Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

Patronat Aleksandrowych myśli: Życie pechowej emigrantki, Martyna Flemming



Dla niektórych ludzi własny dom, własne miasto, własny kraj jest miejscem, w którym czują się najlepiej i tylko w nich chcą przebywać. Martyna Flemming do nich nie należy! Nie lubi czuć się przywiązana do jednego miejsca, nie jest sentymentalna, a poczucie wolności jest dla niej ważne w każdej dziedzinie życia. Swoim celem uczyniła podróże i zbieranie doświadczeń tak różnych, jak tylko się da. I właśnie na podstawie tych przeżyć, doznań, nauk powstał najpierw blog Producentka pasji (link), a następnie książka „Życie pechowej emigrantki”, którą miałam przyjemność objąć patronatem medialnym ☺

I to była chyba jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Poznałam cudownie energetyczną i bardzo pozytywną osobę oraz miałam okazję przeczytać zapiski z jej przygód. Nie zawsze miłych i wygodnych, ale za to bardzo prawdziwych, bez fałszywej skromności, bez maskowania prawdy na temat emigracji, cudzoziemców, stosunku do emigrantów, możliwości pracy, rozwoju osobistego, kultury.

Martyna Flemming dzieli się z czytelnikiem swoimi burzliwymi i dość skomplikowanymi losami. Poznajemy ją w różnych sytuacjach. W kraju, trudnym okresie dorastania, wyborów kształtujących przyszłość, podczas miłosnych relacji i w podróży, które przynosiły często dość zaskakujące sytuacje. Ogrom zawodów, które Martyna wykonywała w swoim życiu, może powalić na kolana. Była tancerką, założycielką i menadżerką zespołu artystycznego, „etatową” bywalczynią teleturniejów telewizyjnych, pracownicą kasyna, sklepu, kelnerką, pracowała w szklarni, a także w świniarni. Sekrety jakie zdradza przy opisywaniu każdej z profesji, raz jeży włos na głowie, raz pobudza do śmiechu, a raz zmusza do refleksji na temat traktowania pracowników sezonowych, często obcokrajowców, który można porównać do współczesnego niewolnictwa.

„Życie pechowej emigrantki” i jest podzielona na trzy części, kształtujące dotychczasowe życie bohaterki i zarazem autorki. Każda niesie za sobą inną dawkę emocji, ale każda wciąga niepostrzeżenie i przynosi wiele czytelniczej satysfakcji i przyjemności. Zostaje zaspokojona i potrzeba poznania, i potrzeba serca.
Język powieści prosty, ekspresyjny, sugestywny, czasem dość potoczny sprawia, że więź z autorką zawiązuje się bardzo szybko, a żadne ze słów nie trafia w próżnię. Martyna Flemming nie boi się również podzielić swoimi dość traumatycznymi i bardzo bolesnymi doświadczeniami, które właśnie najbardziej determinują nasze poczynania i poglądy na świat, na życie. 

Książka oprócz osobistych zapisków jest także doskonałym zbiorem porad dla początkujących podróżników, wskazówkami ułatwiającymi życie, ostrzeżeniem przed możliwymi problemami. Ciekawostki dotyczące odwiedzanych miejsc, poznanych ludzi, ich światopogląd, istniejące i szerzące się stereotypy wprowadzają w zdumienie, bawią, złoszczą i niewątpliwie dają, oj dają  powody do myślenia.

Nie spodziewajcie się, że „Życie pechowej emigrantki” to typowa książka podróżnicza. Co to, to nie! To opowieść o życiu, pragnieniu poznania, doświadczania, poszukiwanie odpowiedzi na najważniejsze pytania: Kim jestem i gdzie jest moje miejsce?
Martyna Flemming pokazuje nam również jak ważne są pasje, odwaga w ich realizacji i zachłanność, która pozwala odkryć siebie w najbardziej zaskakujących sytuacjach.

Koniecznie musicie poznać pechową emigrantkę :)








„Życie pechowej emigrantki” Martyna Flemming, Wydawnictwo Czarna Kawa, Polanka Wielka 2016 





Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o Martynie Flemming zapraszam na wywiad (link) z serii Kilka pytań do... oraz do śledzenia jej fanpage' a (link)
I koniecznie zapiszcie się na BOOK TOUR- EMIGRANTKA :)




Czytaj dalej...

Kilka pytań do... Martyny Flemming + wyniki konkursu

Zapraszam na wywiad z niezwykłą podróżniczką i etatową emigrantką :)



Jagoda 

1. Jak wyglądały Pani początki z pisaniem? Czy długo nosiła się Pani z zamiarem napisania o swoich podróżach czy też pomysł przyszedł niespodziewanie podczas np. którejś z kolei przeprowadzki do innego kraju?

Pisałam od zawsze. Z braku bratniej duszy z podwórkowego towarzystwa wylewałam myśli na papier. Od 16 do 32 roku życia nieustannie pisałam pamiętnik. Pisanie to forma wyrzucania moich myśli w świat. Inne kobiety mają przyjaciółki. Ja mam pisanie. Przyjaciół bardzo bliskich brak. Ciężko o nich, gdy się człowiek ciągle przeprowadza. Ale lubię swoją samotność. Nie przeszkadza mi już ona. A kiedy postanowiłam napisać o swoich podróżach? Nie zauważyłam momentu zwrotnego. Zawsze pisałam co robię, co widzę, co zwiedzam. To przyszło naturalnie.

2. Mówi się, że podróże kształcą. Czy zgodzi się Pani z tym twierdzeniem? Dlaczego?

Mój ulubiony coach, psycholog, Jacek Walkiewicz mówi, że podróże kształcą ale tylko wykształconych ludzi. Są ludzie, którzy mogą zwiedzić 50 krajów a pod piramidami jedyna refleksja która im się nasunie to wniosek, że w telewizji wydawały się większe. Jak ktoś nie ma potrzeby, lub nie wie jak wzbogacić myśli, głowę, egzystencję przez podróże, nic nie pomoże. Nadal będzie jeździł, patrzył na świat i widział to samo co przed rozpoczęciem podróżowania.

3. Czy podczas pisania miała Pani jakieś trudności (np. chwilowy brak weny)? Jeśli tak, to w jaki sposób sobie Pani z nimi radzi? Czy ma Pani swoją receptę na radzenie sobie z problemami podczas pisania książek?

Wena czasem jest, czasem jej nie ma. Moja głowa produkuje taki nadmiar myśli, że częściej spotykam się ze zjawiskiem iż chcę pisać a nie mam możliwości: miejsca, czasu, długopisu. Mój pokój zawalony jest papierkami, kartkami, notesami. Ciągle coś zapisuję. Słowa klucze, rwane myśli. To później pomaga przy pisaniu. Weny nie mam w stresie. Poza stresem wena i ja bardzo się lubimy.


Edyta Chmura 

4. Kiedyś taniec zajmował ważne miejsce w Pani życiu, a jak jest teraz? Który taniec najlepiej odzwierciedliłby Pani życiową drogę?

Wszyscy moi życiowi partnerzy mieli problem z moim tańczeniem. Albo nie umieli ze mną tańczyć tak bym była zadowolona, albo "zabraniali" mi tańczyć z innymi - powodem była zazdrość. Taniec od dawna nie zajmuje ważnego miejsca w moim życiu ale od kilku miesięcy poważnie myślę, by to zmienić. Teraz żaden partner życiowy nie burzy mi myślenia. Jako wolna kobieta decyduję się pójść w tango. Tango najbardziej odzwierciedla moje życie. Namiętne, zrywne, zwalniające i przyspieszające. Z dramatem i napięciem. 

5. Co dało Pani napisanie "Życia pechowej emigrantki"? Czy to spełnienie jednego z marzeń, spowiedź czy podzielenie się doświadczeniami, aby przekazać pewną ważną lekcję dla innych?

To zamknięcie pewnego etapu. Jak wspominam w książce, we wstępie, pisanie daje mi poczucie posegregowania. Za dużo w mojej głowie chaosu. Żyję z tym ale nie jest mi z tym chaosem po drodze. Męczy mnie już ciągle słuchanie od ludzi, że za dużo myślę. I co mam z tym zrobić? Wyłączyć? Dlatego piszę. Napisanie książki pozwoliło mi wyrzucić z siebie, podsumować i zamknąć etap życia - dramatyczny, nad wyraz dramatyczny. Śmierć dziecka i rozstanie z kimś kto był moją drugą połową. Serce pękło na tyle kawałków, że gdyby nie książka nie byłoby mnie tu teraz.

6. "To, czy czarny kot sprowadza nieszczęście, zależy głównie od tego, czy jest się człowiekiem, czy myszą..." - Janusz Leon Wiśniewski – Ukrwienia.
Czy jest Pani przesądna i np. w piątek 13-ego nie wychodzi Pani z domu ;)?

Mam w nosie zabobony. Bez tych wszystkich rzeczy pech i tak ma ze mną wspólną drogę. Za dużo myśli mam w głowie, by jeszcze myśleć czy czarny kot na mojej drodze coś zwiastuje czy nie? :)


Marta 

7. Czym jest dla Pani SŁOWO?

Robert Kyosaki w książce: Bogaty ojciec, biedny ojciec pisze: Jesteś wart tyle co Twoje słowo.
Słowo potrafi zniszczyć ale i wynieść nad poziomy. Może zabić i dodać komuś skrzydła. Bardzo wielka rzecz - Słowo. Szkoda że tak mało ludzi docenia jego moc. 

8. Czym według Pani jest pech?

Pech to coś w czym jestem coraz bardziej wytrenowana. Kierowca im więcej jeździ autem tym jest lepszym kierowcą. Im częściej spotykają mnie niezaplanowane historie, im częściej muszę stawiać  czoła (nawet tym głupim, tuzinkowym) sytuacjom tym pech staje się bardziej oswojony. W tym całym pechowym wariactwie zauważam, że coraz częściej się go spodziewam i jestem coraz lepiej przygotowana na jego nadejście.

9. Jakie zna Pani sposoby na odwrócenie pecha, choćby i swej bohaterki?

Zawsze biorę go na klatę. Zawsze obśmiewam, że znów mi się to zdarzyło. Zamiast jęczeć, że nie mam ochoty się z nim mierzyć zaczynam myśleć, jak obrócić to w fajną historię, jak ta sytuacja "sprzeda" się na blogu.


Testaworld

10. Kiedy wpadł Pani do głowy pomysł napisania książki pt. Życie pechowej emigrantki ?

Żeby napisać książkę o takiej tematyce najpierw trzeba coś przeżyć. To nie s-fiction, które można zmyślić na kanapie w salonie. Pomysł pojawił się po sukcesie bloga. Żeby go podsumować, uporządkować, zebrać w całość. A ponieważ byłam bezrobotną, ciężarną kobietą, która nie potrafi marnować czasu, wzięłam się za pisanie książki. I oto jest.

11. Czy będąc w szkole podstawowej pisała Pani jakieś opowiastki ?

Pisałam pamiętnik, z braku kompana do zwierzeń. Koleżanki, jeśli już je miałam, miały inny zestaw problemów. Spisywałam swoje  myśli. Raz w życiu napisałam wiersz, o bezdomnych. Wygrałam szkolny konkurs. Potem pisałam opowiadania, felietony na konkursy. Nikt nigdy nie odpisał. Aż założyłam bloga. To był strzał w dziesiątkę.

12. Co by Pani powiedziała osobie chcącej napisać swoją pierwszą książkę ?

Hahah, dobre pytanie. Żeby ściągnęła sobie Worda do pisania. Czemu tak piszę? Bo dostałam ostatnio luźne notatki (pierwsze strony książki) kogoś, kto chce napisać książkę ale jeszcze nie wpadł na pomysł, by ściągnąć Worda na komputer. Napisał mi fragment książki na fb. Wiem, że brzmi to lekko wrednie ale tak, właśnie radziłabym pobrać Worda i pisać wszystko co głowa podpowiada. A potem zobaczyć co z siebie głowa wylała.


Ola Brzezińska 

Witam serdecznie, nurtują mnie następujące kwestie:

13. Tyle razy zmieniała Pani miejsce zamieszkania, pracę, czy jednak miewała Pani chwile tęsknoty za krajem? Jeżeli tak, to czego najbardziej brakowało Pani w obcych miejscach?

Wytrenowałam w sobie brak sentymentów. Z roku na rok coraz mniej tęsknię za ludźmi (bo i tak zawodzą i mnie ranią więc po co spalać się dla nich nadto, niż zasłużyli), za miejscami (widząc coraz więcej, podczas podróży, coraz mniej we mnie nostalgii do moich starych, dobrze mi znanych miejsc). Nie przywiązuję wagi do nastroju miejsca (moja szafa, moje łóżko, mój kwiatek, moje firanki). Mogę żyć na walizkach. Chyba poczucie wolności, które mam nad wyraz rozwinięte ujarzmiło odczucia tęsknoty. Ja już nie tęsknię.

14. Co najbardziej zszokowało Panią podczas podróży, czy może było coś, co szczególnie zapadło Pani w pamięć, z uwagi na różnicę kulturową w porównaniu w z naszym krajem?

Tych rzeczy było wiele. Np. w Holandii publiczne spa są koedukacyjne i przepełnione golusieńkimi staruszkami. Nie jestem aż tak obyta z cielesnością starszych osób, by nie czuć lekkiego zawstydzenia w takim miejscu. A im to kompletnie nie przeszkadza.
Tych różnic jest tak wiele, że nie umiem wybrać konkretnej. Myślę , że zahaczę o ten temat w drugiej swojej książce.


izabela wyszomirska 

15. Wydawać by się mogło, że życie to ciągła, nieustanna wędrówka z jego radościami, smutkami, emocjami. I czytając recenzje "Życia pechowej emigrantki", zauważam że takie właśnie to zmaganie z życiem opisała Pani w swojej książce. Mnie ciekawi, gdzie żyło się Pani najlepiej, czy mogła Pani powiedzieć, że czuła się gdzieś jak w domu, u siebie?

W mojej głowie jest taki przycisk. Ma wiele opcji. Raz włącza: Nie przyzwyczajaj się. Innym razem: Nie zostaniesz tu długo. Znam się, wiem, że nie zakotwiczę nigdzie na dłużej. Nie buduję sobie bazy, gdzie otoczona bibelotami poczuję się bardziej swojsko. Od dawna nie czułam się gdzieś jak w domu. Ale nie jest mi przykro z tego powodu. Wiem, że takiego uczucia, takiej potrzeby już we mnie nie ma. Kiedyś kupię sobie Campera. Będę w nim mieszkać. I w nim poczuję się w końcu jak u siebie.

16. Jak długo potrafiłaby Pani usiedzieć w jednym miejscu, bez przemieszczania się, podróży, zmiany miejsca zamieszkania?

Gdyby mi złamać nogę :) pewnie długo. Lub dłużej. Ale nie ma takiej opcji. Ruch musi być. Życie to działanie. Ja nawet jak chwilowo gdzieś siedzę, jestem zawieszona między wyjazdami to moja głowa jest już daleko, snuje plany i czeka aż ciało wstanie i za nią ruszy. 

17. Podobno wybiera się Pani w podróż do Azji. Co zamierza Pani tam zwiedzić, robić, a może powstanie z tej podróży materiał na kolejną książkę?

3 listopada lecę do Bangkoku. 14 lutego 2017 roku, z tego samego lotniska wracam do Polski. Chcę zwiedzić 8 krajów ale bez sensu wymieniać ich nazwy bo wiem, że w moim przypadku plany są po to by się zmieniły. Zarezerwowałam dwa noclegi w Bangkoku by w mniejszym szoku zderzyć się z azjatycką rzeczywistością. Potem ruszam przed siebie.Bez mapy, bez konkretnego planu. Plan będę tworzyć na miejscu. Jeśli poznam kogoś, kto zaproponuje mi wspólne podróżowanie - na moment się skuszę. Jadę do Azji przede wszystkim po ciszę i spokój. Po wenę by skończyć zaczętą drugą książkę. A będzie jak będzie. Zresztą jak zwykle w moim przypadku.


Daria Skiba 

18. Okładka książki jest dość nietypowa. Czy ma ona szczególne znaczenie? Wielu bowiem czytelników potrafi wybierać książkę właśnie po okładce.

Dziewczynka, która wyciska z globusa wszystko co chce - to ja. Ziemia ma dosyć ale dziewczynka nie odpuszcza. Wesoła, zadziorna okładka ma sugerować, ze książka będzie lekka i przyjemna. A tu zonk. Otwierasz książkę i zaczyna się fontanna łez. W dużej mierze okładka miała wprowadzić zamieszanie. Dać do zrozumienia, że zawartość książki jest inna niż faktycznie. I rzeczywiście ludzie są zaskoczeni. Efekt jest taki jaki miał być.

19. Może się Pani przenieść w dowolne miejsce na ziemi, w którym ma Pani możliwość zamieszkać - jakie ono jest?

I tu jest problem. Nie ma takiego miejsca. Ja nie marzę o jednym miejscu. O jednym domu, z jednym ogródkiem. Z tym samym oknem na te same rabatki każdego dnia. Jeśli miałabym się gdzieś przemieścić to w miejsce gdzie stoi mój Camper. Ten, który kiedyś kupię. Posadzę w nim mojego ulubionego misia, położę kilka niezapisanych zeszytów, bym mogła w nich notować, mały laptop, wygodną, ciepłą pościel i będę w nim mieszkać. Jeździć gdzie chcę, kiedy chcę i nocować gdzie chcę.

Zuzanna Jeziorska 

20. Jaka jest Pani najbardziej szalona przygoda jaka spotkała Panią na obczyźnie?

Haha, najbardziej? Tyle tego było. Przekroczenie nielegalnie granicy, wypadek w Aqua Parku, stratowanie przez wielbłąda, trudno wybrać. Łatwiej byłoby m wybrać najgorszą ale najbardziej szalonej nie umiem.

21. Czy to prawda, że Polki za granicą mają większe powodzenie?

W Egipcie czy Tunezji - tak. W Holandii nie. To zależy jaki sort tych Polek pojawia się na ulicy.

22. Polak- złodziej i pijak. Czy takie określenia funkcjonują dalej, czy spotkała się Pani z nimi będąc za granicą?

One ciągle istnieją. Nie mam zbyt dobrego zdania o wielu Polakach, którzy jadą do pracy za granicę. Akurat takich poznałam. Ale to nie znaczy, że nie ma ludzi z wykształceniem, znających języki, którzy robią Polakom najlepszą reklamę. Choć tych pierwszych bardziej słychać. Choćby na ulicy czy pod barem nocnym.




Pytanie o taniec najbardziej poruszyło Martynę i to za nie przyznaje Edycie Chmurze nagrodę-  swoją książkę „Życie pechowej emigrantki”. 

Serdecznie gratuluję :) Edyto, podeślij mi swoje dane, korzystając z formularza umieszczonego w pasku bocznym bloga :)






Martyno! 
Jestem Ci ogromnie wdzięczna, że znalazłaś dla mnie  dla moich czytelników chwilę wolnego czasu i zechciałaś odpowiedzieć na dość wnikliwe pytania :) Życzę Ci dalszych, równie udanych wojaży i kolejnych sukcesów pisarskich :)





Czytaj dalej...

Bułgaria znana i nieznana. Magiczne góry, Skarlet & Albert

W obliczu brutalnych zamachów terrorystycznych na najbardziej znane kurorty wypoczynkowe na świecie warto zastanowić się nad alternatywną trasą wakacyjnych wojaży. Według Skarlet i Alberta doskonałym miejscem na spędzenie urlopu są niemal dziewicze i nieodkryte przez masowego turystę magiczne i górzyste tereny Bałkan. Rejon kusi bogatą wielonarodową, wielowyznaniową i wielokulturową historią, pobudzającymi wyobraźnię romantycznymi legendami, klimatycznymi trasami , pięknymi krajobrazami i leczniczymi uzdrowiskami, które są dostępne niemal w każdym bułgarskim kurorcie.

Ludność zamieszkująca ten region to głównie Bułgarzy, Pomacy i Turcy. To ludzie, którzy uwielbiają świętować i mają ku temu wszelkie powody, religijne czy obyczajowe. Są przyjacielsko nastawieni i kultywują stare tradycje, wierzą w dawne legendy, w które Bałkany obfitują. Możecie tu usłyszeć o pannie, którą zgodnie z modlitwami pochłonęła ziemia; o hajdukach, którzy byli rozbójnikami ale dbali o najbardziej poszkodowanych przez los; o rusałkach wabiących pasterzy; o nimfach zamieszkujących  pełne uroku miejsca; o kobiecie płaczącej krwawymi łzami, które po dotknięciu ziemi zmieniały się w białe kwiaty (Momina syłza- kobieca łza- konwalie) czy o Orfeuszu, który wyruszył do Hadesu  (przez jaskinię Diabelskie Gardło) by uratować Euredykę.

Na równi z romantycznymi, słowiańskimi opowieściami, Bałkany charakteryzuje także ich brutalna historia: napaści, wojny, powstania, niewola turecka, zmuszanie do zmiany religii, mordowanie niewinnych mieszkańców, w tym starców, kobiety i dzieci. Po dzień dzisiejszy można obserwować dowody tej niszczycielskiej fali, okrutnych zbrodni i heroizm pojedynczych bohaterów. Bułgarskie miasta pełne są architektonicznych zabytków, kościołów, meczetów, cerkwi, ruin całych osad, twierdz, starych dróg i szlaków komunikacyjno- kupieckich oraz archeologicznych okazów starożytnej kultury.

Bałkany to region bogaty we florę i faunę. Wielkie rezerwaty porośnięte bujną roślinnością,  "100-u letnie drzewa, chronione gatunki krzewów i ziół, między którymi majestatycznie przechadzają się muflony, dziki, jelenie szlachetne, daniele, lisy i wilki, szakale, niedźwiedzie, żbiki, łasice i wydry".  Duże wrażenie robią także fenomenalne twory natury, tj. dwumetrowe skalne grzyby, kamienne twarze, skały o niecodziennych kształtach. Na uwagę zasługują także jaskinie, które na tym terenie występują bardzo licznie. Są widowiskowym efektem natury lub ludzkich rąk. 

Autorzy książki Skarlet i Albert bardzo ciekawie opowiadają o swojej pasji, jaką są podróże, a w szczególności poznawanie Bałkanów i przybliżenie ich swoim rodakom. Skrupulatnie zgromadzili wiedzę o miejscach przez siebie odwiedzanych jak i informacje o wszelakich atrakcjach: wyciągach górskich, uzdrowiskach, rezerwatach, górskich szlakach, muzeach, interesujących zabytkach wartych obejrzenia. Zajmująco przybliżają życie Bułgarów, ich obyczaje, ważne święta, sposób zabawy, historię, kuchnię. Z ich pomocą poznacie najważniejsze bułgarskie słówka i zwroty, które będą Waszym wsparciem w trudnych początkach.  Z sukcesem będziecie mogli przywitać się, zakwaterować się w hotelu, zamówić jedzenie, zrobić proste zakupy czy zapytać o drogę. 

"Magiczne góry" to kompendium wiedzy dla turysty, który wyrusza eksplorować Bałkany. Znajdziesz w nim wszystko, co wiedzieć powinieneś by odkryć całe piękno Bułgarii. Oprócz tekstu pomogą Wam w tym zdjęcia, które przenoszą w inny świat. 













"Bułgaria znana i nieznana. Magiczne góry" Skarlet & Albert





Za możliwość przeczytania książki dziękuję jej autorce- Skarlet :)


Zdjęcia pochodzą z książki "Bułgaria znana czy nieznana. Magiczne góry. 
Czytaj dalej...

Podróż do reklamacji, czyli... Tysiąc rupii, Anna Kokesz

Uwielbiam egzotykę w literaturze. Dzięki niej mam szansę poznać nowe miejsca, nową kulturę, kuchnię, sztukę i pomysł na życie. 


Mogę spodziewać się, że podróżowanie wraz z autorami tego typu książek zapewni mi wiele emocji i wrażeń na monotonne dni spędzone we własnym domu czy pracy. Taką ekskluzywną wycieczką do Indii miała być powieść Anny Kokesz "Tysiąc rupii". Niestety nie jestem usatysfakcjonowana i najchętniej zwróciłabym się do "biura podróży" o rozpatrzenie reklamacji.

Ojciec Julii i Marysi ma wygłosić na indyjskim uniwersytecie kilka referatów. Zabiera ze sobą córki. Dziewczyny mają szansę przeżyć największą przygodę życia zwiedzając, smakując, doświadczając każdym porem, oddechem egzotyczny klimat, pejzaż Indii.

Niestety niewiele dowiedziałam się o tym rejonie świata. Autorka bardzo pobieżnie oprowadzała po odwiedzanych miejscach, miastach. Nie skupiła się ani na architekturze, ani na kulturze, ani smakach, ani relacjach międzyludzkich. Z powieści najbardziej zapamiętałam hinduskie slumsy, ogromną biedę, wyciągnięte ręce brudnych, małych Hindusów, kolory sari w jakie były ubrane mijane kobiety, indyjską biurokrację i listę czynności jakie wykonywała główna bohaterka każdego cennego dnia spędzonego na drugim końcu świata. Anna Kokesz nie odkryła przede mną bogactwa Indii, nie dała poznać ogromnego rozłamu życia pomiędzy wpływowymi a ubogimi Hindusami, którzy muszą przekraczać wszelkie granice, moralne i mentalne, by zapewnić byt sobie i swoim dzieciom. Nie została należycie doceniona kultura, sztuka, muzyka, taniec, wiara mieszkańców tego kraju. Tak samo jak różnorodność grup etnicznych, społecznych, niezliczonej ilości języków, zwyczajów, tradycji. Morze barw, tkanin, zapachów, smaków zostało przykryte ciężką narzutą powielanych schematów.

Same wykonanie także nie było najlepsze. Język chaotyczny, potoczny. Niespodziewane przeskoki z jednego tematu na drugi, niedokończone myśli. Zdanie wielokrotnie złożone, pomylony szyk, który wpływał na płynność i łatwość czytania. Muszę powiedzieć, że naprawdę umęczyłam się z lekturą tej książki, choć jej objętość to zaledwie 191 stron. Historia mnie nie wciągnęła, nie zainteresowała, a wręcz wynudziła.

Jak dla mnie, "Tysiąc rupii" jak na książkę podróżniczą jest zbyt skromna, lakoniczna, mało odkrywcza. Z kolei na powieść obyczajową jest w niej za mało treści, głębi, akcji, uczuć, emocji. Jeżeli natomiast miała być wspomnieniem czy pamiętnikiem, to czemu dostępna dla szerokiej publiczności?









"Tysiąc rupii" Anna Kokesz, Novae Res, Gdynia 2015




Recenzja napisana dla serwisu Dlalejdis, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :)


Czytaj dalej...

Kierunek Włochy, czyli... Toskania i Umbria. Przewodnik Subiektywny, Anna Maria Goławska i Grzegorz Lindenberg


Zbliżają się wakacje i sezon urlopowy. Wielu już planuje przyszłe wojaże, miejsca odpoczynku i trasy wycieczek. Dla tych co mają zamiar zwiedzać Włochy proponuję "Toskania i Umbria. Przewodnik subiektywny".

Toskania jest magicznym miejscem, którego walory docenili już filmowcy i autorzy książek. Warto byłoby samemu przekonać się o jej zaletach. We wspomnianym przewodniku swoimi wrażeniami po podróżach po Toskanii dzielą się Anna Maria Goławska i Grzegorz Lindenberg. Nie są oni zawodowymi globtroterami, ale podróżowanie sprawia im ogromną przyjemność. Włochy są ich ulubionym zakątkiem. Często do nich powracają i za każdym razem przywożą inne wrażenia, nowe doświadczenia, ciekawostki, odkrywają nowe zabytki warte uwagi.
Według autorów koniecznie musisz zobaczyć: w Lunigianie- płaskorzeźby, które powstawały od III tysiąclecia p.n.e. do czasów rzymskich; w Garfagnanie- ponad dwadzieścia średniowiecznych mostów, katedrę San Cristoforo; w Lukce- kościół San Michele in Foro, katedrę San Martino; w Pistoi- Montecatini Terme, w których zażyć można leczniczych właściwości tutejszych źródeł; we Florencji- Piazza della Repubblica, antyczne forum, katedrę Santa Maria del Fiore, kościół Santa Croce, Galerię Uffizi; w Fiesole- Museo Bandini posiadające kolekcję sztuki średniowiecznej; w Toskanii Wschodniej koniecznie trzeba wstąpić do wioski, w której urodził się Michał Anioł; w Urbino- Palazzo Ducale, w którym mieści się Galleria Nazionale delle Marche; winnice w Chianti; w Sienie- Museo dell' Opera del Duomo; dzieła natury w Umbrii- płaskowyż Piano Grande; krzywą wieżę w Pizie.

Oboje autorów zapewnia, że jedna wyprawa do Toskanii prowokuje następne. Piękno krajobrazów, monumentalnych zabytków, dzieł wielkich mistrzów, powiewu historii pozostawia niedosyt, który można zaspokoić tylko kolejnymi wyjazdami. Czytając "Toskanię i Umbrię. Przewodnik subiektywny" można wyczuć i zobaczyć na dołączonych fotografiach zachwyt Anny Marii i Grzegorza nad tym rejonem i wielką wiedzę jaką zdobyli wraz z każdą podróżą. Opisy zwiedzanych miejsc nie są podręcznikowe, czyt. nudne. To kwintesencja tego, co wiedzieć się powinno. Tekst wzbogacony jest pożytecznymi i praktycznymi poradami, wskazówkami. Autorzy podpowiadają czym warto udać się na zwiedzanie wskazanych miejsc, ile kosztują bilety, kiedy warto skorzystać z internetu, na co zwrócić uwagę, np. rodzaj i wyposażenie bagażu, miejsce parkowania samochodu, tankowanie, czy lepszy hotel czy pokoje do wynajęcia, włoską sjestę trwającą od 12- 17, hałas, zwierzęta, posiłki itd.

"Toskania i Umbria. Przewodnik subiektywny" to pamiętnik, poradnik, przewodnik, reportaż w jednym. Z powodzeniem wznawiany, udoskonalany, coraz bardziej wartościowy. Doskonale sprawdzi się jako książka do poduszki ale pomoże także przy wytyczaniu trasy podróży i planowaniu wycieczek.
















"Toskania i Umbria. Przewodnik subiektywny" Anna Maria Goławska, Grzegorz Lindenberg, Wydawnictwo Italianna, Warszawa 2015








Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pana Grzegorza Lindenberga. Dziękuję za zaufanie :)


zBLOGowani.pl

Czytaj dalej...

Rajska wyspa, czyli... All Inclusive, Mirosław Wlekły


Dominikana to raj na ziemi. 

Takie slogany mają przyciągnąć turystów z całego świata i skierować ich kroki na cudowną, niebiańską karaibską wyspę. Gaje palmowe, białe plaże, optymalny klimat,wysokie temperatury, morze, sawanny, pustynie, mgliste lasy równikowe i all inclusive, serwis całodobowy oraz uśmiechnięci kelnerzy i tubylcy. Nie tylko takie atrakcje czekają turystów. Dominikana to przede wszystkim seksturystyka. Każda podróżniczka znajdzie dla siebie amatora, który dopieści ją i słowem i czynami. Mężczyźni mogą wybierać wśród najpiękniejszych kobiet, bez limitu wieku. Dla przyjezdnych to forma relaksu, pocieszenie po rozstaniu lub możliwość poeksperymentowania w łóżku. Dla tubylców to forma zarobku, do której przyznają się bez zawstydzenia, fałszywej skromności czy wydumanych usprawiedliwień.

Dominikana to raj, w którym walutą jest seks.

To co przyjemne i satysfakcjonujące w zaciszu hotelowych pokoi, jest traumą dla wielu dominikańskich kobiet, dziewczynek, dzieci. Wykorzystywanie seksualne, gwałty, handel żywym towarem jest wszechobecny, a co gorsza traktowany jest z obojętnością i cichym przyzwoleniem społeczeństwa i miejscowych władz.

Mirosław Wlekły poznał historię wielu kobiet, ba dziewczynek, które za miłość, byt, bezpieczeństwo musiały płacić własnym ciałem. Najbardziej przerażające jest wykorzystywanie seksualne małych dzieci i przyzwolenie na to jej opiekunów, rodziny.

"Horror? W naszym kraju to nic szczególnego. Takie rzeczy w zaciszu domów w Dominikanie dzieją się bardzo często. Tylko w naszym miasteczku znam kilka.
- Tak, pedofilia tak jak machismo jest częścią dominikańskiej kultury. (...) To bardzo tolerancyjny naród. Przemoc wobec dziewczynek niewielu oburza."

Machismo, patriarchat, mężczyzna na Dominikanie jest Bogiem, a kobieta nędznym poddanym. Można z nią zrobić wszystko. Pobić, zgwałcić, sprzedać, a to wszystko to element kultury, której należy się szacunek. Tylko liczba zabójstw i przemocy w rodzinie systematycznie rośnie.

"Kiedy na Dominikanie zostajesz księdzem, stajesz się nietykalny, poza kontrolą."

Na równi z Bogiem traktowani są także katoliccy księża, którzy tłumnie zjeżdżają na Dominikanę pofolgować własnym zachciankom i popędowi seksualnemu. Są chronieni przez prawo, zwolnieni z podatków. Słowa księdza są droższe niż złoto, niczego mu nie można odmówić, a trudno wyciągnąć konsekwencje jego zachowań. Wszelkie pedofilskie skandale były do tej pory uciszane, dopóki nie trafiły na godne przeciwniczki, którymi są dwie najważniejsze i najbardziej wpływowe dziennikarki: Alicia Ortega i Nuria Piera. Wypowiedziały wojnę pedofilom, która odbiła się szerokim echem nie tylko na Dominikanie ale i na całym świecie.

"W 2013 roku doniesiono o kolejnych trzech księżach pedofilach- dwaj z nich to Polacy..."

"All inclusive" to reportaż z wyjazdu na Dominikanę dziennikarza "Dużego Formatu" Gazety Wyborczej, Mirosława Wlekły. Dotarł on do ludzi, do miejsc, których próżno szukać w przewodnikach. Nie stoją również na pierwszej linii frontu i nie witają kwiatami turystów na lotnisku. Żyją swoim życiem, martwią się o swój byt, wreszcie otwierają oczy na przemoc, w której muszą egzystować, zaczynają dostrzegać krzywdę własnych dzieci. Mirosław Wlekły rozmawiał również z tymi, którzy chcą kultywować stare tradycje i postępować z godnie z nimi, zgodnie z machismo.

"All inclusive" to poruszający i przerażający reportaż o wyspie, w której seks i ciało to towar w transakcji kupno- sprzedaż.




"All Inclusive" Mirosław Wlekły, Agora, Warszawa 2015







* źródło zdjęcia: itaka.pl
Czytaj dalej...

Marie Freyssac "Sceny z życia rosyjskich milionerów"

Premiera 1 wrzesień 2014

Marie Freyssac jest młodą, francuską dziennikarką. Jej marzeniem była podróż do Rosji i doświadczenie życia w kraju ogromnego rozłamu pomiędzy warstwami społecznymi- bogatymi a biednymi, różnic kulturowych, słowiańskiej fantazji. Przypadek sprawił, że miała okazję spełnić swoje pragnienie. Wyrusza do Rosji w roli guwernantki, niani, nauczycielki języka francuskiego czteroletniego Aloszy oraz siedmioletniej Lizy, dzieci współczesnych rosyjskich nuworyszy, oligarchów. Swoje spostrzeżenia zawiera w książce "Sceny z życia rosyjskich milionerów".

Autorka sama mówi: "Nie staram się być obiektywna ani dokładnie przedstawiać życia rosyjskich oligarchów. Opisuję po prostu sytuacje, jakie przeżyłam w niesamowitym świecie miliarderów oraz codzienne życie zwykłych mieszkańców Moskwy".

Kim są jej pracodawcy? To rodzina Sokołowów, około pięćdziesięcioletni Artiom, przedsiębiorca i trzydziestoletnia Nastia, która jest ozdobą męża i organizatorką życia rodzinnego. Jakie ma obowiązki? Trzy dni w tygodniu po pół godziny nauczać Lizę i Aloszę manier, języka francuskiego oraz spełnianie wszystkich ich zachcianek- żeby "były szczęśliwe". Co oznacza, że należy ulegać ich kaprysom i robić wszystko, aby jak najczęściej się śmiały i jak najrzadziej płakały." Miejsce pracy? Wytworna posiadłość na Rublowce, niedostępna dla statystycznego obywatela, a nawet fiskusa. Chroniona przez wykwalifikowanych ochroniarzy. Jej wynagrodzenie? 5000 euro, wynajęte mieszkanie, wakacje z rodziną, "do tego dochodzą jeszcze podróże prywatnym samolotem, luksusowe hotele, wykwintne wina, wakacje w słonecznych stronach, celebryci."

Czegóż trzeba więcej młodej dziewczynie, przed którą otwierają się wytworne drzwi do spełnienia marzeń? Co przyniesie jej ta podróż, to doświadczenie? Jakie różnice zaobserwuje pomiędzy Francuzami a Rosjanami? Jak żyją rosyjscy oligarchowie?

Pierwsze co rzuca się w oczy to to, że folgują zachciankom swoim i całej rodziny bez umiaru. Alosza i Liza mają wszystko począwszy od zabawek, poprzez najnowsze zdobycze technologiczne po markową odzież, buty i dodatki. Wystarczy, ze wskażą jakąś rzecz palcem, już jest ich. Niestety nie mają one dla nich większej wartości, nie umieją się nimi cieszyć i ich nie szanują. Są wychowywane w przekonaniu, że wszystko im się należy bez żadnego zaangażowania z ich strony, bez wyrzeczeń, bez trudu. Jedynym problemem rodziny wydaje się być lepszym od sąsiada i mieć lepsze, ładniejsze zabawki- prywatny samolot, najnowocześniejszy samochód, superszybka motorówka, najdłuższy jacht, oryginalne wakacje czy przyjęcie urodzinowe...Według autorki taki czysto konsumpcyjny tryb życia cechuje rosyjskich nuworyszy.

Wychowanie dzieci również różni się od tego co znamy w Europie. Potomków kształtuje się i traktuje zależnie od płci. Dziewczynka ma się bawić lalkami, dbać o wygląd i zajmować się modą. Chłopiec ma być męski czyli "w łazience ojciec poucza go: „Ochlap twarz wodą. Tak robią prawdziwi mężczyźni!”. Gdy szlocha, siostra przywołuje go do porządku: „Przestań płakać, jesteś mężczyzną!”. Gdy nie chce jeść owsianki, matka grzmi: „No jedz, przecież jesteś mężczyzną!”. Gdy jest ubrany w koszulkę polo, wujek zwraca mu uwagę: „Postaw kołnierzyk jak prawdziwy mężczyzna!”. Gdy wierci się na krześle, rosyjska guwernantka beszta go: „Siedź prosto, jesteś mężczyzną!”. Gdy przyjaciółka domu opuszcza ich progi, na odchodnym rzuca: „Powinieneś otwierać drzwi damom, przecież jesteś mężczyzną!”. Krótko mówiąc, przy każdej sposobności wszyscy dają mu do zrozumienia, że powinien się zachowywać jak prawdziwy mężczyzna".

Najbardziej zaskoczyło mnie podejście do przeziębienia i choroby, która w rodzinie Sokołow jest przyjmowana jako kataklizm. Kwarantanna, zakaz kąpieli i odwiedziny w ochronnych maseczkach wydaje się kuriozalne...

Sposób spędzania wolnego czasu, wakacje i podróże rodziny Sokołow to ekstrawagancja sama w sobie. Przyjęcie urodzinowe Lizy przypominające wystawne wesele, całodniowe obżarstwo, Nowy Rok świętowany podczas rejsu z widokiem na podświetloną wieżę Eiffla, nauka gry golfa na jachcie, podróż koleją transsyberyjską...

Ale to jeszcze nie wszystko. W książce Marie Freyssac znaleźć można pogląd Rosjan na staropanieństwo, homoseksualizm, alkoholizm, państwową służbę zdrowia, cudzoziemców, politykę i wiele, wiele więcej...

Marie Freyssac  opisuje życie nie tylko bogaczy ale i zwykłych ludzi, którzy muszą sobie radzić na wiele sposobów by przetrwać w tym bezdusznym świecie pełnym powiązań, wpływów, wszechobecnej korupcji i hipokryzji.

"Sceny z życia rosyjskich milionerów" to lektura, która przyniosła mi wiele przyjemności :)





Marie Freyssac "Sceny z życia rosyjskich milionerów", tł. Natalia Stochalska, Poradnia K, Warszawa 2014




Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości Pani Ingebordze reprezentującej wydawnictwo Poradnia K :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)





Czytaj dalej...

Magdalena Binkowska, Anna Wilska "Europa na wakacje"


Od kiedy Polska dołączyła do Unii Europejskiej możemy swobodnie poruszać się po jej terenie. Sprzyja to pielgrzymowaniu do słynnych miejsc objawień, kultu religijnego ale i do spędzenia urlopu wypoczynkowego w atrakcyjnych miastach, urokliwych miejscowościach, poznawaniu zabytków, raczeniu się regionalnymi przysmakami i pluskaniu się w przejrzystych wodach mórz i oceanu.
Wydawnictwo M wychodzi na przeciw oczekiwaniom Polaków i podpowiada gdzie warto wybrać się na letnie wojaże.

"Europa na wakacje" to przewodnik, w formie pigułki, po krajach i miastach Europy, tych doskonale znanych turystom jak i tych rzadziej odwiedzanych, choć nie mniej atrakcyjnych. Razem z autorkami publikacji odwiedzimy popularne metropolie: Rzym, Londyn, Barcelonę, Wenecję, Wilno, Pragę, Stambuł; romantyczne plaże na chorwackim wybrzeżu, na krecie czy Majorce, zieloną Toskanię, a dla wielbicieli wampirów- mroczną i tajemniczą Transylwanię. Miejscami doskonałymi dla odnowy ducha i wzmocnienia wiary są Asyż, Lourdes, Fatima czy  Santiago de Compostela.


Układ przewodnika jest bardzo przejrzysty, schludny i doskonale wskazuje miejsca warte uwagi, obejrzenia. Piękne zdjęcia pobudzają wyobraźnię i pomagają w wyborze odpowiedniej trasy wycieczek. Autorki w zachęcający sposób opisały ważne zabytki każdej miejscowości, wskazały ciekawe muzea i strony internetowe warte uwagi. To co podobało mi się najbardziej to ciekawostki i wskazówki, które pozwolą sensownie i bez nerwów zwiedzać i rozkoszować się długo wyczekiwanymi wakacjami np. Pulę na półwyspie Istria w Chorwacji warto odwiedzić w czerwcu, podczas Dani Antike, kiedy odbywają się m.in. inscenizacje walk gladiatorów albo do Luwru prowadzą cztery wejścia- najbardziej oblegane znajduje się w szklanej piramidzie, warto więc wybrać któreś z bocznych. Najlepiej przyjść rano (9.00) lub w środę albo w piątek wieczorem. Najwięcej zwiedzających jest w niedzielę.


Na uwagę zasługuje także Polonika- czyli polskie ślady. Jest ich w Europie wiele. W ciągu dziejów po Starym Kontynencie podróżowali polscy władcy, duchowni, pisarze i artyści. Ich losy, miejsca zamieszkania czy pochówku upamiętniają liczne tablice pamiątkowe, pomniki i nagrobki np. koordynatorem ratowania krzywej wieży w Pizie był Polak- Michał Jamiołkowski, obraz Jana Matejki Sobieski pod Wiedniem w Muzeach Watykańskich, kaplica Jasnogórska z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej w Grotach Watykańskich w Bazylice św. Piotra, grób Fryderyka Chopina na cmentarzu Pere- Lachaise, Plac Warszawski w pobliżu wieży Eiffla, z Klużem- Napoką (stolicą Transylwanii) wiązana była Kazimiera Iłłakowiczówna, poetka, tłumaczka i osobista sekretarka Józefa Piłsudskiego.

Jeżeli planujesz wakacje w Europie lub po prostu lubisz wiedzieć więcej o otaczającym nas świecie to przewodnik "Europa na wakacje" powinien znaleźć się w Twojej biblioteczce :)






Magdalena Binkowska, Anna Wilska "Europa na wakacje", wydawnictwo M, Kraków 2014





Czytaj dalej...

Tajemnicza Syberia

"Ziemia szamanów" zaintrygowała mnie niemal od samego początku. Interesuje mnie metafizyka i nadnaturalność zjawisk, którymi kiedyś żył człowiek. Dawniej ufano znakom dawanym przez naturę, wystrzegano się tajemnych miejsc, które poznawano z nauk ojca, dziadka, pradziadka, wierzono w moc ziół oraz zawierzano swoje zdrowie i życie szeptuchom czy szamanom. Dziś ta wiedza jest już zapomniana, wyśmiewana, podciągnięta pod szeroko rozumiany zabobon. A jednak w dalszym ciągu zdarzają się sytuacje niewytłumaczalne, których nie można udowodnić w sposób naukowy...

"Martyrologia syberyjska zdominowała naszą narodową wyobraźnię."

Syberia, rozległa kraina na północy Azji, była dla tysięcy Polaków spełnieniem najkoszmarniejszego snu i jest synonimem okrutnego reżimu radzieckiej władzy. Nieprzystępna, groźna, surowa, przenikliwie mroźna zimą i upalna  latem zbierała śmiertelne żniwo wśród zesłańców, w tym kobiet i dzieci. Pozbawieni dobytku, majątku, zmuszeni do katorżniczej pracy, z podciętymi skrzydłami przelewali krew i pot, by budować swoją nową przyszłość, a ci co nie dali rady, na zawsze pozostali w zapomnianych grobach gdzieś w syberyjskiej tajdze.

Obecnie Syberia urzeka i fascynuje podróżników, badaczy dzikością i naturalnością przyrody nie zmąconej ręką cywilizacji. Ta nienaruszona i niewyeksploatowana przez człowieka ziemia jest miejscem niezwykłych zjawiskach matki natury, nadnaturalnej energii i tajemniczych zjawach, które mogą zaskoczyć nawet największych niedowiarków.

Poszczególne wydarzenia, zawarte na kartach książki, Wojciech Grzelak doświadczył, odwiedził, poznał osobiście bądź usłyszał o nich od naocznych świadków. Autor w "Ziemi szamanów" zdradzi ci prawdziwą historię o o horrorze w pskowym lesie, czarnej tęczy, fenomenie Diabelskiego Cmentarza, błędnych ognikach, starożytnych kurhanach, podziemnych labiryntach, uroczysku Dharkan, histerii bajkalskiej, upiorach starego Bijska, przerażającym czerwiem mongolskim czy mandragorze oraz tajemnej wiedzy o syberyjskich ziołach i roślinach.

Wojciech Grzelak opisuje w swojej książce wydarzenia, które brzmią jak bajki dla dzieci, mity, legendy. Jednak jego doświadczenie podróżnicze i praca naukowa nie pozwala wątpić w jego słowa, a z kolei ta wiedza sprawia, że czytane opowieści jeżą włos na karku.

Autor posłużył się prostym językiem przystępnym dla każdego czytelnika. Książkę czyta się z rosnącym zainteresowaniem i mnożącą się ilością pytań, których nie sposób zatrzymać.

"Ziemia szamanów" to fascynujący zapis zdarzeń gdzie natura, magia, metafizyka bierze w posiadanie los i życie człowieka.




Wojciech Grzelak "Ziemia szamanów. Tajemnicze zjawiska z Syberii", Illuminatio, Białystok 2014




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Agnieszki reprezentującej wydawnictwo Illuminatio :)))) Dziękuję za okazane zaufanie :))



Czytaj dalej...

Podróże kształcą

Podróże kształcą- to fakt bezsprzeczny. Uczymy się nie tylko o historii, kulturze i obyczajowości odwiedzanych miejsc, ale poznajemy własne możliwości i ograniczenia, mocne strony i słabości, odnajdujemy także pokłady swojej wrażliwości, emocjonalności, odkrywamy pasje, doświadczamy życia bardzo głęboko gdzie napotykamy swoje prawdziwe "ja". 

Podróżowanie to jak na razie moje niespełnione marzenie. Żeby zaspokoić swoją ciekawość posiłkuję się opowieściami innych, którzy odważyli się wyściubić nos ze swojego wychuchanego gniazdka. Jedną z takich osób, globtroterką z pasją jest Marzena Filipczak. Dzięki jej książce "Między światami" miałam okazję poznać miejsca, które nie są zbyt często odwiedzane przez turystów, czy dostępne podczas standardowych pakietów oferowanych przez biura podróży. A szkoda. Autorka udowadnia, że właśnie takie wyprawy są najciekawsze, najbardziej odkrywcze i niezapomniane :)

"Przeczytałam gdzieś relację z Nouruz, czyli Nowego Roku, obchodzonego w dzień równonocy wiosennej. Zdjęcia Kurdów w tradycyjnych strojach spowodowały, że chciałam pojechać natychmiast, bo radości, jaka malowała się na ich twarzach, nie widziałam już dawno."

"Między światami" to zapis podróży po krajach, miastach, wioskach gdzie status kobiety jest diametralnie różny od tego co jest nam znane na co dzień, a niebezpieczeństwo w nie wpisane, to jedynie stereotyp masowo wtłaczany w naszą świadomość. Armenia, Górski Karabach, Osetia Północna, buddyjska Kałmucja, pozostałości Jedwabnego Szlaku w Uzbekistanie, Kirgistan, Kurdystan turecki, Kurdystan iracki, Iran, izolowany od świata Turkmenistan i stepy Kazachstanu zostały "odczarowane" z czarnego PR- u, a ciekawy czytelnik doświadczy "opowieści o gościnności tak wielkiej, że aż zapierającej dech w piersiach i niepojętej z zachodniego punktu widzenia, która każe gospodarzom towarzyszyć gościowi nawet w toalecie i oddać mu miejsce w swoim łóżku".
 
Marzena Filipczak preferuje podróże w pojedynkę. W ten sposób łatwiej jest jej wejść w świat tubylców odwiedzanego miejsca, wtopić się w tłum, zapoznać z miejscowymi, a ci z kolei chętniej zapraszają ją do prywatnych domów, do wspólnego stołu, zaproponują nocleg czy towarzystwo i przewodnictwo na terenie własnego kraju. Wiele z tych zaproszeń pozwoliło podróżniczce przyjrzeć się codzienności swoich gospodarzy, uczestniczyć w ich zabawach czy świętach. Dzięki temu "ucztowała" na cmentarzu wspominając w ten sposób  zmarłego ojca pewnego Armeńczyka lub bawiła się na trzydniowym uzbieckim weselu.
 
Razem z autorką wsiądźmy do marszrutki i wyruszmy po przygodę, po emocje, po doświadczenia. 

Z książki dowiecie się również co robił minibus w salonie uzbeckiego domu, dlaczego torby uzbeckich cinkciarzy są takie ciężkie, gdzie robi się najwięcej operacji plastycznych nosa oraz dlaczego Marzena Filipczak przewiozła przez granicę 60 kg kołpaków i kto oprócz Romów porywa dziewczynę by móc się z nią później, bez skrępowania ożenić. 

Marzena Filipczak jest fantastyczną gawędziarką. W ciekawy, zajmujący i bardzo przystępny  sposób opowiada o swoich doświadczeniach, przeżyciach, obserwacjach. Krótko przybliża historię miejsca, obyczaje, różnice kulturowe, rolę kobiety i mężczyzny w społeczeństwie, zdobycze cywilizacyjne, wskazuje miejsca godne zwiedzenia i służy dobrą radą w ważnych jak i przyziemnych sprawach. Dodatkowo umiejętnie wplata podróżnicze anegdoty, które idealnie dopełniają oraz cementują całą relację. Autorka posługuje się językiem prostym, zrozumiałym, żywym, plastycznym, dowcipnym. W żadnym momencie nie czułam znużenia, a coraz większe zainteresowanie. Wybrane fotografie tylko zaostrzają apetyt na samodzielną wyprawę. Nietypowy alfabetyczny indeks na końcu książki jest równocześnie Instrukcją obsługi Wschodu i okolic. Zawarte tam informacje przydadzą się, gdy sami będziecie planować wyprawę :)

Marzena Filipczak otwiera umysły i wyobraźnię. Nic w życiu nie jest uznane za pewnik. Świat się zmienia a wraz z nim, my. To co dziś jest przed nami zamknięte, jutro może wyglądać zupełnie inaczej. Autorka udowadnia, że wyobrażenia o krajach, kulturze, zachowaniu bywa iluzją. Jeżeli chcesz się czegoś nauczyć, musisz to sprawdzić, poznać, dotknąć, posmakować. 

Wszystkim entuzjastom podróży, smakowania życia polecam książkę "Między światami". Doskonała, pełna wrażeń przygoda bez konieczności wstawania z fotela :)))





Marzena Filipczak "Między światami", Poradnia K, Warszawa 2014




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Katarzyny reprezentującej Go Culture :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)



Czytaj dalej...

Kraina Smoków

Chiny od dawien dawna zajmują bardzo dużo miejsca w moim sercu i umyśle. Uwielbiam powieści osadzone w orientalnym klimacie wschodu, ale z największym zainteresowaniem sięgam po literaturę faktu dotyczącą obyczajowości, mentalności, kultury Krainy Smoków w historii, jak i współcześnie. W tej chwili nie stać mnie na podróż do Chin, dlatego palcem po mapie, z otwartą głową i wyobraźnią podążyłam za Małgorzatą Błońską.

Książka "Pistacja w Krainie Smoków. Chiny inaczej" została napisana na podstawie reportaży radiowych emitowanych w Regionalnej Rozgłośni Polskiego Radia w Opolu, przy współpracy wielokrotnie nagradzanego reportażysty radiowego Adriana Chimiaka. Jest ona zapisem wrażeń, emocji, doświadczeń, obserwacji młodej Polki, która złączyła swoje życie z dalekim egzotycznym, orientalnym krajem, Chinami, z Pekinem.  Jej słowa, opinie są dla mnie wiążące i autorytatywne gdyż od pięciu lat, codziennie przebywa z Chińczykami, bawi się i pracuje z nimi. Kto jak nie Małgorzata Błońska może wiedzieć więcej?

Pewnie chcielibyście wiedzieć skąd wzięła się Pistacja. Chętnie zacytuję Wam słowa autorki, która sama doskonale wyjaśni pochodzenie tego uroczego pseudonimu: "Ha, ha, ha! Sprawiasz, że mam w brzuchu zakwasy ze śmiechu- powiedziała moja studentka Liao. No tak. Ja sama uwielbiam się śmiać i tak to się jakoś dzieje, że sprawia mi przyjemność wywoływanie śmiechu u innych.
- Jesteś moim Kaixinguo- powiedziała, ocierając łzę śmiechu,która pojawiła się w kąciku prawego oka- Ale zapomniałam jak to się mówi po angielsku.
- Kaixin oznacza szczęście, guo to owoc, ale co to razem znaczy po chińsku, nie mam pojęcia- odpowiedziałam.
- No wiesz, ten...zielony mały orzech...w skorupce.
- Pistacja?- zapytałam niepewnie.
- Tak!!! Jesteś moją pistacją! (...)
- Jeśli nazwiesz kogoś pistacją- mówi Liao- oznacza to, że ta osoba cię uszczęśliwia i sprawia, że się uśmiechasz. "

Małgorzata Błońska vel Pistacja w bardzo ciekawy sposób opisuje to co widzi, słyszy, smakuje, doświadcza. Zdanie, które buduje są przystępne dla każdego. Rozdziały krótkie acz treściwe i są samą esencją tego, co warto wiedzieć o jedzeniu, chińskiej medycynie naturalnej, skandalach, studiowaniu, mitach i religiach,ślubach, rodzinie, wychowaniu dzieci, święcie zmarłych, podróżowaniu, pracy czy ogólnie stylu życia. W odpowiednim momencie czaruje klimatycznym urokiem Chin,jego krajobrazami albo przeraża jego zanieczyszczeniem. Wspomina o cechach łączących nasze narody i zdecydowanie podkreśla różnice. Wychwala smaczne jedzenie ale i szokuje potrawami, które nam wydaje się niejadalne np. myszki trzech krzyków "Cały czas zastanawiałam się, dlaczego te maleństwa nazywa się myszkami trzech krzyków. Znajomi powiedzieli, że zrozumiem, gdy tylko zaczniemy jeść. Otóż, myszki są wciąż żywe, więc pierwszy krzyk wydają, gdy łapie się je pałeczkami z talerza. Drugi, gdy macza w sosie sojowym, a trzeci, gdy się je gryzie..." Brrr... "Chiny są miejscem , gdzie nie ma rzeczy niejadalnych. To, co my nazywamy robactwem, dla Chińczyków jest smakołykiem. To, co my dajemy do jedzenia psom i kotom- tu uchodzi za rarytas."
Pistacja doskonale również łamie stereotypy i demaskuje propagandę, które przypisuje Chinom cały zachodni świat.

Pekin jak każde światowe miasto jest pełne kontrastów, gdzie piękno miesza się z brzydotą, bogactwo z biedotą, nowoczesność z tradycją. To co wyróżnia je na tle innych to wyjątkowy optymizm, życzliwość i szacunek dla innych reprezentowany przez Chińczyków. Są zawsze uśmiechnięci, pomocni, a na ulicach czy barach rzadko zdarzają się bójki czy kłótnie. Poczucie bezpieczeństwa: bezcenne, a w Chinach nie musisz niczego się obawiać :) To co najbardziej mnie urzekło  w stylu bycia mieszkańców Krainy Smoków to: "Chińczycy uwielbiają ruch. W Pekinie znajduje się mnóstwo parków, w których o każdej porze spotyka się osoby ćwiczące tai- chi. Grają też w karty, szachy, koszykówkę i siatkówkę. Moje koleżanki z pracy grają na przerwach w gumę i zośkę. I wcale nie są ode mnie młodsze, kilka z nich jest w wieku moich cioć, a jedna mogłaby być moją babcią." Czyżby został odkryty sekret doskonałej kondycji i długowieczności Chińczyków? Czy to nie wydaje się zbyt banalne, za proste?

Anegdoty i przemyślenia autorki pozwoliły mi poznać Chiny jeszcze bliżej, jeszcze bardziej się nimi zauroczyć. Książkę polecam wszystkim głodnym wiedzy o Państwie Środka, Krainy Smoków  :)))





Małgorzata Błońska, Adrian Chimiak "Pistacja w Krainie Smoków. Chiny inaczej", BIS, Warszawa 2014



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Lidii reprezentującej wydawnictwo BIS :)))) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka