Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szara godzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szara godzina. Pokaż wszystkie posty

Bieg do gwiazd, Dominika Smoleń



„Nie mów mi gdzie i jak mam iść, bo nikt nie powiedział, że idziesz lepszą drogą od mojej.”

Każdy ma swoje problemy. Jedni potrafią je doskonale maskować, innych pochłaniają bez reszty i prowadzą na skraj załamania, wyczerpania, życia i śmierci. Niestety nie mówimy o swoich kłopotach głośno, przez co pomoc nie zawsze dociera na czas...

Ada, główna bohaterka książki „Bieg do gwiazd” Dominiki Smoleń cierpi na depresję spowodowaną chorobą. Odrzucona przez rodzinę sama dźwiga ciężki bagaż doświadczeń i emocji, który z każdym dniem coraz bardziej ją przytłaczają. Ada kilkukrotnie próbowała odebrać sobie życie. Na szczęście bez efektu. Śmierć babci i zagadkowy list pomaga Adzie dostrzec to, co w życiu najważniejsze. Czy to wystarczy, by dziewczyna nabrała chęci do życia?

Ja również dźwigam znaczny bagaż doświadczeń i wiem, jak choroba zmienia człowieka. Ból, cierpienie wykańcza powoli, ale bardzo skutecznie. Choć nie byłam nigdy bezpośrednio dotknięta ciężkim schorzeniem, to moja wewnętrzna empatia pozwoliła mi być i pomagać tym, którzy tego potrzebowali. Gdy poznałam Adę, od razu w mojej głowie zapaliła się lampka ostrzegawcza: człowiek w potrzebie! Okropnie żal było mi dziecka, a potem nastolatki, która ze swoją chorobą została w pojedynkę. Podziwiam ją za twardość charakteru, choć sama uważała całkiem przeciwnie. Od najmłodszych lat stała z cukrzycą twarzą w twarz i  trzymała ją w ryzach tak długo, jak się dało. Jednakże każdy z nas ma chwile zwątpienia, chwile słabości, które przygniatają go do ziemi, aż brakuje tchu. Osamotniona dziewczyna, pozbawiona już siły i walki, poddała się i wybrała wolność, spokój, bezpieczeństwo, które uważała za adekwatne do swojej sytuacji.

I tu muszę wspomnieć o bezdusznych rodzicach. Nie rozumiem, jak można pozostawić siedmioletnie dziecko z poważną chorobą i nie zauważać jego problemów nawet wtedy, gdy drastycznie, przerażająco dosłownie woła o pomoc. Jak można być tak małostkowym, tak obłudnym i pod płaszczykiem pozorów dręczyć córkę brakiem swojej uwagi, troski, ciepła, miłości. Niestety wiem, że tacy rodzice żyją wśród nas, chodzą do kościoła, na zewnątrz obdarzają nas olśniewającym uśmiechem, a w domu, we własnych czterech ścianach stają się potworami, katami, oprawcami. 

Mówi się, że najlepiej pisać o tym , co się dobrze zna. Dominika Smoleń, autorka książki „Bieg do gwiazd” sama jest cukrzykiem i doskonale wie, jak to jest żyć z chorobą i co się wtedy czuje. Doskonale to można odczuć w powieści. Ada jest przepełniona gorzkimi emocjami, bólem egzystencji i obawą o przyszłość. Narracja pierwszoosobowa jeszcze bardziej podkreśla stan, w jakim znajduje się dziewczyna. Czytelnik może poznać cały wachlarz uczuć, które zmieniają się każdego dnia jak w kalejdoskopie. Widzimy Adę w depresji tak czarnej, że świat wokół robi się pochmurny i w euforii tak uskrzydlającej, że tęcza przy niej to jedynie kolorowa wstążka. Wystarczy spojrzeć na okładkę książki, która jest w czerni i bieli... Który kolor przeważy? To już musicie przeczytać sami.  

„Bieg do gwiazd” powinien przeczytać każdy. Po pierwsze dowie się, że warto otworzyć szerzej oczy i dostrzec więcej niż tylko własne problemy. Po drugie, zauważy, że potrzeba niewiele by zmienić czyjeś życie. Po trzecie doceni to, że jego problemy może wcale nie są takie duże i może spojrzenie na nie z innej perspektywy całkiem rozwieją strach i wątpliwości. 

Dla mnie historia Ady była inspirująca, wstrząsająca i poruszająca jednocześnie. Obudziła z zimowego letargu, mocno potrząsnęła, a w finałowym momencie wprawiła mnie w osłupienie...








„Bieg do gwiazd” Dominika Smoleń, Szara Godzina, Katowice 2017



Czytaj dalej...

Zapowiedź // Bieg do gwiazd, Dominika Smoleń

Czy diagnoza lekarska przekreśli marzenia młodej dziewczyny?

Cukrzyca. Słowo, które zmienia życie na zawsze. Choroba, z którą każdy może mieć do czynienia. Błogosławieństwo czy klątwa?

Ada była pewna, że usłyszała wyrok śmierci. Bez wsparcia rodziców i przyjaciół coraz bardziej zamykała się w sobie, popadając w depresję. Po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego dostała list od babci, który diametralnie zmienił jej nastawienie do rzeczywistości. Zapragnęła stać się normalną nastolatką, nawet jeśli oznaczałoby to walkę z własnymi słabościami.
Bieg do gwiazd to wstrząsająca historia o dziewczynie, która uczy się żyć na nowo. Historia, obok której nie można przejść obojętnie. 



To kolejna powieść pióra młodej, zdolnej, polskiej autorki. Ja będę miała okazję niedługo ją przeczytać :) A Was zainteresował ten tytuł? Lubicie książki, w których bohaterowie zmagają się z chorobą? Może macie podobne doświadczenia?  



Premiera  5 lutego 2018
Czytaj dalej...

Na karuzeli, Teresa Monika Rudzka



Dobre relacje między matką i córką, to skarb. Ale trzeba na nie solidnie zapracować. "Dzieci to przyszłość".

Początkująca pisarka, piękna modelka i młoda mężatka Dagmara postanawia naprawić relacje ze swoją matką. Jednak żeby naprawić stosunki, trzeba szczerej rozmowy i gotowości na wybaczenie. Czy te kobiety są na to gotowe? Czy uda się odbudować łączącą je niegdyś więź?

Teresa Monika Rudzka przedstawia czytelnikowi losy jednej rodziny, w której pokolenia matek i córek nie umiały się dogadać, nie potrafiły sobie zaufać przez co pozwoliły wkraść się uczuciom żalu, straty, niesprawiedliwości, zazdrości. Podróż szlakiem rodzinnych waśni rozpoczynamy współcześnie i krok po kroku cofamy się w przeszłość. Poznajemy losy matek, babek, prababek, które miały problem z okazywaniem uczuć, bądź rozdawały ją w nadmiarze. Nie umiały także przekazać swoim potomkiniom, że to miłość, szacunek, lojalność i poświęcenie, a nie pogoń za iluzją szczęścia, która często okazywała się pułapką bez wyjścia. Relacje pomiędzy matkami, a córkami niszczyły nadmierna rozwiązłość albo wręcz przeciwnie wydumana asceza, alkoholizm i nieumiejętność radzenia sobie w życiu. Dagmara jest ostatnim ogniwem, które zbiera żniwo swoich poprzedniczek.

Dziewczyna jest zaradna, odpowiedzialna i z uwagą podejmuje wszystkie decyzje. Ale i jej zachowanie nie jest tak do końca uczciwe. Chce ukarać swoją mamę za lata samotności, za brak uwagi, za upokorzenia, ale unikaniem kontaktów bardziej krzywdzi swoje młodsze rodzeństwo. W swoim planie zemsty nie bierze pod uwagę ich delikatnych uczuć i w dążeniu do odwetu jest bardzo samolubna. Jednak poznając tajemnice jej dzieciństwa, trudno dziwić się takiej postawie, trudno nie przyznać jej racji.

Pani Teresa pozwala nam zajrzeć na drugą stronę lustra i z perspektywy matki patrzymy na nielojalność córki. Od razu uderza w nas ogromna obłuda matki i jej pasożytniczy tryb życia. Jednym słowem kobieta jest okropna. Nie rozumie błędów, które popełnia ani nie potrafi przewidzieć ich konsekwencji, choć dla czytelnika i dla otoczenia są widoczne gołym okiem. Nie chciałabym mieć do czynienia z takim człowiekiem i lepiej rozumiem wszelkie opory Dagmary przed ponownym zaproszeniem matki do swojego życia.

Autorka powieści "Na karuzeli" pozwala nam poczuć emocje, od których zakręci się w głowie. Wzbudza w nas gniew, oburzenie, wściekłość, niedowierzanie i współczucie. Daje ogromne pole do różnych dyskusji np. na temat, tak szumnego kiedyś problemu eurosierot czy zgody na prostytucję.
Jak dla mnie, trochę za mało jest pozytywnych aspektów tych historii. Owszem zdarza się szczęśliwa miłość i narodziny dziecka, ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć czy narastające poprzez lata urazy, nawarstwianie negatywnych emocji nie odbiją się również na najmłodszym pokoleniu.

Ciekawym wątkiem był proces wydawniczy książki Dagmary. Z ogromnym zainteresowaniem śledziłam nietrafiony wybór wydawnictwa, oszustwa pewnej redaktorki i towarzyszące im perturbacje. Dla mola książkowego takie uchylanie rąbka tajemnicy było nie lada atrakcją.

"Na karuzeli" to powieść bardzo smutna, która obnaża brzydką prawdę o patologicznych rodzinach, o relacjach pomiędzy ich członkami oraz wpływem własnych błędów na życie i przyszłość swoich dzieci.








"Na karuzeli" Teresa Monika Rudzka, Wydawnictwo Szara Godzina, Katowice 2016







Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis :)










Czytaj dalej...

Kurhanek Maryli

Manipulacja, szantaż, groźba, przemoc psychiczna to teraz najczęściej stosowany i wykorzystywany sposób wymuszania posłuszeństwa i uległości przez domowego oprawcę. 


Właśnie takie zachowania są głównym bohaterem „Kurhanka Maryli”. Ewa Bauer wskazuje destruktywny wpływ przemocy i zależności psychicznej na rodzinę, relacje partnerskie, stosunki małżeńskie. Jak do tego doszło? Czy można było to przewidzieć wcześniej?

W wyniku tragicznego wypadku trzyletnia Marta zostaje sierotą. Obowiązki wychowawcze przejmuje babcia Rozalia. Zabiera wnuczkę na wieś i otacza bezgraniczną miłością. Uczucie staruszki nie jest w stanie utrzymać już dorosłej pannicy w domu. Marta głodna wrażeń i atrakcji oferowanych przez miasto, kuszona przez fascynującego, młodego mężczyznę, ucieka. Jednak ta przygoda nie przynosi jej szczęścia, co gorsza staje się pułapką. Spotkanie z Piotrem było dla niej wybawieniem, pozornym. Po ślubie mężczyzna zmienia się w domowego kata, który groźbą, szantażem, manipulacją zmusza Martę do określonych zachowań, w tym do bezwzględnego zerwania kontaktów z babcią. Źródłem tej eskalacji przemocy są wydarzenia z przeszłości. Kiedy Marta rodzi córeczkę potęguje się obszar manipulacji. Czy istnieje wyjście z tej trudnej sytuacji?

Pułapek czyhających na młodą dziewczynę u progu życia jest wiele. Martę dotknęły te najgorsze i najbardziej obciążające psychicznie. Piotr od dnia ślubu skrupulatnie kontroluje wszystkie kroki swojej żony. Najpierw odgradza ją od rodziny, ukochanej babci, a potem izoluje od znajomych i przypadkowych nawet znajomości. „Piotr skutecznie usuwał z jej otoczenia wszystkich, którzy potencjalnie mogliby jej pomóc. Czarował, jak potrafił, by przekonać otoczenie, jakim jest wspaniałym człowiekiem, a z Marty robił psychicznie chorą.”

Hipokryzja wylewająca się z tego człowieka jest oburzająca, a zachowanie karygodne. Co z tego, skoro ukryte, a groźba na tyle skuteczna, że Marta coraz głębiej chowa się w sobie, skorupie swojej słabości i niewiary w siebie. Dopiero macierzyństwo i odpowiedzialność za maleńkiego człowieka zmusza ją do działania. Jednak czy będzie umiała przebić się przez sieć kłamstw, pomówień utkanych przez męża?

Postać Piotra, brutala, domowego kata budzi falę negatywnych emocji u czytelnika. Nigdy nie zrozumiem, nie chcę i nie będę usprawiedliwiać podłoża i źródła takiej agresji wobec swojego bliskiego, partnera, współmałżonka. Przemoc rodzi tragedię i cierpienie dla wielu ludzi, którzy długie lata nie mogą pozbierać się po traumie i na nowo zaufać drugiemu człowiekowi.

Postać Marty z kolei przeistaczała się na moich oczach. Od maleńkiej dziewczynki ganiającej z letnikami, z umorusaną jagodami buzią przechodzi w krnąbrną, łatwowierną nastolatkę by dorosnąć, dojrzeć, zmienić się w kobietę świadomą swoich czynów i wyborów. Doświadczenia Marty rozszarpywały jej duszę na kawałki, ale i budowały jej własne „ja”.

Ewa Bauer stworzyła opowieść realną, bliską życia, obok której nie można przejść obojętnie. Historia Marty ogromnie mnie poruszyła, bo tematyka przemocy w rodzinie za każdym razem wstrząsa moim spokojnym, poukładanym światem. Dramatyzm, tragizm sytuacji i brutalność, sadyzm męża na szczęście łagodzą wspomnienia lat dziecięcych bohaterki, gdzie więzi rodzinne stają się nadzieją, ostoją i siłą w trudnym okresie życia.

„Kurhanek Maryli” bardzo głęboko utkwił w moim sercu, by przypominać od czasu do czasu, że nic w życiu nie jest takie, na jakie wygląda i istnieją ludzie, którzy prawdziwą twarz pokazują jedynie w domu, bezbronnej ofierze.




Ewa Bauer "Kurhanek Maryli", Szara Godzina, Katowice 2014



Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :)))


Czytaj dalej...

"Drzewo morwowe" Tomasz Białkowski

"Drzewo morwowe" to najnowsza propozycja wydawnictwa Szara godzina. Autorem książki jest Tomasz Białkowski, który choć ma na swoim koncie kilka powieści a nawet jedną sztukę, jest mi zupełnie obcy. W blogowej społeczności "Drzewo morwowe" wzbudziło wiele kontrowersji i skrajne emocje. Na szczęście miałam okazję przeczytać książkę i wyrobić sobie na jej temat własną opinię.

Tomasz Białkowski urodził się w Jezioranach i pewnie dlatego na miejsce akcji swojej książki wybrał Olsztyn. W mieście tym, w krótkich odstępach czasu dochodzi do serii brutalnych morderstw. Ofiarami są starsi mężczyźni. Pozornie nic ich nie łączy. Jedynie białe, włochate motyle znalezione w ustach denatów.
Śledztwu przygląda się młody dziennikarz z Warszawy, Paweł Werens. Jego zadaniem jest napisanie reportażu z poczynionych obserwacji. Pomstując na opieszałość policji sam postanawia odnaleźć sprawcę tych zbrodni. Szybko podejmuje trop i jednocześnie wpada w pułapkę dawnej ale w dalszym ciągu prężnie działającej sekty.

Na pierwszy rzut oka, pomysł na książkę wydaje się oklepany i mało oryginalny a nawet niewiarygodny. Pradawne sekty, tajemne rytuały, fanatyzm religijny, bachanalia, wyuzdanie i perwersja o tym czytaliśmy już w wielu konfiguracjach, w wersji polskiej i zagranicznej.
Jednak połączenie tych wątków zaproponowane przez Tomasza Białkowskiego wydaje się świeże, z całkiem nowym spojrzeniem na otaczającą nas rzeczywistość. Śledztwo przebiega sprawnie, kolejne tropy pojawiają się w odpowiednim czasie i kierują Pawła Warensa ku prawidłowemu rozwiązaniu kryminalnej zagadki.
Tekst jest spójny i czyta się go miarowo. Niestety ten efekt innowacyjności psują ciągłe tłumaczenia i wyjaśnienia poszczególnych sytuacji, wydarzeń i miejsc. Moim zdaniem lepszym wyjściem byłyby przypisy, a niektóre objaśnienia w ogóle bym pominęła. Tomasz Białkowski umiejętnie stopniuje napięcie i ciekawość i jednocześnie sam to niszczy dodając kompletnie niepotrzebny komentarz. Tym samym emocje opadają i trudno wrócić na poprzedni poziom ekscytacji.

Również sami bohaterowie nie do końca udali się Tomaszowi Białkowskiemu. Paweł Werens już od pierwszej chwili bardzo mnie irytował. Jego postawa wszechwiedzącego, aroganckiego i nie liczącego się z uczuciami innych bufona sprawiła, że nie darzyłam go żadnymi ciepłymi uczuciami. Autor próbował albo ocieplić albo dodać mu charakteru, trudnym dzieciństwem naznaczonym śmiercią bliskich. Nawet ten argument nie zrobiła na mnie wrażenia. Bardziej spodobał mi się stryj dziennikarza. Mariusz Werens to ksiądz, który opuścił szeregi duchownych dla miłości. Kiedyś bardzo szanowany, teraz szykanowany i obrzucany obelgami. Ale i w tę postać wkradły się cienie. Stryj pomaga Pawłowi w śledztwie. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że zbyt szybko wpada na właściwy trop, zawsze ma pod ręką odpowiednie księgi, często stare. Rozumiem, że były duchowny może interesować się pierwszymi męczennikami chrześcijaństwa, ale że tak wszystko ma po ręką nawet najstarsze księgi?!
Jedynie złe charaktery są takie jak być powinny. Szablonowe ale złe ponad miarę.

Czytelniku, jeżeli nie przeszkadzają ci bez sensu wtrącone przydługie i często nużące opisy, śmiało sięgnij po "Drzewo morwowe". Sama historia jest ciekawa i będzie dobrą rozrywką na letnie dni.


Tomasz Białkowski "Drzewo morwowe", Szara Godzina 2012, ISBN: 978-83-933462-5-7



>>4-/6<<
Tomasz Białkowski- autor sześciu powieści: "Dłużyzny", "Pogrzeby", "Mistrzostwo Świata", "Zmarzlina", "Teoria ruchów Vorbla", "Drzewo morwowe" oraz zbioru opowiadań pt. "Leze" i sztuki "Drzewo". Prozę publikował w czołowych pismach literackich, a także kilku antologiach krajowych i zagranicznych. Wielokrotnie nagradzany, m.in. Nagrodą Ministra Kultury (zespołowa), Nagrodą Prezydenta Miasta Olsztyn oraz dwukrotnie Literacką Nagrodą Warmii i Mazur Wawrzyn (przyznawaną przez czytelników - za "Zmarzlinę", przyznawaną przez Kapitułę Nagrody - za "Teorię ruchów Vorbla").

Zapraszam również na blog autora klik


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości pana Piotra z wydawnictwa Szara Godzina


Czytaj dalej...

"Strażnik Skarbu" Aneta Ponomarenko

Piękna, nostalgiczna okładka w kolorze sepii przedstawiająca miasto z dawnych lat. Brukowane ulice, ceglane kamienice oraz dama spacerująca niespiesznie chodnikiem. To przeniesienie w czasie gwarantuje wydawnictwo Szara Godzina przedstawiając nam nowy kryminał retro "Strażnik Skarbu".

Aneta Ponomarenko odkrywa przed nami Kalisz w 1888 r., stolicę guberni kaliskiej w zaborze rosyjskim. Tym spokojnym miasteczkiem wstrząsają wiadomości o nagłych zgonach. Zmarli to między innymi pomocnik aptekarza, bogata wdowa, stolarz oraz dwóch mnichów z Zakonu Franciszkanów. Śledztwo prowadzi Walery Konstantyn Jezierski, agent do specjalnych poruczeń w wysokiej randze radcy stanu. Pomaga mu młody i zdolny lekarz żydowskiego pochodzenia Jakub Zaif. Obaj panowie są inteligentni, spostrzegawczy i wnikliwi, nic nie uchodzi ich uwadze. Pierwsze wnioski w śledztwie są takie, że wszystkie zgony są ze sobą powiązane. Morderca poszukuje w Kaliszu tajemniczego przedmiotu związanego z Lożą Masońską, rozpytuje o niego mieszkańców i zabija niewygodnych świadków. Agent Jezierski i dr Zaif są o krok za zbrodniarzem. Nie wiedzą kogo i czego szukają. Wszelkimi dostępnymi środkami próbują rozwikłać tę intrygującą i niebezpieczna sprawę. Czy uda im się uchwycić sprawce makabrycznych czynów i czy zapobiegną dalszym zbrodniom?

"Strażnik skarbu" jest debiutem literackim Anety Ponomarenko, z urodzenia kaliszanki. Autorka zdobyła obszerną wiedzę na temat historii swojego miasta, odkrywa ją przed nami i sprytnie wykorzystuje poznane fakty komponując ciekawy i wciągający kryminał. Wplata w dialogi i akcję książki wiele autentycznych miejsc i postaci. Aby nie spowalniać akcji pani Aneta posiłkuje się przypisami i tam umieszcza większość informacji. Jest to idealny sposób dla tych, którzy pragną wiedzieć więcej. Inni mogą bez żadnych konsekwencji je ominąć.
Dodatkowo bogate i plastyczne opisy pozwalają na łatwą wizualizację czytanych miejsc.

Głównymi bohaterami książki są Walery Konstantyn Jezierski oraz dr Jakub Zaif. Nie cieszą się oni zaufaniem mieszkańców Kalisza, jeden jest carskim agentem a drugi polskim Żydem. Oboje są entuzjastami nowatorskich metod śledczych. W szczególności interesują się zdejmowaniem odcisków palców i porównywaniem linii papilarnych, które w tamtych czasach były nowinką. W dość szerokim stopniu poznajemy ich charaktery, doświadczenie i zachowanie. Na postawie tych informacji każdy może wyrobić sobie zdanie na ich temat. Obu panów, w trakcie prowadzonego śledztwa zaczyna łączyć delikatna nić przyjaźni, która z czasem staje się coraz głębsza i trwalsza. Muszę przyznać, że Walery Jezierski i Jakub Zaif (wnikliwi dostrzegą podobieństwo do Sherlocka Holmesa i doktora Watsona) to wielka zaleta książki. Inni bohaterowie np. Jasiek Poraj czy ojciec Andrzej to fantastyczne drugoplanowe postacie z ogromnymi możliwościami rozwoju. Być może w kolejnej powieści  "Dom śmierci", która jest kontynuacją "Strażnika Skarbu" Aneta Ponomarenko rozwinie znacząco ich wątki.

Intryga kryminalna jest ciekawie zarysowana. Tajemniczy morderca, który najpierw pozoruje samobójstwa swoich ofiar a potem z każdą kolejną zbrodnią staje się nieobliczalny a zabójstwa coraz bardziej makabryczne. Wydaje się kpić z wymiaru sprawiedliwości, umyka przed pościgiem. I co z tym wspólnego mają Masoni? Bardziej spodziewałabym się ich w światowych bestsellerach a nie w małym miasteczku jakim był Kalisz. Połączenie tych elementów jest zaskakujące.

Fabuła rozwija się miarowo, a z każdą kolejną poszlaką i każdym zgonem nieznacznie przyspiesza. Książkę czyta się płynnie i z dużą przyjemnością.

Uważam debiut Anety Ponomarenko za udany i z niecierpliwością wyczekuję "Domu śmierci".


Aneta Ponomarenko "Strażnik Skarbu", Szara Godzina 2012, ISBN: 978-83-933462-2-6


Czytaj dalej...

"Przypadek Ritterów" Adam Węgłowski

Wydawnictwo: Szara Godzina
Data wydania: luty 2012
ISBN: 978-83-933462-3-3
Liczba stron: 240
Oprawa: miękka
Wymiary: 145 x 205
Moja ocena: 5+/6 

Po co wymyślać groźnych psychopatów i bestialskie morderstwa kiedy nasza historia obfituje w zagadkowe i niewiarygodne a czasem nawet nierozwiązane zbrodnie. Są one tym straszniejsze, że  prawdziwe. Wystarczy tylko po nie sięgnąć i wydobyć je z zakamarków niepamięci. Adam Węgłowski oparł swoją powieść na jednej z takich zapomnianych spraw kryminalnych.

W małej galicyjskiej wiosce Lutczy zostaje odnaleziona martwa i okaleczona kobieta. Szybko udaje się ją zidentyfikować, ofiarą jest Franciszka Mnichówna. Okazuje się, że zmarła w wyniku podcięcia gardła a z jej brzucha morderca wyciął 3-4 miesięczny płód. Fakt ten skojarzono z zabobonnymi wierzeniami jakoby Żydzi mieli praktykować podobne rytuały. Miejscowa ludność i prowadzący śledztwo od razu znaleźli kozły ofiarne w żydowskiej rodzinie Ritter, w której Franciszka była służącą. Bardzo szybko doszło do aresztowania mimo, iż nie znaleziono jednoznacznie obciążających dowodów ich winy. Powszechny nastroje antysemickie, poszlaki i pomówienia pozwoliły oskarżyć ludzi i wydać na nich wyroki śmierci. W latach osiemdziesiątych XIX w. sprawa ta długo bulwersowała galicyjskich polityków, dziennikarzy, środowisko lekarzy, społeczeństwo.
Znalazł się jeden człowiek, który chciał poznać prawdę bez względu na konsekwencje. Kamil Kord, znudzony panicz, dziennikarz rozpoczyna prywatne śledztwo. Pomaga mu w tym stary przyjaciel jego ojca Ernest Ochorowicz i Norbert Ponar- oficer policji w Lutczy. Znajdują nowoczesny (na tamte czasy) sposób- porównanie odcisków palców, aby dowieść winę lub niewinność Ritterów. Niestety ta próba się nie udaje, A Kamil Kord i Norbert Ponar zostają aresztowani. Mają jeszcze jeden pomysł. Ale czy zdążą go zrealizować?

Adam Węgłowski jest dziennikarzem i entuzjastą kryminałów retro. Do tej pory tylko je czytywał ale nadszedł czas, że sam postanowił napisać powieść. Adam Węgłowski sam przyznaje, że tworząc swoją książkę inspirował się wieloma autorami literatury kryminalnej. Jego autorytetami musieli być najwybitniejsi twórcy tego gatunku gdyż opowieść Adama Węgłowskiego wciągnęła mnie już od pierwszej strony i ten stan utrzymywał się do ostatnich słów.
"Przypadek Ritterów" jest to ciekawe, niebanalne połączenie prawdziwych wydarzeń z fikcją literacką. Język, opisy a nawet atmosfera idealnie oddaje klimat i wkomponowuje się w czasy kiedy Polska znajdowała się pod zaborami. Autor umiejętnie oddaje nastroje Polaków w tamtych czasach. Bez zbędnego wysiłku Adam Węgłowski wkomponował w swoją powieść prawdziwe wydarzenia typu występy Heleny Modrzejewskiej czy głośny proces Jana Matejki, co jeszcze bardziej urealniło całą historię opisaną w książce. Po fabule widać wielkie zainteresowanie autora tą sprawą, widać również wnikliwą wiedzę czego dowodem są liczne przypisy zawarte w powieści.
Książka pozwoliła na obserwację XIX wiecznych metod śledczych,  autopsji czy działanie ówczesnych sądów.

"Przypadek Ritterów" ukazał również wciąż ważną i obecną prawdę. Wtedy i dziś łatwo ferować wyroki na podstawie plotki lub ze względu na wiarę czy narodowość. Tylko od nas zależy jak będziemy postępować. Czy będziemy ufać zabobonom i piętnować inność czy postawimy na tolerancję i życie w zgodzie.
Adam Węgłowski z dużą starannością i wyczuciem dozuje napięcie i odkrywa przed nami nowe fakty. Nie umiałam przewidzieć kolejnych kroków bohaterów ani rozwiązań kolejnych wątków. To w powieści ujęło mnie najbardziej.

Postacie są ciekawe. Jedne są irytujące inne sympatyczne. Kamil Kord na początku budził we mnie sprzeczne uczucia. Najpierw zbulwersowały mnie jego poglądy i antysemityzm. Potem kiedy pod wpływem miłości zmienił swoje postępowanie, myślenie zaczęłam go szanować, a nawet podziwiać za za jego zaangażowanie w wyjaśnienie sprawy Ritterów.
Postać Ernesta Ochorowicza wzbudziła we mnie największy entuzjazm. Jest to człowiek bardzo inteligentny, oczytany, w lot rozgryza trudne zagadki. To on podpowiadał Kamilowi jakie ma podjąć kroki, na co zwrócić uwagę.

Jestem rozczarowana jedynie zakończeniem. Chociaż można powiedzieć, że jest szczęśliwe to niestety ukryte częściowo przed czytelnikiem. Kamil Kord poznał prawdę dotyczącą winy lub niewinności Ritterów. Podzielił się tą wiedzą  jedynie z Sądem Najwyższym, dla reszty zostanie tajemnicą...Ostatnie strony powieści sugerują jej kontynuację. Ja z niecierpliwością czekam na każdą propozycję Adama Węgłowskiego.
Książkę polecam i wielbicielom kryminałów i miłośnikom historii.


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję panu Ireneuszowi z wydawnictwa Szara Godzina

Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka