Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty

Zapowiedź // The Foxhole Court , Nora Sakavic pod patronatem medialnym Aleksandrowych myśli

Z ogromną dumą i radością przedstawiam kolejną majową zapowiedź książki, której blog Aleksandrowe myśli  będzie patronował medialnie ♥ ♥ ♥
Uważam, że powieść The Foxhole Court pokochają wszyscy, bez względu na wiek :)


Tak o książce pisze wydawca:
Neil Josten jest zapalonym graczem Exy, który podpisał kontrakt z drużyną Uniwersytetu Stanowego Palmetto. Niezbyt wysoki, ale szybki, posiada ogromny potencjał. Jednak jest też uciekinierem oraz synem groźnego przestępcy znanego pod pseudonimem Rzeźnik.

Podpisanie kontraktu z drużyną uniwersytecką Lisów wydaje się ostatnią rzeczą, jaką chłopak taki jak Neil powinien zrobić. Drużyna jest bowiem znana szerszej publiczności; zdjęcia, na których znajdzie się jego wizerunek, mogłyby ściągnąć na niego niepotrzebną uwagę. Kłamstwa pozwolą mu zachowywać pozory jedynie tak długo, dopóki ktoś nie pozna jego prawdziwej tożsamości. Jeśli prawda wyjdzie na jaw, będzie martwy.

Ale Neil nie jest jedyną osobą w drużynie, która coś ukrywa. Jeden z nowych zawodników Lisów, to ktoś z jego przeszłości. Teraz, gdy ponownie się spotkali, Neil chce wykorzystać szansę, jaką zesłał mu los. Ostatnich osiem lat przetrwał dzięki ciągłej ucieczce. Może w końcu znalazł kogoś, dla kogo warto żyć i coś, o co warto walczyć.




 Premiera 16 maja 2018 r.


Czytaj dalej...

Jej wysokość P, Joanne MacGregor // Prawo wysokich dziewczyn



Mając lat naście, każda nawet najdrobniejsza niedoskonałość jest powodem do wstydu, obniżonej samooceny i zamknięcia w skorupie kompleksów.

Doskonałym tego przykładem jest Peyton z powieści Jej wysokość P, Joanne MacGregor. Siedemnastolatka może pochwalić się ponadprzeciętnym wzrostem. Z tego powodu czuje się gorsza nie tylko od kolegów i koleżanek, ale i społeczeństwa, które utrudnia jej życie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Dziewczyna nie ma wyboru podczas zakupu ubrań, dodatków, jest dyskryminowana w nieprzystosowanych środkach transportu czy szkolnego wyposażenia. Już nie wspominając o związkach, na które według Peyton, nie ma żadnych szans...

Początkowo wydaje się, że Jej wysokość P to całkiem miła i nieskomplikowana historyjka o kompleksach i ich pokonywaniu. Niedoskonałości i walka z nimi, nauka samoakceptacji to chleb powszedni młodego człowieka i fajnie, że takie tematy są podejmowane w książkach młodzieżowych. Mając przykład łatwiej dostrzec, że problem nie zawsze jest aż tak poważny i że inni miewają gorzej. 

Sytuacja Peyton jest znacznie gorsza, niż wygląda to na pierwszy rzut oka. Rodzice nastolatki są po rozwodzie. Z ojcem kontakt jest znikomy, a i na matkę nie może liczyć. Kilka lat wcześniej rodzinę siedemnastolatki spotkała tragedia, która zniszczyła wszelkie relacje i doprowadziła pod ścianę, gdzie nie ma odwrotu i nie ma możliwości pójścia w przód. Peyton musi radzić sobie sama i to nie tylko z problemami dojrzewania, ale i z kłopotami typowymi dla świata dorosłych. 

Bohaterka powieści Jej wysokość P jest bardzo dowcipną i bystrą osóbką. Mimo kompleksów, upokorzenia i codziennych docinków, walczy o swoją przyszłość. Początkowo nie podobała mi się jej relacja z matką. Jednak gdy poznałam prawdziwą sytuację, doskonale zrozumiałam frustrację i mocne słowa skierowane w kierunku kobiety, która powinna być wsparciem, opoką, fundamentem. Całkiem inaczej spojrzałam wówczas na Peyton. Stała się dla mnie twardą wojowniczką, ale o delikatnym, kruchym i współczującym sercu maskowanym przez trudy codziennej rzeczywistości. 

Owszem pojawił się w książce wątek miłosny, ale delikatny, romantyczny i bardzo subtelny. Według mnie taki powinien być w literaturze młodzieżowej. Joanne MacGregor zarysowuje łagodną, ale płomienną relację bez epatowania seksualnością, która przytłoczyła i zasłoniłaby wątek o wiele bardziej istotny. 

Styl Joanne MacGregor bardzo mi odpowiada. Jest zabawny, ale jednocześnie rzeczowy i z odpowiednią wagą traktuje tematy trudne i istotne dla młodego czytelnika. Autorka ma lekkie pióro i z łatwością potrafi utrzymać zaciekawienie. Barwne opisy, dowcipne dialogi, komizm sytuacyjny tylko dowodzą wyjątkowości lektury. Joanne MacGregor swoich bohaterów stawia w skomplikowanych sytuacjach, ale wskazuje możliwości ich rozwiązania bez składania ofiary. 

Jej wysokość P to powieść o kompleksach i radzeniu sobie z nimi nie zaprzepaszczając gdzieś po drodze pogody ducha. Peyton dobitnie uświadamia, że przeciwności losu wzmacniają charakter, budują wartości, z którymi kroczy się do końca życia jedynie wtedy, kiedy ma się stabilne oparcie. Jej wysokość P to również opowieść o kształtowaniu rodziny, nawet tej po przejściach, budowaniu zaufania i otwieraniu siebie także wtedy, a może, zwłaszcza gdy tak trudno pokazać prawdziwą twarz. Cała historia jest okraszona subtelnym romantyzmem, który idealnie puentuje powieść.







Jej wysokość P, Joanne MacGregor, tł. Edyta Świerczyńska, Wydawnictwo Kobiece 2018



Czytaj dalej...

Patronat // Present Perfect, Alison G. Bailey // Niszcząca moc kompleksów


„Perfekcja to iluzja napędzana kompleksami.”

Każdy chciałby być perfekcjonistą w życiu prywatnym i zawodowym. I udaje się to w mniejszym bądź większym stopniu. Jedni niemal dościgają ideał, inni nauczyli się żyć i akceptować swoje niedoskonałości, a jeszcze inni nie potrafią przejść do porządku dziennego i pogodzić się ze swoimi słabościami.

Do ostatniej grupy ludzi należy bohaterka powieści „Present Perfect” Alison G. Bailey.  

Amanda uważa, że wiele brakuje jej do ideału, za jaki uważa swoją siostrę. Myśli, że jest za gruba, za głupia, za bardzo gapowata i nie zasługuje na nic dobrego. Przez swoją niską samoocenę i kompleksy, nie zauważa, że ma wokół siebie ludzi, dla których jest całym światem. Nawet najlepszy przyjaciel Amandy nie potrafi zmienić jej nastawienia. Przez takie podejście do życia, Amandzie umykają piękne uczucia, chwile, momenty, zdarzenia, które mogłyby dać jej szczęście. Dopiero tragedia uzmysławia jej, jak wiele może stracić, jeśli się nie opamięta. 

„Kiedy nie mamy szansy się pożegnać, nie mamy też szansy podziękować. Każdy zasługuje na „dziękuję” i „do widzenia”.”

Amanda to bardzo uczuciowa, ciepła i lojalna dziewczyna, przyjaciółka, siostra, córka. Szkoda, że od najmłodszych lat wmawiała sobie, jak niewiele jest warta. Wraz z dorastaniem i dojrzewaniem jej poczucie wartości szybowało w dół, by wbić w ziemię zawiedzionymi uczuciami i  złamanym sercem. Niska samoocena nie pozwoliła Amandzie czerpać z życia pełnymi garściami, a podstępne kompleksy mocno i głęboko zagnieżdżone w sercu i głowie tylko potęgowały poczucie osamotnienia, wyobcowania i beznadziei. Toteż nastolatka może wydawać się denerwująca, a jej zachowania bardzo irracjonalne. 

Dlatego ucieszyło mnie, że autorka książki, choć mocno wstrząsnęła światem głównej bohaterki, to dała jej broń, która pozwoliła walczyć i spróbować odzyskać utraconą część siebie i szczęścia, które mogła złapać już dużo wcześniej. Tą bronią są bliscy Amandy, jej rodzice, siostra i wierny przyjaciel. To oni dają wsparcie, siłę, podstawy, na których można zacząć budować wszystko od początku. 

„Prawdziwe oblicze osoby poznasz wtedy, gdy postawisz ją w dogodnej sytuacji, a ona nie wykorzysta jej do złych celów.”

Środowiskiem w jakie wprowadza czytelnika Alison G. Bailey, jest szkoła. Jak dobrze wszyscy pamiętamy, dzieci i nastolatkowie są wobec siebie okrutni. Wystarczy ktoś niepewny siebie, o obniżonej samoocenie, by odezwały się najgorsze instynkty. Amandy nie ominęły zaczepki i dogryzanie. Takie zachowanie na pewno nie pomogły jej w budowaniu własnej wartości. Powiem więcej, spowodowały dodatkowy negatywny bagaż doświadczeń, który był ponad jej siły. To samo tyczy się pierwszych zauroczeń, delikatnych uczuć, emocjonujących eksperymentów. 

„Dorastanie oznacza zmiany. Zmieniają się ludzie, sytuacje. Problemy stają się o wiele trudniejsze, a rany głębsze.”

Alison G. Bailey rzetelnie oddała realia środowiska współczesnej, amerykańskiej młodzieży, co ma też niestety spore przełożenie na nasze rodzime warunki. Wiarygodnie przedstawiła młodą, zagubioną dziewczynę u progu życia obarczoną psychologiczną pułapką, podsycaną przez rówieśników. Możemy się irytować na wybory bohaterki, ale nie możemy odmówić złożoności problemów, na jakie została wystawiona zakompleksiona Amanda. Autorka nie oszczędziła też czytelnika i skazała go na emocjonalną przygodę, która ściska za serce.  

„Jakie są dwie najgorsze rzeczy na świecie? Porażka i samotność.
Porażka, do pewnego stopnia, zależy od ciebie. Teoretycznie, jeśli bardzo ciężko pracujesz i dajesz z siebie 100%, osiągniesz wszystko, czego pragniesz. (...)
Samotność jest gorsza. Ją kontrolują inni. Taka zależność od drugiego człowieka bywa przerażająca.” 

Styl autorki jest prosty i dostosowany do wieku bohaterki i czytelników, do których została skierowana książka „Present Perfect”. Powieść stylizowana jest na swego rodzaju pamiętnik, w którym Amanda dzieli się swoimi przeżyciami i  przemyśleniami. Wnioski, które wyciąga ze swojej codzienności i obserwacji pozwalają odkryć, jak wiele dziewczyna ukrywa przed światem i jak ogromny ma problem z samooceną. 

„Szczerość to nie zawsze najlepsze rozwiązanie. 
Zwłaszcza, kiedy rani i odpycha najbliższą ci osobę.”
„Present Perfect” to powieść o niedoskonałościach i słabościach, które mogą doprowadzić do upadku, ale i o sile, która pozwala stanąć na nogi oraz odkryć swoje możliwości. Warto przeczytać książkę i uzmysłowić sobie, że to, co niezadowalające i niewystarczające w rzeczywistości jest piękne i niepowtarzalne. 









„Present Perfect” Alison G. Bailey, tł. Dorota Lachowicz, Wydawnictwo Niezwykłe, Oświęcim 2018


Czytaj dalej...

Moja siostra Rosa, Justine Larbalestier // Mroczna strona rodzinnej idylli


Mroczna strona rodzinnej idylli
 

Dzieci to wielkie szczęście i ogromna radość. Rodzice często bezkrytycznie obserwują zmagania swoich pociech z codziennym bytem, obowiązkami, a także z dorastaniem i dojrzewaniem. Jednak czy to właściwe postępowanie? A może w tym bezkresnym zaufaniu gubi się rzeczywisty obraz sytuacji?

Rosa to słodka dziesięciolatka o wyglądzie aniołka. Jednak kiedy oczy dorosłych zostaną zwrócone w inną stronę, dziewczynka zmienia się w cyniczną manipulatorkę. Jest pozbawiona wszelkich uczuć, a empatia to dla niej jedynie słowo ze słownika wyrazów obcych. Jej zachowanie dostrzega tylko starszy brat, który pilnuje, by nikomu nie stała się krzywda. Ale jest już zmęczony życiem w ciągłej gotowości i braku zrozumienia rodziców. Czy to wstęp do tragedii?

Rodzina Taylor przemieszcza się z miejsca w miejsce i nigdzie nie budują bezpiecznej przystani. Dzieciaki: Rosa i Che nie chodzą do szkoły, uczy je życie i rodzice wtedy, kiedy znajdą czas. Nie dostrzegają dziwnego zachowania córki, co więcej zrzucają to na karb jej niesforności i dorastania. Che marzy, by studiować medycynę. Siedemnastolatek bardzo wnikliwie zgłębia przypadek siostry. Diagnozuje u niej zaburzenie psychiczne zwane osobowością dyssocjalną, czyli psychopatię. Rosa testuje cierpliwość brata w coraz bardziej złożonymi manipulacjami. Przejawia niepomierną inteligencję i doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich czynów. Życie z nią staje się upiorne, nieodgadnione i mocno podszyte strachem.

Che bardzo szybko nawiązuje kontakty, jest otwarty, lubi żartować. Praca jego rodziców nie pozwala mu rozwijać relacji z rówieśnikami. Nigdy nie miał dziewczyny i bardzo krępuje go ta sytuacja. Swoje emocje i frustracje odreagowuje trenując boks. Świetnie sobie radzi w tej dziedzinie sportu. Po przeprowadzce do Nowego Jorku kontynuuje treningi i rozwija swoją pasję. Poznaje też dziewczynę, która podziela jego zamiłowanie. Che zakochuje się i powoli traci czujność...

Rosa to bardzo sprytna dziewczynka. Nie dość, że manipuluje otoczeniem, to potrafi wzbudzić w nich ciepłe uczucia. Tak naprawdę jest okrutna i skłonna do sadyzmu. Lubi przyglądać się cierpieniu innych. Doskonale gra na uczuciach i emocjach swoich bliskich, zwłaszcza Che oraz świetnie wykorzystuje ich zaufanie, poświęcenie, miłość do własnych celów.

„Stanowimy sumę naszych genów, budowy mózgu i wpływów środowiska. Nasze dziedzictwo to nie tylko DNA, z którym się rodzimy, ponieważ środowisko może wpływać na geny. Morfologia mózgu również nie jest stała, umysł się przeprogramowuje w trakcie dorastania, a także w reakcji na doświadczenia. Nasze środowisko to coś więcej niż przestrzeń, w której się rozwijamy- to wszyscy, z którymi mamy interakcje, od rodziców, przez opiekunki, rodzeństwo, po przyjaciół.”

Justine Larbalestier od samego początku buduje mroczne wręcz mordercze napięcie. Wiemy, że Rosa jest zła, że prześladuje słabszych, że niecnie wykorzystuje swoją inteligencję i wiedzę. Wiemy też, że coś się wydarzy, coś złego, coś okropnego. I jesteśmy na to przygotowani. Jednakże autorka różnymi sztuczkami uspokaja naszą czujność i uderza znienacka, gdy się tego najmniej spodziewamy. Uderzenie jest mocne, zatykające dech i mrożące krew w żyłach.

Justine Larbalestier stworzyła doskonałe postaci. Rosa jako dziesięcioletnia socjopatka, która wabi urodą, a niszczy potworną inteligencją. Autorka pozwoliła wejść w umysł tego dziecka i poobserwować jego chore funkcjonowanie. Mocno oburzały i poruszały mnie jej słowa, jej widzenie rzeczywistości i interakcje międzyludzkie, które nie były przypadkowe, a niosły ze sobą jakiś ukryty cel. Również postać Che zasługuje na uwagę. Brat, który poświęcił się opiece nad chorą siostrą. Wziął na swoje barki niebywały ciężar i jest w tym bardzo konsekwentny. Stara się otworzyć oczy rodzicom, ale to karkołomne zadanie. 
Dorośli w tej historii są przedstawieni jako jednostki ślepo wpatrzone w swoją pracę i podnoszenie swoich kwalifikacji czy też działania filantropijne. Wychowują swoje pociechy na liberalnych zasadach w oparciu o bezkresne zaufanie i wolną wolę.
Każda z postaci ma określoną rolę do odegrania, ale nie są jednowymiarowi. Ich zachowanie zaskakuje, a nawet szokuje.

Justine Larbalestier oddaje głos Che. To głównie z jego perspektywy poznajemy tę przerażającą historię. Język powieści prosty, ale żywy i płynny pozwala skupić się na psychologicznym aspekcie książki i poczuć lodowy dotyk strachu na karku. Skrupulatne opisy, dokładność w budowaniu napięcia i zaskoczenia wciągają tak mocno, że trudno oderwać się od lektury. Autorka perfekcyjnie również zbalansowała mroczność powieści humorem, który pozwala nabrać życiodajny i odstresowujący oddech.

„Moja siostra Rosa” to genialna powieść psychologiczna. Nieprzewidywalni bohaterowie, zaskakujące wydarzenia i ta potworna obawa o bezpieczeństwo osób, o których czytamy, a z którymi zdążyliśmy się już zżyć.

Musicie przeczytać.







„Moja siostra Rosa” Justine Larbalestier, tł. Magda Białoń- Chalecka, Bukowy Las, Wrocław 2017






Czytaj dalej...

Niepoliczalne, Karen Gregory // Zabójcza przyjaciółka


Zabójcza przyjaciółka

Dorastanie, dojrzewanie to jeden z najtrudniejszych etapów, jakie musi przejść człowiek w swoim życiu. Tak wiele czyha pokus, tak wiele pułapek, które często prowadzą w złym kierunku. Czasem trudno zawrócić na czas i obrać właściwy kurs, zwłaszcza kiedy nie ma się oparcia w bliskich, a jedynym wsparciem jest fałszywa przyjaźń...

Siedemnastoletnia Hedda boryka się z ciężką chorobą, jaką jest anoreksja. Leczenie w klinice, psychoterapia nie wyleczyły jej, ale nauczyły maskować swój stan i lepiej kontrolować swoje zachowanie oraz ukrywać skutki wyniszczającej diety. Niespodziewana ciąża weryfikuje jej plany i decyzje. Hedda musi zdecydować czy poddać się aborcji czy spróbować donosić ciążę i dojrzeć do roli mamy.

Nastolatka pragnie kontrolować każdy aspekt swojego życia. Wydaje jej się, że decydowanie o tym, co i jak je da jej taką władzę. Niestety, taka dieta szybko prowadzi ją do anoreksji. Im bardziej kontroluje swój organizm, w tym większy wpada kłopoty. Trudne miesiące walki samej ze sobą, ukrywanie utraty wagi prowadzi do agresywnego leczenia w klinice i zerwanie więzi rodzinnych. Głęboka samotność sprawia, że Hedda nadaje swojej chorobie ludzkie kształty, imię i daje jej status przyjaciółki, z którą spędza czas, której się zwierza, a ta prowadzi ją na krawędź wyniszczenia. 
Anoreksja zbiera śmiertelne żniwo. Śmierć bliskiej koleżanki staje się punktem zwrotnym, a nieplanowana ciąża szansą na normalne życie wolne od zabójczego alter ego. 

Historię Heddy poznajemy tylko z jej punktu widzenia. Mamy wgląd w jej życie, jej przemyślenia, lęki, frustracje czy drobne radości. Obserwujemy ją podczas trudnej codzienności, ale i możemy zagłębić się we wspomnienia, które doskonale uzupełniają i dają pełny obraz przeżyć nastolatki.
Karen Gregory w wyjątkowo drobiazgowy sposób przedstawia mechanizmy choroby, jaką jest anoreksja od podstaw poprzez głodówki, kłamstwa, bezpośrednie stany zagrażające życiu,  po towarzyszące jej emocje wyniszczające psychikę. Siedemnastolatka przelicza wszystko, co możliwe, żeby nie zwariować. Daje jej to nikłe poczucie władzy i pewność, że jeszcze nie idzie na dno. Wydaje się, że dziecko daje jej szansę wyrwać się z rąk Nii, ale to złuda, która szybko wychodzi na wierzch. Macierzyństwo z kolei jeszcze bardziej burzy psychikę, która może zakończyć się ogromną tragedią. 


„Może i jestem zawodową anorektyczką- popaprańcem, na którym wszyscy postawili krzyżyk- ale może przez kilka tygodni uda mi się być kimś jeszcze.”

Karen Gregory bardzo wnikliwie przedstawiła nam nastoletnią Heddy i wszystko to, co dzieje się w jej głowie. Dziewczyna jest świadoma swojej choroby, żyje z ogromnym poczuciem winy, ale także nie potrafi wyzwolić się spod władzy swojej śmiertelnej przyjaciółki- Nii. Nie pomaga w tym samotność i izolacja od rodziny. Hedda mieszka w małym socjalnym mieszkanku, dostaje śmiesznie niski zasiłek, który tym bardziej nie daje możliwości w wyjściu z choroby. Sposób robienia zakupów, gotowanie, jedzenie mocno zapada w pamięć i rozrywa serce. Moment, w którym Hedda dowiaduje się o ciąży i decyduje o jej przebiegu, także porusza. Jesteśmy także świadkami pierwszych miłosnych uniesień, zaufania i rodzenia się poczucia bezpieczeństwa oraz wzrost samooceny. Jednakże życie Heddy naznaczone jest mniejszymi i większymi tragediami, a nastoletnia miłość potrafi mocno zranić.

„Niepoliczalne” to debiut literacki Karen Gregory. Już teraz mogłabym powiedzieć, że to zapowiedź błyskotliwego talentu autorki i jedna z wielu pereł w jej karierze. Ta książka porusza temat bardzo istotny a wciąż tak bardzo pomijany. Owszem jest większa świadomość społeczeństwa, ale w dalszym ciągu brakuje wrażliwości, by jak najszybciej wyłapywać symptomy choroby i przeciwdziałać jej jeszcze w początkowym stadium. My dorośli tak bardzo i tak szybko żyjemy, że codzienność przelatuje nam przez palce, a wraz z nią problemy naszych dzieci. Często nie dostrzegamy rozpaczy, która tli się w sercu, a jest maskowana zachowaniem, które wymagamy i akceptujemy. Czasem wystarczy rozmowa, która celebrowana codziennie daje szansę szybkiej reakcji. 

Bolał mnie brak wsparcia rodziców Heddy. Rozumiem ich frustrację, ale nie akceptuję separacji, na którą się zdecydowali. Pozostawili córkę samą z problemami i pozwolili zatracić się w chorobie. Także później nie wykazali się zrozumieniem, szczególnie mama. Może gdyby wykazali więcej cierpliwości, dali więcej troski i opieki historia mogłaby się skończyć inaczej. 

„Niepoliczalne” to książka, która trafia prosto w serce i zmusza do głębokich przemyśleń. Karen Gregory porusza tragedią młodziutkiej dziewczyny u progu życia, która jest gotowa na wielkie czyny, na poświęcenie i uleczającą moc miłości. Hedda uświadomiła mi, że upór także, albo zwłaszcza ten na przekór innym może przynieść nadzieję tam, gdzie nikt się jej nie spodziewa. 










„Niepoliczalne” Karen Gregory, Małgorzata Kaczarowska, wydawnictwo Jaguar, Warszawa  2017





Czytaj dalej...

Goodbye days, Jeff Zentner // Katastrofalny sms


Katastrofalny sms

Naszym życiem w dużym stopniu rządzi przypadek. Jeden nierozważny gest, nieprzemyślana decyzja może kompletnie przeorganizować, a nawet zniszczyć przyszłość albo doprowadzić do tragedii. 

Bohater książki Jeffa Zentnera „Goodbye days” w nieprzyjemny sposób doświadczył, że wysłanie niewinnego sms- a może skończyć się katastrofą, w której giną przyjaciele, która może przyczynić się do aresztowania, a cała szkoła huczy od plotek i nienawiści.

Carver to siedemnastolatek, który pasjonuje się słowem, pisze wiersze i marzy o napisaniu książki.  Nieprzemyślany krok, krótki sms wywołuje lawinę, łańcuch reakcji, który kompletnie przewartościowuje jego życie. Wypadek samochodowy, w którym ponosi śmierć trzech jego najlepszych kumpli, to dopiero początek tragedii. Nastolatek z popularnej bandy Brygady SOS staje się chłopakiem do bicia. Niemal wszyscy obwiniają go o śmierć Blake'a, Eliego i Marsa. Sam ma ogromne poczucie winy i pozwala na to, by koledzy z klasy czy szkoły szykanowali go i pluli na niego jadem nienawiści. Jedną z osób, która próbuje pomóc mu przetrwać ten trudny czas to Jesmyn, dziewczyna Eliego. Co pobudza jeszcze większe ataki agresji i powoduje trudne do zniesienia sytuacje. Carver może liczyć także na rodziców, ale niestety chłopak nie docenia w pełni ich wsparcia. Pociechę za to daje mu babcia Blake'a, która pomaga mu zrozumieć ogrom tragedii i ułatwia mu przechodzenie przez okres żałoby.

„Śmierć staje się prawdziwa dopiero wtedy, gdy zmarli mogą wreszcie zamilknąć.”

Jeff Zentner jest cenionym muzykiem. Zna problemy młodzieży, gdyż pracuje z młodymi muzykami, co pozwala mu poznać ich problemy i obserwować ich zachowania. Moim zdaniem autor z wyczuciem wykreował postać Carvera i doskonale oddał jego naiwność życiową, podejmowania decyzji pod wpływem chwili, impulsu i nieumiejętności przewidywania dalekosiężnych konsekwencji swoich zachowań. Śmierć i wszechobecna pustka jeszcze bardziej uwypukla wrażliwość chłopaka i podatność na ciosy. Z zainteresowaniem śledziłam jego losy, obserwowałam jego przemyślenia i aprobatą przyjmowałam jego rozwój i zmiany, które zapoczątkowała ogromny ból i tragedia.

„Ludzki umysł w każdej sytuacji dopatruje się związków przyczynowo- skutkowych. Dzieje się tak, ponieważ tego typu związki pozwalają nam zachować wiarę w rządzący wszechświatem porządek. A to wiara niełatwa nawet dla osób uznających istnienie jakiegoś rodzaju siły wyższej. Większość ludzi woli wziąć na siebie odpowiedzialność za tragedię, niż przyznać, że światem kieruje przypadek. Chaos nas przeraża. Podobnie jak myśl o tym, że władają nami kaprysy losu, wskutek których nawet dobrych ludzi może spotkać coś bardzo złego.”

Jeff  Zentner dobitnie i dość brutalnie wytknął lekkomyślność współczesnej młodzieży i zbyt duże przywiązanie do telefonów i życie zawsze w trybie on- line. Pokazał także jak łatwo spaść z piedestału i stać się wyrzutkiem, kozłem ofiarnym. Uświadamia również jak wielką wartością jest rodzina, i jak jej wsparcie nie jest doceniane przez młodych ludzi. Dopiero konfrontacja z konsekwencjami rozbraja osłony, które wreszcie pozwalają dojrzeć miłość, troskę, bliskość, zaufanie, opiekę. 

„Pamięć o zmarłych jest perłą, która powstaje wokół drażniącego ziarenka piasku, wokół żałoby.”

Jeff Zentner w piękny i poruszający sposób opisał proces przeżywania żałoby. Śmierć zawsze niesie ogromne pokładu bólu, cierpienia i żalu. Każdy z nas inaczej wspomina zmarłych i inaczej czci ich pamięć. „Goodbye days” na kilka sposobów ukazuje ludzką rozpacz po stracie bliskiej osoby. Jest niedowierzanie, złość, nienawiść. Jest chęć zemsty, jest rozpad rodziny. Jest także wsparcie i chęć poznania, która odkrywa całkiem wielkie i całkiem drobne sekrety.

„Myślę o przyziemnych rytuałach, które wypełniają nasze życie i je tworzą. Pracujemy, żeby zdobyć pieniądze, a potem mamy nadzieję, że kupimy sobie za te pieniądze wspomnienia dzielone z ludźmi, których kochamy.”

„Goodbye days” to także opowieść o tym, jak ważne są drobiazgi, z których składa się nasze życie. Przez większość czasu te skrawki codzienności nie są dostrzegane i niedoceniane. Dopiero strata, śmierć uzmysławia nam, jak rutyna i powtarzające się rytuały tworzą nasz świat, naszą oazę i jak czynią z nas ludzi.

„Goodbye days” to książka pisana językiem prostym, ale barwnym i plastycznym. Jeff Zentner z pieczołowitością maluje przed nami sceny codziennego życia, zdarzenia, reakcje, emocje tak, że z ciekawością przewracamy kolejne kartki. Dobrym pomysłem było użycie retrospekcji, które pozwoliły poznać całą Brygadę Sos, relacje, jakie się stworzyły pomiędzy nimi i jak ukształtowała ich przyjaźń.

Nikt tak nie feruje wyrokami, jak nastolatkowie. Zmienne nastroje, dorastanie, stanie jedną nogą w wieku dziecięcym i dorosłości sprawia, że emocje buzują bardziej, że przeżywają bardziej, że pozwalają, by impuls przejmował nad nimi władzę.

„Goodbye days” to wyjątkowa książka, która spodoba się czytelnikom bez względu na wiek. Ukazuje konsekwencje, rujnującą moc nienawiści, agresji oraz budującą siłę miłości i przyjaźni.








„Goodbye days” Jeff Zentner, tł. Grzegorz Komerski, wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2017



Czytaj dalej...

Terapia, Kathryn Perez // Za zasłoną lęku


Za zasłoną lęku

„Terapia” Kathryn Perez to pierwsza książka, wydana przez wschodzącą gwiazdę rynku wydawniczego. Wydawnictwo Niezwykłe rozpoczęło pracę z przytupem i wysoko podniosło poprzeczkę. „Terapia” jest powieścią, którą pokochały czytelniczki niemal na całym świecie. Teraz i Polki mają szansę na lekturę pełną łamiących serce wzruszeń.

„Wszyscy ludzie mają problemy, po prostu większość świetnie sobie radzi z ukrywaniem brudów i udawaniem szczęśliwych.” 

Jessica nie jest lubiana w szkole. Jest ofiarą, na której każdy może odreagować swój stres i pokazać wyższość. Wybitnie celuje w tym klasowa panna popularna, Elizabeth, która dręczy Jess na wszelkie możliwe sposoby nie bacząc na etykę. Dziewczyna odreagowuje w domu pisząc wiersze i tnąc swoje młode ciało. Niespodziewanie w jej obronie staje najprzystojniejszy chłopak w szkole. Czy zapewni jej ochronę, a może stanie się kolejnym powodem usprawiedliwiającym przemoc?


„Im głębiej tnę, tym cięższy jest mój oddech. Kiedy krew ścieka po ciele, nareszcie czuję ukojenie, na którym tak desperacko mi zależało. Znów czuję się jak na haju. To jest moje, tylko moje, nad tym mam kontrolę. Ustalam długość cięcia, jego głębokość i intensywność bólu. Żyletką zapisuję na skórze swoją rozpacz.”

Jessica jest rozchwiana emocjonalnie. Z jednej strony chciałaby mieć kontrolę nad wszystkim, z drugiej pozwala rozporządzać swoim ciałem wedle uznania. Zezwala na wykorzystywanie seksualne, na przemoc, agresję. Czuje, że skoro ją to spotyka, to na to zasługuje. Kompletnie nie wierzy w siebie i ma potwornie niską samoocenę. Jej przystosowaniu się, samoakceptacji nie sprzyja dysfunkcyjna rodzina. Rodzice wiecznie skłóceni, a mama swoje problemy topi w alkoholu. Jess nawet odruchy solidarności i sympatii traktuje wrogo i nieadekwatnie do sytuacji.
Za to w domowym zaciszu leczy lęki i samotność żyletką i pisaniem dziennika. 

„Brak wiary w siebie może zabić wszystkie marzenia i okraść cię z twojej przyszłości.”

Z czasem Jessica uczy się wiary i zaufania. Jej nauczycielem jest Jace, który potrzebuje dużo spokoju i cierpliwości, by ocalić Jess przed światem i przed samą sobą.
To co rodzi się pomiędzy nastolatkami jest jak tsunami. Ściera z powierzchni ziemi lęki, ból, strach, a pozostawia odwagę do przekraczania kolejnych granic, ale i frustrację, niecierpliwość, zazdrość tak nierozerwalnymi emocjami towarzyszącymi miłości. Losy dwójki młodych bohaterów są burzliwe, niepewne, piękne i straszne zarazem. 

„To nie był wyłącznie pocałunek. To była obietnica; czysty obraz miłości. Miłości, która była w zasięgu ręki.”

Kathryn Perez napisała swoją powieść w oparciu o własne trudne i traumatyczne doświadczenia. Dzięki temu stworzyła postać, która nie jest papierowa, a wręcz przeciwnie, która wyrywa się ze stron powieści i pozwala przeżyć falę zaskakujących, skrajnych emocji. Razem z Jessicą doświadczamy bólu wynikającego z nie akceptacji, agresji i potwornej samotności. Razem z Jess odczuwamy pierwsze, nieśmiałe zauroczenie,  zakochanie się wrażliwe na wszelkie bodźce z zewnątrz. Tak samo jest z przeżywaniem straty, zdrady, rozstania, kłamstwa. 

Bohaterkę obserwujemy przez długi okres czasu. Uczestniczymy w jej dorastaniu fizycznie i emocjonalnie. Nie wszystkie jej decyzje przypadną czytelnikowi do gustu, niektóre zaszokują, czy zdenerwują. Ale to główna zaleta książki. Zmusza do reakcji, do rozmowy, do zastanowienia się jak na innych wpływa nasze własne zachowanie. Jaką krzywdę można wyrządzić jednym nierozważnym słowem, gestem, czynem. 

„Rozmowa o uczuciach nie jest prostą sprawą, bo one same są niezmiernie skomplikowane. Czasami ich nie znamy, są podstępne. Zbyt dobrze chowają się za zasłoną lęku, niepewności i braku zrozumienia.”

Narracja prowadzona z punktu widzenia kilku bohaterów, to mój ulubiony sposób przedstawiania literackiej rzeczywistości. Daje to możliwość poznania historii w szerszym zakresie, możliwość konfrontacji faktów i stanowisk, a także możliwość pełniejszej oceny poszczególnych zachowań. W przypadku Jess i Jace'a to też szansa na poznanie jak odbiera emocje i życie chłopiec, a jak dziewczyna. I czy rzeczywiście różnimy się jak ogień i woda... 

„To, że człowiek jest „inny” , nie oznacza, że nie zasługuje na szacunek.”

Teraz kiedy słyszy się tak wiele o przemocy, agresji w szkole i o samobójstwach, do których prowadzi brak akceptacji, książce można dołożyć jeszcze jedną wartość, dydaktyczną.

„Terapia” to książka, która może trafić do szerokiego grona odbiorców. Jest idealna dla młodzieży, bo doskonale wpisuje się w ich mentalność i odbiór rzeczywistości. Jest pisana ich językiem, dotyka ich emocjonalności, obnaża ich słabości, ich siłę.
Doskonale spisze się także jako lektura dla dorosłych, rodziców, nauczycieli. Pozwala  wejść w zamkniętą enklawę, do której nie jesteśmy na co dzień dopuszczeni.









„Terapia” Kathryn Perez, tł. Dominika Lachowicz, Wydawnictwo Niezwykłe, Oświęcim 2017




Czytaj dalej...

Mój Alex, Jenn Bennett pod patronatem medialnym Aleksandrowych myśli

Z ogromną przyjemnością i jeszcze większą dumą prezentuję najnowszą powieść Jenn Bennett „Mój Alex”, która zostanie wydana pod patronatem medialnym bloga Aleksandrowe myśli. Szykujcie się na romantyczną przygodę :)





Tak o książce pisze wydawca: 

 
Autorka powieści Miłosne graffiti nagrodzonej RITA Award

Masz wiadomość w wydaniu młodzieżowym

Blisko 9000 wysokich ocen czytelniczek portalu Goodreads w ciągu 6 miesięcy!

Znalazła chłopaka swoich marzeń. Jedyny problem? Jeszcze nigdy się nie spotkali…
Bailey Rydell woli stare filmy od plotkowania z koleżankami. I czatowanie na forum dla takich jak ona kinomaniaków. Zwłaszcza że tu spotyka się z „Alexem”. Nie wie o nim dużo. Zna tylko jego internetowe przezwisko. Wie, że jest mądry i dowcipny. I że chyba się w nim zakochała…
Powinna się więc cieszyć, że przeprowadza się do Kalifornii, do leżącego wśród słonecznych plaż miasteczka surferów, gdzie mieszka jej tata i… Alex. Ale Bailey ma mnóstwo wątpliwości (a co jeśli on jest paskudny?) i nie przyznaje się Alexowi, że tu jest. Ani że dostała pracę w tutejszym muzeum. Ani że codziennie czepia się jej mega wkurzający i mega atrakcyjny chłopak, Porter Roth.
Lecz życie jest o wiele bardziej pogmatwane niż filmy i wkrótce Bailey odkrywa tę zwodniczą cienką linię pomiędzy nienawiścią, miłością i czymkolwiek jeszcze, co zaczyna czuć do Portera. Czy pozostanie przy idealnej fantazji – Alexie? Czy zaryzykuje nieidealny real z Porterem?
Wybór jest trudniejszy, niż jej się wydaje…

Znana i nagradzana pisarka JENN BENNETT zadebiutowała jako autorka dla młodzieży powieścią Miłosne graffiti . Książka otrzymała prestiżową RITA Award 2016 dla najlepszego młodzieżowego romansu i nagrodę „Romantic Times Review” dla najlepszej bohaterki powieści młodzieżowej. Powieść Mój Alex została równie entuzjastycznie przyjęta przez czytelniczki w USA, Europie i Ameryce Południowej.




Premiera: 7 listopad 2017 



Zainteresował Was ten tytuł? Kto będzie chciał przeczytać? 



Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Najlepszy powód, by żyć, Augusta Docher // Odnaleźć sens życia



Odnaleźć sens życia


Czasem wystarczy chwila, by stracić chęć do życia, a przyszłość zaczęła rysować się w bardzo ciemnych barwach. Trudno wtedy odnaleźć powód, który pozwoliłby na uśmiech i cieszenie się drobnostkami, z którego składa się szczęście. 
Czytaj dalej...

Nie zapomnij mnie, Anna Bellon // Stara miłość nie rdzewieje


Stara miłość nie rdzewieje

Długo musieliśmy czekać na kolejną część z serii The Last Regret, młodziutkiej autorki i jak wskazuje napis na okładce, polskiej sensacji Wattpada. Czy Anna Bellon ponownie chwyci za serce i wyciśnie łzy z oczu? (moja opinia Uratuj mnie)
Czytaj dalej...

Replika, Lauren Oliver


Znam twórczość Lauren Oliver i niezmiennie trafiają one do mojego serca. Nie tylko ja jedna jestem pod urokiem jej powieści. Autorka zebrała już pokaźne grono fanów, które rośnie z każdym dniem i każdą podejmowaną historią. 

Gemma jest zwyczajną nastolatką, ale żyje inaczej niż jej rówieśnicy. Jako dziecko więcej czasu spędziła w szpitalu niż w domu. Poważna wada serca  spowodowała, że rodzice zamknęli ją pod kloszem. Pozwalają jedynie na naukę w szkole, ale wszystkie wyjścia do kina, na imprezy czy wyjazdy szkolne i wakacyjne są surowo zakazane. Z tego powodu dziewczyna jest szykanowana i wyśmiewana w szkole. Wygłupy, dowcipy są coraz bardziej dołujące. Na szczęście Gemma ma przyjaciółkę, która rozjaśnia doskwierające samotnością chwile. To właśnie z nią ma wyjechać na pierwszą, zupełnie samodzielną wycieczkę. W ostatniej chwili rodzice zabraniają jej udziału w eskapadzie. Ma to związek z tajemniczą kliniką. Zaciekawiona Gemma wbrew woli opiekunów postanawia prawdziwą przyczynę zakazu. 

Żal mi było Gemmy. Nie dość, że dotknięta ciężką chorobą, dokuczliwymi badaniami i leczeniem, to zamknięta pod kloszem obaw i strachu rodziców przed zagrożeniami świata zewnętrznego. To przede wszystkim oni są odpowiedzialni za samotność córki i ciężkie chwile, jakie znosi na korytarzach szkolnych. Dziewczyna nigdy nie żali się na swój los, ale mocno zaczyna doskwierać jej troska opiekunów. Czarę goryczy przelewa zakaz wyjazdu na ferie. To miała być pierwsza samodzielna eskapada i jedna z niewielu przyjemności. Przyjaciółki przemyślały i zaplanowały każdy dzień. Okazuje się, że za zakazem skrywa się tajemnica z przeszłości. Wiadomo, że takie sekrety rozpalają wyobraźnię, a chęć rozwiązania zagadki na tyle silna, że nic nie może powstrzymać rozbudzonej ciekawości. 
Gemma całkiem  nieźle odnajduje się w sytuacji. Jak na zamkniętą w sobie, zakompleksioną dziewczynę bez trudu dociera do kliniki i zgrabnie rozwiązuje kolejne zadania. Tak dociera do Liry, która ma z nią wiele wspólnego.
Jeszcze bardziej żal mi Liry. Nie miała łatwego życia, które oparte jest na kłamstwie i zmuszaniu do uległości. Z tego wszystkiego nie uważa się za człowieka...

Prawdę mówiąc, trudno pisać o fabule książki niczego nie zdradzając. Dlatego od razu przejdę do uczuć, jakie pozostawiła we mnie jej lektura. 

„Replika” wyróżnia się tym, że można ją czytać z obu stron. Co to znaczy? Z jednej strony poznajemy historię widzianą oczami Gemmy. Po odwróceniu książki, te same wydarzenia obserwujemy z perspektywy Liry. To od czytelnika zależy, jak będzie śledził bieg wydarzeń. Może czytać pojedynczo lub na zmianę. Opowieści doskonale się uzupełniają i dają możliwość przyjrzenia się sytuacji w szerszej perspektywie. Obie dziewczyny łączy przeszłość, która niestety nie daje im wytchnienia. Muszą połączyć siły, żeby dać upust sprawiedliwości, ale również, żeby poznać prawdę o sobie samej, swoich korzeniach oraz czy wychowanie ma wpływ na to, jakim jest się człowiekiem.

Klinika jest ważnym elementem powieści. Tam dochodzi do eksperymentów, które zmuszają do przemyśleń dotyczących moralności i człowieczeństwa. Można zrozumieć naukowców, którzy dążą do jak najlepszego poznania świata, trudniej zrozumieć ludzi, który wykorzystują ich pracę, by napchać sobie kieszenie, nie licząc się z nikim i z niczym.

Lauren Oliver ma dar lekkiego operowania piórem. Jej powieści czyta się płynnie, łatwo, ale niezmiennie z zapartym tchem i drżącym sercem. Z „Repliką” było tak samo. Z ogromnym zainteresowaniem śledziłam perypetie dziewczyn, których poplątane losy, poplątały się jeszcze bardziej. Akcja powieści jest wartka i wyjątkowo zmienna. Nie wiadomo jak i kiedy zmieni bieg. Zwroty są gwałtowne i często zaskakujące. Lubię, kiedy lektura jest tak ekscytująca, że adrenalina buzuje w żyłach.
Niestety nie wszystko zostało wyjaśnione. Owszem jedna zagadka dość szybko się rozwiązała, ale dodatkowo skomplikowała sytuację. Pomniejsze wątki towarzyszące w ogóle nie zostały zakończone, a finał nie był tym, czego oczekiwałam. Jeżeli to początek serii, to ok. Jeżeli nie, to trochę mnie to rozczarowało.

„Sekret wyszedł na jaw. Była dziwolągiem i potworem. Teraz już nie miała co do tego wątpliwości.”

Książki Lauren Oliver nie mogłyby się obejść bez wątku miłosnego. W „Replice” jest dość delikatnie zarysowany i nie przysłania najważniejszych zagadnień. 

„Replika” to ciekawa powieść młodzieżowa. Jej zaskakująca konstrukcja dodaje atrakcyjności. Tematyka medycznych eksperymentów daje wiele powodów do refleksji. Takie sytuacje mogą mieć miejsce i to już w najbliższej przyszłości.  Czy jesteśmy na to gotowi fizycznie i psychicznie?








„Replika” Lauren Oliver, tł.Monika Bukowska, Otwarte, Kraków 2017



Czytaj dalej...

Pierworodna, Tosca Lee


Nie musiałam długo czekać na kontynuację „Potomków” Tosca Lee (tutaj znajdziecie moją opinię). Książka skończyła się zaskakująco i w przełomowym momencie. Szybko zabrałam się za lekturę, bo byłam ciekawa, jak potoczyły się dalsze losy bohaterów. 

Audra i Luka są małżeństwem i mają córeczkę Evę. Potomkini już wie, dlaczego z takim zapałem walczy z Historyczką i Łowcami, którzy ścigają ją z niezłomnością i zapalczywością. Żeby raz na zawsze rozprawić się z wrogiem, musi powziąć zdecydowane działania. Co oznacza, że zaryzykuje życie, by zapobiec dalszemu rozlewowi krwi. 

Tosca Lee nie dała odetchnąć czytelnikowi. Piętrzy, kumuluje intrygi, wysyła w podróż po całej Europie, organizuje pościgi lądowe czy powietrzne. Sytuacje, wydarzenia stawiane przed bohaterami, zmieniają się jak w kalejdoskopie. Sami zaczynają się gubić, komu mogą zaufać, kto jest ich sprzymierzeńcem. Na szczęście wierne grono przyjaciół wspomaga ich nierównej walce, w której nie chodzi już tylko o zemstę, ale o wpływy, koneksje, pieniądze, władzę. 

Audra, Luka, Błazen, Clare, Rolan muszą wykazać się niebywałą odwagą, żeby ich plan miał szansę powodzenia. Będą działać poza prawem, w ukryciu, z całkowitym pominięciem zasad moralnych i sumienia. Nie mogą się cofnąć, zawahać. Co prawda ulegają pokusom i w trakcie gry zmieniają jej zasady, ale nie poddają się. Wiedzą, że muszą chronić nie tylko swoje życie, życie innych potomków zaszczutych, wygnanych w podziemia. Muszą przede wszystkim zadbać o bezpieczeństwo swojej córki, by nie stała się kartą przetargową i żeby miała zapewnioną spokojną przyszłość. 
Dziedzice z Historykiem na czele nie mają litości i zrobią wszystko, żeby wygrać. 

Przez całą powieść na równi z Audrą i Luką próbowałam dociec, kto dowodzi zastępami wroga i dlaczego jest taki bezwzględny. Nie udało mi się znaleźć odpowiedzi. Rozwiązanie, które zaproponowała Tosca Lee, jest dobrze przemyślane, ale tworzy kolejne pytania, na które już chyba nie poznamy odpowiedzi. 

„Pierworodna” to bardzo udana kontynuacja. Tempo akcji zostało zachowane, a nawet przyspiesza i stwarza wiele zamieszania. Bohaterowie także zaskakują na każdym kroku i pokazują swoje bardzo odmienne oblicza. Zagadka, intryga, na której opiera się powieść, staje się jeszcze bardziej zawiła i nieodgadniona. Prawda okazuje być mniej spektakularna, niż sugerowały wszystkie zdarzenia, ale za to bardzo prawdopodobna i taka ludzka. 

Jeżeli lubicie historie z solidną dawką sensacji, to polecam Potomków i Pierworodną :)










„Pierworodna” Tosca Lee, tł. Anna Anna Bereta- Jankowska, wydawnictwo IUVI, Kraków 2017





Czytaj dalej...

Lato Eden, Liz Flanagan


Są w życiu człowieka różne sytuacje, ból tak dołujący, tajemnica tak dotkliwa, a poczucie winy tak ogromne, że z obawy przed ujawnieniem, próbuje je schować głęboko w sercu. Nikt nie domyśla się o ich istnieniu, nawet najlepsza przyjaciółka.

Jess i Eden przyjaźnią się mimo różnic, które można zauważyć nawet gołym okiem. Jedna jest przebojową, popularną w swoim środowisku nastolatką, druga po ciężkich przejściach staje się zakompleksioną i niepewną siebie outsiderką. Pewnego dnia ich przyjaźń zostaje wystawiona na próbę. Eden nie wraca do domu, a tylko Jess może ją odnaleźć, nim będzie za późno.

Z pozoru to Eden powinna mieć łatwiej w życiu. Ładna, zgrabna, mądra, mająca powodzenie wśród wśród chłopców, a dziewczyny chcą się z nią przyjaźnić. Jednak to Jess zasłużyła sobie na zaufanie, bliskość i oddanie. Dziewczyny są nierozłączne, dopóki w ich życie nie wkradają się tajemnice. Zaczyna się od tragicznej śmierci siostry Eden. Dziewczyna nie może poradzić sobie ze stratą. Nie znajduje oparcia w rodzicach, którzy cierpią równie mocno. Przytłaczające ją poczucie winy, nie pozwala także zaufać i zwierzyć się najlepszej przyjaciółce. Jess nie zauważa problemu, gdyż sama boryka się z sekretem, który mógłby zaważyć na ich przyjaźni. Dopiero zaginięcie Eden powoduje opadnięcie kurtyny i dostrzeżenie wszystkich symptomów wskazujących na dręczące problemy.

Akcja powieści nie oszałamia, a wręcz przeciwnie jej stagnacja i powolny rytm uspokaja. Pozwala to przyjrzeć się z drobiazgową dokładnością sylwetkom bohaterów, ich relacjom i jak na ich zachowanie wpływają pojawiające się kłopoty. Tajemnice, nawet takie które mają uchronić przed niewygodnymi pytaniami, czy cierpieniem, to nigdy nie jest dobry pomysł. Prawda zawsze ujrzy światło dzienne i może wtedy przynieść więcej przykrości, spowodować spontaniczne decyzje o konsekwencjach, o których trudno zapomnieć. Podobnie jest w przypadku Eden. W jej rodzinie tajemnica zburzyła spokój i stała się wstępem do tragedii, które zbiera żniwo także później. Poczucie winy nie daje żyć i skłania do pochopnych kroków.

Liz Flanagan buduje charaktery swoich postaci w oparciu o trudne doświadczenia
. Śmierć, agresja, ból, poczucie krzywdy to tylko część tego, z czym na co dzień muszą się zmagać. To powoduje określone emocje z jakimi odbiera je czytelnik i jak chce je postrzegać. Pomimo z góry określonych cech, ich zachowanie nie jest jednoznaczne i bywa zaskakujące.

„Lato Eden” czyta się łatwo i płynnie. Brakowało mi jednak zdecydowanych zwrotów akcji i napięcia towarzyszącego poszukiwaniu zaginionej osoby. Być może sprawiają to wspomnienia i powroty do przeszłości, które wyjaśniają sytuację, ale spowalniają tempo. Książka traktuje o nastolatkach i to do nich w pierwszej kolejności jest skierowana. Ja przeczytałam ją z umiarkowaną ciekawością, tylko ze względu na siłę przyjaźni, którą opiewa. Raczej nie będę o niej pamiętać w przyszłości...








„Lato Eden” Liz Flanagan, wydawnictwo IUVI, Kraków 2017 





Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Początek wszystkiego, Robyn Schneider

Premiera: 14 czerwiec 2017




Życie potrafi całkowicie zaskoczyć. To, co wydaje się katastrofą, końcem planów i marzeń może okazać się początkiem całkiem innej ścieżki, innego sposobu na osiągnięcie szczęścia.

Ezra Faulkner jest dobrze zapowiadającym się sportowcem, a jego uroda, dowcip, styl bycia, charyzma przyciąga zarówno męską i żeńską część szkoły. Po prostu jest lubiany i popularny w swoim środowisku. Wypadek samochodowy, kalectwo wszystko zmienia. Ezra w jednej chwili traci dziewczynę, przyjaciół i widoki na sportową karierę. Staje się szkolnym odludkiem. Cassidy Thorpe to dziewczyna, która z przebojem wkracza w życie Ezry i na nowo rozbudza nadzieję na spełnienie.

Przy pierwszym spotkaniu, Ezra nie wyróżnia się niczym pośród nastolatków, którzy go otaczają. Jest wesoły, beztroski i czerpie z życia pełnymi garściami. Nie obawia się o jutro i jest pewny, że to co go spotyka zwyczajnie mu się należy. Nie przejmuje się drobnymi potknięciami, nie zastanawia go nawet rozstanie z najlepszym przyjacielem. Wypadek samochodowy wszystko zmienia. Chłopak ze szkolnej gwiazdy zmienia się w odludka, a samotność pozwala wciąż na nowo rozpamiętywać bolesne straty. Nie zależy mu na zmianach, w swoich rozmyślaniach i planach nie wychodzi daleko naprzód. Dopiero pojawienie się nowej uczennicy, Cassidy zmienia jego stosunek do życia. Dziewczyna jest pełna optymizmu, energii, ciekawa świata i na wszystko ma odpowiedź, często w postaci cytatów z książek. Porywa Ezrę i narzuca mu swój styl bycia. Namawia go na nowe doświadczenia, wyciąga ze skorupy samotności. Okazuje się, ze kalectwo nie musi zamykać mu drogi do szczęścia, że zawsze można odnaleźć ścieżkę, która może i prowadzi w inne miejsce, ale równie ciekawe i satysfakcjonujące.

Ezra i Cassidy doskonale się uzupełniają. Oboje mają nauczyć siebie czegoś o życiu. Ezra to doskonały przykład nastolatka, który miał wszystko, ale też wszystko stracił w jednej chwili. Jego emocje są przedstawione bardzo realnie, a gorycz straty dotyka najczulszych strun naszego serca. Przecież każdy z nas ma taki etap za sobą, kiedy wydawało się, że to już koniec i żadnych więcej szans na nas nie czeka. Cassidy to wulkan energii, która wnosi do książki ożywienie, radość, ekscytację. Nosi w sobie jednak pewien sekret, który sprawia, że jej postawa staje się bardziej znacząca, warta zauważenia.

Nie wszystkie postaci występujące w „Początek wszystkiego” przypadły mi do gustu. Autorce nie udało się uniknąć czarno- białego schematu. Gwiazdy football'u to dość tępi mięśniacy, a ich partnerki to dziewczyny pragnące być w centrum uwagi bez względu na uczucia, oczekiwania. Na szczęście są to role drugoplanowe, które mają zadanie wyłuszczyć pewne wartości, a oni sami nie mają większego znaczenia.

Robyn Schneider stawia na miłość i przyjaźń. W swojej powieści doskonale je łączy i uzupełnia. Udowadnia, że trwałe fundamenty są budowane na emocjach, na wspólnych przeżyciach, bliskości, a nie statusu, pochodzenia czy popularności. Ezra na własnej skórze przekonał się, że przyjacielem nie jest ten, który ogrzewa się w naszym blasku, ale ten, który w najcięższych chwilach potrafi wyciągnąć rękę i podnieść z dna rozpaczy.

„Początek wszystkiego”  to historia nastolatków dotkniętych bólem, cierpieniem, bezsilnością. Mimo młodego wieku ich bagaż doświadczeń może przygnieść nie jednego dorosłego. A jednak  Robyn Schneider z wysmakowanym dowcipem, lekkością pióra pozwala natchnąć nadzieją, a smutek przemienia w gotowość do działania, energię i ekscytujące oczekiwanie na kolejną szansę.


„Początek wszystkiego” to doskonała lektura dla każdego i na każdym etapie życia. Pozwala otrząsnąć się z codziennej rzeczywistości i popycha do poszukiwań nowych, nieoczywistych celów.








„Początek wszystkiego” Robyn Schneider, tł. Aga Zano, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017





Mam dla Was specjalny, przedpremierowy fragment powieści „Początek wszystkiego” :) Miłego zaczytania ♥




Czytaj dalej...

Tysiąc pięter, Katharine McGee #5



Sekrety, tajemnice sprawiają, że życie z jednej strony, staje się ciekawe, ale z drugiej dają możliwość manipulacji i niosą spore niebezpieczeństwo poważnych strat, bólu i cierpienia. 

Głównymi bohaterkami powieści są cztery nastoletnie dziewczyny: Avery, Leda, Eris i Rylin. (Mieliście okazję poznać je w poprzednich wpisach ☺) Żyją w niedalekiej przyszłości, w tysiąc piętrowej Wieży, która definiuje ich pozycję, prestiż, bogactwo. Na każdej z kondygnacji rozgrywają się radości i dramaty rozstrzygające o przyszłości, charakterze każdej z postaci. 

Rodzina Avery jest najbogatsza, a co za tym idzie najbardziej wpływowa. Mogli pozwolić sobie na ingerencję genetyczną. W taki sposób narodziła się dziewczynka idealna pod każdym względem. Jednak Avery nie może spełnić swojego największego marzenia. Szczerze kocha, podziwia swojego przyrodniego brata i to miłością romantyczną, która nie ma prawa się ziścić. Leda pochodzi z mniej szacownej rodziny, ale przyjaźń łącząca ją z Avery zaciera wszelkie granice. Łączy je również uczucie do Atlasa, o czym nie wiedzą i nie chcą zauważyć. Równie ta miłość nie jest spełniona i prowadzi do uzależnień, z których trudno się wyleczyć, otrząsnąć, zapomnieć.
Na pierwszy rzut oka Eris jest okropną snobką. Przy bliższym poznaniu okazuje się najbardziej szczerą dziewczyną w Wieży. Jej status gwałtownie się zmienia i musi opuścić wygodne życie, co pozwala jej znaleźć nowe ścieżki, nowe doznania i nowe przyjaźnie. Rylin zmaga się z niedoborem pieniędzy. Codziennie walczy o godziwe warunki życia dla siebie i siostry, którą opiekuje się po śmierci mamy. 

Dziewczyny są różne. Spokojne, wyważone, romantyczne, albo odwrotnie pełne wigoru, chęci smakowania życia, gotowe na nowe wyzwania. Dzielą je granice sztywno wyznaczane przez Wieżę, ale łączą tajemnice, które na zawsze zmienią ich plany i marzenia. Okazuje się również, że ich sekrety stają się narzędziem manipulacji, początkowo o niewielkim rażeniu, ale rosnącą z każdą godziną. 

„Tysiąc pięter” to debiut literacki Katharine McGee. Uważam, że bardzo udany. Powieść od początku pobudza ciekawość, akcja rozkręca się miarowo, a poznawane sekrety jeszcze bardziej ją nakręcają. Autorka z niespodziewaną wprawą zwodzi czytelnika i prowokuje sytuacje, które zmuszają do refleksji. Już sam pomysł na tysiąc piętrową Wieżę, która zamiast łączyć, dzieli ludność na bogatych i biednych, zyskał w moich oczach literacką aprobatę. Z takiej tezy można zbudować nietuzinkową historię, w której objawi się cały ludzki arsenał emocji i charakterów. Katharine McGee udała się ta sztuka. Pokazała nam bohaterów, którym bogactwo nie uderzyło do głowy, którzy pozostali ludzcy, empatyczni, sympatyczni. Bieda z kolei może prowadzić do wyborów trudnych do zaakceptowania moralnie, ale ze zrozumiałych względów jesteśmy w stanie je zrozumieć i nie potępiać jednoznacznie, kategorycznie.
Wątek miłosny, choć ważny, nie jest nachalny. Staje się bardziej, po pierwsze powodem dla etycznych rozważań, po drugie trampoliną dla rozwoju akcji, która nie ukrywam nabiera rumieńców. 

Każdy z rozdziałów dotyczy jednego z bohaterów. Dzięki temu zabiegowi możemy poznać ich lepiej, dokładniej. Obserwujemy towarzyszące im emocje, wpływ na podejmowane decyzje i jej skutki. Pozwala także obdarzyć sympatią, ocenić zachowania i postawy w konkretnych sytuacjach lub skonfrontować sporne zdarzenia. 

„Tysiąc pięter” to powieść godna uwagi. Interesująca, intrygująca, wciągająca. Umożliwia zajrzenie w przyszłość i sprawdzić w jaką stronę rozwija się ówcześnie dostępna technologia. U  Katharine McGee zmierza w bardzo niebezpieczną stronę, dającą możliwość inwigilacji, manipulacji, podziałów sprzyjających nienawiści, rasizmowi, nietolerancji. Co być może uświadomi czytelnikowi zagrożenia, ryzyko i uzbroi w potrzebną wiedzę by w każdym momencie życia pozostać człowiekiem.







„Tysiąc pięter” Katharine McGee, tł. Mariusz Gądek, Otwarte, Kraków 2017






Czytaj dalej...

Tysiąc pięter, Katharine McGee #4

Cześć.

Mam na imię Rylin. Mieszkam na 32 piętrze Wieży. Dobrze kojarzycie, otacza mnie bieda i brak perspektyw. Od śmierci mamy opiekuję się młodszą siostrą. Muszę być odpowiedzialna, samodzielna i nie dać się przyłapać na żadnym głupstwie. Mam problemy finansowe, grozi mi eksmisja. Na szczęście udało mi się podłapać niezłą fuchę. Sprzątam u jednego z bogaczy na szczycie Wieży. Chyba mu się podobam... A może on próbuje zabawić się moim kosztem? Nie szkodzi, może romans to dobry sposób na moje problemy... Jak myślicie? 



Czytaj dalej...

Cela 7, Kerry Drewery


Każdy z nas pomyślał kiedyś „oko za oko, ząb za ząb”. W chwili wzburzenia, ogromnej złości, nienawiści chcemy, by osoba która wprawiła nas w ten stan, poniosła podobne konsekwencje. Morderstwo zadane z zimną krwią powinno być karane śmiercią, natychmiast i bez zadawania zbędnych pytań. Takie myślenie jest zupełnie normalne, ale gdy nadchodzi refleksja poszukujemy czegoś więcej. Chcemy znać motywy, dowody i być pewnym, że dana osoba rzeczywiście popełniła zbrodnię. Historia pełna jest spraw, w których niewinni zostali skazani na najwyższy wymiar kary, a bezlitośni oprawcy wychodzili wolno z więzienia śmiejąc się w twarz swoim ofiarom. 

Kerry Drewery wyszła na przeciw i zadała jedno proste pytanie... Co by było gdyby...

W książce „Cela 7” przedstawia alternatywny świat pozbawiony tradycyjnych sądów i sędziów, rozprawy o morderstwo stały się rozrywką dla mas, a wyroki zapadały za pomocą głosowania telefonicznego i internetowego. Czy takie rozwiązania przyniosły oczekiwany skutek? Czy przestępczość zmalała? Czy każdy człowiek może być sędzią i decydować o życiu i śmierci?

Siedem Dni Sprawiedliwości to zrewolucjonizowany system sądownictwa, w którym widzowie reality show w przeciągu siedmiu dni wydają wyrok dotyczący morderstwa. Karą jest śmierć, a egzekucję można oglądnąć bez wychodzenia z domu. Niby prosty i łatwy system nie budzący zastrzeżeń. Niestety, ma mały ale istotny mankament. Nie są brane pod uwagę okoliczności łagodzące, dowody, motywy i świadkowie. Oskarżony o morderstwo musi się liczyć z niechybną śmiercią, nawet jeśli został skazany przez przypadek. Kiedy do celi śmierci trafia szesnastoletnia Martha, która zamordowała znanego i lubianego filantropa, emocje osiągają zenit. 

Poznajemy Marthę kiedy trafia do celi nr. 1. Dziewczyna jest zdezorientowana, przerażona. Doskonale wie, co czeka ją już za siedem dni. Mimo to uparcie powtarza, że jest morderczynią, choć oprócz jej zeznania zupełnie nic na to nie wskazuje. Z rozmów z doradcą, Eve oraz z retrospekcji powoli składamy obraz prawdziwych wydarzeń i tego co taj naprawdę oznaczają. Bo oczywiste jest, że sprawa ma podwójne dno i o wiele głębsze znaczenie. Nie chcę zbyt dużo zdradzać z fabuły, by nie zepsuć Wam przyjemności z lektury. A uważam, że każdy powinien poznać tę książkę ku rozwadze w podejmowaniu decyzji na przyszłość.

Sytuacja naszego społeczeństwa, korupcja i ogromna megalomania naszych przywódców bardzo przypomina mi postaci z tej powieści. Z przerażeniem czytałam o bezlitosnej inwigilacji, manipulacji, które najpierw doprowadziły do upadku niezawistnych sądów i sprawiedliwości, a potem do zupełnego upadku człowieczeństwa. „Cela 7” precyzyjnie wskazuje czym może skończyć się chęć bycia ponad wszystkim i wszystkimi. 

Kerry Drewery w drobiazgowo przemyślany sposób kreuje swoją historię. Pozwala nam oczami Marthy i Eve przyjrzeć się światom tak całkowicie od siebie różnym. Martha reprezentuje biedotę, gdzie o przeżycie, jedzenie, codzienny byt trzeba walczyć zębami i pazurami. Dziewczyna nie jest zdeprawowaną nastolatką. Ona ma ukryty cel, a jej męczeństwo ma być przełomem do zmian. Eve należy do elity. Z pozoru jej codzienność nie jest naznaczona troskami. I tu po raz pierwszy czytelnik zostaje zaskoczony. Kobieta przeszła ogromną tragedię, która pozwoliła jej dostrzec mankamenty nowego systemu sądownictwa. Stara się walczyć o godne warunki dla osadzonych i o sprawiedliwy werdykt. Niestety, to walka z wiatrakami. Liczy się oglądalność i wymierne korzyści jakie niesie za sobą reality show. 

Akcja powieści wraz z upływem czasu, przemijającymi kolejno siedmiu dni przyspiesza i zatrważająco zmienia swój bieg. Odpowiednie trybiki wskakują na swoje miejsce i przynoszą zrozumienie, jeszcze bardziej wzbudzając przy tym złość na ludzi, którzy zamiast dbać o bezpieczeństwo i sprawiedliwość, hołubią własnym żądzom, przyjemnościom i napychają kieszenie kasą... 

„Celę 7” polecam miłośnikom dobrych thrillerów trzymających w napięciu do ostatniej strony. Kerry Drewery napina emocje, nerwy do ostateczności, zmusza do refleksji nad tym co jest dobre, a co złe i poszukiwania odcieni pomiędzy czernią i bielą życia. 







„Cela 7” Kerry Drewery, tł. Patrycja Zarawska, Młody Book 2017





Czytaj dalej...

Całkiem obcy człowiek, Rebecca Stead


Dorastanie, dojrzewanie to jeden z najtrudniejszych etapów w życiu człowieka. Buzujące emocje, brak ujścia dla złości, pierwsze miłości, strach, obawy, skrytość, a do tego próba zrozumienia problemów dorosłych i skonfrontowania ich ze światem niewinnego dziecka.
„Całkiem obcy człowiek" w przystępny sposób przedstawia takie właśnie rozterki młodziutkich osób, które udają poważniejszych i dojrzalszych, niż są w rzeczywistości. 

Książka ukazuje nam losy kilku nastolatków wychowujących się w jednym środowisku, jednej dzielnicy, jednym podwórku. Poznajemy trzy przyjaciółki. Są różne, jak ogień i woda, ale łączy je relacja silna i trwała. Towarzyszymy pewnej nieznajomej, która popełniła poważny błąd i nie wie jak go naprawić. Mamy też dwóch chłopców, których determinacja w dążeniu do celu jest godna podziwu i rozpoczyna cykl wydarzeń, mogących przynieść dobre zmiany. 

Sięgając po książkę „Całkiem obcy człowiek” spodziewałam się zupełnie innej historii. Myślałam, że to kolejny romans, który rozpocznie się, rozwinie i zakończy, jak inne tego typu powieści. Na szczęście, przyjemnie się rozczarowałam. Rebecca Stead przedstawiła wszystkie odcienie przyjaźni pomiędzy nastolatkami i jak wielkie znaczenie ma ona dla lepszego rozwoju i dorastania. 
Bridge, Tabitha, i Emily przyjaźnią się od dziecka. Kiedyś poprzysięgły sobie, że nigdy nie będą się kłócić. Trudno jest dotrzymać tej tajemnicy. Dziewczyny z biegiem lat zmieniają się, zaczynają mieć inne zainteresowania, odmienne zdanie. Em poznaje chłopca co wywoła wiele zamieszania w jej uczuciach ale i całym życiu. Tab to zdeterminowana feministka. Jej radykalne poglądy nie są dobrze przyjmowane wśród koleżanek. Bridge zaprzyjaźnia się z Sherm' em, który do tej pory był samotnikiem. Okazuje się, że mają ze sobą wiele wspólnego i mogą sobie wzajemnie pomóc. Jamie i pewna licealistka to postacie drugoplanowe, ale wnoszą do powieści ważne wskazówki, które pozwalają rozwiązać wiele problemów i odkryć sporo kart. 

Styl, słownictwo autorki jest proste i obrazowe. Ma to na celu ujrzeć sendo sprawy od razu i jak najdokładniej. Nic nie rozprasza czytelnika, który z przyjemnością zagłębia się w rysowana historię. Rebecca Stead subtelnie ale z odpowiednim naciskiem bierze na warsztat problemy z jakim spotykają się nastolatkowie. Cyberprzemoc, wykorzystywanie swojej popularności, by gnębić mniej lubianych kolegów i wykorzystywanie w tym celu social mediów to zmora współczesnych czasów. Internet i kryjąca się za nim pozorna anonimowość wyzwala ogromne pokłady agresji i nienawiści. Jedna z bohaterek „Całkiem obcego człowieka” musi zmierzyć się z hejtem, pomówieniami i plotkami. Dopiero kiedy staje w obliczu nagonki, zaczyna rozumieć ostrzeżenia i dwuznaczność składającą się na ówczesną rzeczywistość. 
Innym problemem jest rozwód rodziców czy rozstanie dziadków po wieloletnim pożyciu małżeńskim. Trwałość i niezmienność to w życiu dziecka dwa poważne fundamenty. Kiedy oba runą, trudno im znaleźć sens i nadzieję na szczęście w przyszłości. 
Jeszcze jednym ważnym tematem jaki podjęła autorka to podatność na wpływy. Dzieci są ufne, a nastolatkowie poszukujący własnej drogi są szczególnie narażeni na podszepty dobrej rady. Decyzje podejmowane pod wpływem innych osób nie zawsze są trafne i często przynoszą nieoczekiwane, znamienne, bolesne skutki.

„Całkiem oby człowiek” to powieść przeznaczona dla młodzieży. Świetnie się w niej odnajdą, utożsamią i w przyjemny sposób poznają efekty działań, które początkowo wyglądały zwyczajnie i niegroźnie. 
Myślę, że po tę powieść powinni sięgnąć także rodzice by dojrzeć zupełnie inny kaliber problemów młodzieżowych niż te, które były im znane z własnego doświadczenia. To dobry pomysł na lepsze poznanie swojego potomka. Bo choć Rebecca Stead opisuje losy amerykańskiej młodzieży, to powiem Wam szczerze, niczym nie różnią się oni od naszych, polskich dzieciaków. Kłopoty wychowawcze są globalne i niestety nie niezmienne... W dobie rozwoju technologicznego rośnie ryzyko.

„Całkiem obcy człowiek” to wbrew pozorom nie jest smutna i przejmująca opowieść, a wręcz przeciwnie. Bije z niej miłość, przyjaźń, lojalność, przywiązanie, chęć niesienia pomocy i walki o lepsze jutro.









„Całkiem obcy człowiek” Rebecca Stead, tł. Krystyna Kornas, wydawnictwo IUVI, Kraków 2017



Czytaj dalej...

Book Tour: Never Never, Colleen Hoover, Tarryn Fisher

Colleen Hoover ma wielu zwolenników. Sama do nich należę i każda jej książka, która trafiła w moje ręce, przyniosła mi wiele emocji i czytelniczej przyjemności. „Never Never” poznałam w ramach akcji Book Tour, zorganizowanej przez EM z bloga Książkowa czarno_biała em. Z tego miejsca serdecznie jej dziękuję za kolejną przygodę z ulubioną  autorką :)
Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka