Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Powrót Bridget Jones

W 1998 roku z czeluści kreatywnego umysłu Helen Fielding narodziła się Bridget Jones-  niepozorna, trochę niezdarna, wiecznie poszukująca miłości idealnej i dążąca do perfekcji trzydziestolatka. Najpierw na jej punkcie oszaleli Londyńczycy, a po nich cały świat. Dziś to już postać kultowa, a "Dziennik Bridget Jones" i "Bridget Jones: W pogoni za rozumem" sprzedały się w miliardach egzemplarzy i zostały przetłumaczone na kilkanaście języków. Do tej zbiorowej histerii na punkcie Bridget przyczyniła się także ekranizacja obu tomów, z rewelacyjną Renée Zellweger w roli tytułowej. Nie powiem, ja też jestem jej wielką, wierną fanką i z zachwytem przyjęłam wiadomość o kontynuacji serii. Długo przyszło na nią czekać bo ponad dziesięć lat. Czy było warto? Spróbuję być obiektywna, ale niczego nie obiecuję.

Bridget Jones jest wdową z dwójką małych dzieci. Ciężko przeżywa żałobę, umartwia i poświęca się wyłącznie opiece nad potomstwem. Przyjaciele nie mogą znieść jej cierpienia dlatego próbują na nowo przywrócić ją życiu, rozrywkowemu życiu i znaleźć jej męskiego pocieszyciela. Bridget ulega namowom i jak zwykle kumuluje wpadki, gafy i kłopoty.

Narracja jest utrzymana w stylu swoich poprzedniczek, czyli pisana w formie pamiętnika. Każdy dzień, każdy rozdział jest poprzedzony króciutką statystyką co ważniejszych i liczących się wydarzeń w życiu Bridget, tj. waga, kalorie, alkohol, mężczyźni.
Charakterologia postaci niczym nie różni się od tego co już znamy czyli neurotyczni przyjaciele, uzależniony od używek Daniel, nadopiekuńcza i wiecznie krytykująca matka oraz infantylna Bridget. Zupełnie nie odczuwa się tych dziesięciu lat, które dzielą dwie ostatnie części trylogii. Z jednej strony ta ciągłość cieszy serce ale z drugiej odbiera odrobinę wiarygodność tytułowej bohaterki. Rozumiem roztrzepanie, umiejętność przyciągania niefortunnych zdarzeń czy nawet tę rozczulającą naiwność w ciele trzydzistoletniej kobiety. Te same, a nawet pogłębione cechy u pięćdziesięciolatki wywołują kpiący uśmieszek niedowierzania. Liczyłam na to, że Bridget u boku Marka wreszcie się ogarnie. Choć jest fajna i zaangażowaną mamą, to niestety poziomem emocjonalno- egzystencjonalnym przypomina swoje dzieci, pięcioletnią Mabel i siedmioletniego Billy' ego. Nie przeszkadza to jednak zupełnie zaśmiewać się z codziennych, nawet wielodziennych wpadek Bridget, a jej wiek przestaje mieć znaczenie, a wręcz zapomina się o nim. Uwielbiam w Bridget to, że im bardziej jej się nie udaje, tym bardziej jest zdeterminowana.

źródło

Helen Fielding konfrontuje Bridget z nowinkami technologiczno- społecznymi, a to zderzenie światów doprowadza do wielu przezabawnych gagów, np. próbuje założyć konta na portalach społecznościowych tudzież randkowych i z ogromną zaciętością walczy o fanów, sparing z elektrycznym sprzętem domowym kończy się wynikiem 1:0 dla sprzętów czy udoskonala parkowanie Brailem.
To wszystko nic w porównaniu z pogonią Bridget za miłością. Jak zwykle angażuje się całą sobą i zachłannie czepia się ułudy szczęścia.


Oprócz rozrywkowego charakteru, powieść niesie za sobą ważną refleksję. Obojętnie w jakiej sytuacji się znajdujesz, zasługujesz na szczęście i możesz, ba musisz cieszyć się życiem. Światem rządzą stereotypy, które warto łamać każdego dnia i uświadamiać społeczeństwo, że nikt  nie ma określonej i tylko raz przypisanej roli do odegrania. Kobiety nie są tylko matkami, wdowy nie muszą żyć samotnie, a pięćdziesięciolatkowie nie są tylko staruszkami.

"Bridget Jones: Szalejąc za facetem" to fantastyczny "odmóżdżacz" zmuszający do niekontrolowanych wybuchów śmiechu. Cieszę się, ze miałam okazję po raz kolejny spotkać się z moją idolką. Czuję się zrelaksowana, odprężona i gotowa mierzyć się z życiem na poważnie :)

źródło




Recenzja napisana dla serwisu DużeKa. Pani Kasi i wydawnictwu Zysk i s- ka dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :))))





oraz



Zdrowych, Pogodnych Świąt Wielkanocnych
pełnych wiary, nadziei i miłości.
Radosnego, wiosennego nastroju,
serdecznych spotkań w gronie
rodziny i wśród przyjaciół
oraz wesołego Alleluja!



23 komentarze :

  1. ,,Przejadła'' mi się już Bridget Jones. Przedtem nawet mnie bawiła swoim zachowaniem, ale teraz już jakoś nie, dlatego nie sięgnę po jej dalsze losy.

    Dziękuje i nawzajem życzę w te święta wyjątkowego szczęścia,dużo radości i potęgi miłości, opieki aniołów i dużo gości, oraz smacznego jajka i wesołego Alleluja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż...Szkoda... Szanuję Twoje zdanie :)

      Dziękuję za piękne życzenia :)

      Usuń
  2. Dobrze nazwane "odmóżdżacz". Smacznego jajka! I mokrego Dyngusa!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm mnie jakoś nie ciągnie do tej serii, a każda kolejna recenzja (których już jest chyba pierdyliard) mnie odpycha. O dziwo teksty są pozytywne, ale mnie jakoś zniechęcają.
    Wesołych świąt! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby nie powielać opinii, powiem po prostu, że mam podobnie.

      Usuń
    2. Ja zachwyciłam się Bridget jako gówniara i już mi zostało :)

      Usuń
  4. Oj, jak ja Ci jej zazdroszczę! Też uwielbiam Bridget :)

    Tobie również wszystkiego co najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wesołych Świąt! Dużo uśmiechu! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwsza część przygód Bridget to według mnie nieporozumienie. W ogóle mnie ta książka nie bawiła. Z drugą trochę przyjemniej spędziłam czas, ale nadal nie była to lektura godna polecenia. Ciekawa jestem, jak czytałoby mi się najnowszą część, może faktycznie byłby to strzał w dziesiątkę, choć jakoś ciężko jest mi w to uwierzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro nie podobała Ci się ani pierwsza a i druga część o przygodach Bridget, to trzecia tym bardziej nie zmieni Twojego nastawienia :) Na Twoim miejscu nie ryzykowałabym lektury :) Szkoda czasu ;)

      Usuń
  7. Pierwsze spotkanie z Bridget miało miejsce w moich czasach licealnych, więc po kolejną cześć sięgnę z sentymentu. Choć pewnie dość ciekawie będzie czytać o dojrzałej Bridget...z drugiej strony takie jak ona nigdy nie dorastają do końca i może dlatego je lubimy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też po Bridget sięgnęłam z sentymentu i wszystkie emocje wróciły :) Masz rację Bridget chyba nigdy nie dorośnie i nie dojrzeje :)))

      Usuń
  8. Czasami bardzo potrzebuje takich odmóżdżaczy i umilaczy czasu :) Znam jedynie Bridget z filmów, więc chętnie i poczytałabym o jej perypetiach.

    Życzę ci samych radości, spokoju oraz wszelkiej pomyślności :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pędzisz jak błyskawica, już przeczytałaś :) Ja dopiero się zabieram, ale strasznie się cieszę na samą myśl o lekturze tej książki. Żałuję, że nie ma kolejnego tomu :(
    Wesołego Alleluja!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak mi wpadnie w ręce to czemu nie, tez bym się pośmiała.

    OdpowiedzUsuń
  11. Na pewno sięgnę po ten tytuł bo bardzo lubię tą bohaterkę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Najpierw musiałabym przeczytać pierwszą część. Czekam z niecierpliwością :) aż wapdnie mi w łapki ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak zapewne już wiesz, uwielbiam Bridget - marzę o tej książce ;)) Muszę koniecznie ją przeczytać ;)))

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam wielką ochotę aby przeczytać tę serię.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawiane komentarze :)
Wszystkie czytam i staram się odpowiedzieć na każde pytanie.
Pozostawiam sobie możliwość usuwania Spamu i komentarzy wulgarnych czy obraźliwych...

Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka