Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść grozy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść grozy. Pokaż wszystkie posty

Grzesznik, Artur Urbanowicz // Za dobro wynagradza, a za złe karze


Za dobro wynagradza, a za złe karze

Niedawno czytałam debiutancką powieść Artura Urbanowicza „Gałęziste”. Byłam oczarowana i samym pomysłem i wykonaniem. Książka zrobiła na mnie tak duże wrażenie, że obawiałam się sięgnąć po „Grzesznika”, który jest najnowszą propozycją autora. Czy udało się utrzymać rewelacyjny poziom? Czy Artur Urbanowicz osiągnął kolejny sukces?

Marek Suchocki ma wszystko: żonę, kochankę, dwójkę dzieci i prężnie rozwijający się interes. Ma też przyjaciół, nie musi martwić się o finanse i bezpieczeństwo. Do czasu... Marek jest największym suwalskim gangsterem i wrogów przybywa mu w zastraszającym tempie. Pojawienie się w mieście dawnego bossa, Grzegorza Samielewicza zwanego Grzesznikiem burzy do tej pory utarte reguły...

Marek tzw. Suchy to nie jest dobry człowiek. Jest brutalny, arogancki, mściwy i dba jedynie o własne dobro. Jest przestępcą, który nie boi się ubrudzić rąk i splamić je krwią niewinnych. Mimo to jest takim bohaterem, który przyciąga uwagę i z ciekawością śledzi się jego losy. Może właśnie dlatego, że jest zupełnie inny niż statystyczny czytelnik. Jego barwne życie, choć upstrzone tragedią i agresją nigdy nie będzie dla niego dostępne, przez co jest tak pociągające.
Towarzysze Marka są bandą bezlitosnych opryszków. Każdy z nich wyróżnia się na tle innych, ale jednocześnie są tak samo źli i okrutni. Działają na zlecenie swojego szefa i  nie stronią od żadnej odmiany przestępczego biznesu. Z równą troską udzielają się we włamaniach, kradzieżach, wymuszeniach, zabójstwach, prostytucji, przemycie. 

Dobro powraca. Tak samo jest i ze złem. Potworności, jakich się dopuszczamy, szczególnie wobec innych, wraca ze zdwojoną siłą. Szybko przekonał się o tym Suchy. Życie zaczyna mu się sypać niczym domek z kart. Upadają interesy, żona odchodzi, dzieci zaczynają nienawidzić, a kochanka znika bez śladu. Dodatkowo władzę w mieście przejął dawny boss, który właśnie wyszedł z więzienia. Ale to nie koniec... To dopiero początek armagedonu. 

Artur Urbanowicz mistrzowsko poprowadził narrację i snuł przed czytelnikiem zwodniczą grę. Knuł, mylił, kluczył i wywiódł w pole. Akcja „Grzesznika” niezwykle dynamiczna. Takich zwrotów akcji zupełnie się nie spodziewałam. Każda taka zmiana wprowadzała nowy element do układanki, którą mimo to trudno było złożyć w jedną całość. Niby wszystko pasowało, idealnie ze sobą współgrało, a jednak z tyłu głowy dość uporczywy szept siał niepewność. 

Sam pomysł idealnie wpasowany we współczesne realia. Kiedy wokół pełno przemocy i agresji, taka literacka podróż do przyszłości, gdzie możemy poznać konsekwencje pewnych zachowań, to znakomita myśl. Artur Urbanowicz pod kołderką trochę takiego moralizatorskiego tonu, dał się ponieść wyobraźni i tarmosił emocjami czytelnika niczym huragan koronami drzew. Napięcie, atmosfera, klimat idealnie wyważone i dający ten najbardziej pożądany efekt. 

„Grzesznik” jest powieścią wielowątkową, wielowymiarową, i w której można dopatrywać się wielu znaczeń, w zależności od stopnia wrażliwości czytelnika czy zdobytego doświadczenia. Oprócz tego jest doskonałą powieścią grozy, której nie radzę czytać po zmierzchu. Dreszcz niepokoju mocno oddziałuje i może stać się przyczyną bezsennych nocy. 

Jeżeli kręci Cię nuta strachu połączona z konsekwentną żonglerką emocjami i faktami, to „Grzesznik” jest dla Ciebie idealną lekturą :)









„Grzesznik” Artur Urbanowicz, wydawnictwo GMORK 2017





Czytaj dalej...

Nieudany eksperyment medyczny, czyli... Poczęcie, Chase Novak

Ostatnio wybieram lektury, które dotykają tematyki macierzyństwa, rodzicielstwa, wspomagania rozrodu, leczenia niepłodności. "Poczęcie" To książka, która doskonale wpisuje się w ten trend, ale... Opisuje problem z zupełnie innej strony. Jest totalną karykaturą tego, co znamy z powieści obyczajowych. Seks, ciąża, poród już nigdy nie będzie takie samo...

Alex i Leslie Twisdenowie są zgodnym, kochającym się, dobrze sytuowanym małżeństwem. Do pełni szczęścia brakuje im jedynie potomka. Mają za sobą wszystkie medyczne procedury, ale na koncie brak sukcesów. Są zdesperowani. Zdesperowani tak bardzo, że poszukują pomocy nawet takiej, która jest niekonwencjonalna, ryzykowna, kontrowersyjna, niemoralna. Czek na pokaźną kwotę otwiera im drzwi do słoweńskiego lekarza, który może spełnić ich marzenie. Eksperymentalny lek daje nadzwyczajne rezultaty. Przynosi również zmiany w kodzie genetycznym , który hamuje zdrowy rozsądek, znamiona człowieczeństwa, a przywraca instynkt łowcy, żądzę krwi i ofiary. 

Czy posiadanie potomstwa za wszelką cenę, jest warte zatraceniu własnej osobowości? Czy dziecko może być bezpieczne w rękach zmutowanego rodzica?

Dzieci, które boją się mamy i taty, to bardzo przykry i smutny obrazek. 

Bliźnięta Adam i Alice instynktownie wyczuwają, że rodzice mogą zrobić im krzywdę. Swoje obawy potwierdzają dyskretnie obserwując ich w sytuacjach intymnych. To co widzą i słyszą budzi ich największe przerażenie. 

Każdy dzień tej rodziny nasiąknięty jest strachem. Strachem w oczekiwaniu na nadchodzącą krzywdę i ból oraz strachem przed konsekwencjami własnych żądzy. Boją się dzieci i dorośli. Adam i Alice zaczynają dostrzegać inność swoich rodziców. Alex i Leslie zaczynają godzić się ze zmianami. Życie w ciągłej niepewności, rozdarciu między zachowaniem zdrowego rozsądku, a pofolgowaniu żądzy burzy właściwy porządek relacji rodzinnych. Chase Novak całą opowieść buduje na dwuznaczności i przeciwieństwach. Walka rozgrywa się pomiędzy miłością a pierwotnymi instynktami, poczuciem bezpieczeństwa a codziennym ryzykiem niedostatecznego opanowania, człowieczeństwem a zezwierzęceniem obyczajów. 

Chase Novak to nic nie mówiące nazwisko w środowisku twórców grozy i horroru. A jednak ku  naszemu zaskoczeniu , okazuje się że autor to nikt inny, jak dobrze znany Scott Spencer (Miłość bez końca, Statek z papieru, Mężczyzna z lasu, Szczęśliwi frajerzy) tworzący powieści obyczajowe z elementami romansu. Lubię kiedy pisarz eksperymentuje i stara się zdobywać nowe doświadczenia. W przypadku Scotta zmiana była ryzykowna i pewnie stąd ten pseudonim. Na szczęście udało się stworzyć ciekawą, klimatyczną, zaskakującą, budzącą wiele emocji historię o nieprzewidywalności ludzkiego życia i podejmowanych decyzji. Autorowi udaje się zwieść czytelnika. Najpierw wprowadza go w świat pełen blasku,światła, bogactwa by na koniec rzucić go w mrok śmierdzący padliną, krwią, odpadami ludzkiego i zwierzęcego ciała. Przedstawia nam bestię, która z pozoru nie budzi lęku, a przy bliższym poznaniu okazuje się jak złudne może okazać się pierwsze wrażenie. 

"Poczęcie" to książka, która odsłania brutalność świata i wprowadza go do zamkniętego, hermetycznego kręgu jakim jest rodzina. Burzy ustalony porządek świata, niszczy zaufanie, zrywa więzy bliskości. Jest również przestrogą przed eksperymentami medycznymi, które zmieniają marzenia w prawdziwy horror.






"Poczęcie" Chase Novak, tł. Piotr Kuś, Replika 2015









Czytaj dalej...

Mroczne, kontrowersyjne eksperymenty, czyli...Trupiarz, Ian Weir

ALEKSANDROWE MYŚLI POLECA* ALEKSANDROWE MYŚLI POLECA* ALEKSANDROWE  MYŚLI POLECA


Oszukać śmierć, wyrwać duszę z jej kościstych rąk i wskrzesić ją, przywrócić do życia to marzenie medyków i naukowców na całym świecie, od tysięcy lat. Wczesne eksperymenty lekarzy przeprowadzanych na zwłokach zdobytych w największym sekrecie, budziły przerażenie i masową histerię wśród społeczeństwa. Współcześnie, z pomocą coraz to nowocześniejszej aparatury, każdego dnia  przesuwamy granicę pomiędzy życiem i śmiercią. A kolejne doniesienia ze środowiska medycznego przyjmujemy ze zrozumieniem, ulgą, entuzjazmem, uznaniem. Bo przecież chcemy żyć długo i najlepiej szczęśliwie :) Nic więc dziwnego, że temat śmierci, ożywiania zmarłych rozpala wyobraźnię pisarzy, scenarzystów, reżyserów i nas zwykłych zjadaczy chleba.

Ian Weir również uległ fascynacji badań naukowych nad esencją życia, niewidzialnej granicy pomiędzy światami i dowodu na to, że nasze istnienie jest czymś więcej i nie traci znaczenia wraz ze śmiercią.

"Trupiarz" to specyficzna spowiedź Williama Starlinga, dziewiętnastoletniego asystenta chirurga i ocena czasów, w którym przyszło mu żyć. A nie był to łatwy okres w historii Wielkiej Brytanii. Właśnie skończyła się wojna z Napoleonem, która pochłonęła ofiarę życia tysięcy młodych mężczyzn. Gospodarka, społeczeństwo próbuje wrócić do równowagi i zamiast tragedii śmierci, skupić swoją uwagę na pięknie życia. Zgłębić jego naturę próbuje charyzmatyczny Dionysus Atherton, który w imię nauki nie obawia się eksperymentować na zwłokach wykopanych z miejscowych cmentarzy, rękami bezlitosnych trupiarzy. Jednak jego praca budzi zastrzeżenia moralne, przerażenie, masową histerię bo jej efektem jest człowiek, który nie ma prawa stąpać po ziemskim padole. Czy to sprytna sztuczka wpływowego anatoma, a może spełnienie marzeń o nieśmiertelności? Czy Will znajdzie odpowiedź na to pytanie? Co przyniesie poznanie prawdy?

"Czas wydaje się nieskończony, aż do chwili, gdy przestaje być."

"Trupiarz" to moja bajka. Lubię takie historie gdzie dreszcz niepokoju, odrobina przerażenia, szczypta makabrycznych wizji, potwornych zbrodni miesza się z brawurą, nieomylnością swoich dokonań, wiarą we własną wielkość. Jeżeli dodać do tego dokładny, drobiazgowy research pisarza, ogrom pracy włożonej w stworzenie realnych, złożonych postaci w wielowymiarowej, intrygującej historii osadzonej w czasach wiarygodnie historycznie i mentalnie, to ja mogę jedynie achać , ochać i wczytywać się, aż do zatarcia liter.

Ian Weir przedstawił wielowarstwowe społeczeństwo rządzące się własnymi prawami i pragnieniami- od bogatych domów w dzielnicy Mayfair, poprzez środowisko lekarskie, po nędzne speluny i lunapary w najpodlejszych zakątkach Londynu. Razem z trupiarzami wkraczamy w niebezpieczny świat korupcji i przemocy. Medycy odkrywają przed nami kulisy swego zawodu, gdzie wśród wrzasków, bólu, cierpienia pozwalają na obserwację rozwoju nauki i medycyny. Wśród grabieży, śmierci, rozkładu rozgrywają się ludzkie dramaty: życie w poczuciu winy, poszukiwanie siebie wśród zależności krwi i genów, nieodwzajemniona miłość, dręczące koszmarne obrazy wojny, zbrodnia, strata.

I XIX wieczny Londyn. Ach ten Londyn. Mroczny, klimatyczny, surowy. Z jednej strony stojący na straży prawa by z drugiej kpić z niego w żywe oczy. Bród, smród, kanały pełne martwych zwierząt, wulgarny nierząd na resztkach z pańskiego stołu. Samotność i drwina w dziecięcych przytułkach oraz narkotyczne wizje upadłych dam. Cudowna mieszanina tego co dobre i złe, białe i czarne, niewinne i grzeszne, moralne i rozpustne.

"Trupiarz" to książka nasiąknięta atmosferą powieści gotyckiej- mroczna tajemnica, bezduszna śmierć, szlachetny bohater i wygórowana cena za dążenie do poznania prawdy.






"Trupiarz" Ian Weir, tł. Agnieszka Śmiechowska, PWN, Warszawa 2014





Czytaj dalej...

Marcin Kozłowski "Egzorcyzm"

Jestem wielką fanką literatury grozy również w rodzimym wydaniu. Staram się trzymać rękę na pulsie i poznawać nowe nazwiska aspirujące do zaistnienia w tym gatunku. Tym razem zdecydowałam się zaznajomić z książką Marcina Kozłowskiego "Egzorcyzm".

Do szpitala psychiatrycznego zostaje przyjęty pacjent z ostrym zaburzeniem świadomości. Zachowuje się agresywnie. Jak się szybko okazuje jest niebezpieczny nie tylko dla siebie ale i dla całego otoczenia. W trzeciej dobie pobytu w szpitalu brutalnie gwałci i morduje młodą pielęgniarkę. Od tego czasu jego zachowanie staje się coraz bardziej niewytłumaczalne, niezrozumiałe i budzi przerażenie wśród personelu medycznego, ochroniarzy i policji.

Z przykrością muszę stwierdzić, że znajomość z książką nie zakończyła się przyjaźnią. Sam pomysł choć nie jest zbyt oryginalny można sprzedać gdy budowane warstwy, jedna po drugiej, będą intrygujące, będą płynnie się zazębiać, a wykonanie okaże się nienaganne. Niestety, tym razem się nie udało. Pan Marcin poszedł po najmniejszej linii oporu. Zraził mnie tendencyjnym potraktowaniem pensjonariuszy zakładu psychiatrycznego, sugestii, że chorzy są "psycholami", złem samym w sobie i zagrożeniem dla "normalnych" przedstawicieli społeczeństwa oraz mało wiarygodną pracą komisarza Lancewicza. Nie wyobrażam sobie by funkcjonariusz policji, w XXI wieku, bez mrugnięcia okiem przyjął za główny motyw zbrodni nawiedzenie przez demony. Nie mówiąc już o wątku samobójczej śmierci starszej kobiety, wtrąconych bez wyraźnego powiązania, rozwiązania i zakończenia. Wszyscy bohaterowie wydają się jakby pochodzili z innej bajki. Nikt do siebie nie pasuje, wszyscy wydają się być niekompetentni. Przyznam szczerze, że nie znam procedur szpitalnych, ale jeżeli ma się pod opieką niebezpiecznego pacjenta, wydaje mi się, że należy z większą ostrożnością wykonywać swoje czynności zawodowe. Ponad to nic nie wiemy o nowo przybyłym pacjencie. Nie wiemy jak ujawniła się jego choroba. Dlaczego wymaga hospitalizacji. Z jakiego powodu został uznany za niebezpiecznego. Nic nie wiemy również o doktorze Jankiewiczu. Czego się obawia? Dlaczego przyjął niebezpiecznego pacjenta do swojej placówki. Co mu ten pacjent insynuuje, co o nim wie? Jedyną sensowna postacią jest ksiądz Bartłomiej, który jest egzorcystą. Ten kierunek powieści najbardziej mi się spodobał i był najbardziej wiarygodny.

Jednak najbardziej nie podobała mi się scena gwałtu na młodej pielęgniarce. Mam wrażenie, że nie jest ona do końca przemyślana i dopracowana, a jej brutalność ma jedynie zaszokować i nie niesie za sobą nic więcej. Zestawienie seksualnej przyjemności, orgazmu z pierwotną siłą rozrywającą kobiecie pochwę i inne organy wewnętrzne jest nie na miejscu. To wielka sztuka opisać sceny brutalne i nie pozbawić ich sensu oraz spójności z całą koncepcją książki. Moim zdaniem frazę tę śmiało można by pominąć bez szkody dla treści i znaczenia dla całej historii .

Na całe szczęście książkę czyta się szybko, szkoda tylko, że bez entuzjazmu.





Marcin Kozłowski "Egzorcyzm", WFW, Warszawa 2014



Recenzja napisana dla serwisu DużeKa. 




Czytaj dalej...

Nawiedzony pałac

"Nie wiadomo, w którym miejscu kończy się przesąd, a zaczyna jakaś dziwna, niezrozumiała prawda." To jedno zdanie doskonale podsumowuje i oddaje klimat najnowszej książki Łukasza Henela pt. "On".


Powieść grozy od zawsze budziła moje zainteresowanie. Po prostu lubię się bać. Znam kilku światowych liderów tego gatunku, ale z rodzimymi autorami tworzących grozę mam znikomy kontakt. Dlatego tak bardzo zaintrygowała mnie książka o tak oczywistym a jednocześnie wymownym tytule "On".

36-letni Tomasz jest biznesmenem z żyłką przedsiębiorczości i hazardu, która do tej pory przynosiła mu szczęście i duże pieniądze. Mężczyzna może sobie pozwolić na dobry, ekologiczny samochód, samodzielne mieszkanie i spokojną przyszłość. Pilnując własnych interesów, codziennie przemierza trasę między Poznaniem a Zieloną Górą. Podczas jednej z takich podróży zabiera autostopowiczkę. Kobieta wysiada we wsi Wilki, gubi na siedzeniu stary, pamiątkowy medalion. Tomasz postanawia oddać zgubę. Biegnie za nieznajomą, która znika między drzewami w pobliskim lesie. Mężczyzna jest zdesperowany, podąża za znikającą sylwetką. Jednak zamiast autostopowiczki dostrzega w środku lasu opuszczony, zabytkowy pałacyk. W jednej chwili przychodzi mu do głowy pomysł na nowy biznes. Chce odnowić zniszczony dworek i urządzić w nim luksusowy hotel i restaurację. Nie odstrasza go ani mroczna przepowiednia, ani plotki miejscowych. Kiedy dostrzega zagrożenie, jest już za późno. Jaką historię skrywa stary pałac? I jaką rolę odegra pamiątkowy medalion?

Łukasz Henel z kilku pozornie błahych i banalnych elementów stworzył intrygującą i mroczną opowieść. Pałac na odludziu, w środku ciemnego, groźnego lasu, kilka starych mogił, uprzedzenia, zabobony, wiejskie przesądy stały się areną najgorszych ludzkich namiętności i ułomności. Każdy skrywa w sobie jakąś tajemnicę. Czasami pozostają one nieodkryte lub w cudowny sposób odmieniają nasze życie, a czasami wypełzają z całym swoim brudem, złem i plugawością. Czy sami aktywujemy te działania? A jak nie, to co lub kto wyzwala w ludziach te emocje?

Akcja powieści „On” jest wartka i pełna zwrotów akcji. Nic nie wydaje się takie, jak być powinno. Trudno jest dociec, gdzie czai się zło i jak się go ustrzec. To osobiście bardzo mi się podobało. Lubię w literaturze  niejednoznaczne, ewoluujące sytuacje i postacie. Nie wiem, czego się po nich spodziewać, a każda strona powieści staje się wtedy prawdziwą niespodzianką.

Osobiście preferuję ociekające krwią i innymi wydzielinami niewyjaśnione zbrodnie, perwersyjne rytuały oraz mroczność z najciemniejszej i najstraszliwszej otchłani. W książce "On" tego mi zabrakło. Jednak czytelnik debiutujący w smakowaniu literatury grozy będzie w pełni usatysfakcjonowany.



Podsumowanie

Plusy:
- adekwatna do treści okładka
- niejednoznaczne, ewoluujące sytuacje i postacie
- stary pałac w głębi lasu
- pamiątkowy medalion
- mroczna przepowiednia
- niewyjaśnione zbrodnie
- wiejskie przesądy i zabobony

Minusy:
- zbyt zachowawczy

Jednym zdaniem:
Pamiętaj: to tylko fikcja literacka :)


Łukasz Henel "On", Videograf, Chorzów 2013


4/6

Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :))))


Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka