Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą holokaust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą holokaust. Pokaż wszystkie posty

Historia złych uczynków, Katarzyna Zyskowska // Karma wraca


„Czym chciałeś zranić zaboli ciebie
Szybko wracają rzucone kamienie
Los czasem szorstki jest
Lecz sprawiedliwy
I nigdy się nie myli
Los nigdy się nie myli
trzeba cierpliwym być.” *


Każda decyzja, każdy krok, przemyślany bądź nie ma swoje konsekwencje w przyszłości. I choć wydaje się, że przymknięcie oka na niesprawiedliwość czy też nierozważnie wypowiedziane słowo  tak naprawdę nie ma znaczenia, to jest to nieprawdą. Co więcej, staje się kolejnym kamieniem na ścieżce życia i może z czasem stanowić przeszkodę nie do pokonania.

Poznanie Niny i Miłosza rozgrywa się w najbardziej pospolity sposób. Dziewczyna jest studentką, a mężczyzna jej wykładowcą. Od pierwszych chwil łączy ich osobliwe uczucie naznaczone tajemnicą, pasją, brutalnością i pożądaniem. Kiedy Miłosz znika bez śladu, tajemnice nawarstwiają się, ale jednocześnie pojawia się szansa na poznanie odpowiedzi na kilka najważniejszych pytań. Czy Nina jest gotowa na odkrycie prawdy?

Do tej pory przeczytałam tylko jedną książkę Katarzyny Zyskowskiej. „Niebieskie migdały”, bo o niej mowa, to ciepła powieść do śmiechu i wzruszeń, taka opowieść o kobietach i dla kobiet. „Historia złych uczynków” zupełnie jej nie przypomina. To książka poruszająca temat o dużo cięższym kalibrze. Ale o tym za chwilę...

Początkowo wydaje się, że powieść Katarzyny Zyskowskiej to może być kolejna obyczajówka z romansem i morałem w tle. Jednak z każdą kolejną stroną zmienia się nastawienie czytelnika, natężenie emocjonalne i wrażenia, które trudno okiełznać i zamknąć w ramy. Powieść od pierwszej strony chwyciła mnie w swoje szpony i za każdym jej odłożeniem, trudniej było mi wrócić do rzeczywistości. Klimat powieści jest ciężki od napięcia i mroku człowieczej duszy. Katarzyna Zyskowska zagłębia się w ludzką psychikę i wnikliwie, dogłębnie pokazuje jak jest pokrętna i jak czasem trudno uchwycić różnicę pomiędzy dobrem, wspaniałomyślnością, obojętnością, złem. Rysuje również przed czytelnikiem kilka mrocznych scenariuszy, które tak łatwo podsumować znanym powiedzeniem karma wraca.

Za wyjątkowością „Historii złych uczynków” stoją rewelacyjnie wykreowane postaci. Każda jest specyficzna, osobliwa i kompletnie niejednoznaczna. Nie można przyjąć, że ktoś jest kryształowo dobry, współczujący i humanitarny ukrywając w swoim domu Żydów w czasie niemieckiej okupacji. Nie można uznać innego za przestępcę, choć z takimi przystaje. Katarzyna Zyskowska zaskakuje na każdym kroku, a jej bohaterowie mają swoje za uszami, choć starają się maskować i udaje im się to znakomicie.
Z natury jestem ufna i naiwna. Po lekturze książki inaczej spojrzałam na siebie i na innych. Mimo lat na karku i zróżnicowanego życiowego doświadczenia jestem pod wrażeniem, jak łatwo jest założyć maskę i żyć wyimaginowanym życiem. 

Akcja powieści rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Dwie opowieści dzieli siedemdziesiąt lat i łączy zaskakująca puenta. Nie są może jakoś mocno rozgraniczone, ale łatwo je rozróżnić choćby zmianą narracji z pierwszej na trzecioosobową. Poznajemy historię Niny w czasie teraźniejszym i Feli, której losy śledzimy od upalnego lata tuż przed wybuchem II wojny światowej. Kobiety dzielą lata, ale łączy pogoń za uczuciem, za niespełnioną miłością. Razem z Niną uczestniczymy w brutalnym układzie pełną tajemnic i pożądania. Fela dzieli się z czytelnikiem pierwszymi uniesieniami miłosnymi, barbarzyństwem wojny i bezwzględnością wyborów. 
Każda z tych historii porusza inną strunę serca oraz tworzy inny pakiet wrażeń i przemyśleń, które pod koniec lektury dają piorunujący efekt. 

„Historia złych uczynków” to powieść mocna, uderzająca trafnymi spostrzeżeniami i wnioskami. Książka pochłania, wsysa i pozostawia w oszołomieniu, w konsternacji, w rozdygotaniu, które trudno opanować. Podobało mi się to, że błyskawicznie absorbowała uwagę, przenosiła w czasie i pozwalała rzeczywistości rozpłynąć się jak mgła. Ponadto zachwyciły mnie poetyckie porównania i plastyczne opisy, które doskonale współpracowały z wyobraźnią. 

Koniecznie musicie przeczytać!







„Historie złych uczynków” Katarzyna Zyskowska, Znak, Kraków 2018



 





* fragment tekstu piosenki Ewy Farny „Bumerang”



Czytaj dalej...

Zamordować dziecko, Violetta Domagała



Tematyka powieści Violetty Domagały „Zamordować dziecko” jest mocno kontrowersyjna. Jako szczęśliwa matka dwóch synów nie jestem w stanie pojąć, jak można skazać własne dziecko na śmierć.
Czytaj dalej...

Akuszerka, Katja Kettu

Miłość to z założenia uczucie piękne, niepowtarzalne, niosące dary uszlachetniające duszę, ciało i umysł. Co jednak, kiedy miłość łączy kata i ofiarę, kiedy rodzi się wśród brzydoty, brutalności i eskalacji nienawiści? Czy staje się ona ucieczką czy przeznaczeniem, kłamstwem czy prawdziwym uczuciem?
Czytaj dalej...

Styczniowe zapowiedzi z gatunku Literatura Faktu





„Dobranoc, Auschwitz” Aleksandra Wójcik, Maciej Zdziarski, Znak
 
Polacy, którzy przeżyli Auschwitz. Ostatni moment, by posłuchać ocalonych.

Józef Paczyński, rocznik 1920. Więzień numer 121 – z pierwszego transportu, fryzjer komendanta Rudolfa Hössa. Na pytanie, czemu nie poderżnął mu gardła, będzie musiał odpowiadać przez całe życie.
Marceli Godlewski, 1921, AK-owiec, egzekutor Kedywu. Po wielu miesiącach przesłuchań trafia do obozu, skąd ucieka przy pierwszej okazji.
Lidia Maksymowicz, najmłodsza. Uwięziona jako trzyletnia dziewczynka. Wystraszone dziecko ukrywające się pod pryczą przed wzrokiem doktora Mengele.
Karol Tendera, więzień numer 100 430. Zakażony tyfusem w ramach eksperymentu medycznego. Nigdy nie pogodzi się z tym, że można bezkarnie mówić o „polskich obozach zagłady”.
Stefan Lipniak, 1924. Czterdzieści cztery miesiące za drutami. Cała młodość. Niewiele o tym mówi, bo życie to nie tylko obóz.
Mija 70 lat. Byli więźniowie Auschwitz nadal żyją i są wśród nas. Spotykamy ich na ulicy, w tramwaju, w aptece. Mijamy w pośpiechu, nie zwracając uwagi. Wciąż mają dużo do opowiedzenia. Oto ich historie.


 „Brutalna kołysanka” Anna Malinowska, Agora 

Wstrząsający reportaż o losach dzieci uprowadzonych przez Lebensborn – nazistowską organizację powołaną w celu hodowli dzieci cennych rasowo.

Lebensborn to jedna z najczarniejszych legend II Wojny Światowej. Powołana do życia w 1935 roku przez Reichsfuhrera SS Heinricha Himmlera, miała być hodowlą czystych rasowo Niemców. Oficjalnie Lebensborn miała pomagać niezamężnym matkom i ich nieślubnym dzieciom. Prawda jednak okazała się bardziej wstrząsająca. Roman Hrabar, polski adwokat z Katowic po kapitulacji Niemiec zdemaskował prawdziwe zbrodnicze oblicze tej organizacji. Ale przede wszystkim odnalazł i przywiózł do Polski tysiące zrabowanych dzieci. W książce Anny Malinowskiej opowiadają one o swoich niezwykłych losach.

Książkę poleca Magdalena Grzebałkowska, finalistka Nike, autorka książki "1945. Wojna i pokój".


„Mogło być inaczej” John Brooks, Prószyński i s- ka

Dziecko adoptowane w Polsce przez amerykańskie małżeństwo i historia, którą powinien poznać każdy, kto ma problemy z dzieckiem.

W 1991 r. John Brooks i jego żona Erika adoptowali w Polsce czternastomiesięczną dziewczynkę. Nadali jej imię Casey. Przez kilkanaście lat John, Erika i Casey byli szczęśliwą rodziną. W wieku dojrzewania u Casey pojawiły się objawy poważnych zaburzeń emocjonalnych, niespodziewane napady złości i agresji, depresja i skłonności samobójcze. John i Erika przez kilka lat szukali pomocy psychologicznej. Nie znaleźli jej, a wyjaśnienie zaburzeń, na które cierpiała Casey pojawiło się zbyt późno.

"Mogło być inaczej" to książka o rodzicach, którzy desperacko poszukiwali pomocy, starając się ochronić swoją adoptowaną córkę, przed nią samą. To książka o rodzicach, którzy – podobnie jak wielu spośród nas – nie potrafili dostrzec, z jak poważnymi problemami boryka się ich dziecko, ani nie wiedzieli, w jaki sposób można próbować je rozwiązać. To wreszcie książka o rodzicach, którzy – chociaż przegrali walkę – nie spoczęli, dopóki nie zrozumieli, dlaczego tak się stało. To w końcu książka o ojcu Casey, autorze tej książki – książki, która może uratować niejedno życie.


„Zagadki kryminalne PRL” Kazimierz Kunicki, Tomasz Ławecki, Bellona

„Zagadki kryminalne PRL” to dwadzieścia mrożących krew w żyłach opowieści o głośnych zbrodniach, w wielu przypadkach seryjnych, które wydarzyły się w ciągu 45 lat istnienia Polski Ludowej we wszystkich społecznościach – od wiejskiej i małomiasteczkowej po wielkomiejską, a także w najróżniejszych środowiskach – chłopskim, robotniczym, studenckim, inteligenckim a nawet, co bardziej szokowało dawniej niż obecnie, intelektualnym. Część morderstw pozostała w ogóle niewyjaśniona, wiele rozwikłano tylko częściowo, a niektóre stanowią do dziś zagadkę, którą współcześni prawnicy, kryminolodzy i historycy usiłują rozwiązać, korzystając z materiałów Instytutu Pamięci Narodowej oraz współczesnych metod badań kryminalistycznych.
Autorzy „Tajemnic kryminalnych PRL”– Kazimierz Kunicki i Tomasz Ławecki mają w dorobku po kilkadziesiąt książek, w tym szereg pozycji popularnonaukowych, reportaży z kraju i ze świata, przewodników turystycznych, esejów oraz biografii sławnych Polaków. Znaczną część z nich napisali wspólnie, jak choćby opowieści o wydarzeniach „spisanych krwią” wydanych pod tytułem „Śladami słynnych zbrodni” (we współpracy z Lilianą Olchowik-Adamowską), w których nawiązywali do historycznej konwencji pitawala, jak od XVIII wieku nazywano zbiory kronik i sprawozdań z procesów kryminalnych. Tamta książka obejmowała wielowiekowy okres do końca okupacji niemieckiej, w tej natomiast autorzy zajmują się problemami zbrodni i kary z czasów nie aż tak odległych, a jednak odchodzących z wolna w zapomnienie.





Czy któraś z książek wzbudziła Wasze zainteresowanie? 


 
Czytaj dalej...

Pamiętnik Mary Berg

19 kwietnia obchodziliśmy 73 rocznicę wybuchu Powstania w gettcie warszawskim. Uczciliśmy pamięć Powstańców, wspominaliśmy ich bohaterstwo, poświęcenie i męczeńską śmierć. Będąc w tych czasach, tych emocjach sięgnęłam po wyjątkowy pamiętnik, wyjątkowej dziewczyny Mary Berg, która dorastała, dojrzewała w gettcie warszawskim. W sposób bardzo szczegółowy zapisywała swoje przeżycia, obserwacje by opowiedzieć światu o swoich pobratymcach, pomścić ich walkę, cierpienie, upokorzenie oraz upomnieć się o zemstę dla nazistowskich potworów. 

"Teraz, kiedy wszyscy już znają ostateczny los getta, jeszcze większe znaczenie ma dla nas poznanie szczegółów życia jego społeczności, które trwało, a nawet niekiedy kwitło, mimo strasznych warunków egzystencji."

Mary Berg (Mary Wittenberg) była córką bogatych i wpływowych Żydów z Łodzi. Jej matka była amerykanką, projektantką mody, a ojciec znanym malarzem i handlarzem antykami. Zawierucha wojenna zaprowadziła ich do okupowanej Warszawy, a nazistowska polityka zamknęła w gettcie. Sytuacja Mary i jej rodziny była nietypowa bo amerykańskie pochodzenie matki stało się ochroną i przepustką do uprzywilejowanych warunków życia. Nie oszukujmy się. Nie gwarantowało wygód i dobrobytu, ale dawało szansę na przetrwanie. Omijały ich przesiedlenia i wywózki, a koneksje i zgromadzone przed wojną bogactwo pozwoliło uniknąć głodu. Jednak nie zamknęło oczu na okrucieństwo, bestialstwo nazistów wobec ich pobratymców, sąsiadów, przyjaciół. Mary skrupulatnie zapisywał obserwowane, często drastyczne i ekstremalne sytuacje, eskalację nienawiści. Co więcej Mary zauważała różnice i nierówności, które biednym Żydom niosą śmierć, a bogatym względny spokój i pełny żołądek. Na miarę własnych możliwości starała się pomóc mniej uprzywilejowanym krewnym i znajomym, ale to wciąż za mało. Irytowała się na brak wsparcia Polaków czy państw neutralnych, nie biorących udziału w wojnie, którzy zdawali się nie widzieć cierpienia Żydów w gettcie i obozach zagłady. 



Ze względu na amerykański paszport matki, Mary Berg i jej rodzinie udało się opuścić getto tuż przed jego likwidacją i największymi wywózkami do Auschwitz- Birkenau. Trafili do obozu przejściowego w Vittel we Francji, a potem do Ameryki. Jej zapiski ukazały się drukiem już w lutym 1945 roku, a sama Mary nie ustawała w próbach otwarcia światu oczu na tragedię, cierpienie i śmierć Żydów. 

Nie ukrywam, że lektura "Pamiętnika Mary Berg" jest trudna, a to ze względu na ogrom cierpienia ofiar i bestialstwa katów. Pomiędzy tym co bolesne opisuje codzienne życie getta, które nie było pozbawione rozrywek, przyjemności, nauki, radości i miłości. To właśnie ta plątanina szczęścia, niepewności przyszłości, ogromnego bólu fizycznego i psychicznego sprawia, że od pamiętnika nie można się oderwać, mimo igieł wbijanych w serce, mimo lodowych obręczy zaciskających rozum. Przekaz Mary jest bardzo prosty i czytelny. Dziewczyna nie próbuje niczego ubarwiać, ani niczego pomijać. Relacjonuje z rzetelnością i sumiennością nawet te najbardziej drastyczne, traumatyczne wydarzenia. Rysuje obraz ludzi przejętych swym położeniem, pełnych strachu, niepewności, swojego rodzaju otępienia, a czasem też pogodzenia z losem i zgodą na śmierć. Zauważa też, co mnie najbardziej zabolało, polski antysemityzm, brak chęci w niesieniu pomocy czy próby bogacenia się na krzywdzie prześladowanych Żydów. Co prawda wspomniała o tych Polakach co pomagali, ale w jej oczach były to jednostki. 

"Dla ludzi getto to jak w kinie: ciągła, nieustająca groza. A to nie tak. Groza otaczała nas wciąż, ale normalne życie toczyło się obok. W getcie były flirty, miłostki, koncerty, teatr. Ludzie chodzili do restauracji. A za restauracją ktoś umierał z głodu. Normalność i nienormalność splatały się nieustająco."

Spojrzenie na wojnę, nazizm, getto oczami  młodej dziewczyny daje niewiarygodny rezultat i burzę emocji. Daje nam dostrzec to, co do tej pory nam umykało, co zostało przemilczane czy niezauważone. Jesteśmy również świadkami emocjonalnej bitwy w sercu Mary, która obwinia się o swoje uprzywilejowane położenie, o swoje przetrwanie, o swoje życie. 

Myślę, że kanon lektur szkolnych powinien wzbogacić się o "Pamiętnik Mary Berg"!









"Pamiętnik Mary Berg", tł. Adam Tuz, wyd. IV,  Prószyński i s- ka, Warszawa 2016






* zdjęcia pochodzą z książki "Pamiętnik Mary Berg"












Czytaj dalej...

Rzymski poranek, Virginia Baily



Książki, w których teraźniejszość miesza się z przeszłością mają szczególne miejsce w moim sercu i na mojej półce. Nieustannie wyszukuję nowe tytuły, które zaspokoją moją ciekawość i namiętność. "Rzymski poranek" Virginii Baily jest jedną z nich. Delikatnie dotyka ona czasów II wojny światowej i jej wpływu na życie ocalonych i ocalających. 

Maria przypadkiem dowiaduje się, że jej prawdziwym ojcem jest Daniele Levi, Włoch po którym słuch zaginął. Dziewczyna, mimo sprzeciwów matki, stara się go odszukać. Wyrusza do Rzymu, do Chiary Ravello, u której mieszkał przez kilkanaście lat. Na miejscu odkrywa pochodzenie swojego ojca i skutki długo skrywanych tajemnic.

Virginia Baily opowiada historię dwóch kobiet, młodej i pełnej życia Marii oraz starej, niezależnej i opanowanej Chiary. Wydawać by się mogło, że nic ich nie łączy, a jednak. Wspólnym mianownikiem jest Daniele, mężczyzna którego zniszczyła przeszłość. Obie kobiety próbują odnaleźć zaginionego. Odkrywają przy tym, że łączy je o wiele więcej. 

Marię ciekawość zaprowadziła do Rzymu. Tu próbuje poznać okoliczności romansu swoich rodziców i odnaleźć swoje korzenie. Dziewczyna jest niecierpliwa, zbuntowana i na własną rękę poszukuje wskazówek, wkraczając w prywatność starszej pani. Wprasza się do jej życia, do jej domu i zmusza do otwarcia serca, wyjawienia głęboko skrywanych tajemnic. Chiara boi się opowiadać o Daniele i zburzyć jego wyidealizowany obraz. Jednak prawda wychodzi na jaw i przynosi ukojenie wszystkim bohaterom dramatu. 

Wraz z poznawaniem sekretów rodziny Levi i Ravello cofamy się w brutalne czasy nazizmu, okupacji i II wojny światowej. Mamy szansę przyjrzeć się, jak ocalenie przynosi zgubę i zatracenie. Do tej pory miałam okazję poznać jedynie szczęśliwe zakończenia podobnych przypadków. W "Rzymskim poranku" autorka ukazuje, że przeszłość może ciążyć tak bardzo, że staje się powodem upadku, także moralnego, ocalonego i zupełnego zagubienia ocalającego. Obserwujemy jak cień wojny wkracza pomiędzy kochających się ludzi, rozdziela ich i przynosi obopólne cierpienie. 

Mogłabym o książce pisać i pisać, ale musiałabym przy tym zdradzić zbyt wiele... A to byłaby zbrodnia nie do wybaczenia. Zainteresowanych odsyłam do lektury. Warto. Znajdziecie tu tajemnicę, napięcie, nieprzewidywane zwroty akcji, porcję silnych wzruszeń, powrót do przeszłości i zaskakujące zakończenie. Polecam!







"Rzymski poranek" Virginia Baily, tł.Magdalena Nowak, Czarna Owca, Warszawa 2016




Czytaj dalej...

Księga życia, Grégory Samak


Gdybyż to było takie proste!- że są gdzieś te czarne charaktery, w czarnych zamiarach wykonujące swą czarną robotę i że trzeba tylko umieć je rozpoznać i zniszczyć... Ale linia podziału między dobrem a złem przecina serce każdego człowieka. A kto gotów jest odciąć kawałek własnego serca?

Siedemdziesięcioletni Elias Ein jest ostatnim przedstawicielem znanej i szacownej żydowskiej rodziny, zdziesiątkowanej przez Holokaust. Swoje lata emerytalne chce spędzić gdzieś na uboczu, zaszyty w małej chatce i spełniający swoje pasje. Jego wybór pada na niewielkie austriackie miasteczko Braunau. W nowo zakupionym domu odnajduje tajemniczy pokój i księgozbiór, który jak się okazuje jest Księgą Życia. Zapisane jest w niej przeznaczenie każdego człowieka. Elias odkrywa, że może zmienić przeszłość. Przenosi się w czasy katastrofalne dla jego rodziny i całego świata. Staje oko w oko z Hitlerem...

W naszym dwudziestym pierwszym wieku pamięć o mrocznych latach nazizmu ostatecznie się zaciera, metodycznie upychana w zakurzonych książkach historycznych. Ludziom tak spieszno do innych spraw.

Na szczęście świadkowie tamtych czasów oraz pisarze wrażliwi na tamtą krzywdę i niesprawiedliwość nie ustają w pracy by przybliżać, zwłaszcza młodemu pokoleniu, tragedię II wojny światowej, nazizmu i ostatecznego rozwiązania. Mamy do dyspozycji książki historyczne, powieści obyczajowe ale i "Księgę Życia", którą można zaklasyfikować na  pograniczu tych gatunków, dodając elementy fantasy. 

Wielu chciałoby zmienić przeznaczenie, przenieść się w czasie w lata trzydzieste XX wieku i zapobiec planom Hitlera, jego dojścia do władzy i tym samym uratować miliony ludzkich istnień. Elias, bohater powieści Grégory' ego Samaka  ma taką okazję. Co najważniejsze, Elias nie jest młodym herosem z nadzwyczajnymi mocami. To samotny staruszek, który w wojennej zawierusze stracił lwią część rodziny, swoje korzenie i pozostał z obietnicą, której nie potrafi spełnić. Teraz ma szansę naprawić przeszłość, a tym samym przyszłość swoją i wielu podobnym mu ludziom.
Liczyłam na obszerne wątki dotyczące II wojny światowej, warszawskiego getta, Treblinki. Niestety akcji rozgrywającej się w tym miejscach jest przeraźliwie mało. Za to jest to obraz bardzo przejmujący i przerażający. Ponury nastrój śmierci, ból głody, strachu i zezwierzęcenie obyczajów dotkliwie uderza w serce czytelnika...
Więcej wydarzeń rozgrywa się w Berlinie tuż przed wygranymi wyborami Hitlera. Autor dość dobrze oddaje atmosferę nazistowskich przemówień, wieców i fascynacji małym człowieczkiem z charakterystycznym wąsikiem.
Jednak największa część historii toczy się współcześnie, w małym, hermetycznym miasteczku, w którym nienawiść, wrogość, niebezpieczeństwo toczy walkę z przyzwoitością, prawością, dobrocią. Ta odwieczna walka dobra ze złem towarzyszy nam w wielu sytuacjach, czasem prozaicznych, czasem znaczących i określających nas jako sąsiada, współtowarzysza, obywatela, człowieka.

"Księga Życia" to bardzo ciekawa i wciągająca opowieść, która oprócz rozrywki, zmusza do refleksji na temat historii, nazizmu, nienawiści i przeznaczenia. Grégory Samak zaskakuje trafnymi spostrzeżeniami, analogicznymi powiązaniami, odniesieniami, połączeniem współczesności i przeszłości, bogatymi, plastycznymi opisami czy ciekawymi postaciami. Co prawda nie do końca spełniła moje oczekiwania, ale z czystym sumieniem mogę polecić ją zainteresowanym, i tym którzy lubią takie nieoczekiwane połączenia gatunkowe.





"Księga życia"  Grégory Samak , tł. Małgorzata Tryc- Ostrowska, Muza, Warszawa 2015







* źródło zdjęcia: http://www.slog.fr/gregorysamak/biographie


Czytaj dalej...

Króliki Pana Boga, Grzegorz Kozera


Wojenny eksperyment


Gdyby tak czysto teoretycznie uznać II wojnę światową jako eksperyment Pana Boga w celu określenia czynników wpływających na człowieczeństwo i poznania jego granic, to zdobyty materiał przyniósł druzgoczące  wnioski. Holokaust, rasizm, nietolerancja, nienawiść, bezsensowna śmierć milionów ludzi, to przerażające skutki, których konsekwencji odczuwamy po dzień dzisiejszy. Piętna jakie wojna odciska na ludzkiej psychice nie można zapomnieć, nie można uleczyć. Trzeba nauczyć się z nim żyć i pogodzić się z demonami przeszłości na tyle by nie dominowały codzienności. 

"Króliki Pana Boga" Grzegorza Kozery to opowieść o ocaleńcach, którym udało się przetrwać koszmar wojny. Jednak koniec brutalnych walk nie kończy ich tułaczki i rozliczeń z przeszłością, z wrogiem, własnymi ranami, pułapkami powojennej rzeczywistości, nowych układów. Żeby wrócić do domów będą musieli zaufać innym...

Akcja powieści rozgrywa się pod koniec wojny i tuż po, w maju 1945 roku. Alianci wyzwalają obozy, dzięki czemu wolność odzyskała Halina i jedenastoletni Honza. Oboje są wyczerpani, zagłodzeni  bliżej im do śmierci niż życia. Jednak chęć powrotu do Polski i zobaczenia się z bliskimi trzyma ich na cienkiej nici nadziei i oczekiwania. Zajmowane przez aliantów kolejne niemieckie miasta dają wolność tysiącom przymusowym robotnikom, wśród których jest dziewiętnastoletni Adam. Od razu wyrusza w drogę powrotną do domu. Los splata drogi tej trójki ocaleńców. Razem stawiają czoło trudom podróży, głodowi, chorobom, nienawiści, obojętności, bezprawiu, wyzwolicielom, szabrownikom, bolszewikom...

"Króliki Pana Boga" to ważny głos w literaturze powojennej. Pokazuje jak piekło wojny wpływa na ludzką psychikę, nie zatracając przy tym odruchu przeżycia, chwytania się każdej możliwości przetrwania nawet za cenę poświęcenia własnego ciała, duszy, umysłu. Żeby zdobyć wolność, jedzenie, informacje skłonni są po kawałku rozdawać swoje ja. Pierwsze chwile po wojnie to obraz brutalności, agresji, zachłanności, której nie można było powstrzymać, która była odwetem za lata okupacji, terroru, śmierci. To również czas solidarności, przyjaźni, która przyniosła nieoczekiwaną bliskość i jedność w obliczu zagrożenia, cierpienia. 

Grzegorz Kozera prosto, szczerze, dobitnie relacjonuje bolesne doświadczenia ludzi, których dotknął koszmar wojny. Nie epatuje brutalnością, nie szokuje, nie moralizuje bo nie musi. Jego bohaterowie, ta historia sama trafia w czułe punkty i zmusza do refleksji nad dobrem, złem, człowieczeństwem. 

"Króliki Pana Boga" to moje pierwsze spotkanie z Grzegorzem Kozerą i na pewno nie ostatnie. Bardzo cenię umiejętność lekkiego pisania o sprawach trudnych i poruszających, a w tej książce właśnie tak jest. Autor swobodnie operuje słowem, intryguje, zmusza do pilnej lektury i stawia ważne pytania, na które odpowiedzi trzeba szukać we własnym sercu i sumieniu.







"Króliki Pana Boga" Grzegorz Kozera, Dobra Literatura, Słupsk 2015




Recenzja napisana dla serwisu Zaczytajsie.pl  :)



Czytaj dalej...

Miłość niemożliwa, czyli... Esesman i Żydówka, Justyna Wydra

Wojna to szczególny czas, kiedy trzeba żyć szybciej i bardziej intensywnie. Uczucia, emocje są wtedy bardziej intuicyjne i przedstawiają wartość nie do oszacowania dla kogoś, kto nie znalazł się w tak brutalnej rzeczywistości.

Debora Singer jest Żydówką. Bruno Kramer jest esesmanem. Wyjątkowo okrutny chichot losu łączy ich drogi i naznacza gorącym uczuciem. Hitler, II wojna światowa, Holokaust to nie czas na miłość, nie w przypadku kiedy jedno z kochanków jest ofiarą, a drugie bezlitosnym katem. Czy uda im się ukrywać swój romans i przy okazji zachować godność i człowieczeństwo?


"Opatrzność nie ma czasu ani ochoty na subtelności. Gdy los postanowi działać, nie bierze pod uwagę ludzkich rozterek i obaw. Po prostu, pewne fakty następują niezależnie od naszej woli. Czasem z korzyścią dla nas, innym razem wręcz przeciwnie. W niespokojnych czasach wojennych przypadki losowe szczególnie często miewają wagę życia lub śmierci."

Miłość nie wybiera, a strzała amora może trafić w serca zagorzałych wrogów. Jednak i Debora i Bruno nie chcą dłużej żyć według podziałów bezlitosnego i bezwzględnego przywódcy Trzeciej Rzeszy. Nie mają zamiaru widzieć świata tylko w białych i czarnych barwach, którym niepodzielnie rządzi dobro lub zło. Nie godzą się na etykietowanie ludzi, skazywanie ich na Zagładę tylko ze względu na wyznawaną wiarę. Sami wyznaczają granice swojej działalności i lojalności. Debora jest sanitariuszką, działa w konspiracji, a Bruno stara się nie być aktywnym w pacyfikacjach miast i wsi, a w szczególności krakowskiego getta. Nie jest to łatwe, gdyż jest wysoko postawionym oficerem SS, stawianym za wzór wierności, moralności i nazistowskiej ideologii. Jak tych dwoje ludzi, tak różnych mogło się spotkać i pokochać? Przypadkiem, zrządzeniem losu, ślepym trafem. Debora ratuje życie rannego, wykończonego, będącego na skraju życia i śmierci niemieckiego żołnierza, który po pewnym czasie ma szansę odwdzięczyć się pielęgniarce. Wybawia ją z opresji i niewątpliwie okrutnej śmierci. Tak zaczyna się rozwijać pomiędzy nimi sieć zależności i odpowiedzialności za własne istnienie. Początkowa tolerancja, zamienia się w ciepłą znajomość i kończy gwałtownym uczuciem, które trudno kontrolować i zachować w ukryciu. Kraków roi się od szpicli, szmalcowników, którzy liczą na łatwy zarobek. Wrogi okupant wyróżnia się z tłumu, tak samo jak dziewczyna o delikatnych, ale mimo wszystko semickich rysach. Wspólna przyszłość staje się udręką, pasmem niepowodzeń, ucieczek, niepewności o przyszłość i czyste sumienie.

Justyna Wydra bardzo dokładnie przedstawia swoją historię. Pozwala wypowiedzieć się Deborze i Brunonowi, którzy dzielą się z czytelnikiem swoimi emocjami, przemyśleniami, obawami, decyzjami, planami na przyszłość. Poznajemy motywy ich działań. Krok po kroku śledzimy ich życie i uczestniczymy w czymś wyjątkowym. Bohaterowie w takim samym stopniu boją się swoich uczuć i szukają w sobie zrozumienia oraz przyzwolenia na miłość w czasach rządzonych nienawiścią, agresją, dyskryminacją, nietolerancją. Autorka dodatkowo dokonuje podsumowania niezależnym, obiektywnym głosem, który nakreśla tło historyczne, stosunki panujące pomiędzy członkami konspiracji, zależności pomiędzy okupantem, a miejscową ludnością.

Konstrukcja powieści została dobrze przemyślana i wyłania na światło dzienne wszystko to, co najważniejsze, najbardziej wartościowe i godne zapamiętania. Justyna Wydra nie epatuje brutalnością i okrucieństwem. Nie używa języka nienawiści, ale słowami pełnymi miłości, ciepła, czułości kreśli barwną opowieść o ludziach, którzy przeciwstawili się i nie dali wciągnąć w tryby wojennej machiny.

"Esesman i Żydówka" to poruszający obraz wojny, zniszczenia, demoralizacji, ale to również wzruszający poemat przywiązania, bliskości, jedności, zaufania i wiary w to, że wszystko jest możliwe.








"Esesman i Żydówka" Justyna Wydra, Zysk i s- ka, Poznań 2015




Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :))


Czytaj dalej...

Holenderska Vendetta, czyli... Smak tulipanów, Antoinette van Heugten




II wojna światowa, nazizm wyzwoliły pierwotne instynkty w ludziach w całej Europie. Ich dumne, radosne oblicza naznaczył strach, ból, rozpacz i chęć zemsty za doznane krzywdy. W swoim cierpieniu nie zawsze dostrzegają prawdziwych oprawców, sprawców swojej tragedii. Niekompletna wiedza nie tłumaczy chęci odwetu, a czas zamiast koić rany, roznieca gniew i kumuluje negatywne emocje. 

Dramatyczne skutki wojny i Holokaustu dają o sobie znać trzydzieści lat później w domku na przedmieściu Houston. Doświadczyła jej niczego nieświadoma Nora de Jong. Po dniu pełnym zawodowych wyzwań, w swoim domowym azylu odnajduje mrok i destrukcję zbrodni. W salonie na śnieżnobiałym dywanie leżą okaleczone zwłoki matki Anneke, a w sypialni martwe ciało nieznajomego mężczyzny. Nigdzie, natomiast, nie ma jej malutkiej córeczki Rose. Kto mógł ją porwać i dlaczego?

Dość szybko okazuje się, że za zbrodnią stoi historia i holenderska przeszłość matki. By rozwiązać zagadkę, Nora musi powrócić do korzeni.

Do tej pory myślałam, że amerykańska policja jest najbardziej profesjonalna, kompetentna i skuteczna na całym świecie. Książka Antoinette van Heugten udowadnia, że nawet oni nie mogą dokonać niemożliwego. Tropy odnalezione na miejscu zbrodni nie wystarczają by móc rozwikłać i zakończyć sprawę. Wiadome jest, ze zabójca pochodził z Holandii, ale jaki mógł mieć motyw aby zabić szanowaną obywatelkę Stanów Zjednoczonych?
Dopiero Nora, podczas porządkowania rzeczy matki, odkrywa do tej pory nie ujawnioną przeszłość Anneke. Holenderskie papiery, sfałszowane paszporty choć rzucają nikłe światło na śledztwo, to są jedynym punktem zaczepienia. Jednak i tym razem policja nie daje sobie rady. Międzynarodowa biurokracja przerasta ich możliwości. To dla mnie niepojęte. Służbowe kanały komunikacyjne w sprawach kidnapingu czy brutalnej zbrodni powinny być prostą drogą wymiany informacji. A tu detektywi napotykają trudności na każdym kroku. 
Mam wrażenie, że gdyby nie Nora poddaliby się bez walki nie bacząc na zdrowie, życie zaginionego sześciomiesięcznego dziecka... 
To ona w końcu bierze sprawy w swoje ręce, przejmuje dowodzenie i wyjeżdża do Holandii. Tam rozpoczyna prywatne śledztwo i podróż w przeszłość. 

Razem z Norą poznajemy losy Holendrów podczas II wojny światowej, okupacji i stosunek do holenderskich Żydów. 
Czytając Dziennik Anny Frank, można by przypuszczać, że Żydzi w Holandii nie przeżyli takiej traumy i przemocy jak Żydzi z innych terenów będących pod okupacją. Mogłoby się wydawać, że ich sąsiedzi tylko czekali by ich chronić, ukryć, żywić przez całą wojnę. Niestety. Nazizm miał swoich wiernych wyznawców w każdym europejskim narodzie. W Holandii również. Bieda, potworny głód, choroby i śmierć odebrały resztki godności, uczuć i empatii. By bronić bezpieczeństwa swojego i bliskich można podpisać pakt nawet z samym diabłem. 

Żydowską rodzinę Rosen nie ominęło cierpienie, brutalność i bestialstwo wojny. Morderstwo, gwałt, śmierć w komorach gazowych odcisnęły na niej swoje piętno. Ci co przeżyli już zawsze będą obwiniać sibie o tragiczny los bliskich i szukać ukojenia w planowaniu zemsty. 

Co przed trzydziestoma latami połączyło Anneke i rodzinę Rosen? 

"Smak tulipanów" to dla mnie, miłośniczki historii, ciekawa i obowiązkowa lektura. Ujmuje ona temat Holokaustu i holenderskich Żydów z zupełnie innej perspektywy. Do tej pory poznałam jedynie punkt widzenia i doświadczenia Anny Frank, które nie odnosi się do setek tysięcy wszystkich Żydów w Holandii. 
Antoinette van Heugten bardzo realistycznie oddała horror tamtych czasów, kiedy człowiek był człowiekowi wilkiem. Ciekawie połączyła również losy obu rodzin, wzajemnych stosunków, uczuć, emocji ale i nieporozumień, strachu, niezrównoważenia i szaleństwa, które na zawsze zostały niezmienione, w którym trwały następne pokolenia. 

Podobała mi się niepewność, dynamika i przekora z jaką Nora prowadziła swoje śledztwo. Miała ku niemu zresztą swoisty motywator, życie swojego dziecka. Nie poddawała się nawet wtedy, gdy zaczęła grozić jej śmierć. Była tym bardziej zdeterminowana, im w większym była niebezpieczeństwie. 

Nie przekonała mnie opieszałość policji, jej brak zainteresowania i niekompetentność. Nie dość, że nie odnaleźli żadnych tropów związanych ze śmiercią Anneke, to nie brali poważnie słów Nory. 
Zdziwiło mnie również z jaką łatwością bohaterowie podrabiali ważne dokumenty. Nora bez problemu dostała się do Holenderskiego Instytutu Dokumentacji Wojennej po fałszywym nazwiskiem, ukryła się w nim i grzebała w niedostępnym, chronionym archiwum...
Tak samo zaskakujące było przewiezienie przez dwie granice porwanego dziecka, bez papierów, bez bagaży, nawet bez doświadczenia w opiece nad małym dzieckiem...

"Smak tulipanów" to powieść, którą z pewnością warto polecić. Po pierwsze opisuje najbardziej tragiczny moment w historii współczesnego świata. Po drugie portretuje rodzinę, która z pokolenia na pokolenia spala nienawiść i chęć zemsty za doznane krzywdy. 








"Smak tulipanów" Antoinette van Heugten, tł. Janusz Maćczak, Harlequin, wyd. II, Warszawa 2015







Czytaj dalej...

Miłość i przyjaźń w obliczu wojny, czyli...Kiedyś byliśmy braćmi, Ronald H. Balson

ALEKSANDROWE MYŚLI POLECA* ALEKSANDROWE MYŚLI POLECA* ALEKSANDROWE MYŚLI POLECA



Są takie zbrodnie, wobec których nie można, nie należy przejść obojętnie nawet jeżeli wydarzyły się dawno temu i wydawałoby się, że uległy przedawnieniu. Ich okrucieństwo, bezlitosne dążenie do zagłady i triumfalny uśmiech akcentujący każdą ofiarę musi być ścigany, karany i z całą mocą piętnowany, by nikt nigdy nie miał szansy powtórzyć tego makabrycznego scenariusza. Takimi zbrodniami jest zbrodnia przeciwko ludzkości, ludobójstwo.

W bliskości siedemdziesiątej rocznicy wyzwolenia obozów koncentracyjnych i zagłady oraz zakończenia II wojny światowej, książka Ronalda H. Balsona "Kiedyś byliśmy braćmi" jest lekturą, którą należy przeczytać.

Zaczątkiem fabuły jest oskarżenie prominentnego przedstawiciela chicagowskiej socjety, filantropa Elliota Rosenzweiga o zbrodnie nazistowskie, przez polskiego emigranta, Żyda, ocalałego z Holokaustu Bena Solomona. 83- latek próbuje na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość i zwrócić oczy świata na nazistów, bezlitosnych morderców ukrywających się pod płaszczykiem fikcyjnej tożsamości, często skradzionej własnym ofiarom. Kolejne strony powieści, dostarczają dowodów na niewinność oskarżonego. Ale czy na pewno? Czy to jedynie sprytna mistyfikacja czy miraż pogrążonego w cierpieniu i nie ukojonego w sprawiedliwości starego człowieka?

Podróże kształcą, czego dowodem jest amerykański adwokat, Ronald H. Balson. Wyjazdy do Polski pozwoliły mu zaobserwować piętno bólu pozostałe po ostatniej wojnie i reżimu komunistycznemu, pozwoliły mu zaobserwować blizny, które z wierzchu zagojone, dają o sobie znać w najmniej oczekiwanych momentach. Wreszcie pozwoliły mu poznać ludzi, w których dojrzał smutną prawdę, trudną historię, którą chciał opowiedzieć całemu światu.

Można zauważyć ogrom pracy debiutanta, który nie chciał bazować na kontrowersyjnym temacie, a stworzyć opowieść opartą na rzetelnym, wiarygodnym tle historycznym. Nie jest stronniczy, nie ukazuje zdarzeń w czarno- białych barwach, nie rozgranicza bohaterów na złych i dobrych. Pokazuje za to złożoność losów Żydów, ich zmaganie się z przerażeniem, bólem, cierpieniem, próbą uwolnienia się więzów zarzucanych przez nazistów, ale również ich przywiązania do swoich domostw, społeczności i nieumiejętności porzucenia tego na co pracowali całe życie oraz ogromnej solidarności w czasach bestialstwa i odhumanizowania obyczajów.

Znamienny jest także tytuł powieści "Kiedyś byliśmy braćmi". Odzwierciedla stosunek dwóch obcych sobie chłopców, których połączył los, a rozdzieliła krew płynąca w ich żyłach. Dzieci nie interesuje pochodzenie, rasa, wiara, status społeczny dopóki dorośli nie zaczną wskazywać tych czynników, jako powód do stygmatyzacji. Dopiero wtedy zaczynają rodzić się pytania.
Drugim powodem do zauważenia różnic, jest wojna i jej brutalność, która jest w stanie przerwać nawet najtrwalsze więzy.Kiedy na szali postawimy dbałość o własne życie niełatwo zachować się honorowo i być gotowym na najwyższe poświęcenie.  To lęk uruchamia efekt domina, który rozpoczyna się zdradą, a kończy tragedią.

"Kiedyś byliśmy braćmi" to połączenie retrospekcji z życia Bena Solomona w Polsce, czas okupacji i Holokaustu z przygotowaniami do procesu i szukaniem dowodów mających jednoznacznie wskazać winę nazistowskiego zbrodniarza. Nie łatwo je zdobyć bo czas zatarł pamięć, komunizm i zimna wojna przyczyniła się do zniszczenia dokumentów.

Na równi z historią Bena toczy się inna opowieść, o Catherine Lockhart, która jest jego adwokatem. Kobieta toczy bój z własnymi demonami, które po części są przeszkodą w wykonywanej pracy, a po części motywacją do stania się lepszym człowiekiem.

Ronald H. Balson zbudował powieść o wielu wątkach, które płynnie i spójnie zazębiają się o siebie i które razem tworzą ważny głos w obronie praw człowieka o godność i o sprawiedliwość.

Książkę polecam nie tylko miłośnikom historii, ale tym dla których ważne jest, by okrucieństwo II wojny światowej i bestialstwo, które zapoczątkowało Holokaust nigdy, przenigdy się nie powtórzyło.


"Wystarczy znaleźć powód, żeby pogardzać jakąś kulturą, zacząć oczerniać ludzi tylko dlatego, że są inni, i okaże się, że prześladowania etniczne dzieli ledwie krok od etnicznego ludobójstwa."






"Kiedyś byliśmy braćmi" Ronald H. Balson, tł. Jan Kraśko, Świat Książki, Warszawa 2014






Recenzja napisana dla serwisu Zaczytajsie.pl. Gosi oraz wydawnictwu Świat Książki bardzo dziękuję za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego. 



Czytaj dalej...

Istota rzeczy, Iris Hanika

"Każda pieśń ma w sobie Auschwitz,
  Każde drzewo, każdy krzew,
  Każda pieśń ma w sobie Auschwitz,
  No i każdy Niemiec też."

Hans Frambach jest bardzo samotnym człowiekiem. Nie ma rodziny, grona wiernych przyjaciół (oprócz Grazieli),  pasji. Pustkę w życiu wypełnia mu praca archiwisty w Instytucie Zarządzania Przeszłością, dokumentująca zbrodnie nazistowskie. Hans początkowo mocno angażuje się w swoje zadania, pochyla nad losem Żydów, Holokaustu, ofiar II wojny światowej, rozważa ich męki, porównuje. Z czasem zaczyna dostrzegać, że za bardzo izoluje się od społeczeństwa i odwraca od życia.

"Zawsze uważałem swoją pracę za psi obowiązek, a teraz z tym swoim poczuciem obowiązku wydaję się sobie nadzorcą z obozu koncentracyjnego, z tą różnicą, że dzisiaj nadzorcy pilnują wspomnień."

Iris Hanika przy pomocy Hansa ukazuje jak wielki wpływ na nasze życie ma historia i zbrodnie, które wstrząsnęły całym światem. Holokaust odcisnął piętno nie tylko na jego ofiarach ale i jego bezradnych obserwatorach i inicjatorach. Autorka udowadnia, że kilkadziesiąt lat po wojnie odczuwane są jej niepomierne skutki i ukazuje naszą bezradność wobec nieuzasadnionego okrucieństwa i brutalności. Iris Hanika rysuje przed nami człowieka zgnębionego poczuciem winy, przygniecionego ciężarem odpowiedzialności, samoskazującego się na samotność i izolację.
Hans Frambach nie dostrzega życia kręcącego się wokół niego, jest zażenowany przejawami sympatii i radości jakie uda mu się zaobserwować. Jego codzienność wyznacza praca, katalogowanie obozowych, wojennych wspomnień, które wgryzają się w rzeczywistość zafałszowując ją, doprowadzając do sytuacji na granicy histerii czy obłędu.
Kim jest Graziela w życiu Hansa. Jest jedyną przyjaciółką, z którą dzieli swoje obsesje, której może zwierzyć się ze swoich lęków. Ona również żyje przygnieciona traumą. Próbuje sobie z nią radzić w całkiem inny sposób. Przesuwa granice swojej cielesności, a seks staje się dla niej ucieczką, zapomnieniem.

"Nie ma to nic wspólnego z tym, co zgotowali nam przodkowie. Ten, kto jeszcze cierpi z tego powodu, sam należy do przeszłości. Cierpią tylko niepoprawni."

Czy Iris Hanika próbuje swoim utworem rozliczyć współczesne Niemcy z historią? Odkupić jej winy? Czy współcześni ludzie mogą odpowiadać za okrucieństwo i brutalność swoich przodków? Jedno jest pewne, Niemcy już zawsze będą kojarzone z Hitlerem, a ten z największą zbrodnią w historii XX wieku. Nie da się, ot tak, zapomnieć o milionach ofiar, które były torturowane, zagłodzone, zagazowane, spalone, a pamięć o nich próbowano zamazać, zdeptać, spłycić ich wymiar i zrzucić na nich całą odpowiedzialność.

"To nie cierpienie jest nie do wytrzymania. Najgorsze jest to, że tamci je musieli znieść; zarówno ci, którzy ocaleli, by dawać świadectwo, jak i ci, którzy zginęli, jak już swoje wycierpieli. Nie do wytrzymania jest tak naprawdę absolutny brak sensu tego cierpienia." 

Z drugiej strony życie jedynie przeszłością nie przynosi niczego dobrego. Hans i Graziela są tego dobrym przykładem. Nieustanie rozpatrując przeszłość zapominają, że ich celem jest budować przyszłość.

"Istota rzeczy" to smutna historia o ludziach, którzy chcą pamiętać o traumatycznej historii ale nie potrafią wyzbyć się piętnującego poczucia winy.






Iris Hanika "Istota rzeczy", tł.Ewa Kowynia, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2014




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Moniki reprezentującej Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego :) Dziękuję za okazane zaufanie :)



Czytaj dalej...

Doktor śmierć, Nicholas Kulish, Souad Mekhennet


II wojna światowa zakończona porażką Führera i Niemiec, zmusiła nazistów do ucieczki przed determinacją wojsk alianckich w dążeniu do ukarania sprawców zbrodni przeciwko ludzkości. Jednym z takich uciekinierów był Aribert Heim, który podobnie jak Josef Mengele, Adolf Eichmann czy Klaus Barbie zmienił swój życiorys, nazwisko i uciekł do kraju gdzie nie groziła mu ekstradycja, gdzie mógł żyć w spokoju, mógł śmiać się prosto w oczy wymiarowi sprawiedliwości i potomkom, rodzinie tych, których skazał na tortury, śmierć i zagładę.

Aribert Heim był zwykłym dzieckiem, nastolatkiem, mężczyzną, lekarzem. Nie wyróżniał się niczym szczególnym aż do wybuchu II wojny światowej. Wtedy to objawił swoją drugą naturę i w obozie koncentracyjnym w Mauthausen dopuścił się sadystycznych pseudomedycznych eksperymentów na więźniach. Jego "specjalnością" były zastrzyki z benzyny prosto w serce, operacje na przytomnych pacjentach i preparowanie czaszek. 

Tak opisują zwyrodnialca byli więźniowie obozu Mauthausen:

"Lekarz obozowy doktor Heim miał w zwyczaju zaglądać do ust więźniów, aby ocenić stan ich uzębienia. Jeśli zęby były w doskonałym stanie, zabijał więźnia za pomocą zastrzyku, odcinał mu głowę, którą później gotował godzinami, aż odchodziło od niej całe mięso, po czym gołą czaszkę preparował jako ozdobę na biurko dla siebie lub swoich kolegów."

"Heim regularnie uczestniczył w wymierzaniu więźniom kar cielesnych- dwadzieścia pięć do stu ciosów pałką- ale zamiast bić ich w pośladki, Heim zawsze celował w nerki, w rezultacie czego wielu z nich umarło z powodu wewnętrznych krwotoków." 

"Doktor śmierć" to rekonstrukcja trwającego kilkadziesiąt lat pościgu za Aribertem Heimem, który jakby szóstym zmysłem zdołał uciekać swoim prześladowcom prosto spod kajdanek. Jak to jest możliwe, że przez tyle lat jeden z największych zbrodniarzy zdołał uniknąć wymiaru sprawiedliwości? W zacieraniu śladów swojego miejsca pobytu pomagała niemiecka familia i sąsiedzi przekonani o jego niewinności oraz przybrana muzułmańska rodzina, której udało się niemal idealnie przysposobić Heima w Egipcjanina w mowie, piśmie, modlitwie. Z artykułu tygodnika "Spiegel" z początku 1979 roku w związku z ponowną udaną ucieczką Heima, wyłania się jasny przekaz: "unikanie wymiaru sprawiedliwości jest możliwe tylko dzięki zakrojonej na wielką skalę pomocy w postaci sygnałów ostrzegawczych, wskazówek, profesjonalnych porad prawnych oraz wsparcia finansowego." 

"Doktor śmierć" to również doskonały obraz niemieckiego społeczeństwa, które zaraz po wojnie nie dowierza w krzywdę jaką wyrządził Hitler i jego żołnierze. Utrudniają śledztwa nazistów, zafałszowują rzeczywistość, pomagają w ucieczkach. Kilkadziesiąt lat później pełna odmiana. Niemcy są gotowi rozliczyć się z przeszłością i sami domagają się ukarania winnych. Jednak czy nie jest za późno na skruchę? Nie żyje większość świadków i przestępców, pamięć nie chce współpracować...

Autorzy książki oprócz rozpracowania sylwetki Ariberta Heima skupiają się na odmalowaniu dokładnych wizerunków śledczych: Alberta Aedtnera- weterana Wehrmachtu i Szymona Wiesenthal- ocalałego z Holokaustu Żyda, obecnie najbardziej znanego łowcy nazistów; ich sylwetek, ich życiorysów, motywacji, gotowości do naginania reguł i determinacji, która napędzała ich do zdobywania kolejnych tropów nawet kosztem swojego zdrowia, relacji rodzinnych, stosunków społecznych.

Nie zdradzę czy udało się odnaleźć i skazać zbrodniarza, gdyż nie chcę psuć zainteresowanym przyjemności śledzenia tego wieloletniego pościgu za człowiekiem widmo, któremu udało się oszukać przeznaczenie. Wyjawię tylko tyle, że "Doktora śmierć" czyta się jednym tchem, z równomiernie narastającym zainteresowaniem.





Nicholas Kulish, Souad Mekhennet "Doktor śmierć. Aribert Heim. Bestia i zwyrodnialec", tł. Mariusz Gądek, PWN, Warszawa 2014








źródło zdjęcia A. Heima: wikipedia
Czytaj dalej...

Michele Zackheim "Ostatni pociąg do Paryża"


Czy jesteśmy w stanie poświęcić dla miłości własną wolność, rodzinę, życie? Czy miłość wymaga takiej ofiary? A jeżeli nie potrafimy zapłacić za nią tej ceny, to czy na nią zasługujemy?  Czy w takiej sytuacji mamy prawo oczekiwać pełnego oddania, adoracji, atencji, wierności?

To właśnie miłość, jej wszelkie odmiany i konsekwencje jest tematem przewodnim powieści Michele Zackheim "Ostatni pociąg do Paryża". Jej bohaterką jest młoda, nowojorska dziennikarka Rose Manon, która rozpoczyna pracę w dziale towarzyskim "Kuriera Paryskiego". Nie jest to spełnienie jej zawodowych aspiracji. Z czasem jej talent i profesjonalizm zostaje zauważony przez redaktora naczelnego. Jako jedna z nielicznych kobiet zostaje korespondentem politycznym w Berlinie. Są lata trzydzieste. Hitler dochodzi do władzy, a nazizm rozrasta się w niszczącą siłę prześladowań i antysemityzmu. Rose w swoich reportażach opisuje pogarszające się warunki życia narodu żydowskiego. Jednocześnie nawiązuje romans z utalentowanym grawerem Leonem. Początkowo miało to być jedynie przelotne uczucie, a które w obliczu niebywałego okrucieństwa nazistów, masowych sterylizacji czarnoskórych dzieci zamieszkujących Nadrenię i brutalnej, makabrycznej w skutkach Nocy Kryształowej, rozwinęło się w głęboką relację. Czy ich miłość ma szansę przetrwać wojenną zawieruchę i jaki rachunek wystawi im los?

Praca Rose Manon w Paryżu a potem Berlinie ma podwójne znaczenie. Po pierwsze jest ucieczką z domu rodzinnego, po drugie spełnieniem jej zawodowych aspiracji. Rose nigdy nie czuła się kochana i akceptowana. Jej egocentryczna, apodyktyczna matka preferowała zimne wychowanie, bez okazywania uczuć i z rosnącymi z roku na rok wymogami. Dziewczyna nie mogła również liczyć na uczucie ojca. Osamotniona, rozżalona dorastała na równie zimna i wyrachowaną kobietę. Rodzina ukrywa przed Rose jej żydowskie korzenie, odsuwa ją od religijnych obrzędów, co dodatkowo wpływa na jej poczucie własnej wartości, przynależności, znaczenia jej życia w szerszym kontekście. Z początku trudno mi było polubić Rose. Jej bezemocjonalne, chłodne, zdystansowane podejście do życia budziło moja irytację. Jednakże te cechy doskonale sprawdziły się w zawodzie, który wykonywała. Rzeczowa i rzetelna przy zbieraniu materiałów, rozkwitała emocjonalnie przelewając swoje myśli na papier.

Wydarzenia zawarte w książce poznajemy na dwóch płaszczyznach czasowych: lata trzydzieste i dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku. Rose Manon oprowadza nas po swoim życiu naprzemiennie głosem młodej dziewczyny u progu kariery zawodowej oraz staruszki podsumowującej swoje życie, uznanej dziennikarki i pisarki. Według słów bohaterki ukształtowały ją trzy znamienne wydarzenia: porwanie i zamordowanie znanej aktorki Stelli Mair- prywatnie kuzynki Rose, antysemickie prześladowania i II wojna światowa oraz miłość.
Michele Zackheim wszystkim tym wątkom dała równorzędne znaczenie i przez co moim zdaniem, żadne nie jest tak do końca dopracowane i idealnie spójne. Nie nachodzą na siebie, nie zazębiają się. Mam wrażenie, jakby trochę na siłę próbowano je do siebie dopasować, co dało odczucie chaosu, zagubienia, wahanie, niepokój. Ale być może to tylko moje odczucie.

Życie miłosne Rose jest bogate w emocje i dla niej samej i dla czytelnika. Początkowo kobieta bardzo lekko podchodzi do romansu. Zaczyna nabierać znaczenia dopiero kiedy dziewczyna staje się świadkiem przemocy, prześladowań, ucisku narodu żydowskiego i innych mniejszości narodowych. Okazuje się, że nie jest sama na świecie, a jej głos ma znaczenie. Pod dyktando własnych doświadczeń zmienia się emocjonalność jej tekstów, co w późniejszym czasie wpływa na jej popularność.

"Ostatni pociąg do Paryża" to mimo kilku mankamentów ciekawa opowieść o miłości, o sile nienawiści, fanatyźmie, antysemityźmie i wojnie, która zmieniła oblicze świata.




Michele Zackheim "Ostatni pociąg do Paryża", tł. Magdalena Rabsztyn, PWN, Warszawa 2014




Czytaj dalej...

Jenny L.Witterick "Tajemnica mojej matki"

"Kiedy ma się wiele do stracenia, a jednak dokona się właściwego wyboru, ujawnia się szlachetność, którą ma się w sobie. Kiedy to osiągamy, znosimy z pogodą rzeczy nie do udźwignięcia."

Czym jest odwaga? Czy brawurowym zachowaniem nie liczącym się z uczuciami innych? Czy skrytym działaniem w imię najwyższych wartości? Czy ludzie odważni nie czują lęku? Czy wręcz przeciwnie paraliżuje ich strach, ale któremu nie pozwalają zawładnąć ich życiem?

Na te pytania najlepsza odpowiedzią będzie książka Jenny L.Witterick "Tajemnica mojej matki", która jest opowieścią opartą na prawdziwych wydarzeniach, a jej bohaterki Franciszka Halamaj i jej córka, Helena odznaczyły się heroizmem w czasach największej pogardy dla życia i człowieka. W swoim malutkim domku ukrywały dwie żydowskie rodziny i niemieckiego żołnierza. Nie zrobiły tego dla korzyści majątkowej ale z podszeptu serca, które buntowało się na widok nienawiści i okrucieństwa niemieckiego okupanta. Przez okrągły rok, codziennie żyły strachem, niepewnością ale i z pewnością i zadowoleniem życia z godnością sumienia oraz ze spełnienia chrześcijańskiego i ludzkiego obowiązku.


"Tajemnica mojej matki" jest dramatem rozpisanym na cztery głosy. Poznajemy z osobna historię Heleny i jej matki, Bronka z rodziną, Mikołaja i jego rodziców oraz Vilheima- niemieckiego dezertera. Ich życie niczym nadzwyczajnym się nie wyróżnia. Mają swoje radości, problemy, słabości. Jak każdy człowiek. To co ich łączy to to, że nie poddają się w żadnej sytuacji. Podnoszą się z porażek i za wszelką cenę pragną chronić swych najbliższych. Ich sytuacja zmienia się wraz z wybuchem II wojny światowej. Ich osobowość, charaktery, światopogląd zaczyna się zmieniać wraz z narastającym antysemityzmem, okupacją sowiecką i niemiecką, agresją i okrucieństwem okupanta, pogardą dla wiary, przekonań, człowieka.

Helena i jej brat Damian wychowywali się i dorastali w Niemczech. Byli świadkami codziennej brutalności ojca, niezadowolenia niemieckich obywateli i nazizmu rosnącego w siłę. Tuż przed wybuchem razem z matką przeprowadzili się do Polski, do małego miasteczka Sokal. Tutaj wreszcie mogli odpocząć od złych emocji i zacząć żyć bez strachu o swoje bezpieczeństwo. Damian został doceniony zawodowo a Helena odnalazła miłość. Wojna i okupacja zmusiła ich do ważnych wyborów między własnym szczęściem a pomocą uciśnionym.

"Jestem rozdarta między tym, co muszę robić, bo tak trzeba, i tym, czego pragnę."

Bronek od najmłodszych lat dbał o swojego brata. Zaczął wcześnie pracować by umożliwiać mu spełnianie marzeń, naukę i lepszą przyszłość. Braterska więź, miłość wzruszająco kreśliła ich los. Obaj mężczyźni byli lubiani i szanowani w społeczeństwie. Wojna nie dała im żadnego wyboru. Stłamsiła i zmusiła do życia w upadlających warunkach w getcie. Jedyną szansą na życie stała się ucieczka i ukrywanie wśród Polaków. Żaden z przyjaciół nie zdecydował się pomóc Bronkowi i jego rodzinie. Dopiero Franciszka dała mu nadzieję na ocalenie.

"Żyjemy w świecie, gdzie ocalić może cię to, że jesteś nieważny, potrzebny albo znasz właściwych ludzi."

Mikołaj ma osiem lat. Wychowywał się w kochającej, szacownej i zamożnej rodzinie lekarzy. Nie wie co to smutek, żal, troski. Zaczyna się z nimi oswajać wraz z wybuchem wojny. Nie rozumiał jednak nienawiści i okrucieństwa Niemców wobec bezbronnych Żydów. Kiedy nasiliła się agresja, nie czuli się już bezpiecznie w rodzinnym Sokalu. Chcieli uciec, ale i im nikt nie chciał pomóc. Jedyny ratunek w Franciszce.

"Z ludźmi jest tak jak z wodą w stawie, gdzie nie widać dna. Wydaje ci się, że wiesz, gdzie jest płytko, a gdzie głęboko, ale dopiero jak zanurkujesz, okazuje się, gdzie naprawdę jest głębina."

Vilheima wychowywała babcia. Nauczyła go szacunku do życia i do przyrody. Wojna zmusiła go do podeptania tych zasad i do czynienia rzeczy niezgodnych z jego sumieniem. Wsadziła w nazistowski mundur, wepchnęła do ręki broń. Każda odmowa wykonania rozkazu równała się śmierci, a obiecał babci, że za wszelką cenę postara się przetrwać ten okrutny czas. Likwidacja getta w Sokalu, ogromne cierpienie Żydów zmusiła go do ucieczki. Znalazł schronienie u Franciszki.

"To niezwykłe, że w najbardziej niespodziewanym miejscu można odnaleźć bratnią duszę."



Jenny L.Witterick kumuluje emocje w bardzo prostych słowach i jeszcze prostszych zdaniach. Nie epatuje brutalnością, nie przelewa krwi a mimo to cierpienie, żal, rozpacz jest wchłaniane każdym porem z  każdej kreski i każdej kropki tekstu. Bohaterowie ich przemyślenia, przeżycia to wytwór wyobraźni autorki, ale świadomość, że wydarzenia, w których uczestniczą, rozegrały się w rzeczywistości czyni tę książkę elektryzującą lekturą, przypominającą o ludziach i ich heroicznych czynach.

"Tajemnica mojej matki" to książka idealna dla młodzieży. Nie dość, ze przypomina o wydarzeniach trudnej polskiej historii z okresu II wojny światowej, to propaguje najwyższe wartości takie jak: rodzina, braterstwo, miłość, przyjaźń, odwaga, zgoda z własnym sumieniem, wrażliwość na krzywdę, szacunek dla życia, niezgodę na okrucieństwo.

"Milczenie i obojętność to największy grzech."





Jenny L.Witterick "Tajemnica mojej matki", tł. Katarzyna Waller- Pach, Rebis, Poznań 2014






źródło zdjęć: Jenny L. Witterick "Tajemnica mojej matki" i http://www.sprawiedliwi.org.pl/pl/family/134,rodzina-halamajow/



Czytaj dalej...

William Styron "Wybór Zofii"


"Wybór Zofii" Williama Styrona to przejmująca opowieść o związku dwojga ludzi opętanych przeszłością.

Nowy Jork, 1947 rok. Młody, początkujący pisarz Stingo zamieszkuje w kamienicy w Brooklynie. Jego uwagę zwraca nietypowa para zajmująca mieszkanie piętro wyżej. Chłopak jest świadkiem ich burzliwych kłótni, brutalnych ataków i namiętnych rozejmów. Zbulwersowany ale jednocześnie zafascynowany zachowaniem sąsiadów, postanawia się do nich zbliżyć. Para- Zofia i Natan- dość szybko zaprzyjaźnia się ze Stingo, angażuje go w swoje życie by w końcu uczynić go świadkiem tragedii i wielkiego skandalu tamtych lat.

William Styron zachwycił mnie, zafascynował i wciągnął w swoją historię od pierwszego słowa. Po pierwsze poruszył ważny dla mnie temat II wojny światowej, obozów koncentracyjnych, odhumanizowanego postępowania nazistów i próby odczłowieczenia narodów okupowanych. Po drugie szczególny sposób narracji, który jest mieszaniną reportażu, pamiętnika, wspomnień, powieści obyczajowej i psychologicznej. William Styron daje możliwość różnorodnego przeżywania swojej powieści, utożsamiania się z bohaterami, współuczestnictwu w wydarzeniach, kreowaniu własnych sądów, opinii, ocen. Przeplata przeszłość z teraźniejszością i nie daje z początku szybkich i łatwych odpowiedzi. Czytelnik wraz z bohaterami przechodzi wszystkie etapy od począwszy od zainteresowania, niepewności, wyjaśnienia i zrozumienia.
Po trzecie bardzo głęboko wszedł w psychikę bohaterów, ukazał ich dylematy, wybory, moralność, obsesję, udręczenie, poczucie winy czy chęć zrozumienia własnego bytu.

Zofia jest Polką, która przeszła przez koszmar Auschwitz- Birkenau. Z całym okrucieństwem i brutalnością wojny dzieli się swoim życiem z czasów dzieciństwa w wolnej Polsce, niemieckiej okupacji i obozu w Oświęcimiu. Kobieta od wczesnych lat była zmuszana do wyborów, najpierw pomiędzy lojalnością wobec rodziny a własnym sumieniem, potem między bezpieczeństwem dzieci a działalnością w konspiracji, w końcu życiem a śmiercią.

Natan jest Żydem, intelektualistą, naukowcem, schizofrenikiem i narkomanem. Obsesyjnie gromadzi dowody zbrodni na narodzie żydowskim i jednocześnie piętnuje Zofię, obarcza ją winą za przetrwanie Auschwitz, choć tak wielu więźniów umarło męczeńską śmiercią. Oskarża ją o kolaborację, przypisuje największe wojenne zbrodnie. Wywołuje to u niego paranoję i agresję, którą wyładowuje na Zofii. Kobieta biernie przyjmuje swój los. Czytelnik zastanawia się dlaczego znosi takie cierpienie i upokorzenie. Dlaczego po dramatycznych rozstaniach wraca do kata, do swojej roli ofiary. Dla Zofii życie jest najcięższą karą, a brutalność Natana jest jedynie konsekwencją jej tragicznych wyborów.

"Skłonna była patrzeć na swoje życie przez pryzmat pogardy wobec samej siebie, co jest zjawiskiem nader częstym wśród tych, których los poddał tak szczególnej, tak ciężkiej próbie."

Stingo zaś jest powiernikiem Zofii, sumieniem oraz obiektywnym nośnikiem prawdy i pamięci o tych, którym nie udało się przetrwać morderczego planu Hitlera i odhumanizowanym zachowaniu nazistów zmuszający do zachowań, które w normalnych warunkach byłyby niegodne, niemoralne.

"Ludzie zachowywali się w obozie bardzo różnie, niektórzy jak tchórze, albo egoiści, inni odważnie i pięknie- nie było na to reguły. Nie. Oświęcim był takim strasznym miejscem, Stingo, tak niewiarygodnie strasznym, że naprawdę nie można było od nikogo wymagać, żeby postępował pięknie i szlachetnie, jak w innym, normalnym świecie. Jeśli ktoś postąpił szlachetnie, podziwiało się go tak jak w każdych innych okolicznościach, ale hitlerowcy byli zbrodniarzami i jeśli nie mordowali, to zmieniali ludzi w oszalałe zwierzęta, więc kiedy tacy ludzie  postępowali niegodnie albo nawet jak zwierzęta, należało ich zrozumieć. Można było czuć do nich nienawiść, ale jednocześnie współczuć im, bo człowiek zdawał sobie sprawę, jak łatwo sam mógł stać się zwierzęciem."

Wiele się pisze o potwornościach obozów, odczłowieczenia i w "Wyborze Zofii" też o tym przeczytamy. Te wspomnienia odcisną niemałe piętno na sercu czytelnika, wzbudzi w nim współczucie, zrozumienie, żal ale i złość, wściekłość, nienawiść. Zburzą one nasze poczucie bezpieczeństwa ale obudzą pamięć o ludziach, o których nie ma kto pamiętać.
Niestety moim zdaniem zbyt mało wspomina się o powojennych losach więźniów obozów. Ci, którym udało się wyjść cało z hitlerowskiego koszmaru, żyją z ogromną traumą, poczuciem winy, niesprawiedliwości i pamięcią o trudnych wyborach. Dlaczego im udało się przeżyć gdy z głodu, zimna, chorób, gazu lub makabrycznej zabawy hitlerowców zginęła cała ich rodzina? Oprócz egzystencjalnych rozterek byli więźniowie zmagają się z czysto fizycznymi niedogodnościami: wyniszczeniem organizmu, utratą włosów, zębów, szkorbutem, szkarlatyną, zapaleniem płuc, tyfusem, awitaminozą, anemią. Doprowadzenie ich ciał do "normalności" jest równie długim i żmudnym procesem, jak unormowanie ich zdrowia psychicznego, które nie radziło sobie z traumatyczną przeszłością.

"Oświęcim ujawnia swą podwójną funkcję; poligonu masowego mordu, lecz także kolosalnej enklawy przeznaczonej do praktykowania nowej formy niewolnictwa, gdzie materiał ludzki  nieustannie niszczono i zastępowano nowym."

"Wybór Zofii" jest powieścią znamienną i wybitną. William Styron doskonale przedstawił wojenną historię Polski i uchwycił mentalność Polaków, ich akty odwagi, walkę konspiracyjną ale i szmalcownictwo, degenerację i antysemityzm. Z reporterską rzetelnością oddał potworną, morderczą machinę obozów koncentracyjnych, uchwycił naturę, hierarchię wśród więźniów, pulsującą chęć przeżycia i dramat wyborów, do których byli zmuszani każdego dnia.
Równie wybitną okazała się ekranizacja powieści, w której w główną rolę kobiecą- Zofię- wcieliła się Meryl Streep.

Z całego serca polecam film a przede wszystkim powieść "Wybór Zofii".







William Styron "Wybór Zofii", tł. Zbigniew Batko, wyd. II, Świat Książki, Warszawa 2014





Recenzja napisana dla serwisu Zaczytaj się :) Pani Gosi dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :)


Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka