Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura skandynawska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura skandynawska. Pokaż wszystkie posty

Sekta z Wyspy Mgieł, Mariette Lindstein


Powieść Mariette Lindstein „Sekta z Wyspy Mgieł” idealnie wpisuje się w obecną sytuację w Polsce i na świecie, gdzie manipulacja faktami i człowiekiem jest tak przerażająca. Wydaje się, że nasza wiedza na temat sekt jest na tyle duża, że z pewnością moglibyśmy uniknąć pewnych sytuacji i nie dać się wciągnąć w szeregi podejrzanych organizacji. Prawda jest całkiem inna, zaskakująca i nigdy nie wiadomo gdzie i kiedy czyha niebezpieczeństwo.

Młodziutka Sofia zafascynowana charyzmatycznym liderem newage' owego ruchu o nazwie ViaTerra, zgadza się na współpracę przy tworzeniu biblioteki. Dwuletni kontrakt, dobre warunki pracy nie budzą wątpliwości. Dziewczyna zamieszkuje na tajemniczej wyspie i wraz z całym personelem dba o rozwój ViaTerry i jej wizerunek. Z czasem zauważa coraz większe nieścisłości w teoriach swojego pracodawcy, Franza Oswalda. Razi ją jego sposób traktowania ludzi, coraz dotkliwsze zakazy i manipulacje, które rujnują dotychczasową solidarność i dobre relacje. Próbuje rozwiązać kontrakt, co jej się nie udaje. Przerażona poszukuje drogi ucieczki. Jej poczynania sprzyjają odkryciu tajemnicy, którą spowita jest sama wyspa, ale i Franz, z którego powoli opadają maski zakłamania.

„Sekta z Wyspy Mgieł” inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami z życia Mariette Lindstein. Kobiecie udało się wyzwolić z macek Kościoła scjentologicznego, w którym zajmowała wysoką pozycję. Z dużą dokładnością przedstawiła metody werbunku i etapów manipulacji, którym poddawani są członkowie sekty. I to nie jest tak, że tylko pewni ludzie, podatni na wpływ ulegają takim naciskom. Wielu rozsądnych, trzeźwo myślących  daje się złapać w pułapkę, z której nie ma wyjścia. Początkowe wspólne idee i sposób na życie miarowo przekształca się w fundamentalizm i fanatyzm, przed którym nie sposób się obronić.

Sofia jest tego doskonałym przykładem. Nie od razu dała się porwać tezom Franza Oswalda. Najpierw wszystko sprawdziła, wyjechała na specjalny turnus odbywający się na Wyspie Mgieł, rozmawiała z innymi uczestnikami i dopiero wtedy podjęła decyzję, która wydała jej się najlepszą opcją. Przez długi czas pracowała nie dostrzegając obłudy i kłamstw, które zaczęły prowadzić do niebezpieczeństwa. Dopiero kolejne zakazy, absurdalne kary i coraz większy nacisk ze strony mediów otwierają jej oczy. Czy nie jest już za późno?

Franz Oswald to charyzmatyczny lider. Potrafi zjednoczyć wokół siebie ludzi o różnym doświadczeniu, poglądach, ale wspólnym sposobie na lepsze życie, wierze na poprawę świata i ludzkości. Potrafi przywdziać taką maskę, by idealnie wpasować się w gust każdego człowieka. Jednak jego zachowanie i podejmowane decyzje wskazują, że nie do końca jest zdrowy psychicznie. Jego działania są chaotyczne i bardzo ryzykowne, tak bardzo, że mogą doprowadzić do tragedii. Współpracownicy są zastraszeni i zmanipulowani, że nie dostrzegają zagrożenia, co więcej poddają się jemu bez słowa krytyki. Nie ma im kto pomóc, bo nie utrzymują kontaktów, a wiadomości do bliskich wysyłane są bezosobowo, automatycznie, schematycznie. Sofia dostrzega niebezpieczeństwo, ale sama nie zdoła wyrwać się z pułapki. Poza tym próby odkrycia prawdy czy zdobycia dowodów winy skupia na niej całą uwagę, a trach i niepewność współpracowników może mieć dla niej tragiczne skutki.
Szkoda mi było członków ViaTerry, którzy zastraszeni, przekupywani, manipulowani robili rzeczy, których z pewnością będą żałować. Najbardziej żal mi rodziny, która zaszczuta nie dała rady przetrwać, a zmuszona do uległości, rozpadła się jak domek z kart.

Akcja powieści rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Współcześnie, kiedy towarzyszymy Sofii w jej walce o prawdę i w przeszłości, kiedy rozgrywa się równie przejmująca historia. Obie opowieści w pewnym momencie zazębiają się i tworzą przerażającą wizję szaleństwa,  pragnienie władzy i decydowania o każdym aspekcie życia bez względu na cenę.

„Sekta z Wyspy Mgieł” to debiut literacki Mariette Lindstein. Co czasem można odczuć w sztywnych, nienaturalnych dialogach, kilku irytujących powtórzeniach czy rwącym się tempie akcji. Mimo to tematyka jest na tyle ważna, bohaterowie na tyle barwni i wyraziści, a styl autorki poprawia się wraz z postępem fabuły, że z czystym sumieniem mogę polecić Wam tę książkę. 

Wydaje się, że jesteśmy odporni na fałsz, że z łatwością zdemaskujemy manipulacje. Niestety to nie jest takie proste, co każdego dnia możemy zaobserwować na ulicach, w mediach czy polityce... 










„Sekta z Wyspy Mgieł”  Mariette Lindstein, tł. Urszula Pacanowska Skogqvist, Wrocław 2017










Czytaj dalej...

Akuszerka, Katja Kettu

Miłość to z założenia uczucie piękne, niepowtarzalne, niosące dary uszlachetniające duszę, ciało i umysł. Co jednak, kiedy miłość łączy kata i ofiarę, kiedy rodzi się wśród brzydoty, brutalności i eskalacji nienawiści? Czy staje się ona ucieczką czy przeznaczeniem, kłamstwem czy prawdziwym uczuciem?
Czytaj dalej...

Znikasz, Christian Jungersen



W Danii jedna na osiem osób po czterdziestym piątym roku życia nie wie, że ma uszkodzony mózg (zawał mózgu, tętniaki, niewielkie wylewy, łagodne guzy). Nie przypuszczają nawet, że te zmiany znacząco wpływają na ich życie. Zmiany charakteru nie wynikają jedynie z postępującym wiekiem i zdobywanymi doświadczeniami. Mogą być efektem nacisków na nerwy i uszkodzonych naczyń krwionośnych. I tu rodzi się pytanie, czy człowiek rzeczywiście posiada wolna wolę? Czy nasze decyzje są rzeczywiście naszymi wyborami czy wymuszone przez mechaniczne, niewyczuwalne, niezdiagnozowane uszkodzenia mózgu?

Taki właśnie temat wziął na warsztat znany duński autor Christian Jungersen i zbudował przerażającą wizję codzienności naznaczonej chorobą, która niszczy, która rujnuje...

Małżeństwo Mii i Frederika po serii ciężkich kryzysów zaczyna wychodzić na prostą. Kobieta cieszy się zaangażowaniem męża i ociepleniem wzajemnych stosunków. Zaplanowane wspólne wakacje jawią się w optymistycznych barwach. I rzeczywiście początek wyjazdu jak najbardziej udany. Wszystko zmienia wypadek i wzrost agresji u Frederika. Okazuje się, że przyczyną tragedii jest guz mózgu. Hospitalizacja, nerwy i niepewność przyszłości to jednak nie wszystko. Okazuje się, że mężczyzna dopuścił się defraudacji...

I Mię i Frederika trawi gniew. Jego emocje są podyktowane chorobą, jej nagromadzonymi problemami, strachem, niepewnością. Jego agresywne zachowanie jest medycznie wytłumaczalne i więcej mu wolno. Seksualne napaści na żonę, niemoralne propozycje, wyzwiska, przepychanki, otępienie, depresja. Jej z kolei nie wypada publicznie przeklinać, tłuc naczynia, niszczyć rzeczy, bić... Frustracje Mii narastają i nie mają ujścia, co prowadzi najpierw do fizycznych starć z mężem, próby topienia żalu w alkoholu itp. Do tego dochodzą problemy karne i finansowe, a także niezrozumienie otoczenia jej sytuacji i choroby Frederika. Bo jak wytłumaczyć laikowi, że defraudacja, podjęcie ryzyka, hazardu jest spowodowane uciskiem na neurony, nerwy mózgu i w żadnym razie nie były kontrolowane, a tym bardziej zamierzone. Sprawy nie ułatwia fakt, że Frederik jest osobą publiczną, dyrektorem jednej z prestiżowych prywatnych szkół. Nie tylko jego wizerunek zostaje nadszarpnięty. Zostają wyciągnięte konsekwencje, które w największym stopniu dotyczą Mii. To ona stoi frontem do swojej społeczności, mediów, lekarzy, prawników. To także z jej prywatnego majątku zostają ściągnięte długi, to ona musi utrzymać rodzinę, zadbać o interesy swoje i syna. 

Christian Jungersen rewelacyjnie zbudował sylwetki swoich bohaterów. Jest dokładny w ich portretowaniu zarówno od strony fizycznej jak i psychicznej. Drobiazgowo oddaje relacje pomiędzy nimi, narastające kłótnie, kryzysy, budującą zgodę, odradzające się zaufanie. Z równą precyzją oddaje emocje Mii w obliczu choroby męża. Możemy doświadczyć jej strachu, wściekłości, frustracji, ale także niezłomnej walki o zdrowie i dobre imię Frederika. Ale kobieta nie jest żadną heroiną. Zdarza jej się popełniać błędy, wpadać w rozpacz,  dokonywać złych wyborów, upaść na kolana, poddać się, opuścić gardę, zadać cios, dać się ponieść emocjom. Jest tylko człowiekiem. Na jej barki został zrzucony ogromny ciężar, który musi dźwigać na przekór wszystkim. 

Historia Mii i Frederika może przytrafić się każdemu, co samo w sobie jest przerażające. Człowiek nie może być pewien siebie, swoich bliskich i nie zawsze może ufać swoim osądom i wyborom. W wątpliwość poddane jest istnienie wolnej woli czy duszy, która odpowiada za to kim jesteśmy i czym się kierujemy...

"Znikasz" to powieść zaskakująca, boleśnie prawdziwa i zmuszająca do poszukiwań, zadawania pytań, do zadumy, refleksji, dyskusji. 






"Znikasz" Christian Jungersen, tł. Mateusz Borowski, Znak, Kraków 2015






Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Księgarni Tania Książka :)




Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Poza sezonem, Jørn Lier Horst

Premiera: 9 wrzesień 2015


- A co byś zrobił gdyby ktoś okradł ciebie?- spytał komisarz.
- Byłbym zły- padła odpowiedź.- Ale potem zrozumiałbym, że ci którzy to zrobili, byli zdesperowani i potrzebowali pieniędzy. Ludzie, którzy zostali okradzeni, nie powinni brać tego zbytnio do siebie. To przypadek, że padło właśnie na nich.

Czy kradzież to rzeczywiście nic takiego? Zupełnie nieistotna sprawa, nad którą można przejść do porządku dziennego i co gorsza usprawiedliwiać ją trudnymi warunkami, niedostatkiem, brakiem pomysłu na życie?

Stavern nadmorska miejscowość letniskowa staje się celem ataków zorganizowanych  złodziejaszków. Splądrowany dobytek jako pierwszy zauważa Ove Bakkerud. Zdenerwowany obchodzi domy sąsiadów. W jednym z nich znajduje ciało zamaskowanego, brutalnie pobitego mężczyzny. Sprawę zgłasza policji. Podczas śledztwa, które prowadzi komisarz William Wisting, okazuje się, że dokuczliwe kradzieże to przykrywka dużo poważniejszego przestępstwa.

Miejsce zbrodni przypomina obraz. Każdy, nawet najmniejszy szczegół, od pierwszego pociągnięcia pędzla do gotowego dzieła, mówi coś na temat artysty, który go stworzył. Obraz zdradza swojego stwórcę. 

Jørn Lier Horst przyzwyczaił nas do wysokiego poziomu swoich książek pod względem merytorycznym, płynności fabuły i ciekawej intrygi. "Poza sezonem" idealne trzyma poziom swoich poprzedniczek. Norweski autor na długo przykuwa uwagę, pozwala wgryźć się w tekst i spróbować rozwiązać zagadkę na swój sposób. Co oczywiście nie udaje się, a końcowe rozwiązanie przynosi zaskoczenie.

Wiesz, jaki świat byłby nudny, gdybyśmy wiedzieli, co jest nam pisane? Życie stałoby się nieznośnie przewidywalne. Wiara, nadzieja i marzenia nie byłyby nic warte. 

Narracja prowadzona jest w sprawdzonej już naprzemiennej formule. Głosem Williama i Line, ojca i córki, obserwujemy życie norweskiej rodziny, skandynawskiej przestępczości i kondycji tamtejszej policji. Norwegia uchodzi za jedno z bezpieczniejszych państw nadbałtyckich, ale i tam zdarzają się odstępstwa od obowiązującego prawa. Często za sprawą imigrantów, jak chce to nam wmówić autor. Ale czy na pewno?
Bieda, niedostatek, brak pracy czasem zmusza do niepochlebnych czynów. Jednak w książce stają się one sposobem na życie. Minimalne ryzyko, otwarta strefa Schengen może zamydlić wzrok i przyćmić rozum, a czas opamiętania może przyjść za późno.

Wisting jest zaangażowanym policjantem, cechuje go duża intuicja i znajomość ludzkich zachowań, żądz, ułomności. Jednak w obliczu zagrożenia szczęścia i wolności swoich bliskich działa poza regułami. Za to Line poznajemy z zupełnie innej strony. Do tej pory była niezłą dziennikarką śledczą. Teraz jej zainteresowania rozwijają się w innym ale pokrewnym kierunku. Kobieta zamierza napisać powieś kryminalną. Ma kilka pomysłów i sprzyja jej wena. Rozprasza jedynie były chłopak, jego niepewne interesy i niebezpieczne znajomości, które poważnie skomplikują życie rodziny.

Mimo wieloletnich badań nad mową ciała nie istniały stuprocentowe metody odróżniania prawdy od kłamstwa. Doświadczenie Wistinga nie potwierdzało tezy, że kłamca unika spojrzenia, jest niespokojny, dotyka nosa i odchrząkuje częściej niż osoba mówiąca prawdę. Jedyne, co zdradzało kłamcę, to twarde dowody.

Wydaje się, że w mnogości wątków można się pogubić. Nic bardziej mylnego. Jørn Lier Horst doskonale nad nimi panuje, plecie, zawija, rozwija, z których tworzy spójny ciąg myśli, zdarzeń, sytuacji. Dynamiczna akcja, jej dramatyczne zwroty, podwójna moralność, gęsto ścielący się trup pozwoli na zajmującą lekturę na coraz bardziej ponure i zimne dni. 

"Poza sezonem" doskonale wkomponowuje się w krajobraz za oknem. Deszcz, chłód potęguje wrażenia płynące z książki, która przyprawia o dreszcze brutalizmem współczesnego świata i rozpala emocje towarzyszące zagadkowej kryminalnej intrydze. 

Jørn Lier Horst to gorące nazwisko wśród współczesnych skandynawskich autorów kryminalnych. Jeszcze go nie znasz? Zmień to, koniecznie!



"Poza sezonem"  Jørn Lier Horst, tł. Milena Skoczko, Smak Słowa, Sopot 2015




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Business& Culture oraz wydawnictwu Smak Słowa :)



Czytaj dalej...

Labirynty ludzkiego umysłu, czyli... W głąb labiryntu, Sigge Eklund

Moja fascynacja literaturą skandynawską trwa. Jeżeli tylko mam okazję poznaję nowe nazwiska, tytuły i historie, które w chłodnych północnych klimatach brzmią o wiele bardziej groźnie, niebezpiecznie i tajemniczo. Tym razem zapoznałam się z prozą Sigge Eklund, który w Szwecji jest literackim celebrytą. W Polsce termin ten nie jest znany, a jego wydźwięk jest raczej negatywny. Zastanawiałam się czy to celebryctwo tyczy się bardziej jego osobowości czy twórczości i co czeka mnie wraz z lekturą "W głąb labiryntu"...


W zwyczajnym szwedzkim miasteczku, w zwyczajnej szwedzkiej rodzinie zostaje porwana jedenastoletnia dziewczynka. Nikt nie żąda okupu, nie ma żadnych tropów, nie wiadomo co stało się z Magdą Horn. Podejrzenie pada na ojca dziewczynki? Czy mężczyzna był zamieszany w zniknięcie córki? Co ukrywa? Co wiedzą jego najbliżsi, znajomi, współpracownicy?

"Żałoba wszystko przenika i ukazuje ludzi takimi, jacy są naprawdę."

Narracja powieści nie jest typowa. Wydarzenia poznajemy z punktu widzenia czterech osób, które z czterech odrębnych historii tworzą jeden misternie skonstruowany, spójny, smutny, miejscami przerażający obraz rodziny będącej w rozpadzie, tajemnic z przeszłości, poczucia winy, wzajemnej nieufności, zgubnej fascynacji.

Swoje zdanie mają: Asa i Martin Horn- rodzice porwanej Magdy, Tom- najbliższy współpracownik Martina i Katja- szkolna pielęgniarka i towarzyszka życia Toma. Tą czwórkę osób łączy o wiele więcej. Sami nie spodziewają się jak bliskie są te połączenia i jaki miały wpływ na zaginioną jedenastolatkę. Tylko Ty czytelniku jesteś dopuszczony do tajemnicy, do faktów, na które spłynęła kurtyna milczenia i wzajemnych zależności oraz zgubnego wpływu przeszłości na teraźniejszość, na uczucia, emocje. Tylko Ty masz szansę rozwikłać zagadkę miejsca pobytu Magdy. Bo rozwiązanie nie jest konkretne i wskazane przez autora. Jest w Twojej gestii i kwestią własnej dedukcji oraz wrażliwości.

Sam sylwetki  postaci są pomysłowe, złożone, niejednoznaczne. Nie wiadomo co można się po nich spodziewać. Z wierzchu wyglądają i zachowują się jak inni, w środku gromadzą sekrety, które wszystko zmieniają. Naszą wiedzę, stosunek, podejście, oskarżenia, współczucie. Asa jest psychologiem. Powinna umieć poradzić sobie z emocjami zarówno własnymi, jak i bliskich. Nie potrafi tego zrobić. Co więcej zatraca się w swoim nieszczęściu i poszukuje coraz bardziej dziwnych pomysłów na rozwój śledztwa. Martin prowadzi podwójne życie, które zagraża jego rodzinie. Nieświadomie wystawia ich na niebezpieczeństwo. Poza tym żyje w poczuciu winy, niespełnionych marzeń i frustracji. Tom z kolei jest zafascynowany swoim przełożonym. Stara się do niego upodobnić.  Jest także zazdrosny o jego sukcesy. Katja również ma do przepracowania traumy z przeszłości: trudne dzieciństwo, adopcja, akceptacja nowej rodziny, środowiska, własnej tożsamości.

Podobało mi się jak Sigge Eklund zbudował swoją powieść. Osoby pozornie nie związane z tematem, mają wiele do powiedzenia. A to  co wydobywa się z ich ust, burzy to co stworzyliśmy we własnej głowie. Nic nie jest takie, na jakie wygląda, a cała historia staje się o wiele bardziej skomplikowana, niż na początku sądziliśmy. To sprawia, że "W głąb labiryntu" czyta się z zainteresowaniem i uwagą do ostatniego słowa.










"W głąb labiryntu" Sigge Eklund, tł. Bogumiła Ratajczak, PWN, Warszawa 2015



Czytaj dalej...

Zgubne tajemnice, czyli... Szczątki pamięci, Anders de la Motte

Anders de la Motte jest znany polskim czytelnikom z trylogii pełnej wartkiej akcji, trafnych spostrzeżeń na temat współczesnego świata i tajemniczej gry w Alternatywną Rzeczywistość: Geim, Buzz, Bubble. Na "Szczątki pamięci" oczekiwałam niecierpliwie i drżąca z  ciekawości, czy szwedzki autor da radę odciąć się od wcześniejszych książek i stworzyć równie zajmujący thriller?

David Sarac jest oficerem policji, który zajmuje się werbowaniem, rekrutacją i opieką nad tajnymi informatorami. W swojej pracy nie boi się zachowań brawurowych, a nawet działań na granicy moralności. Nikt nie wtrąca się w pracę Davida, dopóki jego podopieczni i ich doniesienia przynoszą wymierną korzyć.
Kiedy Sarac w wyniku udaru i groźnego wypadku samochodowego traci pamięć, staje się ofiarą, na którą polują nie tylko jego informatorzy, których tajemnice i tożsamość może zniknąć raz na zawsze, tak jak pamięć bezwzględnego policjanta, ale także jego przełożeni i koledzy po fachu.
David ze szczątków pamięci musi odbudować swoją pozycję i znaleźć odpowiedzi na wiele pytań, w tym kto jest jego przyjacielem, a kto wrogiem?

Anders de la Motte od pierwszej strony wrzuca czytelnika na głęboką wodę. Każe nam razem z bohaterem wziąć udział w wyścigu z czasem, z pseudoprzyjaciółmi, przeciwnikami i przestępcami, którzy dybią na jego życie. Tak ja David czujemy dezorientację, panikę z powodu utraty pamięci, braku bezpieczeństwa i osoby, której można zaufać. Musimy zdać się na siebie i z własnych obserwacji ale i przebłysków pamięci, podświadomości poskładać puzzle z kupki mocno wymieszanych, pogubionych, poniszczonych elementów. Złożenie całości obrazu, zrozumienie ostatnich dni i poczynań sprzed wypadku utrudniają ludzie, którzy próbują manipulować, wpływać, zastraszać, oszukiwać, wyrolować, unieszkodliwić, zabić.

Autor postawił na przeciwko groźnych przeciwników. Są to wilcy w owczej skórze, bezlitośni mordercy, przestępcy i karierowicze, którzy próbują wykorzystać trudną sytuację Saraca. Nie wszyscy są tym, za kogo się podają. Trudno dojść do prawdy kiedy trzeba ciągle oglądać się za siebie, mieć oczy dookoła głowy, nieustanie ważyć słowa i weryfikować informacje. Tym bardziej, że pojawiające się obrazy w głowie nie przynoszą konkretnych rozwiązań ale jeszcze bardziej wikłają sytuację.

Anders de la Motte trzyma w napięciu, umiejętnie zmienia punkty ważkości akcji i zmusza do zadawana pytań na temat natury ludzkiej i czynników, które mają wpływ na decyzje i zachowanie. Autor pod koniec swojej historii traci czujność, co pozwala domyśleć się co i jak... Ale nie rozczarowało mnie to, a nawet dało poczucie satysfakcji, że w tej gonitwie z czasem, własną słabością i niebezpieczeństwem udało mi się osiągnąć sukces przed bohaterami powieści.

"Mieliśmy wspólną tajemnicę. Wiesz, jak to jest z tajemnicami, David. Niektóre tworzą więzi, mocne więzi."

"Szczątki pamięci" to zgrabnie napisany thriller, w którym czuć na plecach oddech grozy, strachu, niepewności, dezorientacji. Anders de la Motte daje poczucie dobrze spędzonych chwil z książką w ręku.










"Szczątki pamięci" Anders de la Motte, tł. Anna Kowalczyk, Paweł Urbanik, Czarna Owca, Warszawa 2015





Tego autora polecam również:



Bubble- moja opinia









* źródło zdjęcia:lubimyczytac.pl,  ravelo.pl




zBLOGowani.pl




Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Na straży sprawiedliwości, czyli... Psy gończe, Jørn Lier Horst

Premiera: 6 maj 


Jørn Lier Horst autor "Jaskiniowca" powraca na polski rynek z powieścią kryminalną "Psy gończe". Tę książkę doceniły skandynawskie autorytety literackie i czytelnicy na całym świecie, uznając ją za najlepszą książkę w dorobku norweskiego autora. "Psy gończe" zostały uhonorowane najważniejszymi skandynawskimi nagrodami: Martina Becka (Nagroda Szwedzkiej Akademii Kryminału), Szklanego Klucza (Najlepszy skandynawski kryminał) i Rivertona (Najlepszy norweski kryminał). Trudno mi ocenić czy rzeczywiście najnowsza historia o prawym i honorowym stróżu prawa, Williamie Wistingu jest najlepsza w twórczości Horsta. Jednak muszę przyznać, że dałam się porwać od pierwszej strony, a jej lektura usatysfakcjonowała mnie znacznie bardziej niż wyżej wspomniany "Jaskiniowiec".

William Wisting jest podejrzany o fabrykowanie dowodów w głośnej sprawie zabójstwa Cecilii Linde sprzed siedemnastu lat. Komenda Główna Policji  w Larviku jest zmuszona zawiesić komisarza w obowiązkach służbowych. Oskarżenie godzą w dobre imię i dokonania policjanta. William musi oczyścić się z zarzutów i poznać prawdę oraz wszystkie okoliczności tamtego śledztwa. Wspiera go córka, dziennikarka kryminalna lokalnej gazety. Im bardziej Wisting zbliża się do rozwiązania, tym atmosfera bardziej się zagęszcza. W trakcie śledztwa  dochodzi do zabójstwa i porwania kolejnej młodej dziewczyny...

Jørn Lier Horst tak jak w "Jaskiniowcu" dzieli narrację na dwa punkty wiedzenia. Razem z Williamem Wistingiem uczestniczymy w sekretnym śledztwie i tropimy skorumpowanego, pewnego siebie , swojej pozycji policjanta, który poważył się na sfabrykowanie dowodów w głośnej sprawie porwania, przetrzymywania i zamordowania młodej dziewczyny. Powody i okoliczności takiego zachowania długo będą przed czytelnikiem ukryte. Jednak etapy poszukiwań prawdy, metody zdobywania dowodów, szczegóły pracy policyjnej, tworzenie miarodajnego scenariusza ze strzępów informacji budzi ogromne zainteresowanie, ciekawość, oczekiwanie, naprzemienne minuty napięcia z sekundowymi przerwami na wytchnienie i nabranie sił na kolejne wyzwania.
Razem z Line Wisting również uczestniczymy w śledztwie, tym razem dziennikarskim, który dostarcza doświadczeń równie bogatych w emocje i stany napięć. Reporterka na równi z ojcem podejmuje ryzyko i nie waha się postawić własnej kariery, własnego życia na szali prawdy i sprawiedliwości. Wykorzystuje wszystkie znajomości, możliwości i każdą okazję by zdobyć ważny materiał. Dociera do świadków, których przeoczyła policja, do informacji, które zostały zlekceważone. Dodatkowo jest uzbrojona urodę, przebojowość, w niebywałą intuicję, która pozwala jej dojść prędzej, dalej, głębiej.

Jørn Lier Horst prowadzi oba śledztwa niezależnie od siebie, ale w pewnym momencie oba stykają się w punkcie, który potęguje czytelnicze doznania. Stawia czytelnika centralnie w środku wydarzeń i zostawia w dezorientacji, któremu bohaterowi kibicować najpierw, któremu ruszyć na pomoc oraz nieświadomości, który z nich prędzej dojdzie finału. W "Psach gończych" wyścig z czasem to nie tylko dobrze brzmiące pojęcie. To maraton, w którym liczy się ukończenie poszczególnych etapów i prędkość, z którą autor bombarduje nieoczekiwanymi zwrotami akcji. Wyścig z czasem w tej powieści to żywe, szybkie tempo, zadyszka i przypływ endorfin, które daje zadowolenie, satysfakcję i spełnienie
.
Nie można zapomnieć o tym, że powieści Jørna Lier Horsta są zaopatrzone w doskonale wystopniowane napięcie, budowę nastroju grozy, niepokojącą atmosferę i rewelacyjne sylwetki bohaterów obdarzone w trudną przeszłość, których mroczne sekrety determinują całe życie i pchają je w objęcia zbrodni. Rys psychologiczny, spostrzeżenie o ludzkiej naturze, zachowania społeczne to wierne wykorzystanie zdobytych doświadczeń autora, który do niedawna sam był czynnym policjantem, studentem kryminologii, filozofii i psychologii. Jørn Lier Horst doskonale wie o czym pisze, a umiejętność przenoszenia tej wiedzy na papier to dodatkowy bonus zarówno dla autora, jak i czytelnika.

"Psy gończe" to idealna lektura dla amatorów skandynawskich kryminałów, wariackiej gonitwy do utraty tchu po mrocznych, wilgotnych, gęstych, klimatycznych zakątkach Norwegii w pogoni za karą, sprawiedliwością i zadośćuczynieniem.







"Psy gończe" Jørn Lier Horst, tł. Milena Skoczko, Smak Słowa, Sopot 2015




Polecam tego autora- Jaskiniowiec (moja opinia)










Czytaj dalej...

Powrót do życia czyli... Śnieg przykryje śnieg, Levi Henriksen

Premiera: 14 stycznia 2015



Książki skandynawskich autorów od lat kojarzą się z mrocznymi thrillerami czy zawiłymi  kryminałami osadzonym w zimnym, surowym klimacie nadbałtyckich ziem. I muszę przyznać, że poddałam się temu stereotypowi i błędnie przypisałam "Śnieg przykryje śnieg" właśnie temu gatunkowi. Jednak Levi Henriksen ma do przekazania o wiele głębszą treść. Po części melancholijną dotykającą odwiecznego pytania do czego zmierzamy i jakie ma znaczenie życie człowieka w świata, samotności, miłości, a po części jest synchronizowaną symfonią nadziei, szansy na odnalezienie celu i radości istnienia.

"Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono."

Poczucie żalu za stracony czas, umykające szanse. Tak swoje życie postrzega Daniel Kaspersen. Dwuletni wyrok, pozbawienie wolności ograniczył mu pole manewru, wyzbył z marzeń, umiejętności planowania i wytyczania celów. Nie wie co zrobić ze swoim życiem. Miota się pomiędzy jasnością dnia i ciemnością nocy, bez pomysłu jak spożytkować odzyskaną wolność. Na poczucie marności i jałowości swojego bytu nakłada się samobójcza śmierć brata, z którym był blisko związany. Żałoba, niewiara we własne siły, niska samoocena wpływa na jego podatność na ciosy: egzystencjalne i fizyczne, które przyciąga jak magnez. Postawa mieszkańców rodzinnego miasteczka, hermetyczność, małostkowość zmusza Dana do ukrywania się ze swoimi emocjami i do ciągłego rozmyślania nad grzechami młodości, za które musi odpowiadać wciąż od nowa. Dźwiga swój krzyż z żalem i obawą przed brakiem rozgrzeszenia i zrozumienia.

Kiedy do jego drzwi puka miłość, nie czuje się godny uczucia. Nie chce nikogo obarczać swoimi problemami. Ale jak powietrza pragnie zainteresowania, bliskości, czułości, pożądania. Budowanie miłosnego związku w miejscu wypełnionym duchem zmarłego brata, i które przypomina mu o moralnym upadku, jest trudne. Dan zawsze żył chwilą, kaprysem, pochopnymi decyzjami, za które zapłacił wysoką cenę. Teraz próbuje odzyskać to, co stracił. Jednak czy zdobędzie się na wyrzeczenia, poświęcenie w imię wyższych wartości?

"Można zrobić sobie odskocznię od życia, byleby człowiek nie zapomniał, gdzie jest jego dom."

Levi Henriksen bez pośpiechu buduje napięcie, które towarzyszy nam od pierwszych stron powieści. Niepewność zachowania głównego bohatera, jego nieprzewidywalność wprowadza zamieszanie. Tajemnicze, niezrozumiałe podejście mieszkańców miasteczka budzi niepokój, podejrzliwość, a miłosne dylematy zrozumienie.
Autor mocno napracował się by dać czytelnikowi ciekawą opowieść o burzliwej młodości, popełnianych błędach, zawistnych i zgorzkniałych ludziach, którzy nie potrafią zapomnieć o przeszłości, którzy pałają chęcią zemsty niszcząc wszystko wokół siebie. Jest to również historia o trudnym dorastaniu, stawaniu się mężczyzną odpowiedzialnym za swoje decyzje i poczynania, szukaniu swojego miejsca na ziemi.

Dla mnie tytułowy śnieg ma podwójną wymowę. Po pierwsze padając przykryje, zamaskuje to, co pozostało na wierzchu i burzyło idealny obraz otoczenia. Z góry wygląda czysto, schludnie, niewinnie, a w środku tylko na określony czas zamraża emocje, uczucia, doznania. Bo kiedy śnieg stopnieje, wszystko wróci do pierwotnego stanu. I w dalszym ciągu będzie zawadą. Po drugie padający śnieg może oznaczać toczące się życie, które bez naszej zgody, a nawet bez naszego udziału prze do przodu i niesie nadzieję, że czas zabliźni rany i wszystko dobrze się skończy.


Bardzo podoba mi się pomysł na zakładki. To jednocześnie praktyczny dodatek jak i obrazkowe podsumowanie przeczytanej treści :)





Levi Henriksen "Śnieg przykryje śnieg", tł. Milena Skoczko, Smak Słowa, Sopot 2015





Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Smak Słowa i Business & Culture :)) Dziękuję za okazane zaufanie :)



Czytaj dalej...

Białe kruki, Christer Mjåset

Premiera: 3 listopad 2014



"Jaka jest różnica między Bogiem a neurochirurgiem? Bóg nie jest neurochirurgiem."

Neurochirurgia jest bardzo prestiżowym zawodem, który wymaga ogromnej precyzji, cierpliwości, stateczności i opanowania. Trzeba mieć również twardy charakter, niezłomność i świadomość, że od momentu wyboru tej wymagającej specjalizacji zdobycie oraz utrzymanie stanowiska stanie się realną, zaciętą walką bez żadnych zasad, a życie prywatne spadnie w hierarchii wartości na same dno...


Troje młodych, zdolnych, dobrze rokujących chirurgów: Mathias, Werner i Thea pracuje na Oddziale Neurochirurgii w szpitalu Uniwersyteckim Haukeland w Bergen. Dają z siebie wszystko, zostają po godzinach, piszą artykuły do czasopism naukowych, rozpoczynają własne projekty i badania przez co zaniedbują swoje rodziny i ograniczają życie prywatne do niezbędnego minimum. A wszystko po to by zdobyć stałą posadę, szacunek, poważanie i stabilną sytuację życiową, bezpieczną przystań dla siebie i swoich bliskich. Kiedy okazuje się, że liczbę posad zredukowano i jest miejsce tylko dla jednego z nich- rozpoczyna się bezlitosna walka o godność i przyszłość. W szranki stają nie tylko młodzi chirurdzy ale ich mentorzy, którzy mają do rozliczenia własne porachunki. 


Christer Mjåset ze względu na swoje wykształcenie i wykonywany zawód idealnie oddał ducha szpitalnego oddziału oraz lekarzy przemieszczających się po nich w nieśmiertelnych białych chodakach. Talent literacki pomógł mu natomiast swoje doświadczenia i obserwacje ubrać w słowa, które czyta się z ogromną przyjemnością. Bohaterowie tego młodego, norweskiego pisarza i lekarza bardzo dobrze wkomponowali się w bezlitosny, bezkompromisowy świat  intryg, które generuje środowisko lekarskie, które jednocześnie staje się barierą i wyzwaniem dla młodych, zdolnych, gotowych przelać krew dla prestiżowego stanowiska mogącego zapewnić stabilną, spokojną przyszłość. Mathias, Werner i Thea uosabiają trzy różne stanowiska wobec nastawienia do swojej pracy, możliwości awansu i relacji rodzinnych. Na ich przykładzie możemy śledzić wpływ nacisków, ducha rywalizacji na ich decyzje i poczynania. A te okazują się nader śmiałe, podszyte ryzykiem, ewoluujące w niewłaściwym kierunku, zmierzające do sytuacji bez wyjścia. 


Christer Mjåset skupił się na postawieniu lekarza w obliczu nieuniknionego dylematu: być czy mieć. Bo co się tak naprawdę liczy w życiu? Dobre wykorzystanie swojego talentu także w służbie drugiemu człowiekowi czy materializm, dążenie do zaspokojenia własnych potrzeb bez względu na konsekwencje i ilość "trupów" pozostawionych na swojej drodze? Mathias, Werner i Thea w pierwszym zachłyśnięciu się swoimi możliwościami muszą stanąć pod ścianą, by przemyśleć swoje postępowanie i jaką ono przyniesie im przyszłość. Każde z nich dokona wyboru. Jakiego?

Podobało mi się, że Christer Mjåset oddał głos swoim postaciom. Poznajemy historię tego specyficznego wyścigu szczurów z perspektywy: Mathiasa, Wernera, Theo i kilkoro ich współpracowników, którzy bezbłędnie podsumowują wydarzenia z Oddziału Neurochirurgicznego, rzucają światło na dodatkowe aspekty z życia bohaterów, ich przeszłości czy wpływają na ich decyzje, stan emocjonalny, wiarygodność. 

Przyznam szczerze, że początek przyjaźni z książką nie był taki, jak się tego spodziewałam. W pierwszej chwili nie mogłam się w niej zadomowić, zagnieździć, zaczytać. Na szczęście to szybko minęło i kolejne już strony powieści czytałam z rosnącym zaciekawieniem. Pomogła w tym wartka akcja, dynamiczne zmiany sytuacji każdego z bohaterów. Christer Mjåset potrafił mnie zaskoczyć i zmienić mój punkt widzenia czy zainteresowania. 

"Białe kruki" uważam za bardzo przyjemną lekturę o tematyce medycznej, która jednocześnie odkrywa tajniki zawodu lekarza i przeraża intrygami wśród tego środowiska. Niestety autor nie zdołał zbliżyć się do moich ulubieńców Tess Gerritsen czy Robina Cooka, którzy są mistrzami thrillera medycznego. Być może to efekt wyboru intrygi, który w "Białych krukach" jest bardziej egzystencjalny niż kryminalny :) 





Christer Mjåset "Białe kruki",tł. Dorota Polska, Smak Słowa, Sopot 2014







Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Smak Słowa i Business & Culture :)) Dziękuję za okazane zaufanie :)




Czytaj dalej...

Miłość za wszelką cenę?

Pierwszy raz w życiu miałam okazję przeczytać powieść skandynawską, a dokładniej szwedzką, która nie jest kryminałem. Przyznam szczerze, że było to dość zaskakujące doświadczenie.

"Facet z grobu obok" Katariny Mazzeti dotyczy strachu przed samotnością i potrzeby miłości, która drzemie w każdym człowieku. Chcemy mieć przy sobie kogoś z kim możemy dzielić troski i mnożyć radość. We dwoje łatwiej jest przejść przez życie czy to pod względem emocjonalno- uczuciowym czy też materialnym.

Bohaterowie tej powieści także mają już dosyć swojej samotności. Jednak poszukiwanie odpowiedniego partnera nie jest łatwym zadaniem. Desiree jest wykształconą dziewczyną z miasta. Pracuje w bibliotece i ma szerokie pole zainteresowań. Od pięciu miesięcy jest wdową i kilka razy w tygodniu odwiedza grób męża. Dziwny był związek tych dwojga ludzi. Nie łączyły ich żadne gorące uczucia, a bardziej zwykłe i przyziemne przyzwyczajenie. Orjan dla Desiree był ostoją i niejako gwarancją na brak samotności w przyszłości.
Benny z kolei pochodzi ze wsi. Pracuje na roli i hoduje mleczne krowy. Każdy jego dzień jest do siebie podobny, praca od rana do wieczora bez chwili wytchnienia. Mężczyzna niedawno stracił matkę, jedyną współtowarzyszkę życia. Nie umie odnaleźć się w swojej samotności. Często odwiedza grób rodzicielki. To właśnie na cmentarzu przecinają się ścieżki losów Desiree i Benny'ego. Czy przeciwieństwa rzeczywiście się przyciągają? Czy dziewczyna z miasta odnajdzie się w wiejskim anturażu? Czy rolnikowi przypadną do gustu miejskie rozrywki?

Desiree i Benny'ego dzieli i różni wszystko poczynając od wykształcenia, poprzez styl spędzania wolnego czasu i zainteresowania po hierarchię wartości. Mimo wszystko nieznane wykładniki miłosnej chemii przyciągają ich ku sobie. Jesteśmy świadkami zderzenia dwóch światów ale w skali takiej, jakby było to zderzenie dwóch zupełnie różnych kultur. Desiree jest typowym mieszczuchem. W wiejskim domu Benny'ego wszystko ją odstręcza. Nie podoba jej się wystrój, zapach, system ogrzewania itd. Z kolei Benny nie może odnaleźć się w wykwintnych restauracjach, a na ulubionej operze Desiree po prostu zasypia. Jedyne co ich łączy to seks. W łóżku porozumiewają się bez słów i spełniają się w miłości cielesnej. Jednak czy to wystarczy? Przecież i ona i on mają całkiem inne oczekiwania od związku.

Relacje i kontrreakcje pomiędzy Desiree i Benny'm wzbudza w czytelniku śmiech. Bo śmieszne są ich próby ułożenia sobie wspólnego życia. Oczekiwania zderzają się z rzeczywistością, które doprowadzają do wielu przedziwnych sytuacji.
Jednak poprzez uśmiech warto dostrzec właściwy przekaz powieści. Miłość jest uczuciem, dla którego każdy jest w stanie zmienić swoje życie, przyzwyczajenia i zdolny jest to godzenia się na ustępstwa, na które w żadnych innych okolicznościach nie byłby w stanie się zgodzić. I jak dalece człowiek jest tolerancyjny względem drugiego człowieka? Kiedy przekraczamy cieniutką granicę pomiędzy akceptacją a odrzuceniem i brakiem szacunku. Niestety przez żartobliwy ton ważkość tych tematów została spłycona :/

"Facet z grobu obok" to przedziwna książka. Jest spokojna miejscami flegmatyczna, odrobinę nużąca. Zupełnie nie podobały mi się postacie. Były takie miałkie, wyblakłe, nijakie. Postać Desiree jest dla mnie niezrozumiała. Fakt nie miała zbyt udanego dzieciństwa ale to nie tłumaczy jej wyborów, zachowania, życia. Benny z kolei wydaje mi się być mężczyzną z problemami, które nie zostały w porę zdiagnozowane. Idzie przez życie jakby obijał się o przeszkody życia i jak go obrócą tak posuwa się dalej... Bez żadnego planu, bez pomysłu...

Za to spodobało mi się zastosowanie zmiennej narracji. Spojrzenie na naradzającą się miłość i wszelkie sporne czy zabawne sytuacje obserwujemy okiem mężczyzny i kobiety, bibliotekarki i rolnika, "miastowej" i "wieśniaka". Choć wydarzenia są te same to odczucia i ich rozumienie całkiem odmienne. Świetne doświadczenie :)

Myślę, że książka Katariny Mazzeti to specyficzna lektura, która znajdzie swoje grono wiernych zwolenników jak i przeciwników.

Ja nie żałuję czasu poświęconego na "Faceta z grobu obok" tylko ze względu na przedstawienie w niej oblicza tolerancji, miłości i gotowości do poświęceń w jej imieniu.





Katarina Mazzeti "Facet z grobu obok", tł. Elżbieta Frątczak- Nowotny, Czarna Owca, Warszawa 2014



Podsumowanie

Plusy:
- zmienna narracja
- zderzenie światów: miasto kontra wieś
- gonienie za miłością za wszelką cenę
- gotowść do poświęceń w imię miłości
- zabawne sytuacje
- gotowość do tolerancji

Minusy:
- miałkie, wyblakłe, nijakie postacie
- spokojna, flegamatyczna, miejscami nużąca
- spłycone ważne społecznie tematy

Jednym zdaniem:
Lektura "Faceta z grobu obok" to zaskakujące doświadczenie.



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pana Moisesa reprezentującego wydawnictwo Czarna Owca :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)



Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka