Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prestigio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prestigio. Pokaż wszystkie posty

Przedpremierowo: Początek wszystkiego, Robyn Schneider

Premiera: 14 czerwiec 2017




Życie potrafi całkowicie zaskoczyć. To, co wydaje się katastrofą, końcem planów i marzeń może okazać się początkiem całkiem innej ścieżki, innego sposobu na osiągnięcie szczęścia.

Ezra Faulkner jest dobrze zapowiadającym się sportowcem, a jego uroda, dowcip, styl bycia, charyzma przyciąga zarówno męską i żeńską część szkoły. Po prostu jest lubiany i popularny w swoim środowisku. Wypadek samochodowy, kalectwo wszystko zmienia. Ezra w jednej chwili traci dziewczynę, przyjaciół i widoki na sportową karierę. Staje się szkolnym odludkiem. Cassidy Thorpe to dziewczyna, która z przebojem wkracza w życie Ezry i na nowo rozbudza nadzieję na spełnienie.

Przy pierwszym spotkaniu, Ezra nie wyróżnia się niczym pośród nastolatków, którzy go otaczają. Jest wesoły, beztroski i czerpie z życia pełnymi garściami. Nie obawia się o jutro i jest pewny, że to co go spotyka zwyczajnie mu się należy. Nie przejmuje się drobnymi potknięciami, nie zastanawia go nawet rozstanie z najlepszym przyjacielem. Wypadek samochodowy wszystko zmienia. Chłopak ze szkolnej gwiazdy zmienia się w odludka, a samotność pozwala wciąż na nowo rozpamiętywać bolesne straty. Nie zależy mu na zmianach, w swoich rozmyślaniach i planach nie wychodzi daleko naprzód. Dopiero pojawienie się nowej uczennicy, Cassidy zmienia jego stosunek do życia. Dziewczyna jest pełna optymizmu, energii, ciekawa świata i na wszystko ma odpowiedź, często w postaci cytatów z książek. Porywa Ezrę i narzuca mu swój styl bycia. Namawia go na nowe doświadczenia, wyciąga ze skorupy samotności. Okazuje się, ze kalectwo nie musi zamykać mu drogi do szczęścia, że zawsze można odnaleźć ścieżkę, która może i prowadzi w inne miejsce, ale równie ciekawe i satysfakcjonujące.

Ezra i Cassidy doskonale się uzupełniają. Oboje mają nauczyć siebie czegoś o życiu. Ezra to doskonały przykład nastolatka, który miał wszystko, ale też wszystko stracił w jednej chwili. Jego emocje są przedstawione bardzo realnie, a gorycz straty dotyka najczulszych strun naszego serca. Przecież każdy z nas ma taki etap za sobą, kiedy wydawało się, że to już koniec i żadnych więcej szans na nas nie czeka. Cassidy to wulkan energii, która wnosi do książki ożywienie, radość, ekscytację. Nosi w sobie jednak pewien sekret, który sprawia, że jej postawa staje się bardziej znacząca, warta zauważenia.

Nie wszystkie postaci występujące w „Początek wszystkiego” przypadły mi do gustu. Autorce nie udało się uniknąć czarno- białego schematu. Gwiazdy football'u to dość tępi mięśniacy, a ich partnerki to dziewczyny pragnące być w centrum uwagi bez względu na uczucia, oczekiwania. Na szczęście są to role drugoplanowe, które mają zadanie wyłuszczyć pewne wartości, a oni sami nie mają większego znaczenia.

Robyn Schneider stawia na miłość i przyjaźń. W swojej powieści doskonale je łączy i uzupełnia. Udowadnia, że trwałe fundamenty są budowane na emocjach, na wspólnych przeżyciach, bliskości, a nie statusu, pochodzenia czy popularności. Ezra na własnej skórze przekonał się, że przyjacielem nie jest ten, który ogrzewa się w naszym blasku, ale ten, który w najcięższych chwilach potrafi wyciągnąć rękę i podnieść z dna rozpaczy.

„Początek wszystkiego”  to historia nastolatków dotkniętych bólem, cierpieniem, bezsilnością. Mimo młodego wieku ich bagaż doświadczeń może przygnieść nie jednego dorosłego. A jednak  Robyn Schneider z wysmakowanym dowcipem, lekkością pióra pozwala natchnąć nadzieją, a smutek przemienia w gotowość do działania, energię i ekscytujące oczekiwanie na kolejną szansę.


„Początek wszystkiego” to doskonała lektura dla każdego i na każdym etapie życia. Pozwala otrząsnąć się z codziennej rzeczywistości i popycha do poszukiwań nowych, nieoczywistych celów.








„Początek wszystkiego” Robyn Schneider, tł. Aga Zano, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017





Mam dla Was specjalny, przedpremierowy fragment powieści „Początek wszystkiego” :) Miłego zaczytania ♥




Czytaj dalej...

Pamiętnik Mary Berg

19 kwietnia obchodziliśmy 73 rocznicę wybuchu Powstania w gettcie warszawskim. Uczciliśmy pamięć Powstańców, wspominaliśmy ich bohaterstwo, poświęcenie i męczeńską śmierć. Będąc w tych czasach, tych emocjach sięgnęłam po wyjątkowy pamiętnik, wyjątkowej dziewczyny Mary Berg, która dorastała, dojrzewała w gettcie warszawskim. W sposób bardzo szczegółowy zapisywała swoje przeżycia, obserwacje by opowiedzieć światu o swoich pobratymcach, pomścić ich walkę, cierpienie, upokorzenie oraz upomnieć się o zemstę dla nazistowskich potworów. 

"Teraz, kiedy wszyscy już znają ostateczny los getta, jeszcze większe znaczenie ma dla nas poznanie szczegółów życia jego społeczności, które trwało, a nawet niekiedy kwitło, mimo strasznych warunków egzystencji."

Mary Berg (Mary Wittenberg) była córką bogatych i wpływowych Żydów z Łodzi. Jej matka była amerykanką, projektantką mody, a ojciec znanym malarzem i handlarzem antykami. Zawierucha wojenna zaprowadziła ich do okupowanej Warszawy, a nazistowska polityka zamknęła w gettcie. Sytuacja Mary i jej rodziny była nietypowa bo amerykańskie pochodzenie matki stało się ochroną i przepustką do uprzywilejowanych warunków życia. Nie oszukujmy się. Nie gwarantowało wygód i dobrobytu, ale dawało szansę na przetrwanie. Omijały ich przesiedlenia i wywózki, a koneksje i zgromadzone przed wojną bogactwo pozwoliło uniknąć głodu. Jednak nie zamknęło oczu na okrucieństwo, bestialstwo nazistów wobec ich pobratymców, sąsiadów, przyjaciół. Mary skrupulatnie zapisywał obserwowane, często drastyczne i ekstremalne sytuacje, eskalację nienawiści. Co więcej Mary zauważała różnice i nierówności, które biednym Żydom niosą śmierć, a bogatym względny spokój i pełny żołądek. Na miarę własnych możliwości starała się pomóc mniej uprzywilejowanym krewnym i znajomym, ale to wciąż za mało. Irytowała się na brak wsparcia Polaków czy państw neutralnych, nie biorących udziału w wojnie, którzy zdawali się nie widzieć cierpienia Żydów w gettcie i obozach zagłady. 



Ze względu na amerykański paszport matki, Mary Berg i jej rodzinie udało się opuścić getto tuż przed jego likwidacją i największymi wywózkami do Auschwitz- Birkenau. Trafili do obozu przejściowego w Vittel we Francji, a potem do Ameryki. Jej zapiski ukazały się drukiem już w lutym 1945 roku, a sama Mary nie ustawała w próbach otwarcia światu oczu na tragedię, cierpienie i śmierć Żydów. 

Nie ukrywam, że lektura "Pamiętnika Mary Berg" jest trudna, a to ze względu na ogrom cierpienia ofiar i bestialstwa katów. Pomiędzy tym co bolesne opisuje codzienne życie getta, które nie było pozbawione rozrywek, przyjemności, nauki, radości i miłości. To właśnie ta plątanina szczęścia, niepewności przyszłości, ogromnego bólu fizycznego i psychicznego sprawia, że od pamiętnika nie można się oderwać, mimo igieł wbijanych w serce, mimo lodowych obręczy zaciskających rozum. Przekaz Mary jest bardzo prosty i czytelny. Dziewczyna nie próbuje niczego ubarwiać, ani niczego pomijać. Relacjonuje z rzetelnością i sumiennością nawet te najbardziej drastyczne, traumatyczne wydarzenia. Rysuje obraz ludzi przejętych swym położeniem, pełnych strachu, niepewności, swojego rodzaju otępienia, a czasem też pogodzenia z losem i zgodą na śmierć. Zauważa też, co mnie najbardziej zabolało, polski antysemityzm, brak chęci w niesieniu pomocy czy próby bogacenia się na krzywdzie prześladowanych Żydów. Co prawda wspomniała o tych Polakach co pomagali, ale w jej oczach były to jednostki. 

"Dla ludzi getto to jak w kinie: ciągła, nieustająca groza. A to nie tak. Groza otaczała nas wciąż, ale normalne życie toczyło się obok. W getcie były flirty, miłostki, koncerty, teatr. Ludzie chodzili do restauracji. A za restauracją ktoś umierał z głodu. Normalność i nienormalność splatały się nieustająco."

Spojrzenie na wojnę, nazizm, getto oczami  młodej dziewczyny daje niewiarygodny rezultat i burzę emocji. Daje nam dostrzec to, co do tej pory nam umykało, co zostało przemilczane czy niezauważone. Jesteśmy również świadkami emocjonalnej bitwy w sercu Mary, która obwinia się o swoje uprzywilejowane położenie, o swoje przetrwanie, o swoje życie. 

Myślę, że kanon lektur szkolnych powinien wzbogacić się o "Pamiętnik Mary Berg"!









"Pamiętnik Mary Berg", tł. Adam Tuz, wyd. IV,  Prószyński i s- ka, Warszawa 2016






* zdjęcia pochodzą z książki "Pamiętnik Mary Berg"












Czytaj dalej...

Spalić wiedźmę, Magdalena Kubasiewicz


Powieści debiutujących autorów są jedną wielką niewiadomą. Czasem przynoszą rozczarowanie, ale częściej zapraszają w podróż pełną niespodzianek. 

Sara Weronika Sokolska, zwana Saniką jest Pierwszą Czarownicą Polanii i zaufaną przyjaciółką króla. Kiedy w Krakowie wybuchają zamieszki, a władzę próbują przejąć demony to Sara przejmuje na siebie ciężar obrony kraju i jego niewinnych mieszkańców. Niestety, nie udaje jej się znaleźć sojuszników, a pozostali magowie liczą na porażkę, by z łatwością przejąć jeden z najważniejszych urzędów oraz przynależny splendor. Czy Sarze uda się ocalić Polanię i zaszczytne stanowisko?

Bardzo spodobała mi się główna bohaterka, buńczuczna, niesforna, bezczelna, obdarzona niewyparzonym językiem. Nie przejmuje się ani swoim wyglądem, ani zachowaniem nawet w towarzystwie króla. Prawdopodobnie wynika to z jej przeszłości, a także z tego, że nie jest akceptowana w swoim magicznym środowisku. Sara jest samoukiem, nie uczęszczała do elitarnych szkół i nie pozwoliła szkolić się wpływowym czarodziejom. Dlatego jej stanowisko, Pierwszej Czarownicy Polanii, jest przedmiotem zazdrości i ogólnego zdziwienia. Sara musiała nauczyć się nie przejmować plotkami i pułapkami, w które często jest popychana, tak żeby zniesławić jej imię, zrzucić z piedestału. Zamieszki w Krakowie są idealnym pretekstem do zastawienia zasadzek i zarzucenia sieci intryg. Na szczęście dziewczyna jest na tyle inteligentna i zdeterminowana by dojrzeć podstęp i skupić się na tym , co najważniejsze.
Co jest zadziwiające (obserwując ówczesne trendy na rynku wydawniczym), główna bohaterka nie zakochuje się i tym samym nie rozprasza zawiłymi uczuciami.  Dla ocieplenia jej wizerunku wprowadzona została przyjaźń, trochę szorstka i chłodna, ale dająca oparcie w najtrudniejszych chwilach.

Świat, w którym poruszają się bohaterowie to idealne połączenie współczesności i dawnych czasów. Na każdym kroku doświadczamy bogatej krakowskiej kultury, historii, legend, podane w sposób bardziej demoniczny, tajemniczy, magiczny. Magdalena Kubasiewicz odkrywa alternatywną rzeczywistość, w której np.: mistrz Twardowski czy Smok Wawelski odgrywają dużo ważniejszą, przerażającą rolę. Autorka doskonale poradziła sobie w tej materii czyniąc Kraków jeszcze bardziej klimatycznym miejscem, w którym historia przeplata się ze współczesnością, a szara codzienność z  barwną feerią magicznych mocy. 

Akcja powieści "Spalić wiedźmę" jest bardzo dynamiczna, pełna zaklęć, demonicznych potyczek, walki dobra ze złem. Losy bohaterów nie są przesądzone. Zmieniają się ze sceny na scenę, z sytuacji na sytuację, czym budzą coraz większe zainteresowanie i niecierpliwe oczekiwanie. 

"Spalić wiedźmę" to udany debiut Magdaleny Kubasiewicz. Pozwoliła mi odkryć Kraków na  nowo i spojrzeć na niego przez pryzmat fantastycznej wyobraźni autorki. Połączenia płaszczyzn czasowych, współczesności i średniowiecznego anturażu, etykiety to coś co może się podobać. Ja jestem zadowolona z lektury i chętnie poczytałabym o kolejnych przygodach awanturniczej Saniki.







"Spalić wiedźmę" Magdalena Kubasiewicz, Genius Creations







Czytaj dalej...

Były sobie świnki trzy, Olga Rudnicka



"Facet to świnia.
Mówisz, że ty o tym wiesz..."*

Olga Rudnicka zasłynęła z barwnych kryminałów okraszonych pokaźną szczyptą czarnego humoru. Uwielbiam takie połączenia więc nie mogłam odmówić sobie przyjemności lektury najnowszej powieści autorki "Były sobie świnki trzy".

Tadeusz, Tobiasz i Maciej  to wpływowi obywatele Warszawy. W życiu zawodowym radzą sobie doskonale, a wśród współpracowników budzą jednocześnie strach i podziw. W życiu prywatnym natomiast ponieśli spektakularną klapę, co gorsza wydają się tego nie zauważać. Ich żony Jolanta, Kama i Martusia nie zamierzają tracić u ich boku kolejnych lat życia. Niestety, rozwód nie jest dla nich korzystny, szczególnie pod względem materialnym. Panie rozważają zatem inną możliwość pozbycia się mężów. Tak, pozbycia się, w dosłownym tego słowa znaczeniu...

Trzy bohaterki w średnim wieku, znudzone małżeństwem, rodziną, szarą, nudną rzeczywistością, która diametralnie różni się od ich wyobrażeń o życiu to może przejaskrawiony ale prawdziwy obraz wielu przedstawicielek kobiecej płci. Nie czują się na siłach zaczynać wszystkiego od początku, a nie wyobrażają sobie trwania w obecnym marazmie. Co zrobić by coś zmienić, a jednak pozostawić bez wyraźnych różnic? Jak pozbyć się męża i jednocześnie nie narazić się wymiarowi sprawiedliwości? Czy można popełnić zbrodnię doskonałą?
Czytając rozważania Joli, Kamy i Martusi można by pomyśleć, że nie grzeszą rozumem. Jednak jakimś dziwnym zrządzeniem losu, ich plany nabierają kształtów, zaskakujących, przerażających, rozbawiających. To połączenie zbrodni i komedii wyszło Pani Oldze idealnie. Nie mogłam się oprzeć chęci poznania tej historii od samego początku do ostatniej kropki, a każda chwila przystanku czy rozkojarzenia była przyjmowana z groźnym pomrukiem niezadowolenia. 

"Życie jest takie niesprawiedliwe dla sponiewieranych żon. Ile wyrzeczeń, ile poświęcenia trzeba włożyć w małżeństwo, a i tak jedyne, co można dostać w zamian, to kopniak w tyłek na odchodne."

Podobali mi się barwni bohaterowie. Co prawda cechy ich charakteru były przerysowane i wyolbrzymione, ale idealnie pasowały do pomysłu i konwencji powieści. Tacy mają być by historia trzymała się kupy i wywołała określone emocje. Tadeusz, Tobiasz i Maciej to tacy mężczyźni, których strata nie byłaby bolesna. Więcej, jest westchnieniem ulgi dla wielu osób, począwszy od rodziny, na współpracownikach i klientach kończąc. Ich czarne charaktery, materialistyczne podejście do życia i obłudne postępowanie sprawia, że czujemy sympatię do potencjalnych zbrodniarek. I nie chodzi tu jedynie o współczucie ale i kobiecą solidarność.

Przedstawione w powieści pomysły na pozbycie się mężów to nie jakieś skomplikowane plany, które trudno wprowadzić w czyn. Są dość powszednie, żeby nie powiedzieć oklepane. Ale sposób w jaki przedstawia je Olga Rudnicka niesie multum komplikacji i pobocznych scenariuszy, które pobudzają wyobraźnię i wywołują różnorodne emocje. 

"Jolka miała rację, ta świnia jest pozbawiona wszelkich ludzkich odruchów. Gdyby miał choć odrobinę przyzwoitości, po prostu zszedłby nam z drogi – powiedziała z urazą. – Nie dość, że zdradza i chce się rozwieść, to jeszcze nie potrafi umrzeć jak należy. W dodatku już drugi raz."

Pani Olgo! Pochłaniałam książkę z wypiekami na policzkach i ogromnym uśmiechem :D Ba! Wybuchając śmiechem, który okropnie zaciekawił mojego męża. Moje tłumaczenie, że przyuczam się do zbrodni doskonałej, przyjął z zaskoczeniem, które jeszcze bardziej mnie rozbawiło ;)

"Były sobie świnki trzy" to powieść na niebanalną rozrywkę i sposób na mile spędzone popołudnie. 








"Były sobie świnki trzy" Olga Rudnicka, Prószyński i s- ka, Warszawa 2016





* cytat z piosenki Big Cyc "Facet to świnia"




Czytaj dalej...

Samulka, Kinga Facon



Życie potrafi przygnieść swoim ciężarem. I kiedy wydaje się już, że wszystko jest ok, już nic złego nie może się przytrafić, dopada nas, przytrzymuje mackami i pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Może moje słowa są zbyt mocne, dosadne i złowróżebne... Może... Jestem w takim momencie, kiedy wszystko wali mi się na głowę, jakby zostały na mnie spuszczone wszystkie plagi dociskające nieszczęściem... I może właśnie dlatego tak dobrze rozumiałam bohaterkę najnowszej powieści z oferty wydawnictwa Otwarte, "Samulka" Kingi Facon. Kobieta po przejściach, w średnim wieku, z traumą, z tajemnicą z przeszłości, wiedząca czym grozi życie... Sama we wszechświecie? Samulka? Samotna?

Ewa przeprowadza się do małej miejscowości, gdzieś na końcu świata, by na nowo odnaleźć sens życia. Wydarzenia z przeszłości na dobre zagubiły w niej radość, szczęście, poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości. Spokój przywracają jej codzienne rytuały, książki z klasyki literatury i ich bohaterowie, z którymi przeprowadza ciekawe konwersacje. Z czasem podobne znaczenie mają dla niej spacery z psem, rozmowy z miejscowymi bibliotekarkami i pracownikami kawiarenki parafialnej "Pod Aniołami". 

Ewka, to dla mnie bohaterka inna niż jej podobne ze współczesnej powieści obyczajowej. Nie wystarczy jej kilka dobrych słów i uśmiechów by zmienić swoje życie i poukładać je czy zacząć od początku. W "Samulce" obserwujemy powolny, niespieszny rozwój kobiety, jej dostosowywanie się i zapoznawanie z nową rzeczywistością. Postępy Ewy nie zawsze są jednoznaczne, spektakularne. Często cofa się, chowa w swojej skorupie i całą drogę musi rozpoczynać od początku. Jednak to właśnie ta niepewność, strach przed życiem, przyszłością czyni ją postacią realną, bliską, prawdziwą. Zachwyca w niej także ironia z jaką patrzy na siebie, swoje otoczenie, bliskich, znajomych, uczucia i przeżycia. Mimo zawirowań z przeszłości, wynikającej z niej depresji, jakiegoś oderwania od rzeczywistości, Ewa stoi twardo na ziemi i z dużą dozą wiarygodności ocenia, podsumowuje codzienność szarą, zwykłą, ale i tę nietypową, nietuzinkową, wyjątkową.  

Kinga Facon jest niezwykłą obserwatorką życia i umiejętnie przelewa swoje obserwacje na papier. Wciąga czytelnika w swój świat i potrafi go zatrzymać na długo. Zaciekawia tajemnicą z przeszłości, pozwala rozczulić się nad bardzo intymnymi rozmowami z bohaterami z książek, najwybitniejszych tytułów z klasyki literatury oraz jej współczesnych zdobyczy. Autorka pozwala również na odrobinę współczucia, złości, radości, łez, śmiechu w dobrze dobranych proporcjach. 

Samulka, jej mieszkańcy, ich dobra energia, ogrom ludzkiej życzliwości i serca pomogły mi zapomnieć o własnych problemach, choć na kilka godzin. 








"Samulka" Kinga Facon, Otwarte, Kraków 2016








* zdjęcie zaczerpnięte z fanpage' a wydawnictwa.







Czytaj dalej...

Mam na imię Freedom, Jax Miller



Jedna chwila, zauroczenie, nieprzemyślana decyzja może tworzyć ciąg wydarzeń, na którego końcu czai się tragedia. 

Tak właśnie było w przypadku Nessy, bohaterki powieści "Mam na imię Freedom" pióra debiutującej Jax Miller. Młodzieńcza miłość, zaślepienie i nieumiejętność wyjścia z patowej sytuacji skutkuje morderstwem, więzieniem, utratą dzieci. Jednak kto tak na prawdę jest winny tej zbrodni? Nieśmiała i skryta Nessy, obsesyjnie w niej zakochany szwagier, a może poniewierany i przez lata tłamszony kaleki członek rodziny? 

Całą prawdę i jej następstwa poznajemy dzięki Freedom Oliver. Ta zadziorna, arogancka i często w sztok pijana pracownica rockandrollowego baru, skrywa wiele tajemnic. Nikt nie zna jej przeszłości, z nikim nie dzieli swoich trosk i zmartwień. Jedynym pocieszycielem jest butelka whisky, miejscowy policjant i charyzmatyczny pastor z Kościoła Adwentystów Dnia Trzeciego. Co ją łączy z Nessy i dlaczego jej historia jest dla niej taka ważna. Żeby rozwiązać zagadkę jest w stanie poświęcić swoje życie i wolność. I rzeczywiście droga do poznania prawdy jest kręta i bardzo niebezpieczna. Pościgi, bójki, uprowadzenia, znęcanie, pobicie, gwałt i postrzelenia przeplatają się by na samym końcu wybuchnąć feerią nienawiści. 

Jax Miller to nowy głos w gatunku sensacja/ thriller i to wielce obiecujący. W każdym napisanym słowie można dostrzec ogrom pracy w nie włożony i dobry research. Fabuła jest przemyślana i tak skonstruowana by jak najmniej odsłonić i wzbudzić jak największą ciekawość. Ja z łatwością dałam się złapać na ten haczyk i połykałam kolejne rozdziały w tempie pendolino, raz przecierając oczy ze zdumienia, raz z oburzenia. Autorka bowiem łączy w swojej powieści kilka kontrowersyjnych wątków: przemoc w rodzinie, wykorzystanie władzy, niewzruszoną biurokrację ośrodków adopcyjnych czy fanatyzm religijny, wpływ pseudo pastorów na wiernych i okrutną działalność sekt. Te tematy śmiało można wykorzystać oddzielnie. Jednak Jax Miller udało się je połączyć w jedną spójną, wciągającą i przerażającą całość. 

Jak już wcześniej wspomniałam akcja jest utrzymana w szybkim tempie, pełna zwrotów akcji, co osobiście uwielbiam. Jest także nieprzewidywalna bo nie wszystkie wątki kończą się według oczekiwań, co nie znaczy że rozczarowują. Nie, dają większe pole do przemyśleń, tworzą kolejne pytania. Bohaterowie są wyraziści, bardzo dobrze sportretowani. Znamy ich przeszłość, wybory, możemy domniemywać kolejnych decyzji. Potrafią również zaskoczyć nietypowym zachowaniem czy skrywaną umiejętnością. Bardzo fajnie sie uzupełniają i doskonale wpisują się w ton i klimat powieści. 

Nie pozostało mi nic innego jak polecić Wam "Mam na imię Freedom" i życzyć wrażeń i emocji podobnych do moich :)







"Mam na imię Freedom" Jax Miller, tł. , Prószyński i s- ka, Warszawa 2015







Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa :)




Czytaj dalej...

Szukając szczęścia, Aneta Krasińska

Rodzicielstwo, a w szczególności opieka nad chorym dzieckiem to swoisty sprawdzian dla małżeństwa. Właśnie w takich sytuacjach wyłania się prawdziwa twarz partnera i jego charakter. 

Malwina i Artur stanęli przed takim sprawdzianem. Ich wymarzone dziecko rodzi się z wadą genetyczną. Lekarze diagnozują u małej Dagusi zespół Pierre' a Robina, co powoduje szereg mikropęknięć prowadzących do rozluźnienia więzi i rozpadu rodziny. Malwina zatem sama musi zmagać się z konsekwencjami choroby córki, kolejnymi etapami rozwoju dziecka, jej rehabilitacji. Artur zaś znika z oczu swoich bliskich i zupełnie nie interesuje się dalszym losem swojego potomka. 

Aneta Krasińska nie boi się trudnych, kontrowersyjnych tematów. W poprzedniej książce zwróciła naszą uwagę na zakazaną miłość pomiędzy kobietą, a księdzem i zmusiła do refleksji nad zasadnością istnienia celibatu. W swojej najnowszej powieści "Szukając szczęścia" ukazuje rodzinę nieidealną, obarczoną chorobą i nieumiejętnością radzenia sobie z bólem, cierpieniem bliskich oraz brakiem dojrzałości czy ponoszenia odpowiedzialności za własne czyny, wybory. 


Chcielibyśmy wierzyć, że rodzina to więź nierozerwalna i nic, i nikt nie może naruszyć jej fundamentu. Niestety... Z każdym dniem poznajemy nowe dowody na to, że rodzina staje się jedynie kontraktem, który można zerwać w każdym momencie... Artur jest tego doskonałym przykładem. Choroba córki w pełni jego słaby charakter i skostaniałe serce. Okropnie irytowała mnie ta postać. Nie potrafię zrozumieć takich ludzi i nie chcę mieć ich w gronie swoich przyjciół i znajomych. Odpowiedzialność za drugiego człowieka, a zwłaszcza za życie swojego dzieka jest jedną z najważniejszych wartości określających nas jako ludzi. 

Podziwiam za to postawę Malwiny, która podołała wyzwaniu, choć nie było łatwe w pojedynkę wychować, leczyć i utrzymać córkę. Podoba mi się również to, że Aneta Krasińska nie gloryfikuje jej i nie stworzyła z niej pomnika Chwalebnej Matki Polki, a pokazała prawdziwą walkę kobiety o dobro dziecka, z całym zmęczeniem, frustracją, negatywnymi emocjami, które harmonijnie przeplatają się z pięknymi chwilami, miłością i cierpliwością. 

"Szukając szczęścia" to powieść prawdziwa, w której ukazane są i cienie i blaski macierzyństwa oraz małżeństwa. Aneta Krasińska nie koloryzuje, nie ubarwia, nie polewa lukrem. Za to z dużym wyczuciem tworzy historię, w której przeplata się cierpienie i radość, nienawiść i miłość, śmiech i łzy. 


Tak na zakończenie mała uwaga. Chciałabym jednak przeczytać trochę więcej o samej chorobie małej Dagusi, zespole Pierre' a Robina, która do tej pory nie była mi znana. Owszem, słyszałam o rozszczepie podniebienia, ale nie miałam pojęcia o jego konsekwencjach i towarzyszących dolegliwościach. 






"Szukając szczęścia" Aneta Krasińska, Novae Res, Gdynia 2015







Książkę przeczytałam dzięki urzejmości autorki- Anety Krasińskiej. Pięknie dziękuję za zaufanie :)







Czytaj dalej...

Alastors, Michał Cieczko



Czasem, w wyniku różnych okoliczności, trafiają do mnie książki, po które sama nigdy bym nie sięgnęła. "Alastors" jest jedną z nich. Gatunkowo to fantastyka cięższego kalibru, która nie do końca do mnie przemawia. Jednak Michałowi Cieczko udało się pociągnąć wątłą nić ciekawości i lekturę powieści ukończyłam z poczuciem satysfakcji.

Tytułowy Alastor to mężczyzna samotny, niosący pękaty bagaż doświadczeń i tajemnic. Najmuje się do kompanii Wiernych , wykonuje zlecone kontrakty i jednocześnie poszukuje własnej drogi, którą mógłby pójść zgodnie ze swoim przeznaczeniem. 

Michał Cieczko prezentuje bogactwo swojej wyobraźni. Tworzy spójny obraz świata fantasy i samotnego wojownika zmagającego się z przeszłością i próbującego nakreślić przyszłość bez ograniczeń. "Alastors" to męska proza i dużo w niej karkołomnych podróży, zwiadów, spektakularnych pościgów, mordobicia i brutalnych pojedynków. 

Aran, główny bohater powieści, to mężczyzna zaprawiony w walce, nieustraszony, odważny i umiejący wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Jest w nim jakaś tajemnica, którą chce się odkryć, a która umyka w kulminacyjnych momentach. Trzeba ją ścigać aż do samego końca, a i tak odpowiedź nie jest jednoznaczna i zamknięta w sztywne ramy. 

Sama fabuła, widać że przemyślana, zgodnie zazębia się w akcję i intrygi, w które to "Alastors" obfituje. Czytelnik nie ma czasu na nudę i może dlatego lektura książki tak szybko i płynnie postępuje. Drobnym minusem są wątki, które śmiało można byłoby pominąć bez szkody dla całości powieści.

Po "Alastors" śmiało może sięgać miłośnik fantasy, który lubi historie w średniowiecznym anturażu, majestatycznych zamków, królewskich intryg, tajemniczych postaci o nieodgadnionych mocach i sekretów, które trzeba odkrywać po kawałku.






"Alastors" Michał Cieczko, Witanet 2015
Czytaj dalej...

Pośmiertny ucisk- Spadek, Kazimierz Stachowicz

Rummelsburg dzisiejsze Miastko na Pomorzu Zachodnim, za niemieckiej okupacji dał początek wydarzeniom, które odbiły się echem i po kilkudziesięciu latach stały się eksplozją chciwości nieodwołanie prowadzącej do zbrodni. 

W Rummelsburgu, w jednej przestrzeni musieli mieszkać Polacy i Niemcy. Nie zawsze łączyła ich nienawiść. Czasem pomiędzy zwaśnionymi narodami pojawiała się miłość komplikująca życie każdej ze stron, będąca powodem potępienia, wrogiego nastawienia, pogardy i odtrącenia. Koniec wojny, ucieczki, wysiedlenia, żelazna kurtyna rozdzielały takie rodziny, skazując je na kolejne niedogodności, często biedę i ogromną tęsknotę. 

Jednak książka rozgrywa się w czasach gdy upada komunizm i zostaje przywrócona "łączność ze światem". Właśnie wtedy wychodzą na jaw rodzinne tajemnice, niechciane koligacje i obowiązek dzielenia rodowym majątkiem. Czy cudem odnaleziony brat będzie podporą na przyszłość czy wrogiem pretendującym do bogactwa?

Marek i Tereska podczas sentymentalnej podróży do rodzinnego miasteczka, poznają historię Edgara Schlawinera przedwojennego właściciela fabryki sukienniczej. Odwiedzając stare kąty postanawiają poszukać ruin przedsiębiorstwa. Udaje im się nazbyt dobrze. Natrafiają na piwniczkę i zmasakrowane zwłoki. Aktywnie włączają się w śledztwa.

Marek i Tereska to bardzo fajna para. Są sobie bardzo oddani, z lubością oddają się swoim nałogom i przy okazji wpadają w kłopoty. Strach, niepewność, niebezpieczeństwo nie przerażają ich, a napędzają spragnione adrenaliny serca. Bez wielkiego wysiłku gromadzą zeznania, świadków, dokumenty, poszlaki i interpretują fakty. 

Intryga kryminalna nie jest zawiła, powiedziałabym, że dość prosta i jak dla mnie niewystarczająco rozbudowana, krwista, przerażająca. Jednak jak na lekką powieść z aspiracjami kryminalnymi może się podobać. Kazimierz Stachowicz wykorzystuje sprawdzone szablony i nie wychodzi przed szereg. Wykorzystuje ludzką namiętność jaką jest chciwość i splata losy trzech rodzin, dwóch narodowości i nie pogubił się w swojej roli. Daje jasne wskazówki, logiczne wytłumaczenie i parę domorosłych detektywów, którzy przypadkiem pakują się w kłopoty. 

"Pośmiertny ucisk- Spadek" to książka dobra na lekką, jesienną, niezobowiązującą rozrywkę. 





"Pośmiertny ucisk- Spadek" Kazimierz Stachowicz, Witanet 2015




Czytaj dalej...

Wielkie kłamstewka, Liane Moriarty

Małe sekreciki i kłamstewka urastają do wielkich rozmiarów, które poruszają lawinę niedomówień, nieporozumień, nieszczęść i w konsekwencji prowadzą do tragedii. Liane Moriarty w "Wielkich kłamstewkach" z godną uwagi drobiazgowością rysuje przed czytelnikiem czarny scenariusz zdominowany przez tajemnice niosące niszczycielską siłę.

Mała, sielska miejscowość na przedmieściach Sydney staje się sceną nieszczęśliwych wydarzeń. Pomówienia, bezpodstawne oskarżenia, traumatyczna przeszłość i tajemnice ukrywane we własnych czterech ścianach, to punkt wyjścia pod szkolne awantury, bezlitosną konfrontację i śmierć na wieczorku integracyjnym. Kto jest ofiarą, kto oprawcą? Tego dowiesz się, drogi czytelniku, dopiero na ostatnich kartach książki i gwarantuję, że rozwiązanie będzie zaskoczeniem, bez możliwości jednoznacznej oceny, za to pozostawiające z kłębiącymi myślami na temat przemocy, od tej bezmyślnej w wykonaniu dzieci po tę bardzo przemyślaną i okrutną pomiędzy dorosłymi.

Trzy kobiety, trzy przedstawicielki pozycji społecznej i modelu rodziny odnajdują wspólny język i zaprzyjaźniają się. Szybko muszą zweryfikować swoją znajomość oraz opowiedzieć się po jednej ze stron. Synek jednej z nich, Jane, zostaje oskarżony o  dręczenie klasowej koleżanki. Informacja ta nie zostaje jednoznacznie potwierdzona, ale lawina oskarżeń ruszyła, a matki uczniów podzieliły się na dwa obozy, te, które wierzą w winę pięcioletniego Ziggy' ego i te, które w nią nie wierzą. To doprowadza do wielu skrajnych, nieodpowiedzialnych zachowań godzące w dobre imię dziecka, matki, nauczycielki, szkoły, instytucji państwowej.

W naszym życiu doświadczamy coraz więcej brutalności i agresji, począwszy od telewizji na języku nienawiści i bezpośredniej napaści skończywszy. Hejt, poniżanie, szykany to także problem współczesnych szkół, a także (co jest straszne) przedszkoli. Nie zdajemy sobie sprawy, że wyzwiska, niewinne popchnięcie, uszczypnięcie czy ugryzienie może prowadzić do przemocy w agresywniejszej formie w przyszłości. Nie uświadamiamy sobie także, że to sytuacje domowe, choćby najlepiej ukrywane, są podstawą zachowania naszych latorośli.

Jednak matki przedstawione w "Wielkich kłamstewkach" zafokusowane na temacie przemocy, zapomniały że jest się niewinnym aż do udowodnienia winy ponad wszelką wątpliwość. Tutaj wpływowe panie zatruły życie młodej, samotnej matki i same wykazały się agresją, z którą tak efektownie walczyły.

"Wielkie kłamstewka" to opowieść o wielu wymiarach nienawiści i brutalności, którą spotykamy w codziennym życiu, a której często nie dostrzegamy zaaferowani własnymi problemami. Liane Moriarty udowodniła, że agresja, znęcanie fizyczne, psychiczne może dotyczyć każdego, zarówno rodziny z tak zwanego marginesu społecznego, ale także ludzi na stanowiskach, na świeczniku.

"Wielkie kłamstewka" to także historia różnych koligacji rodzinnych, od samotnego macierzyństwa, poprzez "normalny" dom, po rodziny patchworkowe. Każda z nich musi mierzyć się z problemami dnia codziennego dotyczącą utrzymania ale i z wychowaniem dzieci i relacjami z bliskimi.

Powieść Liane Moriarty to zajmująca opowieść z ważnym tematem i głosem w dyskusji o przemocy domowej. Prosty język, narrator przemawiający z kilku perspektyw, niespieszne ale wciągające tempo akcji i podsumowujący każdy rozdział chór głosów, obserwatorów wydarzeń daje poczucie dobrze spędzonego czasu z lekturą.




"Wielkie kłamstewka" Liane Moriarty, tł. Magdalena Moltzan-Małkowska, Prószyński i s- ka, Warszawa 2015




Czytaj dalej...

Szczęście do poprawki, Arleta Tylewicz


Według statystyk rozwodzi się każdego roku ponad 600 tysięcy par. Powodem rozwiązania małżeństwa najczęściej jest zdrada, która stanowi 65 % wszystkich rozstań. Nic więc dziwnego, że debiut literacki Arlety Tylewicz oscyluje właśnie wokół tego zagadnienia. Mnogość przykładów z życia, otoczenia, pierwszych stron gazet, z pewnością dało wiele inspiracji do napisania "Szczęścia do poprawki".

Bohaterką powieści jest Jagoda. To, na pierwszy rzut oka, szczęśliwa mężatka, zapracowana dziennikarka i spełniona pani domu. Jednak gdyby można było spojrzeć głębiej, nieskazitelny obraz Jagody i jej małżeństwa poznaczyłyby rysy uległości, niezrozumienia, skrywanej urazy, zgubnego przywiązania. Zdrada męża brutalnie wyrywa ją z ram świata, który stworzyła na własny użytek. Jagoda musi od nowa poznać siebie, budować swoją pozycję, niezależność. Co nie będzie łatwe gdy lata przyzwyczajeń ciągną ją w przepaść. Kiedy w końcu udaje się jej zapanować nad nową rzeczywistością, przewrotny los koncertowo komplikuje plany.

Można powiedzieć, że Jagoda jest uzależniona od swojego męża bo na nim oparła swoją przyszłość, bezgranicznie mu zaufała i to on jest jedynym odnośnikiem, życiowym kompasem. Jej ślepa wiara nie przyniosła nic dobrego. Leszek wykorzystuje naiwność żony i czuje się bezkarny zdradzając ją na lewo i prawo. Oczywiście ofiara niewierności na szarym końcu dowiaduje się o swojej krzywdzie i to przez przypadek.

Wiele czytelniczek może postawić się na miejscu Jagody i ze zrozumieniem przytakiwać w rytm przeczytanych słów. Doskonale zrozumieją niezdecydowanie bohaterki i jej życiowe nieumiejętności. Bo żeby zmienić swój los trzeba odwagi, siły. Jagoda ma je głęboko zakopane w sobie i dopiero szereg przeciwności jest w stanie wydobyć je na światło dzienne. Jak już złapie wiatr w żagle, nie cofnie się przed niczym. Bez skrupułów rozprawi się z mężem, zacznie spełniać swoje skryte marzenia i przejdzie kompleksową metamorfozę.

Leszek to postać z kobiecych sennych koszmarów: zadufany w sobie dupek. Nie widzi, że krzywdzi najbliższą sobie osobę i nie rozumie jej wzburzenia. Chciałby żyć w zgodnym trójkącie ze wzorową żoną i gorącą kochanką u boku. Panowie! To utopia! Żadna kobieta nie zgodzi się na taki układ! Ale nie brakuje chętnych, którzy pragną przekonać się o tym na własnej skórze. Powodzenia... Tak na marginesie dodam, że Leszek doprowadzał mnie do szału i nie raz miałam ochotę (rękami Jagody) trzasnąć mu drzwiami tuż przed nosem, walnąć w pysk, zrzucić ze schodów...

Arleta Tylewicz bardzo ciekawie sprzedała swoją historię. Zaciekawiła mnie i z czystą przyjemnością oddawałam się lekturze. Co prawda nie wszystkie wątki podobały mi się w równym stopniu. Jedne były zbyt rozwleczone, inne mogłyby być bardziej rozwinięte. Również niektóre zachowania były zbyt oczywiste i przewidywalne. Ale to tylko drobne wady, które nie rzucają długiego cienia na pozytywny odbiór. Nie ukrywam, że to przyjemne, niewymagające czytadło, z którym miło spędzicie czas.

"Szczęście do poprawki" to bardzo ciepła i optymistyczna opowieść o prawdziwej przyjaźni, miłości i odwadze, z którą trzeba budować swoje szczęście wbrew przeciwnościom, a może im na przekór.



"Szczęście do poprawki" Arleta Tylewicz, Prószyński i s-ka, Warszawa 2015





Czytaj dalej...

Pamięć, Dariusz Kuklisa


Wszystko zaczyna się i kończy bez końca i bez początku.

Ostatnio bardzo popularny stał się temat reinkarnacji i wędrówki pomiędzy życiami z zachowaniem pamięci absolutnej. "Pamięć" Dariusza Kuklisa wpisuje się w nowy trend, ale czy go wyznacza?

Dla ludzkiego umysłu, życie jest za krótkie, a wieczność za długa.

Vanessa dziedziczka wielkiej posiadłości, właścicielka ogromnego majątku i starej biżuterii jest obdarzona pewnym darem. Odradza się w nowych wcieleniach i pamięta swoje przeszłe życia, przez co potrafi pokierować nim tak by nie cierpieć głodu i nędzy. W każdym kolejnym wcieleniu poszukuje kobiety- Natalii tak usilnie, że determinuje to wszelkie jej poczynania. Dlaczego to jest dla niej takie ważne? W poszukiwaniach pomoże jej Conrad. Czy narodziny uczucia nie pokrzyżują im szyków?

Napisanie o tej książce, to jedno z najtrudniejszych momentów w mojej "blogowej karierze". Doceniam pomysł na powieść , ale wykonanie już mnie nie przekonuje. Dla mnie najpoważniejszym minusem jest niedostateczna charakterystyka bohaterów, zwłaszcza Vanessy. Ma za sobą wiele wcieleń, które powinny dać jej taki poziom doświadczenia i dojrzałości, a tymczasem zachowuje się jak rozkapryszone dziecko, które tupie nogą i chce postawić na swoim chociaż nie ma racji. Poza tym nie do końca dowiedziałam się kim tak naprawdę jest Vanessa, dlaczego właśnie ona  posiada pamięć  ponadwcieleniową? Inni bohaterowie także nie wzbudzili mojego entuzjazmu. Są płascy, jednowymiarowi i zachowują się tak, jakby mieli założone klapki na oczy i zaprogramowany program bez możliwości modyfikacji, ewolucji, przeskakiwania z poziomu na poziom.

Sama fabuła wydaje się być przypadkowa. Prosty język, kolokwializmy, niewyszukane słownictwo nie dodaje jej uroku, a czasem mocno rozczarowuje. Tak naprawdę nie mam pojęcia o co chodziło autorowi, co chciał nam przekazać... Cała akcja oscyluje pomiędzy poszukiwaniem Natalii a rodzącym się uczuciem Vanessy i Conrada, a które doprowadzają do wielu pobocznych wątków sensacyjno- przygodowych mających scalić tekst, wnieść zamęt i dynamikę. Po części się to udało i przyniosło ożywienie, ale czy dało jakikolwiek odpowiedzi? Nie czuję się usatysfakcjonowana.

"Pamięć" nie była dla mnie przyjemną lekturą. Szczerze mówiąc zmuszałam się do przeczytania kolejnych rozdziałów.




"Pamięć" Dariusz Kuklis, Witanet 2015




Zapoznaj się z fragmentem --> tutaj  





Czytaj dalej...

Finezja uczuć, Aneta Krasińska

Miłość... Trudno ją zdobyć, utrzymać. Czasem trudno ją zrozumieć. Ale najtrudniej bez niej żyć.

Alicja jest żoną, matką, pracownicą. Jest dokładnie taka sama jak Ty, czytelniczko! Jej życie zmienia się wraz z komunią syna oraz znajomością, która budziła, budzi i będzie budzić kontrowersje. Alicja bowiem obdarzyła uczuciem... księdza... Czy zdecyduje się rozbić rodzinę, a może wiedziona strachem przed konsekwencjami, zmusi swoje serce do podporządkowania się schematom i stereotypom?

 Życie jest skomplikowane i zupełnie nieprzewidywalne. Granice, jakie człowiek sobie wyznacza, z czasem przesuwają się. Priorytety zmieniają swe miejsce w hierarchii. Człowiek jako istota myśląca jest równocześnie nieodgadniony, bo rządzą nim marzenia, pragnienia i słabości.

Miłość rozpoczyna się niczym eksplozja emocji i ferii barw, która pozwala widzieć przyszłość w cukierkowym odcieniu różu. Z czasem przychodzi proza życia, a wraz z nią następują szarości, burość i czerń. Wielkie uczucie zaczyna wymagać szczególnej opieki i dbałości by niosła pociechę, wsparcie, poczucie bezpieczeństwa. Alicja i Adam nie zauważyli kiedy ich małżeństwo zaczęło się przeistaczać i ze zgranego tandemu zmieniło się w samotność w pojedynkę. Praca, wychowanie dzieci, różne priorytety, problemy niepostrzeżenie oddaliły ich od siebie. Zaczęli być podatni na nowe uczucia i emocje. Alicja poddaje się miłości, choć nie czuje się z tym dobrze. W naszym społeczeństwie celibat i kler są traktowani z powagą i każde odstępstwo karane jest publicznym ostracyzmem. Taka miłość to nie jest łatwy kawałek chleba, wiąże się z wieloma ograniczeniami i budzi niezdrowe emocje. Ale ksiądz, zakonnik, to również człowiek, który ma prawo do własnych wyborów. Osobiście jestem zdania, że celibat powinien zostać zniesiony. Być może rozwiązało by to wiele problemów społecznych, filozoficznych, uczuciowych. 

Aneta Krasińska swoją książką "Finezja uczuć" uczula człowieka na dwie ważne kwestie. A mianowicie: o związek należy dbać i pielęgnować go z czułością, uwagą, przenikliwością. Niech Wam się nie wydaje, że miłość będzie trwać niezmieniona aż do grobowej deski. To bajka, którą trzeba wstawić na półkę z jej podobnymi. Miłość jest wymagająca, chimeryczna, nieprzejednana ale odpowiednio zaopiekowana przynosi satysfakcję i spełnienie.
Oraz czy warto żyć w związku wyłącznie dla dobra dzieci, a swoje szczęście zawiesić na wieszaku by poczekało na sprzyjające warunki? Otóż związek, który jest toksyczny bądź niesie jedynie codzienne rozczarowanie odbija się na całej rodzinie, zwłaszcza na dzieciach. To małe ale rozumne istotki, które widzą więcej i odczuwają bardziej niż się wydaje. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci, to nie tylko pusty frazes. Pamiętajmy o tym.

Aneta Krasińska totalnie mnie zaskoczyła. Spodziewałam się ciekawej historii, ale nie tego, że porwie mnie przy pierwszym słowie i nie puści ze swych objęć do ostatniego. Bardzo szybko utożsamiłam się z główna bohaterką gdyż jestem w podobnym wieku i miej więcej na tym samym miejscu.
Autorka jest wnikliwą obserwatorką życia. Potrafi tę zwykłą codzienność przenieść na papier, zająć uwagę i skłonić do przemyśleń na temat swoich związków, swojej roli w życiu,  przyjrzeć się swoim emocjom, nazwać je i poczuć impuls do zmian. Prosto bez udziwnień acz plastycznie kreśli obrazy zawiedzionych uczuć, wielkiej, ekscytującej miłości i walki z własnym sumieniem. Podobało mi się, że nie jest przy tym wulgarna, nie epatuje nagością i zmysłowością. Pozwala pewne sceny dojrzeć jedynie we własnej wyobraźni i to tylko wtedy, gdy mamy na to ochotę. Co prawda "Finezja uczuć" oparta jest na obyczajowym skandalu, ale Pani Anecie udało się go przedstawić z wyczuciem , subtelnością, smakiem. 

Gdybym mogła poprawiłabym w książce tylko jedną rzecz: bardziej naprowadziłabym czytelnika na problemy w małżeństwie Alicji i Adama. Ten wątek jest tak delikatny, że niezbyt uważny czytelnik może go nie zauważyć i zdziwić się skąd wynika zakazany romans. 

"Finezja uczuć" to mądry, przemyślany debiut, który z dumą będę prezentować w swojej wirtualnej biblioteczce :) Szczerze polecam :) Pani Aneto! Czekam na więcej :)




"Finezja uczuć" Aneta Krasińska, Psychoskok, Konin 2014 







Czytaj dalej...

Imperium robotów. Bunt człowieka, Mark Stay


Książki związane z tematem przyszłości i robotyki czytam rzadko gdyż boję się technicznego języka, naukowego żargonu, którego mogłabym nie zrozumieć. W przypadku "Imperium robotów. Bunt człowieka" strach okazał się przedwczesny, a sama treść zadziwiająco interesująca. Drugim czynnikiem powstrzymującym mnie przed lekturą mogłaby być informacja, że książka jest adaptacją scenariusza, co ich autorom nie zawsze wychodzi na dobre...

Nie ważne gdzie. Niewola to niewola.

Niedaleka przyszłość. Ziemia zostaje podbita i opanowana przez roboty. Ludzie muszą przestrzegać jedynie dwóch praw:
  1. Nie wychodzić z domów.
  2. Przestrzegać poleceń robotów.
Złamanie którejś z reguł wiąże się z bezwzględną eliminacją. Każdemu człowiekowi: starcowi, dorosłym, dzieciom zostaje wczepiony chip, który czuwa nad miejscem pobytu, włącza alarm tuż za progiem domu i jest jednocześnie uśmiercającą bombą. Ludzkość staje się królikiem doświadczalnym robotów i materiałem do obserwacji, badań, analizy. Nie ma miejsca na bunt. Wichrzyciele zostają od razu uciszeni i karani natychmiastową śmiercią. Kilkoro nastolatkom udaje się czasowo unieruchomić groźne implanty, uciec z domu i podjąć walkę z najeźdźcą. Czy świat będący w rękach dzieci ma szansę na odwrócenie okrutnego losu?

Pomysł na fabułę jest rewelacyjny. Bezduszne maszyny niosą zagładę ludzkości. Jaki mają w tym cel, dlaczego? I co zrobi człowiek w obliczu takiego zagrożenia... Podda się bez walki, będzie próbował zadbać jedynie o własny byt czy zmobilizuje innych i razem stawią czoło niebezpieczeństwu?

Od wielu już miesięcy Ziemię, świat ratuje młodzież. Tak jest i w tym przypadku. Początkiem buntu jest przypadek, który daje siłę by rozpocząć walkę. I tak oto rozwiązuje się worek z przypadkami, a każdy kolejny zbliża dzieciaki do celu. Mark Stay przyznaje, że dał bohaterom łatwe rozwiązania i narzędzia by jak najbardziej uwiarygodnić sytuacje, w których się znajdują. Jednak jak dla mnie, niektóre sceny są zbyt proste, zbyt dosłowne. Ok. Rozumiem nastolatkowie nie muszą wiedzieć wszystkiego, jednak jakąś wiedzę posiadają, wiele doświadczyli, dużo zaobserwowali. Nie odbierajmy im kreatywności i czynów wynikających z desperacji.

Nie spodziewajcie się, że "Imperium robotów. Bunt człowieka" to lektura wybitna. Jako adaptacja scenariusza jest w wielu miejscach uproszczona i bez większego zaplecza psychologii postaci, relacji, czasu, zdarzeń. To książka, która z pewnością zachęci czytelników do oglądnięcia filmu pod tym samym tytułem, będzie również jego doskonałym uzupełnieniem oraz przyniesie chwilę rozrywki po męczącym dniu pracy czy nauki. Proste słownictwo, krótkie zdania dodają dynamizmu i nie wymuszają wiele uwagi. Książkę czyta się automatycznie i pewnie niewiele z niej w głowie zostanie.
Mimo to czas z lekturą był przyjemny i relaksujący mimo trudnej, poważnej tematyki.



"Imperium robotów. Bunt człowieka" Mark Stay, tł. Bożena Karłowska, Amber, Warszawa 2015




Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Lewy brzeg, Anna Kasiuk


Przeznaczenie, klątwa są w mojej rodzinie traktowane na poły z przymrużeniem oka, a na poły z powagą i uważnością. Choć zabobony kłócą się z wyznawaną wiarą, to lepiej chuchać na zimne i spróbować mieć nad wszystkim kontrolę. Życie to życie, a literatura rządzi się swoimi prawami. Książki, w których pojawia się motyw klątwy zawsze pobudzają moją wyobraźnię i poruszają romantyczną duszę. 

"Lewy brzeg" to właśnie rezultat owych zainteresowań, który udało mi się przeczytać przedpremierowo i już teraz zachęcam do zanotowania tytułu i śledzenia terminu pojawienia się go na księgarskiej półce.

Główną bohaterką powieści jest Majka, 28 letnia psycholog dziecięca. Na co dzień zmaga się z ogromnym cierpieniem dzieci i ich traumatycznymi doświadczeniami. W domu nie odnajduje ukojenia nerwów gdyż opiekuje się ciężko chorym ojcem. Wszystko jest na jej głowie i to ona jest odpowiedzialna za rodzinę, jej byt i szczęście. Jedyną pociechą jest Ewa, najlepsza przyjaciółka, z którą dzieli radości i troski. Wspólne wyjście do klubu rozpoczyna ciąg zaskakujących zdarzeń: brutalny gwałt, tajemniczy mężczyzna, gwałtowne uczucie, zjawa o płomiennorudych włosach...

Prawdziwa miłość warta jest ofiar.

Anna Kasiuk od pierwszych słów intryguje. Przedstawia troski codzienności, z którą zmaga się młoda kobieta, zmuszona do większej dojrzałości i odpowiedzialności niż jej rówieśniczki. Nie skarży się na swój los i z godnością przyjmuje to, co niesie rzeczywistość. Jedyną pociechą jest przyjaciółka. Ale to zaskakująco szybko się zmienia. Nieoczekiwana znajomość z Pawłem przeradza się w płomienny romans, dla którego Majka jest gotowa na zmiany w swoim życiu. Nie wie, że mężczyzna skrywa pewną tajemnicę mogącą przynieść niebezpieczeństwo. Ze strzępków informacji dowiadujemy się, że przeszłość obu rodzin jest w jakimś sensie powiązana, a uczucie Pawła choć gorące, namiętne może być wykalkulowane.

Z postacią Pawła wiąże się o wiele więcej sekretów. To nie jest zwykły, sztampowy mężczyzna. Jego życie napędza adrenalina. Ryzykowne zajęcie, niebezpieczna praca i tajemnicza Matylda, której pojawienie się jest dosyć kontrowersyjne.

Anna Kasiuk umiejętnie dawkuje informacje, co skutkuje ogromnym zainteresowaniem. "Lewy brzeg" to pierwszy tom serii więc nie znajdziecie w nim  zbyt wielu rozwiązań. Za to autorce udaje się tak pokomplikować życie bohaterów i wywołać tyle pytań, że kolejna część książki z pewnością zostanie rozchwytana na pniu. Jestem bardzo ciekawa co łączy Majkę i Matyldę, i która będzie miała większy wpływ na Pawła. Jak potoczą się losy gorącego romansu oraz jaki sekret kryją Łowiska.

"Lewy brzeg" to klimatyczna powieść o uczuciach, dla których warto podejmować największe ryzyko, decyzjach podejmowanych w przeszłości a mające duży wpływ na następne pokolenia i tajemniczej klątwie rzuconej na rodzinę.




"Lewy brzeg" Anna Kasiuk, Replika 2015



Czytaj dalej...

Nie martw się, to tylko życie, Adam Szewczyk

 Żeby zrozumieć istotę pewnych rzeczy należy spojrzeć na nie z perspektywy.

Zdarzenie przełomowe w naszym życiu tj. rozstanie, choroba, śmierć zmuszają nas do analizy własnego życia, podsumowania, bilansu zysków i strat. 

Dla bohatera debiutanckiej książki Adama Szewczyka czasem na refleksję jest jego nagła śmierć. Zawieszenie pomiędzy niebem, a piekłem zmusza go do rozrachunku swoich dokonań i oceny swojego postępowania. Czy wszystko robił tak, jak należy? Co po sobie pozostawił? Czy z czystym sumieniem może spojrzeć w przeszłość? 

 Każda woda kryje potwora, każda ciemność chowa tajemnicę.

Jakub jest przeciętnym urzędnikiem, który w rutynie życia i pracy gubi kontakt z własną rodziną. Co gorsza nie zauważa, że jego brak przy rodzinnym stole, niedotrzymywanie obietnic jest bardzo bolesny dla jego żony i dzieci. Paradoksalnie, dopiero tragiczny wypadek samochodowy i śmierć otwierają mu oczy, pozwala cofnąć się w przeszłość i dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu i rok po roku przeanalizować swoje błędy. Dostrzega, że nie zawsze był takim egoistą, zapatrzonym w wydruki, wykresy i bilanse. Kiedyś potrafi żyć pełnią życia, realizować marzenia, zatracić się w uczuciach i postawić wszystko na jedną kartę. Kiedy nastąpił przełom, dlaczego? Gdzie go to doprowadziło?

 Zrozumiałem, że skoro śmierć ma zaistnieć, skoro ma mieć miejsce w ludzkim słowniku, to egzystencja po śmierci, jakakolwiek by ona była, musi być równie prosta i logiczna jak życie, jak liście spadające z drzew za kołnierz twojej kurtki, gdy idziesz na spacer z psem.

"Nie martw się, to tylko życie" to dobrze rokujący debiut. Autor bardzo dojrzale podszedł do tematu i włożył dużo pracy by efekt finalny jego zmagań mógł wprawić czytelnika w osłupienie, zmusić go do zastanowienia nad własnym życiem i dobrze wykorzystać swoje obserwacje, zanim będzie za późno na jakikolwiek krok. Książka Pana Adama to zbiór uniwersalnych prawd, wartości, z których może czerpać młody, starszy i dojrzały odbiorca. Każdy znajdzie w niej przestrzeń dla siebie i korzyści, które z niej wyniesie. 

 Każde dziecko potrzebuje autorytetu, każdy człowiek potrzebuje przewodnika po jednej i drugiej stronie.

"Nie martw się, to tylko życie" to książka, w której miesza się poezja, filozoficzna nuta i refleksyjny ton. To nie jest pozycja, którą przeczytasz w godzinę i jeszcze szybciej o niej zapomnisz. Nie powiem, nie czyta się jej z lekkością. Pełny opisów tekst wymaga uwagi i skupienia. Sprawia, że musisz ją odłożyć, przemyśleć, przetrawić, ale musisz do niej powracać by do końca poznać przesłanie Jakuba. 

"Nie martw się, to tylko życie" to książka, która sieje niepokój. To książka, która zadaje pytania, poszukuje odpowiedzi. To książka, która pozostawia po sobie ślad.




"Nie martw się, to tylko życie" Adam Szewczyk, Self- Publishing





Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję jej autorowi- Adamowi Szewczyk :)



 
Czytaj dalej...

We dnie, w nocy, Agata Kołakowska

"Aniele Boże Stróżu mój (...)
Rano, wieczór, we dnie, w nocy
bądź mi zawsze do pomocy."

Tymi słowami najczęściej kończy dzień pobożny katolik. Chce mieć pewność, że obojętnie co go spotka w życiu, ktoś będzie stać za jego plecami, łagodził upadki, zapobiegał niesprawiedliwościom, był wsparciem i pociechą.

Annę dopadły demony przeszłości, które w drastycznych, traumatycznych wspomnieniach rujnuje jej małżeństwo, rodzinę. Kobieta nie potrafi sobie poradzić z dawnymi krzywdami, poczuciem winy, obojętności bliskich. Czy zemsta przyniesie jej ulgę, zadośćuczynienie?
Piotr to charyzmatyczny, pewny siebie dziennikarz z ustabilizowanym życiem i kochającą rodziną. Jego również dopada przeszłość, która w ułamku sekundy niszczy wszystkie osiągnięcia. Jak tornado wdziera się bez ostrzeżenia i pozostawia po sobie ruinę, gruz, spustoszenie.

W dobie rozwoju internetu, portali randkowych oraz łatwego dostępu do używek, dopalaczy, narkotyków "We dnie, w nocy" jest doskonałą przestrogą, uczula na podejrzane zachowania mogące doprowadzić do tragedii. Wakacje to często taki czas kiedy zwalniane są hamulce, kiedy poczucie luzu zaczyna przeważać nad zdrowy rozsądek. Wtedy książka Agaty Kołakowskiej staje się lekcją, którą warto powtarzać do skutku, by uratować choć jedną duszę i ciało. 

Historię tej dwójki bohaterów poznajemy naprzemiennie, raz z perspektywy Piotra, raz Ani, w przeszłości i współcześnie. Obserwujemy ich styl życia, hierarchię wartości, przemyślenia, doświadczenia. Z czasem wkraczamy na ich wspólną ścieżkę: poznanie się, wzajemną fascynację, nieśmiałe uczucie, pożądanie. Jednak nie wszystko kończy się happy endem. Jedna zła decyzja, działanie pod wpływem chwili, folgowanie własnym żądzom niszczy delikatną więź bliskości i na zawsze naznacza piętnem niegodziwości.

Agata Kołakowska bardzo wiernie oddała stan emocjonalny bohaterów. Pozwoliła im nacieszyć się młodością, oddać się miłości, poczuć ciężar odpowiedzialności, popełnić błędy i żałować ich przez większość swojego życia. Nie jest łatwo naprawić winę i zadośćuczynić krzywdę. Najpierw trzeba zrozumieć swoje krzywdzące zachowanie, postawić się na miejscu ofiary, poczuć jej żal i cierpienie, doświadczyć bolesności kłębiących się uczuć...Dopiero z pełną świadomością można zapłacić za grzechy.

"We dnie, w nocy" dotyka kontrowersyjnego tematu, który już w trakcie lektury bulwersuje, kłuje w serce setkami igieł, doprowadza do wściekłości i zmusza do dyskusji. Ja nie mogę powstrzymać się przed rozmowami i rozmyślaniem o tym, co przeczytałam. Jestem rozgoryczona, wzburzona, rozjuszona tym, że tak łatwo uśpić czyjąś czujność i wykorzystać niewinność. Jeszcze bardziej zirytowało mnie ciche przyzwolenie na przemoc i paraliżujący wstyd, który nie pozwolił na zdecydowane działania. Nie dziwię się, że Anna straciła zaufanie, odseparowała się od przeszłości i zamknęła w skorupie bólu i cierpienia.

Oburzającą treść łagodzi nieco trzeci bohater, Anioł Stróż, który puentuje wydarzenia, uzupełnia je, podsumowuje, podkreśla wymowę tekstu. Jego rola choć niewielka to daje czas na oddech, na przemyślenia.

Agata Kołakowska z brutalną szczerością opisuje wydarzenia, które mogą spotkać każdą z nas. Ostrzega przed zawieraniem pochopnych znajomości i wybiega o krok, by na dobre wyhamować zwodniczy entuzjazm. "We dnie, w nocy" to powieść, którą należy przeczytać, podać dalej i unieść lekcję, która z niej płynie. Dla boleśnie skrzywdzonych może być nietypową ścieżką terapii...




"We dnie, w nocy" Agata Kołakowska, Prószyński i s- ka, Warszawa 2015







Czytaj dalej...

Złączeni, Carol Cassella

Świat jest mały, a życie pełne jest niespodzianek. Nie wiesz co czeka cię za rogiem, choć snujesz dalekosiężne plany i wypełniasz kolorowe grafiki. Los bawi się plącząc nasze ścieżki i prowadzi według własnego widzimisię. 

Do szpitala w Seattle trafia nieprzytomna, ciężko ranna kobieta z wypadku. Została potrącona na drodze, a kierowca uciekł nie udzielając pomocy poszkodowanej. Nie ma przy sobie dokumentów i nikt jej nie poszukuje, co bardzo utrudnia leczenie i planowanie terapii. Okazuje się, że partner lekarki opiekującej się pacjentką N.N. może znać jej tożsamość. Skąd? Jak? Dlaczego? Czy coś ich łączy?

W fabule książki przeplata się przeszłość z teraźniejszością. Poznajemy wymagający zawód lekarza na ostrym dyżurze oraz procedury, których precyzyjne i bezduszne dyrektywy nie współgrają z życiem i wymogami poszczególnej jednostki, szczególnego przypadku. Podglądamy także narodziny wyjątkowej przyjaźni pomiędzy dziewczynką, a chłopcem z zadatkami na stabilne uczucie. Jednak jak wspomniałam wcześniej, życie pisze swoje scenariusze... Relacja rozpada się, przynosi wiele cierpień ale i wspomnień, doświadczeń, które pozwalają dorosnąć i zrozumieć istotę dojrzałości.

Carol Cassella pozwoliła przeszłości wrócić i zawładnąć teraźniejszością wstrząsając uporządkowanym życiem Charlotty, Raney i Erica. Otworzyła z trudem zabliźnione rany ale przygotowała opatrunek, który ma szansę naprawić wszelkie krzywdy, nie tylko te fizyczne, widoczne, namacalne.

Choć "Złączeni" to w dużej mierze opowieść obyczajowa, to czytelnik styka się ze sztuką lekarską, leczeniem, kruchym życiem, nieuchronnością śmierci i osobliwymi przypadkami medycznymi, które uświadamiają jak niewiele wiemy o ludzkim organizmie i procesach w nim zachodzących od chwili zapłodnienia, narodzin po bezduszny zgon. 

 Najpierw musi być gorzej, żeby mogło być lepiej

Carol Cassella zadaje również pytanie, które w obecnym czasie jest bardzo ważne i szeroko komentowane. Kto ma prawo decydować o życiu lub śmierci osoby przebywającej w stanie wegetatywnym... kiedy wszystkie znane badania wskazują  śmierć mózgu... Kto weźmie na siebie ciężar decyzji i konsekwencji... Sąd, lekarz, ksiądz, bliska osoba... Czy odłączając respirator jesteśmy pewni, że postąpiliśmy właściwie? Że wykorzystaliśmy wszystkie szanse, które dała nam nauka? 

"Złączeni" to książka pełna pytań, które zmuszają do myślenia jeszcze długo po zakończeniu lektury. Czy jest możliwa przyjaźń między mężczyzną a kobietą? Czy warto zastąpić miłość jej substytutem? Kiedy zaczyna się ojcostwo? Ile można poświęcić dla dziecka? Czy genetyka to odpowiedź na wszelkie zagadnienia?

Autorka wykazała się ogromnym zaangażowaniem w zbieraniu materiałów do swojej książki. Rozmawiała z wieloma lekarzami, odkryła ich sekrety i podzieliła się nimi z czytelnikiem. Pozwoliła mu zaangażować się w życie bohaterów, w ich na wskroś realnych sylwetkach, w których można dojrzeć samego siebie, własne doświadczenia, przemyślenia, obawy, smutki i radości. 

Carol Cassela czaruje słowem, wciąga w wir dramatycznej, refleksyjnej historii o miłości, o poszukiwaniu siebie, własnej ścieżki i sposobu na życie. 

 Nie będziesz wiedziała, kim jesteś, dopóki się nie dowiesz, kim nie jesteś.

"Złączeni" to wyjątkowa książka w wyjątkowej i bardzo lubianej przez kobiety serii. To opowieść, która porusza, wstrząsa, która nie pozwala zapomnieć. 




"Złączeni" Carol Cassella, tł. Magdalena Moltzan-Małkowska, Prószyński i s-ka, Warszawa 2015






Czytaj dalej...

We dwoje, Katarzyna Woźniczka

Szczęśliwe pożycie małżeńskie to nie utopia i temat jedynie na przesłodzone harlequinowe romanse. Zdarza się częściej niż myślisz.

Pełne oddanie drugiej osobie, wspólne patrzenie w jednym kierunku, wzajemne spełnianie marzeń i spełnienie we własnym towarzystwie charakteryzuje bohaterów powieści Katarzyny Woźniczki "We dwoje". Jednak szczęście bywa ulotne, a radość miesza się z rozpaczą.

Karolina i Krzysztof to zgodne małżeństwo, któremu po kolei spełniają się marzenia. Dobre zawody, satysfakcjonujące etaty, godziwe zarobki, własne mieszkanie, samochód i oszczędności procentujące na lokatach. Do pełni szczęścia brakuje im jedynie potomka. Starają się o niego w klinice niepłodności. Są na etapie badań i diagnozowania problemu z prokreacją. Kiedy wreszcie Karolina widzi upragnione dwie kreski na teście ciążowym,  dochodzi do tragedii. W wypadku samochodowym ginie Krzysztof. Kobieta musi sobie poradzić z niepokojami przyszłej matki, żałobą, rozpaczą i roszczeniami zaborczych teściów.

Karolinę i Krzysztofa obdarzyłam sympatią od pierwszej strony. Ich sylwetki nie są przesłodzone, choć można byłoby się tego spodziewać. To inteligentni młodzi ludzie, którzy po prostu mają w życiu fart. Potrafią to docenić i nie wywyższają się swoimi osiągnięciami i nie epatują szczęściem. Tę wzajemną miłość, oddanie, bliskość, zaufanie łatwo wyczytać ze sposobu w jakim się do siebie odnoszą, jak na siebie patrzą i razem stawiają czoło niepowodzeniom. Owszem zdarzają im się kłótnie, nieporozumienia ale szybko wyjaśniają sobie sporne kwestie. Również ich dążenie do powiększenia rodziny nie są desperackie. Rozumieją swoją trudną sytuację, ale ich życie nie kończy się na klinice. Twierdzą, że bez dziecka też nauczą się być szczęśliwym, przecież mają siebie. A to o wiele więcej niż mogliby sobie wymarzyć. Dlatego wypadek i śmierć Krzysztofa tak mnie poruszyła i wydała się tak niesprawiedliwa w obliczu spełnienia największego pragnienia. Karolina pogrąża się w rozpaczy, którą trudno ukoić. Jedynie rozwijające się w niej dziecko podtrzymuje ją przy życiu.

Śmierć bliskiej osoby, żałoba to jedno z najbardziej traumatycznych przeżyć. Każdy inaczej przechodzi ten stan. Karolina zaszywa się w mieszkaniu i wspomina ukochanego męża. Nie chce współczucia i pomocy bliskich. Tym bardziej, że chcą kierować jej życiem, jej wyborami, chcą decydować o jej przeszłości. Dopiero nieoczekiwane spotkanie po latach, z ekscentryczną koleżanką ze szkoły pozwala jej stanąć na nogi, choć na chwilę zapomnieć o cierpieniu.
Postać Marty ogromnie przypadła mi do gustu. Szalona, nieokiełznana, wygadana całkowicie zawładnęła Karoliną i pozwoliła jej cieszyć się nieoczekiwanym macierzyństwem. Marta to taki promyczek słoneczka, który wywołuje uśmiech na twarzy i lepsze samopoczucie nawet w najtrudniejszych sytuacjach.

Za to największą irytację budzili teściowie Karoliny. To bardzo roszczeniowi, bezwzględni i zazdrości ludzie. Ich zachowanie wołało o pomstę do nieba. Grażyna wykorzystuje śmierć syna by wzbudzić zainteresowanie, litość, współczucie wśród rodziny, przyjaciół i znajomych. Jednocześnie jest niesprawiedliwa, obcesowa w stosunku do synowej i wymusza na niej określone zachowania. Okropna baba. Jej mąż nie lepszy. Ślepo posłuszny żonie krzywdzi i tak pokiereszowaną już przez los Karolinę... Okropne... A poniżej próbka Grażynkowej manipulacji...

– Wyniki, wyniki... – żachnęła się z ignorancją Grażyna. – Serce matki wie lepiej. A może poszedłbyś do naszego lekarza?– A co internista może tu pomóc? – zapytał Krzysztof, nie kryjąc ironii. – Nie tym tonem do matki! – znów oburzył się Kazimierz. No tak, pomyślała Karolina. Co klinika leczenia niepłodności może wiedzieć o problemie Krzysztofa, skoro w kontrze ma osiedlowego internistę i serce matki?

– Ja wiem, że pozbierałaś się po stracie Krzyśka. Był dla ciebie obcą osobą, ale dla nas… Z nami był całe życie. A teraz chcesz czuć się wolna i bez obowiązków kosztem zdrowia dziecka! Zapomniałaś już, jak długo się o nie staraliście?! – Krzyk teściowej paraliżował Karolinę. Nie potrafiła zrozumieć, czemu Grażyna tak ją ocenia. – Masz prawo układać sobie życie, ale nie pozwolę skrzywdzić tego niewinnego maleństwa! – ciągnęła. – Proszę, opamiętaj się. Zrozum, że to jest mój wnuk! Straciłam syna, nie możesz odebrać mi wnuka... – Jej krzyk przeszedł w szloch.

– I pomyślałam – ciągnęła Grażyna – że jak już się do nas przeprowadzisz, to twoje mieszkanie można by było wynająć. Zawsze to dodatkowy grosz. Twoje nowe mieszkanie może zająć Dominika. Myślę też, że nie poskąpisz pieniędzy z tego firmowego funduszu z korporacji...

Katarzynie Woźniczce udało się w dość przewrotny sposób opowiedzieć z pozoru zwykłą, banalną historię o miłości. Pisze lekko i zabawnie o  perypetiach młodych małżonków, ich docieraniu się, wspólnym życiu, okresowej ingerencji jednych czy drugich teściów. Z przejmującą prostotą opisuje także rzeczywistość, w której załamuje się filar spokojnej egzystencji. Pani Katarzyna rozkłada wachlarz pełen buzujących emocji, które udzielają się czytelnikowi. Z zaangażowaniem śledziłam rozwój wypadków, z pobłażaniem i przymrużeniem oka obserwowałam niektóre sceny, inne wywoływały we mnie sprzeciw i bunt, a jeszcze inne rozczulały i wzruszały.

"We dwoje" to udany powieść młodej pisarki. Wciągająca, inspirująca, zaskakująca, naturalna, nieszablonowa opowieść o podnoszeniu się z kryzysu, odnajdywaniu kolejnej ścieżki do szczęścia i spełnieniu marzeń mimo wysokiej ceny.




"We dwoje" Katarzyna Woźniczka, Pruszyński i s- ka, Warszawa 2015




Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka