Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

"Rok na końcu świata" Renata Adwent

"Niezależnie od tego, na ile kawałków rozpryskuje się nam serce, ciało czy umysł, tak długo jak dusza nienaruszona otrzepuje się i wstaje, nic nam nie będzie!"

Rita Antkowicz to zwyczajna trzydziestolatka, taka jak Ty czy Ty. Pracuje w sklepie z pamiątkami, żyje w stałym związku, ma wierne grono przyjaciółek i zastanawia się czy jej życie jest takim, o jakim zawsze marzyła? Czy jest spełniona? Wątpliwości dopadają ją także względem miłości. Czy Mikołaj to ten jedyny? Czy jego miłość jest na tyle silna, że przetrwa wszystkie burze? Pytań w głowie Rity rodzi się coraz więcej. Z każdym dniem czuje się coraz bardziej zagubiona i niepewna siebie. Niespodziewany spadek, gospodarstwo na końcu świata, po zmarłej ciotce daje jej szansę na ucieczkę od teraźniejszego życia. Zabiera kilka drobiazgów i bez pożegnania wyjeżdża do miejsca, która ma jej przynieść uwolnienie od trosk. Jednak czy to jest możliwe? Czy Rita odnajdzie się w nowym miejscu? Czy tubylcy przyjmą ją do swojego grona? Czy odnajdzie siebie i sens życia?

Dokonania i losy Rity poznajemy jej głosem, z jej perspektywy, obserwujemy świat jej oczami. Tak prowadzona narracja pozwala na łatwiejszy dostęp do odczuć i uczuć bohatera oraz na lepsze zrozumienie jego działań czy postępowania.
Z początku zachowanie Rity irytowało mnie. Dziewczyna ma wszystko, co do życia i szczęścia jest potrzebne. Ma gdzie mieszkać, ma pracę, pensję, która starcza na wygodne życie,  przyjaciół i ukochanego, który wydaje się być ideałem. Rozterki Rity były dla mnie kaprysami samolubnej, niedojrzałej smarkuli.
Jednak im dalej zagłębiałam się w lekturę, tym bardziej tłumaczyłam postępowanie kobiety. Można mieć wszystko a jednocześnie cierpieć i odczuwać brak własnego miejsca w świecie. Rita nie odczuwa, moim zdaniem, że jest coś warta, że jest zauważalna i potrzebna.
Kiedy zamieszkała w malej mieścinie Bartnicy Nowej, kiedy zaczęła pracę własnymi rękami i nam własny rachunek, zaczęła się rozwijać, dojrzewać, zmieniać i rozumieć swoje ja. Odnalazła pasję tam, gdzie jej się zupełnie nie spodziewała i zrozumiała jak może ją wykorzystać w służbie innym, bardziej poszkodowanym przez los. Dopiero taką nową, odmienioną bohaterkę byłam w stanie polubić.

A co z miłością zapytacie. Miłości jest w książce aż nadto. Lecz nie jest to tylko uczucie o zabarwieniu sentymentalno- romantycznym. Jak dobrze wiecie miłość ma wiele twarzy i część z nich odnajdziecie na kartach książki "Rok na końcu świata". Będziecie mieli do czynienia z uczuciem niespełnionym, platonicznym, od pierwszego wejrzenia czy toksycznym. Odkryjecie, że nie jest łatwo miłość zdobyć i zatrzymać oraz niełatwo jest uwolnić się  z jej szponów choć rozum podpowiada całkowite zerwanie kontaktów. Nie wiem czy wiecie ale miłość także boli i nie chodzi mi tu jedynie o cierpienie psychiczne ale to całkiem realne bo fizyczne. Te wszystkie historie miłosne poznajemy dzięki wielu ciekawym bohaterom. Niektórzy zaszczycili nas swoją obecnością na stałe a inni jedynie epizodycznie ale zawsze w zgodzie z konstrukcją powieści.

"Rok na końcu świata" to debiut literacki Renaty Adwent i jak dla mnie godny poznania. Jest to historia nie tylko o poszukiwaniu sensu życia lecz o znajdywaniu siły wewnątrz siebie, które pozwolą na dokonywanie zmian, choćby i na przekór innym a nawet wbrew sobie. Autorka podpowiada także, że aby zmierzyć się z problemami czasami wystarczy nabrać do nich dystansu...




Renata Adwent "Rok na końcu świata", Feeria 2013, ISBN: 978-83-7229-327-5


4+/6



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Karoliny z wydawnictwa Feeria :))) Dziękuję za zaufanie :))


17 komentarzy :

  1. Może kiedyś, w wolniejszej chwili sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja niestety sobie odpuszczę, nie czuje magii tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi zachęcająco. Nie jest to typ literatury jaką czytam na co dzień,ale czasami lubię dobrą książkę obyczajową.Poszukam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też dałam tej książce ocenę 4/6 (bez plusika ;) )
    Da się ją przeczytać. Strawna. Ale znów niczym wielkim mnie nie zachwyciła, więc szybko poleciała na wymianę i już wywędrowała z mego domu ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja raczej też sobie dam z nią spokój.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja wbrew poprzednim komentarzom bardzo chętnie po nią sięgnę. Zapisałam ją na listę "do przeczytania", kiedy tylko pierwszy raz się z nią zetknęłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Okładka bardzo mi się podoba, przypomina mi wakacje spędzane na wsi u babci :) chętnie do niej zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaciekawiłaś mnie! ;) Miałam początkowo jej nie czytać, ale teraz chyba zmienię zdanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cieszę się, że te książce jest dużo miłości. Lubię czytać o uczuciach, więc będę miała ją na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
  10. Trochę boję się kapryśnej bohaterki, ale podoba mi się ogólny pomysł na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam dość książek o poszukiwaniu siebie na prowincji/wsi w odziedziczonym domku/chatce/rezydencji. Choć być może ksiązka porusza ważne temety i dobrze się ją czyta, mam przesyt.

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię czytać takie książki. Zobaczę może pojawi się w bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie przepadam za książkami o kobietach uciekających na koniec świata, więc odpuszczę sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Chyba jednak nie moja bajka, tak myślę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Podczytałam sobie Twoją recenzję, nie całą tylko urywkami, bo książkę zamierzam czytać w najbliższym czasie. Ale się cieszę, że zapowiada się dobra powieść :)

    OdpowiedzUsuń

  16. Właśnie dzisiaj zakupiłam tę książkę i mam zamiar wkrótce ją przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem świeżo po przeczytaniu. Ja niestety uważam, że książka jest miałka i niegodna polecenia.
    Nawet czasami odbierałam ją jako grafomańskie czytadło. Ciągłe przemyślenia na ten sam temat- wałkowane na różnorakie sposoby - straszne dłużyzny.
    Naiwna fabuła, wręcz dziecinna, wywoływała u mnie śmiech ale nie ten pożądany ale śmiech politowania nad godną pożałowania akcją.
    A można było zrobić z tego naprawdę dobrą, lekką powieść...
    Chyba człowiek skażony jest dobrą literaturą i tego typu twory literackie nie mają szans.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawiane komentarze :)
Wszystkie czytam i staram się odpowiedzieć na każde pytanie.
Pozostawiam sobie możliwość usuwania Spamu i komentarzy wulgarnych czy obraźliwych...

Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka