Uwaga!


Wszystkie teksty zawarte na blogu Aleksandrowe myśli, chronione są prawem autorskim [na mocy: Dz.U.1994 nr24 poz.83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994r o prawie autorskim i prawach pokrewnych]. Kopiowanie treści, choćby fragmentów oraz wykorzystywanie ich w innych serwisach internetowych, na blogach itp itd wymaga pisemnej zgody autorki bloga.

Translate

Łączna liczba wyświetleń

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3/6. Pokaż wszystkie posty

"Ludzie Julya" Nadine Gordimer

Czasami zdarza się, że książka tak mocno oddziaływuje na moje zmysły, że nie sposób oprzeć się pokusie, odpędzić zachłanne myśli...
Tak zdarzyło się w przypadku powieści Nadine Gordimer. Sama do końca nie wiem co tak mocno przykuło moją uwagę: hipnotyzująca okładka? Intrygujący opis? Adnotacja o prestiżowej nagrodzie? 
Kim jest Nadine Gordimer?  Prawdę powiedziawszy nie wiem. Nie czuję się ignorantką ale po prawdzie nie śledzę laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. Dlatego byłam ogromnie ciekawa kim jest i co ma do powiedzenia zdobywczyni tego światowego wyróżnienia. 

Nadine Gordimer  to południowoafrykańska pisarka, pisząca w języku angielskim, laureatka Nagrody Nobla z literatury w roku 1991. Była córką żydowskiego imigranta z Litwy i Angielki (Isidore i Nan Gordimer). Choć oboje rodzice mieli pochodzenie żydowskie, Nadine Gordimer została wychowana jako chrześcijanka. W swojej twórczości poruszała sprawy konfliktów społecznych i psychologicznych następstw systemu apartheidu w RPA, a także inne tematy społeczno-polityczne swojego kraju i innych krajów afrykańskich. Osobiście zaangażowana w zwalczanie segregacji rasowej, została członkinią Afrykańskiego Kongresu Narodowego.


"Podczas krwawych zamieszek w Soweto rodzina Smalesów- Bam, Maureen i trójka ich dzieci- decyduje się uciekać do wioski ich wieloletniego służącego Julya".


Z początku trudno im było zaadaptować się do nowej sytuacji ale z pomocą serdecznego Julya zaczynają akceptować swoje położenie. Przestają zauważać niewygody, zbliżają się do siebie i mają okazję dokładniej poznać swojego wybawiciela. Z czasem relacje między gospodarzami a uciekinierami psują się. Maureen dostrzega w domu Julya swoje dawno zaginione rzeczy, a on sam robi się coraz bardziej natarczywy i bezwzględny.


Książka zapowiadała się rewelacyjnie. Niestety w trakcie lektury moja ekscytacja systematycznie malała by w końcu przemienić się w znużenie. Zabrakło mi w niej budowania napięcia, dramaturgi, jakiegoś mocnego akcentu i zdecydowanego finału. Do tego fabuła jest jakąś potworną plątaniną myśli, które jako tako mogłam zrozumieć po wielokrotnym czytaniu. Szalenie mnie to irytowało. Nawet teraz do końca nie wiem czy trafnie pojęłam sens przekazu...

Na plus mogę zaliczyć autorce rzetelny obraz afrykańskiego buszu, zwyczaje ludzi pokroju Julya. Opisy, porównania wypadają niezwykle barwnie i plastycznie. I chyba tylko dzięki nim ukończyłam lekturę książki.

Kolejną zaletą powieści są bohaterowie. Metamorfoza małżeństwa Smalesów jest przedstawiona kapitalnie. Na początku wyczuwa się w nich odrazę do nowych warunków, brak chęci do współpracy. Z czasem przywykli, okrzepli i przyjęli swoją rolę z dobrodziejstwem inwentarza :) Zaskoczył mnie stosunek Bama i  Maureen do swojego wieloletniego służącego i odwrotnie. Początkowo przyjaźń i serdeczność zmienia się diametralnie. 


Plusy i minusy książki zrównoważyły się. Dlatego oceniłam książkę na 3. Waszemu sumieniu i zdrowemu rozsądkowi pozostawiam decyzję odnośnie lektury "Ludzi Julya" 








Nadine Gordimer "Ludzie Julya", tł. Dariusz Żukowski, wydawnictwo M 2013, ISBN: 978-83-7595-525-5






3/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Doroty reprezentującej wydawnictwo M :))) Dziękuję za zaufanie :))


Czytaj dalej...

"Pułapka" Mark Billingham



"Kto raz został gangsterem, pozostaje nim na zawsze" 

Nawet  po śmierci? Te słowa jako pierwsze cisną mi się na usta, po przeczytaniu sentencji z okładki. Pytanie jest zaskakujące, niedorzeczne, naiwne... Mimo to gwarantuję, że odpowiedź na nie znajdziecie w najnowszej książce marka Billinghama pt. "Pułapka". 

Po lekturze tego kryminału, niewyjaśnione zjawisko jakim jest życie po życiu, może zostać pozbawione metafizycznej tajemnicy, obdarte z religijnego patosu i sprowadzone do roli alternatywy dla najbogatszych, najsprytniejszych, najpodlejszych gotowych na wszystko.

Alan Langford nie żyje! Jego szczątki zostały odnalezione w lesie, w spalonym samochodzie. Kto mógł dopuścić się tak bestialskiej zbrodni?! Za zaplanowanie tego zabójstwa została oskarżona i skazana żona ofiary- Donna. Kobieta odsiedziała w więzieniu zasądzony dziesięcioletni wyrok. Wszystko wydaje się być proste i oczywiste. Jest ofiara, jest kat, jest kara. Do czasu. Donna otrzymuje anonimowe listy, a w nich aktualne zdjęcia swojego "martwego" męża. Jak to jest możliwe? Czy to okrutny żart czy dobrze przemyślana intryga? Kto tak naprawdę jest ofiarą tej zbrodni? 
Tę zagadkę kryminalną próbuje rozwiązać Anna Carpenter- młoda, buńczuczna pani detektyw i inspektor Tom Thorne- dobrze znany wszystkim miłośnikom twórczości Marka Billinghama.

Jak sami zdążyliście już zauważyć, historia nie jest zbyt oryginalna i jedyna w swoim rodzaju. Sfingowana śmierć, pokutująca żona, nowe i wesołe życie współmałżonka...a im bardziej w las, tym bardziej sztampowo. Mark Billingham wyremontował jedynie kilka elementów w tle, odświeżył parę szczegółów, nałożył nowy kolor i dołożył odrobinę cieni. Niestety nie wniósł nic nowego do kanonu gatunku, czym nieco mnie rozczarował. Po autorze uznanym przez krytyków, nagrodzonym wieloma nagrodami w dziedzinie powieści kryminalnej można było spodziewać się naprawdę wartościowej, wręcz wybitnej lektury. Niestety "Pułapka" to kryminalne czytadło, ani dobre ani złe, przeciętne. 

Akcja powieści jest stateczna. Bark w niej wartkości, dynamizmu, napięcia, niepewności, jakiegokolwiek uczucia. Cała historia jest przewidywalna a na jej początku już widać koniec. Nie pobudzała ciekawości, nie zmuszała do zadawania pytań, poszukiwania, wgryzania się w treść z każdej strony by dotrzeć do prawdy. Większość faktów, wiadomości, informacji, tropów jest podana na talerzu, co jest szalenie irytujące. Był jeden moment, w którym autor mnie zaskoczył, wzmógł moją czujność i pozwolił przypuszczać, że wreszcie akcja się rozwinie, przyspieszy i da powód do kontynuacji lektury...Niestety mój zapał szybko został ostudzony a fabuła powróciła na utarte tory... i spokojnym, rytmicznym, usypiającym tempem dotarła do finału.

Postacie też jakoś szczególnie nie zapadły mi w pamięć. Poznajemy je dość powierzchownie, przez co trudno było się z nimi utożsamić, wejść w ich życie, poznać, polubić. Ich emocje, uczucia, relacje są widziane jak przez mgłę , są przytłoczone. Spędziłam z nimi trochę czasu, ale wcale ich nie znam i nie mam ochoty na ponowne spotkanie. 
Jedynie Anna Carpenter wybijała się z tłumu szarych i bardziej szarych postaci. Młoda, dociekliwa, niecierpliwa, brak doświadczenia nadrabia entuzjazmem. W tekście jest określona jako młoda Marple. Kpina. Znam dobrze pannę Marple (starsza pani, uwielbiająca zagadki kryminalne i detektywistyczne, bohaterka powieści królowej kryminału Agathy Christie) i nie żadnego widzę podobieństwa. Jedynie dociekliwość jest cechą główną obu pań, a jak dla mnie to za mało na taki przydomek. 

Książka Marka Billinghama to nie jest kryminał z najwyższej półki i miłośnicy gatunku mogą czuć się rozczarowani. 
Książka sprawdzi się natomiast w momencie, kiedy przyjdzie ochota na coś niezobowiązującego, nie wymagającego dużo uwagi o zabarwieniu kryminalnym. W sam raz na podróż komunikacją miejską lub do poczekalni u lekarza :)





Mark Billingham "Pułapka", tł. Robert Lipski, G+J 2013, ISBN: 978-83-7778-273-6



3/6


Recenzja napisana dla serwisu DużeKa, któremu serdecznie dziękuję za możliwość przeczytania książki :)))



Czytaj dalej...

"Podziemny świat" i " Boss z bagien" Jerry Cotton

Chyba już każdy zna serię Super Kryminał, który co dwa tygodnie ukazuje się na rynku i jest dostępna w kioskach i salonikach prasowych. Ich cena jest przystępna i plasuje się w granicach 10- 15 złotych.  Do Super Kryminałów są wybierane najciekawsze książki z klasyki gatunku, polskie i zagraniczne nowości, debiuty i wznowienia. Tym razem miałam okazję przeczytać dwie propozycje o fikcyjnym bohaterze powieści kryminalnych Jerrym Cottonie. Postać została stworzona w krajach niemieckojęzycznych i w Finlandii. Od ponad pięćdziesięciu lat jest z sukcesem wydawana w całej Europie przez grupę autorów.
Na motywach powieści powstało kilka słuchowisk radiowych oraz seria filmów.
Zobaczmy zatem z czym agent FBI Jerry Cotton miał do czynienie tym razem.

Jerry Cotton otrzymuje na swój telefon komórkowy wiadomość ze zdjęciem. Jest ono kiepskiej jakości i w pierwszej chwili wydaje się żartem. Jednak dla świętego spokoju postanawia przyjrzeć się jemu z bliska. Przesyła zdjęcie do laboratorium w kwaterze głównej. Po cyfrowej obróbce fotografii, z całą wyraźnością dostrzega znajomego agenta Zeerookah, który trzyma w rękach zwłoki nieznanego mężczyzny. Okazuje się również, że agent widoczny na zdjęciu prowadzi tajne śledztwo dla CDER- Centrum do Spraw Oceny i Badań nad Lekami. Centrum podejrzewa nielegalne testowanie nowego leku i za pomocą agenta Zeerookah próbuje rozwiązać zagadkę tajemniczych zgonów w trakcie klinicznych badań.

Jerry Cotton musi jak najprędzej podjąć śledztwo i odszukać zaginionego kolegę, któremu grozi niebezpieczeństwo.
Nasz bohater bardzo szybko wpada na odpowiedni trop i już wie kto i na kim przeprowadza te problematyczne badania. I tu mam ogromny zarzut i przyznaję ogromnego minusa. Jerry Cotton jest wykreowany na niekwestionowaną gwiazdę nowojorskiego FBI. Jest błyskotliwy, kompetentny, zawsze uzbrojony i nie imają się go żadne zbłąkane ani zamierzone kule. Zawsze wie, w jakim momencie się odsunąć, przechylić głowę. Zawsze też znajdą się inni, którzy w krytycznym momencie uratują mu tyłek. Nigdy nie był ranny, nawet nie miał żadnego zadrapania na policzku czy złamanej ręki. Jerry Cotton jest zbyt idealny, zbyt idealnie i za szybko rozwiązuje postawione przed nim zagadki. Dzięki czemu nie wydaje się rzeczywisty.

Sama historia badań nad nowym lekiem, testowanie jej na ludziach i nie zawracanie sobie głowy ich zgonami, jest bardzo ciekawe. Do badań wykorzystywani są bezdomni pod przykrywką bezpłatnej pomocy. Strach pomyśleć, że takie rzeczy mogłyby się wydarzyć w naszym środowisku. Niestety nie można tego stuprocentowo wykluczyć. Ludzie bezdomni nie wzbudzają niczyjego zainteresowania, ani państwa ani organów dbających o nasze bezpieczeństwo. Każdy chce od siebie odsunąć odpowiedzialność za bezdomnych i  łatwo można przeoczyć tajemnicze zgony w tej grupie społecznej.

Narracja jest prowadzona w pierwszej osobie i jest opowiadana z punktu widzenia Jerrego Cottona. Jak i w trzeciej osobie gdzie podglądamy rozwój fabuły z kilku perspektyw. Możemy śledzić akcję z każdego miejsca, widzieć i słyszeć każdą nawet najdrobniejszą insynuację, dowód, świadka. Mamy pełny obraz sytuacji przez co fabuła wydaje mi się przewidywalna. w "Podziemnym świecie" zabrakło mi elementu zaskoczenia, które budowałoby odczucie napięcia i niepokoju.


W drugiej książce " Boss z bagien" mamy do czynienia z morderstwem sprzed lat.
Z jeziora Tappan, na pograniczu stanów New Jersey i Nowego Jorku zostają wyłowione ludzkie szczątki. W pierwszej chwili kości były powodem do świętowania, gdyż miejsce jest przedmiotem badań archeologów poszukujących szczątków ludu prehistorycznego, plemienia Algonkinów. Szybko wychodzi na jaw, że kości należą do człowieka współczesnego. Po numerze seryjnym pochodzącego ze stawu biodrowego, policjanci odkrywają tożsamość zmarłego. Jest nim, od dawna poszukiwany, szef mafii...

W tej książce również znajdziemy opis wyidealizowanych działań agenta FBI Jerrego Cottona. Z tą różnicą, że nie zawsze zdąża na czas przed swoim tajemniczym przeciwnikiem. Trup w tej części ściele się gęsto, a ciałą są makabryczną ścieżką i wskazówką do rozwiązania zagadki. Tym razem Jerry Cotton wkracza w środowisko nowojorskiej mafii, dilerów narkotyków, płatnych morderców. Usiłuje odnaleźć zabójcę Tony' ego Damianiego. Ma kilku podejrzanych i świadków, którzy dziwnym zbiegiem okoliczności zostają zamordowani tuż przed złożeniem zeznań. Rozpoczyna się nierówna gra z czasem.

Wydarzenia z "Bossa z bagien" poznajemy w ten sam sposób, jaki znamy z "Podziemnego świata". Narracja jest podzielona na pierwszoosobową wersję zdarzeń, z punktu widzenia samego Jerrego Cottona i trzecioosobową opisującą to co główny bohater wiedzieć nie może. Znowu dostajemy na talerzu przewidywalną historię, tyle że opowiedzianą z wdziękiem i pewnym urokiem.

Reasumując, przygody Jerrego Cottona uważam za niezobowiązujące spotkanie w przerwie na poważniejsze powieści.
Jeżeli lubicie miłą rozrywkę z mało wymagającym kryminalikiem , to obie książki są dla Ciebie.
Jeżeli jednak jesteś prawdziwym i wnikliwym koneserem sztuki kryminalnej, Jerry Cotton nie spełni Twoich oczekiwań.
Wybór pozostawiam Tobie, czytelniku...


Jerry Cotton "Podziemny świat", wydawnictwo Pi 2012, ISBN: 978-83-62781-79-9
Jery Cotton "Boss z bagien", wydawnictwo Pi 2012, ISBN: 978-83-62781-28-7


3/6


Za możliwość przeczytania książek, dziękuję Panu Janowi z wydawnictwa Pi, Super Kryminał


Czytaj dalej...

"Oddam serce w dobre ręce" Katarzyna Olszaniecka

"Oddam serce w dobre ręce" to porcja dobrego humoru umiejętnie przelana na papier.


Rozpoczynając lekturę, miałam nieśmiałą nadzieję na wrażenia i emocje podobne do tych, kiedy zaczytywałam się w "Nigdy w życiu" Katarzyny Grocholi. Atrakcyjna panna z odzysku przenosi się na wieś, poznaje super przystojniaka z bagażem tajemnic. A tu...

Poznajemy ułamek życia przeciętnej czterdziestolatki. Sabrina, zwana przez wszystkich Riną, po śmierci męża zaszywa się w domu w wiejsko-sielskim anturażu, w podwarszawskiej miejscowości Kozy Polskie. Towarzystwa dotrzymują jej kucyk, trzy kozy, trzy psy i kot. Dla zapewnienia wygodnego bytu sobie i swojej gromadzie zwierząt, zajmuje się tłumaczeniami, pisze książki, produkuje nalewki i konfitury dla zaprzyjaźnionej restauratorki. W trudnych chwilach na duchu podtrzymują ją przyjaciółka Matylda i szwagier Karol. Życie Riny toczy się utartym torem, gdy nieoczekiwanie jego rytm zmienia przystojny i tajemniczy Igor.

Z przykrością muszę stwierdzić, że Katarzyna Olszaniecka nie zaproponowała niczego oryginalnego. Prosta i sztampowa fabuła opisująca życie 40-letniej kobiety podobnej do naszej ciotki, sąsiadki czy dalekiej znajomej. Zwykła i zupełnie nie rzucająca się w oczy. Jej celem jest spokojny, przyjemny byt w otoczeniu zwierząt i przyjaciół. Po stracie męża nie chce myśleć o nowym związku, ale przypadek sprawia, że jej serce mocniej zabije na widok przystojnego żołnierza.

"Oddam serce w dobre ręce" to taka konstrukcyjna sinusoida. Zaczyna się słabo, trochę nudno, od nakreślenia finansowo- życiowej sytuacji Riny. Akcja przyspiesza wraz z wycieczką Sabriny i Matyldy do Grecji. Robi się niezwykle zabawnie a historia nabiera rumieńców. Niestety, ten sympatyczny klimat kończy się definitywnie wraz z powrotem bohaterek do kraju. Od tego momentu znów robi się mdło i nieciekawie. Katarzyna Olszaniecka na zakończenie książki, próbuje jeszcze poderwać akcję próbą wyjaśnienia sekretu Igora. Wątek ten bardzo mnie zaintrygował a nawet uważam go za rozwojowy. Niestety, nie został odpowiednio wykorzystany przez autorkę, potraktowany po macoszemu stracił swój pierwotny blask, cały urok i oryginalność.

Powieść "Oddam serce w dobre ręce" broni się jedynie poczuciem humoru autorki, trafnie uchwyconym komizmem sytuacyjnym, który umiejętnie przelała na papier i obdarzyła nim główną bohaterkę. Dlatego mimo, iż historia mnie nie zaciekawiła, polubiłam Sabrinę. W zabawny sposób komentuje i podsumowuje obserwowane wydarzenia.

Reasumując, powieść "Oddam serce w dobre ręce" czyta się całkiem przyjemnie, ale zapomina się o niej wraz z przewróceniem ostatniej kartki. 


Katarzyna Olszaniecka "Oddam serce w dobre ręce", Zysk i s- ka 2012, ISBN: 978-83-7506-972-3



                                                                     >>3/6<< 



Recenzja napisana dla serwisu DlaLejdis, któremu bardzo dziękuję za możliwość przeczytania książki :) 




Czytaj dalej...

"Spacer ze śmiercią" Wiesław Hop

"Spacer ze śmiercią" to kolejna propozycja z serii Super Kryminał. Tym razem z ciężkim sercem ale czystym sumieniem , muszę powiedzieć, że ten tom jest najsłabszy.

A czego dotyczy kryminał Wiesława Hopa? Autor pozwala nam prześledzić tajniki pracy policjanta w dwóch różnych miejscowościach. Akcja rozgrywa się jednocześnie w przygranicznym mieście Przemyśl i podobnie usytuowanej gminie Szeroka Dolina. I choć wydaje się, że skala przestępczości powinna się różnić, to ostanie wydarzenia karzą temu przeczyć. Te dwa miejsca połączyła zbrodnia, maskowana podpaleniem. Czy to pozorne podobieństwo? Czy kryje się za tym coś więcej?

Wraz z postępami śledztwa obserwujemy metody pracy policjanta miejskiego i wiejskiego. Czy się czymś różnią? Zupełnie nie. Może jedynie nakładami pieniężnymi przyznawanymi komisariatom na wyposażenie. Niestety w państwowej kasie jest coraz mniej funduszy a funkcjonariusze muszą sobie radzić z tym co mają na stanie bądź pod ręką. W dużej mierze w pracy policjantom pomaga intuicja, inteligencja a przede wszystkim sprawdzeni informatorzy. To oni mają oczy i uszy otwarte na wszelkie plotki i informacje zdobywane nie zawsze legalnie.
Dzięki Panu Wiesławowi mamy wgląd również w stosunki jakie panują pomiędzy policjantami. Nie rzadko padają oni ofiarami karierowiczów, zwykłej ludzkiej zawiści i zazdrości.
Praca policjantów jest w dwójnasób trudna. Niebezpieczeństwo czai się od zewnątrz i od wewnątrz., nie wiadomo skąd uderzy.

Dlaczego uważam "Spacer ze śmiercią" za słabą? Akcja jest powolna i trwa w stagnacji od początku do końca książki. Niczym nie zaskakuje i pozwala łatwo rozwiązać zagadkę kryminalną. Jedynym plusem są dla mnie postaci kilku policjantów, którzy wnieśli książki odrobinę życia i humoru.


Wiesław Hop "Spacer ze śmiercią", Wydawnictwo Pi 2012, ISBN: 978-83-62781-73-7



>>3/6<<

Wiesław Hop  (ur. 1963) – z zawodu policjant, filozof z wykształcenia i zainteresowania. Wraz z żoną i trojgiem dzieci mieszka w Birczy w powiecie przemyskim. Zajmuje się również tworzeniem beletrystyki. Laureat ogólnopolskich konkursów literackich. Opowiadania i eseje publikuje w prasie oraz w almanachach. Dotychczas wydał powieść współczesną „Poranek pełen nadziei” (2011) W najnowszej powieści wydanej w serii superkryminałów, ukazuje rzeczywiste problemy i niebezpieczeństwa, którym muszą stawić czoła współcześni policjanci, niejednokrotnie narażając własne życie.



Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję panu Janowi z wydawnictwa Pi, Super Kryminał


Czytaj dalej...

"Grzechy Joanny" Joanna Marat

premiera: 21.11.2011
ISBN: 978-83-76741-54-3
EAN: 9788376741543
rok wydania: 2011
nr wydania: 1
oprawa: miękka + skrzydełka
il. stron: 240
Moja ocena: 3/6

Joanna Marat miała dobry, ciekawy pomysł na swoją powieść, ale z powiązaniem wszystkich faktów, wątków i wykreowaniem postaci było trochę gorzej.


Poznajemy 39-letnią Joannę H.- historyczkę, mediewistkę. Jest bardzo niepewna siebie, zahukana, trochę infantylna, skryta, obciążona trudnym dzieciństwem i chorą matką. Z dnia na dzień zostaje wyrzucona z uczelni, umiera jej ojciec. Jest zmuszona zamieszkać w kawalerce pełnej karaluchów w nędznej dzielnicy. Często czatuje, próbując oderwać się od swojego życia, szuka zapomnienia być może miłości. Pewnego dnia poznaje przez internet pewnego siebie, stanowczego i przystojnego Xawerego Stadnickiego. Z jednej strony jest nim zachwycona, z drugiej nie jest pewna, czy chce znajomość kontynuować. Mimo wszystko kusi ją wyzwolony świat, pełen niedomówień i namiętności nowego znajomego. Randka "w realu" jest pełna wrażeń, a Joanna pod wpływem mężczyzny zaczyna się zmieniać...

Trzonem powieści jest postać i życie Joanny. Jak dla mnie jest ona nierzeczywista i mało prawdopodobna. Nie wiem, czy taki był zamysł autorki w kreowaniu wizerunku i charakteru Joanny, czy stworzyła się ona przypadkiem bez namysłu. Trudne dzieciństwo, bieda, szykany i brak ciepłych uczuć matki miało duży wpływ na obecne życie Joanny. Jednak mimo problemów udaje jej się osiągnąć sukces. Niestety, nie zapałałam do niej sympatią, wręcz mnie denerwowała. Jak na 39-letnią, wykształconą kobietę zachowuje się i mówi jak nastolatka. Jej zwrot typu "Njujorker czy Nju Jork" doprowadzały mnie do szału. Wieczne niezdecydowanie Joanny odbierały całą radość czytania.

Szczerze mówiąc, żaden z bohaterów książki mnie nie zachwycił. Miałam wrażenie, że postacie są niedopracowane. Wszystkie są jednakowo bezbarwne. Wszyscy mówią tak samo i to samo. Różnią się tylko płcią i wiekiem. Być może Xawier miał być wyrazisty, jego bezpośredniość i otwarte spojrzenie na wiele dziedzin życia, w szczególności seksu, dla mnie było odpychające.

Jedynym godnym uwagi jest wątek wojenny. Chociaż i on jest potraktowany po macoszemu.  Historia Joanny i Xawiera jest typowa. Bez uniesień, bez magii. Czyta się dobrze ale nie zaskakuje. Osobno poszczególne wątki książki wydają się ciekawe i godne uwagi. Jednak jako całość, brakuje jej dopracowania, tego "czegoś".

Recenzję można przeczytać również tutaj

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję portalowi dla lejdis


Czytaj dalej...

"Dwanaście" Marcin Świetlicki

Wydawnictwo: Wydawnictwo EMG
Seria: Polska Kolekcja Kryminalna
Premiera:  Kwiecień 2006
ISBN: 83-922980-1-2
Liczba stron: 216
Wymiary: 148 x 210 mm
Okładka: miękka
Moja ocena: 3/6


Marcin Świetlicki jest uznanym pisarzem i laureatem wielu nagród literackich między innymi nagrody im. Georga Trakla, nagrody Kościelskich, Grand Prix w konkursie czasopisma "brulion", nagrody im. ks. Jana Twardowskiego, Paszportu Polityki (przyjęcia którego odmówił). Wielu czytelnikom jest znany ze swoich wierszy a jeszcze innym z zespołu Świetliki, w którym jest wokalistą i tekściarzem. Thriller "Dwanaście" jest jego debiutem prozatorskim.

Akcja rozgrywa się w Krakowie w czasie dwunastu miesięcy 2005 roku. Głównym bohaterem jest Mistrz, który jako młody chłopiec grał w kultowym serialu dla dzieci "Mały mistrz na tropie".
Teraz ma 44 lata, od dawna nie posiada dowodu osobistego, komórki ani konta w banku. Wszyscy mówią o nim "spuchł, utył i posiwiał". Całymi dniami siedzi i pije wódkę w krakowskich barach. Jednym z nich jest Biuro, knajpa jego starego znajomego Mango, kiedyś lidera zespołu Biały Kieł. Ma u niego stolik "specjalnie zarezerwowany i wódkę w rozsądnych ilościach za darmo".
Pewnego zimowego dnia za sprawą tajemniczej Patrycji Twardowskiej zostaje wplątany w kryminalną aferę. W przerwach między alkoholowymi libacjami próbuje prowadzić śledztwo. Chce odkryć kim jest człowiek, który zabija kolejnych członków zespołu Manga.

Książka miała być mroczna, trzymająca w napięciu, z wartką akcją.
Dla mnie jest chaotyczna przez co nierzeczywista. Często czułam się zdezorientowana i zagubiona nie mogąc odnaleźć się w fabule. Przez większość stron przechodziłam nie wiedząc co jest treścią thrillera a co pijackim bełkotem Mistrza. Czy to co mówi jest tym co się wydarzyło czy tylko jego wyobrażeniem tego co mogłoby się stać.
Narracja w trzeciej osobie pozwoliła mi pozostać na uboczu i zająć się tylko obserwacją, nie identyfikując się z nikim i z niczym.
Czasem trudno było mi przemóc się aby wziąć książkę do ręki i przeczytać chociaż kilka stron. innym razem nie mogłam się od niej oderwać.
Pod tą zawiłością słów i pokręconych zdań skrywają się prawdziwe ludzkie dramaty. Gwałt, morderstwo, poszukiwanie własnej tożsamości, upadek moralny, cena sławy i sukcesu. Jednak nie każdy zdąży to odkryć, rzucając lekturę w kąt by już nigdy do niej nie powrócić.
"Dwanaście" jest książką dla wytrwałych, którzy nie poddają się przy pierwszym niepowodzeniu i potrafią być konsekwentni.

Dużym atutem tej opowieści są wyraziste postacie:
Marzena Malinowska- "była to kobieta duża i ładna", "krwiożercza" dziennikarka telewizji 66TV, która dla dobrego tematu gotowa jest iść po trupach. Zastrasza, przekupuje, zmusza i szantażuje.
Pan Grzesio- ciapowaty operator kamery stacji telewizyjnej 66TV. Nie potrafi sam rozwiązywać swoich problemów, wyręcza się teściem. Jego pasją jest "czynienie dopisków na różnych forach internetowych, anonimowe komentowanie wszystkich i wszystkiego".
Ćma- kobieta w średnim wieku udająca podlotka. W czasach młodości była fanką zespołu Biały Kieł, sypiała z jego członkami. Obecnie oddaje swoje ciało każdemu kto życzliwie lub z zainteresowaniem na nią spojrzy.
Mango Głowacki- właściciel baru Biuro, wokalista zespołu Biały Kieł. Wiecznie szuka miłości. "Mężczyzną był kochliwym rekordowo".
"Patrycja Twardowska- prowokatorka czy gwiazda pierwszej świetności"- młodociana performerka, artystka obejmująca wszelkie dziedziny sztuki.
I na koniec sam Mistrz- samotny borykający się z echami sławy, bohater serialu sprzed lat a teraz "spuchł, utył i posiwiał".

Zakończenie jest wielkim zaskoczeniem. Dwa ostatnie rozdziały są wytłumaczeniem i rozwiązaniem zagadki kryminalnej. Akcja przyspiesza a treść jest jasna i klarowna. Od razu w mojej głowie zrodziło się pytanie: Nie można było pisać tak od początku, a nie mieszać w głowie biednym czytelnikom?

Chcąc być szczerą, muszę przyznać, że sama do końca  nie wiem czy książka mnie zachwyca czy rozczarowuje.
Recenzja napisana dla Portalu DużeKa i można ją przeczytać również tutaj  :)
Za egzemplarz recenzyjny bardzo dziękuję pani Kasi :)
Czytaj dalej...

"Dotyk martwych" Charlaine Harris




Charlaine Harris jest fenomenem literackim w Stanach Zjednoczonych. Jako jedyna autorka wprowadziła jednocześnie 7 tytułów serii na listę bestsellerów New York Times. Na podstawie jej serii o Sookie Stackhouse, laureat Oscara i nagrody Emmy, Alan Ball nakręcił serial, który z miejsca stał się hitem na całym świecie, zdobywając dwie nominacje do Złotych Globów i prawie 4 miliony widzów w samych USA. W Polsce emitowany na HBO serial jest najlepiej oglądanym serialem tego kanału. Prawa autorskie do serii książek Charlaine Harris o Sookie Stackhouse sprzedano do ponad 20 krajów.

 Charlaine Harris na nowo definiuje i ożywia świat istot nadnaturalnych – w cyklu bestsellerowych powieści o wampirach z Południa, których główną bohaterką jest kelnerka-telepatka Sookie Stackhouse. A oto wszystkie opowiadania o Sookie, pierwszy raz zebrane w jednym tomie.
    We „Wróżkowym pyle” telepatyczny talent Sookie przydaje się do odkrycia tajemnicy morderstwa jednej z wróżek-trojaczków.
    „Noc Drakuli” ma być wprawdzie upamiętnieniem narodzin Księcia Ciemności, ale to Sookie dostaje z tej okazji smakowicie wyglądający prezent.
    Wiadomość o śmierci kuzynki jest dla Sookie wstrząsająca, a  wieść o tym, że kuzynka była wampirzycą i zginęła przebita kołkiem, dosłownie odbiera jej mowę – w „Krótkiej odpowiedzi”.
    Kiedy Sookie sprzymierza się z zaprzyjaźnioną wiedźmą, Amelią, żeby odkryć, komu zalazł za skórę najlepszy agent ubezpieczeniowy w Bon Temps, obie mają „Fart”.
    W „Prezencie” Sookie zmaga się w samotności ze świąteczną chandrą – ale tylko do momentu niespodziewanego spotkania z kimś, kto ma o wiele większe problemy niż samotność.

Dla każdego laika w tym temacie spieszę wyjaśnić kim jest Sookie– obdarzona urokiem mieszkanki amerykańskiego Południa i zmagająca się z tysiącem głosów w głowie – szybko staje się ulubienicą wszystkich gości baru i katalizatorem nadprzyrodzonych wydarzeń w świecie, który jest dziwny i niesamowity, a zarazem prawdopodobny.

Prawdę mówiąc książka mnie nie zachwyciła. Podejrzewam, że "Dotyk martwych" jest gratką dla wielbicieli serii. Potrafią oni powiązać miejsca, czas oraz postacie z opowiadań i serii o Sookie Stackhouse.
Dla mnie te opowiadania były nudne. Wyróżnię tylko jedno, które naprawdę mi się spodobało "Noc Drakuli" przybliża nam życie nieumarłych żyjących w miasteczku Bon Temps. Wampiry powszechnie się ujawniły, mają własną gazetę "American Vampire", radiostację WDED, piją syntetyczną krew ale ci z najbardziej wytwornym gustem pijają Raylety- rzadka butelkowana krew syntetyczna z domieszką utytułowanej ludzkiej tzw. błękitnej. Atakowanie ludzi i wyssysanie  bez zgody i woli ofiary  grozi śmiercią przez przebicie kołkiem bądź spalenie na świetle słonecznym.
Takich rewelacji nie przeczytamy w żadnej innej książce o wampirach. To jest bardzo rewolucyjny pomysł po wszyskich Edwardach czy Stefanach, którzy są do siebie bardzo podobni.
Powielanie pomysłów przez innych autorów robi się nudne i przewidywalne. Charlaine Harris zaskoczyła mnie dzięki czemu książkę przeczytałam do  samego końca.


3/6
Czytaj dalej...

Administrator strony Aleksandrowe myśli korzysta z systemu komentarzy Disqus. Adresy IP i adresy e-mailowe są przechowywane przez administratora Disqus'a. Zakładając stronę na platformie Disqus wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych.
Aleksandrowe myśli © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka