Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty

Bieg do gwiazd, Dominika Smoleń



„Nie mów mi gdzie i jak mam iść, bo nikt nie powiedział, że idziesz lepszą drogą od mojej.”

Każdy ma swoje problemy. Jedni potrafią je doskonale maskować, innych pochłaniają bez reszty i prowadzą na skraj załamania, wyczerpania, życia i śmierci. Niestety nie mówimy o swoich kłopotach głośno, przez co pomoc nie zawsze dociera na czas...

Ada, główna bohaterka książki „Bieg do gwiazd” Dominiki Smoleń cierpi na depresję spowodowaną chorobą. Odrzucona przez rodzinę sama dźwiga ciężki bagaż doświadczeń i emocji, który z każdym dniem coraz bardziej ją przytłaczają. Ada kilkukrotnie próbowała odebrać sobie życie. Na szczęście bez efektu. Śmierć babci i zagadkowy list pomaga Adzie dostrzec to, co w życiu najważniejsze. Czy to wystarczy, by dziewczyna nabrała chęci do życia?

Ja również dźwigam znaczny bagaż doświadczeń i wiem, jak choroba zmienia człowieka. Ból, cierpienie wykańcza powoli, ale bardzo skutecznie. Choć nie byłam nigdy bezpośrednio dotknięta ciężkim schorzeniem, to moja wewnętrzna empatia pozwoliła mi być i pomagać tym, którzy tego potrzebowali. Gdy poznałam Adę, od razu w mojej głowie zapaliła się lampka ostrzegawcza: człowiek w potrzebie! Okropnie żal było mi dziecka, a potem nastolatki, która ze swoją chorobą została w pojedynkę. Podziwiam ją za twardość charakteru, choć sama uważała całkiem przeciwnie. Od najmłodszych lat stała z cukrzycą twarzą w twarz i  trzymała ją w ryzach tak długo, jak się dało. Jednakże każdy z nas ma chwile zwątpienia, chwile słabości, które przygniatają go do ziemi, aż brakuje tchu. Osamotniona dziewczyna, pozbawiona już siły i walki, poddała się i wybrała wolność, spokój, bezpieczeństwo, które uważała za adekwatne do swojej sytuacji.

I tu muszę wspomnieć o bezdusznych rodzicach. Nie rozumiem, jak można pozostawić siedmioletnie dziecko z poważną chorobą i nie zauważać jego problemów nawet wtedy, gdy drastycznie, przerażająco dosłownie woła o pomoc. Jak można być tak małostkowym, tak obłudnym i pod płaszczykiem pozorów dręczyć córkę brakiem swojej uwagi, troski, ciepła, miłości. Niestety wiem, że tacy rodzice żyją wśród nas, chodzą do kościoła, na zewnątrz obdarzają nas olśniewającym uśmiechem, a w domu, we własnych czterech ścianach stają się potworami, katami, oprawcami. 

Mówi się, że najlepiej pisać o tym , co się dobrze zna. Dominika Smoleń, autorka książki „Bieg do gwiazd” sama jest cukrzykiem i doskonale wie, jak to jest żyć z chorobą i co się wtedy czuje. Doskonale to można odczuć w powieści. Ada jest przepełniona gorzkimi emocjami, bólem egzystencji i obawą o przyszłość. Narracja pierwszoosobowa jeszcze bardziej podkreśla stan, w jakim znajduje się dziewczyna. Czytelnik może poznać cały wachlarz uczuć, które zmieniają się każdego dnia jak w kalejdoskopie. Widzimy Adę w depresji tak czarnej, że świat wokół robi się pochmurny i w euforii tak uskrzydlającej, że tęcza przy niej to jedynie kolorowa wstążka. Wystarczy spojrzeć na okładkę książki, która jest w czerni i bieli... Który kolor przeważy? To już musicie przeczytać sami.  

„Bieg do gwiazd” powinien przeczytać każdy. Po pierwsze dowie się, że warto otworzyć szerzej oczy i dostrzec więcej niż tylko własne problemy. Po drugie, zauważy, że potrzeba niewiele by zmienić czyjeś życie. Po trzecie doceni to, że jego problemy może wcale nie są takie duże i może spojrzenie na nie z innej perspektywy całkiem rozwieją strach i wątpliwości. 

Dla mnie historia Ady była inspirująca, wstrząsająca i poruszająca jednocześnie. Obudziła z zimowego letargu, mocno potrząsnęła, a w finałowym momencie wprawiła mnie w osłupienie...








„Bieg do gwiazd” Dominika Smoleń, Szara Godzina, Katowice 2017



Czytaj dalej...

Zapowiedź // Bieg do gwiazd, Dominika Smoleń

Czy diagnoza lekarska przekreśli marzenia młodej dziewczyny?

Cukrzyca. Słowo, które zmienia życie na zawsze. Choroba, z którą każdy może mieć do czynienia. Błogosławieństwo czy klątwa?

Ada była pewna, że usłyszała wyrok śmierci. Bez wsparcia rodziców i przyjaciół coraz bardziej zamykała się w sobie, popadając w depresję. Po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego dostała list od babci, który diametralnie zmienił jej nastawienie do rzeczywistości. Zapragnęła stać się normalną nastolatką, nawet jeśli oznaczałoby to walkę z własnymi słabościami.
Bieg do gwiazd to wstrząsająca historia o dziewczynie, która uczy się żyć na nowo. Historia, obok której nie można przejść obojętnie. 



To kolejna powieść pióra młodej, zdolnej, polskiej autorki. Ja będę miała okazję niedługo ją przeczytać :) A Was zainteresował ten tytuł? Lubicie książki, w których bohaterowie zmagają się z chorobą? Może macie podobne doświadczenia?  



Premiera  5 lutego 2018
Czytaj dalej...

Co zdarzyło się w Lake Falls, Artur K. Dormann // Śmiertelny pakt


Miałam ochotę na mocniejszą lekturę, która zjeży włos na karku i przyprawi o gęsią skórkę. „Co zdarzyło się w Lake Falls” zapowiadało właśnie taką lekturę. Tajemnicza okładka, małe, hermetyczne miasteczko i tajemniczy mężczyzna, który proponuje pomoc, której cena może okazać się bardzo wysoka.
Czytaj dalej...

Patronat Aleksandrowych myśli: Odroczone nadzieje, Aneta Krasińska



Choroba bliskiej osoby zmusza do działań i podejmowania trudnych decyzji, które rzutują na  stosunki z bliskimi, na przyszłość, plany i marzenia.
Czytaj dalej...

Dotrzymana obietnica, Jill Anderson



Czy każdą obietnicę należy spełnić? Czy kłopoty, które w związku z nią mogą nas spotkać może być powodem odmowy? A korzyści zgody? Czy miłość jest usprawiedliwieniem wielkiej tragedii?

43- letni Paul od lat cierpi na zapalenie mózgowo- rdzeniowe i zespół chronicznego zmęczenia. Choroba unieruchomiła go w łóżku i przyszpiliła do niego ogromnym cierpieniem. Spowodował także kilkukrotne próby popełnienia samobójstwa. W ostatniej chwili zawsze ratowała go kochająca żona. Ostatnia, udana próba sprawia, że kobieta zostaje oskarżona o nieumyślne spowodowanie śmierci. Czy Jill pomogła mężowi odejść? 

Jill Ansderson zdecydowała się napisać tę książkę by zwrócić uwagę na chorobę, którą rzadko się diagnozuje, a która niszczy zycie wielu pacjentów, ich rodzin oraz zmusza do podejmowania drastycznych decyzji. 
Choroba Paula, zapalenie mózgowo- rdzeniowe i zespół chronicznego zmęczenia jeszcze klika lat temu była traktowana jak bajanie hipochondryka. Badania i to również takie bardziej zaawansowane nie wskazują jednoznacznie jednostki chorobowej ani nie potwierdza objawów na jakie uskarża się pacjent. Przez co ixch problem traktowany jest po macoszemu i diagnozowany jako problem psychiatryczny. W przypadku Paula, nie tylko lekarze bagatelizują problem, ale także jego rodzina. To sprawia, że Andersonowie separują się od bliskich, przestają utrzymywać z nimi kontakt. Żyją tylko dla siebie, ufają tylko sobie. W przyszłości będzie to jeden z argumentów oskarżenia. 

Cierpienie Paula dla nas zdrowych ludzi jest niewyobrażalne. Kilkukrotne podejmowanie prób samobójczych wskazuje nam ogrom jego bólu, zamknąć je w ramy pozwalające zrozumieć z czym zmagał się na codzień i choć odrobinę zrozumieć jego położenie. Ciągły ból, leki które nie mogą go stłumić determinuje jedną myśl, skończyć to raz na zawsze. Wybawieniem jest śmierć. Z tą decyzją nie może pogodzić się Jill. Za każdym razem udaremia skutki podejmowanych prób. Dlaczego ostatnia się powiodła? Czy Jill z miłości zgodziła się odwrócić wzrok? A może nie była dość uważna i Paul ją przechytrzył?

Jeżeli jesteście ciekawi, to zapraszam do lektury "Dotrzymanej obietnicy".  Jill opowie Ci o swoim życiu, o uczuciu łączącym ją z Paulem, piekielnej drodze od lekarza do lekarza, poszukiwaniu odpowiedniego specjalisty, diagnozy, życie z mężczyzną, który traci sprawność, staje się zgorzkniałym  cieniem samego siebie. Zdradzi Ci jak opiekowała się nim dzień i noc, jak walczyła o jego życie... W końcu przytoczy protokoły przesłuchań, urywki z sali sądowej i fragmenty mów końcowych obrońcy i oskarżyciela...

Od siebie mogę dodać, że mam problem z tą książką. Temat jest ważny i godny uwagi, to nie pasuje mi konstrukcja tego utworu. Suche fakty przeplatają się ze wspomnieniami. I nie jest to emocjonalnie nabuzowany przekaz a chłodna relacja, która karze mi zastanowić się nad samą Jill i jej historią... Na ile w niej prawdy?







"Dotrzymana obietnica" Jill Anderson, tł. Arkadiusz Nakoniecznik, Prószyński i s- ka, Warszawa 2016




Czytaj dalej...

Szukając szczęścia, Aneta Krasińska

Rodzicielstwo, a w szczególności opieka nad chorym dzieckiem to swoisty sprawdzian dla małżeństwa. Właśnie w takich sytuacjach wyłania się prawdziwa twarz partnera i jego charakter. 

Malwina i Artur stanęli przed takim sprawdzianem. Ich wymarzone dziecko rodzi się z wadą genetyczną. Lekarze diagnozują u małej Dagusi zespół Pierre' a Robina, co powoduje szereg mikropęknięć prowadzących do rozluźnienia więzi i rozpadu rodziny. Malwina zatem sama musi zmagać się z konsekwencjami choroby córki, kolejnymi etapami rozwoju dziecka, jej rehabilitacji. Artur zaś znika z oczu swoich bliskich i zupełnie nie interesuje się dalszym losem swojego potomka. 

Aneta Krasińska nie boi się trudnych, kontrowersyjnych tematów. W poprzedniej książce zwróciła naszą uwagę na zakazaną miłość pomiędzy kobietą, a księdzem i zmusiła do refleksji nad zasadnością istnienia celibatu. W swojej najnowszej powieści "Szukając szczęścia" ukazuje rodzinę nieidealną, obarczoną chorobą i nieumiejętnością radzenia sobie z bólem, cierpieniem bliskich oraz brakiem dojrzałości czy ponoszenia odpowiedzialności za własne czyny, wybory. 


Chcielibyśmy wierzyć, że rodzina to więź nierozerwalna i nic, i nikt nie może naruszyć jej fundamentu. Niestety... Z każdym dniem poznajemy nowe dowody na to, że rodzina staje się jedynie kontraktem, który można zerwać w każdym momencie... Artur jest tego doskonałym przykładem. Choroba córki w pełni jego słaby charakter i skostaniałe serce. Okropnie irytowała mnie ta postać. Nie potrafię zrozumieć takich ludzi i nie chcę mieć ich w gronie swoich przyjciół i znajomych. Odpowiedzialność za drugiego człowieka, a zwłaszcza za życie swojego dzieka jest jedną z najważniejszych wartości określających nas jako ludzi. 

Podziwiam za to postawę Malwiny, która podołała wyzwaniu, choć nie było łatwe w pojedynkę wychować, leczyć i utrzymać córkę. Podoba mi się również to, że Aneta Krasińska nie gloryfikuje jej i nie stworzyła z niej pomnika Chwalebnej Matki Polki, a pokazała prawdziwą walkę kobiety o dobro dziecka, z całym zmęczeniem, frustracją, negatywnymi emocjami, które harmonijnie przeplatają się z pięknymi chwilami, miłością i cierpliwością. 

"Szukając szczęścia" to powieść prawdziwa, w której ukazane są i cienie i blaski macierzyństwa oraz małżeństwa. Aneta Krasińska nie koloryzuje, nie ubarwia, nie polewa lukrem. Za to z dużym wyczuciem tworzy historię, w której przeplata się cierpienie i radość, nienawiść i miłość, śmiech i łzy. 


Tak na zakończenie mała uwaga. Chciałabym jednak przeczytać trochę więcej o samej chorobie małej Dagusi, zespole Pierre' a Robina, która do tej pory nie była mi znana. Owszem, słyszałam o rozszczepie podniebienia, ale nie miałam pojęcia o jego konsekwencjach i towarzyszących dolegliwościach. 






"Szukając szczęścia" Aneta Krasińska, Novae Res, Gdynia 2015







Książkę przeczytałam dzięki urzejmości autorki- Anety Krasińskiej. Pięknie dziękuję za zaufanie :)







Czytaj dalej...

Znikasz, Christian Jungersen



W Danii jedna na osiem osób po czterdziestym piątym roku życia nie wie, że ma uszkodzony mózg (zawał mózgu, tętniaki, niewielkie wylewy, łagodne guzy). Nie przypuszczają nawet, że te zmiany znacząco wpływają na ich życie. Zmiany charakteru nie wynikają jedynie z postępującym wiekiem i zdobywanymi doświadczeniami. Mogą być efektem nacisków na nerwy i uszkodzonych naczyń krwionośnych. I tu rodzi się pytanie, czy człowiek rzeczywiście posiada wolna wolę? Czy nasze decyzje są rzeczywiście naszymi wyborami czy wymuszone przez mechaniczne, niewyczuwalne, niezdiagnozowane uszkodzenia mózgu?

Taki właśnie temat wziął na warsztat znany duński autor Christian Jungersen i zbudował przerażającą wizję codzienności naznaczonej chorobą, która niszczy, która rujnuje...

Małżeństwo Mii i Frederika po serii ciężkich kryzysów zaczyna wychodzić na prostą. Kobieta cieszy się zaangażowaniem męża i ociepleniem wzajemnych stosunków. Zaplanowane wspólne wakacje jawią się w optymistycznych barwach. I rzeczywiście początek wyjazdu jak najbardziej udany. Wszystko zmienia wypadek i wzrost agresji u Frederika. Okazuje się, że przyczyną tragedii jest guz mózgu. Hospitalizacja, nerwy i niepewność przyszłości to jednak nie wszystko. Okazuje się, że mężczyzna dopuścił się defraudacji...

I Mię i Frederika trawi gniew. Jego emocje są podyktowane chorobą, jej nagromadzonymi problemami, strachem, niepewnością. Jego agresywne zachowanie jest medycznie wytłumaczalne i więcej mu wolno. Seksualne napaści na żonę, niemoralne propozycje, wyzwiska, przepychanki, otępienie, depresja. Jej z kolei nie wypada publicznie przeklinać, tłuc naczynia, niszczyć rzeczy, bić... Frustracje Mii narastają i nie mają ujścia, co prowadzi najpierw do fizycznych starć z mężem, próby topienia żalu w alkoholu itp. Do tego dochodzą problemy karne i finansowe, a także niezrozumienie otoczenia jej sytuacji i choroby Frederika. Bo jak wytłumaczyć laikowi, że defraudacja, podjęcie ryzyka, hazardu jest spowodowane uciskiem na neurony, nerwy mózgu i w żadnym razie nie były kontrolowane, a tym bardziej zamierzone. Sprawy nie ułatwia fakt, że Frederik jest osobą publiczną, dyrektorem jednej z prestiżowych prywatnych szkół. Nie tylko jego wizerunek zostaje nadszarpnięty. Zostają wyciągnięte konsekwencje, które w największym stopniu dotyczą Mii. To ona stoi frontem do swojej społeczności, mediów, lekarzy, prawników. To także z jej prywatnego majątku zostają ściągnięte długi, to ona musi utrzymać rodzinę, zadbać o interesy swoje i syna. 

Christian Jungersen rewelacyjnie zbudował sylwetki swoich bohaterów. Jest dokładny w ich portretowaniu zarówno od strony fizycznej jak i psychicznej. Drobiazgowo oddaje relacje pomiędzy nimi, narastające kłótnie, kryzysy, budującą zgodę, odradzające się zaufanie. Z równą precyzją oddaje emocje Mii w obliczu choroby męża. Możemy doświadczyć jej strachu, wściekłości, frustracji, ale także niezłomnej walki o zdrowie i dobre imię Frederika. Ale kobieta nie jest żadną heroiną. Zdarza jej się popełniać błędy, wpadać w rozpacz,  dokonywać złych wyborów, upaść na kolana, poddać się, opuścić gardę, zadać cios, dać się ponieść emocjom. Jest tylko człowiekiem. Na jej barki został zrzucony ogromny ciężar, który musi dźwigać na przekór wszystkim. 

Historia Mii i Frederika może przytrafić się każdemu, co samo w sobie jest przerażające. Człowiek nie może być pewien siebie, swoich bliskich i nie zawsze może ufać swoim osądom i wyborom. W wątpliwość poddane jest istnienie wolnej woli czy duszy, która odpowiada za to kim jesteśmy i czym się kierujemy...

"Znikasz" to powieść zaskakująca, boleśnie prawdziwa i zmuszająca do poszukiwań, zadawania pytań, do zadumy, refleksji, dyskusji. 






"Znikasz" Christian Jungersen, tł. Mateusz Borowski, Znak, Kraków 2015






Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Księgarni Tania Książka :)




Czytaj dalej...

Book Tour: Maybe Someday, Colleen Hoover


O twórczości Colleen Hoover jest głośno od wielu miesięcy za sprawą poruszającej powieści Hopeless. Każde kolejne dzieło autorki jest przyjmowane z wielką niecierpliwością i jeszcze większym entuzjazmem. Przyznam szczerze, że nie miałam do tej pory styczności z jej książkami. Dopiero Book Tour zorganizowany przez wydawnictwo Otwarte dało mi szansę zapoznania się z tą popularną autorką. Dostałam do ręki "Maybe Someday" i już rozumiem skąd to wszechobecne uwielbienie... 

Ta książka jest historią przyjaźni dwójki młodych ludzi, Sydney i Ridge' a. Początkowo łączy ich fascynacja i muzyka. Ridge jest gitarzystą, który swoimi utworami chwyta za serce, wprawia je w drżenie i nie pozwala o nich zapomnieć. Sydney zaś to zwyczajna studentka, która pragnie odrobiny niezależności. Jeden sms zmienia ich życie i bezlitośnie je komplikuje. 

Nie doświadczyłem jeszcze w swoim życiu niczego, co byłoby równie dobre, będąc zarazem tak strasznie bolesne. 

Moglibyście powiedzieć, że to kolejny ckliwy romans dla młodszego czytelnika. Jednak bylibyście w błędzie. To poruszająca historia o pragnieniach, pasji i realizacji marzeń okraszona nutą romantycznego uniesienia. Bohaterowie "Maybe Someday" nie mają łatwego życia. Od dziecięcych lat zmagają się z okrutnym, niezrozumiałym światem dorosłych. Z tym, że doświadczenia Ridge' a są nieporównywalnie większe od przeżyć Sydney. Ale to wrażliwość na niepowodzenia i nieszczęścia tworzy pomiędzy nimi nić porozumienia. Wspólne rozmowy, zwierzenia prowadzą do czegoś więcej, do uczucia, na które nie są gotowi, które może zepsuć inne relacje, w które są zaplątani. 

Nie chcę zdradzać zbyt dużo, by nie odbierać Wam przyjemności poznawania. Zdradzę jedynie, że Ridge jest postacią niecodzienną, ogromnie utalentowaną, mającą trudną, traumatyczną przeszłość, w której udało mu się nie pogubić. Znalazł rozwiązanie niosące zadowolenie, radość dla niego i jego otoczenia. Jest gentlemenem starej daty, dbającym o konwenanse i zasady rzadko już respektowane we współczesnym świecie. To czyni z niego chłopaka, za którym warto skoczyć w ogień. Choć jego zachowanie przy finale opowieści zburzyło idealny obraz. Ta niekonsekwencja lekko mnie rozczarowała. 

Nadzwyczajną zaletą "Maybe Someday" jest playlista dołączona do powieści, i którą można odsłuchać dzięki specjalnej aplikacji bądź też odszukać na stronie autorki. Dla Colleen Hoover to pewien eksperyment, a dla mnie konieczność skoro akcja książki rozgrywa się wokół muzyki. To doświadczenie bardzo wpłynęło na odbiór powieści i dodało jej tego czegoś, nieuchwytnego, niewytłumaczalnego charakteru i klimatu. 

"Maybe Someday" to sposób na odgonienie jesiennej chandry i refleksji nad własnym życiem, własną pasją i marzeniami. 





"Maybe Someday" Colleen Hoover, tł. Piotr Grzegorzewski, Otwarte, Kraków 2015




Książkę przeczytałam w ramach akcji Book Tour rozpoczętego przez wydawnictwo Otwarte, a do której zaprosiła mnie Lexiss, autorki bloga Łowczyni Książek :)



Tutaj zasady Book Tour:
1. Każdy bloger, do którego dotrze książka, wpisuje swoje imię/nick i adres bloga na stronie tytułowej.
2. W ciągu tygodnia od otrzymania książki należy ją zrecenzować i opublikować recenzję na blogu (w tytule wpisu uwzględnij hasło BOOK TOUR). Mile widziane wstawienie opinii na stronę księgarni Empik.com.
3. W recenzji należy zawrzeć informację, że jest ona częścią akcji Book Tour oraz wstawić zdjęcie egzemplarza z ukazaną stroną z podpisami i zasady :)
4. I w końcu trzeba szybko przesłać książkę kolejnej osobie, przy której jesteście pewni, że pośle ją potem dalej :) (Najlepiej listem poleconym, by nigdzie nie zaginęła, a lepiej dodatkowo priorytetem, by była szybciej na miejscu.) Nie musicie ogłaszać, do kogo wysyłacie. Przede wszystkim uzgodnijcie wcześniej z tą osobą, czy na pewno chce książkę.
5. Książka musi wrócić do Wydawnictwa Otwartego do 15 października 2015 r.
6. W akcji mogą brać udział blogi, które działają od co najmniej 6 miesięcy i w każdym miesiącu opublikowane mają co najmniej 4 wpisy.



Czytaj dalej...

Book Tour: Utrata, Rachel Van Dyken

Trudno jest żyć-  łatwiej jest umrzeć. Zamykasz oczy i więcej ich nie otwierasz. Co w tym trudnego? Nic- tyle tylko, że tak cholernie trudno zostawić tych, których się kocha.

Trudno jest pogodzić się ze utratą bliskich osób. Żałoba, tęsknota, poczucie pustki, przemijania, samotność przyciska ciężarem tych doznań jeszcze długo po ceremonii pogrzebowej. To naturalny stan i trzeba dużo wyczucia, taktu by pomóc osobie doświadczonej w ten okrutny sposób. Przychodzi jednak czas kiedy życie na nowo zaczyna cieszyć, kiedy zaczyna dostrzegać się jego jasne strony, kiedy jest się gotowym ponownie wyjść do ludzi, bawić się, śmiać, kochać.

Rzeczy nigdy nie są takie, jakimi się wydają- nigdy.

Kiersten rozpoczyna pierwszy rok na studiach. Unika kontaktów z rówieśnikami, ale one coraz bardziej na nią napierają. Najpierw zaprzyjaźnia się z przebojową współlokatorką, potem poznaje fantastycznego faceta, obiekt westchnień całej żeńskiej studenckiej społeczności. Weston próbuje zacieśnić więzi. Kiersten potrzebuje czasu... Nie wie, że oboje mają go bardzo niewiele...

Wszyscy się czegoś boimy.

Jestem już poważną żoną i matką, ale ta książka skierowana do młodzieży, skradła mi serce. Doświadczona przez los młoda dziewczyna i dotknięty chorobą młody mężczyzna. Oboje chcą przeżyć coś niezwykłego, ale wydaje się nie być im to dane. Przynajmniej nie w prostej drodze, takiej jak jest udziałem ich rówieśników. Relacja między chłopakiem a dziewczyną musi przebiegać szybciej, dogłębniej, zatracając się, przeżywając do samego końca.

W rzeczywistości chciałem czegoś więcej. Sęk w tym, że ludzie nie zawsze dostają to, czego chcą.

Główni bohaterowie "Utraty", Kiersten i Weston od pierwszej strony budzą sympatię i ze szczerą ciekawością ma się ochotę śledzić ich losy. Po części sprawia to współczucie, żal, które wywołują swoim  cierpieniami, a po części ich charaktery, które docenilibyśmy w realnym życiu. I dziewczyna, i chłopak są takimi ludźmi, z którymi chce się przyjaźnić.

Wszyscy jesteśmy trochę szaleni, dzięki temu jesteśmy ludźmi.

Rachel Van Dyken dobrze przemyślała swoją opowieść. Począwszy od prostych , szczerych dialogów, poprzez minimalizm opisowy po emocje, które kipią z każdego słowa. Autorka bardzo czytelnie, prosto, przystępnie opowiada o stracie, żałobie, rozpoczynaniu życia po tragedii, wykorzystanych szansach. Bohaterowie uświadamiają czytelnikowi, że życie jest kruche i trzeba czerpać z niego pełnymi garściami, bo nie wiadomo kiedy przyjdzie koniec, kiedy opadnie kurtyna.

Czasami trzeba przejść przez piekło, żeby dosięgnąć nieba.

"Utrata" wciągnęła mnie bez reszty, zmusiła do opętanego przewracania kartek, do nieograniczania się czasem i przestrzenią. Weszłam w historię jak stałam, zmęczona, zdezorientowana, wyszłam z niej z nadzieją, że wszelkie trudności można pokonać i przekonaniem, że życie ma dla nas jeszcze wiele niespodzianek.





"Utrata" Rachel Van Dyken, tł. Anna Dobrzańska, Feeria 2015



Książka bierze udział w akcji Book Tour, który zapoczątkowała Michalina z bloga Książkowy świat, a do której zaprosiła mnie Patrycja z Magii książek :) Dziękuję dziewczynom za to, że mogłam zaczytać się w "Utracie" :)



 Zdjęcie zrobiła dla mnie Aga z Nie teraz- właśnie czytam :)




Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka