Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Miłość, która sprawia ból

Miłość to jedna z ważniejszych potrzeb, którą człowiek próbuje zaspokoić za wszelką cenę. Poszukiwanie odpowiedniego partnera nie jest łatwym zadaniem. Zdarza się, że kiedy warunki fizyczne odpowiadają naszemu gustowi, charakter, światopogląd, dążenia niespecjalnie zgadzają się z naszymi oczekiwaniami i na odwrót. Bywa, że na drugą połówkę trzeba długo czekać ale zdarza się także tzw. miłość od pierwszego wejrzenia, która w gwałtownej euforii przyćmiewa jasność widzenia. Miłość można podzielić na wiele kategorii i nie wszystkie jej rodzaje przynoszą szczęście. Przykładem tego jest historia Louise Monaghan, irlandzkiej dziewczyny, matki, żony takiej jak Ty.

Louise po śmierci matki nie mogła się pozbierać. Strata i żałoba przytłoczyły i dopiero zmiana otoczenia i klimatu przywróciła ją do równowagi. Swoim nowym miejscem na ziemi, swoją ostoją uczyniła wyspę Cypr. Słońce i edejskie krajobrazy pozwoliły jej wyjść z depresji i na nowo cieszyć się życiem. Tam również poznała Mustafę, syryjskiego muzułmanina, którego obdarzyła ślepą miłością. Znała przerażające opowieści o mieszanych związkach, zwłaszcza z ortodoksyjnymi muzułmaninami. W jej odczuciu Mustafa taki nie był. Nie stosował się do nauk swojej wiary i nie modlił się. Niestety chora zazdrość, napastliwość i zaborczość nie wzbudziła w niej podejrzliwości, raczej połechtała jej ego. Incydenty te uważała za przejaw wielkiego i mocnego uczucia. Nawet pierwsze oznaki brutalności, pierwsze uderzenia nie zaniepokoiły jej. Za każdym razem znajdowała zgrabną wymówkę dla tych zachowań. Z jednej strony wiedziała, że to jest złe, że tak być nie powinno, ale siła miłości jaką do niego czuła nie pozwolił jej na zdecydowane działania. Louise trwała w tym związku długie miesiące i lata. Nie trzeba było długo czekać na owoc tej miłości. May miała scalić związek swoich rodziców, a stała się kością niezgody i ofiarą niecnych planów Mustafy.
Pewnego dnia Mustafa zabrał May na spacer po plaży i nie oddał już dziecka matce. Uprowadził córkę do Syrii.
Z jednej strony ogromnie żal mi Louise, a z drugiej strony jestem na nią wściekła. Sama wykuła swój los i przypieczętowała go swojej córce. Louise dysponowała wieloma dowodami na to jak okrutnym i bezlitosnym człowiekiem jest Mustafa. Rozumiem, wiem jak trudno jest wyzwolić się z toksycznego związku. Jednak, na Boga, nie raz, nie dwa udało jej się wyrwać spod władzy tego mężczyzny i psychicznie i geograficznie!!! Mimo to uparcie wracała na Cypr i na nowo poddawała się woli muzułmanina.

Wespół z Louise odczuwam rozczarowanie i rozgoryczenie działaniem cypryjskiej policji i irlandzkich władz. Traktowano porwanie May jako zwykłe rodzinne nieporozumienie, chociaż kobieta wielokrotnie zgłaszała akty przemocy oraz błagała o zablokowanie spotkań córki z ojcem. "Policja cypryjska ani razu nie zainteresowała się, czy coś nam się nie stało, ani nie zaoferowała żadnej formy ochrony." Louise dokładnie wskazuje luki w prawie miejscowym i międzynarodowym. Jak można wywieźć z dziecko za granicę bez ważnego paszportu oraz wpisu na listę dzieci, które nie mogą opuścić kraju bez pisemnej zgody obojga rodziców. W trakcie próby odnalezienia i uwolnienia May wychodzą na wierzch paradoksy prawno- polityczne, które wołają o pomstę nieba.

"Uprowadzona" jest niezbitym dowodem na to, do czego zdolna jest kobieta, matka aby uratować swoje dziecko i wyrwać je z łap okrutnego ojca. Louise nie bacząc na swoje bezpieczeństwo i swoją chorobę wyrusza w długą i uciążliwą podróż przez miasta, państwa i kontynenty. Wkracza do Syrii, kraju ogarniętego wojną domową gdzie ostrzał, wybuchy i bomby są codziennym zagrożeniem. Dobrowolnie zgadza się na uwięzienie byleby być blisko córeczki. Louise zaimponowała mi swoją odwagą i umiejętnością zachowania zimnej krwi w wielu kryzysowych sytuacjach. Musiała kłamać w "żywe oczy" i jednocześnie knuć plany ucieczki, na gorąco analizować możliwości i konsekwencje swoich kroków.

Książka niestety opisuje autentyczne wydarzenia, które ostatnimi czasy zdarzają się coraz częściej. "Zgodnie z wydanym w 2010 roku przez Biuro do spraw Dzieci Departamentu Stanu USA "Raportem o stosowaniu konwencji haskiej dotyczącym cywilnych aspektów uprowadzania dzieci za granicę" tylko w 2009 roku w Stanach Zjednoczonych doszło do dwustu tysięcy uprowadzeń dokonanych przez rodziców." Autorka poprzez swoja opowieść chciałaby ustrzec kolejne mieszane pary przed różnicami kulturowymi, które mogą wywołać konflikty a w konsekwencji przyczynić się do kolejnych aktów kidnapingu.

"Uprowadzona" jest świadectwem upadlającej, chorej miłości między kobietą a mężczyzną oraz ogromnej determinacji matki w ratowaniu swojego dziecka.





Louise Monaghan, Yvonne Kinsell "Uprowadzona. Ucieczka z Syrii", tł. Bogusław R. Baranowski, Świat Książki, Warszawa 2013



Podsumowanie

Plusy:
- opisuje prawdziwe wydarzenia
- toksyczny związek
- kidnaping
- matka ratująca dziecko
- zderzenie kulturowe
- walka z muzułamańskim światem
- paradoksy prawno- polityczne
- niekompetencja cypryjskiej policji i irlandzkiego rządu

Minusy:
-

Jednym zdaniem:
Opisuje ludzki los, a w szczególności jego tragiczne tory .



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Katarzyny reprezentującej wydawnictwo Świat Książki :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)

14 komentarzy :

  1. Czytam książkę o bardzo zbliżonej tematyce i jestem wstrząśnięta i na razie nie mam ochoty na kolejną publikacje w tym temacie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie życiowe książki, zawsze mną wstrząsają i zapadają na długo w pamięć. Kiedyś pewnie przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  3. Podejrzewam, że zachowanie bohaterki bardzo by mnie denerwowało. O ile jestem w stanie zrozumieć, że zakochując się nie wiedziała jakim mężczyzną jest Mustafa, o tyle nie pojmuję, dlaczego później wciąż do niego wracała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to pytanie nie znalazłam odpowiedzi...

      Usuń
  4. raczej odpuszczę sobie, gdyż książka jest na faktach, a ja mając świadomość prawdziwych wydarzeń, bardzo je przeżywam podczas czytania. szczególnie jeśli chodzi i dzieci :(

    OdpowiedzUsuń
  5. podobnych historii nie trzeba szukać daleko. We Włoszech ojciec ma większe prawa do dzieci, więc nie tylko takie "egzotyczne" związki, jak w recenzowanej książce, są poddawane próbie różnic kulturowych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest w tym najstraszniejsze. Nikt nie liczy się z uczuciami i dobrem dziecka, a rządzi prawo pięści ...

      Usuń
  6. Bardzo cenię takie świadectwa opowiadające o życiu. Prawdziwe i szczere wyznania. Często - niezwykle smutne i traumatyczne. Tylko po ich przeczytaniu wpadam w okropnego doła. Nie chce mi się nawet czytać niczego innego. Dlatego też podobne publikacje muszę sobie w odpowiedni sposób dawkować, bo zrezygnować z nich nie mogę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie miałam okazji przeczytać tej książki, ale Twoja recenzja zachęciła mnie do tego. Poza tym często sięgam po historie pisane przez samo życie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja raczej nie dałabym rady przeczytać tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wstrząsające... i to, że to się naprawdę dzieje....

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo cenię takie książki! Przeczytam jak tylko będę miała okazję :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Można zdawać sobie sprawę z różnic, ale czasami miłość zaślepia.
    To straszne, ale o historiach takich jak w książce słyszy się coraz częściej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Takie książki strasznie poruszają i muszę uważać kiedy je czytam. Później mam takie coś w środku czego nie potrafię określić i chodzi to za mną przez wiele wiele dni.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawiane komentarze :)
Wszystkie czytam i staram się odpowiedzieć na każde pytanie.
Pozostawiam sobie możliwość usuwania Spamu i komentarzy wulgarnych czy obraźliwych...

Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka