Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aleksandrowe myśli poleca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aleksandrowe myśli poleca. Pokaż wszystkie posty

Book Tour // Sapere Aude, Małgorzata Sambor- Cao // Odważ się być mądrym



Odważ się być mądrym

Przemoc to niestety znak naszych czasów. Coraz więcej jej w naszym życiu i wydaje się, że z każdym dniem narasta i dotyka coraz więcej ludzi, dopada ich znienacka i burzy spokój oraz misternie budowane poczucie bezpieczeństwa. 

Ta, o której pisze Małgorzata Sambor- Cao w „Sapere Aude”, niezwykle wstrząsa, poraża, miażdży serce, bo dotyczy tych najbardziej niewinnych i bezbronnych.

Michael van Horn stworzył w Meksyku azyle dla dzieci, które dają im szansę na normalne życie, z daleka od trosk, niebezpieczeństw oraz losu pełnego przemocy i okrucieństwa. Niestety, chłopak naraził się jednemu z najbardziej wpływowych i brutalnych gangów trzęsących całym rynkiem narkotykowym i seksualnym w całej Ameryce Łacińskiej. Tym samym wydaje na siebie wyrok śmierci...

Michael jest synem bogatego przedsiębiorcy. Wykorzystuje władzę i majątek ojca, by dać nadzieję na przyszłość, która nie będzie okupiona strachem, cierpieniem, przestępstwem. Dzieciaki widzą w nim jedyną nadzieję na godne życie, a społeczeństwo w milczeniu aprobuje powstawanie kolejnych azyli. Michael jak na każdego filantropa przystało, nie obnosi się swoimi działaniami i osiągnięciami, wręcz przeciwnie. Pracuje ze swoimi pracownikami ręka w rękę i nie boi się wyzwań. Chłopak jest gotowy na poświęcenie w imię swoich przekonań i wartości, które wyznaje. Za swoich podopiecznych jest gotowy oddać własne życie. Los szybko weryfikuje jego postawę i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem jego determinacji. 

Michael to altruista w każdym calu i dobry do szpiku kości. Jego przeciwieństwem są członkowie gangu Barrio i ludzie pracujący na ich usługach. Okrucieństwo, brutalność i barbarzyństwo z jakim działają mrozi krew w żyłach i rozszarpuje serce na milion kawałków. Ich celem są bezbronne dzieci, które wykorzystują w swoich licznych burdelach. Bez litości igrają z ich bezpieczeństwem i ich życiem. Czują się bezkarni, bo mają w kieszeni, i polityków, i policję. Nikt nie jest w stanie im zagrozić.

To zestawienie dwóch wybitnie kontrastowych światów przynosi taki poziom bólu, takie spektrum emocji, że trudno książkę czytać ze spokojem, pisać o niej na blogu czy opowiadać koleżankom. 

Małgorzata Sambor- Cao prowadzi nas przez bardzo kontrowersyjną historię, uderza drastycznymi scenami przemocy, ale nie po to, by szokować, a raczej otworzyć oczy na złą, brutalną stronę życia, która podkrada się do nas bezlitośnie i czyha na chwilę słabości, by nim zawładnąć. 

Niech Was nie zmyli umiejscowienie akcji.Nie możecie czuć się bezpiecznie. Owszem, Meksyk to państwo kontrastów i przemocy, która nie mieści nam się w głowie. Owszem, jest daleko. Jednak przemoc zatacza coraz szersze kręgi i niebawem może stać się zagrożeniem dla każdego, nawet najbardziej cywilizowanego narodu. 

Akcja książki jest dynamiczna, brutalna i raczej polecam ją czytelnikowi o mocnych nerwach. Wątki są doskonale wyważone i logicznie połączone. Każdy z nich przynosił inne emocje, ale jednocześnie w miarowy, rytmiczny sposób podnosił ciśnienie i cisnął na usta wiązankę słów, których nie przystoi przytoczyć. 

Wiedziałam, że „Sapere Aude” wstrząśnie moim światem, ale nie wiedziałam, że uderzy w niego z pełnym impetem i zmiecie niczym tsunami. Trochę trwało, zanim poukładałam wszystko w głowie i otrząsnęłam się z części emocji, które pozostawiła we mnie lektura książki. Jedno jest pewne, „Sapere Aude” nie da się zapomnieć. 









„Sapere Aude” Małgorzata Sambor- Cao, Agencja Wydawniczo- Reklamowa Małgorzata Sambor- Cao, Warszawa 2014







Książkę przeczytałam dzięki akcji BOOK TOUR, który zorganizowała autorka bloga Poligon domowy ♥


Czytaj dalej...

Patronat Aleksandrowych myśli: Odroczone nadzieje, Aneta Krasińska



Choroba bliskiej osoby zmusza do działań i podejmowania trudnych decyzji, które rzutują na  stosunki z bliskimi, na przyszłość, plany i marzenia.
Czytaj dalej...

Pax, Sara Pennypacker


Zwierzę jest najlepszym przyjacielem człowieka. Wiernym, uczciwym, obdarzającym uczuciem ponad podziałami, ponad przeciwnościami, ponad czasem. 

Tytułowy Pax jest liskiem udomowionym przez dwunastoletniego Petera. Niegdyś uratowany przed niechybną śmiercią, obecnie ma zostać porzucony na życzenie ojca, który został powołany do wojska. Chłopiec, wbrew swojemu sumieniu, wykonuje polecenie rodzica. Pozostawia liska w lesie i wyjeżdża z miasta, by zamieszkać z dziadkiem. Jednak jego serce, miłość i przywiązanie nie pozwalają zapomnieć o przyjacielu. Ucieka więc z domu i wyrusza w długą podróż, żeby odnaleźć Paxa. 

Peter jest półsierotą. Jego mama umarła w tragicznym wypadku. Chłopiec nie potrafi sobie poradzić z jej śmiercią. Ucieka w agresję, która go przeraża. Kiedy znajduje liska, także pozbawionego mamy, małego, bezbronnego, uspokaja się. Przyjaźń ze zwierzęciem zabliźnia zaognione i ciągle świeże rany. Pax staje się nie tylko towarzyszem zabaw, ale także powiernikiem trosk, marzeń i obrońcą przed agresywnym tatą. Tak, w tej rodzinie jest przemoc, która niszczy wiarę w siebie i poczucie własnej wartości. Dlatego porzucenie liska jest najtrudniejszym zadaniem dla Petera. Jednak w tym momencie bycie posłusznym, wydaje się być ważniejsze niż przyjaźń. To uczucie szybko mija i dwunastolatek już wie, że popełnił najgorszy błąd swojego życia. I wie, że musi go naprawić.

Podoba mi się, że Sara Pennypacker udzieliła głosu obojgu bohaterom. Naprzemiennie poznajemy ich głos, wydarzenia, które ich kształtują, drogę, którą pokonują by lepiej zrozumieć siebie i decyzje, które pozwoliły im odnaleźć własne ja. 
Peter w dość krótkim czasie uczy się wiele prawd o życiu i zaczyna dostrzegać związki przyczynowo- skutkowe, które z jednych czynią człowieka, z drugich tworzą potwora. Przyjaźń, którą udaje mu się zawiązać podczas swojej podróży dodaje mu wiele siły i mądrości, okupionej ciężką pracą, bólem, łzami.

„Jakie to cenne mieć kogoś, czyjej szczerości można być pewnym.”

Pax z kolei, pozwala nam dostrzec błędy jakie popełniamy każdego dnia. W prostym, dosłownym przekazie ukazuje człowieka jako bezmyślną istotę ulegającą żądzom, słabościom nie bacząc na resztę otaczającego ich świata i ich potrzeby. Pokazuje nam też, że obcowanie z naturą, ze zwierzęciem pozwala uchronić przed takim życiem i takimi postawami.

Sara Pennypacker od pierwszego słowa trafia w serce czytelnika, czy to małego, czy dużego. Prostymi słowami rysuje tragedię chłopca, nie wdając się w szczegóły. Jednakże między słowami odczuwa się jego emocjonalne rozdarcie po śmierci mamy, a także pomiędzy obowiązkiem, a uczciwością, pomiędzy posłuszeństwem, a lojalnością i miłością.
Poznajemy również zachowanie i życie lisów udomowionych i tych przebywających w naturalnym środowisku. Zaskakuje ich niezwykła mądrość i zamazuje się ich wizerunek szkodników, złodziei  gospodarstw domowych. Autorka, broń Boże, nie promuje przygarniania dzikich zwierząt, udowadnia jedynie, że i je, oprócz instynktu, cechuje wiele zalet, których nie umiemy lub nie chcemy dostrzegać.

„Pax” to przejmująca, smutna historia o stracie i radzenia sobie z traumą, to również piękna powieść o przyjaźni człowieka ze zwierzęciem i dojrzewaniu do odpowiedzialności jaką ta przyjaźń za sobą niesie. W wielu momentach wzrusza, bawi i uczy empatii, wrażliwości, człowieczeństwa. Książka skierowana jest w szczególności do dzieci, ale dorosły czytelnik ma możliwość przypomnieć sobie o czym zapomniał w trakcie dorastania i co w życiu jest najważniejsze.

Już za kilka dni Mikołajki. Rozważcie myśl o zakupie książki dla swoich pociech. To doskonała historia do wspólnej lektury, wspólnych wzruszeń i bliskości.


„Wszystkie uczucia są niebezpieczne. Miłość, nadzieja... Ha! Nadzieja! Mówisz o niebezpieczeństwie, co? Nie, nie da się uniknąć żadnego z nich. Wszyscy mamy w sobie bestię zwaną złością. Ona może nam służyć; wiele dobrych rzeczy wynika ze złości na złe rzeczy, wiele niesprawiedliwości zostaje naprawionych. Ale najpierw wszyscy musimy dojść do tego, jak ją ucywilizować.”



„Pax” Sara Pennypacker, tł. Dorota Dziewońska, wydawnictwo IUVI, Kraków 2016



Czytaj dalej...

Patronat Aleksandrowych myśli: Horyzont umysłu, Thomas Arnold


Medycyna i technologia to dziedziny, które rozwijają się w błyskawicznym tempie. W podobnym rytmie ewoluuje ludzka przedsiębiorczość, a z nią podłość, brutalność, bezwzględność i chęć wykorzystania zdobyczy naukowców do własnych, często czysto materialnych celów.
Czytaj dalej...

Bliźniaczka, Dominika Dudziak



Różnie bywa z debiutami. Jedne nużą i stają się literacką torturą, inne sugerują, że dostrzegany potencjał rozbudzi się po dopracowaniu warsztatu, inne wbijają w fotel i intrygują od pierwszej strony. Jaką powieścią okazała debiutancka „Bliźniaczka” Dominiki Dudziak? Nie zdradzę Wam od razu, nie ma tak łatwo ;) Najpierw poznajcie zarys fabuły, a ocenę zostawię na sam koniec :)

Katarzyna i Ewa były bliźniaczkami jednojajowymi. Współistniały i egzystowały w ogromnej bliskości. Razem cieszyły się, razem cierpiały. Jedna za drugą oddałaby serce. Kiedy miały osiem lat, zdarzyła się tragedia. Ewa została zamordowana, a za jej śmierć została oskarżona mama dziewczynek. Katarzyna była świadkiem tej zbrodni, ale jej podświadomość zepchnęła widziane obrazy w odmęty niepamięci.
Czytaj dalej...

Chciwość, Marta Guzowska


„Chciwość jest cechą wstrętną i grzeszną.”

Zdarza się tak, że im więcej człowiek posiada pieniędzy, bogactwa, dóbr materialnych, tym więcej ich pożąda przez co wplątuje się w niebezpieczną machinę uzależnienia. 

Główna bohaterka książki „Chciwości” Simona Brenner, znana i ceniona archeolożka jest równocześnie sprytną, śmiałą oraz piekielnie inteligentną złodziejką dzieł sztuki i zabytków, zasobów dziedzictwa kulturowego. Pociąga ją niebezpieczeństwo, dreszcz adrenaliny i wynagrodzenie, które pozwala jej spełniać marzenia, żyć w luksusie, bez obaw o jutro. Nowym zleceniem jest kradzież złotego diademu Heleny Trojańskiej. Początkowo zuchwały plan przebiega zgodnie z oczekiwaniami. Jednak chwila nieuwagi wystarcza by wszystko wzięło w łeb, a życie Simony zawisło na bardzo cieniutkim włosku...

Marta Guzowska to prywatnie doktor archeologii i doświadczona autorka powieści z gatunku kryminału archeologicznego. Od samego początku wciąga czytelnika w wir wydarzeń, przedstawia ciekawego bohatera i z czasem zdradza motywy, informacje, które mają naprowadzić na rozwiązanie zawiłej intrygi. 

Simonę poznajemy w trakcie pracy na wykopaliskach w Troi. Początkowo nie przypuszczamy, że ta sumienna i dokładna archeolożka układa w głowie niecny plan. Kiedy wychodzi na jaw jej prawdziwa natura, jakoś nie przychodzi do głowy myśl żeby ją ocenić czy napiętnować. Więcej uczestniczymy w jej działaniach z zaciekawieniem, a nawet dopingujemy kiedy nadchodzą trudności. A uwierzcie, nadchodzą i to szybciej niż się spodziewacie. Po pierwsze spotkanie z byłym narzeczonym, który wyprowadza z równowagi spokojną i opanowaną Simonę. Porwanie, śmierć przyjaciela i niespodziewany sprzymierzeniec utrudnią jej zadanie do granic wytrzymałości. 

Nie sposób nudzić się przy lekturze „Chciwości”. Akcja z każdą stroną nabiera tempa i nie ma pewności jak zakończą się poszczególne sytuacje czy wątki. Marta Guzowska igra z ogniem. Wprowadza bohaterów, którzy niszczą plany, zmuszają do ich weryfikacji, zmiany zachowania, toku myślenia. Postaci nie są jednoznaczne. Zmieniają się w rytm wydarzeń i podjętych działań. Nie są również tacy, jakimi się z pozoru wydają. Skrywają tajemnice, które w finale całkowicie zaskakują. Pewna swojej dedukcji, na końcowych kartach osłupiałam i trwam w konsternacji po dzień dzisiejszy :)

Marta Guzowska sprawnie operuje słowem. Jej postaci stronią od wulgaryzmów i kolokwializmów ale doskonale zostają uchwycone ich emocje od radości, poprzez poczucie zagrożenia, strachu po wściekłość, żal i nienawiść.
Autorka prezentuje uwielbiane przeze mnie poczucie humoru. Nie takie wprost, ale zawoalowane, ukryte pod warstewką dobrze zachowanej powagi, mające spore znaczenie dla rozwijającej się treści i ewolucji bohaterów.
Cała akcja oparta jest na balansie pomiędzy normami etyczno- moralnymi, a cienką granicą prawa i sprawiedliwości. Wszystkie wydarzenia wydają się być prawdziwe i możliwe do odtworzenia w rzeczywistości, przed czym wyraźnie pisarka ostrzega w posłowiu. To daje na prawdę wiele powodów do rozmyślań na temat pracy archeologów, towarzyszących im oszustom i wszelkich gdybań wokół odnalezionych (lub nie) antycznych skarbów. 

„Chciwość” to idealna mieszanina faktów i bogatej wyobraźni Marty Guzowskiej, która pozwoli przeżyć niesamowitą przygodę, zwiedzić Troję i Turcję, odnaleźć wielkie bogactwo, zaprzyjaźnić się z wyjątkową bohaterką, dać się totalnie porwać historii i dać się zaskoczyć na jej końcu :)

Zdecydowanie polecam!







„Chciwość” Marta Guzowska, Burda, Warszawa 2016






Czytaj dalej...

Inwazja na Tearling, Erika Johansen



Pamiętacie jak wychwalałam książkę "Królowa Tearlingu"? Wtedy cieszyłam się, że mam szansę szybko poznać kolejny tom serii. Teraz, już po lekturze "Inwazji  na Tearling" bezsprzecznie podtrzymuję swoją entuzjastyczna opinię i dobre zdanie o twórczości Eriki Johansen :)

Kelsea okazała się mądrą i sprawiedliwą władczynią. Zdobyła zaufanie swoich poddanych i respekt wrogów. Tylko Szkarłatna Królowa nie potrafi przyznać się do porażki i za wszelką cenę stara się odzyskać swoją pozycję. W tym celu szykuje inwazję na Tearling. Wydaje jej się, że miażdżąca przewaga wojska i uzbrojenia, da jej wymarzone zwycięstwo i władzę. Nie wie jednak, że Kelsea ma dar, w którym widzi przeszłość, czas sprzed Przeprawy gdzie odnajduje kobietę i wskazówki, które być może pozwolą odmienić los królestwa. 

Interesowało mnie, i to bardzo, co skłoniło ludzi do porzucenia współczesnego świata i jego zdobyczy by wyruszyć w nieznane i zacząć wszystko od nowa. W "Inwazji na Tearling" otrzymuję odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Miałam szansę dostrzec ruinę świata skupiającego się jedynie na dobrach materialnych. Zepchnięcie szlachetnych, wielkich, ważnych uczuć w cień, w niebyt, których brak tworzy z ludzi zimne, zmanipulowane, zdemoralizowane jednostki. Żądza władzy, dominacji, egoizm sprawia, że życie staje się nie do zniesienia, a brak perspektyw zmusza do działania i walki o wolność. Razem z Kelsea cofamy się w czasie i obserwujemy narodziny rewolucji. Czy ten zryw dał początek nowej, szczęśliwej i sprawiedliwej rzeczywistości? 

Korona i nowe wyzwania sprawiają, że Kelsea musi dorosnąć, z płochego dziewczęcia stać się królową odpowiedzialną za życie, zdrowie i godną przyszłość swoich poddanych. Tak się staje. Jednak dziewczyna nie zatraca swojej dziecięcej ciekawości, entuzjazmu i niepokorny. Rządzi według własnego planu, czym naraża się kolejnym doradcom. Poczucie odpowiedzialności i sprawiedliwości pomaga jej podejmować odpowiednie decyzje. Nie mogę nie wspomnieć, że ma wsparcie w tajemniczych, budzących podziw, zazdrość pożądanie szafirach. 

Kelsea dorasta, a wraz nią rozwijają się emocje, które pragną zostać zaspokojone. Daje to pretekst do ciekawych, śmiesznych, przerażających i ekscytujących wydarzeń odbiegających od powagi stanowiska młodej władczyni. To wszystko wpływa na sympatie, którą nie sposób nie obdarzyć głównej bohaterki. Inne postaci równie głęboko zapadają w pamięć. Skuteczny, inteligentny Buława, wspierający radą ale i ojcowskim ramieniem. Tajemniczy, groźny, nieokiełznany, brutalny Finn. Zrezygnowana i bezradna Lily. Uroczo i romantycznie zakochany Pen. Bezkompromisowy, zdemoralizowany, skorumpowany Anders oraz charyzmatyczny William Tear. 

Bohaterowie plus zajmująca opowieść o nowym świecie mającą być enklawą szczęśliwości bogata w dynamiczną akcję i bulwersujące tematy, daje pretekst do rewelacyjnego sposobu na spędzenie wolnego czasu. 


"Królowę Tearlingu" oraz "Inwazję na Tearling" z całą stanowczością serdecznie polecam fanom fantastyki. 

"Technologia to wygoda, ale już dawno przekroczyliśmy granicę, za którą wygoda przeważyła nad bezpieczeństwem
."









"Inwazja na Tearling" Erika Johansen, tł. Izabella Mazurek, Galeria Książki, Kraków 2016





Czytaj dalej...

Wariatka, Joanna Jodełka



Joanna Jodełka to polska autorka kryminałów, która zachwyciła mnie niedawno swoją powieścią "Kryminalistka" (recenzja). Z wielką przyjemnością ale i obawą, skrytą w zakamarkach umysłu, sięgnęłam po jej najnowsze dzieło "Wariatkę". Już na początku zdradzę, że podczas lektury towarzyszyły emocje, które na długo zachowam w pamięci.

Joanna, główna bohaterka "Wariatki" to znana nam z "Kryminalistki" autorka poczytnych kryminałów. Po gwałtownej, brutalnej śmierci męża trafia do szpitala psychiatrycznego w stanie ciężkiej depresji. Odmawia przyjmowania leków, jest agresywna, a jej zachowanie szokuje lekarzy i pacjentów. Czy to tylko poza dla otoczenia, maska skrywająca jej prawdziwe emocje? Świadome działanie czy bezradność i otępienie po traumatycznej stracie? Co skrywa Joanna i dlaczego jej nowo wydana powieść wzbudza w niej strach oraz obawę o własne życie?

Joanna Jodełka już od pierwszej strony umiejętnie przyciąga uwagę i rozbudza ogromną ciekawość. Nie wskazuje jednoznacznie czy obawy Joanny, swojej bohaterki są realnym zagrożeniem czy jedynie skutkiem ubocznym silnych leków. Nie tylko czytelnik czuje się zagubiony w mieszaninie omamów i rzeczywistości. Joanna również nie odróżnia prawdy od fikcji. Nie wie więc komu mam zaufać, kogo się wystrzegać, kto jest jej sojusznikiem, a kto wrogiem. Musi liczyć jedynie na siebie i przypomnieć sobie niuanse sprawy, które opisała w książce. Domyśla się, że dotarła do jakiejś tajemnicy, prawdy, której wyjawienie może przynieść nieoczekiwane rezultaty.

"Wariatka" jest książką, w której napięcie i mroczna atmosfera pnie się na wyżyny... a akcja co chwilę zmienia tor i prowadzi w dokładnie przeciwnym kierunku. Trzeba mocno pogłówkować by nadążyć za Joanną (autorką i bohaterką ;)), zrozumieć i połączyć w jedno wszystkie wątki.
Pomysł na fabułę i jej prowadzenie bardzo zmyślne i atrakcyjne. Jest tajemnica, którą trzeba rozwiązać, jest niepewność, która zwodzi i daje do myślenia. Są krwiste i brutalne zbrodnie, jest trochę wulgarności, niepoprawności, tabu, erotyki w różnych, często zaskakujących konfiguracjach. Jednak największą uwagę skupiają specyficzni, wyróżniający się bohaterowie. To pełnokrwiste postacie, które nie boją się działać impulsywnie i nie zawsze w zgodzie z literą prawa. Dzięki nim, czytelnik odczuwa przeróżne emocje, które kumulują się, a w finałowym momencie dają upust, dając tym samym poczucie czytelniczego spełnienia :)

Jak widzicie Joanna Jodełka nie pozwala na nudę. Jej "Wariatka" jest pudełko, w którym skrywa się mniejsze kartonik, a w nim jeszcze mniejszy. Podsyca ciekawość, niecierpliwość i na końcu pozwala cieszyć się niespodziewanym zakończeniem. Joanna Jodełka zdecydowanie wyróżnia się na tle polskich "kryminalistów", co czyni ją moją osobistą liderką na liście ulubionych pisarzy.







"Wariatka" Joanna Jodełka, Świat Książki, Warszawa 2016








Czytaj dalej...

Królowa Tearlingu, Erika Johansen



Zepsucie współczesnego świata, nieograniczony dostęp do narkotyków, terroryzm,nienawiść doprowadziły do tego, że kilka osób postanowiło wziąć los ludzi i ich przyszłość we własne ręce. Tak powstały królestwa, w których zachowano wiedzę niosącą dobrostan, a odrzucili to, co doprowadzało ludzi do upadku.  Niestety, nie wszystkim udało się zdobyć terytorium bogate w złoża czy urodzajną ziemię. To o te tereny i władzę toczą się teraz wojny.

Dziewiętnastoletnia dziewczyna wychowywana do tej pory w ukryciu, musi upomnieć się o tron i wybawić swój uciemiężony lud. Przyjdzie jej stoczyć pojedynek z potężną, niezniszczalną władczynią, zwaną Szkarłatną Królową. Czy Kelsea zdąży z rewolucją, zanim dopadnie ją widmo śmierci?

"Każdy kiedyś umrze. Uważam, że lepiej umrzeć uczciwie."

Zanim sięgnęłam po książkę "Królowa Tearlingu", dość krytycznym okiem, przyjrzałam się recenzjom opublikowanym w internecie. I mimo pozytywnych opinii, byłam sceptycznie nastawiona do lektury. Szybko przyszło mi zmienić zdanie i nawet nie wiem kiedy wrosłam w historię, zaczęłam pilnie śledzić losy młodej, niedoświadczonej księżniczki, przez lata karmionej ideałami.

Kelsei nie sposób nie polubić. To bohaterka rozmiłowana w czytaniu, która z książek czerpie mądrość przodków, doświadczenie mężnych władców, mędrców oraz umiejętność postawienia się w sytuacji poznawanych postaci. To pomaga jej podejmować odpowiednie decyzje w chwilach wielkiej próby. Jej głównym atutem jest wiek, po którym nie można poznać odpowiedniej siły, władzy i inteligencji oraz magiczne zdolności, których długo sama nie jest świadoma. Podoba mi się jej spryt i wdzięk, z jakim zdobywa sojuszników i strażników życia. Nie myślcie sobie, że to chodzący ideał. Do jej zachowania wkrada się szczypta kobiecej próżności, nieracjonalności, niezdecydowania, co sprawia, że nastolatka staje się bardziej prawdziwa, wychodząca ponad litery powieści i godna zapamiętania. 

Światem przedstawionym w "Królowej Tearlingu" rządzi nienawiść, brutalna siła, korupcja, brak zasad moralnych. Mieszkańcy Tearlingu pozbawieni nadziei z lękiem patrzą w swoją przyszłość. Tylko radykalne i odważne decyzje mogą przywrócić spokój i dobrobyt. Jednak kto to ma zrobić kiedy regent jest przekupnym tchórzem, a każda kolejna osoba będąca pretendentem do korony, ginie jeszcze przed koronacją? Czy Kelsea uda się rozwiać uprzedzenia, a także zasłużyć na szacunek i lojalność swojego ludu?

Erika Johansen ma dar łączenia historii wziętych prosto z życia i osadzenia ich w miejscach poza czasem i przestrzenią, obrośniętych w obłudę współczesnego świata i brutalność minionych wieków. Autorka doskonale kreuje otoczenie, bohaterów i z łatwością pozwala "widzieć" opisane sytuacje i wydarzenia. Wciąga tak szybko i tak głęboko, że trudno wrócić do rzeczywistości i pozostawić za sobą tak mocne, dosadne obrazy, w których po równo jest czerni, bieli czy kolorów gdzieś pomiędzy nimi. Erika Johansen pobudza zarówno wyobraźnię, jak i ciekawość tego, co wydarzy się później. W tym miejscu cieszę się, że posiadam drugi tom serii i na bieżąco mogę zaspokoić swoje pragnienia.

Jestem pewna, że "Królowa Tearlingu" spodoba się fanom fantastyki oraz miłośnikom książek, w których przygoda goni przygodę, a młoda dziewczyna wyznacza kierunek w świecie, gdzie pozostała jedynie pogarda dla ludzkiego życia. 










"Królowa Tearlingu" Erika Johansen, tł. Izabella Mazurek, Wydawnictwo Galeria Książki, Kraków 2015






Czytaj dalej...

Słowa pamięci, Rowan Coleman


Miłość w obliczu choroby


Seria Kobiety to czytają to moje ulubione książki. Ich tematyka jest poruszająca, czasem mocno wstrząsa i daje wiele powodów do rozmyślań jeszcze długo po zakończeniu lektury. Dokładnie taka jest jedna z najnowszych powieści w serii, "Słowa pamięci" Rowan Coleman, którą czytałam z rozdygotanym sercem, oczami zaszklonymi napływającymi łzami i wzruszeniem chwytającym za gardło...


Poznajcie Claire Armstrong. Jej zachowanie jest niby zwyczajne: praca, dom, wychowanie dzieci, mąż, gotowanie, sprzątanie, ale budzi niepokój i pewne zastrzeżenia. Po czasie zwyczaje kobiety stają się bardziej niezrozumiałe, a do czytelnika dociera, że bohaterka cierpi na poważną chorobę, która dysharmonizuje życie, plan dnia swojej rodziny oraz zmusza ją do wzmożonej uwagi i opieki.

Claire cierpi bowiem na chorobę zwyrodnieniową mózgu, wczesny Alzheimer. Kobieta powoli zapomina o drobiazgach, potem nazw przedmiotów, imion swoich bliskich, a w końcu nie pamięta co ich z nimi łączy oraz o bliskości, która tworzyła z nich rodzinę. Choroba szybko postępuje. Claire musi maksymalnie wykorzystać czas, który jej pozostał.

Choroba Alzheimera jest kojarzona wyłącznie z ludźmi starszymi, a można na nią zachorować już w wieku 30 lat. "Choroba charakteryzuje się postępującymi zaburzeniami w sferze czynności poznawczych, zwłaszcza zanikiem pamięci, utratą zdolności do myślenia abstrakcyjnego i do wykonywania w sposób logicznie uporządkowany złożonych, a w miarę postępu choroby także prostych zadań.W miarę postępu choroby jej objawy nasilają się, aż do całkowitej niezdolności pacjenta do samodzielnego życia. Według statystyk choruje na Alzheimera 200 tysięcy Polaków"*, a o szybkim diagnozowaniu i leczeniu choroby jeszcze niewiele wiadomo. 

W świetle wiedzy o chorobie Alzheimera bardzo poruszające staje się cierpienie młodej kobiety, mężatki, matki w obliczu postępujących zmian. Próbuję wyobrazić sobie jej ból codziennej straty wspomnień i świadomość "utraty" swoich bliskich w najbliższym czasie. Co więcej kobieta usilnie powraca do przeszłości, w której skryta jest tajemnica biologicznego ojca córki, jej korzenie i nadzieja na przyszłość.

"Bywają decyzje, których nie wolno opierać na tym, co się może wydarzyć"

Rowan Coleman nie boi się oddać głos każdemu bohaterowi tego dramatu. Słyszymy jęk cierpienia, przerażenia osoby dotkniętej Alzheimerem, poznajemy jego obawy związane z utratą pamięci, uczuć, wizerunku swoich bliskich. Doświadczamy emocji babci, która obserwuje rozpad doskonałej rodziny i niemoc w obliczu nieuleczalnej choroby. Swoje doświadczenia opisuje również starsza córka, która oprócz problemów matki musi zmagać się z własnymi demonami. Swoje trzy grosze wtrąca także mąż, który zostaje zepchnięty do roli biernego obserwatora. To objawy podstępnej choroby zmuszają go do postawy , z którą się nie zgadza i której nie toleruje. Jednak dla dobra żony jest gotowy do najwyższych poświęceń.

"Takie jest życie. Trzeba korzystać z okazji i chwytać szczęście."

"Słowa pamięci" są nafaszerowane skrajnymi emocjami i uczuciami, od radości wchodzącej w euforię, satysfakcję, miłość i pożądanie, po te mniej przyjemne, zabarwione ciemna barwą jak niezrozumienie, wściekłość, żal, zawód, cierpienie, niemoc, Uczucia płynnie przechodzą z sytuacji na sytuację, ze słowa na słowo, z osoby na osobę. Potęgują się, wzmacniają i opadają w poddańczym geście całkowitej rezygnacji w rosnącą silną wolę walki.

Książka "Słowa pamięci" to nie tylko historia szybko postępującej choroby, jej etapach i wpływu na Claire i jej zachowanie. To również opowieść o różnych odcieniach miłości, i tej macierzyńskiej, i partnerskiej. Alzheimer wiele zmienił w relacjach partnerskich głównej bohaterki. Kobieta bardzo szybko zapomina o swoim mężu i o uczuciach jakie ich łączyło. Odsuwa od siebie mężczyznę, boi się go i nie rozumie jego obecności w swoim domu. 


Równie mocno zmieniły się stosunki między kobietami Armstrong. Ruth porzuca swoje życie, swoje obowiązki i swoje przyjemności przeprowadza się do córki i opiekuje jak małym dzieckiem. Pilnuje by nie stała jej się krzywda i by krzywdy nie zrobiła swoim córkom. Claire z niezależnej, samodzielnej, pełnej temperamentu kobiety staje się dziewczynką, która żyje w przeszłości, świecie niedościgłym dla jej bliskich. Caitlin z córki zmienia się w matkę dla młodszej siostry i swojej rodzicielki. Musi stać się filarem, podporą rodziny a nie czuje się na to gotowa.  Rowan Coleman uzmysławia czytelnikowi, że granica pomiędzy rolami jakie odgrywamy w życiu jest płynna i w zależności od okoliczności trzeba zmienić punkt widzenia, swoje plany, oczekiwania.

"Macierzyństwo to chronienie dziecka przed tym, co mogłoby je zranić, ale także zachęcanie go do życia jak najlepiej, jak najpełniej, jak najśmielej i niezłomna wiara, że nawet jeśli ciebie przy nim nie ma, więc nie możesz trzymać go za rękę, ono i tak odniesie sukces."

"Słowa pamięci" to także opowieść o poświęceniu, oddaniu, które nie jest karą, dopustem bożym ale wyrażeniem miłości w najpiękniejszym z gestów. 

To piękna, mądra, wzruszająca książka, którą polecam każdemu. 







"Słowa pamięci" Rowan Coleman, tł. Agnieszka Barbara Ciepłowska, Prószyński i s- ka, Warszawa 2015 




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i s- ka




* źródło: http://naukawpolsce.pap.pl/



Czytaj dalej...

Makabryczny plan, czyli... Koronkowa robota, Pierre Lemaitre



Moim zdaniem dobry kryminał cechuje brutalna, nawet makabryczna zbrodnia, wybitny detektyw, który mimo przeciwności losu, w mozole i pocie czoła dopada sprytnego mordercę i tajemnica, którą trudno rozwikłać, ale która logicznie, spójnie układa się w jedną całość.

"Koronkowa robota" francuskiego pisarza, scenarzysty i laureata Nagrody Goncourtów z 2013 roku, Pierra Lemaitre, taka właśnie jest. Szokująca, bulwersująca, zawiła, nierozwiązywalna, dotykająca całej gamy emocji, złożona ze słów zapadających w pamięć i z finałem, który doprowadza do szału, do erupcji wściekłości, do pytań, do zadumy...

Morderca, okrzyknięty przez prasę mianem Literat, morduje młode kobiety wzorując się na klasykach literatury kryminalnej: Czarna Dalia, American Psycho, Roseanna, Laidlaw, Zbrodnia w Orcival czy Zabójca z cienia. Morderca, nawiązuje bezpośrednią korespondencję z komisarzem paryskiej policji, Camille Verhoeven, w których szczyci się swoimi zbrodniami i zapowiada kolejną masakrę. Policjant musi znaleźć psychopatę zanim zginie kolejna dziewczyna.

Camille Verhoeven jest nietypowym komisarzem i człowiekiem. Ma czterdzieści lat, jest bardzo niski i łysy jak kolano. Powikłania w czasie ciąży sprawiły, że jego wzrost zatrzymał się na stu czterdziestym piątym centymetrze. Przez większość życia był to jego największy kompleks. Z czasem nauczył się wykorzystywać niedobory wzrostu i swoja aparycję by zbudować autorytet, charyzmę i reputację. W policji są to niezastąpione atrybuty. Do innych jego zalet należy wysoka inteligencja, pracowitość i nieustępliwość. Nie ma takiej sprawy, której nie rozwiązałby Camille Verhoeven. Dlatego zbrodnie Literata zostały przydzielone właśnie jemu. Jednak nawet on z trudnością odnajduje wskazówki, które pozwolą mu ruszyć tropem prowadzącym wprost do największego paryskiego psychopaty. Trudne śledztwo nakłada się na życiową rewolucję policjanta. Oczekuje on narodzin pierwszego dziecka. Nie chce odpuścić w pracy i nie chce przegapić najważniejszego wydarzenia w swoim życiu. Wyścig z czasem nabiera podwójnego znaczenia.

"Wbrew pozorom sprawca na pewno nie jest owładnięty manią destrukcyjną. Już bardziej manią posiadania, która graniczy z destrukcją, nie jest ona jednak głównym motorem jego poczynań. Pragnie zdobywać kobiety, lecz ich zdobycie nie przynosi mu ukojenia. Więc je torturuje. Ale tortury nie przynoszą mu ukojenia, więc je uśmierca. Ale również morderstwo nie załatwia sprawy. Może je zdobywać, gwałcić, torturować, ćwiartować, pastwić się nad nimi, ale wszystko na próżno. Niejasno przeczuwa, że nigdy nie zazna spokoju. Nigdy się nie zatrzyma, gdyż jego pogoń nie ma końca."

Początkowo nie jest znana przeszłość mordercy, cele, motywy ani modus operandi. Wytężona praca, nietypowe współprace wyłuszczają okrutną prawdę. Literat precyzyjnie, w skali 1: 1 odwzorowuje najbardziej makabryczne zbrodnie z popularnych kryminałów. Ich opisy są niezwykle obrazoburcze, dokładne, szczegółowe, dosadne. Szokują i przyprawiają o mdłości nawet wytrawnego miłośnika gatunku. Czytelnika o słabych nerwach, z góry uprzedzam: niektóre sceny powinny zostać oznaczone czerwonym kluczykiem, albo ostrzeżeniem "Tylko i wyłącznie dla dorosłych! Czytasz na własne ryzyko!". 

Splątanie ścieżek zawodowych i prywatnych, makabryczny los młodych kobiet, zdrada w policyjnych szeregach, wymuszony układ pomiędzy Verhoevenem, a psychopatą daje miejsce na szaleńczy pęd i na dramatyczne zwroty akcji. Gra na amplitudzie emocji przyspiesza tętno, podnosi ciśnienie, domaga się satysfakcjonującego zakończenia, którego nie ma... Finał jest totalnym zaskoczeniem, który bardzo mnie zdenerwował. Nie tak miało być!!! Nie zgadzam się!!! I mimo moich okrzyków niezadowolenia nie da się cofnąć czasu, nie da się nic zmienić. I żebyście mnie źle nie zrozumieli. Nie jestem rozczarowana, wręcz przeciwnie. Po prostu nie spodziewałam się takiego zakończenia... A burzy ono znane, stosowane i utarte schematy :)

"Koronkowa robota" to będzie wyjątkowa książka na mojej półce. Zajmie na niej honorowe miejsce, wśród ulubionych.










"Koronkowa robota" Pierre Lemaitre, tł. Joanna Polachowska, Muza, Warszawa 2015




Czytaj dalej...

Premierowo: Małe brytyjskie miasteczko miejscem brutalnej zbrodni, czyli... Błąd w zeznaniach, Sophie Hannah

Dziś premiera!




Sophie Hannah miałam okazję poznać przy wyjątkowym projekcie wskrzeszania mojego ulubionego bohatera kryminałów- Herkulesa Poirot. Wtedy nie piałam z zachwytu, bo trudno jest wejść w cudzą skórę, a jeszcze do tego zadowolić rzesze fanów Agathy Christie... To naprawdę wysoko postawiona poprzeczka. Nie da się tego zrobić w stu procentach, nie da się spełnić wszystkich oczekiwań. Dlatego jej autorski projekt przyjęłam z ciekawością i ekscytacją jaka towarzyszy zawieraniem nowych znajomości.

W Spilling, we własnym domu, własnym gabinecie zostaje zamordowany kontrowersyjny publicysta, autor kąśliwych felietonów. Wielu z chęcią pozbyłoby się niewygodnego, wścibskiego dziennikarza. W dniu morderstwa i w pobliżu miejsca zbrodni, miejski monitoring zarejestrował kilkukrotny przejazd srebrnego audi i dziwne zachowanie kierowcy. Samochód należy do Nicki Clements, typowej gospodyni domowej ale z nietypowymi tajemnicami. Co ukrywa i czy mają one związek z głośnym morderstwem?

Sophie Hannah bardzo wyraźną kreską rysuje swoje postaci. Są nie tylko wyraziści, ciekawi, ale i wiernie odwzorowują sylwetki ukształtowane przez współczesne wzorce, zdobycze technologiczne, upośledzenia funkcji społecznych, zacieranie granic moralnych, więzów rodzinnych. Nicki jest patologiczną kłamczuchą. Tak funkcjonowała od wczesnego dzieciństwa i tak funkcjonuje jako człowiek dorosły, żona, matka. Oszukuje w sprawach błahych i istotnych. Nie do końca zdaje sobie sprawę dlaczego to robi. Strach przed konsekwencjami to jedna z przyczyn, drugą jest radość z samego faktu kłamania i odsunięcia od siebie nieprzyjemnych sytuacji.

W kryminałach idealnie sprawdzają się policyjne duety. Sophie Hannah także ma swoją parkę. Parkę w podwójnym tego słowa znaczeniu. Simon Waterhouse i Charlie Zailer są partnerami w pracy i małżeństwem w życiu prywatnym.  Doskonale się dogadują, współpracują i motywują na każdym etapie śledztwa. Uosabiają mądrość, intuicję i niezłomność w dążeniu do celu. Dzięki czemu osiągają dobre wyniki, uznanie i satysfakcję.
Innym ciekawym duetem w powieści jest Liv i Gibbs. Łączy ich intymna relacja, która nie powinna mieć miejsca. Ich uczucia to notoryczna namiętność, zdrada, kłamstwo, tajemnice.
Postaci drugoplanowe nie dają się zepchnąć na margines. Nad wyraz uczciwa i stłamszona przez męża Melissa; Lee, którego nie sposób nie nazwać dziwakiem; Hannah, która w poszukiwaniu miłości i bliskości zgadza się na iluzję małżeństwa oraz tajemniczy Król Edward i Gavin, których cechuje manipulacja i perwersja.

"Internet sprowadził istną plagę niewidzialnych mężczyzn."

To właśnie tajemnice są kluczem całej historii, od niej się zaczyna i od niej tworzą się kolejne. Nie wiadomo co jest prawdą, co fałszem i co ukrywa Nicki Clements. Tajemnice w "Błędzie w zeznaniach" są jak pudełka, w których schowane są kolejne, mniejsze i żeby dowiedzieć się co skrywa to maleńkie na końcu, trzeba po kolei otworzyć wszystkie. Z każdym rośnie ciekawość i niecierpliwość.

Sophie Hannah przez kolejne strony wodzi za nos i nie pozwala znaleźć odpowiedzi. Trzeba się porządnie wysilić by złapać wszystkie końce kryminalnej hydry. Autorka świetnie maskuje tropy i podrzuca nic nie warte wskazówki. Ale ich znaczenie dopiero na koniec staje się logiczne, przejrzyste, czytelne. Właśnie to lubię w kryminałach. Nieprzewidywalność, która napędza energią do lektury.

"Błąd w zeznaniach" opisuje się jako thriller psychologiczny i tak jest. Nicki żyje w ciągłym napięciu, w plątaninie własnych kłamstw. Surowe wychowanie, brak więzi emocjonalnej, wykorzystanie słabości dla materialnej korzyści, permanentny strach przed zdemaskowaniem, seksualne frustracje to tylko część poruszonych tematów, które w małym brytyjskim miasteczku znajdują ujście i doprowadzają do brutalnej zbrodni. Razem z bohaterami odczuwamy rosnącą niepewność i wzrok utkwiony w plecach. Kto to? Co to? Dlaczego? Koniecznie sięgnijcie po książkę i poszukajcie odpowiedzi.

Sophie Hannah udowodniła mi, że najlepsze są historie pisane własnym stylem, tempem, perspektywą, tajemnicą. Z pewnością sięgnę po inne książki autorki.









"Błąd w zeznaniach" Sophie Hannah, tł. Marta Kisiel- Małecka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015










zBLOGowani.pl



Czytaj dalej...

Powrót do normalności, czyli... 1945. Wojna i pokój, Magdalena Grzebałkowska


O przebiegu II wojny światowej, o okrucieństwach okupacji i o bestialstwie nazistów w obozach koncentracyjnych powstało wiele książek, opowiadań, pamiętników i ich ekranizacji. Natomiast wiedza o wydarzeniach z dni kończących wojnę, miesięcy pieszych wędrówek, repatriacji, poszukiwań ocalałych bliskich, ekshumacji zwłok, odbudowy miast i rozpoczęcia nowego życia po traumatycznych przeżyciach jest mała, żeby nie powiedzieć znikoma. Ten trudny okres trwania zawieszony pomiędzy życiem, a wciąż realnym widmem śmierci, nienawiści kłębiącej się w piersi oraz chęci bezwzględnej, bezlitosnej zemsty przybliża autorka doskonałych reportaży, chwalonych zarówno przez krytyków jak i czytelników, Magdalena Grzebałkowska.

"Szabrują przedwojenni przestępcy, bezrobotni, robotnicy, chłopi, nauczyciele, urzędnicy, gospodynie domowe i damy z lepszego towarzystwa, żołnierze polscy i radzieccy."

"1945. Wojna i pokój" to kronika, która miesiąc po miesiącu opisuje losy ludności cywilnej pozostających na obszarze Polski w nowych granicach terytorialnych, powoli wyzwalająca się z kajdan nazizmu, niewoli, okrucieństwa. Poznajemy wspomnienia ludzi, którzy jak setki tysięcy innych przesiedleńców, zmuszonych do wędrówki na tereny ziemi odzyskanej i ich trudny, karkołomny marsz przez skuty śniegiem i lodem Zalew Wiślany, w którym w tragiczny sposób tracili bliskich, dobytek życia, często godność. Obserwujemy Polaków szabrujących w poniemieckich gospodarstwach, którzy tym sposobem rekompensowali sobie biedę z czasów okupacji, bądź na swój pokrętny sposób mścili się za obojętność  niemieckich sąsiadów lub traktowali ją w celach czysto zarobkowych. Uczestniczymy w odbudowie polskiej stolicy, która jest największym cmentarzyskiem czasów wojny. Na każdej ulicy, w każdym ogródku, przy każdym domu pochowane są ciała bohaterskich powstańców i cywilów zabitych podczas Powstania Warszawskiego. Zgłębiamy stosunki, relacje Polaków i Ukraińców na Wołyniu, katastrofę niemieckiego okrętu "Wilhelm Gustloff", kaszubskiego dezertera z Wehrmachtu, żydowskich sierocińcach i łambinowicki  obóz pracy, który jeży włos na głowie.

Historii, które chwytają za serce lub porażają bestialstwem jest wiele. Na mnie największe wrażenie zrobiła opowieść o Warszawiakach, którzy próbują podnieść miasto z ruiny, cuchnące setkami rozkładających się zwłok. Ich heroizm, nieustępliwość powala na kolana. Opisy ekshumacji zwłok, ciągnącej mazi trupiej wylewającej się z prowizorycznych grobów, poszukiwanie bliskich i próba ułożenia przerażającej rzeczywistości na nowo, porusza wyobraźnię, emocje i pozostają w głowie na bardzo długo. Drugą historią jest ucieczka przez zamarznięty Zalew Wiślany. Człowiek w walce o życie zatraca trzeźwy osąd, poczucie solidarności i ludzkie odruchy, które prędzej czy później prowadzą do tragedii. "Niemowlęta mimo pierzyn, w które są zawinięte, zamieniają się w bryłki lodu. A starsze dzieci- trzy-, czteroletnie- w tych samych piernatach wychładzają  się na śmierć powolutku. Ujdziesz kilka kilometrów, a im spada temperatura o kilka stopni. Przejdziesz kilkadziesiąt i masz w kołdrze trupka. " lub "Takie czasy, że każdy musi sobie radzić sam!- mężczyzna na wozie śmieje się i zacina konie. Rusza galopem. I chlup. Wjeżdża prosto w przerębel. Bulgocze woda. Woźnica znika w niej ze swoim śmiechem, wozem, żoną, dziećmi, dobytkiem i czwórka koni". Nie da się czytać tego rozdziału bez rosnącej kuli w gardle, bez łez cisnących się do oczu, bez współczucia... Trzecią, której nie mogę pozbyć się pamięci jest obóz pracy dla Niemców, którzy nie zdążyli z ewakuacją. Wymowny tytuł "Nie jesteśmy przecież Niemcami" po lekturze tekstu skruszy serce na milion kawałków. Komendant obozu Czesław Gęborski bierze sobie do siebie doświadczenia z Auschwitz i daje upust złości i nienawiści, która zmienia go w nieczułą bestię, żądną krwi.

"A pani pyta, czy jakieś szczęście mnie w 1945 roku spotkało. Więc odpowiadam: szczęściem było, że nikt z mojej rodziny w tamten rok nie umarł."

Magdalena Grzebałkowska jest doświadczoną reporterką, dokumentalistką. W książce "1945. Wojna i pokój" poznajemy jej wyjątkowy kunszt pisarski i wrażliwość, która pozwoliła jej na zachowanie słów rozmówców w niezmienionej formie. Nie interweniowała w wypowiedzi i ograniczyła swoją rolę do wymaganego minimum, bez zbędnego komentarza czy oceny. Przez co otrzymujemy wnikliwy, dogłębny, wstrząsający obraz sytuacji roku 1945. Magdalena Grzebałkowska pozwoliła wypowiedzieć się ostatnim żyjącym świadkom czasów kiedy wolność była na wyciągnięcie ręki, ale w każdej chwili, o ofiarę jeszcze mogła upomnieć się śmierć. Zachowała język ich opowieści, drobiazgowość, czasem chaos myśli, ich łzy, ból, stratę, poczucie ulgi, śmiech, radość, szczęście. Udało jej się zatrzymać, zachować pamięć, która za kilka dni, miesięcy, lat byłaby nie do odzyskania.

Wyjątkowym "smaczkiem" są archiwalne zdjęcia i poprzedzające każdy rozdział prasowe ogłoszenia drobne, które jeszcze bardziej dają poznać ówczesną rzeczywistość. Powtarzają się poruszające anonsy o poszukiwaniach informacji o zaginionych bliskich, chęci przygarnięcia sieroty, oddania małych dzieci do adopcji "za swoje", ale także te w których odwzoruje się żyłka przedsiębiorczości społeczeństwa i chęć powrotu do normalności np. reklamowanie się astrologów, wróżbiarzy, fryzjerek robiących wieczną trwałą, poszukiwaczy pracy czy oferty matrymonialne.

"1945. Wojna i pokój" to publikacja, która z jednej strony otwiera oczy na ogrom nienawiści i przemocy zarówno wobec Polaków, jak i Polaków wobec "obcych". Opowiadania te wpływają na szeroki wachlarz emocji czytelnika, zarówno wzrusza, porusza i równie mocno oburza, przeraża i długo nie pozwala pozbierać się w sobie. Z drugiej strony pokazuje, że człowiek bez względu na wiek, pochodzenie, religię i narodowość pozostaje tylko  człowiekiem i w obronie swojego życia, a także w poczuciu źle pojmowanej solidarności, patriotyzmu jest w stanie robić rzeczy, które z człowieczeństwem nie mają nic wspólnego.
Rok 1945 obfituje w intensywne przeżycia, w piękne, wzruszające i te, które godzą w dobre imię.

"1945. Wojna i pokój"  powinna być lekturą obowiązkową.








"1945. Wojna i pokój" Magdalena Grzebałkowska, Agora, Warszawa 2015










zBLOGowani.pl



Czytaj dalej...

Saudyjski koszmar, czyli... Oddajcie mi córkę, Candice Cohen- Ahnine


Ciężko mi było czytać książkę "Oddajcie mi córkę" gdyż opisuje rzeczywiste losy młodej Francuzki i jej córeczki. Nie mogę uwierzyć, że w XXI wieku nadal dochodzi do takich sytuacji a rząd, dziennikarze a przede wszystkim rodzice nie mogą zrobić nic by pomóc swoim dzieciom i wyciągnąć je z piekła, które zgotowali im ukochani partnerzy.

Niespełna dwudziestoletnia Żydówka, Candice Cohen, spędza wakacje z przyjaciółmi w Londynie. Tam spotyka saudyjskiego księcia Saddama. Od pierwszego spojrzenia łączy ich głęboka więź, uczucie, miłosna relacja. Mimo obaw rodziców dziewczyny romans rozwija się błyskawicznie i prowadzi do małżeństwa. Candice zachodzi w ciążę i rodzi córeczkę. Od tego momentu kończy się jej bajka, a zaczyna prawdziwy koszmar.

Dużo się mówi o małżeństwach mieszanych, a w szczególności odradza się związki z Muzułmanami. Ich prawo, religia jest bardzo restrykcyjne wobec kobiet, wobec obcokrajowców, innej wiary i kultury. I niestety bardzo często przynosi brutalne otrzeźwienie. Jednak miłosne zaślepienie nie pozwala spojrzeć realnie na związek i pierwsze symptomy kruszejącego uczucia. Candice miała wiele okazji by poznać prawdziwe oblicze swojego księcia. Niestety nie potrafi wyzwolić się z jego czaru i obietnic. Nawet aborcja, na którą Saddam zabiera nieprzytomną, zamroczoną valium dziewczynę, nie działa odstraszająco... Nie mogę tego zrozumieć...

Wszystkie te niegodziwe zachowania prowadza w końcu do otwartego konfliktu, porwania małej dziewczynki i przetrzymywania jej mamy w charakterze więźnia bez możliwości kontaktu z bliskimi, a przede wszystkim córeczki. Jej dramatem nie interesuje się ani ambasada w Arabii Saudyjskiej, ani rząd we Francji. Dopiero interwencja dziennikarzy sprawia, że Candice zostaje uwolniona. Ale to nie koniec jej walki, a dopiero początek,. Musi odzyskać swoje dziecko.

Dramatyczna wiadomość z 15 sierpnia 2012 o śmierci Candice wstrząsa opinią publiczną.

"Oddajcie mi moją córkę" to bardzo poruszająca książka i zapewniam, że skłoni do refleksji niemal na każdej stronie. Każe zastanowić się co kieruje nienawiścią pewnych ludzi, co można zrobić by nie dopuścić do podobnych przypadków ( a tych jest wiele w każdym zakątku świata), jak bronić swoich obywateli przed agresją i jak nie pozwolić rozdzielać matek z ich dziećmi...







"Oddajcie mi córkę" Candice Cohen- Ahnine, tł. Maria Ratan, Świat Książki, Warszawa 2015






zBLOGowani.pl



Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Na straży sprawiedliwości, czyli... Psy gończe, Jørn Lier Horst

Premiera: 6 maj 


Jørn Lier Horst autor "Jaskiniowca" powraca na polski rynek z powieścią kryminalną "Psy gończe". Tę książkę doceniły skandynawskie autorytety literackie i czytelnicy na całym świecie, uznając ją za najlepszą książkę w dorobku norweskiego autora. "Psy gończe" zostały uhonorowane najważniejszymi skandynawskimi nagrodami: Martina Becka (Nagroda Szwedzkiej Akademii Kryminału), Szklanego Klucza (Najlepszy skandynawski kryminał) i Rivertona (Najlepszy norweski kryminał). Trudno mi ocenić czy rzeczywiście najnowsza historia o prawym i honorowym stróżu prawa, Williamie Wistingu jest najlepsza w twórczości Horsta. Jednak muszę przyznać, że dałam się porwać od pierwszej strony, a jej lektura usatysfakcjonowała mnie znacznie bardziej niż wyżej wspomniany "Jaskiniowiec".

William Wisting jest podejrzany o fabrykowanie dowodów w głośnej sprawie zabójstwa Cecilii Linde sprzed siedemnastu lat. Komenda Główna Policji  w Larviku jest zmuszona zawiesić komisarza w obowiązkach służbowych. Oskarżenie godzą w dobre imię i dokonania policjanta. William musi oczyścić się z zarzutów i poznać prawdę oraz wszystkie okoliczności tamtego śledztwa. Wspiera go córka, dziennikarka kryminalna lokalnej gazety. Im bardziej Wisting zbliża się do rozwiązania, tym atmosfera bardziej się zagęszcza. W trakcie śledztwa  dochodzi do zabójstwa i porwania kolejnej młodej dziewczyny...

Jørn Lier Horst tak jak w "Jaskiniowcu" dzieli narrację na dwa punkty wiedzenia. Razem z Williamem Wistingiem uczestniczymy w sekretnym śledztwie i tropimy skorumpowanego, pewnego siebie , swojej pozycji policjanta, który poważył się na sfabrykowanie dowodów w głośnej sprawie porwania, przetrzymywania i zamordowania młodej dziewczyny. Powody i okoliczności takiego zachowania długo będą przed czytelnikiem ukryte. Jednak etapy poszukiwań prawdy, metody zdobywania dowodów, szczegóły pracy policyjnej, tworzenie miarodajnego scenariusza ze strzępów informacji budzi ogromne zainteresowanie, ciekawość, oczekiwanie, naprzemienne minuty napięcia z sekundowymi przerwami na wytchnienie i nabranie sił na kolejne wyzwania.
Razem z Line Wisting również uczestniczymy w śledztwie, tym razem dziennikarskim, który dostarcza doświadczeń równie bogatych w emocje i stany napięć. Reporterka na równi z ojcem podejmuje ryzyko i nie waha się postawić własnej kariery, własnego życia na szali prawdy i sprawiedliwości. Wykorzystuje wszystkie znajomości, możliwości i każdą okazję by zdobyć ważny materiał. Dociera do świadków, których przeoczyła policja, do informacji, które zostały zlekceważone. Dodatkowo jest uzbrojona urodę, przebojowość, w niebywałą intuicję, która pozwala jej dojść prędzej, dalej, głębiej.

Jørn Lier Horst prowadzi oba śledztwa niezależnie od siebie, ale w pewnym momencie oba stykają się w punkcie, który potęguje czytelnicze doznania. Stawia czytelnika centralnie w środku wydarzeń i zostawia w dezorientacji, któremu bohaterowi kibicować najpierw, któremu ruszyć na pomoc oraz nieświadomości, który z nich prędzej dojdzie finału. W "Psach gończych" wyścig z czasem to nie tylko dobrze brzmiące pojęcie. To maraton, w którym liczy się ukończenie poszczególnych etapów i prędkość, z którą autor bombarduje nieoczekiwanymi zwrotami akcji. Wyścig z czasem w tej powieści to żywe, szybkie tempo, zadyszka i przypływ endorfin, które daje zadowolenie, satysfakcję i spełnienie
.
Nie można zapomnieć o tym, że powieści Jørna Lier Horsta są zaopatrzone w doskonale wystopniowane napięcie, budowę nastroju grozy, niepokojącą atmosferę i rewelacyjne sylwetki bohaterów obdarzone w trudną przeszłość, których mroczne sekrety determinują całe życie i pchają je w objęcia zbrodni. Rys psychologiczny, spostrzeżenie o ludzkiej naturze, zachowania społeczne to wierne wykorzystanie zdobytych doświadczeń autora, który do niedawna sam był czynnym policjantem, studentem kryminologii, filozofii i psychologii. Jørn Lier Horst doskonale wie o czym pisze, a umiejętność przenoszenia tej wiedzy na papier to dodatkowy bonus zarówno dla autora, jak i czytelnika.

"Psy gończe" to idealna lektura dla amatorów skandynawskich kryminałów, wariackiej gonitwy do utraty tchu po mrocznych, wilgotnych, gęstych, klimatycznych zakątkach Norwegii w pogoni za karą, sprawiedliwością i zadośćuczynieniem.







"Psy gończe" Jørn Lier Horst, tł. Milena Skoczko, Smak Słowa, Sopot 2015




Polecam tego autora- Jaskiniowiec (moja opinia)










Czytaj dalej...

Nowi ulubieńcy, czyli... Masza i Niedźwiedź


"Masza i Niedźwiedź" to kreskówka, która podbija ostatnio telewizję i serca naszych dzieci. Sama doświadczyłam jej uroku za sprawą mojego synka, który każdego wieczoru czeka w niecierpliwości na kolejną przygodę Maszy.

Bohaterka bajki to ciekawska, czasem niegrzeczna ale bardzo rezolutna dziewczynka. Pewnego razu w pogoni za motylkiem dotarła do lasu, w którym mieszka Niedźwiedź. Niedźwiedź nie byle jaki bo cyrkowy emeryt. Zmęczony sławą i ciągłym harmidrem zaszył się w małym domku i hoduje pszczoły. Masza i Niedźwiedź zaprzyjaźniają się.
Przygody tej nietypowej pary są bardzo zabawne. Masza najczęściej broi w leśnym domku, a Niedźwiedź robi wszystko by ją od tego odwieść, albo musi ratować swój dobytek.


Wydawnictwo Egmont w odpowiedzi na zainteresowanie, wydało właśnie serię Masza i Niedźwiedź, która jest uroczym dopełnieniem bajki i początkiem ciekawej kolekcji na półkach dzieci. W jej skład wchodzi książeczka z przygodami przyjaciół, która zawiera kadry z kreskówki i krótki, ciekawy, łatwo przyswajalny tekst. Bajka opakowana jest w twardą oprawę, błyszczące, kolorowe kartki, a jej niewielki format z łatwością zmieści się w rączki malucha. Kreskówkę jak i bajkę polecałabym małym dzieciom do max. 7 lat. Choć nie powiem, mój jedenastolatek gdy nikt nie patrzy jednym okiem podgląda to, co dzieje się na ekranie telewizora.



Księga zabawa, w której dzieci mogą rozwiązywać zadania, zagadki dotyczące przygód Maszy i Niedźwiedzia, kolorować obrazki, wybierać właściwą ścieżkę, odnaleźć różnice pomiędzy rysunkami oraz podoklejać w odpowiednim miejscu naklejki, które znajdziecie w środku książeczki. Przedział wiekowy, jak wyżej.





Jest również Skarbczyk filmowy, który jest książeczką zadań dla starszych dzieci, które już samodzielnie potrafią czytać. Jest w niej labirynty do pokonania, wykreślanki, krzyżówki, muzyczna łamigłówka, tajny szyfr, zadania i zabawy, które utrwalą w nauce liczenia, czytania, pisania, znajomości zegara oraz bardzo szczegółowe rysunki do pokolorowania. Ta książeczka również zawiera naklejki, które mogą się przydać przy rozwiązywaniu powyższych zadań.









"Masza i Niedźwiedź", tł. Zbigniew Dmitroca, Egmont, Warszawa 2015




Czytaj dalej...

Szybki kurs plastyczny, czyli... Rysunek. Odkryj talent dzięki prawej półkuli mózgu, Betty Edwards


Czy żeby ładnie rysować trzeba mieć umiejętności, dar, wrażliwość artysty? A może rysować można się nauczyć, tak jak pisania, czytania, liczenia?

Całe moje doświadczenie w tym temacie, wiedza i obserwacje wskazują, że to właśnie talent warunkuje udany rysunek, który zachwyca obserwatorów i miłośników sztuki. Betty Edwards przekonuje, że to myślenie jest błędem i to błędem powielanym przez ludzi na całym świecie z pokolenia na pokolenie. Wystarczy zmienić perspektywę i nauczyć swój mózg wykorzystywać naturalne umiejętności, by móc odwzorować na papierze obrazy, które mamy przed oczami.

"Nauka rysowania jest w istocie nauką widzenia- poprawnego widzenia- a to znacznie więcej niż samo patrzenie oczami." 

Jej książka "Rysunek. Odkryj talent dzięki prawej półkuli mózgu" udowadnia, że proste ćwiczenia pomogą każdemu chętnemu człowiekowi odkryć zdolności, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Bo rysowanie, to wbrew obiegowej opinii, czynność mechaniczna. Jeżeli potrafisz czytelnie pisać, jesteś w stanie nauczyć się realistycznie rysować. Naszkicowanie pejzażu, portretu, martwej natury wymaga jedynie opanowania pięciu umiejętności elementarnych, percepcyjnych:

  • Postrzeganie krawędzi
  • Postrzeganie przestrzeni
  • Postrzeganie proporcji
  • Postrzegania światła i cienia
  • Postrzeganie całości, gestalt

Betty Edwards bardzo dokładnie omawia każdą z tych pięciu umiejętności i proponuje ćwiczenia, które mają nauczyć nas dostrzegać wskazane elementy. Żeby to zrobić należy nauczyć własny mózg korzystania z zasobów informacji, obrazów, analiz zdeponowanych w prawej półkuli. Przechodząc na tryb P (wykorzystanie prawej półkuli mózgu) jesteś w stanie dostrzec pojedyncze elementy i ich wzajemnie oddziaływanie, ich realny kształt, położenie, dostrzeżesz podobieństwa, zrozumiesz związki metaforyczne, zaczniesz postrzegać generalne prawidłowości i struktury.

"Lewa półkula dokonuje analizy w czasie, prawa zaś- syntezy w przestrzeni."

Autorka bardzo precyzyjnie wyjaśnia działanie ludzkiego mózgu i jaki wpływ ma ona na postrzeganie świata, który codziennie oglądamy. Ćwiczenia, które proponuje są sprawdzone i wykorzystywane od 1979 roku. Codziennie kilkudniowy kurs plastyczny Betty Edward zmienia sposób myślenia i rysowania tysiące ludzi na całym świecie. W podręczniku znajdziecie na to dowody. Kursanci chwalą się swoimi dziełami sprzed kursu i po. To są znaczne różnice i powiedziałabym nawet spektakularne sukcesy.



Gdyby lekcje plastyki w szkołach odbywały się w sposób zaproponowany przez Betty Edwards, każdy mógłby narysować sobie obrazek, którego nie wstydziłby się powiesić na ścianie.











"Rysunek. Odkryj talent dzięki prawej półkuli mózgu" Betty Edwards, tł. Dariusz Rossowski, wyd. III, Łódź 2015






Czytaj dalej...

Kiedyś musi się wreszcie ułożyć, czyli... Razem będzie lepiej, Jojo Moyes


Po serii kryminałów w jakich ostatnio się zaczytywałam, w moim sercu urosła potrzeba lektury optymistycznej i miłosnej opowieści. Szansą spełnienia pragnień okazała się książka Jojo Moyes "Razem będzie lepiej". I chociaż historia nie jest radosna, i przeważają w niej nity słodko- gorzkie to finalnie bohaterowie powieści podnieśli mnie na duchu i pozwolili uwierzyć w człowieka, dać mu drugą szansę, po prostu mu zaufać.

Jess jest w separacji z mężem. Bez jego pomocy musi wychować, wykształcić, wykarmić dwoje dzieci: nastoletniego Nicky' ego i dziesięcioletnią Tanzie oraz wiekowego psa. Chwyta się zatem każdej pracy, a i tak brakuje gotówki na bieżące potrzeby. Kiedy okazuje się, że jej córeczka jest uzdolniona matematycznie i ma szansę na naukę w prestiżowej szkole, musi dokonać niewykonalnego- zdobyć pieniądze czesne, które mimo 90 % stypendium, przekracza jej możliwości. Okazją na spełnienie marzeń małej Tanzie jest konkurs matematyczny, który odbywa się w Szkocji. Jak przejechać wielokilometrową i wielogodzinną trasę bez samochodu i kiedy w kieszeni pustka? Niespodziewanym zrządzeniem losy pomocną dłoń wyciąga pan Nicholls...

Jess jest bardzo silną kobietą. Samotnie dźwiga na barkach ciężar odpowiedzialności za dzieci, dom, rachunki. Nie skarży się, nie lamentuje tylko chwyta każdą okazję by zarobić parę groszy. Niestety odbywa się to kosztem braku czasu dla pociech, ich problemów, pasji, marzeń. Jess nie potrafi uchronić nastoletniego Nicky' ego przed agresją rówieśników. Nie dostrzegła matematycznego geniuszu swojej córeczki. I choć stara się walczyć na każdym froncie, to przyziemne obowiązki i prozaiczne życie zaczyna ją przerastać.Sama powoli zaczyna tracić zaufanie do losu i jego odmiany. A w wypowiadanych hasłach "Będzie lepiej! Wreszcie wszystko się ułoży!" wyczuć można fałszywe tony.
Wyjazd do Szkocji i udział Tanzie w konkursie matematycznym staje się celem nadrzędnym. Z pomocą pana Nichollsa odbędą podróż nie tylko przez kraj, ale i własną duszę i serce. Pozwala pobyć im ze sobą, lepiej poznać swoje potrzeby, swoje emocje, zbliżyć się do siebie i stworzyć więź, która będzie doskonałym fundamentem ich relacji.

Jojo Moyes nie idealizuje bohaterów swojej powieści, a wręcz przeciwnie. Ukazała ich bardzo ludzką twarz i zachowania, za które musieli się wstydzić, za które musieli odpowiedzieć i w końcu, za które musieli odpokutować. Autorka zadaje trudne, ale bardzo ciekawe i przede wszystkim ważne pytania o naturę człowieka, jego postępowanie w obliczu kryzysowych sytuacji jakimi są między innymi: kłopoty finansowe, wykorzystywanie poufnych danych w celu wzbogacenia się, uchylanie się od odpowiedzialności, kradzież, przemoc wobec rówieśników, agresja na portalach społecznościowych, brak tolerancji i akceptacji dla inności. Dzięki książkowym postaciom poznajemy schematy takich zachowań, kumulację negatywnych emocji, ale i razem z nimi uczestniczymy w próbie zmiany w myśleniu społeczeństwa, uwrażliwieniu ich na krzywdę drugiej osoby, odmianę w postrzeganiu świata i swojego otoczenia.

"Razem będzie lepiej" to również opowieść o dojrzewaniu w roli rodzica, uczeniu się świadomości rodzicielskiej, odpowiedzialności za zdrowie, przyszłość swoich pociech i radości ze wspólnego obcowania, miłości, bliskości. Jess, Nicky, Tanzie doświadczyli na własnej skórze komu mogą zaufać i kto chce dla nich jak najlepiej.

Swój czas dojrzewania i wyrwania się z kokonu powściągliwości, dystansu i podejrzliwości szczególnie w stosunku do kobiet, przeszedł Ed Nicholls. Mężczyzna doświadczony podłymi manipulacjami nie ma ochoty otwierać się na nowe znajomości. Znajomość z Jess i jej dziećmi zmusiła go zadumy nad własnym życiem i natchnie do zmian.

"Razem będzie lepiej" to książka, przy której i łza zakręci się w oku, i uśmiech zakwitnie na ustach i serce zadudni w rytm galopującego konia. Jojo Moyes zabierze Was w podróż przez trudy i radości życia, pochłonie Was w uścisku bliskości i miłości oraz obdarzy zaufaniem i wiarą w człowieka.


"Sekretem szczęśliwego życia jest krótka pamięć." 









"Razem będzie lepiej" Jojo Moyes, tł. Nina Dzierżawska, Między Słowami, Kraków 2015







Czytaj dalej...

Teatr jednego aktora, czyli... Kryminalistka, Joanna Jodełka


Joanna Jodełka to znane nazwisko w środowisku literackim i kryminalnym. W sieci można znaleźć wiele pochlebnych komentarzy, pozytywnych recenzji jej dzieł zarówno krytyków,  blogerów jak i zafascynowanych czytelników. Niestety do tej pory nie udało mi się zapoznać z książkami autorki, a po lekturze "Kryminalistki" ogromnie tego żałuję. To kolejne moje osobiste odkrycie literackiej perełki i królowej współczesnego kryminału.

"A ty, jeśli nie masz dość empatii, odłóż natychmiast tę książkę! Oddaj ją komuś. Zostaw na śmietniku. Daj dziecku, niech porwie. Co mnie to obchodzi. Ale nie czytaj dalej. Po co masz mi  się przyglądać? Nie będę ładna!"

Joannę poznajemy gdy siedzi na ławce w parku. Roztrzęsiona, wystraszona, rozczochrana, brudna, zakrwawiona, w poszarpanym ubraniu przyznaje się do zabicia dwóch osób. Co ją do tego skłoniło i kto jest ofiarą? Tego dowiadujemy się z jej ust, gdy zdradza wydarzenia z ostatnich kilku dni.

"Miłość do samego siebie pozostaje podstawową zasadą moralności."

Joanna, autorka kryminałów, jest zagubiona, niepewna, zdominowana, niedoceniana,  nieszczęśliwa. Powodem tego stanu rzeczy jest mąż, który uważa się za ideał w każdej dziedzinie życia: jako mężczyzna, kochanek, psychoterapeuta, celebryta, pisarz, biznesmen, sąsiad, przyjaciel... Kolacja, którą wydaje dla prominentnych mieszkańców Siedlec jest początkiem brutalnego, makabrycznego teatru zwidów, omamów, choroby psychicznej, manipulacji i szantażu.

Joanna to główna bohaterka i narratorka zarazem. To ona decyduje jaką formę przyjmą zwierzenia, wyznanie winy, nietypowa spowiedź. To ona decyduje ile chce wyjawić, a ile może pozwolić domyśleć się czytelnikowi. Zwraca się bezpośrednio do odbiorcy i sprawia, że wchodzimy z nią w kontakt, że z uwagą słuchamy tego co ma do powiedzenia. I oto jej chodzi. Chce wreszcie być w centrum uwagi, chce zwrócić na siebie oczy całego świata, ale czy jest gotowa na obiektywną ocenę?

Mieszana narracja- to prawdziwy majstersztyk! Raz w czasie teraźniejszym, w pierwszej osobie poznajemy rozedrgane, wibrujące, szalejące, niszczące emocje wystraszonej, rozhisteryzowanej kobiety, a w retrospekcjach, którymi  dzieli się z czytelnikiem, niemal abstrakcyjną historię będącą ziszczeniem najgorszych sennych koszmarów.

"Wszystko, co słyszymy, jest opinią, nie faktem.
Wszystko, co dostrzegamy, jest punktem widzenia, nie prawdą."

Joanna Jodełka jest mistrzynią intrygi! W myśl powyższego cytatu, tak mydliła oczy, tak fałszowała tropy, tak manipulowała faktami, że nie sposób jednoznacznie wskazać motywów zbrodni, jak się okazuje, doskonałej, która dokonała się na kartach powieści. Autorka niepostrzeżenie, niemal hipnotycznie wciąga czytelnika w swoją historię, który nie może odłożyć książki póki nie pozna zakończenia. I niestety mimo ostatniej strony, ostatniego zdania nie jest do końca pewny czy dobrze zrozumiał każde słowo, odnalazł ukryty sens, zawoalowane znaczenie i czy jawnie odsłonięta prawda jest nią rzeczywiście, czy może jest zaszyfrowaną wskazówką o całkiem innej wymowie. Jest zmuszony ponownie przekartkować powieść i na nowo próbować rozwikłać intrygę, jeszcze raz zmierzyć się z tajemniczą, zawiłą, złożoną zagadką.

Nastrój, atmosfera, którą buduje Joanna Jodełka jest gęsta, namacalna, lepka, z której trudno się otrząsnąć, która pozostawia w odrętwieniu, która wywołuje dreszcze jeszcze na długo po skończonej lekturze.

"Kryminalistka" to całkiem nowa jakość kryminału, wyrwana z ram gatunku i poskładana po Jodełkowemu. Super. Jestem zachwycona :)








"Kryminalistka" Joanna Jodełka, Świat Książki, Warszawa 2015







Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka