Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.
Nakładem wydawnictwa Czarna Owca ukazała się kontynuacja nieźle zapowiadającej się serii dla młodzieży z pogranicza science fiction i fantasy "Beta. Nowe pokolenie " Rachel Cohn.
Pierwsza część cyklu zakończyła się w dość emocjonującym momencie i z wielką niecierpliwością czekałam na premierę kolejnego tomu. Czy spełnił moje oczekiwania? No cóż, z pewnością zaspokoił ciekawość...
Elizja i Alexander docierają na Dzicz, odnajdują ukrywające się na wyspie klony, przyłączają się do stworzonej przez nich armii i zamierzają ramię w ramię walczyć o wolność. Jednak nie wszystko układa się zgodnie z planem. Elizja dowiaduje się, że posiada duszę, a jej Pierwsza żyje i ma zamiar walczyć w tej samej sprawie. Czy wizualnie identyczne dziewczyny myślą i czują podobnie? Czy zgodnie przystąpią do wojny, a może będą walczyć ze sobą o swoją pozycję?
Tempo akcji siada już na początku książki. Przez wiele, bardzo wiele stron uczestniczymy w emocjonalnych rozterkach Elizji i Zhary, które mało wnoszą do powieści, a budzą irytację i zniecierpliwienie. Kiedy wreszcie zaczyna się coś dziać, to szybko zostaje wyhamowane, stonowane i następuje powrót do spokojnej narracji, która działała na mnie usypiająco. Relacje pomiędzy bohaterami wydawać się mogły bardzo zajmujące i emocjonujące. W rzeczywistości nijakie, miałkie, bezbarwne.
Jestem zawiedziona i czuję się oszukana. Pierwszą część pochłonęłam w kilkadziesiąt minut. Drugą czytałam jakby za karę. Nie wiem czy to autorce skończyły się pomysły i pisarski animusz, czy to ja rozwinęłam się, dojrzałam w międzyczasie. Dlatego nie będę oceniać tej książki i kusić się na polecanie. Za to będę wdzięczna za komentarze i dyskusję, która rozwieje moje rozterki.
"Beta. Nowe Pokolenie" Rachel Cohn, tł. Berenika Janczarska, Czarna Owca, Warszawa 2016
Wyobraźnia ludzka nie zna granic, tak samo jak chęć eksperymentowania, bycia sławnym i podziwianym. Niektórzy ludzie dla podniesienia samooceny, własnej wartości, dla poczucia adrenaliny i władzy są w stanie zrobić wszystko. Nawet przymknąć oko na zdrowie, bezpieczeństwo swoje, bliskich i otoczenia. Inni zrobią wszystko by temu przeciwdziałać. Gdzieś pośrodku spotyka się ich ego i doprowadza do totalnej zagłady człowieczeństwa oraz świata jaki znamy. Z kart powieści "Nieludzie" Kat Falls znajdziemy odpowiedź na pytanie: czym kończy się zabawa w Boga i manipulowanie ludzkim, zwierzęcym DNA.
"Bezpieczeństwo i szczęście nie zawsze idą w parze."
Stany Zjednoczone zostały podzielone na dwie strefy, sterylny, bezpieczny od wirusa Ferae zachód i dziki, tajemniczy, nieokiełznany, niezbadany wschód. Strefy są odgrodzone wysokim murem zwieńczonym drutem kolczastym pod napięciem. Przekroczenie granicy skutkuje natychmiastowym uwięzieniem i egzekucją.
Niespełna siedemnastoletnia Delaney Park McEvoy zostaje aresztowana przez agentów bioprewencji. Podczas przesłuchania dowiaduje się, że jej ojciec jest szmuglerem, przekroczył mur i tym samym naruszył granicę kwarantanny. Po powrocie czeka go śmierć, chyba że z terenu zagrożonego zmutowanym wirusem przyniesie dla Taryn Spurling, dyrektor służb Ochrony Zdrowia pewną rzecz... sentymentalny drobiazg. Dziewczyna nie waha się zaryzykować swojego zdrowia by ocalić ojca. Czy go odnajdzie? Co ją spotka w Dzikiej Strefie? Czy przeżyje? Z pomocą przychodzi jej żyjący na wschodzie Rafe i strażnik muru Everson.
Czym jest farae i dlaczego budzi strach, histerię, panikę? Farae to wirus, który został uwolniony podczas przeprowadzania badań genetycznych i próbie wskrzeszenia wymarłych gatunków. Farae przenosi obce DNA, jest jak wścieklizna i można się nim zarazić poprzez ukąszenie zakażonego ssaka, w tym człowieka. Pierwszym objawem choroby jest wysoka gorączka. "Potem wirus zaczyna powolne przejęcie ciała i u pacjenta zaczynają się pojawiać oznaki fizyczne infekcji (...) Deformacje anatomiczne. (...) Trzecie i ostatnie stadium farae to szaleństwo. Wirus przejmuje mózg, a wtedy pacjent przejawia zachowania zwierzęce i wysoki poziom agresji (...) Intubacja, mutacja, psychoza..."
Jedynym ratunkiem dla zarażonych jest wynalezienie szczepionki, ale dopóki nie pojawi się śmiałek, który w Dzikiej Strefie nie odnajdzie pięćdziesięciu różnych szczepów farae, ludzkość czeka bezlitosna zagłada.
Kat Fall bardzo ciekawie, ale z dużą dozą brutalności wykreowała świat, w której liczy się instynkt, a nie ludzkie odruchy serca. Każda sekunda spędzona w Dzikiej Strefie jest wyczynem, jest sukcesem ale przede wszystkim walką o życie. Krew, wnętrzności, agresja to obraz, którego nie unikniesz. Nie oczekujcie, że zmutowane potwory okażą litość, ich zezwierzęcenie, pierwotny instynkt polowania i mordu na zawsze zatarły mieszkające w nich człowieczeństwo, uczucia, emocje. Delaney i jej towarzysze muszą myśleć szybko, działać błyskawicznie i wziąć nogi za pas na każdy szelest liści, pękniętej gałązki czy pojawiającego się znikąd niebezpiecznego cienia.
Podczas tej karkołomnej, wyniszczającej psychicznie i fizycznie wędrówki zacieśniają się więzy i tworzą sympatie. Tak jest również i w przypadku naszych bohaterów. Wiele ich różni np. miejsce zamieszkania i stopień ryzyka zarażenia się wirusem. Lane żyje w spokojnej enklawie, gdzie farae nie jest bezpośrednim zagrożeniem. Chodzi do szkoły, na imprezy, zawiera przyjaźnie. Lane jest typem dziewczyny z sąsiedztwa. Z każdym znajdzie wspólny język, ale kiedy trzeba potrafi walczyć o swoje. Everson pilnuje by wirus nie wyszedł poza mury Tytanu. Jest doskonale wyszkolony i uzbrojony. Nie boi się choroby. To miły, sympatyczny i uczynny chłopak. Rafe to mieszkaniec Dzikiej Strefy. Na własnej skórze doświadczył skutków farae. Najlepiej z całej trójki rozumie jakie niebezpieczeństwa na nich czyhają. Wie czego się wystrzegać, jak się bronić. Jest przewodnikiem grupy, pełen pasji, buty, odrobiny arogancji. Razem tworzą udany, zgrany, zabawny, buzujący od emocji trójkąt. Kat Falls delikatnie muśnie bohaterów iskrą miłości, ze smakiem, z harmonią tak by dodać rumieńców wyprawie.
"Dobrze wiedzieć, że ludzie są tacy sami niezależnie od tego, z której strony muru pochodzą."
Kat Falls bardzo rzetelnie nakreśliła postaci. Te zwyczajne, ludzkie, jak i te, które są wynikiem jej własnej wyobraźni. Brutalny świat wschodu jest odwzorowaniem codziennych rozterek współczesnego człowieka, wyborów kształtujących jego wizerunek, budujących twierdze jego emocjonalności, który na każdym kroku może stać się potworem pozbawionym uczuć lub esencją empatii, niosącą ratunek. Ile można poświęcić i co uczynić by zachować swoją ludzką powłokę i człowieczeństwo? Czy w pogoni za iluzją nie stracisz czegoś więcej?
Ale nie dopatrujmy się w utworze jakiś ukrytych znaczeń, wzorów, planów. "Nieludzie" to przecież powieść rozrywkowa. I jako taka spełniła swoją rolę. Autorka wystawia na różne próby i pokuszenia swoich bohaterów. Ich przygody czyta się z autentycznym zainteresowaniem i zaangażowaniem. Siedząc w fotelu, w bezpiecznej fortecy swojego domu uczestniczymy w historii na miarę Jurassic Park. Gotowi na przerażającą historię?
I króciutko na sam koniec. Zakończenie sugeruje kontynuację... Najchętniej już, teraz poznałabym dalsze losy Lane, Eversona i Rafe- mojego ulubieńca :)
"Nieludzie" Kat Fall, tł. Małgorzata Koczańska, Uroboros, Warszawa 2015
Złe, traumatyczne wspomnienia bardzo trudno wymazać z pamięci. Nie wszystkim pomaga terapia, psychoanaliza, farmakologia, hipnoza czy medycyna holistyczna. Czasami takie "przeterminowane" myśli mogą zatruć życie, związki, przyjaźnie teraz, jak i w przyszłości. Wtedy idealnym wyjściem byłoby mechaniczne czyszczenie pamięci. Bez strachu, bez ryzyka, bez komplikacji.
"Kiedy odbierasz człowiekowi wspomnienia, odbierasz mu również tożsamość."
Takiemu zabiegowi, zwanym Tabula Rasa jest poddawana szesnastoletnia Sara Ramos. Dziewczyna zamknięta w separatce w ultranowoczesnym kompleksie, pod ostrzałem kamer i pod czujnym okiem ochrony zaczyna zastanawiać się czy jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Jej podejrzenia potwierdzają się wraz z brutalnym atakiem na ośrodek. Uzbrojeni po zęby najemnicy szukają jej, pozostawiając za sobą szlak z zabitych ofiar. Kim jest Sara? Jakie wspomnienia chcieli usunąć lekarze? Czy im się udało? Ciekawych odsyłam do debiutanckiej powieści amerykańskiej blogerki, Kristen Lippert-Martin. "Tabula Rasa" to w założeniu thriller, a nawet technothriller dla młodzieży. A w rezultacie każdy miłośnik gatunku odnajdzie się w historii bez ograniczeń wiekowych. Sama jestem tego doskonałym przykładem.
"Wiemy, czy jesteśmy, ale nie wiemy, czym się możemy stać."
Autorka już od pierwszej strony intryguje czytelnika. Przedstawia nam swoją bohaterkę, ale nie odsłania całej jej przeszłości. Tak na prawdę nie wiemy o niej nic. Kim jest, ile ma lat, czym się zajmuje, czym się interesuje i najważniejsze pytanie co robi w ośrodku i dlaczego lekarze modyfikują jej pamięć? Co ważniejsze nawet Sara nie zna odpowiedzi na te pytania. Krok po kroku, razem z czytelnikiem odkrywa swoją przeszłość, aż brakujące elementy układanki powskakują na swoje miejsce. Jednak żeby dotrzeć do tego momentu, Sara musi zawalczyć o swoje życie. Uzbrojeni najemnicy mają tylko jedno zadanie- eliminacja. Po kierownictwem rudowłosej kobiety przeczesują kompleks i zamieniają go w ruinę. Na szczęście Sara znajduje sojusznika, w postaci młodego hakera Thomasa, który pomaga jej nie tylko w ucieczce ale i powiązaniu nitek: brutalnego ataku i swojej przeszłości. Co zmusiło dorosłych ludzi do ataku na bezbronnych nastolatków? Akcja powieści nabiera tempa niemal od samego początku, dając co jakiś czas wytchnienie na analizę zdobytych informacji, przemyślenie strategii i przegrupowania sił. Sara i Thomas na swojej drodze natykają się na niespodziewanych pacjentów, którzy otwierają im oczy na nielegalną działalność ośrodka, jego korupcyjną aktywność oraz na fakty, które całkowicie zmienią postrzeganie samych siebie. Bohaterowie przemyślanie scharakteryzowani. Tajemnicza Sara, z której wychodzi zbuntowana natura, waleczność, odwaga, brawura, heroizm, ale i ciepło, radość, miłość. Thomas to zabawny chłopak, niezwykle uzdolniony informatycznie. Jego rola jest pomagać i wspierać. Kristen Lippert-Martin dobrała ich tak, by się uzupełniali, by między nimi iskrzyło oraz żeby dali nadzieję, że nawet wobec przeciwieństw losu można odnaleźć bliskość, czułość, przyjaźń, wsparcie. W kontraście do nastolatków stoi postać rudowłosej bojowniczki- Evangeline Hodges. To kobieta zdeterminowana, bystra i zimna jak lód. Nie cofnie się przed niczym i nie odpuści póki nie wykona zadania. A Sara jest solą w jej oku. Finałowy pojedynek pomiędzy kobietami iskrzy jak fajerwerki na Nowy Rok. "Tabula Rasa" to powieść, która daje do myślenia. Medycyna rozwija się w zastraszającym tempie i stwarza możliwości coraz to nowej manipulacji organizmem człowieka. Modyfikowanie pamięci, wpływanie na obumieranie nerwów, przekazów neuronowych może prowadzić nie tylko w dobrym ale i złym kierunku. Stać się elementem przetargowym, korupcyjnym i wpływać na moralność, etykę i jakość życia, prowadzić do samozagłady. Przeczytajcie koniecznie :)
"Odebrane mi wspomnień niczego mi nie dało. Ani wolności, ani spokoju, ani niczego, co mógłbyś tam sobie wyobrazić. Uwierz mi, nie chciałbyś się czuć tak, jak ja się czuję. To coś koszmarnego."
"Tabula Rasa" Kristen Lippert-Martin, tł. Dorota Konowrocka- Sawa, YA!, Warszawa 2015
To oczekiwania, niewiadoma, strach pobudza ciągłe rozmyślania na jej temat. Równie częstym inicjatorem jest lektura, obraz science fiction, który pobudza wyobraźnię i generuje pytania. Co czeka ludzkość w przyszłości? Czy mechanizacja, robotyka, Sztuczna Inteligencja to właściwa ścieżka? Czy android jest w stanie przekazać kolejnym pokoleniom kaganek doświadczeń, zdobyczy, kultury?
Część odpowiedzi możemy znaleźć w debiutanckiej powieści angielskiego programisty i informatyka Williama Campbella Powella. Kolejne pytania powstaną wraz z przeczytanymi kartami i będą się mnożyć, aż do zdradliwego dygotania serca i pojawiającej się ukradkiem łzy wzruszenia i solidarności.
Akcja powieści "Data ważności" rozgrywa się w wiosce Green Zone niedaleko Londynu w 2049 roku. Jej bohaterką i jednocześnie narratorką jest Tanya Annette Deeley, córka miejscowego pastora. Kiedy ją poznajemy ma zaledwie jedenaście lat. Jednak świat, w którym przyszło jej żyć, przyspieszył jej proces dojrzewania i zmusił do obiektywnego spojrzenia na trudną, traumatyczną wręcz rzeczywistość.
"Dla dobra ludzkości ludzi są trzymani w niewiedzy na temat tego, ile wolności stracili."
Świat w 2049 roku to smutne miejsce, zniszczone czasem Niepokojów i wojen Sabińskich, a ludzkość została pozbawiona przywileju naturalnego rozmnażania. Tylko nieliczni zachowali płodność. Niewiele kobiet może donosić ciążę. Żeby zachować pokój, nie dopuścić do zamieszek i rozlewu krwi, parom sprzedaje się teknoidy, roboty łudząco przypominające ludzkie dzieci, z osiemnastoletnim terminem ważności. Po tym czasie teknoidy zostają utylizowane bądź oddane do recyklingu. Dla Tanyi, która dostrzegła w androidach człowieka te działania są barbarzyństwem i spróbuje wszystkiego, by zmienić ich los. Czy jej się uda?
Historia Tanyi i jej przyjaciół jest spisana w formie pamiętnika. To oczami jedenastolatki, a potem dojrzewającej panienki obserwujemy ten nowy świat pełen sprzeczności, moralnych zaułków, niesprawiedliwości. Doświadczamy także osobistej przemiany bohaterki, która z obojętnej dziewczynki zmienia się w nastolatkę, której zależy na poznaniu prawdy i dostrzeżeniu w mechanicznych dzieciach czegoś więcej niż tylko pociesznej zabawki, nieskomplikowanej rozrywki. Co więcej Tanya udowadnia, że człowieczeństwo to nie zbitek genów, żył pełnych krwi, ale świadomość swojego istnienia i celów, do których dążymy. Można być najprawdziwszym człowiekiem, ale marnować swój potencjał, snując się bezmyślnie z kąta w kąt. Można być maszyną i przeżywać, doświadczać świat każdym zmysłem, każdym oddechem, każdą cząsteczką.
"Życie zawsze szuka nowych opcji. Śmierć przeciwnie, stara się ogłupić cię i przekonać, że nie masz wyboru. Póki żyjesz dokonuj wyborów i zawsze staraj się, by te wybory wzbogaciły twój świat."
Teknoidy opisane przez Williama Campbella Powella wizualnie niczym nie różnią się od ludzi. Jedzą, śpią, żyją, uczą się, czują, płaczą, kochają. Dlaczego więc trzeba je ograniczać? Czy androidy mogą zepchnąć nas ze szczytu łańcucha pokarmowego? Czy człowiek, aż tak bardzo boi się o swoją pozycję? A może boimy się, że staną się bardziej ludzkie niż my sami?
Autor doskonale przedstawił wizję postapokaliptycznego świata. Zaznaczył ważne wydarzenia z historii, które wpłynęły na ten stan, wskazał punkty zapalne i skazał na godzące w ludzkość konsekwencje. Na ruinach tego, co znamy odbudował rzeczywistość, która jest sennym koszmarem lub tematem horrorów ze świata fantasy. Niby życie toczy się dalej, ale nie pozostały żadne złudzenia.
William Campbell Powell bardzo sumiennie prowadził dziennik Tanyi i modyfikował go wraz z jej dorastaniem, zdobytymi doświadczeniami, uzmysłowieniem prawdy. Wzbogacał go także o wspomnienia, ocenę, przemyślenia, twórczość własną, emocje... Przez co uczynił historię bardzo realną, a wydarzenia spójnie i z narastającym napięciem prowadzą do mocno poruszającego finału.
Bohaterzy "Daty ważności" są mieszaniną gatunków. Poznajemy punkt widzenia teknoidów, ostatnich ludzkich dzieci, naukowców, wystraszonych rodziców, pełnych pasji nauczycieli, melancholijnych artystów i pastora, który odważył się pojedynkować z wielkim koncernem informatycznym. Autor udziela im głosu i nie podważa praw do istnienia.
"Data ważności" to bardzo udany, przemyślany, dopracowany debiut. Do tego stawia ważne pytania dotyczące człowieczeństwa.
"Data wążności" William Campbell Powell, tł. Maciej Franaszek, Uroboros, Warszawa 2014
Co w dzisiejszym świecie może jeszcze zaskoczyć człowieka? Załamanie rynku finansowego, kryzys gospodarczy, katastrofy, siła żywiołów, wojna? Tego wszystkiego my, jako rodzaj ludzki, doświadczamy od wielu lat, stuleci, epok. Radzimy sobie z nimi raz lepiej, innym razem gorzej. Jednak co najważniejsze, z każdą kolejną katastrofą poznajemy je bardziej, co pozwala lepiej nad nimi panować. Więc co może nas jeszcze zaskoczyć? Kosmiczna inwazja! Chyba tylko wobec niej jesteśmy tak naprawdę bezradni. To co nieznane, nieodkryte, nie zbadane może wprowadzić nas w osłupienie i sparaliżować strachem. W dalszym ciągu nie udaje się udowodnić życia poza ziemskiego. A jeżeli takie istnieje, to jak się zachowa w obliczu spotkania z ziemską cywilizacją. Będzie zielonym ludzikiem, oślizgłym robalem czy istotą, esencją istnienia? Będzie łagodnym gościem czy zmiecie życie z powierzchni ziemi nowymi technologiami lub zdolnościami niepojętymi dla Ziemianina?
"Piąta fala" przedstawia jeden ze scenariuszy takiego międzyplanetarnego spotkania. Jak i czym się ono zakończy dla człowieka?
Pierwsza fala- Ciemność. Uderzenie impulsem elektromagnetycznym pozbawia ludzkość elektryczności, łączności, transportu. Ginie pół miliona ludzi... Druga fala- Powódź. Podczas globalnego tsunami giną kolejne miliony ludzkich istnień... Trzecia fala- Zaraza. Ptaki na całej kuli ziemskiej roznoszą chorobę, która w trzy miesiące zabija dziewięćdziesiąt siedem procent "tych, którzy mieli pecha i nie zginęli podczas dwóch pierwszych fal"... Czwarta fala- Uciszacze. Kosmiczne jednostki próbujące wymordować tych co jeszcze pozostali...
"Pierwsza fala cofnęła nas do osiemnastego wieku. Następne dwie cisnęły nas z powrotem do neolitu. Znów byliśmy łowcami i zbieraczami. Koczownikami. (...) Ale wciąż nie straciliśmy nadziei. Jeszcze nie. Wciąż było nas wystarczająco wielu, żeby walczyć."
Na całej okupowanej planecie pozostała garstka ludzi, którzy nie poddają się, próbują przetrwać, żyć jak najdłużej. Nie rozumieją postępowania obcych. Pragną zagłady ludzkości ale dbają o środowisko naturalne planety...Dlaczego? Jakie mają zamiary? Niektórzy mobilizują się, a inni na własną rękę przeciwstawiają się kosmicznemu terrorowi. Nie wiedzą, że nadchodzi Piąta fala...
Historię kosmicznej inwazji poznajemy za pomocą głosów kilku bohaterów: Cassie, Bena- Zombie, Sammy'ego- Nugget, Evana- Uciszacza. Narratorem wiodącym jest Cassie, a pozostali uzupełniają opowieść swoimi przeżyciami i doświadczeniami. Taki sposób narracji sprawdził się znakomicie. Otrzymujemy pełny obraz zaistniałych wydarzeń, z każdego miejsca i z różnych pozycji. Jesteśmy i w obozie uchodźców, w tajnej bazie wojskowej szkolących nowych rekrutów, a także słyszymy głos z obozu wroga. I choć Rick Yancey pozwala nam wszędzie zaglądnąć, wszystko poznać to nie zdradza najważniejszego. Nie pozwala odgadnąć zamiarów obcej cywilizacji. Każde rozwiązanie jest tylko przypuszczeniem, możliwym scenariuszem.
Tylko dzięki Cassie poznajemy trudy przetrwania podczas każdej z czterech fal. Drobiazgowo opisuje co działo się z nią i jej rodziną. Dzięki niej poznajemy także skutki inwazji na całym świecie, choć to już tylko pobieżnie. Dowiadujemy się jak ci co przeżyli znajdują pożywienie, jak wygląda codzienność, rzeczywistość, czego brakuje, co jest ważne, czy możliwe są cieplejsze ludzkie relacje, jakie są są ich plany na przyszłość i czy w ogóle w nią wierzą.
Każdy z narratorów- bohaterów musi radzić sobie z własnym strachem i obawami przed przyszłością. To młodzi ludzie, dzieci, które w jednej chwili musieli ukształtować się, rozwinąć, dojrzeć. Zagubieni, pozbawieni opieki, pozostawieni sami sobie i zdani tylko i wyłącznie na własne siły rozpoczynają śmiertelny pojedynek. Śmierć budzi przerażenie, a dla nich staje się codziennością a po pewnym czasie nawet jej nie zauważają i nie przywiązują do niej większej uwagi. Teraz to życie budzi strach...
Przerażająca jest wizja dzieci udających się na wojnę, szkolonych do bezwzględności, do zabijania. Im młodszy rekrut tym cenniejszy sojusznik...Metody szkoleniowe burzą krew i jeżą włos na głowie...Duże wrażenie robią także próby manipulacji i pranie mózgu...
Autor znakomicie stopniuje napięcie, szarpie nerwy niedomówieniami ale pozwala także czytelnikowi na własne rozważania i snucie spiskowych teorii. Akcja jest wartka, dynamiczna i pełna zwrotów. Nie wiadomo jak zakończy się dana scena, jakie przyniesie skutki i konsekwencje. Jest nieodgadniona i tajemnicza.
"Piata fala" to powieść science fiction, dotyka tamatyki kosmosu, obcej cywilizacji, nowych technologii, zagłady ludzkości i porusza również wątki szkolenia wojskowego. Zaskoczyło mnie to, że autor użył języka prostego, zrozumiałego i przystępnego nawet dla takiego laika jak ja. Czytając książkę czułam się doskonale, nie musiałam się zastanawiać nad trudną i techniczną terminologią gdyż nic takiego nie znalazło się na jej kartach.
Któryś z blogerów przyrównał "Piątą falę" do kultowych już powieści: "Intruz" Stephenie Meyer i "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins, gdzie prym wiedzie wojownicza nastolatka zdecydowana na wszystko. Absolutnie się z tym zgadzam, z tym że ja dołączyłabym do tego zestawu także "Angelfal" Susan Ee. Podobieństwo kształtuje się w uprowadzeniu dziecka, dziewczynie, która wyrusza w paszczę lwa by uratować swoje rodzeństwo oraz niebezpieczeństwu, zagrożeniu, które przyszło z nieba. Nie twierdzę, że jest to bezsensowne powielanie znanych schematów ale umiejętne połączenie ich w nowej, przerażającej wizji postapokaliptycznego świata.
W "Piątej fali" znalazło się również miejsce na wątek romansowy. Jest delikatny, opisany ze smakiem. To pierwsze doświadczenia miłosne pomiędzy młodymi ludźmi, którzy nie zasmakowali do tej pory w poważnych związkach. Pierwsze przytulenie, nieśmiałe pocałunki...Nie jest pozbawiony rozterek, problemów, niezrozumienia, wahania, strachu i kontrowersji. Jednak czy kosmiczna inwazja to czas na miłość?
"Piąta fala" to pierwszy tom sagi o kosmicznej inwazji. Wkrótce także będzie można oglądnąć ekranizację książki. Czekam z niecierpliwością i na film i na kontynuację powieści.
Podsumowanie
Plusy:
- wybitna w gatunku książek science fiction, dystopii i antyutopii
- mieszana narracja i wielu narratorów
- różnorodni młodzi bohaterowie, których kosmiczna katastrofa kształtuje, rozwija i zmusza do dojrzałości
- wartka akcja pełna zwrotów
- krótkie, dynamiczne rozdziały dostosowane do narratora
- przerażająca relacja z inwazji z kosmosu
- postapokaliptyczna wizja świata
- tajemnicza, przerażająca, zmuszająca do refleksji
- dokładna, spójna, doskonale przemyślana
- trwa ekranizacja książki
Minusy:
- brak!!!
Jednym zdaniem:
Wspaniała, doskonała i rewelacyjna książka!!!
Rick Yancey "Piąta fala", tł .Marcin Wróbel, Otwarte, Kraków 2013
6/6
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Moniki reprezentującej wydawnictwo Otwarte :)))) Dziękuję za zaufanie :)
Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.