Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdynia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdynia. Pokaż wszystkie posty

Japoński kochanek, Isabel Allende



Po książkę sięgnęłam ze względu na wątek II wojny światowej i internowania ludności japońskiej po atakach na Pearl Harbor w 1941 roku. Choć "Japoński kochanek" nie zaspokoił mojej ciekawości, to otworzył przede mną drzwi do innej ciekawej historii. 

Irina Bazili rozpoczyna pracę jako opiekunka w Lark House, domu spokojnej starości. Zaprzyjaźnia się z pensjonariuszami, a przede wszystkim z ekscentryczną malarką Almą Belasco.  Starsza pani powierza Irinie swoje wspomnienia i dzieli się największą tajemnicą swojego życia.

"Zaawansowany wiek nie czyni sam z siebie nikogo lepszym ani mądrzejszym, on jedynie uwydatnia to, kim każdy był od zawsze."

Irina jest imigrantką z Mołdawii. Nie ma szczęścia. Matka alkoholiczka, która zapewniła jej najgorszy koszmar życia. Powoli udaje jej się wyjść z matni i traumy, odzyskuje spokój. Pomaga jej w tym praca z czworonogami i opieka nad staruszkami w Lark House. Zawiązuje tam niezwykłe przyjaźnie, które dają jej siłę do walki o swoje szczęście i moc zapominania, wybaczania zła z przeszłości. Daje jej również miłość, oczywistą ale nie pozbawioną trudności i trosk. 

"Ból dzielony z innymi jest łatwiejszy do zniesienia."


"Japoński kochanek" to właśnie historia o miłości, tej teraźniejszej budującej, dającej szczęście oraz tej z przeszłości, która daje ochronę przed trudną rzeczywistością i nadzieją na lepsze jutro. Jednak żeby odkryć tę potęgę uczucia, trzeba zdemaskować tajemnicę, która jest pilnie strzeżona. Alma odkrywa karty swojej przeszłości, ale skrzętnie ukrywa emocje i tożsamość kochanka. Determinacja bratanka i Iriny w końcu dają skutek i starsza dama wyjawia swój największy sekret. 

Tak oto cofamy się w przeszłość, docieramy do zamglonego portu w Gdyni, poznajemy dramatyczne losy rodziny Almy i jak II wojna światowa wpłynęła na jej życie jako dziecka i młodej kobiety. Obserwujemy także historię pewnej japońskiej rodziny, skazanej na wysiedlenie i internowanie...

Isabel Allende statecznie, ze spokojem buduje swoją opowieść. Z wnikliwością kreśli dzieje rodzin skrzywdzonych przez los. Coś ich do siebie przyciąga i łączy ich drogi, splata na zawsze i daje ukojenie.
Jak dla mnie książka jest zbyt zrównoważona i jednostajna. Nie znajdziecie w niej zwrotów czy jakiegoś większego zaskoczenia. Jest również dość przewidywalna i skrzętnie skrywana tajemnica dość łatwa do rozszyfrowania. 

Nie ma szału ale mimo wszystko podobała mi się. Pełna jest życiowych sentencji, które ukazują prawdziwe życie i mądrość nabywaną z wiekiem, doświadczeniem, nieuniknionymi stratami. Jeżeli macie ochotę na refleksyjna powieść, to "Japoński kochanek" nada się idealnie. 


"Starość to najlepszy czas, żeby być tym, kim się chce, i robić to, na co przyjdzie ochota."








"Japoński kochanek" Isabel Allende, tł. Joanna Ostrowska, Grzegorz Ostrowski, Muza, Warszawa 2016







Za możliwość przeczytania książki dziękuję Księgarni TaniaKsiążka.pl




Czytaj dalej...

Zofia i Jan Puszkarow "Sopot 1939. Starcie wywiadów"

Nic nie jest takie, na jakie wygląda. Można kogoś znać wiele lat i darzyć bezgranicznym zaufaniem, a nasze uczucia, emocje i obserwacje mogą okazać się ułudą, domkiem z kart zdmuchniętym jedną nierozważną decyzją.

Jest lipiec 1939 roku. Młodzi nowożeńcy wyruszają liniowcem M/S Piłsudski z Nowego Jorku do Gdyni. Zamierzają spędzić w Sopocie miesiąc miodowy i ułożyć swoje przyszłe życie w Polsce. Meldują się w hotelu "Eden" i zamierzają dobrze się bawić.  Zwiedzają Sopot i inne nadmorskie kurorty lub pochłania ich hazard w hotelowym kasynie. Marta i Maks obserwują nerwowy nastrój rodaków, którzy obawiają się wybuchu wojny, ataku III Rzeszy oraz są świadkami dziwnych wydarzeń, spotkań, rozmów, które z czasem stają się dla nich coraz bardziej niebezpieczne.

Młodymi nowożeńcami są Marta i Maks. Ich rodzice wyemigrowali z Polski zaraz po zakończeniu I wojny światowej. Obie rodziny zaprzyjaźniły się w trakcie podróży i w czasie asymilacji na obczyźnie. Nic dziwnego, że przyjaźń młodych potomków zaowocowała miłością. Niestety nie została ona dobrze przyjęta przez obie familie. Zakochani pobrali się w tajemnicy i uciekli ze swoim uczuciem do Polski. Nieszczęśliwie znaleźli się w niewłaściwym miejscu i o niewłaściwej porze. Już na statku zaczęli się obracać w towarzystwie inwigilowanym przez niemiecki wywiad. Jak się okazuje w trakcie lektury, Maks również jest szpiegiem, tyle że uśpionym i uruchomionym na krótko przed ślubem i wyjazdem do Polski. Marta musi zrewidować swoje uczucia względem męża i ocenić na ile jego zachowanie, obietnice i miłość jest prawdziwa oraz czy w dalszym ciągu może mu ufać.

Jej osobiste dylematy łączą się w czasie z niepokojem i zagrożeniem wojny dla Polski i Polaków. Zbrojenia, mobilizacja, kopanie rowów strzeleckich, przeciwlotniczych, zasieki, ultimatum III Rzeszy...Uprowadzenie Maksa i niewyjaśnione morderstwa dodatkowo komplikują podjęcie decyzji. Dziewczyna wyjeżdża do Warszawy, do ciotki Ali by tam w spokoju poczekać na rozwój sytuacji politycznej i małżeńskiej.

Nie do końca udało mi się polubić Martę i Maksa. Ich zachowanie jest zbyt infantylne jak na powagę podejmowanych przez nich kroków i widmo wojny. Są zbyt ufni przez co bez zastanowienia pchają się w niebezpieczne sytuacje i dziwią się, że dosięgają ich konsekwencje tych zachowań. Poza tym wszyscy bohaterowie bez mrugnięcia okiem, lekko przyjmują to, co przynosi im los. Nie buntują się, nie rozpaczają i nie pozostawiają miejsca na żadne domysły i chwilę zadumy dla czytelnika.

Powieść "Sopot 1939. Starcie wywiadów" z założenia miała być thrillerem retro. Dla mnie zabrakło typowego dla tego gatunku napięcia, poczucia niebezpieczeństwa, przerażenia i uścisku lodowego dreszczu na plecach. Zofia i Jan Puszkarow wykazali się pisarstwem zbyt zachowawczym i statecznym. Irytowało mnie również skłonność autorów do wybiegania w przyszłość i wyjaśniania w tekście, opisywania technicznych właściwości oraz szczegółowych informacji o używanych przez bohaterów sprzętów czy pojazdów. Myślę, że śmiało można było te opisy umieścić w przypisach.

"Sopot 1939. Stracie wywiadów." może spodobać się tym, którzy lubią książki w stylu retro, stylizowane na thriller, z wiernym odwzorowaniem realiów dawnych czasów i miejsc, w tym przypadku kurortu w Sopocie i emocji ludzi oczekujących na niebezpieczeństwo, kataklizm, wojnę.




Zofia i Jan Puszkarow "Sopot 1939. Starcie wywiadów", Psychoskok, Konin 2013




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Justyny reprezentującej wydawnictwo Psychoskok :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)



Czytaj dalej...

Poczucie winy

Jestem Gdynianką z urodzenia i zamiłowania. Akcja "Marynarki" Mirosława Tomaszewskiego rozgrywa się głównie w moim rodzinnym mieście i to ten czynnik zadecydował, że przyjęłam propozycję przeczytania i zrecenzowania tej książki. Na żadnym etapie lektury nie pożałowałam swojej decyzji.

W nocy z 31/1 stycznia 2005 r. do domu starszego, schorowanego fotografa zakrada się dwóch zamaskowanych mężczyzn. Poszukują koperty opisanej tajemniczym kodem ZO- 171270. Kiedy dostają ją w swoje ręce, bez skrupułów mordują pogodzonego z losem świadka.

Kilka miesięcy później Witek Skalski zleca redaktorowi naczelnemu "Dziennika Bałtyckiego" Janowi Badowskiemu napisanie książki o wydarzeniach rozgrywających się na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku.
Fabuła "Marynarki" składa się z kilku wątków prowadzonych jednocześnie. Poznajemy Karola Jarczewskiego, sześćdziesięcioletniego właściciela doskonale prosperującej firmy Karo Sp. Z o.o. jego córki Magdy i zięcia Witka. Przyglądamy się również zobojętniałemu na życie byłemu liderowi punkrockowego zespołu Amnezja, Adamowi "Smutnemu" oraz ambitnej dziennikarce Ninie Lewandowskiej. Na pierwszy rzut oka nic tych postaci nie łączy, a gdy przyjrzeć się bliżej ich działania determinuje jedno wydarzenie.

Mirosław Tomaszewski doskonale wybrał i scharakteryzował bohaterów swojej książki. Wszyscy, nawet ci występujący jednorazowo mają swoją rolę do odegrania i swój znaczący udział w kreowaniu każdego akapitu tej opowieści. Ogromnie podobało mi się, że ich charakterologia jest tak różnorodna, np. Karol jest bezwzględnym biznesmenem, rekinem w swoim zawodzie, ale jednocześnie jest w nim jakiś niepokój, zakłamanie i hipokryzja. Swoimi interesami i ludźmi rządzi twardą, bezkompromisową ręką, nie uznaje słabości, ustawia wszystkich według własnego widzimisię. Jego religijność w tym zestawie wypada bardzo sztucznie, ale dopiero w finale możemy odkryć prawdziwe znaczenie Boga w jego życiu.
Witek to karierowicz, który nie cofnie się przed niczym. Żeby zdobyć pozycję i finansową niezależność posunie się nawet do udawania miłości. Od razu można się domyśleć, że Karola i Witka nie łączy sympatia czy zaufanie.
Moje serce niemal od razu skradli Adam i Nina. "Smutny" to wrażliwy samotnik z krwawiącą raną w sercu. Żyje chwilą, nie troszczy się o przyszłość ani o zawieranie poprawnych relacji międzyludzkich. Adam boi się przyznać nawet przed sobą, jak wielkie szkody w jego życiu uczynił Grudzień' 70. Woli spychać wspomnienia w najciemniejsze rejony umysłu by uniknąć konfrontacji z rzeczywistością.
Nina to przebojowa trzydziestokilkulatka, która potrafi zadbać o własne interesy. Jest piekielnie inteligentna i wie kiedy gra jest warta świeczki i z determinacja dąży do wyznaczonego celu.
Ucieszyła mnie zatem relacja, która utworzyła się pomiędzy Adamem a Niną, która w żadnym razie nie była banalnym romansem a związkiem pełnym żaru, ognia, pasji i tajemnicy.

Jestem zaskoczona ale i zachwycona tym, jak Mirosław Tomaszewski wkomponował w fabułę książki treści znaczące dla Gdyni, Wybrzeża i jego mieszkańców. Bardzo rzetelne i wiarygodne połączenie historii najnowszej i współczesnego- tu i teraz. Autor zadbał szczególnie, żeby Grudzień' 70 nie był tylko pomnikiem czy tanim chwytem marketingowym. Pan Mirosław wiernie, z wrażliwością i odpowiednim balansem, bez idealizowania i rozgrzeszenia oddał barwy cierpienia, boleści, traumy i pozwolił by czytelnik zainteresował, zadumał nad masakrą robotników udających się do pracy w stoczni i porcie pewnego grudniowego poranka. Moim zdaniem ciągle mało się przypomina, wspomina, rozmawia o "Czarnym czwartku", a tragedię rodzin przyćmiła inna grudniowa rocznica...Coraz mniej młodych ludzi wie i interesuje się tym tematem. To smutne.

Należy pamiętać o historii zwłaszcza tej niedalekiej, szczególnie tej z regionu, w którym żyjemy bo to właśnie ona definiuje naszą tożsamość.

"Marynarka" to wyśmienita powieść, która trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony, a dzięki umiejętnie wplecionym retrospekcjom przybliża jedną z najokrutniejszych  zbrodni PRL- u.


I tak już całkiem na boku: cudownie było razem z bohaterami poruszać się znajomymi ulicami. Swojego czasu byłam częstym gościem na ulicy Buraczanej, mój kolega pracował w redakcji "Dziennika Bałtyckiego", pracowałam w banku na Wójta Radtkego, a na rondzie w Chwaszczynie "kręcę" się każdego dnia.



Chętnych zapraszam również na blog autora: kliknij tutaj



Mirosław Tomaszewski "Marynarka, W.A.B., Warszawa 2013





Książkę w postaci e- book' a miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości Pani Marii Tomaszewskiej i autora- Mirosława Tomaszewskiego :)) Bardzo dziękuję za okazane zaufanie :)


 Źródło zdjęć: rakow.com.pl, wikipedia
Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka