Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty

Zapowiedź // The Foxhole Court , Nora Sakavic pod patronatem medialnym Aleksandrowych myśli

Z ogromną dumą i radością przedstawiam kolejną majową zapowiedź książki, której blog Aleksandrowe myśli  będzie patronował medialnie ♥ ♥ ♥
Uważam, że powieść The Foxhole Court pokochają wszyscy, bez względu na wiek :)


Tak o książce pisze wydawca:
Neil Josten jest zapalonym graczem Exy, który podpisał kontrakt z drużyną Uniwersytetu Stanowego Palmetto. Niezbyt wysoki, ale szybki, posiada ogromny potencjał. Jednak jest też uciekinierem oraz synem groźnego przestępcy znanego pod pseudonimem Rzeźnik.

Podpisanie kontraktu z drużyną uniwersytecką Lisów wydaje się ostatnią rzeczą, jaką chłopak taki jak Neil powinien zrobić. Drużyna jest bowiem znana szerszej publiczności; zdjęcia, na których znajdzie się jego wizerunek, mogłyby ściągnąć na niego niepotrzebną uwagę. Kłamstwa pozwolą mu zachowywać pozory jedynie tak długo, dopóki ktoś nie pozna jego prawdziwej tożsamości. Jeśli prawda wyjdzie na jaw, będzie martwy.

Ale Neil nie jest jedyną osobą w drużynie, która coś ukrywa. Jeden z nowych zawodników Lisów, to ktoś z jego przeszłości. Teraz, gdy ponownie się spotkali, Neil chce wykorzystać szansę, jaką zesłał mu los. Ostatnich osiem lat przetrwał dzięki ciągłej ucieczce. Może w końcu znalazł kogoś, dla kogo warto żyć i coś, o co warto walczyć.




 Premiera 16 maja 2018 r.


Czytaj dalej...

Jej wysokość P, Joanne MacGregor // Prawo wysokich dziewczyn



Mając lat naście, każda nawet najdrobniejsza niedoskonałość jest powodem do wstydu, obniżonej samooceny i zamknięcia w skorupie kompleksów.

Doskonałym tego przykładem jest Peyton z powieści Jej wysokość P, Joanne MacGregor. Siedemnastolatka może pochwalić się ponadprzeciętnym wzrostem. Z tego powodu czuje się gorsza nie tylko od kolegów i koleżanek, ale i społeczeństwa, które utrudnia jej życie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Dziewczyna nie ma wyboru podczas zakupu ubrań, dodatków, jest dyskryminowana w nieprzystosowanych środkach transportu czy szkolnego wyposażenia. Już nie wspominając o związkach, na które według Peyton, nie ma żadnych szans...

Początkowo wydaje się, że Jej wysokość P to całkiem miła i nieskomplikowana historyjka o kompleksach i ich pokonywaniu. Niedoskonałości i walka z nimi, nauka samoakceptacji to chleb powszedni młodego człowieka i fajnie, że takie tematy są podejmowane w książkach młodzieżowych. Mając przykład łatwiej dostrzec, że problem nie zawsze jest aż tak poważny i że inni miewają gorzej. 

Sytuacja Peyton jest znacznie gorsza, niż wygląda to na pierwszy rzut oka. Rodzice nastolatki są po rozwodzie. Z ojcem kontakt jest znikomy, a i na matkę nie może liczyć. Kilka lat wcześniej rodzinę siedemnastolatki spotkała tragedia, która zniszczyła wszelkie relacje i doprowadziła pod ścianę, gdzie nie ma odwrotu i nie ma możliwości pójścia w przód. Peyton musi radzić sobie sama i to nie tylko z problemami dojrzewania, ale i z kłopotami typowymi dla świata dorosłych. 

Bohaterka powieści Jej wysokość P jest bardzo dowcipną i bystrą osóbką. Mimo kompleksów, upokorzenia i codziennych docinków, walczy o swoją przyszłość. Początkowo nie podobała mi się jej relacja z matką. Jednak gdy poznałam prawdziwą sytuację, doskonale zrozumiałam frustrację i mocne słowa skierowane w kierunku kobiety, która powinna być wsparciem, opoką, fundamentem. Całkiem inaczej spojrzałam wówczas na Peyton. Stała się dla mnie twardą wojowniczką, ale o delikatnym, kruchym i współczującym sercu maskowanym przez trudy codziennej rzeczywistości. 

Owszem pojawił się w książce wątek miłosny, ale delikatny, romantyczny i bardzo subtelny. Według mnie taki powinien być w literaturze młodzieżowej. Joanne MacGregor zarysowuje łagodną, ale płomienną relację bez epatowania seksualnością, która przytłoczyła i zasłoniłaby wątek o wiele bardziej istotny. 

Styl Joanne MacGregor bardzo mi odpowiada. Jest zabawny, ale jednocześnie rzeczowy i z odpowiednią wagą traktuje tematy trudne i istotne dla młodego czytelnika. Autorka ma lekkie pióro i z łatwością potrafi utrzymać zaciekawienie. Barwne opisy, dowcipne dialogi, komizm sytuacyjny tylko dowodzą wyjątkowości lektury. Joanne MacGregor swoich bohaterów stawia w skomplikowanych sytuacjach, ale wskazuje możliwości ich rozwiązania bez składania ofiary. 

Jej wysokość P to powieść o kompleksach i radzeniu sobie z nimi nie zaprzepaszczając gdzieś po drodze pogody ducha. Peyton dobitnie uświadamia, że przeciwności losu wzmacniają charakter, budują wartości, z którymi kroczy się do końca życia jedynie wtedy, kiedy ma się stabilne oparcie. Jej wysokość P to również opowieść o kształtowaniu rodziny, nawet tej po przejściach, budowaniu zaufania i otwieraniu siebie także wtedy, a może, zwłaszcza gdy tak trudno pokazać prawdziwą twarz. Cała historia jest okraszona subtelnym romantyzmem, który idealnie puentuje powieść.







Jej wysokość P, Joanne MacGregor, tł. Edyta Świerczyńska, Wydawnictwo Kobiece 2018



Czytaj dalej...

Mój Alex, Jenn Bennett pod patronatem medialnym Aleksandrowych myśli

Z ogromną przyjemnością i jeszcze większą dumą prezentuję najnowszą powieść Jenn Bennett „Mój Alex”, która zostanie wydana pod patronatem medialnym bloga Aleksandrowe myśli. Szykujcie się na romantyczną przygodę :)





Tak o książce pisze wydawca: 

 
Autorka powieści Miłosne graffiti nagrodzonej RITA Award

Masz wiadomość w wydaniu młodzieżowym

Blisko 9000 wysokich ocen czytelniczek portalu Goodreads w ciągu 6 miesięcy!

Znalazła chłopaka swoich marzeń. Jedyny problem? Jeszcze nigdy się nie spotkali…
Bailey Rydell woli stare filmy od plotkowania z koleżankami. I czatowanie na forum dla takich jak ona kinomaniaków. Zwłaszcza że tu spotyka się z „Alexem”. Nie wie o nim dużo. Zna tylko jego internetowe przezwisko. Wie, że jest mądry i dowcipny. I że chyba się w nim zakochała…
Powinna się więc cieszyć, że przeprowadza się do Kalifornii, do leżącego wśród słonecznych plaż miasteczka surferów, gdzie mieszka jej tata i… Alex. Ale Bailey ma mnóstwo wątpliwości (a co jeśli on jest paskudny?) i nie przyznaje się Alexowi, że tu jest. Ani że dostała pracę w tutejszym muzeum. Ani że codziennie czepia się jej mega wkurzający i mega atrakcyjny chłopak, Porter Roth.
Lecz życie jest o wiele bardziej pogmatwane niż filmy i wkrótce Bailey odkrywa tę zwodniczą cienką linię pomiędzy nienawiścią, miłością i czymkolwiek jeszcze, co zaczyna czuć do Portera. Czy pozostanie przy idealnej fantazji – Alexie? Czy zaryzykuje nieidealny real z Porterem?
Wybór jest trudniejszy, niż jej się wydaje…

Znana i nagradzana pisarka JENN BENNETT zadebiutowała jako autorka dla młodzieży powieścią Miłosne graffiti . Książka otrzymała prestiżową RITA Award 2016 dla najlepszego młodzieżowego romansu i nagrodę „Romantic Times Review” dla najlepszej bohaterki powieści młodzieżowej. Powieść Mój Alex została równie entuzjastycznie przyjęta przez czytelniczki w USA, Europie i Ameryce Południowej.




Premiera: 7 listopad 2017 



Zainteresował Was ten tytuł? Kto będzie chciał przeczytać? 



Czytaj dalej...

Replika, Lauren Oliver


Znam twórczość Lauren Oliver i niezmiennie trafiają one do mojego serca. Nie tylko ja jedna jestem pod urokiem jej powieści. Autorka zebrała już pokaźne grono fanów, które rośnie z każdym dniem i każdą podejmowaną historią. 

Gemma jest zwyczajną nastolatką, ale żyje inaczej niż jej rówieśnicy. Jako dziecko więcej czasu spędziła w szpitalu niż w domu. Poważna wada serca  spowodowała, że rodzice zamknęli ją pod kloszem. Pozwalają jedynie na naukę w szkole, ale wszystkie wyjścia do kina, na imprezy czy wyjazdy szkolne i wakacyjne są surowo zakazane. Z tego powodu dziewczyna jest szykanowana i wyśmiewana w szkole. Wygłupy, dowcipy są coraz bardziej dołujące. Na szczęście Gemma ma przyjaciółkę, która rozjaśnia doskwierające samotnością chwile. To właśnie z nią ma wyjechać na pierwszą, zupełnie samodzielną wycieczkę. W ostatniej chwili rodzice zabraniają jej udziału w eskapadzie. Ma to związek z tajemniczą kliniką. Zaciekawiona Gemma wbrew woli opiekunów postanawia prawdziwą przyczynę zakazu. 

Żal mi było Gemmy. Nie dość, że dotknięta ciężką chorobą, dokuczliwymi badaniami i leczeniem, to zamknięta pod kloszem obaw i strachu rodziców przed zagrożeniami świata zewnętrznego. To przede wszystkim oni są odpowiedzialni za samotność córki i ciężkie chwile, jakie znosi na korytarzach szkolnych. Dziewczyna nigdy nie żali się na swój los, ale mocno zaczyna doskwierać jej troska opiekunów. Czarę goryczy przelewa zakaz wyjazdu na ferie. To miała być pierwsza samodzielna eskapada i jedna z niewielu przyjemności. Przyjaciółki przemyślały i zaplanowały każdy dzień. Okazuje się, że za zakazem skrywa się tajemnica z przeszłości. Wiadomo, że takie sekrety rozpalają wyobraźnię, a chęć rozwiązania zagadki na tyle silna, że nic nie może powstrzymać rozbudzonej ciekawości. 
Gemma całkiem  nieźle odnajduje się w sytuacji. Jak na zamkniętą w sobie, zakompleksioną dziewczynę bez trudu dociera do kliniki i zgrabnie rozwiązuje kolejne zadania. Tak dociera do Liry, która ma z nią wiele wspólnego.
Jeszcze bardziej żal mi Liry. Nie miała łatwego życia, które oparte jest na kłamstwie i zmuszaniu do uległości. Z tego wszystkiego nie uważa się za człowieka...

Prawdę mówiąc, trudno pisać o fabule książki niczego nie zdradzając. Dlatego od razu przejdę do uczuć, jakie pozostawiła we mnie jej lektura. 

„Replika” wyróżnia się tym, że można ją czytać z obu stron. Co to znaczy? Z jednej strony poznajemy historię widzianą oczami Gemmy. Po odwróceniu książki, te same wydarzenia obserwujemy z perspektywy Liry. To od czytelnika zależy, jak będzie śledził bieg wydarzeń. Może czytać pojedynczo lub na zmianę. Opowieści doskonale się uzupełniają i dają możliwość przyjrzenia się sytuacji w szerszej perspektywie. Obie dziewczyny łączy przeszłość, która niestety nie daje im wytchnienia. Muszą połączyć siły, żeby dać upust sprawiedliwości, ale również, żeby poznać prawdę o sobie samej, swoich korzeniach oraz czy wychowanie ma wpływ na to, jakim jest się człowiekiem.

Klinika jest ważnym elementem powieści. Tam dochodzi do eksperymentów, które zmuszają do przemyśleń dotyczących moralności i człowieczeństwa. Można zrozumieć naukowców, którzy dążą do jak najlepszego poznania świata, trudniej zrozumieć ludzi, który wykorzystują ich pracę, by napchać sobie kieszenie, nie licząc się z nikim i z niczym.

Lauren Oliver ma dar lekkiego operowania piórem. Jej powieści czyta się płynnie, łatwo, ale niezmiennie z zapartym tchem i drżącym sercem. Z „Repliką” było tak samo. Z ogromnym zainteresowaniem śledziłam perypetie dziewczyn, których poplątane losy, poplątały się jeszcze bardziej. Akcja powieści jest wartka i wyjątkowo zmienna. Nie wiadomo jak i kiedy zmieni bieg. Zwroty są gwałtowne i często zaskakujące. Lubię, kiedy lektura jest tak ekscytująca, że adrenalina buzuje w żyłach.
Niestety nie wszystko zostało wyjaśnione. Owszem jedna zagadka dość szybko się rozwiązała, ale dodatkowo skomplikowała sytuację. Pomniejsze wątki towarzyszące w ogóle nie zostały zakończone, a finał nie był tym, czego oczekiwałam. Jeżeli to początek serii, to ok. Jeżeli nie, to trochę mnie to rozczarowało.

„Sekret wyszedł na jaw. Była dziwolągiem i potworem. Teraz już nie miała co do tego wątpliwości.”

Książki Lauren Oliver nie mogłyby się obejść bez wątku miłosnego. W „Replice” jest dość delikatnie zarysowany i nie przysłania najważniejszych zagadnień. 

„Replika” to ciekawa powieść młodzieżowa. Jej zaskakująca konstrukcja dodaje atrakcyjności. Tematyka medycznych eksperymentów daje wiele powodów do refleksji. Takie sytuacje mogą mieć miejsce i to już w najbliższej przyszłości.  Czy jesteśmy na to gotowi fizycznie i psychicznie?








„Replika” Lauren Oliver, tł.Monika Bukowska, Otwarte, Kraków 2017



Czytaj dalej...

Zatrzymać gwiazdy, Katie Khan


Miłość to uczucie, dla którego warto jest podjąć ryzyko i walczyć o szczęście. Przykłady z literatury pokazują, że wiele par musiało zmagać się z trudnościami, żeby spełnić marzenia o byciu razem. Przeciwności losu, nieporozumienia, odgórne zakazy rządzących, społeczności, rodziny, bliskich to tylko przeszkody, a pokonanie ich to początek na drodze do spełnienia. 

Debiutująca Katie Khan sięgnęła po dość znany wątek zakazanej miłości. Osadzenie go w przyszłości, w dość kontrowersyjnej sytuacji, kiedy to zakazuje się młodym tego uczucia, tylko i ze względu na ich wiek, to odważne i ryzykowne posunięcie.

W niedalekiej przyszłości świat podnosi się po wyniszczającej, brutalnej, okrutnej wojnie. Ziemia jest na tyle zdewastowana, że ratunku zaczynają szukać w przestrzeni kosmicznej. Przedstawiciele, którzy rządzą Europią, trzymają społeczeństwo twardą ręką. Kontynent podzielony jest na kilkanaście Palatynatów. Mieszkańcy Europii są zmuszeni do ciągłej Rotacji. Co trzy lata zmieniają miejsce zamieszkania.  Nie wpływa to zawieraniom związków, które są zakazane, dopóki nie zostanie osiągnięty odpowiedni wiek, pozycja, kariera. Carys i Max sprzeciwiają się tej regule. Ich miłość jest na tyle silna i trwała, że chcieliby razem dzielić życie. Przedstawiciele zgadzają się pewien eksperyment. Chcą sprawdzić ich relacje w ekstremalnej sytuacji. Wysyłają ich w kosmos. 

Wszystko poszło po myśli Carys i Maxa. Szczęśliwi wyruszają na podbój kosmicznej przestrzeni. Niestety awaria statku komplikuje ich los. Zawieszeni w kosmicznej próżni, z zapasem tlenu na około godzinę, wspominają swoje życie na ziemi i początki swojego zauroczenia. 

„Życie byłoby nic niewarte, gdyby nie groźba śmierci.”

Przyszłość wykreowana przez Katie Khan nie wygląda optymistycznie i kolorowo. Konflikt zbrojny, zdewastowana planeta i ludzie żyjący w trosce tylko o swoją karierę i rozwój. Nie ma czasu na uczucia czy to partnerskie, czy macierzyńskie. Nikt nie sprzeciwia się takiej kolei losu i bezwolnie wypełniają powierzone zadania. Raz na trzy lata porzucają wszystko i przenoszą się w zupełnie obce miejsce, pośród obcych ludzi. Owszem zawierają znajomości, nawet przyjaźnie, ale jak je pielęgnować, kiedy nie ma się na nic czasu? Nauka, praca, kariera są najważniejsze. 
Carys i Max zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Początkowo próbują żyć jak zawsze, jak wszyscy, ale ich uczucie sprawia, że mogą myśleć tylko o sobie. Ich związek, choć w ukryciu trwa kilka lat. Przeżywają nie jedną chwilę radości czy smutku, a nawet tragedii. Nawet Rotacja nie przerwała tej relacji. Dlatego postanowili spróbować zmienić Regułę Par, ustanowioną zaraz po ukończonej wojnie. Ich decyzja nie jest przyjmowana ze zrozumieniem ani u przyjaciół, ani u rodziny. Na szczęście udaje im się przekonać Przedstawicieli, ale nie spodziewają się takiej reakcji i takiego zadania. Czy los z nich zakpił, czy dał szansę na szczęście?

Historię Carys i Maxa poznajemy naprzemiennie, na ziemi i z przestrzeni kosmicznej. Pierwsza toczy się powoli, niepewnie, z nutą ekscytacji i burzą motyli w brzuchu tak jak rozwijające się między nimi uczucie. Druga jest niepewna, tragiczna i umyka pomiędzy palcami, jak ich życie przeliczone na minuty i dostęp do tlenu. 
Autorka umiejętnie dozuje informacje i z wprawą przeskakuje pomiędzy opowieściami, by wzmagać ciekawość czytelnika. Wytrwale bawi się naszymi emocjami i nie pozwala odłożyć książki przed jej ukończeniem. I tu kolejna niespodzianka. Katie Khan stworzyła trzy alternatywne zakończenia. Myślę, że każdy poczuje się ukontentowany i zadowolony. Choć powiem szczerze, że trudno byłoby mi się zdecydować, który finał najbardziej przypadł mi do gustu. 

„Zatrzymać gwiazdy” to powieść, w której miłość przedstawiona jest jako dobro luksusowe, które nie każdy jest godzien przeżywać i doświadczyć. Młodzi bohaterowie udowadniają, że nie wiek się liczy, nie pozycja i kariera, by kochać, być kochanym, być szczęśliwym. Miłość to uczucie, które pojawia się nagle, które nie wybiera. Miłość dostarcza takich przeżyć, które starczą na całe lata, całe życie.

„Na nasze życie po śmierci składa się to, co zostaje po nas w innych ludziach.”









„Zatrzymać gwiazdy” Katie Khan, tł. Katarzyna Karłowska, Zysk i s- ka, Poznań 2017







Czytaj dalej...

Lato Eden, Liz Flanagan


Są w życiu człowieka różne sytuacje, ból tak dołujący, tajemnica tak dotkliwa, a poczucie winy tak ogromne, że z obawy przed ujawnieniem, próbuje je schować głęboko w sercu. Nikt nie domyśla się o ich istnieniu, nawet najlepsza przyjaciółka.

Jess i Eden przyjaźnią się mimo różnic, które można zauważyć nawet gołym okiem. Jedna jest przebojową, popularną w swoim środowisku nastolatką, druga po ciężkich przejściach staje się zakompleksioną i niepewną siebie outsiderką. Pewnego dnia ich przyjaźń zostaje wystawiona na próbę. Eden nie wraca do domu, a tylko Jess może ją odnaleźć, nim będzie za późno.

Z pozoru to Eden powinna mieć łatwiej w życiu. Ładna, zgrabna, mądra, mająca powodzenie wśród wśród chłopców, a dziewczyny chcą się z nią przyjaźnić. Jednak to Jess zasłużyła sobie na zaufanie, bliskość i oddanie. Dziewczyny są nierozłączne, dopóki w ich życie nie wkradają się tajemnice. Zaczyna się od tragicznej śmierci siostry Eden. Dziewczyna nie może poradzić sobie ze stratą. Nie znajduje oparcia w rodzicach, którzy cierpią równie mocno. Przytłaczające ją poczucie winy, nie pozwala także zaufać i zwierzyć się najlepszej przyjaciółce. Jess nie zauważa problemu, gdyż sama boryka się z sekretem, który mógłby zaważyć na ich przyjaźni. Dopiero zaginięcie Eden powoduje opadnięcie kurtyny i dostrzeżenie wszystkich symptomów wskazujących na dręczące problemy.

Akcja powieści nie oszałamia, a wręcz przeciwnie jej stagnacja i powolny rytm uspokaja. Pozwala to przyjrzeć się z drobiazgową dokładnością sylwetkom bohaterów, ich relacjom i jak na ich zachowanie wpływają pojawiające się kłopoty. Tajemnice, nawet takie które mają uchronić przed niewygodnymi pytaniami, czy cierpieniem, to nigdy nie jest dobry pomysł. Prawda zawsze ujrzy światło dzienne i może wtedy przynieść więcej przykrości, spowodować spontaniczne decyzje o konsekwencjach, o których trudno zapomnieć. Podobnie jest w przypadku Eden. W jej rodzinie tajemnica zburzyła spokój i stała się wstępem do tragedii, które zbiera żniwo także później. Poczucie winy nie daje żyć i skłania do pochopnych kroków.

Liz Flanagan buduje charaktery swoich postaci w oparciu o trudne doświadczenia
. Śmierć, agresja, ból, poczucie krzywdy to tylko część tego, z czym na co dzień muszą się zmagać. To powoduje określone emocje z jakimi odbiera je czytelnik i jak chce je postrzegać. Pomimo z góry określonych cech, ich zachowanie nie jest jednoznaczne i bywa zaskakujące.

„Lato Eden” czyta się łatwo i płynnie. Brakowało mi jednak zdecydowanych zwrotów akcji i napięcia towarzyszącego poszukiwaniu zaginionej osoby. Być może sprawiają to wspomnienia i powroty do przeszłości, które wyjaśniają sytuację, ale spowalniają tempo. Książka traktuje o nastolatkach i to do nich w pierwszej kolejności jest skierowana. Ja przeczytałam ją z umiarkowaną ciekawością, tylko ze względu na siłę przyjaźni, którą opiewa. Raczej nie będę o niej pamiętać w przyszłości...








„Lato Eden” Liz Flanagan, wydawnictwo IUVI, Kraków 2017 





Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Początek wszystkiego, Robyn Schneider

Premiera: 14 czerwiec 2017




Życie potrafi całkowicie zaskoczyć. To, co wydaje się katastrofą, końcem planów i marzeń może okazać się początkiem całkiem innej ścieżki, innego sposobu na osiągnięcie szczęścia.

Ezra Faulkner jest dobrze zapowiadającym się sportowcem, a jego uroda, dowcip, styl bycia, charyzma przyciąga zarówno męską i żeńską część szkoły. Po prostu jest lubiany i popularny w swoim środowisku. Wypadek samochodowy, kalectwo wszystko zmienia. Ezra w jednej chwili traci dziewczynę, przyjaciół i widoki na sportową karierę. Staje się szkolnym odludkiem. Cassidy Thorpe to dziewczyna, która z przebojem wkracza w życie Ezry i na nowo rozbudza nadzieję na spełnienie.

Przy pierwszym spotkaniu, Ezra nie wyróżnia się niczym pośród nastolatków, którzy go otaczają. Jest wesoły, beztroski i czerpie z życia pełnymi garściami. Nie obawia się o jutro i jest pewny, że to co go spotyka zwyczajnie mu się należy. Nie przejmuje się drobnymi potknięciami, nie zastanawia go nawet rozstanie z najlepszym przyjacielem. Wypadek samochodowy wszystko zmienia. Chłopak ze szkolnej gwiazdy zmienia się w odludka, a samotność pozwala wciąż na nowo rozpamiętywać bolesne straty. Nie zależy mu na zmianach, w swoich rozmyślaniach i planach nie wychodzi daleko naprzód. Dopiero pojawienie się nowej uczennicy, Cassidy zmienia jego stosunek do życia. Dziewczyna jest pełna optymizmu, energii, ciekawa świata i na wszystko ma odpowiedź, często w postaci cytatów z książek. Porywa Ezrę i narzuca mu swój styl bycia. Namawia go na nowe doświadczenia, wyciąga ze skorupy samotności. Okazuje się, ze kalectwo nie musi zamykać mu drogi do szczęścia, że zawsze można odnaleźć ścieżkę, która może i prowadzi w inne miejsce, ale równie ciekawe i satysfakcjonujące.

Ezra i Cassidy doskonale się uzupełniają. Oboje mają nauczyć siebie czegoś o życiu. Ezra to doskonały przykład nastolatka, który miał wszystko, ale też wszystko stracił w jednej chwili. Jego emocje są przedstawione bardzo realnie, a gorycz straty dotyka najczulszych strun naszego serca. Przecież każdy z nas ma taki etap za sobą, kiedy wydawało się, że to już koniec i żadnych więcej szans na nas nie czeka. Cassidy to wulkan energii, która wnosi do książki ożywienie, radość, ekscytację. Nosi w sobie jednak pewien sekret, który sprawia, że jej postawa staje się bardziej znacząca, warta zauważenia.

Nie wszystkie postaci występujące w „Początek wszystkiego” przypadły mi do gustu. Autorce nie udało się uniknąć czarno- białego schematu. Gwiazdy football'u to dość tępi mięśniacy, a ich partnerki to dziewczyny pragnące być w centrum uwagi bez względu na uczucia, oczekiwania. Na szczęście są to role drugoplanowe, które mają zadanie wyłuszczyć pewne wartości, a oni sami nie mają większego znaczenia.

Robyn Schneider stawia na miłość i przyjaźń. W swojej powieści doskonale je łączy i uzupełnia. Udowadnia, że trwałe fundamenty są budowane na emocjach, na wspólnych przeżyciach, bliskości, a nie statusu, pochodzenia czy popularności. Ezra na własnej skórze przekonał się, że przyjacielem nie jest ten, który ogrzewa się w naszym blasku, ale ten, który w najcięższych chwilach potrafi wyciągnąć rękę i podnieść z dna rozpaczy.

„Początek wszystkiego”  to historia nastolatków dotkniętych bólem, cierpieniem, bezsilnością. Mimo młodego wieku ich bagaż doświadczeń może przygnieść nie jednego dorosłego. A jednak  Robyn Schneider z wysmakowanym dowcipem, lekkością pióra pozwala natchnąć nadzieją, a smutek przemienia w gotowość do działania, energię i ekscytujące oczekiwanie na kolejną szansę.


„Początek wszystkiego” to doskonała lektura dla każdego i na każdym etapie życia. Pozwala otrząsnąć się z codziennej rzeczywistości i popycha do poszukiwań nowych, nieoczywistych celów.








„Początek wszystkiego” Robyn Schneider, tł. Aga Zano, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017





Mam dla Was specjalny, przedpremierowy fragment powieści „Początek wszystkiego” :) Miłego zaczytania ♥




Czytaj dalej...

Tysiąc pięter, Katharine McGee #5



Sekrety, tajemnice sprawiają, że życie z jednej strony, staje się ciekawe, ale z drugiej dają możliwość manipulacji i niosą spore niebezpieczeństwo poważnych strat, bólu i cierpienia. 

Głównymi bohaterkami powieści są cztery nastoletnie dziewczyny: Avery, Leda, Eris i Rylin. (Mieliście okazję poznać je w poprzednich wpisach ☺) Żyją w niedalekiej przyszłości, w tysiąc piętrowej Wieży, która definiuje ich pozycję, prestiż, bogactwo. Na każdej z kondygnacji rozgrywają się radości i dramaty rozstrzygające o przyszłości, charakterze każdej z postaci. 

Rodzina Avery jest najbogatsza, a co za tym idzie najbardziej wpływowa. Mogli pozwolić sobie na ingerencję genetyczną. W taki sposób narodziła się dziewczynka idealna pod każdym względem. Jednak Avery nie może spełnić swojego największego marzenia. Szczerze kocha, podziwia swojego przyrodniego brata i to miłością romantyczną, która nie ma prawa się ziścić. Leda pochodzi z mniej szacownej rodziny, ale przyjaźń łącząca ją z Avery zaciera wszelkie granice. Łączy je również uczucie do Atlasa, o czym nie wiedzą i nie chcą zauważyć. Równie ta miłość nie jest spełniona i prowadzi do uzależnień, z których trudno się wyleczyć, otrząsnąć, zapomnieć.
Na pierwszy rzut oka Eris jest okropną snobką. Przy bliższym poznaniu okazuje się najbardziej szczerą dziewczyną w Wieży. Jej status gwałtownie się zmienia i musi opuścić wygodne życie, co pozwala jej znaleźć nowe ścieżki, nowe doznania i nowe przyjaźnie. Rylin zmaga się z niedoborem pieniędzy. Codziennie walczy o godziwe warunki życia dla siebie i siostry, którą opiekuje się po śmierci mamy. 

Dziewczyny są różne. Spokojne, wyważone, romantyczne, albo odwrotnie pełne wigoru, chęci smakowania życia, gotowe na nowe wyzwania. Dzielą je granice sztywno wyznaczane przez Wieżę, ale łączą tajemnice, które na zawsze zmienią ich plany i marzenia. Okazuje się również, że ich sekrety stają się narzędziem manipulacji, początkowo o niewielkim rażeniu, ale rosnącą z każdą godziną. 

„Tysiąc pięter” to debiut literacki Katharine McGee. Uważam, że bardzo udany. Powieść od początku pobudza ciekawość, akcja rozkręca się miarowo, a poznawane sekrety jeszcze bardziej ją nakręcają. Autorka z niespodziewaną wprawą zwodzi czytelnika i prowokuje sytuacje, które zmuszają do refleksji. Już sam pomysł na tysiąc piętrową Wieżę, która zamiast łączyć, dzieli ludność na bogatych i biednych, zyskał w moich oczach literacką aprobatę. Z takiej tezy można zbudować nietuzinkową historię, w której objawi się cały ludzki arsenał emocji i charakterów. Katharine McGee udała się ta sztuka. Pokazała nam bohaterów, którym bogactwo nie uderzyło do głowy, którzy pozostali ludzcy, empatyczni, sympatyczni. Bieda z kolei może prowadzić do wyborów trudnych do zaakceptowania moralnie, ale ze zrozumiałych względów jesteśmy w stanie je zrozumieć i nie potępiać jednoznacznie, kategorycznie.
Wątek miłosny, choć ważny, nie jest nachalny. Staje się bardziej, po pierwsze powodem dla etycznych rozważań, po drugie trampoliną dla rozwoju akcji, która nie ukrywam nabiera rumieńców. 

Każdy z rozdziałów dotyczy jednego z bohaterów. Dzięki temu zabiegowi możemy poznać ich lepiej, dokładniej. Obserwujemy towarzyszące im emocje, wpływ na podejmowane decyzje i jej skutki. Pozwala także obdarzyć sympatią, ocenić zachowania i postawy w konkretnych sytuacjach lub skonfrontować sporne zdarzenia. 

„Tysiąc pięter” to powieść godna uwagi. Interesująca, intrygująca, wciągająca. Umożliwia zajrzenie w przyszłość i sprawdzić w jaką stronę rozwija się ówcześnie dostępna technologia. U  Katharine McGee zmierza w bardzo niebezpieczną stronę, dającą możliwość inwigilacji, manipulacji, podziałów sprzyjających nienawiści, rasizmowi, nietolerancji. Co być może uświadomi czytelnikowi zagrożenia, ryzyko i uzbroi w potrzebną wiedzę by w każdym momencie życia pozostać człowiekiem.







„Tysiąc pięter” Katharine McGee, tł. Mariusz Gądek, Otwarte, Kraków 2017






Czytaj dalej...

Tysiąc pięter, Katharine McGee #4

Cześć.

Mam na imię Rylin. Mieszkam na 32 piętrze Wieży. Dobrze kojarzycie, otacza mnie bieda i brak perspektyw. Od śmierci mamy opiekuję się młodszą siostrą. Muszę być odpowiedzialna, samodzielna i nie dać się przyłapać na żadnym głupstwie. Mam problemy finansowe, grozi mi eksmisja. Na szczęście udało mi się podłapać niezłą fuchę. Sprzątam u jednego z bogaczy na szczycie Wieży. Chyba mu się podobam... A może on próbuje zabawić się moim kosztem? Nie szkodzi, może romans to dobry sposób na moje problemy... Jak myślicie? 



Czytaj dalej...

Tysiąc pięter, Katharine McGee #3

Halo!

Tu Eris. Zakupy, ploteczki, chłopcy, imprezy i słodkie lenistwo. Tak spędzam niemal każdy dzień. Pewnie myślicie, że jestem pustą lalą i snobką, a ja po prostu nie lubię przeciętności. Jednak kilka dni temu wydarzyła się prawdziwa katastrofa. Rozwód rodziców i przeprowadzka na 103 piętro Wieży... Ale widzę szansę na poprawę swojego statusu. Pieniądze i prezenty od ojca Ledy pomogą odzyskać należne mi miejsce. Jak wysoka będzie za to cena? Nic mnie to nie obchodzi...



Czytaj dalej...

Tysiąc pięter, Katharine McGee #2

Witajcie.

Jestem Leda. Nie lubię opowiadać o sobie więc będzie krótko i konkretnie. Jestem najlepszą przyjaciółką Avery, ale tak naprawdę interesuje mnie wyłącznie Atlas. To dla niego, dla jednego spojrzenia, uśmiechu, słowa znoszę towarzystwo moich rówieśników. Niestety. Atlas wykorzystał mnie i porzucił, a ja topię żal oraz upokorzenie w alkoholu i narkotykach. Właśnie wróciłam z kolejnego odwyku, ale ciiiiii... To mój największy sekret...






Czytaj dalej...

Tysiąc pięter, Katharine McGee #1

Cześć,

Mam na imię Avery i mam 17 lat. Mieszkam na tysięcznym piętrze nowojorskiej Wieży, co znaczy że moja rodzina jest najbogatsza, najbardziej wpływowa, najbardziej popularna. Nie jestem zwykłą nastolatką. Jestem idealna pod każdym względem. Mam doskonałą cerę, figurę, włosy, oczy. Jestem inteligentna, bystra i mam wszelkie powody sądzić, że nie tylko pieniądze, ale moja aparycja i osobowość pozwoli mi osiągnąć w przyszłości sukces. Mam wielu przyjaciół, a każdy chłopiec kocha się we mnie... Urządzam najlepsze imprezy i każdy, kto chce się liczyć w elitarnym środowisku, musi choć raz się ze mną pokazać. Nie, nie jestem  zarozumiała i przemądrzała. Technologia inżynierii genetycznej pozwoliła moim rodzicom uchwycić w zarodku wszystkie swoje najlepsze cechy. Tak powstałam. Z zimnej, wyrachowanej kalkulacji... Ale nie wszystko idzie gładko i jak po sznurku. Moje życie uczuciowe to jedna wielka katastrofa. Kocham swojego przyrodniego brata Atlasa i wiem, że nigdy nie będziemy mogli być razem... Cała reszta nie ma dla mnie znaczenia... 





Czytaj dalej...

Cela 7, Kerry Drewery


Każdy z nas pomyślał kiedyś „oko za oko, ząb za ząb”. W chwili wzburzenia, ogromnej złości, nienawiści chcemy, by osoba która wprawiła nas w ten stan, poniosła podobne konsekwencje. Morderstwo zadane z zimną krwią powinno być karane śmiercią, natychmiast i bez zadawania zbędnych pytań. Takie myślenie jest zupełnie normalne, ale gdy nadchodzi refleksja poszukujemy czegoś więcej. Chcemy znać motywy, dowody i być pewnym, że dana osoba rzeczywiście popełniła zbrodnię. Historia pełna jest spraw, w których niewinni zostali skazani na najwyższy wymiar kary, a bezlitośni oprawcy wychodzili wolno z więzienia śmiejąc się w twarz swoim ofiarom. 

Kerry Drewery wyszła na przeciw i zadała jedno proste pytanie... Co by było gdyby...

W książce „Cela 7” przedstawia alternatywny świat pozbawiony tradycyjnych sądów i sędziów, rozprawy o morderstwo stały się rozrywką dla mas, a wyroki zapadały za pomocą głosowania telefonicznego i internetowego. Czy takie rozwiązania przyniosły oczekiwany skutek? Czy przestępczość zmalała? Czy każdy człowiek może być sędzią i decydować o życiu i śmierci?

Siedem Dni Sprawiedliwości to zrewolucjonizowany system sądownictwa, w którym widzowie reality show w przeciągu siedmiu dni wydają wyrok dotyczący morderstwa. Karą jest śmierć, a egzekucję można oglądnąć bez wychodzenia z domu. Niby prosty i łatwy system nie budzący zastrzeżeń. Niestety, ma mały ale istotny mankament. Nie są brane pod uwagę okoliczności łagodzące, dowody, motywy i świadkowie. Oskarżony o morderstwo musi się liczyć z niechybną śmiercią, nawet jeśli został skazany przez przypadek. Kiedy do celi śmierci trafia szesnastoletnia Martha, która zamordowała znanego i lubianego filantropa, emocje osiągają zenit. 

Poznajemy Marthę kiedy trafia do celi nr. 1. Dziewczyna jest zdezorientowana, przerażona. Doskonale wie, co czeka ją już za siedem dni. Mimo to uparcie powtarza, że jest morderczynią, choć oprócz jej zeznania zupełnie nic na to nie wskazuje. Z rozmów z doradcą, Eve oraz z retrospekcji powoli składamy obraz prawdziwych wydarzeń i tego co taj naprawdę oznaczają. Bo oczywiste jest, że sprawa ma podwójne dno i o wiele głębsze znaczenie. Nie chcę zbyt dużo zdradzać z fabuły, by nie zepsuć Wam przyjemności z lektury. A uważam, że każdy powinien poznać tę książkę ku rozwadze w podejmowaniu decyzji na przyszłość.

Sytuacja naszego społeczeństwa, korupcja i ogromna megalomania naszych przywódców bardzo przypomina mi postaci z tej powieści. Z przerażeniem czytałam o bezlitosnej inwigilacji, manipulacji, które najpierw doprowadziły do upadku niezawistnych sądów i sprawiedliwości, a potem do zupełnego upadku człowieczeństwa. „Cela 7” precyzyjnie wskazuje czym może skończyć się chęć bycia ponad wszystkim i wszystkimi. 

Kerry Drewery w drobiazgowo przemyślany sposób kreuje swoją historię. Pozwala nam oczami Marthy i Eve przyjrzeć się światom tak całkowicie od siebie różnym. Martha reprezentuje biedotę, gdzie o przeżycie, jedzenie, codzienny byt trzeba walczyć zębami i pazurami. Dziewczyna nie jest zdeprawowaną nastolatką. Ona ma ukryty cel, a jej męczeństwo ma być przełomem do zmian. Eve należy do elity. Z pozoru jej codzienność nie jest naznaczona troskami. I tu po raz pierwszy czytelnik zostaje zaskoczony. Kobieta przeszła ogromną tragedię, która pozwoliła jej dostrzec mankamenty nowego systemu sądownictwa. Stara się walczyć o godne warunki dla osadzonych i o sprawiedliwy werdykt. Niestety, to walka z wiatrakami. Liczy się oglądalność i wymierne korzyści jakie niesie za sobą reality show. 

Akcja powieści wraz z upływem czasu, przemijającymi kolejno siedmiu dni przyspiesza i zatrważająco zmienia swój bieg. Odpowiednie trybiki wskakują na swoje miejsce i przynoszą zrozumienie, jeszcze bardziej wzbudzając przy tym złość na ludzi, którzy zamiast dbać o bezpieczeństwo i sprawiedliwość, hołubią własnym żądzom, przyjemnościom i napychają kieszenie kasą... 

„Celę 7” polecam miłośnikom dobrych thrillerów trzymających w napięciu do ostatniej strony. Kerry Drewery napina emocje, nerwy do ostateczności, zmusza do refleksji nad tym co jest dobre, a co złe i poszukiwania odcieni pomiędzy czernią i bielą życia. 







„Cela 7” Kerry Drewery, tł. Patrycja Zarawska, Młody Book 2017





Czytaj dalej...

Całkiem obcy człowiek, Rebecca Stead


Dorastanie, dojrzewanie to jeden z najtrudniejszych etapów w życiu człowieka. Buzujące emocje, brak ujścia dla złości, pierwsze miłości, strach, obawy, skrytość, a do tego próba zrozumienia problemów dorosłych i skonfrontowania ich ze światem niewinnego dziecka.
„Całkiem obcy człowiek" w przystępny sposób przedstawia takie właśnie rozterki młodziutkich osób, które udają poważniejszych i dojrzalszych, niż są w rzeczywistości. 

Książka ukazuje nam losy kilku nastolatków wychowujących się w jednym środowisku, jednej dzielnicy, jednym podwórku. Poznajemy trzy przyjaciółki. Są różne, jak ogień i woda, ale łączy je relacja silna i trwała. Towarzyszymy pewnej nieznajomej, która popełniła poważny błąd i nie wie jak go naprawić. Mamy też dwóch chłopców, których determinacja w dążeniu do celu jest godna podziwu i rozpoczyna cykl wydarzeń, mogących przynieść dobre zmiany. 

Sięgając po książkę „Całkiem obcy człowiek” spodziewałam się zupełnie innej historii. Myślałam, że to kolejny romans, który rozpocznie się, rozwinie i zakończy, jak inne tego typu powieści. Na szczęście, przyjemnie się rozczarowałam. Rebecca Stead przedstawiła wszystkie odcienie przyjaźni pomiędzy nastolatkami i jak wielkie znaczenie ma ona dla lepszego rozwoju i dorastania. 
Bridge, Tabitha, i Emily przyjaźnią się od dziecka. Kiedyś poprzysięgły sobie, że nigdy nie będą się kłócić. Trudno jest dotrzymać tej tajemnicy. Dziewczyny z biegiem lat zmieniają się, zaczynają mieć inne zainteresowania, odmienne zdanie. Em poznaje chłopca co wywoła wiele zamieszania w jej uczuciach ale i całym życiu. Tab to zdeterminowana feministka. Jej radykalne poglądy nie są dobrze przyjmowane wśród koleżanek. Bridge zaprzyjaźnia się z Sherm' em, który do tej pory był samotnikiem. Okazuje się, że mają ze sobą wiele wspólnego i mogą sobie wzajemnie pomóc. Jamie i pewna licealistka to postacie drugoplanowe, ale wnoszą do powieści ważne wskazówki, które pozwalają rozwiązać wiele problemów i odkryć sporo kart. 

Styl, słownictwo autorki jest proste i obrazowe. Ma to na celu ujrzeć sendo sprawy od razu i jak najdokładniej. Nic nie rozprasza czytelnika, który z przyjemnością zagłębia się w rysowana historię. Rebecca Stead subtelnie ale z odpowiednim naciskiem bierze na warsztat problemy z jakim spotykają się nastolatkowie. Cyberprzemoc, wykorzystywanie swojej popularności, by gnębić mniej lubianych kolegów i wykorzystywanie w tym celu social mediów to zmora współczesnych czasów. Internet i kryjąca się za nim pozorna anonimowość wyzwala ogromne pokłady agresji i nienawiści. Jedna z bohaterek „Całkiem obcego człowieka” musi zmierzyć się z hejtem, pomówieniami i plotkami. Dopiero kiedy staje w obliczu nagonki, zaczyna rozumieć ostrzeżenia i dwuznaczność składającą się na ówczesną rzeczywistość. 
Innym problemem jest rozwód rodziców czy rozstanie dziadków po wieloletnim pożyciu małżeńskim. Trwałość i niezmienność to w życiu dziecka dwa poważne fundamenty. Kiedy oba runą, trudno im znaleźć sens i nadzieję na szczęście w przyszłości. 
Jeszcze jednym ważnym tematem jaki podjęła autorka to podatność na wpływy. Dzieci są ufne, a nastolatkowie poszukujący własnej drogi są szczególnie narażeni na podszepty dobrej rady. Decyzje podejmowane pod wpływem innych osób nie zawsze są trafne i często przynoszą nieoczekiwane, znamienne, bolesne skutki.

„Całkiem oby człowiek” to powieść przeznaczona dla młodzieży. Świetnie się w niej odnajdą, utożsamią i w przyjemny sposób poznają efekty działań, które początkowo wyglądały zwyczajnie i niegroźnie. 
Myślę, że po tę powieść powinni sięgnąć także rodzice by dojrzeć zupełnie inny kaliber problemów młodzieżowych niż te, które były im znane z własnego doświadczenia. To dobry pomysł na lepsze poznanie swojego potomka. Bo choć Rebecca Stead opisuje losy amerykańskiej młodzieży, to powiem Wam szczerze, niczym nie różnią się oni od naszych, polskich dzieciaków. Kłopoty wychowawcze są globalne i niestety nie niezmienne... W dobie rozwoju technologicznego rośnie ryzyko.

„Całkiem obcy człowiek” to wbrew pozorom nie jest smutna i przejmująca opowieść, a wręcz przeciwnie. Bije z niej miłość, przyjaźń, lojalność, przywiązanie, chęć niesienia pomocy i walki o lepsze jutro.









„Całkiem obcy człowiek” Rebecca Stead, tł. Krystyna Kornas, wydawnictwo IUVI, Kraków 2017



Czytaj dalej...

Book Tour: Never Never, Colleen Hoover, Tarryn Fisher

Colleen Hoover ma wielu zwolenników. Sama do nich należę i każda jej książka, która trafiła w moje ręce, przyniosła mi wiele emocji i czytelniczej przyjemności. „Never Never” poznałam w ramach akcji Book Tour, zorganizowanej przez EM z bloga Książkowa czarno_biała em. Z tego miejsca serdecznie jej dziękuję za kolejną przygodę z ulubioną  autorką :)
Czytaj dalej...

Diabolika, S.J. Kincaid

Życie jest tym, co mamy najcenniejsze. W dobie wzrastającej agresji, coraz to częstszych ataków terrorystycznych i coraz gwałtowniejszych, dotkliwszych anomalii pogodowych, ochrona naszego jestestwa staje się konieczna, staje się celem samym w sobie. I właśnie ten motyw wybrała S.J. Kincaid w swojej powieści „Diabolika”. Czy udało jej się uchwycić prawdę o człowieczeństwie i przekazać wartości, którymi warto się kierować każdego dnia?
Czytaj dalej...

Book Tour: Urodzeni, by przegrać, Iga Wiśniewska


„Urodzony, by przegrać, żyję, by wygrać.” 

Miłość to uczucie, o które warto walczyć i ponieść cenę, nawet jeśli jest zbyt wygórowana. 

Karol i Diana byli kiedyś parą. Ich traumy odsunęły od siebie na długie lata. Przypadkowe spotkanie na nowo wiąże ich serca i być może stanie się opatrunkiem na stare, ale nie do końca zabliźnione rany. Czy razem uda im się odnaleźć szczęście i uwierzyć w wygrany los?

Diana jest przykładną studentką, która stroni od ludzi i z własnej woli wybiera samotność. To jej broń przeciwko wścibskim pytaniom i dość nieudolna próba odseparowania od trudnej przeszłości. Nieudolna, bo dziewczyna wciąż od nowa rozpamiętuje zamierzchłe wydarzenia, analizuje, obwinia się i poddaje depresji.
Karol to typ niegrzecznego chłopaka, który nie stroni od bójek, agresji i pakowania się w kłopoty. Jednak to tylko poza, która pozwala mu zachować wyłącznie dla siebie prawdziwą osobowość. Tak dzieje się do czasu. 
Przypadkowe spotkanie Diany i Karola wyłuskuje ich ze skorup, w które zamknęli się na własne życzenie. Staje się punktem zwrotnym, które otwiera drogę albo ku całkowitej katastrofie, albo świetlanej przyszłości. Od nich zależy, w którą stronę zrobią krok.

„Każdy nosi w sobie sporo złości. Grunt to pozbyć się jej odpowiednio wcześnie.”

To pierwsza książka Igi Wiśniewskiej, którą miałam okazję czytać. Autorka bardzo ciekawie przedstawiła nam głównych bohaterów. Postawiła na kontrasty, które jak to w życiu bywa, okazują się jedyną linią porozumienia. Traumy z przeszłości dodatkowo dają im nić porozumienia i argumenty do spędzenia wspólnej przyszłości. Trudności, katastrofy i następstwa jakie dosięgły Karola i Dianę są wiarygodne i spójnie, konsekwentnie po sobie następują. Życie tej dwójki młodych ludzi nie jest łatwe i dosięgają ich problemy, z którymi nie radzą sobie nawet dorośli. Pokazują, że z każdej sytuacji jest wyjście, ale trzeba się zaangażować, trzeba się otworzyć na ludzi, nowe doświadczenia, uczucia.

„Pogodziłem się sam ze sobą. Pogodziłem się ze wszystkim, co zrobiłem, ze wszystkimi głupimi i nieodpowiedzialnymi rzeczami. Z czynami gorszymi niż głupie i nieodpowiedzialne. A kiedy już to zrobiłem, odnalazłem spokój.”

Iga Wiśniewska zgrabnie operuje słowem i pozwala czytelnikowi cieszyć się płynną lekturą, łatwą w użyciu, ale ciężką i skomplikowaną od emocji. Bez trudu przychodzi utożsamienie się z bohaterami i spojrzenie na życie ich oczami. Obserwowanie niegodziwości, nienawiści i ludzkiej podłości zmusza do refleksji na temat rodziny, macierzyństwa, ojcostwa, rodzicielstwa i odpowiedzialności za swoje poczynania, decyzje czy rozliczenie ze swoimi grzechami i słabościami.

„Sprawiedliwość  nie istniała, był tylko ból.”
 
„  Urodzeni, by przegrać” to powieść, która śmiało może konkurować z największymi światowymi bestsellerami gatunku Young Adult. Młodzi bohaterowie u progu życia walczący z demonami z przeszłości- to musi się podobać :)





Książkę przeczytałam w ramach Book Tour zorganizowanego przez Cyrysię (tutaj szczegóły akcji), której serdecznie dziękuję za tę możliwość :D




 
Czytaj dalej...

Zapowiedź: Uratuj mnie, Anna Bellon



Normalne życie Mai skończyło się, gdy zginął jej ukochany brat. Pogrążyła się w żałobie, zerwała kontakty z wszystkimi przyjaciółmi. Liczyły się tylko książki i muzyka.
Prawdziwe życie Kylera może się dopiero zacząć. Gdy skończy liceum, przestanie się przeprowadzać, zmieniać szkoły, gdy uwolni się od toksycznego ojca. Na razie jedyną ucieczką pozostaje muzyka. I prowokowanie otoczenia napisami na koszulkach.

„A później nauczyłam się wszystkiego od nowa. Pojawił się ktoś, kto przebił się przez wzniesiony przeze mnie mur. Wziął go szturmem i nie pozwolił mi się z powrotem za nim schować. Wszedł w moje życie, śpiewając lekko zachrypniętym głosem o dziewczynie ulotnej jak papierosowy dym”.

W nowej szkole Kyler poznaje Maię. I postanawia się z nią zaprzyjaźnić. Ale czy dziewczyna, która odtrąca od siebie wszystkich, jest na to gotowa? Czy Kyler ma w sobie tyle siły, by nie odpuścić? I czy to na pewno przyjaźń?

„Uratuj mnie” to pierwsza część serii „The Last Regret”, opowiadającej o grupie przyjaciół z liceum, którzy zakładają zespół rockowy. Książka w zmienionej wersji była publikowana na Wattpadzie, gdzie uzyskała ponad milion odsłon.



Blog Aleksandrowe myśli został Ambasadorem powieści „Uratuj mnie” Anny Bellon, za co serdecznie dziękuję wydawnictwu :)



Czytaj dalej...

Habbatum, Augusta Docher

Nie tak dawno temu zaczytywałam się w powieści Augusty Docher opisującej wędrówkę dusz plemienia Eperu. Teraz miałam okazje poznać kontynuację tej historii. "Habbatum" zajęło moją uwagę przez długi czas. 

Anna zostaje porwana. Nikt nie wie przez kogo i dlaczego. Pewne jest jedno. Musi mieć to związek z Leo i Eperu. I rzeczywiście. Porywaczka należy do plemienia Habbatum i jest naturalnym wrogiem Wędrowców. Dlaczego zainteresowała się Anną? Do czego potrzebna jest jej młoda i dość naiwna dziewczyna? Co zrobi Leo? Czy uda mu się uratować ukochaną?

Zaczęło się super! Tajemnica goni tajemnicę, a histeria podszyta strachem prowadzi do wielu niecodziennych i niespodziewanych sytuacji. Augusta Docher z wprawą dozuje informacje czym długo utrzymuje zainteresowanie i zmusza do poszukiwania odpowiedzi. W "Habbatum" przedstawia bohaterów bardziej dojrzałych i skłonnych do zachowań bardziej egoistycznych. Anna nie jest już słodką nastolatką zakochana bez pamięci, gotową na wszystko w imię miłości. Teraz odkrywamy jej bardziej zadziorny charakterek. Zazdrość o Leo, jego popularność wdziera się w związek i przysparza wielu problemów. Jest więcej złości, wymówek, obrażania. Również Leo nie pozostaje dłużny. Chciałby mieć ukochaną tylko dla siebie, a wszelkie jej kontakty z innymi osobami (czyt. mężczyźni) doprowadza go do pasji. Porwanie wszystko zmienia i zmusza młodych do określenia swoich uczuć i emocji. Tym bardziej, że między nich wkrada się tajemniczy Brian. Nie wiadomo czy jest on wrogiem czy przyjacielem. Jak wiadomo trójkąty podgrzewają atmosferę. Augusta Docher podąża w tym kierunku i mocno komplikuje życie swoich bohaterów. 

Akcja "Habbatum" rozgrywa się w dużo szybszym tempie niż Eperu i był to dla mnie ogromny plus. Jednak epizody rozgrywające się pomiędzy ważnymi i wartkimi akcjami trochę ją spowalniały i wprowadzały w stan lekkiego znużenia. Rozumiem, że co nie co trzeba w tekście wyjaśnić, tym bardziej że fabuła książki jest dość oryginalna, ale osobiście przykróciłabym niektóre fragmenty. Nie jest to jakiś znaczny mankament i nie zmienia to mojego zdania, że serię Wędrowcy warto przeczytać :)

Podoba mi się, że Augusta Docher bardzo precyzyjnie i drobiazgowo opisuje zarówno bohaterów, sytuacje i otoczenie. Z łatwością można przenieść się do świata Anny i Leo i poczuć się jak u siebie w domu, miejscu znanym, przyjemnym, naszym. Dzięki temu bogactwu słowa, uporządkowaniu możemy skupić się wyłącznie na wydarzeniach i emocjach, który stanowią główny walor powieści.  

Tak jak napisałam na wstępie, "Habbatum" zajął moją uwagę na długi czas. Oczekuję, że Batawe, kolejny tom serii, będzie równie zajmująca :)








"Habbatum" Augusta Docher, BIS, Warszawa  2016




Czytaj dalej...

Fobos, Victor Dixen



Istnieje grupa ludzi, która stara się zarobić pieniądze na wszystkim i na wszystkich bez względu na konsekwencje. Istnieje też grupa ludzi, która próbuje uciec przed przeszłością i problemami tak daleko, jak tylko się da. Przedstawicieli obu tych grup znajdziecie w gorącej premierze ostatnich dni "Fobos" Victora Dixena.

Genesis to pierwszy kosmiczny i kontrowersyjny program typy reality show. Bierze w niej udział dwanaścioro młodych ludzi, którzy mają założyć pierwszą ludzką kolonię na Marsie. Ogólnoświatowe castingi wygrywają Leonor, Fangfang, Elizabeth, Kirsten, Safia, Kelly, Tao, Aleksiej, Kenji, Mozart, Samson i Marcus. Czy program odniesie spodziewany sukces? Czy możliwe jest utworzenie sześciu zgodnych par? Czy połączy ich nić miłości? i najważniejsze, czy możliwe jest bezpieczne życie na planecie tak odległej od Ziemi?

Młodych bohaterów poznajemy w dniu rozpoczęcia emisji programu i startu promu kosmicznego w kierunku Marsa. Na początku nic o nich nie wiemy. Nie znamy kryteriów ich wyboru, ich przeszłości i impulsu do podjęcia tak ryzykownej decyzji. Niemal wszystkie tajemnice rozwiązują się wraz z postępem fabuły. Poznajemy okoliczności, które zapoczątkowały powstanie programu, jego twórców i manipulacje, którym zostali poddani uczestnicy. Okazuje się, że ich wybór nie był przypadkowy, a ich los z góry i jasno określony. 
Przeraziło mnie to, że my jako naród, jako istoty ziemskie nie potrafimy uczyć się na błędach. Serwujemy swoim braciom zgubę opakowaną w iluzję poprawy sytuacji, lepszego życia, sławy i bogactwa. 

O ile historie nastolatków są bardzo poruszające, to już ich zachowanie dość przewidywalne i szablonowe. Dość szybko ustaliłam co może się wydarzyć, jak rozkładają swoje szanse i jakie stworzą układy. Bardziej zainteresowała mnie część książki poświęcona manipulacjom około programowym i jego twórców. Te fragmenty autentycznie mnie wciągnęły i skłoniły do przemyśleń nie tylko na temat materializacji współczesnego świata, wyzbywania się wszelkiej moralności i zagłuszania sumienia, ale także na efekty wychowywania dzieci, a raczej jego brak. Nie wystarczy tylko zaspokajać potrzeb fizycznych, o te emocjonalne trzeba dbać o wiele bardziej.  Jeżeli tego nie zmienimy, to nie wróżę nam świetlanej przyszłości...

Victor Dixen dobrze przemyślał swoją historię i sposób jej przedstawienia. Naprzemiennie poznajemy wydarzenia rozgrywające się w kapsule kosmicznej, uczestniczymy w codzienności młodych kosmonautów i obserwujemy życie toczące się na ziemi, które z każdym dniem przynosi nowe komplikacje oraz drastyczne rozwiązania. Zawiązana intryga mająca przynieść jak największy dochód staje się bardzo ryzykowna, a jej zdemaskowanie może zakończyć się śmiercią... 
Bardzo lubię ten sposób narracji gdyż potęgują tylko zainteresowanie i niecierpliwość. "Fobos" jest rozpoczęciem kosmicznej serii. Wiedziałam, że nie poznam wszystkich odpowiedzi, a pewnie pod koniec książki stanie się coś nieoczekiwanego. I tak się stało. Może i nie jestem w pełni usatysfakcjonowana lekturą, ale autorowi udało się zasiać w mojej głowie ziarno ciekawości :) Kiełkuje ono teraz i podsycane oczekiwaniem domaga się kontynuacji :)

"Fobos" z pewnością trafi do młodego czytelnika i na pewno go oczaruje. Ma szansę spodobać się dorosłym, którzy nie powinni oczekiwać więcej niż prosta historia miłosna, zaczątek ciekawej intrygi i solidarność wobec zagrożenia. 

"Kochać to walczyć o to, co uważamy za najlepsze dla tego, kogo kochamy."









"Fobos" Victor Dixen, tł. Eliza Kasprzak- Kozikowska, Otwarte, Kraków 2016







Recenzja napisana dla BookMaster :)

Książki w BookMaster







Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka