Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DużeKa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DużeKa. Pokaż wszystkie posty

Umrzeć po raz drugi, Tess Gerritsen


Tess Gerritsen to moja ulubiona autorka thrillerów medycznych. Dlatego jej najnowszą powieść "Umrzeć po raz drugi" musiałam przeczytać tak szybko, jak było to możliwe.

Jane Rizzoli dostaje wezwanie do jednego z domów na bostońskim przedmieściu, w którym zostały odnalezione oprawione zwłoki znanego w świecie myśliwych preparatora zwierzęcych zwłok, Leona Gotta. W toku śledztwa okazuje się, że na terenie całego kraju zostały opisane podobne zbrodnie. Kim jest seryjny morderca i w jaki sposób wyszukuje swoje ofiary? Jeden z tropów prowadzi do Botswany, gdzie w niejasnych okolicznościach zaginęła grupa wycieczkowiczów, w tym syn Gotta...

Zawsze podążaj za muchami. One wiedzą, gdzie serwowany jest obiad.

Uwielbiam sztandarowy duet autorki, a mianowicie Rizzoli- Isles. Jednak w tym przypadku coś nie zagrało i na początku nie umiałam odnaleźć się w zaproponowanej historii. Muszę zdradzić, że akcja rozgrywa się na dwóch przestrzeniach czasowych i dwóch kontynentach. W pierwszym rozdziale poznajemy kulisy wspomnianej wcześniej wycieczki. Grupka amatorów mocnych wrażeń wybiera się na Safari, by z bliska móc obejrzeć polujące dzikie koty i poczuć adrenalinę, której brakuje im w życiu prywatnym. Jednak coś jest nie tak i zaczynają ginąć ludzie.  Bez ostrzeżenia przenosimy się do Bostonu gdzie listonosz zauważa w oknie golden retrievera z ludzkim palcem w pysku. Na miejsce zbrodni przyjeżdża Jane Rizzoli. I dopiero w tym miejscu poczułam, że wkraczam na znajomy teren. I dopiero w tym miejscu coś zaskoczyło, a ja zaczęłam pochłaniać lekturę nie zwarzając na upływający czas.

Tess Gerritsen potrafi zamieszać czytelnikowi w głowie i nie pozwolić mu zbyt łatwo rozszyfrować kryminalną intrygę. Można zachodzić w głowę, co oprócz rodzinnego powiązania łączy zaginięcia w Afryce, a brutalnym morderstwem w USA, a i tak będziesz daleko od właściwego rozwiązania. I za to lubię książki tej autorki. Za umiejętność trzymania w niepewności, w niecierpliwości, w niewiedzy, w napięciu.

Każda kobieta, brzydka czy piękna, jest jedynie zbiorem organów, w opakowaniu z ciała i kości.

Jak w każdej powieści tej amerykańskiej pisarki, trup sypie się gęsto, który tylko z pozoru nie ma nic wspólnego ze sprawą, ale w rozrachunku znacząco wpływa na rozwiązanie zagadki. Wytrawna detektyw Rizzoli podejmie każdy krok, każde wyzwanie byle jak najszybciej odnaleźć zabójcę, a zdystansowana i chłodna w relacjach Isles, wiernie jej w tym sekunduje odzierając z tajemnic kolejne zwłoki. Dynamiczne zwroty akcji kompletnie zmieniają tor wydarzeń, zagęszczają atmosferę i przyspieszają, i tak gnające na łeb i szyję, tętno, bicie serca...

Choć  książka "Umrzeć po raz drugi" zapowiadała się na kompletne rozczarowanie, okazała się przewrotną lekturą zarówno jeśli chodzi o treść, jak i towarzyszące jej emocje. Idealna dla lubiących zaskoczenia oraz obowiązkowa dla fanów Tess Gerritsen, Jane Rizzoli i Maury Isles :)





"Umrzeć po raz drugi" Tess Gerritsen, tł. Jerzy Żebrowski, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2015





Recenzja napisana dla serwisu DużeKa :)




Czytaj dalej...

Przedpremierowo: Aplikacja, Lauren Miller



Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża.

Najnowszy program nauczania powoli zabija świadomość i samodzielne myślenie. Uproszczone podręczniki, wiedza wtłoczona w schemat, testy pisane pod klucz, a do tego wzrost popularności smartfonów, tabletów i aplikacji nie tchnie nadzieją i nie nastraja optymistycznie. Niestety, to nasza przyszłość...

Lauren Miller w "Aplikacji" idzie o krok dalej i uzależnia ludzkość od techniki, technologii tak głęboko, że intuicja, wewnętrzny głos sumienia, nazwane Zwątpieniem jest traktowane jak choroba oraz jest podstawą do społecznego ostracyzmu i eliminacji.

Jest rok 2032. Poznajemy szesnastoletnią Rory, która rozpoczyna naukę w elitarnej Akademii Theden, która gwarantuje swoim absolwentom świetlaną przyszłość. Warunkiem jest ślepa wiara i zaufanie. Pewne wydarzenia podważają wiedzę, odczucia Rory. Spadają z oczu klapki i ukazują całą hipokryzję i manipulację, której macki sięgają w każdy zakątek globu. Czy uda się ocalić ludzkość nieświadomą czyhającego zagrożenia?

Po raz kolejny losy ludzi są w rękach nastolatków. Na szczęście są to dzieciaki bystre, odważne, empatyczne i gotowe na ryzyko w imię przyjaźni, miłości i innych wartości godnych zachowania, powielania. Rory, a właściwie Aurora, jest szesnastoletnią mądralą, która uwielbia się uczyć oraz nie wyobraża sobie świata bez  swojego osobistego handheld' a i popularnego oprogramowania Lux. Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, że głównym dowodzącym jest jej aplikacja, która dokonuje za nią wyborów od godziny, o której wstaje, poprzez kompletowanie  ubrania, po kompozycję składników żywieniowych, propozycje wydarzeń kulturalnych i dobór przyjaciół. Kiedy dziewczyna zaczyna słyszeć wewnętrzny głos, musi zweryfikować poglądy i uporządkować hierarchię wartości. Pomaga jej w tym North, zbuntowany barista z pobliskiej kawiarni. Najpierw staje się powiernikiem szkolnych rozterek, by za chwilę stać się kimś ważnym, bliskim sercu i kompanem w niełatwej rozgrywce. 

Mnie natomiast gemini służyło do wszystkiego. Mój kalendarz, moje plany, mój profil na Forum, playlisty i książki – wszystko to pragnęłam mieć pod ręką, zawsze. Potrzebny był mi też, oczywiście, Lux, dzięki któremu moje życie szło gładko. Radziłam się tej apki co najmniej tysiąc razy na dzień. W co powinnam się ubrać? Gdzie usiąść? Kogo zaprosić na połowinki? Wszystkie decyzje, które wydawały się ważne, i pewnie całe mnóstwo nieistotnych.

W opisanej historii doskonale odnajdą się nastolatki bo to ich życie zostało opisane w "Aplikacji". Znajdziecie tu wszelkie nastoletnie problemy, wybór kierunku nauki, nieporozumienia z nauczycielami, zawieranie przyjaźni, pierwsze miłosne emocje. Lauren Miller sięgnęła także po tematy trudniejsze, cięższe tj.: poszukiwanie w przeszłości własnych korzeni i tożsamości, dorastanie bez matczynej opieki, czy poruszająca bliskość ojca i córki. Te zdawałoby się poboczne wątki są doskonałą kanwą pod międzynarodową, światową manipulację, w której główną rolę odgrywa coraz to bardziej nowoczesna technika i ewolucja technologii w zatrważającym kierunku.

Oboje tkwiliśmy w klatkach przeciętności. Twoja była w Seattle, moja w Bostonie. I oto jesteśmy tutaj. W drodze ku czemuś o wiele lepszemu.

"Aplikacja" to powieść z wartką akcją, tajemnicą i intrygą skierowaną do młodego czytelnika. Jestem pewna, że porwie ich opowieść rozgrywająca się w niedalekiej przyszłości. 






"Aplikacja" Lauren Miller, tł. Jarosław Irzykowski, Feeria, Łódź 2015





Recenzja napisana dla serwisu Duże Ka :)




Czytaj dalej...

Strażniczka opowieści, Lisa Wingate

Lise Wingate na dobre zadomowiła się na polskim rynku wydawniczym. To już kolejna książka, w której czytelnicy mogą się zanurzyć w emocjach oraz  pławić w dobrze skonstruowanej i napisanej historii. 

Jen Gibbs rozpoczyna pracę w prestiżowym wydawnictwie Vida House Publishing. Znajduje na swoim biurku stary rękopis. Opowieść anonimowego pisarza jest tak wciągająca, tak poruszająca, że Jen postanawia poruszyć niebo i ziemię by dotrzeć do autora, zdobyć kolejne strony powieści i zgodę na publikację. Okazuje się, że tekst pochodzi z miejscowości, w której żyła, dorastała i uciekła. Czy przeszłość będzie miała wpływ na jej pracę, a może romantyczna ale bezwzględna historia unormuje jej relacje z rodziną?

Jen Gibbs pochodzi z małej miejscowości w Karolinie Północnej. Zdobycze technologiczne i cywilizacyjne docierają tam z opóźnieniem, a nad społecznością czuwają Święci Bracia, którzy dbają o moralność w kręgu swoich wyznawców i podtrzymują iluzję raju, w którym mężczyzna dzierży berło i koronę, a kobieta musi mu służyć. W tej zamkniętej, hermetycznej wspólnocie kultywuje się patriarchalizm, lenistwo mężczyzn oraz pracę ponad siły dla kobiet oraz dzieci. Jen przed laty udało się uciec i spełnić marzenia o edukacji, o samowystarczalności, o samostanowieniu, o niezależności i swobodzie. Jej siostry nie były na tyle odważne i pozostały "służącymi" w domu swojego ojca. W XXI wieku takie społeczności szokują i zmuszają do głębokich refleksji. Co kieruje ludźmi, którzy dzierżą władzę i nie pozwalają na osobisty rozwój, co zatrzymuje ludzi w takim środowisku i nie pozwala na ucieczkę?

Podróż za książką jest dla Jen szansą na pogodzenie się z bliskimi ale i uświadomieniu sióstr, że za granicą ich miejscowości jest życie, którego nie znają, dającym wiele możliwości, szansę na pełną samodzielność, kształcenie umiejętności, rozwijanie pasji. Czy jej misja jest z góry skazana na niepowodzenie, a może uda jej się zasiać ziarno niepewności w głowach swoich uzależnionych, zastraszonych, zdominowanych sióstr?

"Strażniczka opowieści" to powieść w powieści. Jen znajduje stary rękopis, a jej intuicja podpowiada, że książka ma szansę stać się bestsellerem. Musi zdobyć całość historii i zgodę na publikację. Nie będzie to łatwe bo nie zna nazwiska autora. Ma jedynie stempel pocztowy. Jen podejrzewa kto mógłby stać za rękopisem, ale dostęp do tej osoby jest niezwykle trudny. 

Czego dotyczy historia, która zaintrygowała Jen? To losy dziewczyny należącej do ludu Melungów. Kim są Melungowie i czy naprawdę istnieli? Tak. "Melungowie byli potomkami mieszanych małżeństw zawartych pomiędzy portugalskimi rozbitkami lub tureckimi marynarzami, zbiegłymi niewolnikami, a rodzimą ludnością. (...) Melungowie i ich potomkowie pozostają jedną z najbardziej tajemniczych kultur na świecie. Łączyli w sobie trzy rasy- białą, afroamerykańską i indiańską". Cierpieli z powodu uprzedzeń, byli prześladowani, dyskryminowani z powodu niewiedzy, błędnych informacji, stereotypów. Żyli w izolacji, często ukrywając swoje korzenie.

Tam gdzie jest życie, jest nadzieja.

Lisa Wingate maluje słowem. W jednej chwili przenosi z fotela w odległe, niezmierzone tereny Karoliny Północnej i surową scenerię Appalachów. Rzuca w środek fascynującej historii i nie pozwala się z niej otrząsnąć przez długi czas. Jen, Evan, Sarra i Rand jawią się niczym realne postaci, które można zobaczyć, poczuć, być z nimi, nimi, obok nich. To rewelacyjne doświadczenie. Być jednocześnie w dwóch wymiarach i z każdego czerpać maksimum satysfakcji. Autorka bardzo ciekawie połączyła historie i równocześnie zachowała pomiędzy nimi wyraźną granicę.

Kontrowersyjny temat zacofanych, hermetycznych społeczności i intrygująca historia Melungów daje pełną, zharmonizowaną kompozycję pełną emocji, tematów do rozważania i dyskusji. 

"Strażniczkę opowieści" polecam miłośnikom romantycznych, tajemniczych opowieści oraz tym, którzy doszukują się w powieściach brutalnej prozy życia.




"Strażniczka opowieści" Lisa Wingate, tł.Iwona Janiak, Święty Wojciech, Poznań 2015




Recenzja napisana dla DużeKa :)



Czytaj dalej...

Łączniczki. Wspomnienia z Powstania Warszawskiego, Maria Fredro- Boniecka, Wiktor Krajewski


W okolicach ważnych rocznic dla historii Polski wydawnictwa prześcigają się w publikacjach przypominających o tamtych czasach i wydarzeniach.

1 sierpnia minęła 71 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Dla wielu Polaków ten dzień to nie tylko data z podręcznika historii, to żywy dowód pamięci i hołdu oddanego odważnym żołnierzom Armii Krajowej, ochotniczym Powstańcom, harcerzom i ludności cywilnej, którzy postanowili wziąć w swoje ręce losy ukochanego kraju i przywrócić mu należną wolność. Autorzy tacy jak Maria Fredro- Boniecka i Wiktor Krajewski podtrzymują płomień patriotyzmu i przypominają sylwetki bohaterów zapomnianych, pomijanych w szarzyźnie codzienności.

"Łączniczki" to opowieść o dzielnych dziewczynach, które na równi z mężczyznami ruszyły do walki o suwerenność swojej ojczyzny i wolność dla swoich krajanów oraz przyszłych pokoleń. Nie obawiały się postawić na szali młodości, przyszłości, życia.

W wojnie nie chodziło o patos, o bohaterstwo. Wojna była ogromnym dramatem. Zarówno dla dorosłych z doświadczeniem (...) jak i dla nas , podówczas młodzieży. Z dnia na dzień zawalił się świat, który wydawał się jedynym możliwym. Wszystko się zmieniło.

Balbina Szymańska- Ignaczewska przed wojną wychowywała się w Kole w zamożnej rodzinie. Podczas okupacji kolportowała prasę podziemną. Potrafiła zachować zimną krew, dobrze kłamała. Te cechy nie raz uratowały jej życie. W chwili wybuchu Powstania Warszawskiego miała 18 lat. Jej pseudonim "Basia", należała do batalionu "Oaza".

Jolanta Mirosława Zawadzka- Kolczyńska uczęszczała do elitarnej szkoły dla panien z dobrego domu. Jej koleżankami z ławki były Jadwiga Piłsudska, wanda Chotomska czy siostry Branickie. W czasie wojny przewoziła broń partyzantom, była strzelcem i łączniczką. W chwili wybuchu Powstania Warszawskiego miała zaledwie 16 lat. Jej pseudonim "Klara", była łączniczką dowódcy 6. kompanii w Zgrupowaniu "Chrobry II".

Wanda Traczyk- Stawska była harcerką z powołania, córką legionisty. Walkę z wrogiem uważała za swój obowiązek. Podczas okupacji roznosiła wyroki szmalcownikom i volksdeutschom oraz kolportowała prasę. Jej pseudonim "Pączek", łączniczka- strzelec oddziału osłonowego Wojskowych Zakładów Wydawniczych, będącego oddziałem dyspozycyjnym gen. "Montera".

Bronisława Romanowska- Mazur była łączniczką w służbie zdrowia oraz organizowała kursy sanitarne. W chwili  wybuchu Powstania Warszawskiego miała 18 lat. Pisała wiersze, które "stały się świadectwem tamtego okrutnego czasu". Jej pseudonim "Sosna", drużyna "Las", "Ul- Puszcza", "Rój Tom", PW szpital powstańczy w Legionowie, I Rejon VII Obwodu "Obroża" Okręgu Warszawskiego AK.

Barbara Wilczyńska- Sekulska w konspiracji służyła razem z mamą. Roznosiły tajną prasę, dokumenty i broń. W chwili wybuchu Powstania Warszawskiego miała 17 lat. Jej pseudonim "Penelopa", była łączniczką i sanitariuszką Batalionu "Kiliński", IV kompanii "Watra".

Teresa Kuklińska- Tyrajska była harcerką, gdzie przeszła kurs sanitarny i zajmowała się pomocą przy transporcie paczek dla więźniów Pawiaka. W chwili wybuchu Powstania Warszawskiego miała 17- 18 lat. Jej pseudonim "Basia", należała do Batalionu "Oaza".

Krystyna Królikiewicz- Harasimowicz w konspiracji przewoziła meldunki, kolportowała prasę. Dzięki swojemu urokowi osobistemu i talentowi gry aktorskiej nie raz wyszła cało z opresji. W chwili wybuchu Powstania Warszawskiego miała 23 lata. Jej pseudonim "Kryśka".

Maria Stypułkowska- Chojecka już jako trzynastolatka bardzo chciała walczyć z wrogiem. W tym celu zapisała się do harcerstwa. W chwili wybuchu Powstania Warszawskiego miała 18 lat. Jej pseudonim "Kama", należała do Batalionu "Parasol".

Zofia Słojkowska- Krajewska "do konspiracji przystąpiła, gdyż chciała mieć poczucie, że nie siedzi bezczynnie. Wojna była dla niej tak ogromnym stresem, że w wieku 16 lat osiwiała." W chwili wybuchu Powstania Warszawskiego miała 16 lat. Jej pseudonim "Nelly".

Po straszliwej okupacji powstanie było dla nas momentem, kiedy poczuliśmy się wolnymi ludźmi. Ci, którzy nigdy nie utracili poczucia wolności, nie zdają sobie sprawy, jaką ma ono wartość. Trzeba młodym przekazywać, że człowiek bardziej niż jedzenia i warunków materialnych potrzebuje wolności.

Tych dziewięć nazwisk to dowód odwagi i bohaterstwa. Gdy rozpoczęła się wojna były beztroskimi dziewczynkami, których jedynym zadaniem była nauka, pomoc rodzicom i dobre zachowanie. Bestialstwo, okrucieństwo okupanta zmusiło je do szybszego dojrzewania i podejmowania decyzji, które ważyły na całym ich przyszłym życiu. Dziewczęta były świadkami codziennej brutalności nazistów, bezsensownej śmierci.  Nie umiały się z tym pogodzić, nie chciały się z tym pogodzić. Patriotyczne wychowanie, miłość do ojczyzny, ból bezsilności i obrazy niewyobrażalnego cierpienia wymusiły chęć przystąpienia do walki, do próby odzyskania dawnego życia i wolności.

W czasie powstania nie bałam się własnej śmierci. Byłam przygotowana na nią w każdej chwili.

"Łączniczki" to książka, która powstała z wielogodzinnych rozmów. Zawiera wspomnienia bohaterów tamtych czasów, a ich pamięć jest okrutnie żywa. Powstanie Warszawskie to pandemia ekstremalnych przeżyć gdzie zwykłe codzienne życie, radość, śmiech, przyjaźń, miłość mieszały się z niewyobrażalnym bólem, cierpieniem, łzami, rozpaczą, głodem, śmiercią. 71 lat temu Polskę wziął w objęcia strach, wojna, armagedon, ale dzięki ofierze Balbiny, Jolanty, Wandy, Bronisławy, Barbary, Teresy, Krystyny, Marii i Zofii możemy korzystać ze swoich praw, żyć w spokoju, cieszyć się wolnością.

Człowiek z biegiem czasu zaczyna kamienieć w środku i staje się odporny na to, co dzieje się wokół niego.

"Łączniczki" to połączenie biografii, wspomnień i archiwalnych zdjęć. Każda z bohaterek przemawia własnym głosem i opisuje wydarzenia, których była świadkiem. Te osobiste, nacechowane emocjonalnie zwierzenia trafiają prosto w serce i powodują wzruszenia trudne do powstrzymania.

Przy takiej poruszającej publikacji trudno oceniać walory estetyczne. Jednak chciałabym napisać kilka słów. Książka od razu ujęła mnie okładką, z której spogląda na nas błękitnooka żołnierka z charakterystyczną biało- czerwoną opaską. W środku natomiast znajdziecie wspomnienia
"Łączniczek" to odrębnych rozdziałach. Autorzy w skrócie przedstawiają biografię bohaterek i nie zapominają o powojennym losie. Nie ingerują w tekst, nie interpretują go, nie oceniają, nie porównują. Nie spodobała mi się ogromna czcionka, która sztucznie zwiększa objętość. Wolałabym także żeby fotografie były posegregowane i przypasowane do konkretnych wspomnień. Oczekiwałam, że poznam więcej szczegółów z powstańczej rzeczywistości i niebezpieczne zadania, jakie były powierzane łączniczkom. Co nie do końca zostało spełnione.

"Łączniczki" zachęcają do poszukiwań, rozbudzają ciekawość i przypominają o odwadze kobiet, które były świadkami historii.



"Łączniczki. Wspomnienia z Powstania Warszawskiego", Maria Fredro- Boniecka, Wiktor Krajewski, W.A.B., Warszawa 2015





Recenzja napisana dla serwisu DużeKa :)))





Czytaj dalej...

Sklep w Paryżu, Maxim Huerta

Całkowicie zmienić swoje życie można na każdym jego etapie, w każdym wieku, niezależnie od sytuacji, miejsca i czasu. Najważniejsze jest pozwolić ponieść się natchnieniu i pozwolić dojść do głosu swojemu przeznaczeniu.

Teresa Espinosa pod wpływem nagłego impulsu kupuje w antykwariacie stary, paryski szyld sklepowy. Ten niekontrolowany zakup pozwala odbić się od dotychczasowego życia i rozpocząć diametralne zmiany i spełnianie skrytych marzeń. Opuszcza Hiszpanię, osiedla się w Paryżu i w słynnej dzielnicy Montparnasse otwiera mały sklepik. Teresa odkrywa, że stary szyld, lokal i Paryż łączy się z pewną postacią, która w okresie międzywojennym była modelką znanych malarzy, obiektem westchnień Modigilianiego i podopieczną niedoścignionej Coco Chanel. Kobieta podąża śladem Alice Humbert i odkrywa prawdziwy powód swojej impulsywnej eskapady.

Teresa przez długi okres swojego życia była marionetką w rękach swojej apodyktycznej ciotki. Zachowywała się, ubierała, mówiła pod dyktando, a emocje, uczucia trzymała na wodzy, w ukryciu, w sekrecie. Jej życie do pewnego momentu było czarno- białe pozbawione koloru, pasji, szczęścia. Dopiero przypadek, nagły impuls i stary szyld porusza zaśniedziałe trybiki jej wnętrza. Kobieta zaczyna zastanawiać się nad sensem swojego istnienia i wyrywa się z szablonu stworzonego na miarę. Odważna decyzja, mocne postanowienie i chwilowe szaleństwo prowadzi ją do opuszczenia ojczyzny i podróży w nieznane z małą wskazówką, natchnieniem, przeznaczeniem w drżących rękach.

W Paryżu, niewielkim, zapomnianym, zatęchłym sklepiku odnajduje swoje miejsce na ziemi ale i plik czarno- białych zdjęć, tajemniczą kobietę i dekadencki, hedonistyczny świat artystycznej bohemy, jazzu, hektolitrów szampana, oparów ciężkich francuskich perfum zmieszanych z gęstą mgłą papierosowego dymu. Teresa odnajduje nić porozumienia, więzi, wrażliwości, jedności. Obie odważyły się zmienić swoje życie, podążyć za marzeniem i poszukać szczęścia, spełnienia w miejscu które podpowiada serce, a nie rozum.

Maxim Huerta zabiera nas w szalone lata 20 XX wieku. Tu chaosu, atmosfera skandalu, bezwstydu zjawiskiem niezwykle pożądanym. W świecie bez zahamowań, poza prawem, w środku nieustającego przyjęcia rozgrywają się wydarzenia ważkie, decydujące o całym życiu: rodzina,miłość, śmierć, pożądanie, zazdrość, tęsknota, żal, smutek, ambicja.

Autor doskonale oddał klimat tamtych czasów i atmosferę Paryża w okresie międzywojennym. To na Montparnasse rozgrywały się najważniejsze wydarzenia, tam człowiek wyrastał na gwiazdę i spektakularnie upadał, to między innymi tam Coco Chanel dopinała interesów, odnajdywała partnerów biznesowych, pracowników, modeli. Montparnasse była centrum artystycznego świata, sławy, dekadencji i wzniosłych uczuć.

"Sklep w Paryżu" nie należy do łatwych książek, ale z pewnością na długo zostaje w pamięci. To zasługa ogromnego zaangażowania autora w poszukiwania materiałów do książki, prawdziwego sklepiku wokół, którego osnuta została opowieść, barwne postaci i styl, który w poetyckich porównaniach zawiera całą paletę emocji i doświadczeń.

Maxim Huerta zachęca czytelnika do poszukiwania swojego miejsca na ziemi i odważnej realizacji własnych pasji. Za pomocą Teresy i Alice pokazuje jak ważna w życiu jest miłości jak łatwo można ją zagubić w gąszczu codziennych pokus.







"Sklep w Paryżu" Maxim Huerta, tł. Agata Ostrowska, Marginesy, Warszawa 2015




Recenzja napisana dla serwisu DużeKa :)




Czytaj dalej...

Odnaleziony, Harlan Coben


"Wszystko zmieniło się w jednej chwili. Nauczyłem się w bolesny sposób, że nasz świat nie rozpada się powoli. Nie sypie się stopniowo ani nie kruszy na malutkie kawałki. Może zostać zniszczony w mgnieniu oka."

Uporządkowany świat  szesnastoletniego Mickeya rozsypał się jak domek z kart. W tragicznym wypadku samochodowym ginie jego ukochany ojciec, a matka trafia na odwyk. Chłopak zostaje zmuszony do zamieszkania z wujkiem, którego nie zna, a nawet nie lubi. Kiedy jego życie powoli wraca do ładu i harmonii zostaje zwerbowany do tzw. Schroniska Abeona, który ratuje dzieci przed niebezpieczeństwami płynącymi ze świata dorosłych. Jedna z opiekunek sugeruje nastolatkowi, że jego ojciec nie umarł. Mickey nie wie czy to okrutny żart czy bełkot wariatki. Postanawia to sprawdzić. W prywatnym śledztwie pomagają mu przyjaciele.



"Odnaleziony" to trzecia część serii o Mickey' u Bolitarze, bratanku sztandarowej postaci książek Harlana Cobena i skierowana szczególnie do młodzieży. Bohaterem jest doświadczony przez los nastolatek, z którym młodsza część czytelników doskonale się utożsami. Mickey nie należy do tak zwanych populersów. Choć jest wyśmienitym koszykarzem (jak jego wujek :)) to na swoją pozycję musi ciężko zapracować. Nowa szkoła i wejście w nowe środowisko jest dla niego trudnym przeżyciem zwłaszcza, że dopiero co stracił oboje rodziców. Również zamieszkanie z nielubianym wujkiem i rodzinne konflikty nie ułatwiają mu życia. Odskocznią od trudnej codzienności jest Schronisko Abeona i coraz bardziej wymagające zadania.


Ten, kto zna twórczość Cobena dobrze zna jego styl. Autor najpierw z grubsza nakreśla intrygę, a potem przez wiele stron kręci, kluczy i próbuje wywieść czytelnika w pole. Tak jest i tym razem ale zagadka jest bardziej stonowana i dopasowana do odbiorcy, którym jest młodzież. Mamy więc do czynienia z internetową znajomością, tajemniczym zaginięciem nastolatka i aferę dopingową w drużynie koszykarskiej. Harlan Coben dostosowuje powieść  również pod względem językowym, który jest bardziej potoczny, beztroski, impulsywny i entuzjastyczny, nieskomplikowany, tak jak bohaterowie książki. Ema- ousiderka, gotka z nadwagą ale wielkim sercem, Łyżka- indywidualista, geniusz, miłośnik musicali i Rachel cheerliderka z sekretną misją. Razem tworzą drużynę, której nie straszni są gangsterzy, dilerzy narkotykowi czy płatni zabójcy. Doskonale radzą sobie w sytuacjach stresowych i wychodzą cało niemal z każdej opresji. Ale dla Mickeya najważniejsza jest sprawa śmierci ojca. Świadkowie wypadku milczą, a ekshumacja zwłok nie tylko nie przynosi rozwiązania ale tworzy miliony pytań, na które trudno znaleźć odpowiedzi.

Tempo akcji książki "Odnaleziony" jest szybkie, zmienne, nieprzewidywalne. Bieg wydarzeń podbijają krótkie rozdziały, które nie dają czasu do namysłu, a wymuszają niecierpliwe przewracanie kartek w celu odnalezienia rozwiązania. To największa zaleta powieści Harlana Cobena. Lekki, łatwo przyswajalny styl, absorbująca treść, niebanalni bohaterowie, humor, cięte riposty, dynamiczne dialogi, walka pomiędzy dobrem i złem, przyjaźń, niebezpieczeństwo, namacalna groźba i zaskakujące rozwiązania  to czynniki doprowadzające do uzależnienia. Ja poddaje się autorowi bez zbędnego gadania, z podekscytowaniem i gorączkowym oczekiwaniem.

"Odnaleziony" to ciekawy thriller dla miłośników Cobena i dla tych, co dopiero zapoznają się z jego twórczością.









"Odnaleziony" Harlan Coben, tł. Robert Waliś, Albatros, Warszawa 2015






Recenzja napisana dla serwisu DużeKa :)




Czytaj dalej...

Ekstrakt z kwiatu orchidei, Weronika Wierzchowska


Wojna Kremowa


Rodzinny biznes to nie jest łatwy kawałek chleba, zwłaszcza jeżeli zetknie się z sobą pasja i ideały oraz umysł analityczny nastawiony na zysk. 

Takie właśnie dwa skrajne fronty połączyły się w książce Weroniki Wierzchowskiej "Ekstrakt z kwiatu orchidei" i dały powód do niezwykłej podróży w brutalny świat firm kosmetycznych oraz wojen kremowych, o których statystyczne klientki drogerii nie mają zielonego pojęcia.
Aneta i Beata Mazur zakładają małą fabryczkę naturalnych kosmetyków. Próbują utrzymać się na wymagającym rynku i jednocześnie zachować życie prywatne na poziomie szczęścia i harmonii. Niestety wiatr gwałtownych zmian wieje im prosto w oczy. Szpieg wynoszący sekretne technologie i receptury, zdrada, grożące bankructwo to tylko początek kłopotów. Do nich dołącza rozpad małżeństwa, rozwód i szantaż. Jak siostry rozwiążą swoje problemy? 

Aneta i Beata są jak dzień i noc. Jedna jest spokojna i wyśmienicie potrafi łączyć składniki w wyjątkowe produkty. Druga jest odpowiedzialna za sprawy techniczne i finansowe, z których doskonale się wywiązuje.  Razem tworzą idealny duet mogący przynieść im sławę i rozwój kariery, gdyby nie kosmetyczne molochy hamujące ich werwę i zapał do pracy. Kobiety nie mogą się wybić ponad panujące układy. Co więcej znany producent kosmetyków chce niecnie wykorzystać ich talent. Dziewczyny muszą mieć się na baczności. W życiu prywatnym również nie mają szczęścia. Aneta jest słomianą wdową, a kontakt z mężem rozluźnia się z minuty na minutę coraz bardziej. Beata zaaferowana rozwojem firmy gubi gdzieś odpowiedzialność za losy rodziny i nie zauważa pojawiających się  niebezpieczeństw. Podporą i jednym z fundamentów firmy jest Dorota, która odpowiada za produkcję i pracowników. Ale i ona ma swoje problemy. Musi mierzyć się z apodyktyczną matką i agresywnym eks narzeczonym. Kłopoty natury osobistej mają duży wpływ na losy formy i kosmetyków. Zaabsorbowane kolejnymi niedogodnościami nie dostrzegają zagrożeń i pozwalają się wykorzystywać.

Jestem zachwycona zaproszeniem do bardzo kobiecego świata produktów służących do upiększania, modelowania i ujędrniania :) Dzięki Weronice Wierzchowskiej mogłam poobserwować powstawania kosmetyków począwszy od pomysłu, poprzez komponowanie składników, ich specyficzne łączenie, po dozowanie w ekskluzywne słoiczki, etykietowanie i dystrybucję. Autorka zna temat z autopsji gdyż sama pracowała, najpierw w dużej korporacji jako chemiczka, a obecnie prowadzi malutką firmę kosmetyczną. Jestem zaskoczona jak wiele jest nadużyć na tej gałęzi produkcji i handlu oraz przerażających aktów sabotażu i korupcji. Domyślam się, że na potrzeby książki niektóre wątki zostały podkoloryzowane. A jednak  śmiem przypuścić, że wiele z nich ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Dlatego "Ekstrakt z kwiatu orchidei"  czytało mi się tak rewelacyjnie. Nie mogłam się od niej oderwać nawet na chwilkę i kosztem obowiązków domowych przeczytałam ją za jednym posiedzeniem :)

Lekturę książki umila również prosty język, pełne humoru dialogi, sprawne połączenie sytuacji zabawnych i tych mrożących krew w żyłach, kłopoty dnia codziennego, które nie są wyssane z palca i historie miłosne, które potwierdzają, że nie znasz ani dnia ani godziny kiedy możesz zostać trafiony/a strzałą Amora :)

"Ekstrakt z kwiatu orchidei" to idealna lektura na lato. Weronika Wierzchowska z łatwością i lekkością zarysowała niebezpieczną intrygę, skomplikowane interesy i kobiecą siłę, która potrafi przenosić góry. Szczerze polecam, szczególnie paniom :)








"Ekstrakt z kwiatu orchidei" Weronika Wierzchowska, Prószyński i s- ka, Warszawa 2015





Recenzja napisana dla serwisu DużeKa:)


Czytaj dalej...

Popękane miejsca, Michele Phoenix

Skrzywdzone dzieci to cierpiący dorośli


Traumatyczne przeżycia z dzieciństwa mają ogromny wpływ na zachowanie, na emocje, na całe dorosłe życie. Czasami doświadczenia przytłaczają swoim ciężarem, a czasem daje wyzwolenie, otwiera nową furtę i jest obietnicą zapomnianego szczęścia.

Shelby dorastała w rodzinie, w której ojciec był agresorem. Stosował przemoc fizyczną i psychiczną zarówno w stosunku do żony jak i dzieci. Wspólne przeżycia początkują szczególną więź pomiędzy rodzeństwem, która jest dla nich podporą, siłą, ucieczką od strachu, bólu i cierpienia.
Mijają lata. Shelby wiedzie pozornie ustabilizowane życie. Tylko Trey, jej brat widzi jak wiele wysiłku kosztuje ją spokój i opanowanie. Jej misternie poukładany świat zachwieje się w posadach, gdy na mocy testamentu ojca, Shelby ma zaopiekować się swoją czteroletnią przyrodnią siostrą. Czy opieka nad dziewczynką pozwoli jej zrozumieć własne dzieciństwo i uporać się z demonami przeszłości?

Poznajemy Shelby kiedy jest dorosłą kobietą. Jest 35- letnią nauczycielką z dużym dystansem do świata i ludzi. Boi się zmian, odgradza grubym murem, nie pozwala sobie na opuszczenie gardy i cały czas boksuje się z życiem o każdą chwilę szczęścia. Tak samo pokiereszowany wewnętrznie jest Trey, a jego demony z równą siłą toczą walkę o jego duszę. Dopiero razem czują się pewnie, cieszą się siłą, nadzieją i po cichu liczą na happy end. Ich życie można porównać do biernej egzystencji. Nie ucztują przy stole zabawy, flirtu i miłości. Oboje nie mają zaufania do obcych i trudno im nawiązywać znajomości. Najlepiej czują się w swoim towarzystwie i wzajemnie pielęgnują rany duszy.

W retrospekcjach poznajemy pełny obraz okrucieństw jakich dopuścił się ich ojciec. Dzieci były zastraszane, tresowane, bite niemal za każde przewinienie, a czasem i ono nie było potrzebne. Matka rzadko stawała w ich obronie, a nawet kiedy wreszcie odezwała się, to nie wywierała na kacie największego wrażenia. Nie dziwi więc dziecięca solidarność i silne więzy jakie połączyły rodzeństwo.

Ta część książki "Popękane miejsca" jest bardzo poruszająca bo nikt o zdrowych zmysłach nie może przejść obojętnie wobec krzywdy dziecka. Zachowanie ojca woła o pomstę do nieba, ale i zmusza do refleksji. Jak wiele z nas nie zauważa przemocy, która coraz częściej zdarza się pod naszym nosem. Dlaczego kobiety, matki, babki pozwalają krzywdzić swoje pociechy, swoje wnuki? Dlaczego nauczyciele, lekarze nie reagują na powtarzające się zwolnienia, siniaki? Czemu nie widzą strachu i cierpienia w wielkich oczach dzieci? Czemu biernie przyzwalają na przemoc, a dziwią się kiedy dochodzi do tragedii, które coraz częściej nagłaśniają media?

Przeszłość lubi się objawiać w najmniej oczekiwanym momencie. Tak jest również w życiu bohaterów tej książki. Zepchnięty w czeluść zapomnienia ojciec powraca i nawet po swojej śmierci sieje zamęt w życiu swoich starszych dzieci. W swojej ostatniej woli wraża prośbę o opiekę nad czteroletnią córeczką. Shelby choć boi się poważnego zobowiązania i powrotu wypartych z pamięci wspomnień. Jednak urocza, anielska buzia dziewczynki nie pozwala jej wycofać się i występuje o przyznanie jej statusu rodziny zastępczej. Shelby chce rozpocząć swoje życie od nowa. Dziecko daje jej tą szansę. Zabiera małą do Niemiec i po raz kolejny odcina się od wspomnień. Ale i tu nic nie będzie proste. Wychowanie Shayli to ciężka praca, tak jak i problemy życia na emigracji.

Michele Phoenix ciekawie przedstawiła trudności z jakimi boryka się Shelby. Przecież nieoczekiwane macierzyństwo to wielkie i niezwykłe przedsięwzięcie. Kobieta nie jest obeznana z rozwojem małego dziecka. Wszystko ją zaskakuje i nie zna żadnych wskazówek wychowawczych, które pomogłyby jej utemperować zadziorny charakterek Shayli. Do tego próby przystosowania się do nowych warunków życia nie ułatwiają sprawy. Nowy dom, nowi znajomi, nowy język...

A na horyzoncie pojawia się mężczyzna, który mimo oporu nie poddaje się i walczy o serce Shelby.

I w tym momencie "Popękane miejsca" odrobinę się "rozlazły". Wątek miłosny jest niedopracowany. Zabrakło w nim lekkości, powabu, subtelności, delikatności, ale także powoli rodzącej się pasji i namiętności. Nie wiedziałam kiedy ich uczucie z zauroczenia przeszło w poważniejszy etap. Zabrakło mi również wewnętrznej walki z pojawiającymi się emocjami, przeżywania nowych doświadczeń i przemyśleń, które pozwoliły by zrozumieć świat miłosny i świat rozterek Shelby.

"Popękane miejsca" to kolejna książka, która dotyka problemu przemocy w rodzinie i wpływ traumatycznych doświadczeń na dorosłe życie bitych dzieci. Michele Phoenix pokazuje, że życie bywa trudne, a pokrętny los wywraca je do góry nogami. Jednak wyzwania jakie stawia mogą przywrócić porządek, niesie nadzieję i stanowi pierwszy krok do odnalezienia szczęścia.






"Popękane miejsca" Michele Phoenix, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2015






Recenzja napisana dla serwisu DużeKa :)




Czytaj dalej...

Najlepszy przyjaciel człowieka, czyli... Dobra świnka, dobra, Sy Montgomery


Ktokolwiek uważał, że najlepszym przyjacielem człowieka jest pies... Mylił się! Sy Montgomery udowadnia, że każde zwierzę można udomowić, wzruszyć się jego losem, nauczyć się z nim funkcjonować i pokochać całym sobą.

Sy Montgomery przygarnia cherlawego prosiaka, któremu nikt nie daje szans na przeżycie. Jednak miłość, troska, godziwe warunki jakie znajduje w ich domu sprawia, że świnka zaczyna stawać na nogi, jeść i powoli doganiać braci ze swojego miotu. Szybko staje się lokalną sławą, przyjacielem wszystkich okolicznych dzieci, punktem obowiązkowym każdej szkolnej wycieczki i w końcu bohaterką mas mediów Ameryki. Świnka o wdzięcznym imieniu Christopher Hogwood staje się najlepszym przyjacielem rodziny, jej członkiem, jej wielką miłością.

Sy Montgomery jest przyrodniczką z zamiłowania i autorką książek z potrzeby serca ale i możliwości finansowych jakie za sobą niesie. Bo żeby realizować swoje pasje potrzebne są fundusze. Kobieta podróżuje po całym świecie, zaprzyjaźnia się ze zwierzętami całego globu, dzieli się swoimi emocjami, spostrzeżeniami o życiu naszych mniejszych braci. Jest posiadaczką sporego stadka zwierząt. Kobieta jest bardzo wrażliwa na krzywdę i los zwierzaków. Bierze pod swoje skrzydła każde pokrzywdzone, zabiedzone i wymagające opieki stworzenie. Nie zastanawia się czy jest to pies, papuga, kot czy świnia. Jej mąż w znacznym stopniu podziela jej pasję i godzi się na wielogatunkowy zwierzyniec. Oboje uczą się życia w tym dziwnym stadzie, pokory i przyjmują lojalność, zaufanie,  oddanie jakim obdarzają ich zwierzęta. Okazuje się, że rodzina obrasta w miłość i przyjaźń jakiej nie doświadczyli do tej pory. Przygodnie spotkani ludzie, za sprawą Christophera otwierają się przed nimi i wspierają w trudnych chwilach. Wyobcowani dotąd Montgomerowie, lubiący swoje towarzystwo stają w centrum uwagi, w blasku fleszy i pielgrzymek mieszkańców pragnących poznać łaciatą, czarno- białą świnię oraz jej opiekunów.

Zabawne w tej historii jest to, że świnię przeznaczoną na ubój, przygarnia wegetarianka i praktykujący Żyd. Z tej sytuacji rodzi się wiele wesołych anegdot, które pozwalają zawrzeć nowe znajomości, rozpocząć rozmowę czy rozładować emocje. Pochodzenie i sposób na życie daje im również możliwość zbadać jak długo żyją świnie. Trudno to określić gdy pożeramy je, jak tylko urosną do odpowiedniej wagi. Dzięki Christopherowi możemy dowiedzieć się wiele ciekawych rzeczy np. jakie ma upodobania, jakie choroby mogą go dopaść, jak się zachowuje na różnych etapach rozwoju i jak bardzo jest inteligentny. Jego mądrość, umiejętność dostosowywania się do różnych sytuacji zadziwiła na równi autorkę książki, jak i mnie zwykłego zjadacza schabowego. Od tej pory inaczej spojrzę na swój jadłospis.

"Dobra świnka, dobra" jest pełna optymizmu, radości życia i mądrości, których nie dostrzegamy na co dzień. Oglądając bogactwo zdjęć z rodzinnego archiwum Montgomerych nie sposób się nie uśmiechnąć i nie pozazdrościć im sposób bycia tak bliskiego naturze, zgodnego z ich sumieniem, światopoglądem, grzejących się w miłości, oddaniu przygarniętych zwierząt.












"Dobra świnka, dobra" Sy Montgomery, tł. Adam Pluszka, Marginesy, Warszawa 2015






Recenzja napisana dla serwisu DużeKa. 






zBLOGowani.pl



Czytaj dalej...

Zbrodnia i śledztwo w cieniu PRL- u, czyli... Śpij, malutka, Przemysław Koza

PRL to czasy kiedy manipulacja społeczeństwem, pojedynczymi jednostkami sięgnęła szczytu i pozwoliła na zachowania bulwersujące, kontrowersyjne, obrazoburcze.

Starszy sierżant sztabowy Milicji Obywatelskiej w małej miejscowości Smętorzowie, Józef Krzepicki, staje się ofiarą komunistycznego systemu. Epizody prywatnego życia blokują karierę, a służbowe rujnuje rodzinę. Milicjant topi problemu w morzu alkoholu i polowaniu na wrony. Podczas jednej z wypraw do pobliskiego lasu Krzepicki dowiaduje się, że po pijaku postrzelił swoją siedmioletnią córeczkę. Grozi mu przykładne aresztowanie i surowy wyrok. Podczas śledztwa okazuje się, ze nic nie jest takie na jakie wygląda. A za śmiercią dziewczynki kryje się mistyfikacja na najwyższych szczeblach władzy.

Lubię kryminały. I lubię okres PRL- u w literaturze, który może być doskonałą areną pod, wydawałoby się, nierealne wydarzenia. Jednak nie wszystkich udaje się w pełni wykorzystać potencjał czasów i możliwości jakie oferuje. Przemysław Koza nie wypadł najgorzej. Udało mu się uchwycić absurdy epoki, mechanizmy manipulacji, zależności pomiędzy władzą, partią, a ich marionetkami i zwykłymi obywatelami. Ciekawie poprowadził kryminalną grę. Kluczył, wprowadzał mylne tropy, zafałszowane zeznania długo pozostawiając czytelnika w nieświadomości i ciekawości.

Z całą resztą było trochę gorzej. Po pierwsze postaci. Sztampowi, schematyczni a ich zachowania tendencyjne i przewidywalne. Józef Krzepicki, alkoholik, którego śmierć córki wyzwala pompatyczne wyznania i przyrzeczenia: "Nie spocznę, dopóki nie dorwę tego skurwysyna, który zabił mi dziecko, aż nie zobaczę jego nędznego końca." Żałoba i prywatne śledztwo nie przeszkadza mu zupełnie w życiu towarzyskim i w myśleniu rozporkiem zamiast mózgiem. Zachowanie jego żony dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Nie chce utrzymywać kontaktu z Józefem, nie obwinia go o śmierć córeczki, chociaż całe Smętorzowo już wydało na niego wyrok. Wpada za to do knajpy, w której raczy się alkoholem i oskarża o niedopełnienie obowiązku pochówku. Przecież nawet z nimi nie mieszkał, nie interesował się rodziną, a miał załatwiać pogrzeb?????? Inni bohaterzy również za mocno odrealnieni, tak jak sytuacje, które ich spotykają. Milicjant, który pilnuje rannego człowieka w samochodzie i nie orientuje się, ze to manekin?!

Nie podobało mi się również to, że autor usilnie i topornie wpychał w tekst PRL- owskie produkty, np. "w dwóch woreczkach po krówkach ze spółdzielni cukierniczej "Jedność"". Mam wrażenie, że Przemysław Koza bardzo chciał na każdym kroku przypomnieć w jakich czasach rozgrywa się akcja jego książki, ale mógł to zrobić bardziej naturalnie.

Cała powieść "Śpij, malutka" zgrzyta. Okładka ma się nijak do historii. Tekst czyta się opornie, brak jej lekkości, dynamizmu, spektakularnych zwrotów akcji. Biorę to na karb braku doświadczenia i niecierpliwości.

Reasumując, książkę Przemysława Kozy można przeczytać w jedno popołudnie, o ile przymknie się oko na pewne niedociągnięcia. Praca czyni mistrza i wierzę, że kolejne dzieła autora będą coraz lepsze.









"Śpij, malutka" Przemysław Koza, Novae Res, Gdynia 2015





Recenzja napisana dla serwisu DużeKa, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :)





Czytaj dalej...

Słodko i wytrawnie, czyli... Wytwórnia smakowitych lodów Vivien, Abby Clements


Spadek zwykle kojarzy się z takimi dobrami materialnymi, w których albo można zamieszkać albo wydać bez żadnych problemów. Jednak nie zawsze...

Anna i Imogen w spadku po ukochanej babci Vivien dostały podupadającą lodziarnię. Kiedyś było to miejsce kultowe i tłumnie odwiedzane przez mieszkańców i turystów małego nadmorskiego miasteczka Brighton. Dziewczyny chcą przywrócić jej dawną świetność i rentowność. Czy im się uda?

Anna i Imogen są siostrami ale wszystko je różni. Anna jest domatorką, świetnie gotuje i właśnie kupiła swoje pierwsze mieszkanie, w którym zamieszka z narzeczonym i jego synkiem. Imogen nosi po świecie, a jej największą pasją jest podwodna fotografia. Na Tajlandii zbiera materiał na swoją pierwszą wystawę. Nagła śmierć babci wszystko zmienia, i plany, i priorytety. A odziedziczona lodziarnia staje się nie tylko wyzwaniem dla sióstr, ale także powodem do rodzinnych sporów.

Jak łatwo można się domyśleć lodowy interes nie od razu ruszy pełną parą. Będzie trochę problemów finansowych, zdrowotnych, kłód rzucanych przez zazdrosną rodzinę i ludzi, którym nie w smak są nowe właścicielki. Jednak z czasem wszystko zaczyna iść we właściwym kierunku.  Skoro od strony zawodowej wszystko się układa, w gruzy wali się życie uczuciowe. Obie siostry mają kłopoty sercowe, którym można zaradzić w prosty sposób. W nieskomplikowanym labiryncie słów odkrywamy idealnych mężczyzn do ręki obu sióstr i już tylko należy poczekać by same zrozumiały, co jest dla nich tak naprawdę dobre.

Abby Clements podkreśla w swojej debiutanckiej powieść jak ważne są relacje rodzinne. Jak ważnym są elementem w naszym życiu, jaką daje siłę i jak wyposaża nas w dorosłość i na przyszłość. Podkreśla również istotę prawdziwej przyjaźni, która dodaje energii i wiary we własne siły.

Co prawda "Wytwórnia smakowitych lodów Vivien" nie jest odkrywcza i pełna głębokich refleksji, ale wyśmienicie się ją czyta. To za sprawą niewyszukanego języka, prostej historii  i bohaterek, które szybko zdobywają serce, a swoimi wpadkami wywołują uśmiech tak słodki, jak najlepsze lody. Zaskakujące mieszanki smakowe, które serwują siostry w swojej lodziarni można wypróbować. Autorka dzieli się przepisami na najbardziej rozchwytywane smakołyki. Bo trzeba wspomnieć, że inspiracją do powstania książki jest prawdziwa kawiarenka- Tracey i Paula Kindred z Heavenly w Walii.

"Wytwórnia smakowitych lodów Vivien" to książka idealna na leniwe popołudnie czy weekend dla miłośników romantycznych opowieści o poszukiwaniu szczęścia, swojej drugiej połówki, jak również o niespodziewanych zmianach w życiu, które przynoszą satysfakcję  oraz wielbicieli lodów :)







"Wytwórnia smakowitych lodów Vivien" Abby Clements, tł. Anna Mackiewicz, Zysk i s- ka, Poznań 2015





Recenzja napisana dla serwisu DużeKa. 




Czytaj dalej...

Baby blues czy depresja?, czyli... Pęknięte odbicie, Dawn Barker

Marzenia spełniają się. Jednak ich skutki nie zawsze przynoszą oczekiwany efekt. Czasem wywracają życie do góry nogami, burzą znany ład i porządek, zmieniają radosnego człowieka w kłębek nerwów, kogoś nieobliczalnego i niebezpiecznego.

Anthony i Anna Patton najbardziej w świecie pragnęli dziecka. Ich marzenia zostały spełnione. Zostali rodzicami małego, uroczego chłopczyka Jacka. Z pozoru ich życie toczy się dalej, ale przy dokładniejszym poznaniu wychodzą na jaw niepokojące zachowania. Przemęczenie, bezsenność , drażliwość, zmienne nastroje to dla Anny nowa, niezrozumiała codzienność. Nie odnajduje radości w macierzyństwie ani spełnienia, za to coraz bardziej oddala się od męża.

Czy to zwykły spadek nastroju, zwany baby blues czy zapowiedź poważniejszej choroby?

Tony ukrywa zachowanie żony przed swoimi bliskimi i całym otoczeniem. Dopiero kiedy Anna i Jack znikają bez wieści, dociera do niego powaga sytuacji.

Dawn Barker rozdzieliła fabułę na dwie czasoprzestrzenie i dwa punkty spojrzenia. Na początku poznajemy wydarzenia od momentu tajemniczego zaginięcia matki i niemowlęcia. Obserwujemy także kroki jakie powziął Tony by odnaleźć swoją rodzinę. Towarzyszymy mu w samotnej analizie ostatnich dni, pełnię przerażenia kiedy dociera do niego prawdziwy obraz ciągu ostatnich zdarzeń i uczuć jakie zaczynają rodzić się w jego sercu. Poznajemy także postępy śledztwa policyjnego i etapy poszukiwania rozwiązania okrutnego chichotu losu.
Autorka bardzo umiejętnie wprowadziła czytelnika w niespokojną atmosferę niewiedzy, niemocy, strachu, obawy przed spełnieniem się najgorszych scenariuszy.

Dawn Barker zabiera nas w krótka podróż w czasie i pozwala wraz z Anną ekscytować się i przeżywać pierwsze chwile spędzone razem z maleńkim Jackiem. Na naszych oczach dochodzi do spektakularnej zmiany, kiedy budzi się napięcie związane ze zmęczeniem, coraz większym zdenerwowaniem, frustracją i coraz niższą oceną siebie w roli matki. Krok po kroku poznajemy przyczyny zniknięcia jej i syna. To dokładnie w tym momencie zaczynamy przejmować podejrzliwość Tony' ego i jego niepewność podszytą strachem.

Naprzemienność, częste zmiany czasu i perspektywy pobudzają niepokój i niecierpliwe oczekiwanie na rozwój sytuacji. Przewracanie kolejnych kartek staje się trudniejsze, bo odkrywanie sekretów tej rodziny, to jak wbijanie lodowych szpilek prosto w serce.

Emocje zawarte w powieści, a przede wszystkim strach, niepewność, rozpacz odsłania prawdziwe relacje jakie łączą małżeństwo Patton, zdziera ich dobrze dopasowane maski. Obnażą ich uczucia również względem rodziców, teściów i rodzeństwa.
Nieszczęście jakie ich dotknęło jest potężnym impulsem, który niesie falę rozmyślań nad własnym życiem. Każda z przedstawionych postaci wskazuje siebie jako winowajcę tragedii. Dlaczego? Co mają na sumieniu? Okazuje się, że każdy z nich doświadczył jakiejś traumy  i czuje, że powinien być tym wrażliwszy na potrzeby Anny, Tony' ego i Jacka.

Starania o dziecko, ciąża, poród to niesamowita przygoda dla każdej kobiety i mężczyzny. To również emocjonalny rollercoaster, którego nie można zatrzymać w dowolnym momencie. Żeby zrozumieć każdy nowy etap, trzeba go przeżyć, doświadczyć. Jednak kiedy emocje nawarstwiają się i coraz trudniej je zrozumieć, tak ważne jest by mieć z kim o nich porozmawiać. Po porodzie naturalny jest stan zmęczenia, niepewności, nadwrażliwości czy rozdarcia pomiędzy zaspokajaniem potrzeb dziecka, a potrzeb własnych. I tu najważniejsza rola przypada partnerowi. To on powinien być obserwatorem, a kiedy zauważy niepokojące sygnały, motorem wymuszającym działanie.

Depresja poporodowa jest rzadkim, wręcz pomijanym tematem powieści. A szkoda. "Pęknięte odbicie" jest ważnym głosem w dyskusji nad jej skutkami dla matki, dziecka i całych rodzin. Ważne jest by uświadomić przyszłym rodzicom, że depresja to choroba, którą się leczy. Wcześnie zdiagnozowana jest gwarantem spokojnego rodzicielstwa i spełnienia w nowej roli.

Dawn Barker z wrażliwością i szczerością opisuje losy rodziny złamanej chorobą, tragedią i poczuciem winy. Wskazuje złożone mechanizmy, które prowadzą do depresji i proces leczenia, który jest oczyszczeniem z negatywnych emocji, doskonalszym zrozumieniem samego siebie i wyzwalaczem fali wybaczenia.






"Pęknięte odbicie" Dawn Barker, tł. Anna Kłosiewicz, Prószyński i s- ka, Warszawa 2015





Recenzja została napisana dla serwisy DużeKa, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :))



Czytaj dalej...

O sile przyjaźni, nierozerwalnych więzów rodzinnych i mocy wybaczania, czyli... Babie lato, Danuta Pytlak



Nieszczęścia często chodzą parami i jak kogoś wciągną w swoje sidła, trudno się z nich wydostać.

Przykładem takiej kumulacji niepowodzeń jest główna bohaterka książki Danuty Pytlak "Babie lato".
Michalina już w dzieciństwie odczuwa skutki pierwszych kłopotów. Zostaje porzucona przez rodziców, a w dorosłym życiu uwikłana w małżeństwo bez przyszłości. Bezdzietna, samotna, doświadczona ciężką chorobą. Ogrom złych przeżyć mógłby skończyć się załamaniem, depresją, odsunięciem od świata zewnętrznego i separacją od innych ludzi. Jednak Michalina ma w sobie tyle energii, zapału, radości życia, że nie straszne są jej kłody rzucane prosto pod nogi. Jej wiernym kompanem, podporą i siłą napędową jest Aga. Razem są w stanie przekuć kolejne nieszczęścia w powód do dumy oraz stworzyć narzędzia potrzebne do odnowy i naprawy swojego otoczenia.

Michalina jest kobietą przed czterdziestką, ale doświadczenia, które zbiera przez całe życie czynią ją dojrzalszą od swoich rówieśników. Dorasta bez rodziców, za to pod czułą opieką babci, która dzień po dniu odbudowuje jej poczucie własnej wartości. W dorosłe życie wkracza pewnie, ze zbalansowaną samooceną i poczuciem siły mogącej zmieniać świat. Co też czyni. Nie jest obojętna na krzywdę w swoim otoczeniu. Pełna empatii i współczucia, niesie pomoc i nic nie oczekuje w zamian.
Podczas rozstania z mężem i ciężkiej choroby jeszcze bardziej otwiera się na ludzi i zamiast ułudy usnutej na ich wierzchniej powłoce, dostrzega nagie serce i duszę. Dzięki temu zyskuje nowych przyjaciół i szansę na całkowite zabliźnienie ran z przeszłości.

"Choroba i otarcie się o śmierć zmieniają spojrzenie na życie i zdarzenia, które za sobą niesie. Wszystko się przewartościowuje."

Największą zaletą powieści "Babie lato" jest narracja. Danuta Pytlak lekko, z finezją, subtelnością oprowadza nas po życiu Michaliny. Bez ostrzeżenia wciąga w kolejne wydarzenia, angażuje emocjonalnie, pozwala dobrze poznać wszystkie występujące postaci. Bez większego trudu zmusza nas do identyfikacji z nimi i oglądanie świata ich oczami, przez pryzmat ich doświadczeń. W każdej z nich pozwala dojrzeć pierwiastek dobra i nawet wtedy, gdy ich zachowanie wydaje się nam złe i podłe, to odnajdujemy kolejne powody do rozgrzeszenia. Skrzywdzeni przez los bohaterowie, dotknięci traumami, poruszają sumienia.

Tak jak wspomniałam wyżej, "Babie lato" bardzo mocno wpływa na emocjonalną stronę czytelnika i budzi w nim potrzebę współczucia. Mam jednak wrażenie, że Danuta Pytlak za bardzo wykorzystała właśnie to uczucie. Życie Michaliny, jej przyjaciele i kolejne wybory  bardzo mnie wzruszyły i zafałszowały odrobinę prawdziwy obraz rozgrywających się wydarzeń. Zaczęłam się zastanawiać czy mogę zaufać temu co czytam, czy mogę to w pełni przeżywać? A może to sprytna gra, do której nie znam zasad?

Innym punktem godnym zastanowienia jest obszerność i drobiazgowość opisów. Nie muszę wiedzieć wszystkiego. Nie interesuje mnie położenie poszczególnych przedmiotów czy instrukcja gotowania krok po kroku. Na tej małej kosmetycznej zmianie akcja powieści tylko by zyskała. Nabrałaby odpowiedniego, ożywczego tempa, a i objętość stałaby się wybawieniem dla omdlewającego nadgarstka.

Podsumowując, "Babie lato" mimo moich uszczypliwości to dobra, samoczytająca się powieść o prawdziwej przyjaźni, niezrywalnych więziach rodzinnych, poczuciu winy, wybaczaniu i umiejętności czerpania z życia pełnymi garściami wbrew niepowodzeniom losu.






"Babie lato" Danuta Pytlak, Zysk i s- ka, Poznań 2015





Recenzja napisana dla serwisu DużeKa :)))



Czytaj dalej...

Lody o smaku tęczy, Inga Krzyk


Życie to nie tylko blask, radość, chwile szczęścia. To również czas bólu, cierpienia, łez, zawiedzionych marzeń, oczekiwań, zwątpienie we własną wartość i cel na przyszłość.
Boleśnie przekonała się o tym bohaterka debiutanckiej powieści Ingi Krzyk, "Lody o smaku tęczy".

Dwudziestosiedmioletnia Weronika Gajewska pozornie prowadzi szczęśliwe życie. Ma wyrozumiałego, kochającego, przystojnego, zaradnego męża, stałą pracę i małe acz przytulne mieszkanko w miejscowości K. Jednak pod cieniutką słodką, lukrową warstewką skrywa się ciemna i okrutna prawda. W zaciszu domowych pieleszy, z partnera wychodzi druga natura, despotyczna, roszczeniowa, cyniczna. Kariera zawodowa również nie należy do udanych. Zbyt dużo obowiązków, brak uznania, śmieszna wypłata na koniec miesiąca... Czy w tej rodzinie znajdzie się miejsca na prawdziwą, niczym nie zmąconą chwilę radości. Wydaje się, że tak. Weronika oczekuje pierwszego, wymarzonego, wytęsknionego dziecka. Niestety mąż nie cieszy się na powiększenie rodziny i jakby los wychodzi mu na przeciw. Kobieta traci ciążę. Od tego momentu jej życie wali się jak domek z kart, nie pozostawia złudzeń, rujnuje marzenia.

Weronika to zwyczajna dziewczyna, którą śmiało mogłabyś być Ty czy ja. Nie ma wygórowanych ambicji i złożonych oczekiwań. Pragnie ciepła, miłości, stabilizacji, partnerstwa. Jak wiadomo miłość jest ślepa, a w jej przypadku przysłoniła prawdziwe oblicze i osobowość ukochanego. Jego despotyczną naturę traktuje jako coś oczywistego i biernie poddaje się jego woli, począwszy od przeprowadzki po model rodzinny. A szanowny małżonek chciałby tradycyjną żonę, która ugotuje, posprząta i cierpliwie poczeka z kapciami pod drzwiami mieszkania. Dlaczego Weronika godzi się na takie życie? Może dlatego, że jest nieśmiała, a uwielbienie dla Marka nie pozwala jest obiektywnie spojrzeć na swój związek. Dopiero strata ciąży, ogromna trauma i kolejne niesprawiedliwe traktowanie, otwiera jej oczy na prawdziwy świat, pełen bólu, rozpaczy, brudu ludzkich pragnień i namiętności.

Uczucia i emocje przedstawione w książce są bliskie rzeczywistości. Nie ma w nich przesady, przejaskrawienia. Poznajemy Weronikę w pełnym wachlarzu przeżyć. Jej życie było spokojną przystanią, ale kiedy nadeszła burza, zmiotła ze sobą cały porządek, pozostawiając pustkę, niepewność, ból, cierpienie. Żal i żałoba po stracie dziecka jest autentyczny, zawiera się od przerażającej otchłani rozpaczy, przez zachwianie wiary w siebie, w Boga, po obojętność.
Kolejne kłody, które rzuca jej niepokorny los, łamie jej poczucie wartości, jej moralny kręgosłup, ale jednocześnie daje porządną lekcję pokory.

Mam tylko jedno, małe ale... Jak dla mnie zbyt dużo nieszczęść spotyka jedną osobę. Nie znam nikogo tak okrutnie doświadczonego przez los, jak Weronika.

"Życie powoli zaczęło wprowadzać ją na drogę zawiłą i wysypaną stłuczonym szkłem sytuacji."

Inga Krzyk całkiem zgrabnie przedstawia swoją historię i wciąga w zawiły labirynt swojej wyobraźni. Pozwoliła mi na zaprzyjaźnienie się z bohaterką, trwanie przy niej na każdym etapie życia, obopólnego dialogu. Autorka skłania również do rozważań na temat sensu życia, poszukiwaniu własnego miejsca, często w brutalnej rzeczywistości oraz o próbie spełniania marzeń i poszukiwania nadziei nawet wtedy, kiedy świat legnie w gruzach.

"Lody o smaku tęczy" to opowieść o trudnych relacjach międzyludzkich, o toksycznej miłości, zdradzie własnych przekonań, poddaniu się biegowi wydarzeń oraz rozpaczy po stracie i żałobie. Polecam książkę Waszej uwadze.






Inga Krzyk "Lody o smaku tęczy", WFW, Warszawa 2014





Recenzja napisana dla serwisu DużeKa. Wiktorii i wydawnictwu WFW dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :)



Czytaj dalej...

Trzy odbicia w lustrze, Zbigniew Zborowski

Na życie nie można patrzeć tylko i wyłącznie przez pryzmat własnych przeżyć i  emocji, ale rozszerzyć kąt widzenia o los przodków. Wizerunek w lustrze to suma rodzinnych doświadczeń zbieranych z pokolenia na pokolenie, przenoszonych wartkim nurtem krwi i zlepku różnych kodów DNA. Należy pamiętać, że przeszłość ma ogromny wpływ na teraźniejsze i przyszłe czasy. Nawet nie kultywowana upomni się o swoje prędzej, czy później. 

Zbigniew Zborowski prezentuje w swojej najnowszej powieści "Trzy odbicia w lustrze" wizerunki trzech pokoleń kobiet, które łączy tajemnica z przeszłości, i których życie ściśle splata się z trudną historią Polski na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.

Lata trzydzieste XX wieku. Zosia odrzuca uczucie i zaręczyny zakochanego w niej mężczyzny. Za swoją odmowę czekają ją obelgi i klątwa rzucona w nienawiści: "Nigdy szczęścia nie zaznasz! Ani w życiu, ani w miłości. Twoje bachory też. Tfu, tfu, tfu! Pluję na ciebie trzy razy. Będziesz cierpieć zawsze , kiedy pokochasz." Słowa przemijają i pamięć o nich również. Do Zosi wróciły w dniu kiedy myślała, że złapała szczęście za nogi i zdobyła miłość młodego dziedzica. Niestety zamiast spokoju i błogości czeka ją poniżenie i cierpienie. Ale na tym nie koniec. Do Polski wkraczają wrogie wojska, które przewartościują jej życie i nadadzą jemu zupełnie inny, zaskakujący sens. 

Powieść Zbigniewa Zborowskiego stoi trzema silnymi kobiecymi postawami, które są filarem i drogowskazem na życie dla otaczających ich ludzi. Bohaterki książki są wyraziste i mogą stać się bliskie każdemu czytelnikowi. Odnajdujemy w nich własne emocje, problemy, życie. Mimo odrobiny patosu, postaci są naturalne, bliskie rzeczywistości i nie boją się sięgać po swoje nawet jeśli cena, jaką muszą zapłacić okazuje się za wysoka.  

Zosia, uboga dziewczyna ze szlacheckim rodowodem. Chce zmienić swój los i żyć w godnych warunkach, nie martwić się o przyszłość. Jej priorytetem jest zdobyć wykształcenie, a żeby na nie zarobić udziela korepetycji w ziemiańskich majątkach na Kresach. Niestety jest bardzo naiwna i wierzy we wszystko, co usłyszy. Jest zatem łatwym miłosnym łupem i składa na ołtarzu obłudy swoją niewinność. Za chwile przyjemności los wystawi jej wysoki rachunek: wykluczenie, wstyd, niechcianą ciążę oraz ogrom samotności. 

Wanda jest nieślubną córką Zosi. Jej dzieciństwo przypadło na najcięższy okres w historii Polski: piekło wojny, okupacji niemieckiej i sowieckiej, rzezi na Wołyniu, Powstania Warszawskiego, Zimnej Wojny, czasów PRL- u. Karmiona komunistyczną propagandą, trwająca w strachu wojennej zawieruchy i brutalnej postawy matki  w obliczu zagrożenia życia, widzi świat na opak. Nie dostrzega znamion macierzyńskiej miłości, czułości, troski, a jedynie hologram stworzony na użytek ówczesnej władzy wychowującej naród w strachu, hipokryzji i braku szacunku dla najwyższych wartości. 

Anna jest córką Wandy. Przez dekadę mieszkała w domu dziecka, pozbawiona rodziny, uczuć a obdarowana złem, brudem i brutalnością tego świata. Dorastając zapatrzyła się w możliwości jakie daje kapitalizm i pieniądze, nie zawsze zdobyte legalną drogą. Jej największym atutem jest zmysł przedsiębiorczości, a wszystko czego się dotknie zamienia się złoto. Jednak czy bogactwo przyniesie jej szczęście czy tak jak mityczny Midas pogrąży się w swym przeznaczeniu? 

"Przekleństwo zawsze coś człowiekowi odbiera. Coś z czekającej go przyszłości. Wybija dziurę w przeznaczeniu. Ale wszechświat nie może opierać się na dziurach, więc puste miejsce zawsze zostaje zapełnione (...) Zło równoważy dobro. Przekleństwo przyciąga błogosławieństwo. "

Jaka prawda skrywa się w słowach szeptuchy. Czy rzeczywiście można odwrócić moc rzuconego przekleństwa? Co musi uczynić Zosia by zdjąć klątwę ze swojej rodziny? Jaką cenę zapłaci za chwile szczęścia?

Mocną stroną powieści jest tło historyczne przedstawione bardzo skrupulatnie i drobiazgowo. Dużą zasługą wiarygodności przeszłych faktów jest zaczerpnięcie wiedzy u samego źródła. Autor przyznaje, że inspirował się własnymi doświadczeniami, losami swoich przodków oraz ludzi, których spotkał na swojej drodze. W doskonały sposób udało mu się przenieść na papier zarówno emocje i uczucia towarzyszące wojennemu strachowi, niepewności, obaw, cierpieniu, bólu, stracie oraz brutalne obrazy okupacyjnej rzeczywistości, bezlitosne piekło walk o zachowanie zdrowia, człowieczeństwa, życia i heroicznych wysiłków matki ratującej swoje dziecko przed zagładą. Autor równie realistycznie oddał powojenne losy wielu Polaków: przesiedlenie, czasy komunizmu, działalność Urzędu Bezpieczeństwa, aresztowania, tortury, więzienie, po czasy obecne nie pozbawione trosk i problemów błahych i takich, które stygmatyzują społeczeństwo.

"Trzy odbicia w lustrze" to książka, której nie daje się łatwo sklasyfikować gdyż zawiera w sobie elementy wielu gatunków literackich. Po części jest to powieść historyczna, obyczajowa, saga rodzinna z odrobiną romansu, przygody, psychologii, sensacji i kryminału. Cechuje ją niebywale wartka, zmienna, zaskakująca akcja, przyprószona tajemnicą, która okrywa kolejne pokolenia warstewką metafizyczności. 

"Trzy odbicia w lustrze" to intrygująca opowieść o ludziach, ich postawach w kontekście historii, w obliczu zagrożenia, zdrady, choroby, przez pryzmat emocji i kilku słów rzuconych w nienawiści.    





Zbigniew Zborowski "Trzy odbicia w lustrze", Zysk i s- ka, Poznań 2014





Recenzja napisana dla serwisu DużeKa :) Wiktorii i wydawnictwu Zysk i s- ka pięknie dziękuję za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego książki :)


Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka