Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morderstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morderstwo. Pokaż wszystkie posty

Bliźniaczka, Dominika Dudziak



Różnie bywa z debiutami. Jedne nużą i stają się literacką torturą, inne sugerują, że dostrzegany potencjał rozbudzi się po dopracowaniu warsztatu, inne wbijają w fotel i intrygują od pierwszej strony. Jaką powieścią okazała debiutancka „Bliźniaczka” Dominiki Dudziak? Nie zdradzę Wam od razu, nie ma tak łatwo ;) Najpierw poznajcie zarys fabuły, a ocenę zostawię na sam koniec :)

Katarzyna i Ewa były bliźniaczkami jednojajowymi. Współistniały i egzystowały w ogromnej bliskości. Razem cieszyły się, razem cierpiały. Jedna za drugą oddałaby serce. Kiedy miały osiem lat, zdarzyła się tragedia. Ewa została zamordowana, a za jej śmierć została oskarżona mama dziewczynek. Katarzyna była świadkiem tej zbrodni, ale jej podświadomość zepchnęła widziane obrazy w odmęty niepamięci.
Czytaj dalej...

Mam na imię Freedom, Jax Miller



Jedna chwila, zauroczenie, nieprzemyślana decyzja może tworzyć ciąg wydarzeń, na którego końcu czai się tragedia. 

Tak właśnie było w przypadku Nessy, bohaterki powieści "Mam na imię Freedom" pióra debiutującej Jax Miller. Młodzieńcza miłość, zaślepienie i nieumiejętność wyjścia z patowej sytuacji skutkuje morderstwem, więzieniem, utratą dzieci. Jednak kto tak na prawdę jest winny tej zbrodni? Nieśmiała i skryta Nessy, obsesyjnie w niej zakochany szwagier, a może poniewierany i przez lata tłamszony kaleki członek rodziny? 

Całą prawdę i jej następstwa poznajemy dzięki Freedom Oliver. Ta zadziorna, arogancka i często w sztok pijana pracownica rockandrollowego baru, skrywa wiele tajemnic. Nikt nie zna jej przeszłości, z nikim nie dzieli swoich trosk i zmartwień. Jedynym pocieszycielem jest butelka whisky, miejscowy policjant i charyzmatyczny pastor z Kościoła Adwentystów Dnia Trzeciego. Co ją łączy z Nessy i dlaczego jej historia jest dla niej taka ważna. Żeby rozwiązać zagadkę jest w stanie poświęcić swoje życie i wolność. I rzeczywiście droga do poznania prawdy jest kręta i bardzo niebezpieczna. Pościgi, bójki, uprowadzenia, znęcanie, pobicie, gwałt i postrzelenia przeplatają się by na samym końcu wybuchnąć feerią nienawiści. 

Jax Miller to nowy głos w gatunku sensacja/ thriller i to wielce obiecujący. W każdym napisanym słowie można dostrzec ogrom pracy w nie włożony i dobry research. Fabuła jest przemyślana i tak skonstruowana by jak najmniej odsłonić i wzbudzić jak największą ciekawość. Ja z łatwością dałam się złapać na ten haczyk i połykałam kolejne rozdziały w tempie pendolino, raz przecierając oczy ze zdumienia, raz z oburzenia. Autorka bowiem łączy w swojej powieści kilka kontrowersyjnych wątków: przemoc w rodzinie, wykorzystanie władzy, niewzruszoną biurokrację ośrodków adopcyjnych czy fanatyzm religijny, wpływ pseudo pastorów na wiernych i okrutną działalność sekt. Te tematy śmiało można wykorzystać oddzielnie. Jednak Jax Miller udało się je połączyć w jedną spójną, wciągającą i przerażającą całość. 

Jak już wcześniej wspomniałam akcja jest utrzymana w szybkim tempie, pełna zwrotów akcji, co osobiście uwielbiam. Jest także nieprzewidywalna bo nie wszystkie wątki kończą się według oczekiwań, co nie znaczy że rozczarowują. Nie, dają większe pole do przemyśleń, tworzą kolejne pytania. Bohaterowie są wyraziści, bardzo dobrze sportretowani. Znamy ich przeszłość, wybory, możemy domniemywać kolejnych decyzji. Potrafią również zaskoczyć nietypowym zachowaniem czy skrywaną umiejętnością. Bardzo fajnie sie uzupełniają i doskonale wpisują się w ton i klimat powieści. 

Nie pozostało mi nic innego jak polecić Wam "Mam na imię Freedom" i życzyć wrażeń i emocji podobnych do moich :)







"Mam na imię Freedom" Jax Miller, tł. , Prószyński i s- ka, Warszawa 2015







Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa :)




Czytaj dalej...

Duża dawka rzeczywistości, czyli... Germania, Harald Gilbers

Harald Gilbers jest niemieckim redaktorem, felietonistą, a także reżyserem teatralnym. Za swoją debiutancką powieść "Germania" otrzymał w 2014 roku prestiżową nagrodę Friedrich- Glauser- Preis dla twórców kryminałów. Autor zdradza, że gro jego pracy nad książką to "ślęczenie nad manuskryptem w ciszy gabinetu" i analiza bezpośrednich źródeł historycznych, tak by w pełni oddać realizm opisywanych czasów...


Akcja "Germanii" rozgrywa się pod koniec II wojny światowej w Berlinie, zniszczonym przez naloty i bomby aliantów. W krajobrazie gruzu i popiołu dochodzi do serii brutalnych mordów kobiet, których okaleczone zwłoki są składane pod pomnikami ofiar i bohaterów wojennych. Śledztwo prowadzi oficer SS Vogler. Niestety nie radzi sobie zbyt dobrze. Zmusza więc do współpracy Richarda Oppenheimera, niegdyś najlepszego śledczego berlińskiej policji, dziś ofiary nacjonalistycznej polityki Hitlera odsuniętego od pracy i życia ze względu na żydowskie pochodzenie. Ten lekko perwersyjny duet wilka i baranka pod presją czasu ściga bezwzględnego mordercę.

Wytężona praca poszukiwacza, historyka przyniosła wymierne korzyści. Tło historyczne opisane bardzo rzetelnie i z zachowaniem charakterystycznych szczegółów. W zbombardowanej stolicy III Rzeszy rozgrywają się dramaty ludności cywilnej, która mimo braku poparcia dla polityki Hitlera stała się jego ofiarami brutalnego systemu. Jednak wśród zwolenników upadku nazizmu, wkroczenia alianckich wojsk do Berlina możemy obserwować zachowania wyjątkowo brutalne wobec nielicznych osobników narodu żydowskiego i niezdrowa fascynacja nacjonalistycznym reżimem. Oczami bohaterów obserwujemy nieustanne naloty, pożary, zawalone domy, panikę, zmęczenie nieustannym strachem i ochroną życia i zdrowia, próby schronienia się w niepewnych piwnicach, wyciąganie spod gruzów ciał berlińczyków, grzebanie zmarłych, zmuszanie i indoktrynowanie kobiet do macierzyństwa, projekt Lebensborne, podziemna aborcja.

Na obu frontach działa nietypowy duet śledczy, esesman i Żyd oraz ich nietypowa relacja rozwijająca się na granicy akceptacji i przyjaźni. Vogler jest wysoko postawionym oficerem SS. Nie może zdradzić się ze swoją słabością do swojego żydowskiego partnera. Z kolei Oppenheimer zdaje sobie sprawę ze swojej niedogodnej pozycji i szuka rozwiązania, które uratowałoby jego skórę i życie. Podczas śledztwa przekonuje się jak wielu ma sojuszników i jak wielu ludzi pamięta jego zasługi dla społeczeństwa.

Pozostałe postacie to nie tylko tło dla głównych bohaterów, ale pełnokrwiste osobowości i podatne marionetki, które mają ważną rolę do odegrania. Mamy agresorów i ofiary, bohaterów i pomocników diabła, zastraszonych mieszkańców Berlina i młodych nazistów.

Zbrodnia, bestialskie okaleczenia ciał, pozostawienie zwłok pod pomnikami wojennymi to nie tylko czysta agresja ograniczonego emocjonalnie mordercy, a wielowarstwowa definicja pogardy dla życia, dla podstawowych wartości i lojalnego zapatrzenia w swojego przywódcę.

"Germania" byłaby idealnym kryminałem retro gdyby nie małe potknięcie w rozwijaniu akcji. Harald Gilbers przez mnogość opisów zagubił dynamikę. To co w założeniu miało być suspensem wyhamowało bieg akcji przez co książki nie czyta się z taką ekscytacją, na jaką zasługuje opisana historia.








"Germania" Harald Gilbers, tł. Agnieszka Hofmann, PWN, Warszawa 2015





Czytaj dalej...

Życie z piętnem ocalałego, czyli... Jutro, jutro i znów jutro, Thomas Sweterlitsch

Strata bliskiej osoby i przeżywanie żałoby czasem może stać się obsesją na jej punkcie. Przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć, wysuwa się na pierwszy plan, koncentruje uwagę, determinuje życie. Podstępnie, powoli, po cichu niszczy codzienność, a późnej przyszłość. Pozostawia w otępieniu albo skłania do szukania sztucznego pobudzenia zmysłów zrywając kontakt z rzeczywistością.

Dominic Blaxton, główny bohater powieści "Jutro, jutro i znów jutro", jest na dobrej drodze by stoczyć się w otchłań uzależnienia i mamiącej złudnym szczęściem przeszłości.

Kataklizm, wybuch bomby o szerokim spektrum rażenia doszczętnie zniszczył Pittsburgh. Dosłownie starł całe miasto z powierzchni ziemi, a wraz z nim wszystkich mieszkańców, w tym ukochaną żonę Dominica i ich nienarodzone dziecko. Mężczyzna nie potrafi pogodzić się ze śmiercią najbliższych. Dzień po dniu spędza na odurzaniu się narkotykami i wędrówkach po cyfrowej rekonstrukcji Pittsburgha, gdzie wciąż od nowa przeżywa nieliczne chwile z hologramową ukochaną. Jego podróże w przeszłość chce wykorzystać wpływowy Theodore Waverly. Chce by Dominic odnalazł jego córkę zaginioną w katastrofie. Podczas poszukiwań Blaxton odkrywa ciało zamordowanej kobiety oraz próbę manipulacji w cyfrowym obrazie miasta. Kim była ofiara? Dlaczego musiała umrzeć? Kto jest mordercą? Co czeka Dominica?

"To, co za nami, i to, co przed nami, niewiele znaczy w porównaniu z tym, co tkwi w nas."

Akcja książki toczy się w niedalekiej przyszłości, gdzie technika, cyfryzacja daleko wyprzedza to, co znamy z naszej rzeczywistości. Na czasie jest oprogramowanie Adware, które za pomocą kamery wszczepionej w źrenicę oka i okablowania scalonego z mózgiem, pozwala na serfowanie po sieci bez konieczności uruchomienia komputera i łącza Wi- Fi. W dowolnej chwili możesz sprawdzić wiadomości, pocztę, oglądnąć prognozę pogody i zalogować się na portale społecznościowe, ale tym samym jest się także bombardowany spamem i treściami pornograficznymi. Adware jest również ścieżką do nadużyć, manipulacji i infiltracji. Łatwo jest założyć oprogramowanie szpiegujące, które może okazać się przyczyną wielkich kłopotów. Adware pomaga Dominicowi w pracy i spotkaniach z żoną. Z czasem staje się uzależnieniem, koszmarem, upadkiem.

Dominic żyje z poczuciem winy. Jest jednym z ocalałych z kataklizmu, który nie potrafi, nie chce pogodzić się ze śmiercią ukochanej żony i nienarodzonego dziecka. Obwinia się za to, że żyje i pragnie jak najszybciej dołączyć do swoich bliskich. W wirtualnym świecie jest sentymentalnym, romantycznym, oddanym mężczyzną, w realu jest narkomanem złamanym poprzez prozę życia. Nie boi się niebezpieczeństwa, ryzykuje, wychodzi przed szereg, łatwo nim manipulować i zmuszać do konkretnych zachowań. Do czasu. Odkryte nieprawidłowości, zwłoki młodej kobiety, którą nikt się nie interesuje, zmowa milczenia, zafałszowana rzeczywistość zmusza go do radykalnych działań.

"Jutro, jutro i znów jutro" to powieść z elementami kryminału, trzymającego w napięciu thrillera z lekką formą fantasy. Zagadka tajemniczej śmierci i jeszcze bardziej tajemnicze poszukiwania zaginionej dziewczyny wciągają od pierwszej strony i utrzymują ją do ostatniej kropki. Thomas Sweterlitsch ciekawie przedstawia człowieka cierpiącego na depresję, zespół stresu pourazowego i uzależnionego od środków odurzających. Podsuwa nam wizję katuszy wywołanych cierpieniem, żałobą, obsesją, a także miłością niespełnioną, nie przeżytą od początku do naturalnego końca. Autor z wprawą wplata wątki cyfryzacji społeczeństwa i wprowadzanie nowych technologii. Język powieści jest prosty i łatwy do zrozumienia nawet dla laika w dziedzinie informatyki. W żadnym momencie nie czułam się zagubiona, niedoinformowana, pozostawiona w gąszczu technicznego bełkotu.

Thomas Sweterlitsch zmusza czytelnika do refleksji nad tym, do czego dążą ludzie i jaki próbują zgotować nam los. Wirtualizacja świata, awatary, androidy, sztuczna inteligencja, oprogramowanie kompatybilne z ludzkim organizmem daje wiele możliwości do cyberataków, permanentnej inwigilacji i manipulacji.

"Jutro, jutro i znów jutro" to debiut amerykańskiego pisarza. Bardzo udany, ciekawy, nowoczesny, który łączy zdeprawowanie, dewiacje, brutalność codzienności z pięknem miłości, przywiązania, bliskości i bólem samotności.










"Jutro, jutro i znów jutro" Thomas Sweterlitsch, tł. Jerzy Malinowski, W.A.B., Warszawa 2015





zBLOGowani.pl



Czytaj dalej...

Makabryczny plan, czyli... Koronkowa robota, Pierre Lemaitre



Moim zdaniem dobry kryminał cechuje brutalna, nawet makabryczna zbrodnia, wybitny detektyw, który mimo przeciwności losu, w mozole i pocie czoła dopada sprytnego mordercę i tajemnica, którą trudno rozwikłać, ale która logicznie, spójnie układa się w jedną całość.

"Koronkowa robota" francuskiego pisarza, scenarzysty i laureata Nagrody Goncourtów z 2013 roku, Pierra Lemaitre, taka właśnie jest. Szokująca, bulwersująca, zawiła, nierozwiązywalna, dotykająca całej gamy emocji, złożona ze słów zapadających w pamięć i z finałem, który doprowadza do szału, do erupcji wściekłości, do pytań, do zadumy...

Morderca, okrzyknięty przez prasę mianem Literat, morduje młode kobiety wzorując się na klasykach literatury kryminalnej: Czarna Dalia, American Psycho, Roseanna, Laidlaw, Zbrodnia w Orcival czy Zabójca z cienia. Morderca, nawiązuje bezpośrednią korespondencję z komisarzem paryskiej policji, Camille Verhoeven, w których szczyci się swoimi zbrodniami i zapowiada kolejną masakrę. Policjant musi znaleźć psychopatę zanim zginie kolejna dziewczyna.

Camille Verhoeven jest nietypowym komisarzem i człowiekiem. Ma czterdzieści lat, jest bardzo niski i łysy jak kolano. Powikłania w czasie ciąży sprawiły, że jego wzrost zatrzymał się na stu czterdziestym piątym centymetrze. Przez większość życia był to jego największy kompleks. Z czasem nauczył się wykorzystywać niedobory wzrostu i swoja aparycję by zbudować autorytet, charyzmę i reputację. W policji są to niezastąpione atrybuty. Do innych jego zalet należy wysoka inteligencja, pracowitość i nieustępliwość. Nie ma takiej sprawy, której nie rozwiązałby Camille Verhoeven. Dlatego zbrodnie Literata zostały przydzielone właśnie jemu. Jednak nawet on z trudnością odnajduje wskazówki, które pozwolą mu ruszyć tropem prowadzącym wprost do największego paryskiego psychopaty. Trudne śledztwo nakłada się na życiową rewolucję policjanta. Oczekuje on narodzin pierwszego dziecka. Nie chce odpuścić w pracy i nie chce przegapić najważniejszego wydarzenia w swoim życiu. Wyścig z czasem nabiera podwójnego znaczenia.

"Wbrew pozorom sprawca na pewno nie jest owładnięty manią destrukcyjną. Już bardziej manią posiadania, która graniczy z destrukcją, nie jest ona jednak głównym motorem jego poczynań. Pragnie zdobywać kobiety, lecz ich zdobycie nie przynosi mu ukojenia. Więc je torturuje. Ale tortury nie przynoszą mu ukojenia, więc je uśmierca. Ale również morderstwo nie załatwia sprawy. Może je zdobywać, gwałcić, torturować, ćwiartować, pastwić się nad nimi, ale wszystko na próżno. Niejasno przeczuwa, że nigdy nie zazna spokoju. Nigdy się nie zatrzyma, gdyż jego pogoń nie ma końca."

Początkowo nie jest znana przeszłość mordercy, cele, motywy ani modus operandi. Wytężona praca, nietypowe współprace wyłuszczają okrutną prawdę. Literat precyzyjnie, w skali 1: 1 odwzorowuje najbardziej makabryczne zbrodnie z popularnych kryminałów. Ich opisy są niezwykle obrazoburcze, dokładne, szczegółowe, dosadne. Szokują i przyprawiają o mdłości nawet wytrawnego miłośnika gatunku. Czytelnika o słabych nerwach, z góry uprzedzam: niektóre sceny powinny zostać oznaczone czerwonym kluczykiem, albo ostrzeżeniem "Tylko i wyłącznie dla dorosłych! Czytasz na własne ryzyko!". 

Splątanie ścieżek zawodowych i prywatnych, makabryczny los młodych kobiet, zdrada w policyjnych szeregach, wymuszony układ pomiędzy Verhoevenem, a psychopatą daje miejsce na szaleńczy pęd i na dramatyczne zwroty akcji. Gra na amplitudzie emocji przyspiesza tętno, podnosi ciśnienie, domaga się satysfakcjonującego zakończenia, którego nie ma... Finał jest totalnym zaskoczeniem, który bardzo mnie zdenerwował. Nie tak miało być!!! Nie zgadzam się!!! I mimo moich okrzyków niezadowolenia nie da się cofnąć czasu, nie da się nic zmienić. I żebyście mnie źle nie zrozumieli. Nie jestem rozczarowana, wręcz przeciwnie. Po prostu nie spodziewałam się takiego zakończenia... A burzy ono znane, stosowane i utarte schematy :)

"Koronkowa robota" to będzie wyjątkowa książka na mojej półce. Zajmie na niej honorowe miejsce, wśród ulubionych.










"Koronkowa robota" Pierre Lemaitre, tł. Joanna Polachowska, Muza, Warszawa 2015




Czytaj dalej...

Teatr jednego aktora, czyli... Kryminalistka, Joanna Jodełka


Joanna Jodełka to znane nazwisko w środowisku literackim i kryminalnym. W sieci można znaleźć wiele pochlebnych komentarzy, pozytywnych recenzji jej dzieł zarówno krytyków,  blogerów jak i zafascynowanych czytelników. Niestety do tej pory nie udało mi się zapoznać z książkami autorki, a po lekturze "Kryminalistki" ogromnie tego żałuję. To kolejne moje osobiste odkrycie literackiej perełki i królowej współczesnego kryminału.

"A ty, jeśli nie masz dość empatii, odłóż natychmiast tę książkę! Oddaj ją komuś. Zostaw na śmietniku. Daj dziecku, niech porwie. Co mnie to obchodzi. Ale nie czytaj dalej. Po co masz mi  się przyglądać? Nie będę ładna!"

Joannę poznajemy gdy siedzi na ławce w parku. Roztrzęsiona, wystraszona, rozczochrana, brudna, zakrwawiona, w poszarpanym ubraniu przyznaje się do zabicia dwóch osób. Co ją do tego skłoniło i kto jest ofiarą? Tego dowiadujemy się z jej ust, gdy zdradza wydarzenia z ostatnich kilku dni.

"Miłość do samego siebie pozostaje podstawową zasadą moralności."

Joanna, autorka kryminałów, jest zagubiona, niepewna, zdominowana, niedoceniana,  nieszczęśliwa. Powodem tego stanu rzeczy jest mąż, który uważa się za ideał w każdej dziedzinie życia: jako mężczyzna, kochanek, psychoterapeuta, celebryta, pisarz, biznesmen, sąsiad, przyjaciel... Kolacja, którą wydaje dla prominentnych mieszkańców Siedlec jest początkiem brutalnego, makabrycznego teatru zwidów, omamów, choroby psychicznej, manipulacji i szantażu.

Joanna to główna bohaterka i narratorka zarazem. To ona decyduje jaką formę przyjmą zwierzenia, wyznanie winy, nietypowa spowiedź. To ona decyduje ile chce wyjawić, a ile może pozwolić domyśleć się czytelnikowi. Zwraca się bezpośrednio do odbiorcy i sprawia, że wchodzimy z nią w kontakt, że z uwagą słuchamy tego co ma do powiedzenia. I oto jej chodzi. Chce wreszcie być w centrum uwagi, chce zwrócić na siebie oczy całego świata, ale czy jest gotowa na obiektywną ocenę?

Mieszana narracja- to prawdziwy majstersztyk! Raz w czasie teraźniejszym, w pierwszej osobie poznajemy rozedrgane, wibrujące, szalejące, niszczące emocje wystraszonej, rozhisteryzowanej kobiety, a w retrospekcjach, którymi  dzieli się z czytelnikiem, niemal abstrakcyjną historię będącą ziszczeniem najgorszych sennych koszmarów.

"Wszystko, co słyszymy, jest opinią, nie faktem.
Wszystko, co dostrzegamy, jest punktem widzenia, nie prawdą."

Joanna Jodełka jest mistrzynią intrygi! W myśl powyższego cytatu, tak mydliła oczy, tak fałszowała tropy, tak manipulowała faktami, że nie sposób jednoznacznie wskazać motywów zbrodni, jak się okazuje, doskonałej, która dokonała się na kartach powieści. Autorka niepostrzeżenie, niemal hipnotycznie wciąga czytelnika w swoją historię, który nie może odłożyć książki póki nie pozna zakończenia. I niestety mimo ostatniej strony, ostatniego zdania nie jest do końca pewny czy dobrze zrozumiał każde słowo, odnalazł ukryty sens, zawoalowane znaczenie i czy jawnie odsłonięta prawda jest nią rzeczywiście, czy może jest zaszyfrowaną wskazówką o całkiem innej wymowie. Jest zmuszony ponownie przekartkować powieść i na nowo próbować rozwikłać intrygę, jeszcze raz zmierzyć się z tajemniczą, zawiłą, złożoną zagadką.

Nastrój, atmosfera, którą buduje Joanna Jodełka jest gęsta, namacalna, lepka, z której trudno się otrząsnąć, która pozostawia w odrętwieniu, która wywołuje dreszcze jeszcze na długo po skończonej lekturze.

"Kryminalistka" to całkiem nowa jakość kryminału, wyrwana z ram gatunku i poskładana po Jodełkowemu. Super. Jestem zachwycona :)








"Kryminalistka" Joanna Jodełka, Świat Książki, Warszawa 2015







Czytaj dalej...

Odkupienie win, czyli... Bez litości, James Scott

Sekrety wychodzą na jaw w najmniej oczekiwanym  momencie i często przewracają życie do góry nogami. Czy warto uparcie trzymać się opowiadanych kłamstw czy stawić czoło prawdzie i z odwagą przyjąć konsekwencje?

Elspeth Howell długo ukrywała swoje grzeszne życie przed swoimi dziećmi oraz prawdę o ich przeszłości i pochodzeniu. Za swoje kłamstwa płaci wysoką cenę. Jej rodzina zostaje bestialsko wymordowana. Jedynie najmłodszy syn, 12 letni Caleb uszedł cało z masakry i jest żądny zemsty. Razem z matką rusza tropem morderców.

Autor przenosi nas na prowincję Ameryki końca XIX wieku. Zimową porą, podczas burzy śnieżnej, hulającego lodowatego wiatru rozgrywa się największy dramat rodziny Howell. Jednak brutalne morderstwo to mocny, ale jedynie początek zatrważającej historii pozostałej przy życiu Elspeth i Caleba. Z lodowatym ukłuciem na karku obserwujemy ich rozpacz, dołujące poczucie winy i rodzącą się chęć zemsty, która pomaga przetrwać żałobę i utrzymuje przy życiu. Obserwujemy również proces przemiany jaki zachodzi w Elspeth kiedy dociera do niej, że w pewien sposób jest odpowiedzialna za tę zbrodnię. Ustala dla siebie karę, która polega na powrocie do przeszłości, zmierzeniu się z prawdą i poniesieniu ostatecznych konsekwencji.

Zimowa aura, która towarzyszą matce i synowi podczas wędrówki wpływa na tajemniczość, mroczność, ponurość, tajemnice, które kłębią się w głowach ocalonych. Akcja powieści toczy się powoli, spokojnie z oporem, tak jak brodzący w głębokim śniegu bohaterowie.  Z początku jej sens jest niezrozumiały, z czasem zaczyna tworzyć jeden, spójny, przerażający, budzący nieustanne zagrożenie obraz z góry skazany na deformację, zniszczenie, nicość, niebyt.

James Scott z determinacją popycha Elspeth i Caleba w środowisko pełne brutalności i braku poszanowania dla prawa i życia. Muszą oprócz swojej traumy zmagać się z przemocą, która ich otacza, oblepia i nie pozwala na trzeźwy osąd, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Wreszcie James Scott konfrontuje przeszłość, prawdę, rzeczywistość i weryfikuje uczucia, które połączyły bohaterów tej osobliwej powieści.

Finał zaskakuje, zmusza do refleksji nad sprawiedliwością i czy mamy prawo wymierzyć ją osobiście.

Jeżeli nie boicie się wymagającego thrillera, skomplikowanej psychologicznej dysputy na temat kłamstwa, konsekwencji, zemsty i odkupienia win, to sięgnijcie po debiutancką powieść Jamesa Scotta "Bez litości".








"Bez litości" James Scott, tł. Jerzy Malinowski, W.A.B., Warszawa 2015






Czytaj dalej...

Holenderska Vendetta, czyli... Smak tulipanów, Antoinette van Heugten




II wojna światowa, nazizm wyzwoliły pierwotne instynkty w ludziach w całej Europie. Ich dumne, radosne oblicza naznaczył strach, ból, rozpacz i chęć zemsty za doznane krzywdy. W swoim cierpieniu nie zawsze dostrzegają prawdziwych oprawców, sprawców swojej tragedii. Niekompletna wiedza nie tłumaczy chęci odwetu, a czas zamiast koić rany, roznieca gniew i kumuluje negatywne emocje. 

Dramatyczne skutki wojny i Holokaustu dają o sobie znać trzydzieści lat później w domku na przedmieściu Houston. Doświadczyła jej niczego nieświadoma Nora de Jong. Po dniu pełnym zawodowych wyzwań, w swoim domowym azylu odnajduje mrok i destrukcję zbrodni. W salonie na śnieżnobiałym dywanie leżą okaleczone zwłoki matki Anneke, a w sypialni martwe ciało nieznajomego mężczyzny. Nigdzie, natomiast, nie ma jej malutkiej córeczki Rose. Kto mógł ją porwać i dlaczego?

Dość szybko okazuje się, że za zbrodnią stoi historia i holenderska przeszłość matki. By rozwiązać zagadkę, Nora musi powrócić do korzeni.

Do tej pory myślałam, że amerykańska policja jest najbardziej profesjonalna, kompetentna i skuteczna na całym świecie. Książka Antoinette van Heugten udowadnia, że nawet oni nie mogą dokonać niemożliwego. Tropy odnalezione na miejscu zbrodni nie wystarczają by móc rozwikłać i zakończyć sprawę. Wiadome jest, ze zabójca pochodził z Holandii, ale jaki mógł mieć motyw aby zabić szanowaną obywatelkę Stanów Zjednoczonych?
Dopiero Nora, podczas porządkowania rzeczy matki, odkrywa do tej pory nie ujawnioną przeszłość Anneke. Holenderskie papiery, sfałszowane paszporty choć rzucają nikłe światło na śledztwo, to są jedynym punktem zaczepienia. Jednak i tym razem policja nie daje sobie rady. Międzynarodowa biurokracja przerasta ich możliwości. To dla mnie niepojęte. Służbowe kanały komunikacyjne w sprawach kidnapingu czy brutalnej zbrodni powinny być prostą drogą wymiany informacji. A tu detektywi napotykają trudności na każdym kroku. 
Mam wrażenie, że gdyby nie Nora poddaliby się bez walki nie bacząc na zdrowie, życie zaginionego sześciomiesięcznego dziecka... 
To ona w końcu bierze sprawy w swoje ręce, przejmuje dowodzenie i wyjeżdża do Holandii. Tam rozpoczyna prywatne śledztwo i podróż w przeszłość. 

Razem z Norą poznajemy losy Holendrów podczas II wojny światowej, okupacji i stosunek do holenderskich Żydów. 
Czytając Dziennik Anny Frank, można by przypuszczać, że Żydzi w Holandii nie przeżyli takiej traumy i przemocy jak Żydzi z innych terenów będących pod okupacją. Mogłoby się wydawać, że ich sąsiedzi tylko czekali by ich chronić, ukryć, żywić przez całą wojnę. Niestety. Nazizm miał swoich wiernych wyznawców w każdym europejskim narodzie. W Holandii również. Bieda, potworny głód, choroby i śmierć odebrały resztki godności, uczuć i empatii. By bronić bezpieczeństwa swojego i bliskich można podpisać pakt nawet z samym diabłem. 

Żydowską rodzinę Rosen nie ominęło cierpienie, brutalność i bestialstwo wojny. Morderstwo, gwałt, śmierć w komorach gazowych odcisnęły na niej swoje piętno. Ci co przeżyli już zawsze będą obwiniać sibie o tragiczny los bliskich i szukać ukojenia w planowaniu zemsty. 

Co przed trzydziestoma latami połączyło Anneke i rodzinę Rosen? 

"Smak tulipanów" to dla mnie, miłośniczki historii, ciekawa i obowiązkowa lektura. Ujmuje ona temat Holokaustu i holenderskich Żydów z zupełnie innej perspektywy. Do tej pory poznałam jedynie punkt widzenia i doświadczenia Anny Frank, które nie odnosi się do setek tysięcy wszystkich Żydów w Holandii. 
Antoinette van Heugten bardzo realistycznie oddała horror tamtych czasów, kiedy człowiek był człowiekowi wilkiem. Ciekawie połączyła również losy obu rodzin, wzajemnych stosunków, uczuć, emocji ale i nieporozumień, strachu, niezrównoważenia i szaleństwa, które na zawsze zostały niezmienione, w którym trwały następne pokolenia. 

Podobała mi się niepewność, dynamika i przekora z jaką Nora prowadziła swoje śledztwo. Miała ku niemu zresztą swoisty motywator, życie swojego dziecka. Nie poddawała się nawet wtedy, gdy zaczęła grozić jej śmierć. Była tym bardziej zdeterminowana, im w większym była niebezpieczeństwie. 

Nie przekonała mnie opieszałość policji, jej brak zainteresowania i niekompetentność. Nie dość, że nie odnaleźli żadnych tropów związanych ze śmiercią Anneke, to nie brali poważnie słów Nory. 
Zdziwiło mnie również z jaką łatwością bohaterowie podrabiali ważne dokumenty. Nora bez problemu dostała się do Holenderskiego Instytutu Dokumentacji Wojennej po fałszywym nazwiskiem, ukryła się w nim i grzebała w niedostępnym, chronionym archiwum...
Tak samo zaskakujące było przewiezienie przez dwie granice porwanego dziecka, bez papierów, bez bagaży, nawet bez doświadczenia w opiece nad małym dzieckiem...

"Smak tulipanów" to powieść, którą z pewnością warto polecić. Po pierwsze opisuje najbardziej tragiczny moment w historii współczesnego świata. Po drugie portretuje rodzinę, która z pokolenia na pokolenia spala nienawiść i chęć zemsty za doznane krzywdy. 








"Smak tulipanów" Antoinette van Heugten, tł. Janusz Maćczak, Harlequin, wyd. II, Warszawa 2015







Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka