Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Kilka pytań do... Izabelli Frączyk + wyniki konkursu



Serdecznie zapraszam na wywiad z Izabellą Frączyk, który sami współtworzyliście ☺ Mam nadzieję, że będzie to dla Was tak przyjemna lektura, jak dla mnie☺


IZABELA WYSZOMIRSKA

Z opisu i samego tytułu "Do trzech razy sztuka" można wywnioskować, że w życiu należy walczyć do końca, niezależnie od ilości porażek. A jak jest z Panią - czy nie zrażają Panią porażki, nigdy się Pani nie poddaje? Czy zawsze ma Pani odwagę rozpoczynać wszystko od początku?

Ależ to kompletnie nie jest kwestia odwagi. Jestem osobą praktyczną i nienawidzę poczucia bezradności. Jak ktoś, komu  się wali świat, siada i chlipie w kąciku to ja dostaję szału. Anna Maria Jopek kiedyś ładnie zaśpiewała, że  „życie jest po to, żeby pożyć” i ja w 100% się z tym zgadzam.  Porażki mnie motywują, w myśl zasady, że co nas nie zabije to nas wzmocni. Jak jest źle, mówię sobie „nie dam się” i robię swoje. Zasada „siedź w kącie aż znajdą cię” nie działa. Jak długo żyję, jeszcze nie spotkałam takiej istoty… no, może  poza kurą, która by coś sensownego w tym kącie wysiedziała Czasem po prostu nie mamy wyjścia i nie ma to nic wspólnego z odwagą. Po prostu życie toczy się dalej.

W swoich powieściach stawia Pani na humor, możemy przejrzeć się w nich jak w krzywym zwierciadle. Skąd biorą się te zabawne wątki i co tak na co dzień Panią śmieszy najbardziej? 

Zazwyczaj to humor sytuacyjny, który wychodzi sam. Niektórych bawi do łez, innych mierzi i drażni. Każdy z nas posiada inne poczucie humoru, a jak wiadomo, wszystkim dogodzić się nie da. Oczywiście mam też zakamuflowane w głowie przeróżne anegdoty, które wykorzystuję, kiedy nadarza się odpowiednia okazja. Bardzo rzadko, wręcz sporadycznie, przytrafia  mi się , żeby tak pokierować akcją, by specjalnie zamieścić daną anegdotę. Ostatnio miało to miejsce w „Do trzech razy sztuka” z chińskim tatuażem. To było coś, co usłyszałam i MUSIAŁAM to opisać. Pretekstu szukałam przez pół książki A co, na co dzień mnie śmieszy? Wiele rzeczy. Kiedyś mój mąż mnie zapytał: Słuchaj, na jakim ty świecie żyjesz? Idziesz sobie ze śmieciami do śmietnika i masz przygodę życia, a normalnie nikt inny tak nie ma!

 W swoich książkach porusza Pani również poważne i ważne tematy. Mnie ciekawi, jaki temat, wątek był dla Pani największym wyzwaniem, kosztował Panią najwięcej zaangażowania, emocji?

No cóż, poruszam, ale zwykle  mój cel bywa zupełnie inny i nie jest to zamierzone.  Nigdy nie wiem, co napiszę i co mi wyjdzie, ale że umieszczam moich bohaterów w obecnej polskiej rzeczywistości, muszą w jakiś sposób ocierać się o sprawy i problemy bliskie nam wszystkim. Być może właśnie dlatego tak często słyszę, że czytelnik identyfikuje się z moim bohaterem.
Inaczej natomiast wygląda sprawa w sensie wyzwań  tzw. merytorycznych. Chcąc umieścić bohatera na ciekawym tle, na przykład zawodowym, sama muszę dobrze orientować się w tej materii. Osobiste doświadczenia zawodowe mam dość bujne i bogate, niemniej przy pisaniu „Jak u siebie” musiałam porządnie zagłębić się w temat funkcjonowania hotelowej restauracji. Teraz, od blisko roku piszę trylogię „Stajnia w Pieńkach”. Tu, z kolei,  dokładnie zgłębiam tajniki hodowli kur, strusi, osłów, a nawet i temat ujeżdżania krów Uczę się o końskich porodach, nośności kur z Indii. Niedawno dowiedziałam się, co to jest osłomuł i że struś to jedyny ptak, który sika Naprawdę mam ciekawe zajęcie.   Taki temat to nie są przelewki. Wizyty na strusich farmach, w stadninach, w Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej, w Związku Hodowców Koni to ostatnio u mnie codzienność. Codziennie czegoś nowego się uczę i mam nadzieję, że tak zostanie.

GAB RIELA  

Kiedy dowiedziałam się, że jest Pani absolwentką Akademii Ekonomicznej oraz Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych, nie mogłam uwierzyć, że umysł ścisły potrafił odnaleźć się w pisaniu. Co więc się stało, że zaczęła Pani tworzyć historie? I jak to z tym pisaniem było na samym początku kariery?

Na początku traktowałam to jako  zupełną hecę i jako coś, czym chciałam coś sobie samej oraz innym udowodnić. Nie wiem, być może to był właśnie ten czas, by zacząć pisać na poważnie.   Pierwsze książki wypłynęły ze mnie praktycznie same. Nie mam za sobą żadnych pisarskich kursów ani  warsztatów.  Wszystko piszę, ot tak, i czasem aż się dziwię, że ktokolwiek chce to czytać Początki kariery wycisnęły mnie jak cytrynę. Jak się okazało, nie była to wcale taka prosta sprawa. Pierwsze dwa tytuły wydałam sama, za własne pieniądze. Wzięłam kredyt. Pełną piersią odetchnęłam dopiero wtedy,  gdy wydawnictwo Prószyński i S-ka wzięło mnie pod swoje skrzydła.

 Sądzę, że miejsce, w którym pisarz tworzy książki, może mieć wpływ na powstałe później teksty. Czy uważa Pani, że np. tworząc historie podczas pobytu na wsi, autor zgrabniej opisuje malowniczość przyrody, niż gdyby robił to w mieście?

Oczywiście, że to, co aktualnie nas otacza ma wpływ na to, co później dzieje się u bohaterów. W końcu to nasze obserwacje. Jak idę do dentysty wyrwać ząb i potem spuchnę, to raczej pewnym jest, że w którejś książce też ktoś spuchnie po wyrwaniu zęba. Jak u mnie jest pomidorowa, to zwykle tam też, ale zazwyczaj tamto wszystko to fikcja, więc raczej nie opisuję niczego istotnego, co dzieje się tu i teraz. Jeśli mam ładny wiejski widoczek to wrzucam go na twardy dysk w mojej głowie i wykorzystuję, gdy jest mi potrzebny. Zwykle piszę  przy stole w kuchni, to moje centrum dowodzenia, ale ostatnio przypadkiem zeszłam po coś do garażu. Coś mnie tam tknęło, usiadłam obok samochodu na skrzynce z narzędziami, wyjęłam z auta notatnik i… machnęłam odręcznie dwa rozdziały. Tak akcja płynęła mi w tym garażu, że napisałam tam dwie książki. Później pędem leciałam do komputera, żeby to wszystko przepisać, bo strasznie bazgrzę.  Tak, przyznaję bez bicia. Są miejsca, w których pisze się lepiej. Zimą, każdego dnia zakładałam grubą pikowaną kufajkę, nowe buty na snowboard, które wymagały rozchodzenia i chwytając za notes niezmiennie słyszałam od męża: A ty co? Idziesz do pracy?

Niektórzy pisarze wierzą w obecność "weny twórczej" i usprawiedliwiają swoje pisarskie zaległości brakiem tego czynnika. Czy Pani również należy do grupy osób, które nie są w stanie pisać, jeśli nie czują pewnego rodzaju natchnienia? Czy może pisze Pani niezależnie od pory dnia i nocy, a także własnego samopoczucia?

Przede wszystkim, do pisania muszę mieć dobry humor. Nawet jeśli piszę smutne sceny, przy których zalewam się łzami jak bóbr, i tak, dobry nastrój jest po prostu niezbędny. Nigdy nie cierpię na brak weny, choć czasem, zwykle w okolicach połowy tekstu, pojawia się coś w rodzaju takiego twórczego zatwardzenia. Wtedy dopada mnie panika, że na darmo napisałam pół książki i kicha. Teraz właśnie też tak mam, ale już wiem, że odpuszczę na kilka dni, a później samo ruszy i dalej poleci. Drugi taki moment pewnie dopadnie mnie w okolicy 170 strony, kiedy wychodzi na to, że powinien być koniec, a tu, że to jeszcze za krótkie. I znów ta sama akcja. A na koniec zawsze mi wychodzi zupełnie inne zakończenie, niż sobie wcześniej wymyśliłam.

SYLWKA S

Czy warto walczyć o swoje marzenia? Czy czasami warto odpuścić tylko po to, aby kogoś nie skrzywdzić? Czy iść za słowami, że "życie jest tylko jedno" i dojść do niektórych rzeczy po trupach?

Oczywiście, że warto walczyć o marzenia, ale na ile iść po tych trupach, to raczej kwestia priorytetów. Czasem zazdroszczę ludziom pozbawionym skrupułów, bowiem sama nie byłabym w stanie cieszyć się szczęściem zbudowanym na czyjejś krzywdzie.  Nie lubię uczucia moralnego kaca, a pyrrusowe zwycięstwa są raczej nie dla mnie.  Inaczej natomiast ma się rzecz, jeśli mówimy o rodzinie, bliskich. Przecież dla ich dobra  jesteśmy w stanie zrobić naprawę wiele i to bez oglądania się za siebie.

Wspomnienie z dzieciństwa, które pamięta Pani do dziś?

Los obdarzył mnie pamięcią słonia. Podobnie, jak pamiętam, że w 2014 roku na blogu Zakurzona Półka, zadano mi identyczne pytania (dlatego też, czego nigdy nie robię, wyjątkowo pozwoliłam sobie  przekleić tutaj tamte dwie odpowiedzi) pamiętam nawet obrazy z mojego dzieciństwa, kiedy to miałam 8-9 miesięcy. Teoretycznie nie miałam prawa tego pamiętać, ale podałam mamie tyle szczegółów, że nie było mowy o żadnym przypadku. Mamie opadła szczęka

Każdy ma w życiu sytuacje, z których jest dumny lub odwrotnie. Co najbardziej szalonego zrobiła Pani w swoim życiu, a co chciałaby jeszcze zrobić?

Cóż, osoby z mojego otoczenia ciągle mi mówią o jakichś szaleństwach z moim udziałem, a dla mnie to, co robię, to najnormalniejsze rzeczy na świecie.  Cóż z tego, że przedkładam grzebanie się w smarze i offroad’owe taplanie się w błocie, ponad szydełkowanie i dzierganie na drutach, skoro to moja pasja? A  najbardziej szalona rzecz? Hm, chyba wybranie się do parku linowego i lot spadochronem ze świadomością, że mam lęk wysokości. A czego jeszcze bym chciała, poza pilotowaniem śmigłowca i kupnem większego quada? Nie mam pojęcia, ale pewnie niedługo coś nowego wymyślę

 MINIA 221

Pani Izabello, inspiracja- czym jest dla Pani? Skąd ją Pani czerpie? A może po prostu dar z niebios?  Wielu autorów w swoich wywiadach mówi o wenie, inni o inspiracji, a jeszcze inni o Bożym darze, a Pani?
 
To jest jak impuls, jak porażenie prądem. W pewnej chwili staje przede mną bohater, przedstawia się grzecznie i … jedziemy z akcją. Nigdy nie wiem, co wymyśli w następnym akapicie czy na następnej stronie. To zupełnie tak, jakbym poznała kogoś nowego i zaczęła uczestniczyć w jego życiu. Nie robię notatek, nie mam konspektu ani planu. Nigdy nie wiem, co napiszę. To dzieje się  samo. Ja wiem, że ciężko to racjonalnie wytłumaczyć i przy okazji nie wyjść na wariata. Do tego jeszcze ten mój pragmatyzm i to nieszczęsne ścisłe wykształcenie. To wszystko nie ułatwia mi życia J A dar? Pewnie jakiś mi dano, skoro jestem w stanie robić to, co robię i nadal pozostać przy zdrowych zmysłach.

 Czy pisanie traktuje Pani jako misję przesłania ludziom pewnych znaków, wskazówek? A może po prostu jest to praca jak każda inna?

Ani jedno, ani drugie, choć w życiu mamy tak, że jeden szyje buty, drugi leczy ludzi, a trzeci książki pisze. Często pada pytanie właśnie o tę misję do wypełnienia, o mądre motto i przekaz. Nic z tych rzeczy. Jestem jak najdalsza od moralizowania i mówienia komuś, jak ma żyć. Nigdy nie planuję moich książek, zero morałów, zero trucia. Moje bohaterki są zwykłymi kobietami. Nigdy nie są idealne, mają kompleksy, często się mylą, robią głupoty.  Nieraz moja bohaterka mimowolnie robi z siebie kretynkę Jak my wszyscy. Po prostu ja daję im prawo do popełniania błędów.

 Wielu autorów w swoich książkach pisze o swoim życiu, swoich przeżyciach, zauroczeniach itp.. Czy osoby z Pani bliskiego kręgu odnajdą powiązanie pomiędzy Pani książkami, a życiem prywatnym? A może nawet odnajdą siebie wśród bohaterów?

Nie opisuję znajomych. Siebie też nie, ale czasem czyjaś przygoda,  rys charakteru, jedno skojarzenie wystarczy mi do stworzenia czegoś nowego. Oczywiście nie ma możliwości, żeby odciąć się od własnych doświadczeń i spostrzeżeń. W głowie każdego pisarza mieści się taki mikser, który mieli setki informacji, obrazów i obserwacji. A jaki finalnie wyjdzie z tego koktajl, to już zależy od autora Czasami znajomi odnajdują w moich książkach sytuacje, które przeżywaliśmy wspólnie. Zazwyczaj bywają zaskoczeni, bowiem sami odbierali te zdarzenia zupełnie inaczej. Widocznie ja jakoś inaczej postrzegam rzeczywistość.

KATARZYNA NAWORSKA

Witam serdecznie . Nim zadam pytanie napiszę parę słów w woli wyjaśnienia :) Panią Izę - Izę znam już ze świetnego poczucia humoru, otwartości na ludzi. Wiem również, że pisze świetne książki - opinie miłośników jej książek :) Jedynie ja mam problem, gdyż jeszcze nie czytałam nic jej autorstwa. Mea culpa.
 A moje pytanie do pisarki proste :) 
Pani Izo w jaki sposób zachęciłaby mnie Pani do sięgnięcia po Pani książki i pokochania ich, raz na zawsze :)

Droga Kasiu. Relacja autor-czytelnik, to pewien rodzaj więzi. Ludzkimi  gustami i sympatiami rządzi chemia umysłów i w dobrym wypadku, zwykle po paru pierwszych akapitach już iskrzy. Albo nie iskrzy Zapraszam zatem na moją stronę autorską www.izafraczyk.pl, gdzie można przeczytać, a leniuch może nawet i posłuchać, pierwsze rozdziały każdej z moich powieści i przekonać się, czy mamy szanse na trwalszy związek Krótsze formy natomiast można w każdej chwili  przeczytać na blogu Świeżo Napisane, gdzie również bardzo serdecznie  wszystkich zapraszam.

MARTUCHA180

 Kiedy Pani stwierdziła, że ma dość cyferek i woli literki?

Ależ ja nigdy nie lubiłam cyferek. Przez matematykę omal nie wylali mnie ze studiów, a że wylądowałam na tej, a nie innej uczelni, to był przypadek i w pewnym sensie wygoda. Po pierwsze, miałam najbliżej, po drugie, tamtego roku moje liceum zrobiło eksperyment polegający na połączeniu matury z egzaminem na Akademię Ekonomiczną, więc na studia dostałam się niejako „przy okazji”

Czym dla Pani jest SŁOWO?
Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Niewątpliwie najstarszym i najbardziej zaawansowanym środkiem przekazu, który pozwala przelać na papier każdą, nawet najbardziej niedorzeczną myśl. A papier, jak to papier, wszystko przyjmie.

Co Pani w swoim życiu najbardziej celebruje i jak?

Boże Narodzenie  i Wielkanoc. Zawsze tradycyjnie i z rodziną. Im nas więcej tym lepiej.

OBLICZA ROZY

Wyczytałam, że nie lubi Pani typowo kobiecych form odpoczynku jak wylegiwanie się na plaży, masaże przy relaksacyjnych dźwiękach czy oglądanie komedii romantycznych w telewizji. Za to tworzy Pani bardzo wiarygodne postacie kobiece w książkach, ich emocje, przemyślenia, zachowania idealnie pasują mi do naszej płci. Czy pisząc książki tworzy je Pani z myślą o tym, że czytać je będą głównie kobiety czy to nie ma znaczenia, bo dla Pani literatura nie ma płci?

Literatura wcale nie ma płci. O czym świadczy fakt, że książkę napisała kobieta i o kobietach? Czy to oznacza, że napisano jakieś bzdury?  Że to coś gorszego? A cóż to jest literatura dla mężczyzn? Jest coś takiego? Szufladkowanie książek jest nieco bez sensu, podobnie jak stereotyp, że książki dla przysłowiowych kucharek piszą głupie baby, a jeszcze głupsze je czytają
W temacie zainteresowań, zawsze miałam ciągoty w stronę nieco męskich klimatów, co wcale nie przeszkadza mi czuć się kobietą i kobiety rozumieć. Poza tym liczne obserwacje są dla mnie nieocenione. A masaży, w istocie, nie lubię. Podobnie jak i upiększających zabiegów.

"Szczęście w nieszczęściu" to nowe wydanie "Pokręconych losów Klary". Czy podczas dopracowywania tej książki czuła Pani, jakby pisała ją po raz drugi czy zmiany są tylko kosmetyczne? Czy emocje towarzyszące ukazaniu się książki na rynku są takie same?

Cóż, nie było to łatwe, ponieważ kończąc każdą książkę czuję się trochę tak, jakbym urodziła cudze dziecko. Z chwilą napisania słowa „koniec” chciałabym, żeby ktoś to ode mnie zabrał i nigdy więcej już mi tego nie pokazał. Niestety, w procesie wydawniczym, muszę każdą powieść jeszcze klika razy przeczytać. Nie ukrywam, bardzo tego nie lubię.  Jeszcze pół biedy, jak czytam moje książki  w miarę na bieżąco, za to tych starszych boję się nawet tknąć. Ponowna redakcja mojej najstarszej powieści była dla mnie prawdziwą drogą przez mękę. Na każdej stronie łapałam się za głowę, jakimż to cudem spodobało się to komuś na tyle, że zechciał  to wydać   i że czytelnicy w ogóle chcieli to czytać.   

Na Pani fanpage'u rzuciło mi się w oczy zdjęcie pięknie kwitnących kaktusów. Mam do nich wielką słabość, co ku udręce mojego męża, skutkuje tym, że wypełniają szczelnie wszystkie parapety w domu ;) Czy są to Pani ulubione rośliny, a może w pewien sposób odzwierciedlają Pani charakter ;)

Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu urzekły mnie kolory tych kwiatów.





Droga Aleksandro,

Bardzo dziękuję Ci za zaproszenie oraz organizację konkursu. Niezmiernie mi miło, że padło aż tyle ciekawych pytań. Jak wiadomo, są pytania, które pojawiają się często, a niektóre zadawane są wręcz obowiązkowo przy okazji każdego wywiadu. Dlatego właśnie postanowiłam nagrodzić osoby, które zadały mi takie pytania, których jeszcze mi nie zadano

Miło mi zatem ogłosić, że książki powędrują do Gabrieli, Katarzyny Naworskiej oraz do Oblicza Rozy.

Było mi miło być tu „w gościach”, dlatego też  z przyjemnością gratuluję zwycięzcom konkursu i serdecznie pozdrawiam Ciebie oraz wszystkich czytelników Aleksandrowych Myśli. 

Izabella Frączyk



Pani Izabello,

Bardzo dziękuję za udział w tym przedsięwzięciu i poświęcony czas ☺ Wywiad wyszedł rewelacyjnie i bardzo przyjemnie się go czytało ☺ Dziękuję również za wskazanie zwycięzców i mam nadzieję, że lektura książek, które otrzymają, przyniosą im wiele frajdy ☺




Dziewczyny,
Prześlijcie swoje adresy, korzystając z formularza w pasku bocznym bloga :)




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawiane komentarze :)
Wszystkie czytam i staram się odpowiedzieć na każde pytanie.
Pozostawiam sobie możliwość usuwania Spamu i komentarzy wulgarnych czy obraźliwych...

Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka