Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajemnica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajemnica. Pokaż wszystkie posty

Jeśli tylko..., Karolina Klimkiewicz // Przeszłość puka do Twoich drzwi


Przeszłość puka do Twoich drzwi 

Każda rodzina ma swoje tajemnice. Jedne są drobne, nieszkodliwe, a ich wyjawienie mogłyby przejść bez echa. Inne, mogą zszokować, przerazić lub zmienić życie. 
Czytaj dalej...

Co zdarzyło się w Lake Falls, Artur K. Dormann // Śmiertelny pakt


Miałam ochotę na mocniejszą lekturę, która zjeży włos na karku i przyprawi o gęsią skórkę. „Co zdarzyło się w Lake Falls” zapowiadało właśnie taką lekturę. Tajemnicza okładka, małe, hermetyczne miasteczko i tajemniczy mężczyzna, który proponuje pomoc, której cena może okazać się bardzo wysoka.
Czytaj dalej...

Lato Eden, Liz Flanagan


Są w życiu człowieka różne sytuacje, ból tak dołujący, tajemnica tak dotkliwa, a poczucie winy tak ogromne, że z obawy przed ujawnieniem, próbuje je schować głęboko w sercu. Nikt nie domyśla się o ich istnieniu, nawet najlepsza przyjaciółka.

Jess i Eden przyjaźnią się mimo różnic, które można zauważyć nawet gołym okiem. Jedna jest przebojową, popularną w swoim środowisku nastolatką, druga po ciężkich przejściach staje się zakompleksioną i niepewną siebie outsiderką. Pewnego dnia ich przyjaźń zostaje wystawiona na próbę. Eden nie wraca do domu, a tylko Jess może ją odnaleźć, nim będzie za późno.

Z pozoru to Eden powinna mieć łatwiej w życiu. Ładna, zgrabna, mądra, mająca powodzenie wśród wśród chłopców, a dziewczyny chcą się z nią przyjaźnić. Jednak to Jess zasłużyła sobie na zaufanie, bliskość i oddanie. Dziewczyny są nierozłączne, dopóki w ich życie nie wkradają się tajemnice. Zaczyna się od tragicznej śmierci siostry Eden. Dziewczyna nie może poradzić sobie ze stratą. Nie znajduje oparcia w rodzicach, którzy cierpią równie mocno. Przytłaczające ją poczucie winy, nie pozwala także zaufać i zwierzyć się najlepszej przyjaciółce. Jess nie zauważa problemu, gdyż sama boryka się z sekretem, który mógłby zaważyć na ich przyjaźni. Dopiero zaginięcie Eden powoduje opadnięcie kurtyny i dostrzeżenie wszystkich symptomów wskazujących na dręczące problemy.

Akcja powieści nie oszałamia, a wręcz przeciwnie jej stagnacja i powolny rytm uspokaja. Pozwala to przyjrzeć się z drobiazgową dokładnością sylwetkom bohaterów, ich relacjom i jak na ich zachowanie wpływają pojawiające się kłopoty. Tajemnice, nawet takie które mają uchronić przed niewygodnymi pytaniami, czy cierpieniem, to nigdy nie jest dobry pomysł. Prawda zawsze ujrzy światło dzienne i może wtedy przynieść więcej przykrości, spowodować spontaniczne decyzje o konsekwencjach, o których trudno zapomnieć. Podobnie jest w przypadku Eden. W jej rodzinie tajemnica zburzyła spokój i stała się wstępem do tragedii, które zbiera żniwo także później. Poczucie winy nie daje żyć i skłania do pochopnych kroków.

Liz Flanagan buduje charaktery swoich postaci w oparciu o trudne doświadczenia
. Śmierć, agresja, ból, poczucie krzywdy to tylko część tego, z czym na co dzień muszą się zmagać. To powoduje określone emocje z jakimi odbiera je czytelnik i jak chce je postrzegać. Pomimo z góry określonych cech, ich zachowanie nie jest jednoznaczne i bywa zaskakujące.

„Lato Eden” czyta się łatwo i płynnie. Brakowało mi jednak zdecydowanych zwrotów akcji i napięcia towarzyszącego poszukiwaniu zaginionej osoby. Być może sprawiają to wspomnienia i powroty do przeszłości, które wyjaśniają sytuację, ale spowalniają tempo. Książka traktuje o nastolatkach i to do nich w pierwszej kolejności jest skierowana. Ja przeczytałam ją z umiarkowaną ciekawością, tylko ze względu na siłę przyjaźni, którą opiewa. Raczej nie będę o niej pamiętać w przyszłości...








„Lato Eden” Liz Flanagan, wydawnictwo IUVI, Kraków 2017 





Czytaj dalej...

Talizmany, Dominik W. Rettinger


Tajemnica sprzed kilkuset lat, spadek, który skłóca rodzinę i Włosi zainteresowani wyłącznie rodowym portretem to czynniki, które mogą oznaczać ciekawą lekturę. Czy rzeczywiście tak było?

Powieść „Talizmany” Dominika W. Rettingera to historia młodej historyk sztuki. Ewa mimo zamiłowania do renesansu, oddaje się pracy, która nie daje jej satysfakcji. Dopiero zdrada ukochanego popycha ją do zmiany przyzwyczajeń, zawodu i w konsekwencji całej swojej przyszłości. Pomaga w tym również znaczny spadek po zmarłej, bardzo ekscentrycznej ciotce. Posiadłości, ziemie i ogromne pieniądze stają się kością niezgody całej rodziny, ale i obiektem zainteresowania trzech Włochów, gotowych na wszystko. Okazuje się, że Ewa, spadek i Włosi mają wspólnymianownik, który doprowadzi ich do sensacyjnego odkrycia tajemniczych talizmanów sprzed kilkuset lat...

Książka Dominika W. Rettingera zapowiada się na pełnokrwisty thriller rodem z Hollywood i największych odkryć naukowych. W praktyce okazuje się przyjemną, lekką komedią o sensacyjnym zabarwieniu. Dużym atutem „Talizmanów” są bohaterowie, którzy doprowadzają do łez, do śmiechu, złości czy pewnej nuty niedowierzania podczas kolejnych podejmowanych kroków czy decyzji. Prym wiedzie Lusia, która ma duże mniemanie o sobie i ogromny apetyt na pieniądze. Niestety spadek przechodzi jej koło nosa, a ona nie ma zamiaru puścić tego płazem. Wymyśla kolejne intrygi mające na celu przechwycenie majątku. Doprowadza do sytuacji kuriozalnych, a czasem nawet mało prawdopodobnych. Powiem szczerze, role drugoplanowe są bardzo pomysłowe, łatwo zapadające w pamięć i niestety przyćmiewają postaci, które powinny grać pierwsze skrzypce. Ewa jest kobietą, która mimo olśniewającej urody, można nazwać szarą myszką. Nieśmiała, zahukana, zraniona, bojąca się wyjść naprzeciw swoim marzeniom. Pozwala zamknąć się w schemat i nie wychodzi  z niego do końca powieści. Zasmuciła mnie ta rola, bo rzadko trafia się bohaterka, z którą nie można złapać wspólnego języka. Mimo dobrego wykształcenia, nie bardzo chwali się swoją wiedzą, a do kluczowych odkryć dociera po wielu podpowiedziach... 

Sama historia, tajemnica renesansowych talizmanów jest ciekawa, choć mało prawdopodobna. Za to intrygi kłębiące się wokół to już inna bajka. Sensacja goni sensację, strzały z broni palnej, labirynty prowadzące na manowce i skarb, o który warto walczyć do ostatniej kropli krwi.

Dominik W. Rettinger ma przyjemny styl pisania, który pozwala łatwo wciągnąć się w opisywaną historię. Pomaga w tym także humor, z którym rozpisywane są kolejne sceny. Akcja powieści jest wartka i dość nieprzewidywalna. Jak na laika historycznego z zakresu renesansu, bez problemu załapałam o co chodzi w całej intrydze i dlaczego budzi taką sensację. Może nie jest ona na tyle sensacyjna, jak te z powieści Dana Browna, ale ma w sobie coś intrygującego, co pozwala z  ciekawością przewracać kolejne kartki.

Jeżeli lubicie lekkie książki z dużą dawką humoru to „Talizmany” mogą Wam przypaść do gustu.







„Talizmany” Dominik W. Rettinger, Edipresse, Warszawa 2017




Czytaj dalej...

Ugly love, Colleen Hoover



Jeżeli masz ochotę na wzruszenie i doznania szarpiące serce, to jest jedna autorka, która spełni Twoje oczekiwania i to z gwarancją satysfakcji. Jest nią Colleen Hoover!

"Ugly love" to druga powieść pisarki, którą miałam okazję przeczytać i szczerze przyznaję, że po raz kolejny dałam się uwieść jej słowom, ponieść fali emocji, wygodnie umościć się w historii i głęboko przeżywać ją razem z bohaterami.

Pierwsze spotkanie Tate i Milesa nie należało do przyjemnych. Jednak każde kolejne rozbudza w nich iskrę, fascynację i gorące pragnienia.  O ile Tate jest gotowa poddać się rodzącemu uczuciu, o tyle Miles nie zamierza dać więcej niż swoją męskość, swoją seksualność. Proponuje dziewczynie układ: seks bez zobowiązań i jedną wiążącą zasadę: "nie pytaj mnie o przeszłość i nie licz na przyszłość"... Czy ten układ ma szansę przetrwać? Czy ich połączy, a może zniszczy?

Od pierwszej chwili polubiłam Tate i Milesa. Mają w sobie coś, co nie pozwala przejść obok nich obojętnie. Młodzi, piękni, otwarci, trochę zagubieni, cierpiący, pełni nadziei... Dziewczyna jest uroczo naiwna ale i zdeterminowana, gotowa na walkę, która może zniszczyć jej kruche serce. Chłopak z kolei boryka się z ogromną traumą z przeszłości nie dającą spokoju i nie pozwalającą odnaleźć szczęścia. I chociaż układ, ktory ich łączy denerwuje mnie okropnie, wiem że i w rzeczywistości są pary, które gonią za ułudą miłości, gotowi zapłacić za nią zbyt wysoką cenę.

Colleen Hoover intuicyjnie ale i z doświadczeniem angażuje czytelnika w swoją historię. Pozwala zajrzeć w przeszłość, zrozumieć zachowania bohaterów, pozkazać ich od tej strony, która porusza i rozbudza współczucie. I mimo, że nie akceptujemy niektórych wyborów to szaleńczo kibicujemy im na każdym kroku i bezwiednie podpowiadamy rozwiązania albo szeptem pełnym goryczy komentujemy niepowodzenia. 

Książka wpisuje się w gatunek Young Adult, ale doskonale odnajdą się w niej i dużo starsi czytelnicy. "Ugly love" to powieść o miłości, która przecież dotyczy każdego z nas. Jest tu miejsce na delikatne uniesienia, poczucie satysfakcji, nieprzypadkowe akty spełnienia oraz cierpienie mogące zniszczyć zebrane emocje. Miłość to nie tylko tęcza i różowe okulary, to gama uczuć, często będących swoim przeciwieństwem i dojrzałość w umiejętnym ich selekcjonowaniu. 

"Miłość nie zawsze jest piękna. Czasami przez lata masz nadzieję, że okaże się czymś innym. Czymś lepszym. A potem, zanim się spostrzeżesz, wracasz do punktu wyjścia i zostajesz z niczym."

"Ugly love" i Colleen Hoover porwała mnie w niezapomnianą podróż, pozostawiła z  uczuciem satysfakcji, wspomnieniami zapierającymi dech w piersi i oczekiwaniem na kolejną wyprawę, już niebawem :)








"Ugly love" Colleen Hoover, tł. Piotr Grzegorzewski, Otwarte, Kraków 2016




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Księgarni Tania Książka :)









Czytaj dalej...

Pokochałam wroga, Mirosława Kareta



Były czasy kiedy miłość stawała się kartą przetargową o przyszłość i życie. "Pokochałam wroga" Mirosławy Karety jest jedną z takich historii, kiedy pochodzenie było ważniejsze niż uczucia, a strach przed "sprawiedliwymi" okrutnie rozdzielał rodziny. 

Podczas nazistowskiej okupacji Krakowa rodzi się uczucie pomiędzy Polką Jadwigą, a Niemcem. Miłość jest zaskoczeniem zarówno dla samych zainteresowanych, ale ich rodzin, otoczenia, społeczeństwa. Przyjdzie dla nich czas rozliczeń, wyborów, które na długo zmienią ich życie. Do tej historii, za sprawą pamiętnika wraca syn Jadwigi, Maksymilian. Los kochanków naprowadzi go na trop rodzinnej tajemnicy.

"Pokochałam wroga" to pierwszy tom sagi rodu Petrycych. Zapoznajemy się z członkami rodziny i razem z Maksymilianem próbujemy rozwikłać sekret sprzed lat. Mirosława Kareta bardzo umiejętnie dozuje informacje. Przeplata je z codziennym życiem rodziny, ich zwykłymi problemami rodzicielskimi, z pracą, z systemem. Akcja powieści w dużej mierze rozgrywa się tuż po zmianach ustrojowych, strajkach Solidarnościowych i upadku muru berlińskiego. W tym czasie dochodzi do wielu rewolucji obyczajowych i kulturalnych. Co już samo w sobie jest ciekawe i zajmujące. Dołożony wątek wojenny i jego wpływ na rodzinę sprawia, że historia jest złożona, kompletna i wciągająca. Obie historie mają swoją dramaturgię i całkowicie się uzupełniają. Nie umiałabym wskazać, która część podobała mi się bardziej. 


Mirosława Kareta jest dziennikarką i historykiem. Z dużą wprawą, wnikliwością i taktem oddała realia opisywanych czasów. Wtrącone ciekawostki historyczne bardzo fajnie wkomponowały się w tekst i nie odstawały i nie drażniły podczas lektury. Autorka wiernie przedstawiła dylematy moralne z jakimi zmagali się ludzie podczas okupacji. W tych trudnych latach liczyło się przede wszystkim dobro i życie rodziny. Dopiero w dalszym planie była pomoc obcym i próby usprawiedliwiania własnego sumienia. Owszem zdarzały się, nie rzadko, bezinteresowność, altruizm, solidarność, tym bardziej były szanowane i wywyższane. Niestety, miłość Jadwigi i Niemca nie była dobrze przyjmowana. Wręcz przeciwnie. Dziewczyna była oskarżana o kolaborację, a mężczyzna więziony za pohańbienie rasy. Przyszedł czas kiedy para musiała zapłacić za chwile szczęścia. Ceną była samotność. 

Bohaterowie powieści są różnorodni. Mamy młodą dziewczynę, która nie chciała się podporządkować, która chciała żyć po swojemu. Mamy Niemca, który gardził nazistami, a którego ze względu na urodzenie źle oceniano. Poznajemy partyzanta, którego zaślepiła zazdrość. Obserwujemy lekarza, związkowca i polityka w średnim wieku, który postanowił zagłębić się w przeszłość. Pojawia się również serdeczna i lojalna pielęgniarka, której zadawnione żale, ambicje zmieniają się permanentną podłość i nienawiść, a młoda dziennikarka ma w planie napisać historię, która rozsławi jej imię. 

"Pokochałam wroga" to powieść napisana z rozmachem. Nie tylko opisuje trudną historię polsko- niemiecką, rozliczenie win, ale i pozwala odnaleźć spokój po jednej i drugiej stronie granicy państwa. Pani Mirosława zabiera nas w podróż do okupowanego Krakowa, do Krakowa będącego na granicy pomiędzy komunizmem, a kapitalizmem oraz do Monachium, który jest powiewem niedosięgalnego luksusu, zachwytu nad poziomem życia i rozwoju techniki.

Jednym zdaniem: "Pokochałam wroga" zrobiło na mnie wrażenie :)










"Pokochałam wroga" Mirosława Kareta, WAM, Kraków 2016





Czytaj dalej...

Tam, gdzie rodzi się zazdrość, Edyta Świętek


Przeszłość dogoni nas szybciej niż myślimy. Jeżeli ukrywamy w niej niebezpieczne tajemnice, możecie być pewni, że zmienią życie w zaskakujący sposób.

Na własnej skórze przekonała się o tym Daria, bohaterka najnowszej powieści Edyty Świętek "Tam, gdzie rodzi się zazdrość". Była pewna, że trudna, traumatyczna, przeszłość i ponury sekret nie są już w stanie zagrozić jej rodzinie. Pomału nauczyła się żyć w spokoju, wyszła za mąż i próbuje odnaleźć się w nowej roli. Niestety wrogowie sprzed lat nie mają zamiaru ustąpić, co więcej materializują się w najmniej oczekiwanym momencie i w osobach, w których pokładała największe zaufanie. Darię i jej rodzinę czeka najważniejsza rozgrywka.

Powieść "Tam, gdzie rodzi się zazdrość" jest kontynuacją wcześniejszej książki autorki "Tam, gdzie rodzi się miłość". Niestety nie miałam okazji  jej czytać. Trochę obawiałam się, że nie będę umiała znaleźć się w tej historii, ale to były przedwczesne obawy. Edyta Świętek w swoim tekście podpowiada, powraca do wcześniejszych wydarzeń, by czytelnik taki jak ja nie czuł się zagubiony i nie w temacie. Od pierwszego rozdziału poczułam się zaintrygowana i płynnie weszłam w opowieść. Zaciekawiły mnie postacie, ich zachowanie, przeszłość, relacje, marzenia, apetyt na życie. Przyznam szczerze, że nie polubiłam głównych postaci, ale to nie przeszkadzało mi smakować lekturę i korzystać z dobrodziejstw, które za sobą niesie.

Pewnie zastanawiacie się dlaczego bohaterowie nie przypadki mi do gustu... Cóż...Daria jest bardzo do mnie podobna, a ja usilnie walczę by przestać być taka uległa, naiwna, nieśmiała i niezdecydowana. Fakt obie jesteśmy uparte, ale nic nam z tego nie przychodzi oprócz rozżalenia i łez wylanych w ciemnym kąciku. Powinnam ją zatem dobrze rozumieć. I tak jest. Wolałabym jednak żeby mocniej walczyła o siebie i tym samym odstąpiła mi trochę siły i nadziei... Marek z kolei do apodyktyczny samiec alfa, nieprzejednany, chorobliwie zazdrosny, który wymaga, represjonuje, rozlicza. Wydaje się, że wszystkie jego zachowania są wykalkulowane z chirurgiczną precyzją. Pod koniec okazał ludzkie uczucia, które trochę ocieplają jego wizerunek. Czy to początek jego przemiany?

Bardzo podobała mi się mroczna intryga, w którą zostali uwikłani członkowie rodziny. Nic tak  nie psuje krwi jak majątek, władza, zazdrość, stracone nadzieje i wydumane oczekiwania. Edyta Świętek umiejętnie buduje klimat, atmosferę, napięcie, nerwowe oczekiwanie, rozbudza emocje. Najpierw delikatnie, niemal niezauważenie wprowadza niepokój by kilka rozdziałów później całkowicie zburzyć spokój.

Nie do końca przekonało mnie pojawienie się się pewnych osób w kulminacyjnym momencie. Wygląda jakby zostało sklecone na prędce i na siłę dopasowane do okoliczności. Ale być może to tylko moje wrażenie. Do niczego więcej przyczepić się nie mogę i nie chcę. Jestem całkiem zadowolona z lektury. Za to rozbawiło mnie wplecenie w historię kwiaciarki o jakże znajomym nazwisku :)

"Tam, gdzie rodzi się zazdrość" to ciekawa opowieść obyczajowa z małym ale wyróżniającym się wątkiem sensacyjnym, który podkreśla to co w ludzkiej naturze jest najlepsze i najgorsze. W sytuacjach dramatycznym poznajemy prawdziwą twarz ludzi, którzy nas otaczają.





"Tam, gdzie rodzi się zazdrość" Edyta Świętek, Replika 2015




Książkę przeczytałam dzięki Magdalenie, autorki bloga Przegląd czytelniczy i wydawnictwu Replika :) 



 
Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka