Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Telbit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Telbit. Pokaż wszystkie posty

"Ty" Zoran Drvenkar

Z twórczością Zorana Drvenkara zapoznałam się przy okazji lektury "Sorry", książki autora, która jako pierwsza została wydana w Polsce. Pamiętam, że zrobiła na mnie duże wrażenie, tak duże że nagrodziłam ją najwyższą notą. Zastanawiałam się jak wypadnie kolejny thriller Drvenkara.
Muszę przyznać, że jestem mile zaskoczona. Autor utrzymał swoją niepowtarzalność, wyrafinowanie, specyficzną narrację i mroczny klimat.

Okładka jest utrzymana w podobnym stylu i równie tajemnicza. Co osobiście bardzo mi się podoba. To taki znak rozpoznawczy pisarza :) Jeżeli chcielibyście przed lekturą zaznajomić się odrobinę z treścią, to nota wydawcy nic Wam w tym nie pomoże. Jest napisana tak tajemniczo, że dopiero podczas czytania, powoli zaczyna odkrywać swoje znaczenie. Tak więc zasiadacie w fotelu, zupełnie zieloni i macie jedynie drobne przeczucie, mgliste pojęcie gdzie "Ty" może was zaprowadzić.

Czy grupa nastolatek może wykiwać pewnego siebie bossa narkotykowej mafii? Okazuje się, że przy dobrych kontaktach, odrobinie sprytu, szczęściu amatora- tak! Jednak czy dziewczyny nie przeliczyły swoich możliwości? To co miało być dobrą zabawą, ucieczka od rzeczywistości, poszukiwaniu siebie i swoich korzeni, staje się równią pochyłą, która pochłania coraz więcej ofiar.
Czy jeden człowiek zwany Podróżnikiem, może bezkarnie, przez kilka lat mordować setki ludzi? Czy tak trudno wykryć sprawcę zabójstwa kilkudziesięciu mieszkańców małego miasteczka, podróżnych w pociągu czy oczekujących w korku zimową nocą?
Czy człowiek, który morduje własnego ojca, dąży do celu choćby po trupach, przed którym drży całe miasto, najgorsi zwyrodnialcy jest godny miłości?

Książka na pierwszy rzut oka wydaje się  być zlepkiem trzech różnych wątków, nijak do siebie pasujących czy zazębiających się. Wydarzenia w nich ukazane są porozrzucane w czasie i przestrzeni. Raz poznajemy przeszłość, innym razem teraźniejszość. Na początku fabuła wygląda chaotycznie i mało zachęcająco. Jednak szybko się to zmienia a czytelnik zauważa subtelne powiązania, które stają się bardziej czytelne im bliżej jesteśmy finałowej sceny. Okazuje się, że nawet najbardziej niewiarygodne zależności są możliwe.

Książka jest podzielona na rozdziały i dotyczy innej osoby. Poznajemy jej wpływ na całą historię. Moim zdaniem dodaje to powieści tajemniczości i potęguje napięcie. Dużą zaletą tego thrillera jest narracja drugoosobowa i to przed nami autor stawia największe wymagania. Narrator wskazuje nas jako uczestnika wydarzeń. Mamy okazję jeszcze lepiej wczuć się w postacie, poznać jej myśli i być bliżej zdarzeń w których się znajduje. Tak więc raz jesteśmy jedną z nastolatek, mafiosem, Podróżnikiem a nawet trupem opisującym swoje pożegnanie ze światem. Muszę przyznać, że pierwszy raz "byłam" umarlakiem...

Trudno mi jest ocenić same postacie bo one są tylko powłoką. To czytelnik wypełnia je swoimi uczuciami i doświadczeniami. A więc bohaterowie są za każdym razem kim innym. A zatem ich ocena jest bardzo indywidualna.

W "Ty" podobała mi się niezwykle dynamiczna, zawikłana akcja, która jest nie do odgadnięcia. Co chwilę wydarza się coś, co wikła ja jeszcze bardziej lub zmienia jej tok. Dzieje się to w najmniej oczekiwanych momentach, kiedy myślisz, że już wszystko wiesz i nic cie nie zaskoczy. Książka pełna niespodzianek.

Polecam.

Cytaty z książki:

1. "Każdy chciałby być wyjątkowy, ale właśnie to sprawia, że wszyscy są tacy sami."
2. "Wczorajsze katastrofy zawsze ustępują miejsca dzisiejszym."
3. "Współczucie ma krótką pamięć"



Zoran Drvenkar "Ty", Telbit 2011, ISBN: 978-83-62252-45-9


5+/6


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Panu Sebastianowi z wydawnictwa Telbit :)



Czytaj dalej...

"Katedra heretyczki" Martina Kempff

Martina Kempff jest pisarką, tłumaczką i niezależną dziennikarką. Największą popularność przyniosły jej powieści historyczne, które w Polsce jeszcze są nieznane a w Niemczech zbierają pozytywne recenzje i zainteresowanie czytelników. W tym roku, wydawnictwo Telbit zdecydowało się wydać jedną z nich, "Katedrę heretyczki".

Fabuła książki osadzona jest w średniowiecznej Francji. Obok siebie żyją, pracują, kochają się chrześcijanie i katarzy. Nie wszystkim pasują te braterskie układy. Według papieskich wysłanników, katarskie nauki zbyt szybko rozpowszechniają się wśród najbiedniejszych warstw społeczeństwa. Rozpoczyna się wieloletnia krucjata przeciwko katarom, okrutne wojny, mordy, obłąkańcza droga ku odpustowi, zbawieniu, bezlitosne sądy i palenia na stosach często niewinnych ludzi.
Na takim tle rozgrywają się losy dwóch kobiet, Blanki Kastylijskiej królowej Francji i Klary zaufanej dwórki i jednocześnie najlepszej przyjaciółki. Obie będą musiały walczyć o swoje szczęście, odnaleźć życiową drogę, swoje własne miejsce, swoje przeznaczenie. Żyją wśród ludzi, którzy na co dzień noszą maski, nie są świadome kto jest ich wrogiem a kto przyjacielem. Nawet wzajemna bliskość Blanki i Klary zostanie wystawiona na próbę. Jak z niej wyjdą? Czy osiągną swoje cele?

Blanka Kastylijska to królowa inteligentna, silna, władcza i bardzo pewna siebie. My poznajemy ją jako kobietę, która oddaje się miłości do męża i dzieci. Dla ich zdrowia i szczęścia jest gotowa na wszystko. Gdy umiera Ludwik VIII bierze władzę we własne ręce. Z szacunkiem traktuje swych podwładnych i sprzymierzeńców. Jednak potrafi tupnąć nogą i nie ulega szantażom. Jest ogromny spryt, przebiegłość, błyskotliwość i waleczność pozwalają jej wyjść bez szwanku z każdej sytuacji.
Martina Kempff w posłowiu przyznaje, że książkę pisała z myślą o poświęceniu jej Blance Kastylijskiej. Ta kobieta pełna namiętności, siły, władzy rozpaliła jej zmysły. Jednak żeby przedstawić złożoność tej postaci, zawiłe czasy, w których żyła, potrzebowała innego punktu widzenia. Tak powstała Klara, takie alter ego Blanki. I ta postać zaczęła żyć własnym życiem. Czy przyćmiła wielką królową?

Klara podbiła moje serce. Nie stało się to od razu, natychmiast. Moje zauroczenie tą postacią wzrastało proporcjonalnie do przeczytanych stron. Na początku, Klara to głupiutka dziewczyna, która uważa, że wie lepiej. Przez swoje lekkomyślne wybory staje oko w oko z makabrycznymi i przerażającymi wydarzeniami. Znajduje się w samym środku krwawej bitwie. Jedynie przypadek sprawia, że wychodzi z tego cało. Jednak nie może zapomnieć straszliwych obrazów, których była świadkiem. Dzień w dzień męczą ją wizje krzyżowców mordujących z zimną krwią kobiety i dzieci. Szuka wytchnienia. Znajduje je na placu budowy Katedry Notre-Dame. Tam poznaje Felicjana, katara, heretyka. Kiedy przekonuje się o wartościach tych ludzi. Poznaje ich zwykłe życie, kiedy zdaje sobie sprawę, że nikomu nie wadzą, ulega fascynacji i sama staje się heretyczką. Ta decyzja wpływa na jej przemianę. Staje się pewna siebie, jej postępowanie staje się bardziej rozważne, w końcu próbuje wpłynąć na losy katarów. A kto jej w tym pomoże, jak nie królowa Francji?
Większość faktów i postaci przedstawionych w książce to prawdziwe wydarzenia. Całość jest jedynie lekko upiększona i okraszona garstką fikcji. Dzięki temu czytelnik ma szansę przyjrzeć się życiu, wierze, działalności katarów, wojnom religijnym w tym regionie oraz poznać złożoną sytuację polityczną Francji.
Książka jest napisana tak ciekawie, że czytało mi się ją wyjątkowo szybko.
Według mnie dobra powieść historyczna, nie może istnieć bez zakazanej miłości, intryg politycznych zmieniających to wydarzeń czy zagadkowej śmierci. To wszystko w dopracowanej formie, zaprezentowała nam Martina Kempff.
"Katedra heretyczki" to nie są same suche fakty. Książka jest po brzegi wypełniona emocjami. Porywają czytelnika, pozwalają wczuć się role bohaterów. Razem z nimi możemy dokonywać wyborów często trudnych i dramatycznych. Obserwujemy również zmiany w zachowaniach głównych bohaterów, co na nie wpływa i co muszą poświęcić. Poznajemy przykłady miłości tak wielkiej, że nie straszna jej śmierć czy zbrodnia.

Polecam.


Cytaty z książki:

1. "Gdy się pragnie uczynić coś dobrego, nie zawsze się to udaje.  Bardzo często dobre chęci prowadzą do złego. "
2. "On i ja jesteśmy nierozerwalną całością; śmierć jednego będzie niechybną śmiercią drugiego."
3. "Wczorajszy wróg może się okazać jutrzejszym przyjacielem"
4. "Przemoc, nawet jeśli stosuje się ją w dobrej wierze, rodzi przemoc. "

Martina Kempff "Katedra heretyczki", Telbit 2012, ISBN: 978-83-62252-92-3

4+/6


Książkę miałam przyjemność czytać dzięki uprzejmości Pana Sebastiana z wydawnictwa Telbit


Czytaj dalej...

"Za drzwiami deszczu" Marta Świderska- Pelinko

"Za drzwiami deszczu" to powieść skierowana głównie do kobiet. Myślę, że mężczyźni, którzy odważą się sięgnąć po książkę, odnajdą w niej tajemnice kobiecej duszy i sposób patrzenia na świat. Dzięki niej mogą odkryć swoje żony, narzeczone, dziewczyny na nowo.

Przedstawia losy trzech przyjaciółek: Magdy, Lidki i Kaśki. Znają się od bardzo dawna, razem pracują, razem dojrzewają do podejmowania trudnych decyzji, jakie co róż podsyła im życie.
Magda jest bardzo wrażliwa, uczuciowa i bogobojna. Trwa w małżeństwie, w którym od dawna nie układa się dobrze. Próbuje naprawić relacje z mężem, robi to jedynie ze względu na dzieci. Między małżonkami nie ma żadnych ciepłych uczuć. Jedynie pustka, samotność i niezadowolenie. Magda przypadkowo poznaje Artura, który zaczyna ją fascynować. Stoi na rozdrożu, nie wie jak postąpić. Czy wbrew swojej wierze ma rozerwać więzy małżeńskie? Czy ma prawo szukać szczęścia u boku innego mężczyzny?
Lidka jest wesoła, pełna wigoru i seksapilu. Jest też niezłą kombinatorką i intrygantką. Próbuje układać życie koleżankom bez ich wiedzy a co gorsza zgody. I ona żyje w trudnym, toksycznym związku. Pragnie dziecka, ale wszystko wskazuje na to, że jest bezpłodna. Mąż Lidki nie może się z tym pogodzić. Jest to powód ciągłych zatargów, wyzwisk, poniżań. Czy istnieje szansa żeby ocalić to małżeństwo?
Kaśka także nie ma łatwego życia. Chce odejść od męża ale on zmaga się ze śmiertelną chorobą. Kobieta nie chce mu odbierać nadziei a co za tym idzie siły do walki z nowotworem. Kaśka skrywa również bolesną tajemnicę z przeszłości.

Te trzy kobiety wiele dzieli. Podejście do życia, do wiary, stosunki z rodzicami. Łączy je jeszcze więcej. Chęć bycia szczęśliwym i spełnionym. Każda z nich musi znaleźć własną ścieżkę do realizacji tych planów. My możemy jedynie obserwować te zmagania i kibicować swoim faworytkom.
"Za drzwiami deszczu" przedstawia codzienność współczesnych trzydziestokilkulatek. Nie zawsze jest ona jasna, klarowna i beztroska. Wręcz przeciwnie. Przeplata się ona z ciemnymi stronami życia, którymi rządzi chaos i wszechobecne pokusy. To od nas zależy czy im ulegniemy. Nikt nie jest wolny od wad i popełniania błędów. To dzięki nim możemy dostrzec szczęście na tle codziennych, zwykłych zajęć.
"Za drzwiami deszczu" to lustrzane odbicie życia wielu czytelniczek.

Muszę przyznać, że początek znajomości z "Za drzwiami deszczu", nie był udany. Pierwsze rozdziały powiały nudą i banałem. Dopiero po kilkudziesięciu stronach, kiedy akcja na dobre się rozwinęła i przyspieszyła a problemy bohaterek nawarstwiły się, powieść nabrała rumieńców, wyrazu i zaciekawiła mnie. Od tego momentu trudno mi było odłożyć książkę. Musiałam jak najszybciej poznać zakończenie tej historii.



Marta Świderska- Pelinko ""Za drzwiami deszczu", Telbit 2010, ISBN: 978-83-62252-01-5



>>4+/6<<
Marta Świderska-Pelinko urodziła się w Katowicach. Zajmuje się krytyką literacką, od2006 r. tłumaczy teksty literackie z języka słowackiego. Jest prezesem rzeszowskiego oddziału Związku Literatów Polskich.
Zadebiutowała w 1996 r. tomikiem poezji Zatrzymany czas; kolejny zbiór wierszy - Refleksje - ukazał się w roku 2006. Jest także autorką powieści: W labiryncie bólu (2003) oraz Tułaczy smak Edenu (2007).
Otrzymała kilka nagród m.in. za całokształt twórczości literackiej i działalności kulturalnej oraz za wybitne osiągnięcia w dziedzinie twórczości artystycznej, upowszechniania i ochrony kultury.




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości pana Sebastiana z wydawnictwa Telbit






Czytaj dalej...

"Sorry" Zoran Drvenkar

Zanim rozpoczęłam lekturę "Sorry" pokusiłam się o przegląd opinii na temat książek Zorana Drvenkara. Nie wszystkie były pochlebne ale większość przekonała mnie, że wybór tej lektury usatysfakcjonuje mój gust dotyczący dobrego thrillera.

Na początku dość wnikliwie i dokładnie poznajemy czworo przyjaciół mieszkających w Berlinie. Tamara, Frauke, Wolf i Kris to trzydziestolatkowie, którym do tej pory nie wiodło się najlepiej, ani w życiu prywatnym ani zawodowym. Każdy z nich ma za sobą jakieś traumatyczne przeżycie. Pewnego dnia wpadają na pomysł założenia firmy "Sorry", która ma oferować przebaczenie, czyste sumienie, odkupienie win, zadośćuczynienie. Oferta ma być skierowana do biznesmenów, którzy nie potrafią przepraszać a za usługi agencji mogą zaoferować godziwe wynagrodzenie. Pomysł jest strzałem w dziesiątkę. "Sorry" odnosi spektakularny sukces, ma wielu klientów a nasza paczka przyjaciół szybko się wzbogaca. Kupują willę, która jest siedzibą firmy ale i wspólnym mieszkaniem. Wydaje się, że nie może już być lepiej. Wtedy do agencji trafia zlecenie. Mają przeprosić samotną wdowę. Kiedy Wolf dociera na miejsce okazuje się, że kobieta nie żyje, a jej ciało zostało przybite do ściany. Morderca domaga się aby Wolf przeprosił kobietę za niewyobrażalne męki jakich doznała przed śmiercią. Niestety to jeszcze nie koniec. Zleceniodawca oczekuje, że grupa przyjaciół pozbędzie się zwłok. Rozpoczyna się okrutna gra, która doprowadza do mrocznego i krwawego finiszu.

Akcja powieści jest dynamiczna i zaskakuje na każdym kroku tworząc specyficzny klimat grozy, strachu i przerażenia. To uczucie podbija jeszcze sposób prowadzenia narracji, która jest bardzo różnorodna. Wydarzenia poznajemy z punktu widzenia kilku osób, w tym zabójcy i "mężczyzny, którego tam nie było". Dzięki temu możemy poznać odczucia, wrażenia, myśli każdej z opisywanych postaci. Daje nam to też szerszy pogląd na całą historię. Autor raz odkrywa przed nami przeszłość a kiedy indziej powraca do teraźniejszości. Zręcznie i z wyczuciem przeskakuje z osoby na osobę. Co dziwniejsze autor utożsamia mordercę z czytelnikiem, zwraca się do niego per Ty, co daje niesamowite wrażenie uczestniczenia w tej zawiłej intrydze.
Zoran Drvenkar w każdym rozdziale odkrywa przed nami tylko małe skrawki tej historii ale w finale powieści tworzą one jedną, spójną , przerażającą całość.

Jednocześnie autor stawia przed nami ciekawe i trudne pytania: Czy przepraszając w cudzym imieniu, bierzemy odpowiedzialność za jego czyny? Czy mamy prawo sami wymierzać sprawiedliwość? Czy pewne zbrodnie można usprawiedliwić?

"Sorry" to jeden z lepszych thrillerów, które miałam okazje przeczytać w tym roku. Z chęcią poznam inne utwory tego autora.

Zoran Drvenkar śmiało może konkurować z najlepszymi pisarzami tego gatunku.


 Zoran Drvenkar "Sorry", Telbit 2011, ISBN: 978-83-62252-31-2


>>6/6<<



Zoran Drvenkar urodził się w 1967 roku w Križevci w Jugosławii i przeniósł się wraz z rodzicami w wieku trzech lat do Berlina wschodniego. Dorastał w środowisku wielokulturowym w Charlottenburg. Szkołę uważał zawsze za nudną i w końcu rzucił studia. Pracował tymczasowo w przedszkolu Oekoladen i kilka miesięcy jako wolny strzelec w Berlinie w “Tagesspiegel”. Po upadku muru berlińskiego udał się do Bawarii, a następnie mieszkał w przyczepie kempingowej w Holandii.  Od 1989 pracuje jako niezależny pisarz. W 1995 roku powrócił do Berlina, a obecnie mieszka w jego pobliżu w starym młynie, gdzie tworzy powieści współczesne, wiersze, sztuki teatralne i opowiadania. Zdobył kilka dotacji Senatu Berlina oraz dotacje z Berlińskiej Akademii Sztuki. 




Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję panu Sebastianowi z wydawnictwa Telbit


Czytaj dalej...

"Dziewiąty Legion" Rosemary Sutcliff

Rosemary Sutcliff była brytyjską pisarką specjalizująca się w literaturze historycznej i młodzieżowej. Powieść "Dziewiąty Legion" napisała w 1954 r. Od tamtej pory cieszy się ona nieustanną popularnością. Została okrzyknięta jedną z najwspanialszych książek młodzieżowych XX wieku. Inspiracją dla autorki w tworzeniu tej książki były autentyczne wydarzenia. Legion zwany Hispana istniał naprawdę a okoliczności jego zaginięcia nie są jednoznaczne i nikt nie zna prawdy jaki los spotkał Dziewiąty Legion.

Około roku 117 n. e. Dziewiąty Legion zwany Hispaną, stacjonujący w Eburacum, gdzie dzisiaj znajduje się miasto York, wymaszerował na północ, żeby stłumić bunt kaledońskich plemion. Cztery tysiące żołnierzy przepadło bez wieści, rozpłynęli się w Brytańskiej mgle razem z nimi zaginął sztandar z orłem w pozłacanych piórach, symbolem legionu.

"Kolumna ludzi wśród gór posuwała się naprzód jak błyszczący, srebrzysty wąż, cętkowany szkarłatnymi płaszczami i grzebieniami oficerów. (...)Mgła ścieliła się naokoło nich i w końcu ich zasłoniła, jakby przeszli do innego świata."

Marek Flawiusz Akwila nigdy nie pogodził się z zaginięciem ojca, dowódcy Hispany. Gdy tylko skończył osiemnaście lat, zaczął ubiegać się o godność centuriona. Poprosił nawet o służbę w Brytanii, w przygranicznym forcie aby móc zbierać wiadomości o zaginionym legionie. Jego kariera wojskowa nie trwała zbyt długo. Został poważnie ranny w nogę podczas bitwy, nie udało jej się w pełni uleczyć. Tak oto jego marzenia i plany zostały brutalnie przerwane, a chroma noga zmusiła do nudnej egzystencji w domu wuja Akwila. Jedyną rozrywką były Saturnaliowe igrzyska. Właśnie tam Marek uratował od śmierci gladiatora Escę i wykupił go na swojego niewolnika. Między mężczyznami od razu zawiązała się nić porozumienia i przyjaźni. Wkrótce Marek nadał Esce akt wyzwolenia.
Pewnego dnia jeden z rzymskich centurionów opowiedział Markowi o krążącej plotce, z której wynika, że orzeł  Dziewiątego Legionu odnalazł się w wiosce nieznanego plemienia, daleko na północy. Marek zabrał Escę i  wyruszył w podróż pod postacią uzdrowiciela, wędrownego okulisty. W myśl zasady " Stracić orła to stracić honor. Stracić honor to stracić wszystko", udał się w nieznane strony zamieszkałe przez wrogie plemiona aby oczyścić imię swojego ojca, odnaleźć i odebrać tubylcom, Malowanym Ludziom zaginionego orła.
Czy wróci w chwale czy słuch o nim zaginie tak jak o Dziewiątym Legionie???

Rosemary Sutcliff z wielką wprawą opisała zachowania, ceremoniały, zasady codziennego życia oraz plemienne rytuały średniowiecznych Rzymian, Brytów czy Epidów (szkockie plemię).
Autorka użyła prostego języka aby treść była zrozumiała dla każdego. Nie zabrakło w nim autentyczności poprzez zastosowanie zwrotów i odniesień używanych w tamtych czasach. Jednocześnie w tak plastyczny i sugestywny sposób wykreowała wydarzenia aby każdy mógł się poczuć ich częścią.
Myślę, że opisy życia w koszarach, wojny, polowania najbardziej zainteresują nastoletnich chłopców i mężczyzn. Książka jest naładowana testosteronem co jest o tyle zadziwiające, że napisała ją kobieta. Powieść wbrew pozorom nie dotyczy zaginięcia legionu i nie jest spektakularnym rozwiązaniem tej tajemnicy. "Dziewiąty Legion" to książka o: odwadze, która pozwoliła wyruszyć w nieznane; honorze, które było warte wszelkich wyrzeczeń; przyjaźni, która trwała ponad podziałami i ponad pochodzenie czy formowanie tożsamości poprzez tradycje i rytuały. Marek i Esca są fantastycznymi wzorcami godnymi naśladowania. Z pełna świadomością można powieść polecać młodemu pokoleniu, by czerpali z nich inspiracje dla własnych wyborów i postępowania.
Chociaż powieści o tej tematyce nie należą do moich ulubionych muszę przyznać, że Rosemary Sutcliff urzekła mnie tą historią, nieskomplikowanym podejściem i prostą w odbiorze fabułą. Na początku kiedy autorka zarysowuje wydarzenia i postacie, książkę czyta się z mozołem ale jednocześnie z rosnącym zaciekawieniem. Kiedy akcja przyspiesza, "Dziewiątego Legionu" już nie wypuścicie z ręki. Na koniec muszę wspomnieć o pięknych rycinach ozdabiających każdy rozdział, przyjemnie było zawiesić na nich oko.


Rosemary Sutcliff, "Dziewiąty Legion", Telbit 2011, ISBN: 978-83-62252-21-3






                                                                  >>5/6<<


Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości portalu DużeKa i wydawnictwa Telbit 




Czytaj dalej...

"Perfumiarz" Ina Knobloch

Wydawnictwo: Telbit
Seria: Nefretete
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 400
Oprawa: Miękka
ISBN: 978-83-62252-53-4
EAN: 9788362252534
Moja ocena: 6/6


Autorka napisała tę książkę zainspirowana życiem, osobą i talentem Giovanniego Marii Fariny. Urodził się on w rodzinie Farinów gdzie "wszystko oceniano na podstawie woni. To nos decydował, czy ziemia była gotowana siew, czy nadawała się na założenie winnicy, sadu owocowego czy tylko na łąkę do wypasu bydła, czy kogoś trawiła choroba albo jaki miał charakter- członkowie rodziny Farinów nosem rozpoznawali więcej niż oczyma".

Giovanni Maria Farina ur. 8 grudnia 1685 w Santa Maria Maggiore, Verbania, Piemont, Włochy, zm. 25 listopada 1766 w Kolonii) – twórca receptury i producent wody toaletowej, znanej jako woda kolońska Eau de Cologne.
W 1709 r. J. M. Farina założył w Kolonii fabrykę perfum, która dziś jest najstarszą na świecie. Wyprodukowanej przez siebie wodzie toaletowej, o unikalnym zapachu, nadał nazwę: „Eau de Cologne” na cześć swojej nowej ojczyzny. Rozsławiło to Kolonię w XVIII w. jako miasto perfum, co upamiętnia rzeźba Fariny, umieszczona na wieży ratuszowej.
W XVIII w. w przedsiębiorstwie Fariny – „Eau de Cologne Farina” – zaopatrywały się niemalże wszystkie europejskie dwory królewskie i książęce, poczynając od króla pruskiego Fryderyka Wilhelma I, poprzez cesarzową Marię Teresę, króla Francji Ludwika XV, włącznie z królem Polski, Stanisławem Augustem Poniatowskim.
Swój nowy zapach J. M. Farina opisał w liście z 1708 r. adresowanym do brata: „Mój zapach przypomina włoski, wiosenny poranek po deszczu; pomarańcze, cytryny, grejpfrut, bergamoty, limonki oraz kwiaty i zioła rosnące w mojej ojczyźnie.
Tajemnicą tej zapachowej kompozycji i jej sukcesu była doskonale opanowana sztuka destylacji, którą J. M. Farina przywiózł ze sobą z Włoch, gdzie się urodził. Popularność oryginalnej „Eau de Cologne Farina” sprawiła, że w XIX w. na rynku europejskim pojawiły się jej imitacje pod nazwą „Woda kolońska”. Pomimo nazwy, ich kompozycje zapachowe dalece odbiegały od oryginału.
„Eau de Cologne Farina” używali Wolter, Goethe, Balzac, królowa Anglii Wiktoria, Oscar Wilde, Tomasz Mann, Marlena Dietrich oraz księżniczka Diana.
Perfumy „Eau de Cologne Farina” są produkowane po dziś dzień według oryginalnej receptury przez ósme już pokolenie rodu Farina.

Już od najmłodszych lat Giovanni zaskakiwał a jednocześnie zachwycał swoim nad wyraz wrażliwym powonieniem. Potrafił węchem rozpoznać każdą roślinę czy owoc oraz stadium zaawansowania ich dojrzałości. Po zapachu rozpoznawał konkretną osobę. Jego czuły nos potrafił wśród wielu przypraw rozpoznać zgniłe mięso. "Szczególnie pomocny bywał przy poszukiwaniach " leśnych diamentów", białych trufli, gdyż natura obdarzyła go rzadkim talentem bezbłędnego wskazywania węchem tych szlachetnych grzybów, ukrytych głęboko pod ziemią".
Giovanni po ukończeniu 14- stego roku życia wyrusza z babką do Wenecji uczyć się fachu perfumiarza, metod pozyskiwania olejków, esencji zapachów i aromatów. Podczas wyprawy spotyka towarzyszkę dziecinnych zabaw Antonię. Otacza ją delikatna woń niewinności, z dyskretną cytrynową nutą i szczyptą fiołków. Ten zapach jest tak niezwykły , że Giovanni zakochuje się w dziewczynie bez pamięci. W swojej wielkiej nieśmiałości próbuje pozyskać jej względy. Zachwycony nowym uczuciem oraz siłą pożądania próbuje stworzyć perfumy , zapach doskonały, specjalnie dla niej. Zajęty komponowaniem tego perfekcyjnego dzieła nie zauważa rywala, swojego największego wroga, bezwzględnego i brutalnego Bernardo. Jest dalekim krewnym Giovanniego, pochodzi z ubogiej rodziny, w której króluje przemoc,nałogi i choroby. Bernardo z wielkiej zazdrości o powodzenie rodziny Farinów próbuje wyeliminować ich największą chlubę- Giovanniego. Znając uczucia młodego perfumiarza do Antonii chce zniszczyć ten związek.

Do książki podeszłam z wielką rezerwą. Kiedy przeczytałam, że Ina Knobloch zafascynowana życiem i talentem Giovanniego napisała swoją powieść, spodziewałam się wielkiego patosu i peanów pochwalnych. Sądziłam, że książka może być zmodyfikowaną wersją "Pachnidła" Patricka Süskinda.
Nic bardziej mylnego. "Perfumiarz" jest ciekawym połączeniem historii, miłości i pasji.
Z każdej strony wyzierają zapachy przybliżając nazwy i znaczenia, których nie znałam.
Książka jest bardzo wiarygodna przez styl i język w jakim jest pisana. Akcja rozpoczyna się w 1685 roku a więc sformułowania, pojęcia są "żywcem" wyjęte z tamtych lat. Daje to nam poczucie przeniesienia w czasie i zanurzenia się w środowisku italskich aromatów ziół i kwiatów.
Podobało mi się opatrzenie każdego rozdziału informacjami na temat różnych roślin, produktów i części składowych zapachu oraz wiadomości, przysłowia i aforyzmy z nimi związane.

Książka jest też pewnego rodzaju przestrogi apelem o równowagę w życiu. Giovanni jest przykładem na to jak pasja może przysłonić to co najważniejsze. Perfumiarz był tak zajęty własnym rozwojem, nauką i tworzeniem idealnego zapachu, że nie zauważył w porę zerwania więzi i osłabienia uczuć Antonii. Nie warto być zapatrzonym w jeden punkt gdyż możemy wiele stracić.

Ina Knobloch przedstawiła nam wiele postaci, niektóre rzeczywiste a niektóre fikcyjne. Obdarzyła ich różnymi charakterami co wzbogaciło moje doznania czytelnicze. Spiski, bogate życie elit italskich dodało lekturze smaku a mnie zapierały dech w piersi.
W powieści denerwowała mnie postać Antonii. Była bardzo podatna na wpływy, niepewna swoich uczuć, nie słuchająca własnej intuicji. Nie umiała zaufać własnym opiniom i obserwacji. Nie miała własnego zdania, można było jej wszystko wmówić. Zachowywała się jak chwiejny płomień na wietrze. Raz przyjmowała i wierzyła w miłość ukochanego by za chwilę w nią zwątpić. Moim zdaniem zasłużyła na los, który ją spotkał.

Zapoznając się z "Perfumiarzem" zdałam sobie sprawę jak bardzo w życiu codziennym nie doceniamy tak ważnego zmysłu- węchu. Nie mam na myśli naszego gustu, wyboru perfum itp.
Po prostu nie zwracamy już uwagi jak pięknie pachnie świat. Nie umiemy po zapachu rozpoznać kwiatów, owoców, warzyw. Nie delektujemy się zapachem potraw. Przyszło mi do głowy, że nowo narodzone dzieci posługują się węchem. Ogólnie jest wiadome, że noworodki potrafią po zapachu rozpoznać własną matkę. Z biegiem lat, upływem czasu zatracamy te zdolności. W naszym cywilizowanym świecie, nasze nowoczesne i super- wygodne sprzęty zabijają naturalne wonie. Musimy ratować się tymi w słoiczkach, w kontaktach, odświeżaczach powietrza.
Mój ulubiony zapach z dzieciństwa? Pomarańcze. Pachniały tak intensywnie, tak cudownie. Dzisiejsze pomarańcze nie pachną. Podsypywane nawozami, konserwantami zatracają swoją indywidualność, swoje pierwotne piękno.

Chciałabym napisać słów kilka o Wenecji w XVIII w. Uchodziła o potwornie brudne i śmierdzące miasto: "wszędzie unoszą się wyziewy z rozkładających się ryb i mięsa, smród fekaliów, zapach ługu, dym i jeszcze kilka innych, odrażających woni". Trudno wyobrazić sobie życie w takim miejscu. Mam jednak wrażenie, że za kilkanaście lat cała kula ziemska będzie jednym, wielkim wysypiskiem śmieci, gdzie smród będzie jedną z najmniejszych niedogodności. Choroby, epidemie będą trawić naszą społeczność.
W niektórych rejonach świata już zaczyna brakować dostępu do czystej wody. Nie tylko do kąpieli ale przede wszystkim do picia. Jak widać historia lubi się powtarzać, zataczać koło.

Książka poruszyła we mnie sporo strun. Począwszy od niuansów zapachów poprzez znaczenie tego zmysłu w dzisiejszych czasach aż po zagadnienia ekologiczne. To dobrze. Uważam, że wtedy książka jest dobra kiedy zmusza nas do myślenia, kiedy otwiera nas na lepsze przeżywanie świata i niesie za sobą jakieś przesłanie.


Za książkę dziękuję portalowi DużeKa i wydawnictwu Telbit




Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka