Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trylogia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trylogia. Pokaż wszystkie posty

Marzenia Kaliny. Małe tęsknoty, Aneta Krasińska pod patronatem Aleksandrowych myśli

Z ogromną przyjemnością informuję, że blog Aleksandrowe myśli objął patronatem medialnym najnowszą powieść Anety Krasińskiej „Marzenia Kaliny. Małe tęsknoty” ♥♥♥ Jestem bardzo dumna i szczęśliwa, gdyż książki autorki idealnie wpisują się w mój gust czytelniczy :) Poza tym p. Aneta jest szalenie miłą i sympatyczną kobietą, która widzi świat dokładnie w tych samych barwach, co ja :)

Tak o książce pisze wydawca: 

W powieści przypominającej konstrukcją fragment dziennika przeplatają się ze sobą losy trzech bohaterek, które na pozór nie mają ze sobą nic wspólnego. Są w różnym wieku i z odmiennym bagażem doświadczeń, mają zupełnie inne zainteresowania oraz usposobienie. Tym, co je łączy, jest pragnienie posiadania rodziny, którą utożsamiają ze szczęściem.
Kalina uwielbia dzieci, dlatego zdecydowała się podjąć pracę w przedszkolu. Ma kochającego męża i własny dach nad głową. Wydawać by się mogło, że nic więcej nie potrzeba młodym ludziom do szczęścia. Nic bardziej mylnego…
Lena to nastolatka poturbowana emocjonalnie przez los, jaki zgotowali jej rodzice. Aktualnie przebywa w rodzinie zastępczej, gdzie próbuje się zaaklimatyzować, jednak to wcale nie jest łatwe. Skrzywdzona przez najbliższych i osamotniona, staje się łatwym celem dla człowieka, który zdaje się odczytywać i rozumieć jej potrzeby emocjonalne, choć w rzeczywistości chce wykorzystać jej niewinność…
Elżbieta jest dojrzałą kobietą. W młodości spotkała mężczyznę, który odcisnął piętno na jej życiu. Dramatyczna decyzja dotycząca dziecka wciąż głęboko tkwi w jej podświadomości i nie pozwala normalnie funkcjonować …

Okrutny los drwi z kobiet, a feralny wypadek splata ich losy…



Na blogu Anety Krasińskiej możecie przeczytać fragment powieści, do czego serdecznie zachęcam :)




Premiera: 24 październik 2017



Kto wyczekuje premiery? Jesteście zainteresowani książką?
 


Czytaj dalej...

Konkurs na żonę, Bilet do szczęścia, Beata Majewska


Beata Majewska vel Augusta Docher potrafi zaskoczyć czytelnika. Okazuje się, że jest autorką wszechstronną i potrafi zapewnić rozrywkę oraz zaspokoić każdy głód literacki :) Za mną lektura dwóch tomów trylogii, która podbija serca fanów i pozwala zatopić się w lekturze słodkiej jak miód, gorzkiej jak piołun, ale także pełnej humoru czy ludzkich tragedii. 

W „Konkursie na żonę” poznajemy wyrafinowanego prawnika Hugona Hajdukiewicza i naiwną studentkę Łucję Maśnik. Mężczyzna musi jak najszybciej zmienić stan cywilny, ale w sposób niezwykle lekceważący podchodzi do instytucji małżeństwa. Nieśmiała, niedoświadczona dziewczyna szybko wpada w zastawione na nią sidła. Czy Hugonowi uda się zachować pozory zakochanego narzeczonego? Czy Łucja odkryje niecny plan?

Bohaterowie powieści już od samego początku wzbudzają emocje. Arogancki, ironiczny, zblazowany bogacz, który za nic ma uczucia innych. Manipulacje ludźmi i sytuacjami ma opanowane w jednym paluszku i nie zawaha się ich użyć, gdy akurat mu tak wygodnie lub ma taką potrzebę. Otacza się podobnymi do siebie snobami i korzysta z życia, nie oglądając się na nikogo.
Łucja z kolei jest bardzo nieśmiała i jeszcze bardziej naiwna. Pochodzi z malusiej miejscowości i mam wrażenie, że czuje się gorsza od innych. Widzę ją jako dziewczynę ciągle walczącą o akceptację innych. Nie dostrzega swojej wartości, co jest nagminnie wykorzystywane. Obie postaci są rzetelnie nakreślone i choć ani jedna, ani druga nie budzi początkowej sympatii, to z postępem lektury zmienia się nastawienie czytelnika. Przynajmniej tak było w moim przypadku. Raz Hugon, raz Łucja doprowadzali mnie do szewskiej pasji, rozbrajali znaczącymi gestami, rozśmieszali zachowaniem.
Całym sercem za to pokochałam babcię Zosię. To bardzo mądra kobieta z ogromnym bagażem doświadczeń. Nie obawiała się podjąć decyzji, które na zawsze zmieniły jej życie. Uwielbiam jej powiedzonka i umiejętność podsuwania, tak mimochodem dobrych rozwiązań i wyborów. 

Pomysł na fabułę bardzo na czasie. Wszechobecna komercjalizacja nie omija żadnej dziedziny życia. Nie omija również miłości, która staje się pewnego rodzaju umową z obopólną korzyścią. Tak jest i w „Konkursie na żonę”, tyle że Łucja nie jest świadoma układu, na jaki się zgodziła. Ona widzi swój związek jako romantyczny ciąg wydarzeń uwieńczony białą suknią, welonem, ślubem. Rzeczywistość jest zupełnie inna...


UWAGA SPOILER!!!!

„Bilet na szczęście” jest kontynuacją powyższej książki i drugim tomem w trylogii. „Konkurs na żonę” kończy się dość tragicznie. Łucja dowiaduje się, że jest tylko elementem chytrego planu i kamieniem milowym do przejęcia spadku. Jej sen o miłości rozpływa się niczym mgła i brutalnie wyrywa ją z romantycznego letargu. Wszystko mogłoby się rozejść po kościach i być okrutną nauczką na przyszłość, gdyby nie rozwijające się tuż pod sercem dziecko i ciężka choroba ukochanej babci. Dziewczyna musi teraz rozważnie wybrać kierunek, w którym potoczy się jej życie. Wybiera stabilizację i bezpieczeństwo, czym pozbawia się najważniejszego, miłości.

Byłam ciekawa, jak zareaguje Łucja na stek kłamstw, którymi karmił ją Hugo. Najpierw wyzbyła się złudzeń, wypłakała morze łez, odeszła, ale za chwilę los zweryfikował jej plany. Choroba babci, a także sentyment i rozwaga sprawiły, że odsunęła honor i wróciła do mężczyzny, który tak bardzo ją skrzywdził. Nie oceniam tego zachowania, bo Łucja wybrała to, co podpowiadało jej serce. Teraz to ona wykorzystuje Hugona, ale tylko w sprawie, w której sama nie potrafi sobie pomóc. Jak się domyślacie przebywanie dwóch osób, które czują się zranione pod jednym dachem, to nie najlepszy pomysł. Emocje ścierają się na każdym kroku i pozostawiają po sobie jedynie bezsilność. 

W tej części strony jakby się odwracają i także sympatie i animozje zmieniają kierunek. Hugo zmienia oblicze i staje się o wiele przystępniejszy, a Łucja wreszcie zaczęła dbać o swój interes. Pozostała jednak naiwną dziewczynką, której można wcisnąć każdy kit.
Do głosu doszły postaci, które w poprzednim tomie były jedynie dodatkiem, a ich role epizodyczne. Ci bohaterowie zaskakują i to dość poważnie. W życiu nie spodziewałam się pewnych wydarzeń, a także w żaden sposób nie zostałam o nich uprzedzona. Rzucało to zupełnie nowe światło na pewne sytuacje ;)

Beata Majewska proponuje nam książki o słodko- gorzkim odcieniu miłości. Nie zawsze wszystko układa się jak w bajce i nie zawsze miłość idzie w parze ze szczęściem. Jednak nie możemy się poddać i oddać życia walkowerem, bo na cóż wtedy żyć? Hugo i Łucja udowadniają, że kłopoty można przezwyciężyć. Wystarczy być cierpliwym i nieustępliwym. Po marzenia trzeba sięgać i nie wolno odpuścić po pierwszej nieudanej próbie. Tylko z wytrwałością mamy szansę osiągnąć sukces.

Obie książki Beaty Majewskiej „Konkurs na żonę” i „Bilet do szczęścia” śmiało mogę polecić fanom lekkiej literatury obyczajowej. Autorka z wprawą wprowadza nas w opisywany przez siebie świat. Umiejętnie łączy elementy komedii i dramatu, zmuszając czytelnika tym samym do śmiechu i do wzruszeń. Prosty, acz plastyczny język żwawo koreluje z wyobraźnią, co tym samym daje efekt usatysfakcjonowania z lektury i gotowości na kolejną przygodę wraz z Łucją i Hugo. Jestem przekonana, że w finałowej części trylogii „Zdążyć z miłością” Beata Majewska kompletnie mnie zaskoczy. Już teraz czekam niecierpliwie :)









„Konkurs na żonę”, „Bilet do szczęścia” Beata Majewska, wydawnictwo dolnośląskie 2017




 
Czytaj dalej...

Ambasador książki- Aleksandrowe myśli: Koszmar Morfeusza, K.N. Haner


„Koszmar Morfeusza” to druga część trylogii Mafijna miłość i kontynuacja losów bohaterów poznanych w „Snach Morfeusza” (moja opinia). Poprzednia książka zakończyła się w zaskakujących okolicznościach i bardzo trudno było mi utrzymać ciekawość na wodzy. Na szczęście K.N. Haner nie kazała długo czekać i już na kilkanaście dni przed premierą ( 7 luty ) pozwoliła mi cieszyć się kolejną przygodą nietypowej pary połączonej niebezpiecznym uczuciem. 
Czytaj dalej...

Sny Morfeusza, K.N. Haner



K.N. Haner to młoda, prężna autorka, która nie boi się spełniać swoich marzeń i stanąć na czele literatury rozbudzającej pragnienia i spełniającej najskrytsze marzenia. "Sny Morfeusza" to moje pierwsze spotkanie z pisarką, ale coś czuję, że zostanie ze mną na dłużej...

Cassandra Givens przeprowadza się do wielkiego miasta by otrząsnąć się, zapomnieć o nieudanym związku i zacząć spełniać swój amerykański sen. Ma szczęście! Zdobywa wymarzoną pracę oraz poznaje tajemniczego mężczyznę, który zabiera ją w ryzykowną erotyczną podróż. Jednak nie wszystko przypadnie dziewczynie do gustu i nie zawsze będzie tak, jakby sama tego chciała.

Cassandra jest przebojowa, młoda, atrakcyjna i jest w gorącej wodzie kąpana. Szybciej mówi, robi, działa niż pomyśli, przez co często popada w kłopoty. Takie zachowanie czasem przynosi jej niespodziewane profity, częściej przyciąga niebezpieczeństwo, rozczarowanie, strach i cierpienie. Podczas jednego ze spontanicznych wypadów do klubu poznaje dwóch mężczyzn, dwa przeciwieństwa. Jeden jest ciepły, opiekuńczy, troskliwy, drugi dba jedynie o zaspokajanie własnych potrzeb. Obaj pociągają Cass i obaj stają się dla niej ważni. Tommy staje się jej przyjacielem, a Morfeusz- kochankiem. Jakby tego było mało, despotyczny partner łóżkowy, okazuje się być jej szefem, co bardzo, ale to bardzo komplikuje jej życie zawodowe i uczuciowe. 

Nie powiem, że zapałałam sympatią do głównych bohaterów, więcej, strasznie mnie irytowali. Cassandra i jej niezdecydowanie oraz Morfeusz jego zadufanie i arogancja. Jednak jakaś potężna siła nie pozwalała mi się oderwać od tej historii i z prędkością światła pochłaniałam kolejne wydarzenia. K.N. Haner bardzo skrupulatnie buduje napięcie, nie tylko erotyczne. Mami półprawdami, tajemnicami, faktami, które nijak dają się złożyć w całość. Czytelnik podskórnie odczuwa, że dzieje się coś niebezpiecznego, nad czym nie panują bohaterowie, którego się nie spodziewają, które w końcu ich dopada. Zakończenie uchwycone w doskonałym momencie, pobudzające ciekawość i niecierpliwe oczekiwanie na kontynuację.

"Sny Morfeusza" to powieść erotyczna. Nie brakuje więc w niej gorących scen przyprawiających o rumieniec i zawrót głowy. Cassandrze i Adamowi vel Morfeuszowi trudno zapanować nad swoim pożądaniem i ich erotyczne ekscesy możemy podglądać niemal w każdym miejscu, każdej pozycji i konfiguracji. Piękni, młodzi, dynamiczni mają wielką wyobraźnię i odwagę w spełnianiu swoich potrzeb i pragnień. Eksperymentują i dają się ponieść magii chwili. Powiem szczerze, co za dużo to nie zdrowo. Momentami czułam przesyt erotyzmem i musiałam odetchnąć, odpocząć. Z rytmu wybijały mnie nieliczne błędy, które rozśmieszały mnie w kulminacyjnych momentach (czytałam dyskusję na ten temat pod recenzjami, facebook' u i jestem w stanie to zrozumieć, co nie zmienia faktu, że trochę przeszkadzały w lekturze). 

Podsumowując, "Sny Morfeusza" to zaskakująca powieść. Jest seks, jest treść, jest ryzyko. Potężna dawka erotyzmu nie maskuje całkiem ciekawej i tajemniczej intrygi, którą dla bohaterów szykuje K.N. Haner. Mimo kilku mankamentów, jestem pod wrażeniem, zostałam zaintrygowana, zaatakowana własnymi zmysłami i niecierpliwie oczekuję na Koszmar Morfeusza :D







"Sny Morfeusza" K.N. Haner, Helion, Gliwice 2016








Czytaj dalej...

Niezgodna, Veronica Roth


Jestem wielką fanką trylogii Igrzyska śmierci. Uwielbiam kiedy niepozorna dziewczyna staje się nieustraszonym przywódcą prowadzącym do rewolucji. Nie mogłam więc przejść obojętnie wobec książek Veronicy Roth. Wiedziałam, że nadejdzie czas kiedy po nie sięgnę. Moją decyzję przyspieszyła zapowiedź telewizyjna ;) NIe chciałam oglądać ekranizacji , zanim nie poznam papierowego pierwowzoru. 

Na ruinach miasta Chicago powstaje społeczeństwo podzielone na pięć frakcji: Altruizm, Nieustraszoność, Erudycja, Prawość i Serdeczność. Każdy nastolatek, który ukończył szesnasty rok życia, musi zostać poddany testowi predyspozycji określający jego przynależność do jednej z grup. Ten kto łączy cechy charakteru kilku frakcji, staje się Niezgodnym, przeznaczonym do eliminacji. 
Beatrice urodziła się we frakcji Altruizm, ale nie czuje że bezinteresowna pomoc jest jej przeznaczeniem. Jej test predyspozycji nie jest jednoznaczny i co więcej sprowadza na nią niebezpieczeństwo. Dziewczyna musi dokonać wyboru i określić swoją przyszłość. Tylko raz,  bez możliwości zmiany. Jako Tris wkracza w świat Nieustraszonych. Przechodzi morderczy, brutalny, krwawy trening. Poznaje ludzi, którym może zaufać i zyskuje wrogów czyhających na jej życie. Jest także świadkiem zdrady i uczestnikiem okrutnej walki pomiędzy frakcjami...

Beatrice, vel Tris od początku zdobyła moją sympatię. Miła, uczynna, wrażliwa, poszukująca przygód, odważna i świadoma własnych ograniczeń. Jest bardzo dojrzała jak na swój wiek. Nie wiem na ile to jej charakter, a na ile zasługa wychowania w nietypowym środowisku, gdzie potrzeby innych były przedkładane ponad swoje. Próby, którym zostaje poddana, niebezpieczeństwa, na jakie zostaje narażona, kształtuje ją w młodą, niezależną kobietę, buntowniczkę gotową na walkę o ideały, o wolność, braterstwo, człowieczeństwo. 
Towarzyszący jej Cztery, Christina, Will, Al tworzą zgraną paczkę, służą radą, pomocą.
Jeanine, Eric, Max, Peter to tajemnica, niebezpieczeństwo i intryga, która wciąga. 

Pierwszy tom trylogii "Niezgodna" nie jest obszerną lekturą. Nie mniej jednak jest naszpikowana akcją, przygodą, emocjami. Młodzi ludzie stojący w obliczu wyborów, zagrożenia i miłości, to musi budzić zainteresowanie. Veronica Roth nie tylko zna oczekiwania czytelnika, ale potrafi je spełnić. Przedstawia nam podzielony świat, rywalizację pomiędzy przedstawicielami frakcji, pozorną jedność, która skrywa kłamstwo, ułudę, manipulację. Przeciwko temu wystawia młodych ludzi, którzy jeszcze wierzą w solidarność, prawość, bezinteresowność, uczciwość, życzliwość, odwagę i wierzą, że sami decydują o swoim losie, swojej przyszłości. 

"Niezgodna" była dla mnie ciekawym doświadczeniem, fascynującą lekturą i miłym odprężeniem. 

"Umysły Niezgodnych działają w kilkudziesięciu różnych kierunkach. Nie można nas ograniczyć do jednego sposobu myślenia, i to przeraża przywódców. Tracą nad nami kontrolę. Wiedzą, że bez względu na to, co zrobią, zawsze będziemy sprawiać problemy."

Na koniec kilka słów o ekranizacji. Uhhh... Okropnie mnie zawiodła... I wybór aktorów, i ich gra, i wizja reżysera :( 







"Niezgodna" Veronica Roth, tł. Daniel Zych, wydawnictwo Amber, wyd. II, Warszawa 2014






Czytaj dalej...

Wstyd, Rachel Van Dyken


Każdy z nas ma tajemnice i na życiowym koncie popełnione grzeszki, których się wstydzi. Nie chcemy by wyszły na jaw i uprzykrzyły czy zrujnowały plany, a nawet przyszłość. Trzymamy je zatem w sekrecie i uważnie pilnujemy odgradzając się tym samym od życia i przyjemności, które niesie.

To właśnie takich wstydliwych tajemnic dotyczy trzecia, finałowa część serii Zatraceni.

Lisa ukrywa swoją prawdziwą tożsamość. Próbuje wtopić się w tłum, być jedną z wielu podobnych do siebie dziewcząt. Nie robi to dla fun' u czy fanaberii. Chce uciec przed przeszłością, która zaczyna ją doganiać i nieść realne zagrożenie. Wydaje jej się także, że odseparowanie od uczuć i emocji przyniesie jej spokój i bezpieczeństwo... Wtedy na jej drodze stanie On... I jeszcze bardziej skomplikuje jej życie...

 Nadzieja to pewna postać szczęścia, może największego, jakie daje świat.

Rachel Van Dyken po raz kolejny przedstawia trudy dorastania, dojrzewania i brania odpowiedzialności za własne czyny. Lisa musi żyć z demonami przeszłości, które nękają ją każdego dnia zabierając całą radość, poczucie równowagi, stabilności, bezpieczeństwa. Tajemniczy stalker, pogróżki, anonimowe listy burzą spokój, a wprowadza atmosferę strachu, agresji.

"Wstyd" jest promowana jako najbardziej mroczna część serii Zatraceni. Zgadzam się z tym. Ten tom obfituje w negatywne emocje, cień przeszłości zakradający się z nienacka i rzutujący na przyszłość młodej dziewczyny. To również historia o chorym umyśle knującym dotkliwe scenariusze i manipulacji rujnujące relacje, uczucia, życie.

W książce, jakby inaczej, znajdziecie wątek miłosny. Jednak nie spodziewajcie się ckliwej, słodkiej, polukrowanej do granic możliwości opowieści o biednej dziewczynie i rycerskim chłopaku. Wręcz odwrotnie. To spotkanie dwóch osób z niską samooceną, brakiem wiary w siebie, z trudną przeszłością, obawami, poszukujących wielu odpowiedzi. Początkowo ich relacja nie jest łatwa, muszą pokonać wiele przeszkód, ograniczeń, oceny. Czy skomplikowany początek może zmienić się w satysfakcjonujący związek?

Rachel Van Dyken prostym językiem, dynamiczną akcją i ciekawymi postaciami zagłębia się w świat młodych ludzi, którym życie utrudniają używki, technologia, internet. Pokazuje jak łatwo można zaszczuć ofiarę, jak zmienić jej życie w piekło oraz jak trudno jest rozprawić się z oszczerstwami i plotkami. "Wstyd" niesie także pewna naukę i nadzieję, znaną i ponadczasową. Bo każdej burzy wychodzi słońce, każde nieszczęście niesie doświadczenie, a prawdziwi przyjaciele nie pozostawią w biedzie.

Twoje życie wygląda jak czyste płótno, podążaj więc za swoim przeznaczeniem i wiedz, że każdy krok, który zrobisz, pozostawi na śniegu kolejny ślad. Jeśli chcesz, żeby te ślady dokądś cię doprowadziły, dbaj, by były wyraźne. Dopilnuj, żeby twoje ślady miały znaczenie.





"Wstyd" Rachel Van Dyken, tł. Jarosław Irzykowski, Feeria, Łódź 2015




Czytaj dalej...

Kolonizacja


"Cienie ziemi" wieńczy trylogię Śmiertelna Odyseja autorstwa amerykańskiej pisarki Beth Revies. Rozpoczyna się w miejscu, w którym wszystko się rozpoczyna, wszystko jest możliwe, a multum rozwiązań może doprowadzić albo do szczęśliwego albo do tragicznego finału. Ciekawość nie pozwoliła mi zbyt długo zastanawiać się nad kierunkiem, tokiem myślenia autorki. Czem prędzej zagłębiłam się w futurystyczny świat Amy i Starszego.

Decyzja zapadła. Znaczna część załogi opuszcza "Błogosławionego" i wyrusza z misją kolonizacji Centauri- Ziemi. Pierwsze spotkanie z idealizowaną planetą nie przebiega według planu. Choć klimat, powietrze, zapach, widoki, dobrodziejstwa natury zapierają dech w piersi i są nadzieją na lepsze, pełniejsze, wartościowsze życie, to radość tego psują stwory wyglądem zbliżone do prehistorycznych pterozaurów. Potwory są mięsożerne i z lubością atakują nowo przybyłych. Ich pojawienie się nie jest przypadkowe a za każdym polowaniem stoi skrywająca się w cieniu inteligentna istota. Kim jest i dlaczego chce pozbawić życia wszystkich kolonistów? Starszy jak najszybciej musi znaleźć odpowiedzi. Pomoże mu w tym pułkownik Martin, ojciec Amy wraz z odhibernowanymi żołnierzami i naukowcami. Różnica pokoleń i doświadczeń okaże się rozgrywką, w której ceną jest szacunek, sumienie i  człowieczeństwo.

Starszy, który musiał przejąć dowodzenie na "Błogosławionym" nie chce ot tak po prostu oddać swojej władzy pułkownikowi Martinowi. Bynajmniej nie z pobudek egoistycznych. Boi się o podlegających mu członków załogi i nie ufa przywódcy hibernowanych. Jego zdaniem zbyt rygorystycznie poddaje się rozkazom GZF, Sol- Ziemi oraz zataja istotne informacje dotyczące całej kolonii. Współpraca również nie przynosi spodziewanego konsensusu. Tak jak nie ufają sobie dowódcy, tak i załoga dzieli się na dwa obozy. Podziały, tajemnice, obawa, niepewność, nieufność sprawia, że łatwo o błędy. Najważniejsze z nich to straty w ludziach.

Nowa rzeczywistość najbardziej daje się we znaki Amy. Jest rozdarta pomiędzy Starszym a odzyskanymi rodzicami. Kocha swojego ojca i próbuje dostosować się od jego reguł. Jednak gdy dostrzega niekonsekwencję jego działań i jawny ostracyzm załogi "Błogosławionego", sprzeciwia się kolejnym rozkazom. Ramię w ramię ze Starszym próbuje odkryć to, co przed nimi zatajono. Odnajdują budynki mieszkalne, nowoczesne kompleksy, pasy startowe i promy kosmiczne. Wszystkie są mocno zaniedbane i dawno opuszczone. Kto tu mieszkał, pracował i gdzie jest teraz?

Centauri- Ziemia stworzona przez Beth Revis jest piękna, surowa i brutalna. Na kolonistów na każdym kroku czai się niebezpieczeństwo: roślinność z neurotoksynami, pterozaury i tajemniczy obcy. Język i opisy scen drastycznych są w tej części niesamowicie plastyczne i sugestywne. Niemal na własne uszy słyszymy odgłos rozrywanego ciała, lejącej krwi i mlaskania potwora przeżuwającego ludzkie członki. Jednak to nie natura niesie za sobą największe zagrożenie, a kłamstwa, pozory, manipulacje, hipokryzja i chciwość. Koloniści zmierzą się z tym , czego nie spodziewaliby się nawet w najokropniejszych koszmarach sennych. Nic więcej nie ujawnię żeby nie psuć Tobie czytelniku radości czytania i poznawania.

"Cienie Ziemi" to doskonałe, zaangażowane, z mocnym akcentem zakończenie i finał trylogii Śmiertelna Odyseja. Beth Revis mnoży tajemnice i nie daje łatwych odpowiedzi. Zadbała żeby każdy element powieści, nawet najdrobniejszy szczególik był spójny i idealnie wkomponowany w treść. Klimat i atmosfera powieści sprawia, że ciało zostaje zroszone potem strachu, włos jeży się na karku i łupie w uszach pobudzone do granic możliwości tętno krwi. A skłonni do poświęceń w imię najwyższych wartości nastolatkowie chwycą za serce wzruszającą emocją.

Z serca polecam całą trylogię.



1. W otchłani- recenzja
2. Milion słońc- recenzja
3. Cienie ziemi





Beth Revis "Cienie Ziemi", tł. Marta Kisiel- Małecka, Wydawnictwo Dolnośląskie 2014




Recenzja napisana dla serwisu DużeKa. Wydawnictwu Publicat dziękuję za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego książki :))))


Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka