Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty

Zapowiedź // Spowiedź polskiego kata, Jerzy Andrzejczak

Dziś premiera książki, do lektury której potrzebna odwaga. Tematyka książki jest trudna , kontrowersyjna i niespotykana na rodzimym rynku wydawniczym. Ja jestem zaciekawiona i przerażona jednocześnie dawką emocji, którą szykuje dla nas wydawnictwo.


– Czy swoje białe rękawiczki, w których pan zabijał, wrzucił pan do trumny na piersi ofiary?
– Tak – pada potwierdzenie. – To niepisana tradycja...
Kto by pomyślał, że kat do egzekucji zakłada białe rękawiczki? A jednak rytuały tego typu mają dać ułudę pomagającą uporać się z emocjami – oczywiście symboliczną, zakopywaną w trumnie wraz ze zwłokami. Wspomnień tego typu nie da się jednak zupełnie pogrzebać i podobnie jak autor, i czytelnik poznający kata stale się z tą prawdą konfrontuje.
Tło książki Jerzego Andrzejczaka stanowi stosunek każdego z nas do kary śmierci. Poznajemy w niej bowiem nie tylko kata, ale też skazanych oczekujących na kostuchę. Książka wymusza przez to zadawanie sobie wielu pytań i bezpośrednio konfrontuje czytelnika z własnym stosunkiem do zabijania, robi to jednak w sposób uczciwy, acz atypowy. Niejako jak w sądzie, pozwala wysłuchać obu „stron” – kogoś, jak się zdaje beznamiętnie i na zimno odbierającego życie oraz wielu sprawców zabójstw, którzy stracili panowanie nad sobą i rzeczywiście żałują swoich czynów. Czy można ich ze sobą porównywać? Czy uzasadnione zabijanie jest mniej amoralne niż przypadkowe, nieplanowane? Czy większość ma prawo decydować o życiu jednostki? Czy zabijając zabójców nie dajemy mimowolnie przyzwolenia na zabijanie, nie uczymy go młodego pokolenia? - Jarosław Stukan


Czytujecie takie książki? Kto jest zainteresowany dzisiejszą premierą?

 
Czytaj dalej...

Rzeźnicy i lekarze, Lindsey Fitzharris // Krwawa historia medycyny


 Krwawa historia medycyny

Początki medycyny nie były ani piękne, ani prestiżowe. Sami lekarze też nie cieszyli się szacunkiem, a pacjentów widywali, gdy ci nie mieli już innej perspektywy. Pierwsze operacje były makabrycznie krwawym przedstawieniem, na które wstęp miał każdy człowiek, nawet taki niemający z medycyną nic wspólnego. 

Jednakże pojawiali się medycy, którzy próbowali zmienić wizerunek środowiska, trochę go ułagodzić i sprawić by przestał być rzemiosłem, a misją dla ratowania ludzkiego życia. Jednym z takich lekarzy był Joseph Lister. Od najmłodszych lat interesował go świat nauki niedostępny dla zwykłego, poczciwego, pobożnego człowieka. Jego zainteresowania podbijał ojciec, który był twórcą pierwszej soczewki optycznej. Używano jej do produkcji dokładnych i bardzo czułych mikroskopów, przez które młody Joseph obserwował świat drobnoustrojów, zarazków i komórek nie mając pojęcia, że stanie się kiedyś prekursorem, autorytetem w środowisku XIX wiecznych chirurgów. 

Lister nie miał łatwej drogi zawodowej. Czasy, w których praktykował medycynę, były bezlitosne  dla młodych, empatycznych młodzieńców, a zwłaszcza dla pacjentów tracących zdrowie, a często także życie. Brudne narzędzia chirurgiczne i przypadkowe miejsce operacji to norma tamtych czasów. Szokujące jest to, że zabiegi były wykonywane na przytomnym delikwencie, który często uciekał z miejsca kaźni z wnętrznościami wypadającymi z brzucha. Wiele przykładów takich incydentów zostało opisanych w książce Lindsey Fitzharris Rzeźnicy i lekarze. Opisy porażają brutalnością, ale i totalną obojętnością wobec cierpienia drugiego człowieka. Dopiero Lister objawił się jako pionier nowej idei mającej na celu wyeliminować ból, a przede wszystkim śmiertelność w trakcie i po zabiegach czy pobycie w szpitalu. On jako jeden z nielicznych nie bał się eksperymentować, nawet jeśli całe środowisko chirurgiczne wyśmiewało i negowało jego poglądy. Jednak, mimo że wydawał się silną osobowością, on również przeżywał momenty załamania i niewiary we własne możliwości. Kilkukrotnie próbował pożegnać się z zawodem, ale ciekawość w nim pozostawała i drążyła tak długo, dopóty nie znalazła ujścia. 

Joseph Lister wykorzystywał w swojej pracy badania innych lekarzy, ale też chemików, naukowców i jako pierwszy połączył w jedną całość powód, czynnik powstawania zakażenia rany, gangreny, ropni, posocznicy i produkt, który mógł całkowicie zapobiec komplikacjom pooperacyjnym. Jako jeden z pierwszych i nielicznych wprowadził w swoim szpitalu obowiązek higieny zarówno lekarzy, jak i narzędzi chirurgicznych oraz środków antyseptycznych, które pozwoliły ułaskawić śmierć, a chirurgów uczynić bardziej ludzkimi. 

Rzeźnicy i lekarze Lindsey Fitzharris to wciągająca biografia lekarza wyprzedzającego swoje czasy, prekursora, wizjonera i autorytetu dla kolejnych pokoleń medyków. To dzięki Listerowi dział medycyny ma obecny kształt, a jej historia jest już o wiele mniej krwawa i brutalna. Ta książka to również opowieść o człowieku, który nie bał się podążać za marzeniami, nie bacząc na przeciwności losu.

Rzeźnicy i lekarze to książka z gatunku literatury faktu, ale czyta się ją niesamowicie szybko i płynnie. Lindsey Fitzharris prosto i „po ludzku” operuje technikami i medycznym żargonem. Nawet laik jest w stanie pojąć sens jej słów i co więcej wciągnąć się w świat bezdusznych operacji, eksperymentów, sekcji zwłok często nadgryzionych zębem czasu, zgnilizny,  bezlitosnych rzeźników, handlarzy ciałami, uczonych, profesorów, idealistów. 

Jeżeli lubicie makabryczne opowieści, grozę czasów gdzie wszystko było dozwolone i historie o kamieniach milowych, postępie i ludziach z pasją to Rzeźnicy i lekarze z pewnością będzie idealną lekturą. 







Rzeźnicy i lekarze, Lindsey Fitzharris, tł. Łukasz Müller, Znak, Kraków 2018




Czytaj dalej...

Zapowiedź // Snajperki. Dziewczyny z Armii Czerwonej, Luba Wingradowa

Dziś chciałabym Wam zaproponować książkę, która pozwoli Wam poznać kobiety, a właściwie dziewczęta uczestniczące w jednej z najbardziej okrutnych, brutalnych i barbarzyńskich wojen XX wieku. Zapewne dobrze wiecie, że Sowieci nie mieli litości ani dla swoich wrogów, ani jeńców czy też cywili. Równie bezwzględnie traktowali swoich żołnierzy, także kobiety, które oddawały swoje życie za idee ogłaszane przez Stalina, a które nigdy nie zostały uhonorowane, ani zapamiętane :/ 




To książka tak ważna i wciągająca, że nie da się o niej zapomnieć. 
Antony Beevor

"Zabij Niemca!- głosiły sowieckie propagandowe ulotki. "Jeden faszysta na jedną kulę!". Wszyscy mieli obowiązek zaciągnąć się do armii sowieckiej. Bez względu na płeć. I wiek.
Nastoletnie dziewczyny w za dużych, męskich mundurach zdawały się nieporadne i zagubione. Ale okazały się skutecznymi żołnierzami, których zasługi nigdy nie zostały należycie docenione. 

Godziny wyczekiwania w napięciu, pierwszy zabity wróg, a potem kolejne „punkty na koncie”, śmierć koleżanek, ale też zabawa, zaloty i pierwsze miłości. Tak wyglądało życie Kławy, Marusi, Rozy i innych, znoszących trudy wojny, zahartowanych snajperek, bez wahania naciskających na spust. Jednocześnie bardzo młodych dziewcząt tęskniących za mamą, za domem, za normalnością.

Co czuje młoda dziewczyna, gdy kolejna już przyjaciółka ginie na froncie? I gdy to kolega z własnego obozu okazuje się być najgroźniejszym wrogiem? Jak to jest być „frontową żoną”? Czy można wrócić z wojny do domu i znów gotować barszcz, jak mama i babcia?

Lyuba Vinogradowa przeszukując archiwa, studiując wspomnienia naocznych świadków udowadnia, że wojna tylko z pozoru jest męską sprawą. 


Książka dr Luby Winogradowej o snajperkach walczących podczas II Wojny Światowej w Armii Czerwonej to dzieło nie tylko unikalne. To fascynujące, pełne detali świadectwo ich życia i szkolenia, opis przyjazdu na front, zdobywania niezbędnych dla snajpera umiejętności, zabijania Niemców, obrony przed molestowaniem seksualnym ze strony sowieckich oficerów (nazywały to „walką na dwa fronty”), godzenia się z utratą koleżanek, a właściwie każdego aspektu ich życia i śmierci. Musiały radzić sobie z brudem, wszami, rozkładającymi się ciałami, koniecznością pozostawania bez ruchu na przenikliwym mrozie oraz uczuciami, jakie nimi targały, gdy po raz pierwszy w życiu zabijały człowieka. Wyraźnie widoczna w celowniku twarz ofiary sprawiała, że większość snajperek przeżywała traumę, zmuszając się do pociągnięcia za spust. Ale „eliminacja faszystowskiej bestii” przychodziła im już później dużo łatwiej. Winogradowa odważnie demaskuje również kłamstwa sowieckiej propagandy, zarówno te dotyczące wysłanej w delegację do Stanów Zjednoczonych słynnej snajperki, porucznik Ludmiły Pawliczenko, jak i komsomolskiej męczennicy Zoi Kosmodiemjanskiej.

Antony Beevor





Premiera: 7 maja 2018 




* zdjęcia zostały udostępnione za wiedzą i zgodą Wydawnictwo Znak. 


 
Czytaj dalej...

Nasza MIŁOŚĆ, moja ZDRADA, twoja ŚMIERĆ, Ray Kluun pod patronatem medialnym Aleksandrowych myśli

Z dumą prezentuję książkę „Nasza MIŁOŚĆ, moja ZDRADA, twoja ŚMIERĆ” Ray Kluun, którą blog Aleksandrowe myśli objął patronatem medialnym. Jestem pewna, że tytuł narobi wile szumu na rynku wydawniczym, gdyż porusza bardzo kontrowersyjny temat. 




Tak o książce pisze wydawca:

KONTROWERSYJNY,  SZOKUJĄCY bestseller w 31 krajach, którego w Polsce przez 14 lat nikt nie ośmielił się wydać.

Ta książka wywołała burzę!
Jedni nie mogli jej znieść.
Inni nie mogli się od niej oderwać.
Jedni uznali ją za wyraz największej podłości.
Inni – największej miłości.


Sprzedana w 1,2 miliona egzemplarzy w samej Holandii.
Zdobyła Publieksprijs voor het Nederlandse boek 2006 (Nagrodę Czytelników dla Książki Niderlandzkiej).
W 2009 została w Holandii zekranizowana.


Nasza MIŁOŚĆ, moja ZDRADA, twoja ŚMIERĆ to fabularyzowana autobiografia autora z okresu, kiedy jego żona zachorowała na raka – dwa lata życia małżeńskiego, od momentu diagnozy do śmierci żony.

Stijn i Carmen są młodzi, piękni, bogaci i zakochani. Mają świetnie prosperujące firmy, dom w Amsterdamie, mnóstwo przyjaciół i cudowną córeczkę. Czerpią z życia pełnymi garściami. Aż do chwili, kiedy u radosnej, beztroskiej Carmen zostaje zdiagnozowana niezwykle rzadka i agresywna odmiana raka piersi...
Stijn jest z Carmen podczas zabiegów, pobytów w szpitalach. Wspiera ją swoją miłością. Wieczorami jednak rzuca się w nocne życie i… w ramiona innych kobiet. A wreszcie wiąże się z jedną z nich.
Dręczy go poczucie winy, lecz jest rozdarty między uczuciem, jakie połączyło go z kochanką, a miłością do coraz bardziej cierpiącej żony.
A kiedy ból staje się nie do zniesienia, pomaga Carmen odejść z godnością na własnych warunkach…

Ta książka już wzbudziła ogromne emocje wśród polskich blogerek i portali czytelniczych!


„Nie można przejść obok tej książki obojętnie”.
blog Aleksandrowe myśli
„Ta opowieść ani przez moment nie jest patetyczna. Dlatego jest tak prawdziwa”. „Viva”
„Bezkompromisowe love story XXI wieku”. „Der Spiegel”

Nasza MIŁOŚĆ, moja ZDRADA, twoja ŚMIERĆ RAYA KLUUNA, holenderskiego specjalisty od strategii marketingowych, stała się międzynarodowym
bestsellerem. W samej Holandii została sprzedana w 1,2 miliona egzemplarzy. Zdobyła Publieksprijs voor het Nederlandse boek 2006 (Nagrodę Czytelników dla Książki Niderlandzkiej), a w 2009 została zekranizowana.


Premiera: 9 listopad 2017


Kto jest zainteresowany książką? 



Czytaj dalej...

Przedpremierowo // Patronat: Obrazy i fotografie niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją, Reinhard Habeck


Dziś recenzja dość specyficznej książki i raczej przeznaczonej dla wąskiego grona odbiorców.
Interesują mnie mnie zagadki przeszłości, intrygi czy wszelkie teorie spiskowe. Nie jest więc dziwne, że „Obrazy i fotografie niemożliwe” rozpaliły moją wyobraźnię.
Reinhard Habeck to austriacki geodeta, rysownik, ilustrator i badacz tajemnic przeszłości oraz autor znanej, bestsellerowej serii Niemożliwe. Tym razem zabiera nas w niesamowitą podróż w świat sztuki z epoki lodowcowej, prehistorycznej, nieziemskiej i sakralnej.
Na początek zaczniemy od tej, którą nie co dzień możemy obserwować, a tak po prawdzie takiej, która nie zaprząta naszej uwagi. Wizerunki malowane przez jaskiniowców w dalszym ciągu zadziwiają współczesnych naukowców.
„Najstarsze dotychczas znane malowidła jaskiniowe znajdują się w odkrytej w 1994 roku jaskini Chauveta w pobliżu miasteczka Vallon-Pontd’Arc w południowej Francji.”
Neandertalczycy żyli w zgodzie z pierwotnymi instynktami. Skąd więc ich ogromna kreatywność w dziedzinie sztuki tj. "rysunek perspektywiczny, uchwycony naturalny ruch,  różnorodność skomplikowanych kompozycji i form plastycznych, znakomite metody cieniowania", tak doskonała spostrzegawczość i dość wierne odwzorowanie rzeczywistości, a także wiedza na temat astronomii, sztuki, religii, medycyny, matematyki? Wiele znalezionych dzieł jaskiniowych przyprawia o zawrót głowy i spory pomiędzy największymi naukowymi autorytetami.
Reinhard Habeck w swojej publikacji stawia pytania, które zmuszają do myślenia, ale nie zawsze przynoszą odpowiedzi. Najwięcej niewiadomych kłębi się wokół sztuki sakralnej. Dla wierzących to dowody istnienia Boga i jego cudów mających ugruntować wiarę. Dla ateistów lub agnostyków to potwierdzenie dla teorii spiskowych i wielkiego oszustwa religijnego ciągnącego się tysiące lat. Zapewne pierwsze co Wam przychodzi na myśl, to Całun Turyński i Chusta Św. Weroniki. Macie rację. To najbardziej znany boski wizerunek na świecie, wokół którego narosło wiele kontrowersji.
„Obraz na lnianym płótnie nie został ani namalowany, ani utkany, za to jest z obu stron płótna fotograficznym „negatywem”.”
Samo pochodzenie płótna jest niejasne, a jego "podróż" dość mgliście udokumentowana. Jednakże wizerunek na nim odbity nie może nie wskazywać nikogo innego, jak torturowanego Jezusa. Kolejne analizy, w tym badanie pyłków kwiatów i roślin oraz splotu materiału wydaje się to tylko potwierdzać. Co najdziwniejsze Całun Turyński nie jest oficjalnie uznany jako relikwia, a jedynie jako ikona. Zaskakujące...
Równie wiele pytań rodzi się przy Tilmie z Guadalupe, Czarnej Madonnie na Jasnej Górze w Częstochowie, Madonnie na szkle w Bazylice Michała Archanioła w wiosce Absam w okręgu Innsbruck; krzyż na trawie (obecnie już niewidoczny) w Eisenbergu.
Na koniec nie mniej kontrowersyjnie, bo dotkniemy tematyki kosmicznej...

Reinhard Habeck zwrócił uwagę na dziwne formacje skalne na Marsie i Księżycu, tajemnicze kręgi w zbożu czy ogromne geoglify i znaki na pustyni z czasów prehistorycznych.

Powyższe „odkrycia” są dziełem podróży po wielu kontynentach, wypraw do miejsc kultu, kościołów, galerii i archiwów. Zdjęcia, które możecie oglądnąć w książce są w większości wykonane jego rękami. Autor podpiera się również słowami autorytetów w danej dziedzinie, czy dostępnymi dokumentami. Obrazy, malowidła, artefakty, zdjęcia przedstawione w niniejszej publikacji pobudza ciekawość i są powodem do zadawania pytań oraz zgłębiania swojej wiedzy. Choć Reinhard Habeck bardzo rzetelnie i z ogromną drobiazgowością podszedł do tematu, to nie jest powiedziane, że nie wydarzy się nic, co podważy te odkrycia. Rozwój technologii i metod badawczych jest tak wielka, że jeszcze nie raz zmusi nas do ponownego przeanalizowania czy przewartościowania zdobytej wiedzy.
Świat jest fascynujący, a jej zdobycze, zarówno te z przeszłości jak i te teraźniejsze, niezbadane w pełni, przynoszące zaskoczenie i kolejne, coraz bardziej dociekliwe pytania. Reinhard Habeck w swojej książce „Obrazy i fotografie niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją” przedstawia te największe, najpiękniejsze, najbardziej kontrowersyjne i udowadnia, że mimo nowoczesnego sprzętu, świat w dalszym ciągu jest odkryciem, które będziemy poznawać  jeszcze przez wiele tysięcy lat.







„Obrazy i fotografie niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją” Reinhard Habeck, wydawnictwo Amber, Warszawa 2017







Czytaj dalej...

Obrazy i fotografie niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją, Habeck Reinhard pod patronatem medialnym Aleksandrowych myśli

Z wielką dumą donoszę, że blog Aleksandrowe myśli objął patronatem medialnym książkę, która daje wiele odpowiedzi ale i zmusza do formułowania kolejnych: Habeck Reinhard „Obrazy i fotografie niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją”.











Wydawca o książce:

Tajemnicze zdjęcia, obrazy i wizerunki z całego świata przedstawiające motywy, które nie mogły powstać w swojej epoce.

Na całym świecie istnieją malowidła, fotodokumenty i wizerunki, w przypadku których można wykluczyć fałszerstwo, a jednak ukazują rzeczy, które według obecnego stanu wiedzy historycznej nie mogły istnieć w tamtych czasach i przeczą ustaleniom konwencjonalnej nauki:

• Karykatury z epoki lodowcowej i prehistoryczna galeria gwiezdnych bogów.
• „Nie ręką ludzką uczynione”: święte płótna i „zdjęcie paszportowe” Chrystusa.
• Wizytówki Królowej Niebios: cudowne ikony maryjne.
• Madonna z Florencji i UFO: renesansowe obrazy z motywami niezidentyfikowanych obiektów latających w Palazzo Vecchio.
• Odcisk w kamieniu buta i rozdeptanego trylobita. Szacowany wiek: co najmniej 230 milionów lat…


Kogo przedstawił artysta, który 9000 lat temu wyrył na skalnej ścianie niebiańskie istoty w aureolach? Czym lub kim jest tajemnicza postać na zdjęciu wykonanym na Marsie przez lądownik „Spirit”? A mozaika z I wieku p.n.e. przedstawiająca zwierzę zadziwiająco podobne do dinozaura – skąd jej autor wiedział, jak wyglądały gady wymarłe przed milionami lat?

Podróżując po wszystkich kontynentach, Reinhard Habeck odkrył w archiwach, galeriach i kościołach najdziwniejsze, najbardziej zagadkowe wizerunki, które ujawnia w tej książce, ilustrując ją fascynującymi zdjęciami.


Premiera: 10 październik 2017


Jesteście zainteresowani tytułem? 


 


Czytaj dalej...

Azyl. Zapiski stalkera, Tomasz Ilnicki


Katastrofa elektrowni jądrowej w Czarnobylu to dla mnie jedno z mglistych wspomnień z dzieciństwa. To był zwykły dzień w przedszkolu, pełen śmiechu i zabawy przerwany zdecydowanym, przymusowym wypiciem specyficznego leku i nic więcej. Nie zachował się w mojej pamięci obraz paniki czy wzmożonej nerwowości wśród dorosłych.
Obecnie inaczej patrzę na przeszłość, a to, co kiedyś się wydarzyło, jest dla mnie wyjątkową lekcją na życie. 

Jednakże wokół nas są ludzie, dla których katastrofa w Czarnobylu to nie tylko mgliste wspomnienie, ale swoista pasja, sens istnienia. Jednym z nich jest Tomasz Ilnicki. Jest częstym gościem w Strefie (to obszar, z którego ewakuowano ludzi po katastrofie) i po każdej kolejnej wyprawie, planuje następny wyjazd. To miejsce przyciąga go niczym magnes, a wyludnione, pozarastane dziką naturą miejsca, nowoczesnej na tamte czasy elektrowni, pozwalają mu odkrywać coraz to jej nowe tajemnice.

Tomasz Ilnicki zaprasza nas w nietuzinkową podróż do miejsca, gdzie ból, cierpienie, starach odcisnęły ogromne piętno. Strefa niby wyludniona, a jednak tętniąca życiem. Bujna roślinność, której nie przeszkadza ludzka ręka, niedługo całkowicie zawładnie tym terenem i pasjonaci, tacy jak Tomasz, którzy ją eksplorują, nie pozwalają tym samym na zapomnienie.

Dzięki książce „Azyl. Zapiski stalkera” mogłam poznać kulisy samej katastrofy w Czarnobylu, wspomnienia byłych mieszkańców Prypeci, ale wyjątkową relację fotograficzną ukazującą to, co pozostało po ogromnej ludzkiej, ekonomicznej, ekologicznej tragedii. 
Zapiski Tomasza Ilnickiego mają w sobie dozę tajemniczości, która przyciąga czytelnika. Z ogromnym zainteresowaniem śledziłam poczynania autora i miałam wrażenie, że razem z nim uczestniczę w niezwykłej przygodzie. Pomaga w tym szczegółowy opis samych przygotowań do podróży, w tym, jak się zachowywać w Strefie, co można, a co jest kategorycznie zabronione.
Pan Tomasz z prostotą ale i zdumiewającą drobiazgowością odtwarza moment katastrofy czy ewakuacji. Przytacza słowa profesorów, specjalistów, pracowników elektrowni czym pozwala lepiej zrozumieć, to, co się stało, ale także wzbudza ciekawość i skłania do refleksji. 

„Azyl. Zapiski stalkera” z początkowego zapisu z podróży, zmienia się w dziennik pełen prywatnych przemyśleń i rozważań, co jedynie ubogaca treść i nadaje jej wyjątkowości. Cieszę się, że dzięki Panu Tomaszowi, jego pasji, poznałam część historii, której, bądź co bądź, byłam częścią. 









„Azyl. Zapiski stalkera” Tomasz Ilnicki, wydawnictwo Sorus, Poznań 2017





Czytaj dalej...

Kolonia Marusia, Sylwia Zientek


11 lipca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu. Tego dnia w 1943 roku Polacy zostali bestialsko i brutalnie wymordowani, ograbieni z dóbr, a przede wszystkim z pamięci na długie lata. Obecnie wiedza dotycząca Rzezi Wołyńskiej jest znacznie szersza, podejmowane są liczne akcje upamiętniające ofiary tej zbrodni, powstają liczne publikacje dokumentujące tamten okrutny czas. Jedną z nich jest „Kolonia Marusia” autorstwa Sylwii Zientek. Ta poruszająca książka i intymne wyznanie pisarki, pozostanie ze mną na długi czas.

Tytułowa Kolonia Marusia to dawna, mała osada na Wołyniu, którą zamieszkiwało kilka polskich rodzin, w tym rodzina Sylwii Zientek. Sielskie krajobrazy, płodna ziemia, dobrobyt i szczęście przeplata się tu z przytłaczającą tragedią, która odcisnęła ogromne piętno na rodzinie Błońskich i następnych pokoleniach. Po dzień dzisiejszy napełnia trwogą, strachem, cierpieniem, którego trudno się pozbyć, które uprzykrza codzienność i nie pozwala cieszyć się życiem.

Tragedią tą jest czystka etniczna przeprowadzona na ludności polskiej przez ukraińskich nacjonalistów. Na ziemi wołyńskiej w 99 wioskach zginęło w latach 1943-45 ponad 100 000 Polaków, dzieci, kobiet, mężczyzn, starców. Rodzinie Błońskich cudem udało się przeżyć. Uciekli w ostatniej chwili, pozostawiając cały swój majątek, wspomnienia, nadzieje. Po wielu trudach osiedlili się w małej wiosce pod Zamościem, w opuszczonym poniemieckim gospodarstwie, gdzie musieli zaczynać wszystko od nowa. Wolni, żywi, ale przytłoczeni traumą ocalałych, przekazują swój ból i strach następnym pokoleniom. 

Kolonia Marusia to bardzo intymna opowieść Sylwii Zientek, bo dotyczy historii jej rodziny, jej osobistych przeżyć, doznań, demonów przeszłości pojawiających się w chwilach szczęścia. Książka poraża ogromem emocji, które bardzo szybko przenoszą się na czytelnika. W części poświęconej Rzezi Wołyńskiej nie sposób swobodnie oddychać. Co chwilę serce przeszywa strzała bólu i strachu, które dla ludzi zamieszkujących tamte okolice, były chlebem powszednim, które towarzyszyły im także w chwili śmierci. Jestem przerażona bestialstwem Ukraińców, którzy bez cienia litości mordowali dzieci, gwałcili kobiety, plądrowali domostwa i gospodarstwa, palili dorobek życia oraz pamięć po swoich sąsiadach. 
Nie mniej trudna i poruszająca jest część poświęcona matce autorki i traumie, która zniszczyła jej życie. Kobieta nie potrafiła zapomnieć o tragedii, którą przeżyła, nie umiała cieszyć się tym, co osiągnęła, a swoim strachem zaraziła swoje córki, z którym po dzień dzisiejszy muszą walczyć, by nie zatracić szczęścia. 

Kolonia Marusia to ważna lektura. Tematyka, która zostaje w niej poruszona, to manifest pamięci. Nie tylko o rodzinie, której udało się przetrwać czy ludziach, którzy dosłownie zostali zmieceni z powierzchni ziemi, pochowani we wspólnych mogiłach, ale o uczuciach i emocjach, które się wtedy narodziły. Przekazywane z pokolenia na pokolenie nie zapewniają tylko wdzięczności za ocalenie, wiary i nadziei na lepsze jutro, ale przejmujący smutek i cierpienie, które mocno uprzykrzają życie. 

Sylwia Zientek mocno poruszyła moje serce. Brak mi słów, by opisać wszystkie swoje wrażenia...











„Kolonia Marusia” Sylwia Zientek, W.A.B, Warszawa 2017





Czytaj dalej...

Ślad przeznaczenia, Agnieszka Monika Polak




Są takie książki, które trafiają w nasze ręce dokładnie wtedy, kiedy są potrzebne. „Ślad przeznaczenia” miał być zwykłą, relaksującą lekturą, a okazał się czymś więcej... Czyżby przeznaczenie, a może siła przyciągania?

Trudno streścić treść tej publikacji. To nie jest zwykła powieść ale zapiski, wspomnienia, dziennik z elementami emocjonalno- egzystencjalnego coachingu kobiety, która z odwagą marzy, realizuje swoje pasje i przekazuje mądrość, z której warto, powiem więcej, trzeba korzystać.

„Życie to nieustająca podróż, która kształci, poszerza horyzonty, doświadcza, rozwija.Podróżując, będziesz zmieniała kierunki i środki lokomocji, odkrywała, tworzyła, upadała po to, by się podnieść i rozpocząć kolejną trasę, która doprowadzi cię do kresu twej wędrówki.”

Marzenia to nasze potrzeby, element osobistego rozwoju, które podsyła podświadomość. Nie można lekceważyć tych podszeptów, a z wiarą realizować. Ścieżki, metody, które stawia przed nami życie, to droga do samorealizacji. Nie zawsze łatwa i prosta, ale niezmiennie ważna i potrzebna by odnaleźć szczęście, i poczucie dobrze wykorzystanego czasu danego nam tu, na ziemi. 

Jestem osobą o niskiej samoocenie, nieśmiałą, zakompleksioną. Nie wierzę w swoje możliwości, a cele, które przed sobą stawiam są małe i nie satysfakcjonują mnie na długo. Owszem mam jedno, wielkie marzenie, ale boję się pójść w tym kierunku. Obawiam się oceny swojego środowiska i porażki, która mogłaby mnie przygnieść. „Ślad przeznaczenia” chyba trafił do mnie w odpowiednim momencie. Z każdym słowem, zdaniem, rozdziałem pobudzał moją wyobraźnię i zrozumienie, że źle postępuję, i że pozbawiam się czegoś ważnego, niepowtarzalnego, wyjątkowego. Bez odwagi na osiągnięcie sukcesu sprawiam, ze moje życie jest powtarzalne, szare, miałkie. 

Agnieszka Monika Polak swoją książką otworzyła mi oczy i pokazała na przykładzie swojego życia, swoich przeżyć, pokonywanych trudności, że wszystko można osiągnąć. Wystarczy systematyczność, wsłuchanie się w podszepty swojej podświadomości, gotowość na zmiany i pokonywanie trudności. 

„Ślad przeznaczenia” oprócz wskazówek pomagających rozumieć siebie, to zestaw anegdot i sekretów związanych z pisaniem książek, ich promowaniu, spotkań autorskich i zdobywaniu doświadczeń wzmacniających psychicznie i fizycznie. Bardzo podobał mi się rozdział zadedykowany Targom Książki. To święto czytelnictwa i czytelników zrzesza pasjonatów z całej Polski, a także świata. Innym rozdziałem, który na długo zapadnie w moją pamięć, to rozmowy autorki z babcią. Uwielbiam wspominki z „dawnych czasów” i mogłabym o nich słuchać i czytać godzinami. 

„Ślad przeznaczenia” to tylko z pozoru zwyczajna książka. Po jej otwarciu zatraca się czas i rzeczywistość, a wszelkie bodźce odbierane z wewnątrz siebie, są o wiele wyraźniejsze. Nie tak łatwo o nich zapomnieć bo dopominają się o swoje prawa. Muszę się z tym zmierzyć. Mam nadzieję, że wiedza, którą zdobyłam podczas lektury, da mi potrzebne narzędzia, by ulec pokusie. 







„Ślad przeznaczenia” Agnieszka Monika Polak, Wydawnictwo Czarna Kawa, Polanka Wielka 2017






Czytaj dalej...

Wojenne związki, Maren Röger

II wojnę światową najczęściej rozpatrujemy od strony represji okupanta, walk narodowościowych, wywiadu, świadectw obozowych czy Powstania Warszawskiego. Maren Röger, niemiecka historyk i kulturoznawca, postanowiła spojrzeć na ten okres historii z zupełnie innej perspektywy. Założyła sobie temat bardzo kontrowersyjny, bo opisuje związki miłosne pomiędzy Polakami a Niemcami, pomiędzy ofiarą, a katem. Nie było łatwo zebrać dokumentację, bo ta jest niepełna i fragmentaryczna. Jednak zebrane informacje pozwoliły postawić tezy dotyczące rodzaju wojennych związków oraz ocenę ówczesnego społeczeństwa.
Czytaj dalej...

Chwila na miłość, Joanna Stovrag


Kilka miesięcy temu miałam okazję i wielką przyjemność poznać książkę „Jeszcze żyję...” o niezwykłej sile miłości, która pomogła przetrwać najcięższy okres samotności, strachu o druga osobę i obciążenia wojny. Joanna Stovrag zabrała mnie w podróż do malowniczej Bośni, pięknej, egzotycznej i Sarajewa rozdartego bratobójczą walką. Te dwa światy, łagodny i brutalny, spowodowały, że Pani Joanna nie tylko musiała szybciej dojrzeć, ale poznała prawdziwy obraz życia i miłości oraz dała świadectwo człowieczeństwa w obliczu okrucieństwa, bestialstwa i bezsensownej śmierci.

Fragment mojej recenzji:  „Jeszcze żyję...” to prawdziwa historia pełna bólu, łez, cierpienia, strachu ale także uśmiechu i radości. To opowieść o uczuciach, które choć wystawione na ciężka próbę, stało się świadectwem odwagi, niezłomności i wyjątkowej relacji jaka może połączyć kobietę i mężczyznę. (więcej przeczytasz TU)

Spieszę donieść, że ta wyjątkowa historia doczekała się wznowienia. „Chwila na miłość” Joanny Stovrag zyskała nową oprawę, która od pierwszego wejrzenia zapowiada ciekawą opowieść i przyciąga, detronizując inne książki wokół. Niektóre wątki doczekały się zakończenia, dowiedzieliśmy się o późniejszych losach osób występujących w tej historii. Pani Joanna dołożyła również więcej zdjęć z prywatnych zbiorów, jeszcze bardziej wzbogacając swoją opowieść.

 Jeżeli jeszcze nie poznaliście „Chwili na miłość” to gorąco zachęcam do wzięcia pod uwagę lekturę tej książki. Bo nic tak nie porusza jak niezwykłe historie zwykłych ludzi w obliczu przełomowych wydarzeń.


Pani Joanno, jeszcze raz serdecznie dziękuję za możliwość „wejścia” w Pani życie, zachłyśnięcia się wielkim, niepowtarzalnym uczuciem i zajrzeć za barierę milczenia...



Czytaj dalej...

Styczniowe zapowiedzi z gatunku Literatura Faktu





„Dobranoc, Auschwitz” Aleksandra Wójcik, Maciej Zdziarski, Znak
 
Polacy, którzy przeżyli Auschwitz. Ostatni moment, by posłuchać ocalonych.

Józef Paczyński, rocznik 1920. Więzień numer 121 – z pierwszego transportu, fryzjer komendanta Rudolfa Hössa. Na pytanie, czemu nie poderżnął mu gardła, będzie musiał odpowiadać przez całe życie.
Marceli Godlewski, 1921, AK-owiec, egzekutor Kedywu. Po wielu miesiącach przesłuchań trafia do obozu, skąd ucieka przy pierwszej okazji.
Lidia Maksymowicz, najmłodsza. Uwięziona jako trzyletnia dziewczynka. Wystraszone dziecko ukrywające się pod pryczą przed wzrokiem doktora Mengele.
Karol Tendera, więzień numer 100 430. Zakażony tyfusem w ramach eksperymentu medycznego. Nigdy nie pogodzi się z tym, że można bezkarnie mówić o „polskich obozach zagłady”.
Stefan Lipniak, 1924. Czterdzieści cztery miesiące za drutami. Cała młodość. Niewiele o tym mówi, bo życie to nie tylko obóz.
Mija 70 lat. Byli więźniowie Auschwitz nadal żyją i są wśród nas. Spotykamy ich na ulicy, w tramwaju, w aptece. Mijamy w pośpiechu, nie zwracając uwagi. Wciąż mają dużo do opowiedzenia. Oto ich historie.


 „Brutalna kołysanka” Anna Malinowska, Agora 

Wstrząsający reportaż o losach dzieci uprowadzonych przez Lebensborn – nazistowską organizację powołaną w celu hodowli dzieci cennych rasowo.

Lebensborn to jedna z najczarniejszych legend II Wojny Światowej. Powołana do życia w 1935 roku przez Reichsfuhrera SS Heinricha Himmlera, miała być hodowlą czystych rasowo Niemców. Oficjalnie Lebensborn miała pomagać niezamężnym matkom i ich nieślubnym dzieciom. Prawda jednak okazała się bardziej wstrząsająca. Roman Hrabar, polski adwokat z Katowic po kapitulacji Niemiec zdemaskował prawdziwe zbrodnicze oblicze tej organizacji. Ale przede wszystkim odnalazł i przywiózł do Polski tysiące zrabowanych dzieci. W książce Anny Malinowskiej opowiadają one o swoich niezwykłych losach.

Książkę poleca Magdalena Grzebałkowska, finalistka Nike, autorka książki "1945. Wojna i pokój".


„Mogło być inaczej” John Brooks, Prószyński i s- ka

Dziecko adoptowane w Polsce przez amerykańskie małżeństwo i historia, którą powinien poznać każdy, kto ma problemy z dzieckiem.

W 1991 r. John Brooks i jego żona Erika adoptowali w Polsce czternastomiesięczną dziewczynkę. Nadali jej imię Casey. Przez kilkanaście lat John, Erika i Casey byli szczęśliwą rodziną. W wieku dojrzewania u Casey pojawiły się objawy poważnych zaburzeń emocjonalnych, niespodziewane napady złości i agresji, depresja i skłonności samobójcze. John i Erika przez kilka lat szukali pomocy psychologicznej. Nie znaleźli jej, a wyjaśnienie zaburzeń, na które cierpiała Casey pojawiło się zbyt późno.

"Mogło być inaczej" to książka o rodzicach, którzy desperacko poszukiwali pomocy, starając się ochronić swoją adoptowaną córkę, przed nią samą. To książka o rodzicach, którzy – podobnie jak wielu spośród nas – nie potrafili dostrzec, z jak poważnymi problemami boryka się ich dziecko, ani nie wiedzieli, w jaki sposób można próbować je rozwiązać. To wreszcie książka o rodzicach, którzy – chociaż przegrali walkę – nie spoczęli, dopóki nie zrozumieli, dlaczego tak się stało. To w końcu książka o ojcu Casey, autorze tej książki – książki, która może uratować niejedno życie.


„Zagadki kryminalne PRL” Kazimierz Kunicki, Tomasz Ławecki, Bellona

„Zagadki kryminalne PRL” to dwadzieścia mrożących krew w żyłach opowieści o głośnych zbrodniach, w wielu przypadkach seryjnych, które wydarzyły się w ciągu 45 lat istnienia Polski Ludowej we wszystkich społecznościach – od wiejskiej i małomiasteczkowej po wielkomiejską, a także w najróżniejszych środowiskach – chłopskim, robotniczym, studenckim, inteligenckim a nawet, co bardziej szokowało dawniej niż obecnie, intelektualnym. Część morderstw pozostała w ogóle niewyjaśniona, wiele rozwikłano tylko częściowo, a niektóre stanowią do dziś zagadkę, którą współcześni prawnicy, kryminolodzy i historycy usiłują rozwiązać, korzystając z materiałów Instytutu Pamięci Narodowej oraz współczesnych metod badań kryminalistycznych.
Autorzy „Tajemnic kryminalnych PRL”– Kazimierz Kunicki i Tomasz Ławecki mają w dorobku po kilkadziesiąt książek, w tym szereg pozycji popularnonaukowych, reportaży z kraju i ze świata, przewodników turystycznych, esejów oraz biografii sławnych Polaków. Znaczną część z nich napisali wspólnie, jak choćby opowieści o wydarzeniach „spisanych krwią” wydanych pod tytułem „Śladami słynnych zbrodni” (we współpracy z Lilianą Olchowik-Adamowską), w których nawiązywali do historycznej konwencji pitawala, jak od XVIII wieku nazywano zbiory kronik i sprawozdań z procesów kryminalnych. Tamta książka obejmowała wielowiekowy okres do końca okupacji niemieckiej, w tej natomiast autorzy zajmują się problemami zbrodni i kary z czasów nie aż tak odległych, a jednak odchodzących z wolna w zapomnienie.





Czy któraś z książek wzbudziła Wasze zainteresowanie? 


 
Czytaj dalej...

Listopadowa zachęcajka :)

Jesień, jak żadna inna pora roku, sprzyja czytaniu :) Słota i chłód otoczenia pozwala otulić się ciepłym kocykiem i zanurzyć w literackiej podróży. W listopadowy czas chętnie poznałabym miejsca i bohaterów książek: 



„Mischling czyli kundel” Affinity Konar, Prószyński i s- ka

Perła troszczy się o smutek, przeszłość i dobro. Stusia odpowiada za radość, przyszłość i zło.
Jest rok 1944, bliźniaczki Perła i Stusia Zamorskie wraz z matką i dziadkiem trafiają do Auschwitz. Siostry szukają siły i ucieczki od ponurego obozowego świata w swojej bliskości, w języku im tylko znanym, w grach wyuczonych we wczesnym dzieciństwie.
Jako część eksperymentu populacyjnego, mającego na celu badanie dzieci urodzonych z ciąż mnogich, znanego jako Zoo Mengelego, dziewczynki doświadczają cierpień i przywilejów nieznanych innym więźniom, zostają okaleczone psychicznie i fizycznie, odarte ze wspólnej osobowości. Ich tożsamość zmienia się pod brzemieniem bólu oraz poczucia winy.
Zimą, w czasie koncertu zorganizowanego przez Mengelego Perła znika, a Stusia pogrąża się w żałobie, lecz wciąż nie traci nadziei, że bliźniaczka żyje.
Po wyzwoleniu obozu przez Armię Czerwoną rusza na poszukiwania siostry wraz z przyjacielem, Feliksem – chłopcem, który straciwszy brata, pragnie zemsty – przez Polskę zniszczoną w czasie drugiej wojny światowej.
Jak przeżyć traumę, co zrobić, by przetrwać, jak pozostać sobą i zachować w pamięci to, co było piękne w tradycji rodzinnej, jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości po wyzwoleniu?


„Damy ze skazą” Kamil Janicki, Znak 

Kobiety, które zapewniły Polsce koronę.
Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium.
Ich duma unicestwiła królestwo.
Matylda to dziedziczka najpotężniejszej dynastii świata. Głupota rodzonego brata zamienia jej życie w piekło. Nieodpowiedzialny szczeniak z koroną na głowie przegrywa ją podczas partii kości.
Rycheza angażuje cały swój spryt i nieustępliwość, by zmazać hańbę matki. Przybywa do kraju rządzonego przez ogarniętego obsesją tyrana. To ona zrobi z niego bohatera. I ona zapewni mu królewską koronę.
Przedsława, zgwałcona i obdarta z marzeń przez nienawistnego furiata, poprzysięga zemstę. Za jej sprawą na rodzące się polskie mocarstwo spada klątwa.
Poznaj historię polskiej korony, obdartą z mitów i fałszerstw. W świecie pełnym nienawiści, w którym ludzkie życie jest warte tylko tyle, ile gotowi są za nie zapłacić handlarze niewolników, te wielkie damy zrobią wszystko, by zdobyć sławę silniejszą od śmierci.
Urażona duma, poniżenie, zdrada, której nie wolno wybaczyć. Grzechy ludzi zbyt ambitnych, by uznać własne potknięcia, zepchną cały ród i imperium na drogę prowadzącą ku zagładzie. I tylko kobiety będą mogły je uratować.


 „Bliżej niż niebo” T. Greenwood, W.A.B.

Chora miłość nie cofnie się przed niczym.
Indie Brown we wczesnym dzieciństwie przeżyła uderzenie pioruna – zgodnie z oficjalną wersją wydarzeń życie dziewczynce bohatersko uratowała matka, Judy. Sęk jednak w tym, że sama Indie zapamiętała tamten incydent zupełnie inaczej. Zresztą nie tylko ten. Wygląda na to, że wszystkim trojgu dzieciom Judy co i rusz zdarzały się groźne wypadki.
Książka Greenwood to skomplikowana historia o miłości i przemocy zadawanej dzieciom przez najbliższych, opowiedziana z precyzją i intensywnością, która wprost poraża.


„Kolonia Marusia” Sylwia Zientek, W.A.B.

Wołyńskie krwawe lato, które odcisnęło tragiczne piętno na trzech pokoleniach kobiet
Halina dorastała w Kolonii Marusi, niewielkiej wiosce na polskim Wołyniu, w ziemi, której piękno i spokój opiewał w swoich wierszach Czechowicz. Potomkini polskiej szlachty, córka bogacza i miejscowej piękności – miała wszystko, o czym można marzyć. Sielankę przerywa wybuch wojny. A gdy Ukraińcy zaczynają mordować Polaków, świat małej Haliny wywraca się do góry nogami. I choć jej samej i jej rodzinie udaje się uciec, przeczucie nadchodzącej katastrofy już zawsze będzie jej towarzyszyć, odciskając na jej życiu piętno, które kobieta jak swoiste dziedzictwo przekaże córce.
Sylwia, pisarka, a wcześniej wzięta prawniczka, po śmierci matki próbuje odtworzyć dramatyczne losy rodziny, o których Halina nigdy nie chciała mówić. Ma nadzieję, że dzięki temu odzyska spokój ducha i kontrolę nad swoim życiem, w którym coraz silniejsze ataki paniki próbuje powstrzymać kolejnymi lampkami wina. Od dziecka bowiem jest przekonana, że lada chwila wydarzy się katastrofa.
Zientek tworzy poruszające, przenikliwe i niezwykle realistyczne studium traumy tak wielkiej i niewyobrażalnej, że oddziałuje na kolejne pokolenia. To także wspaniały, niekiedy bolesny i wzruszający obraz relacji matki i córki, które są dla siebie jednocześnie największym rozczarowaniem i najważniejszym punktem odniesienia. To również piękna opowieść o szczęściu, które w każdej chwili może zostać nam odebrane.


 „Dotyk” Claire North, Świat Książki

Elektryzujący nowy thriller autorki pierwszych"Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta".
Próbował mnie zabić, ale to ja go zabiłam. Było to dawno temu. Pamiętam, że panował mrok. Zauważyłam mordercę w ostatniej chwili. Umierając, dotknęłam jego dłoni i nagle nastąpiła pierwsza przesiadka. Patrzyłam, jak umieram. Spoglądałam na siebie oczami zabójcy. Teraz przesiadki to drobiazg. Przeskakuję z ciała do ciała, kiedy chcę. Mogę być każdym.



Czy zainteresowała Was któraś z powyższych książek? Jakie tytuły macie w planach na listopad?




 

Czytaj dalej...

Patronat Aleksandrowych myśli: Życie pechowej emigrantki, Martyna Flemming



Dla niektórych ludzi własny dom, własne miasto, własny kraj jest miejscem, w którym czują się najlepiej i tylko w nich chcą przebywać. Martyna Flemming do nich nie należy! Nie lubi czuć się przywiązana do jednego miejsca, nie jest sentymentalna, a poczucie wolności jest dla niej ważne w każdej dziedzinie życia. Swoim celem uczyniła podróże i zbieranie doświadczeń tak różnych, jak tylko się da. I właśnie na podstawie tych przeżyć, doznań, nauk powstał najpierw blog Producentka pasji (link), a następnie książka „Życie pechowej emigrantki”, którą miałam przyjemność objąć patronatem medialnym ☺

I to była chyba jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Poznałam cudownie energetyczną i bardzo pozytywną osobę oraz miałam okazję przeczytać zapiski z jej przygód. Nie zawsze miłych i wygodnych, ale za to bardzo prawdziwych, bez fałszywej skromności, bez maskowania prawdy na temat emigracji, cudzoziemców, stosunku do emigrantów, możliwości pracy, rozwoju osobistego, kultury.

Martyna Flemming dzieli się z czytelnikiem swoimi burzliwymi i dość skomplikowanymi losami. Poznajemy ją w różnych sytuacjach. W kraju, trudnym okresie dorastania, wyborów kształtujących przyszłość, podczas miłosnych relacji i w podróży, które przynosiły często dość zaskakujące sytuacje. Ogrom zawodów, które Martyna wykonywała w swoim życiu, może powalić na kolana. Była tancerką, założycielką i menadżerką zespołu artystycznego, „etatową” bywalczynią teleturniejów telewizyjnych, pracownicą kasyna, sklepu, kelnerką, pracowała w szklarni, a także w świniarni. Sekrety jakie zdradza przy opisywaniu każdej z profesji, raz jeży włos na głowie, raz pobudza do śmiechu, a raz zmusza do refleksji na temat traktowania pracowników sezonowych, często obcokrajowców, który można porównać do współczesnego niewolnictwa.

„Życie pechowej emigrantki” i jest podzielona na trzy części, kształtujące dotychczasowe życie bohaterki i zarazem autorki. Każda niesie za sobą inną dawkę emocji, ale każda wciąga niepostrzeżenie i przynosi wiele czytelniczej satysfakcji i przyjemności. Zostaje zaspokojona i potrzeba poznania, i potrzeba serca.
Język powieści prosty, ekspresyjny, sugestywny, czasem dość potoczny sprawia, że więź z autorką zawiązuje się bardzo szybko, a żadne ze słów nie trafia w próżnię. Martyna Flemming nie boi się również podzielić swoimi dość traumatycznymi i bardzo bolesnymi doświadczeniami, które właśnie najbardziej determinują nasze poczynania i poglądy na świat, na życie. 

Książka oprócz osobistych zapisków jest także doskonałym zbiorem porad dla początkujących podróżników, wskazówkami ułatwiającymi życie, ostrzeżeniem przed możliwymi problemami. Ciekawostki dotyczące odwiedzanych miejsc, poznanych ludzi, ich światopogląd, istniejące i szerzące się stereotypy wprowadzają w zdumienie, bawią, złoszczą i niewątpliwie dają, oj dają  powody do myślenia.

Nie spodziewajcie się, że „Życie pechowej emigrantki” to typowa książka podróżnicza. Co to, to nie! To opowieść o życiu, pragnieniu poznania, doświadczania, poszukiwanie odpowiedzi na najważniejsze pytania: Kim jestem i gdzie jest moje miejsce?
Martyna Flemming pokazuje nam również jak ważne są pasje, odwaga w ich realizacji i zachłanność, która pozwala odkryć siebie w najbardziej zaskakujących sytuacjach.

Koniecznie musicie poznać pechową emigrantkę :)








„Życie pechowej emigrantki” Martyna Flemming, Wydawnictwo Czarna Kawa, Polanka Wielka 2016 





Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o Martynie Flemming zapraszam na wywiad (link) z serii Kilka pytań do... oraz do śledzenia jej fanpage' a (link)
I koniecznie zapiszcie się na BOOK TOUR- EMIGRANTKA :)




Czytaj dalej...

Jeszcze żyję..., Joanna Tlałka-Stovrag

„Nie wiedziałam, że cisza może dźwięczeć, wyć, świstać, a nawet być ostrą bronią, która napada z ukrycia. Cisza, którą ja usłyszałam, miała atakować przez lata”.

Dziś kiedy tyle mówi się o nietolerancji, wzrastającej agresji i terrorze warto wspomnieć, że nie tak dawno temu wydarzyła się historia równie brutalna i poruszająca. Wojna domowa w Bośni i Hercegowinie, oblężenie Sarajewa, które było najbardziej krwawym konfliktem w Europie po zakończeniu II wojny światowej, przyniosła ogromne straty ludzkie w wyniku walk i czystek etnicznych. W obliczu tak okrutnych, nieludzkich okoliczności kwitnie miłość, która staje się powodem obłędnego strachu, ale i nadziei na lepszą przyszłość.

Zaczęło się niewinnie. Studentka z Krakowa wyjeżdża na stypendium na uniwersytet w Sarajewie. Pełna obaw ale i ciekawości poznaje świat, zupełnie różny od tego, w którym wyrosła. Tam poznaje też chłopca, który zdominował jej serce i stał się centrum wszechświata. Rozdziela ich wojna, bestialstwo, śmierć, ale miłość pozwala przezwyciężyć wszelkie, nawet niebezpieczne bariery.

Joanna Tlałka-Stovrag narratorka i bohaterka książki „Jeszcze żyję...” pozwala nam zajrzeć w swój świat i dzieli się najintymniejszymi wspomnieniami, przeżyciami. Odkrywa przed czytelnikiem swoje serce i pokazuje, że prawdziwe uczucie warte jest wszelkiego poświęcenia. Lektura publikacji mocno mną wstrząsnęła. Znam ten smutny i trudny okres historii Sarajewa ze szkolnych lekcji. Jednak dla mnie to za mało. Poszukuję świadectw ludzi, którzy przeżyli piekło i są w stanie, są gotowi o tym opowiedzieć. Pani Joanna dała mi możliwość zajrzeć za barierę milczenia i poznać prawdziwe oblicze bestialstwa, ogromnego strachu, bezsilności. Dla równowagi pokazała mi odwagę, przyjaźń i miłość, która stała się jedyną szansą, nadzieją na przeżycie, na przyszłość.

„Lubię tu przyjeżdżać, usiąść na łonie przyrody, tu czuje się najlepiej. Od dzieciństwa moje oczy przyzwyczaiły się do gór, , nie lubię, jak jest płasko. Stąd bliżej do nieba, a można popatrzeć i w dół, łatwiej tez popatrzeć na siebie samego.”

 „Jeszcze żyję...” to prawdziwa historia pełna bólu, łez, cierpienia, strachu ale także uśmiechu i radości. To opowieść o uczuciach, które choć wystawione na ciężka próbę, stało się świadectwem odwagi, niezłomności i wyjątkowej relacji jaka może połączyć kobietę i mężczyznę.

Podziwiam Panią Joannę Tlałkę-Stovragi i innych ludzi, którzy wykazali podobną postawę i zachowali człowieczeństwo w obliczu potworności wojny. Dziękuję jej, że podzieliła się ze mną swoją duszą i sercem, i że także we mnie natchnęła nadzieję i wiarę na lepsze jutro.









„Jeszcze żyję...” Joanna Tlałka-Stovrag, wydawnictwo Branta, Bydgoszcz- Kraków 2007





Pani Joanno!
Dziękuję za zaufanie i cudowną dedykację :)





Czytaj dalej...

Dziewczyny Wyklęte 2, Szymon Nowak



Był czas kiedy walka, bohaterstwo, heroizm polskich żołnierzy były piętnowane, karane, wymazane z pamięci społeczeństwa.

Szymon Nowak staje na straży ich dobrego imienia i odgruzowuje ich sylwetki, dokonania z odmętów historii.

"Kiedy wybuchła wojna, wszystkie miały silne przeświadczenie o konieczności zaangażowania się w walkę z okupantem."

Szymon Nowak w "Dziewczynach Wyklętych 2" skupia się na życiorysach kobiet i dziewcząt, które podczas II wojny światowej były sanitariuszkami, łączniczkami, kolporterkami, żonami, narzeczonymi, siostrami Żołnierzy Wyklętych, a tuż po niej w czasach stalinizmu i PRL wrogami ludu, bandytkami i zbrodniarkami.

Poprzez biografie Ireny Grzywacz, Elżbiety Zawackiej, Władysławy Gwóźdź, Ireny Lidii Gröger, Heleny Wardal Józefy Podubnej, Zofii Pelczarskiej, Eugenii Prauss, Ruty Czaplińskiej, Janiny Wasiłojć, Krystyny Łapińskiej, Danuty Osińskiej, Zofii Rojuk, Stanisławy Kowalewskiej i Haliny Pikulskiej możemy poznać niezwykłe losy napiętnowane bólem, cierpieniem, niesprawiedliwością, więzieniem, śmiercią. Taką cenę zapłaciły za swoją walkę, za ideały, za patriotyzm, za wolną Polskę.

Przez kilkadziesiąt lat ich poświęcenie zostało skazane na zapomnienie, a ich nazwiska wymazane z historii. Dopiero niedawno rodziny, historycy, a także fascynaci  tacy jak Szymon Nowak przywracają ich dobre imię, rehabilitują i ukazują w świetle dziennym  patriotyzm i ogromne zaangażowanie w walkę o ojczyznę.

Działania i decyzje bohaterek "Dziewczyn Wyklętych 2" są różne, ale konsekwencje niemal identyczne. Początkowy entuzjazm, konspirację, trudy wojny musiały łączyć z zadaniami żołnierza z rolą kobiety, narzeczonej, żony, matki. 9 maja 1945 roku miał być wybawieniem, zwycięstwem, radością, a okazał się datą, z którą rósł strach przed zdemaskowaniem i represjami. Kobiety prędzej czy później zapłaciły za swój udział w wojnie. Bezwzględność podczas przesłuchań, brutalność i poniżenia, brak zasad i moralności to wstęp do kar niewspółmiernych do wykroczenia. Wieloletnie odsiadki, zesłania i ta najbardziej okrutna- śmierć. Najbardziej poruszająca jest lojalność Dziewczyn Wyklętych, nieugiętość wobec kata i wyrok przyjęty z podniesioną głową. Bohaterki książki to w większości młode kobiety, nastolatki, młode matki, a nie dały satysfakcji swoim oprawcom, z godnością przyjmowały swój los.

"- Dlaczego nie krzyczałaś, kiedy cię bito? Zacisnęła tylko zęby, ale kiedy jeszcze raz powtórzył pytanie, wycedziła:- Tak zostałam wychowana."

Jestem poruszona lekturą "Dziewczyn Wyklętych 2" i rozgoryczona czasami, w których przyszło im żyć. Zamiast podziękowań torturowano je w więzieniach, zamiast chwały czekało je poniżenie, zamiast czci, pamięci czekała je kulka w łeb i zapomnienie.

Szymon Nowak rzetelnie przygotował swoją książkę. Dotarł do niepublikowanych zdjęć z archiwów rodzinnych, dokumentów z przesłuchań, wyroków, prywatnych listów. Miał również okazję porozmawiać osobiście z niektórymi opisywanymi bohaterkami. Czym samym przedstawione historie robią na czytelniku jeszcze większe wrażenie. Mogą sami przekonać się o niesprawiedliwości, fałszowaniu rzeczywistości i zawisłości komunistycznych urzędów i urzędników.

"Dziewczyny Wyklęte 2" to lektura obowiązkowa dla miłośników historii i sylwetek kobiet silnych jak skała oraz gołębim sercu, dla których ponad wszystko liczyły się Bóg, honor, ojczyzna.






"Dziewczyny Wyklęte 2" Szymon Nowak, Fronda, Warszawa 2016







Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis :)















Czytaj dalej...

Nie szkodzi, kiedyś zrozumiem, Johanna Bodor





Komunizm, dyktatura zniszczyła wiele życiorysów, odebrała wolność, młodość, rodzinę, marzenia i odebrała szansę na szczęście. 
Johanna Bodor opisuje swoją historię, przywołuje bolesną przeszłość, dzieli się drobiazgami radości i pokazuje drogę jaką przeszła będąc u progu dorosłości.

Johanna urodziła się dorastała w Rumunii za czasów dyktatora.... Permamentna inwigilacja, terroryzm, ciągły strach o wolność i życie sprawia, ze rodzice dziewczyny postanawiają wyjechać na Węgry. Emigracja nie jest łatwą sprawą. Za pomocą dostępnych środków, trzeba oszukać system i uciec przed konsekwencjami. Dorosłym udaje się ta sztuka. Dla Johanny jedynym wyjściem jest fikcyjne małżeństwo, oficjalne zrzeczenie obywatelstwa i wyjazd z kraju. Czy osiemnastolatka poradzi sobie sama z tak trudnym zadaniem? Czy uda jej się oszukać znajomych, przyjaciół i władze?

"Nie szkodzi, kiedyś zrozumiem" jest biografią Johanny Bodor, tancerki, choreografki i aktorki. Ze szczerością opisuje wspomnienia z najtrudniejszego okresu swojego życia. Naiwna, niedoświadczona, ufna nastolatka przeciwko dyktatorowi, szpiegom, denuncjatorom musi poświęcić miłość, młodość by wyruszyć śladem rodziców. To co ją spotyka każdego dnia może stać się chwilą jej triumfu lub spektakularnej porażki, może przynieść jej upragnioną wolność lub zagubić w mrokach socjalizmu. 
Ci co pamiętają, znają czasy powojenne, okres komunizmu i PRL- u dobrze zrozumie realia życia bohaterów książki i ich dążenie do zmian. Ten strach, cierpienie, bieda i ciągła niepewność odciska się piętnem, którego nie sposób ujarzmić, zignorować. Nakazy, zakazy, reglamentacja towaru, kilometrowe kolejki, donosicielstwo to codzienność Johanny i jej bliskich. Nie tak łatwo się przystosować, skoro pamięta się wolne życie bez trosk, gdzie bez strachu można wygłosić swoje opinie. Emigracja jest jedynym, ale i najniebezpieczniejszym  wyjściem. Tym bardziej, że w dyktatorskiej Rumunii ma pozostać najmłodsza latorośl...

"Byliśmy świadkami potwornej, mrocznej epoki, byliśmy tymi, którym udało się przeżyć, w milionach wariacji widzieliśmy szaleństwo dyktatury i tego szaleństwa doświadczaliśmy."

Czytając słowa Johanny, poznając jej życiorys, jestem przekonana, że to właśnie ta niedoświadczona dziewczyna miała szansę wykiwać system. Johanna od najmłodszych lat uczęszczała do szkoły baletowej. Tam wyrzeźbili w niej hart ducha, samodyscyplinę, wytrzymałość, siłę koncentracji i determinację. To dzięki tym cechom nie poddała się w żadnej sytuacji, nawet tej najbardziej surrealistycznej. Jej ufność i naiwność nie raz postawiły ją w dwuznacznej sytuacji, skazanej na porażkę. Jednak niczym kot spadała na cztery łapy i wyciągała ze swoich błędów naukę na przyszłość. Czasem bardzo denerwowała mnie jej uległość i parcie w strone zagrożeń, ale wtedy musiałam sobie przypominać, w jakich czasach przyszło jej żyć i ile ma lastronęlę, że nie jeden dorosły nie sprostałby zadaniom, które Johanna wzięła sobie na barki. 

"Nie byłam przestępcą, ale stale się kontrolowałam i zawsze liczyłam się z tym, że za badawczymi spojrzeniami nieznajomych kryje się potencjalny wróg."

Johanna Bodor bardzo dokładnie opisała życie w socjalistycznej Rumunii, wszystkie zagrożenia i absurdy. Włos jeży się na głowie, kiedy pomyślę sobie, że to nie jest opis jakiś zamierzchłych czasów, ale historia ostatnich lat. 
Równie drobiazgowo autorka opisuje swoją naukę w szkole baletowej, mordercze treningi i wymagania wobec przyszłych tancerek. Ten świat jest równie przerażający, choć toczy się w anturażu natchnionych artystów, pięknej muzyki i wyszukanych choreografii.

"Nie szkodzi, kiedyś zrozumiem" to wspomnienia dziewczyny, która najpierw musiała porzucić marzenia, żeby móc zacząć je spełniać w innej rzeczywistości i innym czasie.









"Nie szkodzi, kiedyś zrozumiem" Johanna Bodor, tł. Irena Makarewicz, Świat Książki, Warszawa  2016







Czytaj dalej...

Pamiętnik Mary Berg

19 kwietnia obchodziliśmy 73 rocznicę wybuchu Powstania w gettcie warszawskim. Uczciliśmy pamięć Powstańców, wspominaliśmy ich bohaterstwo, poświęcenie i męczeńską śmierć. Będąc w tych czasach, tych emocjach sięgnęłam po wyjątkowy pamiętnik, wyjątkowej dziewczyny Mary Berg, która dorastała, dojrzewała w gettcie warszawskim. W sposób bardzo szczegółowy zapisywała swoje przeżycia, obserwacje by opowiedzieć światu o swoich pobratymcach, pomścić ich walkę, cierpienie, upokorzenie oraz upomnieć się o zemstę dla nazistowskich potworów. 

"Teraz, kiedy wszyscy już znają ostateczny los getta, jeszcze większe znaczenie ma dla nas poznanie szczegółów życia jego społeczności, które trwało, a nawet niekiedy kwitło, mimo strasznych warunków egzystencji."

Mary Berg (Mary Wittenberg) była córką bogatych i wpływowych Żydów z Łodzi. Jej matka była amerykanką, projektantką mody, a ojciec znanym malarzem i handlarzem antykami. Zawierucha wojenna zaprowadziła ich do okupowanej Warszawy, a nazistowska polityka zamknęła w gettcie. Sytuacja Mary i jej rodziny była nietypowa bo amerykańskie pochodzenie matki stało się ochroną i przepustką do uprzywilejowanych warunków życia. Nie oszukujmy się. Nie gwarantowało wygód i dobrobytu, ale dawało szansę na przetrwanie. Omijały ich przesiedlenia i wywózki, a koneksje i zgromadzone przed wojną bogactwo pozwoliło uniknąć głodu. Jednak nie zamknęło oczu na okrucieństwo, bestialstwo nazistów wobec ich pobratymców, sąsiadów, przyjaciół. Mary skrupulatnie zapisywał obserwowane, często drastyczne i ekstremalne sytuacje, eskalację nienawiści. Co więcej Mary zauważała różnice i nierówności, które biednym Żydom niosą śmierć, a bogatym względny spokój i pełny żołądek. Na miarę własnych możliwości starała się pomóc mniej uprzywilejowanym krewnym i znajomym, ale to wciąż za mało. Irytowała się na brak wsparcia Polaków czy państw neutralnych, nie biorących udziału w wojnie, którzy zdawali się nie widzieć cierpienia Żydów w gettcie i obozach zagłady. 



Ze względu na amerykański paszport matki, Mary Berg i jej rodzinie udało się opuścić getto tuż przed jego likwidacją i największymi wywózkami do Auschwitz- Birkenau. Trafili do obozu przejściowego w Vittel we Francji, a potem do Ameryki. Jej zapiski ukazały się drukiem już w lutym 1945 roku, a sama Mary nie ustawała w próbach otwarcia światu oczu na tragedię, cierpienie i śmierć Żydów. 

Nie ukrywam, że lektura "Pamiętnika Mary Berg" jest trudna, a to ze względu na ogrom cierpienia ofiar i bestialstwa katów. Pomiędzy tym co bolesne opisuje codzienne życie getta, które nie było pozbawione rozrywek, przyjemności, nauki, radości i miłości. To właśnie ta plątanina szczęścia, niepewności przyszłości, ogromnego bólu fizycznego i psychicznego sprawia, że od pamiętnika nie można się oderwać, mimo igieł wbijanych w serce, mimo lodowych obręczy zaciskających rozum. Przekaz Mary jest bardzo prosty i czytelny. Dziewczyna nie próbuje niczego ubarwiać, ani niczego pomijać. Relacjonuje z rzetelnością i sumiennością nawet te najbardziej drastyczne, traumatyczne wydarzenia. Rysuje obraz ludzi przejętych swym położeniem, pełnych strachu, niepewności, swojego rodzaju otępienia, a czasem też pogodzenia z losem i zgodą na śmierć. Zauważa też, co mnie najbardziej zabolało, polski antysemityzm, brak chęci w niesieniu pomocy czy próby bogacenia się na krzywdzie prześladowanych Żydów. Co prawda wspomniała o tych Polakach co pomagali, ale w jej oczach były to jednostki. 

"Dla ludzi getto to jak w kinie: ciągła, nieustająca groza. A to nie tak. Groza otaczała nas wciąż, ale normalne życie toczyło się obok. W getcie były flirty, miłostki, koncerty, teatr. Ludzie chodzili do restauracji. A za restauracją ktoś umierał z głodu. Normalność i nienormalność splatały się nieustająco."

Spojrzenie na wojnę, nazizm, getto oczami  młodej dziewczyny daje niewiarygodny rezultat i burzę emocji. Daje nam dostrzec to, co do tej pory nam umykało, co zostało przemilczane czy niezauważone. Jesteśmy również świadkami emocjonalnej bitwy w sercu Mary, która obwinia się o swoje uprzywilejowane położenie, o swoje przetrwanie, o swoje życie. 

Myślę, że kanon lektur szkolnych powinien wzbogacić się o "Pamiętnik Mary Berg"!









"Pamiętnik Mary Berg", tł. Adam Tuz, wyd. IV,  Prószyński i s- ka, Warszawa 2016






* zdjęcia pochodzą z książki "Pamiętnik Mary Berg"












Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka