Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oficynka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oficynka. Pokaż wszystkie posty

Noc sztyletników, Adam Węgłowski

Historia Kuby Rozpruwacza, a zwłaszcza zagadka jego tożsamości i motywów działania, choć znana i oficjalnie potwierdzona, to w dalszym ciągu budzi ciekawość oraz staje się inspiracją dla kolejnych książek. Jedną z nich jest „Noc sztyletników” Adama Węgłowskiego, autora który dał się już poznać czytelnikom w „Przypadku Ritterów” (moja opinia).

Kamil Kord w poszukiwaniu natchnienia wyrusza w podróż do Londynu, by z bliska przyjrzeć się pracy prowadzonej przez Scotland Yard, w sprawie mordercy działającego w okolicach Whitechapel. Razem z dawnym przyjacielem Nikodemem Ponarem  próbują dołożyć do śledztwa swoje trzy grosze, ale zamiast uchwycić budzącego panikę zbrodniarza, odkrywają całkiem inną, nie mniej ciekawą intrygę, która zahacza o Polskę, Polaków i Powstanie Styczniowe.

Zarówno Kamila Korda jak i Nikodema Ponara znałam z „Przypadku Ritterów” gdzie dali się poznać z jak najlepszej strony. Może i są odrobinę zarozumiali, pewni siebie, ale to nie umniejsza ich zasług w dziedzinie dedukcji, szybkiego kojarzenia faktów i gotowości do poświęceń czy poszukiwaniu prawdy bez względu na konsekwencje. Sporo ryzykują podążając szlakiem kolejnych mordów i szukając wskazówek w miejscach, gdzie panicz dobrego urodzenia nie powinien się zapuszczać. Ciekawość wypiera zdrowy rozsądek, co pomaga odkryć zaskakującą prawdę o polskich emigrantach.

Adam Węgłowski odkrywa przed czytelnikiem historię sztyletników, tajną organizację utworzoną podczas Powstania Styczniowego. Przyznam szczerze, że nigdy nie interesowałam się tym okresem dziejów Polski. Dzięki autorowi poszerzyłam nieco horyzonty, a przedstawiona opowieść całkiem przypadła mi do gustu. Tajemnicza organizacja, konspiracja, tajni likwidatorzy od razu pobudzają apetyt zainteresowania, dociekliwości i poszukiwacza. Adam Węgłowski sprytnie wkomponował swoją intrygę w znaną, głośną, londyńską sprawę Kuby Rozpruwacza, co pozwoliło z elegancja i zgrabnością nawiązać do losów polskich emigrantów. Jeden z nich, skromny, rodzinny, nie rzucający się w oczy  starzec, staje się postacią wyrachowaną, bezlitosną z ogromnym bagażem z przeszłości, o którą upomniała się sprawiedliwość i zemsta. A co najbardziej mnie zaskoczyło? To, że powód tej wendety jest tak prozaiczny, jak samo życie. 

Podobało mi się, że Adam Węgłowski wielkiego trudu przykuwa uwagę i wabi czytelnika dokładnie zaplanowaną przez siebie drogą. Kroczymy po niej niepewni, ale gotowi odkryć, co zastaniemy na jej końcu. Autor próbuje rozproszyć uwagę delikatnym miłosnym wątkiem, ale okazuje się że to tylko etap podróży, mający swoje ukryte znaczenie. W przypadku kryminału retro, nie mniej ważne od ciekawej intrygi, jest określenie ówczesnych realiów. Wydaje mi się, że Adam Węgłowski i w tym aspekcie dobrze się spisał. Gęsta atmosfera strachu, brud i trudne warunki bytowe dzielnicy nędzy, kobiety sprzedające własne ciało, często odurzone, spowite tanim alkoholem i drobni rzezimieszcy oddają klimat Belle époque. 

„Nie wszyscy ludzie są potworami, choć jest ich wśród nas więcej niż byśmy chcieli.”

„Noc sztyletników” to intrygująca pozycja w gatunku kryminał retro. Polecam miłośnikom XIX wiecznego Londynu oraz zagadek kryminalnych zahaczających o polską historię.








„Noc sztyletników” Adam Węgłowski, Oficynka, Gdańsk 2016




Czytaj dalej...

Literat, Agnieszka Pruska



Książki mają i muszą być inspiracją dla ich czytelników. Niestety, zdążą się że są bazą wiedzy dla różnych życiowych degeneratów, przestępców, zbrodniarzy...

Samozwańczy sportowiec znajduje w przydrożnym rowie mumię. To zaskakujące odkrycie  daje początek serii brutalnych zbrodni, które trudno ze sobą połączyć i odnaleźć pomysłowego, ale i bardzo niebezpiecznego mordercę. Tego zadania podejmuje się nadkomisarz Barnaba Uszkier, który nie boi się sięgnąć po nietypowe metody śledcze, by przywrócić spokój mieszkańcom Gdańska i okolicznych miejscowości.

Barnaba Uszkier jest bardzo wdzięczną postacią. Doświadczony policjant, dociekliwy śledczy, oddany mąż i ojciec oraz lojalny przyjaciel. Wydaje się, że mężczyzna nie ma wad. Oj ma jedną, poważną. Jest pracoholikiem, który nie spocznie póki nie ukończy sprawy, nad którą pracuje. Najnowszy niecny bohater przysparza mu wiele pracy, frustrującej niemocy i takiej ilości niewiadomych, z których trudno sklecić sensowny tok wydarzeń. Do czasu. Niestrudzony, niezmordowany nadkomisarz znajduje sposób na sukces. Uruchamia wszystkie swoje kontakty, w policji, w kościele, wśród bezdomnych, członków Klubu Miłośników Kryminałów i rozpoczyna nierówną walkę, specyficzny dialog z brutalnym mordercą.

Agnieszka Pruska stworzyła skomplikowaną intrygę, która początkowo może przypominać chaos, ale z pewnością jest on kontrolowany i zamierzony. Autorka dobrze wgryzła się w świat zbrodni, szeroko określonej kryminalistyki i z lekkością, logiką, spójnością zaserwowała te zamiłowania, doświadczenia swoim czytelnikom. Pomysłowość zbrodni w "Literacie", nie zna granic. Każde morderstwo wydaje się być indywidualnym polem gry pomiędzy mordercą, a policją. Nic bardziej mylnego, to kolejne etapy dużo bardziej karkołomnej rozgrywki, która budzi niepokój, grozę, strach i panikę. Postać samego mordercy jest bardzo ciekawa. Pani Agnieszka pozwala nam zawrzeć z nim znajomość, ale tylko powierzchowną i ograniczonej kontrolą. Metody jego działania, motywy postępowania, jego pokrętny umysł musimy poznać tak jak inni, podczas trudnego, powolnego i drobiazgowego śledztwa. Jednak to co odkryjemy, jest zaskoczeniem i punktem wyjścia do wielu inspirujących dyskusji.

"Literat" to kolejny zajmujący polski kryminał, a Agnieszka Pruska kolejną polską autorką rokującą na twórcę bestsellerów :) Tak trzymać :)







"Literat" Agnieszka Pruska, Oficynka, Gdańsk 2013







Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis :)







Czytaj dalej...

Wchodzisz do gry, Milena Wybraniec


Z debiutami literackimi różnie bywa. Jedne zmuszają do refleksji nad celnymi obserwacjami, poruszającymi kadrami otaczającego nas świata, inne zachwycają siłą wyobraźni i wizją magicznej rzeczywistości, innego wymiaru idealnie zamkniętej w formie fantasy, a zdarza się tak, że obrazy malowane słowem trafiają w próżnię i nie są doceniane przez nikogo. Jak w tych wytycznych odnajduje się powieść Mileny Wybraniec "Wchodzisz do gry"? Odpowiem jednym bardzo optymistycznym zdaniem: Jeżeli autorka tak debiutuje, to aż strach pomyśleć jakie będą jej kolejne książki :)

Wrocław. Wieczorem, na ulicę, przed koła samochodu Lidii, wracającej ze spotkania służbowego, wybiega młoda kobieta. Jest mocno poturbowana: pobita, skrajnie wycieńczona, mocno przerażona. W malignie powtarza słowa o tajemniczej grze, w którą nie chce grać, której się boi i przez którą szuka ratunku u obcych ludzi. Zdenerwowana Lidia przy pomocy kierowcy innego samochodu odwozi zmaltretowaną kobietę do szpitala. Nie może jednak o niej zapomnieć. To wydarzenie staje się przełomowe w życiu Lidii, która przypadkiem staje na drodze niewłaściwych ludzi i wchodzi do gry o najwyższą stawkę... o życie.

"Lidio, to gra emocji, złudzeń i zwykłej ludzkiej zachłanności. Jeśli masz pieniądze, to grasz, ale jak ich nie masz... Naiwni idą zawsze na pierwszy ogień."

Lidia mimo młodego wieku gromadzi w sercu bogactwo doświadczeń i to nie koniecznie tych pozytywnych. Bardzo szybko straciła oboje rodziców. Musiała szybko dojrzeć i poradzić sobie z wyrwą w sercu, jaką pozostawiła śmierć bliskich. Równie szybko kostucha zabiera jej jedyną, prawdziwą, wielką miłość. Po tej stracie nie może się pozbierać. Alkohol staje się lekarstwem na smutki, na samotność, na życie poskładane na prędce. Dopiero pomoc przyjaciół pomaga jej wyjść na prostą, ale obietnicę zapomnienia jaką niesie za sobą butelka whisky pozostała w jej pamięci. I choć próbuje wyeliminować  z głowy tę myśl i nie daje się podejść zgubnemu nałogowi, w trudnych chwilach wyskakuje niczym diabeł z pudełka. W momencie kiedy poznajemy Lidię, wydaje się być pogodzona z losem i odnajduje proste przyjemności codziennego życia. To ułuda, maska, która opada w pewien jesienny, zimny, mglisty wieczór, kiedy w jej życie wkracza Tomasz Raczyński, pobita dziewczyna i tajemnicza gra.


"W tej grze nie ma wygranych lub przegranych. W nią się po prostu gra lub ląduje na stole w prosektorium. I gwarantuję ci, że wizyta na policji tylko to przyspieszy."

Właśnie... Gra...Czym jest i dlaczego budzi przerażenie? To rodzaj ryzykownej zabawy, hazardu dla zblazowanych przedsiębiorców, finansistów, którzy poszukują adrenaliny w nielegalnym kasynie, gdzie stawką oprócz dużych pieniędzy są nieruchomości, wpływy, koneksje, informacje gospodarcze i rządowe, które mogą zmienić losy całego świata po najwyższą ofiarę- życie.
Ktoś bardzo się postarał aby Lidia weszła do gry...Kto za tym stoi i czego oczekuje? Zainteresowanych odsyłam do powieści Mileny Wybraniec. Zapewniam, że warto :)

"To jakaś cholerna zabawa. Przewrotny rodzaj gry o kasę, w której biorą udział tylko ci znudzeni banalną formą zdobywania pieniędzy. Ci, którzy obracają kwotami z bezkresną linią  zer i pożądają już tylko wrażeń. Gra doznań dla ludzi o wyrafinowanych potrzebach i dziewczyn, które godzą się na "wymianę wzajemnych korzyści."

"Wchodzisz do gry" jest thrillerem erotycznym na bardzo dobrym poziomie. Autorka nie epatuje nagością, seksem, wulgarnością. Powiedziałabym nawet, ze sięga po te sceny w uzasadnionych wypadkach, które idealnie wpasowują się w układ scen, zależności pomiędzy bohaterami i gdy wymaga tego zaistniała sytuacja. Podobało mi się takie nienachalne połączenie lekkiej erotyki z brutalnością korupcyjnego świata, brudnych ludzkich żądz, dążenia do władzy, walki o życie, o zachowanie wartości.

"W tej grze rzeczywiście nie ma zasad, przynajmniej tych moralnych, a uczucia obnażają twoją słabość."

Milena Wybraniec bardzo dobrze przemyślała swoją książkę. Miała pomysł, który udało jej się korzystnie sprzedać. Zbudowała postacie, które szybko zapadają w pamięć, którzy, którzy krok po kroku wciągają w swoja historię, dają się lubić, którzy angażują emocjonalnie, z którymi nie chcesz się rozstać kiedy zamykasz książkę. Autorka sprawiła, że wydarzenia, wokół których oscyluje "Wchodzisz do gry" są wiarygodne, są odzwierciedleniem współczesnego świata coraz bardziej zapatrzonego w pieniądze, który nie identyfikuje się z jednostką, który jest zaślepiony na los pojedynczego człowieka. Całość podkreślają lekkie, niebanalne dialogi, prosty acz plastyczny język i kusząca okładka.

Pani Mileno- gratuluję fantastycznego debiutu i liczę na brawurowy atak na rynek wydawniczy z kolejną powieścią. Kupię w ciemno :)





Milena Wybraniec "Wchodzisz do gry", Oficynka, Gdańsk 2014



Recenzja napisana dla serwisu Zaczytaj się :) Gosi bardzo dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :)))



Czytaj dalej...

Witold Tauman "Surogat"


Enigmatyczny i lakoniczny blurb książki "Surogat" pióra fikcyjnego autora Witolda Taumana, niezwykle pobudzająco wpłynął na moją wyobraźnię oraz pragnienie posiadania tej publikacji. Co mnie w niej zafascynowało? Szpital i dołująca diagnoza o nieuleczalnej  chorobie podana bezemocjonalnie, chłodno, bez wiary i bez nadziei na przyszłość. Chciałam poznać reakcję pacjenta, mężczyzny ze śmiertelnym wyrokiem i sposób z jakim poradzi sobie z tą wiadomością i jego dalsze życie z piętnem, oddechem kostuchy na karku.

Od pierwszych słów "Surogat" zaskakuje i z każdym zdaniem staje się bardziej tajemniczy i nieobliczalny. Autor zwraca się do czytelnika per "ty" i snuje opowieść, która równie dobrze mogłaby być Twoim udziałem. To Ty możesz być panem F. To Ty możesz być chory, śmiertelnie chory, i to Ty możesz przebywać w szpitalu, w którym lekarze nie wydają się być dość kompetentni albo na odwrót są zbyt zapatrzeni we własny intelekt, wiedzę, władzę, ego. Zmuszają Cię do zachowań wbrew logice, wbrew naturze, wbrew sobie. Po co? Dlaczego? W pewnym momencie dociera do Ciebie absurdalność całej sytuacji, która paradoksalnie staje się jedyną właściwą drogą.

"Surogata" pochłonęłam w godzinkę. Po lekturze było we mnie więcej pytań niż odpowiedzi. Zatem  przeczytałam ją jeszcze raz, wolniej, uważniej by nic nie przeoczyć i by nic mi nie umknęło. I muszę przyznać, że nie wiem jak podejść do książki, jak ją rozgryźć, jak rozszyfrować, jak przeżywać. Czy czytać ją dosłownie jako eksperyment literacki, zaskakujący formą i treścią, bawić się postaciami, zdarzeniami, sytuacjami, które mogą przybierać różne kształty w zależności od naszych preferencji, naszego usposobienia, wyobraźni?
Czy bardziej skupić się na metaforycznym odniesieniu na współczesne życie: korupcję w medycynie, dążenie do perfekcji, poświęcenie dla idei, ślepe wpatrzenie w autorytety, zawierzenie instytucji zaufania publicznego?
A może właśnie o to chodziło autorowi, by zmusić czytelnika do myślenia, kluczenia, szukania odpowiednich ścieżek, zastanawiania się nad zasadnością powstania tej książki, próbą doszukania się drugiego dna, odniesień do własnych doświadczeń, przeżyć, odczuć, emocji. Jeżeli tak, to się udało. Cały czas chodzę i rozmyślam. Rozkładam ją na czynniki pierwsze, składam w innej kolejności, innej konfiguracji, z innym nastawieniem, a pytania mnożą się w zastraszającym tempie.

Na okładce książki możemy przeczytać, że "Surogat" jest częścią gry literackiej pomiędzy czytelnikiem, autorem a tekstem, rozpisanej na trzy powieści. Czekam na nie z niecierpliwością gdyż jestem ciekawa jak dalej rozwinie się ten eksperyment, czy pojawią się odpowiedzi, czy autor zdradzi się ze swoją koncepcją, czy zaspokoi moje oczekiwania?




Witold Tauman "Surogat", Oficynka, Gdańsk 2014



Recenzja napisana dla serwisu Zaczytajsie.pl


Czytaj dalej...

Co skrywa fromborski kościół?

"Życie ludzkie warte jest coraz mniej".

"Ornat z krwi" Krzysztofa Beśki zaskakiwał mnie na każdym kroku. Nie jest to lektura, którą czyta się jednostajnie od początku do końca. Jest jak sinusoida- raz nie można się od niej oderwać, a raz nie można się zmusić by ponownie po nią sięgnąć. Jest to dla mnie trudne do wyjaśnienia, zrozumienia i nie wiem czym jest spowodowane bo samo zainteresowanie fabułą pozostaje niezmienione.

Królewo i Kwidzyn łączą niespodziewane i brutalne morderstwa popełnione na miejscowych duchownych. Śledztwo w tej tajemniczej sprawie prowadzi między innymi komisarz Matejuk. Jako pierwszy wskazuje pewien fakt, który łączy ofiary i jednocześnie wskazuje kolejną. Jest nią ksiądz Nehring, który mimo ciążącego na nim zagrożenia włącza się do śledztwa i przekazuje komisarzowi istotne informacje. Prowadzą one do byłego kościoła Św. Mikołaja we Fromborku, w którym przeprowadzane są wykopaliska. Komuś bardzo zależy na przejęciu badań. Giną kolejni ludzie. W tych wyjątkowych i niebezpiecznych okolicznościach przecinają się ścieżki archeolożki Ewy Rimmel i dziennikarza Tomasza Horna. Jaki będzie ich udział w śledztwie? Czego szukają? I najważniejsze: czy to znajdą?

Spodobało mi się, że w to śledztwo zostało zaangażowane tak wiele różnych osobowości o skrajnie różnym nastawieniu do życia i światopoglądzie. Ksiądz, który mocno wierzy w swoją posługę duszpasterską oraz posiada ogromną wiedzą wojskową, dziennikarz z "sentymentem do dawnych wieków i nierozwiązanych do dziś zagadek", archeolog zafascynowana historią i komisarz- sceptyk i ateista. Jednak to wybuchowa mieszanka daje realne i namacalne rezultaty. To oni są w centrum wydarzeń i to oni zdobywają wiedzę, która przybliża ich do rozwiązania zagadki.
Komisarz Matejuk chyba najbardziej przypadł mi do serca. Może to zasługa dużego podobieństwa tego bohatera do mojego ojca. Jeden cytat szczególnie odzwierciedlił jego zachowanie: "Matejuk pokręcił głową z politowaniem. Chyba do końca świata ludzie się nie nauczą, że nie mówi się "w Kwidzyniu", tylko "w Kwidzynie". Tym, którzy nie potrafią tego zapamiętać, mieszkańcy miasta podają łatwy przykład: mówi się "w dupie", a nie "w dupiu"!" Jakbym słyszała tatę. Niejednokrotnie byłam świadkiem kiedy wypowiadał dokładnie te słowa :) Od razu naszła mnie myśl, czy każdy mieszkaniec Kwidzyna powtarza ten cytat jak mantrę nierozgarniętym przejezdnym???
Jednak to Tomasz Horn jest najdotkliwiej doświadczonym bohaterem tej książki. Krzysztof Beśka kreuje dla niego całkiem zaskakujący i niewyobrażalny scenariusz. Autor nie tylko daje mu się wykazać siłą charakteru ale i wystawia jego lojalność na próbę. Ewa Rimmel była dla mnie najbardziej nieodgadniona postacią.  Nie wiedziałam czego można się po niej spodziewać i jak się zachowa w kolejnych trudnych i niebezpiecznych sytuacjach. Co się zaś tyczy księdza Nehringa- duchowny odznaczył się pasją, której często brakuje współczesnym duszpasterzom.

Kiedy powieść dotyka tematów religijnych można liczyć albo na wiaronagabywanie, szokowanie odważnymi wypowiedziami, herezjami czy insynuowaniem spisków mających podważyć wiarę.
Krzysztof Beśka mówi głosem społeczeństwa, które zauważa niedociągnięcia, nadużycia i brak wiarygodności duchownych. To oni sami niszczą zaufanie jakie pokładają wierni w swoim Kościele: pedofilia, przymykanie oczu na przestępstwa, niefortunne i krzywdzące wypowiedzi biskupów, zakłamanie, odmowa pomocy itd...
" Damy księdzu, który przychodzi po kolędzie, kopertę z ofiarą, to zapewni nam to bezpieczeństwo na przyszłość. Od czasu do czasu wypada iść do kościoła jak na przegląd rejestracyjny pojazdu. Dziecko wyprawić do komunii, by i ono było bezpieczne i nie czuło się poszkodowane, bo inni dostali prezenty. Wyspowiadać się, żeby nie było ukrytych usterek." Czy to proza życia, czy to brak charyzmatycznych księży sprowadza wiarę na taką ścieżkę?

Całkiem zgrabnie wyszło Krzysztofowi Beśce połączenie współczesnego świata z historycznym testamentem naszego kraju. Teraźniejszość spójnie i płynnie przechodzi w przeszłość i na odwrót. Za sprawą autora przenosimy się w początkowe lata chrystianizacji w Polsce, poprzez Zakony Krzyżackie aż po żywoty Mikołaja Kopernika oraz jego brata Andrzeja. To w historii rozwija się intryga, która niesie spustoszenie i jest powodem śledztwa naszych bohaterów. To właśnie to połączenie wątków każe porównać Pana Beśkę do bestsellerowego autora Dana Browna. Nie spieszyłabym się zanadto z takim szufladkowaniem, choć życzę Panu Krzysztofowi takiego nakładu i sprzedaży jego powieści :)

"Ornat z krwi" choć była dla mnie bardzo kapryśną i wymagającą lekturą, to równocześnie przyniosła mi wiele czytelniczej satysfakcji. 




Krzysztof Beśka "Ornat z krwi", Oficynka, Gdańsk 2013



Podsumowanie


Plusy:
- spójne połączenie wątków współczesnych i historycznych
- intrygujące śledztwo
- intryga z zamierzchłych czasów
- różni i przeciwstawni bohaterowie
- osobiste akcenty (Kwidzyn- miasto rodzinne mojego taty)
- wypowiedzi dotyczące wiary= głos społeczeństwa
- moje ulubione połączenie gatunków

Minusy:
- wymagająca i kapryśna
- wymaga poświęceń

Jednym zdaniem:
Pokuszę się o kolejną powieść Krzysztofa Beśki.

Recenzja napisana dla serwisu Zaczytajsię.pl, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki "Ornat z krwi" :))) Gosi dziękuję za okazane zrozumienie i zaufanie :)

Czytaj dalej...

Brutalna rzeczywistość

Anna Piecyk mieszka i pracuje w Międzyzdrojach. Praca bibliotekarki i spotkania z licznymi pomogły jej uwierzyć w siebie, dzięki czemu sięgnęła po pióro. Pani Anna uważa, że zawsze warto i należy pisać o sprawach trudnych i ważnych, gdyż to one stanowią o naszym człowieczeństwie. Dlatego oddaje w ręce czytelników swoją najnowszą książkę "Matnia", która jest opowieścią o miłości, nienawiści i dramatycznej walce o przeżycie.

Bohaterów "Matni" jest kilku: Grażyna, Alicja, Ryszard, Filip, Tadeusz. Dzieli ich wiek, płeć, doświadczenie oraz lata, w których przyszło im żyć. Łączy jeden wspólny mianownik- alkohol. To on jest czynnikiem niszczącym rodzinę, burzącym spokój, powodującym nieporozumienia, kłótnie wreszcie pijackie burdy. Alkohol jest także motorem napędzającym brutalne zachowania, wywołuje przemoc, ból i ogromne cierpienie zarówno psychiczne jak i fizyczne.

Najgorsze jest to, że wraz z alkoholikiem cierpi cała rodzina, że wszyscy bliscy są współuzależnieni. Potrzeba dużo samokontroli i samozaparcia by wytrwać i uwolnić się z tego chorego środowiska.
Najmłodsi bohaterowie książki nie mają lekkiego i szczęśliwego dzieciństwa. Walczą o uwagę rodziców z nierównym sobie przeciwnikiem- uzależnieniem od alkoholu. Walka ta choć z góry skazana jest na przegraną to dzieci podejmują wyzwanie raz za razem. Tracą przy tym cząstkę swojej osobowości, trwale niszczą zdrowie psychiczne, pomijają swoje potrzeby byle choć na chwilę odzyskać rodziców tylko dla siebie, by poczuć namiastkę normalności- w naszym rozumieniu. Bo jaka jest "normalność" dla tych dzieci? Głód, ból, cierpienie, samotność, poniżenie...

Ich postrzeganie i rozumienie świata bardzo rozczula i wzrusza. Mimo, że tacy mali, to już zostali wrzuceni na głęboką wodę brutalnej rzeczywistości. Doświadczyli takich emocji, takich sytuacji, których nie jeden dorosły nie pozna i nie zrozumie przez całe swoje życie.
Bo jak przyjąć zachowanie matki, która wychodzi na kilka dni i zostawia w domu dwoje małych dzieci i pustą lodówkę? Jak zrozumieć kobietę, która wyrzeka się własnego syna a jednocześnie matkuje obcej dziewczynce? Wreszcie jak wytłumaczyć zachowanie społeczności, która odwraca wzrok od ich nieszczęścia?

Anna Piecyk w "Matni" ukazuje problem alkoholowy w bardzo brutalny sposób. Bohaterów książki dotyka obojętność, zaniedbanie, ogromne cierpienie, przemoc fizyczna i psychiczna, zbrodnia. Autorka pokazuje jak uzależnienie od alkoholu wpływa na każdego członka rodziny, teraz i w przyszłości. Pokazuje także, że uzależnienie działa podstępnie i niszczy człowieka od środka oraz wyciąga z nich wszystkie wady w zwielokrotnionej skali.

"Matnia" to niepozorna, nieobszerna książeczka o rażącej sile przekazu. Alkohol jest wśród nas. Uważaj na jego wpływ, na skutki rujnujące życie, przyszłość, rodzinę. Rozglądnij się i spróbuj dostrzec cierpienie dzieci pijących rodziców...


Podsumowanie

Plusy:
- portret alkoholika
- wpływ uzależnienia na rodzinę, przyszłość, życie
- brutalne słowa, które mają zwrócić uwagę opinii publicznej
- zwięzła o rażącej sile przekazu
- zaskakujące powiązanie bohaterów
- krótkie rozdziały zatytułowane datą i imieniem
- odważna, brutalna, prawdziwa

Minusy:
- zbyt uogólniona
- zbyt mała wiedza (moja) na temat uzależnionej od alkoholu matki, jej przeszłości
- odrobinę za skąpa fabuła (historia, przeszłość, zależności itp.)

Jednym zdaniem:
Kolejna, brutalna odsłona życia osoby uzależnionej.


Anna Piecyk "Matnia", Oficynka, Gdańsk 2013




5-/6

Recenzja napisana dla serwisu Zaczytaj się.


Czytaj dalej...

Koszmary czy rzeczywistość?


Katarzyna Mlek stworzyła przejmującą i zarazem przerażającą historię. Doskonale uchwyciła naturę przemocy i psychozy.


"Zapomnij patrząc na słońce" hipnotyzuje czytelnika złowieszczą okładką. Nie sposób przejść obok niej obojętnie. Cudowny błękit oczu małej, niewinnej dziewczynki i władczy, zakrwawiony kruk tworzą niekonwencjonalną mieszankę nadziei i grozy, śmiałości i strachu, absurdu i realności.

Hania wychowuje się w biednej śląskiej rodzinie na katowickim osiedlu "Tysiąclecie", pachnącym kapustą i gotowanymi ziemniakami. Nie ma łatwego dzieciństwa. Matka obwinia dziewczynkę za ciężki poród, własne niepowodzenia, brak pracy, zmarnowane życie. Daje jej odczuć swoje rozgoryczenie na każdym kroku. Wymówki i obelgi już jej nie wystarczają, coraz częściej rozładowuje swoją złość za pomocą alkoholu i przemocy fizycznej. Hanka znosi swoją dolę z pokorą i spokojem.  Znajduje oparcie w ojcu, ale ten zajęty pracą, ma dla niej stosunkowo niewiele czasu. Wydawałoby się, że Hania odnajdzie wybawienie w nocnym odpoczynku. Nic z tego. Dziewczynkę w koszmarnych snach nawiedza upiorny kruk. Zabiera ją w chaotyczne podróże pełne przemocy i śmierci. Po przebudzeniu Hania nie potrafi zrozumieć tych dziwacznych, absurdalnych snów. Za radą taty co rano spogląda na słońce i zapomina o koszmarach. Z czasem dochodzi do eskalacji przemocy a życie Hanki diametralnie się zmienia.

Katarzyna Mlek z odwagą i szczerością kreuje świat Hanki naznaczony przemocą. Próbuje dociec narodzin człowieczej degradacji, zboczenia ze ścieżki ogólnie pojmowanego dobra, dojrzewania zła i ludzkiej potworności oraz stoczenie się w otchłań własnych niegodziwości. Sabina, matka Hanki budzi moją odrazę. Nie potrafię zrozumieć jej obojętności a potem wściekłości do własnego dziecka. Piekło jakie stworzyła tej małej dziewczynce jest dla mnie niepojęte i zasługuje na wszelką naganę. Jednak najgorsza jest świadomość, że takich dzieci i takich matek są tysiące. Mamy na to przykład w gazetach i telewizji.

Chociaż postępowanie Sabiny jest odrażające, to nie tak zaskakujące jak zachowanie Hani. Dziewczynka znosi swoje upokorzenia bez jednego słowa, bez płaczu, bez rozpaczy. Wie, że to tylko pogorszy jej sytuację. Ta siedmiolatka jest nad wiek dojrzała i wykazuje więcej zdrowego rozsądku niż niejeden dorosły. Niestety jej nauczycielem jest potworna rzeczywistość a nie zbieranie różnorodnych doświadczeń. Czy jej koszmary senne są wynikiem  nagminnego obcowania ze złem? Czego dotyczą, jak je rozszyfrować?

Znaczenie kruka w słowniku sennym, jego symbolika jest w głównej mierze negatywna. Przywołuje na myśl okrucieństwo, śmierć, niepokój i przynosi złą wróżbę. W książce znajdziemy odzwierciedlenie tych słów w całej okazałości. Groza, horror, strach nabierze dla nas innego wymiaru.

Katarzyna Mlek w książce "Zapomnij patrząc na słońce" stworzyła przejmującą i zarazem przerażającą historię. Doskonale uchwyciła naturę przemocy i psychozy.  Każda kolejna kartka, rozdział dotyka naszych osobistych doświadczeń, obaw, strachu i pozwala wierzyć w realność każdego słowa. Gratuluję także autorce umiejętnego połączenia fikcji literackiej z autentycznymi wydarzeniami. Czytelnik z łatwością odnajdzie odniesienia do rzeczywistych tragedii i katastrof, co jeszcze bardziej urealni całą historię. Przeżycia Hanki i jej rodziny jeżą włos na głowie, a każdy kruk będzie mi się od tej chwili jednoznacznie kojarzył z tą książką.



Katarzyna Mlek "Zapomnij patrząc na słońce", Oficynka 2013





5+/6


Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis, któremu bardzo dziękuję za egzemplarz recenzyjny :))))


Czytaj dalej...

"Krew, pot i łzy" Carla Mori

W Posłowiu od autorki czytamy: „Częstochowa, moje rodzinne miasto, jest i zawsze będzie dla mnie jednym z najważniejszych miejsc na świecie. Tutaj się urodziłam, tutaj spędziłam dzieciństwo i wczesną młodość, tutaj zostawiłam przyjaciół i rodzinę. Takie wspaniałe i intrygujące miasto warte jest literackiej historii na miarę Kodu Leonarda da Vinci czy Egzorcysty”. Czy Carli Mori udało zbliżyć się do wyznaczonego celu?
Ciężarna dziennikarka Klara Wasowska powraca w rodzinne strony by napisać demaskatorski artykuł o ciemnych interesach i machlojkach prezydenta Częstochowy. Powrót, w żadnym razie, nie jest sentymentalną podróżą w urocze zakątki rodzinnego miasta. To traumatyczne przeżycie, droga przez mękę, rozdrapywanie ledwo zabliźnionych ran.
Jakby tego było mało, Klara zostaje uwikłana w śledztwo dotyczące tajemniczych, rytualnych morderstw. Wszystkie tropy prowadzą do jasnogórskiego klasztoru…
„Krew, pot i łzy” to debiut literacki Carli Mori, debiut bardzo, bardzo udany. Autorka idealnie połączyła cechy kryminału, thrillera i elementy horroru. Jednak prawdziwym smaczkiem jest kontrowersyjny pomysł na uwikłanie Jasnej Góry w niebezpieczny spisek, czarną magię, kult szatana oraz jawną krytykę i manifest wobec polityki Kościoła. Podziwiam Carlę Mori za odwagę z jaką, za pośrednictwem Klary, wygłasza opinie piętnujące niektóre zachowania i decyzje duchownych. Także wiernych nie ominie nagana. Bezmyślne klepanie pacierzy, nieszczere intencje bądź też na odwrót manifestacyjne wypełnianie praktyk religijnych to niestety typowy wyznacznik naszej wiary. Słowa autorki są mocne w wyrazie i odbiorze, z pewnością zszokują niejednego pobożnego katolika. Z kolei odważne tezy wysunięte przez Panią Mori, jakoby Kościół katolicki od wieków składał hołd Antychrystowi oszukując tym samym wiernych, odbiją się szerokim echem w wielu kręgach polskiego społeczeństwa. Mam nadzieję, że Carla Mori uniknie spalenia na stosie, a jej książka dotrze do szerokiego grona odbiorców.
Głównymi bohaterkami powieści są przyjaciółki: Klara i Zuzanna- silne i bardzo energiczne kobiety. Te superwomenki nie są pozbawione także ludzkich cech, w których jest miejsce na niepewność, niemoc, niezdarność, ból a nawet rozpacz. Obie panie poza prowadzonym śledztwem mają własne problemy. Klara nie znajduje zrozumienia u swoich rodziców. Nie akceptują jej panieńskiej ciąży, nie rozumieją jej postępowania i po cichu zazdroszczą ucieczki ze Świętego Miasta. Zuzanna z kolei nie może znieść potworności jakie przynosi jej praca (prokurator). Na zewnątrz zgrywa twardzielkę, ale w środku jest miękka jak wosk. Każde kolejne morderstwo uderza ją prosto w serce. Swój ból próbuje utopić w alkoholu.
Przyjaciółki nie poddają się i mimo przeciwności śmiało prą do satysfakcjonującego rozwiązania.
Postacie męskie nie są tak dominujące, mimo to również zasługują na wzmiankę. Komisarz Malinowski to homofob pełną gębą. Osobiście bardzo drażniły mnie jego żarciki i komentarze. Jest również Janusz, były ksiądz, ukochany Klary… Niejednoznaczna postać…
Fabuła „Krwi, potu i łez” opiera się przede wszystkim na kryminalno- śledzczej grze pomiędzy komisarzem Malinowskim, Zuzanną Bachledą, Klarą Wasowską a tajemniczym zakonnikiem. Elementy śledztwa, wskazówki, informacje gładko wyłaniają się w toku opowieści i choć wyglądają na znalezione przypadkowo, to mają całkiem logiczne wyjaśnienie i spójnie współgrają z konstrukcją powieści. Akcja jest zmienna jak kobieca dusza, raz gna na złamanie karku, a kiedy indziej zwalnia by dać wytchnienie czytelnikowi, a tuż przed finałem jest niezwykle brutalna i krwawa.
Prosty acz barwny i plastyczny język pobudza wyobraźnię, pozwala wczuć się w zimny i coraz mroczniejszy klimat powieści. Obraz upadłego Kościoła, kult szatana i inne złe duchy jeżą włos na głowie, ale zmuszają także do refleksji nad religią i drogą, w którą zmierza nasza wiara.
„Krew, pot i łzy” to najbardziej kontrowersyjna książka od czasów „Kodu Leonarda da Vinci”, jaką przeczytałam. Polecam z całego serca. Spieszcie się i sięgnijcie po debiutancką powieść Carli Mori zanim zostanie wpisana na listę Zakazanych Książek :)




Carla Mori "Krew, pot i łzy", Oficynka 2013, ISBN: 978-83-6246-566-8

5+/6

Recenzja napisana dla serwisu Zaczytajsię, któremu pięknie dziękuję za egzemparz recenzyjny książki :))) Dziękuję za zaufanie :)))



Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka