Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbrodnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zbrodnia. Pokaż wszystkie posty

Behawiorysta, Remigiusz Mróz

Do tej pory każda przeczytana książka Remigiusza Mroza przynosiła ten cudowny stan zaskoczenia i czytelniczej satysfakcji. Najnowsza powieść autora, „Behawiorysta”, jeszcze przed oficjalną premierą, została okrzyknięta bestsellerem i najlepszą pozycją w jego dorobku. Ciekawość nie dała mi spokoju i najszybciej jak było to możliwe, sięgnęłam po powieść.
Czytaj dalej...

Styczniowe zapowiedzi z gatunku Literatura Faktu





„Dobranoc, Auschwitz” Aleksandra Wójcik, Maciej Zdziarski, Znak
 
Polacy, którzy przeżyli Auschwitz. Ostatni moment, by posłuchać ocalonych.

Józef Paczyński, rocznik 1920. Więzień numer 121 – z pierwszego transportu, fryzjer komendanta Rudolfa Hössa. Na pytanie, czemu nie poderżnął mu gardła, będzie musiał odpowiadać przez całe życie.
Marceli Godlewski, 1921, AK-owiec, egzekutor Kedywu. Po wielu miesiącach przesłuchań trafia do obozu, skąd ucieka przy pierwszej okazji.
Lidia Maksymowicz, najmłodsza. Uwięziona jako trzyletnia dziewczynka. Wystraszone dziecko ukrywające się pod pryczą przed wzrokiem doktora Mengele.
Karol Tendera, więzień numer 100 430. Zakażony tyfusem w ramach eksperymentu medycznego. Nigdy nie pogodzi się z tym, że można bezkarnie mówić o „polskich obozach zagłady”.
Stefan Lipniak, 1924. Czterdzieści cztery miesiące za drutami. Cała młodość. Niewiele o tym mówi, bo życie to nie tylko obóz.
Mija 70 lat. Byli więźniowie Auschwitz nadal żyją i są wśród nas. Spotykamy ich na ulicy, w tramwaju, w aptece. Mijamy w pośpiechu, nie zwracając uwagi. Wciąż mają dużo do opowiedzenia. Oto ich historie.


 „Brutalna kołysanka” Anna Malinowska, Agora 

Wstrząsający reportaż o losach dzieci uprowadzonych przez Lebensborn – nazistowską organizację powołaną w celu hodowli dzieci cennych rasowo.

Lebensborn to jedna z najczarniejszych legend II Wojny Światowej. Powołana do życia w 1935 roku przez Reichsfuhrera SS Heinricha Himmlera, miała być hodowlą czystych rasowo Niemców. Oficjalnie Lebensborn miała pomagać niezamężnym matkom i ich nieślubnym dzieciom. Prawda jednak okazała się bardziej wstrząsająca. Roman Hrabar, polski adwokat z Katowic po kapitulacji Niemiec zdemaskował prawdziwe zbrodnicze oblicze tej organizacji. Ale przede wszystkim odnalazł i przywiózł do Polski tysiące zrabowanych dzieci. W książce Anny Malinowskiej opowiadają one o swoich niezwykłych losach.

Książkę poleca Magdalena Grzebałkowska, finalistka Nike, autorka książki "1945. Wojna i pokój".


„Mogło być inaczej” John Brooks, Prószyński i s- ka

Dziecko adoptowane w Polsce przez amerykańskie małżeństwo i historia, którą powinien poznać każdy, kto ma problemy z dzieckiem.

W 1991 r. John Brooks i jego żona Erika adoptowali w Polsce czternastomiesięczną dziewczynkę. Nadali jej imię Casey. Przez kilkanaście lat John, Erika i Casey byli szczęśliwą rodziną. W wieku dojrzewania u Casey pojawiły się objawy poważnych zaburzeń emocjonalnych, niespodziewane napady złości i agresji, depresja i skłonności samobójcze. John i Erika przez kilka lat szukali pomocy psychologicznej. Nie znaleźli jej, a wyjaśnienie zaburzeń, na które cierpiała Casey pojawiło się zbyt późno.

"Mogło być inaczej" to książka o rodzicach, którzy desperacko poszukiwali pomocy, starając się ochronić swoją adoptowaną córkę, przed nią samą. To książka o rodzicach, którzy – podobnie jak wielu spośród nas – nie potrafili dostrzec, z jak poważnymi problemami boryka się ich dziecko, ani nie wiedzieli, w jaki sposób można próbować je rozwiązać. To wreszcie książka o rodzicach, którzy – chociaż przegrali walkę – nie spoczęli, dopóki nie zrozumieli, dlaczego tak się stało. To w końcu książka o ojcu Casey, autorze tej książki – książki, która może uratować niejedno życie.


„Zagadki kryminalne PRL” Kazimierz Kunicki, Tomasz Ławecki, Bellona

„Zagadki kryminalne PRL” to dwadzieścia mrożących krew w żyłach opowieści o głośnych zbrodniach, w wielu przypadkach seryjnych, które wydarzyły się w ciągu 45 lat istnienia Polski Ludowej we wszystkich społecznościach – od wiejskiej i małomiasteczkowej po wielkomiejską, a także w najróżniejszych środowiskach – chłopskim, robotniczym, studenckim, inteligenckim a nawet, co bardziej szokowało dawniej niż obecnie, intelektualnym. Część morderstw pozostała w ogóle niewyjaśniona, wiele rozwikłano tylko częściowo, a niektóre stanowią do dziś zagadkę, którą współcześni prawnicy, kryminolodzy i historycy usiłują rozwiązać, korzystając z materiałów Instytutu Pamięci Narodowej oraz współczesnych metod badań kryminalistycznych.
Autorzy „Tajemnic kryminalnych PRL”– Kazimierz Kunicki i Tomasz Ławecki mają w dorobku po kilkadziesiąt książek, w tym szereg pozycji popularnonaukowych, reportaży z kraju i ze świata, przewodników turystycznych, esejów oraz biografii sławnych Polaków. Znaczną część z nich napisali wspólnie, jak choćby opowieści o wydarzeniach „spisanych krwią” wydanych pod tytułem „Śladami słynnych zbrodni” (we współpracy z Lilianą Olchowik-Adamowską), w których nawiązywali do historycznej konwencji pitawala, jak od XVIII wieku nazywano zbiory kronik i sprawozdań z procesów kryminalnych. Tamta książka obejmowała wielowiekowy okres do końca okupacji niemieckiej, w tej natomiast autorzy zajmują się problemami zbrodni i kary z czasów nie aż tak odległych, a jednak odchodzących z wolna w zapomnienie.





Czy któraś z książek wzbudziła Wasze zainteresowanie? 


 
Czytaj dalej...

Ostatnia noc w Tremore Beach, Mikel Santiago



Mikel Santiago nazywany jest hiszpańskim Stephenem Kingiem. Nie przeczę, ta informacja mocno mnie zaintrygowała i sprawiła, że z ciekawością sięgnęłam po książkę "Ostatnia noc w Tremore Beach". Lubię tajemnicze opowieści na granicy realności i metafizyki, które budzą niepokój, pewien rodzaj strachu i nieregularne drżenie serca. 

Dom na odludziu, hermetycznie zamknięte środowisko mieszkańców nadmorskiego miasteczka i on światowej sławy kompozytor. Peter Harper próbuje odnaleźć spokój po rozwodzie, pogodzić się z utratą ukochanej osoby i odzyskać wenę twórczą. Jakiś wewnętrzny niepokój, gwałtowna burza, uderzenie pioruna i sztorm pobudzają szósty zmysł mężczyzny, który zaczyna widzieć potworną zbrodnię dotyczącą jego rodziny. Nikt nie chce wierzyć w jego wizje, a te powoli zaczynają się urealniać. Czy Peterowi uda się przebić przez sceptycyzm przyjaciół i obronić swoich bliskich? 

Peter to typowy mężczyzna po przejściach. Jego sława, talent, wymagająca praca sprawia, że rozsypuje mu się życie osobiste. Brak bliskości, czułości i rodzące się coraz bardziej burzliwe dyskusje doprowadzają w końcu do rozstania. A gdzie można odzyskać spokój i siłę na dalsze życie, jak nie w domku gdzieś na końcu świata, odciętym od cywilizacji i towarzystwa? Dla Petera jest nim dom w Tremore Beach gdzie próbuje zapomnieć i oswoić się z nową rzeczywistością, nie rzadko zapijając smutki morzem alkoholu. Na prostą pomagają mu wyjść sąsiedzi, starsze małżeństwo oraz młoda, równie życiowo pokiereszowana Judie i nadchodząca wizyta ukochanych dzieci. I właśnie tuż przed oczekiwaną wizytą Petera nawiedzają wizje brutalnej zbrodni, której ofiarami są bliscy i przyjaciele mężczyzny. Z początku otoczenie zaczyna traktować go jak nieszkodliwego wariata. Z czasem gdy wizje się nasilają, próbują zdiagnozować u niego chorobę psychiczną. Peter zaczyna wątpić w swoje przeczucie...

Odrzucenie, utrata wiary w siebie, samotność, izolacja, alkohol sprawia, że zachowanie Petera diametralnie się zmienia. Niepewność tego co realne, a to co podświadome i metafizyczne pobudza obawę, która udziela się czytelnikowi. Mikel Santiago z dużą wprawą kieruje wizjami bohatera, tak że równie czytelnik może zagubić się w tym co rzeczywiste, a tym co być może kieruje chory umysł. Każdy kolejny krok podejmowany przez Petera budzą ciekawość i strach przed tym, jak to wszystko może się skończyć. Jego samotne dążenie do odkrycia prawdy, sztormowa sceneria, tajemniczość miasteczka oraz jego mieszkańców, przez lata skrywane sekrety i powoli sprawdzający się scenariusz zbrodni nie pozwolił mi odłożyć książki przed końcem lektury. 

Mikel Santiago wprawnie buduje napiętą atmosferę. Akcja wbrew sennej, nadmorskiej miejscowości jest równie burzliwa jak pogoda, która przywiała niepokój, strach i radykalne rozwiązania. Nie miałam możliwości odgadnąć jaki będzie finał całej historii, bo jej tory gwałtownie się zmieniały i przynosiły niemałe zaskoczenie. Sami bohaterowie to nietuzinkowe postacie. Mężczyzna z przeszłością i niespotykaną umiejętnością, kobieta po przejściach z niewielkimi oczekiwaniami i para staruszków z tajemnicą, której rozwiązanie przerosły moje oczekiwania. 

"Ostatnią noc w Tremore Beach" mogę śmiało polecać czytelnikom, którzy lubią dreszcz niepewności, zaskoczenia i nieuchronność losu, która jest nam przeznaczona. 








"Ostatnia noc w Tremore Beach" Mikel Santiago, tł. Maria Mróz, Czarna Owca, Warszawa 2016








Czytaj dalej...

Umarli mają głos, Marek Krajewski, Jerzy Kawecki

Memento mori- Pamiętaj o śmierci

Współczesna kryminologia i rozwój techniki pozwala na to, by usłyszeć głos umarłych. To wskazówki pozostawione na ich ciałach mogą dać pełny obraz zbrodni, która ich dotknęła. Dzięki śladom biologicznym pozwalającym określić kod DNA sprawcy, profilowi psychologicznemu, gipsowym odlewom łatwiej jest rozgryźć zagadkę niespodziewanej, gwałtownej często brutalnej śmierci. W okresie PRL- u, w którym rozgrywa się większość tajemniczych spraw wrocławskich morderstw, wiele nie zostałoby rozwiązanych gdyby nie fascynata medycyny sądowej, znawca ludzkiej natury i osoba czuła na głos najbardziej pokrzywdzonych. Jest nim Jerzy Kawecki wykładowca w Katedrze i Zakładzie Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego i biegły sądowy z wieloletnim doświadczeniem zawodowym, a przez swoich współpracowników nazywany znawcą dziwnych trupów. Jego nieustępliwość i żywy umysł jest postrachem zbrodniarzy oraz podziwu wrocławskich policjantów, prokuratorów i lekarzy.
„Życie składa się z problemów i z rozwiązywania problemów. Reszta jest tylko gadaniem.”
„Umarli mają głos” jest zapisem spraw kryminalnych, w których Jerzy Kawecki brał udział, i które tylko dzięki niemu zostały rozwiązane i odpowiednio osądzone. Wyjątkowy, fabularny kształt, książce nadał Marek Krajewski, wybitny autor bestsellerowych powieści kryminalnych, a prywatnie przyjaciel wielkiego medyka. Pisarz z początku nie wierzył, że historie prosto z życia mogą być ciekawe, interesujące. Zmienił zdanie „po wielogodzinnych rozmowach z człowiekiem, który rozumie mowę umarłych. Okazało się, iż opowiadane przez nich historie mogą być fascynujące.”
„Umarli mają głos” to dwanaście autentycznych, mrożących krew w żyłach zbrodni wielowarstwowych, wielowątkowych, trudnych do rozwiązania, które wstrząsnęły opinią publiczną. Panowie przywołują historie morderstw zaplanowanych na zimno, w afekcie, dla pieniędzy, miłości. Opisują także seksualne dewiacje, nietypowe samobójstwo i zbrodnie o zabarwieniu rytualnym. Każda z dwunastu spraw jest inna, ale tak samo bulwersująca i przerażająca. Pomysłowość zbrodniarzy nie zna granic, a ich motywy to splot sprzyjających okoliczności, niedopowiedzeń, zachłanności, zazdrości i potrzeby rozładowania emocji. Największe wrażenie zrobiła na mnie historia zwyrodniałego ojca wykorzystującego niepełnosprawną córkę. Tylko trzeźwy, analityczny umysł, zainteresowanie fachową literaturą i brak zgody na przeraźliwą krzywdę dziewczynki sprawił, że Jerzy Kawecki doprowadził do skazania wyrodnego rodzica. Drugą jest wypadek samochodowy, w której śmierć ponieśli dwaj mali chłopcy, a sprawca próbował wymigać się od kary. Trzecią sprawą, która zatrzymała mój oddech to przekonanie, że zbrodnia doskonała jest możliwa. Na szczęście nauka, technologia dowodzi, że to przekonanie możemy wsadzić pomiędzy bajki.
Jestem mile zaskoczona formą książki. Bo każda z opisanych zbrodni jest oparta na faktach, autentycznych aktach i dokumentacji medyczno- sądowej. Język „Umarli mają głos” jest prosty, ale nie pozbawiony emocji, prawdziwości. Brak fachowego żargonu upraszcza lekturę, a fabularny zarys historii czyta się tak samo dobrze jak popularną powieść kryminalną. To połączenie przerażającej rzeczywistości Jerzego Kaweckiego z talentem literackim Marka Krajewskiego daje publikacji miejsce na podium wśród bestsellerów. Dodatkowym plusem książki to przybliżenie czytelnikowi pracy w prosektorium, obowiązki patologa, medyka i biegłego sądowego. Nie jest to lekki kawałek chleba. Sekcje, zwłoki w stanie rozkładu, smród gnijącego ciała, płyny ustrojowe, a także styczność z wynaturzonymi zachowaniami zbrodniarzy to codzienność Jerzego Kaweckiego i to, co zostaje w głowie już po kres życia. Zagnieżdża się i powraca w najmniej odpowiedniej chwili.
Reasumując, jeżeli ktoś myślał, że tylko fikcyjne zbrodnie szokują i wciskają w fotel, to się mylił. „Umarli mają głos” udowadnia, że to prawdziwe życie i nasze ludzkie namiętności, ułomności zamykają w ciemnym kręgu przerażenia, w którym oddech ulgi to nieosiągalne marzenie.



"Umarli mają głos. Prawdziwe historie" Marek Krajewski, Jerzy Kawecki, Znak, Kraków 2015


Recenzja została napisana dla serwisu Zaczytaj się, któremu dziękuję a egzemplarz recenzyjny książki :)


Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka