Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Mroczne siedlisko

Wieś przestała już sławić sielskie życie, a stała się areną pod wydarzenia jeżące włos na karku. 


Do baru w Starogórach wchodzi obszarpany, brudny i zakrwawiony mężczyzna z pętlą sznura zawieszoną na szyi. Nie może mówić, nic nie pamięta, nie wie kim jest. Za to towarzyszy mu poczucie strachu, straty i podskórne odczuwana pewność, że stało się coś potwornego. Ze zdziwieniem zauważa, że jest dobrze znany klientom i właścicielce baru. Chce się dowiedzieć co mu się przytrafiło oraz czyja krew jest na jego rękach?

Powieść rozpoczyna się od intrygującego, ale bliżej niesprecyzowanego i brutalnego finału tajemniczej historii. Wraz z głównym bohaterem zastanawiamy się, co mogło być powodem jego sponiewieranego wyglądu, kłopotów z pamięcią i niemożnością porozumiewania się. Przebłyski wiedzy w jego głowie sugeruje mrożącą krew w żyłach opowieść. Kiedy autor pobudzi już ciekawość czytelnika do granic wytrzymałości, bezceremonialnie cofa się w czasie, by rozpocząć swoją historię od samego początku.

Tymoteusz Smuta odziedziczył po dziadkach dom we wsi Wisioły. Spadek ten jest zaskoczeniem, ale i wybawieniem dla jego rodziny: żony Magdy i syna Czarusia. Każdy z jej członków ma względem przeprowadzki określone oczekiwania. Liczą, że zmiana środowiska uzdrowi małżeńskie relacje Smutów, 9-letni Czaruś zacznie mówić, Tymoteusz poradzi sobie z uzależnieniem od alkoholu, a Magda odnajdzie się wreszcie w roli żony i matki. Marzenia lubią się spełniać, ale nie zawsze w takiej postaci, w jakiej oczekujemy. Podobnie jest w przypadku naszych bohaterów. W ich życie, połatane szczęście brutalnie i nieuchronnie wkraczają zmiany. Z początku przyjmują je ze zrozumieniem, a z postępem czasu oczekiwanie staje się coraz bardziej podszyte strachem i przerażeniem.

Wieś i jej mieszkańcy skrywają mroczne sekrety, które wraz z przybyciem Smutów zaczynają wypływać na powierzchnię. Nie wszyscy są gotowi na konfrontację z mieszczuchami, czasem własną grzeszną przeszłością, przewinieniami.

Piotr Kulpa znakomicie stopniuje napięcie, pobudza wyobraźnię, intryguje i maluje bezwzględną rzeczywistość dla swoich bohaterów. Z pozoru sielska atmosfera siedliska zmienia się w arenę niewytłumaczalnych, brutalnych zdarzeń, niewyjaśnionych zgonów, głęboko zakorzenionych w dawnych tradycjach, wierzeniach, mrocznym folklorze. Gęsta, klaustrofobiczna atmosfera, przesiąknięta paraliżującym strachem, jeszcze bardziej się zagęszcza poprzez odcięcie tej małej społeczności od świata i zamknięcie jej na górzysto-leśnej powierzchni.

Postacie kreślone ręką Piotra Kulpy są dobrze przemyślane, wyraziste i odznaczają się bardzo realnymi osobowościami. Łatwo jest wejść z nimi w relację, zaangażować się w ich życie, w sytuacje jakich doświadczają, przeżywać i analizować ich zachowania oraz odbierać i współodczuwać emocje. Możliwość zagłębienie się w ich życie, zrywanie powierzchownych warstw póz i zasłon, obcowanie z nimi to czysta przyjemność.

„Pan na Wisiołach. Mroczne siedlisko” to fascynujący, bajecznie mroczny i pełny grozy obraz wsi gdzie z całą brutalnością wychodzi na jaw niejasna, niechlubna przeszłość. Oczekiwanie na drugi tom będzie prawdziwą męczarnią.




Piotr Kulpa "Pan na Wisiołach. Mroczne siedlisko", Videograf 2014




Recenzja napisana dla serwisu Dlalejdis, któremu dziękuję za egzemplarz recenzyjny książki :)))


Czytaj dalej...

Przedpremierowo (Billie- Anna Gavalda): Outsiderzy

Są ludzie, którzy nie pasują do schematu, których inność jest podkreślana, wyśmiewana, prześladowana. Są ludzie zagubieni we współczesnym świecie, którzy nie chcą lub nie mogą iść z prądem i pozostaje im wyjść mu na przeciw. Wreszcie są ludzie pokaleczeni życiem, zniszczeni przez bliskich, którym ścieżkę losu wyznaczają zależności pomiędzy pochodzeniem cierpieniem, przemocą, a patologią.

Blurb książki "Billie" Anny Gavaldy jest niezwykle tajemniczy i trudno jest wywnioskować czego konkretnie dotyczy. Dla mnie nie było to jakąś wielką przeszkodą. Z zapałem i z podnieceniem  rozpoczęłam lekturę. Już sam sposób narracji zaskakuje. Anna Gavalda proponuje coś na kształt pamiętnika, swoistej spowiedzi, apelu. Historię poznajemy z punktu widzenia Billie, która po niebezpiecznym upadku w górach błaga o życie swojego przyjaciela i wybawienie z trudnej sytuacji. Adresatem jej żarliwych modlitw jest jedna z gwiazd na nocnym niebie. W zamian za pomoc Billie oferuje historię swojego życia i genezę relacji łączącej ją z Franckiem.

Dowiadujemy się, że oboje byli szkolnymi outsiderami, żyjącymi własnymi problemami, przytłaczającym otoczeniem. Nie mieliby pojęcia o swoim istnieniu gdyby nie zadanie domowe. Zostali połączeni w parę mającą odegrać scenkę ze sztuki Alfreda de Musseta "Nie zadzieraj z miłością". Wspólne próby zbliżyły ich do siebie i właśnie wtedy połączyła ich nietypowa przyjaźń.

Słowa Anny Gavaldy są bezkompromisowe, pełne furii, surowe, szorstkie, a ich ostre kanty ranią i zagłębiają się prosto w serce. Krzywda drugiego człowieka zawsze budzi sprzeciw, a dążenie ofiar przemocy do kontroli nad własnym życie wzbudza wiarę i nadzieję.
I Billie i Frack nie mieli łatwego dzieciństwa. Ona żyła w ubogiej przyczepie campingowej gdzieś na śmieciowisku na peryferiach małego francuskiego miasteczka. Matka porzuciła ją gdy była rocznym bobasem, ojciec jest alkoholikiem, a macocha dała jej odczuć, że jest niepożądanym lokatorem. Ignorowana, opuszczona, niekochana, bita wycofuje się z życia, swojej społeczności. Ciągle gotowa do konfrontacji, zamknięta w pancerzu obojętności. Szuka akceptacji na różne sposoby. Czy ją otrzymuje? On wychowywał się w domu gdzie rządziła przemoc, niezrozumienie, wygórowane ambicje i oczekiwania. Boi się wyzwań, nie umie walczyć o swoje, poddaje się biegowi wydarzeń. Dopiero razem mają siłę stawić czoło światu, przyznać się do swojego zdania, walczyć z własnymi słabościami.

"Billie" to książka o akceptacji, tolerancji i podnoszeniu się z upadków jakie serwuje nam życie. Surowość, nieprzejednaność otoczenia koreluje z hojnością duszy i serca. Anna Gavalda udowadnia, że wystarczy odrobinę otwartości na świat by odkryć cenne wartości na co dzień głęboko skryte w pancerzu ograniczeń,  uprzedzeń, dyskryminacji.





Anna Gavalda "Billie", tł. Paweł Łapiński, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014


premiera książki: 5 czerwiec 2014


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Marty reprezentującej Wydawnictwo Literackie :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)



Czytaj dalej...

"Kto ratuje jedno życie- ratuje cały świat"

Dla ratowania życia swoich pociech matki są skłonne i gotowe do heroicznych czynów. Nikogo nie dziwią takie zachowania jak: odepchnięcie, odciągnięcie uwagi, zamianę miejsc, zasłanianie własnym ciałem czy oddanie dziecka w ręce zupełnie obcej osoby z pociągu jadącego na pewną zagładę, do obozu śmierci, do Oświęcimia. Maureen Lee z matczynego poświęcenia uplotła  kanwę swojej najnowszej powieści "Flora i Grace".

Rok 1944. Przez neutralną w światowym konflikcie Szwajcarię przejeżdża pociąg. Niespodziewanie zwalnia na jednej z prowincjonalnych stacji. Z bydlęcych wagonów dochodzą ludzkie jęki, krzyki i błagania o wodę. Przechodząca obok siedemnastoletnia Flora próbuje pomóc nieszczęśnikom. Z przerażeniem dostrzega, że pociąg powoli rusza i odjeżdża. W ostatniej chwili dostrzega, że jedna z więźniarek z pomiędzy desek wypycha niemowlę z rozpaczliwym błaganiem: "Weź go. Ma na imię Simon." Flora bez wahania odbiera od niej dziecko. Ta chwila łączy losy dwóch nieznajomych kobiet i niczego nieświadomego chłopczyka.


Flora jest sierotą. Straciła oboje rodziców w wypadku samochodowym. Jej wychowaniem zajęła się ciocia, która nigdy nie miała cierpliwości do dzieci. Wysłała dziewczynkę do szwajcarskiej szkoły Świętej Teresy cedując na wychowawców prawa do opieki. Nie interesuje się dziewczynką, zaspokaja jedynie jej potrzeby finansowe: opłacając naukę, wyżywienie i odzież. Flora dorastała bez miłości i nie trudno się domyśleć, że to tego uczucia będzie dążyć za wszelką cenę. Kiedy w jej ręce zostaje oddane dziecko wie, że już nigdy nie będzie sama, że właśnie teraz uda jej się stworzyć prawdziwą rodzinę. Opiekuje się Simonem i kurczowo trzyma go przy sobie. Nie słucha dobrych rad i nadmiernie angażuje się w wychowanie chłopczyka. Po wojnie nie zgadza się na wszczęcie poszukiwań biologicznej rodziny swojego podopiecznego oraz ujawnienie jego prawdziwego pochodzenia.
Rozumiem jej zachłanność na miłość. W przypadku małego Simona jest to uczucie czysto rodzinne, rodzicielskie. Flora za to nie potrafi zaangażować się w relacje damsko- męskie. Tak jakby nie wierzyła w ich trwałość, stabilność. Taka sylwetka, postawa jest pełna sprzeczności i kłóci się z moją interpretacją. Trudno mi było wykrzesać dla tej postaci jakieś ciepłe uczucia. Była mi całkowicie obojętna.

Równolegle poznajemy Eda Laine'a, amerykańskiego powieściopisarza: pierwsze próby wydania swoich powieści, odnalezienie miłości, konflikt z rodzicami wybranki, ucieczka w poszukiwaniu szczęścia, żałoba. Po wielu życiowych perturbacjach los krzyżuje ścieżki Eda i Flory. Dlaczego? Czy i co ich łączy? Jaka będzie ich przyszłość? Ed mimo, że odgrywa znaczącą rolę w tym dramacie, w moim mniemaniu jest jałowy, płaski.

Miałam okazję czytać już inne powieści Maureen Lee. Zawsze byłam pod wrażeniem jej stylu, podejmowanych tematów i ich realizacji wątek po wątku. Tym razem czuję pewien niedosyt i rozczarowanie. Postacie są bardzo naiwne, ich postawy wciśnięte w oklepany schemat, a zachowania mocno egoistyczne momentami karykaturalne i śmieszne.
Tematyka II wojny światowej i podejmowanych w tamtym czasie wyborów jest bardzo poważna, budząca wiele emocji, poruszenia a mam wrażenie, że Maureen Lee potraktowała go czysto komercyjnie ujmując mu przypisanej głębi. Większość z tej historii wydaje się być przegadana, a nie opowiedziana prosto z serca.

Na podstawie obu postaci pokazane zostały trudy i znoje powojennego bytu, zmiany światopoglądowe, obyczajowe czy modowe, wizerunkowe. Jesteśmy obserwatorami życia w Anglii i Ameryce lat 50- tych. I ten element powieści jest już bardziej dopracowany. Przystępny, czasami zbyt proste słownictwo pozwala na płynną, bezstresową i ekspresową lekturę.

Myślę, że "Flora i Grace" spodoba się niewymagającemu czytelnikowi, na niewymagającą okazję, któremu nie przeszkadza protekcjonalne potraktowanie tragedii największej wojny XX wieku. Mam nadzieję, że  miłośniczki Maureen Lee wybaczą jej spadek formy i z nie mniejszym utęsknieniem będą wypatrywać nowych powieści. Ja tak właśnie uczynię :)




Maureen Lee "Flora i Grace", tł. Grażyna Woźniak, Świat Książki , Warszawa 2014



Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Katarzyny reprezentującej wydawnictwo Świat Książki :))) Dziękuję za okazane zaufanie :)


Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka