Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Feeria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Feeria. Pokaż wszystkie posty

Book Tour: Plaga samobójców. Program. Suzanne Young



Czy depresją, myślami samobójczymi, dążeniem w kierunku śmierci można się zarazić?

Suzanne Young założyła właśnie taki scenariusz, który stał się fundamentem rewelacyjnej powieści dla młodzieży, wnikającej głęboko w świat nastolatków, ich nastrojów, dojrzewania i ratowania resztek wolności, indywidualności. 

Młodzi bohaterowie powieści "Plaga samobójców. Program": Sloane, James, Realm muszą przed wszystkimi ukrywać swoje prawdziwe emocje. Każde podejrzane zachowanie, płacz, wyobcowanie, wycofanie, niekontrolowane wybuchy złości mogą zwrócić uwagę rodziców, rządu i wkręcić w tryby autorskiego Programu by uchronić ich przed zaraźliwym wirusem choroby doprowadzającej do samobójstwa. Trudno jednak trzymać nerwy na wodzy, kiedy przeżywa się żałobę po śmierci brata, najlepszego przyjaciela i depresję ukochanego... Sloane nie udaje się zamaskować swoich uczuć i trafia pod opiekę Programu, który ma pozbawić ją wspomnień. Czy uda jej się jednocześnie wyzdrowieć, zachować siebie i wykiwać system?

Program został stworzony by pod przykrywką psychologicznej pomocy kontrolować młode umysły i eksperymentować, eliminować budzące niepewność wspomnienia. Nastolatkowie wobec tych planów są bezsilni. Inwigilowani w domu, w szkole, w miejscach publicznych muszą ukrywać swoje prawdziwe emocje by nie dać powodu do pseudomedycznej izolacji. W życiu głównej bohaterki nawarstwiają się problemy, z którymi trudno poradzić sobie w pojedynkę. Nie może skorzystać z pomocy ukochanego, rodziców bo obawia się zdemaskowania. Bardzo dokładnie poznajemy Sloane i jej uczucia. Jej oczami obserwujemy otoczenie i następujące kolejno wydarzenia. Możemy poczuć jej ból po stracie brata, przyjaciela i postępującej depresji chłopaka oraz strach przed przyszłością, w której brakuje perspektyw. Doświadczamy jej daremnej walki z dorosłymi, systemem, Programem. Czy na pewno? 

Kiedy Sloane trafia pod opiekę Programu, śledzimy poczynania lekarzy, a także batalię jednostki o zachowanie wolności i indywidualności. Nastolatce udaje się oszukać system i zasiać ziarno niepewności. Czy uda jej się coś zmienić?

Suzanne Young miała genialny pomysł na fabułę, stworzyła rewelacyjne osobowości i wciągnęła mnie w historię niesprawiedliwości, przymusu, ucisku wobec młodej części społeczeństwa. Pozbawianie ich wspomnień łamie ich prawo do wolności, indywidualności, niezależności, swojego "ja", czyniąc z nich ludzi gorszej kategorii podatnych na wpływy.

"Plagę samobójców" przeczytałam jednym tchem z ogromną ciekawością, zaskoczona jej dynamicznością i zwrotami akcji, które nie pozwalają na nudę. Zakończenie książki jest zaskakujące, zastanawiające i wzbudzające niecierpliwość w oczekiwaniu na kolejny tom serii :) Ale lubię to :)

Serdecznie polecam :)






"Plaga samobójców. Program" Suzanne Young, Feeria Young 2015






Książkę przeczytałam dzięki Book Tour zorganizowanemu przez Natalię z bloga Książkowe Kocha Nie Kocha  :) 









Czytaj dalej...

Wstyd, Rachel Van Dyken


Każdy z nas ma tajemnice i na życiowym koncie popełnione grzeszki, których się wstydzi. Nie chcemy by wyszły na jaw i uprzykrzyły czy zrujnowały plany, a nawet przyszłość. Trzymamy je zatem w sekrecie i uważnie pilnujemy odgradzając się tym samym od życia i przyjemności, które niesie.

To właśnie takich wstydliwych tajemnic dotyczy trzecia, finałowa część serii Zatraceni.

Lisa ukrywa swoją prawdziwą tożsamość. Próbuje wtopić się w tłum, być jedną z wielu podobnych do siebie dziewcząt. Nie robi to dla fun' u czy fanaberii. Chce uciec przed przeszłością, która zaczyna ją doganiać i nieść realne zagrożenie. Wydaje jej się także, że odseparowanie od uczuć i emocji przyniesie jej spokój i bezpieczeństwo... Wtedy na jej drodze stanie On... I jeszcze bardziej skomplikuje jej życie...

 Nadzieja to pewna postać szczęścia, może największego, jakie daje świat.

Rachel Van Dyken po raz kolejny przedstawia trudy dorastania, dojrzewania i brania odpowiedzialności za własne czyny. Lisa musi żyć z demonami przeszłości, które nękają ją każdego dnia zabierając całą radość, poczucie równowagi, stabilności, bezpieczeństwa. Tajemniczy stalker, pogróżki, anonimowe listy burzą spokój, a wprowadza atmosferę strachu, agresji.

"Wstyd" jest promowana jako najbardziej mroczna część serii Zatraceni. Zgadzam się z tym. Ten tom obfituje w negatywne emocje, cień przeszłości zakradający się z nienacka i rzutujący na przyszłość młodej dziewczyny. To również historia o chorym umyśle knującym dotkliwe scenariusze i manipulacji rujnujące relacje, uczucia, życie.

W książce, jakby inaczej, znajdziecie wątek miłosny. Jednak nie spodziewajcie się ckliwej, słodkiej, polukrowanej do granic możliwości opowieści o biednej dziewczynie i rycerskim chłopaku. Wręcz odwrotnie. To spotkanie dwóch osób z niską samooceną, brakiem wiary w siebie, z trudną przeszłością, obawami, poszukujących wielu odpowiedzi. Początkowo ich relacja nie jest łatwa, muszą pokonać wiele przeszkód, ograniczeń, oceny. Czy skomplikowany początek może zmienić się w satysfakcjonujący związek?

Rachel Van Dyken prostym językiem, dynamiczną akcją i ciekawymi postaciami zagłębia się w świat młodych ludzi, którym życie utrudniają używki, technologia, internet. Pokazuje jak łatwo można zaszczuć ofiarę, jak zmienić jej życie w piekło oraz jak trudno jest rozprawić się z oszczerstwami i plotkami. "Wstyd" niesie także pewna naukę i nadzieję, znaną i ponadczasową. Bo każdej burzy wychodzi słońce, każde nieszczęście niesie doświadczenie, a prawdziwi przyjaciele nie pozostawią w biedzie.

Twoje życie wygląda jak czyste płótno, podążaj więc za swoim przeznaczeniem i wiedz, że każdy krok, który zrobisz, pozostawi na śniegu kolejny ślad. Jeśli chcesz, żeby te ślady dokądś cię doprowadziły, dbaj, by były wyraźne. Dopilnuj, żeby twoje ślady miały znaczenie.





"Wstyd" Rachel Van Dyken, tł. Jarosław Irzykowski, Feeria, Łódź 2015




Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Aplikacja, Lauren Miller



Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża.

Najnowszy program nauczania powoli zabija świadomość i samodzielne myślenie. Uproszczone podręczniki, wiedza wtłoczona w schemat, testy pisane pod klucz, a do tego wzrost popularności smartfonów, tabletów i aplikacji nie tchnie nadzieją i nie nastraja optymistycznie. Niestety, to nasza przyszłość...

Lauren Miller w "Aplikacji" idzie o krok dalej i uzależnia ludzkość od techniki, technologii tak głęboko, że intuicja, wewnętrzny głos sumienia, nazwane Zwątpieniem jest traktowane jak choroba oraz jest podstawą do społecznego ostracyzmu i eliminacji.

Jest rok 2032. Poznajemy szesnastoletnią Rory, która rozpoczyna naukę w elitarnej Akademii Theden, która gwarantuje swoim absolwentom świetlaną przyszłość. Warunkiem jest ślepa wiara i zaufanie. Pewne wydarzenia podważają wiedzę, odczucia Rory. Spadają z oczu klapki i ukazują całą hipokryzję i manipulację, której macki sięgają w każdy zakątek globu. Czy uda się ocalić ludzkość nieświadomą czyhającego zagrożenia?

Po raz kolejny losy ludzi są w rękach nastolatków. Na szczęście są to dzieciaki bystre, odważne, empatyczne i gotowe na ryzyko w imię przyjaźni, miłości i innych wartości godnych zachowania, powielania. Rory, a właściwie Aurora, jest szesnastoletnią mądralą, która uwielbia się uczyć oraz nie wyobraża sobie świata bez  swojego osobistego handheld' a i popularnego oprogramowania Lux. Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, że głównym dowodzącym jest jej aplikacja, która dokonuje za nią wyborów od godziny, o której wstaje, poprzez kompletowanie  ubrania, po kompozycję składników żywieniowych, propozycje wydarzeń kulturalnych i dobór przyjaciół. Kiedy dziewczyna zaczyna słyszeć wewnętrzny głos, musi zweryfikować poglądy i uporządkować hierarchię wartości. Pomaga jej w tym North, zbuntowany barista z pobliskiej kawiarni. Najpierw staje się powiernikiem szkolnych rozterek, by za chwilę stać się kimś ważnym, bliskim sercu i kompanem w niełatwej rozgrywce. 

Mnie natomiast gemini służyło do wszystkiego. Mój kalendarz, moje plany, mój profil na Forum, playlisty i książki – wszystko to pragnęłam mieć pod ręką, zawsze. Potrzebny był mi też, oczywiście, Lux, dzięki któremu moje życie szło gładko. Radziłam się tej apki co najmniej tysiąc razy na dzień. W co powinnam się ubrać? Gdzie usiąść? Kogo zaprosić na połowinki? Wszystkie decyzje, które wydawały się ważne, i pewnie całe mnóstwo nieistotnych.

W opisanej historii doskonale odnajdą się nastolatki bo to ich życie zostało opisane w "Aplikacji". Znajdziecie tu wszelkie nastoletnie problemy, wybór kierunku nauki, nieporozumienia z nauczycielami, zawieranie przyjaźni, pierwsze miłosne emocje. Lauren Miller sięgnęła także po tematy trudniejsze, cięższe tj.: poszukiwanie w przeszłości własnych korzeni i tożsamości, dorastanie bez matczynej opieki, czy poruszająca bliskość ojca i córki. Te zdawałoby się poboczne wątki są doskonałą kanwą pod międzynarodową, światową manipulację, w której główną rolę odgrywa coraz to bardziej nowoczesna technika i ewolucja technologii w zatrważającym kierunku.

Oboje tkwiliśmy w klatkach przeciętności. Twoja była w Seattle, moja w Bostonie. I oto jesteśmy tutaj. W drodze ku czemuś o wiele lepszemu.

"Aplikacja" to powieść z wartką akcją, tajemnicą i intrygą skierowaną do młodego czytelnika. Jestem pewna, że porwie ich opowieść rozgrywająca się w niedalekiej przyszłości. 






"Aplikacja" Lauren Miller, tł. Jarosław Irzykowski, Feeria, Łódź 2015





Recenzja napisana dla serwisu Duże Ka :)




Czytaj dalej...

Book Tour: Co jeśli... Rebecca Donovan


Miałam przyjemność czytać trylogię Oddechy Rebeccy Donovan i dobrze wiecie, że nie do końca mnie zachwyciła. Nie uprzedzam się zbyt szybko więc z ogromnym zainteresowaniem ugościłam w swoim domu Book Tour z książką Co jeśli... Byłam ciekawa w jakim kierunku rozwinął się talent autorki, czy dopracowała swój warsztat, czy wróciła z historią, która może zachwycić...

Ścieżki czwórki przyjaciół z dzieciństwa Cala, Nicole, Rae i Rechelle rozchodzą się wraz z wyborem college. Zastanawiające jest to, że ustają między nimi również wszelkie kontakty. Jakby nic dla siebie nie znaczyli. Niespodziewanie Cal spotyka Nicole, ale szybko okazuje się, że to dziewczyna tylko łudząco do niej podobna. Nyelle z wyglądu przypomina jego przyjaciółkę, charakterem różni się od niej diametralnie. Jest żywiołowa, wybuchowa, drażliwa, impulsywna, agresywna, szalona, skryta, tajemnicza. Przypadkowa znajomość rozwija się w gorące uczucie, a Cal krok po kroku odkrywa wszystkie sekrety swojej dziewczyny. 

Nawet jeśli się wydaje, że nic się nie stało, wciąż jest to tak samo realne.

Rebecca Donovan miota czytelnikiem pomiędzy teraźniejszością a przeszłością, potęguje napięcie, niecierpliwe oczekiwanie na rozwiązanie wszystkich tajemnic. Zadaje pytania, stawia tezy, pozostawia w niepewności, wplata retrospekcje, które mają naprowadzić na odpowiedzi, ale tym samym jeszcze mocniej wikła losy bohaterów i otwiera worek z jeszcze większą ilością sekretów. Ten zabieg bardzo mi odpowiadał. Jak każdy wolę pogłówkować nad rozwiązaniami, niż mieć je podane na tacy. Rebecca Donovan splotła tę historię, miała kontrolę nad jej wynikiem i w logicznej formie zaserwowała czytelnikowi. 

Co jeśli... jest moim zdaniem powieścią bardziej dopracowaną i porywającą niż wspomniana wyżej trylogia. Jest opowieścią zamkniętą w jednym tomie z wyraźnymi bohaterami, realnymi problemami bez nadmuchiwania i rozciągania w nieskończoność.

Co jeśli... to książka o przyjaźni, takiej prawdziwej która trwa w szczęściu i cierpieniu, która jest siłą, ostoją, pomocą. To również historia o dawaniu i wykorzystywaniu szansy, odnajdywaniu swojego miejsca na ziemi, poszukiwaniu swojej tożsamości, swojej seksualności, narodzinach miłości, starcie, relacjach rodzinnych, więzi z rodzicami. 

Cieszę się, że dałam szansę autorce. Inaczej mogłaby mnie ominąć wartościowa lektura. 




"Co jeśli..." Rebecca Donovan, tł. Andrzej Goździkowski, Feeria 2015




Książkę przeczytałam w ramach akcji Book Tour zapoczątkowanej przez autorkę bloga Blask Książek, a do której bezpośrednio zaprosiła mnie Isabel z bloga Isabel czyta :) Dziewczyny, serdecznie dziękuję :)





Trylogia Oddechy:

1. Powód by oddychać- moja recenzja
2. Oddychając z trudem- moja recenzja
3. Biorąc oddech- moja recenzja


Czytaj dalej...

Book Tour: Utrata, Rachel Van Dyken

Trudno jest żyć-  łatwiej jest umrzeć. Zamykasz oczy i więcej ich nie otwierasz. Co w tym trudnego? Nic- tyle tylko, że tak cholernie trudno zostawić tych, których się kocha.

Trudno jest pogodzić się ze utratą bliskich osób. Żałoba, tęsknota, poczucie pustki, przemijania, samotność przyciska ciężarem tych doznań jeszcze długo po ceremonii pogrzebowej. To naturalny stan i trzeba dużo wyczucia, taktu by pomóc osobie doświadczonej w ten okrutny sposób. Przychodzi jednak czas kiedy życie na nowo zaczyna cieszyć, kiedy zaczyna dostrzegać się jego jasne strony, kiedy jest się gotowym ponownie wyjść do ludzi, bawić się, śmiać, kochać.

Rzeczy nigdy nie są takie, jakimi się wydają- nigdy.

Kiersten rozpoczyna pierwszy rok na studiach. Unika kontaktów z rówieśnikami, ale one coraz bardziej na nią napierają. Najpierw zaprzyjaźnia się z przebojową współlokatorką, potem poznaje fantastycznego faceta, obiekt westchnień całej żeńskiej studenckiej społeczności. Weston próbuje zacieśnić więzi. Kiersten potrzebuje czasu... Nie wie, że oboje mają go bardzo niewiele...

Wszyscy się czegoś boimy.

Jestem już poważną żoną i matką, ale ta książka skierowana do młodzieży, skradła mi serce. Doświadczona przez los młoda dziewczyna i dotknięty chorobą młody mężczyzna. Oboje chcą przeżyć coś niezwykłego, ale wydaje się nie być im to dane. Przynajmniej nie w prostej drodze, takiej jak jest udziałem ich rówieśników. Relacja między chłopakiem a dziewczyną musi przebiegać szybciej, dogłębniej, zatracając się, przeżywając do samego końca.

W rzeczywistości chciałem czegoś więcej. Sęk w tym, że ludzie nie zawsze dostają to, czego chcą.

Główni bohaterowie "Utraty", Kiersten i Weston od pierwszej strony budzą sympatię i ze szczerą ciekawością ma się ochotę śledzić ich losy. Po części sprawia to współczucie, żal, które wywołują swoim  cierpieniami, a po części ich charaktery, które docenilibyśmy w realnym życiu. I dziewczyna, i chłopak są takimi ludźmi, z którymi chce się przyjaźnić.

Wszyscy jesteśmy trochę szaleni, dzięki temu jesteśmy ludźmi.

Rachel Van Dyken dobrze przemyślała swoją opowieść. Począwszy od prostych , szczerych dialogów, poprzez minimalizm opisowy po emocje, które kipią z każdego słowa. Autorka bardzo czytelnie, prosto, przystępnie opowiada o stracie, żałobie, rozpoczynaniu życia po tragedii, wykorzystanych szansach. Bohaterowie uświadamiają czytelnikowi, że życie jest kruche i trzeba czerpać z niego pełnymi garściami, bo nie wiadomo kiedy przyjdzie koniec, kiedy opadnie kurtyna.

Czasami trzeba przejść przez piekło, żeby dosięgnąć nieba.

"Utrata" wciągnęła mnie bez reszty, zmusiła do opętanego przewracania kartek, do nieograniczania się czasem i przestrzenią. Weszłam w historię jak stałam, zmęczona, zdezorientowana, wyszłam z niej z nadzieją, że wszelkie trudności można pokonać i przekonaniem, że życie ma dla nas jeszcze wiele niespodzianek.





"Utrata" Rachel Van Dyken, tł. Anna Dobrzańska, Feeria 2015



Książka bierze udział w akcji Book Tour, który zapoczątkowała Michalina z bloga Książkowy świat, a do której zaprosiła mnie Patrycja z Magii książek :) Dziękuję dziewczynom za to, że mogłam zaczytać się w "Utracie" :)



 Zdjęcie zrobiła dla mnie Aga z Nie teraz- właśnie czytam :)




Czytaj dalej...

Szybki kurs plastyczny, czyli... Rysunek. Odkryj talent dzięki prawej półkuli mózgu, Betty Edwards


Czy żeby ładnie rysować trzeba mieć umiejętności, dar, wrażliwość artysty? A może rysować można się nauczyć, tak jak pisania, czytania, liczenia?

Całe moje doświadczenie w tym temacie, wiedza i obserwacje wskazują, że to właśnie talent warunkuje udany rysunek, który zachwyca obserwatorów i miłośników sztuki. Betty Edwards przekonuje, że to myślenie jest błędem i to błędem powielanym przez ludzi na całym świecie z pokolenia na pokolenie. Wystarczy zmienić perspektywę i nauczyć swój mózg wykorzystywać naturalne umiejętności, by móc odwzorować na papierze obrazy, które mamy przed oczami.

"Nauka rysowania jest w istocie nauką widzenia- poprawnego widzenia- a to znacznie więcej niż samo patrzenie oczami." 

Jej książka "Rysunek. Odkryj talent dzięki prawej półkuli mózgu" udowadnia, że proste ćwiczenia pomogą każdemu chętnemu człowiekowi odkryć zdolności, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Bo rysowanie, to wbrew obiegowej opinii, czynność mechaniczna. Jeżeli potrafisz czytelnie pisać, jesteś w stanie nauczyć się realistycznie rysować. Naszkicowanie pejzażu, portretu, martwej natury wymaga jedynie opanowania pięciu umiejętności elementarnych, percepcyjnych:

  • Postrzeganie krawędzi
  • Postrzeganie przestrzeni
  • Postrzeganie proporcji
  • Postrzegania światła i cienia
  • Postrzeganie całości, gestalt

Betty Edwards bardzo dokładnie omawia każdą z tych pięciu umiejętności i proponuje ćwiczenia, które mają nauczyć nas dostrzegać wskazane elementy. Żeby to zrobić należy nauczyć własny mózg korzystania z zasobów informacji, obrazów, analiz zdeponowanych w prawej półkuli. Przechodząc na tryb P (wykorzystanie prawej półkuli mózgu) jesteś w stanie dostrzec pojedyncze elementy i ich wzajemnie oddziaływanie, ich realny kształt, położenie, dostrzeżesz podobieństwa, zrozumiesz związki metaforyczne, zaczniesz postrzegać generalne prawidłowości i struktury.

"Lewa półkula dokonuje analizy w czasie, prawa zaś- syntezy w przestrzeni."

Autorka bardzo precyzyjnie wyjaśnia działanie ludzkiego mózgu i jaki wpływ ma ona na postrzeganie świata, który codziennie oglądamy. Ćwiczenia, które proponuje są sprawdzone i wykorzystywane od 1979 roku. Codziennie kilkudniowy kurs plastyczny Betty Edward zmienia sposób myślenia i rysowania tysiące ludzi na całym świecie. W podręczniku znajdziecie na to dowody. Kursanci chwalą się swoimi dziełami sprzed kursu i po. To są znaczne różnice i powiedziałabym nawet spektakularne sukcesy.



Gdyby lekcje plastyki w szkołach odbywały się w sposób zaproponowany przez Betty Edwards, każdy mógłby narysować sobie obrazek, którego nie wstydziłby się powiesić na ścianie.











"Rysunek. Odkryj talent dzięki prawej półkuli mózgu" Betty Edwards, tł. Dariusz Rossowski, wyd. III, Łódź 2015






Czytaj dalej...

Zacząć od nowa, czyli... Biorąc oddech, Rebecca Donovan

"Biorąc oddech" to finałowa część trylogii Oddechy amerykańskiej pisarki Rebeccy Donovan. Ładnie łączy, scala wątki, rozwiązuje tajemnice i zamyka najważniejszy temat: życie pogubionej i skrzywdzonej nastolatki.

Pomiędzy "Oddychając z trudem", a "Biorąc oddech" mijają około dwa lata. W tym czasie Emma porzuciła znajomych, miłość, Weslyn i rozpoczęła życie na własny rachunek. Studiuje i próbuje zapomnieć o matce alkoholiczce, mrocznych tajemnicach Jonathana i ukochanym Evanie. Jedyną osobą, z którą utrzymuje kontakt, to Sara. Niestety dziewczyny dzieli ocean i nie mogą wspierać się tak, jakby tego chciały. Ale to jeszcze nie koniec. Niepokorny los jeszcze nie skończył z Emmą brutalnego tańca zwanego życiem. Zbliża się kolejna fala, która może zmieść ją w morze otchłani. Kto tym razem poda jej pomocną dłoń?

"Zastanawiałam się, co mogę zrobić, by znów zepchnąć tę udrękę w mroki niepamięci i powrócić do dawnego stanu odrętwienia."

Ugh... Trudno mi będzie pisać o tej książce... bo nie jestem nią zachwycona... Nie wiem jak to się stało, że moje współczucie, żal, wsparcie, chęć pomocy skrzywdzonej nastolatce, które pojawiło się po przeczytaniu pierwszego tomu, przemieniło się w obojętność i złość po lekturze ostatniego. Irytowało mnie zachowanie bohaterów niemal na każdej stronie. Emmę jeszcze potrafię wytłumaczyć, bo pogubiła się w życiu, a jej doświadczenia kazały jej uwierzyć, że nie jest godna miłości, czułości, bliskości, szczęścia. Zapomnienia szuka w alkoholu. I kilkukrotnie udaje jej się w znacznym stopniu otępić umysł i ciało, co wykorzystują obcy faceci. I tu rozpoczyna się lista moich zarzutów! Co z koleżankami, które miały dbać o jej bezpieczeństwo? Nie tylko nie ustrzegły jej przed piciem, to jeszcze podsuwały alkohol i chłopaków, którzy mieli ukoić jej ból... Peyton brylowała w tym zadaniu.

"Opróżniłam szklankę zaledwie do połowy, a one były już przy drugim piwie! Może piłam za wolno? A może po prostu powinnam wziąć się w garść i przestać popadać w paranoję."

Kiedy wreszcie Emma otrząsnęła się z alkoholowego ciągu popadła w uzależnienie od Cole' a  i seksu. Wydawało jej się, że tylko w taki sposób zapełni pustkę, którą czuje w sercu. Choć sama podkreśla wielokrotnie, ze nie chce nikogo krzywdzić, robi to na każdym kroku i zdaje sobie z tego sprawę. Nie potrafi albo nie chce tego zmienić. Gdy na jej drodze ponowne staje Evan, jej życie jeszcze raz wali się w gruzy.

Rebecca Donovan poczyniła znaczne postępy z każdą kolejną powieścią. Jej warsztat stał się przystępniejszy, łatwiejszy w lekturze i przyjemniejszy w odbiorze. Udało jej się wykończyć wszystkie wątki i ukoić ciekawość w wielu kwestiach. Jednak moim zdaniem za bardzo skomplikowała losy Emmy, za dużo zrzuciła na jej młode barki i nie dała nikogo kto mógłby jej pomóc w trudnych chwilach. Owszem jest Sara, ale ona ma własne problemy, a do tego jest dostępna jedynie pod telefonem. Inne koleżanki pozwalają jej się zatracić, otępić, odsunąć od życia. Emma z wystraszonego, zastraszonego, zmanipulowanego, skrzywdzonego dzieciaka zmienia się w jakąś karykaturę człowieka, który pielęgnuje swoje lęki, nie godzi się na terapię i nie pozwala sobie pomóc. I o to mam największy żal do autorki. Bo tylu mądrych dorosłych otaczało dziewczynę, a żaden nie postąpił jak należy. Biernie przypatrywali się wyborom...

Cieszę się, że seria Oddechy już za mną, i że Rebecca Donovan zamknęła historię tylko w trzech tomach. Mam nadzieję, że kolejna jej książka (Co jeśli...) okaże się bardziej dopracowaną historią.








"Biorąc oddech" Rebecca Donovan, tł. Robert Kędzierski, Feeria, Łódź 2015




Czytaj dalej...

Ponownie wkręcona w tryby nienawiści, czyli...Oddychając z trudem, Rebecca Donovan


"Powód by oddychać" to książka, która poruszyła serca wielu czytelniczek. Otworzyła oczy na cierpienie, którego często w pędzie życia nie dostrzegamy wokół siebie. Dała nadzieję, że miłość i przyjaźń nie są tylko pustym słowem, a uczuciem, które przynosi wsparcie, pomoc, siłę nawet wtedy, gdy happy endu nie widać na horyzoncie.
Dlatego na kolejny tom trylogii Oddechy czekałam z ogromną niecierpliwością ale i dużymi oczekiwaniami.

I może dlatego pierwsze rozdziały "Oddychając z trudem" przygnębiły mnie, znudziły i rozczarowały. Niestety... Bo choć ucieszyło mnie, ze Emmie udało się ujść cało z okrutnych rąk ciotki, to ubodło mnie, że mocno poturbowana fizycznie i pokiereszowana psychicznie żyje jak wiele nastolatek. Zamiast podbudować się wewnętrznie, skupia się na miłości do Evana i bezkarnie, swobodnie korzysta z uroków życia. Pełną piersią zdobywa świat, flirtuje i imprezuje jakby nie pamiętała niedawnych traumatycznych wydarzeń. Jest tak upojona wolnością, że nie dostrzega nowych kłopotów, niebezpiecznych pułapek zastawionych przez los w dalszym ciągu żądny krwi i cierpienia. Zgoda na zamieszkanie z matką, która dopiero co przypomniała sobie o jej istnieniu, jest delikatnie mówiąc niefortunną decyzją. Mimo ostrzeżeń Emma ufnie oddaje się w ręce rodzicielki.

Ten krok wydaje się nie zrozumiały dla tych, którzy posiadają szczęśliwą rodzinę. Emma pragnie mieć to, co jej przyjaciele. Miłość, zaufanie i oparcie bliskich. Wydaje jej się, że skoro matka próbuje się do niej zbliżyć, to należy dać jej kolejną szansę. Jest gotowa przymknąć oko na nałogi i dostrzegalne niezrównoważenie psychiczne Rachel, byleby zakosztować zwyczajnego, spokojnego życia. Wydaje nam się, ze możemy zmienić czyjś charakter, przyzwyczajenia. Ale to często jest walka z wiatrakami, która przynosi więcej smutku i cierpienia niż relatywnych, wymiernych korzyści.

"Czasami ludzie ranią innych mocniej, niż ci są w stanie znieść. I bywa też, że nie potrafią poprosić o pomoc. Są tak omotani własnym bólem, że zadają ciosy wszystkim wokół."

To właśnie próba ułożenia sobie stosunków z matką napędzają akcję, która zaczyna ewoluować  w kierunku psychodelicznej huśtawki kołyszącej pomiędzy euforią, radością, strachem, bólem, poczuciem winy, tęsknotą. Emma mimowolnie budzi uśpione demony i sprowadza na siebie niebezpieczeństwo. I tym razem dziewczyna nie potrafi poprosić o pomoc, jest bezbronna i zapada się w swojej niemocy, naiwności i wiary w to, że nie zasługuje na dobro, spokój, stabilizację, szczęście, miłość.  Nie chce być ciężarem dla swoich przyjaciół więc w skrytości cierpi niewyobrażalne katusze. Życie z matką alkoholiczką, która dawnymi żalami obarcza swoje dziecko, nie może być harmonijne, nie może przynieść nic konstruktywnego.

Żal mi Emmy, której nikt nie nauczył wiary we własne siły i swoją wartość, piękno. Jest skazana na samozagładę, pokonana własnymi słabościami i nieufnością. Aż strach pomyśleć co przyniesie jej życie i kolejny, finałowy już tom trylogii.

W całkowitym rozrachunku, "Oddychając z trudem" uważam za pouczającą lekturę. Po pierwsze nie należy z góry zakładać co może się wydarzyć i oceniać nie znając całości. Po drugie nie zawsze warto dawać drugą szansę, nawet jeśli jest to ktoś, kto z założenia powinien być nam bliski. Po trzecie dobrymi radami nie tylko piekło jest wybrukowane ale serca tych, dla których ważny jest nasz los.

Tak na marginesie tylko dodam, że fabuła zyskałaby, gdyby zmniejszyć jej objętość, skrócić przegadaną nastoletnią rzeczywistość, a rozwinąć bardziej konflikt na linii matka- córka. Wtedy rzeczywiście można by było bez reszty zachłysnąć się opowieścią i zapomnieć o oddechu do końca lektury.





"Oddychając z trudem" Rebecca Donovan, tł. Ernest Kacperski, Feeria, Łódź 2015




Trylogia Oddechy:

2. Oddychając z trudem





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Moniki reprezentującej wydawnictwo Feeria :)) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Co mówią żółte róże, czyli...Pośród żółtych płatków róż, Gabriela Gargaś



Mam słabość do Gabrieli Gargaś i jej książek. Nie wiem na czym polega jej fenomen. Prawdą jest, że za każdym razem idealnie trafia w czułe miejsca na mapie mojego serca: słowami,  historią, bohaterami, wodospadem uczuć i emocji. Tak samo było podczas lektury najnowszej powieści autorki "Pośród żółtych płatków róż". Biorąc książkę do ręki z miejsca urzekła mnie szatą graficzną i romantyczną, subtelną okładką, a po jej otwarciu... przepadłam dla świata, na długie godziny. Tak godziny...I to nie dlatego, że mi się nie podobała. Ale właśnie dlatego, że pokochałam ją całym sercem i chciałam ją zatrzymać przy sobie jak najdłużej.

"Każdy popełnia błędy. Nie ma ludzi nieomylnych."

Człowiek ma wolną wolę. W życiu postępuje tak jak mu wygodnie, jak zostały mu rozdane karty lub trzyma się jasnych zasad swojego kodeksu moralnego. Czy popełnia błędy? Tak. Na każdym kroku. Jedne są małe, nieistotne, inne wręcz przeciwnie diametralnie zmieniają tory losu albo stygmatyzują na całe życie. Tylko i wyłącznie od nas zależy, jakie decyzje podejmiemy i nikt nie ma prawa ich podważać, wywierać presję, nakłaniać do zmiany zdania. Razem z Aśką, Michałem, Wojtkiem, Zuzą, Robertem, Mileną, Zosią przeżywamy różne scenariusze i podążamy odmiennymi drogami jakie niesie nam życie. Ich problemy, rozterki, radości i smutki mogą być przestrogą bądź drogowskazem na przyszłość, służyć radą, być potwierdzeniem naszych przypuszczeń.

Zdrada, związek z żonatym mężczyzną, skupienie się na karierze, aborcja, staropanieństwo, samotność, zerwane więzi...to tematy, nad którymi pochyla się autorka, które pozwala nam smakować, rozważać, oglądać z każdej ze stron, obserwować skutki czy dywagować nad rozwiązaniami. Każda z historii dotyczy innego aspektu życia, innego problemu i mierzy się z wiekiem bohaterów, etapem życia, ich doświadczeniami, priorytetami, osobistym rozwojem. Walka jaką będą musieli stoczyć rozegra się pomiędzy własnymi słabościami, pożądaniem, oczekiwaniami, a także zaufaniem, zdaniem bliskich czy opinią społeczną.

"Czy jeden niewłaściwy krok definiuje nas jako złych ludzi?"

Gabriela Gargaś nigdy nie moralizuje, pozwala natomiast by czytelnik na równi z bohaterami odczuł skutki podejmowanych decyzji. Nie rysuje też świata tylko w czarnym i białym kolorze. Jej opowieści zawierają się w pełni odcieni między jedną a drugą barwą. Nie oszczędza i bez ogródek ukazuje zarówno cierpienie, rozpacz, depresję, żałobę jak i bezbrzeżną radość, chwile szczęścia, poświęcenie, zatracanie się w miłości i pożądaniu, zazdrość, nienawiść... Gabriela Gargaś operuje całą paletą uczuć, emocji, których doświadczamy każdego dnia, które nas umacniają, dają wiarę, nadzieję, ale które potrafią złamać, zniszczyć, osłabić hart ducha.

"Prawdziwa miłość przetrwa wszystko: cierpienie, ból, zdradę."

"Pośród żółtych płatków róż" przywodzi i na myśl tartę cytrynową. Jest w niej wzmacniająca słodycz, kwasowość cytrusów i wywodzące się z nich nuty cierpkości. Tak jak i w życiu. Łzy mieszają się z uśmiechem, złość z radością, nienawiść z miłością... Wyjątkowa szczerość Gabrieli Gargaś i jej historie non- fiction, pozbawione lukru to jej największy atut.





Gabriela Gargaś "Pośród żółtych płatków róż", Feeria, Łódź 2015





Moje opinie o innych książkach Gabrieli Gargaś:





Za możliwość przeczytania książki dziękuję Pani Monice reprezentującej wydawnictwo Feeria :) Dziękuję za okazane zaufanie :)



Czytaj dalej...

Utrata, Rachel Van Dyken

PREMIERA: 4 LUTY 2015

Kiersten nie jest zwykłą dziewczyną. Ścigają ją koszmarne echa wydarzeń sprzed dwóch lat. Od tamtej pory woli unikać zobowiązań, a smutek jest jedynym znanym jej – i dlatego bezpiecznym – uczuciem. Gdy poznaje Westona, wydaje się, że dzięki niemu wyjdzie z ciemności na słońce. Ale nie wie, że czas nie jest jej sprzymierzeńcem. Choć Wes sądzi, że potrafi ją ocalić, to dając jej wszystko, jednocześnie wszystko zniszczył. Próbował ją ostrzec, ale jak można przygotować się na coś takiego? Czasami musisz się śmiać, by nie wybuchnąć płaczem. A czasami, gdy myślisz, że to już koniec – to jest dopiero początek… 

Pierwszy tom bestsellerowej, przepełnionej emocjami serii YA. 
Czytaj dalej...

Ziemia wojny, Julia Łatynina

Premiera: 19 listopad 2014



Współczesnym światem rządzi przemoc w każdej postaci. Agresja, terroryzm, wojna. To nie jest już domena wrogo nastawionych subkultur, gangów, bojówkarzy, rebeliantów, najemników, separatystów  ale jest decyzją podjętą na najwyższych szczeblach władzy. Nie możemy być już bezpieczni na własnym kontynencie, własnej ojczyźnie, a nawet we własnym, często hermetycznym środowisku. Do czego prowadzi język nienawiści? Dokładne odpowiedzi serwuje nam codzienny program informacyjny, gazeta i internet.

"Ziemia wojny" Julii Łatyniny, mimo że fikcyjną, jest cyniczną i brutalną analogią do wydarzeń naszych czasów, przelanej krwią, cierpieniem, bezsensowną śmiercią.

Besztoj, jedno z najstarszych miast Awarii Północnej na Kaukazie, jest miejscem, w którym niepodzielnie dzierżą władzę bracia: Dżamałudin i Zaur Kemirow. Rządzą silną ręką wykorzystując wszelkie możliwe środki nacisku, terroru i przemocy by utrzymać się w górze i nie oddać swego terytorium łasym na ogromne przychody i godne pozazdroszczenia wpływy. Przerost ambicji, manii wielkości, chęci posiadania i gromadzenia bogactw powoduje  konflikty, zawłaszczenia, w końcu regularne bójki, przepychanki, rozboje, zbrodnie i morderstwa. Jest początkiem bratobójczej walki o ziemię, która spłynie krwią niewinnych ofiar.

"W Anglii, gdy chce się podtrzymać rozmowę, mówi się o pogodzie, na Kaukazie, gdy ludzie nie mają o czym mówić, zwykle dywagują, kto kogo zabił."

Julia Łatynina od pierwszej strony nie oszczędza czytelnika. Wprowadza go prosto w piekło  jednego z wielu aktów przemocy, który przeraża drobiazgowością drastycznych obrazów i bezwzględnością uzbrojonych mężczyzn, którym nie robi różnicy czy strzelają do zbira, zdrajcy, sojusznika, kobiety czy maleńkiego dziecka. Obojętność na los przeciwnika, jego otoczenia oraz jakie przyniesie straty wśród postronnych osób robi chyba największe wrażenie. Powieść ocieka emocjami: strachem, przerażeniem, paniką, bólem, cierpieniem i nieprzerwanym strumieniem okrucieństwa, mściwości, zawziętości. Tekst doskonale odwzorowuje wpływ wojny na świadomość oraz jej destrukcyjną ekspansję na człowieczeństwo. Doskonałym przykładem tego jest chociażby Dżamałudin. Początkowo wydaje się nieogarniętym  chłopakiem, a z czasem zmienia się w bezlitosnego mężczyznę, którego kodeks moralności ogranicza się do dwóch słów: winny lub bardziej winny. Jego sposób patrzenia na świat poraża naiwną logiką i bestialskim zachowaniem.

W tle możemy dopatrzyć się również wpływu wojny na życie tamtejszych kobiet. Pozbawione mężów, synów, braci w walce o przetrwanie często muszą kupczyć własnym ciałem by utrzymać siebie i pozostałych członków rodziny. Ich zachowanie nie godzi się z wiarą muzułmańską, co dodatkowo ściąga na nie groźbę okrutnej kary.

Postaci w powieści Julii Łatyniny charakteryzuje kontrowersja. Są jednako odzwierciedleniem złożonej mentalności mieszkańców Kaukazu jak i odbiciem stereotypu, w którym lubimy widzieć naszych sąsiadów zza wschodniej granicy: nieokrzesany, popędliwy, bezwzględny, zmroczony alkoholem Rosjanin, który chce dzierżyć w ręce władzę, bogactwo i nie zawaha się wziąć tego siłą.

Język powieści prosty, dobitny, trudny, wymagający szczególnej koncentracji i uważnej lektury. W opisach porachunków często naturalistyczny uzmysławia, że życie to nie tylko piękny, kolorowy pejzaż. To również czarno- biały obraz kreślony pychą, brakiem skrupułów, zdradą, cynizmem, fanatyzmem, hipokryzją.

"Ziemia wojny" to bezkompromisowa proza prowokująca do przemyśleń, do zadumy nad tym, do czego zmierza nasze życie, nasz świat, jaki mamy wpływ na bieżące wydarzenia i co możemy zrobić by nie dopuścić do przelewu krwi w przyszłości.





Julia Łatynina "Ziemia wojny", tł. Ewa Skórska, Margarita Bartosik, Feeria, Łódź 2014





Za możliwość przeczytania książki dziękuję Pani Monice reprezentującej wydawnictwo Feeria :))))



Czytaj dalej...

Chłopak nikt, Allen Zadoff


Szkolenie do zadań specjalnych, człowiek jako maszyna do zabijania, idealna broń to już nie jest tylko wytwór płodnej wyobraźni pisarzy gatunku fantasy. To już rzeczywistość, która nas otacza i konsekwencja globalizacji, cywilizacji, postępu technologicznego. Rozumiem przesłanki i argumenty przywódców świata, ale czy bezemocjonalna tresura, wyzbycie człowieczeństwa jest remedium na zagrożenie atakiem terrorystycznym, walkę z wrogiem czy wynalazkiem, którego skutki przyjdzie nam odpowiedzieć w niedalekiej przyszłości?

Głównym bohaterem powieści Allena Zadoff "Chłopak nikt" jest szesnastoletni Zach. Nie jest zwykłym nastolatkiem, którego z powodzeniem udaje. On jest chłopakiem bez tożsamości, bez marzeń, planów na przyszłość, bez uczuć, bez emocji. Został wyszkolony w eksperymentalnym obozie i stał się narzędziem w rękach ludzi, którzy decydują o życiu i śmierci. Zach jest bronią na usługach rządu amerykańskiego i eliminuje tych, którzy są jego wrogami. Jego zdaniem jest przybyć, zabić, zniknąć.

"Jesteśmy więźniami życia, którego nie wybieraliśmy."

Życie Zacha przebiegało bez komplikacji do dwunastego roku życia. Wtedy to wraz ze śmiercią rodziców nastąpiły zmiany, których nie mógł, nie potrafił zatrzymać, a którym musiał się poddać by móc przeżyć. Specjalistyczne szkolenia w specyficznym obozie, wysiłek fizyczny, psychiczny, nauka sztuk walki, użycia broni białej i palnej zbudowały nową osobowość, pozbawioną emocji, umiejętności podejmowania własnych decyzji, bez wrażliwości na niuanse życiowych sytuacji, które determinują różnorodność postępowania.  Nie do niego należy ocena, zadawanie pytań, przemyślenia.  On ma jedynie wykonać zadanie, szybko, sprawnie, niewidocznie.

Nikt nie przewidział, że ponadprzeciętna inteligencja chłopaka obudzi się w najmniej odpowiednim czasie. Nikt nie przypuszczał, że Zach zacznie analizować i konfrontować to co widzi i słyszy z tym, co jest mu przekazywane przez organizację, i że dostrzeże rysy w mechanizmie, w którym do tej pory funkcjonował bez zarzutu. Zach zaczyna podważać cele, którym służy i zaczyna budować mur, który powoli odgradza go od współpracowników. Czy jest w stanie zachować zimną krew i działać na dwa fronty? Czy ocali niewinnych? Czy ocali siebie?

"Wszyscy dokonujemy wyborów. A każdy z nich ma swoje reperkusje."

Allen Zadoff bardzo mnie zaskoczył. Oczekiwałam nieskomplikowanej rozrywki, a otrzymałam doskonałą powieść akcji, w której inteligentny młody człowiek musi zmagać się z brutalną rzeczywistością współczesnego świata, w którym nie ma miejsca na niezależność, indywidualność. Żyjemy w czasach gdzie wymuszona kontrola steruje każdym krokiem, gdzie trzeba podporządkować się, wejść w schemat, a każde wystąpienie przed szereg jest bezlitośnie karane, a bezemocjonalne ludzkie skorupy wymierzają sprawiedliwość.

Ogromnym plusem powieści jest to, ze autor odszedł od popularnego w powieściach dla młodzieży banalnego romansu. "Chłopak nikt" nie potrzebuje miłości by obronić pomysł i wykonanie. Ono broni się samo. Dynamiczna akcja, uwikłanie młodych ludzi w sprawy, których nie rozumieją nawet ludzie dojrzali, ewolucja bohatera z pozbawionej ludzkich uczuć maszyny do zabijania w świadomie ustalającego hierarchię wartości człowieka budzi dreszcz ekscytacji i ciekawości.

Choć może tematyka nie jest nowatorska, to nikt nie może odebrać autorowi twórczego, świeżego, bystrego spojrzenia, obserwacji, niebanalnego stylu, konsekwencji, idealnych proporcji pomiędzy sensacją i przygodą oraz bohaterów, którzy trafiają prosto w serce.

"Chłopak nikt" to przerażający wgląd w zakulisowe rozgrywki pomiędzy mocarstwami, doznanie surowości wojskowego szkolenia i przeraźliwej samotności nastolatka, który zaczyna dostrzegać drugie dno ukryte w brutalnych zadaniach. Co go czeka w kolejnych odsłonach serii? Sama jestem bardzo ciekawa i niecierpliwie czekam na kontynuację.





Allen Zadoff "Chłopak nikt" tł. Łukasz Praski, Feeria, Łódź 2014





Za możliwość przeczytania książki dziękuję Pani Monice reprezentującej wydawnictwo Feeria :) Dziękuję za okazane zaufanie :)



Czytaj dalej...

"Powód by oddychać" Rebecca Donovan


Frustracje, choroby psychiczne, problemy emocjonalne, rosnąca fala agresji jest w tej chwili aktualnym zjawiskiem dotykającym coraz większy odsetek dzieci, kobiet, mężczyzn, rodzin. Przemoc dosięga nas każdego dnia w miejscach, które już z nazwy powinny być oazą spokoju i bezpieczeństwa. Czym jest przemoc i dlaczego tak trudno bronić się przed nienawiścią, przed obelgami, przed razami? Na kim najbardziej się skupia i dlaczego? Co czuje maltretowany psychicznie i fizycznie nastolatek mamy okazję prześledzić na kartach powieści Rebeccy Donovan "Powód by oddychać". Powieść ta jest jednocześnie otwarciem nowej porażającej emocjonalnie serii Oddechy skierowanej przede wszystkim do młodzieży i lekturą skłaniającym do rozmów, które mogą zmienić przyszłość, życie i oddalić widmo śmierci od tych, którzy tego potrzebują, a którzy zamknięci w skorupie strachu, boją się poprosić o pomoc.

Wydawać by się mogło, że Emily jest typową nastolatką. Nic bardziej mylnego. Ona jedynie dba by tak odbierało ją otoczenie. Prawda, którą skrywa w swoim wnętrzu jest dużo bardziej złożona i przerażająca. Emily straciła ojca, a matka zdominowana chorobą alkoholową nie potrafiła wywiązać się ze swoich macierzyńskich obowiązków. Opiekę nad dziewczyną przejęła ciocia Carol i wujek George. Niestety jej życie nie jest sielanką. Wyczerpujące domowe obowiązki oraz systematyczna przemoc fizyczna sprawia, ze Emily nie myśli o niczym innym jak wytrwać ból, cierpienie i wyrwać się z tego domowego piekła. Czasem zmian ma być wyjazd na studia, które rozpocznie niebawem.

Jedynym jasnym promykiem w ciemności agresji i poniżenia jest Sara, najlepsza i jedyna przyjaciółka Emily. Tylko ona zna niemal całą prawdę o jej prawdziwym losie. Resztę kolegów i koleżanek trzyma na dystans i nie przejmuje się opinią niedostępnej kujonki. Kiedy w szkole pojawia się nowy uczeń Evan, Emily odkrywa emocje i siłę by się otworzyć i zacząć zmieniać swoje życie.

'"Nikt nie chciał się specjalnie ze mną zadawać, więc trzymałam się z boku. Tak miało być bezpieczniej i łatwiej."

Emily to młodziutka dziewczyna złamana psychicznie i fizycznie przez niewyżytego domowego kata. Nie wierzy we własne siły, nie jest świadoma własnej wartości i nie akceptuje kreowanej w ten sposób rzeczywistości. Nie ma pomysłu jak ją zmienić. Ratuje się kłamstwami, które są jedynie tymczasowym rozwiązaniem. Emily żyje pomiędzy dwiema skrajnymi osobowościami swojego kata. Z jednej strony jest okrutny, mściwy i agresywny a z drugiej jest cnotliwym rodzicem, w sposób szczególny dbający o własne potomstwo. To rozdwojenie jaźni oprawcy jest dezorientujące i wywołujące takie uczucia, dla których Emily postanawia wytrwać i znajdować kolejne powody by łapać oddech. Nie chce pozbawiać swojego kuzynostwa pełnej rodziny i tylko dla nich jest skłonna do poświęceń.

"Narastające napięcie spowodowane usilnym powstrzymywaniem się od krzyku wywoływało wściekły ból głowy. Całe moje ciało było jednym wielkim bólem."

Sytuacji, w której znajduje się dziewczyna nie polepszają narodziny romantycznego uczucia. Nastolatka jest jeszcze bardziej zdezorientowana i zagubiona. Miłość wymaga zaufania, wyrzeczeń, na które nie jest gotowa, a których pragnie jej obolałe serce.

Rebecca Donovan bardzo realistycznie i momentami naturalistycznie oddała sceny znęcania się i przemocy. Równie przekonująco i przejmująco nakreśliła charakter i uczucia poniżanej, stłamszonej, zastraszonej, znajdującej się na granicy życia i śmierci młodej dziewczyny kompletnie opuszczonej i samotnej w swoim cierpieniu. Tak samotnej, bo mimo dobrych chęci i Sary i Evana, nie jest i nie są w stanie wyjść na przeciw przemocy, które przewyższa ich wyobrażenia. Jednak to świat dorosłych zawiódł młodą bohaterkę. To najbliżsi, nauczyciele, lekarze powinni zareagować, wyciągnąć pomocną dłoń albo chociaż zauważyć problem. Stres w jakim żyje Emma, pojawiające się systematyczne zwolnienia, wypadki muszą choćby zaniepokoić, a w książce Rebeccy Donovan były zamiatane pod dywan :/

Mimo wszystko lektura tej książki, jej ładunek emocjonalny, naiwni ale prawdziwi bohaterowie zostaną ze mną na zawsze.

"Powód by oddychać" to wartościowa, wstrząsająca i przejmująca opowieść o dziewczynie zdanej na łaskę okrutnego szaleńca, sile przyjaźni będącej wsparciem i miłości, która jest filarem podtrzymującym życie.





Rebecca Donovan "Powód by oddychać", tł. Ernest Kacperski, Feeria, Łódź 2014





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Moniki reprezentującej wydawnictwo Feeria :)) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Deborah McKinlay "Cała nadzieja w Paryżu"


Odrobinę ciepła, zrozumienia, wsparcia lub chociażby rozmowa o pasjach jest bezcenna w chwilach gdy tracimy poczucie własnej wartości, jesteśmy niepewni drogi i  celu życia lub gdy ostatkiem sił łapiemy równowagę i grunt pod nogami.

W książce "Cała nadzieja w Paryżu" pióra nowozelandzkiej autorki Deborah McKinlay to korespondencyjna znajomość i tradycyjna epistoła grają pierwsze skrzypce oraz staje się swoistą ścieżką terapii mężczyzny po przejściach i kobiety z przeszłością.

Eve Petworth przez wiele lat żyła w toksycznym uzależnieniu od własnej matki, która sukcesywnie podkopywała jej samoocenę, poczucie własnej wartości . Każda jej decyzja była zła, a związki z góry skazane na niepowodzenie. Nieśmiała i ulegająca wpływom Eve pozwoliła kierować swoim życiem, małżeństwem i macierzyństwem, które nie przyniosły jej szczęścia. Mąż odszedł z inną kobietą a córka nie okazywała jej należnego szacunku i wzrastała pod wpływem despotycznej i apodyktycznej babki. Dopiero śmierć starszej pani pozwala zbliżyć się matce i córce.

Jackson Cooper jest autorem poczytnych książek i zdruzgotanym mężczyzną porzuconym przez żonę. Przechodzi kryzys twórczy, a zbliżające się pięćdziesiąte urodziny skłaniają go do refleksji i podsumowań. Bilans zysków i strat nie wychodzi satysfakcjonująco.

Eve i Jacka wiele dzieli ale łączy pasja kulinarna i chęć podjęcia zmian we własnym życiu. Potrzeba im tylko bodźca, który poruszy machinę transformacji. Takim impulsem stają się listy, które czasem niosą pocieszenie, czasem są niewinną odskocznią od rzeczywistości i słodką  obietnicą spełnienia. Eve i Jack planują podróż do Paryża, która ma być ukontentowaniem ich pogoni za szczęściem.

Deborah McKinlay wprowadza nas w tajniki życia głównych bohaterów. Z tym, że jeden z życiorysów budzi litość i współczucie, a niczym istotnym  nie zaskakuje. Poznajemy smutną prawdę o dorastaniu, dojrzewaniu Eve u boku toksycznej matki, która nigdy nie miała dobrego słowa dla swojego jedynego dziecka. Jesteśmy świadkami ataków paniki, które rozstrajają emocjonalnie i psychicznie naszą bohaterkę i wyprowadzają z równowagi jej córkę, która upatruje w zachowaniu  Eve chęć zwrócenia na siebie uwagi. Boli jej wzgarda i brak szacunku dla matki i zrozumienie kiedy ta próbuje tłumaczyć postępowanie swojej latorośli.

Życie Jacka z kolei, wydaje się być ujęte w sposób tendencyjny. Zdradzony przez żonę, zbliżający się ku andropauzie rzuca się w ramiona pierwszej kobiety, która staje na jego drodze. Kiedy zaspokoi swoje żądze, ambicje, męską dumę porzuca ją dla ideału, który pojawia się na horyzoncie, jednocześnie koresponduje ze swoją czytelniczką i namawia ją na podróż we dwoje do najbardziej romantycznego zakątka na ziemi, do Paryża. Może i ta postać to nic nadzwyczajnego ale idealnie wpasowała się w konwencje powieści. Dwoje zranionych ludzi, pogubionych we własnych emocjach, uczuciach, odbierających życie w obrazie zniekształconym przez niepewność, nieporozumienia, zdrady,samotność...

Jedyne czego mi zabrakło podczas lektury , to Paryża w Paryżu. Tytuł i sentymentalna okładka sugerowały podróż do tego miasta ulokowanego nad Sekwaną...Niestety w książce jest jedynie mirażem, tajemnicą i obietnica lepszego jutra, ale czy niedoścignioną fatamorganą?

"Cała nadzieja w Paryżu" to przyjemna opowieść o tęsknotach, które towarzyszą nam każdego dnia, ale do których droga wydaje się być nie do zdobycia. Sprawdź koniecznie jak dobre słowo, przywiązanie, przyjaźń skraca dystanse i prostuje ścieżki życia.





Deborah McKinlay "Cała nadzieja w Paryżu", tł. Aleksandra Górska, Feeria, Łódź 2014




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Moniki reprezentującej wydawnictwo Feeria :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)







źródło zdjęcia z wieżą Eiffla: http://www.tapeciarnia.pl/181484_wieza_eiffla_noc_paryz.html
Czytaj dalej...

Odzyskać radość życia

Życie nie jest bajką, której scenariusz napisany jest z jedynym możliwym zakończeniem- happy endem. W prawdziwym życiu zdarzają się choroby, wypadki, rozstania, niepowodzenia, depresja. Umiejętność radzenia sobie z tymi problematycznymi wydarzeniami budują drogę do szczęścia. Bo być szczęśliwym nie jest łatwo. Trzeba wiele pracy by je wyhodować, pielęgnować i utrzymać.

Trzydziestosześcioletnią Chiara straciła radość i sens życia. Jednocześnie porzucił ją mąż i straciła pracę w poczytnym tygodniku. Przez kilka miesięcy boryka się ze swoją stratą, rozpamiętuje każdą chwilę, boksuje ze swoją samotnością i nie potrafi poskładać na nowo swojej codzienności. Ładu życiowego nie potrafią przywrócić jej nawet rodzice, rodzina ani przyjaciele. Jedynym wyjściem z tego depresyjnego stanu jest fachowa pomoc psychologiczna. Terapeutka proponuje Chiarze nietypową i zaskakującą grę. Każdego dnia przez 10 minut, przez miesiąc musi zrobić coś, czego nigdy wcześniej nie robiła.
Jak ta gra wpłynie na życie Chiary? Co jej przyniesie?

Książka "Przez 10 minut" nie jest fikcją literacką a zapisem prawdziwych wydarzeń. Chiara Gamberale sumiennie stosowała się do wytycznych w opisanej wyżej grze. Efekty tej zaskakującej terapii zaskoczyły zarówno ją samą jak i czytelnika. Gra wydaje się być banalna bo cóż trudnego jest przez dziesięć minut robić coś czego się do tej pory nie robiło i jaki może mieć ona wpływ na dalszy los? A jednak. Fuksjowy lakier do paznokci, pancake'i, rozmowa z matką, nauka gry na skrzypcach, lekcja hip- hopu, haft krzyżykowy, chińskie lampiony zdziałały cuda. Chiara zaczyna dostrzegać drobne elementy i niuanse własnego życia. Z bliska przypatruje się temu co do tej pory było dla niej nie dostrzegalne. Doceniła swoich bliskich, dostrzegła ich wartość, zauważyła jak wiele się wokół niej dzieje i jak ważna jest umiejętność cieszenia się z drobiazgów, chwil ulotnych, strzępków szczęścia.

Wraz z postępami Chiary w grze poznajemy jej przeszłość. Ze wspomnień rysuje się kobieta, która ma światu wiele do zaoferowania. Jej wrażliwość na innych, bezpośredniość w kontaktach, czułość, empatia gromadzi wokół niej ludzi, którzy czerpią z jej energii pełnymi garściami i odwdzięczają się uwagą, oddaniem, miłością.

Jedyny minus to chaotyczność. Nie zawsze czułam, że jestem w "temacie" co odrobinę utrudniało mi lekturę.

Mimo to "Przez dziesięć minut" to porcja tak ożywczego optymizmu, że nie sposób jej nie polecać. Jeśli myślisz, że wyczerpałaś limit na szczęście- zagraj w grę a przekonasz się, że na szczęście nie ma kartek, zapisów, granic :)




Chiara Gamberale "Przez 10 minut", tł. Elżbieta Derelkowska, Feeria, Łódź 2014




Za optymizm zaczerpnięty z książki dziękuję Pani Aleksandrze reprezentującej wydawnictwo Feeria :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Warto być perfekcyjną?

"Sukces polega na tym, by przechodzić od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu."

"Perfekcyjna kobieta to suka" to poradnik, który we Francji stał się bestselerem. Do tej pory sądziłam, że to właśnie Francuzki najśmielej dążą do perfekcji i są idealne w każdej dziedzinie życia począwszy od wyboru garderoby, poprzez wykwintny jadłospis po wychowanie dzieci (oczywiście nawiązuję do innego słynnego poradnika "Francuskie dzieci nie grymaszą" Pameli Druckerman  :P) Cóż... Życie pisze własne scenariusze i skoro Francuzki uważają, że ideałów nie ma, to coś w tym jest.

Mnie daleko do perfekcji. Zdarza mi się: wybuchnąć, powiedzieć coś zanim to dobrze przemyślę, rozpocząć coś i tego nie dokończyć, zrobić coś na chybcika nie bacząc na efekt, folgować zachciankom, nie trzymać diety, odejść od tworzonego w bólach planu, ulec lenistwu... Czy te potknięcia definiują mnie jako kobietę, żonę, matkę, kochankę? A może właśnie umiejętność popełniania błędów, przyznawania się do nich i do ich rozgrzeszenia tworzą ze mnie człowieka, z którym warto być, żyć, kochać???

Siostry Girard odważyły się powiedzieć  "dość, wystarczy już tej perfekcji". To ona odbiera nam przyjemność życia. Ciągła kontrola nad zachowaniem, wyglądem wpędza w irytację, złość, depresję. Anne- Sophie i Marie- Aldine pozwalają a wręcz zmuszają do pozbycia się winy za coś na co nie mamy wpływu. Pokazują jak pokochać siebie, swoją nieperfekcyjność, jak zaakceptować swoje wady i być może się z nimi zaprzyjaźnić.

"Perfekcyjna kobieta to suka" to  nie jest typowy poradnik gdzie z wydumaną powagą ktoś próbuje powiedzieć Ci jak żyć, wytyka błędy i wskazuje tylko jedno rozwiązanie. Oj nie. Autorki postarały się by do swojej książki wprowadzić przewrotność, humor, anegdoty, zbiór złotych myśli ale i miejsce na własne notatki, przemyślenia, przykłady, listy. Nie zawarły w nim jednego, jasno określonego celu, do którego trzeba dążyć a uwzględniły słowa, w których odnajdziemy i zaakceptujemy siebie, takie jakimi jesteśmy. W niej dostrzegłam swoje odbicie, uśmiechnęłam się do siebie z poczuciem ulgi... dobrze nie być perfekcjonistką :)

Spostrzeżenia sióstr Girard są trafne, dowcipne, przedstawione w sposób zwięzły i zrozumiały dla każdego. Lektura "Perfekcyjnej..." staje się swego rodzaju śmiechoterapią i to jest coś czego ostatnio mi brakuje. Poradnik "połknęłam"  w godzinkę i obiecuję, że będę do niego wracać przy każdym pogorszeniu samopoczucia.

Na koniec krótki fragment poradnika :)

"Komu się zdarza jeść 5 porcji warzyw i owoców dziennie?

Poważnie! Tylko perfekcyjna kobieta może przestrzegać tej zasady!
Je tylko EKO, często jest wegetarianką i w dodatku zmierza w kierunku odżywiania się wyłącznie nasionami. Gdyby jeszcze tylko nie miała misji nawracania nas, nieszczęsnych grzesznic!

"Uprawianie własnych topinamburów to naprawdę nic skomplikowanego".
Okej. Jeszcze trzeba wiedzieć, co to jest ten topinambur.

"Jestem wegetarianką, ale mogę jeść jajka, bo wiesz- a to warto wiedzieć- jajko jest neutralne, jeśli chodzi o zadawanie cierpienia zwierzętom."
Nie do wiary, "co warto wiedzieć" według niektórych ludzi.

"Nie powinnaś pić krowiego mleka, bo nie jesteś dzieckiem krowy!"
Aha! A ty może jesteś dzieckiem soi? "





Anne- Sophie Girard i Marie- Aldine Girard "Perfekcyjna kobieta to suka", tł. Marynia Bicz, Feeria, Łódź 2014




Poradnik w godzinkę "połknęłam" dzięki uprzejmości Pani Aleksandrze reprezentującej wydawnictwo Feeria :)))) Dziękuję za okazane zaufanie :)



Czytaj dalej...

Zakładniczki

Dom- oaza bezpieczeństwa. Bronimy do niego dostępu obcym i pilnujemy by nikt nie naruszył nietykalności domowej przestrzeni. Dom, mieszkanie, pokój to strefa intymna,  prywatna, a skażona nagłym wtargnięciem doprowadza do szeregu różnych perturbacji często zgubnych dla zdrowia psychicznego.

W taką sytuację została wplątana Lisa i jej pięcioletnia córeczka Anouk. Kobieta podczas codziennych, zwyczajnych, a nawet lekko nużących czynności domowych zauważa obcego mężczyznę. Lisa przeczuwa kłopoty, ale nie ma szansy odpowiednio zareagować. Intruz wkracza w ich intymną przestrzeń i więzi we własnym domu. Dość szybko okazuje się, że mężczyzna jest zbiegłym z więzienia niebezpiecznym i brutalnym mordercą. Czego od nich chce? Czy ocalą życie?

Równolegle poznajemy historię Senty, która budzi się ze śpiączki w miejscowym szpitalu. Od bliskich dowiaduje się, że miała wypadek samochodowy. Wjechała do kanału i o mały włos nie zakończyła w nim życia. Nie pamięta chwili wypadku, ale jednocześnie wie, że umyka jej coś bardzo istotnego. Nie daje jej to spokoju. Kiedy opuszcza szpital, sprawdza minuta po minucie okoliczności tamtego feralnego dnia.

Czy coś łączy obie kobiety? Jaki będzie finał obu historii?

Początkowo akcja i zastosowany język jest niemrawy, nieśmiały jakby Simone van der Vlugt bał się obdarzyć czytelnika zaufaniem i zagłębić go w szczegóły swojej opowieści. Zdania są proste, zdawkowe, a brutalność i burza emocji, których się oczekuje jest okrojona ze znaczących słów. Na szczęście sytuacja dość szybko się zmienia i otrzymujemy całą należną porcję przeżyć, odczuć i przemyśleń bohaterów.

Simone van der Vlugt doskonale przemyślał sylwetki swoich bohaterów. Największą uwagę skierowałam na Lisę i jej córeczkę, gdyż to one zdane na łaskę mordercy przeżywają największy dramat, a ich los jest najbardziej tragiczny. Przemiana kobiety na przestrzeni więzionych dni jest bardzo przekonująca. Autor doskonale uchwycił momenty przełomowe, kiedy z postawy oportunistycznej, gotowej do działania przechodzi w postawę wyczekującą i ugodową po postawę obojętności, poddania się biegowi wydarzeń. Jej tok myślenia, reakcje zgadzały się z moim poczuciem odpowiedzialności i wyobrażeniom poczynań w podobnej sytuacji. Lisa niejednokrotnie znalazła moment, w którym bez konsekwencji mogła opuścić dom. Nie zrobiła tego ze względu na dziecko, którego bezpieczeństwo zawsze było dla niej priorytetem. Kilkukrotne również musiała poświęcić siebie by zażegnać i odwieźć przestępcę od działań, które mogłyby narazić dziewczynkę na stres i bezpośrednie zagrożenie.

Także sytuacja Senty jest prawdopodobna. Opis trwania w śpiączce i proces wybudzania, w moim odczuciu, bardzo przekonujący. Amnezja zawężona do kilku godzin i dotycząca samego wypadku, choć nie jest niczym nowym, to tej konkretnej sytuacji daje poczucie wzmożonego napięcia,rozdrażnienia, rozchwiania i zagrożenia.

Simone van der Vlugt zastosował manewr naprzemiennej narracji. Raz uczestniczymy w życiu Lisy a raz Senty. Zabieg bardzo udany, bo pobudza ciekawość i wzmaga dramatyzm każdej ze scen. Realizm postaci, psychologiczna potyczka z makabrycznymi wydarzeniami, przymuszenie do określonych czynności i poszukiwanie dróg ucieczki oraz zaangażowanie w życie bohaterów sprawia, że powieść czyta się jednym tchem, a odłożenie jej choćby na sekundę jest trudne.

"Bezpiecznie jak w domu" to dobry thriller psychologiczny, w którym dość wnikliwie przedstawione są zależności pomiędzy katem i ofiarą, wolnością i poczuciem odpowiedzialności, niecierpliwym oczekiwaniem i  utratą nadziei.




Simone van der Vlugt "Bezpiecznie jak w domu", tł. Aleksandra Górska, Feeria, Łódź 2014




Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości mojej imienniczki Pani Aleksandry reprezentującej wydawnictwo Feeria :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)



Czytaj dalej...

Korepetycje z miłości

Samotność jest konsekwencją naszych wyborów, nieumiejętnością trwania w związku lub znalezienia partnera bądź świadomą decyzją bycia niezależnym w każdej sytuacji. Prędzej czy później samotność staje się stanem, którego najbardziej się obawiamy, doskwiera w chwilach, które chcielibyśmy dzielić z kimś bliskim bądź w sytuacjach, które dają się nam w kość. Nie zawsze potrafimy przyznać się do tego, że samotność nas uwiera, że to tylko gra mająca wytłumaczyć i uwiarygodnić życie w pojedynkę.

Sabina jest przyjacielem do wynajęcia. Spotyka się z ludźmi samotnymi, którzy potrzebują rozmowy, wsparcia, porady lub całkiem zwykłego poobcowania z drugim żywym człowiekiem. Kobieta spełnia się i lubi swoja pracę. Poznaje ciekawe osobowości i ma możliwość choć powierzchownie i w części doświadczyć wydarzeń z ich życia. Sama jest singielką i wydaje się, że lubi ten stan, że czuje się szczęśliwa.
Pewnego dnia w parku poznaje siedmioletnią Marysię, która za wszelką cenę próbuje z nią porozmawiać i zakolegować. Sabina początkowo oschła i opryskliwa szybko łapie zarzuconą nić przyjaźni. Czy przyjaźń dziecka i dorosłej kobiety jest możliwa? I jak ona wpłynie na dotychczasowe życie Sabiny?

Sabina pod powłoką pewnej siebie, spełnionej singielki ukrywa wrażliwą i pełną kompleksów kobietę, która boi się odrzucenia. Stroni przed miłością i odpycha mężczyzn ze strachu przed porzuceniem i cierpieniem. Spotkanie z Marysią powoli otwiera jej zlęknione serce, odpręża się i odnajduje tak dawno poszukiwany spokój. Przyjaźń z tą małą dziewczynką uświadamia jej również, że tłumiła w sobie uczucia o macierzyństwie, choć publicznie deklarowała, że nie nadaje się na matkę.

Bezpośredniość Marysi ujęła i moje serce. Nie mogłam oprzeć się jej urokowi więc nie dziwię się, że Sabina tak gorąco ją pokochała.
Dziewczynka nie ma kontaktu ze swoją mamą, dlatego szuka takiej osoby, która mogłaby dać jej odrobinę macierzyńskich uczuć: miłości, czułości, troski, poczucia bezpieczeństwa. Ojciec choćby i najlepszy, nie jest w stanie podołać temu zadaniu i zapewnić tego, czego potrzebuje.
Marysi potrzebna była Sabina, a Sabinie Marysia- jednocześnie pomogły sobie na jednej z najważniejszych ścieżek życia- emocje. Obie podarowały sobie korepetycje z miłości.

Mieszane uczucia miałam jedynie co do postaci Maksa. Zmienny, chaotyczny, niezrównoważony, niezdecydowany- duży dzieciak, który wziął na siebie zbyt dużą odpowiedzialność. Do tego jego stosunek do kobiet zbyt lekki i powierzchowny.

Gabriela Gargaś po raz kolejny weszła w duszę i ciało swoich bohaterów i przedstawiła ich czytelnikowi z dużą wnikliwością, rzetelnością i realnością. To nie są puste marionetki, papierowe postacie porwane przez wiatr i zapomniane. Sabiną, Maksem, Marysią targają emocje, kształtują kolejne wydarzenia i ewoluują w rytm miłości. Między nimi jest żar i pasja, która angażuje także czytelnika. Gotowy jest kibicować i uczestniczyć w ich życiu aż do samego końca.

Miłość w wydaniu Gabrieli Gargaś nigdy nie jest łatwa i prosta. Żeby osiągnąć stan nirwany trzeba ciężko pracować. Przede wszystkim należy poznać siebie, swoje oczekiwania, pragnienia, marzenia i otworzyć serce na uczucie.

"Namaluj mi słońce" to cudowna powieść pisana przez kobietę, która doskonale rozumie swoje czytelniczki :)))
Dziękuję.





Gabriela Gargaś "Namaluj mi słońce", Feeria, Łódź 2014



Podsumowanie

Plusy:
- doskonały portret kobiety zagubionej w meandrach miłości
- idealnie scharakteryzowana główna bohaterka
- historia, która może przytrafić się każdemu
- wulkan emocji
- przejrzystość
- konstrukcja powieści
- narracja pierwszoosobowa

Minusy:
- w stosunku do tej autorki jestem bezkrytyczna :P

Jednym zdaniem:
Kto nie zna twórczości Gabrieli Gargaś, koniecznie musi to nadrobić.


Za emocje i wzruszenia serdecznie dziękuję Pani Monice reprezentującej wydawnictwo Feeria :)))) Dziękuję za okazane zaufanie :))



Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka