Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poród. Pokaż wszystkie posty

Wyspa dzieci*

"Jest wyspa, wyspa za morzem dziewięciu miesięcy,
Gdzie dzieci rosną, rosną! Rosną na drzewach
A słońce rozdaje im złote szturchańce,
I mogą, i mogą i mogą jak jabłka dojrzewać.
A kiedy, kiedy wichura nadciągnie od morza,
I gałąź o gałąź, o gałąź! O gałąź zastuka.
Zaczyna się wielkie, jesienne spadanie.
Za brzdącem brzdąc, za brzdącem brzdąc leci jak grucha."*





Bez opieki położnej nie wyobrażamy sobie współczesnego porodu. Położna zabezpiecza bezpieczeństwo maleństwu podczas jego narodzin.  Przyjmuje na świat dzieci bez w względu na status, pochodzenie jego rodziców i jest obecna w każdej kulturze. Położna jest zatem ważna w naszym życiu, zwłaszcza życiu dziecka i kobiety. Dlaczego w takim razie zawód ten jest pomijany w szeroko rozumianej literaturze? Ten temat deprymował również Jennifer Worth. Pod wpływem artykułu Terri Coates w magazynie "Midwives" postanowiła opisać swoje wspomnienia, dwudziestoletnie doświadczenie z praktyki położniczej. Jej wiedza jest ogromna i daje pogląd na macierzyństwo w najbiedniejszej, portowej dzielnicy londyńskiego East Endu lat ' 50 XX wieku.

Jennifer Worth do Domu Nonnata sióstr anglikańskich trafia trochę przez przypadek. Miała nadzieję na mały, przytulny, prywatny szpital położniczy a okazało się, że weszła w świat zakonnic, które opiekowały się najbiedniejszymi mieszkańcami Poplar. Z czasem okazało się, że siostrzyczki dysponują szeroką wiedzą medyczną, położniczą i stały się dla młodziutkiej dziewczyny bezsprzecznymi autorytetami w dziedzinie narodzin, połogu, opieki nad noworodkiem, wcześniactwem i chorób kobiecych.

Dzieci przychodzą na świat wtedy, kiedy są gotowe do życia poza brzuchem mamy. Okazuje się, że najczęściej ten "odpowiedni" czas wypada w środku nocy. Jennifer nie może sobie pozwolić na zwłokę. Czy słońce, czy deszcz, czy słota, siarczysta zima, czy gęsta, paraliżująca mgła musi stawić się na wezwanie i służyć pomocą matce oraz dziecku. Zakłada uniform, charakterystyczny czepek, zabiera ze sobą kuferek z potrzebnymi instrumentami medycznymi, siada na rower i mknie do kolejnej położnicy. Nie musi się obawiać o swoje bezpieczeństwo. "Najwięksi brutale i twardziele darzą nas takim szacunkiem, wręcz czcią, że bez obaw wszędzie możemy pojawiać się same, i w dzień, i w nocy."

Kiedy jest już na miejscu obserwuje komfort życia swoich pacjentek, jej pozycję w rodzinie, relacje między bliskimi, obyczaje, stosunek do higieny, zdrowia i podejście do macierzyństwa. Dzięki Jennifer i my stajemy się świadkami, uczestnikami losu kobiety w latach ' 50 XX wieku. Choć szokują standardy życia to nie na to zwróciłam największą uwagę. Mnie zainteresował sam moment narodzin. Wydawać by się mogło, że w tamtych czasach położnictwo będzie bardziej archaiczne i odległe od nowoczesnych metod. Pomyliłam się. Mimo braku dostępu do sprzętu znanego nam obecnie, Jennifer umiała dostępnymi i naturalnymi środkami doprowadzić do bezpiecznego porodu w wielu trudnych sytuacjach, np. rzucawka ciążowa, poród pośladkowy i wcześniaczy (28 t.c.). Zaskoczyło mnie jak mało podczas porodu było pęknięć krocza, gdzie w dzisiejszych czasach w wielu szpitalach w Polsce wykonuje się rutynowe nacięcia. Jestem pod ogromnym wrażeniem.

Jennifer na co dzień styka się z biedą, niewiedzą, naiwnością ale i silną, głęboką intuicją swoich podopiecznych. Najwięcej emocji wywołał na mnie poród Conchity. Kobieta urodziła swoje dwudzieste piąte dziecko w 28 t.c. Maleńki, siedmiuset gramowy chłopczyk cudem przeżył. Matka nie chciała go oddać do szpitala gdyż bała się, że bez jej opieki i czułości szybko umrze. Lekarze i tak nie dawali mu zbyt wiele szans na przeżycie. Conchita przez cztery miesiące nosiła go w prowizorycznej chuście prosto na piersi, tuż przy sercu. Dzieciątko przeżyło. Instynkt macierzyński, intuicja?? Współcześnie ten sposób, tzw. kangurowanie jest praktykowany na oddziałach wcześniaków w szpitalach na całym świecie.

Przed jednym muszę ostrzec ciekawego czytelnika. Opisy porodów są au naturel :) Innymi słowy bardzo naturalistyczne i dosłowne. Jennifer Worth nie owija w bawełnę i nie ubiera w piękne słowa porodu, który przeważnie jest mokry i krwisty. Wie o tym każda kobieta, która urodziła dziecko.

Historie opisane w "Zawołajcie położną" są różnorodne, ciekawe i emocjonujące.  Przeplatają się śmiechem i wzruszeniem, radością i tragizmem, życiem i śmiercią, modlitwą i świeckimi przyjemnościami. Z Jennifer Worth nie ma czasu na nudę bo już ktoś woła: Zawołajcie położną! I trzeba spieszyć z pomocą...

Nie ma nic piękniejszego niż nowo narodzone niemowlę :)





Jennifer Worth "Zawołajcie położną", tł. Marta Kisiel- Małecka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014




* tytuł i cytat pochodzi z piosenki "Wyspa dzieci" zespołu 2 plus 1 (1975, tekst: Marek Dutkiewicz)


Za możliwość przeczytania tej fantastycznej i emocjonującej książki dziękuję Pani Magdzie reprezentującej wydawnictwo Literackie :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)



Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka