, którzy tym sposobem rekompensowali sobie biedę z czasów okupacji, bądź na swój pokrętny sposób mścili się za obojętność  niemieckich sąsiadów lub traktowali ją w celach czysto zarobkowych. Uczestniczymy w odbudowie polskiej stolicy, która jest największym cmentarzyskiem czasów wojny. Na każdej ulicy, w każdym ogródku, przy każdym domu pochowane są ciała bohaterskich powstańców i cywilów zabitych podczas Powstania Warszawskiego. Zgłębiamy stosunki, relacje Polaków i Ukraińców na Wołyniu, katastrofę niemieckiego okrętu "Wilhelm Gustloff", kaszubskiego dezertera z Wehrmachtu, żydowskich sierocińcach i łambinowicki  obóz pracy, który jeży włos na głowie.

Historii, które chwytają za serce lub porażają bestialstwem jest wiele. Na mnie największe wrażenie zrobiła opowieść o Warszawiakach, którzy próbują podnieść miasto z ruiny, cuchnące setkami rozkładających się zwłok. Ich heroizm, nieustępliwość powala na kolana. Opisy ekshumacji zwłok, ciągnącej mazi trupiej wylewającej się z prowizorycznych grobów, poszukiwanie bliskich i próba ułożenia przerażającej rzeczywistości na nowo, porusza wyobraźnię, emocje i pozostają w głowie na bardzo długo. Drugą historią jest ucieczka przez zamarznięty Zalew Wiślany. Człowiek w walce o życie zatraca trzeźwy osąd, poczucie solidarności i ludzkie odruchy, które prędzej czy później prowadzą do tragedii. "Niemowlęta mimo pierzyn, w które są zawinięte, zamieniają się w bryłki lodu. A starsze dzieci- trzy-, czteroletnie- w tych samych piernatach wychładzają  się na śmierć powolutku. Ujdziesz kilka kilometrów, a im spada temperatura o kilka stopni. Przejdziesz kilkadziesiąt i masz w kołdrze trupka. " lub "Takie czasy, że każdy musi sobie radzić sam!- mężczyzna na wozie śmieje się i zacina konie. Rusza galopem. I chlup. Wjeżdża prosto w przerębel. Bulgocze woda. Woźnica znika w niej ze swoim śmiechem, wozem, żoną, dziećmi, dobytkiem i czwórka koni". Nie da się czytać tego rozdziału bez rosnącej kuli w gardle, bez łez cisnących się do oczu, bez współczucia... Trzecią, której nie mogę pozbyć się pamięci jest obóz pracy dla Niemców, którzy nie zdążyli z ewakuacją. Wymowny tytuł "Nie jesteśmy przecież Niemcami" po lekturze tekstu skruszy serce na milion kawałków. Komendant obozu Czesław Gęborski bierze sobie do siebie doświadczenia z Auschwitz i daje upust złości i nienawiści, która zmienia go w nieczułą bestię, żądną krwi.

"A pani pyta, czy jakieś szczęście mnie w 1945 roku spotkało. Więc odpowiadam: szczęściem było, że nikt z mojej rodziny w tamten rok nie umarł."

Magdalena Grzebałkowska jest doświadczoną reporterką, dokumentalistką. W książce "1945. Wojna i pokój" poznajemy jej wyjątkowy kunszt pisarski i wrażliwość, która pozwoliła jej na zachowanie słów rozmówców w niezmienionej formie. Nie interweniowała w wypowiedzi i ograniczyła swoją rolę do wymaganego minimum, bez zbędnego komentarza czy oceny. Przez co otrzymujemy wnikliwy, dogłębny, wstrząsający obraz sytuacji roku 1945. Magdalena Grzebałkowska pozwoliła wypowiedzieć się ostatnim żyjącym świadkom czasów kiedy wolność była na wyciągnięcie ręki, ale w każdej chwili, o ofiarę jeszcze mogła upomnieć się śmierć. Zachowała język ich opowieści, drobiazgowość, czasem chaos myśli, ich łzy, ból, stratę, poczucie ulgi, śmiech, radość, szczęście. Udało jej się zatrzymać, zachować pamięć, która za kilka dni, miesięcy, lat byłaby nie do odzyskania.

Wyjątkowym "smaczkiem" są archiwalne zdjęcia i poprzedzające każdy rozdział prasowe ogłoszenia drobne, które jeszcze bardziej dają poznać ówczesną rzeczywistość. Powtarzają się poruszające anonsy o poszukiwaniach informacji o zaginionych bliskich, chęci przygarnięcia sieroty, oddania małych dzieci do adopcji "za swoje", ale także te w których odwzoruje się żyłka przedsiębiorczości społeczeństwa i chęć powrotu do normalności np. reklamowanie się astrologów, wróżbiarzy, fryzjerek robiących wieczną trwałą, poszukiwaczy pracy czy oferty matrymonialne.

"1945. Wojna i pokój" to publikacja, która z jednej strony otwiera oczy na ogrom nienawiści i przemocy zarówno wobec Polaków, jak i Polaków wobec "obcych". Opowiadania te wpływają na szeroki wachlarz emocji czytelnika, zarówno wzrusza, porusza i równie mocno oburza, przeraża i długo nie pozwala pozbierać się w sobie. Z drugiej strony pokazuje, że człowiek bez względu na wiek, pochodzenie, religię i narodowość pozostaje tylko  człowiekiem i w obronie swojego życia, a także w poczuciu źle pojmowanej solidarności, patriotyzmu jest w stanie robić rzeczy, które z człowieczeństwem nie mają nic wspólnego.
Rok 1945 obfituje w intensywne przeżycia, w piękne, wzruszające i te, które godzą w dobre imię.

"1945. Wojna i pokój"  powinna być lekturą obowiązkową.








"1945. Wojna i pokój" Magdalena Grzebałkowska, Agora, Warszawa 2015










zBLOGowani.pl



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawiane komentarze :)
Wszystkie czytam i staram się odpowiedzieć na każde pytanie.
Pozostawiam sobie możliwość usuwania Spamu i komentarzy wulgarnych czy obraźliwych...

Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka