Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura australijska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura australijska. Pokaż wszystkie posty

Patronat: Milczenie matki, Kelly Rimmer // Zaborcza miłość


Zaborcza miłość

Małżeństwo to symbioza dwojga ludzi często o całkiem różnych charakterach, temperamencie i  oczekiwaniach. Przeważnie doskonale się uzupełniają i ich współzależność przynosi obfite owoce tj. jedność, bliskość, miłość, zaufanie, szczęście. Czasem związki tylko na zewnątrz, tylko ze względu na wzrok osób postronnych, wydają się być spełnione. Jednak w domowym zaciszu wychodzi na wierzch prawdziwa natura i ujawnia się całe skryte cierpienie.

Mąż Olivii odebrał sobie życie. Pozostawił załamaną żonę, rodziców i maleńką córeczkę. Niewielkie miasteczko, w którym mieszkał, huczy od plotek. Olivia musi uporać się ze stratą i na nowo odbudować własne życie.
Ivy równie mocno przeżywa śmierć syna. Nie wierzy, że David mógłby popełnić samobójstwo, a za zaistniałą sytuację obwinia swoją synową. Czy kobietom uda się porozumieć?

Kelly Rimmer oddała głos dwóm postaciom, dwóm kobietom, które połączyła miłość do jednego mężczyzny. Autorka pozwoliła tym samym poznać czytelnikowi skomplikowaną historię rodziny naznaczonej brutalnością, zaborczością, przemocą. Co jest ważne, opowieści kobiet diametralnie się różnią, co wzbudza szereg gwałtownych emocji.

Olivia to młoda kobieta, żona, matka. Teraz także wdowa. Okropnie przeżywa swój stan. I to nie dlatego, że straciła męża, ale straciła szansę na wyjawienie okrutnej prawdy o swoim życiu. Mieszkańcy Milton Falls mają ją za wzorową żonę przystojnego, prominentnego i charyzmatycznego radnego. Prawda jest o wiele bardziej złożona. David w domowym zaciszu znęca się psychicznie i fizycznie na swojej partnerce. Udaje mu się zasiać w jej głowie niepewność, wstyd i przekonanie, że sama jest sobie winna i to ona generuje wszelką przemoc. Kobieta ukrywa więc dowody swojego poniżenia, odsuwa się od bliskich i w ciszy oczekuje kolejnych razów. David coraz bardziej kontroluje jej codzienność. Szpieguje, podsłuchuje i siłą zmusza do porzucenia pracy oraz do macierzyństwa. Jego brutalność nie ustaje nawet wtedy, gdy Olivia jest w ciąży. Narodziny Zoe stają się kolejną kartą przetargową do wymuszenia uległości. 
Kiedy wreszcie Olivia jest gotowa odejść, David wyciąga najostrzejszą broń. Jego samobójstwo zamyka wszystkim usta, a kobieta pogrąża się w depresji.

Ivy jest typem matki, która bardzo gloryfikuje swoje potomstwo. Uważa, że David jest chodzącym cudem, ideałem i nikt nie dorównuje mu inteligencją, aparycją, charyzmą, przedsiębiorczością itd. Kompletnie nie dostrzega jego wad i symptomów, które w późniejszym czasie przeistoczą się sadystyczną naturę. Co więcej, za każdym razem tłumaczy jego błędy, a to nieuwaga, a to silnymi emocjami czy głupotą innych ludzi. Nic więc dziwnego, że od początku nie polubiła Olivii. Uważała wręcz, że dziewczyna nie zasługuje na tak fantastycznego faceta, jak David. To zaślepienie prowadzi do wielu tragedii. 

Jak wspomniałam wcześniej, śledzimy historię z dwóch punktów widzenia. Każdy wywołuje w czytelniku inne emocje i wrażenia. Niezmiennie są tak silne i dojmujące, że powodują wiele refleksji, często smutnych, bo nasza rzeczywistość pełna jest podobnych dramatów. Przemoc fizyczna i psychiczna jest wszechobecna w naszym otoczeniu, pracy, szkołach. Nie potrafimy sobie z nią radzić, często próbujemy nie zauważać, przez co cierpią najsłabsi. Kelly Rimmer uświadamia, że łatwo stać się ofiarą, a wychowanie, charakter, wiedza nie ustrzegą nas przed popełnieniem błędu i pozwolenia przejęcia kontroli nad własnym życiem. Poczucie wstydu i winy to dwa potężne narzędzia, które trzymają w szachu i nie pozwalają odetchnąć pełną piersią. 

Kelly Rimmer rzetelnie opracowała bohatera naznaczonego zaborczością i sadyzmem. Bardzo realnie przedstawiła proces przejmowania władzy i uzależnienia od siebie drugiej osoby. Równie drobiazgowo potraktowała jego ofiarę i ukazała spektrum zachowań osoby nękanej fizycznie oraz psychicznie. 
Ciekawi Was pewnie, co na to rodzina Olivii i Davida. Oprawca doskonale opanował maskowania swojej prawdziwej twarzy i natury. Przy znacznym ograniczeniu kontaktów  z bliskimi, łatwo ukryć swoje brudne żądze i sadystyczne zapędy. Bardziej martwiło mnie zachowanie Ivy, która zauważyła problem, ale odwróciła wzrok dając tym samym  przyzwolenie na przemoc. 

„Milczenie matki” to mocna powieść o wielkiej miłości i jeszcze większym cierpieniu, ale także o sekretach, które wyniszczają psychicznie i prowadzą do wielkiej tragedii. Miałam przeczucie, że ta książka będzie dobra. Ale już sam fragment utwierdził mnie w przekonaniu, że się myliłam. Powieść jest rewelacyjna. Kelly Rimmer brutalnie trafia w serce, rozrywa je na strzępy, by na koniec dać nadzieję na zabliźnienie rany. 

I już tylko na sam koniec dodam, że okładka książki wydaje się być zbyt nijaka i taka trochę nie na miejscu. A jednak ma swoje odzwierciedlenie w tekście, a zrozumienie przynosi ukłucie gdzieś tam głęboko w środku nas. 









„Milczenie matki” Kelly Rimmer, tł. Ewa Spirydowicz, wydawnictwo Amber, Warszawa 2017



Czytaj dalej...

Milczenie matki, Kelly Rimmer pod patronatem Aleksandrowych myśli

Z dumą informuję, że blog Aleksandrowe myśli objął patronatem medialnym najnowszą powieść Kelly Rimmer „Milczenie matki”. Autorka dała się poznać polskiemu czytelnikowi książką pt. „Kiedy ciebie straciłam”. Jej twórczość porównywana jest do bestsellerów Nicholasa Sparksa i Jojo Moyes. 



Tak o książce pisze wydawca:

Kochała go, choć przez niego cierpiała. Czy teraz, kiedy go nie ma, odważy się zmierzyć z prawdą o przeszłości, by odzyskać przyszłość?

Obie go kochały. Obie ulegały mu we wszystkim. Obie ukrywały jego tajemnicę. I każda z nich opowiada o nim. Ale to dwie zupełnie inne historie…

Olivia, żona Davida, chciała tylko miłości i szczęścia dla nich i ich maleńkiej córeczki. Kochała – mimo cierpienia, upokorzeń, wstydu i poczucia winy. I milczała.
Ivy, matka Davida, nieszczęśliwa w małżeństwie, całe życie podporządkowała synowi. Wszystko mu wybaczała. Udawała, że wszystko jest w porządku. I milczała.
Teraz David nie żyje, a świat obu kobiet wali się w gruzy, tak jak starannie wznoszona przez lata iluzja idealnego męża i syna. Czy żona przerwie milczenie i odważy się zmierzyć z prawdą, która zniszczy to, co pozostało z jej rodziny? Czy zachowa sekret, który zniszczy ją? I czy matka powinna chronić swoje dziecko za wszelką cenę?





 Premiera: 17 październik 2017


Jesteście zainteresowani książką? Kto czeka na premierę?


Czytaj dalej...

Book Tour: Światło między oceanami, M.L. Stedman

Czy samotność i praca to najlepszy sposób na zapomnienie? Wydaje się, że tak... Dopóki do akcji nie wkroczy kobieta i nie da kolejnych powodów do ucieczki przed skutkami decyzji trudnych, mocno komplikujących życie.

Tom Sherbourne przeżył okrucieństwa I wojny światowej. Jednak barbarzyńskie obrazy, nieludzkie cierpienie pozostało w jego duszy i dręczy ją bezlitosnymi wspomnieniami. Mężczyzna szuka zapomnienia. Idealną ku temu okazją jest etat latarnika, na jednej z australijskich wysp. Początkowo jego plan skutkuje. Morze i ciężka praca dają mu wytchnienie i powoli leczą wojenne rany. Jednak pozorny spokój Toma zakłóca Isabel, moda dziewczyna, której imponuje starszy, stateczny i tajemniczy mężczyzna. Sukcesywnie zdobywa jego serce i doprowadza do małżeństwa. Młodzi zamieszkują na wyspie. Zakochani szybko poznają kaprysy losu. Problemy z płodnością, poronienie, śmierć nowo narodzonego dziecka i kolejne nietrafione decyzje, doprowadzają do dramatu. 

M.L. Stedman powoli i z pietyzmem nakreśla stan emocjonalny Toma Sherbourne, na którym to opiera się budowa gęstej i klimatycznej atmosfery książki. Od początku wiemy, że mężczyzna boryka się z trudną przeszłością i głębokimi ranami, które poczyniła w nim wojna. Nie jest mu łatwo żyć z wiedzą, że jego przyjaciele zginęli, pozostawiając po sobie zrozpaczone rodziny. Ucieka przed wspomnieniami i poszukuje zapomnienia. Jedyną słuszną drogą wydaje mu się samotność, a posada latarnika spada mu, jak przysłowiowa manna z nieba. Szybko aklimatyzuje się w surowym, nadmorskim klimacie, a ciężka praca hartuje ducha przynosi spodziewane ukojenie. Autorka z dużym realizmem opisuje jego codzienność, potyczki z własnym sumieniem i rozterki związane nie tylko z przeszłością, ale i przyszłością, w którą niespodziewanie wtargnęła kobieta. I zrobiła to z wielkim impetem, nie pytając o pozwolenie, nie przyjmując odmowy. Tom ze stanowczego mężczyzny, staje się potulnym mężem, spełniającym zachcianki młodej żony. Isabel potrafi wykorzystać słabość ukochanego i stopniowo realizuje swoje plany. Kobieta marzy o dziecku. Zachodzi w ciążę, ale nie udaje się jej donosić. Małżeństwo nie poddaje się, ale kolejna próba przynosi jeszcze większą rozpacz. Dziecko rodzi się martwe... M.L. Stedman i tym razem staje na wysokości zadania i z dużą dozą wiarygodności oddaje stan ducha, boleść i żałość niedoszłych rodziców, wzbudzając w czytelniku współczucie. jednak to, co czytamy na kolejnych stronach już nie jest takie jednoznaczne, a kreślone emocje rozczepiają czarno- białe barwy, dając powody do rozmyślań o skutkach swoich decyzji, a także ich moralności. 

M.L. Stedman połączyła ze sobą bezdzietne małżeństwo i małą dziewczynkę, ocaloną od śmierci. Świeże rany po stracie maleństwa i pokusa zatrzymania dziecka jest zbyt duża, by górę wziął rozsądek i sumienie. Isabel namawia męża do fałszerstwa, do krzywoprzysięstwa, do kłamstwa, do odgrywania roli, która nie jest dla niego wygodna... Miłość jest koronnym argumentem i kropką w tym dramacie. 

„Światło między oceanami” to bardzo klimatyczna i szalenie wciągająca powieść. Nastawiona nie na wartkie tempo akcji ale burzę emocji, które towarzyszą człowiekowi w traumatycznych momentach jego życia. Ta strona powieści została bardzo dokładnie przemyślana i oddana z precyzją, rzetelnością, która mnie poruszyła. Z jednej strony odczuwałam sporą sympatię do bohaterów, przejmowałam się ich losem, współczułam podczas kolejnych nieszczęść. Z drugiej strony drażnił mnie egoizm Isabel, uległość Toma, a potem jego zdrada. Taka bitwa emocjonalna, pomiędzy tym co dobre, a co złe, tysiące kłębiących się myśli, trwa przez większość książki, a postawienie się w sytuacji Isabel i racjonalna decyzja, to już druga strona medalu. M.L. Stedman pozostawiła mnie w niezdecydowaniu, gdzieś pomiędzy oceanami...

„Światło między oceanami” to książka, która daje wiele do myślenia i uwypukla uczucia towarzyszące nam na każdym kroku. Miłość do mężczyzny, do kobiety nie zawsze powinna by argumentem w momencie decyzji będącej na granicy prawa czy moralności. Macierzyństwo nie może być kwestią życia lub śmierci. Nie można wymagać niezłomności, gdy serce pęka na milion kawałków. Nie można odbierać komuś tego, tylko dlatego, że się o tym marzy, choćby ceną było szczęście... 




„Światło między oceanami” M.L. Stedman, tł. Anna Dobrzańska, wyd. II, Albatros 2016




Książkę przeczytała dzięki akcji Book Tour zorganizowaną przez Agę, autorkę bloga  
Aga to czyta. Za co bardzo serdecznie dziękuję :)


Czytaj dalej...

"Krzysia i turniejowe turbulencje", "Krzysia i oblężenie zamku" Frances Watts



Jako dziecko marzyłam, żeby być księżniczką, mieszkać w zamku i uczestniczyć w wielkich balach, na które zjeżdżaliby się rycerze z królestw na całym świecie.

Niedawno miałam okazje poznać dziewczynkę, która po części realizuje moje marzenia :) Mieszka w zamku, ale nie jest księżniczką i zupełnie nie interesuje jej podrygiwanie w takt średniowiecznej muzyki. Krzysia, bo o niej mowa, jest strażniczką mieczy. Dba o ekwipunek bojowy rycerzy i chciałaby zostać pierwszym giermkiem płci żeńskiej, a także robić wszystko to, co w tamtych czasach było zabronione dziewczynkom.

Od razu polubiłam rezolutną Krzysię, która nie potrafi usiedzieć na miejscu dłużej niż minutę. Swoim oddaniem, ciężką pracą i pomysłowością zyskuje szacunek najważniejszego rycerza na dworze Sir Benedykta. To dzięki niemu może spełnić się największe marzenie Krzysi. Na pewien czas zostanie giermkiem i weźmie udział w turnieju. Musi szybko nauczyć się jeździć konno, nadrobić lekcje fechtunku i doskonaleniu walki lancą. Nie jest to proste zadanie. Koń jest wielki, kapryśny, zbroja ciężka i pozostało mało czasu. Czy Krzysia znajdzie sposób na swoje kłopoty? 
W kolejnej części Krzysia zmierzy się z oblężeniem zamku. Czy małej dziewczynce uda się przechytrzyć wroga?

Krzysia to bardzo miła dziecięca bohaterka. Jest mądra ale nie przemądrzała i potrafi z każdym się porozumieć czy dojść do ładu. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Znajduje sojuszników tam, gdzie nikt się nie spodziewa oraz zdobywa wiedzę i naukę, która zaowocuje w przyszłości. Nie da się jej nie lubić. Szybko przypada do serca i zmusza do uważnego śledzenia jej przygód. 


Podoba mi się, że akcja osadzona jest w przeszłości, w średniowieczu. Dzieci mają okazję poznać zwyczaje panujące na dworze królewskim, jak wyglądają uroczystości, jakie były w tamtych czasach rozrywki i podział prac kobiet i mężczyzn. Krzysia łamie wszelkie stereotypy. Jako dziewczynka zajmuje się typowo męską profesją, a także jest głosem rozsądku w kłopotliwym świecie dorosłych.  I  te nieoczywistości są najbardziej zajmujące. Krzysia pokazuje niełatwą rolę dziewczynki na dworze królewskim ale i jej determinację w dążeniu do osiągnięcia celu i realizacji marzeń. Uprzedzenia kłębią się w głowie a nie są realnym odzwierciedleniem umiejętności i kompetencji. Warto to uświadamiać naszym pociechom na każdym kroku.

Australijska autorka książeczek, Frances Watts otrzymała wiele wyróżnień i nagród za swoją twórczość w tym od swoich małych czytelników. Cieszę się, że i my możemy poznać przygody strażniczki mieczy. 

Serię o Krzysi w "Turniejowych turbulencjach" i " Oblężeniu zamku" bardzo gorąco polecam. Płynna i szybka akcja, pomysłowość odważnej dziewczynki i zdolność rozmawiania ze zwierzakami to urocze połączenie, które spodoba się i chłopcom i dziewczynkom :)








"Krzysia i turniejowe turbulencje", "Krzysia i oblężenie zamku" Frances Watts, Literówka, Warszawa 2015



Czytaj dalej...

Wielkie kłamstewka, Liane Moriarty

Małe sekreciki i kłamstewka urastają do wielkich rozmiarów, które poruszają lawinę niedomówień, nieporozumień, nieszczęść i w konsekwencji prowadzą do tragedii. Liane Moriarty w "Wielkich kłamstewkach" z godną uwagi drobiazgowością rysuje przed czytelnikiem czarny scenariusz zdominowany przez tajemnice niosące niszczycielską siłę.

Mała, sielska miejscowość na przedmieściach Sydney staje się sceną nieszczęśliwych wydarzeń. Pomówienia, bezpodstawne oskarżenia, traumatyczna przeszłość i tajemnice ukrywane we własnych czterech ścianach, to punkt wyjścia pod szkolne awantury, bezlitosną konfrontację i śmierć na wieczorku integracyjnym. Kto jest ofiarą, kto oprawcą? Tego dowiesz się, drogi czytelniku, dopiero na ostatnich kartach książki i gwarantuję, że rozwiązanie będzie zaskoczeniem, bez możliwości jednoznacznej oceny, za to pozostawiające z kłębiącymi myślami na temat przemocy, od tej bezmyślnej w wykonaniu dzieci po tę bardzo przemyślaną i okrutną pomiędzy dorosłymi.

Trzy kobiety, trzy przedstawicielki pozycji społecznej i modelu rodziny odnajdują wspólny język i zaprzyjaźniają się. Szybko muszą zweryfikować swoją znajomość oraz opowiedzieć się po jednej ze stron. Synek jednej z nich, Jane, zostaje oskarżony o  dręczenie klasowej koleżanki. Informacja ta nie zostaje jednoznacznie potwierdzona, ale lawina oskarżeń ruszyła, a matki uczniów podzieliły się na dwa obozy, te, które wierzą w winę pięcioletniego Ziggy' ego i te, które w nią nie wierzą. To doprowadza do wielu skrajnych, nieodpowiedzialnych zachowań godzące w dobre imię dziecka, matki, nauczycielki, szkoły, instytucji państwowej.

W naszym życiu doświadczamy coraz więcej brutalności i agresji, począwszy od telewizji na języku nienawiści i bezpośredniej napaści skończywszy. Hejt, poniżanie, szykany to także problem współczesnych szkół, a także (co jest straszne) przedszkoli. Nie zdajemy sobie sprawy, że wyzwiska, niewinne popchnięcie, uszczypnięcie czy ugryzienie może prowadzić do przemocy w agresywniejszej formie w przyszłości. Nie uświadamiamy sobie także, że to sytuacje domowe, choćby najlepiej ukrywane, są podstawą zachowania naszych latorośli.

Jednak matki przedstawione w "Wielkich kłamstewkach" zafokusowane na temacie przemocy, zapomniały że jest się niewinnym aż do udowodnienia winy ponad wszelką wątpliwość. Tutaj wpływowe panie zatruły życie młodej, samotnej matki i same wykazały się agresją, z którą tak efektownie walczyły.

"Wielkie kłamstewka" to opowieść o wielu wymiarach nienawiści i brutalności, którą spotykamy w codziennym życiu, a której często nie dostrzegamy zaaferowani własnymi problemami. Liane Moriarty udowodniła, że agresja, znęcanie fizyczne, psychiczne może dotyczyć każdego, zarówno rodziny z tak zwanego marginesu społecznego, ale także ludzi na stanowiskach, na świeczniku.

"Wielkie kłamstewka" to także historia różnych koligacji rodzinnych, od samotnego macierzyństwa, poprzez "normalny" dom, po rodziny patchworkowe. Każda z nich musi mierzyć się z problemami dnia codziennego dotyczącą utrzymania ale i z wychowaniem dzieci i relacjami z bliskimi.

Powieść Liane Moriarty to zajmująca opowieść z ważnym tematem i głosem w dyskusji o przemocy domowej. Prosty język, narrator przemawiający z kilku perspektyw, niespieszne ale wciągające tempo akcji i podsumowujący każdy rozdział chór głosów, obserwatorów wydarzeń daje poczucie dobrze spędzonego czasu z lekturą.




"Wielkie kłamstewka" Liane Moriarty, tł. Magdalena Moltzan-Małkowska, Prószyński i s- ka, Warszawa 2015




Czytaj dalej...

Biblia Mody po australijsku, czyli... Vogue, Kirstie Clements

Od kiedy przeczytałam książkę "Diabeł ubiera się u Prady" Lauren Weisberger zaciekawił mnie świat mody. Z tym, że nie interesują mnie najnowsze kolekcje znanych kreatorów, ich inspiracje i życie, ale szczere opowieści zza kulis rozgrzały moją wyobraźnię. U amerykańskiej pisarki ten świat jest bardzo zmienny, zafałszowany, pełen intryg i kontrowersyjnych decyzji. A jak wygląda w rzeczywistości?

Doniesienia prasy bulwarowej i wyniosłość, niedostępność Anny Wintour naczelnej tzw. Biblii Mody (a która rzekomo była pierwowzorem postaci Mirandy z wyżej wspomnianej powieści) karze przypuszczać, że w tej fikcji literackiej jest wiele z prawdy. Swoje pięć groszy dołożyła ostatnio Kirstie Clements, redaktor naczelna australijskiej edycji "Vogue'a".

Z lubością i z dużymi oczekiwaniami sięgnęłam po wspomnienia/ biografię dziennikarki.

Życie Kirstie Clements jest dowodem na to, że marzenia spełniają się pod warunkiem ciężkiej, rzetelnej pracy i cierpliwości, wytrwałości w swoich postanowieniach. Kirstie jako siedemnastoletnia dziewczyna podjęła odważną decyzję. Wyprowadziła się z rodzinnego domu i postanowiła zmienić swój los. Otrzymała niesamowitą szansę zatrudnienia w prestiżowym i ekskluzywnym magazynie o modzie, dla kobiet- VOGUE. Zaczęła od posady recepcjonistki, a jej zapał pozwolił piąć się po drabinie kariery, aż osiągnęła stołek redaktor naczelnej. Dwadzieścia pięć lat doświadczeń zawarła w swojej autobiografii, w której dzieli się prywatnością, swoimi przemyśleniami i anegdotami z pokazów mody, sesji fotograficznych, wyjazdów służbowych i ze spotkań z osobami, które w największym stopniu wpłynęły na jej życie.

Jedną z nich jest światowej sławy projektant Karl Lagerfeld, Cate Blanchett, Estee Lauder czy księżna Danii Mary. Kirstie odnalazła w nich zwyczajnych, przyjaznych i serdecznych ludzi, którzy mimo swojej sławy, nieokreślonego bogactwa pomogli jej na drodze kariery i dzięki ich zaangażowaniu wynieśli australijską edycję "Vogue'a" na wyżyny.

Przyznam szczerze, że liczyłam na drobne uszczypliwości wobec świata mody i jej kreatorów, soczyste skandale i kontrowersje wynikające z tej niestandardowej pozycji. No cóż... Przeliczyłam się. Kirstie Clements nie ujawnia nic, czego do tej pory nie znaliśmy. Wypowiada się co prawda na temat modelek, ich bezwzględnego dążenia do uzyskania figury idealnej, zajadaniu chusteczek higienicznych na zmianę z liściem sałaty, czy zastępowanie posiłków paczkami papierosów oraz odpowiada na zarzuty o kreowanie anoreksji w środowisku mody, ale nie dodaje nic od siebie. Próbuje rozgrzeszyć media, spychając winę na projektantów. Nie znalazłam też w książce żadnych informacji, niesnasek, dyskusji, nieporozumień związanych z przepychankami modeli wokół pokazów mody, ich wysiłkach o uzyskanie angażu... Za to Kirstie Clements podzieliła się wspomnieniami z ekskluzywnych promocji kosmetyków, ciuchów, dodatków i opisała zabawne, a czasami przerażające sytuacje z nimi związane.
W książce można znaleźć również wiele zdjęć dokumentujących pracę dziennikarki, jak i jej życie osobiste.

"Vogue. Za kulisami świata mody" to w większym stopniu biografia ciekawej kobiety, której spełnił się amerykański sen- od pucybuta do milionera, niż barwna spowiedź redaktor naczelnej najważniejszego pisma o modzie. Dlatego jeżeli lubicie wspomnienia osób, które mogą podzielić się czymś istotnym, to warto chwycić za książkę, jeżeli liczycie na skandale- żadnego tu nie znajdziecie :)





"Vogue. Za kulisami świata mody" Kirstie Clements, tł. Agnieszka Sobolewska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015



Czytaj dalej...

Posłaniec, Markus Zusak

"Jesteś uosobieniem przeciętności, Ed. A jeżeli facet taki jak ty potrafi się podnieść i zrobić to, co ty zrobiłeś dla tych ludzi, to może każdy będzie w stanie. Może każdy zdoła się wznieść ponad swoje ograniczenia."

Czy robisz w życiu to, o czym zawsze marzyłeś? Czy żyjesz pełną piersią, w pełni wykorzystujesz swój potencjał? Żyjesz tylko dla siebie, czy dajesz coś od siebie? Jak zostaniesz zapamiętany?
W dobie kryzysu, chorób cywilizacyjnych, nieudolności, niekompetencji ludzie pogrążają  się w marazmie lub ciągłej gonitwie o lepsze jutro. Często zapominamy o człowieku, który żyje obok nas, a który być może potrzebuje naszej pomocy. Nie koniecznie takiej, która wymaga wielu wyrzeczeń, nakładów pieniężnych, ale takiej skromnej, podstawowej jak na przykład: rozmowa, chęć wysłuchania, obecność, poczucie wspólnoty, przynależności do społeczeństwa.

"Posłaniec" Markusa Zusak dotyczy właśnie takiej bezinteresownej uwagi na potrzeby innych, spojrzenie na człowieka przeciętnego, ale gotowego poświęcić część swojego czasu by przynieść ulgę tym, którzy nie potrafią, nie mogą tego zrobić osobiście, który jest przykładem także dla nas.

Bohaterem i jednocześnie narratorem "Posłańca" jest Ed Kennedy. Zwykły dziewiętnastolatek, który nie ma konkretnego pomysłu na życie. Choć uwielbia czytać książki, nauka nie szła mu za dobrze i nie ma ochoty na studiowanie. Zawód wybiera impulsywnie, nie dlatego że jest jego największą pasją, ale szybką ucieczką przed despotyczną, trochę wulgarną matką i ojcem alkoholikiem. Relacje rodzinne chłopaka nie są zbyt zażyłe, a wiernym towarzyszem jest mu pies imieniem Odźwierny, koledzy Marv i Ritchie oraz w skrytości kochana i hołubiona Audrey. Ed żyje z dnia na dzień, zwyczajnie, nudno bez większych emocji i wrażeń. Do czasu. Zwykła wizyta w banku może odmienić życie. Nastolatek jest świadkiem napadu. Z początku biernie obserwuje rozwój wypadków. Później zaś, całkiem przypadkiem, role odwracają się. Ed z bezimiennej ofiary przeistacza się w bohatera. Co niesie za sobą niecodzienne konsekwencje. Staje się Posłańcem, który ma nieść wybawienie, ulgę, radość, śmiech i akceptację wśród mieszkańców swojej społeczności. Jakie będą jego zadania i czego nauczy go to doświadczenie? Czy czytelnik odczyta morał zawarty w tej opowieści?

Moim zdaniem "Posłaniec" wyróżnia się na tle książek o bezinteresownych mścicielach, niosących zarówno zemstę, jak i pomoc pokrzywdzonym, w naszym bądź co bądź brutalnym świecie.  Markus Zusak w bardzo ciekawy sposób ujął, ubrał i rozwinął swój pomysł. Mamy przeciętnego nastolatka, wywodzącego się z patologicznej rodziny, trochę zakompleksionego, nie wierzącego we własne siły. Nie zdradza czytelnikowi swoich emocji, marzeń, planów oprócz jednego, skrytej i nieodwzajemnionej miłości do koleżanki z pracy. Każdy jego dzień jest do siebie podobny. Praca, dom, pies, gra w karty, sen, praca, dom...Z tym, że nie spełnia się w żadnej z tych dziedzin. Zawód taksówkarza nie jest pasjonujący, nie rozwija go, nie daje perspektyw na spokojną przyszłość. Mieszka w najgorszej dzielnicy miasta, w starym, rozpadającym się budynku. Nawet karty, jego jedyna rozrywka, nie daje mu poczucia szczęścia czy spełnienia. Dlaczego to właśnie on został wybrany do delikatnej misji Posłańca? Czy ktoś miał na celu rzeczywiste niesienie pomocy wśród lokalnej społeczności, a bohaterski Ed był pod ręką? Czy to miała być nietypowa lekcja samoświadomości, otwarcia na życie, jego wielowarstwowości, jego potencjał?

Ed Kennedy to miły chłopak, który z łatwością przyciąga uwagę, i z którym przyjemnie wędruje się ulicami jego rodzinnego miasteczka, niosąc pomoc potrzebującym. W chłopaku drzemią ogromne pokłady empatii, które są pomocne przy wykonywaniu kolejnych zadań. Potrafi odnaleźć się jako towarzysz starszej pani, oparcie niepewnej nastolatki, dobry duch dla  samotnej matki i przyjazny sąsiad dla emigrantów, współczujący ale i popychający we właściwym kierunku przyjaciel. Nieprzystępny, lokalny koloryt środowiska obserwujemy jego oczami i tylko z jego perspektywy. Ale nie są to tylko problemy młodego pokolenia. Odnajdujemy przekrój nieszczęść jakie dotyka całe społeczeństwo, każda warstwa społeczna, każdy człowiek.

"Posłaniec" oprócz rozrywkowego charakteru, skrywa w sobie ważną naukę. Odkryj ją, przemyśl i zastosuj we własnym życiu. Odnajdziesz tym samym spokój, radość, szczęście, a także zawoalowaną wiadomość zarezerwowaną tylko dla ciebie.





Markus Zusak "Posłaniec", tł. Anna Studniarek, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014





Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Dagmary reprezentującej wydawnictwo  Nasza księgarnia :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)



Czytaj dalej...

Zdrada buduje czy rujnuje?

"Tajemnice Emmy: powroty" to odważna erotyczna przygoda kobiety wyzwolonej, łamiącej konwenanse i wymykającej się schematom.


"Przyszła kryska na Matyska" chciałoby się rzec. Emma na własnej skórze odczuwa czym jest zdrada. I chociaż sama ma nieczyste sumienie, to nie potrafi znieść myśli, że jej mąż spotyka się z inną kobietą. Jest wściekła, rozgoryczona i planuje bezlitosną konfrontację. Z czasem zaczyna upatrywać w tej sytuacji szansę na oczyszczenie, powrót do dawnych przyzwyczajeń oraz seksualną otwartość, rozpasanie, nirwanę. Jednak prawda, która miała ją wyzwolić ostatecznie przekreśla jej plany. Emma ratuje się ucieczką, ale czy można uciec przed samą sobą, swoim przeznaczeniem?

Natasha Walker konsekwentnie buduje i prowadzi wizerunek głównej bohaterki  przez całą trylogię "Tajemnice Emmy". Ta inteligentna kobieta w dalszym ciągu jest pewna siebie, silna, dominująca, niezależna i świadoma własnych pragnień. Z pełną odpowiedzialnością łamie konwenanse i wszelkie schematy dotyczące zarówno życia, jak i własnej seksualności. Jest otwarta na wszelkie erotyczne eksperymenty i nie obawia się dążyć do spełnienia za wszelką cenę. Zawsze wierna sobie i własnym zasadom, nawet wtedy, gdy jej zachowanie może kogoś zranić. Ta otwartość nie chroni jej jednak przed odczuciem odrzucenia w chwili, gdy dowiaduje się o zdradzie.

Tak jak spójna z pozostałymi częściami trylogii jest postać Emmy, tak kreacja jej męża ulega spektakularnej metamorfozie i ewolucji. Ze spokojnego, zamkniętego za kratami norm społecznych, twardo tkwiącego w ramach swojego świata, staje się mężczyzną pewnym siebie, wyzwolonym, gotowym na wszystko. Nie mogłam uwierzyć, że tak łatwo i tak szybko można popaść ze skrajności w skrajność. A jednak... Zaczynam się także zastanawiać co spowodowało tę zmianę. Czy jest wymuszona sytuacją, a może tym, że jego długo skrywane preferencje wreszcie mogą zostać ujawnione?

Emma jest niezwykłą animatorką seksualnych doznań i kreatorką upojnych schadzek. Nic co ludzkie nie jest jej obce, a jej erotyczna wyobraźnia nie zna granic. Do tej pory nie przypuszczałam, że malarstwo, a zwłaszcza uroczy malarz może doprowadzić na skraj spełnienia zaledwie spojrzeniem, niewinnym dotykiem czy artystycznymi akcesoriami. Natasha Walker mami nas różnorodnymi konstelacjami erotycznych póz w przedziwnych konfiguracjach i miejscach. Przez co nie wszystkie rozpalają zmysły i odznaczają się doskonałym smakiem, ale na swój zaskakujący sposób są oryginalne. Jest obscenicznie, wulgarnie, wyuzdanie, lubieżnie, grzesznie, hedonistycznie...

Niepokoi mnie jedynie przedstawienie kobiety, jej wizerunku, spełnienia jedynie poprzez seks i przez pryzmat własnej seksualności. Oczywiście popieram dążenie do samozadowolenia, rozkoszy i do realizacji własnych zachcianek w ramach zdrowego egoizmu. Jednak nie można skupić się jedynie na tej jednej drodze dążenia do samorealizacji. Kobieta to nie tylko ciało zawsze gotowe do miłosnych igraszek. Kobieta to pajęczyna skomplikowanych emocji i uczuć, szczelnie otulająca duszę i umysł. Zatem takie jednostronne potraktowanie płci pięknej jest krzywdzące i zafałszowuje rzeczywistość.

Reasumując, zwolennicy literatury erotycznej oraz miłośnicy trylogii „Tajemnice Emmy” z pewnością nie poczują się rozczarowani.


Natasha Walker "Tajemnice Emmy: powroty", tł. Ksenia Sadowska, Akurat, Warszawa 2013



Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis, Któremu bardzo dziękuję za przekazanie egzemplarzu recenzyjnego :)))

Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka