Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty

Premierowo: Pierwszy róg, Richard Schwartz // Gospoda zła


Dosyć powściągliwie podchodzę do wszystkich fenomenalnych powieści i bestsellerowych debiutów. Mam wrażenie, że czasami forma przerasta treść, a czas na lekturę został, delikatnie mówiąc, zmarnowany. Czy w przypadku tej książki powyższa teza się potwierdzi?

Pierwszy róg to powieść autorstwa Richarda Schwartza niemieckiego mechanika samochodowego, która powstała w przeciągu dwóch tygodni. Niemożliwe? I natychmiast stała się hitem na zachodnim rynku literatury fantasy. Poważnie? Wrodzona dociekliwość zmusiła mnie do przygody z książką.

Gospoda na przełęczy gór staje się schronieniem dla wędrowców przed gwałtowną zamiecią i burzą śnieżną. Przymusowe zamknięcie na niewielkiej przestrzeni staje się początkiem makabrycznych zbrodni, wynaturzenia i miejscem, gdzie skumulowało się wszelkie zło...

Bohaterami powieści są zarówno ludzie, jak i stworzenia posługujące się magią. Poznajemy na przykład rodzinę gospodarza, gdzie córki pracują w pocie czoła i dają ojcu pociechę w trudnej codzienności; chciwych kupców, którzy liczą na zyski i okazują pogardę wszystkim niższego stanu; żołnierzy, najemników, zbirów, którzy szukają okazji, by się wzbogacić, ale także piękne elfy, które posiadają wiedzę i potężną moc. Wszyscy spotykają się w odosobnionym zajeździe na przełęczy, gdzie dosięga ich burza śnieżna uniemożliwiająca dalszą podróż. Początkowo każdy pilnuje własnych spraw, ale z każdym dniem w zamknięciu, klaustrofobicznej, mrocznej atmosferze, na jaw wychodzą wszelkie niepożądane sprawki i prawdziwa twarz każdego z gości. Gospodarz i kupcy muszą pilnować swojego mienia, cnoty córek, żołnierze i przestępcy folgują swoim żądzom i nie baczą czy swoim zachowaniem wyrządzają komuś krzywdę. Elfy z kolei muszą bronić swojej prawdomówności i udowodnić, że nie mają złych zamiarów. Kiedy w bestialski sposób zostaje zabity jeden z parobków, powoli, acz sukcesywnie rozpętuje się piekło, apogeum, które krok po kroku odkrywa wszelkie tajemnice samego zajazdu, jak i wszystkich podróżnych. 

Richard Schwartz z wnikliwą dokładnością oddał charakter każdej postaci. Różnią się od siebie pod każdym względem, a jednocześnie tak perfekcyjnie się dopełniają. Autor rewelacyjnie odzwierciedlił mroczną, duszną, lepką od emocji atmosferę. Rodzi się znienacka i prowadzi do gorączki, która opętała całe towarzystwo. 
Już pierwsze rozdziały Pierwszego rogu dowodzą, że lektura będzie ciekawym przeżyciem, a każda kolejna strona tylko to potwierdza. Nie wiem jak Richardowi Schwartzowi się to udało i to zaledwie w przeciągu dwóch tygodni. Powieść jest dopracowana co do szczegółu, nie znajdziecie w niej żadnej przypadkowości oraz luźnych, niepotrzebnych i niepowiązanych wątków. Każdy temat, każda myśl idealnie zazębia się z kolejną tworząc autentyczną, spójną całość. Również język, którym posługują się bohaterowie, sprawia wrażenie autentycznego dialektu.
Pierwszy róg jest mroczny, przygnębiający, tajemniczy, a autor potrafi podkręcić ciekawość, tak że trudno jest odłożyć książkę. Barwne i plastyczne opisy sprawiają, że lektura staje się nie tylko ciekawa, ale i przyjemna i dla wyobraźni, i dla czytelniczego ducha.

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Pierwszy róg to fenomenalny debiut i jedna z lepszych fantasy, jakie w życiu czytałam. Richard Schwartz to prawdziwy diament i nadzwyczajny talent. Powieść jest pierwszym tomem serii Tajemnica Askiru i już czuję apetyt na kolejne części. Mam nadzieję jak najszybciej nasycić głów i rozkoszować się mistrzowskim tekstem. 

Spieszę rozwiać Wasze wątpliwości. Książka nie jest literaturą typową męską. Każdy miłośnik fantasy polubi historię opisaną w Pierwszym rogu i śmiem twierdzić, że pokocha ją na równi ze mną. 






Pierwszy róg, Richard Schwartz, tł. Agnieszka Hofmann, Wydawnictwo Initium, Kraków 2018 

Czytaj dalej...

Damnatus, Wojciech Karolak pod patronatem medialnym Aleksandrowych myśli

Z przyjemnością informuję, że blog Aleksandrowe myśli objął patronatem medialnym drugą książkę pióra Wojciecha Karolaka „Damnatus”. Jest to kontynuacja „Kirkhammera” (moja opinia), która zaskoczyła mnie i wciągnęła w swój mroczny świat fantasy. 




Tak o książce pisze wydawca:

Kylven Kirkhammer powraca, aby jeszcze raz dobyć  swych mieczy. Potężniejszy niż kiedykolwiek, ale zarazem jeszcze bardziej niezrównoważony i nieprzewidywalny, bohater staje w obronie harmonii Wszechświata. Jednocześnie stara się odwrócić swój los, przypieczętowany przez niecodzienny sojusz z legionem upiorów. Tymczasem przekonana o śmieci ukochanego, Jemiba Tempestkin , usiłuje stworzyć nową organizację działającą w obronie ludzkości, mającą zastąpić upadły Kościół. Konflikt pomiędzy dwójką kochanków wydaje się być nieunikniony... Kto zwycięży? Równowaga, ostrzami Kirkhammera? Ludzkość, pod przywództwem Jemiby? Odrodzeni Opiekunowie, planujący zemstę w swoich niedostępnych schronieniach? Czy w tej walce w ogóle możliwe jest zwycięstwo? 



Kto jest zainteresowany książką? 

 

Czytaj dalej...

Niedługo koniec konkursu!



Wielkimi krokami zbliża się ostateczny termin nadsyłania prac na konkurs związany z antologią Fantazmaty – 1 października 2017.

Zachęcamy do nadsyłania niepublikowanych wcześniej prac o tematyce fantastycznej, których długość nie przekracza 40 000 znaków ze spacjami. Przypominamy także, że zwycięskie prace zostaną włączone do antologii, która następnie zostanie wydana w formie darmowego e-booka.

Gotowe teksty należy przesłać na konkurs@fantazmaty.pl

Dodatkowe informacje można znaleźć na:stronie fantazmaty.pl oraz na www.facebook.com/fantazmaty


Czytaj dalej...

Co zdarzyło się w Lake Falls, Artur K. Dormann // Śmiertelny pakt


Miałam ochotę na mocniejszą lekturę, która zjeży włos na karku i przyprawi o gęsią skórkę. „Co zdarzyło się w Lake Falls” zapowiadało właśnie taką lekturę. Tajemnicza okładka, małe, hermetyczne miasteczko i tajemniczy mężczyzna, który proponuje pomoc, której cena może okazać się bardzo wysoka.
Czytaj dalej...

Rzeczpost-Apokaliptyczna Polska, Adam Magdoń



Z każdym dniem, z każdą chwilą świat, który tak dobrze znamy i kochamy, chyli się ku upadkowi. Degradacja środowiska naturalnego, szalejące i budzące coraz większy strach i groźbę zjawiska astronomiczne, podejrzane eksperymenty, terroryzm, coraz śmielsze ataki zbrojne prowadzą tylko w jednym kierunku. Adam Magdoń doskonale wykorzystał te obserwacje i stworzył powieść, która,  mimo iż jest fikcją literacką, wydaje się być bardzo prawdopodobna.

Trzecia wojna światowa, która przetoczyła się po całej kuli ziemskiej, totalnie ją zdewastowała. Broń jądrowa, biologiczna i jej skutki zmusiły ludzi do kompletnego przeorganizowania swojego życia  zarówno tego osobistego, jak i społecznego. Państwa, które przetrwały kataklizm, pozamykały swoje podwoje ogromnymi murami chroniącymi przed promieniowaniem jądrowym i zmutowanymi zwierzętami. Niestety, wojna zrujnowała gospodarkę, co doprowadziło do jawnego wyzysku, potwornego głodu, okrutnej nędzy. Ludzie zostali podzieleni na kasty, które dzieli drastyczna przepaść. Bogaci i biedni pragną przeżyć, co prowadzi do upadku moralności i korupcji. Na granicy dobra i zła stoi specjalny oddział policji- Kaci. Jednak czy rzeczywiście stoją na straży prawa, czy są narzędziem w rękach cynicznych polityków?

Świat przedstawiony przez Adama Magdoń budzi grozę. Przeludnienie, twarde prawo, które nie daje możliwości obrony, powszechny głód i upadek człowieczeństwa. Ludzie, aby przetrwać, przeżyć są zdolni do wszystkiego, a o co dobre, prawe, sprawiedliwe to bajki z dawnych czasów, o których nikt nie chce słuchać. Kradzieże, kupczenie własnym ciałem, korupcja, zbrodnia są na porządku dziennym i- co gorsza- przymyka się na to oko. Chyba że staną się przyczyną zagrażającą własnym interesom, wtedy staje się narzędziem zemsty i satysfakcji.

Na tak okrutnej kanwie wyróżniają się dwie grupy, które tylko pozornie stoją po przeciwnych stronach barykady. Księżniczka to największy mafijny boss. Trzęsie całym Nowym Krakowem, a zbrodniarze i politycy jedzą jej z ręki. Niczego się nie boi, bo jej siatka koneksji i zależności jest doskonale rozwinięta i zatacza szerokie kręgi. W opozycji do niej trwają Kaci zwani Zbirami Drwala. Stoją na czele prawa i porządku. Wykonują wyroki śmierci, które zapadają w minutę, bez sądów, bez obrony. Ścieżki obu grup przecinają się i przemieniają w otwartą wojnę pomiędzy dobrem a złem. Trudno tylko opowiedzieć się po jednej ze stron, bo każda ma swoje racje i popełnia poważne błędy.

Początkiem konfliktu staje się groźny narkotyk, wyprodukowany przez gang Księżniczki, który mutuje geny i zmienia w niebezpieczną istotę łaknącą krwi, doprowadzającą do zbrodni. Mieszkańcy Nowego Krakowa, a potem całego państwa stoją w obliczu zagrożenia, przed którym nie mogą się uchronić. Skorumpowana władza nie daje nadziei na obronę. Kaci mają niewiele czasu, by znaleźć winowajczynię i zburzyć jej chytry plan. 

Jak wspomniałam wcześniej trudno opowiedzieć się po jednej ze stron. Owszem, Księżniczka wykorzystuje swoją władzę i pozycję, żeby zniszczyć obecną rzeczywistość. Przyświeca jej jednak cel, który po poznaniu całkowicie zmienia podejście do tej bohaterki. Jej okrucieństwo, pewność siebie odrzuca, ale przeszłość, traumatyczne doświadczenia, pozwalają choć odrobinę zrozumieć podejmowane decyzje. Również członkowie Zbirów Drwala nie są jednoznacznymi bohaterami. Służą społeczeństwu, to prawda. Wykonują swoją pracę, racja... Ale... Motywy skłaniające ich do tej pracy nie zawsze są chwalebne, a ślepe wykonywanie rozkazów, brak jakiegokolwiek zawahania się podczas zabijania ludzi, dają do myślenia. 
Księżniczka i jej podopieczne oraz Kaci to postaci spójne, a ich zachowania konsekwentne. Dobrze odzwierciedlają  zamysł autora i oczekiwania czytelnika. Miałam jedynie problem z Rookie. Kobieta jest policjantką. Poukładana, spokojna, zdecydowana przez większość książki. Potem następuje taka scena, która zaczyna przeczyć całej jej dotychczasowej postawy, a mnie osobiście wkurzyła. Pod wpływem jednej opowieści zmienia całe swoje nastawienie, sposób myślenia, a nawet orientację seksualną. Moim zdaniem to trochę przekombinowane. 

Co do samej powieści, to jestem autentycznie pozytywnie zaskoczona. Tematyka bardzo na czasie i w sumie nie odbiega mocno od rzeczywistości, a konkretnie jest konsekwencją teraźniejszych decyzji i postępowania. Broń jądrowa, biologiczna i coraz poważniejsze konflikty mogą doprowadzić do kolejnej wojny. Tym razem może zupełnie wyniszczyć planetę, a co za tym idzie człowieczeństwo, a wreszcie ludzkość. Genetyczne modyfikacje żywności, zaawansowane eksperymenty dotyczące także narkotyków to już nie epizody, a zmasowana praktyka mogąca doprowadzić do tragedii na skalę światową. 
Adam Magoń z wprawnie prowadzi fabułę. Czytelnik z ciekawością śledzi akcję, która jest dynamiczna i bardzo brutalna. Osobom delikatnym odradzam lekturę książki. Na niemal każdej stronie czytamy o okrucieństwie zarówno wobec mężczyzn, kobiet i dzieci. Opisy gwałtów, zbrodni są szczegółowe i pobudzają wyobraźnię. Język także jest dosadny i soczysty przepełniony wulgaryzmami.
Mogłabym się tylko przyczepić do zbyt drobiazgowych opisów scen, w moim odczuciu nic nieznaczących. Pomijając je, powieść na niczym by nie straciła, ale jej objętość mogłaby być przyjemniejsza. 

„Rzeczpost- Apokaliptyczna Polska” to mocna, odważna książka o przyszłości, która może być bliżej, niż nam się wydaje. Zemsta, intryga, przemoc to metody służące przetrwaniu w cynicznym i brutalnym świecie, ale i droga do odnalezienia siebie i jasno określenia swojego miejsca. 

Polecam, zwłaszcza fanom gatunku. Kawał dobrej lektury.









„Rzeczpost- Apokaliptyczna Polska” Adam Magdoń, wydawnictwo AlterNatywne, Poznań 2017 






Czytaj dalej...

Zatrzymać gwiazdy, Katie Khan


Miłość to uczucie, dla którego warto jest podjąć ryzyko i walczyć o szczęście. Przykłady z literatury pokazują, że wiele par musiało zmagać się z trudnościami, żeby spełnić marzenia o byciu razem. Przeciwności losu, nieporozumienia, odgórne zakazy rządzących, społeczności, rodziny, bliskich to tylko przeszkody, a pokonanie ich to początek na drodze do spełnienia. 

Debiutująca Katie Khan sięgnęła po dość znany wątek zakazanej miłości. Osadzenie go w przyszłości, w dość kontrowersyjnej sytuacji, kiedy to zakazuje się młodym tego uczucia, tylko i ze względu na ich wiek, to odważne i ryzykowne posunięcie.

W niedalekiej przyszłości świat podnosi się po wyniszczającej, brutalnej, okrutnej wojnie. Ziemia jest na tyle zdewastowana, że ratunku zaczynają szukać w przestrzeni kosmicznej. Przedstawiciele, którzy rządzą Europią, trzymają społeczeństwo twardą ręką. Kontynent podzielony jest na kilkanaście Palatynatów. Mieszkańcy Europii są zmuszeni do ciągłej Rotacji. Co trzy lata zmieniają miejsce zamieszkania.  Nie wpływa to zawieraniom związków, które są zakazane, dopóki nie zostanie osiągnięty odpowiedni wiek, pozycja, kariera. Carys i Max sprzeciwiają się tej regule. Ich miłość jest na tyle silna i trwała, że chcieliby razem dzielić życie. Przedstawiciele zgadzają się pewien eksperyment. Chcą sprawdzić ich relacje w ekstremalnej sytuacji. Wysyłają ich w kosmos. 

Wszystko poszło po myśli Carys i Maxa. Szczęśliwi wyruszają na podbój kosmicznej przestrzeni. Niestety awaria statku komplikuje ich los. Zawieszeni w kosmicznej próżni, z zapasem tlenu na około godzinę, wspominają swoje życie na ziemi i początki swojego zauroczenia. 

„Życie byłoby nic niewarte, gdyby nie groźba śmierci.”

Przyszłość wykreowana przez Katie Khan nie wygląda optymistycznie i kolorowo. Konflikt zbrojny, zdewastowana planeta i ludzie żyjący w trosce tylko o swoją karierę i rozwój. Nie ma czasu na uczucia czy to partnerskie, czy macierzyńskie. Nikt nie sprzeciwia się takiej kolei losu i bezwolnie wypełniają powierzone zadania. Raz na trzy lata porzucają wszystko i przenoszą się w zupełnie obce miejsce, pośród obcych ludzi. Owszem zawierają znajomości, nawet przyjaźnie, ale jak je pielęgnować, kiedy nie ma się na nic czasu? Nauka, praca, kariera są najważniejsze. 
Carys i Max zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Początkowo próbują żyć jak zawsze, jak wszyscy, ale ich uczucie sprawia, że mogą myśleć tylko o sobie. Ich związek, choć w ukryciu trwa kilka lat. Przeżywają nie jedną chwilę radości czy smutku, a nawet tragedii. Nawet Rotacja nie przerwała tej relacji. Dlatego postanowili spróbować zmienić Regułę Par, ustanowioną zaraz po ukończonej wojnie. Ich decyzja nie jest przyjmowana ze zrozumieniem ani u przyjaciół, ani u rodziny. Na szczęście udaje im się przekonać Przedstawicieli, ale nie spodziewają się takiej reakcji i takiego zadania. Czy los z nich zakpił, czy dał szansę na szczęście?

Historię Carys i Maxa poznajemy naprzemiennie, na ziemi i z przestrzeni kosmicznej. Pierwsza toczy się powoli, niepewnie, z nutą ekscytacji i burzą motyli w brzuchu tak jak rozwijające się między nimi uczucie. Druga jest niepewna, tragiczna i umyka pomiędzy palcami, jak ich życie przeliczone na minuty i dostęp do tlenu. 
Autorka umiejętnie dozuje informacje i z wprawą przeskakuje pomiędzy opowieściami, by wzmagać ciekawość czytelnika. Wytrwale bawi się naszymi emocjami i nie pozwala odłożyć książki przed jej ukończeniem. I tu kolejna niespodzianka. Katie Khan stworzyła trzy alternatywne zakończenia. Myślę, że każdy poczuje się ukontentowany i zadowolony. Choć powiem szczerze, że trudno byłoby mi się zdecydować, który finał najbardziej przypadł mi do gustu. 

„Zatrzymać gwiazdy” to powieść, w której miłość przedstawiona jest jako dobro luksusowe, które nie każdy jest godzien przeżywać i doświadczyć. Młodzi bohaterowie udowadniają, że nie wiek się liczy, nie pozycja i kariera, by kochać, być kochanym, być szczęśliwym. Miłość to uczucie, które pojawia się nagle, które nie wybiera. Miłość dostarcza takich przeżyć, które starczą na całe lata, całe życie.

„Na nasze życie po śmierci składa się to, co zostaje po nas w innych ludziach.”









„Zatrzymać gwiazdy” Katie Khan, tł. Katarzyna Karłowska, Zysk i s- ka, Poznań 2017







Czytaj dalej...

Pierworodna, Tosca Lee


Nie musiałam długo czekać na kontynuację „Potomków” Tosca Lee (tutaj znajdziecie moją opinię). Książka skończyła się zaskakująco i w przełomowym momencie. Szybko zabrałam się za lekturę, bo byłam ciekawa, jak potoczyły się dalsze losy bohaterów. 

Audra i Luka są małżeństwem i mają córeczkę Evę. Potomkini już wie, dlaczego z takim zapałem walczy z Historyczką i Łowcami, którzy ścigają ją z niezłomnością i zapalczywością. Żeby raz na zawsze rozprawić się z wrogiem, musi powziąć zdecydowane działania. Co oznacza, że zaryzykuje życie, by zapobiec dalszemu rozlewowi krwi. 

Tosca Lee nie dała odetchnąć czytelnikowi. Piętrzy, kumuluje intrygi, wysyła w podróż po całej Europie, organizuje pościgi lądowe czy powietrzne. Sytuacje, wydarzenia stawiane przed bohaterami, zmieniają się jak w kalejdoskopie. Sami zaczynają się gubić, komu mogą zaufać, kto jest ich sprzymierzeńcem. Na szczęście wierne grono przyjaciół wspomaga ich nierównej walce, w której nie chodzi już tylko o zemstę, ale o wpływy, koneksje, pieniądze, władzę. 

Audra, Luka, Błazen, Clare, Rolan muszą wykazać się niebywałą odwagą, żeby ich plan miał szansę powodzenia. Będą działać poza prawem, w ukryciu, z całkowitym pominięciem zasad moralnych i sumienia. Nie mogą się cofnąć, zawahać. Co prawda ulegają pokusom i w trakcie gry zmieniają jej zasady, ale nie poddają się. Wiedzą, że muszą chronić nie tylko swoje życie, życie innych potomków zaszczutych, wygnanych w podziemia. Muszą przede wszystkim zadbać o bezpieczeństwo swojej córki, by nie stała się kartą przetargową i żeby miała zapewnioną spokojną przyszłość. 
Dziedzice z Historykiem na czele nie mają litości i zrobią wszystko, żeby wygrać. 

Przez całą powieść na równi z Audrą i Luką próbowałam dociec, kto dowodzi zastępami wroga i dlaczego jest taki bezwzględny. Nie udało mi się znaleźć odpowiedzi. Rozwiązanie, które zaproponowała Tosca Lee, jest dobrze przemyślane, ale tworzy kolejne pytania, na które już chyba nie poznamy odpowiedzi. 

„Pierworodna” to bardzo udana kontynuacja. Tempo akcji zostało zachowane, a nawet przyspiesza i stwarza wiele zamieszania. Bohaterowie także zaskakują na każdym kroku i pokazują swoje bardzo odmienne oblicza. Zagadka, intryga, na której opiera się powieść, staje się jeszcze bardziej zawiła i nieodgadniona. Prawda okazuje być mniej spektakularna, niż sugerowały wszystkie zdarzenia, ale za to bardzo prawdopodobna i taka ludzka. 

Jeżeli lubicie historie z solidną dawką sensacji, to polecam Potomków i Pierworodną :)










„Pierworodna” Tosca Lee, tł. Anna Anna Bereta- Jankowska, wydawnictwo IUVI, Kraków 2017





Czytaj dalej...

Wszystko się stało, Joanna Mucha


Po tę książkę sięgnęłam z kilku powodów. Pierwszy najważniejszy, bardzo lubię ten gatunek. Dystopia, postapokaliptyczna wizja świata, która nie wróży przyszłości niczego dobrego. Drugim powodem jest znane z politycznej areny nazwisko. Joannę Muchę zna chyba każdy. Posłanka na Sejm, Minister Sportu i Turystyki. Trzecim powodem jest zaskakujące połączenie pierwszego i drugiego oraz ciekawość czy książka i autor mają coś do zaproponowania, czy to tani chwyt marketingowy mający nakręcać sprzedaż. Wy też jesteście tego ciekawi? 

Anna jest czterdziestopięcioletnią rozwódką, matką dwóch pełnoletnich synów i zastępcą burmistrza w niewielkim miasteczku. Żyje normalnie, spokojnie, jak inni, do czasu katastrofy. Po niej już nic nie jest takie samo. Ludzie stracili zdrowy rozsądek, swoje umiejętności, zdobycze kultury i nauki. Zaczęli żyć zgodnie z naturą, pierwotnymi instynktami, bez sumienia, wiary, miłości. Jedynie kilkoro zachowało świadomość, w tym Anna. Czy uda jej się przetrwać w nowym drapieżnym, niebezpiecznym świecie? 

Nie zdajemy sobie sprawy, że w zagrożeniu jakiejkolwiek katastrofy, która zmusiłaby ludzi do życia bez prądu, bez maszyn, bez technologii, do których zdążyli się przyzwyczaić, ludzkość czeka zagłada i powolne konanie w bólu i strachu. Anna typowa mieszczanka nie potrafi uprawiać roli, nie wie, jak i kiedy sadzić warzywa, jak przechowywać jedzenie, a w szczególności mięso bez użycia lodówki. A niestety nowy świat stawia przed nią takie wymagania. Cała żywność, którą udało jej się zebrać, w końcu straci ważność, zepsuje się i nie będzie zdatna do użytku. Co wtedy? Jak przeżyć? Nie ma już rolników, młynów, fabryk. Zastąpili ich zwarte grupy ludzi, którzy stracili świadomość, których zdominował instynkt, przemoc. Walczą między sobą o przywództwo, o jedzenie. Kopulują bez skrępowania, bez moralności, jedynie po to, by zapewnić genom przetrwanie, nie rozumiejąc po co, dlaczego? 
W swojej samotności i nieszczęściu pamięci Anna spotyka Teresę. We dwie stawiają czoło okrutnemu losowi. Żyją w opuszczonym gospodarstwie, ciężko pracują ręka w rękę, aż dochodzi do kolejnego nieszczęścia. Teresa umiera, a Anna pozostawiona sama sobie wspomina życie przed katastrofą i próbuje zrozumieć cel swojego istnienia. 

Akcję książki poznajemy z kilku perspektyw, przed katastrofą, po katastrofie i świat widziany oczami Anny, Teresy i jeszcze kilku bohaterów. Ich rzeczywistość jest brutalna. Proste życie opisane jeszcze prostszymi słowami, przez co bez przeszkód trafiającymi w tryby naszego umysłu. Nie sposób nie zgodzić się z tezami stawianymi przez Annę. Podważanie solidarności, sprawiedliwości i prawości współczesnego człowieka, który odrzuca wiarę, wychowanie, zasady moralne na rzecz mamony,  nieodwracalnie zmienia świat i prowadzi go do zguby.
Postapokaliptyczna wizja niedalekiej przyszłości Joanny Muchy nasiąknięta jest bólem, cierpieniem, samotnością i niestety przemocą, która zatacza coraz większe kręgi. Śmierć już nie jest straszna, bardziej przerażająca jest codzienna przemoc fizyczna, psychiczna, seksualna, od której trudno się odciąć, zapomnieć. Najgorsze, że staje się częścią życia, coraz bardziej akceptowalną. Resztki ludzkiej godności są chowane głęboko w siebie w imię przetrwania. 

Jak już wcześniej pisałam, język powieści jest prosty, a użyte wulgaryzmy, potoczność wypowiedzi podkreślają brutalizm i grozę sytuacji. Akcja powieści jest dość płynna, a egzystencjalne rozważania na temat ludzkiej natury, moralności, człowieczeństwa w żadnym stopniu jej nie spowalniają. Dają natomiast wytchnienie od scen jeżących włos na głowie, przesiąkniętych okrucieństwem, gwałtem, pierwotną siłą miażdżącą okruchy dobroci.
Zakończenie powaliło mnie na kolana. Nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji. Chociaż w czasie kiedy człowiek przestał się liczyć, a rządzi instynkt i chęć przetrwania za wszelką cenę, mogłam się na to nastawić.
Zabrakło mi jedynie informacji o samej katastrofie. Co tak naprawdę się wydarzyło. Odrobinę w niej również chaosu, co można zwalić na karb debiutu. Jednak nie wpływa, nie umniejsza przekazu, wartości powieści.

„Wszystko się stało” należy do tych książek, które pozytywnie mnie zaskoczyły. Nie spodziewałam się niczego wielkiego, a otrzymałam historię, która czy chcesz, czy nie zmusza do myślenia. Tym bardziej że spostrzeżenia, obrazy w niej zawarte są tak trafne, tak bliskie temu, co dzieje się wokół nas. Po prostu strach się bać...











„Wszystko się stało” Joanna Mucha, W.A.B., Warszawa 2017




Czytaj dalej...

Kirkhammer, Wojciech Karolak *Patronat*



Do propozycji wydawnictwa o recenzję książki „Kirkhammer” Wojciecha Karolaka podeszłam dość sceptycznie. Owszem lubię fantastykę, ale obawiałam się, że ta będzie zbyt ciężka i skierowana bardziej w kierunku mężczyzn niż kobiet. O! Jakżeż się myliłam. Wystarczyło pierwszych kilka rozdziałów, bym całkowicie dała się pochłonąć akcji.

Tytułowy Kirkhammer jest najlepszym wojownikiem elitarnej organizacji, zwanej Kościołem, a która specjalizuje się w zabijaniu potworów uprzykrzających życie ludzi. Jednocześnie zmaga się z demonami przeszłości, tajemniczą śmiecią rodziców, niespełnioną miłością i skłonnością do nałogów. Zemsta napędza go do działania, a śmierć bliskiego kompana wyzwala w nim ogromne pokłady emocji i... coś jeszcze. To staje się powodem szczególnej i bardzo niebezpiecznej misji, która nieodwracalnie zmienia jego życie.

Od samego początku Kirkhammer zdobył moją sympatię. Lubię bohaterów, którzy z odwagą przyjmują swój los i nie boją się przyznać do słabości. Postać stworzona przez Karolaka to jeszcze dzieciak, dwudziestotrzyletni chłopak, który testuje życie, którego nie powstrzymują zakazy i granice. Prowadzi to do wielu sytuacji, w których śmierć to najłatwiejsze rozwiązanie. Alkohol, narkotyki, nowoczesne używki wspomagające koncentrację, siłę to jego metody na radzenie sobie z żałobą, utratą ukochanej ale i gotowość na służbę ludzkości w walce z potworami. Owszem Kirhammer to momentami arogancki bufon ulegający sadystycznym skłonnościom, któremu przydałby sie porządny kop w tyłek, ale to także zagubiony człowiek przygnieciony ciężarem strat. To co mnie w nim ujmuje to niezatarte poczucie humoru i riposta, którą szafuje bez ograniczeń ale z celnym skutkiem. Nie tylko Kirhammer udał się autorowi. Reszta postaci to doborowi kompanii, dla których przyjaźń , lojalność to najważniejsze wartości, a przeciwnicy są pełni tajemnic oraz potworności w charakterze i aparycji.

Akcja powieści jest naszpikowana zwrotami, które mogą powodować zawrót głowy. Wojciech Karolak nie raz, nie dwa zaskoczył mnie tak, że musiałam odłożyć lekturę, uspokoić serce i odpowiedzieć sobie na pytania: No, ale jak to? To naprawdę się zdarzyło? Czy On naprawdę to zrobił? A to lubię. Niejednoznaczność i świat wywrócony do góry nogami. Mogłam już tylko śledzić los bohaterów i z pokorą, a także przyjemnością przyjmować to, co zaserwował mi autor.

„Kirkhammer” to powieść fantasy, w której przewijają się baśniowe przepowiednie, magowie, ciemne moce, potwory rodem z koszmarów i odwieczna walka dobra ze złem. Od tego wszystko się zaczyna, od równowagi, która musi być zachowana w każdej dzidzinie. Zachwianie przynosi nieoczekiwane zdarzenia, które wydobywają z ludzi cechy, którymi mogą się szczycić, ale również wstydzić tak bardzo, że pozostaje jedynie gniew i przemoc. Wojciech Karolak nie szczędzi nam krwi, wnętrzoności, trupów, pogardy dla życia i bestialskich zbrodni. Dla równowagi pozwala swoim bohaterom ulec miłości, pożądaniu, zawierać przyjaźnie i zaufać wartościom wpajanym przez wychowanie.

„Kirhammer” to zaskakująca książka. Podnosi poziom adrenaliny i zmusza na niecierpliwe oczekiwanie na więcej.





„Kirkhammer” Wojciech Karolak, Wydawnictwo Witanet 2017




Czytaj dalej...

Piętno Pielgrzyma. Zbuntowani, Janusz Lasgórski



Przede mną trudne zadanie. Do napisania tej opinii podchodzę jak pies do jeża i trwa to już kilkanaście dni... A i tak mam w głowie pustkę, w sercu strach... Jak mówi klasyk, twardym trzeba być, a nie miętkim... ;)
Czytaj dalej...

Patronat Aleksandrowych myśli: Kirkhammer, Wojciech Karolak

Z ogromną przyjemnością chciałabym Was poinformować, że blog Aleksandrowe myśli objął patronatem medialnym książkę Wojciecha Karolaka „Kirkhammer”  ♥ Jest to powieść z gatunku fantasy z wyrazistym bohaterem, którego bardzo łatwo polubić i z uwagą śledzić jego przygody :D



Z uwagą śledźcie najbliższe posty bo szykuje się recenzja i konkursy, w którym do wygrania będzie powyższa książka. Już teraz gorąco Wam polecam :D



Czytaj dalej...

Tysiąc pięter, Katharine McGee #5



Sekrety, tajemnice sprawiają, że życie z jednej strony, staje się ciekawe, ale z drugiej dają możliwość manipulacji i niosą spore niebezpieczeństwo poważnych strat, bólu i cierpienia. 

Głównymi bohaterkami powieści są cztery nastoletnie dziewczyny: Avery, Leda, Eris i Rylin. (Mieliście okazję poznać je w poprzednich wpisach ☺) Żyją w niedalekiej przyszłości, w tysiąc piętrowej Wieży, która definiuje ich pozycję, prestiż, bogactwo. Na każdej z kondygnacji rozgrywają się radości i dramaty rozstrzygające o przyszłości, charakterze każdej z postaci. 

Rodzina Avery jest najbogatsza, a co za tym idzie najbardziej wpływowa. Mogli pozwolić sobie na ingerencję genetyczną. W taki sposób narodziła się dziewczynka idealna pod każdym względem. Jednak Avery nie może spełnić swojego największego marzenia. Szczerze kocha, podziwia swojego przyrodniego brata i to miłością romantyczną, która nie ma prawa się ziścić. Leda pochodzi z mniej szacownej rodziny, ale przyjaźń łącząca ją z Avery zaciera wszelkie granice. Łączy je również uczucie do Atlasa, o czym nie wiedzą i nie chcą zauważyć. Równie ta miłość nie jest spełniona i prowadzi do uzależnień, z których trudno się wyleczyć, otrząsnąć, zapomnieć.
Na pierwszy rzut oka Eris jest okropną snobką. Przy bliższym poznaniu okazuje się najbardziej szczerą dziewczyną w Wieży. Jej status gwałtownie się zmienia i musi opuścić wygodne życie, co pozwala jej znaleźć nowe ścieżki, nowe doznania i nowe przyjaźnie. Rylin zmaga się z niedoborem pieniędzy. Codziennie walczy o godziwe warunki życia dla siebie i siostry, którą opiekuje się po śmierci mamy. 

Dziewczyny są różne. Spokojne, wyważone, romantyczne, albo odwrotnie pełne wigoru, chęci smakowania życia, gotowe na nowe wyzwania. Dzielą je granice sztywno wyznaczane przez Wieżę, ale łączą tajemnice, które na zawsze zmienią ich plany i marzenia. Okazuje się również, że ich sekrety stają się narzędziem manipulacji, początkowo o niewielkim rażeniu, ale rosnącą z każdą godziną. 

„Tysiąc pięter” to debiut literacki Katharine McGee. Uważam, że bardzo udany. Powieść od początku pobudza ciekawość, akcja rozkręca się miarowo, a poznawane sekrety jeszcze bardziej ją nakręcają. Autorka z niespodziewaną wprawą zwodzi czytelnika i prowokuje sytuacje, które zmuszają do refleksji. Już sam pomysł na tysiąc piętrową Wieżę, która zamiast łączyć, dzieli ludność na bogatych i biednych, zyskał w moich oczach literacką aprobatę. Z takiej tezy można zbudować nietuzinkową historię, w której objawi się cały ludzki arsenał emocji i charakterów. Katharine McGee udała się ta sztuka. Pokazała nam bohaterów, którym bogactwo nie uderzyło do głowy, którzy pozostali ludzcy, empatyczni, sympatyczni. Bieda z kolei może prowadzić do wyborów trudnych do zaakceptowania moralnie, ale ze zrozumiałych względów jesteśmy w stanie je zrozumieć i nie potępiać jednoznacznie, kategorycznie.
Wątek miłosny, choć ważny, nie jest nachalny. Staje się bardziej, po pierwsze powodem dla etycznych rozważań, po drugie trampoliną dla rozwoju akcji, która nie ukrywam nabiera rumieńców. 

Każdy z rozdziałów dotyczy jednego z bohaterów. Dzięki temu zabiegowi możemy poznać ich lepiej, dokładniej. Obserwujemy towarzyszące im emocje, wpływ na podejmowane decyzje i jej skutki. Pozwala także obdarzyć sympatią, ocenić zachowania i postawy w konkretnych sytuacjach lub skonfrontować sporne zdarzenia. 

„Tysiąc pięter” to powieść godna uwagi. Interesująca, intrygująca, wciągająca. Umożliwia zajrzenie w przyszłość i sprawdzić w jaką stronę rozwija się ówcześnie dostępna technologia. U  Katharine McGee zmierza w bardzo niebezpieczną stronę, dającą możliwość inwigilacji, manipulacji, podziałów sprzyjających nienawiści, rasizmowi, nietolerancji. Co być może uświadomi czytelnikowi zagrożenia, ryzyko i uzbroi w potrzebną wiedzę by w każdym momencie życia pozostać człowiekiem.







„Tysiąc pięter” Katharine McGee, tł. Mariusz Gądek, Otwarte, Kraków 2017






Czytaj dalej...

Tysiąc pięter, Katharine McGee #4

Cześć.

Mam na imię Rylin. Mieszkam na 32 piętrze Wieży. Dobrze kojarzycie, otacza mnie bieda i brak perspektyw. Od śmierci mamy opiekuję się młodszą siostrą. Muszę być odpowiedzialna, samodzielna i nie dać się przyłapać na żadnym głupstwie. Mam problemy finansowe, grozi mi eksmisja. Na szczęście udało mi się podłapać niezłą fuchę. Sprzątam u jednego z bogaczy na szczycie Wieży. Chyba mu się podobam... A może on próbuje zabawić się moim kosztem? Nie szkodzi, może romans to dobry sposób na moje problemy... Jak myślicie? 



Czytaj dalej...

Tysiąc pięter, Katharine McGee #3

Halo!

Tu Eris. Zakupy, ploteczki, chłopcy, imprezy i słodkie lenistwo. Tak spędzam niemal każdy dzień. Pewnie myślicie, że jestem pustą lalą i snobką, a ja po prostu nie lubię przeciętności. Jednak kilka dni temu wydarzyła się prawdziwa katastrofa. Rozwód rodziców i przeprowadzka na 103 piętro Wieży... Ale widzę szansę na poprawę swojego statusu. Pieniądze i prezenty od ojca Ledy pomogą odzyskać należne mi miejsce. Jak wysoka będzie za to cena? Nic mnie to nie obchodzi...



Czytaj dalej...

Tysiąc pięter, Katharine McGee #2

Witajcie.

Jestem Leda. Nie lubię opowiadać o sobie więc będzie krótko i konkretnie. Jestem najlepszą przyjaciółką Avery, ale tak naprawdę interesuje mnie wyłącznie Atlas. To dla niego, dla jednego spojrzenia, uśmiechu, słowa znoszę towarzystwo moich rówieśników. Niestety. Atlas wykorzystał mnie i porzucił, a ja topię żal oraz upokorzenie w alkoholu i narkotykach. Właśnie wróciłam z kolejnego odwyku, ale ciiiiii... To mój największy sekret...






Czytaj dalej...

Tysiąc pięter, Katharine McGee #1

Cześć,

Mam na imię Avery i mam 17 lat. Mieszkam na tysięcznym piętrze nowojorskiej Wieży, co znaczy że moja rodzina jest najbogatsza, najbardziej wpływowa, najbardziej popularna. Nie jestem zwykłą nastolatką. Jestem idealna pod każdym względem. Mam doskonałą cerę, figurę, włosy, oczy. Jestem inteligentna, bystra i mam wszelkie powody sądzić, że nie tylko pieniądze, ale moja aparycja i osobowość pozwoli mi osiągnąć w przyszłości sukces. Mam wielu przyjaciół, a każdy chłopiec kocha się we mnie... Urządzam najlepsze imprezy i każdy, kto chce się liczyć w elitarnym środowisku, musi choć raz się ze mną pokazać. Nie, nie jestem  zarozumiała i przemądrzała. Technologia inżynierii genetycznej pozwoliła moim rodzicom uchwycić w zarodku wszystkie swoje najlepsze cechy. Tak powstałam. Z zimnej, wyrachowanej kalkulacji... Ale nie wszystko idzie gładko i jak po sznurku. Moje życie uczuciowe to jedna wielka katastrofa. Kocham swojego przyrodniego brata Atlasa i wiem, że nigdy nie będziemy mogli być razem... Cała reszta nie ma dla mnie znaczenia... 





Czytaj dalej...

Diabolika, S.J. Kincaid

Życie jest tym, co mamy najcenniejsze. W dobie wzrastającej agresji, coraz to częstszych ataków terrorystycznych i coraz gwałtowniejszych, dotkliwszych anomalii pogodowych, ochrona naszego jestestwa staje się konieczna, staje się celem samym w sobie. I właśnie ten motyw wybrała S.J. Kincaid w swojej powieści „Diabolika”. Czy udało jej się uchwycić prawdę o człowieczeństwie i przekazać wartości, którymi warto się kierować każdego dnia?
Czytaj dalej...

Potomkowie, Tosca Lee

Elżbieta Batory to postać szalenie kontrowersyjna, a jej życie pełne tragedii, bestialstwa, sadyzmu. Dlatego nie dziwię się, że pobudza wyobraźnię i jest bohaterką bądź inspiracją wielu dzieł muzycznych i literackich. Tosca Lee wychodząc na przeciw oczekiwaniom swoich czytelników i przy udziale wielu sympatyków historii stworzyła „Potomków”, w której przeszłość odgrywa znaczącą rolę.
Czytaj dalej...

Dziewczyna z Dzielnicy Cudów, Aneta Jadowska

Książki Anety Jadowskiej to jedne z tych, które gwarantują świetną zabawę i cudowny relaks w świecie magii gdzie niebezpieczeństwo miesza się z szaleństwem. 

Nikita jest samotną bojowniczką, najemniczką pilnie wykonującą zadania zlecone przez Zakon Cieni. Mimo swojego ogromnego sprzeciwu, musi współpracować z Robinem. Jego pojawienie się w Zakonie jest mocno tajemnicze, a dane osobowe wyraźnie sfabrykowane. Kim jest? Nikita musi się tego dowiedzieć. W trakcie swojego śledztwa trafia na kolejne sekrety, które wiodą ją prosto w pułapkę.

Okładka książki Dziewczyna z Dzielnicy CudówFani Jadowskiej i jej sztandarowej serii o Dorze Wilk doskonale wiedzą kim jest Nikita oraz jakie stosunki łączyły obie panie. „Dziewczyna z Dzielnicy Cudów” jest dopełnieniem obrazu mocno kontrowersyjnej postaci. Twarda, charyzmatyczna,  bezwzględna. Od małego szkolona na bezlitosną morderczynię nie zna miłości, czułości, nie wie co to spokój i bezpieczeństwo. Ufa jedynie sobie i wiecznie ogląda się przez ramię. Nie potrafi współpracować, a do tego zmusza ją bezkompromisowa, despotyczna matka i zarazem Matka Przełożona w Zakonie Cieni. Jednak wymuszony układ przynosi wiele zaskakujących sytuacji i rozbudza nieznane emocje. Ale nie myślcie, że to narodziny miłości. Nic z tego. Nikitę nie obchodzą mężczyźni w kontekście związku. Poza tym jedyna uczuciowa relacja skończyła się dość dramatycznie i dziewczyna nie jest gotowa na kolejne doświadczenia. Pomiędzy nią a Robinem nawiązuje się porozumienie i dość nikła jeszcze nić zaufania. I tu dochodzimy do bardzo tajemniczej postaci. Aneta Jadowska początkowo niewiele zdradza o jego przeszłości i zamiarach. Sugerując się oceną Nikity, nie napawa nadzieją. Odczucia zmieniają się wraz z postępem akcji i zachowaniem Robina w stosunku do swojej partnerki i idei samego Zakonu Cieni. 

Świat magiczny przedstawiony w „Dziewczynie z Dzielnicy Cudów” dość różni się od tego, który znamy z pozostałych powieści Anety Jadowskiej. Jest bardziej brutalny, nieprzewidywalny ocierający się o granicę szaleństwa. Z serii o Dorze Wilk znamy Thorn i Trójprzymierze. Teraz poznajemy Warsa i Sawę, miasta bliźniacze podzielone okrutną historią, budzące grozę magicznych mieszkańców. To w nich rozgrywa się lwia część akcji i tam możemy poznać bohaterów intrygujących, niekonwencjonalnych, wyrazistych, innych. 

Aneta Jadowska ma dla czytelnika wiele niespodzianek zarówno pod względem zmiennej i nieprzewidywalnej fabuły ale i różnorodności zachowań bohaterów oraz ich znaczenia na potrzeby książki. Autorka umiejętnie nimi rozporządza, odkrywa karty powoli ale z udanym skutkiem, przez co doskonale gra na naszych emocjach i pobudza ciekawość. 


Gwarantuję, że fani Anety Jadowskiej nie będą rozczarowani. Zaglądną w ten sam świat, acz przedstawiony zupełnie z innej perspektywy. Poznają dziewczynę wychowaną w całkowicie złej wierze, ale z odrobiną sumienia, które ewoluuje w ciekawy sposób. 

„Dziewczynę z Dzielnicy Cudów” musi poznać każdy miłośnik urban fantasy ☺








„Dziewczyna z Dzielnicy Cudów” Aneta Jadowska, Wydawnictwo Sine Qua Non, Karków 2016





Czytaj dalej...

Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu, Anna Lange


Czy poważna instytucja londyńskiej policji Scotland Yard może mieć swoje alternatywne oblicze? Czemu nie? Wyobraźnia pisarzy i czytelników jest na tyle szeroka, że bez problemu pomieści także magiczny wydział tejże placówki, ku uciesze i rozrywce.


Clovis LaFay, nekromanta zmaga się się złą sławą nazwiska i członkami rodziny, którzy zamiast chluby przynoszą rozczarowanie i poważne kłopoty. Przypadkiem spotyka swojego szkolnego kolegę Johna Dobsona, teraz nadinspektora świeżo utworzonej jednostki wydziału detektywistycznego londyńskiej policji metropolitalnej. Za namową przyjaciela konsultuje kilka poważniejszych zadań i wyzwań, które dokładają mu zmartwień i trudności. Także siostra Dobsona, Alicja, dorzuca swoje trzy grosze i poważnie miesza w życiu młodego nekromanty. 

Zapowiada się intrygująco i tajemniczo? Owszem, tak jest! Jednak żeby poczuć całą przyjemność z lektury, trzeba przebrnąć przez pierwsze, na szczęście chwilowe trudności. Na początku bardzo trudno było mi się wczuć w klimat, dość ciemny i mroczny. I to nie za sprawą języka, czy umiejętności malowania słowem. Kłopoty sprawiły mi magiczne określenia, których namiętnie używali bohaterowie. Jednak jak już przyzwyczaiłam się do glyfów, ghuli, kinemancji, piromancji, nekromancji mogłam poddać się swojej wyobraźni. 

Anna Lange przedstawiła mi bardzo ciekawe postacie. Clovis LaFay to młody dżentelmen z nieciekawą rodzinną historią. Opuszczony, osaczony samotnie podąża przez życie. Skazany na magię, która wyznacza mu drogę i jest jedyną towarzyszką. Spotkanie z dawnym przyjacielem, daje mu nowe możliwości, nadzieje, szansę na zmiany. John Dobson to poważny funkcjonariusz policji, który głęboko do serca bierze sobie bezpieczeństwo Londyńczyków. Jest honorowy, dużo wymaga od siebie i od swoich bliskich. Nie pozwala na błędy i nie dale taryfy ulgowej. Jednocześnie jest czuły, opiekuńczy, odpowiedzialny. Alicja Dobson to dziewczyna, która ma bardzo konkretne plany. Ma w sobie wielki potencjał magiczny, ale może go szkolić jedynie w roli pielęgniarki, co skwapliwie czyni. Nie ma pojęcia, że jej nauka idzie na marne a glyfy, które poznaje są niepełne i nie spełniają całkowicie swojej roli. Dopiero odnowiona przyjaźń pomiędzy Clovisem, a Johnem daje jej możliwość w pełni rozwinąć skrzydła. Horatio i Frederick LaFay to postacie spod ciemnej gwiazdy, którzy skrywają tajemnicę, która staje się początkiem i końcem kłopotów. 

Osadzenie akcji w wiktoriańskim Londynie to bardzo udany pomysł. Nic tak bardzo nie pasuje do tej mrocznej oraz pełnej sprzeczności i brutalności epoki, jak magia. W książce „Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu” mamy jej w brud, w każdej postaci, po każdej ze stron. Jesteśmy świadkami okrutnego wykorzystania siły i wiedzy oraz rzucania zaklęciami w służbie dobra, zdrowia i życia. Na tle bezwzględnej tajemnicy i okrucieństwa nieznanej i niezdiagnozowanej choroby rodzi się subtelne uczucie, nieodporne jeszcze na zło i brud świata, które je otacza. Czy się spełni czy umrze śmiercią naturalną?

„Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu” Anny Lange to debiut literacki. Życzę sobie aby początek kariery pisarskiej była tak udany, dopracowany, spójny i tak porywający. Teraz mogę się przyznać. Obawiałam się tej lektury, bo moje doświadczenie obcowania z literaturą fantasy nie jest zbyt obszerne. Ale nawet dla mnie, prawie laika, jest doskonale zrozumiała i intrygująca. Mam nadzieję, że to nie ostatnie spotkanie z Clovisem LaFay :) (otwarte zakończenie daje taką nadzieję :))









„Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu” Anna Lange, wydawnictwo Sine Qua Non, Karków 2016




Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka