Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żałoba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żałoba. Pokaż wszystkie posty

Goodbye days, Jeff Zentner // Katastrofalny sms


Katastrofalny sms

Naszym życiem w dużym stopniu rządzi przypadek. Jeden nierozważny gest, nieprzemyślana decyzja może kompletnie przeorganizować, a nawet zniszczyć przyszłość albo doprowadzić do tragedii. 

Bohater książki Jeffa Zentnera „Goodbye days” w nieprzyjemny sposób doświadczył, że wysłanie niewinnego sms- a może skończyć się katastrofą, w której giną przyjaciele, która może przyczynić się do aresztowania, a cała szkoła huczy od plotek i nienawiści.

Carver to siedemnastolatek, który pasjonuje się słowem, pisze wiersze i marzy o napisaniu książki.  Nieprzemyślany krok, krótki sms wywołuje lawinę, łańcuch reakcji, który kompletnie przewartościowuje jego życie. Wypadek samochodowy, w którym ponosi śmierć trzech jego najlepszych kumpli, to dopiero początek tragedii. Nastolatek z popularnej bandy Brygady SOS staje się chłopakiem do bicia. Niemal wszyscy obwiniają go o śmierć Blake'a, Eliego i Marsa. Sam ma ogromne poczucie winy i pozwala na to, by koledzy z klasy czy szkoły szykanowali go i pluli na niego jadem nienawiści. Jedną z osób, która próbuje pomóc mu przetrwać ten trudny czas to Jesmyn, dziewczyna Eliego. Co pobudza jeszcze większe ataki agresji i powoduje trudne do zniesienia sytuacje. Carver może liczyć także na rodziców, ale niestety chłopak nie docenia w pełni ich wsparcia. Pociechę za to daje mu babcia Blake'a, która pomaga mu zrozumieć ogrom tragedii i ułatwia mu przechodzenie przez okres żałoby.

„Śmierć staje się prawdziwa dopiero wtedy, gdy zmarli mogą wreszcie zamilknąć.”

Jeff Zentner jest cenionym muzykiem. Zna problemy młodzieży, gdyż pracuje z młodymi muzykami, co pozwala mu poznać ich problemy i obserwować ich zachowania. Moim zdaniem autor z wyczuciem wykreował postać Carvera i doskonale oddał jego naiwność życiową, podejmowania decyzji pod wpływem chwili, impulsu i nieumiejętności przewidywania dalekosiężnych konsekwencji swoich zachowań. Śmierć i wszechobecna pustka jeszcze bardziej uwypukla wrażliwość chłopaka i podatność na ciosy. Z zainteresowaniem śledziłam jego losy, obserwowałam jego przemyślenia i aprobatą przyjmowałam jego rozwój i zmiany, które zapoczątkowała ogromny ból i tragedia.

„Ludzki umysł w każdej sytuacji dopatruje się związków przyczynowo- skutkowych. Dzieje się tak, ponieważ tego typu związki pozwalają nam zachować wiarę w rządzący wszechświatem porządek. A to wiara niełatwa nawet dla osób uznających istnienie jakiegoś rodzaju siły wyższej. Większość ludzi woli wziąć na siebie odpowiedzialność za tragedię, niż przyznać, że światem kieruje przypadek. Chaos nas przeraża. Podobnie jak myśl o tym, że władają nami kaprysy losu, wskutek których nawet dobrych ludzi może spotkać coś bardzo złego.”

Jeff  Zentner dobitnie i dość brutalnie wytknął lekkomyślność współczesnej młodzieży i zbyt duże przywiązanie do telefonów i życie zawsze w trybie on- line. Pokazał także jak łatwo spaść z piedestału i stać się wyrzutkiem, kozłem ofiarnym. Uświadamia również jak wielką wartością jest rodzina, i jak jej wsparcie nie jest doceniane przez młodych ludzi. Dopiero konfrontacja z konsekwencjami rozbraja osłony, które wreszcie pozwalają dojrzeć miłość, troskę, bliskość, zaufanie, opiekę. 

„Pamięć o zmarłych jest perłą, która powstaje wokół drażniącego ziarenka piasku, wokół żałoby.”

Jeff Zentner w piękny i poruszający sposób opisał proces przeżywania żałoby. Śmierć zawsze niesie ogromne pokładu bólu, cierpienia i żalu. Każdy z nas inaczej wspomina zmarłych i inaczej czci ich pamięć. „Goodbye days” na kilka sposobów ukazuje ludzką rozpacz po stracie bliskiej osoby. Jest niedowierzanie, złość, nienawiść. Jest chęć zemsty, jest rozpad rodziny. Jest także wsparcie i chęć poznania, która odkrywa całkiem wielkie i całkiem drobne sekrety.

„Myślę o przyziemnych rytuałach, które wypełniają nasze życie i je tworzą. Pracujemy, żeby zdobyć pieniądze, a potem mamy nadzieję, że kupimy sobie za te pieniądze wspomnienia dzielone z ludźmi, których kochamy.”

„Goodbye days” to także opowieść o tym, jak ważne są drobiazgi, z których składa się nasze życie. Przez większość czasu te skrawki codzienności nie są dostrzegane i niedoceniane. Dopiero strata, śmierć uzmysławia nam, jak rutyna i powtarzające się rytuały tworzą nasz świat, naszą oazę i jak czynią z nas ludzi.

„Goodbye days” to książka pisana językiem prostym, ale barwnym i plastycznym. Jeff Zentner z pieczołowitością maluje przed nami sceny codziennego życia, zdarzenia, reakcje, emocje tak, że z ciekawością przewracamy kolejne kartki. Dobrym pomysłem było użycie retrospekcji, które pozwoliły poznać całą Brygadę Sos, relacje, jakie się stworzyły pomiędzy nimi i jak ukształtowała ich przyjaźń.

Nikt tak nie feruje wyrokami, jak nastolatkowie. Zmienne nastroje, dorastanie, stanie jedną nogą w wieku dziecięcym i dorosłości sprawia, że emocje buzują bardziej, że przeżywają bardziej, że pozwalają, by impuls przejmował nad nimi władzę.

„Goodbye days” to wyjątkowa książka, która spodoba się czytelnikom bez względu na wiek. Ukazuje konsekwencje, rujnującą moc nienawiści, agresji oraz budującą siłę miłości i przyjaźni.








„Goodbye days” Jeff Zentner, tł. Grzegorz Komerski, wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2017



Czytaj dalej...

Consolation, Corinne Michaels // Remedium na melancholię?


Remedium na melancholię?

Czy miłość może uleczyć złamane serce? Czy pomoże zapomnieć o żalu, rozgoryczeniu, przeraźliwej tęsknocie i zapełnić pustkę, jaką pozostawiła po sobie śmierć? 

Przez pierwsze tygodnie żałoby trudno jest myśleć o czym innym, niż o tym, co się utraciło. Tak samo jest w przypadku Natalie głównej bohaterki powieści Corinne Michaels „Consolation”. Jej tragicznie zmarły mąż był jej pierwszą i jedyną miłością oraz idealną połówką pomarańczy, która trafia się raz na całe życie. Kobieta pogrążyłaby się w rozpaczy, gdyby nie nowo narodzona córeczka. To ona jest jej odkupieniem i nadzieją na równowagę. Wtedy pojawia się on, Liam. Był przyjacielem Aarona, a teraz stara się ułatwić życie jego żonie. Wspólnie spędzane chwile zmieniają się w relację, która wykracza daleko poza sferę przyjaźni. Staje się zakazanym owocem, nadzieją, ale czy będzie remedium na samotność, smutek, melancholię?

O książce było głośno na długo przed jej premierą. Już wtedy wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Lubię powieści, w których ścierają się emocje, a w tej  nie zabrakło emocjonujących scen zapadających głęboko w serce. Już sam początek trafia w czuły punkt. Śmierć ukochanego tuż przed porodem nie może nie wzruszyć i nie wzbudzić współczucia. Natalie traci grunt pod nogami, sens życia. I tylko malutka córeczka trzyma ją w pionie i nie pozwala na drastyczne kroki. Pojawienie się Liama przywraca na jej usta uśmiech i rozpromienia mrok codzienności. Obserwujemy odradzającą się przyjaźń i kiełkujące uczucie. Razem z bohaterami odczuwamy motyle trzepoczące w brzuchu, ekscytację wraz z kolejnymi spotkaniami i miłosnymi uniesieniami. 

Z przyjemnością śledziłam losy Natalie i Liama. Corinne Michaels prostymi, ale bardzo sugestywnymi słowami wymalowała przed czytelnikiem wszystkie barwy przyjaźni, miłości, oddania, szacunku, bezinteresowności, czułości. Jednakże życie nie składa się tylko z jasnej strony. Często pojawiają się ciemne chmury, które mogą przynieść burzę. Takie wyładowanie emocji może albo wszystko zniszczyć, albo wznieść poziom wyżej. Autorka postawiła przeszkody na wspólnej drodze bohaterów, które zaskoczyły wyjątkowo brutalnie i ich i czytelnika. 

„Consolation” wciąga od pierwszego słowa i przyciąga wzrok, myśli nawet wtedy, gdy nie masz możliwości zasiąść do lektury. Kiedy już zasiądziesz wygodnie, otworzysz na pierwszej stronie i zagłębisz się w treść, z pewnością nie oderwiesz się przed końcem historii. To mogę zagwarantować ;)

„Consolation” to wzruszająca opowieść o brutalnej rzeczywistości okraszonej słodkim, odurzającym, zniewalającym uczuciem. Koniecznie przeczytajcie i otulcie się emocjami jak ciepłym kocykiem :)









„Consolation” Corinne Michaels, tł. Kinga Markiewicz, wydawnictwo Szósty Zmysł, Słupsk 2017




Czytaj dalej...

Book Tour: Urodzeni, by przegrać, Iga Wiśniewska


„Urodzony, by przegrać, żyję, by wygrać.” 

Miłość to uczucie, o które warto walczyć i ponieść cenę, nawet jeśli jest zbyt wygórowana. 

Karol i Diana byli kiedyś parą. Ich traumy odsunęły od siebie na długie lata. Przypadkowe spotkanie na nowo wiąże ich serca i być może stanie się opatrunkiem na stare, ale nie do końca zabliźnione rany. Czy razem uda im się odnaleźć szczęście i uwierzyć w wygrany los?

Diana jest przykładną studentką, która stroni od ludzi i z własnej woli wybiera samotność. To jej broń przeciwko wścibskim pytaniom i dość nieudolna próba odseparowania od trudnej przeszłości. Nieudolna, bo dziewczyna wciąż od nowa rozpamiętuje zamierzchłe wydarzenia, analizuje, obwinia się i poddaje depresji.
Karol to typ niegrzecznego chłopaka, który nie stroni od bójek, agresji i pakowania się w kłopoty. Jednak to tylko poza, która pozwala mu zachować wyłącznie dla siebie prawdziwą osobowość. Tak dzieje się do czasu. 
Przypadkowe spotkanie Diany i Karola wyłuskuje ich ze skorup, w które zamknęli się na własne życzenie. Staje się punktem zwrotnym, które otwiera drogę albo ku całkowitej katastrofie, albo świetlanej przyszłości. Od nich zależy, w którą stronę zrobią krok.

„Każdy nosi w sobie sporo złości. Grunt to pozbyć się jej odpowiednio wcześnie.”

To pierwsza książka Igi Wiśniewskiej, którą miałam okazję czytać. Autorka bardzo ciekawie przedstawiła nam głównych bohaterów. Postawiła na kontrasty, które jak to w życiu bywa, okazują się jedyną linią porozumienia. Traumy z przeszłości dodatkowo dają im nić porozumienia i argumenty do spędzenia wspólnej przyszłości. Trudności, katastrofy i następstwa jakie dosięgły Karola i Dianę są wiarygodne i spójnie, konsekwentnie po sobie następują. Życie tej dwójki młodych ludzi nie jest łatwe i dosięgają ich problemy, z którymi nie radzą sobie nawet dorośli. Pokazują, że z każdej sytuacji jest wyjście, ale trzeba się zaangażować, trzeba się otworzyć na ludzi, nowe doświadczenia, uczucia.

„Pogodziłem się sam ze sobą. Pogodziłem się ze wszystkim, co zrobiłem, ze wszystkimi głupimi i nieodpowiedzialnymi rzeczami. Z czynami gorszymi niż głupie i nieodpowiedzialne. A kiedy już to zrobiłem, odnalazłem spokój.”

Iga Wiśniewska zgrabnie operuje słowem i pozwala czytelnikowi cieszyć się płynną lekturą, łatwą w użyciu, ale ciężką i skomplikowaną od emocji. Bez trudu przychodzi utożsamienie się z bohaterami i spojrzenie na życie ich oczami. Obserwowanie niegodziwości, nienawiści i ludzkiej podłości zmusza do refleksji na temat rodziny, macierzyństwa, ojcostwa, rodzicielstwa i odpowiedzialności za swoje poczynania, decyzje czy rozliczenie ze swoimi grzechami i słabościami.

„Sprawiedliwość  nie istniała, był tylko ból.”
 
„  Urodzeni, by przegrać” to powieść, która śmiało może konkurować z największymi światowymi bestsellerami gatunku Young Adult. Młodzi bohaterowie u progu życia walczący z demonami z przeszłości- to musi się podobać :)





Książkę przeczytałam w ramach Book Tour zorganizowanego przez Cyrysię (tutaj szczegóły akcji), której serdecznie dziękuję za tę możliwość :D




 
Czytaj dalej...

Zacznij od nowa, Susan Sussman



Nie tak łatwo jest zacząć od nowa, kiedy serce obciążają nam lata doświadczeń, zobowiązań i oczekiwań. Susan Sussman z lekkim dowcipem, ironią ale i brutalną szczerością opisuje drogę i rezultat zmian kobiety zmuszonej do działania.

Barbara chce uczcić pamięć niedawno zmarłej przyjaciółki. W tym celu rzuca palenie, które przez wiele, wiele lat było jej jedynym ukojeniem i gwarancją spokojnego, szczęśliwego życia. Od tego momentu jej uregulowany, poukładany świat staje na głowie. Przybieranie na wadze, kolejne diety, osamotnienie, odsunięcie się męża, dzieci i przyjaciół, plotki. Barbara nie była na to przygotowana i teraz staje w obliczu zmian, które mają wszystko naprawić. Czy to możliwe?

Barbara to kobieta pełna ciepła, troskliwa matka i czuła żona. Co za tym idzie jest bardzo emocjonalna. Utrata bliskiej przyjaciółki całkowicie potrząsa jej światem. Czuje się zagubiona i osamotniona.  Rzucenie nałogu jest dla niej formą hołdu, ale i próbą odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Niestety, nic nie idzie po jej myśli, a co więcej wprowadza zamęt i konsekwencje, których się nie spodziewała. Okazuje się, że miłość w tej rodzinie jest oparta na chwiejnym fundamencie. Pierwsze nadwyżkowe kilogramy budzą zdziwienie, ale już kolejne ochłodzenie relacji na linii mąż- żona i matka- dzieci. W tym momencie zrobiło mi się przykro i bardzo żal Barbary. Niewybredne żarty, aluzje, ostracyzm nie pomagały jej ani w żałobie, ani w walce z nałogiem, tym bardziej nie podbudowywały jej psychiki, wiary w siebie i samooceny.  Za to przeszywały jej serce zatrutymi jadem strzałami i utkwiły głęboko w głowie.

Rzucenie palenia to bardzo trudne zadanie. Każdy nałogowy palacz to przyzna. Barbara zamieniła jeden nałóg w drugi. Papierosy zamieniła na jedzenie, które szybko odcisnęło się na jej ciele. Walka z nadprogramowymi kilogramami także do najłatwiejszych nie należy. Susan Sussman zafundowała swojej bohaterce huśtawkę nastrojów, nadmierne łaknienie, poczucie winy, zawstydzenie swoim wyglądem i głód diety cud. Razem z Barbarą testujemy najnowsze trendy dietetyczne, cudowne leki, wyszczuplające seanse i hipnozę. Jak one wpływają na organizm przeciętnej kobiety, jakie są ich skutki uboczne? I najważniejsze, poznamy odpowiedź na pytanie: czy kilogramy są wyznacznikiem szczęścia? Czy smukła linia jest gwarantem miłości, idealnego życia? Co powoduje, że czujemy się dobrze w swoim ciele? Jak naprawdę widzą nas inni?

"Czy zauważyłyście, że tak wiele z nas, otyłych, przejmuje się tym, co powiedzą lub pomyślą inni? Wydaje nam się, że ludzie ciągle o nas mówią, obserwują nas i osądzają."

"Zacznij od nowa" Susan Sussman to powieść, która trochę ironicznie, dowcipnie, trochę na poważnie traktuje o tym, co dla nas kobiet jest ważne. Przyjaźń, miłość, rodzina powinna być kompasem prowadzącym przez życie. Czasem wskazówka niebezpiecznie odchyla się w jedną czy drugą stronę, ale zawsze prowadzi do celu. Dzięki Barbarze możemy ustrzec się przed kilkoma wpadkami i jeszcze raz zastanowić się nad decyzjami. Okazuje się, że nie zawsze warto uganiać się za ideałami, które tak naprawdę istnieją tylko w naszej głowie, naszej wyobraźni.

W książce znajdziemy również kwestie dotyczące małżeńskiej lojalności, walki o władzę, męską manipulację, kulisy zawodu dziennikarza, relacje damsko- męskie typu: mężczyzna z przeszłością- kobieta po przejściach, defraudacja, anoreksja. Pomyślicie pewnie, czy to nie za dużo? Nie, absolutnie. Susan Sussman bardzo sprawnie skomponowała wszystko w jedną spójną, zadziwiającą i ciekawą całość. Wątki płynnie się łączą, wprowadzają element zaskoczenia i pozwalają zdobywać doświadczenia i dojrzewać bohaterom do koniecznych zmian.

"Zacznij od nowa" to powieść przede wszystkim dla kobiet. One odnajdą się w niej doskonale i odnajdą jeden z przepisów na szczęście. Bo nie ma złej pory za zmiany. W każdym momencie, w każdym wieku, wszędzie można, a nawet trzeba żyć w zgodzie ze sobą i próbować wyłapać z życia to, co najlepsze.







"Zacznij od nowa" Susan Sussman, tł. Xenia Wiśniewska, Prószyński i s- ka, Warszawa 2016








Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis :)





Czytaj dalej...

Całuję. Mama, Monika Orłowska



Kiedy umiera bliska osoba, a w szczególności matka, trudno się pozbierać i odnaleźć w nowej rzeczywistości. Życie nabiera ciężkości, codzienność pozbawiona jest blasku, a emocje kłębią się w sercu i szukają ujścia. 

Monika Orłowska w "Całuję. Mama" z dużą delikatnością ale i smutną prawdą pokazuje różne stadium przeżywania żałoby przez osoby w różnym wieku, różnym podejściu do życia, na różnym etapie rozwoju. Inaczej zachowuje się szczęśliwa mężatka, inaczej niespełniona matka a jeszcze inaczej wolna i nieskrępowana obowiązkami dziewczyna na progu dojrzałości. 

Beata, Joanna i Paulina spotykają się w mieszkaniu zmarłej matki by uporządkować jej rzeczy i wspólnie zastanowić się nad tym, co dalej. Ich rozmowy o rodzicielce, wspomnienia z okresu dzieciństwa są przepełnione emocjami. Czuć w nich wielką miłość, czułość do mamy, wspomnienia bliskości, oddania i poświęcenia. Z czasem dochodzi do głosu również zazdrość, niezadowolenie, poczucie żalu czy wstydu. 
Te bardzo intymne rozmowy dają wiele do myślenia, nie tylko nad istotą życia i śmierci ale również nad tym, co po nas pozostaje... Czy bardziej zapamiętujemy to, co otrzymaliśmy z serca, sercem czy jedynie materialne, namacalne pamiątki...

Śmierć, żałoba to bardzo trudny, bolesny temat. Monika Orłowska niejednokrotnie udowodniła, że o drażliwych kwestiach można napisać ze słuszną refleksją i rozładowującym napięcie humorem. Zastosowanie odpowiednich proporcji daje szansę poznać zagadnienie w całej krasie. Pani Monika spieszy z odpowiedziami na nurtujące nas pytania i jednocześnie tworzy historię cierpką, ale też bardzo ciepłą, ku pokrzepieniu serc. Nie stara się idealizować ludzkich zachowań, pozwala im na typowy, człowieczy egoizm, odrobinę racjonalizmu, pesymizmu. Daje również bohaterom szansę na zmianę decyzji, czas na jednoczenie, czas na bliskość, rodzinę. 

"Całuję. Mama" to poruszająca i wzruszająca opowieść o rodzinie, na różnych etapach, w różnych konfiguracjach w obliczu straty i rozstania, o chwilach zwątpienia, braku zaufania ale również o krzepiących jej więzach, które są ważniejsze niż czas, niż pieniądze, niż różnice zdań. Książkę wzbogacają wspomnienia z okresu PRL- u, które dzielę razem z jej bohaterami, i które zakręciły łzę w oku oraz przeniosły w czasie na ułamek sekundy. 

Kto zna twórczość Moniki Orłowskiej sięgnie po książkę bez zastanowienia, a tym którzy nie zaznajomili się jeszcze z autorką, namawiam na sentymentalne, wzruszające spotkania :)








"Całuję. Mama" Monika Orłowska, Replika 2015






Czytaj dalej...

Numer telefonu, Anna Kucharska



Strata bliskiej osoby, szczególnie matki może wpłynąć depresyjnie i totalnie zburzyć poczucie bezpieczeństwa. 

Tak właśnie czuje się Zuzanna Piątek. Od dwóch lat ciężko przeżywa żałobę po śmierci ukochanej mamy. Nie potrafi sobie znaleźć miejsca w nowej rzeczywistości. By całkiem nie poddać się czarnej rozpaczy, zatraca się w pracy i co najmniej raz dziennie dzwoni na numer telefonu swojej rodzicielki. Na skrzynce pocztowej zostawia długie wiadomości, które pozwalają jej oswoić się ze stratą. Pewnego razu, podczas codziennego rytuału, telefon odbiera obca kobieta. Zuzanna jest zaskoczona, zniesmaczona i potwornie zła. Zaczyna rozmowę od pretensji i wyładowania swojej złości. Po chwili zauważa przyjemność płynącą z konwersacji. Teresa szybko zdobywa jej serce. Kiedy Zuzka traci pracę, nowa przyjaciółka zaprasza ją nad morze. Dziewczyna pełna obaw wyrusza na spotkanie. 

Dostaliśmy od Boga jedno życie i nie ma sensu ciągle czekać na odpowiedni moment, aby zacząć z niego korzystać.

Zuzanna pogubiła się. Śmierć mamy spowodowała, że zauważyła kruchość życia i upływający czas. Wie, że żałoba ją ogranicza, nie pozwala cieszyć się przyjemnościami dnia codziennego. Zamyka ją w skorupie cierpienia i nie pozwala dojrzeć cierpienia drugiej bliskiej jej osoby, czyli taty. Odsuwa się od niego. Nie jest w stanie znieść obu ciężarów. Praca staje się ukojeniem i namiastką życia. Tak jak i telefony do nieżyjącej mamy. Wydaje się, że jej pomagają ale tak naprawdę przedłużają żałobę i nie pozwalają ruszyć do przodu. Dlatego Teresa, która stała się nową posiadaczką numeru wywołuje złość. Później staje się odskocznią i nauczycielką życia. Bo Teresa swego czasu również przeżyła wielką tragedię. Kobieta po latach cierpień odnalazła spokój i chce swoje doświadczenie przekazać młodszej koleżance. 

Zaproszenie do swojego domu traktuje jak swoistą terapię i ma nadzieję na happy end. Jednak czy w życiu zdarzają się szczęśliwe zakończenia? Czy Zuzanna będzie umiała docenić lekcję szczęścia i życiowego motta Teresy, Carpe diem? Jaką w tej historii będzie miał rolę syn Teresy, Kuba? Zainteresowanych zapraszam do lektury książki "Numer telefonu" :)

Opowieść wydaje się prosta i nieskomplikowana. Ale to właśnie w takich historiach kryje się sedno życia i prawdy, które nim rządzą. Wydaje się, że Anna Kucharska rozgryzła tę tajemnicę. Autorka nie sili się na powieść obszerną, przytłaczającą, metaforyczną. Zwykłymi słowami tworzy ciekawe postaci, codzienne życie i problemy, z którymi styka się każdy człowiek. Solidarność z Zuzanną odnajdzie każdy, kto stracił bliską osobę. Odnajdzie w jej zachowaniu cząstkę siebie i swoich emocji. Bohaterka jest nakreślona starannie i odwzorowuje uczucia ludzi dotkniętych stratą, rozczarowaniem, strachem, obawą, żalem, cierpieniem. Z kolei Teresa jest bardzo pozytywną osobą, która dla wielu będzie nadzieją na odzyskanie spokoju i korzystania z życia bez wyrzutów sumienia. Ale najbardziej spodobał mi się Behemot, który sycząc niezmiennie witał Zuzkę w ten sposób: "Zsssuzssska! Zsssuzssska! Zsssjem cśśśiiię kiedyśśś, zobaczyszzz! Zsssuzssska... Zsssuzssska..." Kocisko jest fajnym, dowcipnym akcentem uprzyjemniającym lekturę.

"Numer telefonu" to miła, ciepła opowieść o dochodzeniu do siebie po stracie, o wybaczaniu, o pozwoleniu sobie na korzystanie z przyjemności jakie niesie życie, o pozbywaniu się poczucia winy i spełnianiu marzeń. Idealna, niezobowiązująca lektura na wieczór.



"Numer telefonu" Anna Kucharska, Videograf, Chorzów 2015





Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce- Annie Kucharskiej i wydawnictwu Videograf :)




Czytaj dalej...

Book Tour: Utrata, Rachel Van Dyken

Trudno jest żyć-  łatwiej jest umrzeć. Zamykasz oczy i więcej ich nie otwierasz. Co w tym trudnego? Nic- tyle tylko, że tak cholernie trudno zostawić tych, których się kocha.

Trudno jest pogodzić się ze utratą bliskich osób. Żałoba, tęsknota, poczucie pustki, przemijania, samotność przyciska ciężarem tych doznań jeszcze długo po ceremonii pogrzebowej. To naturalny stan i trzeba dużo wyczucia, taktu by pomóc osobie doświadczonej w ten okrutny sposób. Przychodzi jednak czas kiedy życie na nowo zaczyna cieszyć, kiedy zaczyna dostrzegać się jego jasne strony, kiedy jest się gotowym ponownie wyjść do ludzi, bawić się, śmiać, kochać.

Rzeczy nigdy nie są takie, jakimi się wydają- nigdy.

Kiersten rozpoczyna pierwszy rok na studiach. Unika kontaktów z rówieśnikami, ale one coraz bardziej na nią napierają. Najpierw zaprzyjaźnia się z przebojową współlokatorką, potem poznaje fantastycznego faceta, obiekt westchnień całej żeńskiej studenckiej społeczności. Weston próbuje zacieśnić więzi. Kiersten potrzebuje czasu... Nie wie, że oboje mają go bardzo niewiele...

Wszyscy się czegoś boimy.

Jestem już poważną żoną i matką, ale ta książka skierowana do młodzieży, skradła mi serce. Doświadczona przez los młoda dziewczyna i dotknięty chorobą młody mężczyzna. Oboje chcą przeżyć coś niezwykłego, ale wydaje się nie być im to dane. Przynajmniej nie w prostej drodze, takiej jak jest udziałem ich rówieśników. Relacja między chłopakiem a dziewczyną musi przebiegać szybciej, dogłębniej, zatracając się, przeżywając do samego końca.

W rzeczywistości chciałem czegoś więcej. Sęk w tym, że ludzie nie zawsze dostają to, czego chcą.

Główni bohaterowie "Utraty", Kiersten i Weston od pierwszej strony budzą sympatię i ze szczerą ciekawością ma się ochotę śledzić ich losy. Po części sprawia to współczucie, żal, które wywołują swoim  cierpieniami, a po części ich charaktery, które docenilibyśmy w realnym życiu. I dziewczyna, i chłopak są takimi ludźmi, z którymi chce się przyjaźnić.

Wszyscy jesteśmy trochę szaleni, dzięki temu jesteśmy ludźmi.

Rachel Van Dyken dobrze przemyślała swoją opowieść. Począwszy od prostych , szczerych dialogów, poprzez minimalizm opisowy po emocje, które kipią z każdego słowa. Autorka bardzo czytelnie, prosto, przystępnie opowiada o stracie, żałobie, rozpoczynaniu życia po tragedii, wykorzystanych szansach. Bohaterowie uświadamiają czytelnikowi, że życie jest kruche i trzeba czerpać z niego pełnymi garściami, bo nie wiadomo kiedy przyjdzie koniec, kiedy opadnie kurtyna.

Czasami trzeba przejść przez piekło, żeby dosięgnąć nieba.

"Utrata" wciągnęła mnie bez reszty, zmusiła do opętanego przewracania kartek, do nieograniczania się czasem i przestrzenią. Weszłam w historię jak stałam, zmęczona, zdezorientowana, wyszłam z niej z nadzieją, że wszelkie trudności można pokonać i przekonaniem, że życie ma dla nas jeszcze wiele niespodzianek.





"Utrata" Rachel Van Dyken, tł. Anna Dobrzańska, Feeria 2015



Książka bierze udział w akcji Book Tour, który zapoczątkowała Michalina z bloga Książkowy świat, a do której zaprosiła mnie Patrycja z Magii książek :) Dziękuję dziewczynom za to, że mogłam zaczytać się w "Utracie" :)



 Zdjęcie zrobiła dla mnie Aga z Nie teraz- właśnie czytam :)




Czytaj dalej...

We dwoje, Katarzyna Woźniczka

Szczęśliwe pożycie małżeńskie to nie utopia i temat jedynie na przesłodzone harlequinowe romanse. Zdarza się częściej niż myślisz.

Pełne oddanie drugiej osobie, wspólne patrzenie w jednym kierunku, wzajemne spełnianie marzeń i spełnienie we własnym towarzystwie charakteryzuje bohaterów powieści Katarzyny Woźniczki "We dwoje". Jednak szczęście bywa ulotne, a radość miesza się z rozpaczą.

Karolina i Krzysztof to zgodne małżeństwo, któremu po kolei spełniają się marzenia. Dobre zawody, satysfakcjonujące etaty, godziwe zarobki, własne mieszkanie, samochód i oszczędności procentujące na lokatach. Do pełni szczęścia brakuje im jedynie potomka. Starają się o niego w klinice niepłodności. Są na etapie badań i diagnozowania problemu z prokreacją. Kiedy wreszcie Karolina widzi upragnione dwie kreski na teście ciążowym,  dochodzi do tragedii. W wypadku samochodowym ginie Krzysztof. Kobieta musi sobie poradzić z niepokojami przyszłej matki, żałobą, rozpaczą i roszczeniami zaborczych teściów.

Karolinę i Krzysztofa obdarzyłam sympatią od pierwszej strony. Ich sylwetki nie są przesłodzone, choć można byłoby się tego spodziewać. To inteligentni młodzi ludzie, którzy po prostu mają w życiu fart. Potrafią to docenić i nie wywyższają się swoimi osiągnięciami i nie epatują szczęściem. Tę wzajemną miłość, oddanie, bliskość, zaufanie łatwo wyczytać ze sposobu w jakim się do siebie odnoszą, jak na siebie patrzą i razem stawiają czoło niepowodzeniom. Owszem zdarzają im się kłótnie, nieporozumienia ale szybko wyjaśniają sobie sporne kwestie. Również ich dążenie do powiększenia rodziny nie są desperackie. Rozumieją swoją trudną sytuację, ale ich życie nie kończy się na klinice. Twierdzą, że bez dziecka też nauczą się być szczęśliwym, przecież mają siebie. A to o wiele więcej niż mogliby sobie wymarzyć. Dlatego wypadek i śmierć Krzysztofa tak mnie poruszyła i wydała się tak niesprawiedliwa w obliczu spełnienia największego pragnienia. Karolina pogrąża się w rozpaczy, którą trudno ukoić. Jedynie rozwijające się w niej dziecko podtrzymuje ją przy życiu.

Śmierć bliskiej osoby, żałoba to jedno z najbardziej traumatycznych przeżyć. Każdy inaczej przechodzi ten stan. Karolina zaszywa się w mieszkaniu i wspomina ukochanego męża. Nie chce współczucia i pomocy bliskich. Tym bardziej, że chcą kierować jej życiem, jej wyborami, chcą decydować o jej przeszłości. Dopiero nieoczekiwane spotkanie po latach, z ekscentryczną koleżanką ze szkoły pozwala jej stanąć na nogi, choć na chwilę zapomnieć o cierpieniu.
Postać Marty ogromnie przypadła mi do gustu. Szalona, nieokiełznana, wygadana całkowicie zawładnęła Karoliną i pozwoliła jej cieszyć się nieoczekiwanym macierzyństwem. Marta to taki promyczek słoneczka, który wywołuje uśmiech na twarzy i lepsze samopoczucie nawet w najtrudniejszych sytuacjach.

Za to największą irytację budzili teściowie Karoliny. To bardzo roszczeniowi, bezwzględni i zazdrości ludzie. Ich zachowanie wołało o pomstę do nieba. Grażyna wykorzystuje śmierć syna by wzbudzić zainteresowanie, litość, współczucie wśród rodziny, przyjaciół i znajomych. Jednocześnie jest niesprawiedliwa, obcesowa w stosunku do synowej i wymusza na niej określone zachowania. Okropna baba. Jej mąż nie lepszy. Ślepo posłuszny żonie krzywdzi i tak pokiereszowaną już przez los Karolinę... Okropne... A poniżej próbka Grażynkowej manipulacji...

– Wyniki, wyniki... – żachnęła się z ignorancją Grażyna. – Serce matki wie lepiej. A może poszedłbyś do naszego lekarza?– A co internista może tu pomóc? – zapytał Krzysztof, nie kryjąc ironii. – Nie tym tonem do matki! – znów oburzył się Kazimierz. No tak, pomyślała Karolina. Co klinika leczenia niepłodności może wiedzieć o problemie Krzysztofa, skoro w kontrze ma osiedlowego internistę i serce matki?

– Ja wiem, że pozbierałaś się po stracie Krzyśka. Był dla ciebie obcą osobą, ale dla nas… Z nami był całe życie. A teraz chcesz czuć się wolna i bez obowiązków kosztem zdrowia dziecka! Zapomniałaś już, jak długo się o nie staraliście?! – Krzyk teściowej paraliżował Karolinę. Nie potrafiła zrozumieć, czemu Grażyna tak ją ocenia. – Masz prawo układać sobie życie, ale nie pozwolę skrzywdzić tego niewinnego maleństwa! – ciągnęła. – Proszę, opamiętaj się. Zrozum, że to jest mój wnuk! Straciłam syna, nie możesz odebrać mi wnuka... – Jej krzyk przeszedł w szloch.

– I pomyślałam – ciągnęła Grażyna – że jak już się do nas przeprowadzisz, to twoje mieszkanie można by było wynająć. Zawsze to dodatkowy grosz. Twoje nowe mieszkanie może zająć Dominika. Myślę też, że nie poskąpisz pieniędzy z tego firmowego funduszu z korporacji...

Katarzynie Woźniczce udało się w dość przewrotny sposób opowiedzieć z pozoru zwykłą, banalną historię o miłości. Pisze lekko i zabawnie o  perypetiach młodych małżonków, ich docieraniu się, wspólnym życiu, okresowej ingerencji jednych czy drugich teściów. Z przejmującą prostotą opisuje także rzeczywistość, w której załamuje się filar spokojnej egzystencji. Pani Katarzyna rozkłada wachlarz pełen buzujących emocji, które udzielają się czytelnikowi. Z zaangażowaniem śledziłam rozwój wypadków, z pobłażaniem i przymrużeniem oka obserwowałam niektóre sceny, inne wywoływały we mnie sprzeciw i bunt, a jeszcze inne rozczulały i wzruszały.

"We dwoje" to udany powieść młodej pisarki. Wciągająca, inspirująca, zaskakująca, naturalna, nieszablonowa opowieść o podnoszeniu się z kryzysu, odnajdywaniu kolejnej ścieżki do szczęścia i spełnieniu marzeń mimo wysokiej ceny.




"We dwoje" Katarzyna Woźniczka, Pruszyński i s- ka, Warszawa 2015




Czytaj dalej...

Życie z piętnem ocalałego, czyli... Jutro, jutro i znów jutro, Thomas Sweterlitsch

Strata bliskiej osoby i przeżywanie żałoby czasem może stać się obsesją na jej punkcie. Przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć, wysuwa się na pierwszy plan, koncentruje uwagę, determinuje życie. Podstępnie, powoli, po cichu niszczy codzienność, a późnej przyszłość. Pozostawia w otępieniu albo skłania do szukania sztucznego pobudzenia zmysłów zrywając kontakt z rzeczywistością.

Dominic Blaxton, główny bohater powieści "Jutro, jutro i znów jutro", jest na dobrej drodze by stoczyć się w otchłań uzależnienia i mamiącej złudnym szczęściem przeszłości.

Kataklizm, wybuch bomby o szerokim spektrum rażenia doszczętnie zniszczył Pittsburgh. Dosłownie starł całe miasto z powierzchni ziemi, a wraz z nim wszystkich mieszkańców, w tym ukochaną żonę Dominica i ich nienarodzone dziecko. Mężczyzna nie potrafi pogodzić się ze śmiercią najbliższych. Dzień po dniu spędza na odurzaniu się narkotykami i wędrówkach po cyfrowej rekonstrukcji Pittsburgha, gdzie wciąż od nowa przeżywa nieliczne chwile z hologramową ukochaną. Jego podróże w przeszłość chce wykorzystać wpływowy Theodore Waverly. Chce by Dominic odnalazł jego córkę zaginioną w katastrofie. Podczas poszukiwań Blaxton odkrywa ciało zamordowanej kobiety oraz próbę manipulacji w cyfrowym obrazie miasta. Kim była ofiara? Dlaczego musiała umrzeć? Kto jest mordercą? Co czeka Dominica?

"To, co za nami, i to, co przed nami, niewiele znaczy w porównaniu z tym, co tkwi w nas."

Akcja książki toczy się w niedalekiej przyszłości, gdzie technika, cyfryzacja daleko wyprzedza to, co znamy z naszej rzeczywistości. Na czasie jest oprogramowanie Adware, które za pomocą kamery wszczepionej w źrenicę oka i okablowania scalonego z mózgiem, pozwala na serfowanie po sieci bez konieczności uruchomienia komputera i łącza Wi- Fi. W dowolnej chwili możesz sprawdzić wiadomości, pocztę, oglądnąć prognozę pogody i zalogować się na portale społecznościowe, ale tym samym jest się także bombardowany spamem i treściami pornograficznymi. Adware jest również ścieżką do nadużyć, manipulacji i infiltracji. Łatwo jest założyć oprogramowanie szpiegujące, które może okazać się przyczyną wielkich kłopotów. Adware pomaga Dominicowi w pracy i spotkaniach z żoną. Z czasem staje się uzależnieniem, koszmarem, upadkiem.

Dominic żyje z poczuciem winy. Jest jednym z ocalałych z kataklizmu, który nie potrafi, nie chce pogodzić się ze śmiercią ukochanej żony i nienarodzonego dziecka. Obwinia się za to, że żyje i pragnie jak najszybciej dołączyć do swoich bliskich. W wirtualnym świecie jest sentymentalnym, romantycznym, oddanym mężczyzną, w realu jest narkomanem złamanym poprzez prozę życia. Nie boi się niebezpieczeństwa, ryzykuje, wychodzi przed szereg, łatwo nim manipulować i zmuszać do konkretnych zachowań. Do czasu. Odkryte nieprawidłowości, zwłoki młodej kobiety, którą nikt się nie interesuje, zmowa milczenia, zafałszowana rzeczywistość zmusza go do radykalnych działań.

"Jutro, jutro i znów jutro" to powieść z elementami kryminału, trzymającego w napięciu thrillera z lekką formą fantasy. Zagadka tajemniczej śmierci i jeszcze bardziej tajemnicze poszukiwania zaginionej dziewczyny wciągają od pierwszej strony i utrzymują ją do ostatniej kropki. Thomas Sweterlitsch ciekawie przedstawia człowieka cierpiącego na depresję, zespół stresu pourazowego i uzależnionego od środków odurzających. Podsuwa nam wizję katuszy wywołanych cierpieniem, żałobą, obsesją, a także miłością niespełnioną, nie przeżytą od początku do naturalnego końca. Autor z wprawą wplata wątki cyfryzacji społeczeństwa i wprowadzanie nowych technologii. Język powieści jest prosty i łatwy do zrozumienia nawet dla laika w dziedzinie informatyki. W żadnym momencie nie czułam się zagubiona, niedoinformowana, pozostawiona w gąszczu technicznego bełkotu.

Thomas Sweterlitsch zmusza czytelnika do refleksji nad tym, do czego dążą ludzie i jaki próbują zgotować nam los. Wirtualizacja świata, awatary, androidy, sztuczna inteligencja, oprogramowanie kompatybilne z ludzkim organizmem daje wiele możliwości do cyberataków, permanentnej inwigilacji i manipulacji.

"Jutro, jutro i znów jutro" to debiut amerykańskiego pisarza. Bardzo udany, ciekawy, nowoczesny, który łączy zdeprawowanie, dewiacje, brutalność codzienności z pięknem miłości, przywiązania, bliskości i bólem samotności.










"Jutro, jutro i znów jutro" Thomas Sweterlitsch, tł. Jerzy Malinowski, W.A.B., Warszawa 2015





zBLOGowani.pl



Czytaj dalej...

Przypadkowe spotkanie, które staje się punktem zwrotnym, czyli... Przy mnie będziesz bezpieczna, Amy Hatvany


Choroba i śmierć dziecka to największy dramat dla rodzica bo przecież najbardziej w świecie pragniemy szczęścia i długiego życia naszych pociech. Robimy wszystko by dać im poczucie miłości, bezpieczeństwa i umożliwić im spełnianie marzeń. Jak żyć kiedy zabraknie ich w naszym życiu?Jak na nowo poskładać codzienną rzeczywistość?

W powieści Amy Hatvany poznajemy losy dwóch rodzin, w których bezpieczeństwo dzieci jest zagrożone. Córeczka Hannah umiera w nieszczęśliwym wypadku samochodowym, a córka Olivii zmaga się z autoimmunologicznym zapaleniem wątroby i jedynie przeszczep da jej szansę na zdrowie, a przede wszystkim życie. Ścieżki tych dwóch rodzin łączą się w tragiczno- szczęśliwej operacji transplantacji. Choć nic o sobie nie wiedzą, nieoczekiwane zrządzenie losu stawia ich twarzą w twarz. Czy poznają prawdę o sobie? Jak na nią zareagują? Co będzie dalej?

Styl narracji w "Przy mnie będziesz bezpieczna" jest podobny jak w powieściach Jodi Picoult i Diane Chamberlain. Autorka daje głos trzem postaciom, z której wyłania się obraz rodzin zdominowanych przez chorobę i żałobę. Poznajemy odczucia, emocje każdej z nich i tajemnie, które przed sobą skrywają. Tym sposobem z każdej opada maska obojętności i codziennej uprzejmości. To, co dzieje się w ich sercach trzymają tylko dla siebie i tylko w samotności dają upust prawdziwym uczuciom.

Od śmierci córeczki Hannah minął rok. Kobieta na zewnątrz próbuje być twarda, żyć jak wcześniej, pokazać że się pozbierała i nie potrzebuje pomocy i opieki. Jednak ból po stracie jest ciągle żywy i spala jej wrażliwe serce.
Olivia żyje w toksycznym związku. Mąż znęca się nad nią psychicznie i fizycznie. Jest wpływowym biznesmenem i tylko dlatego kobieta boi się konfrontacji. Wie, że rozwód równa się utracie praw do córki. Poza tym dziewczyna zmaga się z bardzo trudną i ciężką chorobą. To nie jest czas na radykalne zmiany. Nie wtedy, kiedy ważą się jej losy.
Maddie od szóstego roku życia więcej czasu przebywa w szpitalu niż w domu. Nie ma przyjaciół, nie chodzi do szkoły. Jest zamknięta w sobie, ma niską samoocenę. Pocieszenie znajduje w wirtualnej rzeczywistości. W internecie może być kimś zupełnie innym.
Przeszczep staje się punktem zwrotnym w życiu bohaterek. Hannah wie, że uchroniła kilka osób od widma śmierci, i że w nich żyje część jej ukochanej córeczki. Olivia ma szansę zmienić swoje życie, a Maddie może wreszcie odetchnąć z ulgą i zachowywać się jak każdy nastolatek. Czy podejmą wyzwanie?

Amy Hatvany pisze o trudnych sytuacjach, trudnych wyborach i trudnych emocjach. Nie żeruje jednak na uczuciach czytelników i nie goni za tanią sensacją. Skupia się na odczuciach swoich bohaterów, a oni stają się nam bliscy.
Wydarzenia przedstawione w książce nie są przejaskrawione, wyolbrzymione, wynaturzone. Tak dzieje się w wielu rodzinach na całym świecie. Przemoc nie dotyczy już tylko rodzin patologicznych, marginesu społecznego. Agresorem są także ludzie na stanowiskach, z tytułami, z pieniędzmi. Zachowanie Olivii jest dla mnie zrozumiałe i jestem w stanie ją zrozumieć. Prześladowca rozwija swoją sieć uzależnień, że nie sposób się z niej uwolnić, a obawa przed utratą dziecka najbardziej osłabia wolę walki. Z kolei wyobcowanie, brak poczucie własnej wartości i uzależnienie od internetu idzie ze sobą w parze. Współcześnie młodzież żyje w sieci zatracając tym samym poczucie rzeczywistości. Co jest niestety znakiem naszych czasów.

"Przy mnie będziesz bezpieczna" to wielowątkowa powieść obyczajowa, która porusza i wzrusza. Znajdziemy w niej moc prawdziwej przyjaźni i to pomiędzy obcymi ludźmi, jak i na linii matka- córka, siostra- brat. Historia Hannah, Olivii i Maddie pokazuje, że nawet największa tragedia może przynieść pierwiastek dobra. Powieść w piękny sposób pokazuje również zalety transplantologii i zgody na pobranie narządów do przeszczepu.

"Chociaż nieszczęście może w jednej chwili zrujnować życie, to przejaw dobroci, prosty, zwyczajny akt przebaczenia, może je równie szybko uratować."









"Przy mnie będziesz bezpieczna" Amy Hatvany, tł. Magdalena Słysz, Świat Książki, Warszawa 2015








zBLOGowani.pl


źródło zdjęcia: https://www.facebook.com/LeniwaNiedziela/




Czytaj dalej...

Cztery i pół tygodnia, Constanze Bohg


"Tego dnia poszliśmy wreszcie spać ze stuprocentową pewnością, że dojrzeliśmy do podjęcia decyzji. Wyczerpująca droga do niej zajęła nam cztery i pół tygodnia. Przez miesiąc zmagaliśmy się ze sobą, przedyskutowaliśmy najróżniejsze rozwiązania, połamaliśmy sobie niemal palce na klawiaturze komputera i wypłakaliśmy oczy. Użyliśmy wszelkich środków, aby znaleźć odpowiedź na nurtujące nas pytania."

Historia Constanze i Tibora Bohg to wzruszające studium wnikliwych rozważań na temat życia, śmierci, Boga i trudnych, salomonowych wyborów, które każdego dnia musimy brać na swoje barki.

Constanze i Tibor to młode małżeństwo, które szuka dla siebie odpowiedniego miejsca na ziemi. Najpierw próbują odnaleźć szczęście na emigracji, w Stanach Zjednoczonych. Jednak po kilku latach zawodowego rozwoju stwierdzają, że rodzinę chcieliby założyć we własnej ojczyźnie. Wracają do Niemiec, do Berlina gdzie zaczynają starać się o dziecko. Constanze szybko zachodzi w ciążę. Podczas rutynowego badania ultrasonografem u maleńkiego Juliusa Feliksa wykryto rzadką chorobę- przepuklinę mózgową potyliczną czyli rozszczep tylnej części czaszki oraz zewnętrzną migrację móżdżka. Taka diagnoza nie daje nadziei na pomyślne i szczęśliwe rozwiązanie. Przewiduje się u malucha wszelakie patologie układu krążenia, dysfunkcje mózgu, nieodwracalne uszkodzenia i niewielkie szanse przeżycia poza łonem matki. Constanze i Tibor musieli podjąć najważniejszą decyzję w swoim życiu. Musieli rozważyć co będzie najlepsze dla ich rodziny oraz czy wybrać dla swojego nienarodzonego synka życie w bólu i chorobie czy terminację ciąży i tym samym zabicie swojego upragnionego maleństwa.

Każda kobieta w ciąży i matka zna lęk o dobro i los swojego dziecka w życiu płodowym, jak i poza nim. Boimy się jak nasze środowisko, zanieczyszczenia, modyfikowane jedzenie wpłynie na zdrowie malucha, dlatego dbamy i chuchamy na nie już w okresie ciąży. Często znamy zagrożenia chorób genetycznych, wad rozwojowych i z drżeniem serca oczekujemy rutynowych badań, a w szczególności usg, kiedy to możemy przyjrzeć się dzieciątku z bliska. Constanze i Tibor znienacka dowiadują się o chorobie swojego synka i zanim zdążą się z nią oswoić, stawia się ich przed wyborem pomiędzy cierpieniem własnym, a cierpieniem dziecka, wyborem pomiędzy życiem i śmiercią.

Dążenie do perfekcji i usuwanie zbędnego, dysfunkcyjnego, kalekiego organizmu staje się elementem perswazji i niejako wymusza się na rodzinach podjęcie decyzji o aborcji. Małżeństwo Bohg również się z tym styka. Lekarze próbują wmówić im, że terminacja ciąży będzie dla nich i dla dziecka najlepszym rozwiązaniem. Jednak przekorna natura Constanze nie daje się łatwo nagiąć. Kobieta chce móc samej zadecydować o losie swojej rodziny i podjąć decyzję zgodnie z własnym sumieniem. I to nie dlatego, że jest chrześcijanką czy bezkrytycznie ufa dogmatom wiary. Decyzja o aborcji powinna być podjęta przez rodzinę, której ona dotyka. Nikt nie ma prawa mówić im co mają zrobić, jak zrobić gdyż to oni będą żyli z konsekwencjami swojego wyboru.

"Ta decyzja musi wypłynąć wyłącznie ze mnie (...) Muszę zmierzyć się ze wszystkim, co dotyczy naszego maleństwa. Proszę, zmierz się razem ze mną ze wszystkim, co nas czeka."

Nie jestem w stanie pojąć ogromu ich cierpienia i gonitwy myśli, której doświadczyli. Razem  z nimi przeżywałam kolejne niepomyślne diagnozy, rozgoryczenie, lęk o przyszłość ale i cieszyłam się z nimi chwilami radosnego oczekiwania na pierwsze ruchy dzidziusia. Podziwiam ich walkę o godne życie i śmierć małego Juliusa oraz za niesienie kaganka nadziei, którym dzielą się z ludźmi na całym świecie.

"Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie możemy zrobić nic poza okazywaniem naszemu maleństwu bezwarunkowej miłości. To była bolesna świadomość wobec tak wielkiego cierpienia."

Jestem pozytywnie zaskoczona standardami specjalistycznej opieki i wsparcia ośrodków perinatalnych, o których wcześniej nie słyszałam. Tam pozwolono Constanze urodzić swoje dziecko w nabożnej ciszy, skupieniu oraz pożegnać się z nim w sposób, który wydał się im najbardziej odpowiedni.W Polsce również istnieją takie hospicja, a ich adresy, numery telefonów można znaleźć na ostatniej stronie książki. Jestem ciekawa jakie praktyki obowiązują w naszych placówkach i czy spełniają oczekiwania ludzi, którzy poszukują w nich pomocy.

"Cztery i pół tygodnia" to poruszająca historia rodzicielskiej miłości, która niesie zarówno ból jak i radość, żałobę i spełnienie.







Constanze Bohg "Cztery i pół tygodnia. Historia naszego małego Juliusa", tł. Katarzyna i Kamil Markiewiczowie, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2014






Czytaj dalej...

"Pierwszy ogrodnik" Denise Hildreth Jones


Czy człowiek jest jedynym kowalem własnego losu? A może koleje naszego życia są już zapisane i cokolwiek byśmy nie robili, dosięgnie nas to, na co zasłużyliśmy?

Mackenzie i Gray London są bardzo zgraną, szczęśliwą rodziną. Gray jest gubernatorem stanu Tennessee, a Mack jest pierwszą damą i wolontariuszką w domu pomocy bezdomnym rodzinom. Oboje są rodzicami uroczej pięcioletniej dziewczynki Maddie, która jest ich oczkiem w głowie i spełnieniem największego marzenia. Dobrym duchem ich domu jest Jeremiasz Williams, który przy okazji opieki nad ogrodem dba o ich dobre samopoczucie i czyste serce. Pewnego dnia szczęściem tej rodziny wstrząsa tragiczna śmierć Maddie. Czy Mackenzie i Gray podniosą się ze swojej depresji? Czy ocala siebie i swoje małżeństwo? Jaki udział w odbudowaniu wzajemnych relacji będzie miał Jeremiasz?

Meckenzie i Gray są małżeństwem z dużym stażem ale w dalszym ciągu są zakochani i wpatrzeni w siebie jak na początku związku. Codziennie okazują sobie wsparcie, szacunek, przyjaźń, czułość, uśmiech. Jedynym cieniem na ich relacji są trudności w poczęciu dziecka. Po wielu latach walki z bezpłodnością, leków, hormonalnego wspomagania owulacji nagrodą w poniesionym wysiłku jest Maddie. Jest ona spełnieniem ich marzeń. Choć dbają o nią jak mogą, to nie uniknęli poważnego wypadku, którego konsekwencją jest śmierć tej małej dziewczynki. Od tej pory zmagają się z ogromna traumą i depresją, która powoli wyniszcza ich psychicznie, a także wpływa na rozpad rodziny. Mack i Gray przestają ze sobą rozmawiać, być razem i z każdym dniem oddalają się od siebie coraz bardziej, coraz dalej.

Rodzina London jest bardzo bliska sercu Jeremiasza. Nie może spokojnie patrzeć jak jego pracodawcy zatracają się w bólu i złości do całego świata. Delikatnie poprzez mowę kwiatów gubernatorskiego ogródka, sugeruje im pewne posunięcia, wspomaga swoją życiową mądrością, siłą, wiarą i bożym słowem. Jego pomoc z początku nie trafia na podatny grunt a jest wręcz zbywana i odtrącana. Jeremiasz nie poddaje się tak łatwo...

Bohaterowie Denise Hildreth Jones ujęli moje serce. Jest w nich coś wzruszającego i nie chodzi mi o ich doświadczenia i przeżywanie żałoby. Są po prostu dobrymi ludźmi, których widziałabym w roli swoich przyjaciół. Ich życie, troski, problemy i radości stały mi się bliskie. Interesował mnie rozwój wypadków, ich dalszy los, ich życie. Polubiłam również Jeremiasza, który jest prostym, niewykształconym człowiekiem, ale którego mądrość życiowa przewyższa niejednego inteligenta. Jest czuły, wrażliwy na krzywdę ludzką i nie potrafi przejść obok niej obojętnie. Potrafił również wybaczyć krzywdę, jaką uczyniono mu w przeszłości, co stawia go na piedestale najwyższych wartości.

Denise Hildreth Jones bardzo dobrze przemyślała swoją powieść. W oszczędny, ale bardzo poruszający sposób opisała tragedię i żałobę rodziców po stracie dziecka. W sposób naturalny oddała wszystkie emocje jakie się  z tym wiążą od zaprzeczenie poprzez maskowanie swoich uczuć po głęboką, chwytającą za serce rozpacz i uzmysłowienie sobie nowego celu w życiu.

"Pierwszy ogrodnik" to piękna książka traktująca o rodzinie, miłości, przyjaźni, ogromnej stracie,śmierci i nadziei rozbłyskającej jak promienie porannego słońca.





Denise Hildreth Jones "Pierwszy ogrodnik", tł. Małgorzata Bortnowska, Św. Wojciech, Poznań 2014





Czytaj dalej...

Aniołkowe mamy

"Aniołkowe mamy- kobiety najsilniejsze na świecie. Kobiety, które przeżyły największą z tragedii. Kobiety, których rozpacz i tęsknota przewyższają wszystko. Kobiety "wyróżnione" (może złego słowa użyłam, przepraszam), może w jakiś sposób naznaczone, bo teraz, po stracie swoich Maleństw, widzą, słyszą i czują więcej..."

"Aniołkowe mamy. Historie kobiet, które poroniły. Porady ekspertów" dzieli się na dwie części. W pierwszej poznajemy cztery mamy, które dotknęła największa z tragedii... Straciły swoje nienarodzone dzieci. Historie tych kobiet zostały opisane na blogach w portalu Onet.pl. W książce zostały przytoczone te fragmenty, które bezpośrednio opisują uczucia towarzyszące stracie dziecka, radzenie sobie z tym traumatycznym wydarzeniem, przeżywanie żałoby i próba powrotu do "normalnego" życia... Każda z tych historii jest inna, ale łączy je rozpacz i samotność w bólu i smutku.

Druga część książki to rozmowy Magdaleny Wojaczek z ekspertami: z lekarzem ginekologiem, psychologiem i duszpasterzem. Dziennikarka próbuje dociec dlaczego dochodzi do poronień, czy można się przed nim ustrzec, jak sobie radzić ze stratą, jak dobrze przeżyć żałobę, dowiemy się także jaki jest stosunek Kościoła do szczątków poronionego dziecka, czy mamy prawo domagać się pochówku od duszpasterzy czy co dzieje się z duszą dziecka nie ochrzczonego...

Po książkę "Aniołkowe mamy" nie sięgnęłam przez przypadek czy przez pomyłkę. Sama również należę do grona Aniołkowych mam. Od czasu mojej tragedii minęła blisko dekada ale odczucia, ból, tęsknota jest w dalszym ciągu taka sama. Nie rozpaczam już tak jak dawniej, może dlatego że mam w domu dwóch radosnych chłopców, którym należy się nieustanna opieka i uwaga. Jednak są takie dni kiedy moje myśli szybują gdzieś daleko i łączą się z moim małym Aniołkiem...

Po lekturze książki dręczy mnie smutna refleksja. Poronienie w dalszym ciągu jest tematem tabu i niewiele zmieniło się od czasu kiedy sama straciłam dziecko. Tylko w niektórych środowiskach (najczęściej w dużych miastach), społeczeństwo przyzwala kobiecie na rozpacz i przeżywanie żałoby. Poza nimi, Aniołkowym mamom wmawia się, że dziecko które nosiły pod sercem to zarodek, zlepek komórek obdzierając je kompletnie z człowieczeństwa. Pociesza się je słowami "jesteś jeszcze młoda, będziesz miała inne dziecko" albo ignorują stan w jakim się znalazły... To smutne i przerażające... Z drugiej strony nikt nigdy nie nauczył nas jak zachować się w takiej sytuacji, jakich użyć słów by nie bagatelizować uczuć mamy, która straciła swoje dziecko. Dlatego uważam, że takie publikacje są ważne nie tylko ku pokrzepieniu serc targanych bólem kobiet jako jedna ze ścieżek terapii ale by uzmysłowić ludziom jak pomóc i wspierać rodziców po poronieniu.





"Aniołkowe mamy. Historie kobiet, które poroniły. Porady ekspertów.", wydawnictwo M 2009, ISBN: 978-83-7595-157-8


bez oceny







Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Pani Dorocie reprezentującej wydawnictwo M :))) Dziękuję za zaufanie :)




Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka