Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedpremierowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedpremierowo. Pokaż wszystkie posty

Przedpremierowo: Czasami kłamię, Alice Feeney // Kłamstwo ma krótkie nogi


Kłamstwo ma krótkie nogi
"Czasem ludzie wydają się na zewnątrz szczęśliwi i dopiero kiedy się ich posłucha, a nie wyłącznie na nich popatrzy, można poznać, że w środku coś się popsuło."

Amber Reynolds jest w śpiączce, w którą zapadła w wyniku tragicznego wypadku samochodowego. Mimo że jej ciało jest uśpione, to kobieta zachowała świadomość. Jest świadkiem dziwnych rozmów wokół swojego łóżka, z których wynika, że jej życie nie jest udane. Pełno w nim smutku, żalu, nienawiści. Wygląda też na to, że jej mąż nie jest do końca uczciwy, a jej wypadek może wcale nie być wypadkiem. Na koniec jedno małe ostrzeżenie! Amber czasami kłamie!

Lakoniczny opis książki bardzo mnie zaintrygował. Lubię tę odrobinę tajemniczości, która tak bardzo pobudza wyobraźnię. Szczególny sposób promocji powieści dał mi do myślenia, a mój szósty zmysł znak, że Alice Feeney może mnie zaskoczyć. Czy tak było w rzeczywistości?

Historię Amber zaczynamy od strony skutków, do jakich doprowadziły jej poczynania. Poznajemy je naprzemiennie: obecnie, kiedy leży bezbronna w szpitalu i wcześniej, kiedy każdy jej krok prowadzi do katastrofy. Dodatkowym smaczkiem jest pamiętnik, który wprowadza wiele zamieszania.
Kobieta jest w śpiączce. Wiemy, że miała wypadek, ale jak to się wydarzyło, odkrywamy stopniowo. Amber powoli i precyzyjnie cofa się w czasie, tak że czytelnik ma czas, by z porozrzucanych puzzli ułożyć odpowiedni obrazek. Niestety, nie mamy pudełka, żeby podglądnąć, czy nasza praca nie idzie na marne. Ale w tym przypadku jest to ogromna zaleta książki, gdyż opowieść jest przez długi czas tajemnicą. Alice Feeney udaje się utrzymać napięcie i efekt zaskoczenia do ostatniej strony powieści. Co krok, co akapit następuje zwrot akcji, który dosłownie miażdży to, co do tej pory sobie stworzyliśmy w głowie. Autorka wywraca poszczególne wątki do góry nogami i pozostawia w oszołomieniu przez długi czas. 

Nie tylko pomysł i narracja jest godna uwagi. Bohaterowie są dodatkowym atutem. Alice Feeney udało się zbudować wiarygodne portrety psychologiczne. Amber, jej mąż Paul i siostra Claire to postaci, których nie można uznać za schematyczne. Oni żyją własnym życiem i każda próba poznania ich w pełni kończy się fiskiem. Są tak zaaferowani swoimi problemami, siecią kłamstw, w które zabrnęli, symbiozą, którą zbudowali na przestrzeni lat, że nie łatwo im zaufać. Pierwszy raz zdarzyło mi się zmieniać zdanie o bohaterach, i to wielokrotnie. 

„Kłamstwa dostatecznie często powtarzane zaczynają brzmieć jak prawda.”

„Czasami kłamię” wciąga bez ostrzeżenia. I choć z początku wydaje się powieścią całkiem zwyczajną, to niech Cię nie zwiedzie ten pozorny spokój. Alice Feeney zastawia na czytelnika pułapkę, w którą ten beztrosko daje się złapać. Potem czeka już tylko bomba, która wybucha raz za razem, nie dając wytchnienia. 

„Czasami kłamię”  pozostawia w oszołomieniu przez długi czas. Czy jesteście gotowi na takie doznania? 






„Czasami kłamię” Alice Feeney, tł. Agnieszka Walulik, wydawnictwo W.A.B, Warszawa 2017




 Premiera: 25 październik 2017



Czytaj dalej...

Przedpremierowo // Patronat: Obrazy i fotografie niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją, Reinhard Habeck


Dziś recenzja dość specyficznej książki i raczej przeznaczonej dla wąskiego grona odbiorców.
Interesują mnie mnie zagadki przeszłości, intrygi czy wszelkie teorie spiskowe. Nie jest więc dziwne, że „Obrazy i fotografie niemożliwe” rozpaliły moją wyobraźnię.
Reinhard Habeck to austriacki geodeta, rysownik, ilustrator i badacz tajemnic przeszłości oraz autor znanej, bestsellerowej serii Niemożliwe. Tym razem zabiera nas w niesamowitą podróż w świat sztuki z epoki lodowcowej, prehistorycznej, nieziemskiej i sakralnej.
Na początek zaczniemy od tej, którą nie co dzień możemy obserwować, a tak po prawdzie takiej, która nie zaprząta naszej uwagi. Wizerunki malowane przez jaskiniowców w dalszym ciągu zadziwiają współczesnych naukowców.
„Najstarsze dotychczas znane malowidła jaskiniowe znajdują się w odkrytej w 1994 roku jaskini Chauveta w pobliżu miasteczka Vallon-Pontd’Arc w południowej Francji.”
Neandertalczycy żyli w zgodzie z pierwotnymi instynktami. Skąd więc ich ogromna kreatywność w dziedzinie sztuki tj. "rysunek perspektywiczny, uchwycony naturalny ruch,  różnorodność skomplikowanych kompozycji i form plastycznych, znakomite metody cieniowania", tak doskonała spostrzegawczość i dość wierne odwzorowanie rzeczywistości, a także wiedza na temat astronomii, sztuki, religii, medycyny, matematyki? Wiele znalezionych dzieł jaskiniowych przyprawia o zawrót głowy i spory pomiędzy największymi naukowymi autorytetami.
Reinhard Habeck w swojej publikacji stawia pytania, które zmuszają do myślenia, ale nie zawsze przynoszą odpowiedzi. Najwięcej niewiadomych kłębi się wokół sztuki sakralnej. Dla wierzących to dowody istnienia Boga i jego cudów mających ugruntować wiarę. Dla ateistów lub agnostyków to potwierdzenie dla teorii spiskowych i wielkiego oszustwa religijnego ciągnącego się tysiące lat. Zapewne pierwsze co Wam przychodzi na myśl, to Całun Turyński i Chusta Św. Weroniki. Macie rację. To najbardziej znany boski wizerunek na świecie, wokół którego narosło wiele kontrowersji.
„Obraz na lnianym płótnie nie został ani namalowany, ani utkany, za to jest z obu stron płótna fotograficznym „negatywem”.”
Samo pochodzenie płótna jest niejasne, a jego "podróż" dość mgliście udokumentowana. Jednakże wizerunek na nim odbity nie może nie wskazywać nikogo innego, jak torturowanego Jezusa. Kolejne analizy, w tym badanie pyłków kwiatów i roślin oraz splotu materiału wydaje się to tylko potwierdzać. Co najdziwniejsze Całun Turyński nie jest oficjalnie uznany jako relikwia, a jedynie jako ikona. Zaskakujące...
Równie wiele pytań rodzi się przy Tilmie z Guadalupe, Czarnej Madonnie na Jasnej Górze w Częstochowie, Madonnie na szkle w Bazylice Michała Archanioła w wiosce Absam w okręgu Innsbruck; krzyż na trawie (obecnie już niewidoczny) w Eisenbergu.
Na koniec nie mniej kontrowersyjnie, bo dotkniemy tematyki kosmicznej...

Reinhard Habeck zwrócił uwagę na dziwne formacje skalne na Marsie i Księżycu, tajemnicze kręgi w zbożu czy ogromne geoglify i znaki na pustyni z czasów prehistorycznych.

Powyższe „odkrycia” są dziełem podróży po wielu kontynentach, wypraw do miejsc kultu, kościołów, galerii i archiwów. Zdjęcia, które możecie oglądnąć w książce są w większości wykonane jego rękami. Autor podpiera się również słowami autorytetów w danej dziedzinie, czy dostępnymi dokumentami. Obrazy, malowidła, artefakty, zdjęcia przedstawione w niniejszej publikacji pobudza ciekawość i są powodem do zadawania pytań oraz zgłębiania swojej wiedzy. Choć Reinhard Habeck bardzo rzetelnie i z ogromną drobiazgowością podszedł do tematu, to nie jest powiedziane, że nie wydarzy się nic, co podważy te odkrycia. Rozwój technologii i metod badawczych jest tak wielka, że jeszcze nie raz zmusi nas do ponownego przeanalizowania czy przewartościowania zdobytej wiedzy.
Świat jest fascynujący, a jej zdobycze, zarówno te z przeszłości jak i te teraźniejsze, niezbadane w pełni, przynoszące zaskoczenie i kolejne, coraz bardziej dociekliwe pytania. Reinhard Habeck w swojej książce „Obrazy i fotografie niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją” przedstawia te największe, najpiękniejsze, najbardziej kontrowersyjne i udowadnia, że mimo nowoczesnego sprzętu, świat w dalszym ciągu jest odkryciem, które będziemy poznawać  jeszcze przez wiele tysięcy lat.







„Obrazy i fotografie niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją” Reinhard Habeck, wydawnictwo Amber, Warszawa 2017







Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Najlepszy powód, by żyć, Augusta Docher // Odnaleźć sens życia



Odnaleźć sens życia


Czasem wystarczy chwila, by stracić chęć do życia, a przyszłość zaczęła rysować się w bardzo ciemnych barwach. Trudno wtedy odnaleźć powód, który pozwoliłby na uśmiech i cieszenie się drobnostkami, z którego składa się szczęście. 
Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Początek wszystkiego, Robyn Schneider

Premiera: 14 czerwiec 2017




Życie potrafi całkowicie zaskoczyć. To, co wydaje się katastrofą, końcem planów i marzeń może okazać się początkiem całkiem innej ścieżki, innego sposobu na osiągnięcie szczęścia.

Ezra Faulkner jest dobrze zapowiadającym się sportowcem, a jego uroda, dowcip, styl bycia, charyzma przyciąga zarówno męską i żeńską część szkoły. Po prostu jest lubiany i popularny w swoim środowisku. Wypadek samochodowy, kalectwo wszystko zmienia. Ezra w jednej chwili traci dziewczynę, przyjaciół i widoki na sportową karierę. Staje się szkolnym odludkiem. Cassidy Thorpe to dziewczyna, która z przebojem wkracza w życie Ezry i na nowo rozbudza nadzieję na spełnienie.

Przy pierwszym spotkaniu, Ezra nie wyróżnia się niczym pośród nastolatków, którzy go otaczają. Jest wesoły, beztroski i czerpie z życia pełnymi garściami. Nie obawia się o jutro i jest pewny, że to co go spotyka zwyczajnie mu się należy. Nie przejmuje się drobnymi potknięciami, nie zastanawia go nawet rozstanie z najlepszym przyjacielem. Wypadek samochodowy wszystko zmienia. Chłopak ze szkolnej gwiazdy zmienia się w odludka, a samotność pozwala wciąż na nowo rozpamiętywać bolesne straty. Nie zależy mu na zmianach, w swoich rozmyślaniach i planach nie wychodzi daleko naprzód. Dopiero pojawienie się nowej uczennicy, Cassidy zmienia jego stosunek do życia. Dziewczyna jest pełna optymizmu, energii, ciekawa świata i na wszystko ma odpowiedź, często w postaci cytatów z książek. Porywa Ezrę i narzuca mu swój styl bycia. Namawia go na nowe doświadczenia, wyciąga ze skorupy samotności. Okazuje się, ze kalectwo nie musi zamykać mu drogi do szczęścia, że zawsze można odnaleźć ścieżkę, która może i prowadzi w inne miejsce, ale równie ciekawe i satysfakcjonujące.

Ezra i Cassidy doskonale się uzupełniają. Oboje mają nauczyć siebie czegoś o życiu. Ezra to doskonały przykład nastolatka, który miał wszystko, ale też wszystko stracił w jednej chwili. Jego emocje są przedstawione bardzo realnie, a gorycz straty dotyka najczulszych strun naszego serca. Przecież każdy z nas ma taki etap za sobą, kiedy wydawało się, że to już koniec i żadnych więcej szans na nas nie czeka. Cassidy to wulkan energii, która wnosi do książki ożywienie, radość, ekscytację. Nosi w sobie jednak pewien sekret, który sprawia, że jej postawa staje się bardziej znacząca, warta zauważenia.

Nie wszystkie postaci występujące w „Początek wszystkiego” przypadły mi do gustu. Autorce nie udało się uniknąć czarno- białego schematu. Gwiazdy football'u to dość tępi mięśniacy, a ich partnerki to dziewczyny pragnące być w centrum uwagi bez względu na uczucia, oczekiwania. Na szczęście są to role drugoplanowe, które mają zadanie wyłuszczyć pewne wartości, a oni sami nie mają większego znaczenia.

Robyn Schneider stawia na miłość i przyjaźń. W swojej powieści doskonale je łączy i uzupełnia. Udowadnia, że trwałe fundamenty są budowane na emocjach, na wspólnych przeżyciach, bliskości, a nie statusu, pochodzenia czy popularności. Ezra na własnej skórze przekonał się, że przyjacielem nie jest ten, który ogrzewa się w naszym blasku, ale ten, który w najcięższych chwilach potrafi wyciągnąć rękę i podnieść z dna rozpaczy.

„Początek wszystkiego”  to historia nastolatków dotkniętych bólem, cierpieniem, bezsilnością. Mimo młodego wieku ich bagaż doświadczeń może przygnieść nie jednego dorosłego. A jednak  Robyn Schneider z wysmakowanym dowcipem, lekkością pióra pozwala natchnąć nadzieją, a smutek przemienia w gotowość do działania, energię i ekscytujące oczekiwanie na kolejną szansę.


„Początek wszystkiego” to doskonała lektura dla każdego i na każdym etapie życia. Pozwala otrząsnąć się z codziennej rzeczywistości i popycha do poszukiwań nowych, nieoczywistych celów.








„Początek wszystkiego” Robyn Schneider, tł. Aga Zano, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017





Mam dla Was specjalny, przedpremierowy fragment powieści „Początek wszystkiego” :) Miłego zaczytania ♥




Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Jak powietrze, Agata Czykierda- Grabowska

Premiera: 20 lipiec




Czytałam debiut literacki Agaty Czykierdy- Grabowskiej i muszę przyznać, że zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Dlatego do lektury "Jak powietrze" przystąpiłam z dość wysokimi oczekiwaniami i nadzieją. Pewnie jesteście ciekawi jak wypadła konfrontacja pomiędzy pragnieniami, a wrażeniami? Odrobinę cierpliwości ;) 

Oliwię i Dominika dzieli wszystko. Na pewno? Przypadek, który ich połączył dowodzi, że  maski przywdziewane na co dzień skrywają podobieństwa, które łączą  niepołączalne na pierwszy rzut oka... I stają się początkiem wielkich emocji. Koniecznie musicie przeczytać co przytrafiło się Oliwii i Dominikowi oraz poznać finał tej historii.

Bohaterami "Jak powietrze" są młodzi ludzie, którzy mimo swojego wieku wiele doświadczyli. Oliwia pochodzi z bogatej rodziny. Mieszka w luksusowym domu i nie musi przejmować się swoimi wydatkami. Zamożność nie uczyniła z niej zarozumialca. O nie. To dziewczyna z sercem na dłoni, umiejąca dostrzegać ból i okropności życia codziennego. Tym bardziej dziwi czytelnika chłodna relacja z ojcem. Dominik natomiast jest zupełnym przeciwieństwem Oliwii. Mieszka w dzielnicy okrytej złą sławą, samotnie wychowuje swoje rodzeństwo- niesforne bliźnięta i zmaga się z prozą życia. Ich przypadkowe i dość nieprzyjemne spotkanie staje się punktem zwrotnym, które wywraca ich świat do góry nogami. 

Wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia? Agata Czykierda- Grabowska udowadnia, że każdego może trafić grom z jasnego nieba. Czy to przeznaczenie, karma czy splot zdarzeń, to nie ma żadnego znaczenia. Ważniejsze jest to, jak wykorzystamy szansę, którą niespodziewanie otrzymaliśmy. W przypadku naszych bohaterów nie wszystko jest jasne i proste. Pani Agata zadbała żeby czytelnik zaangażował się w lekturę całym sercem. Najpierw spełnia nasze nadzieje i oczekiwania, a potem wszystko komplikuje, czym burzy spokój, a krew płynącą nam w żyłach doprowadza do wrzenia.  
Mimo wieku dzielącego mnie od bohaterów, dość szybko udało mi się "wejść" w opisywaną historię. Przeżywałam ją na wielu poziomach. Na przykład przypomniałam sobie własne miłosne doświadczenia sprzed lat czy poszukiwanie własnej drogi, swojego miejsca na ziemi. Postawiłam się też po drugiej stronie, w roli rodzica, co poruszyło mnie najbardziej i doprowadziło do wzruszenia. 
Jak widzicie, "Jak powietrze" nie jest powieścią skierowaną wyłącznie do młodzieży. Spodoba się każdemu, dla którego miłość jest najważniejsza.

"Tak długo był nikim, tak długo był niewidzialny, ale ona go dostrzegła. Zobaczyła go tak samo, jak on zobaczył ją."

Możecie powiedzieć, że zarys fabuły i jej bohaterowie, to coś co znacie, co już było. Może i tak. Jednak tyle jest ludzi, tyle charakterów, tyle sytuacji, że żadna z historii nie jest powtarzalna i dokładnie taka sama. Agata Czykierda- Grabowska ma talent czarowania słowem, którym buduje ciekawość, wynosi na wyżyny emocji i pozostaje przy tym blisko człowieka oraz przy tym co jest ważne. 

"Zrozumiał, że przebywanie z kimś, kto cię akceptuje, kto dzieli z tobą wspomnienia albo pasje, to prawdziwy klucz do szczęścia."









"Jak powietrze" Agata Czykierda- Grabowska, Znak, Kraków 2016










Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Czar Chanel, Paul Morand

Premiera: 2 czerwiec 2016



Coco Chanel, to niezaprzeczalnie, jedna z najwybitniejszych kreatorek świata mody. Jej rewolucyjne spojrzenie na kobietę, kolory, ubrania jest znane po dzień dzisiejszy i są wyznacznikiem także we współczesnych trendach. Przez lata narosły wokół niej kontrowersje dotyczące zarówno jej życia prywatnego, jak i zawodowego. 
Co jakiś czas powstaje nowa publikacja, która opisuje życie projektantki w każdym detalu bądź demaskuje nowe skandale. "Czar Chanel" to wyjątkowa książka, gdyż napisana wyłącznie głosem Coco, uchwyconym przez jej najlepszego przyjaciela. Co zdradza czytelnikowi? 

"Byłam zbuntowanym dzieckiem; byłam zbuntowaną kochanką, zbuntowaną projektantką, prawdziwym Lucyferem."

Coco Chanel z odwagą i szczerością  rysuje swoje dzieciństwo, młodość, początki kariery, zawodowe wzloty i upadki, przyjaźnie, miłość, namiętności. Z tych słów wyłania się portret kobiety wyzwolonej, świadomej swoich ułomności i możliwości. Jest przy tym uczciwa wobec swoich przekonań, pracowników i klientów. Cały sukces zawdzięcza wyłącznie sobie. Dużo wymaga od siebie, ale i od ludzi którymi się otacza. Coco Chanel przyznaje, że była okropnym dzieckiem, zbuntowaną młodą kobietą, pracoholikiem i feministką. Przy całym splendorze i sławie jaka ją otaczała, pozostała skromna i wycofana. Trudno było zobaczyć ją na balach, rautach i różnych publicznych spędach. 

"Moja legenda opiera się na dwóch niezniszczalnych filarach: pierwszy to przekonanie, że pojawiłam się nie wiadomo skąd: z music- hallu, z opery albo z burdelu; żałuję, to byłoby zabawniejsze; drugi to opinia, że jestem żeńską wersją króla Midasa."

Zawodowa strona Coco Chanel jest niezwykle zajmująca. Z ogromną ciekawością poznawałam arkana jej pracy, jej sposób myślenia, próby zrewolucjonizowania barwnego, jarmarcznego stylu. Dowiadujemy się jak porażki wpływały na jej twórczość i jak motywowały ją do większego wysiłku. 

Coco Chanel otaczała się zaufanymi i sprawdzonymi przyjaciółmi. Wśród nich Picasso, Diagilew, Strawiński, Erik Satie, Lifar, Randolph Churchill, Jean Cocteau, Colette, Misi Sert. Wszyscy wnieśli w jej życie kolory, natchnienie, doświadczenia. 
Surowym, szorstkim tonem Chanel wyraża się również o swoim życiu miłosnym. Z brutalną szczerością wyznaje ile dla niej znaczyły związki, co wniosły w jej życie, co im zawdzięcza.

"Sukces odnosi się dzięki temu, czego nie można się nauczyć."

"Czar Chanel" to pięknie wydana książka. Duży format, elegancki papier, wygodna czcionka. Jednak największym jej rarytasem są ilustracje, wykonane ręką samego Karla Lagerfelda. Prosta kreska, dbałość o szczegóły idealnie odwzorowuje postacie występujące w książce i prostotę, którą kierowała się Coco Chanel.

"Czar Chanel" to powieść o kobiecie legendzie, największej ikonie mody. Tajemniczej, elektryzującej rewolucjonistki, którą podziwiano, której zazdroszczono, którą kochano i nienawidzono. 

Koniecznie musicie ją poznać.








"Czar Chanel" Paul Morand, tł. Paweł Łapiński, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016




Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Oblubienice wojny, Helen Bryan

Premiera: 2 czerwiec 2016





Sięgając po literaturę wojenną spodziewamy się poznać bohaterów, którzy czynnie brali udział w walce z okupantem i ich bezwzględnym dążeniu do odzyskania wolności, niezależności i suwerenności. "Oblubienice wojny" ujmuje ten temat z całkiem innej strony. Odmiennej, często niedocenianej, ale równie ciekawej, niebezpiecznej i emocjonującej. 

Bohaterkami powieści jest pięć kobiet, których ścieżki krzyżuje pokrętny los w małej angielskiej wsi Crowmarsh Priors. Wybuch II wojny światowej zastaje  Alice, Elsie, Tanni, Evangeline i Frances w różnych sytuacjach. Jednak jej brutalność, okrucieństwo do walki ramię w ramię z trudnościami dnia codziennego, pogarszających się warunków bytowych i utrzymania rodziny przy życiu, w dobrym zdrowiu, z pełnym brzuchem. 

Wojna to domena mężczyzn. Jednak kobiety ponoszą za nią równie ogromną cenę. "Rzadko się o nich mówi, a przecież to właśnie one czuwały przy ogniskach domowych mimo ciężaru wojny." To na ich barki zostają zrzucone codzienne obowiązki, począwszy od prac fizycznych na polach i w fabrykach po opiekę nad bliskimi i zaspokajaniu ich potrzeb, które w takich nienaturalnych warunkach bywało heroiczne. Powracając do lat czterdziestych ubiegłego wieku, skupiamy się na śmiałkach z bronią w ręku, którzy poświęcali życie w imię odzyskania wolności. Zapominamy za to o bohaterach, którzy nie zważając na niebezpieczeństwa, zdobywali chleb, lekarstwa, cichy kąt do spania. To właśnie z myślą o nich powstała książka "Oblubienice wojny". Z jej kart poznajemy losy pięciu młodych kobiet, którym wojna z jednej strony pokrzyżowała plany, a z drugiej doprowadziła do niezwykłego spotkania i związała silną nicią przyjaźni. Jedynie Alice jest rdzenną mieszkanką wioski Crowmarsh Priors. Reszta kobiet trafia w to miejsce zupełnym przypadkiem. Tanni jest Żydówką i musi uciekać z Austrii ogarniętej nienawiścią i antysemityzmem. Evangline również została zmuszona do ucieczki, ale w jej przypadku są to nieoczekiwane skutki romansu. Dla Frances przeprowadzka na wieś miała być karą i swoistą nauką moralności, a dla Elsie była konsekwencją obowiązkowej ewakuacji. Dziewczyny szybko znajdują wspólny język i solidarnie próbują przetrwać wojenną zawieruchę. Dbają o swoje rodziny, o swoją małą społeczność i szukają sposobności walki z wrogiem na miarę swoich możliwości. 

W tak trudnych warunkach nie ma czasu na długie rozważania. Myśl jest czynem, bez względu na konsekwencje. Tyczy się to zarówno działań wojennych jak i uczuć, które je dopadają, nie zważając na okoliczności. Nasze bohaterki angażują się w działalność na wielu frontach. Wstępują w szeregi Land Girls gdzie dbają o jakość upraw i jej zbiory, uczestniczą w tworzeniu szpitali polowych, szmuglowaniu konspiracyjnych ulotek i dołączają do, utrzymywanych w całkowitym sekrecie, Kierownictwa Operacji Specjalnych gdzie zajmują się np. wywiadem, kolaboranctwem, wykonywaniem wyroków. Obserwujemy je również podczas wykonywania zwyczajnych kobiecych obowiązków i powinności, począwszy od dbania o ognisko domowe, poszukiwanie miłości, wychodzenie za mąż, zakładanie rodziny. Pojawienie się dzieci zupełnie zmienia ich spojrzenie na życie i na wojnę. Stają się bardziej zdeterminowane i bezwzględne, a jednocześnie pełne ciepła i matczynej troski. To właśnie te dwie twarze kobiet i matek są sednem powieści, jej siłą, jej popularnością w wielu krajach. 

"Oblubienice wojny" to powieść, która zrodziła się ze wspomnień bohaterskich czynów kobiet w Ameryce Stanów Zjednoczonych i Anglii. Jednak i polskie spadkobierczynie trudnej historii odnajdą część losów swoich matek i babek. Życie kobiet nie różni się mimo położenia geograficznego, a wojenna zawierucha łączy je jeszcze bardziej. 

Polecam opowieść o zwykłych kobietach, których siłą była przyjaźń i miłość. 








"Oblubienice wojny" Helen Bryan, tł. Olga Kwiecień, wydawnictwo Helion, Gliwice 2016








Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Kamień i sól, Victoria Scott




Premiera: 17 luty 2016

Pół roku przyszło mi czekać na kontynuację genialnej książki Victorii Scott "Ogień i woda". Doczekałam się i jeszcze przed premierą mogłam poznać losy Telli, Guya, Olivii, Harper i ich pandor w Piekielnym wyścigu. Pierwsze chwile z "Kamieniem i solą" rozczarowały mnie, ale na szczęście nie liczy się jak ktoś zaczyna, ale jak finiszuje :)

"Kamień i sól" rozpoczyna się tam, gdzie zakończył się tom pierwszy, czyli na dwutygodniowej przerwie pomiędzy etapami Piekielnego wyścigu. Jego uczestnicy zbierają siły po trudnej ekspedycji, opłakują zmarłych przyjaciół oraz towarzyszące im zwierzęta i przygotowują się do kolejnej rozgrywki, wymagającej jeszcze większej siły woli, walki, determinacji. Rozpoczyna się bowiem przeprawa przez niebezpieczny ocean i groźne, monumentalne góry. Uczestników czeka jeszcze jedno utrudnienie: gwałtownie zmieniające się reguły gry...

Tella i jej sojusznicy w dalszym ciągu trzymają się razem. Zapraszają do swojej drużyny kolejne osoby, które uważają za godne zaufania. Niestety nie wszyscy graja fair play. W grupie jest gracz, który ma własne zadanie do spełnienia, prywatną misję, plan zemsty. Czy tym samym zniszczy szanse Telli na wygraną? Tak, Tella mimo niesprzyjających warunków anatomicznych i bardzo empatycznego usposobienia, ma duże szanse dotrzeć do mety jako pierwsza. Nie w smak to organizatorom wyścigu, którzy mają własny plan na finisz. Sabotażystów jest wielu i nie przebierają w środkach by całkowicie przetasować los poszczególnych bohaterów. 

Tella nie jest świadoma swojej siły i własnej wartości. Dwa pierwsze etapy podbudowały ją psychicznie. Kolejny łamie jej hart ducha. I nie chodzi o trudności natury fizycznej, a o postrzeganie samej siebie. Najbliższa jej osoba podkopuje jej samoocenę, pozbawia wsparcia i wykazuje brak zaufania. Bliskość, która dodawała siły, teraz ją odbiera. Skutkuje to szeregiem nieodpowiednich decyzji, ryzykownych posunięć oraz drżącą niepewność na przyszłość. 

Jak już wspomniałam na wstępie, początek powieści nie przypadł mi do gustu. Akcja rozkręca się powoli i skupia się na rozważaniach bohaterki na temat swoich uczuć i oczekiwań. Dopiero wraz z rozpoczęciem kolejnego etapu wyścigu przyspiesza i rozkręca się tak, że trudno za nią nadążyć. Przeprawa przez ocean, przez góry, permanentna zmiana zasad, skryci wrogowie, rosnący brak zaufania, zmęczenie fizyczne i psychiczne doprowadza do wybuchów złości, napadów gniewu, które narażają na niebezpieczeństwo uczestników i ich szanse na zwycięstwo. Niespodziewane zmiany odsłaniają także kulisy Piekielnego wyścigu, którego altruizm staje się jednym wielkim kłamstwem. 

Victoria Scott stawia młodych bohaterów przed zadaniami, które bardzo obciążają ich psychicznie. Na porządku dziennym staje się wybór pomiędzy wygraną, a złamaniem zasad moralnych, zburzeniem z trudem wypracowanego światopoglądu. Dziecko wybierające pomiędzy życiem, a śmiercią, jest w tym anormalność, perwersja...

"Kamień i sól" to dobra kontynuacja. Trzyma w napięciu, wciąga, bulwersuje i zmusza do refleksji nad dzisiejszym światem. Do czego dążymy, co wyznajemy, co jest w stanie zmusić nas do złamania własnych zasad, ile ważna jest przyjaźń, lojalność, empatia...

Z czystym sercem polecam...








"Kamień i sól" Victoria Scott, Marzena Dziewońska, IUVI, Kraków 2016



Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Barwy miłości. Czerwień, Kathryn Taylor



Premiera: 17 luty 2016



"Barwy miłości. Czerwień" to kontynuacja losu romansu pomiędzy angielskim lordem, a amerykańską studentką. Grace, co prawda gra według zasad Jonathana ale zbiera argumenty, którymi zamierza podbić jego serce. Wydaje jej się, że miłość wystarczy by zmienić jego stosunek do życia i miłości. Po swojej stronie ma siostrę Jonathana i jego ojca. Czy tacy sojusznicy to symbol wygranej bitwy o uczucia?

Grace z niedoświadczonej dziewczyny z amerykańskich przedmieść zmienia się w wyrafinowaną, doświadczoną damę londyńskich salonów. Sława Jonathana otwiera przed nimi wiele drzwi ale staje się również barierą, która może przyczynić się do katastrofy. Czas, który Grace spędza ze swoim kochankiem podnosi jej kwalifikacje nie tylko w dziedzinie seksu, ale i te zawodowe. Pozyskuje nowe kontakty, doświadczenia, które czynią z niej niezastąpionego, lojalnego pracownika. Równocześnie zaczyna zmieniać się stosunek Jonathana do Grace. Staje się dla niego coraz bardziej ważna. Jednak mężczyzna boi się nieuchronnie zbliżających się zmian, nie chce się im poddać i popełnia poważny błąd...

W "Barwach miłości. Czerwień" oprócz historii Grace i Jonathana poznajemy bliskich mężczyzny oraz ich zagmatwane rodzinne relacje, urażone ambicje i skrywane żale. Staje przed nami całkiem inny obraz Jonathana skrzywdzonego, z ogromnym poczuciem winy, karającego się za wydarzenia z przeszłości. Okazuje się, że właśnie w rodzinnych sekretach z dawnych lat skrywa się klucz do serca mężczyzny i klucz do odnalezienia spokoju. Jednak czy łatwo będzie go zdobyć i osiągnąć postawiony cel pozostawiam Waszym poszukiwaniom. 

"Barwy miłości. Czerwień" stylem nie odbiega od swojej poprzedniczki. Poznajemy nowych bohaterów, którzy ożywiają fabułę, ale nie przytłaczają głównego wątku i nie zmieniają go  zbyt radykalnie. Zdarzają się pewne uproszczenia i zakończenia pisane na prędce, ale nie mają one większego znaczenia. Grace nadal zagryza wargę, walczy o swoje miejsce u boku Jonathana i oddaje się miłości bez skrępowania, poznając coraz to jej nowe rejony, zdobywając nowe doświadczenia. 

Jeżeli podobały Wam się "Barwy miłości", jeden z jej odcieni Czerwień również Wam się spodoba :)









"Barwy miłości. Czerwień" Kathryn Taylor, tł. Miłosz Urban, Wydawnictwo Akurat, Warszawa 2016






Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Anatomia uległości, Augusta Docher

Patronat Aleksandrowych myśli





Czy jest możliwe poskromienie złośnicy? Dawno temu pewien klasyk udowodnił, ponad wszelką wątpliwość, że tak :) Augusta Docher także uważa, że jest to możliwe. Nie łatwe i nie zawsze przyjemne, ale jak najbardziej wykonalne.

Melania Valentine Duvall to niepokorna, pewna siebie kobieta, która wie czego chce i niezrażona, niezwyciężona sięga po to, czego pragnie i czerpie z przyjemności życia pełnymi garściami. Jednak ta silna i twarda osobowość, w środku, na samym dnie serca jest krucha, zraniona i bardzo niepewna własnej wartości. Co całkowicie zmienia spotkanie z Adamem Hardingiem. W zasadzie, tej pary nie powinno nic łączyć. A jednak. Przyciągają siebie jak magnes i tworzą relację przepełnioną namiętnością, przyjemnością, spełnieniem, ale także bólem, rozdrapywaniem starych ran i nienawiścią. Co z tego wyniknie?

Bardzo mi się podoba,że Augusta Docher tak szczegółowo zbudowała swoje postacie. Możemy zajrzeć w ich przeszłość, pobawić się w domorosłego psychologa i spróbować wytłumaczyć poszczególne wybory, zmiany charakteru i postępowanie w kryzysowych sytuacjach. Dzięki temu możemy poukładać ich relacje jak puzzle i zrozumieć pełen bólu krzyk i postawy obronne. Oczywiście nie tak łatwo wszystko przyjdzie nam powiązać, a kolejne wskazówki tylko zaostrzają ciekawość i apetyt. A Augusta Docher potrafi trzymać w niepewności w zawieszeniu pomiędzy krokami, pomiędzy niepewnością a zrozumieniem. Ta tajemniczość, demony przeszłości, tzw. trup wyskakujący z szafy naprzemiennie z odważnymi, pełnymi żądzy scenami daje piorunujący efekt. 

Autorka od początku nie ukrywała, że tworzy powieść dla dorosłych dziewczynek. I nie przesadziła w żadnym słowie. Co więcej czerpała wzorce z największych światowych bestsellerów i dała im nowe, całkiem zaskakujące życie ;) Wcześniej wspomniałam, że sceny erotyczne są bardzo odważne. Fascynacja bdsm, granicą pomiędzy bólem, a przyjemnością i poszukiwanie nowych doznań przewija się przez całą powieść. Dodaje pieprzu, pikanterii i przyprawia o rumieniec na policzkach, na szczęście nie z zażenowania czy oburzenia. Za to prowokują do przemyśleń na temat bólu i to nie tylko w bardzo intymnej sytuacji, również w życiu. Mam wrażenie, że cierpienie jest potrzebne by docenić to, co mamy.

"Anatomia uległości" to pełna żaru, pikanterii, pożądania, humoru, łez, cierpienia historia o poszukiwaniu siebie, swojego miejsca na ziemi, ale także o poszukiwaniu miłości, akceptacji i demonach z przeszłości, które w najmniej oczekiwanym momencie komplikują życie głównych bohaterów. Autorka pomiędzy tym co cielesne, tym co najbardziej doczesne, ukazuje prawdę o tym co dzieje się w naszych sercach i głowie...

Tej zimy to "Anatomia uległości" rozpali Twoje zmysły! Jesteś na to gotowy? 







"Anatomia uległości" Augusta Docher, Wydawnictwo Lucky 2016








Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Pocałunki piasku, Reyes Monforte

Premiera: 5 październik



Książki Reyes Monforte to zawsze bardzo poruszająca i wzruszająca podróż na krańce świata. Ta hiszpańska dziennikarka i pisarka porusza w swoich powieściach prawdziwe historie kobiet, z którymi los nie obszedł się łaskawie. Zostały wyrwane ze swojego świata, pozbawione przywilejów wolności, zmuszone do zmiany religii, obyczajów, podporządkowania się mężczyźnie i jego rodzinie, zapomnienia o własnej tożsamości i marzeniach. Z wrodzoną intuicją odkrywa rzeczywistość często brutalną i pozbawioną nadziei, która dla tysięcy kobiet  jest codziennością okraszoną hektolitrami łez, bólem, cierpieniem.

W "Pocałunkach piasku" Reyes Monforte otwiera oczy czytelnika na współczesne niewolnictwo, które jest udziałem wielu ludzi. Zwabieni wysokimi zarobkami, trafiają w łapska mafiosów, zmuszani do nierządu, przestępstw lub tak jak w przypadku Lai, niewolnictwo jest częścią tradycji, wiary przodków kultywowanej z pokolenia na pokolenie. Dwunastoletnia Laia mieszka w obozie dla uchodźców na saharyjskiej pustyni. Przypadkowym zrządzeniem losu bierze udział w akcji charytatywnej i zostaje wysłana do Hiszpanii w ramach letniego programu pomocy. Szybko aklimatyzuje się w nowym miejscu i zaprzyjaźnia z gospodarzami. Wykryta wada serca daje jej możliwość dojrzewania i wychowywania się w nowym domu. Czas szybko płynie. Laia dorasta i zakochuje się. Właśne ten moment wybiera okrutny los. Sprawia, że przeszłość ją dopada, doprowadza do powrotu na pustynię i zmusza do niewolniczej pracy.

Ludzie, których uważamy za dobrych, to ci, którzy strzegą naszych najbardziej bolesnych tajemnic.

Reyes Monforte inspiracje do książek czerpie z życia. Każda jej powieść oparta jest na faktach, potwierdzona wieloma rozmowami, dokumentami. Los Lai jest udziałem wielu saharyjskich uchodźców. Nas Europejczyków szokują takie wiadomości, a dla mieszkańców pustyni to codzienność, wielopokoleniowa tradycja, ślepa wiara i nadzieja na życie wieczne w raju. Bohaterka opisana w "Pocałunkach piasku" przyjmuje swój los, traktuje jak jarzmo, ale nie zna innego życia. Dopiero wakacje w Hiszpanii dają jej powód do porównań, rozmyślań, do buntu. Opieka jaką zapewniają jej zastępczy rodzice, poczucie bezpieczeństwa, wiary w siebie. Narodziny miłości leczą rany i odpychają w cień doznane krzywdy. Nie wie, że los okrutnie z niej zażartuje.

Kiedy tam jesteś, nie zdajesz sobie sprawy z prawdziwej sytuacji, nie rozumiesz, jaka jest tragiczna. Wydaje ci się, że wszystko jest w normie, bo nie zastałeś innego życia i nie możesz tego porównać ani tęsknić za czymś, czego nie znasz.

Pobyt w obozie w Tindufie łamie jej ducha, okalecza ciało, popycha w marazm, w swoisty rodzaj otępienia. Początkowo walczy o swoją wolność, potem poddaje się przeznaczeniu. Jesteśmy świadkiem okrucieństwa z jakim jeden człowiek może traktować drugiego i obojętność z jaką ludzie traktują cierpienie innych. Najbardziej oburzające jest przyzwolenie i niema akceptacja praktykowania niewolnictwa. Władze, pozarządowe organizacje wiedzą i milczą, skazując tym samym niewolników- mężczyzn, kobiety, dzieci na cierpienie, wykorzystanie, pracę ponad możliwości, wycieńczenie, śmierć.

Każdy człowiek odpowiada za swoje postępowanie: ten, kto czyni dobro, otrzyma dobro, a temu, kto czyni zło, zostanie odpłacone złem.

Historia zawarta w "Pocałunkach piasku" wzbudza emocje nie tylko kontrowersyjną tematyką ale i uczuciami, które łączą bohaterów. Miłość jest w stanie góry przenosić i zmienić niezmienialne, na pierwszy rzut oka, okoliczności. Romans Lai i Julia jest słodkim zauroczeniem nastolatków, drogą przez ciernie, która pozwala dojrzeć ich uczuciu i stworzyć trwałe podwaliny na przyszłość.

Książki Reyes Monforte to oprócz porywających opowieści, manifesty w obronie praw człowieka. Autorka bardzo angażuje się w uświadamianiu nas Europejek na krzywdę  kobiet w krajach arabskich. Wykorzystuje do tego swój zawód. Poprzez zaufanie jakie zdobyła, może zbierać materiały i opisywać je w swoich książkach, trafiając do serc rzeszy czytelniczek. Reyes Monforte nie zmieni praw, nie zaproponuje lepszych ustaw ale może zamanifestować i tym samym zwrócić oczy ludzi na rażącą niesprawiedliwość.

"Pocałunki piasku" to poruszająca książka o miłości, niewolnictwie i walce o swoje prawa. A w obliczu szeroko zakrojonych dyskusji na temat uchodźców, bardzo wymowna.




"Pocałunki piasku" Reyes Monforte, tł. Zbigniew Zawadzki, WAM, Kraków 2015






Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa WAM :)


Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Aplikacja, Lauren Miller



Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża.

Najnowszy program nauczania powoli zabija świadomość i samodzielne myślenie. Uproszczone podręczniki, wiedza wtłoczona w schemat, testy pisane pod klucz, a do tego wzrost popularności smartfonów, tabletów i aplikacji nie tchnie nadzieją i nie nastraja optymistycznie. Niestety, to nasza przyszłość...

Lauren Miller w "Aplikacji" idzie o krok dalej i uzależnia ludzkość od techniki, technologii tak głęboko, że intuicja, wewnętrzny głos sumienia, nazwane Zwątpieniem jest traktowane jak choroba oraz jest podstawą do społecznego ostracyzmu i eliminacji.

Jest rok 2032. Poznajemy szesnastoletnią Rory, która rozpoczyna naukę w elitarnej Akademii Theden, która gwarantuje swoim absolwentom świetlaną przyszłość. Warunkiem jest ślepa wiara i zaufanie. Pewne wydarzenia podważają wiedzę, odczucia Rory. Spadają z oczu klapki i ukazują całą hipokryzję i manipulację, której macki sięgają w każdy zakątek globu. Czy uda się ocalić ludzkość nieświadomą czyhającego zagrożenia?

Po raz kolejny losy ludzi są w rękach nastolatków. Na szczęście są to dzieciaki bystre, odważne, empatyczne i gotowe na ryzyko w imię przyjaźni, miłości i innych wartości godnych zachowania, powielania. Rory, a właściwie Aurora, jest szesnastoletnią mądralą, która uwielbia się uczyć oraz nie wyobraża sobie świata bez  swojego osobistego handheld' a i popularnego oprogramowania Lux. Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, że głównym dowodzącym jest jej aplikacja, która dokonuje za nią wyborów od godziny, o której wstaje, poprzez kompletowanie  ubrania, po kompozycję składników żywieniowych, propozycje wydarzeń kulturalnych i dobór przyjaciół. Kiedy dziewczyna zaczyna słyszeć wewnętrzny głos, musi zweryfikować poglądy i uporządkować hierarchię wartości. Pomaga jej w tym North, zbuntowany barista z pobliskiej kawiarni. Najpierw staje się powiernikiem szkolnych rozterek, by za chwilę stać się kimś ważnym, bliskim sercu i kompanem w niełatwej rozgrywce. 

Mnie natomiast gemini służyło do wszystkiego. Mój kalendarz, moje plany, mój profil na Forum, playlisty i książki – wszystko to pragnęłam mieć pod ręką, zawsze. Potrzebny był mi też, oczywiście, Lux, dzięki któremu moje życie szło gładko. Radziłam się tej apki co najmniej tysiąc razy na dzień. W co powinnam się ubrać? Gdzie usiąść? Kogo zaprosić na połowinki? Wszystkie decyzje, które wydawały się ważne, i pewnie całe mnóstwo nieistotnych.

W opisanej historii doskonale odnajdą się nastolatki bo to ich życie zostało opisane w "Aplikacji". Znajdziecie tu wszelkie nastoletnie problemy, wybór kierunku nauki, nieporozumienia z nauczycielami, zawieranie przyjaźni, pierwsze miłosne emocje. Lauren Miller sięgnęła także po tematy trudniejsze, cięższe tj.: poszukiwanie w przeszłości własnych korzeni i tożsamości, dorastanie bez matczynej opieki, czy poruszająca bliskość ojca i córki. Te zdawałoby się poboczne wątki są doskonałą kanwą pod międzynarodową, światową manipulację, w której główną rolę odgrywa coraz to bardziej nowoczesna technika i ewolucja technologii w zatrważającym kierunku.

Oboje tkwiliśmy w klatkach przeciętności. Twoja była w Seattle, moja w Bostonie. I oto jesteśmy tutaj. W drodze ku czemuś o wiele lepszemu.

"Aplikacja" to powieść z wartką akcją, tajemnicą i intrygą skierowaną do młodego czytelnika. Jestem pewna, że porwie ich opowieść rozgrywająca się w niedalekiej przyszłości. 






"Aplikacja" Lauren Miller, tł. Jarosław Irzykowski, Feeria, Łódź 2015





Recenzja napisana dla serwisu Duże Ka :)




Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Ślad na lustrze, Janis Heaphy Durham

Premiera: 23 wrzesień



Chcemy wierzyć, że śmierć nie jest definitywnym końcem i po drugiej stronie czeka nas byt równie atrakcyjny. Znamy, czytamy, poznajemy wiele przykładów potwierdzających życie po życiu. Doświadczają go osoby młode, stare, wierzące, ale także ateiści, agnostycy, ludzie wrażliwi, ufający wyższym planom, karmom, reinkarnacji ale także ci, którzy twardo stąpają po ziemi i poddają krytyce to, co niewyjaśnione, sceptykom wietrzącym spisek. 

Tym razem swoją historię przedstawia Janis Heaphy Durham, która w "Śladzie na lustrze" porusza kwestię miłości silniejszej niż śmierć.

Max w wieku 56 lat umiera na nowotwór. Wcześniej obiecuje żonie, że zawsze przy niej będzie, a jego uczucie nie skończy się wraz z ziemskim żywotem. W pierwszą rocznicę śmierci daje temu dowód. Pozostawia ślad na lustrze, odcisk dłoni. Od tego momentu Janis dostrzega więcej świadectw jego odwiedzin. Kolejne znaki na lustrzanej tafli, odcisk stopy, poruszający się perski dywan, dziwne, niewytłumaczalne hałasy czy złote włókna unoszące się w powietrzu...

Tylko nasza miłość daje mi odwagę, by stawić czoło śmierci. Mnie jest łatwiej, bo odchodzę. Tobie będzie trudniej, bo tu zostajesz.

Choć Janis wychowywała się w rodzinie prezbiteriańskiego kapłana, nauczyła się, że drogą do wiedzy nie jest ślepa wiara i podążanie utartą ścieżką. To zadawanie pytań i ciągłe analizowanie rzeczywistości niesie najważniejsze doświadczenia. Do metafizycznych śladów męża podeszła analitycznie. Zaczęła poszukiwać odpowiedzi u źródeł i autorytetów w dziedzinie nauki, medycyny, filozofii, duchowieństwa.

Te rozmowy uświadamiają jej, że w dalszym ciągu mało rozmawia się o życiu po życiu, NDE (Near Death Experience)- doświadczeniu śmierci, śmierci klinicznej. Ci co doświadczyli tego zjawiska na własnej skórze, wstydzą się o tym opowiadać oraz obawiają się reakcji społeczeństwa, które w większości takie niewyjaśnione, paranormalne sytuacje traktują z pobłażaniem, śmiechem, agresją. Z takim podejściem jeszcze długo badania nad czynnikiem PSI, będzie w sferze marzeń i nieokreślonej przyszłości.

Człowiek nie chce, boi się utracić bliskie sobie osoby. Czy metafizyczne porozumienie dusz, nawiedzanie i opiekuńcze ramię z zaświatów jest wytworem nadproduktywnego umysłu, iluzją zrozpaczonego ciała, projekcją z nauk wiary, marzeń, oczekiwań? A może niezbadana ludzka świadomość to o wiele bardziej rozbudowana maszyneria, która jeszcze niejednokrotnie nas zaskoczy? 

Kiedy wracam wspomnieniami do tamtego dnia, wciąż uderza mnie, jak cienka jest granica, która oddziela świat żywych od świata zmarłych. Pojedynczy oddech, chwila bezruchu, a potem cisza. Człowiek, którego kochamy, odchodzi na zawsze.

"Ślad na lustrze" to książka, która łączy w sobie opowieść o wielkiej miłości, metafizycznych doświadczeniach śmierci i życia po życiu oraz jest próbą wytłumaczenia tego zjawiska w sposób jak najbardziej przystępny dla czytelnika. Bardzo trudno sklasyfikować tę publikację. Ja na wspomnienia, biografię za dużo w niej filozoficznych wędrówek, prywatności lekarzy, z którymi rozmawiała Janis Heaphy Durham, a jak na popularyzację tego niecodziennego, ale arcyciekawego tematu, zawiera zbyt mało przykładów oraz związanych z nimi uczuć i emocji.
Przyznam szczerze, nie każdy rozdział czytałam z równym zaciekawieniem i zaangażowaniem, a nie każda kwestia była opracowana w zadowalającym mnie zakresie. Nie mniej jednak, to kolejny głos w dyskusji, ważnej polemice pomiędzy wiarą, życiem, śmiercią.


Zaintrygowała mnie idea, że jedność, jaką czujemy z ukochanymi, czerpie swoją siłę z czegoś znacznie większego i potężniejszego niż my sami.





"Ślad na lustrze" Janis Heaphy Durham, tł. Łukasz Małecki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015





Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Poza sezonem, Jørn Lier Horst

Premiera: 9 wrzesień 2015


- A co byś zrobił gdyby ktoś okradł ciebie?- spytał komisarz.
- Byłbym zły- padła odpowiedź.- Ale potem zrozumiałbym, że ci którzy to zrobili, byli zdesperowani i potrzebowali pieniędzy. Ludzie, którzy zostali okradzeni, nie powinni brać tego zbytnio do siebie. To przypadek, że padło właśnie na nich.

Czy kradzież to rzeczywiście nic takiego? Zupełnie nieistotna sprawa, nad którą można przejść do porządku dziennego i co gorsza usprawiedliwiać ją trudnymi warunkami, niedostatkiem, brakiem pomysłu na życie?

Stavern nadmorska miejscowość letniskowa staje się celem ataków zorganizowanych  złodziejaszków. Splądrowany dobytek jako pierwszy zauważa Ove Bakkerud. Zdenerwowany obchodzi domy sąsiadów. W jednym z nich znajduje ciało zamaskowanego, brutalnie pobitego mężczyzny. Sprawę zgłasza policji. Podczas śledztwa, które prowadzi komisarz William Wisting, okazuje się, że dokuczliwe kradzieże to przykrywka dużo poważniejszego przestępstwa.

Miejsce zbrodni przypomina obraz. Każdy, nawet najmniejszy szczegół, od pierwszego pociągnięcia pędzla do gotowego dzieła, mówi coś na temat artysty, który go stworzył. Obraz zdradza swojego stwórcę. 

Jørn Lier Horst przyzwyczaił nas do wysokiego poziomu swoich książek pod względem merytorycznym, płynności fabuły i ciekawej intrygi. "Poza sezonem" idealne trzyma poziom swoich poprzedniczek. Norweski autor na długo przykuwa uwagę, pozwala wgryźć się w tekst i spróbować rozwiązać zagadkę na swój sposób. Co oczywiście nie udaje się, a końcowe rozwiązanie przynosi zaskoczenie.

Wiesz, jaki świat byłby nudny, gdybyśmy wiedzieli, co jest nam pisane? Życie stałoby się nieznośnie przewidywalne. Wiara, nadzieja i marzenia nie byłyby nic warte. 

Narracja prowadzona jest w sprawdzonej już naprzemiennej formule. Głosem Williama i Line, ojca i córki, obserwujemy życie norweskiej rodziny, skandynawskiej przestępczości i kondycji tamtejszej policji. Norwegia uchodzi za jedno z bezpieczniejszych państw nadbałtyckich, ale i tam zdarzają się odstępstwa od obowiązującego prawa. Często za sprawą imigrantów, jak chce to nam wmówić autor. Ale czy na pewno?
Bieda, niedostatek, brak pracy czasem zmusza do niepochlebnych czynów. Jednak w książce stają się one sposobem na życie. Minimalne ryzyko, otwarta strefa Schengen może zamydlić wzrok i przyćmić rozum, a czas opamiętania może przyjść za późno.

Wisting jest zaangażowanym policjantem, cechuje go duża intuicja i znajomość ludzkich zachowań, żądz, ułomności. Jednak w obliczu zagrożenia szczęścia i wolności swoich bliskich działa poza regułami. Za to Line poznajemy z zupełnie innej strony. Do tej pory była niezłą dziennikarką śledczą. Teraz jej zainteresowania rozwijają się w innym ale pokrewnym kierunku. Kobieta zamierza napisać powieś kryminalną. Ma kilka pomysłów i sprzyja jej wena. Rozprasza jedynie były chłopak, jego niepewne interesy i niebezpieczne znajomości, które poważnie skomplikują życie rodziny.

Mimo wieloletnich badań nad mową ciała nie istniały stuprocentowe metody odróżniania prawdy od kłamstwa. Doświadczenie Wistinga nie potwierdzało tezy, że kłamca unika spojrzenia, jest niespokojny, dotyka nosa i odchrząkuje częściej niż osoba mówiąca prawdę. Jedyne, co zdradzało kłamcę, to twarde dowody.

Wydaje się, że w mnogości wątków można się pogubić. Nic bardziej mylnego. Jørn Lier Horst doskonale nad nimi panuje, plecie, zawija, rozwija, z których tworzy spójny ciąg myśli, zdarzeń, sytuacji. Dynamiczna akcja, jej dramatyczne zwroty, podwójna moralność, gęsto ścielący się trup pozwoli na zajmującą lekturę na coraz bardziej ponure i zimne dni. 

"Poza sezonem" doskonale wkomponowuje się w krajobraz za oknem. Deszcz, chłód potęguje wrażenia płynące z książki, która przyprawia o dreszcze brutalizmem współczesnego świata i rozpala emocje towarzyszące zagadkowej kryminalnej intrydze. 

Jørn Lier Horst to gorące nazwisko wśród współczesnych skandynawskich autorów kryminalnych. Jeszcze go nie znasz? Zmień to, koniecznie!



"Poza sezonem"  Jørn Lier Horst, tł. Milena Skoczko, Smak Słowa, Sopot 2015




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Business& Culture oraz wydawnictwu Smak Słowa :)



Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Lewy brzeg, Anna Kasiuk


Przeznaczenie, klątwa są w mojej rodzinie traktowane na poły z przymrużeniem oka, a na poły z powagą i uważnością. Choć zabobony kłócą się z wyznawaną wiarą, to lepiej chuchać na zimne i spróbować mieć nad wszystkim kontrolę. Życie to życie, a literatura rządzi się swoimi prawami. Książki, w których pojawia się motyw klątwy zawsze pobudzają moją wyobraźnię i poruszają romantyczną duszę. 

"Lewy brzeg" to właśnie rezultat owych zainteresowań, który udało mi się przeczytać przedpremierowo i już teraz zachęcam do zanotowania tytułu i śledzenia terminu pojawienia się go na księgarskiej półce.

Główną bohaterką powieści jest Majka, 28 letnia psycholog dziecięca. Na co dzień zmaga się z ogromnym cierpieniem dzieci i ich traumatycznymi doświadczeniami. W domu nie odnajduje ukojenia nerwów gdyż opiekuje się ciężko chorym ojcem. Wszystko jest na jej głowie i to ona jest odpowiedzialna za rodzinę, jej byt i szczęście. Jedyną pociechą jest Ewa, najlepsza przyjaciółka, z którą dzieli radości i troski. Wspólne wyjście do klubu rozpoczyna ciąg zaskakujących zdarzeń: brutalny gwałt, tajemniczy mężczyzna, gwałtowne uczucie, zjawa o płomiennorudych włosach...

Prawdziwa miłość warta jest ofiar.

Anna Kasiuk od pierwszych słów intryguje. Przedstawia troski codzienności, z którą zmaga się młoda kobieta, zmuszona do większej dojrzałości i odpowiedzialności niż jej rówieśniczki. Nie skarży się na swój los i z godnością przyjmuje to, co niesie rzeczywistość. Jedyną pociechą jest przyjaciółka. Ale to zaskakująco szybko się zmienia. Nieoczekiwana znajomość z Pawłem przeradza się w płomienny romans, dla którego Majka jest gotowa na zmiany w swoim życiu. Nie wie, że mężczyzna skrywa pewną tajemnicę mogącą przynieść niebezpieczeństwo. Ze strzępków informacji dowiadujemy się, że przeszłość obu rodzin jest w jakimś sensie powiązana, a uczucie Pawła choć gorące, namiętne może być wykalkulowane.

Z postacią Pawła wiąże się o wiele więcej sekretów. To nie jest zwykły, sztampowy mężczyzna. Jego życie napędza adrenalina. Ryzykowne zajęcie, niebezpieczna praca i tajemnicza Matylda, której pojawienie się jest dosyć kontrowersyjne.

Anna Kasiuk umiejętnie dawkuje informacje, co skutkuje ogromnym zainteresowaniem. "Lewy brzeg" to pierwszy tom serii więc nie znajdziecie w nim  zbyt wielu rozwiązań. Za to autorce udaje się tak pokomplikować życie bohaterów i wywołać tyle pytań, że kolejna część książki z pewnością zostanie rozchwytana na pniu. Jestem bardzo ciekawa co łączy Majkę i Matyldę, i która będzie miała większy wpływ na Pawła. Jak potoczą się losy gorącego romansu oraz jaki sekret kryją Łowiska.

"Lewy brzeg" to klimatyczna powieść o uczuciach, dla których warto podejmować największe ryzyko, decyzjach podejmowanych w przeszłości a mające duży wpływ na następne pokolenia i tajemniczej klątwie rzuconej na rodzinę.




"Lewy brzeg" Anna Kasiuk, Replika 2015



Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Rosół z kury domowej, Natasza Socha


Profesjonalne ukurzenie




Czy bycie kurą domową: 
To  coś złego? 
To coś wstydliwego? 
To coś obraźliwego? 

Nie o ile takie życie wybiera sama kobieta, a nie jest zmuszona przez okoliczności, przez bliskich... Hodowana, wychowywana, zmuszana do zachowań uwłaczających jej uczuciom, sumieniu, mentalności.

Wiktoria jest taką profesjonalnie ukurzoną przedstawicielką kobiecej populacji. Zdana na łaskę wyniosłego, apodyktycznego męża usługuje mu w domu, kuchni, łazience i łóżku. Kobieta nie dostrzega, że jest wykorzystywana, aż do momentu gdy szanowny pan i władca wymienia ją na młodszy model. Wiktoria wreszcie otwiera szeroko oczy i dostrzega swoją nieciekawą sytuację. 

"Ukurzenie to proces przemiany normalnej kobiety w domowe ptactwo. Proces celowy, ale na szczęście odwracalny."

Wyjeżdża do Niemiec, do ciotki Klary by podreperować swoją samoocenę, poczucie własnej wartości i odnaleźć radość życia.

Co jest potrzebne by wrócić do równowagi z własnymi emocjami i harmonii z własnym ja? Czy długa i intensywna terapia to jedyny sposób? Czy może wystarczy zapoznać się z kobietami, które przeżywają dokładnie to samo? Owszem, każda z tych metod jest skuteczna i każda niesie wiele korzyści. Drugi dodatkowo pozwala zdobyć przyjaciół na dobre i na złe. Tę prostą acz bardzo intensywną i efektowną receptę wybrała Natasza Socha i na nim oplotła gęstą, zajmującą, seksowną, dowcipną esencję życia, kobiecości, oddania, lojalności i bliskości. Pozwoliła dojrzeć problem, przyjrzeć się mu z bliska, przekalkulować, ocenić go, znaleźć antidotum, odkryć to co jest w życiu ważne i zacząć cieszyć się chwilą. 

Nie tylko bohaterki książki: Wiktoria, Lea, Judith, Mare zmagają się z ukurzeniem w życiu, takich kobiet jest więcej. Nie wszystkie przyznają się do tego, że ich codzienność coraz bardziej ich uwiera. Dlaczego? To efekt tradycji patriarchalnej, wychowania, ugodowego charakteru, biernej postawy, wstydu i od trywialnego wydźwięku znaczenia i roli jaką przypisało kurze domowej współczesne społeczeństwo. A przecież to codzienna ciężka i żmudna praca, którą trzeba wykonywać i której nikt nie zauważa. Przecież zwyczajowo przyjęło się, że samo się posprzątało, zmyło, wyprało, ugotowało... 

Natasza Socha w swoim "Rosole z kury domowej" ze swadą, finezją, wdziękiem, optymizmem, odrobiną pouczającej ironii i sarkazmu odzwierciedliła los statystycznej kobiety, która ogarnia dom i wychowanie dziecka z perfekcją, której zwykło się nie dostrzegać. Wiele czytelniczek przejrzy się w bohaterkach jak w odrobinę krytycznych, ale szczerych lustrach rzeczywistości. Postacie męskie wydają się trochę przerysowane, ale doskonale kumulują cechy, które towarzyszą codzienności a nie powinny być akceptowane i tolerowane. 

"Rosół z kury domowej" to oprócz skutecznego programu odwracania ukurzania, znajdywania nowych celów i podnoszenia poprzeczki, także wyjątkowa skarbnica apetycznych przepisów kulinarnych, skutecznych porad domowych ułatwiających sprzątanie, gotowanie a w efekcie życie ;) 

I niech się Wam nie wydaje, że ta książka to swoisty manifest feministyczny  czy jakaś podejrzana prowokacja. To słuszne i bardzo celne słowa, które cisną się na dzioby, przepraszam... usta każdej kury domowej. 

I na koniec muszę zachwycić się nad fenomenalną okładką książki. Oryginalna, dosłowna i tak wyjątkowo zgodna z treścią powieści, że bark mi słów. Za to chodzi mi po głowie myśl by w domowym zaciszu przybrać maskę wenecką i ... 







"Rosół z kury domowej" Natasza Socha, Pascal 2015




Premiera: 29 lipiec :)



Pani Nataszo! 
Dziękuję za zaufanie i szansę przeczytania tej książki i możliwości zachwycenia się Pani talentem :) 
Dziękuję :)



Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Ostrożność, depresja postnatalna, a może mistyfikacja?, czyli... Buźka, Sophie Hannah

Premiera: 11 czerwiec 2015

Sophie Hannah po raz kolejny wystawiła moje emocje na próbę, wyżęła nerwy niczym wytrawna praczka bieliznę i pozostawiła w konsternacji na długi czas. Wymienione cechy to dla mnie gwarant udanej lektury, a zauważyłam, że stają się charakterystyczne dla prozy tej brytyjskiej autorki, która sama określa siebie jako genetyczną spadkobierczynię Agathy Christie. 


Alice Fancourt dwa tygodnie temu urodziła córeczkę. Nie wyobraża sobie, że mogłaby wyjść z domu i pozostawić ją pod opieką bliskich. Z niedźwiedzią przysługą przychodzi teściowa i oznajmia, że wykupiła dla młodej mamy karnet do elitarnego klubu sportowego. Alice z niechęcią wychodzi "do ludzi". Gdy wraca po dwóch godzinach, znajduje w łóżeczku córeczki obce niemowlę. Kobieta jest zrozpaczona, a nikt nie chce uwierzyć w jej słowa. Policja uważa ją za histeryczkę, a bliscy za kłamczuchę, niespełną rozumu, idealna przedstawicielkę depresji postnatalnej (poporodowej). Dla świętego spokoju zgadzają się na testy DNA. W dniu badania matka z córką znika. 

Sophie Hannah w wywiadach podkreśla, że początkowa scena książki musi przykuwać uwagę, zainteresować na tyle by czytelnik nie wypuścił lektury z rąk aż do jej naturalnego zakończenia. W przypadku "Buźki" ta teza sprawdziła się idealnie. Mamy młodą matkę, która wychodzi z domu, a po powrocie zastaje obce dziecko, które bliscy próbują jej wmówić jako własne. Kobieta sama już nie wie czy to objawy choroby, a może wielkiej mistyfikacji, przerażającej gry, w której nie zna zasad. Dodatkowo okazuje się, że mąż, teściowa nie są ludźmi, za których starają się uchodzić, a za ich słowami kryją się jedynie kłamstwa i manipulacje. 

David Fancourt jest szanowanym i jednym z najbogatszych mieszkańców miasteczka Spilling. Nikt nie spodziewa się jakie sekrety kryje pod płaszczykiem szarmanckiego i eleganckiego mężczyzny. Pod wpływem wydarzeń wychodzi z niego prawdziwa natura i błędy wychowawcze oraz wpływy apodyktycznej matki. Vivienne jest dokładnie taka sama. Pod wyrafinowaną maską kobiety sukcesu kryje się hipokryzja i zepsucie, które otwierają nową przestrzeń dla obaw, strachu, przerażenia Alice. Zdeterminowana próbuje rozwiązać zagadkę tajemniczego niemowlęcia, zaginięcia córeczki i przeszłości niebezpiecznych bliskich. Pytania rodzą odpowiedzi, a te zamiast zaspokajać ciekawość rozbudzają ją z całym impetem. Nikomu nie można zaufać i trzeba mieć oczy i uszy otwarte na każdą, nawet najmniejszą informację. To w szczegółach tkwi rozwiązanie, które niby jest podane na tacy, a tym samym ukryte przed żądnym sensacji czytelnikiem. 

Sophie Hannah przyznaje, że Agatha Christie miała duży wpływ na jej twórczość, i że przejęła jej pisarską filozofię i poglądy na temat zasad dobrej powieści kryminalnej. Tak jak niedościgniona mistrzyni zapętla opowieść, miesza tropy i podsuwa wskazówki, tak by czytelnik nie od razu pojął misterny plan i tajemnice poszczególnych bohaterów. Pozwala nam na poznawanie, obserwację, dedukcję ale ma w zanadrzu kilka zwrotów akcji, które dokumentnie niszczą stworzony obrazek i zmuszają do zadawania kolejnych pytań, głębszej analizy. 

"Buźka" to niepokojący thriller i powieść psychologiczna pełna napięcia, suspensu, która niebezpiecznie przyspiesza tętno serca, wstrzymuje oddech i na długo zostaje w pamięci. Zaginione dziecko, zrozpaczona matka, demoniczny tatuś i nadopiekuńcza teściowa to początek koszmaru, który chcę przeżywać jedynie na kartach powieści...





Książka została wcześniej wydana pod tytułem: "Twarzyczka" 





"Buźka" Sophie Hannah, tł. Marta Kisiel- Małecka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015











Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka