Kiedy stajesz się rodzicem, zaczynasz zamartwiać się o swoje
pociechy. Najpierw czy urodzi się zdrowe, potem czy będą bezpieczne, a
na końcu czy wyrosły na dobrych ludzi.
Debiutancka
powieść Alexandry Burt opisuje jeden z powyższych przykładów. Jednak czy
jest to objaw matczynej miłości czy fałszywej troski, musicie ocenić
sami.
Siedmiomiesięczna Mia rozpływa się w powietrzu.
Matka dziecka odkrywa puste łóżeczko, ale nie zgłasza tego faktu
policji. Na własną rękę próbuje rozwikłać tę sytuację. Kilka dni później
zostaje znaleziona w wąwozie, w rozbitym samochodzie, z raną
postrzałową głowy. Nie wie co się wydarzyło przed wypadkiem, nie pamięta
co spotkało jej córeczkę.
Alexandra Burt przedstawia nam
kobietę, która nie miała łatwego dzieciństwa. Tragiczna śmierć rodziców
i siostry, porzucenie przez brata i wychowywanie się w domu obcej, powściągliwej ciotki. To wszystko odcisnęło na niej piętno, którego efekty
możemy poznawać. Estelle jest zagubiona, wystraszona, zdezorientowana.
Nie wie co przydarzyło się jej córeczce. Nie pamięta ostatnich wydarzeń i
boi się, że mogła zrobić coś strasznego. Tak właśnie widzi sprawę mąż
kobiety i opinia publiczna, która już wydała wyrok na niezrównoważoną
matkę. Czy rzeczywiście byłaby zdolna do potworności opisywanych w gazetach i telewizji? Estelle próbuje odzyskać pamięć w klinice psychiatrycznej. Pod opieką doktora Ariego analizuje swoją przeszłość i odnajduje klucz do faktów ukrytych w podświadomości.
Taka właśnie jest cała fabuła książki „Gdzie jest Mia?”. Wspomnienia przeplatają się z teraźniejszością, dając zarówno odpowiedzi ale i powody do kolejnych pytań. Alexandra Burt skutecznie zwodzi i manipuluje emocjami czytelnika. Trudno mi było wyciągnąć wnioski bo moje zaufanie do głównej bohaterki wahało się z każdą przeczytaną stroną. Raz współczułam jej tragedii i oczekiwałam oczyszczenia z wszelkich zarzutów, a innym razem strasznie denerwowała mnie jej nieudolność życiowa, uległość, rezygnacja.
Akcja powieści nie ma zabójczego tempa, ani nie zmienia się jakoś drastycznie. Jednak nie mogłam oderwać się od lektury przez długie godziny. Bardzo zainteresowała mnie jej psychologiczna strona i jej niedostosowani życiowo bohaterowie. Każdy z nich miał jakąś przypadłość, która doprowadziła do ciągu tragedii, których centrum stało się maleńkie, bezbronne dziecko.
Narracja i fabuła osnuta jest na postaci Estelle. To jej oczami obserwujemy wszystkie wydarzenia. Zabrakło mi w tym trochę punktu widzenia osób z jej otoczenia, np. męża. Pojawia się w jednej ze scen... i na tym koniec. Tak jakby zaginięcie córki zupełnie go nie dotyczyło. Chętnie poznałabym również opinię policjantów i doktora Ariego.
„Gdzie jest Mia?” to całkiem udany thriller psychologiczny. Tajemniczy, igrający z uczuciami czytelnika, nieodgadniony i w końcowej fazie zaskakujący. Alexandra Burt zmusza do zastanowienia na ile depresja poporodowa wpływa na zbrodnię i czy ją usprawiedliwia... Warto przeczytać.
„Gdzie jest Mia?” Alexandra Burt, tł. Grażyna Woźniak, Świat Książki, Warszawa 2016