Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Young Adult. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Young Adult. Pokaż wszystkie posty

Jej wysokość P, Joanne MacGregor // Prawo wysokich dziewczyn



Mając lat naście, każda nawet najdrobniejsza niedoskonałość jest powodem do wstydu, obniżonej samooceny i zamknięcia w skorupie kompleksów.

Doskonałym tego przykładem jest Peyton z powieści Jej wysokość P, Joanne MacGregor. Siedemnastolatka może pochwalić się ponadprzeciętnym wzrostem. Z tego powodu czuje się gorsza nie tylko od kolegów i koleżanek, ale i społeczeństwa, które utrudnia jej życie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Dziewczyna nie ma wyboru podczas zakupu ubrań, dodatków, jest dyskryminowana w nieprzystosowanych środkach transportu czy szkolnego wyposażenia. Już nie wspominając o związkach, na które według Peyton, nie ma żadnych szans...

Początkowo wydaje się, że Jej wysokość P to całkiem miła i nieskomplikowana historyjka o kompleksach i ich pokonywaniu. Niedoskonałości i walka z nimi, nauka samoakceptacji to chleb powszedni młodego człowieka i fajnie, że takie tematy są podejmowane w książkach młodzieżowych. Mając przykład łatwiej dostrzec, że problem nie zawsze jest aż tak poważny i że inni miewają gorzej. 

Sytuacja Peyton jest znacznie gorsza, niż wygląda to na pierwszy rzut oka. Rodzice nastolatki są po rozwodzie. Z ojcem kontakt jest znikomy, a i na matkę nie może liczyć. Kilka lat wcześniej rodzinę siedemnastolatki spotkała tragedia, która zniszczyła wszelkie relacje i doprowadziła pod ścianę, gdzie nie ma odwrotu i nie ma możliwości pójścia w przód. Peyton musi radzić sobie sama i to nie tylko z problemami dojrzewania, ale i z kłopotami typowymi dla świata dorosłych. 

Bohaterka powieści Jej wysokość P jest bardzo dowcipną i bystrą osóbką. Mimo kompleksów, upokorzenia i codziennych docinków, walczy o swoją przyszłość. Początkowo nie podobała mi się jej relacja z matką. Jednak gdy poznałam prawdziwą sytuację, doskonale zrozumiałam frustrację i mocne słowa skierowane w kierunku kobiety, która powinna być wsparciem, opoką, fundamentem. Całkiem inaczej spojrzałam wówczas na Peyton. Stała się dla mnie twardą wojowniczką, ale o delikatnym, kruchym i współczującym sercu maskowanym przez trudy codziennej rzeczywistości. 

Owszem pojawił się w książce wątek miłosny, ale delikatny, romantyczny i bardzo subtelny. Według mnie taki powinien być w literaturze młodzieżowej. Joanne MacGregor zarysowuje łagodną, ale płomienną relację bez epatowania seksualnością, która przytłoczyła i zasłoniłaby wątek o wiele bardziej istotny. 

Styl Joanne MacGregor bardzo mi odpowiada. Jest zabawny, ale jednocześnie rzeczowy i z odpowiednią wagą traktuje tematy trudne i istotne dla młodego czytelnika. Autorka ma lekkie pióro i z łatwością potrafi utrzymać zaciekawienie. Barwne opisy, dowcipne dialogi, komizm sytuacyjny tylko dowodzą wyjątkowości lektury. Joanne MacGregor swoich bohaterów stawia w skomplikowanych sytuacjach, ale wskazuje możliwości ich rozwiązania bez składania ofiary. 

Jej wysokość P to powieść o kompleksach i radzeniu sobie z nimi nie zaprzepaszczając gdzieś po drodze pogody ducha. Peyton dobitnie uświadamia, że przeciwności losu wzmacniają charakter, budują wartości, z którymi kroczy się do końca życia jedynie wtedy, kiedy ma się stabilne oparcie. Jej wysokość P to również opowieść o kształtowaniu rodziny, nawet tej po przejściach, budowaniu zaufania i otwieraniu siebie także wtedy, a może, zwłaszcza gdy tak trudno pokazać prawdziwą twarz. Cała historia jest okraszona subtelnym romantyzmem, który idealnie puentuje powieść.







Jej wysokość P, Joanne MacGregor, tł. Edyta Świerczyńska, Wydawnictwo Kobiece 2018



Czytaj dalej...

Consolation, Corinne Michaels // Remedium na melancholię?


Remedium na melancholię?

Czy miłość może uleczyć złamane serce? Czy pomoże zapomnieć o żalu, rozgoryczeniu, przeraźliwej tęsknocie i zapełnić pustkę, jaką pozostawiła po sobie śmierć? 

Przez pierwsze tygodnie żałoby trudno jest myśleć o czym innym, niż o tym, co się utraciło. Tak samo jest w przypadku Natalie głównej bohaterki powieści Corinne Michaels „Consolation”. Jej tragicznie zmarły mąż był jej pierwszą i jedyną miłością oraz idealną połówką pomarańczy, która trafia się raz na całe życie. Kobieta pogrążyłaby się w rozpaczy, gdyby nie nowo narodzona córeczka. To ona jest jej odkupieniem i nadzieją na równowagę. Wtedy pojawia się on, Liam. Był przyjacielem Aarona, a teraz stara się ułatwić życie jego żonie. Wspólnie spędzane chwile zmieniają się w relację, która wykracza daleko poza sferę przyjaźni. Staje się zakazanym owocem, nadzieją, ale czy będzie remedium na samotność, smutek, melancholię?

O książce było głośno na długo przed jej premierą. Już wtedy wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Lubię powieści, w których ścierają się emocje, a w tej  nie zabrakło emocjonujących scen zapadających głęboko w serce. Już sam początek trafia w czuły punkt. Śmierć ukochanego tuż przed porodem nie może nie wzruszyć i nie wzbudzić współczucia. Natalie traci grunt pod nogami, sens życia. I tylko malutka córeczka trzyma ją w pionie i nie pozwala na drastyczne kroki. Pojawienie się Liama przywraca na jej usta uśmiech i rozpromienia mrok codzienności. Obserwujemy odradzającą się przyjaźń i kiełkujące uczucie. Razem z bohaterami odczuwamy motyle trzepoczące w brzuchu, ekscytację wraz z kolejnymi spotkaniami i miłosnymi uniesieniami. 

Z przyjemnością śledziłam losy Natalie i Liama. Corinne Michaels prostymi, ale bardzo sugestywnymi słowami wymalowała przed czytelnikiem wszystkie barwy przyjaźni, miłości, oddania, szacunku, bezinteresowności, czułości. Jednakże życie nie składa się tylko z jasnej strony. Często pojawiają się ciemne chmury, które mogą przynieść burzę. Takie wyładowanie emocji może albo wszystko zniszczyć, albo wznieść poziom wyżej. Autorka postawiła przeszkody na wspólnej drodze bohaterów, które zaskoczyły wyjątkowo brutalnie i ich i czytelnika. 

„Consolation” wciąga od pierwszego słowa i przyciąga wzrok, myśli nawet wtedy, gdy nie masz możliwości zasiąść do lektury. Kiedy już zasiądziesz wygodnie, otworzysz na pierwszej stronie i zagłębisz się w treść, z pewnością nie oderwiesz się przed końcem historii. To mogę zagwarantować ;)

„Consolation” to wzruszająca opowieść o brutalnej rzeczywistości okraszonej słodkim, odurzającym, zniewalającym uczuciem. Koniecznie przeczytajcie i otulcie się emocjami jak ciepłym kocykiem :)









„Consolation” Corinne Michaels, tł. Kinga Markiewicz, wydawnictwo Szósty Zmysł, Słupsk 2017




Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Początek wszystkiego, Robyn Schneider

Premiera: 14 czerwiec 2017




Życie potrafi całkowicie zaskoczyć. To, co wydaje się katastrofą, końcem planów i marzeń może okazać się początkiem całkiem innej ścieżki, innego sposobu na osiągnięcie szczęścia.

Ezra Faulkner jest dobrze zapowiadającym się sportowcem, a jego uroda, dowcip, styl bycia, charyzma przyciąga zarówno męską i żeńską część szkoły. Po prostu jest lubiany i popularny w swoim środowisku. Wypadek samochodowy, kalectwo wszystko zmienia. Ezra w jednej chwili traci dziewczynę, przyjaciół i widoki na sportową karierę. Staje się szkolnym odludkiem. Cassidy Thorpe to dziewczyna, która z przebojem wkracza w życie Ezry i na nowo rozbudza nadzieję na spełnienie.

Przy pierwszym spotkaniu, Ezra nie wyróżnia się niczym pośród nastolatków, którzy go otaczają. Jest wesoły, beztroski i czerpie z życia pełnymi garściami. Nie obawia się o jutro i jest pewny, że to co go spotyka zwyczajnie mu się należy. Nie przejmuje się drobnymi potknięciami, nie zastanawia go nawet rozstanie z najlepszym przyjacielem. Wypadek samochodowy wszystko zmienia. Chłopak ze szkolnej gwiazdy zmienia się w odludka, a samotność pozwala wciąż na nowo rozpamiętywać bolesne straty. Nie zależy mu na zmianach, w swoich rozmyślaniach i planach nie wychodzi daleko naprzód. Dopiero pojawienie się nowej uczennicy, Cassidy zmienia jego stosunek do życia. Dziewczyna jest pełna optymizmu, energii, ciekawa świata i na wszystko ma odpowiedź, często w postaci cytatów z książek. Porywa Ezrę i narzuca mu swój styl bycia. Namawia go na nowe doświadczenia, wyciąga ze skorupy samotności. Okazuje się, ze kalectwo nie musi zamykać mu drogi do szczęścia, że zawsze można odnaleźć ścieżkę, która może i prowadzi w inne miejsce, ale równie ciekawe i satysfakcjonujące.

Ezra i Cassidy doskonale się uzupełniają. Oboje mają nauczyć siebie czegoś o życiu. Ezra to doskonały przykład nastolatka, który miał wszystko, ale też wszystko stracił w jednej chwili. Jego emocje są przedstawione bardzo realnie, a gorycz straty dotyka najczulszych strun naszego serca. Przecież każdy z nas ma taki etap za sobą, kiedy wydawało się, że to już koniec i żadnych więcej szans na nas nie czeka. Cassidy to wulkan energii, która wnosi do książki ożywienie, radość, ekscytację. Nosi w sobie jednak pewien sekret, który sprawia, że jej postawa staje się bardziej znacząca, warta zauważenia.

Nie wszystkie postaci występujące w „Początek wszystkiego” przypadły mi do gustu. Autorce nie udało się uniknąć czarno- białego schematu. Gwiazdy football'u to dość tępi mięśniacy, a ich partnerki to dziewczyny pragnące być w centrum uwagi bez względu na uczucia, oczekiwania. Na szczęście są to role drugoplanowe, które mają zadanie wyłuszczyć pewne wartości, a oni sami nie mają większego znaczenia.

Robyn Schneider stawia na miłość i przyjaźń. W swojej powieści doskonale je łączy i uzupełnia. Udowadnia, że trwałe fundamenty są budowane na emocjach, na wspólnych przeżyciach, bliskości, a nie statusu, pochodzenia czy popularności. Ezra na własnej skórze przekonał się, że przyjacielem nie jest ten, który ogrzewa się w naszym blasku, ale ten, który w najcięższych chwilach potrafi wyciągnąć rękę i podnieść z dna rozpaczy.

„Początek wszystkiego”  to historia nastolatków dotkniętych bólem, cierpieniem, bezsilnością. Mimo młodego wieku ich bagaż doświadczeń może przygnieść nie jednego dorosłego. A jednak  Robyn Schneider z wysmakowanym dowcipem, lekkością pióra pozwala natchnąć nadzieją, a smutek przemienia w gotowość do działania, energię i ekscytujące oczekiwanie na kolejną szansę.


„Początek wszystkiego” to doskonała lektura dla każdego i na każdym etapie życia. Pozwala otrząsnąć się z codziennej rzeczywistości i popycha do poszukiwań nowych, nieoczywistych celów.








„Początek wszystkiego” Robyn Schneider, tł. Aga Zano, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017





Mam dla Was specjalny, przedpremierowy fragment powieści „Początek wszystkiego” :) Miłego zaczytania ♥




Czytaj dalej...

Cela 7, Kerry Drewery


Każdy z nas pomyślał kiedyś „oko za oko, ząb za ząb”. W chwili wzburzenia, ogromnej złości, nienawiści chcemy, by osoba która wprawiła nas w ten stan, poniosła podobne konsekwencje. Morderstwo zadane z zimną krwią powinno być karane śmiercią, natychmiast i bez zadawania zbędnych pytań. Takie myślenie jest zupełnie normalne, ale gdy nadchodzi refleksja poszukujemy czegoś więcej. Chcemy znać motywy, dowody i być pewnym, że dana osoba rzeczywiście popełniła zbrodnię. Historia pełna jest spraw, w których niewinni zostali skazani na najwyższy wymiar kary, a bezlitośni oprawcy wychodzili wolno z więzienia śmiejąc się w twarz swoim ofiarom. 

Kerry Drewery wyszła na przeciw i zadała jedno proste pytanie... Co by było gdyby...

W książce „Cela 7” przedstawia alternatywny świat pozbawiony tradycyjnych sądów i sędziów, rozprawy o morderstwo stały się rozrywką dla mas, a wyroki zapadały za pomocą głosowania telefonicznego i internetowego. Czy takie rozwiązania przyniosły oczekiwany skutek? Czy przestępczość zmalała? Czy każdy człowiek może być sędzią i decydować o życiu i śmierci?

Siedem Dni Sprawiedliwości to zrewolucjonizowany system sądownictwa, w którym widzowie reality show w przeciągu siedmiu dni wydają wyrok dotyczący morderstwa. Karą jest śmierć, a egzekucję można oglądnąć bez wychodzenia z domu. Niby prosty i łatwy system nie budzący zastrzeżeń. Niestety, ma mały ale istotny mankament. Nie są brane pod uwagę okoliczności łagodzące, dowody, motywy i świadkowie. Oskarżony o morderstwo musi się liczyć z niechybną śmiercią, nawet jeśli został skazany przez przypadek. Kiedy do celi śmierci trafia szesnastoletnia Martha, która zamordowała znanego i lubianego filantropa, emocje osiągają zenit. 

Poznajemy Marthę kiedy trafia do celi nr. 1. Dziewczyna jest zdezorientowana, przerażona. Doskonale wie, co czeka ją już za siedem dni. Mimo to uparcie powtarza, że jest morderczynią, choć oprócz jej zeznania zupełnie nic na to nie wskazuje. Z rozmów z doradcą, Eve oraz z retrospekcji powoli składamy obraz prawdziwych wydarzeń i tego co taj naprawdę oznaczają. Bo oczywiste jest, że sprawa ma podwójne dno i o wiele głębsze znaczenie. Nie chcę zbyt dużo zdradzać z fabuły, by nie zepsuć Wam przyjemności z lektury. A uważam, że każdy powinien poznać tę książkę ku rozwadze w podejmowaniu decyzji na przyszłość.

Sytuacja naszego społeczeństwa, korupcja i ogromna megalomania naszych przywódców bardzo przypomina mi postaci z tej powieści. Z przerażeniem czytałam o bezlitosnej inwigilacji, manipulacji, które najpierw doprowadziły do upadku niezawistnych sądów i sprawiedliwości, a potem do zupełnego upadku człowieczeństwa. „Cela 7” precyzyjnie wskazuje czym może skończyć się chęć bycia ponad wszystkim i wszystkimi. 

Kerry Drewery w drobiazgowo przemyślany sposób kreuje swoją historię. Pozwala nam oczami Marthy i Eve przyjrzeć się światom tak całkowicie od siebie różnym. Martha reprezentuje biedotę, gdzie o przeżycie, jedzenie, codzienny byt trzeba walczyć zębami i pazurami. Dziewczyna nie jest zdeprawowaną nastolatką. Ona ma ukryty cel, a jej męczeństwo ma być przełomem do zmian. Eve należy do elity. Z pozoru jej codzienność nie jest naznaczona troskami. I tu po raz pierwszy czytelnik zostaje zaskoczony. Kobieta przeszła ogromną tragedię, która pozwoliła jej dostrzec mankamenty nowego systemu sądownictwa. Stara się walczyć o godne warunki dla osadzonych i o sprawiedliwy werdykt. Niestety, to walka z wiatrakami. Liczy się oglądalność i wymierne korzyści jakie niesie za sobą reality show. 

Akcja powieści wraz z upływem czasu, przemijającymi kolejno siedmiu dni przyspiesza i zatrważająco zmienia swój bieg. Odpowiednie trybiki wskakują na swoje miejsce i przynoszą zrozumienie, jeszcze bardziej wzbudzając przy tym złość na ludzi, którzy zamiast dbać o bezpieczeństwo i sprawiedliwość, hołubią własnym żądzom, przyjemnościom i napychają kieszenie kasą... 

„Celę 7” polecam miłośnikom dobrych thrillerów trzymających w napięciu do ostatniej strony. Kerry Drewery napina emocje, nerwy do ostateczności, zmusza do refleksji nad tym co jest dobre, a co złe i poszukiwania odcieni pomiędzy czernią i bielą życia. 







„Cela 7” Kerry Drewery, tł. Patrycja Zarawska, Młody Book 2017





Czytaj dalej...

Book Tour: Urodzeni, by przegrać, Iga Wiśniewska


„Urodzony, by przegrać, żyję, by wygrać.” 

Miłość to uczucie, o które warto walczyć i ponieść cenę, nawet jeśli jest zbyt wygórowana. 

Karol i Diana byli kiedyś parą. Ich traumy odsunęły od siebie na długie lata. Przypadkowe spotkanie na nowo wiąże ich serca i być może stanie się opatrunkiem na stare, ale nie do końca zabliźnione rany. Czy razem uda im się odnaleźć szczęście i uwierzyć w wygrany los?

Diana jest przykładną studentką, która stroni od ludzi i z własnej woli wybiera samotność. To jej broń przeciwko wścibskim pytaniom i dość nieudolna próba odseparowania od trudnej przeszłości. Nieudolna, bo dziewczyna wciąż od nowa rozpamiętuje zamierzchłe wydarzenia, analizuje, obwinia się i poddaje depresji.
Karol to typ niegrzecznego chłopaka, który nie stroni od bójek, agresji i pakowania się w kłopoty. Jednak to tylko poza, która pozwala mu zachować wyłącznie dla siebie prawdziwą osobowość. Tak dzieje się do czasu. 
Przypadkowe spotkanie Diany i Karola wyłuskuje ich ze skorup, w które zamknęli się na własne życzenie. Staje się punktem zwrotnym, które otwiera drogę albo ku całkowitej katastrofie, albo świetlanej przyszłości. Od nich zależy, w którą stronę zrobią krok.

„Każdy nosi w sobie sporo złości. Grunt to pozbyć się jej odpowiednio wcześnie.”

To pierwsza książka Igi Wiśniewskiej, którą miałam okazję czytać. Autorka bardzo ciekawie przedstawiła nam głównych bohaterów. Postawiła na kontrasty, które jak to w życiu bywa, okazują się jedyną linią porozumienia. Traumy z przeszłości dodatkowo dają im nić porozumienia i argumenty do spędzenia wspólnej przyszłości. Trudności, katastrofy i następstwa jakie dosięgły Karola i Dianę są wiarygodne i spójnie, konsekwentnie po sobie następują. Życie tej dwójki młodych ludzi nie jest łatwe i dosięgają ich problemy, z którymi nie radzą sobie nawet dorośli. Pokazują, że z każdej sytuacji jest wyjście, ale trzeba się zaangażować, trzeba się otworzyć na ludzi, nowe doświadczenia, uczucia.

„Pogodziłem się sam ze sobą. Pogodziłem się ze wszystkim, co zrobiłem, ze wszystkimi głupimi i nieodpowiedzialnymi rzeczami. Z czynami gorszymi niż głupie i nieodpowiedzialne. A kiedy już to zrobiłem, odnalazłem spokój.”

Iga Wiśniewska zgrabnie operuje słowem i pozwala czytelnikowi cieszyć się płynną lekturą, łatwą w użyciu, ale ciężką i skomplikowaną od emocji. Bez trudu przychodzi utożsamienie się z bohaterami i spojrzenie na życie ich oczami. Obserwowanie niegodziwości, nienawiści i ludzkiej podłości zmusza do refleksji na temat rodziny, macierzyństwa, ojcostwa, rodzicielstwa i odpowiedzialności za swoje poczynania, decyzje czy rozliczenie ze swoimi grzechami i słabościami.

„Sprawiedliwość  nie istniała, był tylko ból.”
 
„  Urodzeni, by przegrać” to powieść, która śmiało może konkurować z największymi światowymi bestsellerami gatunku Young Adult. Młodzi bohaterowie u progu życia walczący z demonami z przeszłości- to musi się podobać :)





Książkę przeczytałam w ramach Book Tour zorganizowanego przez Cyrysię (tutaj szczegóły akcji), której serdecznie dziękuję za tę możliwość :D




 
Czytaj dalej...

Ugly love, Colleen Hoover



Jeżeli masz ochotę na wzruszenie i doznania szarpiące serce, to jest jedna autorka, która spełni Twoje oczekiwania i to z gwarancją satysfakcji. Jest nią Colleen Hoover!

"Ugly love" to druga powieść pisarki, którą miałam okazję przeczytać i szczerze przyznaję, że po raz kolejny dałam się uwieść jej słowom, ponieść fali emocji, wygodnie umościć się w historii i głęboko przeżywać ją razem z bohaterami.

Pierwsze spotkanie Tate i Milesa nie należało do przyjemnych. Jednak każde kolejne rozbudza w nich iskrę, fascynację i gorące pragnienia.  O ile Tate jest gotowa poddać się rodzącemu uczuciu, o tyle Miles nie zamierza dać więcej niż swoją męskość, swoją seksualność. Proponuje dziewczynie układ: seks bez zobowiązań i jedną wiążącą zasadę: "nie pytaj mnie o przeszłość i nie licz na przyszłość"... Czy ten układ ma szansę przetrwać? Czy ich połączy, a może zniszczy?

Od pierwszej chwili polubiłam Tate i Milesa. Mają w sobie coś, co nie pozwala przejść obok nich obojętnie. Młodzi, piękni, otwarci, trochę zagubieni, cierpiący, pełni nadziei... Dziewczyna jest uroczo naiwna ale i zdeterminowana, gotowa na walkę, która może zniszczyć jej kruche serce. Chłopak z kolei boryka się z ogromną traumą z przeszłości nie dającą spokoju i nie pozwalającą odnaleźć szczęścia. I chociaż układ, ktory ich łączy denerwuje mnie okropnie, wiem że i w rzeczywistości są pary, które gonią za ułudą miłości, gotowi zapłacić za nią zbyt wysoką cenę.

Colleen Hoover intuicyjnie ale i z doświadczeniem angażuje czytelnika w swoją historię. Pozwala zajrzeć w przeszłość, zrozumieć zachowania bohaterów, pozkazać ich od tej strony, która porusza i rozbudza współczucie. I mimo, że nie akceptujemy niektórych wyborów to szaleńczo kibicujemy im na każdym kroku i bezwiednie podpowiadamy rozwiązania albo szeptem pełnym goryczy komentujemy niepowodzenia. 

Książka wpisuje się w gatunek Young Adult, ale doskonale odnajdą się w niej i dużo starsi czytelnicy. "Ugly love" to powieść o miłości, która przecież dotyczy każdego z nas. Jest tu miejsce na delikatne uniesienia, poczucie satysfakcji, nieprzypadkowe akty spełnienia oraz cierpienie mogące zniszczyć zebrane emocje. Miłość to nie tylko tęcza i różowe okulary, to gama uczuć, często będących swoim przeciwieństwem i dojrzałość w umiejętnym ich selekcjonowaniu. 

"Miłość nie zawsze jest piękna. Czasami przez lata masz nadzieję, że okaże się czymś innym. Czymś lepszym. A potem, zanim się spostrzeżesz, wracasz do punktu wyjścia i zostajesz z niczym."

"Ugly love" i Colleen Hoover porwała mnie w niezapomnianą podróż, pozostawiła z  uczuciem satysfakcji, wspomnieniami zapierającymi dech w piersi i oczekiwaniem na kolejną wyprawę, już niebawem :)








"Ugly love" Colleen Hoover, tł. Piotr Grzegorzewski, Otwarte, Kraków 2016




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Księgarni Tania Książka :)









Czytaj dalej...

Bez słów, Mia Sheridan



Miłość nie potrzebuje słów ale czynów, które udowodnią i podkreślą prawdziwość oraz rangę uczucia.

Dwoje zagubionych ludzi odnajduje się w małej, sennej miejscowości niemal gdzieś na końcu świata. Rany z przeszłości nie pozwalają im w pełni rozwinąć skrzydeł, ale razem są gotowi pokonać wszelkie trudności. Czy Archer i Bree próbując odnaleźć spokój, odnaleźli miłość?

Archer jest outsiderem, a przez mieszkańców traktowany jest jak niespełna rozumu pustelnik. Prawda o jego życiu jest zaskakująca. To inteligentny, czarujący ale zamknięty w sobie chłopak, którego przeszłość odizolowała od świata i zamknęła mu drogę do szczęścia. Archer jako dziecko stracił rodziców, głos i poczucie bezpieczeństwa, poczucie własnej wartości. 
Przeszłość Bree również jest naznaczona cierpieniem. Wyjazd do Pelion miał być ucieczką przed rzeczywistością, a wydaje się że okazała się wyczekiwanym zbawieniem.
Jak to często bywa, spotkanie Bree i Archera nastąpiło całkiem przypadkowo, ale od pierwszej chwili wyryło się w ich sercu złotymi zgłoskami. Od tej pory wszystko się zmieniło, nabrało znaczenia, stało się początkiem ukojenia. 

Mia Sheridan od pierwszej strony rozbudza ciekawość i nie pozwala jej tak łatwo zaspokoić. Podążając za rozwiązaniem tajemnicy, wprowadza nas w świat miłości, choć ograniczonej ciszą i gestami dłoni, to wymownie bogatej w emocje i doznania. Z lubością obserwowałam jak Archer z zakompleksionego, zahukanego i niepewnego siebie chłopca zmienia się w mężczyznę gotowego na wiele poświęceń w imię miłości. Bliskość Bree jest pożywką otwierającą go niczym kwiat. To również dzięki Bree mieszkańcy Pelion dostrzegają w nim wrażliwego człowieka i znikają wszelkie uprzedzenia. 

"Bez słów" to nie tylko opowieść o miłości szarpiącej najczulsze struny serca, ale i historia zranionych uczuć, ambicji, nienawiści oraz manipulacji, która niszczy więzi, doprowadza do tragedii i izolacji.  

Odkryj z Mią Sheridan wszystkie odcienie miłości i sprawdź jak wiele można powiedzieć nie używając słów.









"Bez słów" Mia Sheridan, tł. Martyna Tomczak, Otwarte, Kraków 2016





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Księgarni Tania Książka :)









Czytaj dalej...

Book Tour: Plaga samobójców. Program. Suzanne Young



Czy depresją, myślami samobójczymi, dążeniem w kierunku śmierci można się zarazić?

Suzanne Young założyła właśnie taki scenariusz, który stał się fundamentem rewelacyjnej powieści dla młodzieży, wnikającej głęboko w świat nastolatków, ich nastrojów, dojrzewania i ratowania resztek wolności, indywidualności. 

Młodzi bohaterowie powieści "Plaga samobójców. Program": Sloane, James, Realm muszą przed wszystkimi ukrywać swoje prawdziwe emocje. Każde podejrzane zachowanie, płacz, wyobcowanie, wycofanie, niekontrolowane wybuchy złości mogą zwrócić uwagę rodziców, rządu i wkręcić w tryby autorskiego Programu by uchronić ich przed zaraźliwym wirusem choroby doprowadzającej do samobójstwa. Trudno jednak trzymać nerwy na wodzy, kiedy przeżywa się żałobę po śmierci brata, najlepszego przyjaciela i depresję ukochanego... Sloane nie udaje się zamaskować swoich uczuć i trafia pod opiekę Programu, który ma pozbawić ją wspomnień. Czy uda jej się jednocześnie wyzdrowieć, zachować siebie i wykiwać system?

Program został stworzony by pod przykrywką psychologicznej pomocy kontrolować młode umysły i eksperymentować, eliminować budzące niepewność wspomnienia. Nastolatkowie wobec tych planów są bezsilni. Inwigilowani w domu, w szkole, w miejscach publicznych muszą ukrywać swoje prawdziwe emocje by nie dać powodu do pseudomedycznej izolacji. W życiu głównej bohaterki nawarstwiają się problemy, z którymi trudno poradzić sobie w pojedynkę. Nie może skorzystać z pomocy ukochanego, rodziców bo obawia się zdemaskowania. Bardzo dokładnie poznajemy Sloane i jej uczucia. Jej oczami obserwujemy otoczenie i następujące kolejno wydarzenia. Możemy poczuć jej ból po stracie brata, przyjaciela i postępującej depresji chłopaka oraz strach przed przyszłością, w której brakuje perspektyw. Doświadczamy jej daremnej walki z dorosłymi, systemem, Programem. Czy na pewno? 

Kiedy Sloane trafia pod opiekę Programu, śledzimy poczynania lekarzy, a także batalię jednostki o zachowanie wolności i indywidualności. Nastolatce udaje się oszukać system i zasiać ziarno niepewności. Czy uda jej się coś zmienić?

Suzanne Young miała genialny pomysł na fabułę, stworzyła rewelacyjne osobowości i wciągnęła mnie w historię niesprawiedliwości, przymusu, ucisku wobec młodej części społeczeństwa. Pozbawianie ich wspomnień łamie ich prawo do wolności, indywidualności, niezależności, swojego "ja", czyniąc z nich ludzi gorszej kategorii podatnych na wpływy.

"Plagę samobójców" przeczytałam jednym tchem z ogromną ciekawością, zaskoczona jej dynamicznością i zwrotami akcji, które nie pozwalają na nudę. Zakończenie książki jest zaskakujące, zastanawiające i wzbudzające niecierpliwość w oczekiwaniu na kolejny tom serii :) Ale lubię to :)

Serdecznie polecam :)






"Plaga samobójców. Program" Suzanne Young, Feeria Young 2015






Książkę przeczytałam dzięki Book Tour zorganizowanemu przez Natalię z bloga Książkowe Kocha Nie Kocha  :) 









Czytaj dalej...

Byłam tu, Gayle Forman



Gayle Forman to jedno z najgorętszych obecnie nazwisk popularnego nurtu literackiego Young Adult. Sama poznałam już dwie książki autorki ("Zostań, jeśli kochasz" i "Wróć, jeśli pamiętasz") i muszę przyznać, że zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Tematyka powieści dotyczy młodych ludzi, zmuszonych zmagać się z trudnymi doświadczeniami, uczuciami i emocjami.

"Byłam tu" porusza problem samobójstw wśród młodzieży, próby radzenia sobie z poczuciem winy i żałobą po stracie bliskiego człowieka.

Meg popełnia samobójstwo, które zaplanowała z chirurgiczną precyzją. I właśnie ten porządek, ta systematyczność  oraz kompletny brak przesłanek do podjęcia tak drastycznego kroku, zasiewa ziarenko niepokoju w głowie jej najlepszej przyjaciółki Cody. Dziewczyna próbuje prześledzić ostatnie dni życia Meg, by poznać powody pragnienia śmierci. Chce również pozbyć się poczucia winy, że nie zauważyła problemów koleżanki.

Meg to dziewczyna z sercem na dłoni. Nie przejdzie obojętnie wobec krzywdy innych. Z zaangażowaniem udziela się społecznie. Jest doskonałą uczennicą, przyjaciółką, córką. Dlatego wszystkich zaskakuje jej samobójcza śmierć. Nie tylko jej bliskich ale również czytelnika. Co mogło się wydarzyć, że ta wesoła, rozrywkowa nastolatka, przyciągająca ludzi jak magnes, zdecydowała się na tak drastyczny krok i zakończyć swoje życie w chwili, gdy stoi u jego progu?

Gayle Forman bardzo umiejętnie stopniuje napięcie i dawkuje informacje. Z pomocą Cody zdradza tajemnice z tej z pozoru szczęśliwej dziewczyny. Krok po kroku pozwala odkryć  rzeczywiste powody popychające ją do samobójstwa i nie są to argumenty szokujące, kontrowersyjne. Rozwiązanie okazuje się tak bliskie życiu, tak powszechne... Nie chcę zdradzać zbyt dużo, by nie odbierać Wam przyjemności prowadzenia śledztwa. Musicie sami dotrzeć do mety i poczuć to, co ja, odkrywając prawdę. Ujawnię jedynie, że dochodzenie, badanie okoliczności jest bardzo emocjonujące i przynosi wiele niespodzianek. Zatrważające jest jak internet może pomóc w szukaniu informacji,  a tematyczne fora przynieść bulwersujące odpowiedzi. Nie zapominajmy, że nie jesteśmy w sieci tak do końca anonimowi. Pozostawiamy ślad, który może przynieść przytłaczające konsekwencje.

Autorka bardzo sprytnie wykreowała dualistyczną naturę, zachowanie Meg. Doskonale stworzyła bazę jej życia i ukryła problemy. Czytelnik może poczuć się zaskoczony rozwiązaniem, ale to dobrze bo zmusi go do przemyśleń i być może zauważenia problemu w swoim otoczeniu. Dojrzenie i zrozumienie to pierwszy krok żeby móc nieść pomoc i nie dopuścić do tragedii.

Dzięki Cody możemy dostrzec, że to, co obserwujemy nie zawsze jest dokładnie tym, co widzimy. Człowiek posługuje się maskami, które w zależności od okoliczności zmienia i pokazuje to, co chcemy zobaczyć. Tylko uwaga i wrażliwość są w stanie dostrzec niuanse i moment, kiedy te maski są zmieniane.

Wolności nie można nikomu dać. Wolność każdy zdobywa sam, a ludzie są o tyle wolni, o ile zdecydują się po nią sięgnąć.

"Byłam tu" to oprócz historii na wskroś tajemniczej, tragicznej i poruszającej, opowieść o narodzinach uczucia. Na szczęście wątek romansowy nie wychodzi na pierwszy plan i nie przytłacza tego, co jest najważniejsze. Jest bardziej przy okazji ale dobrze wkomponowuje się w całość.

"Byłam tu" to książka, która jest obowiązkową lekturą dla fanek Gayle Forman. Spodoba się także tym, którzy lubią się wzruszyć i dogrzebać do sensu, istoty sprawy.





"Byłam tu" Gayle Forman, tł. Nina Wum, Bukowy Las, Wrocław  2015





Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Bukowy Las  :)






Czytaj dalej...

Wstyd, Rachel Van Dyken


Każdy z nas ma tajemnice i na życiowym koncie popełnione grzeszki, których się wstydzi. Nie chcemy by wyszły na jaw i uprzykrzyły czy zrujnowały plany, a nawet przyszłość. Trzymamy je zatem w sekrecie i uważnie pilnujemy odgradzając się tym samym od życia i przyjemności, które niesie.

To właśnie takich wstydliwych tajemnic dotyczy trzecia, finałowa część serii Zatraceni.

Lisa ukrywa swoją prawdziwą tożsamość. Próbuje wtopić się w tłum, być jedną z wielu podobnych do siebie dziewcząt. Nie robi to dla fun' u czy fanaberii. Chce uciec przed przeszłością, która zaczyna ją doganiać i nieść realne zagrożenie. Wydaje jej się także, że odseparowanie od uczuć i emocji przyniesie jej spokój i bezpieczeństwo... Wtedy na jej drodze stanie On... I jeszcze bardziej skomplikuje jej życie...

 Nadzieja to pewna postać szczęścia, może największego, jakie daje świat.

Rachel Van Dyken po raz kolejny przedstawia trudy dorastania, dojrzewania i brania odpowiedzialności za własne czyny. Lisa musi żyć z demonami przeszłości, które nękają ją każdego dnia zabierając całą radość, poczucie równowagi, stabilności, bezpieczeństwa. Tajemniczy stalker, pogróżki, anonimowe listy burzą spokój, a wprowadza atmosferę strachu, agresji.

"Wstyd" jest promowana jako najbardziej mroczna część serii Zatraceni. Zgadzam się z tym. Ten tom obfituje w negatywne emocje, cień przeszłości zakradający się z nienacka i rzutujący na przyszłość młodej dziewczyny. To również historia o chorym umyśle knującym dotkliwe scenariusze i manipulacji rujnujące relacje, uczucia, życie.

W książce, jakby inaczej, znajdziecie wątek miłosny. Jednak nie spodziewajcie się ckliwej, słodkiej, polukrowanej do granic możliwości opowieści o biednej dziewczynie i rycerskim chłopaku. Wręcz odwrotnie. To spotkanie dwóch osób z niską samooceną, brakiem wiary w siebie, z trudną przeszłością, obawami, poszukujących wielu odpowiedzi. Początkowo ich relacja nie jest łatwa, muszą pokonać wiele przeszkód, ograniczeń, oceny. Czy skomplikowany początek może zmienić się w satysfakcjonujący związek?

Rachel Van Dyken prostym językiem, dynamiczną akcją i ciekawymi postaciami zagłębia się w świat młodych ludzi, którym życie utrudniają używki, technologia, internet. Pokazuje jak łatwo można zaszczuć ofiarę, jak zmienić jej życie w piekło oraz jak trudno jest rozprawić się z oszczerstwami i plotkami. "Wstyd" niesie także pewna naukę i nadzieję, znaną i ponadczasową. Bo każdej burzy wychodzi słońce, każde nieszczęście niesie doświadczenie, a prawdziwi przyjaciele nie pozostawią w biedzie.

Twoje życie wygląda jak czyste płótno, podążaj więc za swoim przeznaczeniem i wiedz, że każdy krok, który zrobisz, pozostawi na śniegu kolejny ślad. Jeśli chcesz, żeby te ślady dokądś cię doprowadziły, dbaj, by były wyraźne. Dopilnuj, żeby twoje ślady miały znaczenie.





"Wstyd" Rachel Van Dyken, tł. Jarosław Irzykowski, Feeria, Łódź 2015




Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Aplikacja, Lauren Miller



Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża.

Najnowszy program nauczania powoli zabija świadomość i samodzielne myślenie. Uproszczone podręczniki, wiedza wtłoczona w schemat, testy pisane pod klucz, a do tego wzrost popularności smartfonów, tabletów i aplikacji nie tchnie nadzieją i nie nastraja optymistycznie. Niestety, to nasza przyszłość...

Lauren Miller w "Aplikacji" idzie o krok dalej i uzależnia ludzkość od techniki, technologii tak głęboko, że intuicja, wewnętrzny głos sumienia, nazwane Zwątpieniem jest traktowane jak choroba oraz jest podstawą do społecznego ostracyzmu i eliminacji.

Jest rok 2032. Poznajemy szesnastoletnią Rory, która rozpoczyna naukę w elitarnej Akademii Theden, która gwarantuje swoim absolwentom świetlaną przyszłość. Warunkiem jest ślepa wiara i zaufanie. Pewne wydarzenia podważają wiedzę, odczucia Rory. Spadają z oczu klapki i ukazują całą hipokryzję i manipulację, której macki sięgają w każdy zakątek globu. Czy uda się ocalić ludzkość nieświadomą czyhającego zagrożenia?

Po raz kolejny losy ludzi są w rękach nastolatków. Na szczęście są to dzieciaki bystre, odważne, empatyczne i gotowe na ryzyko w imię przyjaźni, miłości i innych wartości godnych zachowania, powielania. Rory, a właściwie Aurora, jest szesnastoletnią mądralą, która uwielbia się uczyć oraz nie wyobraża sobie świata bez  swojego osobistego handheld' a i popularnego oprogramowania Lux. Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, że głównym dowodzącym jest jej aplikacja, która dokonuje za nią wyborów od godziny, o której wstaje, poprzez kompletowanie  ubrania, po kompozycję składników żywieniowych, propozycje wydarzeń kulturalnych i dobór przyjaciół. Kiedy dziewczyna zaczyna słyszeć wewnętrzny głos, musi zweryfikować poglądy i uporządkować hierarchię wartości. Pomaga jej w tym North, zbuntowany barista z pobliskiej kawiarni. Najpierw staje się powiernikiem szkolnych rozterek, by za chwilę stać się kimś ważnym, bliskim sercu i kompanem w niełatwej rozgrywce. 

Mnie natomiast gemini służyło do wszystkiego. Mój kalendarz, moje plany, mój profil na Forum, playlisty i książki – wszystko to pragnęłam mieć pod ręką, zawsze. Potrzebny był mi też, oczywiście, Lux, dzięki któremu moje życie szło gładko. Radziłam się tej apki co najmniej tysiąc razy na dzień. W co powinnam się ubrać? Gdzie usiąść? Kogo zaprosić na połowinki? Wszystkie decyzje, które wydawały się ważne, i pewnie całe mnóstwo nieistotnych.

W opisanej historii doskonale odnajdą się nastolatki bo to ich życie zostało opisane w "Aplikacji". Znajdziecie tu wszelkie nastoletnie problemy, wybór kierunku nauki, nieporozumienia z nauczycielami, zawieranie przyjaźni, pierwsze miłosne emocje. Lauren Miller sięgnęła także po tematy trudniejsze, cięższe tj.: poszukiwanie w przeszłości własnych korzeni i tożsamości, dorastanie bez matczynej opieki, czy poruszająca bliskość ojca i córki. Te zdawałoby się poboczne wątki są doskonałą kanwą pod międzynarodową, światową manipulację, w której główną rolę odgrywa coraz to bardziej nowoczesna technika i ewolucja technologii w zatrważającym kierunku.

Oboje tkwiliśmy w klatkach przeciętności. Twoja była w Seattle, moja w Bostonie. I oto jesteśmy tutaj. W drodze ku czemuś o wiele lepszemu.

"Aplikacja" to powieść z wartką akcją, tajemnicą i intrygą skierowaną do młodego czytelnika. Jestem pewna, że porwie ich opowieść rozgrywająca się w niedalekiej przyszłości. 






"Aplikacja" Lauren Miller, tł. Jarosław Irzykowski, Feeria, Łódź 2015





Recenzja napisana dla serwisu Duże Ka :)




Czytaj dalej...

Eperu. Wędrowcy, Augusta Docher


Reinkarnacja i pamięć absolutna to temat, który stał się ostatnio modny. Dla mnie to ogromna radość, bo lubię książki w tym typie. Tajemnica śmierci i narodzin, wędrówka pomiędzy życiami, znaczenie i burza emocji związana z kolejnymi wcieleniami to interesująca, fascynująca wręcz przygoda, intelektualna rozrywka, ale i zaproszenie do przemyśleń na temat doczesności, przyszłości, roli świata rzeczywistego i niematerialnego. 

Augusta Docher to nowe nazwisko na polskim rynku wydawniczym. Ta energetyczna, pełna optymizmu osóbka przyniosła powiew pobudzającego orzeźwienia i swoim debiutem Eperu już trafiła w serca swoich czytelników. 

Młodziutka Anna Wilk podczas rodzinnych wakacji w Cannes poznaje idola nastolatek, aktora Leo Black' a. Pomiędzy tym dwojgiem rodzi się gwałtowne uczucie, które jest dla nich absolutnym zaskoczeniem. Jednak poddają mu się bez uprzedzeń, zastrzeżeń i z ogromną ufnością. Ale Leo nie jest zwyczajnym człowiekiem. Jest Wędrowcem, odradzającym się w coraz to nowych wcieleniach. Co ważniejsze doskonale pamięta wszystkie swoje życia, czerpie z nich doświadczenia i inspiracje. Jak Anna przyjmie tę wiadomość? Czy będzie umiała pogodzić się z umiejętnościami swojego ukochanego? Czy będzie przy nim bezpieczna?

Anna jest nieśmiałą, trochę wycofaną dziewczyną z artystyczną duszą. Pięknie rysuje, interesuje się tańcem i ma wrażliwe serce. Po śmierci taty wychowywała ja mama, z którą ma bardzo bliski, przyjacielski kontakt. Trudne życie i brak perspektyw zmusił je do emigracji. Mieszkają w Londynie gdzie udaje im się spełniać marzenia. Do Anglii wyjechały razem z Wandą i Wiki, które z najbliższych przyjaciółek stały się najważniejszymi członkami rodziny. Leo Black z przebojem wkroczył w ich życie, zburzył spokój i w każdej z nich obudził nieznane do tej pory uczucia. 

Początkowo historia Anny i Leo toczy się miarowo, z dużą porcją lukru i dość przewidywalnie. Fascynacja, coraz większe emocje i miłość, która spadła im prosto z nieba. Potem z każdym kolejnym rozdziałem narastają tajemnice i chęć natychmiastowego odnalezienia rozwiązania. Ale nie myślcie, że Augusta Docher tak łatwo pozwoli Wam dojść do prawdy. Wcześniej trochę namiesza i utrudni zagadkę, a na sam koniec pozostawi z nierozbrojoną bombą, która zburzy spokój i wymusi niecierpliwe oczekiwanie na kolejny tom.  

Podoba mi się dokładność i sumienność w budowaniu fabuły i postaci. Można odnieść wrażenie, że doskonale ich znamy, jakby byli częścią naszego otoczenia, naszego życia. Bohaterowie stykają się z różnymi sytuacjami, dają się ponieść emocjom, popełniają błędy, unoszą dumą ale potrafią także przyznać się do porażki, przyjąć na siebie ciężar winy i zadośćuczynić krzywdy. Dzięki tym tak realnym sylwetkom Eperu czyta się niemal na jednym oddechu, z duszą na ramieniu i rosnącą ciekawością. Na odbiór powieści wpływają także plastyczne opisy, wartka akcja (szczególnie w drugiej części), dowcipne, naturalne dialogi i naprzemienna narracja dająca szerszy pogląd całej historii. 


Książka jest docelowo skierowana do młodzieży, w wieku ok 16 lat. Ale może sprawić przyjemność również starszemu czytelnikowi. Poruszone tematy mają charakter ponadczasowy, ponadpokoleniowy, ponad płeć i wiek. Eperu gloryfikuje rodzicielskie poświęcenie, miłość macierzyńską, znaczenie przyjaźni, pasji. Opowiada o trudnym procesie dorastania, dokonywania ważnych wyborów oraz braniu odpowiedzialności za własne czyny i życie. Jest także płynną, dynamiczną, fantastyczną opowieścią o tajemnicach, wędrówkach dusz, jej zagrożeniach ale i znaczeniu dla ludzkości.

Jeżeli lubicie takie złożone historie, to serdecznie polecam Eperu :)




"Eperu. Wędrowcy" Augusta Docher, BIS, Warszawa 2015






Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa :)


Czytaj dalej...

Book Tour: Co jeśli... Rebecca Donovan


Miałam przyjemność czytać trylogię Oddechy Rebeccy Donovan i dobrze wiecie, że nie do końca mnie zachwyciła. Nie uprzedzam się zbyt szybko więc z ogromnym zainteresowaniem ugościłam w swoim domu Book Tour z książką Co jeśli... Byłam ciekawa w jakim kierunku rozwinął się talent autorki, czy dopracowała swój warsztat, czy wróciła z historią, która może zachwycić...

Ścieżki czwórki przyjaciół z dzieciństwa Cala, Nicole, Rae i Rechelle rozchodzą się wraz z wyborem college. Zastanawiające jest to, że ustają między nimi również wszelkie kontakty. Jakby nic dla siebie nie znaczyli. Niespodziewanie Cal spotyka Nicole, ale szybko okazuje się, że to dziewczyna tylko łudząco do niej podobna. Nyelle z wyglądu przypomina jego przyjaciółkę, charakterem różni się od niej diametralnie. Jest żywiołowa, wybuchowa, drażliwa, impulsywna, agresywna, szalona, skryta, tajemnicza. Przypadkowa znajomość rozwija się w gorące uczucie, a Cal krok po kroku odkrywa wszystkie sekrety swojej dziewczyny. 

Nawet jeśli się wydaje, że nic się nie stało, wciąż jest to tak samo realne.

Rebecca Donovan miota czytelnikiem pomiędzy teraźniejszością a przeszłością, potęguje napięcie, niecierpliwe oczekiwanie na rozwiązanie wszystkich tajemnic. Zadaje pytania, stawia tezy, pozostawia w niepewności, wplata retrospekcje, które mają naprowadzić na odpowiedzi, ale tym samym jeszcze mocniej wikła losy bohaterów i otwiera worek z jeszcze większą ilością sekretów. Ten zabieg bardzo mi odpowiadał. Jak każdy wolę pogłówkować nad rozwiązaniami, niż mieć je podane na tacy. Rebecca Donovan splotła tę historię, miała kontrolę nad jej wynikiem i w logicznej formie zaserwowała czytelnikowi. 

Co jeśli... jest moim zdaniem powieścią bardziej dopracowaną i porywającą niż wspomniana wyżej trylogia. Jest opowieścią zamkniętą w jednym tomie z wyraźnymi bohaterami, realnymi problemami bez nadmuchiwania i rozciągania w nieskończoność.

Co jeśli... to książka o przyjaźni, takiej prawdziwej która trwa w szczęściu i cierpieniu, która jest siłą, ostoją, pomocą. To również historia o dawaniu i wykorzystywaniu szansy, odnajdywaniu swojego miejsca na ziemi, poszukiwaniu swojej tożsamości, swojej seksualności, narodzinach miłości, starcie, relacjach rodzinnych, więzi z rodzicami. 

Cieszę się, że dałam szansę autorce. Inaczej mogłaby mnie ominąć wartościowa lektura. 




"Co jeśli..." Rebecca Donovan, tł. Andrzej Goździkowski, Feeria 2015




Książkę przeczytałam w ramach akcji Book Tour zapoczątkowanej przez autorkę bloga Blask Książek, a do której bezpośrednio zaprosiła mnie Isabel z bloga Isabel czyta :) Dziewczyny, serdecznie dziękuję :)





Trylogia Oddechy:

1. Powód by oddychać- moja recenzja
2. Oddychając z trudem- moja recenzja
3. Biorąc oddech- moja recenzja


Czytaj dalej...

Ogień i woda, Victoria Scott



Kiedy życie bliskiej Ci osoby jest zagrożone, nie zawahasz się wykorzystać każdej szansy by przywrócić mu zdrowie, siłę i szansę na szczęśliwą przyszłość. 

Tella Holloway ma okazję zdobyć lek dla swojego śmiertelnie chorego brata. Żeby go dostać musi wziąć udział w Piekielnym Wyścigu i wygrać. Takich śmiałków jak ona jest ponad setka. Każdy ma ten sam cel. Przejść dżunglę, pustynię, morze i góry, pokonać współtowarzyszy i wrócić do domu z cudownym lekarstwem, remedium na ból, cierpienie i śmierć. Zasady wyznaczają organizatorzy i nie ograniczają przy tym swojej wyobraźni. Ukończenie każdego z etapów to mordercza wędrówka, brutalna walka ze współgraczami i poszczególnymi ekosystemami. Jedyną pomocą jest pandora- zmodyfikowane genetycznie zwierzę. Jak i czy  poradzi sobie w tych karkołomnych warunkach szesnastoletnia dziewczyna? Jak długo miłość do brata będzie motywować ją do gry pełnej okrucieństwa? 

Tella ma żal do losu za stan Cody' ego i za to, że to jemu podporządkowane jest życie całej rodziny. Rodzice po bezowocnych poszukiwaniach uzdrowiciela i lekarstwa na chorobę syna wyprowadzają się z dużego miasta na wieś w nadziei, że spokój i świeże powietrze zdziałają cuda. Tella zmuszona pozostawić swoich przyjaciół, wygodne mieszkanie i zdobycze współczesnej technologii buntuje się, złości, ale wie że na nic zdadzą się dąsy i fochy. Powoli akceptuje obecne warunki. Do czasu. Tajemnicze pudełko, małe urządzenie przypominające aparat słuchowy pozostawiony na łóżku nastolatki, zmienia wszystko. Dziewczyna odsłuchuje nagraną wiadomość:

Jeśli słyszysz tę wiadomość, to znaczy, że zostałaś zaproszona do uczestnictwa w Piekielnym Wyścigu. Wszyscy uczestnicy muszą zgłosić się w ciągu czterdziestu ośmiu godzin, by wybrać sobie pandorę do pomocy. Jeżeli nie zgłosisz się w ciągu czterdziestu ośmiu godzin, twoje zaproszenie zostanie anulowane (...) Piekielny Wyścig trwa trzy miesiące i obejmuje cztery ekosystemy: pustynię, morze, góry i dżunglę. Nagrodą dla zwycięzcy będzie lek- remedium na każdą chorobę dla jednej, dowolnie wybranej przez niego osoby. Zwycięzca może być tylko jeden.

Jej decyzja nie może być inna niż próba wygranej w nietypowej grze. Miłość do brata i powrót do "normalności"  ma dla niej ogromne znaczenie. 

Cichy głosik w mojej głowie szepcze: Czy na pewno jesteś wystarczająco silna? Jesteś pewna, że istnieje lekarstwo na wszystko? A nawet gorzej: Czy życie twojego brata jest warte tego, żeby narażać swoje?

Co ciekawe Tella nie wydaje się być osobą, która jest wysportowana i da sobie radę w każdej sytuacji. Przypomina bardziej rozpieszczoną nastolatkę, która o nic nie musi się starać, zabiegać, zdobywać. Tym bardziej jej udział w Wyścigu budzi duże emocje i ciekawość, jak taka pannica poradzi sobie trudnych, survivalowych warunkach. Szybko przyjdzie jej skonfrontować swoje oczekiwania z rzeczywistością. Podczas bardzo trudnej wędrówki udaje jej się nawiązać sympatie, ale nikt nie ukrywa że na widok mety złamane zostaną zasady tymczasowego sojuszu i każdy będzie dbać o własne dobro. 

Każdy z nas ma w domu jakiś powód, dla którego walczy z tą dżunglą.

Victoria Scott w idealnych proporcjach serwuje brutalność wyścigu, ludzkich dążeń,  oczekiwań, słabości z emocjonalną stroną przedsięwzięcia. Każda z osób walczy przecież o życie swoich bliskich. Nie ugną się przed niczym, nikim a w obliczu wygranej wychodzi na jaw wiele decyzji, zachowań, których moralność nie jest jednoznaczna, które budzą konsternację, złość, bunt. Z rozmów zawodników poznajemy również historię wyścigów, co je zapoczątkowało. Wiedza ta zmusza czytelnika do kilku refleksji na temat współczesnej rzeczywistości, rozwoju medycyny, inżynierii genetycznej, żądzy władzy, zemsty oraz dążenie człowieka w kierunku stricte materialnym, egoistycznym, megalomanii. 

Autorka długo utrzymuje tajemnice dotyczące wyścigu, tym samym wzmaga ciekawość i nerwowe przewracanie stron. Do tego bardzo często zaskakuje. Niektóre sceny wydają się być wyjątkowo przewidywalne i właśnie wtedy Victoria Scott przewraca wszystko do góry nogami, zmienia tor akcji, czyni ją bardziej dramatyczną. Romantyczne akcenty zagarnia niebezpieczna fascynacja, bezsensowne okrucieństwo lub brutalna śmierć. Tempo poszczególnych wydarzeń zapiera dech w piersi, a w głowie pojawia się irytująco nurtujące pytanie: jak to się skończy? Victoria Scott pisze z dużym wyczuciem, lekko, płynnie, wciągająco. Opisy pobudzające wyobraźnię, autentycznie brzmiące dialogi czynią powieść mogącą spodobać się każdemu czytelnikowi. 

Bohaterami "Ognia i wody" są ludzie różnego wieku i płci. Mamy nastolatków obeznanych z survivalem, chłopców, dziewczynki, którzy nie mają pojęcia o prawdziwym życiu, dojrzałe kobiety, mężczyzn, dla których lek jest ostatnią deską ratunku na naprawienie rodzinnych stosunków, nastoletnie matki walczące o zdrowie swoich maluchów i dzieci z góry skazane na śmierć. Są także pandory mające nieść pomoc. Zmodyfikowane genetycznie zwierzęta mają niezwykłe zdolności, które można wykorzystać nie tylko na własny użytek, ale pokrzyżować szyki współgraczy. To daje możliwość wielu manipulacji i jeszcze bardziej utrudnić grę fizycznie i emocjonalnie. 

"Ogień i wodę" zaczęłam czytać wieczorem. Trudno mi było odłożyć książkę i pójść spać. Jeszcze nigdy noc nie była taka długa, a lektura po niewykorzystanym odpoczynku tak ekspresowa. Za wszelką cenę musiałam poznać zakończenie, a ono nie uspokoiło moich myśli, nie dało wytchnienia. Powiem więcej, rozpaliło pragnienie i sprawiło, że oczekiwanie na kontynuację stanie się bardzo, bardzo bolesne i nieznośne.

"Ogień i woda" to książka, w której mieszają się elementy thrillera i powieści przygodowej podanej w bardzo przystępnej formie. To opowieść o wykorzystywaniu szans, siostrzanej miłości, przyjaźni oraz przywracaniu wartości i ideałów.

Z czystym sumieniem polecam :)



"Ogień i woda" Victoria Scott, tł. Marzena Dziewońska, IUVI, Kraków 2015




Mogłam cieszyć się lekturą książki dzięki uprzejmości wydawnictwa :)





Czytaj dalej...

Co się stanie gdy zabraknie czekolady?, czyli... Moja mroczna strona, Gabrielle Zevin




"Każde pokolenie ma własny czas,
Każde pokolenie chce zmienić świat.
Każde pokolenie odejdzie w cień,
a nasze nie."*

Młodzi, tak jak w piosence zespołu Kombi, uważają że mogą wszystko poukładać po swojemu i pod ich nadzorem świat stanie się lepszy. To przywilej wieku, kiedy jeszcze chce się wyjść przed szereg i walczyć w imię ideałów. Tacy są również bohaterowie najnowszej książki Gabrielle Zevin "Moja mroczna strona". Pokolenie przyszłych szesnastolatków, którzy próbują odnaleźć się w świecie demoralizacji, strachu, gdzie tak wiele im zabroniono i nie dano odpowiednich narzędzi do obrony, a przede wszystkim do zrozumienia przeszłości i jak ona wpłynęła na ich przyszłość.

Autorka zabiera nas do Ameryki Stanów Zjednoczonych, dokładniej do Nowego Jorku 2083 roku, gdzie produkty czekoladowe i kofeinowe są groźną używką, a woda i papier dobrem reglamentowanym. To co jest nam dobrze znane z życia codziennego, w rzeczywistości bohaterów książki, są przedmiotami rzadko spotykanymi, wyłączonymi z użytku, bezwartościowymi reliktami dawnych czasów. Jak do tego doszło?

Niestety Gabrielle Zevin nie wyjaśnia tego w tekście, a moja ciekawość nie została zaspokojona, a żywo interesowały mnie przyczyny katastroficznej wizji Nowego Jorku. Co prawda dostałam makietę, która bardzo mnie zasmuciła (nie życzę światu takiego losu), to zabrakło rzetelnej informacji, co, jak, dlaczego.

Za to poznajemy Anię, spadkobierczynię czekoladowego bossa i główną pretendentkę do zarządzania mafijnym interesem. Nastolatkę nie interesuje intratna pozycja. Chce skończyć szkołę i zagwarantować swojemu rodzeństwu bezpieczną i spokojną przyszłość. Jednak dawne spory, mafijne intrygi zmuszają ją do działania.

"Ludzie zawsze znajdą sposób, żeby dostać to, czego chcą. I zawsze będą istnieli kryminaliści, którzy im tego dostarczą." 

Ania to bardzo mądra i zaradna dziewczyna. Czasami miałam wrażenie, że przewyższa inteligencją większość dorosłych ze swojego otoczenia. Rozbawiło mnie również, że większość z nich poddaje się jej woli i czci niczym czekoladową boginię. To w moich oczach nie dodało jej wiarygodności, a całość jej życiorysu traktowałam z przymrużeniem oka. Nie wiem czy o to chodziło autorce... W powieści zabrakło mi emocji, poruszających scen. Co nieco jest, ale jakby wyblakłe, zapomniane, odłożone na półkę. Przecież Ania straciła matkę, była świadkiem morderstwa ojca, a zachowuje się jakby te straty nic dla niej nie znaczyły. Nie zauważyłam by odcisnęły na niej piętno. Nawet miłość jest taka bez żaru, iskry, namiętności.

Moim zdaniem Gabrielle Zevin za bardzo skupiła się na postaci Ani, a za mało rozwinęła wątki mafijnych intryg i interesów. To mogłoby dodać wartkości akcji i stać się, naprawdę,  ciekawym elementem powieści. A tak całość, w moich oczach, wypadła bardzo blado i naiwnie.

"Moją mroczną stronę" zaliczyłabym do książek, które powinny czytać tylko nastolatki.







"Moja mroczna strona" Gabrielle Zevin, tł. Anna Gren, YA!, Warszawa 2014





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Grupy Wydawniczej Foksal, a w szczególności wydawnictwu YA!










* fragment piosenki zespołu Kombi "Pokolenie"

Czytaj dalej...

Ponownie wkręcona w tryby nienawiści, czyli...Oddychając z trudem, Rebecca Donovan


"Powód by oddychać" to książka, która poruszyła serca wielu czytelniczek. Otworzyła oczy na cierpienie, którego często w pędzie życia nie dostrzegamy wokół siebie. Dała nadzieję, że miłość i przyjaźń nie są tylko pustym słowem, a uczuciem, które przynosi wsparcie, pomoc, siłę nawet wtedy, gdy happy endu nie widać na horyzoncie.
Dlatego na kolejny tom trylogii Oddechy czekałam z ogromną niecierpliwością ale i dużymi oczekiwaniami.

I może dlatego pierwsze rozdziały "Oddychając z trudem" przygnębiły mnie, znudziły i rozczarowały. Niestety... Bo choć ucieszyło mnie, ze Emmie udało się ujść cało z okrutnych rąk ciotki, to ubodło mnie, że mocno poturbowana fizycznie i pokiereszowana psychicznie żyje jak wiele nastolatek. Zamiast podbudować się wewnętrznie, skupia się na miłości do Evana i bezkarnie, swobodnie korzysta z uroków życia. Pełną piersią zdobywa świat, flirtuje i imprezuje jakby nie pamiętała niedawnych traumatycznych wydarzeń. Jest tak upojona wolnością, że nie dostrzega nowych kłopotów, niebezpiecznych pułapek zastawionych przez los w dalszym ciągu żądny krwi i cierpienia. Zgoda na zamieszkanie z matką, która dopiero co przypomniała sobie o jej istnieniu, jest delikatnie mówiąc niefortunną decyzją. Mimo ostrzeżeń Emma ufnie oddaje się w ręce rodzicielki.

Ten krok wydaje się nie zrozumiały dla tych, którzy posiadają szczęśliwą rodzinę. Emma pragnie mieć to, co jej przyjaciele. Miłość, zaufanie i oparcie bliskich. Wydaje jej się, że skoro matka próbuje się do niej zbliżyć, to należy dać jej kolejną szansę. Jest gotowa przymknąć oko na nałogi i dostrzegalne niezrównoważenie psychiczne Rachel, byleby zakosztować zwyczajnego, spokojnego życia. Wydaje nam się, ze możemy zmienić czyjś charakter, przyzwyczajenia. Ale to często jest walka z wiatrakami, która przynosi więcej smutku i cierpienia niż relatywnych, wymiernych korzyści.

"Czasami ludzie ranią innych mocniej, niż ci są w stanie znieść. I bywa też, że nie potrafią poprosić o pomoc. Są tak omotani własnym bólem, że zadają ciosy wszystkim wokół."

To właśnie próba ułożenia sobie stosunków z matką napędzają akcję, która zaczyna ewoluować  w kierunku psychodelicznej huśtawki kołyszącej pomiędzy euforią, radością, strachem, bólem, poczuciem winy, tęsknotą. Emma mimowolnie budzi uśpione demony i sprowadza na siebie niebezpieczeństwo. I tym razem dziewczyna nie potrafi poprosić o pomoc, jest bezbronna i zapada się w swojej niemocy, naiwności i wiary w to, że nie zasługuje na dobro, spokój, stabilizację, szczęście, miłość.  Nie chce być ciężarem dla swoich przyjaciół więc w skrytości cierpi niewyobrażalne katusze. Życie z matką alkoholiczką, która dawnymi żalami obarcza swoje dziecko, nie może być harmonijne, nie może przynieść nic konstruktywnego.

Żal mi Emmy, której nikt nie nauczył wiary we własne siły i swoją wartość, piękno. Jest skazana na samozagładę, pokonana własnymi słabościami i nieufnością. Aż strach pomyśleć co przyniesie jej życie i kolejny, finałowy już tom trylogii.

W całkowitym rozrachunku, "Oddychając z trudem" uważam za pouczającą lekturę. Po pierwsze nie należy z góry zakładać co może się wydarzyć i oceniać nie znając całości. Po drugie nie zawsze warto dawać drugą szansę, nawet jeśli jest to ktoś, kto z założenia powinien być nam bliski. Po trzecie dobrymi radami nie tylko piekło jest wybrukowane ale serca tych, dla których ważny jest nasz los.

Tak na marginesie tylko dodam, że fabuła zyskałaby, gdyby zmniejszyć jej objętość, skrócić przegadaną nastoletnią rzeczywistość, a rozwinąć bardziej konflikt na linii matka- córka. Wtedy rzeczywiście można by było bez reszty zachłysnąć się opowieścią i zapomnieć o oddechu do końca lektury.





"Oddychając z trudem" Rebecca Donovan, tł. Ernest Kacperski, Feeria, Łódź 2015




Trylogia Oddechy:

2. Oddychając z trudem





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Moniki reprezentującej wydawnictwo Feeria :)) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka