Bardzo lubię książki, których akcja rozgrywa się na "moim podwórku" czyli gdy zahaczają o miasto, w którym mieszkam bądź mieszkałam. Interesuje mnie nie tylko spojrzenie i spostrzeżenia autora na dobrze znane mi miejsca ale o wrażenie, że uczestniczę w powieści podążając dobrze znanymi mi w rzeczywistości uliczkami, budynkami, knajpkami, punktami orientacyjnymi. Jedną z takich powieści jest "Sanktuarium śmierci" Dariusza Rekosza, który zabiera mnie w sentymentalną podróż do Gdańska.
W łazience gdańskiej pływalni Rusałka zostają znalezione zwłoki mężczyzny okaleczone w bestialski sposób- pozbawione gałek ocznych. Na miejsce zbrodni przyjeżdża nadkomisarz Maciej Szwerman w asyście młodszego aspiranta Jerzego Woźniaka. Rozpoczęte śledztwo utyka w martwym punkcie do momentu gdy zostaje odnalezione drugie ciało, okaleczone w ten sam sposób. Obie ofiary łączy dodatkowo tatuaż za lewym uchem i tajemnicza kobieta. Kim są denaci i dlaczego musieli umrzeć?
Maciejowi Szwermanowi i Jerzemu Woźniakowi daleko od policjantów znanych z popularnych żartów. To rzeczowi, inteligentni funkcjonariusze, którzy sumiennie i drobiazgowo podchodzą do swojej pracy. Nic więc dziwnego, ze udaje im się odnaleźć trop międzynarodowej afery i zbrodniarza, który z wyselekcjonowanej grupy mężczyzn upatrzył sobie prywatne źródło ludzkiego materiału genetycznego. Mordercą nie jest degenerat czy psychopata pragnący ulżyć swoim żądzom a zmyślną, inteligentną jednostką, która na zimno rachuje szanse i korzysta z dobrodziejstw nauki. Nie będzie łatwo go ująć , tym bardziej że ma wsparcie polskiego rządu. Maciej Szwerman będzie musiał stanąć przed wyborem czy priorytetem jest prawda i sprawiedliwość czy polityczne układy, nie liczące się z człowiekiem, jego sumieniem i życiem.
Główni bohaterowie Dariusza Rekosza nie są pozbawieni wad, rutyny i demonów dnia codziennego. Popełniają błędy, ale starają się je sukcesywnie naprawiać. Borykają się również z problemami, znanymi także czytelnikowi: pracoholizm, dążenie do perfekcji, ideału, nadmiernej odpowiedzialności, spełnianie wygórowanych oczekiwań, samotność co jest dodatkowym obciążeniem w pracy wymagającej pełnej dyspozycyjności w sensie fizycznym i psychicznym.
Każda z postaci "Sanktuarium śmierci" łatwo zapada w pamięć poprzez swoją indywidualność i wyrazistość. tak samo łatwo wejść w fabułę i przez kilkadziesiąt minut oddać jej całą swoja uwagę.
Dariusz Rekosz zaskoczył mnie swoją powieścią. Niewielkich rozmiarów książeczka, skromna objętość a treść bardzo spójna, dynamiczna i ociera się o międzynarodową aferę, która w dzisiejszych czasach globalnego kryzysu, narastania agresji, walk narodowościowych ma szansę stać się rzeczywistością. Granica wyobraźni a realności jest bardzo płynna i tak cienka, że łatwo może wywołać dreszcz niepokoju, obawy i strachu.
Akcja powieści gna na złamanie karku (ledwo za nią nadążałam), trójmiejskimi ulicami, policyjnymi pościgami, pozbawiając mnie tchu i przyspieszając tętno. Zagadka kryminalna spójna, logiczna, porażająca i przerażająca, finał efektowny i znalazło się miejsce na niezobowiązujący flirt. Czego chcieć więcej :)
Dariusz Rekosz podarował mi satysfakcjonującą lekturę, której się nie spodziewałam, i którą z czystym sumieniem mogę polecić czytelnikowi spragnionemu błyskotliwej rozrywki kryminalnej.
Dariusz Rekosz "Sanktuarium śmierci", wyd. II, Replika 2014