Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Esprit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Esprit. Pokaż wszystkie posty

"Mad Women" Jane Maas

Reklama jest wszędzie. Atakuje nas plakatami, broszurami i wszelkiego rodzaju filmikami. Jedne są śmieszne, inne żałosne lub kipią od seksualnych podtekstów.
Często sami nawet o tym nie wiedząc, kupujemy reklamowane produkty. Reklamy opiewają wyidealizowane życie- zawsze szczęśliwa i kompletna rodzinka, piękne i zgrabne kobiety, przystojni mężczyźni, problemy zawsze można łatwo rozwiązać wystarczy kupić produkt X.

Ale czy oglądając kolejny spot reklamowy, pomyśleliście chociaż raz o ludziach, którzy go stworzyli?

To właśnie o agentach reklamowych jest książka Jane Maas "Mad Women". Jest to specyficzna spowiedź kobiety, która rozpoczynała pracę w agencji reklamowej w latach 60- tych. Jest ona również odpowiedzią na kultowy serial "Mad Men", na punkcie którym oszaleli widzowie na całym świecie. Polscy fani mają szansę go oglądać od 4 października.

Jane Maas to legenda branży marketingu. Pracowała w największych  najbardziej znanych agencji reklamowych na Madison Avenue w Nowym Jorku. Była wielokrotnie nagradzana za swoje osiągnięcia, jako jedna z pierwszych kobiet została wiceprezesem i przetarła drogę innym kobietom na drodze awansu i kariery zawodowej. W chwili obecnej nie działa już w branży ale dalej udziela się jako konsultant i wykładowca.

Jane Maas śmiało mogłaby występować w znanym serialu "Mad Men", być może była inspiracją dla jego twórców w kwestii kreacji damskich ról. Jednak jako kobieta rzeczywista, a nie wytwór ludzkiej wyobraźni, może opowiedzieć co naprawdę przeżyła i doświadczyła. W sposób lekki, rozrywkowy czasem ironiczny i dosadny zdradza nam kulisy swojej pracy i życia prywatnego.

Książka idealnie oddaje realia lat sześćdziesiątych, zmiany polityczne i obyczajowe amerykańskiego społeczeństwa, które dokonały się w tamtych czasach. Był to okres powszechnego rasizmu, seksizmu i zerowej etyki pracy. Na porządku dziennym było molestowanie kobiet czy seks w miejscu pracy. Często łóżko było pierwszym krokiem w drodze do awansu czy wyższej pensji, było na to powszechne przyzwolenie. Wzrost postępowań rozwodowych był konsekwencją tych działań.
W latach sześćdziesiątych kobieta pracująca była zjawiskiem niespotykanym i budzącym lęk. Matki pracujące były napiętnowane przez społeczeństwo. Często traktowane jak człowiek drugiej kategorii. Nie dość, że musiały zmagać się z niechęcią sąsiadów to równocześnie odczuwały wewnętrzny niepokój o dzieci i domowe ognisko. Będąc w pracy myślały o domu i na odwrót. Ale te uczucia dobrze zna i współczesna matka pracująca. Jane Maas wspomina też, że w tamtych czasach kobiety były nagminnie dyskryminowane. Pełniły znacznie niższe funkcje niż mężczyźni, zarabiały dużo mniej a pracowników mniejszości narodowych nie widywała prawie wcale.
Myślę, że problemy opisywane przez Jane Maas są w dalszym ciągu aktualne i ponadczasowe. Jeszcze długo zanim człowiek na prawdę dojrzeje do zmian, te sytuacje będą się powtarzać.

Dużą część książki stanowią opisy procesu tworzenia reklamy- od pomysłu poprzez casting na aktora do spotu po jego realizację w wytwórni filmowej. Agenci reklamowi musieli mieć pierwiastek tytułowego "mad" szaleństwa by być ciągle tak kreatywnym i oddać się swojemu zawodowi bez reszty, wypalając paczki papierosów, popijając litrami kawy lub czegoś mocniejszego. Mamy okazję także podejrzeć mężczyzn pracujących nad reklamą podpasek czy kosmetyków i kobiety przy pracy nad typowo męskim produktem. Jane Maas zdradza również zawodowe wpadki i zupełnie nieudane projekty, przynoszące ogromne straty. Byłam zaskoczona jak wiele marek kiedyś produkowało produkt, które teraz (przynajmniej polskiemu konsumentowi) są nieznane jak i to, że produkt w tej chwili uznany z nowość dawniej święcił nie większy sukces.

Jane Maas pokazuje nam świat reklamy bez ułudy. Nie koloryzuje, nie ocenia, nie tłumaczy. Przedstawia fakty takimi jakie są.
Na początku nie wiedziałam czego spodziewać się po książce. Nie śledzę twórców reklam, nie interesuje mnie proces jej powstawania, co więcej nie znam zupełnie serialu "Mad Men". Nie szkodzi. Poznałam kawałek amerykańskiej historii. Poznałam szalonych ludzi tworzących ułudę szczęścia. I świetnie się przy tym bawiłam.


Cytaty z książki:

1. "Szef sprawował kontrolę nad twoją pensją, twoją podwyżką, twoim awansem zawodowym...twoim życiem.Jeśli chciał się  z tobą przespać, to musiałaś zadać sobie pytanie:, co jest ważniejsze: twój szacunek do samej siebie czy twoja kariera."
2. "-Oczywiście, że nie zarabiałyśmy tyle samo co mężczyźni na identycznych stanowiskach, nawet jeśli wiedziałyśmy, że pracujemy lepiej od nich. Nie miałyśmy nawet takiej samej przestrzeni jak oni: faceci dostawali biura z oknami, a my- przegródki. Rzecz w tym, że my po prostu się na to godziłyśmy."
3. "W większości agencji obowiązywały surowe zasady dotyczące ciąży: kobiety były proszone o opuszczenie firmy w czwartym bądź piątym miesiącu- mniej więcej wtedy, gdy ciąża zaczynała być widoczna i mogła wywoływać nerwowe reakcje u mężczyzn."
4. "W 1959 roku, kiedy urodziła się Kate, wzięłam tylko tydzień wolnego. Cztery lata później, gdy pojawiła się Jenny, Mabel przyszła do mnie do szpitala dwa dni po porodzie. Zabrała małą do domu, a ja wsiadłam w taksówkę i pojechałam do pracy."
5. "Zaledwie godzinę po tym, jak urodziła się Kate, pielęgniarka przyniosła do mojego szpitalnego łóżka to maleńkie, dwuipółkilogramowe niemowlę. A ja jedną ręką ją kołysząc, w tej drugiej trzymałam zapalonego papierosa."


Jane Maas "Mad Women", Epika 2012, ISBN: 978-83-61989-96-7


5/6


Recenzja napisana dla serwisu DużeKa, a Pani Kasi i wydawnictwu Epika bardzo dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :))))


Czytaj dalej...

"Skrzydła nad Delft" Aubrey Flegg

Kilka lat temu miałam okazję przeczytać książkę "Dziewczyna z perłą", która dotyczyła znanego holenderskiego artysty Johanesa Vermeer'a. Powieść uwiodła moje zmysły, wyostrzyła smak i na długo pozostała w mej pamięci.
Na takie same przeżycia byłam nastawiona, sięgając po "Skrzydła nad Delft". I nie zawiodłam się. Mogę śmiało przyznać, że tę książkę uważam za dynamiczniejszą, ciekawszą, bardziej wciągającą, po protu lepszą.

"Skrzydła nad Delft" to pierwsza część trylogii Louise. Dzięki Aubrey'owi Flegg mamy okazję przenieść się do XVII- wiecznego, do małego miasteczka Delft w Holandii. W czasy jej największego ekonomicznego rozwoju, rozkwitu sztuki, malarstwa i narodzin wielkich mistrzów.

Główna bohaterka Louise Eeden jest córką największego i cenionego projektanta porcelany. Jest bardzo wrażliwa. Przedkłada dobro rodziny nad swoje własne. Zna marzenie ojca i zrobi wszystko by móc to mu umożliwić. Wie, że połączenie dwóch znakomitych fabryk: porcelany Eadena i ceramiki DeVriesa, zapewni jej rodzinie spokój i dobrobyt. Ale czy jest gotowa wyjść za mąż bez miłości? Czy przyjaźń, która ją łączy z Reynierem DeVries wystarczy, aby zdecydować się na zamążpójście? Czy ma prawo myśleć o własnej wygodzie, o własnych marzeniach?

Zgodnie z ówczesnymi praktykami, ojciec dziewczyny zleca znanemu artyście, Jacobowi Haitinkowi namalowanie portretu Louise. Dziewczyna nie chce być na nim przedstawiona w tradycyjny sposób. Chce by można było na nim odnaleźć jej duszę, jej osobowość, charakter. Malarz, aby uzyskać zamierzony efekt, chwyta się przeróżnych sposobów i tricków.
W pracowni mistrza, Louise poznaje Pietera Kunsta, czeladnika. Tych dwoje dzieli wszystko: pozycja, a przede wszystkim religia. Łączy ich natomiast o wiele więcej, pokrewieństwo dusz.Czy tych dwoje ma przed sobą długie i szczęśliwe życie? Czy przeciwstawią się tradycji, konwenansom ? To już musicie przeczytać sami.

Na pozór, "Skrzydła nad Delft" to kolejny romans z historią w tle. Dla mnie jest jednak czymś więcej. Jest cudownym przewodnikiem po magicznym świecie artystów malarzy i ich warsztacie, technikach. Akcja powieści w dużej mierze rozgrywa się w pracowni malarskiej Jacoba Haitinka, gdzie możemy śledzić proces powstawania portretu. Bardzo podobały mi się opisy o wydobywania koloru, metodach łączenia barw, nakładania cieni, które dla oka zwykłego zjadacza chleba są niedostrzegalne i nieuchwytne.
Podobały mi się również sceny dotyczące nowoczesnych filozofii. Louise to dziewczyna żądna wiedzy, poznawania i odkrywania świata. Jej relacja z ojcem jest bardzo wzruszająca. Rzadko kiedy zdarza się taka bliska więź, między tatą a córką, nawet w dzisiejszych czasach.

"Skrzydła nad Delft" jest także powieścią dokumentującą życie w holenderskim miasteczku w XVII wieku. Choć wydaje się, że Holandia- państwo protestanckie jest krajem tolerancyjnym, to ataki na kościoły katolickie, prześladowania religijne zupełnie temu przeczą. Aubrey Flegg obrazowo i stanowczo zaznaczył to w swojej książce.
Jednocześnie odmalował przed czytelnikiem codzienność, obyczaje i poglądy na życie ówczesnej społeczności.

"Skrzydła nad Delft" to wielowątkowa powieść, którą czyta się niesamowicie lekko i szybko. Jest to miła lektura dla miłośników malarstwa, przyjaźni i miłości. Chętnie poznam kolejne części trylogii i już dziś czekam na nie z niecierpliwością.



Cytaty z książki:

1. "Boję się, że pewnego dnia przez te drzwi przejdzie ktoś, kto jest zupełnie obojętny na samego siebie."
2. "Jak namalować coś, co nie ma oczywistej formy, żadnego zarysu, lecz istnieje tylko w rozlicznych rozbłyskach i odbiciach wyimaginowanego światła?"
3. "Spuściła skromnie melancholijne oczy."
4. "Louise  była oczarowana i odpowiedziała najgłębszym dygnięciem, jakie mogła wykonać, nie tracąc przy tym równowagi."
5. "W pierwszej chwili Louise pomyślała, że chłopiec jest cudownie brzydki."
6. "Ani ty, ani ja, ani ten cholerny pan Rembrandt, bo tak każe się ostatnio nazywać, żaden z nas nie tworzy dzieła sztuki. Nie, to osoba, która patrzy na obraz, kupiec- ignorant, plebs. To ludzie, którzy patrzą na moje płótna, czynią z nich dzieła sztuki. "


Aubrey Flegg, "Skrzydła nad Delft", Esprit 2012, ISBN: 978-83-61989-82-0



>>5/6<<



Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję pani Annie z wydawnictwa Esprit




Czytaj dalej...

"Córka kata" Oliver Pötzsch

W mieście i czasach kiedy ludźmi rządziły strach przed nieznanym, zabobony i nieposkromiona chciwość i żądza bogactw, musi się stać coś bardzo, bardzo złego.

Właśnie taki scenariusz dotknął małą, bawarską mieścinę w połowie XVII wieku. Okres ten jest bardzo dobrze  znany z bezkompromisowych oskarżeń o czary, stronnicze i niesprawiedliwe procesy, bestialskie tortury i z okrutnej śmierci tysięcy kobiet w płomieniach ofiarnych stosów. 

"Córka kata" to jedna z wielu takich opowieści, o podwójnej moralności, o wierze w przesądy, o nierozumieniu nauki i ogromnej ludzkiej chciwości i opętaniu żądzą pieniądza. 

W  Schongau dochodzi do brutalnych morderstw dokonanych na dzieciach. Na ich ciałach zostają odnalezione czarnoksięskie symbole. Mieszkańców opanowuje strach i panika. W takich okolicznościach łatwo wybrać ofiarę, kozła ofiarnego, sprawcę tych potworności. O tę zbrodnię zostaje oskarżona miejscowa akuszerka Marta. Jej jedyną przewiną było znawstwo ziół i warzenia z nich medykamentów oraz zbyt bliska znajomość z zamordowanymi dziećmi. Oskarżona twardo obstaje przy swojej niewinności. Tylko jeden człowiek może zmusić ją do zmiany zeznań, jest nim Jakub Kusil. Kat za pomocą tortur ma wymóc na akuszerce przyznanie się do winy, ale on nie wierzy w winę Marty. Wraz z córką Magdaleną i miejskim medykiem Simonem Fronwieserem przeprowadzają własne śledztwo.

Z dużym zainteresowaniem i ciekawością czytuję książki dotyczące procesów czarownic. Z każdą kolejną coraz bardziej przeraża mnie myśl jak łatwo jest osądzać człowieka po pozorach, powierzchownie, że podłość ludzka nie zna granic. W tamtych czasach najmniejszy objaw inteligencji, inności lub chociaż próba zemsty czy zawiści sąsiada skazał na śmierć tysiące kobiet i kilkudziesięciu mężczyzn. Przerażające są również sposoby na ujawnienie czarownicy i wymyślne tortury, na które były skazywane tzw. "czarownice". Oliver Pötzsch proponuje nam kilka przykładów również w swojej książce. Lecz ten temat nie jest niestety przewodnim w "Córce kata". Autor bardziej chce zwrócić uwagę czytelnika na mechanizmy tłumu ogarniętego strachem i paniką i jakie ryzyko niesie za sobą dążenie do wzbogacenia za wszelką cenę. Jak dla pieniędzy można skrzywdzić drugiego człowieka. Razem z Jakubem Kusilem odkrywamy mroczne sekrety Schongau, jego mieszkańców i ludzkiej natury.

Autor ujawnia czytelnikowi swoje pochodzenie. Jak się okazuje jest potomkiem Kusilów, którzy w XVI- XVII wieku byli najsłynniejszą dynastią katów w Bawarii. "Córka kata" powstała w oparciu o fascynację katowskim rzemiosłem, drzewem genealogicznym i historią swojej rodziny. Oliver Pötzsch starał się jak najwierniej przedstawić realia tamtych czasów, sposoby leczenia, metody tortur, procesy sądowe. Postacie Jakuba Kusila, jego żony Anny Marii i dzieci: Magdaleny, Georga i Barbary są udokumentowane historycznie ale jak sam przyznaje, dla utrzymania dramaturgii nieraz posługiwał się  uproszczeniami czy ubarwieniami, które formował do własnych celów. Co oczywiście w żadnym stopniu nie zaważyły na odbiorze lektury.

Może dzięki temu książka urzekła mnie już od pierwszej strony. Oliver Pötzsch z wprawą dozuje napięcie i rozrzuca fragmenty układanki, które z wielką przyjemnością usiłowałam złożyć w całość. Autor bez ustanku trzyma czytelnika w niepewności i w ciągłej gotowości do rozwiązania i znalezienia zagadki sięgającej głęboko w przeszłość.

Chociaż zakończenie nie zaskoczyło mnie tak jak się tego spodziewałam, zupełnie nie żałuję czasu spędzonego z "Córką kata".


Oliver Pötzsch "Córka kata", Esprit 2011, ISBN: 978-83-61989-63-9


>>5/6<<


Recenzja napisana dla serwisu DużeKa. Za egzemplarz recenzyjny bardzo dziękuję pani Kasi i wydawnictwu Esprit




Czytaj dalej...

"Oczami Jezusa. Opowieść o życiu Jezusa Chrystusa cz. 2" Carver Alan Ames

Wydawnictwo: Esprit
Premiera: Wrzesień 2011
ISBN: 978-83-61989-64-6
Liczba stron: 249
Moja ocena: 5/6

"To wasze wahanie i strach osłabiają wiarę, a choć są one nieobce także i ludziom o silnej wierze, ci ci pokonują je dzięki Mnie. Róbcie to samo, a zobaczycie, jak wasza wiara się umocni"

Książka Carvera Alana Amesa "Oczami Jezusa" to zbiór opowieści o życiu Jezusa spisany na podstawie prywatnych objawień autora. Wyjątkowe jest w nich to, że narratorem jest sam Jezus Chrystus a wszystkie wydarzenia obserwujemy Jego oczami.
Kościół w oficjalny sposób nie potwierdził autentyczności objawień C.A.Amesa, mimo to katolicki biskup Percival Fernandez oraz arcybiskup Barry Hickey udzielili poparcia dla jego posługi i zaświadczyli o zgodności książki z nauką Kościoła. Opowieści te pozwalają na nowo odkrywać przesłanie ewangelii i słowa Jezusa.
Objawienia C. A. Amesa stanowią fragment życia Jezusa Chrystusa z czasów Jego wędrówki z apostołami. Mogą być one dla nas inspiracją do życia i miłości bliźniego.

Jakie cechy musi posiadać człowiek aby mógł doznać łaski objawienia? Czy to Bóg sam wybiera odpowiedniego posłańca? Czy gorące modlitwy kierują Jego wzrok w naszą stronę? Czym jest w dzisiejszych czasach wiara?
Mam wrażenie, że wierzymy i modlimy się na pokaz. Bo większość tak robi, bądź jest moda na Kościół. Bez głębokich przemyśleń, bez zastanowienia. Co tydzień "Odbębniamy" mszę świętą, bardziej z przyzwyczajenia niż z prawdziwej potrzeby uczestniczenia w duchowej uczcie ze Stwórcą.
A jak to jest z przestrzeganiem przykazań bożych? Po codziennym oglądnięciu Faktów czy Wiadomości można zauważyć, że jest z tym coraz gorzej. I prorokuję, że w najbliższym czasie lepiej nie będzie. Człowiekiem za bardzo rządzi złość i zemsta a pogoń za pieniądzem skutecznie zasłania wzrok na potrzeby duchowe każdego z nas.
"Oczami Jezusa" daje nam możliwość, okazję aby przypomnieć sobie nauki Jezusa. Jeszcze raz doświadczyć Jego ogromnej miłości. C.A. Ames w prostym stylu i języku przekazuje wskazówki aby wieść szczęśliwe życie pod opieką Boga.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości pani Anny z wydawnictwa Esprit

Czytaj dalej...

"O modlitwie. Listy do Malkolma" Clive Staples Lewis

Wydawnictwo: Esprit
Oprawa: miękka
Wprowadzono: 25-11-11
ISBN: 978-83-619-8965-3
Stron: 200
Wymiary: 130x200
Moja ocena: 4+/6 
Clive Staples Lewis autor słynnych "Opowieści z Narnii", urodził się 29 listopada 1898 r. w Belfaście. W wieku 19 lat brał udział w I wojnie światowej. To traumatyczne doświadczenie, stało się między innymi, przyczyną utraty wiary przez przyszłego pisarza. Po powrocie do domu Lewis podjął studia nad literaturą angielską. Na Uniwersytecie w Oxfordzie poznał J.R.R. Tolkiena i związał się z kręgiem Inklingów. Pod wpływem prowadzonych w grupie dyskusji rozpoczął się proces powrotu Lewisa do chrześcijaństwa. Problemy wiary, relacji człowieka do Boga, dobra i zła w świecie stały się jednym z głównych tematów jego pisarstwa.

C.S.Lewis zmarł 22 listopada 1963 r. w Oxfordzie, zostawiając po sobie spuściznę, która obejmuje nie tylko twórczość literacką, ale także eseistyczną, autobiograficzną i krytyczną.

Książka została wydana po śmierci C. S. Lewisa. Jest pisana w formie listów do fikcyjnego przyjaciela, dzięki temu możemy zaobserwować ogromny talent autora w kreowaniu bohaterów, jego dystans do siebie, wielkie poczucie humoru i łatwość z jaką posługiwał się piórem.
W sposób bardzo bezpośredni, z żartem, czasem ironią, potrafi przekazać swoje zdanie i przemyślenia o sprawach wielce istotnych, wierze, chrześcijaństwie, katolikach i nas samych.
Przeszkadzało mi podczas lektury odniesienia do wydarzeń, osób i publikacji, których nie znam i nigdy o nich nie słyszałam. Jednak doskonale pomyślane przypisy umożliwiają czytelnikowi pełen odbiór książki.

Czytając książkę zaskoczyło mnie to, że choć autor pisał ją w 1963 r., to wiele kwestii przez niego podniesionych są w dalszym ciągu aktualne. Wymienię chociażby msze, które na pierwszy rzut oka są nudne i nieciekawe ale z drugiej strony nie pozwalają na prawdziwe zjednoczenie z Bogiem, na pełne przeżycie liturgii, eucharystii i modlitwy. Wszystkie ozdobniki chóry, jasełka mają za zadanie przyciągnąć jak największą liczbę wiernych, chociaż nie koniecznie interesujących się rozmową ze Stwórcą.
Także celne są spostrzeżenie C. S. Lewisa co do chodzenia do kościoła i osądzania innych - jak wyglądają, czy ktoś ukląkł, czy się przeżegnał itp. Często traktujemy msze święte na pokaz i nic więcej. Bezmyślnie "wyklepujemy" formułki jednocześnie obserwując sąsiadów.
Kolejny przykład idealnie obrazuje cytat: "Jak trwoga to do Boga". Na co dzień zapominamy o bożych przykazaniach, codziennych modlitwach, miłosierdziu. Jednak kiedy dopadnie nas kryzys, stracimy zdrowie lub popadniemy w tarapaty, wtedy przypominamy sobie o Bogu, udajemy się na  pielgrzymki do sanktuariów, prosimy o wsparcie.
Razi nas oboje wyuczanie się modlitw na pamięć i klepanie ich bez namysłu i głębokiej wnikliwości. Mój synek jest teraz w I klasie szkoły podstawowej. Zdumiewa mnie ogrom formułek do wyuczenia. Dodatkowo katechetka nie wyjaśnia uczniom trudnych słów w nich użytych.
Wiele przez te lata się zmieniło w Kościele, kobiety są dopuszczane do święceń kapłańskich, dziewczynki służą do mszy, pozwolenie aktywnych homoseksualistów do sprawowania posługi biskupiej, ciche przyzwolenie na omijanie celibatu- byle bez skandalu, coraz to dramatyczniejsze podziały wewnątrz Kościoła.

Książka została napisana z myślą o ludziach nawróconych na chrześcijaństwo,  potrzebujących  wsparcia w praktykowaniu wiary, dla osób chcących z boku podpatrzeć członków Kościoła i kapłanów.
Jest również gratką dla miłośników twórczości C.S. Lewisa. Wg. pani Magdy Sobolewskiej, która napisała posłowie fani mogą się dopatrzyć echa jego licznych esejów i powieści. Nie mogę się do tego ustosunkować, gdyż opowieści o Narnii czytałam jako dziecko, a "O modlitwie" jest moim pierwszym spotkaniem z autorem w dorosłym życiu.
Mimo, że nie zaczytuję się w podobnej tematyce, C.S. Lewis wciągnął mnie w swoje rozważania o modlitwie.
 Recenzję można przeczytać również tutaj

Za egzemplarz recenzyjny bardzo dziękuję pani Kasi z portalu DużeKa oraz Wydawnictwu Esprit 
Czytaj dalej...

"Africanus. Syn konsula" Santiago Posteguillo

Autor: Santiago Posteguillo
Wydawnictwo: Esprit , Listopad 2011
ISBN: 978-83-61989-71-4
Liczba stron: 428
Wymiary: 145 x 205 mm
Tłumaczenie: Patrycja Zarawska
Moja ocena: 5/6





Po książkę sięgnęłam z wielką rezerwą gdyż epoka w niej opisywana nie jest bliska mojemu sercu ani nie znajduje się  w kręgu moich historycznych zainteresowań.
Po książkę sięgnęłam z wielką ciekawością zaintrygowana pozytywnymi opiniami i recenzjami na innych blogach.
Bałam się, że powieść przytłoczy mnie wiedzą o starożytnym Rzymie, pojęciami, bitwami.
Nic bardziej mylnego.


Hannibal
Wojny toczone przez Hannibala z Iberami czy z Italią opisane są w sposób, który pozwalał na jednoczesne czytanie i obserwowanie oczami wyobraźni. Obrazy same pokazywały się w głowie bez żadnego wysiłku. Dla kogoś kto zachwycił się filmem "Gladiator",  "Troja" czy "300" książka ta będzie fantastyczną podróżą w czasie, spektaklem popisów starożytnych wojowników, inteligentnych wodzów, krwiożerczych i specjalnie wytresowanych do walki zwierząt.
Sceny wojenne zapierają dech w piersi. Czytając je nie wiadomo kiedy obgryzłam paznokcie po same łokcie kibicując to jednej to drugiej stronie.
Jednak mimo wszystko,wojna opisana choćby w nie wiadomo jak barwny, emocjonujący i spektakularny sposób, zawsze pozostaje wojną. Przynosi spustoszenie, okrucieństwo, niepotrzebną śmierć żołnierzy i cywilów, żal, złość i wiele innych uczuć. Cierpi przez nią wiele ludzi i przez wiele pokoleń i nigdy nie przynosi dobrego rozwiązania. "Pokój, nawet niesprawiedliwy, jest pożyteczniejszy niż najsprawiedliwsza wojna".

Santiago Posteguillo chciał w swojej książce przybliżyć nam życie dwóch z najsłynniejszych wodzów w dziejach świata. I choć w opisie czytamy, że skupił się wyłącznie na  Scypionie Africanusie to ja bardziej i głębiej poznałam Hannibala. Czytałam o jego inteligencji i to on był genialnym strategiem, zaprawionym w boju, był geniuszem sztuki wojennej, potrafił zmotywować swoich żołnierzy nawet wtedy kiedy byli wycieńczeni, chorzy, bez wiary. Pchany chęcią zemsty (za śmierć ojca) a potem wielkiej chwały i bogactwa.
 Przeciwnika Hannibala poznajemy od momentu narodzenia. Obserwujemy jego rozwój i dojrzewanie. Możemy zaobserwować jego talent w posługiwaniu się mieczem, taktyce wojennej i  łatwości przyswajania wiedzy. Kiedy miała 17 lat pierwszy raz walczył z Hannibalem u boku ojca. Tam wykazał się wielką odwagą ale i wielką synowską miłością ratując konsula od pewnej śmierci. Nie było między nimi prawdziwej konfrontacji. Nie mogliśmy zaobserwować wiedzy i inteligencji Scypiona Africanusa w walce. Na szczęście są kolejne części tej historii: "Legionach przeklętych" i "Zdradzie Rzymu". Może tam rozwinie skrzydła.

Scypion Africanus
 "Africanus. Syn konsula" to nie tylko powieść o wojnie. Poznajemy życie i obyczaje starożytnego społeczeństwa. Obserwujemy ich zachowanie w prywatnych domostwach jak i w miejscach publicznych. Odkrywamy życie i losy człowieka od najniższej warstwy społeczeństwa po senat i konsulów rzymskich. Oglądamy ich w sytuacjach chwały, wielkiego patosu ale i wtedy gdy udają się do domów publicznych, podczas żebrania czy podczas wykonywania wyroków na nieposłusznych legionistach.

Możemy przeczytać o rozrywkach Rzymian. 2, który w 5 r. p. n. e. podzielił mieszkańców Italii  "na tych, którzy postrzegali teatr jako godny pogardy zagraniczny obyczaj, owoc greckich wpływów, zakłócających naturalny rozwój czystej rzymskiej myśli i sztuki, oraz tych, którzy mimo wszystko uważali wystawianie tych pierwszych przedstawień za ogromny postęp w życiu kulturalnym miasta". 

Mimo moich początkowych obaw  i ku mojemu zaskoczeniu książka przypadła mi do gustu. Chętnie oglądnęłabym ekranizację "Africanusa." Myślę, że ma spore szanse stać się hollywoodzkim hitem na miarę "Gladiatora" czy "Troi". Już zastanawiałam się nawet nad wyborem aktorów... :)


 Santiago Posteguillo
Jest profesorem na uniwersytecie w Walencji i autorem licznych książek poświęconych starożytności. Africanus (2006) doczekał się w Hiszpanii już 14 wydań. Dalsze dzieje Scypiona Afrykańskiego Posteguillo opowiedział w Legionach przeklętych (2008; 18 wydań) i Zdradzie Rzymu (2009; 6 wydań).


Za egzemplarz recenzyjny bardzo dziękuję pani Annie z wydawnictwa Esprit

Czytaj dalej...

"Uratować Sprite'a" Mark R. Levin

Wydawca: Wydawnictwo Esprit 
Tłumaczenie: Ryszard Zajączkowski
Okładka: miękka
Data premiery: 2008-06-20
ISBN: 978-83-60040-63-8
Moja ocena: 4+/6







Jedna z najpiękniejszych książek o naszych czworonożnych przyjaciołach, jakie kiedykolwiek napisano. Mark Levin jest słynnym amerykańskim dziennikarzem radiowym, autorem bestsellerowych książek o amerykańskiej polityce. Było więc wielkim zaskoczeniem, że wydał książkę na temat tak odległy o swych zwykłych zainteresowań, i jeszcze większą niespodzianką, gdy książka zawędrowała na pierwsze miejsca amerykańskich list bestsellerów. Książka jest niezwykłą opowieścią o należących do autora psach, o zabawnych wydarzeniach z nimi związanych, a wreszcie – w poruszający sposób opisanej walce jednego z nich ze śmiertelną chorobą. Opowieść Marka Levina jest jednym z najwspanialszych hołdów, jakie ludzkość oddała swoim największym przyjaciołom, towarzyszącym nam z niezachwianą wiernością od zarania dziejów.



"Sprite wywarł na mnie wpływ o wiele większy, niż mógłbym przypuszczać. Nauczył mnie bardziej cenić proste i ważne rzeczy w życiu."
Mark Levin


Jest to prawdziwa opowieść o przyjaźni między człowiekiem a psem. Jest ona piękna, wielka i zostawia po sobie ogromne pokłady uczuć. Czytając książkę niejednokrotnie łza zakręciła mi się w oku ze wzruszenia, ze złości na ludzką znieczulicę.
Może wielu wydam się głupia, może powiedzą: martwi się i przejmuje losem psa kiedy na około umierają ludzie, nasi bliscy, dzieci. Tylko, że jest wielu, którzy mogą się o nas zatroszczyć: lekarze, pielęgniarki, księża itd. Losem psa czy innego zwierzęcia mało kto się pochyli, zainteresuje.
W dzisiejszych czasach wiele słyszy się i widzi cierpienia i tragedię zwierząt. Większość przymyka oczy, udając że nic się nie stało , nie ma litości, nie ma empatii. To przecież tylko zwierzę. NIE CZUJE.

Z wielkim zainteresowaniem oglądam cykl w programie Uwaga w TVN "Zwierzęta są jak ludzie. Czują!"
Wiele okrucieństw i cierpień przysparza inteligentny homo- sapiens zwierzętom czasem z ignorancji, czasem z niewiedzy czy braku wyobraźni. Nie każdy jest godzien aby posiadać psa, kota czy innego innego pupila. Nie można się na nie decydować pod wpływem chwili, impulsu czy kupować w prezencie. Jeżeli już zdecydujemy się na posiadanie zwierzęcia trzeba go odpowiednio traktować: z szacunkiem, życzliwością czasem z pobłażaniem ale zawsze z miłością...

Ta książka wielu otworzy oczy może zainspiruje ale przede wszystkim pomoże stanąć w obronie naszych mniejszych przyjaciół. Szczególnie polecam miłośnikom i właścicielom czworonogów :)




 MARK R. LEVIN znany jest na amerykańskim rynku książki przede wszystkim jako prawnik konstytucjonalista i komentator polityczny największych ogólnokrajowych stacji radiowych i telewizyjnych, a także autor bestsellerów. Jest jednak, przede wszystkim i na pierwszym miejscu, gorącym miłośnikiem psów.
Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka